Otuliła ją dość dziwna, ale bardzo przyjemna mgła. Było to dość dziwne, pomimo że miała nieco przymknięte powieki, dziwne poczucie, które towarzyszyło, jej nie dawało, o sobie spokoju. Nie mogła do końca, powiedzieć jak się czuje, było to dosyć zaskakujące, nieoczekiwana wręcz nieziemskiego? Czy mogła to tak określić?
Przez dłuższy moment czuła się nieco oszołomiona, wręcz zagubiona, bo nie rozumiała swoich własnych uczuć, nie rozumiała czemu, czuła się jakby była w pustce, jednak było to tak bardzo przyjemne. Czy powiedzenie, że czuła się zagubiona we własnej głowie, było idealnym podsumowaniem tego, w jakim obecnie się stanie znajdowała?
Chyba było to jedynym bezpiecznym opowiedzeniem, jakie emocje nią targały, jednocześnie poczuła dziwny nieokreślony niepokój wręcz lęk, który sprawił, że momentalnie uchyliła powieki, jednak musiała je prędko zamknąć gdy poraziła ją dziwna biel. To jeszcze bardziej wywołało u niej szereg skrajnych emocji, nad którymi nie potrafiła zapanować, a w głowie zaczęły pojawiać się pytania.
Wątpliwości i domysły słyszała ten istny huragan myśli, który zapanował nagle w jej głowie, nad którym nie miała żadnej kontroli nawet jeśli by próbowała poukładać to wszystko we własnej głowie, na razie jedyne czego pragnęła to dowiedzieć się, co się dzieje.
Czy pamiętała ostatnią rzecz?
To niby tak banalnie proste pytanie, jednak sprawiło, że starała się sobie przypomnieć ostatnie momenty, zdarzenia, które mogły ją na coś naprowadzić, jednak zupełnie nic nie mogła sobie przypomnieć w jej głowie, panowała istna pustka. Żadnych wcześniejszych wydarzeń, momentów czy czegoś, co mogło przykuć jej uwagę.
Coraz bardziej czuła się zagubiona w tym wszystkim.
Wiedziała, jednak że nie pozna odpowiedzi na dręczące ją pytania, póki zwyczajnie nie przekona się, gdzie właściwie się znajdowała. W końcu zdobyła się na odwagę i uchyliła jedno oko, znowu zaatakowała ją ta jaskrawość, jednak mrużąc delikatnie powieki, zaczęła, przyzwyczaić wkrótce i oboje oczu do tej jasności. Widziała wokół siebie dziwną biel, której nigdy wcześniej nie widziała. Nawet wymalowane mury szpitalnych sal nie miały w sobie takiej jasności jak ta przestrzeń, która ją otaczała.
— Gdzie ja jestem? — wyrwało się prosto z jej ust tak proste pytanie, jednak najbardziej adekwatne w tej chwili.
— Na graniczy życia i śmierci.
Nagle dobiegł jakby dziwnie znajomy głos. Męski ton, który jakby skądś mogła kojarzyć, jednak jakby usłyszała go dopiero po raz pierwszy i to wystarczyło, by rozbudzić jej ciekawość, jeszcze bardziej jednak pytania zaczęły się mnożyć, a ona coraz bardziej pragnęła zrozumieć, co się dzieje w końcu była to dość niecodzienna chwila.
Przez chwile nawinie, myślała, że tkwi w jakimś śnie, jednak te słowa zupełnie zniszczyły jej domysły.
Podniosła się ostrożnie na rękach i spojrzała w dół i pierwsze co zobaczyła, to obłąk coś, co wręcz przypomniało chmurę, na której do tej pory leżała. Przyjrzała się swoim dłonią i odkrytym nogą gdzie nie można było dostrzec żadnego siniaka, żadnych ciętych ran. Były tak gładkie, jakby nie przeszła zupełnie nic. Wyciągnięta przed siebie ręce, które również nie wyglądały na poranione, lecz nie dało się dostrzec na nich ani grama tatuaży, które miała zrobione. Na sobie miała bardzo prostą, ale elegancką zwiewną sukienkę w kolorze kości słoniowej.
— Ja… ja umarłam? — zapytała niepewnie.
— Oficjalnie tak, teoretycznie masz jeszcze szansę na powrót.
Ponownie ten sam głos, który odezwał się już wcześniej, jednak tym razem sprawił, że rozejrzała się wokół siebie i rzeczywiście znajdowała się w jakimś miejscu, gdzie dało się dostrzec coś na wzór dwóch bram. Spojrzała na jedną z nich która za bielą dało się zobaczyć zupełną ciemność i prowadziła w nieznane oraz drugi gdzie dało się dostrzec prócz bieli, kolory niebieskiego, od błękitu po nieco ciemniejsze odsłony. Naprzeciw niej znajdowała się ławka a tuż obok niej drzewo, które na ironie losu było tak samo białe jak wszystko tutaj.
— Nic z tego nie rozumiem — powiedziała nagle.
Nie zdążyła nawet pomyśleć, gdy przed nią pojawiła się dłoń. Popatrzyła momentalnie na osobę, która przed nią stanęła i niemal zamarła w jednej chwili. Spojrzała momentalnie w głąb ciemnych tęczówek i przez moment miała wrażenie, jakby patrzyła na odcień koloru oczu swojego dawnego narzeczonego jednak gdy tylko przyjrzała się bliżej twarzy młodzieńca, wydawał się on zbyt młody. A doskonale pamiętała kiedy poznawała Michaela i nie wyglądał jak wtedy. Brak zarostu, inny kształt nosa oraz ust sprawiło, że zrozumiała, że nie był to on, jednak spojrzenie oraz włosy były zbyt mylące.
— Wiem, bardzo przypominam mojego braciszka i ojca — zaśmiał się nagle młodzieniec.
Uchwyciła w końcu, pewnie jego dłoń a on bez żadnego trudu pomógł jej wstać, a teraz mogła spoglądać na nastoletniego chłopaka, może mający blisko osiemnastki jednak proces starzenia się zatrzymał, jego twarz była tak bardzo odmłodzona. Zupełnie nic z tego nie rozumiała, jednak pewne pytanie cisnęło się na jej usta:
— Jason?
— We własnej bezcielesnej osobie — skomentował z rozbawieniem.
— Ale jak… przecież ty — wyjąkała.
— Nie żyje — przyznał szczerze — Od kilkunastu lat, sobie siedzę i obserwuje, co wyprawia moja rodzina i przyznam, że mojemu braciszek ostatnio nie wykazuje się bystrością.
Na samą wspomnienie o nim poczuła ogromną irytację. Naprawdę wiele potrafiła, znieś i wybaczyć, jednak zachowanie swojego byłego było w ostatnim czasie nieznośne i nawet jeśli po czasie zrozumiała, dlaczego tak postępował to i tak nie sprawiło, że przebaczyła mu to wszystko, do czego się dopuścił, gdy z czasem zaczęła dowiadywać się o kolejnych jego krzywych zagraniach.
— Julio.
Niespodziewanie tuż za sobą usłyszała inny kobiecy głos. Zesztywniała momentalnie wręcz czując lekką obawę, by odwrócić się i zobaczyć kto za nią stoi. Czy się bała? Po części tak obawiała się tej chwili, bo mimo że starała się wyprzeć tę myśl z głowy, to jednak poczucie, tego kto za nią stoi i do niej mówi, była przytłaczająca, a zarazem momentem, na których tak czekała, ale czy właśnie tak miał się on odbyć?
Widziała stojącego przed sobą Jasona, który uśmiechał się nieznaczenie, a ona czuła się po prostu zagubiona. Mogła tak stać przez dłuższą chwilę, jednak w końcu zebrała się w sobie i powoli odwróciła się w tamtym kierunku.
Przez chwile miała poczucie, jakby spoglądała we własne lustrzane odbicie tylko z kilkoma ważnymi aspektami, stojąca przed nią kobietę wyglądała na odrobinę starszą, mimo że nie dało się dostrzec żadnych zmarszczek czy oznak starzenia się, to miała wrażenie, jakby ujrzał w niej samą siebie.
Stała przed nią przyodziana w piękną długą sukienkę, która ciągnęła się aż do stóp. Zawieszona na delikatnych ramiączkach, praktycznie nie miała w sobie zbędnych osób, jednak wykazywała się pomimo swojej prostoty elegancją. Jej długie ciemnobrązowe lekko kręcone włosy przypomniały tak bardzo pasma jej kosmyków włosów. Spoglądnęła po krótkiej chwili zawahania się na jej twarz, wyglądała zupełnie, jak ona tylko jak wcześniej wspomniała w nieco starszej wersji, a gdy popatrzyła głęboko w bladoniebieskie oczy był momentem gdy zrozumiała przed obliczem kogo stała.
— Mama? — odezwała się nagle zupełnie oszołomiona.
Nie przywykła do mówienia takich słów, wręcz w ogóle w swoim życiu nie powiedziała, tak z resztą nie bez powodu przecież ona nie żyła.
— Tak córeczko, to ja — zapewniła ją.
— Ale czekaj, ty przecież odeszłaś!
W następnej chwili uchwyciła się za skronie, bo poczuła się tak bardzo tym zdumiona wręcz ogłupiała w jednej chwili, że tak wiele myśli przemknęło przez jej umysł.
Jednak nie dłużej nie pozostała w tym stanie gdy niespodziewanie poczuła, czyjeś ramiona wydawały się one tak jednocześnie znajome, a zarazem obce, że nie potrafiła tego określić pomimo początkowo oszołomienia, po dłuższej chwili odwzajemniła jednak uścisk i nawet nie zdała sobie sprawę kiedy po jej policzkach popłynęły pojedyncze łzy. Spojrzenie oczu Sary również nie pozostało obojętne gdy w kącikach jej spojrzenia dało się dostrzec słone krople łez, które wkrótce mogły upaść z nich.
Czuła jak jednocześnie przepełnia ją szczęście, że w końcu może przytulić swoje ukochane dziecko do siebie, po tylu latach w końcu mogła ją tulić w swoich ramionach, a jednocześnie dość smutno, bo wiedziała, co może czekać jej córkę. Był to moment przepełniony radością, a zarazem świadomością, że to pierwszy raz kiedy ją widzi oraz ostatni, póki nie nadejdzie pora, ale tutaj wszystko zależało od jej decyzji.
Stały tak przez dłuższą chwilę, nie potrafiąc nawet powstrzymać płaczu i nawet się nie starały tego robić. Była to zbyt emocjonalna chwila dla nich. Ona jako maleńka dziewczynka marzyła o tej wyjątkowej momencie, gdzie mogłaby się przytulić do swojej mamy, jednak nigdy nie miała do tego okazji, a Sara w końcu po latach rozłąki nawet tej za grobu gdy dla niej czas stał się czymś zbędnym do życia i tak wyczekiwała właśnie tej chwili gdy będzie mogła zobaczyć a przede wszystkim trzymać w swoich ramionach córeczkę, którą utraciła przez zawiść oraz niechęć byłego męża.
Stojący obok nich młodzieniec, przyglądał się tej scenie z nieukrywanym wzruszeniem, a zarazem radością. Doskonale wiedział, jak bardzo brakuje Sarze własnych dzieci tak jak jemu jego rodziny. Oboje odeszli zdecydowanie za wcześniej i jedyne co mogli to obserwować z boku własnych bliskich.
W końcu po dłuższej chwili Sara odsunęła ją delikatnie od siebie, w ich oczach dało się dostrzec nadal kropelki wody, których żadna z nich nie ukrywała i nawet nie chciała, jednak na ustach starszej kobiety zaczął unosić się nieznacznie do góry i stwierdziła:
— Ale wypiękniałaś — powiedziała, z nieukrywanym radością — Moja mała córeczkajuż taka duża — mówiła.
Nie odpowiedziała nic na to, bo tak naprawdę nie wiedziała, spojrzała na nią jedynie i nawet nie była w stanie otworzyć ust gdy ponownie odezwała się kobieta, mówiąc:
— Zanim cokolwiek powiesz i zaczniesz dopytywać, pragnę cię serdecznie przeprosić z całego mojego serca — zaczęła, a na jej twarzy dało się dostrzec jakby poczucie winy.
Spojrzała na nią, nieco zdumiona pytając:
— Ale za co?
Słyszała jej ciche westchnienie, nim odpowiedziała:
— Za moje zachowanie, że nie odnalazłam cię, że nie sprzeciwiłam się Johnowi — mówiła.
Owszem nie przeczytała temu, miała do niej po części żal, za te lata, które spędziła w tym paskudnym miejscu, jednak gdy pojęła, a właściwie poznała historie rodziną i wiedziała, kto doprowadził ją do tego miejsca, mimo że wciąż czuła do niej niechęć, to jednak nie było ona aż tak ogromna jak jej wręcz nienawiść wobec człowieka, przez którego jej życie od samego początku nie było łatwe.
— Nie będę cię oszukiwać mamo — odezwała się, chociaż z trudem ostatnie słowo przeszło jej przez gardło — Wielokrotnie odczuwałam wobec ciebie niesmak na myśl, że nic nie zrobiłaś, owszem wiem, czym to było spowodowane i jaki skurwysyn sprawił, że trafiłam na dno, jednak moja niechęć w stosunku do ciebie jest dużo mniejsza i bardziej zrozumiała twoja sytuacja niż fakt, że ten złamas wolał pozbyć się własnego dziecka.
— Cięty język — nagle za sobą usłyszała komentarz z ust Jasona.
Odwróciła się przez ramię w jego kierunku, a gdy dostrzegł, że mierzy go spojrzeniem swoich oczu, wzruszył ramionami z takim samym uśmiechem, jaki widywała u Michaela gdy próbował coś ukryć gdy coś zmalował. Jednak ponownie zwróciła swoją uwagę na matce, która powiedziała:
— Jason raczej takiej reakcji można było się spodziewać i absolutnie ją rozumiem, sama uważam, że wyszłam za kompletnego… — umilkła nie kończą swojej myśli, jednak oboje wręcz domyśleli się, co ciśnie jej się na myśl — Przynajmniej jego syn nie jest jak on.
— Nie zgodziłabym się z tymi słowami mamo — odezwała się z powagą.
Spojrzała momentalnie na nią, bo nie dało się ukryć, że jej ostatni stosunek do starszego brata nie był zbyt ciepły, wręcz mogła powiedzieć, że jedyne co czułą do niego to wstręt i uprzedzenie i czy jej odczucia były słuszne?
Ona uważała, że owszem miała prawo czuć się tak niesprawiedliwie potraktowana, bo jednak nie było to tylko mała kłótnia o byle błahostkę, tutaj już wkroczyła sytuacja, której ot, tak nie dało się zapomnieć i wyjaśnić. Wciąż czuła skurcz w sercu gdy pomyślała o nim, gdy w głowie słyszała, jego słowa czuła paskudne ukłucie w piersi ze świadomością, że człowiek, któremu tak zaufała i pokochała, zawiódł ją w momencie gdy go najbardziej potrzebowała.
— Nie zaprzeczę słoneczko — odezwała się nagle Sara — Chester bywa lekkomyślny z resztą zupełnie jak ty, owszem pomylił się w twoim osądzie i zanim… — widząc, jak była gotowa otworzyć usta, by wejść w jej słowa, uniosła dłoń, mówiąc dalej — Wiem, że cię zranił, nie będę go w tej sytuacji bronić. Rozumiem twoje uczucia, jak bardzo złamał twoje serce. Ufałaś mu bezgranicznie, a on zachował się no po prostu głupio. Nie będę go bronić w tej sytuacji, jednak nie da się zaprzeczyć temu, że jemu na tobie zależy.
— Gdyby faktycznie była, bym mu tak droga to stał, by po mojej stronie, a nie uwierzył jakieś…
— Julio, wiem, Chester zachował się głupio, jednak kocha cię i mogę to powiedzieć, żałuje swoje zachowania. Pojął, co narobił, jak bardzo namieszał i rozumiem, również ciebie co możesz czuć do niego, jednak nie zaprzeczę temu, że widząc was obojga, jak bardzo jesteście związani i sobie drodzy to mnie ratuje i sprawia, że jestem spokojna.
— Sugerujesz, bym mu wybaczyła? — zapytała wprost oburzona.
Mogła wiele zrozumieć, jednak nie sytuacje gdzie wręcz jej własny brat się jej wyrzekł, to było jednak coś, co nie była w stanie przebaczyć, jednak pojęła jednak drugą istotniejszą rzecz.
— Ale raczej nie zrobię tego — powiedziała, co zaskoczyło nieco Sarę.
— I właśnie po tutaj jesteśmy — odezwał się nagle Jason.
Popatrzyła na niego, zupełnie nic nie rozumiejąc z jego słów. Spoglądnęła najpierw na niego, a potem na swoją mamę, która wydawała się poruszona, jednak przytaknęła młodemu człowiekowi, a ona spojrzała na nich zdumiona i zapytała:
— Do czego zmierzacie? — spytała wprost.
— Julio nie mamy za wiele czasu — odezwała się Sara.
— Prawda jest taka, że masz jeszcze szansę. Masz wybór, którego my akurat nie mieliśmy — zwrócił się lekkim skinięciem w stronę starszej kobiety.
Wybór?
To zupełnie ją zaskoczyła. Jeśli widziała już zmarłe osoby, to raczej było oczywiste, że podzieliła ich los.
Prawda?
— Jason ma racje. Ty masz jeszcze możliwość — odezwała się Sara i widząc jej zdumioną minę, dokończyła — Możesz wrócić — oświadczyła — Owszem możesz z nami pójść, jednak wtedy nie będziesz mieć możliwości, by powrócić do bliskich, powrót do twojej cielesnej formy jest możliwy, jednak musisz prędko podjąć decyzje, bo czas ci się kurczy. Musisz podjął decyzje, czy wracasz na ziemie, do tych którzy tam na ciebie czekają, a wiemy, że utracenie ciebie przez twojego przyjaciela i męża będzie druzgocząca czy nawet przez twojego brata, Wiem, co mówię — powiedziała, pewnie widząc jej minę — On cię kocha i mu na tobie zależy.
— Ale…
— Upartość masz po Johnie ta jak twój brat, uwierz mi, że naprawdę on tego żałuje. Wiem, że będziecie potrzebować czasu, by to przepracować, jednak pragnę, byś dała mu szansę tak jak on tobie — dopowiedziała.
— Czyli mnie wyganiasz? Nie chcesz mnie widzieć? — spytała nagle.
Mimo wszystko nie czuła żadnych pretensji. Mogła się wahać oczywiście, mogłaby zostać, nie chcąc wracać do miejsca, gdzie czekało ją cierpienie, rozczarowanie czy poczucie osamotnienia, jednak coś jej kazało, wręcz zmuszało wrócić tam na ziemie.
— Kochanie uważam, że czeka cię jeszcze dużo przeżyć tam na dole, a na ciebie przyjdzie jeszcze czas — zdeklarowała się Sara i potem spojrzała na nią z lekkim uśmiechem, mówiąc — I tak wiem, że podjęłaś już decyzje — powiedziała.
To była całkowita prawda, mimo jaką niechęci mogła czuć, to jednak wiedziała, że podjęcie wyboru o powrocie było jak najbardziej rozsądne. Coś wzywało ją na ziemie i nie chciała chyba jeszcze kończyć w taki sposób swojej historii.
— Zanim jednak odejdziesz — odezwał się nagle Jason, podchodząc do niej bliżej.
Popatrzył na nią z powagą i mimo że przez krótką chwilę się nie odzywał w końcu, jednak rzekł:
— Chciałabym ci podziękować — odezwał się nagle.
— Za co? — spytała zaskoczona.
— Dzięki tobie, chociaż Mike dogadał się z naszymi rodzicami, a po drugie i co jest, uważam, za istotne to, że go po prostu pokochałaś i pozwoliłaś mu być szczęśliwym.
— Ale Jason, ja z nim nie jestem od dwóch lat — przypomniała mu.
— Owszem zgodzę się, narobił niezłego bałaganu, jednak chyba teraz sam pojął jaką dziewczynę stracił, jednak wiem, że on nadal cię kocha i mimo że zdaje sobie sprawę, że nie jesteś już z nim, to dzięki tobie mój brat mógł znowu zrozumieć, czym jest miłość i poczuć się kochanym przez kogoś. Pomogłaś mojej rodzinie po części się uratować i za to ci dziękuje i wiem, że proszę o wiele, ale mniej oko na mojego brata. Wiem, że robi, głupoty popełnia błędy, ale nawet jeśli nie będziesz obok niego jako partnerka to przyjaciółka.
— Nie wiem, czy mogę ci to obiecać — powiedziała.
Obecnie nie uważała, że jest gotowa spełnić oczekiwania, które wobec niej stawiał. Zbyt wielką niechęcią do niego pałała, by znowu między nimi było, chociaż odrobinę dobrze. On jednak, zamiast się zasmucić, to uśmiechnął się i powiedział:
— Będzie jeszcze dobrze — zapewnił ją — Twój czas dobiega końca — powiedział w końcu.
Gdy tylko to powiedział po raz kolejny, znalazła się w objęciach Sary i mimo że zdawali sobie sprawę oboje, że to ostatnie takie spotkanie i ona oznajmiła ten czuły gest i po raz kolejny poczuła, jak oczy zaczynają napełniać się łzami, jednak ich nie hamowała.
Wkrótce jednak odsunęła się od niej, a do niej podszedł Jason, który objął ją po chwili i wyszeptał jej do ucha.
— Jesteś aniołem stróżem na ziemi i własnego brata i mojego — odezwał się cichym głosem — Opiekuj się tam nimi — poprosił — Może oboje popełniają dureństwa i głupoty, ale oboje cię kochają i im na tobie zależy — zapewnił.
— Jason oni...
— Wiem Julio — zapewnił ją, wiedząc doskonale, co chodzi jej po głowie — Potrzebujecie czasu wszyscy — jednak po krótkiej chwili odsunął się, a odezwała się Sara.
— Pora na ciebie skarbie. Nie możesz już zwlekać — odezwała się.
Spojrzała na nią i zobaczyła, momentalnie jak wskazuje na bramę, za którą dało się dostrzec ciemność.
— One poprowadzą cię tam, skąd wróciłaś — powiedziała spokojnie — Gdy one się zamkną, nie będzie już powrotu.
Faktycznie po krótkiej chwili one zaczęły powoli się zamykać. Jednak ona prędko zaczęła podążać w ich kierunku. W końcu przeszła za nimi w ostatniej chwili i podążyła w mrok, niestety już nie mogła się odwrócić i zobaczyć dwojga bliskich, którzy spoglądali na nią, jak odchodzi.
— Będzie mi jej brakować — wyznała Sara do swojego towarzysza.
— Wiem — przyznał młodzieniec — Jednak oboje wiemy, że to nie był jeszcze czas dla niej. Ona ma zapisany czas kiedy tutaj wróci, ale to nie ten moment — powiedział — W końcu wszystko się ułoży — powiedział i przeszedł wkrótce przez drugą z bram, a kobieta stanęła przez moment w tej pustce i mimo że nie widziała, już swojej córki to patrzyła tam, gdzie widziała ją po raz ostatni jednak i ona wkrótce przeszła przez otwarte bramy i wróciła tam skąd przyszła.