Sunday, March 22, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 27

    — Stary co się dzieje?
    Mruknął cicho pod nosem, podrywając lekko głowę do góry i spojrzał wprost na swojego przyjaciela. Dopiero teraz przyuważył, że od dłuższej chwili z uwagą mu się przyglądał. Nie dostrzegł tego, pochłonięty swoimi przemyśleniami.
    — Nic — wyrzucił z siebie, nawet się nad tym nie zastanawiając.
    Siedzący naprzeciw niego raper nie dał wiary jego słowom, szczególnie że nie było to w jego zwyczaju, żeby siedzieć aż tak cicho. On należał do osób dość ekspresyjnych i gadatliwych i nawet jeśli mieli przerwy pomiędzy nagrywaniem kolejnych partii, wokalnych to zdarzały się momenty, w którym usta mu się nie zamykały.
    Dlatego zadziwiające było to, że od kilku godzin siedzi dość markotny, wręcz osowiały co mu się przeważnie nie zdarzało. Odkąd tylko rozpoczęli pracę, nie zagadywał go czy nie rozśmieszał, co miał w zwyczaju, dlatego to wzbudziło jego niepokój.
    Zaprzestał pracy, a on nawet nie dostrzegł tego, że od dłuższej chwili mu się przyglądał. Coś wyraźnie go trapiło, tylko nie miał pojęcia co, czuł, że będzie musiał to z niego wyciągnąć. Bywały tematy, o których chętniej rozmawiał, ale oczywiście były i takie, które nie koniecznie chciał poruszać.
    Zaczął mieć dość dziwne przeczucia, lecz nie kierował się nimi zawsze, bo potrafiły go kilkokrotnie zwieść.
    — Chyba jednak nie takie nic skoro od dłuższej chwili siedzisz taki osowiały — mówił.
    Podniósł gwałtowniej głowę, spoglądając w jego stronę zdumiony tym, co właśnie powiedział. Zobaczył, jak ostrożnie odpycha się od biurka i wkrótce zobaczył go, jak siedzi tuż obok niego i zerka na niego przelotnie nim, spytał:
    — Więc w czym leży problem — zagadnął.
    Odchylił mimowolnie głowę do tyłu ze wzdychając cicho. Ponownie się podniósł z pewną świadomością tego, że nie uniknie tej rozmowy, chociażby się naprawdę starał Michaela, nie było łatwo przekonać do tego, by nie drążył tematu.
    Z jednej strony rzadko można trafić na takich przyjaciół, z drugiej mogło, być to delikatnie mówiąc irytujące. On nie zamierzał się jednak o to złościć, bo zdawał sobie sprawę, że mimo swoich wewnętrznych zapewnień, że sobie z tym poradzi sam, to jednak potrzebował się komuś wygadać poza Alice.
    On wydawał się najbardziej rozsądną osobą nie tylko dlatego, że go doskonale znał, ale również nie musiał specjalnie wtajemniczać go w tę sprawę, bo o niej wiedział.
    — Chodzi o młodą — przyznał w końcu.
    Mimo że Julia już od kilku lat była dorosłą kobietą, nie mógł przestać zwracać się do niej w taki sposób. Szczególnie że nie miała nic przeciw nawet teraz nie oburzała się gdy mu się wymsknęła. Gdyby na to spojrzeć nadal była od niego młodsza, a to nie było nacechowane negatywnie czy wrednie, ale bardziej taki szczebiotliwy sposób.
    — Konkretnie? — dociekał, spoglądając na niego z ciekawością.
    Było dla niego, to intrygujące co chodzi mu po głowie szczególności, że zdawał sobie sprawę, że jakiś czas temu się pogodzili. Nie sądził, że problem leżał w nim w końcu, Julia sama mu się przyznała, że zdecydowała się im dać kolejną szansę, jednak widział, że Chestera najwyraźniej coś gryzie.
    Patrzył, jak pochyla się nieznacznie na przód i opiera się łokciami na swoich kolanach. Przez moment wbijał swoje spojrzenie w podłogę studia, nic nie mówiąc, a on nie miał śmiałości się odezwać. Czekał cierpliwie, aż zdecyduje się cokolwiek wspomnieć.
    — Mam wrażenie, że wciąż wobec mnie zachowuje dość spory dystans — wyznał w końcu, odwracając głowę w jego kierunku. — Nie zrozum mnie źle, wiem, że spierdoliłem po całości i mimo że zdaje sobie sprawę, że odbudowanie jej zaufania nie będzie takie łatwe jednak w głowie pojawiają się te natrętne myśli gdy widzę cię oraz ją w tak zagorzałych stosunkach a ja zawaliłem wszystko, na co pracowałem z nią przez kilka lat — wyznał z westchnieniem.
    Widział, jak ponownie się prostuje i opiera na krześle a on ani na moment nie spuścił z niego wzroku. To fakt mogło wydawać się to mocno frustrujące. Jemu również nie przyszło łatwo budowanie tej więzi, jaką mieli w końcu, ich również podzieliły intrygi jej byłej małżonki.
    — Myślisz, że wobec mnie nie zachowywała dość dużego dystansu? — zagadnął go, nagle przerywając panującą wokół nich ciszę.
    Czuł na sobie jego przenikliwe spojrzenie, a on gdy tylko zobaczył, zdumienie w jego oczach uśmiechnął się lekko i skinął delikatnie głową i nie spoglądając na niego, dokończył.
    — Uwierz mi przyjacielu ja z nią, na początku też nie miałem, łatwo mając na uwadze fakt, że wciąż uważała, że ja zdradziłem — przypomniał mu sytuację sprzed lat. — W końcu jednak wyszło na to, że jedyne, na czym sen skończyło to na próbie adresowanie czegoś więcej, a ostateczności nic nie było.
    — Czekaj — nagle poderwał się i popatrzył w jego kierunku. — Jeśli dobrze pamiętam, zerwaliście, bo ją zdradziłeś to w końcu jak ostatecznie było — zaczął dociekać.
    — Do niczego nie doszło — powiedział w swojej obronie. — Jak mówiłem, że niczego nie pamiętałem to, nie próbowałem się bronić tym, że po prostu zapomniałem o tym, bo faktycznie ja niczego nie pamiętałem — mówił, ponownie wracając do tam tym wydarzeń. — Okazało się, że… — urwał na moment, czując jak w jego gardle pojawia się niewidoczna gula gdy tylko miał zamiar wypowiedzieć imię tej kobiety. — Ona mnie wrobiła — dodał i odchrząknął. — Pamiętałem jedynie, że byłem w klubie i piłem po tamtej kłótni z Julią i ona się przysiadła, ale nigdy nie pamiętałem, bym skończył z nią w łóżku. Ona sama się przyznała, że do niczego nie doszło. Tuż po powrocie padłem pijany a rano ona po prostu się rozebrała tak, by wyglądało w taki sposób, bym uwierzył, że ze sobą spaliśmy.
    — Czyli…
    — Nie zdradziłem jej w sensie fizycznym — przyznał. — Ale emocjonalny owszem — dokończył. — Kończąc moją wcześniejszą myśl, nasze stosunki na początku również nie były zbyt łatwe. W końcu świadomie chciała nie o tyle się zdystansować, ale odciąć od wszystkich, szczególnie że zmagała się z problemami z samooceną i tym jak wyglądała po porwaniu.
    — Powiedz, ale tak szczerze widziałeś jak wtedy wyglądała?
    Pokręcił głową w zaprzeczeniu, bo nawet jeśli częściowo potem opatrunki zdjęła i widział jak kwas w pewnych miejscach, wyżarł jej dosłownie skórę, to nie pokazała wszystkiego. Mógł tylko zaobserwować jej rany oraz blizny, które zaczęły tworzyć się na szyi, bo nawet dłoni czy nóg nigdy nie zobaczył, bo zazwyczaj kryła się pod długimi ubraniami.
    — Widziałem naprawdę nie wiele, nigdy nie chciała się mi pokazać. Mimo że pomagałem jej po operacjach plastycznych, nie widziałem, jak to wygląda przed. Zobaczyłem jedynie oparzenia na karku, ale one były drugiego stopnia, te najgorsze zawsze ukrywała pod ubraniami.
    Milczał, bonie miał odwagi się odezwać. To był kolejny powód, dlaczego miał wobec siebie aż tak ogromne pretensje, że tak mocno ją zawiódł. Zamiast być przy niej w takiej chwili, to on musiał odstawić komedie oraz uwierzyć jakieś kłamcy, bo inaczej nie mógł tego powiedzieć. Wprost przyznawał, był durniem, głupkiem idiotą, który uwierzył, najbardziej zakłamanej osobie opuszczając osobę, która najbardziej go potrzebowała.
    Nadal wyrzucał sobie wydarzenia, które wciąż powracały do jego umysłu, wciąż widział oczami wyobraźni jej spojrzenie gdy właściwie ją skazał, bo inaczej nie dało się tego powiedzieć. Najbardziej lojalną i uczciwą osobę sam wepchnął za kratki i tego, nie mógł bronić, lecz chyba najbardziej co bolało i będzie boleć mimo mijających lat to jakim skurwysynem się okazał.
    Wciąż wyrzucał sobie, że złamał daną sobie samemu obietnice, gdzie deklarował, że nigdy jej nie zawodzie, że nie zachowa się jak ich ojciec, a postąpił nie podobnie, ale wręcz tak samo.
    — Rozumiem twoją frustrację — odezwał się Michael. — Pamiętaj jednak, że gdy się spotkaliście pierwszy raz i starałeś się o jej adopcje, również nie wpadliście sobie w ramiona. Do takich spraw jest potrzebny niestety czas czy to się nam podoba czy nie. Tak było również w naszym przypadku, musieliśmy od zera wszystko budować.
    — To i tak nie zmieni tego, że jestem sam na siebie zły. Mogłem jej posłuchać, z resztą byłem idiotą, wierząc nie własnej siostrze, a jakieś potem manipulantce. Nie wiem, co mnie jeszcze wtedy podkusiło — przyznał.
    Próbował zrozumieć swoje własne zachowanie, jednak było to naprawdę trudne i nie mógł, pojąć czemu to zrobił. Mógłby się usprawiedliwiać, ale czy miało to sens.
    — I właśnie w tym tkwi problem, że zdaje sobie, że nie będzie to proste, ale boli mnie to, że jest wobec mnie zdystansowana — wyznał szczerze.
    — To normalne, sam miałem podobne odczucia z jej punktu widzenia, jest to katulana reakcja. Nas to może boleć, dla niej to w pełni zrozumiałe i oczywiste — powiedział z lekką ostrożnością w głosie.
    — Co ja mam w takiej sytuacji zrobić?
    Pomiędzy nimi zapanowała chwila ciszej której żadnej z nich nie śmiał przerwać. Oboje wpatrywali się przed siebie pogrążeni w swoich przemyśleniach.
    — Nic — odezwał się nagle Michaela, co go zaskoczyło.
    Spojrzał w jego stronę zdumiony śmiałością jego słów kiedy on prędko pośpieszył z wyjaśnieniami, mówiąc:
    — Wiesz dobrze, żepotrzebujecie oboje czasu i niestety nie przyśpieszyć tego, może to chwile potrwać, ale patrząc na to jak kiedyś reagowała na wzmiankę o tobie a teraz z jaki panuje spokój gdy tylko coś o tobie napomknę czy ona, to uwierz, jest różnica. Nic nie przyśpieszysz, ty i ona potrzebujecie czasu.

No comments:

Post a Comment