Saturday, January 31, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 14

    — Obiecałaś mi, że nikomu o tym nie powiesz!
    Wybuchnął w momencie gdy tylko uchyliła drzwi swojego mieszkania. Spoglądała na niego zdezorientowana, bo nie rozumiała co się właściwie dzieje. Nie spodziewała się dziś żadnych gości, a tym bardziej nie umawiała się z nim na żadną randkę czy spotkanie, faktem było, że wpadał nawet nie zapowiedziany, lecz tego nagłego wybuchu zupełnie nie pojmowała.
    Słyszała z tyłu głowy tę jedną myśl, natrętne pytanie, które zaczęło ją dręczyć:
    O co się właściwie wściekał? — było to niezrozumiałe, ponieważ widzieli się ostatni raz, widziała się z nim kilka dni temu. Tuz przed jej wyjściem na spotkanie z Chesterem, gdy proponował jej, że z nią pójdzie, lecz odmówiła, pragnąć by ta rozmowa wydarzyła się pomiędzy nimi dwojga.
    Dlatego nie pojmowała, że przyszedł i od wejścia na nią naskoczył.
    — Mike czy mógłbyś mi na spokojnie wyjaśnić, o co chodzi? — spytała spokojnie.
    Ustąpiła mu w przejściu, gestem dłoni zapraszając go do środka. Gdy tylko wszedł do środka, zobaczyła w świetle zapalonych lampek sufitowych, jak jego twarz była napięta, a w oczach dostrzegła coś dziwnego, niepokojącego. Odczucia, które trudno było jej odczytać, jednak mogła zobaczyć przebłysk strachu i zdrady, czegoś, czego nigdy nie spodziewała się, że u niego zobaczy.
    — Rozmawiałaś z nim na mój temat — powiedział to z takim naciskiem i słyszała, jak z trudem mówił te słowa: — Dlaczego to zrobiłaś? — spytał z wyczuwalną żałością w głosie.
    — Mike nadal nie rozumiem, do czego zmierzasz — próbowała dotrzeć do sedna tej dyskusji. — Przyszedłeś do mnie z pretensjami, a ja nadal nie wiem, o co ci chodzi. Może mi powiesz, co takiego zrobiłam, że tak się wściekasz?
    — Zdradziłaś mnie — wyrzucił w końcu z siebie.
    — Ja… — spytała wprost oburzona, przykładając dłonie do piersi. — Nigdy bym cię nie oszukała, czy mam przypomnieć ci, że to ty…
    — Nie mam na myśli kontekstu fizycznego — uprzedził jej gdybania.
    Jego słowa mogły być dość wymowne i dwuznaczne, bo pierwsze co nasuwa się do głowy gdy słyszy się takie słowa to spanie z kochankiem czy kochanką, on jednak zinterpretował coś innego niż coś, co mógł ją oszukać.
    — W takim razie, w jaki sposób cię oszukałam? Krzyczysz, a ja nadal nie wiem, gdzie jest sedno problemu, z którym do mnie przychodzisz.
    Starała się brzmieć naturalnie i bardzo spokojnie, mimo że jej partner wcale nie wykazywał się takim emocjonalną równowagą. Coś, co zrobiła, ewidentnie go zabolało i trudno było się mu z tym mierzyć, lecz ona w dalszym ciągu nie wiedziała, czemu się tak gniewa.
    — Prosiłem cię, byś nikomu nie mówiła o tym — powiedział z naciskiem na ostatnie słowa.
    — Ale o kim konkretnie mówisz? — dociekała, próbując dowidzieć się o samo źródło problemu.
    — Chesterze — wspomniał imię jej brata.
    To był moment.
    Dosłownie chwila, w której uzmysłowiła sobie, o co był tak bardzo rozżalony. Faktem było, że obiecywała strzec jego największy sekret, tylko po to, by przed paroma dniami zdradzić go jego de facto najlepszego przyjacielowi. Sedno leżało w tym, że przysięgała, milczeć do momentu aż sam się nie zdecyduje o tym powiedzieć, jednak ona chciała wyjaśnić, dlaczego jej zachowanie w opinii starszego Rivery mogło wydawać się dziwne a wręcz podejrzane.
    Nie planowała tego, nie robiła tego z premedytacją, chciała w końcu, by zrozumiał, że jej działania miały sens. Owszem zdradziła tym samym zaufanie Mike, który wymusił na niej dochowanie tajemnicy, lecz od dłuższego czasu czuła się, jakby utknęła pomiędzy młotem a kowadłem.
    Owszem potrafiła dochowywać tajemnicę, lecz tą jedną w końcu z siebie wyrzuciła, z drugiej Michael doskonale wiedział co myśli na ten temat. Lecz jego upór oraz niechęć wobec tego, by tego nie o tyle nie zgłaszać, ale nie przepracować tę traumę na terapii sprawiało, że to ona była rozdarta.
    Może było to nieprzemyślane i dziecinne zachowanie, jednak nie widziała już co zrobić.
    — Julio zaufałem ci nie bez powodu — powiedział już bardziej spokojnym tonem. — Widzę w tobie, jedną z osób, które potrafią dochować sekrety, dlatego to tobie ufałem jak nikomu innemu, że nie powiesz nikomu o tym co… się stało — dodał wymijająco.
    — Mike rozumiem twoją frustrację i złość oraz w pełni biorą ją na siebie, nie będę się bronić, ale zapytam po prostu czy twój przyjaciel cię wyśmiał gdy tylko się o tym dowiedział? — zadała dość konkretne pytanie.
    Milczał, jednak sens jej słów go uderzył. Bo mógł się na nią złościć o zdradzenie jego sekretu, nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że jego obawy odnośnie tego, jak jego bliscy mogli zareagować na fakt, że był ofiarą przemocy domowej, było absurdalne.
    Bo tak ogromnie się bał tego, że zostanie wyśmiany, uznany, za najbardziej żałosną osobę. Co chyba najbardziej go przerażało, to fakt, że zostanie zwyzywany od tchórzy oraz zostanie podważona jego męskość. Czy w takim razie którakolwiek z jego obaw się sprawdziła?    
    Oczywiście, że nie!
    Chester nie tylko nie uznał tego za zabawne, nie śmiał się z jego krzywdy, lecz wręcz przeciwnie okazałam mu wsparcie i otuchę, którą zyskał po pierwszym rozwodzie z Taylor. Był wtedy blisko niego, mimo że zmagał się z adopcją własnej siostry. Pomagał, mimo że sam miał dużo na głowie, a teraz nie posądził go za słabość, nie kpił z tego, że dał się kobiecie. Nie żartował z tego jak był prześladowany.
    Wszelkie lęki okazały się zgubne, jednak one nadal w nim tkwiły, bo w końcu jak to wyglądało, facet pozwalał na to, by kobieta go tłukła. Traktowała niczym worek treningowy, mimowolnie na samo wspomnienie czuł, jak w kącikach oczu zbierają się mu łzy. Nie lubił momentu gdy powracały obrazy tamtych momentów. Uniósł delikatnie głowę do góry, próbując uciec spojrzeniem od przenikliwego wzroku swojej dziewczyny, która jednak nie była niegłupia.
    Poczuł w następnej chwili, jej dłoń, którą uchwyciła jego podbródek i delikatnie zmusiłaby ją, opuścił i spojrzał w głąb jej oczu. Widział jak na jej ustach pojawia się pokrzepiający uśmiech gdy delikatnie przyłożyła kraniec bluzki do jego oczu i otarła je, mówiąc:
    — Mike wiem, że ten temat jest dla ciebie ciężki i nie zapomnisz nigdy o tym co się stało, możesz to traktować jako usprawiedliwienie albo nie, ale powiedziałam to, bo chciałam wyjaśnić mu swoje zachowanie. Jeśli mieliśmy porozmawiać szczerze, co sam zalecałeś, jak miałaś przejść obok tego, tematu nie poruszając jego, nadal byłoby, że coś ukrywam. Powiedzenie mu było ryzykowane, bo liczyłam się z tym, że wpadniesz w złość, a nawet furie, liczyłam się z twoim gniewem, jednak wnioskuje pomiędzy twoimi słowami, że Chester nie zachował się prostacko ani dziecinnie i jeśli przy mnie zachował powagę a wręcz widziałam jak przeraziło go to co ci robiła to chyba…
    — Nie — uprzedził ją, nim skończyła mówić. — Nie wyśmiał mnie — wyjaśnił, wspominając ich rozmowę. — Wykazał się ponownie jako przyjaciel i…
    — Okazał wsparcie prawda? — dopytała gdy widział, jak zabrakło mu słów.
    Przytaknął delikatnie głową, momentalnie zaczął żałować tego, jak bardzo na nią naskoczył. Uniósł się może niekoniecznie, lecz nie zastanawiał się nad tym co robił, bo działał pod wpływem emocji, ona jednak zachowała rozsądek i trzeźwe myślenie co ważne w końcu uzmysłowiła mu, że było to niepotrzebne. Nie powinien na nią wrzeszczeć, mimo że robił to naprawdę rzadko.
    — Przepraszam — wyszeptał w końcu. — Po prostu…
    — Bałeś się — skończyła za niego. — To zrozumiałe. Mike doskonale wiem, co przeżywasz, twoje odczucia nie są mi obce. Wiem, że przerażała cię myśl o wyśmianiu, ale ktokolwiek kto ma więcej niż podstawowy iloraz inteligencji oraz empatie i kręgosłup moralny zrozumie, że to nie jest powód do się śmiania. Przemoc domowa jeżeli jest względem partnera, również klasyfikuje się jako ta, z którą muszą zmagać się kobiety. Mało się o tym mówi, ale to nie sprawia, że nagle gdy ta sytuacja przytrafia się facetom, postrzega się to inaczej, to też jest przemoc i w końcu czas głośno o tym powiedzieć, bo właśnie przez takie spojrzenie, że mężczyzna nie ma prawa się bać, być potraktowanym w tak wyrachowany i podły sposób, bo utrzymuje się ten jeden schemat, że to on ma, być twardy sprawia, że tacy jak ty którzy są dotknięci problemem wykorzystywania psychicznego i fizycznego, przez swoją partnerkę będą milczeć — mówiła dosyć racjonalnie. — Sam dostrzegłeś, jak zachował się Chester i zapewne lwia część naszych znajomych potraktowała, by to w taki sam sposób. Mike nie masz się czego bać, ale obiecuje, nie będę już tego rozpowiadać — powiedziała spokojnie.
    — Julia… ja — zaczął łamiącym się głosem. — Nie zarzucam ci tego, że nie robiłaś tego w dobrej wierze, ale…
    — Wiem — powiedziała spokojnie, ujmując jedną z jego dłoni i delikatnie ją ściskając, a drugą delikatnie pogłaskała go po policzku. — Proszę, jednak byś przemyślał moją sugestię, uważam, że spotkanie z terapeutką jest konieczne, ale nie mogę, cię zmusić sam musisz tego chcieć.
    Od dłuższego czasu nakłaniała go do spotkania z psychologiem. To nie chodzi o to, że próbowała zmusić go do terapii, lecz bardziej chciała, by ktoś mu zaczął pomagać, radzić sobie z uczuciami, nad którymi nie umiał zapanować. Mimo jego próśb nadal był temu przeciwny, nie mogła nic w zasadzie więcej zrobić, bo to powinna być jego decyzja. Ona sama poszła na pierwszą terpaie gdy uznała, że jest gotowa.
    Ona mogła zachęcać, ale nie mogła zmusić.

    — Muszę panią uprzedzić, że czas oczekiwania jest trzymiesięczny — tłumaczyła, trzymając telefon przy uchu, rozmawiając jedną z potencjalnych klientką. — Terminy są odległe nie tylko poprzez czas pracy, ale również na wzgląd na ilość zamówień, które już posiadam i jeśli pani jest nadal skłonna do zamówienia obrazu, to muszę panią o tym powiadomić, że czas oczekiwania jest trzy nawet cztery miesiące — mówiła spokojnie.
    — Rozumiem to doskonale — odezwała się kobieta po drugiej stronie. — Uprzedzono mnie, że są do pani dość spore kolejki i czas oczekiwania jest długi, jestem skłonna poczekać — wyjaśniła spokojnie. — Moi rodzice mają rodzice za osiem miesięcy, dlatego słysząc od moich znajomych, że czas oczekiwania u pani jest tak długi, wolałam się wcześniej skontaktować — wspomniała.
    Wciąż wydawało się jej to dosyć niebywałe, że powróciła ponownie do tego co tak kochała robić. Praktycznie odzyskała twarz na nowo, a raczej jej reputacja została naprawiona oraz wszelkie spekulacje wyjaśnione a pomówienia wycofane to miała okres, w którym nawet nie myślała o tym, żeby spróbować ponownie założyć stronę i malować dla innych tak jak to lubiła.
    Ktoś jednak okazał refleksje oraz pomógł jej, mimo że tego nawet nie oczekiwała. Powrót do malowania był dla niej jak powrócenie do domu po ciężkim dniu. Uwielbiała tworzyć i jeszcze bardziej sprawiać radość ludziom, którzy zamawiali u niej obrazy i polecali ją swoim znajomym. Czasami poczta pantoflowa działała lepiej niż najlepszy marketing.
    Zaczynała powoli, ale nie da się ukryć z lekką pomocą. Mogła się wściekać o to, ale nie miała sensu, ponieważ Mike sam doprowadził do upadku jej firmy. Sam zdecydował się, że ją stworzy na nowo. Przeprosiny oraz wyjaśnienie sytuacji szło ze sobą w parze. Mogła jedynie mu podziękować, za to, że zdecydował się na taki krok. Byłaby w pełni usatyfackjnowana gdyby rzeczywiście tylko przeprosił na firmie, jej nie zależało.
    Skoro jednak stworzył ją od nowa i zachęcał do tego by do tego powróciła. Dlaczego miałaby z tego nie skorzystać?
    Na samym początku jeszcze musiała pogodzić dzielność firmy z pracą dla agencji, reklamowej gdzie była zatrudniona, z czasem dostawała tak wiele zleceń, że z samych obrazów zyskiwała na tyle dobrą płacę, że mogła znowu się z nich utrzymywać. W końcu zrezygnowała z tamtej pracy i skupiła się głównie na swojej firmie i rozszerzaniu swojej dzielności. Z czasem dostała tak wiele zleceń, że musiała zacząć firmować o długim czasie oczekiwania tak jak tę panią.
    — Jeśli jest pani zdecydowana, będzie musiała pani podesłać mi wszelkie informacje o tym w jakim rozmiarze płótna, oraz co ważne by przesłałaby mi pani najlepsze zdjęcia, które uda się pani znaleźć. Oczywiście od razu uprzedzam, praca nad obrazem kreślonym ołówkami jest bardzo wymagający i czasochłonny, mogę pani orientacyjnie powiedzieć kiedy może spodziewać się pani odbioru. Oczywiście nie uwzględnię konkretnej daty, ale sądzę, że zdąży przyjść obraz na czas, by mogła pani podarować go własnym rodzicom.
    Było to jedno z wielu zleceń, lecz tym razem została poproszona o stworzenie portretu starszej pary, która obchodziła swoją pięćdziesiątą piątą rocznicę ślubu. Jak słyszała ze słów ich córki, chciała podarować rodzicom prezent w postaci namalowanego portretu w dniu ich ślubu. Musiała przyznać, że tak długi staż związku była naprawdę zaskoczona i podziwiała tych państwo.
    Ona sama była w związku po raz piąty, lecz drugi z tym samym facetem a ta para przeżyła wraz z sobą ponad pół wieku życia. Było to imponujące i bardzo pochlebne.
    Rozmawiała z nią jeszcze dłuższą chwilę, omawiając wszelkie szczegóły oraz umawiając się z kobietą, która zdeklarowała się przesłać materiały, nad którymi miała pracować. Gdy tylko odłożyła telefon, chwyciła leżący tuż obok otwartego laptopa kalendarz, który prowadziła. Mimo że lubiła zapisywać wiele rzeczy elektronicznie głównie kluczowe dla niej sprawy czy terminy oddania obrazów, to drobne szczegóły zapisywała w notesie. Wciąż lubiła pisać na papierze mimo możliwości, jakie teraz dawała technologia. Zapisując kilka słów, dobiegło ją powiadomienie telefonu. Chwyciła go i spojrzała na ekran, gdzie dostrzegła wiadomość od Chestera.    
    W końcu po tak długim czasie w końcu zdecydowała się go odblokować. Długo myślała nad tym czy w ogóle dać mu szansę, tak naprawdę idąc na tę rozmowę, nie była pewna czy w ogóle jest w stanie to zrobić. Wahała się nawet wtedy gdy z nim rozmawiała, jednak w końcu widząc jego prawdziwy żal, a także wyrzuty sumienia zdecydowała się ostatni raz dać mu kredyt zaufania.
    Oczywiście oboje liczyli się z tym, że on musi zyskać jej zaufanie, bo nie będzie w stanie ot, tak o wszystkim zapomnieć, jednak musieli od czegoś rozpocząć. Mimowolnie przypomniała sobie rozmowę z Alice gdy dowiedziała się, że w końcu zdecydowała się odpuścić:
 
    — Wybaczyłaś mu? — dziwiła się, siedząc naprzeciw niej.
    Upiła łyk kawy gdy obie siedziały jednej z jej ulubionej kawiarni. Wykorzystała moment, że jej przyjaciółka miała przerwę na obiad w pracy, a ona była blisko jej pracy, więc wykorzystały czas by się spotkać właśnie by czegoś się napić i zjeść.
    — Nie rozmawiał z tobą na ten temat? — zaciekawiła się, będąc nieco zaskoczoną jej zdziwieniem.
    — Wspomniał, że ma się z tobą spotkać, na nic się nie nastawiał. Praktycznie od tego czasu ze mną na ten temat nie rozmawiał. Jeśli mam być z tobą to w ostatnich tygodniach widziałam, że traci nadzieje, że w ogóle przestaniesz się gniewać i już zaczął odpuszczać.
    — Nie jestem zaskoczona — odparła spokojnie. — Nadal w głębi serca mam do niego zal., ale uznałam, że w końcu czas to wyjaśnić. Oczywiście sama się na nich nie nastawiałam, ale chciałam z nim porozmawiać tak szczerze.
    — Powiedz, ale tak szczerze — odezwała się niespodziewanie i spoglądnęła na nią przenikliwym wzrokiem. — Brakowało ci go prawda?
    Zamarła, spoglądając na nią a szklanka z kawką, którą właśnie unosiła, zatrzymała się w pół drogi do ust. Patrzyła na nią oszołomiona. Nie odpowiedziała od razu, lecz odkładała szkło i spoglądnęła w bok tylko byle nie na nią.
    — To chyba zbyt śmiałe słowa Alice — wyznała nagle.
    — Ale coś w nich jest, jeżeli tak zareagowałaś — zauważyła.
    — Na razie musi to zaufanie zdobyć, a potembędziemy patrzeć co dalej.

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 13

    — Wiem, że nie mogę cię prosić cię o przebaczenie — zaczął po dłuższej chwili ciszy. — Czy jednak będzie możliwość, że kiedykolwiek dasz mi szansę naprawić to co zepsułem.
    Panujący wokół nich gwar kawiarni zdawał się milknąć gdy pomiędzy nimi zapadła chwila napiętej ciszy. Patrzyła na niego, a jego słowa wciąż rozbrzmiewały w umyślę. Od ponad dwóch lat żyła w ciągłym żalu oraz rozpamiętując to, co się wydarzyło. Czuła się zraniona jego odrzuceniem. Bolało ją, że musiała zmagać się z poczuciem, że była znowu sama. Nawet jeśli w ich żyłach płynęła ta sama krew, więź, która kiedyś stworzyli, która połączona była mocnym sznurem, została naderwana wręcz rozcięta na pół.
    Było to dramatyczne i dotkliwe, nie tylko dla niej, lecz również dla niego w momencie kiedy zrozumiał, co takiego zrobił. Jaką krzywdę emocjonalną wyrzucił, komuś o kogo kilka lat temu tak zawzięcie walczył. Stworzył z siebie namiastkę potwora, podobnej bestii, która sprawiła, że ona została porzucona. Zostawiona na pastwę losu. Tkwiła w poczucie, że jest sama i nikogo nie ma.
    Przekonywał sam siebie, przez czas ich spory, że nie był taki jak ojciec. Nie był aż tak podłą osobą, mimo że jego umysł mówił zupełnie coś innego. Katował go tymi wspominkami, wciąż niczym bumerang powracały do niego obrazy tamtego momentu, dni, w których stał się kimś w kogo, absolutnie nie chciał się zamienić.
    Wstrząsem było dla niego, to co właśnie usłyszał z ust swojej siostry. Mówił się, że w szaleństwie może tkwić metoda. W jej przypadku, w dość zaskakującym zachowaniu, które było dla niego podejrzliwe, wręcz zdumiewające, zaczął być wobec niej mocno podejrzliwy. Ktoś wykorzystał okazje, że zasiano w jego sercu ziarenko niepewności, które się w nim zaszczepiło i doprowadziła do sytuacji, w której się znaleźli, a właściwie poróżniła ich dwoje.
    Z dwojga dość zgranego rodzeństwa stali się sobie obcymi ludźmi. Przekonany na samym początku o jej winie, był skłonny uwierzyć komuś, kto potrafił grać. Stworzyć wykreowane przez siebie przedstawienie, w które on uwierzył.
    Pluł sobie w brodę, że był aż tak niewierny.
    Słyszał wciąż w swojej głowie echo słów Julii z tamtego okresu gdy zapytała go wprost:
    — Czy kiedykolwiek dałam ci powód do tego, byś mi nie ufał? Okazałam się osobą niegodną zaufania?
    Te słowa w niego boleśnie uderzyły i uzmysłowiły, że miała w pełni racje. Można było się kłócić, że osoba z taką przeszłością jak ona nie ma prawa, by żądać wobec siebie ufności. Ona jednak nie naciskała na to, by ją posiadać, ona na nią zapracowała. Przez miesiące, a potem lata sumienie pokazywała, że można w pełni jej ufać. Była osobą, której nie bano powierzać sekretów, bo wiedziano, że jeśli poprosi się ją o zachowanie tajemnicy, ona to zrobi. Mlczała kiedy o to proszono, mówiono gdy została o to poproszona.
    Można byłoby się kłócić, z tą kwestią zważając na nieciekawą przeszłość, ale to były mylne przekonania. Wytwory wyobraźni, które podsycały większą niepewność do dziewczyny, która nie bez powodu zaskarbiła sobie ich zaufanie oraz serca.
    Wpatrywał się w nią przez dłuższą chwile podczas gdy ona nie patrzyła mu w oczy i nawet nie był tym specjalnie zaskoczony. Widział jej zamyśloną minę, wyglądała na osobę, która była pogrążona w głębi swojego umysłu zupełnie jak on gdy siedział tuż przed nią i wyczekiwał nie o tyle samej odpowiedzi, ale tego czy cokolwiek powie.
    Nie zamierzał ukrywać przed sobą, że się stresował. To była dość ważna chwila, w końcu ta rozmowa miała zadecydować, czy miał się ostatecznie pogodzić z utratą siostrę, czy będzie mieć tę możliwość, by odbudować i zapracować ponownie na jej zaufanie. Nie zamierzał tego na niej wymuszać, na wzgląd na ich pokrewieństwa. Nawalił po całości, zniszczył tę nić zaufanie, dlatego musiał zrobić wszystko by znowu zasłużyć sobie na to by chociaż odrobinę mu zaufała.
    Zacisnął mocniej zęby, przyłączając nerwowo ślinę w chwili gdy tylko na niego spojrzała. Widział, jak pochyla się nad stołem, opierając swoje dłonie na ich krawędzi i wbija w niego wzrok. Nie poruszył się, mimo że miał na to chęć, nie uciekał wzrokiem, patrzył na nią wyczekując tego co powie.
    — Chce wiedzieć jedno — zaczęła dość cichym głosem.
    Zamilkła na moment, a on lekko skinął głową na znak, że ją słucha i jest gotów odpowiedzieć na jej pytanie. Nie czekał zbyt długo na to gdy się ponownie odezwie w końcu padło pytanie wprost z jej ust:
    — Czy żałujesz? — to było tak proste, ale szczerze pytanie, coś, co zupełnie można było się spodziewać. — Odpowiedz mi czy chociaż raz pożałowałeś tego co mi wtedy powiedziałeś. Chce wiedzieć, czy zdajesz sobie sprawę z wagi własnych słów?
    Nie trzeba było się trudzić z domysłami i zastanawiania się, o co mogłoby jej chodzić. Nie miał najmniejszego problemu, by zrozumieć wagę tego, co mówiła. Wszystko sprowadzało się do tego jednego spotkania tego, którego w jednej chwili pożałował a przede wszystkim, co jej nagadał.
    Ona nie zasłużyła, by to słyszeć.
    Zrozumiał to jednak za późno i w tym był jego największy problem. Ważne było, jednak że pojął, co narobił i do czego doprowadził własną siostrę. Od tego momentu ta sprawa spędzała mu sens z powiek. Mimo mijających miesięcy, nawet lat, nie potrafił się, z tym pogodzić jak łatwo mu było odrzucić własną siostrę.
    Brzydził się tego co powiedział.
    — Możesz mi nie wierzyć — zaczął w końcu cichym głosem. — Nic jednak nie żałuje jak tego co zrobiłem. Nie tylko tego jak się potraktowałem, samego faktu, że sam z własnej woli cię wydałem w łapska policji — skrzywił się nieznacznie na wspomnienie tamtej sytuacji. — Nienawidzę swojego krótkowzrocznego podejścia na tamtą sprawę, nie pozwalając nawet wytłumaczyć się komuś, kto w pełni na to zasługiwał. To nie ty powinnaś się tłumaczyć, to ona powinna siedzieć za kratami. Wolałem jednak uwierzyć w kreacje pokrzywdzonej żony, niż która siostry jak się okazało, za moimi plecami ratowała mojego przyjaciela. Paradoksem tej sytuacji jest fakt, że pomagałaś swojemu byłemu, mimo że nie musiałaś.
    — Racja Chester, jednak wiem, jak działa relacja przemocowego i toksycznego związku. Nawet jeśli statystycznie to częściej kobiety padają ofiarami kontrolujących mężczyzn, to schemat jest ten sam. Dostrzegłam to u Mike’a i nie potrafiłam siedzieć z boku i nic nie robić — powiedziała, rozkładając dłonie w geście bezradności, a tak naprawdę nie powinna tego czuć. — Mogłam go nienawidzić przez fakt tej zdrady, ale nie potrafiłam go olać jako człowieka. Moja empatia mi na to zwyczajnie nie pozwalała. Pomagałam mu i jeśli doszłoby do podobnej sytuacji, zrobiłabym to jeszcze raz. Tak się osunęłam swoją niechęć czy wstręt na bok, bo nikt nie zasługiwał na takie traktowanie, które doświadczyła jej córka i Mike.
    — Zastanawiam się, dlaczego ja tego nie dostrzegłem. Widzieliśmy wszyscy, że jest coś z nim nie tak, zamiast naciskać, to nic z tym nie zrobiliśmy tylko ty działać za naszymi plecami — powiedział z poczuciem totalnej winy.
    — On mi nawet nie chciał w tej sprawie zaufać. Musiałam to na nim wymusić. Wróćmy jednak do naszych spraw — powiedziała pragnąć, wrócić do tematu rozmowy, z którego zobaczyli.
    — Julio zdaje sobie, że zwyczajne słowo Przepraszam nie wystarczy — powrócił do swojej wcześniejszej myśli. — To jest tylko jedno prosto słowo, które absolutnie nie wynagrodzi tych tygodni wręcz miesięcy, w których żyłaś za kratkami, a potem w poczuciu emocjonalnej krzywdy, jaką ci wyrządziłem. Jeszcze jakiś czas temu liczyłem na to, że kiedyś może zdołasz mi przebaczyć teraz…
    — Wątpisz — wtrąciła się.
    Skinął głową, nie mając odwagi się odezwać. Przez tak długi czas trzymał się kurczowo tej samej myśli, że może kiedyś, może za parę lat w końcu da mu szansę, z czasem jednak zrozumiał, że szansa maleje, a on nie powinien tkwić w tym złudnym przeświadczeniu, które uroił sobie w głowie.
    Teraz nie wiedział, coo tym wszystkim myśleć.
    Słyszał jej ciche westchnienie gdy tylko to powiedziała. Widział jak delikatnie pochyla głowę w przód zapewne myśląc nad swoją decyzją, lub po prostu rozważając, czy jest ona słuszna. Widział, że może teraz tylko gdybać i się zastanawiać, co jej chodziło po głowie, jednak pozostało mu jedynie to czekać na ostateczną decyzję.
    — Jeszcze przed kilkoma tygodniami powiedziałabym kategoryczne nie — odezwała się w końcu. — Kłóciłabym się z Mike który próbuje usilnie nas pogodzić, teraz coraz częściej myślę, że warto dać ci tę ostatnią szansę. Muszę jednak mieć pewność, że naprawdę tego żałujesz i nigdy, ale to przenigdy nie usłyszę do ciebie tego co wtedy mi powiedziałeś.
    To był moment dosłownie chwila, w której odruchowo chwycił ją za dłoń. Mógł wyczuć, jak próbuje ją wycofać, lecz po krótkiej momencie wahania, nie zrobiła tego. Spojrzała na niego w tej samej chwili gdy uniósł wzrok i powiedział:
    — Nie cofnę już czasu, nie naprawię tego co było, mogę jednak zrobić wszystko byś chociaż częściowo zasłużyć na twoje zaufanie. Od miesięcy a wręcz lat nie mogę się pogodzić z tym co ci nagadałem. Żałuje tego, że zamiast posłuchać zdrowego rozsądku, pokierowałem się jakimś nieokreślonym uczuciem emocjami, które w tej chwili mną rządziły. Nie chce, by dochodziło do takiej sytuacji. Zależy mi na tobie i nie chce cię ponownie tracić. Chce znowu zasłużyć na miano twojego brata i nie proszę o to teraz, lecz liczę na to, że w przyszłości uda ci się, chociaż częściowo mi przebaczyć.
    Nie spodziewała się, że usłyszy od niego tak szczere przeprosiny. Wpatrywała się w niego, czując, jak w kącikach jej oczu pojawiają się łzy. Zamrugała pośpiesznie, nie chcąc ich wypuścić i w końcu siedząc tak przez dłuższą chwilę, w końcu skinęła głową, mając wrażenie, jakby w jej gardle tkwiła niewidzialna gula, która nie pozwalała jej mówić.
    Odezwała się dopiero po krótkiej chwili ciszy, mówiąc:
    — Mam nadzieje, że nie zmarnujesz tej szansy ponownie. Dostajesz tą przysłowiową drugą szansę i liczę na to, że nie rozczaruje się tym, że się przełamałam i pozwolę ci ponownie wejść do mojego życia...



    — Mike czy możemy porozmawiać? — zapytał z powagą.
    Długo zastanawiał się nad tym czy powinien poruszyć z przyjacielem ten temat. Od momentu jego rozmowy z Julią minęły dwa dni, a on przez cały weekend nosił się z myślą czy powinien wchodzić w ten temat ponownie. Mimo że powiedziała mu w ogromnym zaufaniu o tym co się działo podczas tej pamiętnej trasy, którą każdy zapamiętał jaką tę najgorszą, która podzieliła zgrany grupę przyjaciół i wywołała na praktycznie dwa lata wiele konfliktów głównie przez manipulacyjny wpływ byłej partnerki Sandersa.
    Mimo że ten rozłam głównie widoczny był na linii ich jako zespołu oraz Julii, bo ich partnerki okazały się być bardziej skłonne wierzyć swojej wieloletniej przyjaciółce. Nie wykazały nieufności wobec niej, wciąż zachowując wiarę w jej słowa, niebędący skłonnymi wierzyć kobiecie, z którą stosunki się im nie układały.
    Nawet jeśli i one nie znały prawdy, widać było tę nieufność względem Taylor. Każda z nich czuła się dosyć niekomfortowo w jej towarzystwie, miały poczcie, jakby stawiała się wyżej ponad ich, traktowała je z góry. Nie przepadały za jej towarzystwem dlatego, gdy rozpoczęła się ta sytuacja, wierne były Julii.
    Owszem nadszarpnęło to relacje nie tylko jego oraz Alice co ostatecznie doprowadziło do tego ze go zostawiła, jednak w związkach pozostałych chłopaków nie było za ciekawie. Kłótnie, które były częste głównie przez to, że ich partnerki wypominały im ich głupotę, zupełnie jak jego ukochana jemu to jednak udało się im przetrwać.
    Nie było to proste, jednak zdołali poukładać wszystko i powoli naprawić to co się psuło, lecz unikając tematu, który nadal dzielił. Może wydawać się to paradoksalne, że dwa lata zmarnowali na kłótnie oraz obrażenie kogoś, kto od samego początku mówił prawdę, bo nie mogli schować ego do kieszeni jej posłuchać.
    Obecnie z perspektywy czasu wydawało się to mocno dziecinnym zachowaniem, jednak nie mogli cofnąć się do przeszłości, by zmienić teraźniejszość. Mogli naprawić własne błędy, które popełnili.
    — O co chodzi? — zagadnął.
    Odwrócił się na krześle w jego kierunku. Od razu zauważył jego dość zadowoloną minę, gdy on poszedł do niego z bardziej poważną miną. Widząc to momentalnie, wyprostował się na krześle i mina mu zrzedła. Wyglądał w sposób, w który jakby się czegoś domyślał.
    — Chester…
    Zaczął, lecz ubiegł go, podnosząc rękę, nie pozwalając mu mówić. Rozejrzał się wokół, by upewnić się, że są absolutnie sami. Wolał, by podczas tej rozmowy nie było dodatkowych światków. Mimo że oboje mieli zaufanie do kolegów z kapeli, a oni sami wiedzieli o trudnościach w związku Mike i Taylor podczas pierwszego rozwodu, to czego się dowiedział od Julii, zmroziło mu krew w żyłach.
    Odsuwając na bok to, co zrobił i jak był jej przychylny. Nie sądził, że dojdzie do sytuacji, podczas której ona ośmieli się, podnieś na niego rękę. Wystarczająco zniszczyła mu życie i zrujnowała psychikę jak i samoocenę, nie sądził, że jest taką socjopatką, że posunie się do tego, by go skrzywdzić.
    — Nie ma ich — odezwał się Michael. — Wyszli pięć minut temu na miasto, wrócą za jakąś godzinę — dodał, widząc, jak piosenkarz się rozgląda, co nasunęło mu myśl, że zależało mu na dyskrecji.
    Słysząc te słowa Rivera, chwycił pobliskie krzesło i przysunął do siebie i przysiadł na nim. Spoglądnął na Michaela, który, mimo że próbował to ukrywać, wydawał się coraz bardziej zaniepokojony. Miał prawo tak się zachowywać szczególności, że przyszedł do studia z taką powagą na twarzy, którą widywał u niego niezwykle rzadko, to musiało coś znaczyć.
    — Czyżby Julia ci nie dała szansy? — zapytał nagle, próbując domyślić się, o czym chciał pomówić.
    — Skąd wiesz, że z nią rozmawiałem? — spytał zaskoczony.
    Owszem doskonale wiedział, że starał się ich wzajemnie pogodzić. Nie sądził, jednak że wie tak dużo. Praktycznie na temat Julii ze sobą nie rozmawiali tylko sporadycznie, bo młodsza Rivera zdecydowanie odmówiła kategorycznie, by jej partner poruszał jej temat właśnie z nim.
    — Rozmawiałem z nią przed tym gdy wychodziła. Nie byłem jedna tym który nakłonił ją do tej rozmowy — uprzedził.
    Faktem było, żemimo swoich licznych starań nie doprowadził do tej konfrontacji. Gdy przyszedł do niego pewnego dnia, przyznała, że umówiła się z nim na spotkanie. Częściowo skłoniły ją jej własne przemyślenia, jednak czuł, że ktoś jeszcze za tym stoi i na pewno nie był to jej przyjaciel, który od czasu tamtych feralnych miesięcy za nimi obojami nie przepadał. Nie pytał, po prostu domyślił się, że kogoś się radziła, lecz pozostawił to jej i tym osobą.
    — Rozmawiałem z nią i ostatecznie dała mi kredyt zaufania — wyjaśnił spokojnie.
    — To wspaniale — powiedział ucieszony. — Czemu się nie cieszysz — zdziwił się.
    — Podczas naszej rozmowy dowiedziałem się czegoś więcej — powiedział nadal poważnie. — Mike zapytam wprost. Dlaczego nas oszukiwałeś?
    Wpatrywał się w niego, zdumiony nie do końca rozumiejąc, do czego dąży. Myślał, że już sobie wyjaśnili sprawę tych jego kłamstw i jak oszukał ich wzajemnie. Zastanawiał się przez moment, o co mogło chodzić, bo chyba Chester wiedział o tym co powinien. Nie współgrało mu jednak ta jego surowa mimika twarzy.
    — Przecież o wszystkim już powiedziałem, przyznałem się, że kłamałem i…
    — Michael — przerwał mu gwałtownie, widząc, że znowu schodzi, na temat który nie był sednem jego problemu. — Dlaczego nie powiedziałeś nam prawdy o tym co Taylor ci robiła.
    — O czym ty mówisz… — mimo że starał się, żeby jego głos brzmiał poważnie, to dało się, wyczuć jak drży i się napina. — Mówiłem…
    — Mike — powiedział już nieco ostrożnie. — Pytam, czemu ukrywałeś przede mną fakt, że ta suka cię tłukła?
    To pytanie zawisło w powietrzu. Widział, jak porusza się niespokojnie na fotelu, nie patrząc na niego. Próbował usilnie odwrócić wzrok, by na niego nie spojrzeć, wyglądał, tak jakby starał się unikać tego tematu.
    — Ile… ile ci powiedziała? — zapytał z zająknięciem.
    — Wystarczająco, by zrozumieć, że cały czas nas na trasie okłamywałeś — powiedział wprost.
    Nie zamierzał mieć do niego pretensji, jego głos nie był przepełniony złością czy frustracją, bardziej niezrozumieniem i próbą pojęcia, dlaczego on milczał. Czemu pozwalał na to, by ktoś tak paskudnie go traktował? Próbował zrozumieć czemu, nie przyszedł do nich i nie powiedział, co się dzieje. Gdyby wiedzieli Taylor, już dawno na tej trasie by nie było, a siedziała w więzieniu.
    — Jeśli Julia mówi prawdę, te wszystkie omdlenia były…
    — Nie kończ! — wyrwało mu się, a jego głos drżał. — Po prostu… — urwał.
    Nigdy nie spodziewał się ze zostanie pozostawiony w takiej sytuacji. W jednej chwili zrozumiał, że Julia złamała dane mu słowo, z drugiej nie mógł jej winić. Praktycznie to, co się z nim działo defilowało jej skomplikowane i niezrozumiałe zachowanie na trasie. Nie mógł jednak ukryć tego, że czuł się rozgoryczony jej działaniem.
    Nie zamierzał tego tak zostawić i gdy tylko wróci, będzie musiał z nią pomówić, na ten temat.
    — Mike naprawdę aż tak nam nie ufałeś, by…
    Jego słowa zostały niespodziewanie zagłuszone, gdy wstał gwałtownie ze stołka i przeszedł niespokojnie. Nie miał odwagi spojrzeć na niego, czuł jakby obdarto go z pewnej tarczy. Ufał Julii i powierzył jej ten sekret w ogromnym zaufaniu, a teraz czuł się obdarty z prywatności. Nie chciał, by ktokolwiek więcej się o tym dowidział.
    — Mike…
    Usłyszał za sobą jego kroki, by po chwili, zobaczyć jak staje tuż przed nim. Nie miał odwagi na początku na niego popatrzeć, co skłoniło wokalistę do tego, by powiedzieć:
    — Nie zacząłem tego tematu dlatego by cię wyśmiać — zaczął powoli uspokajającym głosem. — Chce tylko zrozumieć, dlaczego niczego nam nie powiedziałeś. Gdybyśmy wiedzieli już dawno byś…
    — To by skończyło się gorzej — powiedział mocno poruszonym głosem. — Ona… ona była… koszmarem — mówił z trudem, hamując łzy.
    — Dlatego wolałeś milczeć? — pytał zdumiony. — Julia…
    — Ona też miała się o tym nie dowiedzieć — wszedł mu niespodziewanie w słowo. — Miała jednak wyczulony słuch i usłyszała jak ona… — słowa z trudem mogły mu przejść przez gardło.
    Ten temat wciąż był dla niego dotkliwy i bardzo wrażliwy. Nie mógł przejść z zupełną obojętność obok niego. Nawet gdyby próbował, wciąż było to ponad jego siły i wysiłek emocjonalny.
    — Usłyszała, jak was krzywdzi — skończył za niego.
    Widział, jak przytakuje delikatnie głową, a pojedyncza łza spływała po jego policzku.
    — Chciałem to przed nią ukryć, ale… — pośpiesznie otarł spływającą łzę. — Ale wykazała się bystrością i nie dała się oszukać. Pomagała mi przez cały czas a ja…
    — Nie zamierzam negować tego, że nie było to dla ciebie ciężkie, bo widzę po tobie nawet teraz, że nadal to w tobie głęboko siedzi, ale mogłeś z nami pomówić — zauważył spokojnie. — Widzieliśmy, jaka ona jest, pomoglibyśmy ci.
    — Chester ja…
    — I uprzedzają twoje spekulacje — nie dał mu dokończyć. — Nie postrzegam to w kategoriach odbierania ci męskości. A raczej bycia ofiarą jakiś psychopatki. Domyślam się, że nie jest to łatwy temat, bo sama Julia miała trudności z powiedzeniem o tym co przeżyła z Clarkiem, ale mogłeś przynajmniej napomknąć, by się jej jakoś pozbyć. Zrobilibyśmy to i podczas trasy miałbyś spokój.
    On jedynie pokręcił w zaprzeczeniu głową, bo doskonale zdawał sobie sprawę co by się stało w domu gdyby wyrzucili Taylor z trasy. Słyszał ciche westchnienie z ust przyjaciela, po czym poczuł, jak go obejmuje.

Sunday, January 25, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 12

    — Na pewno nie chcesz, bym z tobą poszedł?
    Oderwała oczy od swojego lustrzanego odbicia i spojrzała na stojącego tuż obok niej muzyka, który wpatrywał się w nią z uczuciem i troską. Doskonale rozumiała jego motywacje, jednak uważała, że nie potrzebuje osoby trzeciej. Owszem przez wiele tygodni jak nie miesięcy darzyła swojego brata szczerą nienawiścią, jednak ona z czasem złagodniała gdy sama przepracowała sama ze sobą to, co się wydarzyło po tej pamiętnej trasie.
    Nie było to oczywiście łatwe, nawet podczas terapii poruszyła ten wątek ze swoją terapeutką:


    — Czuje się zupełnie bezradna — wyznała, spoglądając na starszą kobietę.
    Prowadziła ją praktycznie od lat, owszem miała szczęście, że podczas pierwszego spotkania trafiła na nie tylko kompetentną osobą, która doskonale znała się na swojej profesji, a także podchodziła z należytym szacunkiem i poszanowaniem do jej sytuacji. Starała się wczuć w nią i pomóc bezpośrednio jej, a nie tylko odhaczyć kolejną pacjentkę. Praktycznie w wielu kwestiach ogromnie jej pomogła, bo ją wyprowadziła na prostą.
    Szczególnie najbardziej co ceniła, to fakt, że jej były mąż zadbał o spotkania z nią po porwaniu. Mogła na niego krzyczeć czy się frustrować, że nie powinien wydawać na nią swojej kasy, lecz gdyby nie on i jego upór. Nie miałaby pojęcia, w jakim miejscu obecnie by stała, czy osiągnęłaby tak wiele w pracy nad samą sobą. Czy wciąż by nie uciekała przed tym, by zapragnąć tej pomocy?
    W tej kwestii mogła mu tylko za to podziękować, że wręcz została do tego przymuszona.
    — Nie wiem, co z tym zrobić — wyznała po krótkiej chwili ciszy, a kobieta w skupieniu jej słuchała. — Czy naprawdę moja złość jest na wyrost, nachodzą mnie czasami myśli czy zwyczajnie nie przesadzam — zwróciła się do niej.
    — Owszem twój żal jest zupełnie zrozumiały Gdy znam twoją wcześniejszą historię, mogę mieć zrozumienie, jak bardzo było to dla ciebie dotkliwe i bolesne. Więź, jaka cię łączyła z bratem, była tą, którą budowaliście latami i była niezwykle silna, zrozumiałe było, że jego słowa mogły wywołać w twojej psychice uraz. Szczególnie gdy masz świadomość, że zostałaś również porzucona przez własnego ojca, gdy zrobił to brat, było to dla ciebie bolesne i nie należy się z tym kłócić. — powiedziała ze spokojem. — W takim razie co powinnaś zrobić? Nikt nie odpowie konkretnie na to pytanie, bo to tylko ty wiesz, jak postrzegasz tę sprawę. Oczywiście możesz nadal się od niego odsuwać i unikać tego kontaktu, lecz musisz posłuchać samej siebie. Jeśli obecnie jesteś w chwili gdy się wahasz, nie podejmuj tej decyzji, od razu tylko się zastanów czy faktycznie pragniesz się z nim pogodzić. Przede wszystkim czy jesteś gotowa zmierzyć się z tym co was podzieliło i czy jesteś gotowa usłyszeć to co on uważa i jakie ma refleksje po takim czasie. Będziesz odczuwać tęsknotę za nim, bo była to osoba, która miała dosyć emocjonalny wpływ na twoje życie dlatego będziesz odczuwać żałość. Jednak nikt nie powinien mieć decyzji na to co zrobisz. Wiem to trudne, jednak musisz sama wiedzieć, czy jest to dla ciebie rozsądne i czy spotkanie z nim nie sprawi ci większego bólu…

    — Kotku, widzę, że się martwisz — uspokoiła go, odwracając się w jego kierunku. — Bardzo cenie to, że chcesz mi pomóc, ale uważam, że ta rozmowa powinna odbyć się między nami bez osób nam postronnych. Chce z nim szczerze porozmawiać o tym co się stało, zobaczyć czy faktycznie żałuje. Nie chce światków, chce spotkać się tylko bezpośrednio z nim — tłumaczyła.
    — Julio, ale jesteś tego pewna? — dociekał, a w jego tonie słyszała niepewność.
    Przytaknęła delikatnie głową, a kącik jej ust podniósł się w delikatnym uśmiechu. Można powiedzieć, że to on głównie wspomniał jej o Chesterze, a raczej o rozmowach z nim gdzie on sam przyznawał, jak mocno popsuł tę sytuację. Pokora i zrozumienie swojego zbyt impulsywnego zachowania przyniosło skutek już wcześniej, lecz dopiero teraz ona miała na tyle nie o tyle odwagi, ale chęci, by w końcu móc się z nim spotkać i to przedyskutować.
    — Mike po prostu uszanuj to, że to sprawa między nami. Raczej wolałbyś uniknąć kogoś trzeciego gdy to my rozmawialiśmy o tym co między nami się stało? — zapytała i spojrzała w głąb jego oczu.
    Ujęła jego dłonie w swoje i widziała jak przytakuje doskonale pamiętając ten wieczór gdy w końcu usiedli wspólnie i mimo bólu przedyskutowali wszystko od chwili jego zdrady po moment, w którym wtedy byli. Była to bardzo obciążająca rozmowa, która obciążyła ich psychicznie, jednak ona była ona istotna do tego, by zamknąć ten etap za sobą i pójść w przód.
    Dzisiejszą rozmową z Chester miała, być tą sobą można powiedzieć oczyszczającą rozmowę i zastanowieniem się: co dalej? Nawet ona nie przewidywała przeszłości, nie snuła planów, obecnie chciała z nim porozmawiać.
    — W takim razie dobrze — w końcu westchnął zrezygnowany. — Ale proszę, nie pozawijacie się tam — prosił z lekkim rozbawieniem w głosie.
    Oboje wspólnie się roześmiali na głos, dopiero po chwili zdołali się uspokoić, a ona mogła w końcu przyznać:
    — Dlatego wybraliśmy miejsce publiczne. To pohamuje mój temperament przed tym, by nie zrobić nic głupiego, bo będą to widzieli inni, a także nie chce go krzywdzić. Może nawalił, owszem zawiodłam się, jednak nigdy bym nikogo nie zrobiła krzywdy.
    Nie chcąc już przedłużać, skradła mu delikatnego buziaka, po czym odeszła, jednak zatrzymała się w porę gdy momentalnie sobie o czymś przypomniała i odwróciła się przez ramię i powiedziała:
    — Jeśli chcesz tutaj pourzędować nie mam nic przeciw ale gdybyś miał wyjść nie zapomnij, by zamknąć drzwi — przypomniała mu.
    — Raczej poczekam, aż wrócisz — zapewnił.
    Skinęła delikatnie głowa, po czym wyszła z sypialni i weszła na korytarz. Słyszała za sobą odgłos jego kroków gdy powędrował za nią, a ona zeszła na dół i rozejrzała się, po dolnym piętrze szukając swoich kluczyków do samochodu.
    Wkrótce je odnalazła.
    Podeszła do komody i je zgarnęła w chwili gdy Mike stanął na ostatnim stopniu i powiedział:
    — W razie czego daj mi znać jak tam po spotkaniu — krzyknął za nią.
    — Dobrze, napiszę do ciebie — odparła, będąc przy drzwiach. — Na razie kotku — zawołała.
    Dobiegł go trzask zamykających się drzwi, a on westchnął cicho, opierając się o metalową poręcz i pochylił delikatnie. Od dłuższego czasu uważał, że powinni oboje porozmawiać, bo widział, jak ta sprawa męczy ich obojga. Julia mogła owszem ukrywać to, mówić, że ją wcale to nie rusza, jednak prawda była taka, że dręczyło ją to i to bardzo.
    W końcu sam widział, jak ich relacja się rozwija na przestrzeni tych lat i to z jego bezmyślności, a raczej strachu przed tym, by przeciwstawić się Taylor, doszło do takiej absurdalnej sytuacji, w której dwoje rodzeństwa zostało tak poważnie skłócone.
    To on był powodem, dla którego ich relacja została zniszczona.
    Nie powinno to tak wyglądać. Zresztą tamten okres swojego życia, uważał za jeden z gorszych, o którym pragnął jak najprędzej zapomnieć. Nie potrafił jednak skutecznie wymazać z pamięci obrazów tamtych koszmarnych dni. Czuł, jakby przeżywał swoje osobiste piekło na ziemi i to go niesamowicie dręczyło i bolało.
    Najgorsze co w tym wszystkim było, to że świadomie sam się w to wpakował. Wszedł w coś, co okazało się dla niego bardzo zgubne i dotkliwe. Nie mógł cofnąć jednak się do przeszłości i nie wchodzić w ten związek a co za tym idzie nie mieszać w życiu rodzeństwa Riverów, lecz to zrobił i szczerze tego żałuje.
    Skręciła na jedną z licznych w tym mieście autostrad, by prędzej dotrzeć na miejsce ich spotkania. Dopiero teraz zaczęła odczuwać swój strach i niepewność. Im bliżej było tego momentu, tym bardziej zaczęła się denerwować i było to w pełni naturalne. Mimowolnie przypomniała sobie ich początki gdy to on starał się o jej adopcje i również te początkowe rozmowy były stresujące i okrzesane niepewnością i własnym niezrozumieniem i podobnie było teraz, lecz tym razem musieli pomówić o czymś, co było dotkliwe i co pozostawiło jej szeroką bliznę, szramę na psychice.
    Nie wiedziała co to będzie, jednak liczyła na szczerą rozmowę i że w końcu zrozumie, co nim kierowało. Chciała dowiedzieć się czemu, nie pozwolił jej się wypowiedzieć, dlaczego od razu uznał ją za oprawcę, zamiast wysłuchać jej tłumaczeń. Właśnie to ją najbardziej męczyło.
    Pragnęła to zrozumieć.
    Gdy zjechała na pobliskim zjeździe, by dojechać do swojej ulubionej kawiarni, czuła jak serce zaczyna jej niebezpiecznie szybciej bić i czuła się dosyć dziwnie, jeśli mogła to tak określić. Było to bardzo dziwne uczucie, które jej zaczęło towarzyszyć, jednak absolutnie nie zamierzała się z tego wycofywać.
    Nie zamierzała robić korku w tył.
    Dojechała w końcu pod lokal. Bez trudu odnalazła wolne miejsce. Wybrali raczej porę przedpołudniową, gdzie często nie ma aż takiego zgiełku jak popołudniami, chociaż miała ochotę zaśmiać się mrocznienie, ponieważ to miasto było bardzo zatłoczone i nawet jeśli teraz nie było w miarę korków to i tak mogą się one zdarzyć w inne dni.
    Przysiadła na moment w samochodzie, by pozbierać myśl, będąc pewną, że ma kilka dodatkowych minut chciała w głowie poukładać to co miała mu do powiedzenia, czy zastanowić się nad pytaniami, które również chciała mu zadać. Z dozą niepewności w sercu, lecz pewnym krokiem wyszła na parking i powolnym krokiem powędrowała do jednej z par drzwi, które wiodły do przeszkolonej kawiarni, która wewnątrz była bardzo przytulna. Stworzona bardziej pod relaks z mnóstwem wygodnych siedzeń czy to puf, foteli czy poduszek i stolików, niż restauracja o wyższej klasie.
    Uwielbiała tutaj przesiadywać często między zajęciami na uczelni gdy tylko miała czas tu dojechać. Mogła spokojnie popracować i pozałatwiać sprawy z klientami, omówić kolejne zamówienia, czy podpisywać na ważne wiadomości. Wykorzystywała przerwę nie tylko na naukę, ale także na pracę. W końcu ta firma była jej jedynym źródłem utrzymania. Zyskała ponownie możliwość, że mogła utrzymać się z tego co kochała robić. Zrezygnowanie z poprzedniej pracy jednak rok temu, owszem przez wiele miesięcy prowadziła swój biznes, który chciała rozwinąć, lecz by mieć stabilność finansową, wciąż nie rezygnowała z bycia grafikiem dla jednej z firm. Dopiero gdy miała pewność, że z obrazów jest w stanie się utrzymać, jak poprzednio złożyła wypowiedzenie.
    Weszła do kawiarni i podeszła do lady, za którą stanęła nieco starsza od niej dziewczyna i uśmiechnęła się uprzejmie gdy tylko ją zobaczyła i zapytała:
    — Czym mogę służyć? — spytała z lekkim uśmiechem.
    — Poproszę o mrożone latte bez cukru — poprosiła.
    — Czy coś jeszcze?
    Pokręciła głową w zaprzeczeniu i zapłaciła, po czym kelnerka poprosiła, by usiadła i przyniesie jej zamówioną kawkę. Rozejrzała się po lokalu, który prócz paru osób nie miał za wiele gości. Wybrała stolik z dala od pozostałych i porzuciła torebkę i czekała na przyjście dziewczyny z kawką albo swojego gościa.
    Wkrótce jednak zobaczyła, jak podchodzi właśnie pracowniczka, która położyła przed nią szklankę wypełnioną napojem. Nie zdążyła wziąć łyka, gdy do lokalu wszedł kolejny gość. Odruchowo odwróciła się w tamtym kierunku, a ona zobaczyła… jego.
    Zobaczyła w przejściu Chestera.
    Nie wiele nawet się zastanawiał i podszedł pewnie, pomimo że wewnętrznie czuł się mocno rozdarty i niepewny, to jednak zrobił to i stanął tuż przed jej stolikiem i gdy tylko stanął tuż przed nią i przez krótką chwilę dało się dostrzec, że się zawahał nim cokolwiek, powiedział:
    — Usiąść — poprosiła po ówczesnym dość niepewnym przywitaniu. — Nie będziemy rozmawiać gdy stoisz nade mną — zasugerowała.
    On w ciszy to zrobił i nikt z nich nie zdążył się odezwać gdy do ich stolika podeszła ta sama dziewczyna, która ją przed chwilą obsługiwała i zwróciła się do Rivery z pytaniem o zamówienie. Złożył je, lecz nie przykuwał do tego wagi, lecz nie umknęło jej uwadze, że wciąż się w nią wpatrywał.
    — Nie ma sensu raczej przedłużać i siedzieć w tej ciszy — zauważyła. — W końcu przyszliśmy tutaj by pogadać, a ja również po to, by zrozumieć. Pojąć twoje zachowanie.
    — Raczej jego brak a bardziej określiłbym go skandalicznym. Nie jestem bez winny — przyznał po raz kolejny — Spieprzyłem po całości i nie mam argumentów, które mogłyby mnie bronić. Byłem po prostu dupkiem — dodał.
    — Chester odpowiedz mi na jedno pytanie — powiedziała nagle z powagą.
    Zapadła między nimi chwila dość niepewnej i dość niezręcznej ciszy, której nie śmiał on przerwać. Patrzył na nią spojrzeniem, które nie było, pozbawione obojętności czy uczuć. Ciężko było określić jednym słowem, co w nich było dostrzegalne, bo była w nim plejada jego wewnętrznych rozterek i myśli, z jakimi się mierzył.
    — Dlaczego? Dlaczego nie pozwoliłeś mi wyjaśnić, jak to wyglądało z mojego punktu widzenia? Czemu od razu kazałeś mi milczeć, zamiast pozwolić wysłuchać mojej wersji zdarzeń. Nawet skazany ma prawo do ostatniego słowa — przypomniała mu.
    Widziała jak na moment zamilkł jakby bał się tego co powie. Właściwie sam zadawał sobie to pytanie od bardzo dawna i mimo że uważał, że znał na to odpowiedzieć, to teraz nie był tego aż tak pewien. Bo co miał powiedzieć, że był stłumiony przez przedstawienie, które zostało przed nim urządzone. Nie dał jej prawa głosu w tak kluczowej sprawie. Osądził i oczernił, znając jedynie tę kłamliwą wersję zdarzeń. Gdyby tylko pozwolił jej na wypowiedzenie się, to pozwoliło zweryfikować obie strony, lecz zamiast tego wolał skazać i wydarć wyrok, który okazał się po prostu krzywdzący wobec osoby, która okazała się, nie winna.
    — Szczerze sam nie wiem — powiedział w końcu, tuż po tym gdy kobieta podeszła z jego zamówieniem. — Mógłbym próbować wyjaśniać i szukać odpowiedzi, ale po prostu nie wiem. Chyba wolałem pójść na łatwiznę, zamiast dociec prawdy, a Alice mnie prosiłabym dalej, drążył zamiast tego, wolałem to zamieść pod dywan.
    — Czy naprawdę chociaż raz dałam ci powód do nieufności? — zapytała wprost. — I owszem przyznaje, że mogłam nie milczeć w sprawie mojego ślubu jednak chciałam o tym powiedzieć właśnie gdy wrócimy z trasy. Pragnęłam wtedy zorganizować coś większego, zamiast tego musiałam męczyć się z komornikiem i dalszymi wydarzeniami.
    — Jak kto indykatorem? — zadziwił się.
    — Zajęto mi poprzednie mieszkanie a, prawdę mówiąc, to była Mike zachachmęciła i doprowadziła do sytuacji, w której straciłam tamten apartament — powiedziała po krotce. — Wróćmy jednak do naszej sprawy.
    Był naprawdę zaskoczony, jak o wielu rzeczach nie wiedział, które rozegrały się w jej życiu. Jeśli dobrze rozumiał, to zdarzyło się tuż po powrocie z trasy, więc nie dość, że przed nią utraciła pracę, potem ktoś zmanipulował urzędnikami i pozbawili ją jej osobistego mieszkania, mógł teraz zrozumieć, jak wiele miała na głowie i ten aspekt był najmniej kluczowy.
    Owszem czuł żal to normalne, ale na pewne sytuacje nie ma, się wpływu wręcz trzeba je szybko ratować.
    — Nie Julio — odparł poruszony. — Nigdy nie miałem powodu do zwątpienia. Raczej to ja zawiodłem po całej linii. Deklarowałem się, obiecywałem, mówiłem, że nigdy cię nie skrzywdzę, ale to zrobiłem i naprawdę tego żałuje po dzień dzisiejszy i chyba nigdy tego nie przeboleje, że dałem się w tak podły sposób oszukać. I to, komu — mówił na głos. — Największej suce, którą można było spotkać. Nie wiem, czemu to zrobiłem, co mi się uroiło, że byłaś dziwna, że twoje zachowanie było podejrzliwe. Powinnam się otrząsnąć, a nie zrobiłem tego.
    — Owszem przyznaje, że moje postępowanie mogło być dziwne, ale było w pełni uzasadnione. — powiedziała w końcu na jednym wydechu, jednak jedna rzecz ją cieszyła, że została z niej zdjęta klauza milczenia i mogła to powiedzieć: — Chester — odezwała się z powagą, a ona poczuła na sobie jego spojrzenie. — Owszem mogłeś mieć takie skojarzenia, jednak w końcu mogę powiedzieć co się wtedy działo. I proszę cię mimo tego, co usłyszysz, zachowaj spokój i opanowanie. Pamiętaj, nie jesteśmy na gruncie prywatnym — przypomniała mu.
    Widziała, jak przytakuje głową, a ona po krótkiej chwili powiedziała:
    — Moje zachowanie było zaskakujące, ponieważ byłam naocznym światkiem przemocy, która się rozgrywała pod waszymi nosami.
    — Co takiego? — spytał zdumiony, wręcz spoglądając na nią dużymi oczami. — Ale jak to?
    Westchnęła cicho i przez moment starała się zebrać myśl, po czym dokończyła:
    — Mike jest ofiarą przemocy domowej — powiedziała z powagą, widząc, jak jej słowa nim wstrząsają. — Taylor znęcała się nie tylko nad własną córką, ale…
    — Czekaj co? — zagrzmiał nie wierząc w to co słyszy. — Ona biła dziecko? — pytał z niedowierzaniem.
    Przytaknęła delikatnie głową, a ona widziała, jak opiera się o oparcie kanapy, wręcz nie mogą, pojąc, co właśnie usłyszał, lecz ona nawet nie dokończyła tego, co zaczęła. Nie czekając, na nic po prostu powiedziała:
    — Wiem, jest to zaskakujące, jednak to, że dziwnie się zachowywałam, wynikało z tego, że pomagałam nie tylko Summer, ale również Mike. Nie jednokrotnie przed występami, musiałam mu nakładać makijaż, by nikt nie dostrzegł, że ma twarz posiniaczoną czy…
    — Czyli przez całą trasę on był katowany tak jak jej córka, a my nic nie wiedzieliśmy? Zaczekaj, czyli mam rozumieć, że te upadki nie były bez powodu. Nie słabną, bo źle spał, on…
    — Dokładnie Chester. Był katowany nawet kilka minut przed waszymi występami. Nie raz wręcz mnie błagałbym, zakrywała mu ślady jej szaleństw. Też dlatego wzięłam na siebie opiekę nad jej córką, bo niczym bardziej nie gardę niż rodzicami, którzy podnoszą na dziecko rękę. Pomagałam im obojgu Chester. Gdyby nie ja on dawno pewnie skończył, by na cmentarzu nie raz tłukła go nieprzytomności.
    Poczuła skurcz w sercu na samą myśl o tych wspomnieniach. To było naprawdę okropne patrzenie na to co kiedyś ona sama przeżyła. Tym razem jednak była osobą, którą pomagała.
    — Co do sytuacji ze studia — dokończyła swoją myśl. — Ja go naprawdę ratowałam. To Taylor była tą, którą go zaatakowała. Teraz wiemy, kto ukradł nagrania z tamtego momentu, ale naprawdę nie miałam żadnych złych celów. Jak wtedy się broniłam, powiem to teraz. Ja ci kumpla ratowałam, nie próbowałam go u śmierdzieć. Może i jestem teraz pyszalkowata ale gdyby nie ja nie wiem, jakby to się skończyło. Teraz Summer jest z dziadkami i jest pod właściwą opieką a Mike w końcu i tak ją zostawił, chociaż nie jest proste zostawienie swojego prześladowcy.
    Gdy słuchał jej wyznań i tego co tak naprawdę jemu umknęło, a ona to dostrzegła i cały czas była dosłownym aniołem stróżem poczuł się jeszcze gorzej niż wcześniej gdy uświadomił sobie jak ją okropnie traktował. Jego najbliższy przyjaciel cierpiał, a on nie wiedział nic, tylko jego siostra, która została wciągnięta na trasę.
    W jakim świetle to go stawia?
    — Jestem najgorszą osobą nie dość, że nie widziałem krzywy, jaka się dzieje, to okrążyłem niesłusznie własną siostrę. Jak ja mam za to przeprosić i się wytłumaczyć — pytał, ale bardziej sam siebie.
    — Chester nie zmienimy tego co było. Zabolały mnie twoje słowa, nie przeczę, ale jestem skłonna ci przebaczyć jeśli faktycznie tego żałujesz z całego serca — powiedziała.
    — Julio ja naprawdę jestem fatalny, ale naprawdę nigdy niczego tak nie żałowałem jak tego. Przepraszam Julio…



Saturday, January 24, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 11

    — Nie możemy podjąć za siebie ostatecznej decyzji. Jesteśmy w stanie, ci doradzić co według nas jest najlepsze, jednak nie mamy aż takiego wpływu na to co ostatecznie się zdecydujesz…
    Od czasu rozmowy z dziewczętami minęły prawie dwa dni, a ona wciąż tkwiła w rozterce. Miała niezwykły dylemat, co powinna zrobić i jeśli miałaby być szczera, nie sądziła, że ta sytuacja będzie jej aż tak mocno ciążyła. Wciąż w niej tkwiły obawy, lęk wręcz strach przed tym, że gdy zdecyduje się dać mu kolejną szansę, znowu poczuje zawiedzenie, gdy okaże swoją nie lojalność i zupełnie jak przed laty wytknie jej sztylet między łopatki.
    Było to niezwykle bolesne doświadczenie, które przeżyła, bo jednak gdyby zapytano ją komu ufa, bezgranicznie bez żadnego zawahania się wymieniła, by jego oraz Anthony’ego jako osoby, którym mogłaby powierzyć najgorszych i najmroczniejszy sekret. Mogło to wydawać się teraz dziwne, że takim zaufaniem obdarzyła własnego brata gdy przez wiele lat zupełnie się nie znali.
    Fakt, jednak jej ufność nie wzięła się z nikim wszystko, na co pracowali, tworzyło się przez lata i sprawiło, że tak była w niego po części zapatrzona. W końcu prawdę, mówiąc gdyby nie on, nie o tyle odzyskała rodzinę, ale nie poznałaby prawdę, która ją tak męczyła. Gdy wciąż jako mała dziewczynka zadawała sobie pytanie co się z nimi stało, dlaczego jej nie kochali. Były to bardzo bolesne pytania, które raniło serce kilkulatki, potem po latach dowiedziała się o złożoności swojej krótkiej przeszłości. O fałszywych i niezwykle przebiegłych działaniach jej przeklętego ojca, który sprawił, że gardziła nim jeszcze bardziej. Prócz niego taką pogardą traktowała jedynie gnoja, który i również zniszczył jej życie. Nie mogła powiedzieć, który był gorszy, bo oboje byli tak samo wyrachowani i pozbawienie jakiekolwiek empatii w jej kierunku.
    On był jednak inny. Sam przyznał, że chciał się z tego wycofać w pewnej chwili, jednak nie podał się i nie zrezygnował. Zrobił to nie tylko dla niej, ale dla siebie, bo mu zaczęło zależeć. Ona nie odpowiadała temu co wyczynili ich rodzice. Nie sądziła jednak, że po paru latach to wszystko runie.
    Dosłownie padnie niczym domek z kart.
    Straciła brata, na którym jej zależało. Jedyną rodzinę, jaką posiadała. Boli aż do dziś, mimo że próbowała się odciąć, lecz w ostatnim czasie było to dla niej tak mocno uciążliwe sam aspekt tęsknoty, którą odczuwała, ale także większego zrozumienia jego żalu i poczucia wyrzutów sumienia.
    Odkąd zrozumiał własne błędy, inni mówili jej o tym, że mocno się za to winił, jak bardzo ją zawiódł. Mimowolnie przypomniała sobie jedną z rozmów z Alice:
    — Wiem, że jesteś na niego zła — mówiła starsza kobieta, gdy szły jednym z dość zatłoczonych chodników blisko centrum miasta. — Mało powiedziane wręcz wściekła na niego — mówiła i upiła łyk swojej mrożonej kawy. — Nie mogę jednak powiedzieć ci, że nagle on o wszystkim zapomniał, żyje jak dawniej i wcale nie przejmuje się tym, że z własnej bezmyślności stracił swoją siostrę, bo bym skłamała.
    Odwróciła się do niej i spojrzała dość przenikliwym wzrokiem, gdy ona pośpieszyła z wyjaśnieniami:
    — Wiem, co o nim myślisz — uprzedziła ją, zanim zdążyła nawet się odezwać. — I ja go nie bronię i ty dobrze o tym wiesz. Uważam, że zachował się po prostu wstrętnie. Zresztą to był główny powód, dlaczego od niego odeszłam — stwierdziła wprost.
    Gdy spoglądała na to z perspektywy czasu, absolutnie nie uważała tej decyzji za niezwykle bezmyślną i pozbawioną wad czy podjęta pod wpływem chwili. Owszem została tak podjęta to oczywiste, jednak nadal uważała, że to było najbardziej i najrozsądniejsza rzecz, jaką mogła zrobić i absolutnie jej nie żałowała.
    Owszem wybaczyła mu, bo uważała, że człowiek ma prawo popełnić mnóstwo błędów, potyka się, na swojej doradzę i również się zmienia, bo twierdzenie, że nikt się nie zmienia, było niezwykle krzywdzące. Czasami potrzebny jest dłuższy czas i zrozumienie przez daną osobę sytuacje by przeżyła wewnętrzny wstrząs i zaczęła podejmować inne decyzje, które mogły być racjonalniejsze i właśnie tak spoglądała na swojego partnera.
    Zawalił sprawę, ale przeżył szok i pojął, że został bezmyślnie wrobiony w kłamstwa przyjaciela, który szczerze go przeprosił za oszukiwanie go w tak nikczemny sposób. Wyjawił również, co go skłoniło do szerzenia kłamliwej narracji i jego działania stały się bardziej zrozumiałe, chociaż nadal nie powiedział wszystkiego, bo widać było, że coś ukrywa, jednak nie dociekał i nie starał się naciskać.
    Istotniejsze było to, że w końcu porozmawiali szczerze i wyjaśnili sobie tę sytuację.
    — Alice, nie zrozum mnie źle — zaczaja się po krótkiej chwili ciszy, która między nimi zapanowała. — Rozumiem, że starasz się go zrozumieć jako partnera, widzę, że również nie podobało ci się jego zachowanie, jednak to nadal boli — wyznała szczerze i popatrzyła przed siebie, gdzie mogła ujrzeć wielu spacerujących czy to turystów czy mieszkańców wokół dość znanych miejsc w mieście — Czy jednak jestem gotowa mu przebaczyć? Czy zdołałam zapomnieć o tym, że przez własnego brata wylądowałam w więzieniu? Nie będę cię okłamywać. Na chwilę obecną moja odpowiedzieć brzmi nie. Nie jestem w stanie wymazać z pamięci tego aspektu, że on przyczynił się do tego, że tak tkwiłam.
    — Julio ja wcale nie zamierzam tego podważać. Był kretynem i głupcem i to fakt i absolutnie masz prawo być zła jednak chce również byś wiedziała, że on faktycznie żałuje tego co narobił i byś zwyczajnie miała tego świadomość. Co z tym dalej zrobisz, to wyłącznie zależy od ciebie — powiedziała spokojnie. — W końcu i tak pokutuje za swoje występki — skomentowała z lekkim rozbawieniem w głosie.
    — To zabrzmi nieco abstrakcyjnie, ale mówi się, że każdy skazany ma prawo do ostatniego słowa. — odezwała się, nawiązując metaforycznie do tamtych zdarzeń. — On mi ich nie dał, dlatego obecnie nie widzę szans, by to naprawić. Czy naprawdę byłam aż tak przebiegłą pozbawioną skrupułów osobą, by dopuścić się takiej rzeczy? — spytała wprost.
    — Z mojego punktu widzenia nie.
    — Alice wiem, nie byłam krystaliczne czysta, bo mój pierwszy chłopak ten przeklęty demon mnie prawie uzależnił od narkotyków. Można powiedzieć, że brałam przez jakiś czas, nie byłam aniołeczkiem. — wyznała, wprost czując na sobie jej zaskoczone spojrzenie. — Nigdy jednak bym nie miała odwagi uśmiercić człowieka. Nawet Mike — zapewniła. — Męczy mnie to, że w pewnym aspekcie on milczy i nic nie chce powiedzieć, bo wtedy wyjaśniłoby wiele nieporozumień. Próbuje go do tego nakłonić, bo wiele osób by zrozumiało moje niepokojące i dziwne zachowanie, jednak nie zrobię tego, póki on się nie przełamie. To, co działo się, na trasie miało drugie dno, a ja zostałam zdeklarowana do milczenia, chociaż uważam, że na takie tematy absolutnie nie powinno się nabierać wody w usta. Powinno się mówić głośno i uświadamiać ludzi, że takie rzeczy się dzieją i nie pobłażać takiemu zachowaniu. — powiedziała z wyczuwalną determinacją w głosie. — Co mogę jednak zrobić, gdy napotykał na jego opór i niechęć? Zupełnie nic i to, jest najgorsze.
    — Powiedz mi, czy ta sprawa jest powiązanaz jego była?    
Nie odpowiedziała od razu, lecz delikatnie przytaknęła, nim odpowiedziała:
    — Owszem, ale nie mogę nic powiedzieć. Obiecałam, że będę siedzieć cicho, teraz zaczynam żałować złożonej mu obietnicy.

    Westchnęła cicho, spoglądając na leżący tuż przed jej ręką telefon, którym delikatnie kręciła na stole, trzymając palec na wygaszonym ekranie, wciąż czując ogrom niepewności i mierząc się z wątpliwościami, które nią targały. Mogła wykonać jeden telefon, zanim zdecydowałaby się na to, by odblokować jego numer. Od prawie dwóch lat nie miała z nim absolutnie żadnego kontaktu, o ile go nie spotkała przypadkowo na mieście czy gdy wpadał do Mike, a ona niepoinformowana wpadła nieoczekiwanie do niego i natykała się na niego.
    On nie mógł skontrować się z nią przez żadne źródła, czy to telefon, czy media społecznościowe. Zabezpieczyła się na tyle, by nie mógł nigdzie do niej pisać ani dzwonić dlatego nawet głupie życzenia na urodziny czy święta, przed którymi nawet jeśli ich razem nie spędzali to, wysyłali sobie życzenia i prezenty, by nie zapomnieć o sobie, lecz nawet tego nie było. Oczywiście on pewnie by wysłał, ale gdy stał sobie sprawę, że nie zna jej dokładnego adresu, wiedział jedynie, że mogła, mieszkać w okolicach gdzie mieszkał Mike, praktycznie nie mógł tego zrobić. Swojemu partnerowi zakazała przekazywać cokolwiek przez siebie. Jeśli by odebrał ona, by tego nie przyjęła.
    Patrzyła bezmyślnie w tego smarthona i zastanawiała się, co ma zrobić. Czy faktycznie zadzwonić i poprosić go o spotkanie? Czy była gotowa przede wszystkim emocjonalnie na ten krok, który mógł tak wiele zmienić? W końcu gdy to zrobi, już nie będzie żadnego odwrotu.
    — I co ja mam zrobić? — pytała samej siebie.
    Pełni frustracji skryła twarz w dłoniach i opadła na oparcie kanapy głośno wzdychając i czując się rozdarta pomiędzy chęcią spotkania i rozmowy, a również obaw, które gdy pragnienie spotkania stawało się silniejsze, nagle powracały obawy, które się w niej tliły. To nie było jedynie małe nieporozumienie, jednak aspekt, który mocno w nią uderzył i słowa, których nikt by nie chciał usłyszeć, żadna siostra od brata było to dotkliwe gdy pozna się ich wzajemną historię.
    Usiadła powrotem wciąż z bezradnością wymalowaną na twarzy. Musiała podjąć to ostateczną decyzję, ale nie potrafiła. Wciąż zadawała sobie pytania, czy gdy to zrobi, pożałuje tego? Pytanie, które tak mocno ją drażniło i doprowadzało do istnego szaleństwa.
    Może w tej sytuacji był im potrzebny mediator, by się dogadali, jednak ona nie chciała angażować w to osób trzecich, nie chciała rozmawiać przez kogoś o problemach, o których widzieli ich przyjaciele, jednak jeśli miała z nim pomówić, to wolała to zrobić na osobności i bez nikogo.    
    — Może tego pożałuje, ale… — wymruczała, gdy spoglądała jak po schodkach, które dostawione były do kanapy wspina się Junka i dokończyła swoją myśl: — Chyba pora zakopać topór wojenny.
    Chwyciła leżący na stoliku telefon i go odblokowała. Wchodząc w aplikacje kontaktów, nie musiała długo szukać, bo jego imię było wręcz na początku i tak długiej listy numerów, jakie posiadała. Gdy miała odkwitnąć opcje Odblokuj, czuła jak jej palec się zachwiał, jakby jakiś natrętny głosik z tyłu głowy krzyczał na nią, by tego nie robiła, jednak był on zagłuszony przez echo innych.
    W końcu jednak zrobiła to.
    Praktycznie po ponad dwóch latach przywróciła aktywność jego numeru. Nie wiele myśląc, nacisnęła na słuchawkę i przystawiła telefon do ucha. Czuła jak serce w jej piersi zaczyna mocniej bić gdy usłyszała dźwięk nawiązującego się połączenia. Z każdą mili sekundą miała poczucie, jakby serce chciało wyskoczyć z jej klatki piersiowej. Moment gdy dobiegł ją, tak znajomy głos po drugiej stronie był chwilą, której jednocześnie najbardziej się obawiała z drugiej, musiała się z nią mierzyć.    
    — Julio? — spytał wręcz zaskoczony i zdumiony. — Czy…
    — Owszem, to ja — przyznała, przerywając mu w pół słowa. — I zanim nie zaczniesz dociekać, nie robię sobie teraz żartów. Dzwonię w poważnej sprawie, a raczej mogę ją tak nazwać jeśli chodzi o… — urwała, bo to słowo uparcie nie chciało przejść przez jej gardło. — O… nas — wydusiła w końcu.
    — Słucham — jego słowa były krótkie i zdawkowe jednak absolutnie nie chciał się narażać.
    Wystarczająco namieszał w ich relacjach, by teraz zachowywać się skrajnie niedojrzali. Czekał na ten telefon od dłuższego czasu, a w ostatnim czasie zaczął tracić nadzieje, że w ogóle go doczeka. Wątpił, bo rozumiał rozgoryczenie i żal, jaki odczuwała Julia, w tym aspekcie bardzo przypomniała matkę, która również nie potrafiła łatwo zapominać i przebaczać. Gdy ktoś poważnie jej się naraził pierwszy lepszy przykład, ojciec nigdy nie potrafiła tego wybaczyć i wcale nie było to zaskakujące. Sam miał o to żal do ojca i był na niego wściekły, w tej sytuacji, to on był tym który namieszał w ich relacji i absolutnie brał to na klatę.
    Nikogo w tym nie widział prócz siebie.
    — Chce się z tobą spotkać — wyrzuciła w końcu, z siebie jednak starała się brzmieć poważnie. — Najlepiej na neutralnym gruncie — dorzuciła.
    — Czy spotkanie na mieście będzie dla ciebie wystarczające? — zapytał, chociaż czuł niepewność jej reakcji. — Najlepiej w twojej ulubionej kawiarni — zasugerował jej.
    — Będzie to chyba najlepsze miejsce — przyznała. — Chyba nie muszę tłumaczyć ci, o czym chce z tobą pomówić.
    — Nie — odparł spokojnie. — i tak się dziwie, że się przełamać i mnie w końcu odblokowałaś.
    Sama jestem zaskoczona — pomyślała mimowolnie. Sama nie wierzyła w to co robiła, jeszcze kilka miesięcy temu była tak bardzo przekonana, że nigdy nie znajdzie w sobie, chociaż odrobinę empatii, by się z nim spotkać a co dopiero pogodzić. Wydawało się to jak nierealistyczny sen, ale on dział się naprawdę.
    — Sama się sobie dziwię — przyznała szczerze. — Może chyba zdołałam przeboleć to co nas poróżniło, jednak właśnie chce pomówić z tobą na ten temat, ale dopiero gdy się spotkamy — dokończyła.
    — Napisz mi dokładnie kiedy, tym razem nie schrzanię tego — przyznał w końcu.
    — Z kim rozmawiasz?
    Poderwała głowę gdy nagle tuż nad sobą usłyszała dość znajomy głos. Zobaczyła tuż nad sobą Michaela, który stał przed nią o dziwo, nawet nie kwapił się z pukaniem czy dzwonieniem do drzwi, jednak w swoich ramionach trzymał bukiet pięknych różowo — fioletowe róże, które były utworzone w piękną wiązankę.
    Uciszyła go gestem dłoni i zwróciła się ponownie do brata i powiedziała:
    — Napisze wieczorem kiedy mam czas, na razie muszę kończyć — skróciła.
    — Pewnie.
    Wiedział, że głupstwem było rozwlekanie rozmowy, bo nawet nie wiedzieli, o czym rozmawiać. Nim nie wyjaśnią swoich spraw to ich dyskusje, będą pozbawione dawnej głębi. Nie ukrywał, jednak że brakowało mu takich zwyczajnych głupich dyskusji z nią, nawet na nic nieznaczące tematy jednak wiele minie niż póki do tego wrócą.
    Pożegnałasię krótko i rozłączyła się, po czym odrzuciła telefon na stolik i wstałaby przywitać się z ukochanym, który tuż po tym gdy dostał namiętnego całusa, wręczył jej bukiet, który przyniósł, a ona popatrzyła na niego zdziwiona i zagadnęła:
    — A to z jakiej okazji? — zdziwiła się.
    — Musi być okazja? — zapytał wprost. — Nie mogę swojej dziewczynie kupić kwiatów bez żadnej specjalnego wydarzenia? — pytał. — Poza tym aż szkoda takiej ślicznotce nie kupić kwiatów — dokończył.
    Uśmiechnęła się z czułością i w podziękowaniu go pocałowała. Owszem widziała, że lubił kupować kwiaty bez żadnej okazji i mimo że wielokrotnie powtarzała, że nie musiał tego robić, to wcale go to nie powstrzymywało. Dla niego nie był to wielki koszt a zawsze był miłym gestem gdy dostawała swoje ukochane kwiaty nie licząc na żadną okazję. Sama również starała się nawet drobnymi gestami okazywać mu uczucia. On w zamian uwielbiał gdy coś piekła i mógł zjadać jej słodkości, nie było to wiele, ale dla niego znaczyło wiele. Szczególnie gdy robiła je specjalnie dla niego.
    — Więc z kim rozmawiałaś, jeśli można wiedzieć? — powtórzył swoje pytanie gdy oboje podeszli do kuchni.
    Wyjęła z jednej z wyższych szafek flakon, który tam stał i podsunęła pod kran i gdy włączyła wodę, odwróciła się i popatrzyła na niego, mówiąc:
    — Z Chesterem — odparła spokojnie.
    — Co? — spytał z niedowieszeniami. — Przecież jeszcze kilka dni temu krzyczałaś na mnie, że nigdy się z nim nie pogodzisz.
    — To racja Mike — powiedziała z powagą, stając przy kuchennej wyspie gdzie leżały kwiaty, które chwyciła.
    Ujęła spięte razem różyczki i wsunęła ich nóżki do wody i popatrzyła na niego, nim zaczęła je poprawiać i dokończyła:
    — Długo jednak ostatnio myślałam nad tą sytuacją i przyznam szczerze, że chyba doszłam do momentu gdy nie chce mieć już tak skłóconych relacji. Wiem, że od dłuższego czasu ty czy Alice mogliście mi o tym, że faktycznie się zmienił. Sam pomniałeś też ze chłopacy nie są w stanie sobie darować tego, co zrobili. I mogę oczywiście dalej się gniewać, frustrować się czy pyszczyć, że nigdy się z nimi nie pogodzę, ale chyba doszłam do momentu w którym… — umilkła na moment.
    — Zaczęło ci ich brakować?
    Przytaknęła, mimo że same słowa nie chciały jej przejść przez gardło, były one jak najbardziej adekwatne co całej sytuacji. Tak przez wiele miesięcy była zła, czy wściekła, a potem po prostu rozgoryczona, ale teraz chyba doszła do punktu, gdzie byłaby w stanie im przebaczyć i dać kolejną szansę.
    Potrzebowała czasu, by się otrząsnąć po tym, wszystkim i w końcu nastąpiła chwila, gdzie chciała w końcu naprawiać ich relacje.
    — Mogę kłamać, ale rzeczywiście taka jest prawda — powiedziała, opierając dłonie na blacie. — Wiem, że czasami moje zachowanie było nad na wyrost, ale…
    — Nie było Julio — powiedział uspokajającym głosem. — Każdy ma prawo czuć złość czy rozgoryczenie, ty również. Owszem każdy tutaj zawinił w mniejszym czy większym stopniu. Wiemy oboje, od czego to się zaczęło i absolutnie biorę to na siebie. Nie będę tego absolutnie się wypierał, bo wiem, że namieszałem, jednak najbardziej wkurza mnie, że wy na tym u cierpliście ty i Chester podzieliłem was — przyznał.
    — To fakt, ale wiesz, w czym tkwi problem — spojrzała na niego, sugestywnie opierając się łokciami, na przedszkolnej trafili.
    — Wiem — powiedział zrezygnowany. — Ale Julio ja…
    — Mike nie zmuszam cię, byś mówił o tym wszem wobec, ale przynajmniej trochę rozjaśnił sytuacje między swoimi najbliższymi. Mają prawo wiedzieć, co się tam stało i zmieni to wiele dla mnie. Bo zrozumieją moje postępowanie. Ja wiem, że się boisz i wstydzisz. I cholera nikt to jest na twoim miejscu czy gdy ja byłam w podobnej sytuacji, nie ma prawa odczuwać wyrzutów sumienia. Nie my zawiniliśmy a oni. Dlatego Mike nie zmuszam cię, byś poszedł z tym na policje, lecz byś chociaż pozwolił mi wyjawić, czemu tak się zachowywałam. Zresztą nie robiłam nic złego.
    Zapadła między nimi chwila ciszy. On wiedział, że mówi prawdę jednak wciąż bał się przyznać do tego co się działo. Obawiał się odbioru swoich znajomych i jak zaczną go postrzegać. Mimo że zgadzał się z każdym jej słowem w tym aspekcie, to nadal strach w nim pozostał. Może jednak pora było przyznać się, co tak naprawdę wtedy zaszło.
    — Julio wiem, ale ja się boję — powiedział z poczuciem winny.
    — Mike — powiedziała ze stanowczością.
    Spojrzał na nią, a w jego oczach dostrzegła obawę. Pomimo już mijających dłuższego czasu od tamtych zdarzeń nadal w nim to głęboko siedziało. I nie była zaskoczona. Ona sama długo nie potrafiła zapomnieć o tym jak ją prześladowano i niszczono.
    — To są twoi przyjaciele, oni cię nie wyśmieją — powiedziała ze spokojem. — Nikt kto jest dojrzałym człowiekiem, nie uzna tego za powód do żartów — próbowała go uspokoić. Wyszła za blatu i podeszła do niego i stanęła tuż przed nim i popatrzyła w głąb jego oczu nim, powiedziała:
    — Ja również miałam podobne podejście, również się bałam, ale gdyby nie Tony, który dosłownie pomógł mi wyjść z tamtego bagna, pewnie by mnie tutaj nie było. Nigdy byś mnie nie poznał, bo pewnie dawno bym nie żyła. Dlatego nie uważam tego, za powód do wstydu raczej powinno się ludzi uświadomić, że takie rzeczy się dziejami nie tylko kobiety padają ofiarami przemocowców, ale również mężczyźni swoich destrukcyjnych partnerek.
    Zapadła między nimi chwila ciszy, która dla niego była moment, w którym w końcu podjął decyzje, która była naprawdę poważna. Mimo swojego strachu w końcu przytaknął głową i powiedział:
    — Dobrze — odezwał się w końcu. — Nie musisz już w tej kwestii milczeć, ale w okręgu tylko naszych przyjaciół. Nie chce, by świat się dowiedział o tym, że… — jego głos zadrżał i nie był w stanie mówić dalej.
    — Mike — odezwała się nagle.
    Uchwyciła go dłońmi za twarz i zwróciła ku sobie i wręcz zmusiła do tego, by spojrzał w głąb jego oczy. Gdy była pewna, że skupił na nią swoją uwagę, dodała:
    — Nikt się nie dowie poza nami. Obiecuje — zapewniła.
    Patrzyłna nią z niepewnością, lecz po krótkiej chwili wręcz przylgnął do niej, a ona wyczuła, jak jego ciało drży. Pozwoliła mu się w siebie wtulić.