Saturday, March 28, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 28


    — Ile wiesz o tej dziewczynie?
    Padło pytanie z ust, siedzącego naprzeciw niego mężczyzny. Spojrzał na zdjęcia, które wysunął w jego stronę. Nie miał trudności w zobaczeniu znajomej twarzy kobiety, której fotografię były zrobione z kilku perspektyw, lecz najczęściej były to zdjęcia, jak stoi przy swoim motocyklu.
    Inne zostały dosłownie wycięte z najlepszego kadru z kamer, które rejestrowały jedno z zawodów, na których występowała. Przerzucił dwa zdjęcia i zobaczył ją stojącą blisko ramienia jego przyjaciela. Gdy zaczął przeglądać, pozostałe zobaczył głównie ją i to w momentach, w których nie tylko się ścigała, lecz stała blisko własnej maszyny czy rozmawiała z ekipą.
    — Co chcesz wiedzieć?
    W końcu podniósł wzrok i spojrzał na swojego towarzysza, który siedział naprzeciw niego i wpatrywał się w niego w milczeniu. Mimo panującego wokół nich zgiełku baru, który jak co każdy piątek był wypełniony klientami, lecz głównie mężczyznami w różnych wieku, lecz dominowali ci już w średnim wieku, którzy pragnąć, uciec z kolegami pragnęli obejrzeć mecz przy piwie.
    Uciec na moment od rodzinnego zgiełku pragnąć, pokibicować swoim drużyną w rozgrywkach foodblowych, które śledzili, a najlepszymi kompanami byli koledzy z pracy czy przyjaciele, który wyrywali ich na te spotkania.
    Wszystko toczyło się swoim rytmem, barmani, którzy mieli akurat zmianę musieli, wciąż uwijać się dostarczając kolejne zamówione kufle piwa czy drinki oraz przekąski zagorzałym kibicom, którzy wpatrywali się w telewizory zawieszone na ścianach.
    Oni wydawali się odróżniać od nich wszystkich, bo nie przyglądali się jednej, z ważniejszych rozgrywek sezonów nie z taką intensywnością bardziej byli skupieni na rozmowie, chociaż i przy nich stały kufle z piwami a wokół nich były rozrzucone zdjęcia pewnej kobiety przyodzianej w skórę czy kombinezon motocyklistki.
    — Znasz ją? — zapytał po raz kolejny jego rozmówca.
    — Tak — przyznał. — To Fire — wyjaśnił, wspominając jej ksywkę, która była kojarzona w ich kręgach, ale prawda była taka, że to właśnie jeden z jego ludzi w taki sposób ją nazwał lata temu.
    — To wiem — odparł pospiesznie jego znajomy. — Konkretnie wiesz, kim jest.
    — To Julia — mówił cierpliwie. — Jeździ w mojej ekipie od lat. Mocno charyzmatyczna dziewczyna z najlepszym czasie bywała niepokonana na torze. Fakt przez ostatnie dwa lata wycofała się z zawodów, ale…
    — Obcerowałemją na ostatnich zawodach i robi wrażenie.
    — To nie jest jej szczyt możliwości — wtrącił się, wchodząc mu w słowo. — Jak wspomniałem, przez przerwę straciła nieco formę…
    — To raczej oczywiste.
    Przytaknął głową, bo każdy nawet ona zdawała sobie z tego sprawę.
    — Ale powoli odzyskują swoją tą lepszą formą.
    Nie mógł pozostać ślepym na to, że jej upór w dotarciu do momentu gdzie miała chyba swój najlepszy szczyt formy, w którym praktycznie gdyby statystycznie policzyć na pięć zawodów w czterech zyskiwała jedno z trzech pierwszych miejsc, było naprawdę imponujące. Upór i determinacja, jaką się wykazuje, jest chwalebne i mimo że był sceptykiem, wobec niej to nie mógł jej ująć tego, że się nie starała.
    Cieszyło go to, że wracała ta ich prawdziwa Fire, którą potrafiła kilkukrotnie pociągnąć ich ekipę w tabeli znacznie wyżej. Doskonale pamiętał, jak dopiero przyjechała do jego szkoły, by nauczyć się jeździć a teraz była jedną z zawodniczek, które w pewnych momentach była nazywana legendą.
    Może uzna to ktoś za przesadę, zupełne jak ona, lecz to są konsekwencje tego jak dążyła sumienie do swojego celu i ćwiczyła. Nie doszła tego gdyby nie poświęciła temu czasu energii i wielu no można to powiedzieć lat ćwiczeń.
    Tkwił w niej talent, który rozwinęła poprzez sumienną pracę. Nic nie przyszło jej z nieba. Pamiętał jej początki i widział, jak powoli rozwijała swoje umiejętności i lepiej zaczęła panować nad manewrami podczas poważniejszych manewrów.
    Była jedną z tych osób, które kochała to co robiła i wkładała ogrom serca w wysiłek, by stać się lepszą nie dla nich, ale dla siebie.
    — Skoro ją znasz, to wiesz, czym jeździła — w końcu zszedł na ten istotniejszy temat. — Czy to pierwszy raz by prowadziła ten motocykl.
    Delikatnie pokręcił głową, czym dał jasno do zrozumienia, że to założenie jest błędne. Widział, jak jego towarzysz delikatnie unosi głowę i spogląda na niego z lekkim zdumieniem gdy się odezwał:
    — Jeśli chodzi o nią, to od samego początku jest związana z kawasaki — wyjaśnił, na co jego towarzysz delikatnie uniósł spojrzenie, a on kontynuował: — Nigdy jej nie widziałem, by była na jakimś innym motocyklu z wyjątkiem jak znajdywała jakieś motory do swojej kolekcji, na co dzień głównie jeździ pod tą marką. Tak naprawdę od początku jest z nią związana. Zaczęła na nich jeździć od dwa tysiące ósmego roku i nie było roku, by przeszła na inny, zawsze kupowała z tej konkretnej linii. Dragon doradził jej ten model, sama przyznaje, że zawsze ją interesował Kawasaki i nie jak mówi, nie porzuci swojego dziedzictwa na pastwę innej marki. Trzeba przyznać, że dziewczyna opanowała te ścigacze, niemal do perfekcji w naszej grupie tylko ona je prowadzi — dokończył swoją wcześniejszą myśl.
    — Czyli mam rozumieć, żepraktycznie jeździ od ośmiu lat na nich?
    Przytaknął delikatnie głową, czym potwierdził jeszcze bardziej swoje wcześniejsze słowa.
    — Czemu o to pytasz…
    — Moje szefostwo ma do niej pewną propozycjęi na razie się jej przyglądamy i rozglądamy oraz no nie będę ukrywał, szukamy informacji. Z racji, że kojarzyłem, że dla ciebie ona jeździ, no wykorzystałem cię i chciałem podpytać.
    — Co konkretnie chcecie jej zaproponować? — zaciekawił się, nachylając się w stronę kolegi.
    — Na razie nie chce zdradzać, alezapewniam cię, na pewno się o tym dowiesz, jest to rzecz bardziej która ją i nas zwiąże na jakiś czas oczywście jeśli się zgodzi.
    — Wy chęci…

    — Oficjalnie rezygnuje — powiedział stanowczym głosem młody mężczyzna gdy tylko zdjął z głowy kask w momencie gdy zgasił silnik swojego motocykla, na którym wciąż siedział. — Ona jest dziś nie do prześcignięcia — mówił, kapitulując.
    — Czekaj rzadkością kiedy Owen narzeka na Julie — rozbrzmiał głos Ivy. — Przeważnie zawsze byłeś od niej lepszy — dodał, spoglądając na niego.
    — Dziś albo ma dobry dzień, albo cwaniara wróciła do jednej z lepszych swoich form — zaczął pomstować. — Jeżeli ja poległem już na trzecim wyścigu, z nią to jednak wraca ta stara Fire — zwrócił się do stojącej niedaleko niego dziewczyny.
    Wszyscy widzieli, jak wręcz uśmiecha się szeroko w jego stronę, stojąc oparta o swoim ukochanych motocykli z lekkim przymrużeniem oka, przyglądała się każdemu, z nich kto ją obserwował. Ona zdawała sobie nic sobie z tego nie robić i tylko uśmiechała się z niewinnością.
    Nie dało się ukryć, że nie o tyle szczęście, ale miała dzisiaj bardzo dobry dzień. Mimo że na trening praktycznie nie chciało się jej przyjechać, praktycznie musieli ją do tego namawiać, to jednak gdy wsiadła na motor i wyruszyła w trasę, poczuła taką euforię i szczęście, którego dawno nie czuła.
    Przyjechała na tor i zaczynając, niewinnie nikt się nie spodziewał, że dziś będzie ją naprawdę nie łatwo pokonać. Jak zazwyczaj ścigała się z Dragonem, bo podczas treningów byli ulubionymi rywalami na torze i było to po nich widać, to nawet on skapitulował gdy przegrał po raz trzeci z rzędu i wywiesił białą flagę.
    — Jeśli chcecie ją zniszczyć, to próbujecie dziś, się nie da ją złamać.
    Dragon miał tendencje do przesady i uwielbiał w taki sposób komentować swoje porażki, lecz nawet po nim było widać rezygnacje gdy zsiadł z motoru pokonany.
    — Wybaczcie za to kopanie waszych tyłków, ale chyba od dawna nie miałam tak dobrej passy — Chyba los mi odpłaca za poprzedni trening — powiedziała, a na jej twarzy pojawiła się niesmak.
    Fakt ostatnie ich spotkanie dla niej było dość kiepskie. Od początku gdy tylko przyjechała widać, że nie miała zbytnio humoru, a na torze no powiedzenie, że było fatalnie to jakby nic nie powiedzieć. Wyglądało to jeszcze gorzej niż wtedy gdy po raz pierwszy powróciła do nich po praktycznie dwóch latach przerwy.
    Wtedy poddała się po czwartym przegranym wyścigu, gdzie zajęła jedno z ostatnich miejsc i nie chcąc ich dręczyć po prostu, wróciła do domu, szczególnie że była lekka sprzeczka pomiędzy nią a Dragonem, co rzadko się zdarzało, kochali sobie dogryzać i docinać, ale to była rzeczywista spina.
    — Chwali ci się Fire — skomentował Derek. — Chyba przydał ci się porządny wycisk na treningu.
    — Mam może zbyt dużą ambicję, ale przy kolejnych półfinałach lecę po złoto.
    Zobaczyła wręcz poruszenie wśród jej znajomych, którzy byli zdumieni, bo fakt ostatnio nie osiągała aż tak wysokiej pozycji i nawet od niej tego nie oczekiwano. Nie w momencie gdy wraca się po dość dłuższym czasie, gdzie nie trenowała ani występowała, więc to było zrozumiałe. Tak dali jej możliwość trenowania na nowo, ale nie wymuszali, na niej nie wiadomo jakiej presji.
    Ona rzucała sobie wyzwania, do których dążyła i znając ją, wiedzieli, że może osiągnąć cel, który sobie postawiła.
    — Dobra kto się ze mną mierzy, mam ochotę na jeszcze jeden przejazd, a potem chyba się zmywam — spojrzała po każdym z nich.
    — Dobra ja spróbuje — powiedziała Ellena, która stanęła z trybun, na których siedziała.
    — Odważnie — skomentował pod nosem Derek. — Dobra to zapraszam. Tylko błagam dziewczyny, nie pozabijacie się na tym torze, bo wiem, że obie lubicie przykozaczyć — starał się przemówić im do rozsądku.
    Uśmiech, którym obie dziewczyny się wymieniły, jednak był dla niego zbyt wymowny, by interpretować go zupełnie inaczej. Poczuł na sobie spojrzenie oczu swojego najbliższego przyjaciela, który popatrzył na niego w tej samej chwili gdy on westchnął cicho, spodziewając się, co może wkrótce nastąpić.
    Wkrótce obie zawodniczki zasiadły na swoich maszynach i gdy tylko jedno z nich rozpoczęło ten wyścig, dotarł do nich szum motocykli.
 
 

Sunday, March 22, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 27

    — Stary co się dzieje?
    Mruknął cicho pod nosem, podrywając lekko głowę do góry i spojrzał wprost na swojego przyjaciela. Dopiero teraz przyuważył, że od dłuższej chwili z uwagą mu się przyglądał. Nie dostrzegł tego, pochłonięty swoimi przemyśleniami.
    — Nic — wyrzucił z siebie, nawet się nad tym nie zastanawiając.
    Siedzący naprzeciw niego raper nie dał wiary jego słowom, szczególnie że nie było to w jego zwyczaju, żeby siedzieć aż tak cicho. On należał do osób dość ekspresyjnych i gadatliwych i nawet jeśli mieli przerwy pomiędzy nagrywaniem kolejnych partii, wokalnych to zdarzały się momenty, w którym usta mu się nie zamykały.
    Dlatego zadziwiające było to, że od kilku godzin siedzi dość markotny, wręcz osowiały co mu się przeważnie nie zdarzało. Odkąd tylko rozpoczęli pracę, nie zagadywał go czy nie rozśmieszał, co miał w zwyczaju, dlatego to wzbudziło jego niepokój.
    Zaprzestał pracy, a on nawet nie dostrzegł tego, że od dłuższej chwili mu się przyglądał. Coś wyraźnie go trapiło, tylko nie miał pojęcia co, czuł, że będzie musiał to z niego wyciągnąć. Bywały tematy, o których chętniej rozmawiał, ale oczywiście były i takie, które nie koniecznie chciał poruszać.
    Zaczął mieć dość dziwne przeczucia, lecz nie kierował się nimi zawsze, bo potrafiły go kilkokrotnie zwieść.
    — Chyba jednak nie takie nic skoro od dłuższej chwili siedzisz taki osowiały — mówił.
    Podniósł gwałtowniej głowę, spoglądając w jego stronę zdumiony tym, co właśnie powiedział. Zobaczył, jak ostrożnie odpycha się od biurka i wkrótce zobaczył go, jak siedzi tuż obok niego i zerka na niego przelotnie nim, spytał:
    — Więc w czym leży problem — zagadnął.
    Odchylił mimowolnie głowę do tyłu ze wzdychając cicho. Ponownie się podniósł z pewną świadomością tego, że nie uniknie tej rozmowy, chociażby się naprawdę starał Michaela, nie było łatwo przekonać do tego, by nie drążył tematu.
    Z jednej strony rzadko można trafić na takich przyjaciół, z drugiej mogło, być to delikatnie mówiąc irytujące. On nie zamierzał się jednak o to złościć, bo zdawał sobie sprawę, że mimo swoich wewnętrznych zapewnień, że sobie z tym poradzi sam, to jednak potrzebował się komuś wygadać poza Alice.
    On wydawał się najbardziej rozsądną osobą nie tylko dlatego, że go doskonale znał, ale również nie musiał specjalnie wtajemniczać go w tę sprawę, bo o niej wiedział.
    — Chodzi o młodą — przyznał w końcu.
    Mimo że Julia już od kilku lat była dorosłą kobietą, nie mógł przestać zwracać się do niej w taki sposób. Szczególnie że nie miała nic przeciw nawet teraz nie oburzała się gdy mu się wymsknęła. Gdyby na to spojrzeć nadal była od niego młodsza, a to nie było nacechowane negatywnie czy wrednie, ale bardziej taki szczebiotliwy sposób.
    — Konkretnie? — dociekał, spoglądając na niego z ciekawością.
    Było dla niego, to intrygujące co chodzi mu po głowie szczególności, że zdawał sobie sprawę, że jakiś czas temu się pogodzili. Nie sądził, że problem leżał w nim w końcu, Julia sama mu się przyznała, że zdecydowała się im dać kolejną szansę, jednak widział, że Chestera najwyraźniej coś gryzie.
    Patrzył, jak pochyla się nieznacznie na przód i opiera się łokciami na swoich kolanach. Przez moment wbijał swoje spojrzenie w podłogę studia, nic nie mówiąc, a on nie miał śmiałości się odezwać. Czekał cierpliwie, aż zdecyduje się cokolwiek wspomnieć.
    — Mam wrażenie, że wciąż wobec mnie zachowuje dość spory dystans — wyznał w końcu, odwracając głowę w jego kierunku. — Nie zrozum mnie źle, wiem, że spierdoliłem po całości i mimo że zdaje sobie sprawę, że odbudowanie jej zaufania nie będzie takie łatwe jednak w głowie pojawiają się te natrętne myśli gdy widzę cię oraz ją w tak zagorzałych stosunkach a ja zawaliłem wszystko, na co pracowałem z nią przez kilka lat — wyznał z westchnieniem.
    Widział, jak ponownie się prostuje i opiera na krześle a on ani na moment nie spuścił z niego wzroku. To fakt mogło wydawać się to mocno frustrujące. Jemu również nie przyszło łatwo budowanie tej więzi, jaką mieli w końcu, ich również podzieliły intrygi jej byłej małżonki.
    — Myślisz, że wobec mnie nie zachowywała dość dużego dystansu? — zagadnął go, nagle przerywając panującą wokół nich ciszę.
    Czuł na sobie jego przenikliwe spojrzenie, a on gdy tylko zobaczył, zdumienie w jego oczach uśmiechnął się lekko i skinął delikatnie głową i nie spoglądając na niego, dokończył.
    — Uwierz mi przyjacielu ja z nią, na początku też nie miałem, łatwo mając na uwadze fakt, że wciąż uważała, że ja zdradziłem — przypomniał mu sytuację sprzed lat. — W końcu jednak wyszło na to, że jedyne, na czym sen skończyło to na próbie adresowanie czegoś więcej, a ostateczności nic nie było.
    — Czekaj — nagle poderwał się i popatrzył w jego kierunku. — Jeśli dobrze pamiętam, zerwaliście, bo ją zdradziłeś to w końcu jak ostatecznie było — zaczął dociekać.
    — Do niczego nie doszło — powiedział w swojej obronie. — Jak mówiłem, że niczego nie pamiętałem to, nie próbowałem się bronić tym, że po prostu zapomniałem o tym, bo faktycznie ja niczego nie pamiętałem — mówił, ponownie wracając do tam tym wydarzeń. — Okazało się, że… — urwał na moment, czując jak w jego gardle pojawia się niewidoczna gula gdy tylko miał zamiar wypowiedzieć imię tej kobiety. — Ona mnie wrobiła — dodał i odchrząknął. — Pamiętałem jedynie, że byłem w klubie i piłem po tamtej kłótni z Julią i ona się przysiadła, ale nigdy nie pamiętałem, bym skończył z nią w łóżku. Ona sama się przyznała, że do niczego nie doszło. Tuż po powrocie padłem pijany a rano ona po prostu się rozebrała tak, by wyglądało w taki sposób, bym uwierzył, że ze sobą spaliśmy.
    — Czyli…
    — Nie zdradziłem jej w sensie fizycznym — przyznał. — Ale emocjonalny owszem — dokończył. — Kończąc moją wcześniejszą myśl, nasze stosunki na początku również nie były zbyt łatwe. W końcu świadomie chciała nie o tyle się zdystansować, ale odciąć od wszystkich, szczególnie że zmagała się z problemami z samooceną i tym jak wyglądała po porwaniu.
    — Powiedz, ale tak szczerze widziałeś jak wtedy wyglądała?
    Pokręcił głową w zaprzeczeniu, bo nawet jeśli częściowo potem opatrunki zdjęła i widział jak kwas w pewnych miejscach, wyżarł jej dosłownie skórę, to nie pokazała wszystkiego. Mógł tylko zaobserwować jej rany oraz blizny, które zaczęły tworzyć się na szyi, bo nawet dłoni czy nóg nigdy nie zobaczył, bo zazwyczaj kryła się pod długimi ubraniami.
    — Widziałem naprawdę nie wiele, nigdy nie chciała się mi pokazać. Mimo że pomagałem jej po operacjach plastycznych, nie widziałem, jak to wygląda przed. Zobaczyłem jedynie oparzenia na karku, ale one były drugiego stopnia, te najgorsze zawsze ukrywała pod ubraniami.
    Milczał, bonie miał odwagi się odezwać. To był kolejny powód, dlaczego miał wobec siebie aż tak ogromne pretensje, że tak mocno ją zawiódł. Zamiast być przy niej w takiej chwili, to on musiał odstawić komedie oraz uwierzyć jakieś kłamcy, bo inaczej nie mógł tego powiedzieć. Wprost przyznawał, był durniem, głupkiem idiotą, który uwierzył, najbardziej zakłamanej osobie opuszczając osobę, która najbardziej go potrzebowała.
    Nadal wyrzucał sobie wydarzenia, które wciąż powracały do jego umysłu, wciąż widział oczami wyobraźni jej spojrzenie gdy właściwie ją skazał, bo inaczej nie dało się tego powiedzieć. Najbardziej lojalną i uczciwą osobę sam wepchnął za kratki i tego, nie mógł bronić, lecz chyba najbardziej co bolało i będzie boleć mimo mijających lat to jakim skurwysynem się okazał.
    Wciąż wyrzucał sobie, że złamał daną sobie samemu obietnice, gdzie deklarował, że nigdy jej nie zawodzie, że nie zachowa się jak ich ojciec, a postąpił nie podobnie, ale wręcz tak samo.
    — Rozumiem twoją frustrację — odezwał się Michael. — Pamiętaj jednak, że gdy się spotkaliście pierwszy raz i starałeś się o jej adopcje, również nie wpadliście sobie w ramiona. Do takich spraw jest potrzebny niestety czas czy to się nam podoba czy nie. Tak było również w naszym przypadku, musieliśmy od zera wszystko budować.
    — To i tak nie zmieni tego, że jestem sam na siebie zły. Mogłem jej posłuchać, z resztą byłem idiotą, wierząc nie własnej siostrze, a jakieś potem manipulantce. Nie wiem, co mnie jeszcze wtedy podkusiło — przyznał.
    Próbował zrozumieć swoje własne zachowanie, jednak było to naprawdę trudne i nie mógł, pojąć czemu to zrobił. Mógłby się usprawiedliwiać, ale czy miało to sens.
    — I właśnie w tym tkwi problem, że zdaje sobie, że nie będzie to proste, ale boli mnie to, że jest wobec mnie zdystansowana — wyznał szczerze.
    — To normalne, sam miałem podobne odczucia z jej punktu widzenia, jest to katulana reakcja. Nas to może boleć, dla niej to w pełni zrozumiałe i oczywiste — powiedział z lekką ostrożnością w głosie.
    — Co ja mam w takiej sytuacji zrobić?
    Pomiędzy nimi zapanowała chwila ciszej której żadnej z nich nie śmiał przerwać. Oboje wpatrywali się przed siebie pogrążeni w swoich przemyśleniach.
    — Nic — odezwał się nagle Michaela, co go zaskoczyło.
    Spojrzał w jego stronę zdumiony śmiałością jego słów kiedy on prędko pośpieszył z wyjaśnieniami, mówiąc:
    — Wiesz dobrze, żepotrzebujecie oboje czasu i niestety nie przyśpieszyć tego, może to chwile potrwać, ale patrząc na to jak kiedyś reagowała na wzmiankę o tobie a teraz z jaki panuje spokój gdy tylko coś o tobie napomknę czy ona, to uwierz, jest różnica. Nic nie przyśpieszysz, ty i ona potrzebujecie czasu.

Saturday, March 21, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 26


    — Ja cię tylko proszę — mówiąc to, zbliżył się do miejsca, w którym stała. — Nich spieprz tego — wręcz ją prosił.
    Zdawali sobie sprawę, że to nie był jej najlepszy czas. Owszem miała taki okres gdy była w ciągłym treningu i mimo że od kilku miesięcy ćwiczyła i trenowała to, nie był jej szczytowy okres, z oczywistych względów, to mimo wszystko starała się doścignąć tę wersję, samej siebie, jaką była przed tym gdy odsunęła się od zawodów.
    Zdawała sobie sprawę, że zależy im na wysokim miejscu w tabeli i mimo sceptycyzmu Dereka to zdecydowali się dać jej szansę i praktycznie czuła się jak wtedy gdy po raz pierwszy musiała udowodnić swoją wartość oraz uczyć się, lecz wtedy to były podstawy w tym przypadku, musiała powrócić do formy.
    Zdawała sobie sprawy, że nie nastąpi to od razu, jednak w pełni satysfakcjonowały ją poprzednie miejsca w tabeli. Poprzednie zawody skończyła tuż przed podium, bo była czwarta na mecie. Spoglądając w jego oczy, widziała jedynie pragnienie zwycięstwa oraz tego by przesunęli się w tabeli o kolumnę wyżej.
    — Nie oczekuj, że zdobędę złoto — ostrzegła go. — Nie daje ci tej gwarancji, ale postaram się wejść do pierwszej trójki.
    Nie były to jałowe obietnice, bo nie da się ukryć, miała ogromną chętkę na wygraną. Czaiła się na jedną z głównych pozycji, lecz nie chciała składać deklaracji, których nie pokryje. Była zdeterminowana, czuła, że jest w najlepszej formie, odkąd tylko powróciła na tor, a miejsce tutaj musiała o nie powalczyć.
    — Ja cię tylko proszę Julio, wyląduj w pierwszej piątce, bo nie chce byśmy spadli — starał się mówić w miarę dyplomatycznie, lecz po chwili uznał, że nie warto się gryźć w język i dodał: — Jeśli zawalisz, odsuwamy cię z wyścigów na jakiś czas, nie eliminujemy, ale wracasz do treningu, właściwie to twój sprawdzian — dokończył swoją wcześniejsza myśl.
    — Idę na to — powiedziała, delikatnie pochylając się w jego stronę.
    Uśmiechnęła się do niego w dość charakterystycznym dla siebie sposób. Ktoś uznałaby, że niepotrzebnie wywiera na nią presje, szczególnie że nie tak dawno powróciła do jazdy, lecz nawet jeśli to w taki sposób odebrała, nie miało, to znaczenia.
    Co mogło wydawać się zaskakujące, ale lubiła działać pod presją czasu. W końcu nie bez powodu umiała łączyć pracę studia oraz zawody i potrafiła, opanować to w taki sposób by nie zawieś nie innych, ale samej siebie na tej płaszczyźnie.
    Przesuwała wtedy granice, coraz bardziej lubią sprostać rzuconym jej wyzwaniom.
    — Zawodniczki na start — rozbrzmiał po całym stadionie głos prowadzącego.
    Nie spuszczając ani na moment z niego spojrzenia, założyła kask na głowę i odpaliła silnik swojego ukochanego dwukołowca. Dźwięk kilku uruchamiających się maszyn rozbrzmiał na stadionie wśród wiwatów zgromadzonego tłumu na trybunach. Gdy zaczęła powoli odjeżdżać zobaczyła stojącego za nią Dereka który miał bardzo poważną miną.
    Był jedną z tych osób, które stawiały jej obecnie ogromne wyzwania. Nie była jednak tym absolutnie zaskoczona szczególności, że to inni uznali, że była gotowa, ona sama czuła, że może wrócić, ale nikt nawet ona nie miał tej pewności czy będzie tak dobra jak dawniej.
    Można by stwierdzić, że to głupie, by porównywać ją do szczytu formy, którą posiadała parę lat temu do momentu, w którym musi do tego powrócić po dłuższym czasie przerwy, ale jak wspomniała, lubiła, jak rzucano jej wyzwania.
    Przystanęła na linie startu.
    Czy czuła, chociażbytrochę presji? Może delikatnie tak, jednak bardziej odczuwalnymi emocjami były ekscytacja, która mimo tylu wyścigów ona nadal nie minęła, ona wciąż powracała i mimo że nie była taka jak na samym początku, to wciąż była ta nutka euforii.
    Skupiła się na torze, który miał być jej celem, nie chcąc się rozproszyć przez plażę i wiwaty, które rozgrzały, lecz jej jedynym celem skupienia było słuchanie prowadzącego, który oznajmił o rozpoczęciu wyścigu. Ona patrzyła na światła, które stały na poboczu, które iskrzyły się czerwonym blaskiem, by po krótkiej chwili zmieniły się w pomarańcz, a potem w zieleń.
    Szum ruszających motocykli mógł być ogłuszający jednak ci, którzy wiedli swoje ukochane maszyny jedyne, co się dla nich liczyła to droga przed nimi i chęć zwycięstwa. Zupełnie jak w jej przypadku, jechała wprost przez jedną prostą, mijając po drodze inne zawodniczki, a pod chustką nieświadomie przygryzała dolną wargę, gdy dostrzegła znajome jej z dawnych lat Suzuki, motocykl jej największej rywalki, która w ostatnich zawodach pokonała ją i stanęła na podium. Może nie zyskała pierwszego miejsca, lecz świadomość, że zdobyła brąz oraz jej dość kpiące uwagi przed wyścigiem sprawiły, przekręcając manetkę, czując tę prędkość, która była tak uzależniająca.
    Przejechała wkrótce obok dziewczyny z numerem dwadzieścia cztery, która prowadziła swój motocykl. Na tyle dało się zauważyć logo Hondy, jechała po drugim krańcu, obrzeży dając jej wręcz idealne miejsce do prześcignięcia jej, ruszyła w pogoń za dziewczyną, z którą od lat się mierzyła. Jedyne czego pragnąć to ją prześcignąć.
    Ktoś uzna, że ich rywalizacja była bezsensowna, lecz spór zaczął się od dogryzień i kąśliwych uwag w jej kierunku, na które nie pozostała być bierna, dlatego od wojny dogryzań skończyło się na wojnie między nią a nimi i mogło się wydawać, że obie ekipy na tym cierpiały, lecz od początku nie były w dość dobrych stosunkach.
    Zawsze ze sobą rywalizowali przeważnie o to pierwsze miejsce.
    Więc ich konflikt nie był bezpodstawny.
    Skręcając na jednym z dość ostrych zakrętów, znacząco się pochyliła, lecz nie dotknęła ziemi ani przez moment. Nie utraciła równowagi, a ona ufała sobie i motocyklowi na, tyle że nie bała się zaryzykować. Wyczucie maszyny było istotne, by opanować tak ryzykowne ruchy. Nie zrobiła, by ich gdyby nie widziała, na co nie stać tego dwukołowca.
    Zawsze liczyło się przetestowanie jej w warunkach torowych.
    Widziała coraz bliżej jej numer, który jak u każdego zawieszone było na tyle kombinezonu i patrząc w lusterku, jak jedna z dziewcząt ją dogania, ponownie przyśpieszyła, będąc coraz bliżej swojego celu. Obserwowała ją z uwagą gdy pochyla lekko motocykl na kolejnym skręcie, przez ułamek sekundy wydawało się, jakby się zachwiała, co momentalnie wykorzystała, jadąc tuż obok i prześcigając ją o kilka cali.
    Nawet jeśli nie mogła, spojrzeć na nią w bok wiedziała, że jest się pieklenie zła. W końcu przez ostatnie zawody triumfują.
    — Niepokonana Fire — szydziła. —Raczej pokonana…
    W chwili gdy tylko usłyszała te słowa w głowie, momentalnie przyśpieszyła mimo bliskości kolejnego skrętu, mogła w tej chwili mocno ryzykować, lecz liczyło się dla niej to by pokazać, że ten tytuł wciąż się jej należy i nawet jeśli miała spadek formy i mogła nie zyskiwać po długiej przerwie, to ten pseudonim nie istniał bez powodu.
    Determinacja i chęć zwycięstwa stała się tak silna, że gdy dostrzegła kolejny motocykl przed sobą, jedynym jej pragnieniem było prześcignięcia jej.
    Może miała niezdrowe podejście do chęci zwycięstwa, ale była go tak rządna, że dziś nic ja nie powstrzyma, przed tym, by to osiągnąć. Spoglądając ukradkowo na tablice rozdzielcza zobaczyła praktycznie dochodziło do szesnastu mil na godzinę.
    Czuła jak kącik jej ust podrywa się do góry gdy przyśpieszyła do szesnastu, będąc coraz bliżej kolejnej rywalki, którą chciała, pokonać w lusterku wręcz widziała widzącą na jej ogonie rywalkę, która usilnie próbowała ją nie tylko dogonić, ale prześcignąć.
    Na kolejnej prostej jechała, jeszcze szybciej wręcz zrównując się z kolejną dziewczyna. Nawet nie zdała sobie sprawę, że tym manewrem weszła na podium, ona była skupiona na tym, żeby dotrzeć na metę, jak najszybciej się da i utrzymać te pozycje.
    Wkrótce zobaczyła ostatni skręt, który powoli wiódł ich do mety, więc to były ostatnie cale, w których mogła, jedynie utrzymać pozycje było nierealne, dosięgniecie dwóch dziewcząt, które znacząco były na przodzie. Skupiła się na tym, by żadna z poprzednich dziewcząt jej nie minęła i nie zabrała miejsca.
    Gdy w lusterku zobaczyła, jak podjeżdża do niej poprzednia mijająca przez nią zawodniczka, przewidziała jej kolejny ruch i nie pozwoliła, przejechać zasłaniając jej drogę.
    Widziała coraz bliżej metę i gdy tylko wyszła z zakrętu, odwróciła ponownie metkę, przyśpieszając znacząco, a po kilku sekundach przejechała przez linie mety.
    — Trzecie miejsce zawodniczka z numerem dwadzieścia — oznajmił spiker.
    Wrzawa w boksie ekipy spod Los Angeles zawrzała, gdy zobaczyli, jak nazwisko Fire wskazuje na trzecie miejsce w rywalizacji, a oni mieli realną szansę o przeskoczenie, o jedno miejsce będąc bliżej podium.
    
Tymczasem w studiu Worner Bros

    — Chłopaki możemy skupić się na pracy — zagrzmiał głos Roberta, który w tej sytuacji myślał najbardziej racjonalnie.
    — Pięć minut stary.
    Wokalista machnął ręką na przyjaciela, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa, który leżał na bezpiecznej części konsolety, gdzie w tle odpalona była transmisja z odbywających się właśnie zawodów motocyklowych.
    — Julia ma szansę na brąz — powiedział podekscytowana.
    To momentalnie ostudziło zapał do pracy perkusiście, który wyszedł za swojego instrumentu i podszedł do kolegów, którzy stali wokół dwojga piosenkarzy, którzy siedzieli na fotelach, przyglądając się z zapartym tchem na relacje z zawodów.
    Nawet nie przysłuchiwali się zbytnio komentarza prowadzącego, który komentował przebieg wyścigu. Każdy wpatrywał się tylko w jedną z zawodniczek, tą, która prowadziła tak charakterystyczny zielony motocykl. Nikt nic nie mówił, lecz w powietrzu dało się wprost wyczuć napięcie, które im towarzyszyło, gdy przyglądali się, jak niemal na jednym z zakrętów pochyla się bliżej asfaltu.
    Przez ułamek sekundy, Michael przyglądał się temu, a w jego sercu zaczęła pojawiać się obawa, lecz wkrótce zobaczył jak bez problemu, podnosi się wraz z maszyną, a on poczuł jakby nieświadomą ulgę.
    — Stary nie masz o co się martwić, ona w końcu się tego uczyła — odezwał się nagle Brad, który stał tuż obok niego.
    — Tak, ale mała praktycznie dwuletnią przerwę — przypomniał mu. — Wróciła do zawodów stosunkowo nie dawno i mogła…
    — Takich rzeczy się nie zapomina — odezwał się stojący za nią basista. — Przynajmniej nie ona.
    To mogło się wydawać się zaskakujące, że zamiast zwyczajnie pracować, szczególnie że byli bliscy zakończenia płyty, oni zamiast tego jak mieli w zwyczaju poświęcić się jedynie pracy, to oglądali zawody, lecz tutaj również była chęć jej kibicowania.
    Owszem wcześniej również byli wierni przyglądaniu się jej zawodom, mimo że żaden z nich nie był tak mocno zafascynowany kulturą wyścigów szczególnie motorowych, jednak obserwowania ich przyjaciółki, siostry czy dziewczyny, która w nich startuje, było oznaką, nie tylko lojalności, ale również wsparcia, jakie mogli jej okazać.
    Zaczęło się niewinnie jedynie do pasji do motocykli do szybkich prędkości, przerodziło się to w naukę szybkiej jazdy na takich torach oraz starty w nich.
    — Cwaniara jest coraz lepsza — wymruczał Dave, który pochylił się lekko, opierając na oparciu fotela, na którym siedział Chester.
    — Może i jest, ale nie czuje, żeby było nawet brąz — odezwał się z lekką sceptycznością Robert. —Nie chodzi o mój brak wiary, bo chciałabym, żeby je zdobyła, ale ona dopiero od niedawna startuje.
    — Jakbyś nie znał Riverów — skomentował Joe. — Oboje uparci i jak czegoś chcą, to osiągną — przypomniał koledze. — Czuje, że ona ma chrapkę na podium.
    — Dziwne, żenie, każdy by chciał.
    — Ciszej chłopacy — zganił ich Michael.
    Ścisnąłmocniej dłonie na krawędzi fotela, patrząc, jak przejeżdża tuż obok, jednej z rywalek i dodaje znacząco gazu. Mimo że czuł wewnątrz lekki strach, obawy o to by się jej nic nie stało, to wierzył oraz widział, że umiała panować nad motocyklem.
    Zacisnął mocniej wargę gdy pojawiły się ostatnie mile wobec mety, a ona była tuż po pokonaniu dwojga dziewcząt. Mimo że miała praktycznie zerowe szanse na prześcignięcie dziewczyn przed sobą, to wciąż trzymała się trzeciej pozycji. Patrzyli, jak wjeżdża na ostatnią prostą, a gdy w tle dostrzegli jak jedna z zawodniczek, siedzi, jej dosłownie na ogonie wstrzymali nieświadomie oddechy.
    To było zaledwie kilka sekund, lecz one niemiłosiernie się dłużyły, lecz wkrótce przejechała przez metę wciąż na trzeciej pozycji. Gdy tylko przekroczyła linie, rozbrzmiała wrzawa wśród nich.
    — A mówiłem, że cwaniara się pokusi o brąz — powiedział zadowolony z siebie Brad, patrząc dość wyzywająco na Roberta. — Chyba nie było warto wątpić w nią.
    — Nie wątpiłem byłem jedynie realistką, ale dobra udało się jej — przyznał z ogromnym uśmiechem na ustach.
    Nie miał najmniejszego problemu przyznania się do tego, że zwyczajnie się mylił. Nikt nie jest nieomylny jednak patrzenie na jej zwycięstwo oraz to jak świętowała ze swoją ekipą, było czymś, co nie tylko napawało dumą, ale również radością.
    
W siedzibie firmy:

    W pokoju konferencyjnym panowała cisza, która nie była nawet przerwana w momencie gdy pierwsze zawodniczki przejechały przez linie mety oni w zupełności skupieni się na tej jednej, która zawieszony miała numer dwadzieścia. Patrzyli z uwagą na każdy element, wręcz detal jej prowadzenia maszyny. Ich oczy nawet na moment nie się nie odwróciły od ekranu i nikt nie śmiał przerwać ciszy, która wokół panowała, lecz wkrótce jeden z mężczyzn uniósł się w fotelu i zwrócił się do swoich towarzyszy.
    — Co o niej myślicie? — zapytał, nagle przerywając ciszę.
    — Nie chce wydawać jeszcze osądu na jej temat, wolałabym jeszcze ją poobserwować, zanim wydam swoją opinię — powiedziała jedna z kobiet. — Przyznaj jednak, że robi na mnie wrażenie.
    — Jak na powrót po przerwie to widać, że jest dobrze, ale czy najlepiej, wstrzymajmy się na razie z decyzją i poobserwujmy ją na kolejnych zawodach czy finałach, jeśli nadal będzie prezentować, tak dobre wrażenie a przede wszystkim pokaże więcej możliwości, bo widać, że doskonale pracuje z maszyną. Odnoszę wrażenie, że doskonale panuje nad nią, a styl no przyznam, zaczynam go lubić.
    — Mamy dość nie wiele czasu i musimy wkrótce zdecydować czy ją bierzemy, czy nie. Pamiętajcie, musimy w końcu zacząć kampanię.
    — Wiem Allen, ale wolałaby się upewnić w stosunku do niej. Dajmy jej czas do finałów, Chris i tak miał się spotkać jednym z liderów jej grupy, więc może dowiemy się czegoś więcej, ale nadal jej kandydatura jest rozważana — powiedziała spokojnie.
    Skupili się ponownie na obrazie, patrząc, jak dziewczyna odbiera, swój metal.

Sunday, March 15, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 25


    — Czemu dorosłe życie musi być tak ciężkie?
    Pytanie poniosło się cichym echem po ścianach jej własnego gabinetu, do którego właśnie weszła, trzymając w swoich ramionach ogromną siatkę, która wypełniona była po brzegi zakupami głównie ze sklepu papierniczego. Wydawać się mogło, że jej pytanie trafiło w próżnie, bo kto mógłby ją usłyszeć prócz drepczącej jej tuż obok małego maltańczyka, który ubrany był w urocze ubranko. Gdy tylko zobaczyła ten kostium, nie mogła się oprzeć i jej kupiła, mimo że rzadko jej zakładała jakieś psie ubranka, bo klimat sprawiał, że nie chciała jej niepotrzebnie przegrzewać, to nie potrafiła oprzeć się pokusie gdy w jednym ze sklepów zauważyła ten strój i od samego rana w nim chodziła.
    Można by stwierdzić, że trochę przesadza, by ubierać zwierzaki w jakieś ubranka, może gdy ktoś robił to zbytnio przesadnie to owszem, jednak zobaczenie, że Junka chodzi w czymś więcej niż chustce przy szyi oraz obroży to była niezwykła rzadkość. Ubierała ją jedynie w chłodniejsze dni.
    — Czasami bywa uciążliwe, ale nie jest aż takie złe — słyszała za sobą męski głos.
    Odwróciła się niemal w tej samej chwili, do środka wszedł jej ukochany, który zupełnie jak ona trzymał dwie bardziej wypakowane torby. Niestety urok prowadzenia firmy skupiającej się na malowaniu równał się wraz z dokupowaniem produktów gdy one się kończyły. Nie zamierzała żałować na nich, szczególnie że dbała o jakość swoich prac oraz komfort, oraz co najważniejsze pracowała już na swoich sprawdzonych materiałach, które to fakt były drogie i musiała to wprost przyznać, jednak widząc zadowolonych klientów, którzy chwalili ją za dokładność oraz dobre materiały warto było inwestować.
    Szczególnie że potrafiła ona się zwrócić dwukrotnie a czasami trzykrotnie na jednym obrazie. Było to wprost fascynujące, że kiedyś traktowała malowanie typowo hobbystycznie i nadal tak je traktowała, ale co najbardziej było w tym najlepszego, to mogła zarabiać na swojej pasji i to dość spore pieniądze, szczególnie że jej ceny już nie były niskie a były jakby to powiedzieć z górnej półki. Tu nie tylko chodzi o kwestie prowadzenia działalności, ale właśnie o same materiały oraz czas, który poświęcał w końcu, nie tworzyła taśmowo obrazów, ale przykładała się do każdego zlecenia, tak by zaspokoić potrzeby najbardziej wymagających klientów oraz bardzo kapryśnych.
    Wartości, które kiedyś widziała właśnie u Mike oraz pozostałych chłopaków przekuła na swój osobisty sukces. Sam przed laty przyznał, że największa frajda jest wtedy gdy możesz się utrzymywać z tego co uwielbiasz robić a ona właśnie doszła do tego punktu. Prócz obrazów zarabiała na zawodach, bo nie raz gratyfikacje potrafiły być bardzo interesujące, jednak ona nie ścigała się dla kasy, ale prowadziła motocykl, by poczuć ten zastrzyk adrenaliny.
    — Owszem, ale czasami chce się wrócić do czasów tej beztroski — powiedziała z wyczuwalną nostalgią, lecz momentalnie spoważniała. — Chociaż ja nie mogę tak wspominać swojego życia w bidulu.
    Pewna myśl nasuwała się do głowy, odebrano jej dzieciństwo i tę radość, którą ma każde dziecko. Ona gdyby naprawdę chciała, nie mogła, wspominać tamtych lat z taką nostalgią wspominać tych zabaw, czy beztroski, bo nigdy jej nie miała i to ją wewnętrznie bolało, że praktycznie w wieku nastoletnim musiała za wcześnie wydorośleć. Może wtedy tego tak nie postrzegała jak teraz gdy patrzyła na to z perspektywy czasu, jednak nie dało się ukryć, musiała przedwcześnie dojrzeć.
    — Julio… — zaczął powoli, jakby domyślał się, co chodzi jej po głowie.
    — Nie będę się przejmować takim pierdołami — machnęła zbywająco ręką, odwracając się do niego plecami.
    On zdawał sobie jednak sprawę, że może i nie chce się do tego głośno, przyznać jednak żałowała tego, że nie miała możliwości czuć tego dziecinnego szczęścia, gdy niczym się nie przejmowali, jedynie tym jak rodzice wołali na obiad czy próbowali ściągnąć na kolacje i zmusić do spania. Ona miała to odebrane i mimo że z pozoru wydawała się wyglądać na spokojną gdy o tym mówiła, to wewnętrznie to ją bolało.
    Popatrzył na nią gdy odstawił jej siatki z zakupami na pobliski fotel tuż przy biurku i zobaczyła, jak wypakowuje już pierwsze zakupy. Praktycznie spotkali się przez czysty przypadek na mieście. On był w trakcie załatwiania spraw około zespołowych oraz zaczęli powoli przygotować się do promocji i najbliższej trasy po wydaniu krążka, który jest praktycznie na ukończeniu. Zauważył ją przypadkowo, początkowo nie dawał sobie tej pewności czy to właśnie ona, lecz gdy przyjrzał się jej twarzy gdy przechadzała się pomiędzy półkami w sklepie papierniczym, do którego często i on jeździł dopiero gdy miał pewność, wszedł i faktycznie była to właśnie jego ukochana.
    Był to oczywisty zbieg okoliczności, bo jak to możliwe, że natkną się na siebie w tak ogromnym mieście, nie umawiając się wcześniej, była mało prawdopodobna, jednak zrządzenie losu sprawiło, że na siebie się natknęli. Z racji, że miał jeszcze jedną sprawę do załatwienia niedaleko, to umówili się, że zaczeka na niego, jednak on zdążył złożyć kilka dokumentów i wrócić do sklepu gdzie Julia była w szale zakupów.
    Nie dziwił się ani nie zamierzał kłócić o to, ile wydała i kupiła w końcu, nie zarządzał jej finansami, a doskonale wiedział, że ona ma bzika na punkcie kupowanie wszystkich artykułów malarskich, szczególnie że z nich korzysta. Patrząc na ich ilość i fakt, że w samochodzie miała jeszcze dwa pudła płócien kilku rozmiarów, to naprawdę pokazywało, że jej zapasy się wyczerpały.
    — Praktycznie trzy tysiące dolarów w jedno popołudnie — skomentowała paragon, który właśnie wpadł w jej ręce. — Co ja się przejmuje dla prowadzenia firmy warto — dodała, odkładając świstek papieru do pudełka z rachunkami.
    — Wyobrażasz sobie robić cokolwiek innego? — zagadnął ją, podchodząc do biurka i opierając się o nie.
    Widział, jak spogląda w jego kierunku i na moment popada w zadumę, po czym po chwili namysłu pokręciła głową, po czym uśmiechnęła się i mówiąc:
    — Jeśli ty byś mnie nie namówił, by w to iść, to teraz nie mam pojęcia, co bym robiła. Praktycznie to ty i Chester mnie pchnęliście w tym kierunku on bardziej na studia, bo jak stwierdził, bym nie brała przykładu z nieuka — zażartowała, przypominając jego własne słowa, na co oboje wybuchnęli śmiechem. — Co do firmy to gdyby nie to, że naprostowałeś tę sytuację i założyłeś mi sklep, to pewnie dalej siedziałabym na etacie zirytowana do granic możliwości, że muszę się użerać z górą, a teraz jedyne z kim się użeram to z urzędasami, którzy ciągną podatki za dzielność — skomentowała kąśliwe. — W co ja się wpakowałam? — spytała z wyczuwalnym rozbawieniem w głosie.
    — W firmę słońce, która pozwala się ci się samej utrzymać i nie musisz wegetować. Spójrz na to w ten sposób, pomijając kwestie mieszkania, bo tutaj sama mówiłaś, że dostałaś go w prezencie od tego… — urwał i widziała, jak zazgrzyta zębami.
    Nadal wdziała w nim tę stłamszoną złość na myśl o dawnym partnerze i szczerze nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak bardzo go nienawidził. Tym bardziej że nie miał żadnego powodu, ponieważ praktycznie jego kontakt z Ricardo był znikomy, bo nie mogli nawet porozmawiać, bo dzieliła ich bariera językowa.
    — Właśnie miałam cię o to zapytać — powiedziała spokojnie, zwracając się do niego, schodząc z poprzedniego tematu, który nie skończyli. — Możesz mi wyjaśnić, dlaczego tak za nim nie przepadasz?
    — O kogo pytasz? — słyszała w jego głosie cichy syk gdy tylko o tym wspominała.
    — Kotku nie udawaj, doskonale wiesz o kim, rozmawiamy. Chce po prostu zrozumieć, czym ci zawinił, że tak bardzo go nienawidzisz, zwłaszcza że nie widzę, powodu byś czuł wobec niego aż taką złość — zaczęła się zastanawiać na głos.
    Zawsze ją to intrygowało i nie zamierzała ukrywać, że gdy mogła, nadarzyć się okazji chciała podpytać i zwyczajnie zrozumieć. Pojąc, dlaczego Michael tak bardzo nie znosił jej byłego męża. Gdy wracała pamięcią do tamtych lat, praktycznie nie przypominała sobie takich sytuacji, w której Ricardo w jakiś sposób by się mu naraził. Nawet jeśli spotykali się na jakiś spotkaniach, z jej znajomymi to często Hiszpan kręcił się wokół niej, praktycznie nie zawracał sobie głowę Michaelem, bo długo nie wiedział, że z nim była przed nim, lecz nawet potem praktycznie go delikatnie mówiąc, olewał.
    Sam Mike również częściej był bliski Taylor, lecz to z czasem pozwoliło zrozumieć, że ta bliskość była wymuszona. Owszem on lubił być blisko swoich partnerek, ale to, co dostrzegła nie tylko ona, ale także inne było już naprawdę czymś niepokojącym, bo na krok jej nie odstępował. Zgadzał się z nią ze wszystkim, praktycznie może zabrzmi to naprawdę źle, jednak jadł jej z ręki.
    Ona sobie tym głowy nie zawracała szczególności, że sama była zakochana i raczej po tym co jej zrobił i jakie było ich wspólne zakończenia, chciała uniknąć tego kontaktu, jak tylko mogła.
    Dopiero czas pokazał co tak naprawdę, działo się w związku Mike oraz Taylor i wciąż było to przerażające, oraz straszne, jednak sama doświadczyła podobnego przemocowego traktowania, lecz nie od niego, ale od gnidy, która obecnie gniła w więzieniu gdzie powinna trafić już wiele lat wcześniej.
    — Po prostu go nie lubię — powiedział z niesmakiem. — Nie drąż tematu — poprosił, wręcz naciskając na ostatnie słowa.
    Ona jedynie spojrzała na niego bez większego przekonania, lecz nie zamierzała mówić jej prawdy. Tak naprawdę jego odczucia wobec tego faceta były bardzo ambiwalentne. Odkąd tylko go pierwszy raz zobaczył, czuł się jakoś dziwnie. Za każdym razem gdy widywał ich obojga, szczególnie w bardziej negatywnych chwilach myślał, że go coś trafi, obserwując, jak ona była przy nim szczęśliwa, jak ją całował, obejmować czy po prostu zachowali się jak jedna z tych wielu par, którym się udało a jemu…
    Myślał początkowo, że jego była się zmieniła, bo w końcu się deklarowała, widział zmianę porównaniu z tym jaką był wcześniej egoistką, lecz jak sama Julia to stwierdziła, to były tylko stworzone dla niego pozoru, by uwierzył. Dał się omotać i okręcić wokół jej palca, było to krzywdzące i niesprawiedliwe, ale właśnie to tak wyglądało.
    Może również po części czuł się zwyczajnie zazdrosny.
    Nie chciał tego przyznać, jednak jego odczucia wobec ich szczęścia były uwarunkowane w tym, że pragnął powrócić do tego co było. Wtedy gdy z Julią był naprawdę szczęśliwy, gdy strach nie przejął nad nim kontroli i gdy przestał jej słuchać. Zaczął wymuszać i na nią napierać a obiecywał sobie, że nigdy tego nie zrobi szczególności, że był świadomy jej trudnych doświadczeń.
    Postąpił inaczej i szczerze tego żałował. Dopiero po czasie zrozumiał, że ona cały czas miała racje gdy próbowała mu uzmysłowić tak oczywistą rzecz, a on nie pozwalał sobie na to, by cokolwiek do niego dotarło.
    — Dobra skończmy wspominanie tamtych czasów, mieliśmy iść w przód, a nie wracać do tego co było.
    Nagle jego rozmyślenia przerwał jej głos, gdy ponownie zwróciła się w jego stronę, a w dłoni trzymała telefon, a na jej ustach dostrzegł ten ciepły uśmiech, który tak kochał. Nawet nieświadomie zapatrzył się wprost na nią, nie mogąc oderwać od niej oczu, gdy w końcu się odezwała, pytając:
    — W takim razie co powiesz na taki wieczór. Zabieramy zwierzaki na spacer, między czasie dotrze do nas pizza, bo nie mam najmniejszej ochoty nic gotować i oberży jakiś film. Czy mas zmoże inne plany? — oparła się o biurko i spoglądając na niego, delikatnie machała telefonem.



Saturday, March 14, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 24


    — Czy któryśz was wie co to za dziewczyna?
    Głos jednego z mężczyzn przerwał panującą wokół nich ciszę. Jedynym wydobywającym się dźwiękiem, a bardziej ich zbiorem był idący w tle telewizor, który leciał odpalony w jego gabinecie. Siedział wraz z dwoma pozostałymi kolegami z firmy i przyglądał się transmisji z niedawnych zawodów, które odbywały się w mieście.
    Spotkanie takie jak te odbywały się co jakiś czas, lecz były one dla nich bardzo ważne. Oczywiście niebyły to spotkanie z zarządem, gdzie omawiali najważniejsze założenia, czy to jaka była sprzedać ich sprzętu w tym kwartale. W tym przypadku długo przeglądali profile osób, które pragnęli zaprosić do potencjalnej współpracy. Szukali już od kilku tygodni osoby, która mogłaby wzbudzić ich ciekawość czy po prostu zaintrygować, lecz nikt nie wzbudził w nich wiele emocji.
    Do czasu.
    Gdy dziś jeden z nich przyszedł z wieścią o tym, że być może znalazł osobę, która może spełnić ich wymagania, idealnie mogła wpasować się do portfolio potencjalnej osoby przy najbliższej kampanii reklamowej. Zależało im na zalezienie kogoś nie z agencji modelingu, ale kogoś, kto naprawdę prowadzi ich dwukołowce, kto się zna na jeździe, a nie tylko ładnie wygląda, poszukiwali osoby, która będzie autentyczna, a nie tylko przebierze się w odpowiednie stroje i będzie pozować przy jednym z motocykli.
    Oni chcieli kogoś z tłumu i najwyraźniej ta dziewczyna była tą, którą poszukiwali. Może i reszta milczała, lecz mieli podobne odczucia. Byli pod dużym wrażeniem umiejętności, techniki czy samokontroli tej motocyklistki. Ona wyglądała, jakby wręcz dorastała z dwukołowcem. Wywarła pozytywne wrażenie na nich, lecz problem tkwił w tym, że za wiele o niej nie wiedzieli.
    — Czy mam ją sprawdzić — odezwała się siedząca przy nich kobieta, która chwyciła już swój tablet, który leżał przed nią.
    — Przejrzyj sieć może tak się ją uda znaleźć — zachęcił ją do tej pory milczący partner, który siedział tuż przy niej. — Ona naprawdę jest doskonała. Wydaje mi się, że może się spełnić w tej roli — mruknął nieco ciszej.
    Oczywiście, zanim podejmą, jakąkolwiek decyzje musieli dowiedzieć się, kim jest ta dziewczyna, która w nich wszystkich wywarła wrażenie, nawet jeśli tego głośno nie powiedzieli, byli pod wrażeniem tego jak się prezentowała.
    Kobieta wykonała zdjęcie gdy kamera padła na twarz młodej kobiety, by po chwili, przerzucić ją do sieci by wyszukiwarka wspomogła ją w poszukiwaniu tej dziewczyny. Długo nie musiała czekać na wyniki gdy wkrótce zaczął pojawiać się wiele innych jej zdjęć i wśród nich wiele było przy motocyklu oraz z różnych zawodów. Wszystkie przenosiły automatycznie do jej profilu na Instagramie.
    Weszła w niego i wtedy dostrzegła profil tej dziewczyny:
    — Nazywa się Julia Rivera — oznajmiła w końcu, przerywając panująca wokół nich ciszę.
    Wiedziona czystą ciekawością zaczęła schodzić niżej by prócz bardziej prywatnych zdjęć dostrzec wśród nich te same, które dostrzegła już wcześniej. W jednej chwili jednak one na dłuższy czas ustąpiły. Zdjęcia się jednak pojawiały, lecz ona zaczęła zagłębiać się dalej i jej fotografię ponownie pojawiały się gdy wyglądała na nieco młodszą jednak jak na tych najnowszych tak i tych starszych można było dostrzec to samo podobieństwo.
    Nie tylko miała fotografie zrobione tuż, ale także na motocyklach, ale również z innych wydarzeń tego pokroju. Zdjęcia zawsze ukazywały jedno zbieżność i dla nich było to najbardziej interesujące wciąż była na modelach ich motocykli. Jeśli wdziała ją wśród innych dwukołowców, była ona wśród potencjalnych znajomych. Może były to jedynie jej dedukcje czy zwyczajne spekulacje, bo opierała się na przeglądaniu jej portalu internetowego. Jeżeli te zdjęcia nie kłamią, a raczej nie to od lat miała do czynienia z modelem kwassaki.
    Jej uwagę przykuł wpis pod jednym ze zdjęć, które było robione na tle jakieś trasy gdzie przy jej ramieniu, znajdował się nieco wyższy mężczyzna ubrany w skórę zupełnie jak ona. Wyglądało na to, że mieli do czynienia z kimś, kto od dłuższego czasu jeździł ich motocyklami.
    — Nie dam wam pewności, ale z jej konta wynika, że ona nie jest debiutancka — odezwała się nagle, przerywając panującą wokół nich ciszę i poddała swój tablet partnerowi. — Gdy przejrzałam jej wcześniejsze wpisy, również prezentowała się z modelem tej samej linii. Wydaje się, że zmieniła je, jednak zawsze to jest to nasza marka — wspominała. — Nie chce jednak rzucać słów na wiatr, w końcu nie mamy pewności czy faktycznie to ona. Musimy się jej przyjrzeć.
    — Chwileczkę a ona przypadkiem nie jeździła dla grupy Dereka i Owena — wtrącił się trzeci z mężczyzn, który przechwycił urządzenie właśnie z jednym z wyświetlonych zdjęć.
    Wtedy jego uwagę przykuły postacie w tle, gdzie dostrzegł dość znajome twarze. Pochylił się, by lepiej się przyjrzeć, bo nie miał tej pewności, lecz gdy tylko zauważył tych dwóch motocyklistów, stojących za nią był wręcz pewny, że to właśnie oni.
    — Znasz ich? — zaciekawił się pierwszy z mężczyzn, który zdał pierwsze pytanie.
    — Owszem — przyznał, podając mu tablet. — Gdy brałem udział w zawodach, często się z nim mierzyłem — wyjaśnił spokojnym głosem. — Jeśli się nie mylę to właśnie oni, a wiem, że oni oboje założyli małą grupę motocyklistów. To nie jest jakaś poufna informacja, wiem, że często wystawiają ich na zawody. Tę dziewczynę muszę przyznać, widzę pierwszy raz, a jeśli dla niego jeździ, to wiemy do kogo się zwrócić z pytaniem.
    — Nie mógłbyś podpytać o tę dziewczynę, w końcu wspomniałeś, że masz jeszcze jakiś kontakt z ludźmi z dawnej branży — wtrącił się siedzący przy nim kolega.
    Popadł na moment w zadumę. Nawet jeśli od lat już nie jeździł, czy nie miał kontaktu z samym środowiskiem, to jednak pewne znajomości wciąż mu pozostały. Nie miał nic, do stracenia w końcu zależało, im na zalezieniu ambasadorka a właściwie ambasadorki ich marki.
    — Musiałbym dowiedzieć się, gdzie się spotykają, bo przez tyle lat mogło się wiele zmienić, ale postaram się cokolwiek o niej dowiedzieć — powiedział, chociaż nie mógł dać im stuprocentowej pewności. — Czyli mam pytać o Julie Riverę — doprecyzowałby się upewnić.
    — Z jej mediów wynika, że często posługuje się przezwiskiem Fire — wtrąciła się kobieta, która ponownie zaczęła przyglądać się dziewczynie. — Widać, że tylko pod zdjęciami z motocyklami oraz zawodów czy ćwiczeń pojawia się to przezwisko.
    — Tym lepiej — powiedział bardzo zadowolony.
    W tej bańce motocyklistów częściej posługiwano się pseudonimami niż prawdziwymi imionami. Każdy z nich miał nadane przez kolegów po wahów czy sam poszukiwał ich i od wtedy często był tak kojarzony.

Kilka dni później

    — Ty jesteś ostatnio w jakimś gazie — skomentował będąc pod wrażeniem tego jak ostatnio doskonale sobie radziła jeden z liderów.
    Rzadko spotyka się aż tak zmotywowane osoby, jak ona które po tak długiej przerwie od treningów czy zawodów, pomimo początkowych jazd gdzie zajmowała dalsze miejsce od podium, ostatnie wyścigi wydawały się, jakby przychodziły jej z dziecinną łatwością. Mieli poczucie, jakby patrzyli na tę dawną Fire, którą była przed swoją wymuszoną przerwą wtedy gdy potrafiła utrzymać się na pierwszym miejscu przez kilka zawodów. Może dopisywało jej szczęście, a może zwyczajnie wróciła do niej ta poprzednia pewność siebie, którą miała. Owszem pierwsze występy nie tylko były dla niej stresujące i okrzesane niepewnością czy rzeczywiście sobie poradzi jak wcześniej, lecz teraz powoli czuła jakby powracała do swojej poprzedniej kondycji.
    Było to godne podziwu dla niej, że praktycznie nie trenowała, nawet pół roku po powrocie a uzyskiwała dość dobre wyniki. Czy to fakt, braku presji, czy to, że mogła poświęcić więcej czasu na jazdę, bo zupełnie ją już nie obchodziły studia, a jedyne co miało znaczenie to praca, fakt, że odeszła jej nauka czy uczelnia sprawiało, że miała więcej czasu, który właśnie poświęcała malowaniu obrazu oraz treningom, na które jeździła nie tylko, gdy była umówiona z ekipą, a także jeździła sama i również starała się nadrobić te ostatnie lata, których będzie żałować?
    Postawiła przed sobą dość sporę wymagania i nie będzie temu absolutnie przeczyć. Ktoś uzna, że wręcz to nadludzkie, ktoś inny, że to jest poza jej granice, jednak ona uwielbiała wyzwania, sprawdzać się w nawet w ekstremalnych momentach i to ją niezwykle satysfakcjonowało.
    — Wspomniałam, już chce wrócić do dawnej formy — powiedziała, opierając się delikatnie o maskę swojego motocykla. — Wiem, że sporo od was odstaje, dlatego tak dużo od siebie wymagam.
    — Przypadkiem nie przesadzasz — wtrąciła się jedna z motocyklistek, czym zwróciła jej wzrok na siebie. — Nie zrozum mnie źle, to jest godne podziwu, co robisz, ale nie uważasz, że za bardzo się nadwyrężasz — zastanawiała się na głos.
    — Może ci się tak wydawać, ale jak ci postwarzałam, nie tylko trenuje z wami, ale robię to również sama. Może i przesadzam, a może po prostu pragnę powrócić do dawnej formy — powiedziała z nutką zastanowienia.
    — Nie ukrywajmy, zawsze miała ambicje do bycia, jak najlepszą — wtrąciła się Ivy, która opierała się na ramieniu Rickya. — Zawsze lubiła rywalizować szczególności z Dragonem — kątem oka spojrzała na stojącego niedaleko motocyklistę. — Nie powinno nas, to dziwić w końcu nie jednokrotnie potrafiła go dosłownie miażdżyc, lecz nie tylko jego, ale nas.
    — To jest i tak godne podziwu, bo osoby z taką przerwą potrzebują dłuższego czasu na to, by wrócić do poprzedniej formy a zdarza się często, że trudno jest im w ogóle osiągnąć dawne wyniki, a ona powoli udowadnia nie nam, ale sobie, że nie zmarnowała ostatnich lat — wtrącił się Owen, wpatrując się w nią.
    Popatrzyła na niego, lecz nie do końca zrozumiała, co takiego miał na myśli. Nie czekała, długo jednak na to aż zechce cokolwiek powiedzieć, bo odezwał się chwile później, kończąc swoją wcześniejszą myśl.
    — Fire widzę po tobie, że naciskasz na siebie w znaczny sposób. Próbujesz pokazać sobie, że potrafisz wrócić do swojej dawnej sprawności. Nie chcesz tego udowadniać innym tylko samej sobie. Wchodzisz samej sobie na ambicję i stawiasz wyzwania, do których dążysz, to już było dostrzegalne u ciebie przed twoim odejściem — powiedziała, ostatnie słowa dość ostrożnie mając na względzie to, co się wydarzyło.
    Faktem było, że jej zniknięcie nie było celowe a wręcz wymuszone przez prywatne perturbacje życiowe. Nie chcąc się tłumaczyć, co się stało, bo nie chciała powracać do wspomnień ze swojego najgorszego okresu, wspomniała im, jedynie, że miała problemy rodzinę, które zmusiły ją do rezygnacji na jakiś czas.
    Nie dopytywali, rozumieli, że miała swoje zmartwienia czy problemy i zamiast wymagać wyjaśnień, zrozumieli i przyjęli ją jakby, nigdy to się nie wydarzyło. Mogło się wydawać, że z pozoru byli grupką motocyklistów, których łączyła wspólna pasja do wyścigów, nie łączy ich nic poza tym, było to mylne wrażenie, ponieważ oni również mieli swoje prywatne życie i rozumieli, że czasami zdarzają się dni, w których któryś z nich nie może się pojawić w tym przypadku na zawodach czy treningów. Ich grupa, mimo że brała udział w zawodach, już profesjonalnych to dla nich wyścigi były jedynie dodatkiem do zwyczajnego życia.
    — To, co kto się chce znowu ze mną zmierzyć — spytała.
    Klasnęła w okryte skóra dłonie i spojrzała dość wyzywająco na swoich kolegów z drużyny, którzy po jej słowach jedynie uśmiechnęli się, widząc, że to właśnie ta dziewczyna, którą uwielbiali. Kochająca nie tylko adrenalinę tak jak oni, ale rywalizacje na torze.
    — Nawet na mnie nie patrz.
    Dragon uniósł dłonie w geście obronnym, jakby spodziewając się tego co może nastąpić. Rzuciła na niego okiem i jedynie uśmiechnęła się, po czym popatrzyła po ekipie, lecz momentalnie odezwał się głos starszego brata jej ulubionego motocyklisty, który wyprostował się, wręcz zmuszając, koleżankę do tego by się odsunęła.
    — Chętnie ci ten nosek utrę — mówiąc to, założył kask.
    Spojrzała na niego z błyskiem w oku, a przez jej głowę przemknęła tylko jedna myśl:
    Zapowiada się zabawa.
    Ucieszona sama sięgnęła po swoim kask, nim jednak go wsunęła na głowę, założyła na usta chustkę, dopiero wtedy go na siebie założyła. Wsiadła na swoją ukochaną maszynę i powoli zaczęła kierować się w stronę startu, gdzie również zmierzał jej rywal.
    Na stadionie rozbrzmiał głos silników dwóch motocykli, które z czasem zaczęły przygotowywać, lecz wciąż stały na tej samej linii. Ellena stanęła z boku by dać znać do ruszenia. Odczekała dłuższą chwilę i w końcu dała, znak by rozpoczęli jazdę.
    Momentalnie rozbrzmiał głośny ryk silników, a ruszyli.
    Wkrótce na stadionie rozbrzmiały silnik dwóch motocykli, które mknęły przed sobą. Patrzyła w skupieniu przez szybkę swojego kasku, bez trudności utrzymując równowagę na swoim motocyklu, lecz skupiła się na drodze i dwukołowcu jej rywalem, szukając najlepszego sposobu, by go wyminąć a bardziej czekała na odpowiedni moment.
    Kącik jej ust delikatnie drgnął do góry, widząc idealną okazję, by wyjść na prowadzenie. Przyśpieszyła, pochylając się w taki sposób, który mógł wielu obserwatorów przyprawić o palpitacje serca, jednak ona zachowała równowagę i nie zachwiała się ani na moment, robiąc idealny manewr, który sprawił, że przejechała tuż obok niego.
    Wyjechała na kilka stóp tuż przed nim, obserwując go w bocznym lusterku swojego motocykla ani na moment nie tracąc uwagi z drogi, która wiodła ją tuż przed nią. W jej głowie tylko pojawiła się ta sama myśl, by znowu zwyciężyć i go pokonać. Upór sprawił, że przyśpieszyła na najbliższej prostej, tę trasę znała, niemal na pamięć wiedziała, na co sobie pozwolić na tym stadionie dlatego jej wskazówka na wyświetlaczu przekroczyła znaczną liczbę i pognała w przód, odjeżdżając znaczny kawałek od swojego rywala.
    Gdy po raz trzeci zaczęła być w połowie trasie, wiedziała, że to ostatni moment, który decydował o tym kto zwycięży w tej rywalizacji. Była jednak pewna, że miała zwycięstwo w kieszeni. Rocky był daleko za nią a on była coraz bliżej mety. Gdy zobaczyła, przedostatnią prostą dodała gazu, by jeszcze bardziej rozszerzyć, dystans pomiędzy nimi, by wkrótce znaleźć się przed linią mety.
    Praktycznie nie musiała się śpieszyć, lecz ona pojechała w przód, by w końcu przekroczyć linie mety, tym samym przypieczętowując swoje kolejne zwycięstwo. Zwolniła, po czym podjechała do grupy, która już na nich czekała. Zanim jednak zdjęła kask, poczuła wibrujący telefon. Sięgnęła po niego gdy stanęła bezpiecznie przy pozostałych i spojrzała na ekran, gdzie dostrzegła wiadomość od Michaela.
    Uśmiechnęłasię pod chustką i nawet nie zdejmując, zwróciła się do nich, mówic:
    — Ja już spadam, chyba dziś nie ma mocnego na mnie — skomentowała dość dobry trening, po czym odjechała, nie czekając na odpowiedź.

Sunday, March 8, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 23

    — Nie chce być uszczypliwy — usłyszała nagle za sobą znajomy głos. — Czy nie uważasz ten strój za zbyt… formalny — zastanawiał się na głos.
    Zobaczyła w odbiciu lustra swojego partnera, który stanął w progu garderoby gdzie od dłuższego czasu siedziała szykując się do wyjścia. Podniosła głowę i popatrzyła na jego odbicie a ona lekko rozsunęła ręce w geście bezradności. Zupełnie nie rozumiała, o co mogło mu chodzi, w końcu nie codziennie zdarzają się rzucać mu takie uwagi.
    Mogło to zaskakiwać, że w tej chwili zamierzał wtrącił się w jej ubiór, bo raczej rzadko kiedy to robił. On nigdy nie wpływał na to jak się nosiła, zazwyczaj miał oporu przed tym jak ubierała na siebie zbyt odważne stroje i kwestionował ten wybór. Zazwyczaj jednak decyzja należała wyłącznie do niej czy się na niego zdecyduje.
    — Kochanie rozumiem wszystko, ale to tylko obiad u moich rodziców, a nie kolacja biznesowa — stwierdził, lustrując spojrzeniem jej strój. — To nie jest kolacja biznesowa — dodał mimowolnie dając jej znak, że nie był to odpowiedni strój, bardziej ubrała się zbyt oficjalnie jak na zwykłą rodziną kolacje.
    — Ja nie chce ci przynosić wstydu — powiedziała próbując bezktuczenie argumentować to, że to fakt ubrała się jak na jakieś spotkanie w gronie kontrahentów, a nie na obiad u zwyczajnej rodziny.
    Może i jego rodziców poznała już kilka lat temu, to nigdy nie mieli takiego oficjalnego rodzinnego spotkania. Nie przytrafiła się okazja wcześniej na to, a potem ich drogi się rozeszły, przez co ona ograniczyła z nimi kontakt, mimo że oni o niego zabiegali. Było to zaskakujące, że rodzice jej dawnego chłopaka chcieli się z nią widzieć, a tym bardziej nie dali jej odczuć tego, że ją nie lubią czy nie akceptują. Wręcz przeciwnie, oni wprost jej mówili, że naprawdę z nią sympatyzują, a odkąd znowu powrócili do siebie sami zauważyli, że Mike zmienił się, ale na lepsze.
    To było nieco dziwne dla niej uczucie, bo fakt rodzice Ricardo również nie mieli nic przeciwko niej, to dla niej wydawało się to takie dziwne uczucie gdzie rodzice jej partnerów tak za nią przepadali dla niej sama idea rodzica była dziwna w tym kontekście, że nigdy nie wiedziała, jak to jest mieć rodziców.
    W końcu jej cóż pozbyli się balastu w postaci jej i tego nigdy im nie zapomni, a na pewno temu skurwysynowi, który nadal żył. Otrząsnęła się szybko ze swoich przemyśleć i skupiła się ponownie na Michaelu. Tak właśnie teraz mogli w końcu się z nimi spotkać. Zostali zaproszeni na obiad i nie ukrywała czuła się z tą myślą dziwnie, mimo że miała już takie spotkanie, to nadal perspektywa obiadu była dla niej tak dziwna.
    Nie zamierzała się jednak nad tym rozwodzić.
    — Julio ja cię proszę przebierz się w coś luźniejszego — poprosił. — To nie jest oficjalne spotkanie, tylko zwyczajny obiad nic wielkiego. Moi rodzice cię znają i nie musisz się stroić, bo ich poznajesz już dawno przeszliście ten etap, a to tylko wspólne spotkanie. Nic wielkiego. Proszę cię zdejmij tę garsonkę i ubierz coś lżejszego — prosił. — Mogę nawet pomóc doradzić — zaoferował się i uśmiechnął się szeroko w jej kierunku.
    Gdy tylko dostrzegła jego uśmiech, pokręciła delikatnie głową cicho wzdychając, lecz jak poprosił zaczęła szukać coś lżejszego i mniej formalnego. W końcu pomiędzy Wieszkami znalazła coś, co ją zaintrygowało. Sięgnęła po tą rzecz i zdjęła. Był to dość prosty, ale elegancki kombinezon, który miał jeszcze metkę.
    — A to może być? — zapytała odwracając się w jego kierunku i pokazując swoją zdobyć.
    — Zdecydowanie lepiej — skomentował z grzecznością. — Przebierz się a ja te dwa żebraki zacznę pakować do rodziców — powiedział i skinął głową w stronę dwojga psów.
    Junka wygodnie wyłożyła się na fotelu i oczywiście wyczuwając, że gdzieś jedzie zaczęła żebrać o to, żeby z nią jechać. Początkowo jej nie chciała zabierać, lecz gdy przyszedł Mike z Jay i stwierdził, że go bierze, bo u rodziców na ogródku się wyszaleje, uznał, żeby tez zabrała i ją.
    Po kilkunastu minutach się stała już tym razem przed lustrem przebrana z założonymi butami na wysokim obcasie, ale także powoli kończyła zakładać biżuterie. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, bo w końcu po tak długiej walce z własną samooceną oraz postrzeganiem się przez pryzmat tego jak wyglądała po porwaniu, w końcu zaczęła dostrzegać w sobie piękno, które próbowała z siebie wyrzucić. W końcu mogła powiedzieć, że patrzyła na piękną kobietę, którą była i nie było jej brak atrakcyjności. Kombinezon idealnie do niej przylegał, a odkryte ręce odkrywały jej tatuaże, które od dłuższego czasu zaczęły znowu pojawiać się na jej ciele.
    Usłyszała nagle kroki sprzed pokoju, które zaczęły się nieś, a ona wkrótce zobaczyła swojego chłopaka, który stanął jak poprzednio w przejściu i gdy zobaczył jej lustrzane odbicie było widać, zachwyt w jego oczach. Nie mógł zaprzeczyć temu, że nie wyglądała pociągająco i seksowanie, bo by skłamał. Wyglądała jak młoda bogini a on przez moment nie mógł oderwać od niej oczu. Nie obchodziło go gadanie, że mógłby mieć każdą, gdy miał przy sobie właśnie Julie żadna inna się nie liczyła.
    — Wyglądasz obłędnie — powiedział zachwycony podchodząc do niej.
    Objął ją w pasie i pocałował w odsłonięty kark gdy ona uporała się z drugim kolczykiem, czując jak opiera głowę na jej ramieniu.
    — Nie lepiej pasowałyby ci jakaś błyszcząca biżuteria? — zastanawiał się na głos patrząc na złote kolczyki.
    — Co masz na myśli? — odwróciła delikatnie głowę w jego kierunku zainteresowana jego słowami.
    — Nie masz czegoś srebrnego z jakimiś połyskującymi kamieniami — powiedział spokojnie. — Wydaje mi się, że by lepiej pasowało.
    — Szczerze chyba nie mam takich ładnych — powiedziała na głos, wydostając się z jego objąć i podchodząc do szkatułki.
    Zaczęła ją powoli przeglądać, szukać coś podobnego co jej zasugerował, lecz zupełnie nic się nie nadawało. Wiedziała, że brakuje jej biżuterii takiej błyszczącej i owszem lubiła zawiesić wzrok na pewnych diamentowych pięknościach, ale nigdy nie potrafiła sobie nic takiego kupić. Widząc cenę oraz mając swoją wcześniejszą mentalność o rozsądnym kupowaniu, oraz uważaniu, że takie rzeczy są dla bogaczy zawsze przechodziła obok, mimo że wzrok uciekał w tamtą stronę.
    — Właśnie podsunęłaś mi pomysł — w jego głosie usłyszała nutkę tej tajemniczości, tonu, który często używał, gdy tworzył dla niej jakieś niespodzianki, a gdy dostrzegła jak kącik jego ust dra do góry w uśmiechu, który starał się ukryć, tym bardziej dawało jej to do zrozumienia, że on coś wymyślił.
    — Jeśli cokolwiek wymyśliłeś, wybił sobie ten pomysł z głowy — ostrzegła go. — Nie zamierzam przyjmować od ciebie dość drogich prezentów — przypomniała mu.
    On po prostu milczał, jednak wiedziała zbyt dobrze co to oznacza. On uwielbiał ja zastkakwiać i dla jednych mogło to być zaletą a dla innych wadą w jej przypadku stała pośrodku odnośnie właśnie takich niespodziewanych rzeczy, bo z jednej strony lubiła być zaskakiwana z drugiej nie lubiła tego gdy darowano jej coś drogiego, bo czuła się wtedy dziwnie.
    — Porozmawiamy o tym później— mówiąc to skradł jej kolejnego buziaka, po czym objął ją w pasie i dodał: — Teraz pora na nas, musimy już iść, bo moi rodzice na nas czekają — powiedział z wyczuwalną stanowczością.
    Z trudem pohamowała się swoją irytację, bo znała zbyt dobrze ten ton głosu ten, który zawsze wskazywał na to, że coś miał w zanadrzu i ukrywał przed nią. Uwielbiał robić jej niespodzianki to fakt, ona nie była im przeciwna, ale czasem bywały momenty, że stawiał ją w dość niekomfortowej sytuacji.
    Nadal się to nie zmieniło, i wciąż nie przepadała za tym, jak wymyślał coś z zaskoczenia co często było nieco drogie nadal nie wyparła z siebie tego poczucia, że nie zasługuje na tak drogie rzeczy. Mentalność biednego dziecka wciąż w niej tkwiła, nie tylko przy nim, ale również przy Ricardo. Nie bez powodu wyprosiła go przed ślubem o intercyzę, bo wolał, by zabrał wszystko to, co wniósł do małżeństwa tak jak i ona. Był to równy podział i uważała za sprawdliwy.
    Zabrała z komody torebkę i wyszła wraz z nimi z sypialni. Stukot jej obcasów odbijał się o ściany korytarza. Schodząc na pierwsze piętro apartamentu dostrzegła, że Jay był już ubrany w szelki ochrony tak jak Junka. Gdy tylko ich zobaczyli zaczęli na nich głośno szczekać, mała suczka momentalnie się zerwała z kanapy i do niej podbiegła, a ona przykucnęła przy niej biorąc ją na ręce.
    — Powiedz mi czemu akurat teraz — odezwał się Michael gdy stali w windzie.
    Momentalnie zwróciła na niego uwagę i spojrzała na niego zaskoczona tym dość niespodziewanym pytaniem. Nie spodziewała się go usłyszeć od niego, początkowo nie zrozumiała, do czego zmierza jednak nie musiała długo czekać, bo wkrótce zobaczyła jak zerka na nią i dodaje:
    — Czemu dopiero teraz oboje tak oficjalnie idziemy na obiad do moich rodziców — zagadnął.
    W tej samej chwili drzwi windy się uchyliły a oni stanęli w podziemnym garażu ona zaczęła odruchowo iść w kierunku swojego samochodu, gdy Mike delikatnie chwycił ją za łokieć i poprowadził w drugą stronę mówiąc:
    — Dziś ja prowadzę — podkreślił.
    — W zasadzie to wiele się wydarzyło, pamiętaj nasze wcześniejsze zaręczyny — zwróciła mu uwagę gdy otwierał tylne drzwi samochodu, by wpuścić Jaya do środka.
    Zobaczyła jak przytakuje, po czym się do niej odwraca:
    — Trudno o tym nie zapomnieć, gdyby nie moje odpały to już dawno byśmy byli po ślubie, a tak — umilkł i rozłożył z bezradności ręce. — W sumie tu masz racje — przyznał gdy w końcu wsiedli do samochodu a on odpalił jego silnik. — Tamte dosłownie cztery miesiące nie były spokojne, a potem cóż — ponowne ucichł, nie chcąc znowu powracać do tego co było, wciąż było to dla niego trudne.
    — A potem skupiliśmy się oboje na moich operacjach, ja sama na mojej terapii, więc nie miało się do tego głowy, by do nich jechać. Były sprawy ważne i ważniejsze, dlatego dopiero teraz mieli na to przestrzeń, by to zrobić — przyznała.
    Trzymając Junkę, która siedziała jej na kolanach i która zaczęła rozglądać się gdy tylko wyjechał spod osiedla po drodze, patrzyła zaciekawiona na ulice, przez które przejeżdżali. Musieli oboje przyznać, że przez ostatnie lata w ich życiu działo się zaskakujące wiele i część z nich nie były dość pozytywne a wręcz negatywne.
    Mimo że starali się oboje ułożyć swoje życie i iść dalej to liczyli się również z tym, że powrót do całkowitego zdrowia będzie niemożliwe. Podczas rozmowy z Camilą ona ją ostrzegała, że powrót do tego co było kiedyś może być niełatwy i będą dni lepsze oraz gorsze, jednak widząc jej upór i samozaparcie w powrocie do swojej dawnej formy mówiła, że i tak zaskoczona w jak dobrze sobie radzi. Nie każdy tak jak ona praktycznie dwa lata po porwaniu nie jest w tak dobrej kondycji, wręcz czasami bywają przypadki, że bywa coraz gorrzej ona miała w sobie jakiś wewnętrzny upór który skłaniał ją do tego by się nie poddawać, bo owszem przeżyła ogromną traumę i dalej ją przeżywa, ale fakt, poczucie że nie da sobą sterować i pozwolić na to żeby na nią wpływało to co się wydarzyło, sprawiło, że brnęła w to dalej, a również i sama chciała być tą sobą którą była.
    Nikt nie miał wręcz prawa uznać, że jej życie jest łatwe bo praktycznie tylko kilka lat takich było gdzie mogła zaznać tego spokojnego stabilnego życia bez żadnych zmartwień. Mimo tego ile rzucano jej kłód pod nogi, zawsze potrafiła je ominąć a jeśli się o nie potykała lub upadała, zawsze miała w sobie siłę by się podnieś.
    Mogło to być wręcz zaskakujące ale po prostu nie potrafiła stać w miejsce.
    Skupiona tak bardzo na swoich wewnętrznych przemyśleniach nawet nie dostrzegła momentu w którym wyjechali z miasta, a siedząca na jej kolanach Junka zauważyła coś za oknem i zaczęła szczekać, gdy ona delikatnie głaskała ją po grzbiecie.
    — Chyba coś zwróciło jej uwagę — stwierdził do tej pory milczący Mike.
    — To są dla niej nowe widoki Jay chyba kojarzy okolice bo leży i nie wygląda za okno — powiedziała odwracając się do tyłu widząc husky który odpoczywał.
    — Parę razy już go tutaj zabierałem, więc dla niego to nic nowego, chociaż czekaj ona tutaj była — zaczął się zastanawiać na głos.
    — Ale kilka lat temu i mogła już o nich zapomnieć — powiedziała spokojnie. — A ja chyba sama nie była tutaj za wiele razy chyba jeśli dobrze liczę ze dwa — mruknęła pod nosem.
    — Bo praktycznie to ja zawoziłem tą dwójkę gdy prosiłem rodziców by się nimi zajęli — wtrącił się.