— Nie potrzebnie się denerwujesz — odezwał się pewnym, lecz zatroskanym głosem.
— Nie potrafię! — wypaliła, czując się coraz bardziej poddenerwowana.
Oczywiście doceniała jego zatroskanie o nią, jednak rzucanie takich słów w obecnej chwili nie miało zupełnie żadnego pokrycia w rzeczywistości, bo rozumiała, że starał się ją uspokoić, jednak to ona nie potrafiła zapanować sama nad własnymi uczuciami a bardziej nad nerwami, które od samego rana ją wręcz pochłaniały. Zżerały niczym jakieś bestia, która połykają w całości.
Rankiem nie odczuwała tych emocji aż tak silnie, jak teraz, gdy z trudem była w stanie usiedzieć na krześle wyczekując jednej z ważniejszych wizyt, na której miała dowiedzieć się, czy jej przypadek w ogóle klasyfikuje się do tego, by położono ją na stół operacyjny, czy w jakiś sposób lekarz zdoła odbudować jej tkanki skórę, które w większości zostały uszkodzone przez rżącą substancje.
Miała świadomość, że szacowano, że ponad sześćdziesiąt procent powierzchni jej ciała została spalona przez rżące chemikalia, bo inaczej nie mogła nazwać kwasu, którym została oblana, a teraz ponosi tego konsekwencje. Najgorsze jednak były pierwsze miesiące, gdy wszystko było jeszcze świeże i nie zdołało się zagoić w tak znaczący sposób, jak teraz. Obecnie można było ujrzeć pomarszczenia oraz poczerniałe ślady, które były smutną pamiątką po szaleństwie pewnego demona.
Gdyby ktoś spojrzał na nią, nie dostrzegłby w niej dwudziestoparolatki, a bardziej przypominała kobietę po czterdzieste lub jeszcze starszą, która doświadczyła wiele w swoim życiu i jeśli co do drugiego mogła się zgodzić, to jednak była dość młodą dziewczyną jednak po swoim wyglądzie nie mogła tego powiedzieć. To było smutne, a zarazem przykre, jak decyzje które podjęła w młodości, wyniszczyły ją w dorosłym życiu.
Jednak obiecała sobie, że nie będzie już tego rozdrapywać. Jeśli miała podjąć próbę pójścia dalej, nie warto było wciąż rozgrzebywać tego, co było, mimo że będzie pamiętać i będzie tkwić w głębi jej umysłu to by zacząć żyć, do czego zaczęła powoli zmierzać. Mimo że robiła dość powolne kroki w tamtym kierunku, do wszystkiego nie dojdzie się za pomocą pstryknięcia palcem, tak nie działa życie oraz ludzka psychika, oraz przeżycia, które będzie, musiała nieś, przez całe swoją dalsze lata. Musiała nauczyć się jak funkcjonować z czymś tak bardzo niszczącym i wydzierającym twoje życie.
Nie miała, jednak pojęcia co się nagle stało, kiedy pojawił się ten przysłowiowy impuls, który sprawił i wręcz zdecydował, że ma się w końcu ruszyć z miejsca i dożyć do tego, by wszystko powoli sobie dążyć. Może było jej szkoda czasu na dalsze smutki, tkwienia w jednym miejscu, gdy dosłownie otarła się o śmierć, zamiast po prostu tkwić w miejscu i poddawać się demonom przeszłości to może czas wziąć swój los w swoje ręce i zawalczyć.
Czemu miałaby tego nie zrobić?
Już to raz zdołała pogodzić się z tym, co było i budować własną przyszłość, jeśli nadal będzie na to pozwalać, by rządziły nią przeżycia, to nigdzie nie zawędruje, a tego naprawdę by nie chciała.
Jednak nie potrafiła ukryć tego, że się stresowała i to bardzo.
Nie wiedziała, co ją czeka, gdy wejdzie do gabinetu specjalisty, jak oceni jej stan i jak długo każe jej wyczekiwać na operacji, jeśli się na nią zdecyduje. Oczywiście liczyła się z odmową, jednak próbowała usilnie trzymać się tej dobrej myśli, że podejmie się, by ją operować.
Może i rzeczywiście czytała, jak wygląda sam zabieg i nadal uważała to za czarną magię, przynajmniej dla niej to tak wyglądała w przeciwności do specjalisty, który przez wiele lat szkolił się na medyka czy profesje, którą wykonuje. Mogła po prostu mieć nadzieje, że słowa Michaela nie były mylące i rzeczywiście jest to fachowiec w swoim profilu z wieloma udanymi operacjami.
— Julio nie jestem absolutnie ignorantem i rozumiem twoje rozterki — odezwał się nagle w pełni opanowanym głosem — Widzę, że od rana się stresujesz, jednak mogę cię zapewnić, że absolutnie nie masz czym — zapewnił ją — Nie wpakowałbym cię do niesprawdzonego specjalisty, który pogorszyłby to, jak wyglądasz. Sprawdziłem tego lekarza i osobiście z nim rozmawiałem i wiem, że będziesz w dobrych rękach. Wiem również, że gdy powiem ci byś mi zaufała to zbyt pochopne i wręcz bardzo duże słowa, bo jesteś świadomy, że nadszarpnąłem twojej ufności, ale jeśli nie mi to proszę byś zaufała mu.
— Mike nie chodzi mi o to, że obawiam się, że wpakujesz mnie na minę. Nie potrafiłabym ci tego zarzucić w momencie, gdy dostrzegam twoje starania i nie ignoruje tego, że pragniesz mi pomóc — przyznała z głębi serca — Bardziej jestem przerażona tym, że mogę nie zostać dopuszczona do operacji. Najbardziej chyba tego się teraz obawiam, momentu, gdy spojrzy na mnie, uzna, że jestem zbyt ciężkim przypadkiem, by się tego podjął.
— Absolutnie tak nie będzie, wspomniałem mu to, co wiem, że zostałaś poparzona jakąś rżącą substancją i tyle że część twojego ciała jest oparzona. Nie wiem w ilu stopniach, ale…
— Szacuje się, że w sześćdziesiątprocent, ty widzisz zaledwie skrawek, bo resztę ukrywam pod bluzą, jednak cześć pleców znaczna część klatki piersiowej oraz ud jest oparzona — wyjaśniła, przypominając sobie słowa z jej karty.
Widziała, jak spogląda na nią wręcz przerażony. Spodziewał się, że są to rozległe ranny, jednak nie sądził, że aż w tak znanym stopniu ucierpiała. Czuł swój przyśpieszony oddech i bicie serca, gdy wręcz czuł, jak jej słowa docierają do niego jak za mgły. Był wprost oszołomiony rozmiarem bestialstwa, do którego ten szatan się dopuścił.
Podkreślił to wielokrotnie i powtórzy to po raz kolejny, że nie miał prawa nazywać się człowiekiem, był istnym potworem, bo nie potrafił uznać własnej porażki. Był zaślepiony zemstą do tego stopnia, że nie umiał, dostrzec jak zamienia się w bestie, która pragnęła tylko jednego, zemsty jednak teraz tkwił w odpowiednim miejscu. Jednak sama skala była wręcz przerażające, teraz gdy pojął w jak znacznym stopniu, jest okaleczona przez kwas zrozumienie tego, że tak bardzo się ukrywa pod wszelkiego rodzaju ubraniami, by nic nie ukazać, było zrozumiałe. Od praktycznie roku nikt nie mógł widzieć jej w żadnych letnich ubraniach, nawet gdy temperatury przekraczały dziewięćdziesiąt stopni.
— Wiem, jest to dla ciebie mocno szokujące i absolutnie to rozumiem, sama byłam przerażona, jak się o tym dowiedziałam. Jednak chyba najgorsze co mogłam przeżywać to zmiany opatrunków, praktycznie nigdy tego nie robiłam — przyznała, szczerze odwracając od niego wzrok.
— W takim razie kto… — urwał, jakby niemal od razu się domyślił.
— Pielęgniarki, a potem mój były i nie mogę nic mu zarzucić, bo wykazał się dużą cierpliwością i spokojem i ani razu nie poczuł do mnie wstrętu, mimo że ja czułam się paskudnie sama ze sobą. Może raz lub dwa otworzyłam wtedy oczy i… — urwała, bo ten obrazy wręcz ją wciąż prześladowały i nie mogła o tym ot, tak zapomnieć, o tych wręcz oparzeniach wręcz poczerniałej skórze.
Przymknęła na moment oczy, czując, jak pragnęła, uronił łzę, jednak nie chciała się rozpłakać. Postarała się uspokoić, ponieważ nie chciała aż tak emocjonalnie reagować na to, jakwtedy wyglądała, było to dla niej ciężkie jarzmo, jednak musiała w końcu to zwalczyć w sobie.
— Słowa są…
— Zbędne — dokończyła za niego — Wiem, że ciężko coś z siebie wydusić i nie oczekuje tego. Nawet współczucia czy przeprosin, nie próbuj tego mówić, bo jedyna osoba, która jest wina to ten skurwysyn. Ty nie jesteś winny i masz tak, nie myśleć — podkreśliła.
Ich rozmowa jednak po krótkiej chwili została przerwana, gdy usłyszeli szczęk otwierających się jednych z drzwi w klinice, w której siedzieli i zobaczyli, pewną straszą małżeństwo, które żegnała się na progu z mężczyzną blisko szedziesiątki ubranego w garnitur.
— To on — szepnął jej nagle Mike.
Ona popatrzyła w tamtym kierunku i przez brak kitla czy stetoskopu no nie do końca można było poznać, że to rzeczywiście lekarz jednak wiedziała, że bywali tacy co zwyczajnie w prywatnych gabinetach ich nie nosili. Spoglądali, jak uścisnął dłonie starszej kobiecie, po czym małżeństwo odeszło, a on zwrócił się w ich kierunku.
— Pan Shinoda jak dobrze pamiętam? — spytał z grzecznością, gdy wstali — Z kim mam przyjemność? — zwrócił się do niej.
Ona po chwili wahania w końcu zdecydowała się zdjąć kaptur oraz okulary, które miała na sobie i widziała jego przenikliwy wzrok na sobie który badał ją czujnym spojrzeniem, gdy odezwał się Mike, przerywając chwilą ciszę:
— To moja przyjaciółką Julia Bennington — przedstawił ją — Właśnie o niej z panem rozmawiałem jakiś czas temu i to jej przypadek panu przedstawiałem.
— Proszę do gabinetu, prozo zmawiamy w środku — zaprosił ją do środka.
— To ja…
— Jeśli pana przyjaciółka wyraża, zgodzę może pan wejść.
Widziała, jak Michael spogląda w jej kierunku z pytającą miną. Nie był nachalny czy namolny, ale ciekawszy. Przez krótką chwilę zastanawiała się, po czym skinęła głową i powiedziała:
— Oczywiście może być obecny podczas rozmowy.
Mogłaby mieć wątpliwości i się temu sprzeciwiać ba powołać się na to, że nie są razem i nie ma prawa wręcz przebywać. I zapewne, gdy dojdzie do momentu, ukazania reszty ciała jednak będzie wolała, by on wyszedł, jednak nie miała nic do ukrycia podczas rozmowy, a podejrzewała, że właśnie na tym będzie polegać pierwsza wizyta.
Prawdę mówiąc, wszystkiego dowiadywała się od razu, więc nie miała pojęcia, jak wszystko podąży dalej.
Wkrótce weszła do dość sporego, ale gustownie urządzonego gabinetu, gdyby nie wiele akcesoriów medycznych zapewne by pomyliła gabinet lekarski z jakimś zwyczajnym. Trzymając kurczowo dłonie na teczce, ze swoją kartoteką ze szpitala gdzie było wręcz wszystko opisane, wzięła to, dla pewności nie wiedziała, czy będzie potrzebne, jednak wgląd w papiery medyczne zapewne będzie pomocne.
Po tym, gdy mężczyzna przedstawił się i powitał z nimi, zasiadł za biurkiem i zwrócił się w jej kierunku:
— Zanim przejdziemy, głębiej muszę poznać pani historie, mimo że pan Michael coś mi wspominał na pani temat, chciałabym, żeby pani mi wyjaśniła, co się wydarzyło — odezwał się starszy lekarz — Głównie chodzi mi o aspekt, jak doszło do poparzeń.
Spodziewała się, że może do takiej sytuacji dojść i mimo że nie miała żadnych pretensji, bo rozumiała, że chciał mieć pewne rozeznanie oraz zrozumienie jak doszło do tego, że teraz wręcz jej skóra jest wyniszczona wręcz uszkodzona i to w znacznym stopniu, to czuła mentalny ciężar, który spoczywał na jej ramionach.
Zapadło na moment milczenie w gabinecie, a ona kątem oka widziała, jak Michael uśmiecha się dyskretnie pokrzepiająco by oddać jej otuchy i odwagi, by mogła się zebrać w sobie o tym wszystkim opowiedzieć. Z cichym westchnieniem w końcu przełamała się i podniosła głowę i popatrzyła na lekarza:
— Nie będę ukrywać, są to dla mnie bardzo ciężkie wydarzenia — zaczęła powoli.
— Mogę zrozumieć panią, bo wiele moich pacjentów przychodziło po bardzo ciężkich wydarzeniach w swoim życiu, jednak bym poznał, chociaż podłoże pani ran muszę, wiedzieć jak do tego doszło i co było powodem — wyjaśnił jak najbardziej spokojnym i opanowanym głosem medyk.
— Może… — wtrącił się nagle znajomy, jednak gwałtownie mu przerwała, mówiąc:
— Nie Mike! — powiedziała stanowczym głosem — Nie chce, byś mnie wyręczał i mimo że powiedziała ci dużo, to jednak ja jesteś świadoma tego, jak w znaczącym stopniu było oparzone moje ciało — wyjaśniła, po czym zwróciła się, do lekarza z dozą pewnej pewności zaczęła mówić — Nie będę kłamała, moje obrażenia są efektem pewnych zdarzeń w moich życiu, do których przyczynił się ktoś z mojej przeszłości. Zostałam uprowadzona i wręcz brutalnie torturowana… — umilkła.
Uznanie tych słów za zbyt wyolbrzymione nie było czymś, co można uznać, że szuka atencji a wyjaśnieniem tego, co faktycznie się działo, bo tak można, mówić wprost oboje byli podawaniu okrutnemu bólowi i cierpieniu i z tym nie można było negocjować.
— Mój obecny wygląd jest konsekwencją wylania na mnie roztworu siarkowego, który w znaczny stopniu mnie oszpecił, jak pan zapewne widzi. Moje zdrowie pogorszyło się przez pewne działania jednak podczas rekonwalescencji, gdy mnie leczono stosowane wszelkie metody, by oczyścić rany, jednak były one na tyle głębokie i ocenione je w znacznym stopniu na trzeci stopień oparzeń w niektórych miejscach było one drugiego stopnia jednak większość obrażeń była już skierowane pod martwice, którą udało się uniknąć w ostatnim momencie — mówiła, pamiętając rozmowy z medyka prowadzącym — Lekarz, który mnie prowadził ocenił, że ponad sześćdziesiąt procent ciała uległa oparzeniom w znacznym stopniu.
— Czy może pani określić, dokładnie ile minęło od czasu tych wydarzeń.
— Około roku — wyjaśnił Mike.
Ona spojrzała na niego ukradkiem, ale, bez żadnej urazy, zanim wtrącił się medyk:
— Czy przyniosła pani z sobą, dokumentacje bym mógł mieć wgląd i przeczytać o leczeniu, jakie zostało podjęte oraz jak goiły się rany? — spytał.
— Oczywiście.
Jakby to przeczuwając, chwyciła segregator, który spoczywał na jej kolanach i podała nad ekranem monitora ją starszemu mężczyźnie, który odebrał ją i rozłożył. Widziała, jak zakłada okulary by poczytać jej dość grubą teczkę. Zamieściła również kontrolę, którą przeszła na jakiś czas, przed tym wyjazdem gdzie uznano, że wszystko dobrze się zagoiło i mogła być poddana, operacji plastycznej, o której sam mówił medyk, który ją prowadził. Jak powiedział, było to konieczne, ponieważ po takich przeżyciach często ludzie przechodzą skomplikowane przestrzepy skóry i nie chodziło o wygląd, ale również zdrowie pacjentów.
— Widzę, że był to mocno stężony kwas siarkowy… — wymruczał.
A to był dopiero początek ich spotkania.