— Czy ty naprawdę musisz iść?
Zapięła zamek w swoich kozach, podpierając jedną z nóg na jednym z puf, które rozstawione były w jej garderoby. W pobliskim lustrze dostrzegł pojawiający się cień męskiej sylwetki, lecz dopiero gdy się podniosła zobaczyła w jego odbiciu, stojącego w przejściu Michaela, który nawet się nie krył z tym, że zamierzył ją spojrzeniem swoich przenikliwych oczu, w których dostrzegła ten charakterystyczny błysk, który pojawiał się za każdym razem gdy jego myśli wędrowały w ten konkretną stronę.
On nawet się nie starał z tym kryć. Zobaczyła to gdy zawiesił dłużej swoje spojrzenie na jej pośladkach, przez dłuższą chwilę nie mógł oderwać od nich swojego wzroku. Nie pomagało tej sytuacji fakt, że była ubrana w skórzane ubrania, coś, co było jego największą słabością. Mimo mijających lat to w dalszym ciągu się nie zmieniło, nadal dostrzegała te znajome błysk gdy tylko zauważył ją w tak obcisłym stroju.
— Jak tu wszedłeś? — zapytała wprost, zsuwając nogę z podwyższenia.
— Drzwi były otwarte — wyjaśnił.
— Byłam pewna, że je zamknęłam — stwierdziła wprost, będąc wręcz pewną, że przekroczyła klucz w zamku.
— Najwyraźniej zapomniałaś — skomentował, widząc jej zamyśloną minę. — Czemu nic nie mówiłaś, że wychodzisz? — zapytał już bardziej zaciekawiony.
— Mike pragnę ci przypomnieć, że na chwilę obecną nie mieszkamy ze sobą, więc nie muszę wspominać za każdym razem, że wychodzę z domu — przypomniała mu. — Poza tym doskonale wiesz, że odkąd wróciłam do treningów, teraz już mamy bardziej ustalone grafiki ćwiczeń niż ten chaos, który panował przed tym. Pragnę ci przypomnieć jest czwartek wieczór, a ja zawsze wtedy wychodzę.
— Naprawdę nie możesz zostać — prosił, robiąc dwa kroki do przodu.
— Mike, nie tym razem — odezwała się stanowczo. — Wiem, że ty masz inne plany, aleja również mam zaplanowany wieczór, który nie uwzględnia cię.
Przechodząc tuż obok niego, przystanęła i delikatnie pstryknęła go w nos i odeszła pośpiesznym krokiem, chcąc uniknąć sytuacji, w której lubił ją łapać i przetrzymywać. Nie miała nic przeciw tego, jednak w tym przypadku trening dla niej był naprawdę istotny. Zdarzało się jej na niektóre odpuścić, bo on był zbyt napalony, by tak po prostu ją zostawić, lecz te ćwiczenia jednak były dla niej na tyle istotne, że nawet gdyby starał się znowu posunąć do tego zagrania, nie koniecznie by się mu to udało.
Umiała mu wyznaczyć pewne granice, których musiał się wystrzegać. Nawet wtedy gdyby wolał, by została w domu i wylądowaliby w łóżku, jednak dla niej również istotne były treningi w końcu nie dość, że ostatnio miała bardzo dobrą passe nie o tyle zwycięstw, ale dotarcia na wyższe szczeble w tabeli a sama miała ambicje, by wejść do pierwszej trójki, bo coraz bardziej myślała, by znowu spróbować powalczyć o pierwsze miejsce nie na zawodach miastowych, ale krajowych.
Tak miała ambicje, której zwyczajnie nie spełniła przed swoją przerwą, już wtedy zaczęła dążyć do walki o mistrzostwo kobiece, jednak sytuacja po tamtych przeklętych wydarzeniach sprawiła, że o nie mało się pożegnała z czymś, co kochała.
Powrót sprawił, że ponownie odzyskała. Przez dłuższy czas czuła się, tak jakby coś utraciła, gdy musiała pożegnać się z wyścigami, tym poczuciem wolności, które dawało jej za każdym razem gdy wsiadała na swój motocykl i mknęła czy to w dzień, czy w nocy przez ulice miasta, czy na jego obrzeżach tam, gdzie mogła sobie pozwolić wcisnąć bardziej gaz.
Motocykle były zawsze dla niej formą wyzwolenia, wyrzucenie z siebie najgorszych negatywnych emocji, przez te lata gdy praktycznie nie mogła, zrobić nic czuła się jakby była uwięziona. Tkwiła w pewnej bańce, z której nie mogła się wyrwać, tak motocykle również stały się powodem konfliktu pomiędzy nią a MIke’m — mogła zrozumieć, że mógł się wtedy wystraszyć, gdy w końcu jej powiedział, czym była pokierowana jego złość w tamtym czasie, ale wcale to go nie usprawiedliwiało. Mogła zrozumieć jego obawy, lecz zmuszenie jej do zerwania z tym co sprawiało, że czuła się sobą gdzie czuła, że to ona kontroluje swój los, a nie robi tego nikt poza nią. Owszem ryzykowała, jednak liczyła się z tym, w końcu ryzyko było związane z wyścigami, ale nie obchodziło ją to, zbyt kochała ten szum, który słyszała za każdym razem gdy jechała ulicą, ryk silnika czy zapach spalin. To było jak uzależnienie — jednak tutaj byłą przywiązana do dwukołowca i szybciej jazdy i toru.
Otrząsnęla się z lekkiego zamyślenia, podchodząc do podwieszanego fotela który jak zawsze był okupowany przez Junkę i Cindy. Obie drzemały, leżąc na masie poduszek i kocach, lecz ona uchwyciła kurtkę skórzana która leżała na oparciu. Słyszała jego kroki za sobą, gdy ona zakładała ją na ramiona, początkowo nie zwracając na niego uwagi, lecz na moment zapatrzyła się w widok już nocnego miasta.
— Julio — usłyszała za sobą jego głos. — Muszę z tobą o czymś porozmawiać.
Zdziwiła się gdy usłyszała napięcie w jego głosie, ale jego ton brzmiał tak, jakby był nieco niepewny, jakby się czegoś obawiał. Odwróciła się w jego stronę, spoglądając na niego z niepokojem:
— Co się dzieje? — zaniepokoiła się, podchodząc do niego bliżej.
Nie zamierzała kryć się z tym, że nie poczuła niepokoju.
— To nic poważnego — uspokoił ją, unosząc dłonie w geście obronnym.
Wydawać się mogło się wydawać, że jej reakcja jest na wyrost, lecz po tym wszystkim, co przeszli naturalne było to, że mogła czuć się zaniepkojona szczególnie gdy widziała, jak spogląda na nią z lekką zadumą i brzmiał, tak jakby obawiał się jej o czymś powiedzieć. Nie potrafiła bagatelizować jego problemów, nawet jeśli nigdy tego nie robiła, to po tym co się stało, było naturalnie wyczulona i jeżeli wcześniej wykazywała się totalną znieczulicą tuż po tym cholernym porwaniu, to była reakcja obrona, lecz teraz gdy sytuacja znacznie się zmieniła, naturalnym było to, że się zwyczajnie martwiła.
— To nie ma nic wspólnego z tym co się stało — doprecyzował, by bardziej ją uspokoić.
— W takim razie, o co chodzi? — spytała wprost. — Mike boję się o…
— Julio — wszedł jej stanowczo w słowa, delikatnie składając dłonie na ramionach i spoglądając jej głęboko w oczy. — Nie ma to nic wspólnego z moimi zmartwieniami, bardziej chodzi o to, że boję się cię o coś zapytać — powiedział już bardziej spokojnie.
— Co za problem, by zapytać — spytała dość oczywistym głosem.
— Wiem, że może cię to wkurzyć — wyjaśnił.
Popatrzyła na niego jeszcze bardziej niezrozumiale. Wciąż krążył wokół tematu, zamiast zwyczajnie jej powiedzieć wprost. Nie znosiła takiego zachowania, wolała, by on po prostu powiedział od razu, o co chodzi, niż bezsensownie to przedłużał.
Widziała, jak wzdycha cicho i na moment zwiesza głowę, po czym na moment odwrócił głowę, tak jakby obawiał się na nią spojrzeć. Nie ukrywała, coraz bardziej czuła się zirytowana tym zachowaniem i mimowolnie podparła dłonie na biodrach i już miała ochotę coś powiedzieć gdy on w końcu na nią ponownie zerknął i powiedział:
— Wiesz, że za kilka tygodni jedziemy w trasę?
Skinęła głową, bo nie było to dla niej jakimś okryciem. Doskonale znała ich tryb pracy, dlatego nie wzbudzał on w niej żadnych emocji. Liczyła się, z tym że gdy wydają kolejne krążki, rozpoczynają kampanię marketingową i tę cięższą cześć tej pracy, bo wyjeżdżają przez praktycznie rok w trasę promująca najnowszy album. Robili to jednak blokami, w których cześć trasy była po Ameryce, zjeżdżali na odpoczynek, by potem wyruszyć w kolejną część.
Sama z resztą w dwóch z nich uczestniczyła, jednej europejskiej, której nie wspominała zbyt dobrze, oraz jedną ich krajową, która była bardzo męcząca, ale wtedy mogła zrozumieć, jak wykańczająca jest ta część. O ile praca w studiu wydawała się dość lekka to podróżowanie z miejsca na miejsca spotykanie się z fanami, udzielanie wywiadów czy same koncerty są obciążające nie tylko fizycznie, ale psychicznie — obecność na nich pozwoliła jej zrozumieć tę specyfikę jeszcze bardziej, mimo że absolutnie nigdy nie robiła Mike’owi problemu z tego powodu.
— No tak, co to ma do rzeczy?
Obeszła go i ponownie wróciła do garderoby, gdzie zostawiła rękawiczki i chwyciła je i wróciła do niego:
— No właśnie, chciałabym, żebyś ze mną jechała — wyrzucił w końcu z siebie.
Zatrzymała się w pół kroku, a stukot jej obcasów niespodziewanie umilkł w sypialni. Dało się usłyszeć, jak niespodziewanie zapada dość napięta cisza, podczas której doskonale można było usłyszeć ich oddechy. Popatrzyła na niego, a jej twarz na moment zastygła w emocjach.
Poruszył się niespokojnie, bo właśnie tej reakcji obawiał się najbardziej. Mógł mieć ciut nadziei, że zachowa się zupełnie inaczej, lecz ta reakcja była zbyt do przewidzenia. Stali przed moment pogrążeni w zupełnej ciszy, a on wręcz zaczął błagać w myśląc by w końcu się odezwała. Bycie pod wpływem jej spojrzenia, które było tak nieprzyjemne, stawało się krępuje, lecz starał się zachować neutralny wyraz twarzy, nie spuszczając z niej wzroku.
— Nie — odpowiedziała w końcu, a jej ton głosu był taki lodowaty.
Ostatnim razem gdy usłyszał ją gdy wypowiada się w tak bezduszny sposób, było ich spotkanie w szpitalu. Wtedy gdy zdołał się przemknąć do niej, by móc z nią pogadać, wtedy gdy kazała się, mu wynieś ze swojego życia. Gdy tylko spojrzał na jej wyraz twarzy, wyglądała dokładnie tak jak wtedy.
— Julio skarbie, ja wiem…
— Powiedziałam nie — weszła mu stanowczo w słowa. — Miałeś racje w stosunku, że obawiasz się mojej reakcji, ale chyba się jej spodziewałeś i tego co powiem prawda?
On delikatnie skinął głową, bo trudno było się z nią nie zgodzić.
— Sam widzisz, więc bez sensu zdawałeś to pytanie skoro i tak wiedziałeś, co powiem.
— Przemyśl to — poprosił. — Jadą wszystkie…
— Nie!
Gdy tkwiła w tym pierdlu, obiecała sobie jedno, że nie dość, że nigdy nie wybaczy tej zgrai, to nigdy więcej nie zgodzi się na to, by dać się wplątać w taką sytuację. Mimo że jej stosunki z zespołem były nieco lepsze i zdecydowała się im wybaczyć, to nie zamierzała ponownie godzić się na jechanie z nimi w trasę. Owszem wiedziała, że teraz praktycznie nie m żadnych szkodników w postaci Taylor, ale tamta trasa sprawiła, że już nie chciała się ponownie w wplątać w nich związane z zespołem.
Chciała od ich spraw trzymać się z dala.
— Julio teraz sytuacja się zmieniła — próbował wejść w nią w polemikę. — Prócz naszej ekipy, chłopaków i dziewczyn nie będzie absolutnie nikogo. Nie masz powodu być zagrożona, nie będziesz się nikim zajmowała — tłumaczył jej.
— Mike zdecydowałam już dawno, że sprawy zespołu mnie nie obchodzą, co związane z tym nie będę z wami nigdzie jeździć — powiedziała twardym głosem.
— Pojadę tylko jedyny ja sam.
— Mike nie staraj się wzbudzać we mnie wyrzutów sumienia — zagrzmiała. — Szczególnie ty powinieneś rozumieć moją niechęć oraz odmowy. Tak rozumiem, że nikogo prócz was i dziewczyn nie będzie, ale ja nie chce nigdzie jechać — powiedziała stanowczo.
— Skarbie, ja też źle kojarzę trasę, ale jadę.
— Bo to twoja praca kotek — przypomniała mu. — Ja gdybym jechała to w formie towarzystwa, ale nie zamierzam się tam pchać. Sam z resztą widzisz, że do waszych spraw podchodzę z dystansem.
Trudno było się z nią nie zgodzić, fakt jak kiedyś pytała o nagrania, teraz w ogóle się tym nie interesowała. Co zaskakujące, odmówiła także uczestniczenia w oficjalnym przesłuchaniu płyty gdy przed była jedną z pierwszych osób, które były zapisywane na liście.
Mógł spodziewał się takiego, uporu. Westchnął cicho podczas gdy ona zakładała rękawiczki, a on spojrzał na nią po raz ostatni i zapytał:
— Nie zmienisz zdania?
Ona jedynie pokręciła głową, czym potwierdziła, swoje zapewnienia. Nic nie odpowiedział nawet wtedy gdy podeszła do niego i skradła mu szybkiego buziaka, po czym usłyszał odgłos jej kroków i jej wołanie:
— Wrócę za dwie — trzy godziny — krzyknęła.
Odeszła a po chwili usłyszała trzask wejściowych drzwi. Przysiadł na skraju łóżka i popatrzył na fotel, gdzie drzemały jej futrzaki, a on sięgnął po telefon i go odblokował. Wszedł w czat grupowy i napisał:
Mike
Tak jak się spodziewałem.
Odmówiła.
Zablokował go i wzdychając cicho, skrył swoją twarz w dłoniach.