Saturday, June 13, 2026

SERIA 2 TOM: 2 - ROZDZIAŁ 02


    — Czy ty naprawdę musisz iść?
    Zapięła zamek w swoich kozach, podpierając jedną z nóg na jednym z puf, które rozstawione były w jej garderoby. W pobliskim lustrze dostrzegł pojawiający się cień męskiej sylwetki, lecz dopiero gdy się podniosła zobaczyła w jego odbiciu, stojącego w przejściu Michaela, który nawet się nie krył z tym, że zamierzył ją spojrzeniem swoich przenikliwych oczu, w których dostrzegła ten charakterystyczny błysk, który pojawiał się za każdym razem gdy jego myśli wędrowały w ten konkretną stronę.
    On nawet się nie starał z tym kryć. Zobaczyła to gdy zawiesił dłużej swoje spojrzenie na jej pośladkach, przez dłuższą chwilę nie mógł oderwać od nich swojego wzroku. Nie pomagało tej sytuacji fakt, że była ubrana w skórzane ubrania, coś, co było jego największą słabością. Mimo mijających lat to w dalszym ciągu się nie zmieniło, nadal dostrzegała te znajome błysk gdy tylko zauważył ją w tak obcisłym stroju.
    — Jak tu wszedłeś? — zapytała wprost, zsuwając nogę z podwyższenia.
    — Drzwi były otwarte — wyjaśnił.
    — Byłam pewna, że je zamknęłam — stwierdziła wprost, będąc wręcz pewną, że przekroczyła klucz w zamku.
    — Najwyraźniej zapomniałaś — skomentował, widząc jej zamyśloną minę. — Czemu nic nie mówiłaś, że wychodzisz? — zapytał już bardziej zaciekawiony.
    — Mike pragnę ci przypomnieć, że na chwilę obecną nie mieszkamy ze sobą, więc nie muszę wspominać za każdym razem, że wychodzę z domu — przypomniała mu. — Poza tym doskonale wiesz, że odkąd wróciłam do treningów, teraz już mamy bardziej ustalone grafiki ćwiczeń niż ten chaos, który panował przed tym. Pragnę ci przypomnieć jest czwartek wieczór, a ja zawsze wtedy wychodzę.
    — Naprawdę nie możesz zostać — prosił, robiąc dwa kroki do przodu.
    — Mike, nie tym razem — odezwała się stanowczo. — Wiem, że ty masz inne plany, aleja również mam zaplanowany wieczór, który nie uwzględnia cię.
    Przechodząc tuż obok niego, przystanęła i delikatnie pstryknęła go w nos i odeszła pośpiesznym krokiem, chcąc uniknąć sytuacji, w której lubił ją łapać i przetrzymywać. Nie miała nic przeciw tego, jednak w tym przypadku trening dla niej był naprawdę istotny. Zdarzało się jej na niektóre odpuścić, bo on był zbyt napalony, by tak po prostu ją zostawić, lecz te ćwiczenia jednak były dla niej na tyle istotne, że nawet gdyby starał się znowu posunąć do tego zagrania, nie koniecznie by się mu to udało.
    Umiała mu wyznaczyć pewne granice, których musiał się wystrzegać. Nawet wtedy gdyby wolał, by została w domu i wylądowaliby w łóżku, jednak dla niej również istotne były treningi w końcu nie dość, że ostatnio miała bardzo dobrą passe nie o tyle zwycięstw, ale dotarcia na wyższe szczeble w tabeli a sama miała ambicje, by wejść do pierwszej trójki, bo coraz bardziej myślała, by znowu spróbować powalczyć o pierwsze miejsce nie na zawodach miastowych, ale krajowych.
    Tak miała ambicje, której zwyczajnie nie spełniła przed swoją przerwą, już wtedy zaczęła dążyć do walki o mistrzostwo kobiece, jednak sytuacja po tamtych przeklętych wydarzeniach sprawiła, że o nie mało się pożegnała z czymś, co kochała.
    Powrót sprawił, że ponownie odzyskała. Przez dłuższy czas czuła się, tak jakby coś utraciła, gdy musiała pożegnać się z wyścigami, tym poczuciem wolności, które dawało jej za każdym razem gdy wsiadała na swój motocykl i mknęła czy to w dzień, czy w nocy przez ulice miasta, czy na jego obrzeżach tam, gdzie mogła sobie pozwolić wcisnąć bardziej gaz.
    Motocykle były zawsze dla niej formą wyzwolenia, wyrzucenie z siebie najgorszych negatywnych emocji, przez te lata gdy praktycznie nie mogła, zrobić nic czuła się jakby była uwięziona. Tkwiła w pewnej bańce, z której nie mogła się wyrwać, tak motocykle również stały się powodem konfliktu pomiędzy nią a MIke’m — mogła zrozumieć, że mógł się wtedy wystraszyć, gdy w końcu jej powiedział, czym była pokierowana jego złość w tamtym czasie, ale wcale to go nie usprawiedliwiało. Mogła zrozumieć jego obawy, lecz zmuszenie jej do zerwania z tym co sprawiało, że czuła się sobą gdzie czuła, że to ona kontroluje swój los, a nie robi tego nikt poza nią. Owszem ryzykowała, jednak liczyła się z tym, w końcu ryzyko było związane z wyścigami, ale nie obchodziło ją to, zbyt kochała ten szum, który słyszała za każdym razem gdy jechała ulicą, ryk silnika czy zapach spalin. To było jak uzależnienie — jednak tutaj byłą przywiązana do dwukołowca i szybciej jazdy i toru.
    Otrząsnęla się z lekkiego zamyślenia, podchodząc do podwieszanego fotela który jak zawsze był okupowany przez Junkę i Cindy. Obie drzemały, leżąc na masie poduszek i kocach, lecz ona uchwyciła kurtkę skórzana która leżała na oparciu. Słyszała jego kroki za sobą, gdy ona zakładała ją na ramiona, początkowo nie zwracając na niego uwagi, lecz na moment zapatrzyła się w widok już nocnego miasta.
    — Julio — usłyszała za sobą jego głos. — Muszę z tobą o czymś porozmawiać.
    Zdziwiła się gdy usłyszała napięcie w jego głosie, ale jego ton brzmiał tak, jakby był nieco niepewny, jakby się czegoś obawiał. Odwróciła się w jego stronę, spoglądając na niego z niepokojem:
    — Co się dzieje? — zaniepokoiła się, podchodząc do niego bliżej.
    Nie zamierzała kryć się z tym, że nie poczuła niepokoju.
    — To nic poważnego — uspokoił ją, unosząc dłonie w geście obronnym.
    Wydawać się mogło się wydawać, że jej reakcja jest na wyrost, lecz po tym wszystkim, co przeszli naturalne było to, że mogła czuć się zaniepkojona szczególnie gdy widziała, jak spogląda na nią z lekką zadumą i brzmiał, tak jakby obawiał się jej o czymś powiedzieć. Nie potrafiła bagatelizować jego problemów, nawet jeśli nigdy tego nie robiła, to po tym co się stało, było naturalnie wyczulona i jeżeli wcześniej wykazywała się totalną znieczulicą tuż po tym cholernym porwaniu, to była reakcja obrona, lecz teraz gdy sytuacja znacznie się zmieniła, naturalnym było to, że się zwyczajnie martwiła.
    — To nie ma nic wspólnego z tym co się stało — doprecyzował, by bardziej ją uspokoić.
    — W takim razie, o co chodzi? — spytała wprost. — Mike boję się o…
    — Julio — wszedł jej stanowczo w słowa, delikatnie składając dłonie na ramionach i spoglądając jej głęboko w oczy. — Nie ma to nic wspólnego z moimi zmartwieniami, bardziej chodzi o to, że boję się cię o coś zapytać — powiedział już bardziej spokojnie.
    — Co za problem, by zapytać — spytała dość oczywistym głosem.
    — Wiem, że może cię to wkurzyć — wyjaśnił.
    Popatrzyła na niego jeszcze bardziej niezrozumiale. Wciąż krążył wokół tematu, zamiast zwyczajnie jej powiedzieć wprost. Nie znosiła takiego zachowania, wolała, by on po prostu powiedział od razu, o co chodzi, niż bezsensownie to przedłużał.
    Widziała, jak wzdycha cicho i na moment zwiesza głowę, po czym na moment odwrócił głowę, tak jakby obawiał się na nią spojrzeć. Nie ukrywała, coraz bardziej czuła się zirytowana tym zachowaniem i mimowolnie podparła dłonie na biodrach i już miała ochotę coś powiedzieć gdy on w końcu na nią ponownie zerknął i powiedział:
    — Wiesz, że za kilka tygodni jedziemy w trasę?
    Skinęła głową, bo nie było to dla niej jakimś okryciem. Doskonale znała ich tryb pracy, dlatego nie wzbudzał on w niej żadnych emocji. Liczyła się, z tym że gdy wydają kolejne krążki, rozpoczynają kampanię marketingową i tę cięższą cześć tej pracy, bo wyjeżdżają przez praktycznie rok w trasę promująca najnowszy album. Robili to jednak blokami, w których cześć trasy była po Ameryce, zjeżdżali na odpoczynek, by potem wyruszyć w kolejną część.
    Sama z resztą w dwóch z nich uczestniczyła, jednej europejskiej, której nie wspominała zbyt dobrze, oraz jedną ich krajową, która była bardzo męcząca, ale wtedy mogła zrozumieć, jak wykańczająca jest ta część. O ile praca w studiu wydawała się dość lekka to podróżowanie z miejsca na miejsca spotykanie się z fanami, udzielanie wywiadów czy same koncerty są obciążające nie tylko fizycznie, ale psychicznie — obecność na nich pozwoliła jej zrozumieć tę specyfikę jeszcze bardziej, mimo że absolutnie nigdy nie robiła Mike’owi problemu z tego powodu.
    — No tak, co to ma do rzeczy?
    Obeszła go i ponownie wróciła do garderoby, gdzie zostawiła rękawiczki i chwyciła je i wróciła do niego:
    — No właśnie, chciałabym, żebyś ze mną jechała — wyrzucił w końcu z siebie.
    Zatrzymała się w pół kroku, a stukot jej obcasów niespodziewanie umilkł w sypialni. Dało się usłyszeć, jak niespodziewanie zapada dość napięta cisza, podczas której doskonale można było usłyszeć ich oddechy. Popatrzyła na niego, a jej twarz na moment zastygła w emocjach.
    Poruszył się niespokojnie, bo właśnie tej reakcji obawiał się najbardziej. Mógł mieć ciut nadziei, że zachowa się zupełnie inaczej, lecz ta reakcja była zbyt do przewidzenia. Stali przed moment pogrążeni w zupełnej ciszy, a on wręcz zaczął błagać w myśląc by w końcu się odezwała. Bycie pod wpływem jej spojrzenia, które było tak nieprzyjemne, stawało się krępuje, lecz starał się zachować neutralny wyraz twarzy, nie spuszczając z niej wzroku.
    — Nie — odpowiedziała w końcu, a jej ton głosu był taki lodowaty.
    Ostatnim razem gdy usłyszał ją gdy wypowiada się w tak bezduszny sposób, było ich spotkanie w szpitalu. Wtedy gdy zdołał się przemknąć do niej, by móc z nią pogadać, wtedy gdy kazała się, mu wynieś ze swojego życia. Gdy tylko spojrzał na jej wyraz twarzy, wyglądała dokładnie tak jak wtedy.
    — Julio skarbie, ja wiem…
    — Powiedziałam nie — weszła mu stanowczo w słowa. — Miałeś racje w stosunku, że obawiasz się mojej reakcji, ale chyba się jej spodziewałeś i tego co powiem prawda?
    On delikatnie skinął głową, bo trudno było się z nią nie zgodzić.
    — Sam widzisz, więc bez sensu zdawałeś to pytanie skoro i tak wiedziałeś, co powiem.
    — Przemyśl to — poprosił. — Jadą wszystkie…
    — Nie!
    Gdy tkwiła w tym pierdlu, obiecała sobie jedno, że nie dość, że nigdy nie wybaczy tej zgrai, to nigdy więcej nie zgodzi się na to, by dać się wplątać w taką sytuację. Mimo że jej stosunki z zespołem były nieco lepsze i zdecydowała się im wybaczyć, to nie zamierzała ponownie godzić się na jechanie z nimi w trasę. Owszem wiedziała, że teraz praktycznie nie m żadnych szkodników w postaci Taylor, ale tamta trasa sprawiła, że już nie chciała się ponownie w wplątać w nich związane z zespołem.
    Chciała od ich spraw trzymać się z dala.
    — Julio teraz sytuacja się zmieniła — próbował wejść w nią w polemikę. — Prócz naszej ekipy, chłopaków i dziewczyn nie będzie absolutnie nikogo. Nie masz powodu być zagrożona, nie będziesz się nikim zajmowała — tłumaczył jej.
    — Mike zdecydowałam już dawno, że sprawy zespołu mnie nie obchodzą, co związane z tym nie będę z wami nigdzie jeździć — powiedziała twardym głosem.
    — Pojadę tylko jedyny ja sam.
    — Mike nie staraj się wzbudzać we mnie wyrzutów sumienia — zagrzmiała. — Szczególnie ty powinieneś rozumieć moją niechęć oraz odmowy. Tak rozumiem, że nikogo prócz was i dziewczyn nie będzie, ale ja nie chce nigdzie jechać — powiedziała stanowczo.
    — Skarbie, ja też źle kojarzę trasę, ale jadę.
    — Bo to twoja praca kotek — przypomniała mu. — Ja gdybym jechała to w formie towarzystwa, ale nie zamierzam się tam pchać. Sam z resztą widzisz, że do waszych spraw podchodzę z dystansem.
    Trudno było się z nią nie zgodzić, fakt jak kiedyś pytała o nagrania, teraz w ogóle się tym nie interesowała. Co zaskakujące, odmówiła także uczestniczenia w oficjalnym przesłuchaniu płyty gdy przed była jedną z pierwszych osób, które były zapisywane na liście.
    Mógł spodziewał się takiego, uporu. Westchnął cicho podczas gdy ona zakładała rękawiczki, a on spojrzał na nią po raz ostatni i zapytał:
    — Nie zmienisz zdania?
    Ona jedynie pokręciła głową, czym potwierdziła, swoje zapewnienia. Nic nie odpowiedział nawet wtedy gdy podeszła do niego i skradła mu szybkiego buziaka, po czym usłyszał odgłos jej kroków i jej wołanie:
    — Wrócę za dwie — trzy godziny — krzyknęła.
    Odeszła a po chwili usłyszała trzask wejściowych drzwi. Przysiadł na skraju łóżka i popatrzył na fotel, gdzie drzemały jej futrzaki, a on sięgnął po telefon i go odblokował. Wszedł w czat grupowy i napisał:

Mike
Tak jak się spodziewałem.
Odmówiła.

    Zablokował go i wzdychając cicho, skrył swoją twarz w dłoniach.

Saturday, June 6, 2026

SERIA 2 TOM: 2 - ROZDZIAŁ 01

    — Nie rozmawiałeś z nią na ten temat?
    Sięgnął po kubek z kawą, który wyciągnął w jego stronę Dave. Upił łyk, ówcześnie delikatnie kręcąc głowa. Od samego poranka byli zamknięci w studiu, lecz tym razem nie nagrywali żadnego materiału, lecz przygotowali się do zbliżającej się wielkimi krokami trasy koncertowej.
    Liczył się z tym, że w końcu padnie to pytanie, lecz miał nadzieje, że nie będzie musiał się z nim mierzyć. Czemu w zasadzie podchodził z taką obawą do tematu, który zaczął Brad. Prawda była taka, że pozostali zdecydowali się na zabranie w tę część europejskiej trasy swoje partnerki, tylko że jego ukochana zupełnie nie wiedziała nic na ten temat. Oczywiście wiedziała, że wkrótce wyjadą, lecz nie zaproponował jej tego by z nim była. To fakt bywa to problematyczne szczególności, że jeżeli by się zdecydowała to, potrzebują dodatkowego miejsca oraz biletów, które są zapewniane dziewczyną, a także czegoś tak prozaicznie prostego jak jedzenie.
    On, mimo żeliczył się z tym, że czas ucieka i wkrótce musi dać Adamowi znać odnośnie tego czy w ogóle ma zaklepać ostatecznie miejsca dla niej, bo teraz to jedno miejsce jest pod znakiem zapytania, to jednak czul wewnętrzny opór, by w ogóle z nią poruszyć ten temat.
    Jego obawy mogły być uzasadnione. Doskonale pamiętał jedną z ich rozmów i mimochodem nawiązał do poprzedniej trasy, o której on sam starał się zapomnieć, lecz gdy tylko w dyskusji nawiązali do niej, dało się dostrzec, że dla niej również ten temat był nieco drażliwy.
    Czy powinno go to w jakiś sposób dziwić?
    W zasadzie zamiast móc cieszyć się tym wyjazdem i móc spędzać czas z pozostałymi a gównie z dziewczynami zostaławręcz wepchnięta w rolę opiekunki do dziecka. Nie musiała tego robić to fakt i sam próbował wielokrotnie uświadomić swojej byłej, że nie powinna wpychać dziecka w ręce Julii, lecz zamiast by ona poczuła skruchę czy wyrzuty sumienia, uznała, że dla niej to idealny rozwiązanie. Została zepchnięta do tej roli, mimo że jechała z nastawieniem bycia z przyjaciółmi.
    — Dlaczego? — ponownie padło pytanie z ust głównego gitarzysty.
    Milczał, nie mając odwagi się odezwać, spoglądnął jedynie w jego kierunku dosyć wymownym spojrzeniem.
    — Chyba wszyscy wiemy, dlaczego nie chce z nią o tym pomówić — słowa Roberta niespodziewanie zawisły w powietrzu gdy odezwał się po raz pierwszy od dłuższej chwili.
    — Nie będzie jej łatwo przekonać, by w ogóle się zgodziła — stwierdził Joe.
    — Określiłbym to bardziej że to wręcz niemożliwe — rozbrzmiał niespodziewanie głos Chestera. — W zasadzie to przeze mnie doszło do tej sytuacji — przyznał się.
    Chciał wtedy dobrze, kierował się dobrymi intencjami, mimo że nie mógł być pewny, że się zgodzi, jednak uległa nawet nie musiał jej namawiać, jednak konsekwencje tamtej trasy, mimo że głośno się o nich nie mówiło, każdy zdawał sobie sprawę, o czym rozmawiali, a bardziej z tego co wyniknęło kilka dni po jej zakończeniu, coś, co było wręcz brzmieniem na ich barkach.
    Również podczas trasy nie zachowywali się w jej stosunku całkowicie sprawiedliwe, bo nie dostrzegli w zasadzie problemów, które się rozgrywały. Nawet jeśli były jakieś oznaki, to zupełnie je zignorowali.
    — Mam obawy że gdy tylko jej o tym wspomnę, może to się skończyć… kłótnia — przyznał w końcu.

    — Kiedy to zdjęcie zrobiłaś? — spytał, gdy ona leżała wygodnie tuż obok niego.
    Nawet nie zwróciła uwagi na moment, w którym zabrał jej telefon i miała prawo tego nie widzieć. Od dłuższej chwili leżała na leżaku korzystając z blasku popołudniowego słońca, które idealnie oświetlało balkon, na którym siedzieli. Osłaniając tym samym twarz przed piekielnym słońcem, mimo wszystko pragnąc się nieco opalić.
    Nigdy podczas w związku z nim nie zabraniała mu zaglądania do swojego telefonu, wręcz bez problemu podała mu kod wejścia. Pokazywało to tylko mu, że miała naprawdę zaufanie wobec niego, bo jeśli udostępniała mu wejścia do czegoś tak prywatnego, to nie miała przed nim czego ukryć, z resztą ona również mogła bez problemu dostać się do jego telefonu.
    Owszem chciał od niej zgrać ostatnie zdjęcia czy filmiki z ich ostatniej wycieczki do Arizony. Wykorzystali ostatni weekend szczególności, że w końcu on mógł wyrwać się ze studia, a ona nie była obciążona kolejnymi treningami motocyklowymi czy nie wspominała, że miała jakiś pilne zamówienie na obraz, które musiała skończyć.
    Owszem bywały dni gdzie lubili odpocząć w domu, jednak były i takie chwile jak wtedy gdy zwłaszcza on potrzebował w końcu się wyrwać, odsunąć się od komputera i jechać pozwiedzać a najlepiej pochodzić. Arizona była najbliższą na ich liście zwiedzania kolejnych stanów. Uznali, że będą to robili gdy tylko będą mieć okazje, mimo że ona bywała tam raz na jakiś czas gdy jechała do Anthony’ego to Arizona, była ogromna i nie ograniczała się do jednego miasta, a oni chcieli wykorzystać czas, że było tam ‘nieco chłodniej’ jeżeli można w ogóle powiedzieć, tak o jednym z bardziej pustynnych stanów Ameryki nie licząc Nevady czy Kalifornii, lecz tutaj można było spotkać zieleń, w przeciwieństwie do sąsiadujących stanów. Głównie za sprawą bliskości oceanu, z którego potrafiły nadciągnąć burze czy deszcze i część roślin miała szanse na wzrost, ale były także i takie lata gdzie zaczęło dochodzić do tak ogromnych susz, że powstały pożary. Ubiegły rok był idealnym przykładem, że przez ten susze i upały wybuchnął pożar w jednej części miasta.
    Odsunęła od siebie materiał i zerknęła z lekko przymrużonymi oczami na ekran. Zobaczyła tam zdjęcie, które zrobiła sobie na tle wieży Eiffla. Na samo wspomnienie czuła jak kącik jej ust delikatnie się unosi, lecz momentalnie zgasł gdy przypomniała sobie czas, w którym to zrobiła i momentalnie spoważniała.
    — Na waszej ubiegłej trasie — wymruczała z wyczuwalnym gniewem. — Zabrałam wtedy Summer ze sobą — nakreśliła sytuacje.
    — Julio…
    — Mike — rozbrzmiał jej poważny głos.
    Chwyciła chustkę, która leżała na jej twarzy i ponownie odsunęła ją od siebie i podnosząc się na rękach, spojrzała w jego kierunku. Czuł na sobie jej przenikliwy wzrok, w którym się w niego wpatrywała, ubiegając go przed jakimikolwiek słowami:
    — Nie chce wracać do tego tematu — podkreśliła bardzo twardym tonem. — Wiem, co chciałbyś powiedzieć, próbowałabyś mnie przepraszać i to fakt, należą mi się one, ale ja nie chce ich słyszeć. Polecę prywatą, ale matka, która zabiera dziecko na taką trasę i nie zamierza się nią zająć to skrajnie nie odpowiedziana matka, ale czego mam oczekiwać od kogoś, kto robił coś takiemu własnej córce czy mężowi — skomentowała, nie kryjąc swojej frustracji względem jego dawnej żony.
    Wzdrygnął się na samo wspomnienie tego, o czym mówiła. Naprawdę nie chciał do tego wracać, bo temat był dla niego niezwykle upokarzający nie uwłaczający, ale czuł niemiłosierny wstyd za to, że nie potrafił się przeciwstawić kobiecie.
    — Wybacz — mruknął cicho.
    — Mike wiem, co wtedy przeżywałeś, ale dla mnie także tamten okres nie był łatwy — powiedziała w końcu szczerze. — Zgodziłam się na wyjazd, bo mnie chłopacy prosili, by dziewczyny miały towarzystwo, ale nie pisałam się na bycie darmową niańką i…
    — Dobrze wiesz, żechciałem ci zwrócić kasę.
    — Mike, ale to nie było twoje dziecko — przypomniała mu dość słusznie. — Taylor odpowiada za własną córkę i ona powinna mi zapłacić. Ty nawet nie byłeś jej adopcyjnym ojcem, więc nie masz żadnego prawa zwracać mi forsy — dodała pewnie. — Nawet złamanego centa bym od ciebie nie wzięła. Czy Summer to twoje dziecko? — spojrzała na niego, zadając to proste pytanie.
    Pokręcił głową, zaprzeczając temu. Fakt Summer nie była jego córka właściwie próba wmówienia mu, że była — była tak głupia, lecz zdał sobie z tego sprawę zdecydowanie za późno. Od początku było to mocno naciągane. Czemu? Sytuacja była banalnie prosta, gdy rozwodził się z Taylor po raz pierwszy od momentu orzeczenia rozwodu aż do momentu, w którym przyłapał ją na zdradzie, minęło ponad dwa lata, więc raczej było mało prawdopodobne, by był biologicznym ojcem tej dziewczynki, nie sypali ze sobą, nawet przed tym gdy ją znalazł z innym, nie było go kilka tygodni w domu przez trasę, na której był więc w tej kwestii, Julia miała racje.
    — Sam z resztą widzisz, jaki to jest brak logiki, dlatego absolutnie…
    — Ale ja z nią byłem…
    — Co w związku z tym? — spytała. — To, że z nią byłeś, nie oznaczy, że poczuwasz się do odpowiedzialności za dziecko, które było wpadką i to jej córka. Mogę wydawać się bezduszna, ale to jest prosta logika. Typiara cię zdradzała miesiącami z nią, nie spałeś, wróciła po kilku latach, twierdząc, że to twoja córka, tylko że Summer nawet nie jest do ciebie podobna i sam linia czasowa się nie układa. Nie masz praw do niej, więc nie musisz się przejmować płaceniem za nią. Proste? Proste — stwierdziła wprost. — Dla mnie jest ważne, że ona jest bezpieczna tak samo jak ty — dodała.
    To było naprawdę zaskakujące jak po tym wszystkim, co się pomiędzy nimi działo ta dziewczyna wykazywała się taką empatią. Było to wręcz nie wiarygodne, by po takich przejściach nadal potrafić być tak empatycznym i niewybranym z emocji i co ważne nadal umieć współczuć słabszym. Kobieta, która sama wielokrotnie przeszła przez piekło. Ona była dla niego pełna podziwu i szacunku, że tak się zachowywała.
    — Mike po prostu nie wracajmy do tej sprawy — poprosiła go.

    — W głównej mierze to ja nawaliłem w tej sytuacji.
    Spojrzał w stronę Benningtona, który stał kawałek dalej, zupełnie jak pozostali trzymając kubek z kawą.
    — Umówmy się gdybym ją nie nakłonił do wyjazdu, to tej sytuacji by nie było — powiedział z poczuciem winny.
    W dalszym ciągu nie potrafił sobie przebaczyć tego w jak okrutny sposób, potraktował swoją własną siostrę i raczej nigdy by o tym nie zapomniał. Nie miało znaczenia, że był wtedy pod wpływem emocji, one były bez znaczenia w momencie gdy dosłownie miał kogo siebie Alice, która wykazywała się zdrowym rozsądkiem i zamiast jej posłuchać, szedł w zaparte.
    — Dlatego mam obawy z nią na ten temat rozmawiać — przyznał w końcu. — Owszem mogę spróbować, ale mam dziwne wrażenie, że ona się nie zgodzi. — dodał.