Sunday, August 31, 2025

V 55 — SPOTKANIE Z CUDOTWRÓCĄ


    — Nie potrzebnie się denerwujesz — odezwał się pewnym, lecz zatroskanym głosem.
    — Nie potrafię! — wypaliła, czując się coraz bardziej poddenerwowana.
    Oczywiście doceniała jego zatroskanie o nią, jednak rzucanie takich słów w obecnej chwili nie miało zupełnie żadnego pokrycia w rzeczywistości, bo rozumiała, że starał się ją uspokoić, jednak to ona nie potrafiła zapanować sama nad własnymi uczuciami a bardziej nad nerwami, które od samego rana ją wręcz pochłaniały. Zżerały niczym jakieś bestia, która połykają w całości.
    Rankiem nie odczuwała tych emocji aż tak silnie, jak teraz, gdy z trudem była w stanie usiedzieć na krześle wyczekując jednej z ważniejszych wizyt, na której miała dowiedzieć się, czy jej przypadek w ogóle klasyfikuje się do tego, by położono ją na stół operacyjny, czy w jakiś sposób lekarz zdoła odbudować jej tkanki skórę, które w większości zostały uszkodzone przez rżącą substancje.
    Miała świadomość, że szacowano, że ponad sześćdziesiąt procent powierzchni jej ciała została spalona przez rżące chemikalia, bo inaczej nie mogła nazwać kwasu, którym została oblana, a teraz ponosi tego konsekwencje. Najgorsze jednak były pierwsze miesiące, gdy wszystko było jeszcze świeże i nie zdołało się zagoić w tak znaczący sposób, jak teraz. Obecnie można było ujrzeć pomarszczenia oraz poczerniałe ślady, które były smutną pamiątką po szaleństwie pewnego demona.
    Gdyby ktoś spojrzał na nią, nie dostrzegłby w niej dwudziestoparolatki, a bardziej przypominała kobietę po czterdzieste lub jeszcze starszą, która doświadczyła wiele w swoim życiu i jeśli co do drugiego mogła się zgodzić, to jednak była dość młodą dziewczyną jednak po swoim wyglądzie nie mogła tego powiedzieć. To było smutne, a zarazem przykre, jak decyzje które podjęła w młodości, wyniszczyły ją w dorosłym życiu.
    Jednak obiecała sobie, że nie będzie już tego rozdrapywać. Jeśli miała podjąć próbę pójścia dalej, nie warto było wciąż rozgrzebywać tego, co było, mimo że będzie pamiętać i będzie tkwić w głębi jej umysłu to by zacząć żyć, do czego zaczęła powoli zmierzać. Mimo że robiła dość powolne kroki w tamtym kierunku, do wszystkiego nie dojdzie się za pomocą pstryknięcia palcem, tak nie działa życie oraz ludzka psychika, oraz przeżycia, które będzie, musiała nieś, przez całe swoją dalsze lata. Musiała nauczyć się jak funkcjonować z czymś tak bardzo niszczącym i wydzierającym twoje życie.
    Nie miała, jednak pojęcia co się nagle stało, kiedy pojawił się ten przysłowiowy impuls, który sprawił i wręcz zdecydował, że ma się w końcu ruszyć z miejsca i dożyć do tego, by wszystko powoli sobie dążyć. Może było jej szkoda czasu na dalsze smutki, tkwienia w jednym miejscu, gdy dosłownie otarła się o śmierć, zamiast po prostu tkwić w miejscu i poddawać się demonom przeszłości to może czas wziąć swój los w swoje ręce i zawalczyć.
    Czemu miałaby tego nie zrobić?
    Już to raz zdołała pogodzić się z tym, co było i budować własną przyszłość, jeśli nadal będzie na to pozwalać, by rządziły nią przeżycia, to nigdzie nie zawędruje, a tego naprawdę by nie chciała.
    Jednak nie potrafiła ukryć tego, że się stresowała i to bardzo.
    Nie wiedziała, co ją czeka, gdy wejdzie do gabinetu specjalisty, jak oceni jej stan i jak długo każe jej wyczekiwać na operacji, jeśli się na nią zdecyduje. Oczywiście liczyła się z odmową, jednak próbowała usilnie trzymać się tej dobrej myśli, że podejmie się, by ją operować.
Może i rzeczywiście czytała, jak wygląda sam zabieg i nadal uważała to za czarną magię, przynajmniej dla niej to tak wyglądała w przeciwności do specjalisty, który przez wiele lat szkolił się na medyka czy profesje, którą wykonuje. Mogła po prostu mieć nadzieje, że słowa Michaela nie były mylące i rzeczywiście jest to fachowiec w swoim profilu z wieloma udanymi operacjami.
    — Julio nie jestem absolutnie ignorantem i rozumiem twoje rozterki — odezwał się nagle w pełni opanowanym głosem — Widzę, że od rana się stresujesz, jednak mogę cię zapewnić, że absolutnie nie masz czym — zapewnił ją — Nie wpakowałbym cię do niesprawdzonego specjalisty, który pogorszyłby to, jak wyglądasz. Sprawdziłem tego lekarza i osobiście z nim rozmawiałem i wiem, że będziesz w dobrych rękach. Wiem również, że gdy powiem ci byś mi zaufała to zbyt pochopne i wręcz bardzo duże słowa, bo jesteś świadomy, że nadszarpnąłem twojej ufności, ale jeśli nie mi to proszę byś zaufała mu.
    — Mike nie chodzi mi o to, że obawiam się, że wpakujesz mnie na minę. Nie potrafiłabym ci tego zarzucić w momencie, gdy dostrzegam twoje starania i nie ignoruje tego, że pragniesz mi pomóc — przyznała z głębi serca — Bardziej jestem przerażona tym, że mogę nie zostać dopuszczona do operacji. Najbardziej chyba tego się teraz obawiam, momentu, gdy spojrzy na mnie, uzna, że jestem zbyt ciężkim przypadkiem, by się tego podjął.
    — Absolutnie tak nie będzie, wspomniałem mu to, co wiem, że zostałaś poparzona jakąś rżącą substancją i tyle że część twojego ciała jest oparzona. Nie wiem w ilu stopniach, ale…
    — Szacuje się, że w sześćdziesiątprocent, ty widzisz zaledwie skrawek, bo resztę ukrywam pod bluzą, jednak cześć pleców znaczna część klatki piersiowej oraz ud jest oparzona — wyjaśniła, przypominając sobie słowa z jej karty.
    Widziała, jak spogląda na nią wręcz przerażony. Spodziewał się, że są to rozległe ranny, jednak nie sądził, że aż w tak znanym stopniu ucierpiała. Czuł swój przyśpieszony oddech i bicie serca, gdy wręcz czuł, jak jej słowa docierają do niego jak za mgły. Był wprost oszołomiony rozmiarem bestialstwa, do którego ten szatan się dopuścił.
    Podkreślił to wielokrotnie i powtórzy to po raz kolejny, że nie miał prawa nazywać się człowiekiem, był istnym potworem, bo nie potrafił uznać własnej porażki. Był zaślepiony zemstą do tego stopnia, że nie umiał, dostrzec jak zamienia się w bestie, która pragnęła tylko jednego, zemsty jednak teraz tkwił w odpowiednim miejscu. Jednak sama skala była wręcz przerażające, teraz gdy pojął w jak znacznym stopniu, jest okaleczona przez kwas zrozumienie tego, że tak bardzo się ukrywa pod wszelkiego rodzaju ubraniami, by nic nie ukazać, było zrozumiałe. Od praktycznie roku nikt nie mógł widzieć jej w żadnych letnich ubraniach, nawet gdy temperatury przekraczały dziewięćdziesiąt stopni.
    — Wiem, jest to dla ciebie mocno szokujące i absolutnie to rozumiem, sama byłam przerażona, jak się o tym dowiedziałam. Jednak chyba najgorsze co mogłam przeżywać to zmiany opatrunków, praktycznie nigdy tego nie robiłam — przyznała, szczerze odwracając od niego wzrok.
    — W takim razie kto… — urwał, jakby niemal od razu się domyślił.
    — Pielęgniarki, a potem mój były i nie mogę nic mu zarzucić, bo wykazał się dużą cierpliwością i spokojem i ani razu nie poczuł do mnie wstrętu, mimo że ja czułam się paskudnie sama ze sobą. Może raz lub dwa otworzyłam wtedy oczy i… — urwała, bo ten obrazy wręcz ją wciąż prześladowały i nie mogła o tym ot, tak zapomnieć, o tych wręcz oparzeniach wręcz poczerniałej skórze.
    Przymknęła na moment oczy, czując, jak pragnęła, uronił łzę, jednak nie chciała się rozpłakać. Postarała się uspokoić, ponieważ nie chciała aż tak emocjonalnie reagować na to, jakwtedy wyglądała, było to dla niej ciężkie jarzmo, jednak musiała w końcu to zwalczyć w sobie.
    — Słowa są…
    — Zbędne — dokończyła za niego — Wiem, że ciężko coś z siebie wydusić i nie oczekuje tego. Nawet współczucia czy przeprosin, nie próbuj tego mówić, bo jedyna osoba, która jest wina to ten skurwysyn. Ty nie jesteś winny i masz tak, nie myśleć — podkreśliła.
    Ich rozmowa jednak po krótkiej chwili została przerwana, gdy usłyszeli szczęk otwierających się jednych z drzwi w klinice, w której siedzieli i zobaczyli, pewną straszą małżeństwo, które żegnała się na progu z mężczyzną blisko szedziesiątki ubranego w garnitur.
    — To on — szepnął jej nagle Mike.
    Ona popatrzyła w tamtym kierunku i przez brak kitla czy stetoskopu no nie do końca można było poznać, że to rzeczywiście lekarz jednak wiedziała, że bywali tacy co zwyczajnie w prywatnych gabinetach ich nie nosili. Spoglądali, jak uścisnął dłonie starszej kobiecie, po czym małżeństwo odeszło, a on zwrócił się w ich kierunku.
    — Pan Shinoda jak dobrze pamiętam? — spytał z grzecznością, gdy wstali — Z kim mam przyjemność? — zwrócił się do niej.
    Ona po chwili wahania w końcu zdecydowała się zdjąć kaptur oraz okulary, które miała na sobie i widziała jego przenikliwy wzrok na sobie który badał ją czujnym spojrzeniem, gdy odezwał się Mike, przerywając chwilą ciszę:
    — To moja przyjaciółką Julia Bennington — przedstawił ją — Właśnie o niej z panem rozmawiałem jakiś czas temu i to jej przypadek panu przedstawiałem.
    — Proszę do gabinetu, prozo zmawiamy w środku — zaprosił ją do środka.
    — To ja…
    — Jeśli pana przyjaciółka wyraża, zgodzę może pan wejść.
    Widziała, jak Michael spogląda w jej kierunku z pytającą miną. Nie był nachalny czy namolny, ale ciekawszy. Przez krótką chwilę zastanawiała się, po czym skinęła głową i powiedziała:
    — Oczywiście może być obecny podczas rozmowy.
    Mogłaby mieć wątpliwości i się temu sprzeciwiać ba powołać się na to, że nie są razem i nie ma prawa wręcz przebywać. I zapewne, gdy dojdzie do momentu, ukazania reszty ciała jednak będzie wolała, by on wyszedł, jednak nie miała nic do ukrycia podczas rozmowy, a podejrzewała, że właśnie na tym będzie polegać pierwsza wizyta.
    Prawdę mówiąc, wszystkiego dowiadywała się od razu, więc nie miała pojęcia, jak wszystko podąży dalej.
    Wkrótce weszła do dość sporego, ale gustownie urządzonego gabinetu, gdyby nie wiele akcesoriów medycznych zapewne by pomyliła gabinet lekarski z jakimś zwyczajnym. Trzymając kurczowo dłonie na teczce, ze swoją kartoteką ze szpitala gdzie było wręcz wszystko opisane, wzięła to, dla pewności nie wiedziała, czy będzie potrzebne, jednak wgląd w papiery medyczne zapewne będzie pomocne.
    Po tym, gdy mężczyzna przedstawił się i powitał z nimi, zasiadł za biurkiem i zwrócił się w jej kierunku:
    — Zanim przejdziemy, głębiej muszę poznać pani historie, mimo że pan Michael coś mi wspominał na pani temat, chciałabym, żeby pani mi wyjaśniła, co się wydarzyło — odezwał się starszy lekarz — Głównie chodzi mi o aspekt, jak doszło do poparzeń.
    Spodziewała się, że może do takiej sytuacji dojść i mimo że nie miała żadnych pretensji, bo rozumiała, że chciał mieć pewne rozeznanie oraz zrozumienie jak doszło do tego, że teraz wręcz jej skóra jest wyniszczona wręcz uszkodzona i to w znacznym stopniu, to czuła mentalny ciężar, który spoczywał na jej ramionach.
    Zapadło na moment milczenie w gabinecie, a ona kątem oka widziała, jak Michael uśmiecha się dyskretnie pokrzepiająco by oddać jej otuchy i odwagi, by mogła się zebrać w sobie o tym wszystkim opowiedzieć. Z cichym westchnieniem w końcu przełamała się i podniosła głowę i popatrzyła na lekarza:
    — Nie będę ukrywać, są to dla mnie bardzo ciężkie wydarzenia — zaczęła powoli.
    — Mogę zrozumieć panią, bo wiele moich pacjentów przychodziło po bardzo ciężkich wydarzeniach w swoim życiu, jednak bym poznał, chociaż podłoże pani ran muszę, wiedzieć jak do tego doszło i co było powodem — wyjaśnił jak najbardziej spokojnym i opanowanym głosem medyk.
    — Może… — wtrącił się nagle znajomy, jednak gwałtownie mu przerwała, mówiąc:
    — Nie Mike! — powiedziała stanowczym głosem — Nie chce, byś mnie wyręczał i mimo że powiedziała ci dużo, to jednak ja jesteś świadoma tego, jak w znaczącym stopniu było oparzone moje ciało — wyjaśniła, po czym zwróciła się, do lekarza z dozą pewnej pewności zaczęła mówić — Nie będę kłamała, moje obrażenia są efektem pewnych zdarzeń w moich życiu, do których przyczynił się ktoś z mojej przeszłości. Zostałam uprowadzona i wręcz brutalnie torturowana… — umilkła.
    Uznanie tych słów za zbyt wyolbrzymione nie było czymś, co można uznać, że szuka atencji a wyjaśnieniem tego, co faktycznie się działo, bo tak można, mówić wprost oboje byli podawaniu okrutnemu bólowi i cierpieniu i z tym nie można było negocjować.
    — Mój obecny wygląd jest konsekwencją wylania na mnie roztworu siarkowego, który w znaczny stopniu mnie oszpecił, jak pan zapewne widzi. Moje zdrowie pogorszyło się przez pewne działania jednak podczas rekonwalescencji, gdy mnie leczono stosowane wszelkie metody, by oczyścić rany, jednak były one na tyle głębokie i ocenione je w znacznym stopniu na trzeci stopień oparzeń w niektórych miejscach było one drugiego stopnia jednak większość obrażeń była już skierowane pod martwice, którą udało się uniknąć w ostatnim momencie — mówiła, pamiętając rozmowy z medyka prowadzącym — Lekarz, który mnie prowadził ocenił, że ponad sześćdziesiąt procent ciała uległa oparzeniom w znacznym stopniu.
    — Czy może pani określić, dokładnie ile minęło od czasu tych wydarzeń.
    — Około roku — wyjaśnił Mike.
    Ona spojrzała na niego ukradkiem, ale, bez żadnej urazy, zanim wtrącił się medyk:
    — Czy przyniosła pani z sobą, dokumentacje bym mógł mieć wgląd i przeczytać o leczeniu, jakie zostało podjęte oraz jak goiły się rany? — spytał.
    — Oczywiście.
    Jakby to przeczuwając, chwyciła segregator, który spoczywał na jej kolanach i podała nad ekranem monitora ją starszemu mężczyźnie, który odebrał ją i rozłożył. Widziała, jak zakłada okulary by poczytać jej dość grubą teczkę. Zamieściła również kontrolę, którą przeszła na jakiś czas, przed tym wyjazdem gdzie uznano, że wszystko dobrze się zagoiło i mogła być poddana, operacji plastycznej, o której sam mówił medyk, który ją prowadził. Jak powiedział, było to konieczne, ponieważ po takich przeżyciach często ludzie przechodzą skomplikowane przestrzepy skóry i nie chodziło o wygląd, ale również zdrowie pacjentów.
    — Widzę, że był to mocno stężony kwas siarkowy… — wymruczał.
    A to był dopiero początek ich spotkania.

Sunday, August 24, 2025

V 54 — MANCHATAN I JEGO DZIELNICE


    — Dokąd idziemy? — spytała naprawdę zaciekawiona.
    Nie ukrywała, była mocno zaintrygowana, tym dokąd ją porywa Michael, jak to stwierdził, gdy tylko przyszedł do jej pokoju hotelowego, oznajmiając, że zabiera ją na miasto. Przyjechali do miasta w środku nocy i mimo że było już naprawdę późne południe, to oni dopiero nie dawno wstali i wyruszyli w wir zwiedzania jednego z najbardziej zatłoczonych miast na świecie.
    Nie była zaskoczona tłumami, bo Los Angeles było również mocno obleganą metropolią i nie powinno być to zaskakujące jak dla dziewczyny, która praktycznie od dziecka mieszkała w dość dużych miastach czy Phoenix, który był zarazem stolicą Arizony, a teraz Los Angeles więc była przyzwyczajona do zgiełku, który panował wokół niej może, z czasem zapragnie spokoju, jednak na chwilę obecną nie czuła się tak przemęczona takim zgiełkiem. Doskonale wiedziała, że była również w takim wieku gdzie często się imprezuje czy nawet dobrze bawi jednak ona na chwilę obecną, nie prowadziła studenckiego życia, ale jeśli miała, przyznać trochę jej brakowało tych szaleństw, im dłużej pracowała nad sobą, wydarzeniami, które przeżyła, widziała, powolną zmianę w sobie owszem zdawała sobie sprawę, że nie do końca wróci ta stara ona, ale chociaż częściowo pragnęła znowu cieszyć się życiem i wieść go, jakim kiedyś go miała.
    Przez ostatnie dni nie starała się popychać na dno tam, gdzie nie widziała możliwości rozwoju czy wydostania się z tej głębi, w której tkwiła. Starała się iść tą bardziej świetlaną drogą i zaczynać w drobnostkach radości. Przed wyjazdem spotkała się z psychiatrą, który zmniejszyć znacząco dawki leków, jakie brała, bo zaczął dostrzegać zmiany w jej zachowaniu, a ona coraz mniej odczuwała skutki stresu pourazowego, którego się nabawiła. Stosunkowo leczy się takie objawy parę miesięcy u niej terapia za nie długo minie rok, lecz dopiero teraz zaczęło przynosić efekty, jednak sam lekarz wspomniał to wszystko, zależy od osoby oraz tego, co przeżyła.
    Ona jednak z czego była chyba najbardziej zadowolona, to, że, nie została zdiagnozowana pod objawami depresji, bo nie wiedziała, jakby sobie poradziła. Nie myślała nigdy by próbować się targnąć na własne życie, raczej było to w kontekście tego, że ten psychol ją prędzej wykończy.
    Owszem nie miała łatwo w życiu od samych narodzin, jednak wiedząc, że jej los zależy tylko wyłącznie od niej i nim kieruje i może zdecydować czy pragnie szczęścia, czy wręcz przeciwnie to ją wzmacniało, bo wiedziała, że sama może udowodnić sobie, że zasługuje na szczęście i radość z życia, a przeżycia tylko mogą ją wzmocnić, bo nikt gorszego nie mogło ją już spotkać.
    Przeżyła zbyt wiele, by się poddać. Jej historia mogła być inspirująca dla innych, ale nie uważała, że jest to temat do rozwlekania publicznie, nie chciała dzielić się swoimi przeżyciami, a bardziej doświadczeniem co mogło okazać się pomocne.
    Kiedyś pragnęła pomagać i z tyłu głowy nadal tkwiła jej ta myśl jednak, czy się na to zdecyduje to, jedynie czas pokaże.
    — Zabieram cię na najlepsze pastrami w Nowym Jorku — powiedział nagle Michael, przerywając jej rozmyślania — Przyda nam się nieco tłuszczu po tak długiej i ciężkiej podróży poza, mimo że jesteśmy tu w ważnej sprawie, kto zabroni nam trochę pozwiedzać i posmakować kuchni? A dobrze wiem, że lubisz odkrywać nowe smaki, raczej to się nie zmieniło? — zagadnął.
    — Absolutnie nie — powiedziała, kręcąc delikatnie głową.
    Mimo że szli obok siebie, a ona mogła wyglądać jak jakiś przysłowiowy gangster, bo ubrana w dość luźną męską bluzę, która została jej po byłym oraz zwykłych spodniach dresowych to jednak wciąż ukrywała się przed oczami innych, szczególnie że przechodzili wciąż przez wiele osób, które mogło obejrzeć się za nią, gdyby nie kaptur na głowie oraz okulary.
    — Uwielbiam — powiedziała wręcz zachwycona — Jest zbyt dużo smaków na świecie, by zamykać się w jednej kuchni albo jechać na ciągłych fast foodach. Nadal uważam, że jesteś świetnym kucharzem — stwierdziła.
    Wielokrotnie jadła to, co robił i nie mogła przejść obojętnie wokół tego, że nie miał drygu do tego, bo robił naprawdę świetne rzeczy. Nie ograniczał się w kuchni i wiele razy było tak, że to on robił im obiady, podczas gdy ona coś piekła, gdy mieli ochotę. To był schemat już w ich zaawansowanym związku i to im się sprawdzało, mimo że umiała zrobić sobie obiad, to jednak wolał jak on to robił.
    — Przestań, wcale nie.
    — Dla mnie owszem uważałam, że dobrze gotujesz i wiem, co chcesz powiedzieć. Owszem zdaje sobie sprawę, że są lepsi, ale jednak smakowało mi to, co robiłeś.
    — Pamiętam, że jako dzieciak, często pomagałem tacie gotować — mówił, delikatnie wzruszając ramionami — I umówmy się Julio, mimo jakie życia prowadzę jako częściowo gwiazda estrady, jak długo można żyć na przetworzonym żarciu, a skoro potrafię gotować to wolę coś zrobić, zamiast wciąż zamawiać. Nie da się żyć na gotowcach, jeśli zależy ci na dobrej kondycji.
    — A to prawda, raz na jakiś czas rozumiem, gdy nie ma się czasu, ale nawet na szybko można coś zrobić — pochwyciła jego słowa.
    — Oboje podchodzimy do tego w taki sposób, bo jednak wiemy, że lubiłaś ćwiczyć i zależało ci na zdrowiu.
    Zdrowiu, które mocno się schrzaniło — miała ochotę to powiedzieć na głos.

Saturday, August 23, 2025

V 53 — LOT DO NOWEGO JORKU


    — Trzymaj.
    Poderwała głowę, gdy usłyszała nad sobą znajomy głos. Niemal od razu zobaczyła stojącego nad sobą no właśnie kogo. To było naprawdę trudne, by określić, jak ma w tej chwili o nim mówić. Nie potrafiła jednoznacznie wskazać tego, kim obecnie dla siebie byli, bo jednak powiedzenie, że są przyjaciółmi to zbyt duże słowa, a powiedzenie o nim jako o koledze wywoływało u niej wiele sprzeczności.
    To było naprawdę trudne i powiedzenie wprost, na jakim stopniu relacji obecnie są.
    — Dziękuje — powiedziała lekko zmęczonym głosem.
    Chwyciła od niego papierową reklamówkę, na której dostrzegła logo sieciówki z kanapkami, oraz kubek z logo Starbucks. Nie mieli innego wyboru niż kupić coś z lokalnych fastfoodowa, gdy oni wyczekiwali samolotu na lotnisku. Niestety lot był już sporo opóźniony, bo samolot, który miał się pojawić, jeszcze był w powietrzu, a oni musieli, wyczekiwać aż przyleci.
    Nie pozostało im nic innego niż siedzieć przy jednej z bram i wyczekiwać aż przyleci. Ona jednak nie zamierzała, ukrywać czuła się mocno zmęczona, bo nie przespała tej nocy. Pakując ostatnie rzeczy, które chciała, zabrać po prostu się nie kładła. Wiedziała, że się do niej odbije, jednak tak wyszło. Zdarzało się wielokrotnie, że potrafiła nie przespać całej nocy i mimo że czuła potem tego skutki nie zamierzała zbytnio narzekać. I tak nie był to lot poranny, na co by pewnie mocno narzekała a po południowy jak to MIke stwierdził, gdy przyszedł do niej przed paroma dniami i stwierdził:


    — Specjalnie dla ciebie — mówił z lekkim uśmieszkiem na ustach — Załatwiłem lot pod wieczór — powiedział, gdy wyciągnął w jej kierunku kartę lotniczą.
    — Nie wymagałam specjalnej godziny, wstałabym nawet w środku nocy — odparła, lekko marszcząc brwi i spoglądając na niego.
    — Julio znam cię nie od dziś i wiem, jak bardzo narzekasz na wczesne loty — stwierdził, jakby to była normalna rzecz.
    Trudno było się z tym nie zgodzić. Mogła mówić, że nie była wymagającą osobą, jednak nie przepadała za tak wczesnymi lotami. Czuła się wtedy jeszcze gorzej niż zazwyczaj, a gdy bywała z nimi w trasach tym bardziej to potęgowało zmęczeniem, jednak zdawała sobie sprawę, że to zespół bardziej odczuwał tę presję czasu i szybkiego podróżowania oraz niemiłosnego nie raz przemęczenia pod koniec tras. To oni odwalali największą robotę wraz z ich ekipą, bo może się wydawać, że koncertowanie to granie jednego występu wieczorem jednak składają się na to wiele czynników, jak próby dźwiękowe na stadionach gdzie zespół musiał brać udział, próby ich występów nim pojawią się ich fani czy nawet udzielanie wywiadów dla lokalnych telewizji, czy gazet. To z pozoru może się wydawać, że takie gwiazdy nic nie robią, tylko sobie podróżują, z jednego miejsca na drugie jednak nie gdy mogła obserwować za kulis pracę, jaką podejmują to, nie uważała w ten sposób. Przynajmniej widziała to na ich przykładzie, bo nie miała pojęcia, jak działa to u innych artystów, słyszała, że bardziej ci komercyjni mają bardzo wysokie wymaganie, które musieli spełniać organizatorzy występów i mimo że zespół jej byłego partnera miał pewne rzeczy, które musiały, być to jednak słyszałam, że inne gwiazdy miały znacznie wygórowane prośby.
    Nie zamierzała oceniać, bo jednak miała tylko wgląd do jednej grupy muzycznej i jak to u nich działa nie miała pojęcia, jak jest za kulisami u innych.
    — Ale…
    — Przyznam ci się sam, że też nie byłem jakoś chętny na tak wczesny lot, a skoro miałem możliwość zareagować późniejszy lot trudno, przylecimy do Nowego Jorku po zmroku, jednak przeżyjemy. Hotel zarezerwowałem, tak samo, jak konsultacje z lekarzem. Nie wiem, czy od razu zdecyduje się na operacje i czy ty będziesz tego chętna, jednak mamy tam parę dni zarezerwowanei chętnie go z tobą pozwiedzam.
    — Jakbyś nigdy tam nie był — powiedziała nieco uszczypliwie.
    — To racja byłem kilkukrotnie, jednak nie sądzę, bym poznał go wystarczająco dobrze. A my pozwiedzamy przynajmniej najważniejsze obiekty.
    — Nie ukrywam, że jestem ciekawa jego klimatu, ale w zimę — rzuciła nagle.
    — Nigdy nie mów nigdy — powiedział dość sugestywnie — Kto powiedział, że nigdy nie zobaczysz Manhattanu o tej porze? Skoro zdecydowałaś się na walkę, o siebie to mam przeczucie, że z biegiem czasu znowu ukażesz tą dawną siebie.
    Na moment odłożyła zadrukowaną kartkę papieru i na moment odwróciła wzrok. No właśnie ona sama nie wiedziała, czy rzeczywiście powróci faktycznie do dawnej formy w stu procentach. Jednak wydarzenia z porwania miały na nią znaczący, wpływ owszem wciąż się leczyła i nie mogła przesądzać ostatecznego efektu terapii, jednak nie sądziła, że będzie tą Julią co dawniej, jednak coś się w niej zmieniło zawsze takie dramatyczne wydarzenia, zmieniają mentalność ludzką i w jej przypadku nie było inaczej.
    — Skupiasz się wciąż na mnie, ale czy ty jesteś, chociaż pod kontrolą psychiatry albo chociaż terapeuty?
    Spoglądnęła na niego, by uniknąć jego pytań, które zapewne by jej zadał i nie, nie była osobą, którą jest egoistycznie zapatrzona w siebie. Tkwił wraz z nią w tym koszmarze i na nich również bardzo odbiły się te wydarzenia, mimo że nie ukazuje tego, obserwuje go od dłuższego czasu i widzi, jak stara się być tym dawnym Mike jednak podskórnie czuła, że wybacza wszystko i stara się żyć dawnym życiem, bojąc się zmierzyć z bolesną rzeczywistością.
    On jednak staranie jakby unikał jej spojrzenia, co ją mocno zdziwiło. Starała się mu spojrzeć w oczy, jednak on jakby nagle stracił odwagę i nie chciał na nią patrzeć:
    — Mike — zapytała poważnie, jednak w jej tonie głosu dało się usłyszeć troskę.
    Mimo swoich wszelkich odczuć, wobec niego, jednak ważne było dla niej by i on mógł otrzymać wachową pomoc. Widziała, że zwłaszcza po przejściach z Taylor jest mu to potrzebne, jednak jego postawa była dla niej zbyt wymowna by nie mogła zrozumieć, że to unikanie i brak odpowiedzi jest wystarczająco jednoznaczne.
    — Wiem, że nie mogę na ciebie wpływać, ale uważam, że postępujesz, po prostu głupio nie idąc na terapie.
    — Julio nie potrzebuje tego — wymigiwał się.
    Nie chciał z nią rozmawiać na ten temat. I mimo że po raz kolejny mógłby przyznać jej racje, to jednak nie chciał tego robić. Obecnie uważał, że zupełnie sobie poradzi z sobą i tym jaki ciężar niesie na swoich ramionach. Nie chciał jej zadręczać swoimi zmartwieniami, bo i tak miała ich swoich i to dość wystarczająco dużo.
    — Obecnie nie jestem w stanie cię przekonać, jednak nie sądzę, by twoje postępowanie było właściwie. Mike terapia pomaga i wiem na swoim doświadczeniu, byłam na niej przez parę lat, znowu jestem pod opieką terapeutki i uważam, że ty również powinneś być. Nie chce wnikać bardziej, bo mimo wszystko szanuje twoją prywatność, jednak wiedząc i mając świadomość, co przeszedłeś uważam, że powinneś skorzystać z walcowej pomocy specjalistów. Nie chce, by zakończyło się to dla ciebie tragedia…

    — O czym myślisz? — nagle jego głos wyrwał ją z głębi jej przemyśleń.
    Spojrzała na nawet niezaczętą kanapkę czy kawę, którą kupił Mike przed chwilą dla nich obojga i uniosła plastikowy kubek i upiła kilka łyków swojej ukochanej mrożonej kawy, którą tak wprost uwielbiała, nim odstawiła ją bezpiecznie, tuż przy swojej stopie i rozerwała pakunek, w którym skrywała się jej ulubiona kanapka.
    — Widzę, że nie zapomniałeś — powiedziała, gdy rozerwała papier, by otworzyć górną część bułeczki, gdzie zobaczyła te same składanki co zazwyczaj.
    — Nie mógłbym, zawsze ją brałaś i nie sądzę by gust, ci się nagle zmienił i tak uznajesz to za jedna z lepszych pozycji — wyjaśnił, wgryzając się w swoją kanapkę, po czym ją przełknął i dodał — Byłem z tobą zbyt długo by poznać twój gust, wystarczająco by wiedzieć, co nadal lubisz. Żałuje, że musiało to się tak zakończyć, że tak to zawaliłem — odezwał się cichym głosem jednak bardziej do siebie.
    — Czasu już Mike nie cofniesz, stało się. Ludzie popełniają błędy, to naturalne ty to zrobiłeś. Owszem mogłabym sobie zarzucać wiele, ale nie sądzę, bym zrobiła…
    — Bo nie zrobiłaś — wszedł jej niespodziewanie w słowo i odwrócił się w jej kierunku — Miałaś racje przez cały czas, to ja byłem tym głupkiem wręcz ignorantem, który zamiast cię, posłuchać wolałem iść w swoją głupią merytorykę. To racja nie zmienię tego, ale mogę żałować, że utraciłem z własnej przyczyny wspaniałą dziewczynę wręcz narzeczoną, gdybym tego nie zrobił kto, wie moglibyśmy, już byś po ślubie — dodał z nieukrywanym smutkiem.
    — Mogłabym zaprzeczać, jednak powiem ci szczerze, tak kochałam cię i bolało mnie to, co robiłeś, dawałam ci szansę, by się zmienić, ale byłeś uparty. Niestety nie mogłam, przebaczyć ci tej noc jednak mam pewne wartości i nie potrafiłabym być z kimś, kto mnie oszukał — stwierdził wprost.
    — Jedyne czego żałuje to, że w ogóle zacząłem z nią gadać. Związek z nią był pomyłką!
    Będzie sobie do końca swojego życia to wyrzucać, swoją głupotę, zamiast mieć świadomość, że raz przejechał się na swojej byłej, to zrobił coś tak głupiego i oświadczył się, nie poznając jej znowu. Nie potrafił zrozumieć, co nim wtedy kierowało i co mu tkwiło w głowie. Jednak najważniejsze, że pozbył się tego cholernego balastu ze swoich ramion i porzucił tę zdradziecką szmatę.
    Nie gryzł się w język, bo inaczej nie mógł określić sprzedajnej dziwki, która puszczała się z tym obrzydliwym zwyrodnialcem i wprost plując mu w twarz. I mimo że nie mógł wrócić do przeszłości i powstrzymać samego siebie przed głupim wypominaniem Julii tych jazd i nawet jeśli teraz nie liczył na zbyt wiele, to jednak łapał się wszystkiego, co mógłby być blisko niej.
    — Oboje trafiliśmy w nie odpowiednie relacje — stwierdziła po krótkiej chwili ciszy.
    Widziała, jak mężczyzna spogląda w jej kierunku, a w jego oczach dostrzegła jakby ciekawość mieszającą się z podejrzliwością.
    — Masz na myśli tego Hiszpana, z którym byłaś?
    Mimowolnie wywróciła oczami na ten komentarz. Chyba wyczekiwała, momentu aż nawiąże do niego, jednak ona w swojej wypowiedzi nawet nie miała jego na myśli, a raczej pewnego skurwysyna, który sprawił to, jak obecnie wygląda.
    — Nie! — powiedziała stanowczo — Ricardo nigdy nie zrobił mi absolutnie żadnej krzywdy — podkreśliła, by uzmysłowić go, że nie ma co snuć domysłów na jego temat — Jeśli wspominam toksyczny związek, to mam jednego diabła na myśli. Ty okazałeś się, zdrajcą nie możesz tego się wyprzeć. Justin tchórzem a Ricardo w tym przypadku to ja byłam prowodyrka tego rozstania. To był znakomity i bardzo kochany facet…
    Gdy to powiedziała, dostrzegła jak na jego twarzy, pojawi się jakby grymas, jakby te słowa go zabolały. Podejrzewała, że uderzyło go to, że nie postrzegała go w podobnych wartościach, jak swojego już byłego męża tylko uznała go za faceta, który ją oszukał, jednak taka była realna prawda i nie mógł się z tym absolutnie kłócić.
    — Powód pozostawię tylko dla siebie i jego i wolałabym nie wracać do tego tematu, jednak pragnę ci uświadomić, że to ja przyczyniłam się do tego, że obecnie jestem rozwódką i biorą całkowicie winę na siebie.
    Umiała przyznać się do swoich win czy porażek i jedną z nich było to, że w pełni brała na siebie rozpad związku, z którego Ricardo mimo miłości, jaką darzyła, pozwoliła mu świadomie odjeść. Mimo że po miesiącach wciąż nie do końca wyzbyła się uczuć wobec niego i było jej przykro na samą jego myśl, to nadal uważała, że postąpiła rozsądnie.
    — Samolot linii Amercian Air opóźniony…
    Rozbrzmiał nagle komunikat z głośników, przerywając tym samym ich dyskusje, gdy usłyszeli, że samolot, którym mieli lecieć, właśnie wylądował, znaczenie ich to ucieszyło, mimo że zapewne za jakichś pół godziny wsiądą na pokład.

Sunday, August 17, 2025

V 52 — TO MOGŁO JEJ POMÓC

    — Co takiego?
    Potrzebowała dość dłuższej chwili, by do niej dotarły jego słowa. Starała przed nim, niemal nie wiedząc, jak ubrać w słowa to, co kłębiło się w jej głowie, czuła wręcz panujący w swojej głowie chaos, wiele myśli, które nie były w stanie uporządkować. I sama nie wiedziała, co czuła z jednej strony była oszołomiona, z drugiej w głębi serca rozdzierała ją jakaś dziwna nieokreślona radość, to wydawało się tak mocno nierealne, a jednak było rzeczywistością.
    — Ale dlaczego…? — wyrzuciła z siebie.
    Nie rozumiała tego, nie pojmowała czemu, tak postąpił i nie chodziło o to, że czuła wobec niego urazę jednak dlaczego za jej plecami jak sam wspomniał, załatwił jej możliwość operacji plastycznej. Owszem wspomniała mu na ten temat i o swoich wewnętrznych obawach odnośnie do tego, że jej oszczędności nie mogły pokryć wszystkich kosztów, a on dosłownie kilka dni później wyjeżdża i wraca z wiadomością, która tak mocno ją zaskoczyła.
    — Mike przecież ja...
    — Julio uprzedzam cię — powiedział stanowczym, ale spokojnym głosem unosząc jedną z dłoni do góry — Spodziewam się, co będziesz chciała właśnie powiedzieć, że nie wiesz, kiedy zwrócisz mi pieniądze za operacje, jednak nie oczekuje tego od ciebie — przyznał szczerze.
    Mimo że ona doskonale wiedziała, że raczej na brak pieniędzy on nie narzeka i ma zgromadzony dość spory majątek, który wciąż sukcesywnie powielał przez to, jak angażował się na wielu płaszczyznach jednak w głównej mierze, chodziło mu o samo rozwój, bo owszem zarabiał na byciu producentem, czy właścicielem wytwórni, a to zaledwie jedna z wielu rzeczy, które robił i nie odnosił się, z tym ile posiadał i można wprost powiedzieć tym, że był milionerem, jednak uważał, że to głupota pokazywać jak bardzo majętnym jesteś człowiekiem. Nie znosił tego ukazywać publicznie i wychodził z założenia, że to ile miał na koncie, było sprawą wyłącznie jego i nikt nie powinien się to wtrącać. Jednak pozostała kwota, która mu została po sprzedaniu domu, chciał się jej, krótko mówiąc, pozbyć. Bardziej chodziło o pozbycie się niechcianych wspomnień i można zapytać, ale co mu przeszkadzały pieniądze, jednak kupno znacznie mniejszego mieszkania pozostawiły jeszcze część ze sprzedaży wilii i mógł to wykorzystać.
    Doskonale widział, jak bardzo męczące było dla Julii pokazywanie się publiczne. Nie dało się ukryć, że jej wygląd wzbudzał w innych zainteresowanie i dało się zobaczyć wielokrotnie, że nie było ono zbyt dobre, gdy miał możliwość z nią wyjść, dostrzegał te spojrzenia pełne obrzydzenia i niechęci, które były skierowane w jej stronę, co potrafiło, ją mocno przybić, sama mówiła o niepochlebnych komentarzach w swoim kierunku.
    Chciał jej pomóc, a zarazem pozbyć się kasy, którą mógłby zainwestować, jednak w tym przypadku pragnął zwyczajnie jej pomóc odzyskać przede wszystkim pewność siebie, którą utraciła:
    — Więc dlaczego to robisz? Czemu tak usilnie się starasz i, prawdę mówiąc, gdybym się zgodziła, wydasz sporo pieniędzy, na operacje swojej byłej.
    — Powiem ci to wprost, po sprzedaniu dawnego domu chce coś zrobić z resztą pieniędzy, które mi zostały. Nie chce pamiętać o tamtych wydarzeniach… — urwał, a ona widziała, jak na jego twarzy pojawia się strach, jednak prędko otrząsnął się z wewnętrznego przemyślenia i dokończył — Dla ciebie może to zbyt wielki wydatek, ale nie dla mnie. Julio, nie jestem ignorantem i widzę, jak wiele miałaś zmartwień przez to, że ten skurwysyn oblał cię tym kwasem. Miałaś nieprzyjemności i nadal się z tym spotykasz. Mam możliwości nie tylko finasowwe, ale również znalazłem lekarza, który podejmuje się bardzo ciężkich przypadków podobnych właśnie do twoich. Nie chce, byś się dalej zadręczała — tłumaczył jej spokojnie — Ja przynajmniej pieniądze gdzieś ulokuje, a ty odzyskasz, chociaż część tej odwagi, jaką kiedyś miałaś. I tak wiem, że wygląd nigdy nie grał dla ciebie kluczowej roli i może być to parafrazą tego, że teraz ci na nim zależy, ale tak nie jest. Widzę, że chcesz odzyskać dawny wygląd, jednak boisz się, że koszty mogą cię przygnieść, w takim wypadku wziąłbym je na siebie, a ty jedynie czym byś ryzykowała to w momencie, gdybyś poszła pod skalpel, jednak mam wiarę, że człowiek, który się tobą zajmował, by ci pomógł. Konsultowałem się z nim i pokazałem mu twoje zdjęcie, które miałam i powiedział, że miał już kilka podobnych przypadków a obecnie wszystkie osoby ślą mu pocztówki na święta zadowolone z efektów. Wiem, że może to nie być dla ciebie zbyt przekonujące, jednak nie proszę, byś od razu o tym decydowała, tylko dała sobie czas by to przemyśleć. Oczywiście, gdy się zdecydujesz operacje i konsultacje będą przeprowadzone prywatnie, sam koszt podróży i wszelkich kosztów medycznych biorę na siebie.
    — Mike nie uważasz, że za dużo dla mnie robisz? Ostatnio starasz się tak bardzo, a ja nie daje ci nic w zamian.
    Przez moment zapadło między nimi chwila ciszy, podczas której ona zobaczyła, jak delikatnie się uśmiecha i mimo tego ona poczuła, jak serce zaczyna jej mocno dążyć, gdy się odezwał i powiedział:
    — Dzięki tobie nadal żyje to, co ja robię to nie wiele w porównaniu do tego, ilekroć byłem bliski śmierci, a ty mi pomogłaś. Nawet wtedy na trasie może byłem zastraszony, ale zrozumiałem, kto pomógł lekarzom wiedzieć, co się stało, tylko jedna osoba po Taylor mnie widziała przed występem i wręcz błagała, bym zrezygnował z występu i pojechał do szpitala, ale ja uparty zdecydowałem, że nie.
    Opuściła głowę, czując się nieco zawstydzona i lekko zażenowana. To prawda, że wtedy nie zdecydowała się niczego zatajać i wyjaśnić co się stało i jak oberwał w głowę, nie wspomniała od kogo, jednak ratownicy mieli świadomość, co mogło zagrażać jego życie i mógł mieć wstrząs mózgu.
    — Julio może byłem wtedy skurwysynem bez honoru i tchórzliwą fretką, która wolała milczeć, jednak nie jestem głupi i wiem, że gdyby nie ty w wielu sytuacjach teraz bym leżał na cmentarzu i pewnie nawet nie dożyłbym tego przeklętego porwania. Żyje dzięki tobie i już wielokrotnie ci mówiłem, ja ci się nie odpłacę za to, co zrobiłaś i chociaż w taki sposób mogę to zrobić, by przywrócić twoje dawne życie.
    — Powtarzałam ci to wielokrotnie wtedy, że bycie z tak toksyczną osobą było tylko niszczeniem samego siebie. Miałam świadomość i widziałam, że tkwiłeś, w jakiego związku sama doświadczyłam i chcąc, byś ty uniknął podobnych problemów, chciałam ci pomóc i wcale nie uważam nadal, że sytuacje, które tobie się przytrafiły, są powodem do wyśmiewania. Społeczeństwo nie traktuje poważnie tego, że facet może być ofiarą kobiety, bo jak to jest możliwe, a jednak widać, że takie sytuacje się przytrafiają, jednak się boją o tym mówić jak właśnie ty i uważam, że powinno szerzyć się o tym wiedzę i świadomość i nie wyśmiewać problemów w związkach i gdy to facet mówi z kobietą, się nad nim pastwiła.
    — Masz bardzo światłe przekonania w dalszym stopniu — zauważył.
    — Owszem mam i zdania nie zmienię. Uważam, że powinno się o tym głośno, mówić jednak co ja mogę obecnie — powiedziała, rozkładając ręce — Na razie sama sobie nie potrafię pomoc a co dopiero innym.
    — Może to nie odpowiedni chwila jednak może w przyszłości zdołasz pójść w tym kierunku — zasugerował z lekkim uśmiechem — Jednak wracając do naszej rozmowy, dam ci czas byś się zastanowiła. Gdy będziesz gotowa, to przyjdziesz i mi powiesz…
    Od czasu tej pamiętnej rozmowy minęło kilka dni, podczas których nie potrafiła w żaden sposób zapomnieć o jego słowach. Cały czas zastanawiała się, co miała, z jednej strony czuła ekscytacje na myśl o tym, że mogły zakończyć jej osobiste udręki związane z jej obecnym wyglądem i była to dość kusząca propozycja, jednak z drugiej strony przemawiały przez nią ogromne wyrzuty sumienia czy powinna słusznie to robić.
    Głównym aspektem, z którym się męczyła, była kwestia pieniędzy. Zawsze uważała siebie za dziewczynę, która nie chciała być zależna od finansów kogokolwiek. Pragnęła i była samowystarczalna i mimo że obecnie udawało się jej utrzymać mieszkanie z obecnej pensji, nie mogła jednak pozwolić sobie na większą swobodę, jaką wykazywała się wcześnie i mimo że nie była osobą, którą szastała na prawo i lewo pieniędzmi to wiedząc, ile zarabia na obrazach i że na jej koncie bankowym były oszczędności, miała poczucie ducha, że nie musiała się martwić, że nie będzie ją na coś stać, nawet gdy jej się noga powinie teraz, jednak musiała dbać o budżet domowy i rozsądnie gospodarować swoją pensją, bo na chwile obecna jeszcze nie zdecydowała się wrócić do malowania.
    Nie wiedziała, co z tym zrobić, pewnie zazwyczaj zadzwoniła, by do dziewczyn czy nawet Anthony’ego, by się doradzić w tej sytuacji, nikt nie wiedział o tym, że miała kontakt z Shinodą od dłuższego czasu i musiałaby wszystko tłumaczyć i mówić im co się dzieje, a z przyjacielem wolała uniknąć kłótni, gdy miała świadomość, jak bardzo negatywnie jest do niego nastawiony.
    Musiała sama zdecydować co było dla nie w tej chwili rozsądne. I to było w tym wszystkim najgorsze. Mimo że nie miała na siebie narzuconej żadnej presji, o prędkiej decyzji to jednak sama na siebie ją narzuciła. Czuła się tym zmęczona i sfrustrowana, bo mimo że jedna jej strona pragnęła skorzystać z tej pomocy druga kategorycznie, jej na to nie pozwalała. Wciąż słyszała ten uparty głosik w swojej głowie, że może tego pożałować, że on będzie pragnął coś w zamian, wewnątrz siebie słyszała ten lekko płaczliwy głos, który błagał ją o to, by nie poddawała się i zawalczyła o siebie.
    Była tak mocno rozdarta nie wiedząc, co mogłaby zrobić, że podjęcie decyzji, która mogła, by jej pomóc a z drugiej coś ją powstrzymywało, by tego nie robić. Może chodzi o fakt, że to jej były, facet, który sprawił jej wiele przykrości i mimo że widziała jego żal za swoje czyny, to jednak nadal ten honor jej na to nie zezwalał.
    Może powinna schować w końcu dumę do kieszeni i skorzystać z takiej możliwości, nawet jeśli nie wyłoży na to żadnego dolara. Mruknęła zirytowana, gdy o tym pomyślała, bo to była jedna z tych rzeczy, które mocno było sprzeczne. Uważała, że powinna sama na to zarobić i nie prosić o jałmużnę jednak nie wiedziała ile będzie trwało czasu dozbieranie reszty pieniędzy.
    — Co ja mam zrobić? — pytała samą siebie.
    Wewnątrz wręcz toczyła swój wewnętrzny monolog między dwoma sprzecznymi głosami. Między pragnieniem a odmową. Przymknęła oczy, przykładając dłonie do twarzy i licząc na jakiś objawienie, którego nie mogła się spodziewać, bo wszystko było od niej zależne.
    — A czy naprawdę chcesz do końca życia chodzić z twarzą potwora? — usłyszała głos zdrowego rozsądku wewnątrz swojej głowy.
    To był ten element, który zawsze sprawiał jej wielką przykrość oraz smutek. To słowo było powodem tak wielu jej bolączek, coś, co dobijało, jeszcze bardziej niż mogło. Sama określała się w tak okrutny sposób, a nie powinna prawda? Nie była aż takim potworem?
    Inni śmiałoby powiedzieli, że absolutnie nie jednak pewna część jej mówiła, że tak.
    — Czy zawsze muszę grać pokrzywdzoną własnego życia? — wypaliła niespodziewanie — Wiecznie się zadręczam, a życie mam jedno — dodała, jakby nabierając częściowo skrzydeł.
    Może była to dość pochopna decyzja, jednak nie zamierzała dłużej użalać się nad sobą. Dość w życiu już wycierała, mimo że miała zaledwie dwadzieścia cztery lata. Zamiast płakać nad swoim losem, powinna w końcu wziąć się w garść i zwalczyć. Potrafiła już to raz zrobić to, dlaczego tak hamuje się przed podjęciem kolejnej próby, jeśli miała możliwość, warto było skorzystać?
    Nawet jeśli Michael zażąda od niej potem zwrotu kasy za te operacje, to zrobi wszystko by mu oddać, jednak na chwilę obecną zda się zupełnie na niego. To był niczym impuls, który przechylił szalę. Im dłużej by siedziała i zastanawiała się nad tym, to bardziej była niepewna i w końcu by zrezygnowała.
    Koniec z tym użalaniem się i czas zawalczyć o siebie.
    Wstając z kanapy, przeszła przez mieszkanie, zgarnęła jedynie z komody klucze do niego i po krótkiej chwili dało się słyszeć trzask zamykanych drzwi oraz przekręcający się zamek.
    Przeszła pewnym krokiem przez korytarz i podeszła do windy i wcisnęła guzik. Nie powinna się teraz absolutnie wahać, a jeśli to zrobi ukaże, tylko że nie jest konsekwentna sama ze sobą.
    Wchodząc do windy, zacisnęła palce na kluczach, które trzymała w dłoni i wybrała numer o dwa piętra niżej od swojego i praktycznie po paru sekundach stała przed drzwiami mieszkania Michaela.
    Uniosła dłoń, jednak nie zawahała się ani przez moment i zastukała do nich. Miała nadzieje, że jednak jej dawny partner jest w swoim mieszkaniu. Czekała dość dłuższą chwilę czy w ogóle jej otworzy. Zastukała ponownie i znowu odczekała, jednak po krótkiej chwili zobaczyła, jak drzwi się otwierają, a na progu zobaczyła Michaela w zaledwie spodniach, a na głowie miał ręcznik, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica.
    Widziała, jak momentalnie się speszył, co zupełnie nie zrozumiała i zamrugała dość zdziwiona, gdy nie umknęło jej uwadze, jak zakrywa swój tors ręcznikiem jakby się czegoś przed nią wstydził, co wydawało się jej mocno zaskakujące, bo widziała go wielokrotnie nagiego.
    — Co tu robisz? — spytał zakłopotany.
    — Przeszkadzam?
    Mogła spodziewać się wszystkiego nawet tego, że była u niego jakaś kobieta jednak szybko jej wątpliwości zostały rozwijane, gdy powiedział:
    — Nie, ale…
    Wymownie jednak spuścił wzrok, a ona popatrzyła, jak uporczywie trzyma, blisko siebie dość spory materiał, który był już nieco mokry, jednak chyba zrozumiała co chodziło mu po głowie.
    — Mike widziałam, jak cię kaleczyła nie powinno, być to wstydliwe dla ciebie — wyjaśniła spokojnie — Wpadnij do mnie za chwile, chce z tobą pogadać.
    — Mam się spodziewać awantury? — zagadnął i uśmiechnął się zakłopotany, chcąc rozluźnić atmosferę.
    — Nie. Raczej chciałam powiedzieć, że się zgadzam na twoją propozycję — wyjaśniła.
    — Wchodź — zaprosił ją gestem dłoni do środka — Ale daj mi się ubrać, nie będę paradować przed tobą bez koszulki.
    Przytaknęła i widziała, jak znika w głębi mieszkania, gdy podbiegł do niej Jay, który zamerdał wesoło ogonem na jej widok, gdy przykucnęła przy nim i podrapała go za uchem, a on ucieszony wtulił łeb w jej dłoń.
    Nie czekała długo, gdy muzyk wrócił ubrany w zwykłą koszulkę i zwrócił się do niej, gdy ona wyprostowała się:
    — Czyli mogę referować bilety do Nowego Jorku? — spytał spokojnie.
    — To tam go znalazłeś?
    — Tak to specjalista w swoim wachu i musimy lecieć na Manhattan. Podobno chciałaś zwiedzić to miasto? — zapytał sugestywnie.
    To był czas jej odbudowy.    

Saturday, August 16, 2025

V 51 — PROPOZYCJA KTÓRA MOGŁA ZMIENIĆ JEJ ŻYCIE

    — Tylko jedno klikniecie — mruczała do siebie.
    Trzymając tuż przed sobą telefon z praktycznie utworzonym profilem na jednej z mediów społecznościowym gdy była już u końca i miała wcisnąć guzik akceptacji, zawahała się z palcem uniesionym nad ekranem telefonu, gdy poczuła zwątpienie, które nagle zaczęło ją nękać.
    Im dłużej tkwiła w tej niepewności, zaczęła się coraz bardziej wahać się, czy postępuje dobrze. Od czasu jej rozmowy z Michaelem dużo myślała nad kwestią jego propozycji, bo nawet to nie była sugestia. Dość długo zastanawiała się, czy chciałaby ponownie pójść w pracę, którą tak bardzo kochała i sprawiało jej ogrom satysfakcji?
    Musiała mu jednak przyznać racje, nie czuła się spełniona, pracując jako grafik. Może i owszem uczyła się na tym kierunku, jednak ogromną przyjemność sprawiało jej malowanie i rysowanie na papierze, a nie tworzenie grafik w komputerze. Początkowo miała to być tylko jej zajęcie i sposób by mieć własne kieszonkowe, by nie być tak zależną od brata, potem były narzeczony namówił ją na stworzenie wernisażu, po którym rozbujała się jej kariera jeszcze bardziej i może nie było to tak bardzo spektakularne, ale pozwoliło zainteresować, chociaż pewne grono osób jej twórczość, która potem zamieniła się w pracę.
    Uwielbiała wprost to robić. Tworzyć wizerunki, jakie klienci zapragnęli. Oczywiście, mimo że głównie pracowała na ołówkach oraz kredkach, bo nie czuła się zbyt dobra w obrazach tworzonymi markerami czy farbami, mimo że owszem i one znajdowały się jako jej narzędzie pracy, to były to dodatki, głównie skupiała się na zachowaniu w obrazie realizmu, w czym czuła ogromną pasję i zaangażowanie.
    I skoro tak bardzo to lubiła, czemu teraz czuje niepewność przed naciśnięciem jednej małej ikonki i to miało być tylko konto artystyczne. Sama nie potrafiła, zrozumieć czemu tak się zachowuje, czemu poczuła wątpliwość. Gdy wróciła ze spaceru z pieskami, będąc wręcz pewną tego, że chce to dokończyć, co zaczął Mike, teraz nagle poczuła się mocno niezdecydowana.
    — I co ja mam zrobić — zamruczała, czując zupełny mętlik w głowie.
    Co było w tym wszystkim najgorsze, to że nie mogła w żaden sposób z nikim się porozmawiać czy w jakiś sposób poradzić. Jej były partner wyjechał przed paroma dniami i do tej pory nie dawał znaku życia. Nie była zmartwiona, wspomniał, że może być z nim kontakt utrudniony. Dziewczyny praktycznie nie wiedziały, co się dzieje, więc nie miała jak z nimi o tym pogadać, a obecnie była godzina, w której większość była w pracy i mogło dziwić, że czemu ona nie siedzi przy laptopie i pracuje, prawdę mówiąc, miała zacząć pracę za godzinę, bo miała ważne spotkanie z zespołem, jednak przed tym wyszła na dwór, by psy mogły poganiać, a teraz siedziała i zastanawiała się nad głupim założeniem konta na Instagramie.
    I mimo że nie miała tak naprawdę za wiele do stracenia, prócz tych paru zmarnowanych minut, bo co do reszty Mike zdecydowanie ją ubiegł i wszystko dla niej przygotował to, ona musiała zrobić tylko to. Nie musiała, prowadzić tego konta jednak wiedziała, że dzięki niemu miała, zapewnią lepsza promocje, gdy mogła pokazywać swoje pracę by potencjalny klient wiedział czego może oczekiwać od niej.
    Po drugie owszem nie zamierzała, rzucać pracy od razu wiedziała, że będzie wymagać wszystko czasu, by powróciło do dawnej formy i praktycznie miałaby dwie pracę plus dodatkowo studia, na które ją przywrócono.
    Jednak im dłużej popadała to w dość skrajne myślenie, które powoli ją doprw    adzało do szaleństwa, w końcu podjęła decyzje.
    — Raz się żyje Julio — powiedziała do siebie, sięgając po telefon — Skoro masz, możliwość to wracaj do tego, co kochałaś. Czas pozostawić przeszłość za sobą.
    I to mogły być najbardziej oklepane słowa, które można wypowiedzieć, jednak w końcu poczuła pewność wobec tego, co chciała zrobić. Ujmując smarthona w dłonie odblokowała po raz kolejny i bez ani chwili zawahania wcisnęła guzik zgody, która wkrótce przeniosło ją na główną stronę, platformy gdzie pojawiły się jej randomowe konta. Jednak ona znając pewne strony, które oberwała, uprzednio zrobiła to, ponownie były to profile osób, które zajmowały się artyzmem i lubiła spoglądać na ich pracę. Praktycznie rzecz ujmując, było to konto marki, jednak nawet na nim powinna mieć jakieś obserwacje.
    Pochyliła się do laptopa, który leżał na stoliku tuż przed nią i otworzyła go. Gdy tylko rozświetlił się ekran, ujrzała domenę internetową, w której założyła profil, który właśnie założyła jako jedno z kont. Gdy to zrobiła była dość ciekawa czy ile czasu upłynie, by zwróciła się do niej chociaż jedna osoba. Nie spodziewała się, że będzie to prędko, bo nie do końca była przekonana czy Mike mówił prawdę, że wie o osobach, które chciały u niej coś zamówić. Nie posądzała go o kłamstwo, ale sądziła, że mówił tak tylko dlatego by bardziej ją przekonać do jego wizji.
    I nie mogła, przymkną oczu w ostatnim czasie na to, jak bardzo starał się naprawiał, sumienie krok po kroku to, co schrzanił. Od momentu, gdy dowiedziała się o tym głupim planie oraz części punktów widać jak bardzo żałował, że go stworzył i chciał go wdrożyć i po części to zrobił, jednak teraz niszczy to, co kiedyś spieprzyć. Praktycznie chciał przywrócić jej życie, które miała jeszcze sprzed wypadku na motocyklu, gdy nie miała za wiele zmartwień, jednak obecnie jednak nie była obojętna na swoje własne roztrąbienia, bo jednak zbyt dużo działo się na przestrzeni ostatniego roku, by ot, tak po prostu o tym zapomnieć.
    Spojrzała na zagadek widząc, że ma jeszcze chwile, by zrobić sobie coś do jedzenia, zanim nie zacznie pracować. Musiała przyznać, że mimo że boi się wyjść do ludzi, to z każdym tygodniem zaczęła doskwierać jej nuda. Ona jako osoba dość towarzystwa zaczęła tęsknie za innymi, za rozmawiali czy niespodziewanymi spotkaniami, jednak gdy myślała, by wyjść, pojawiał się strach, który jednak zatrzymywał ją w domu i uświadomił, czemu skrywa się w bezpiecznych czterech kontach, swojego mieszkania.
    — Stałaś się nudziarą — stwierdziła wprost do siebie.
    I to było idealne jej podsumowanie i temu nie była w żaden sposób zaprzeczyć. Obecnie mogła porównać siebie do swojej wersji tuż po przyjeździe do Los Angeles, mocno wycofana, cisza i mało towarzyska teraz stała się tą sama jak nie gorszą wersją i to ją mocno dręczyło, bo wtedy potrzebowała czasu, by to ogarnąć.
    Przechodząc przez kuchnie, wsunęła do ust łyżkę jogurtu z granolą i podeszła do kanapy i postawiła na lekko przeszkolonym stoliku miseczkę, którą trzymała, a ją dobiegły pierwsze powiadomienia. Spojrzała na telefon, a tam zobaczyła obserwacje, które zaczęły się pojawiać.
    — Szybcy są — stwierdziła wprost, gdy kolejne osoby zaczęły ją śledzić.
    Z jednej strony cieszyło ją, widząc konta, które kojarzyła z poprzedniej działalności z drugiej, było to nieco zastanawiające, że po tylu miesiącach milczenia powrócili do niej odbiorcy. Mimo że skupiała się na swoich pracach, które tworzyła to, jednak nie uważała się za jakąś celebrytkę, wręcz nie aspirowała do tego i owszem budowała swoje nazwisko w sieci, jednak nie sądziła, że jest ono tak silne, by tak prędko niej wrócili.
    Widząc, że coraz bliżej godziny spotkania szybko zjadła swoją szybkie śniadanie i odstawiła miseczkę na krawędź stolika, gdy chciała się przygotować do rozmowy, która była dla niej wręcz nie znikniona.
    — Do zobaczenia — powiedziała, po czym się rozłączyła.
    Widząc, że musi jeszcze popracować i powysyłać kilka emaili nie zamykała laptopa. Spojrzała na zwierzaki Cindy, podrapowała leżak, na którym wylegiwał się Walter u samego szczytu, by nikt absolutnie mu nie przeszkadzał. Nawet ona nie była w stanie go dosięgnąć, bo była niższa od samej konstrukcji. Ona jednak potrafiła rozumieć, tego czarnego kocura wiedział, że potrzebuje spokoju i on decyduje, kiedy chce się przyjść poprzytulać. Junka dorwała się do jednej ze swoich zabawek, które zaczęła gryźć a Jay nadal smacznie drzemał na kanapie.
    Nim miała wrócić do pracy marzyła o zrobieniu sobie, chociaż szybkiej kawy, jednak będąc już blisko kuchni, zatrzymała się momentalnie, gdy po całym mieszkaniu poniosło się echo dzwonka do drzwi, co ją nieco zdziwiło, bo raczej nie spodziewała się żadnych gości. Wzruszyła ramionami, nie wiele się nad tym zastanawiając i podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zamku i uchyliła je i spojrzała oniemiała na stojącego po drugiej stronie mężczyznę:
    — Mike? — spytała zdziwiona — Już wróciłeś? — pytała zaskoczona.
    — Jak widać — odparł z zadowolonym uśmiechem.
    Wystarczyło jednak spojrzeć na jego twarz, by zobaczyć, że był po dość długiej podróży. Podkrążone oczy jakby przespał w przedział ostatniej dobry może z trzy godziny, lekko rozczochrane włosy sprawiały, że wyglądał na dużo bardziej wycieńczonego.
    — Czemu nic nie wspomniałeś, mogłam po ciebie przyjechać — wytknęła mu, jednak przepuściła go do środka.
    — Przyjechałem taksówką, nie chciałem cię fatygować a jeszcze stać mnie na kurs do domu — stwierdził, wchodząc do środka.
    Wszedł do środka i Jay jakby niemal wyczuł obecność swojego pana, bo momentalnie zerwał się ze swojej drzemki i gdy tylko wszedł głębiej, wybiegł mu na spotkanie, szczekając głośno i merdając wesoło ogonem na jego widok, gdy on przykucnął i zaczął go głaskać, on niemal się na niego rzucił.
    — Też się cieszę, że cię widzę — mówił do szczęśliwego psiaka.
    Ona pozostawiła ich na moment i podeszła do ekspresu i włączyła go i nie spoglądając w jego kierunku, zapytała:
    — Napijesz się kawy czy idziesz spać? — zapytała, dopiero teraz odwróciła się do niego, trzymając w dłoni jedną ze szklanej.
    — Chętnie — powiedział, podnosząc się — Piłem jedną na lotnisku, ale była paskudna — dodał z niezadowoleniem.
    Znała Mike i wiedziała, że bywał facetem, który pomimo zmęczenia potrafił nadal uparcie starać się trzymać o własnych nogach i nie iść spać. Nie jednokrotnie takie sytuacje zdarzały się, gdy byli razem a on skupiał się tak bardzo na pracy szczególnie przed okresem wydania kolejnych płyt, że ona tylko kawę mu donosiła i trudno było ją zaciągnąć go do łóżka, czasami się udawało innymi razem nie.
    — Nie będę ingerować, ale uważam, że powinneś się iść położyć i wypocząć. Widać po tobie, że miałeś koszmarna noc — powiedziała, gdy z dysz lał się brązowy napój, a ona wrzucała kostki lodu do dwóch wysokich przedszkolnych kubków.
    — Nie ukrywam — przyznał ze szczerością — Myślałem, że się prześpię w samolocie, jednak pewna kobieta miała problem z uspokojeniem dziecka, które wciąż płakało i nie mogłem zmrużyć oka. Nie zamierzam na nią narzekać, bo widać, że starała się robić wszystko by go uspokoić.
    — Słyszałam, że małe dzieci źle znoszą loty, więc nie jestem zaskoczona, ja pamiętam, że również zdarzyło się raz czy dwa, że miałam taką sytuację — powiedziała, gdy podsunęła pod jego dłoń kawkę, którą właśnie zrobiła.
    — Dziękuje — powiedział wręcz z ulgą wypisaną na twarzy.
    Patrzyła na niego, jak bierze kilka sporych łyków mrożonej kawy, nim ponownie go odłożyć. Mogła nosić się z tą myślą dłużej, jednak nie zamierzała dłużej tego w sobie tłamsić, zwłaszcza że wzbierała w niej ciekawość i zwróciła się do niego z pytaniem:
    — Właściwie, jeśli mogę wiedzieć, gdzie byłeś? — zapytała, opierając się o krawędź blatu i upijając przez słomkę napój bogów.
    Widziała, jak spogląda na nią bez żadnego zaskoczenia, jednak dało się słyszeć jego ciche westchnienie, zanim powiedział:
    — Nie będę cię oszukiwał Julio, mój wyjazd był pokierowany tobą — powiedział.
    — Jak to mną? — spytała zdziwiona i zaskoczona jednocześnie.
    Nie odpowiedział od razu, jednak na moment odwrócił, spojrzenie jakby obawiał się jej tego powiedzieć. Ona jednak zachowała spokój i czekała, zanim zdecyduje się wyjaśnić jej, co ma na myśli, nie musiała długo czekać na tłumaczenia, gdy odezwał się po chwili, mówiąc:
    — Owszem, pewnie nie będziesz z tego powodu zachwycona i się wkurzysz — mówiąc to, widziała, jak napina ramiona.
    Stresował się i to bardzo.
    Nie miał pojęcia, jak zareaguje na wieść, z którą do niej przychodził. Praktycznie cały ten wyjazd poświęcił właśnie załatwianiu wszelkich formalności i rozmowie z odpowiednim specjalistą, któremu ukazał również zdjęcia jego byłej partnerki, które miał, mimo że nie ukazywały jej ciała pod ubrania, to pragnął, by medyk mógł mieć wgląd na to, jak to wszystko wygląda i zdecydować się czy podejmie się operacji.
    — Mów! — powiedziała zniecierpliwiona — Nie obiecuje, że zachowam spokój, ale po prostu powiem — poprosiła.
    Znowu zapadła między nimi chwila ciszy, zanim znowu zdecydował się odezwać i oznajmić:
    — Załatwiłem lekarza, który podejmie się operacji plastycznej…

Sunday, August 10, 2025

V 50 — NAGLE ZNIKNĄŁ

    — Uduszę! — odgrażała się bardzo zaspanym głosem.
    Schodziła z dozą ostrożności po stopniach na niższe piętro, gdy została wyrwana z dość upojnego snu. Nie miała pojęcia komu, zachciało budzić ją wręcz w środku nocy, bo nie musiała nawet się przyglądać, by widzieć za przeszkolonymi ścianami, mrok nocy, która panowała nad miastem.
    Z każdym jej krokiem światełka pod schodami zaczęły się rozpalać, świecąc ciepłym przyjaznym światłem, gdy zeszła na dół przystanęła u ich szczytu, gdy ponownie po całym mieszkaniu rozniosło się echo, które miało ją ponaglić. Widziała spod lekko przymrużonych oczu, jak śpiąca na drapaku Cindy przewraca się na drugi bok, a po krótkiej chwili dało się słyszeć cichy syk Waltera, który był najwyraźniej niezadowolony, że ktoś śmiał go budzić.
    — Już otwieram! — zawołała w głąb apartamentu.
    Przyłożyła dłoń do ust, chcąc ukryć i próbując stłumić ziewnięcie. Wciąż nękało ją jedno, komu do głowy przyszło wstawać o takiej godzinie. Każdy, kto bliżej ją znał, wiedział, że nie znosiła takich wczesnych pobudek, ona należała do ludzi, którzy lubili dłużej siedzieć w nocy i spać nieco dłużej i nigdy tego nie ukrywała, dlatego dziwiło ją ta nocna wizyta.
    Podchodząc do drzwi, zaczęła marudzić pod nosem na tego natręta. Bo jedyne, o czym teraz marzyła, to by powrócić do łóżka i znowu wtulić się w ciepły puch zamknąć oczy i nie wstawać przynajmniej do dziesiątej jedno pocieszenie, że jutro była sobota i mogła dłużej odpocząć.
    Z cichym westchnieniem przekręciła klucz w zamku i naciskając na klamkę, uchyliła drzwi i momentalnie wybuchła, gdy tylko zobaczyła, kto zdecydował się przebudzić ją o trzeciej nad ranem.
    — Mike, czy ty sobie zdajesz sprawę, że jest środek nocy? — spytała zbulwersowana jego niespodziewanymi odwiedzinami.
    — Tak wiem — odpowiedział pośpiesznie.
    Dopiero wtedy dostrzegła to, że tuż przy nim siedział nieco zaspany Jay, który zupełnie jak ona nie wiedział, co się dzieje. Owsem w nocy miała dość spowolniony myślenie i nie potrafiła od razu zrozumieć, zanim się nie przebudzi ostatecznie, ale nadal czuła się mocno rozkojarzona, czemu go widzi o takiej porze i dodatkowo z małą walizką oraz smaczkami, oraz karmą, oraz jego wiernym pupilem.
    — Zapomniałaś? — spytał wprost, gdy dostrzegł jej minę.
    — A miałam o czymś pamiętać? — spytała, nadal nie potrafiąc zrozumieć, do czego dąży.
    Słyszała, jak cicho wzdycha, po czym powiedział spokojnie i nieco powolnym tonem by wystarczająco zrozumiała zapewne spodziewając się, że wciąż myślami jest w swojej słodkiej krainie marzeń.
    Nie zamierzała jednak ukryć, że przez ostatnie tygodnie koszmary były naprawdę nieliczne. Z początkiem terapii były one nałogowe. Nie mogła wymienić żadnej takiej nocy, by jej umysł nie dręczył ją przeraźliwymi wizjami, jednak od dłuższego czasu coraz mniej zmagała się z tym problemem i w ciągu ostatnich dni zdała sobie z tego sprawę, gdy zaczęła w końcu wstawać bardziej wypoczęta niż wcześniej i coraz mniej budziła się w nocy przerażona i zlana zimnym potem, przypominając sobie te koszmarne chwile, które przeżyła.
    Wiedziała, że leczenie nie tylko fizyczne, ale psychiczne wymaga odpowiedniego czasu i nie nastawiała się na dość szybki powrót do zdrowia, jednak nie wiedziała, że leczenie, jakie podjęła dzięki swojemu byłemu mężowi, który wręcz opłacił jej leczenie, z góry na pół roku będzie już przynosić tak dobre efekty.
    Nie zamierzała narzekać wręcz się cieszyć, że będąc pod specjalistyczną opieką nie tylko Camili, ale również psychiatry, z którym spotykała się raz na jakiś czas, co po takich wydarzeniach jednak było zalecane i traumie, jaką przeżyła i widząc po sobie rezultaty tych spotkać, wiedziała, jak ważne jest dbanie o aspekt tego, by poukładać sobie wszystko, umieć panować nad swoimi emocjami i radzić sobie z niechcianymi wspomnieniami z tym jeszcze miała trudności, jednak wierzyła, że po kolejnych sesjach w końcu i to brzmienie będzie lżejsze, ona nauczy się żyć z tym, co przeżyła. Nie liczyła, że zapomni o tym całkowicie, ale dojdzie do momentu, gdy nie będzie dla niej aż tak ciężkie i podchodzenie w dość emocjonalny sposób do tego, co ją wręcz zniszczyło.
    — Zapomniałaś — stwierdził, wyrywając ją z głębi swojego umysłu.
    — Mike zlituj się, jest trzecia w nocy, chce spać! — powiedziała markotnie.
    Nawet, mimo że sam czuł się bardzo zmęczony, nie potrafił pohamować swojego uśmiechu, gdy słuchał, jak bardzo jest obecnie marudna. W tej kwestii absolutnie nic się nie zmieniło wciąż tak bardzo, była niechętna do wstawania, gdy warowało się ją w środku nocy ze snu. Już parę razy ją obserwował jako jej partner czy potem na trasie to ona była bardziej z tych kapryśnych osób, zwłaszcza gdy musieli przenosić się do innego miasta właśnie tak wcześnie, a to nie były jej godziny.
    — Obiecałaś, że zaopiekujesz się Jaym na czas mojego wyjazdu — wyjaśnił pośpiesznie.
    Dopiero po jego słowach, przypomniała sobie jedną z ich rozmów, gdy wspomniał, że musi pilnie wyjechać na dniach i wspomniał, że musi zostawić Jaya u swoich rodziców, jednak to ona wyszła z tą propozycją, że o niego zadba. I tak wiele dla niej już zrobił czy nawet wychodził z jej ukochaną suczką na dwór, więc mogła w takim drobnym gestem mu się odwdzięczyć. Miała go parę razy pod swoimi skrzydłami i zawsze był szczęśliwy i zadbany. Troszczyła się o niego tak samo, jak o pozostałe swoje futrzaki a Junka przynajmniej miała towarzystwo dużego braciszka.
    — Faktycznie — mruknęła, przypominając sobie — Nie mówiłeś, że będziesz miał tak wcześnie lot.
    — Rezerwowałem bilety w ostatniej chwili i mam o szóstej samolot — wyjaśnił spokojnie.
    — A kto cię zawiezie? — spytała z czystej dzikawości
    — Brad obiecał, że mnie podrzuci — wyjaśnił — Proszę, tu masz wszelkie jego rzeczy. Nie muszę ci mówić, bo wiesz, jak o niego zadbać — powiedział z pewnością — Zmykam już, bo się śpieszę — dodał i wręczył jej drugi koniec, smyczy.
    Uchwyciła go i przywołała go do siebie i nim zdążyła, się podnieś i pożegnać jej dawnego partnera już nie było. Zniknął jej z oczu. Wyjrzała na korytarz i zobaczyła go tuż przy windzie i pomachała mu na odchodne. Widziała, jak spogląda w jej kierunku i uśmiecha się, by potem wejść do wnętrza małego pokoju i zniknąć a ona weszła do mieszkania i odpięła smycz z obroży wilczura i powiedziała:
    — Jesteś wolny, idź spać — powiedziała spokojnie.
    Nie musiała go ponownie zachęcać niemal od razu pognał do kanapy gdzie drzemała Junka dzisiejszej nocy i wskoczył na sofę i ułożył się tuż obok niej. Nie potrafiła jednak powstrzymać uśmiechu, gdy zobaczyła ich, jak razem śpią. Chwyciła rzeczy, które Mike pozostawił i podeszła do wyspy gdzie pozostawiła wszystko. Upewniła się, że nie musi nic chować do lodówki, zostawiła to na rano. Nie chciała tego teraz rozkładać, gdy pragnęła jedynie iść spać.
    Głośno ziewając, przeszła przez salon i wspinając się po stopniach, nie próbując już ukryć kolejnego ziewnięcia, któreponiosło się echem po mieszkaniu, gdy weszła na górę i mrucząc pod nosem, weszła do sypialni i niemal od razu rzuciła się na łóżku i wtuliła swoją twarz w już chłodne poduszki.
    Ostatnie co pamiętała, zanim zapadała w zupełny sen, to jak okrywa się kołdrą, po czym zapanowała wokół niej ciemność, a ona mogła powrócić do krainy wiecznych snów, nieświadoma, że wkrótce miasto spowije letni pranek i zawitają na niebie pierwsze promienie słońca.


    — Uważasz z perspektywy czasu, że była to dla was słuszna decyzja?
    Dobiegł ją bardzo znajomy głos przyjaciela, w którym dało się słyszeć zainteresowanie, a na jego twarzy widziała coś na wzór nie smaku, grymasu. Ona uważała, że nie potrzebnie znowu wracał do tego tematu, jednak on ponownie nawiązał do jej decyzji sprzed paru miesięcy, która zakończyła jej dość krótki albo bardzo intensywny związek z pewnym Hiszpanem.
    Rozumiała perspektywa Anthony’ego, nie potrafił pojąć, dlaczego to zrobiła, zwłaszcza że Ricardo nigdy nie dał jej powodu do zwątpienia. Zostawiła naprawdę cudownego i kochanego faceta, bo uznała, że to będzie dla nich lepsze i czy teraz miała podobne podejście? Mogło to być zaskakujące, ale owszem, nadal twierdziła, że był to jeden z najbardziej rozsądnych kroków, jakie mogła zrobić.
    Doskonale pamiętała swoje podejście oraz mentalnością, jaką nadal po części ma, owszem nie mogła mu nic zarzucić, bo był mężczyzna, o którym mogło pomarzyć wiele kobiet i ona miała go u swojego boku, troskliwego, uczynnego, szczere i wyrozumiałego, a zarazem wykazywał się ambicja i pracowitością. Wykazywał się ogromnym szacunkiem wobec niej czy jego byłej partnerki miłosnej. Podzielili podobne pasje nie raz, poglądy więc czemu tak postąpiła.
    Nie chciała być kulą u jego nogi i prócz tego kryło się za tym wiele jej prywatnych przemyśleć i obaw. Wolała zachować jego wolność, niż by męczył się przy takiej dziewczynie jak ona. Owszem mogło być to błędne jej spojrzenie, jednak wtedy kierowała się strachem i obawiali, przed jego utracą, dla jakieś atrakcyjniejszej kobiety. Głupie tak to prawda jednak nie potrafiła się pohamować, by w taki sposób o tym ni myśleć a w jej sercu nie tkwiła obawa.
    — A ciebie co tknęło, by wrócić znowu do tematu Ricardo? — spytała wprost.
    Spojrzała w bok, gdy usłyszała głośne skomlenie i nie było dla niej absolutnie zaskakujące, gdy zobaczyła dwa żebraki, bo inaczej nie mogła nazwać psiaków, które spoglądały na nią wprost uroczymi oczkami z nadzieją, że coś skapnie im z przysłowiowego stołu.
    — Znowu przyszliście prosić o jedzonko? — zwróciła się do nich.
    — Do kogo ty mówisz? — zdziwił się jej przyjaciel.
    Chwyciła pokrojony kawałek surowego mięsa, nawet nie prosiła, gdy Junka wręcz uniosła łapki do góry, pokazując jedną ze sztuczek. Za dobre smaczki jest w stanie zrobić wiele, Jay wręcz zaczął merdać ogonem na jej widok.
    — A do kogo mogę mówić? — odpowiedziała pytaniem na pytanie — Przecież mam w domu pewnych lokatorów i jeden z nich lubi żebrać o jedzenie, gdy coś robię — odpowiedziała, wręcz naprowadzając go.
    — Junka?
    — A kto inny — odparła spokojnie, gdy poddała drugi kawałek Jay.
    Wolała nie wspominać mu na temat husky, bo wolała uniknąć kłótni z przyjacielem, zwłaszcza że nie miał pojęcia o tym, że w ostatnim czasie Sanders przeprowadził się na osiedle, gdzie mieszkała wręcz coraz bardziej ich stosunki, się polepszały. Doskonale wiedziała, jak bardzo jest na niego wręcz agresywnie nastawiony i nie chciała wywoływać burzy.
    — Zmykać więcej nie dostaniecie — pogoniła ich.
    Wróciła do blatu, gdzie szykowała sobie składanki do zwykłej tortilli z warzywami. Nie miała dziś chęci na zbytnio wymyślne dania, więc poszła po linii najmniejszego oporu, by przyszykować coś na szybko w miarę zdrowego, by nie musiała nic zamawiać. Wolała poświęcić tę godzinę czy dwie na zrobienie czegoś dobrego niż jeść mocno przetworzone jedzenie. Pomimo że nie ćwiczyła od dłuższego czasu i musiała przyznać, że zaczęło, jej tego brakować to jednak zależało jej na tym, by dobrze się czuć, a nie ociężale.
    Nie przepadała za siedzeniem w kuchni jednak lepsze to niż gotowce ze sklepu.
    — A odpowiadając na twoje nurtujące pytanie, już po raz kolejny powiem, że tak — powiedziała, zsuwając na patelnie pokrojone mięso, które zaczęło skwierczeć — Wiem, że dla niego moja decyzja nie była zrozumiała, jak widać dla ciebie również i mogę to zrozumieć, jednak nie da się ukryć, że zasługuje na to, by znaleźć sobie lepszą żonę. Obecnie nie jestem w formie, praktycznie tkwię na lekach, chodzę na terapię, jestem osobą, która jednak nie jest tą dziewczyną, którą byłam i nie chciałam go ciągnąć za sobą. Wolałam, by znalazł sobie odpowiednią kobietę niż męczyć się przy mnie.
    — Nadal uważam, że to głupie Julio — stwierdził wprost — Bez urazy, ale miałaś, faceta co ci by nieba przychylił, a ty go porzuciłaś to, jest dla mnie niepojęte. Nie rozumiem tego.
    — Co mam ci powiedzieć na ten temat. To był mój wybór, który nie podjęłam ot, tak, może to być mylące, ale długo się nad tym zastanawiałam i nie chodzi o to, że przestałam go wtedy kochać, bo… — urwała, nie wiedząc, czy mówić mu prawdę.
    Przemieszała smażącego się kurczaka, a aromat zaczął unosić się w powietrzu i wciąż przy jej nodze siedziały dwa psiaki, które najwyraźniej czekały na więcej, jednak niestety nie mogła im tego dać, bo użyła ostrzejszych przypraw, a wolała uniknąć problemów zdrowotnych u nich.
    — Czyli nadal go kochasz, a go zostawiłaś — odezwał się dość niespodziewanym głosem.
    Westchnęła głośniej, spoglądając na telefon, gdzie widziała twarz przyjaciela, opierając dłonie na krawędzi blatu, a w jednej z dłoni trzymała drewnianą łyżkę do mieszania. Najwyraźniej dostrzegł jej reakcje, bo zobaczyła, jak w momencie się uśmiecha dość tryumfalnie i mówi:
    — No jesteś głupia — powiedział, nie gryząc się w język.
    — Może i jestem Tony — stwierdziła wprost, nie czując się nawet urażona jego słowami.
    Ich relacja była na tyle swobodna, że wcale nie hamowali się przed uszczypliwościami czy mówieniem do siebie w taki sposób. Zbyt dobrze się znali, by wiedzieć, że coś takiego ich nie urazi. Wiele lat wspólnej drogi pozwoliło im się poznać, a sami nie bez powodu mówili o sobie, jak przybranym rodzeństwie więc takie uszczypliwości były czymś stosunkowo normalnym.
    — Ale chyba nie byłam w stanie udźwignąć kwestii małżeństwa i związku. Nie potrafię ci ściśle powiedzieć, co się na to składało, bo wiele czynników zaważyło na tym, że to zrobiłam — powiedziała, mieszając mięso na patelni.
    — Czasami nie potrafię zrozumieć logiki kobiet — dobiegło ją głośne westchnienie z jego ust.
    — Mówisz, jakbyś był w kilkuletnim związku i narzekał na swoją dziewczynę — powiedziała nieco ironicznym głosem — A od paru lat nikogo nie masz.
    — Nie dobijaj! — odpowiedział z niesmakiem — Za nie długo trzydziestka na karku a ja nawet tej jedynej nie spotkałem, a ty, byłaś zaręczona z bucem, wzięłaś ślub z innym i się rozwiodłaś. W twoim życiu dzieje się znacznie ciekawsze rzeczy.
    — Pomijając oczywiście kwestie tego, jak mi życie dało po dupie, to tak zgodzę się — dodała uszczypliwie — Naprawdę nikomu bym nie życzyła przechodzenie przez ten koszmar. Gdybym była na tyle mądrzejsza jako gówniara te dziewięć lat temu to bym cię posłuchała i nie musiała ponosić konsekwencji swoich głupich wyborów.
    — Wcześniej bym pewnie ci zaczął dogryzać, ale teraz nie jest to na miejscu, bym to robił. Wiedząc, przez co przeszłaś, nie wydaje mi się, że moje zachowanie sprzed paru lat byłoby właściwe w tym momencie. Owszem próbowałem cię ostrzec, ale z troski o ciebie. Może byliśmy wtedy małoletnimi dzieciakami, jednak zależało mi na tym, byś nie pakowała się w takie szambo.
    — Nic już nie zmienimy Anthony teraz płacę za tamte decyzje. Nie da się cofnąć czasu i powstrzymać trzynastoletnią mnie przed związkiem z tym psychopatą. Ważne, że teraz jest tam, gdzie powinien, a ja mogę zaznać odrobinę spokoju — powiedziała i po raz ostatni przemieszała przyprawionego kurczaka, po czym zestawiała go na płyty.
    — A zapomniałem spytać, czy ten twój pożal się braciszek, próbował się kontaktować? — zapytał zaintrygowany.
    Praktycznie większość osób z dawnego jej kręgu znajomych była u niego skreślona w tym i również Chester jednak w tym przypadku nawet nie chciała, by się z nią kontaktować.
    — Nie mógłby, mam go zablokowanego. Obecnie nie jestem w stanie przebaczyć mu tego, co zrobił. Mam urazę.
    I to było najbardziej adekwatne podsumowanie jej obecnej, dość skąp likowanej relacji ze starszym bratem. Mimo że nie potrafiła go, przestać kochać to jednak nie umiała zapomnieć tej urazy i słów, które tak boleśnie utkwiły w jej głowie i jego zachowania samej tej upartości w mylnym przekonaniu.
    Czy kiedyś znowu porozmawiają i przebaczy mu to wszystko?
    Nie miała bladego pojęcia, nie wychodziła tak daleko w przyszłość. To czas pokaże, jak potoczą się ich losy. Czy było jej szkoda tego, że utraciła bliską sobie osobę? W głębi serca tak uważała, jednak większa była pamięć o tym, że się jej wyrzekł bez najmniejszego powodu.