Sunday, November 17, 2024

IV 39 (P.1) — PRZECIĘTA DROGA WILCZYCY

    — Nie da się z tym naprawdę nic zrobić?    
    Popatrzyła wręcz z rozgoryczaniem i żalem, który niemal ściskał jej serce na ekran swojego laptopa. Po drugiej stronie zobaczyła zmartwioną twarz swojego partnera, który z dozą współczucia i uczuć spoglądał poprzez kamerkę internetową na swoją ukochaną i widząc wręcz jej żałosną minę, miał ochotę rzucić wszystko. Wykupić bilet na najbliższy lot do Stanów Zjednoczonych, by móc ją przytulić i pocieszyć. Jednak nie mógł, choćby naprawdę tego chciał, obowiązki, kontrakt z nowym kontrahentem skutecznie uniemożliwiły mu porzucenie wszystkiego i ruszenie do ukochanej i tak można byłoby stwierdzić, że wspólnie porwali się na związek na odległość i takie sytuacje były dla nich uciązliwe gdy w takich momentach nie mógł przy niej być.
    Jednak miłość nie wybiera i nieważne są kilometry czy odległość dzielące dwojga zakochanych będą w stanie pokonać nawet takie utrudnienia, by być ze sobą szczęśliwymi, a teraz w dobie rozpowszechniającego się internetu i social mediów ten kontakt jest dużo łatwiejszy niż kilkanaście lat wcześniej i znacznie prostszy. Mieli dwa tysiące trzynasty rok, a technologia coraz bardziej umożliwiała szybszy kontakt ze sobą.
    Serce mu się wręcz łamało gdy widział, wręcz ból w oczach swojej ukochanej. Dobrze widział przez te parę tygodni, które u niej spędził jaką radość sprawia jej malowanie dla innych. Prowadziła swój mały interes i ze wszystkiego się rozliczała w sposób uczciwy, a tu nagle doświadcza takiej starty.
    Ktoś mógłby powiedzieć, że rozpacza po jakieś stronie, jednak tutaj również chodziło o jej źródło zarobków. To przez tę witrynę zyskiwała nowych klientów, czy zlecenia, które przekładały się na jej pracę oraz wynagrodzenie, które zbierała. Pracowała tak od osiemnastego roku życia i widział, ile serca wkładała wprowadzenie strony i Instagrama. Robiła wszystko praktycznie sama jedynie, z rozliczania podatków sięgała po pomoc księgowej, jak sama wspominała, ona była humanistką, nie miała umysłu ścisłowca. Miała duszę artystki i naprawdę szkoda było mu patrzeć na jej smutek i wręcz rozpacz. Mimo że minęło kilka dni dopiero dziś mogli spokojnie razem zadzwonić do siebie a on sam dowiedział się od niej prawdy już kolejnego dnia gdy odkryła zniknięcie strony. Chciał przyjechać, ale kontrakt go wiązał na miejscu i musiał zostać.
    — Nie — powiedziała wręcz płaczliwym tonem.
    Ostatnie dni były dla niej istnym koszmarem i nie bała się tego powiedzieć w tak dramatyczny sposób. Mogła dla innych przesadzać, ale dla niej po części zrujnowała się jakaś cześć życia.
    Z chwilą gdy usunięto jej stronę, straciła pracę!
    Ten weekend miał być zupełnie inny. Miała go spędzić w towarzystwie swojego najbliższego przyjaciela. Mieli się odstresować, wyluzować i zrestartować się poświęcając uwagę jedynie sobie, a tak te parę dni oboje spędzili na siedzeniu w jej mieszkaniu, a Anthony wręcz nie odrywał się od komputera gdy ona z trudem przyjmowała myśl, że to się nie dzieje naprawdę.
    Wciąż nie mogła otrząsnąć się z szoku gdy który przeżyła gdy wchodząc na witrynę własnej strony, nic tam nie zastała. Nie było nawet linku, do niej przeglądarka wracała do poprzedniej strony, z jej kontem artystycznym było zupełnie to samo, wręcz nie mogła się zalogować na nie. Pisała do Pomocy jednak i oni nie mogli zweryfikować, co się stało i nie mogli w żaden sposób pomóc. Jasno dali do zrozumienia, że nie maczali w tym rąk, bo nie naruszyła regulamin strony i nie mieli powodu, by jej usuwać konta. Takim sposobem została w kropce. Liczyła w głębi duszy, że Anthony zdoła cokolwiek uratować, sam był zaszokowany, co się wydarzyło. Bo owszem doszedł do danych, które wskazywały, że strona jeszcze rano istniała, ale potem jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ona zniknęła. Zawsze najlepszym sposobem na dojście do takich rzeczy było namierzenie adresu IP komputera, z którego wykonano operacje jednak nawet i to nie było w stanie pomóc, bo Tony nie mógł nic takiego odnaleźć w sieci. Sam w sobotni wieczór doszedł do wniosku, że musiała być to robota kogoś, kto się znał na kodach, ktoś, kto siedział od lat w darknecie i gdy usłyszała jego sugestie, wręcz oblał ją zimny pot na myśl, że jakiś haker mógł jej tak po prostu usunąć stronę, pomimo że ona nie miała z nikim za tarczek w sieci. Nie rozumiała zupełnie, co tu się dzieje. Anthony siedział przez te kilka dni i starał się odwrócić proces, ale nic zupełnie mu się nie udało i to jemu facetowi, który na kodach czy komputerach znał się jak nie mało który student informatyki, czy programowania. Może i był samouczkiem i doszedł do wszystkiego sam, jednak od dziecka miał smykałkę i kochał bawić się przy starych komputerach a programowania się nauczył bardzo szybko ale jeśli nawet on nie mógł przywrócić strony. Sprawa wydawała się prosta jeśli nikt z Supportu nie mógł pomóc i sami byli zaskoczeni tym.
    — Nie — powtórzyła, zagryzając od wewnątrz policzek, starając się, z całej siły nie rozpłakać — Mój przyjaciel siedział nad tym cały weekend i nie mógł nawet znaleźć adresu strony.
    — A....
    — Ricardo, Tony od lat siedzi w programistce, może nie ma papierka, ale jest jednym z najlepszych informatyków. To samouczek, ale od dziecka miał smykałkę do takich rzeczy. Ufam mu i widziałam na własne oczy, jak starał się to przywrócić — pośpieszyła z wyjaśnieniem, nie chcąc, by Ricardo myślał, że jej przyjaciel nie zna się na tym co robi — Tutaj nawet najlepszy informatyk czy programista nie pomoże. Strona jakby spadła się pod ziemie z kontem artystycznym na Instagramie.
    — Pisałaś do Supportu?
    — Nic nie wiedzą! — rzuciła nieco ostrzej — Sami byli zaskoczeni tym zdarzeniem. Nie byli nawet w stanie pomóc, to na pewno nie oni usunęli mi konto, bo nie łamał regulaminu platformy.
    — Więc czyja to robota?
    Jego pytanie niespodziewanie zawisło w powietrzu, a ona zamilkła, bo nawet sama myśl nie chciała przepłynąć przez jej umysł a co dopiero z wypowiedzeniem tego na głos. Jednak w końcu mężczyzna zaczął się domyślać, co mogło się wydarzyć. Po chwili otworzył usta, a jego pytanie niespodziewanie zaczęło na niej ciążyć. Niby rzecz wręcz oczywista jednak ona czuła jego ciężar na swoich ramionach i to bolało i to strasznie jej ciążyło.
    — Haker?
    Niemal z trudem przełknęła ślinę, a pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Gdyby ktoś z boku spojrzał na nią i usłyszał czemu płacze pewnie, by ją zaczął wyśmiewać, że rozpacza po stracie jakieś strony, ale dla niej samej ta witryna była kilkuletnim rozwojem jej kariery, pracowaniem nad swoją małą marką promowanie swoich prac i tworzenie sztuki dla klientów i mało ją obchodziło, że ktoś odezwie się i uzna, że jako artystka sprzedała się, bo zarabia na swoich malunkach ale gdyby tak mówiono o każdych artystach, którzy muzyką, książkami czy właśnie sztuką chcą się utrzymać, bo jest to ich pasja, to należałoby to powiedzieć każdemu, kto osiągnął mniejszy czy większy pisarz, artysta czy muzyk, że zarabia na swojej kreatywności i pomysłowości i fantazji. Skoro dostała szansę od losu, to pragnęła ją wykorzystać. Zrobiła to, a teraz praca jej ostatnich lat została wywiana w eter i co najgorsze teraz nie mogła znajdywać nowych klientów ani udostępniać swoich prac i tak powinna zakładać wszystko od nowa, ale to bez znaczenia, że założy kolejne konto, ale tu chodziło ile serca i trudu i wysiłku włożyła w swoją stronę i Instagrama.
    I tak to było naprawdę zastanawiające, dlaczego jej witryna i konto artystyczne zniknęło, ale prywatne na Instagramie dalej istnieje i ma się całkiem dobrze to, ją również w pewien sposób zastanawiało i nie chciała spekulować, co tak naprawdę się dzieje, bo zupełnie nie miała pojęcia.
    Po pierwsze kto by chciał usuwać jej stronę, źródło zarobków. Owszem miała wroga, bo Clarka nienawidzi od lat zresztą ze wzajemnością i wielokrotnie jej powtarzał, że ją zniszczy, ale gdy bliżej się nad tym zastanowiła to, uważała, że takie zagrania to nie jest w stylu jego. On chwyta za grubszy kaliber, a nie usuwanie czyjeś strony zresztą gdyby chciał to zrobić, zrobiłby to znaczenie wcześniej, a nie teraz po latach od jego ostatniego pojawienia się, prócz niego nie miała żadnych innych wrogów.
    Owszem z Michaelem ostatnio nie miała zbyt dobrego kontaktu, ale przez za każdym razem starała się, być obojętna nie obrażać go w żaden sposób to raczej on był tym który wręcz był napastliwy i nie ustępliwy, ale czy naprawdę chciałby i byłby zdolny do tego, by usuwać jej stronę. Tak mógł czuć do niej żal, że go rzuciła, ale nie wydaje się jej, by posunął się do takiego kroku i zdecydował się pozbyć, jej strony z resztą sam się jej deklarował, że teraz kocha wyłącznie Taylor, a ona osobiście nie mieszała się w ich relacje, bo dla niej Mike to przeszłość. Chociaż zdawała sobie sprawę, że nie do końca uda jej się pozbyć go ze swojego życia to jednak tolerowała go, jednak to on był tą osobą roszczeniową, który więcej krzyczał i oburzał się na nią niż ona.
    Ona zdołała pogodzić się z rozstaniem i żyć swoim życiem a jego zachowanie zupełnie nie rozumiała i nie chciała się zastanawiać, bo po co miałaby myśleć o nim gdy była już w nowym związku z cudownym facetem. To jakiś czysty abszyt.
    Więc nawet jeśli on czuje do niej złość czy rozgoryczenie, raczej też nie byłoby w jego interesie robić takich perfidnych zagrań.
    — To tylko nasze spekulacje, że to robota kogoś z darknetu, ale niczego się nie dowiemy na chwilę obecną.
    — Zgłosiłaś to przynajmniej na policje?
    Zadrwiła wręcz pod nosem na ostatnią uwagę, lecz ta sugestia była dla niej osobiście absurdalnie śmieszna, bo co tak naprawdę policja miałaby zrobić gdyby nawet usłyszeli, z czym przychodzi, nie zajęliby się jej sprawą, a przez pewnie niektórych została wyśmiana, że przychodzi do nich wręcz z głupotą.
    — A uważasz, że by coś zrobili?
    Widziała, jak sam kręci lekko głową w zaprzeczaniu jakby sam zrozumiał jaką głupią wręcz sugestie podsunął jej. Bo dobrze zdawali sobie sprawę, że policja nie zajmuje się takim typem spraw.
    — Wyobraż sobie to, ja przychodzę mówię w czym tkwi problem a ci... zupełnie nic. — skomentowała.
    Popatrzyła między swoje nogi gdzie od dłuższej chwili spała jej ukochana Junka, a ona sama siedziała na łóżku, kładąc laptopa przed sobą. Zbliżał się powoli wieczór do miasta, a ona siedziała od około godziny i rozmawiała z Anthonym i musiała przyznać sama przed sobą, że ta rozmowa była jej potrzebna nawet jeśli rozmawiali przez kamerkę to jednak poczucie i świadomość tego, że ma w Ricardo wsparcie było dla niej bardzo budująca, chociaż. Dało się temu przeczyć, że ostatnie dni przeżyła istne załamanie nerwowe.
    Jednak rozmowa z ukochanym uspokoiła jej nieco skołatane myśli i emocje i chociaż dalej nie mogła sobie darować, że straciła stronę swoje źródło, zarobków a teraz będzie musiała utrzymywać się z oszczędności, zanim nie znajdzie nowej pracy, bo w tej chwili straciła zupełnie zapał do prowadzenia czegoś swojego. Będzie musiała się rozejrzeć i poszukać standardowej pracy. Jeszcze nie wiedziała, gdzie, ale musiała coś znaleźć i zacząć zarabiać na utrzymanie siebie i zwierzaków.
    Bo tak mogłaby usiąść, załamać ręce, rozpłakać się, jakie to życie jest niesprawiedliwe, że nie ma roboty ale jeśli będzie mieć takie podejście, to prędzej straci mieszkanie czy studia a najlepszym rozwiązaniem było poszukanie roboty i wzięcie się w garść, chociaż nadal pozostanie nie smak, że straciła coś, na co pracowała od lat. I tak nie przeczyła, że przeszła małe załamanie nerwowe, ale tak bardzo nie lubiła się podawać. Złamać ręce, rozpłakać się i nic nie robić. Rozmowa z Ricardo dała jej nową motywację i chęci, by ruszyć dalej.
    Straciła stronę, ale nie może się poddać. Nie zamierzała pokazać sobie i innym, że utrata witryty ją załamie i nic nie zrobi dalej. Lata życie w bidulu nie tylko nauczyły ją samodyscypliny, zaparcia oraz nabrała silniejszego hartu, ducha musząc sobie radzić w ostatnich latach, zanim Chester nie zabrał ją do Los Angeles przetrwania, bo tak tamto miejsce zupełnie niczego nie nauczyło. Ulica ją wychowała i umocniła ją, pomimo że miała zjazd gdy przybyła do Los Angeles, jednak znowu ta chęć powróciła.
    Jednak patrząc na swojego brata, widziała, że zupełnie jak ona miał w sobie samą chęć, zaparcia nie lubił się poddawać tak jak ona. Jeśli by odpuścił, nie trafiłaby do niego.
    — Masz racje — przyznał — To strasznie głupio brzmi! I co dalej zamierzasz?
    Westchnęła cicho delikatnie głaszcząc śpiącą Junkę i popatrzyła na ukochanego, mówiąc:
    — Na razie utrzymuje się z oszczędności, będę patrzyła na jakąś pracę.
    — Nie chcesz założyć na nowo strony?
    — Kochanie zrobiłabym to, jednak znowu potrzebowałabym miesięcy albo lat, by odzyskać, co straciłam. Dlatego wolę poszukać normalnej pracy może uda mi się złapać jako grafik w jakieś agencji reklamowej a jak nie uda się, to kasa w McDonaldzie czeka.
    — W sumie to też jakaś praca — stwierdził znacząco — Ale mam nadzieje, że uda się to jakoś wyjaśnić — dodał.
    Niespodziewanie ich rozmowę przerwało powiadomienie, które jej przyszło. Sięgnęła po telefon i spojrzała na ekran, gdzie zobaczyła wiadomość od Dragona, który pytał, czy będzie na treningu.
    — Kto to?
    — Dragon, chce bym, przyjechała na trening — powiedziała wpatrzona w ekran telefonu.
    — Idź! — się odezwał ponaglająco Ricardo.
    Momentalnie popatrzyła w jego kierunku, zaskoczona jego śmiałością jednak gdy tylko dostrzegł jej, spojrzenie dodał:
    — Bella przynajmniej się odstresujesz i wyluzujesz, a tak ciągle będziesz myśleć o tym. Idź i się dobrze baw. Jutro będziesz myśleć nad pracą.
    Przez moment zastanawiała się nad tym co powiedział i musiała przyznać mu racje. Siedząc w domu wiecznie myśli nad tym co się stało, ciągle zaparzają sobie tym myśli i nie daje wytchnienia, a tak może sobie pojeździ. Brakowało jej wyścigów. Ricardo miał racje, nie powinna siedzieć i się tym zadręczać a pojechać i spędzić czas ze znajomymi może tam na moment przestanie o tym myśleć.
    — Ja sam już muszę kończyć Señorita. Muszę dziś być wcześniej w pracy, bo jestem umówiony na kilka ważnych spotkań, w tym mamy zebranie ze wspólnikiem — powiedział spokojnie mężczyzna — Kochanie jedź, dobrze się baw, a potem będziemy razem myśleć, co masz robić.
    Mimowolnie czuła jak kąciki jej ust podrywają się do góry w czułym uśmiechu. Nie śmiała się wręcz od paru dni, odkąd odkryła usunięcie strony i naprawdę czuła się jakoś lżej i przede wszystkim spokojnie po tej rozmowie z ukochanym.
    Mówiłam, że cię kocham Señor? — spytała ze znaczącym uśmiechem.
    — No i taki uśmiech pragnąłem zobaczyć. — skomentował, widząc jej radość — Dziś jeszcze nie Bella.
    — Kocham cię cwaniaku.
    — Ja ciebie też Julio — odparł — Spadaj i zrób mi zdjęcie, jak się przebierzesz.
    Roześmiała się z chwilą gdy zamrugał do niej oczami i to w znaczący sposób. Po chwili połączenie zostało zakończone. Doskonale wiedziała, jak bardzo Ricardo kochał widok jej samej ubranej w czarne i skórę. Zamknęła klapę komputera jednym ruchem i ostrożnie wstała, tak by nie budzić Junki, która wręcz padła zmęczona po naprawdę długim spacerze, na jaki ją zabrała gdy wróciła z zajęć. Nawet nie ruszyła się gdy ona wstała. Od razu weszła do garderoby i pośpieszenie zrzucając ubrania, które miała na sobie, odnalazła w szafach swój standardowy ubiór na treningi, który jak zawsze składało się z czarnej bluzeczki na ramiączkach, skórzanej ramnoseki i z tego samego materiału spodnie, które opinały jej pośladki.
    Siedząc na jednej, z puf wsuwała na stopy kozaki, była prawie gotowa, pośpiesznie zaplotła włosy w grubego warkocza i po chwili stanęła przed lustrem. Chwytając telefon, zrobiła samej sobie zdjęcie i od razu wysłała go do ukochanego, o co ją prosił. Nie czekając na odpowiedź, od razu wyszła z pokoju, przechodząc przez sypialnie, zobaczyła, że Junka nadal śpi.
    Zeszła na dół po schodach i w salonie zobaczyła dobrze bawiące się koty. Po drzemce zawsze sobie dokazywały, co ją wręcz nie dziwiło. Nie chcąc im przeszkadzać podeszła do drzwi wyjściowych, zgarnęła jedynie klucze do mieszkania, kluczyki od motoru oraz dokumenty i wsunęła do kieszeni kurtki, którą zapięła i wyszła na korytarz.
    Zamknęła drzwi i od razu podeszła do win. Zjechała do podziemnego parkingu dla samochodów i podeszła do swojego motocykla. Wyjęła z bagażnika kask, który założyła niemal od razu i wsiadła na swojego ukochanego dwukołowca. Uśmiechnęła się wręcz pod nosem, wiedząc, że za pół godziny będzie się ścigać wraz z innymi na torze, odpocznie na moment od tego co się działo w jej życiu.
    Odpaliła silnik i ruszyła, z miejsca wyjechała z podziemnego piętra i wjeżdżając na rondo od razu, skierowała się w stronę wyjazdu. Będąc przy bramie, zatrzymała się, pozwalając wjechać samochodowi, który wjeżdżał na osiedle, a po chwili ruszyła znajomą sobie drogą.
    Jechała ulicami oświetlonego ulicznymi lampami miasta, wiele mieszkańców śpieszyło się do domów, inni jechali do sklepów. Nadal na drodze było pełno samochodów. Jednak podczas drogi zaczęło coś jej wyraźnie nie grać, początkowo starała się to ignorować, jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że z jej motocyklem jest coś nie tak. Zwłaszcza w chwilach gdy hamowała, on jakby nie chciał jej w ogóle, słuchać miał ogromne trudności, z zatrzymaniem się nie powinna zwracać na to uwagi i jechać dalej jednak nie potrafiła się tym nie zacząć przejmować, bo doskonale pamiętała, że ostatnio motocykl działał praktycznie bez szwanku, nie narzekała na nic a dbała o niego, to dlaczego nagle traciła kontrole nad nim głównie przy próbach zatrzymania się jakby, z hamulcami coś było nie tak.    
    Wjechała na poboczną drogę i pomimo że zawsze przyśpieszała, teraz widząc coraz więcej niepokojących symptomów, że z motorem dzieje się coś złego, wolała nie ryzykować. Musiała poprosić chłopaków gdy dojedzie, by zerknęli, co się dzieje.
    Następne sekundy działy się niczym w zwolnionym dla niej tempie!
    Niespodziewanie wpadła w kałuże wody, z której wyjechała, jednak następnej sekundzie dziewczyna straciła całkowite panowanie nad maszyną wręcz, z przerażeniem patrzyła, jak jedzie wprost na pobliskie drzewo, z które z ogromnym impetem uderzył dwukołowiec. Wystarczyły zaledwie sekundy, by ciało młodej dwudziestoparoletniej dziewczyny spadło ze ścigacza i przeturlało się po twardej ziemi, lecz ona nic już nie mogła pamiętać, z chwilą uderzeniem w pień drzewa straciła przytomność, jej wodne ciało przeturlało się po ziemi i upadło niemal w pobliskim rowie, a maszyna młodej artystki upadła po drugiej stronie drzewa wciąż zapalona, a opony wciąż się kręciło.
    Zdawało się, że nic nie mogło zapobiegnąć temu tragicznemu wypadkowi.
    A dziewczyna leżąca na krawędzi pobliskiego korytarza rowu leży praktycznie bez życia.
    Jej życie wisiało na włosku.

Saturday, November 16, 2024

IV 38 (P.1) — NAPAD HAKERA

    — To mi zrobiłeś niespodziankę — skomentowała gdy wychodziła z windy u boku swojego najbliższego przyjaciela.
    Od jej powrotu z Hiszpanii minął tydzień, który dla niej był niezwykle pracowity i pożerający wręcz jej cenny czas. Gdy tylko wróciła do miasta, rzuciła się w wir studiów oraz treningów, nawet nie skupiła się na pracy, bo priorytetem dla niej stały się studia oraz ćwiczenia, bo wkrótce mieli uczestniczyć w zawodach, a także wznowili chłopacy treningi po świątecznej przerwie. Jednak wkrótce musiała wrócić również do swojej pracy.
    Obecnie jednak była bardzo zaskoczona tak niespodziewaną wizytą jej najbliższego kolegi, wręcz jej przyszywanego brata, kompana i najbliższego przyjaciela, który towarzyszył jej ot tak wielu lat. Przyznaje, że w ostatnim czasie ich kontakt nieco zmalał, jednak oboje byli pochłonięci swoimi zajęciami, on pracą i tworzeniem biznesplanu na własnej firmy więc zaczął powoli działać odnośnie założenia własnej działalności i bardzo dobrze, bo uważała, że zasługuje na to, po tak wielu latach walki o coś swojego wreszcie mógł zająć się tym, co kocha i nie pracować już na czyjś koszt. Zebrał nieco więcej pieniędzy, by mieć na uruchomienie swojego małego przedsiębiorstwa a teraz zamierzał wcielić plan w życie. Zaczął realizować własne marzenia. Bardzo mu kibicowała, bo doskonale wiedziała, ile znaczy dla niego własna działalność, jak bardzo pragnął wręcz skupić się na pracy nad swoimi projektami. Doskonale widziała jak bardzo się stara ile wkłada serca w to co robił i zasługiwał na to, by w końcu, móc pokazać światu co ma do zaoferowania, a uważała, że strona, w którą idzie, jest przyszłością. Inwestowanie w nowe technologie to obecnie w tych czasach może przynieś mnóstwo pieniędzy i okazać się tym przysłowiowym strzałem w dziesiątkę a Tony celował w system operujący nowoczesnymi technologiami. Owszem było to jeszcze bardzo niedopracowane i potrzebował paru lat, by to rozwinąć, jednak gdy wiedziała, co tak naprawdę planuje, uważała, że ten system może okazać się w przyszłości fortuną, który przyniesie mu niezwykłą popularność. Obecnie wciąż wszystko dopracowywał, bo technologia rozwija się w prędkim tempie i chciał wszystko dostosować, zanim wypuści pierwszy produkt na rynek. Co się ceni. Nie chciał dawać niczego niesprawdzonego, co mogłoby okazać się bublem, a dobrze wiedziała, że jej przyjaciel nie chodzi na kompromisy i gdy przykłada się, do czegoś to wkłada całe swoje serce i umiejętności, jakie nabył.
    — Zaskoczyłem? — spytał z dozą rozbawienia w głosie i delikatnie szturchnął ją w bok.
    — Tak — przyznała.
    Sięgnęła do kieszeni po kartę magnetyczną, którą przyłożyła do zamka. Usłyszeli ten charakterystyczny klik, a blokada ustąpiła. Nacisnęła na klamkę i niemal gdy tylko pchnęła drzwi na spotkanie wręcz wybiegła jej Junka, która zaczęła wręcz biegać wokół jej stóp, merdając radośnie ogonem na jej widok i poszczekując.
    — Takiego szczęścia to ja nie widziałem u niej — skomentował z nutką wesołości Anthony, widząc radość psinki swojej przyjaciółki — Co jej obiecałaś?
    — Nic — odparła, kucając przy swojej psiej przyjaciółce, głaszcząc ją po grzbiecie.
    Nie umknęło jednak jej uwadze, że Tony wręcz wbił w nią swoje ciemne spojrzenie, wręcz miała wrażenie, jakby chciał prześwietlić jej umysł, bo nie do końca chciał jej uwierzyć, że rzeczywiście niczego nie obiecała swojej suce.
    — Ona przecież zawsze się tak cieszy na mój widok. Coś musiało ją podekscytować — skomentowała, prostując się i spoglądając na bliskiego kumpla — Co tak stoisz, wchodź — zachęciła go.
    Gestem dłoni zaprosiła go do środka, ona sama rzuciła swoją torebkę ze szkolnymi rzeczami w bok. Odrzuciła klucze na komodę z cichym westchnieniem, że wreszcie dobiegł końca, ten dość ciężki tydzień na uniwersytecie a jeszcze dziś wieczorem była umówiona na trening z ekipą. Jednak chyba z niego zrezygnuje, zwłaszcza że miała tak niespodziewanego gościa i naprawdę po tak długim czaseie gdy się nie widzieli, wolała, by spędzić ten czas właśnie z Anthonym, a odpuścić sobie ten jeden trening. Grupa ją zrozumie jeśli napisze, że coś jej ważniejszego wypadło. Nie chciała też zostawić Anthony'ego. Gdy przyjechał do niej, to wolała poświęcić mu swój czas, zwłaszcza że właśnie zaczął się dla wielu tak bardzo upragniony weekend w tym również i dla nich. Mieli dwa całe dni tylko i wyłącznie dla siebie, by nadrobić zaległości i nacieszyć się swoim wspólnym towarzystwem.
    — Jak w ogóle po Nowym Roku? — zagadnęła przyjaciela gdy tylko stanęła w progu kuchni.
    — Nudno — przyznał ze szczerością — Kumple z dziewczynami, przyjaciółka uciekła do Europy. A dziewczyny brak — odparł, opierając swoją dłoń na krawędzi kuchennego blatu.
    — To, co robiłeś? — spytała.
    Podeszła bliżej niego i spojrzała w ciemne oczy.
    — Nic — przyznał — Siedziałem z piwem i grałem co miałem robić?
    — Mogłeś iść do klubu — zauważyła.
    — By nawalone panienki się do mnie kleiły. Nie dzięki — ruchem dłoni podkreślił swoją sprzeciw.
    — Mam nadzieje, że przynajmniej ty się dobrze bawiłaś...
    Mimowolnie uśmiechnęła się na wspomnienie swojego wyjazdu do ukochanego i spędzeniu z nim tych dni oraz świąt w towarzystwie jego rodziny. Nie mogła powiedzieć, że się nudziła nawet jeśli spędziła Sylwester w mieszkaniu, wraz ze swoim facetem nie mogli oboje narzekać w żaden sposób na nudę. Z trudem powstrzymała uśmiech, który cisnął się jej na usta. Widziała jak Anthony, delikatnie przekrzywił głowę i spojrzał w jej kierunku w nieco podejrzliwy sposób.
    — Gdzie masz torbę z rzeczami, chyba niczego nie wynająłeś — natychmiast zmieniła temat, by uniknąć kłopotliwych pytań.
    — W samochodzie. Miałem szukać, ale...
    — Idź po nią! — niemal nakazała mu — Nie będziesz mi się po modelach włóczył gdy możesz zostać u mnie — powiedziała stanowczo — Zapomniałeś, że mam pokój gościnny, masz gdzie się wyspać, a nie będziesz płacić za nocleg. Jazda po walizkę a ja zrobię kawę. Wieczorem usiądziemy z czymś mocniejszym i pogadamy.
    — Jaka roszczeniowa — skomentował z lekkim uśmiechem — Ale już idę, nie chce ci podpaść...
    — Jeśli ty z jednym pokojem potrafisz zapewnić mi nocleg, to nie będę wredną przyjaciółką, która by się skazała na mieszkanie w jakimś hotelu, mając jeden pokój wolny.
    — Nigdy nie byłaś wkurwiająca. Jesteś dla mnie jak siostra, mała — powiedział z niezwykłą czułością w głosie.
    Nie dało się temu zaprzeczyć, że może i mieli momenty czy tygodnie, a nawet miesiąće gdy ten kontakt był słaby i dzieliły ich te kilometry, miedzy oba stanami jednak nie sprawiło to, że ani przez moment ich przyjaźń się zatarła. Była ona zbyt silna, by dzieląca ich droga mogła ją zniszczyć.
    Trwali przy swoim boku już od dziecka i nie było nawet perspektyw na to, by cokolwiek miało się zmienić. Kochali się jak rodzeństwo i tak się traktowali, mimo że nie byli w żaden sposób spokrewnieni jednak bliskość, wsparcie, pomoc czy zrozumienie w ciężkich chwilach sprawiło, że ta więź między nimi stała się niemal nierozerwalną. Nie pozwoliłaby nigdy by żaden jej związek czy znajomość sprawiła, że miałaby stracić Tony'ego. Kochała go jak brata i osoby, które bliższej ją poznawały czy wchodziły w nią w interakcje, musiały to zaakceptować. Tak traktowała Anthony'ego jak rodzinę, mimo że to Chester był jej biologicznym bratem, ale tak Brown był dla niej tak samo istotny jak starszy Bennington i tak z jednym była spokrewniona przez więzy krwi, ale z drugim była związana przez przeżycia z tego samego domu dziecka oraz ten czas, który razem spędzili, wręcz lata, które ze sobą byli.
    To było coś cudownego. Bo zawsze gdy jej świat się walił, czy potrzebowała pomocy, czy wsparcia, czy samej chęci wygadania się na Anthony'ego mogła zawsze i wszędzie liczyć. Potrafił porzucić swoje sprawy, by jej pomóc i na odwrót. A wszystko zaczęło się od małego incydentu, w którym ośmioletnia ona pomogła dwunastolatkowi uporać się z chuliganami i tak rozpoczęła się ich trwająca do teraz przyjaźń.
    Jeśli mogła powiedzieć wprost, co jej w życiu najlepiej wyszło, to śmiało mogła powiedzieć, że to znajomość z Anthony'm. Bo nieważne czy burza, czy słońce zawsze jeden trwał przy drugim i to nazywa się przyjaźń na dobre i złe. Nawet wtedy gdy miała naprawdę ciężkie parę dni po rozstaniu z Shinodą. Anthony nie zważając na nic, przyjechał do Los Angeles, by być przy niej, pocieszyć ją i pomóc i tak uważała, że Anthony to najcudowniejszy człowiek, jakiego spotkała. Owszem miała oddane przyjaciółki ale jeśli miałaby powiedzieć szczerze to Anthony, zawsze będzie tym pierwszym, który o wszystkim będzie wiedział jako pierwszy. Kocha swoją grupkę dziewczyn jednak Anthony zawsze będzie tym pierwszym przed nimi i one to wiedzą i absolutnie nie mają o to pretensji, zwłaszcza że powiedziała im, gdzie się poznali i w jakich warunkach i że traktuje go jak brata, a nie przyjaciela więc tak formalnie miała dwóch braci oficjalnie i w dokumentach jednego.
    — Zmiataj po rzeczy! — powiedziała po dłuższej chwili ciszy — Zrobię kawę, potem przygotuje ci pokój.
    Nie musiała prosić po raz kolejny o to. W jednej chwili zobaczyła, jak przyjaciel szybkim krokiem wychodzi z kuchni, a tuż po chwili usłyszała trzask zamykających się drzwi, a ona wykorzystała moment i włączyła ekspres. Widząc stojącą na progu kuchni Junkę uśmiechnęła się czule.
    — Dostaniesz jedzonko i wyjdziemy pod wieczór na spacer — powiedziała z czułością.
    Sięgnęła do szafki po jedzenie dla swojej małej psinki jak i futrzaków, zanim je nałożyła, obmyła im miseczkę i nałożyła karmę, po czym odłożyła je do ich konta i wymieniła im wodę do picia. Gdy będąc już pewną, że zadbała o swoje futrzaki, wróciła do włączonego już ekspresu i nucąc cicho coś pod nosem, zaczęła szykować napój bogów dla siebie i przyjaciela.
    W momencie gdy schodziła do salonu, trzymając w dłoniach szklanki, z chłodną kawą usłyszała ponownie dźwięk otwierających się drzwi i nawet się nie odwracała, bo doskonale wiedziała, kto przyszedł. Odkładając szkło na stolik, zobaczyła jak Walter, przeciąga się na kanapie, zapewne został wybudzony, z południowej drzemki widząc ją, zamiauczał głośno:
    — Chyba wiesz, gdzie masz jedzenie — stwierdziła do kota.
    Patrzyła, jak czarny kociak zeskakuje z kanapy, wyprostowała się i odwracając się przez ramię, zobaczyła schodzącego ze schodów Tony'ego, który od razu porzucił sportową torbę tuż przy nich i spojrzał na nią.
    — Właśnie miałem pytać — odezwał się, podchodząc do niej — Shinoda dalej cię dręczy?
    Opadł na wygodną kanapę, zabierając jedną ze szklanek z mrożonym napojem.
    — Od urodzin Brada praktycznie go nie widziałam i nie wiem co się z nim dzieje — przyznała szczerze.
    To prawda zupełnie nic nie wiedziała o swoim byłym i szczerze nawet się nim nie interesowała. Chester sam nic jej nie mówił. Rozumiał jej podejście, nie chcąc słyszeć o nim i nie zadręczał ją rozmowami o jego byłym, co bardzo ceniła. Odcięła się od Michaela w chwili gdy z nim zerwała. Owszem dowiedziała się od brata o jego ślubie i miała tę nieprzyjemność spotkać go parę razy już w ubiegłym roku i to spotkanie nie należały wcale do przyjemnych, jednak nie przejmowała się nim. Miał swoje życie ona obecnie również. Nie żyła dawnym związkiem i swoim poprzednim partnerem skupiała się na nowym rozdziale we własnym życiu.
    — Nie nawiązywał się? — spytał, nieco bardziej drążąc temat.
    Pokręciła przecząco głową i sama wzięła kawę i usiadła obok niego. Ten jeden moment wystarczył, by Cindy wskoczyła jej na kolana i zwinęła się w kłębek.
    — Szczerze to miałam lepsze rzeczy do roboty niż się przejmowanie byłym. Zerwałam to, z nim skończyłam, po co sobie nim zaprzątać głowę. Gnojem, na którego zmarnowałam tyle lat.
    — Jak go spotkam, to ubije mu ten...
    — Tony nie ma sensu — powiedziała dosyć uspokajającym tonem — Chcesz naprawdę marnować energię i siły, na jakiego pajca?
    — Może i jest gnojem, ale cię skrzywdził!
    — Nie przeczę, ale naprawdę uważał, że obecnie jego zachowanie jest po niżej godności a wracanie do tego co było. Zaczęłam wszystko od nowa Tony — przyznała szczerze — Tak szczerze to on bardziej pokazuje to, że nie pogodził się, że go rzuciłam niż ja tym, że jestem... wolna — przezeń moment zawahała się, mówiąc to.
    Liczyła na to, że Tony nie zwróci na to uwagi, jednak on zauważył jej moment się zawahania i spojrzał wręcz w tej samej chwili na nią, niemal przeszył ją na wskroś spojrzeniem swoich ciemnych oczu.
    — Mała, czy ja o czymś nie wiem?
    — Niby o czym? — spytała niewzruszona.
    — Masz kogoś na oku? — spytał podejrzliwe.
    Pokręciła przecząco głową, bo na razie nie chciała mówić nikomu o tym, że tak była z kimś związana od miesiąca. Jak na chwilę obecną zachowywała to w tajemnicy i przyjdzie czas i zdecyduje się powiedzieć, to zrobi na razie, wolała siedzieć cicho. Nawet jeśli był to Anthony to, ta jedna tajemnica pozostanie jej słodkim sekretem na jakiś czas.
    — Jasne mam, studia, naukę i treningi — skwitowała nieco kąśliwie.
    Przez moment spoglądał w jej kierunku i przyglądał się jej z uwagą, jednak ona zupełnie obojętna upięła łyk swojej kawy niewzruszona niczym nawet tą podejrzliwością w oczach przyjaciela.
    Nagle rozbrzmiało powiadomienie z telefonu Anthony'ego, który zerknął na wyświetlacz i przeczytał wiadomość z uwagą. Widziała, jak nieco rozszerzyły mu się oczy, jakby się czegoś ważnego dowiedział wkrótce, jednak miała dowiedzieć, co go tak bardzo zaintrygowało.
    — Mała mogę skorzystać z twojego laptopa. Muszę, sprawdź e-maila...
    — Sprawdzaj, laptop jest na komodzie pod telewizorem.
    Nie miała powód mu odmawiać. Przecież to normalne, że nie miał dostępu do sieci i potrzebował na szybko coś sprawdzić nie będzie mu odmawiać tego. Śledziła każdy jego krok gdy podszedł do zawieszonego na ścianie telewizora, pochylił się, biorąc jej MacBook. Wrócił do niej i ponownie usiadł na swoim starym miejscu. Otwierając komputer, dopiero wtedy dostrzegła ekran komputera i... tapetę, o której zapomniała.
    Wystarczyła chwila by uderzyła się ręką o czoło w tym samym momencie gdy Anthony spojrzał w jej kierunku gdy tylko zobaczył zdjęcie, które miała ustawioną jako tapetę. Zupełnie zapomniała o tym, że to zrobiła. Przekonana o tym, że wciąż była systemowa, wyleciało jej z głowy, że dwa dni temu ją zmieniała, ustawiając siebie i Ricardo było to dość osobiste zdjęcie, gdzie siedzieli wręcz przytuleni do siebie na plaży w San Sebastian, a Ricardo próbował skraść jej całusa.
    — Spowiadaj się mała! — wręcz rozkazał.
    Westchnęła głośno, odkładając szklankę z kawą na stolik i przez moment patrzyła na telewizor, jednak wkrótce spojrzała na przyjaciela, który wywiercał jej wręcz dziurę w głowie. Teraz już nie wymiga się z tego. Musiała mu powiedzieć prawdę, bo kłamstwa nie zdadzą już swojej roli.
    — Dobra, przyznaje, zataiłam jedną rzecz przed tobą — zaczęła spokojnie — Tak od miesiąca spotykam się z nowym facetem.
    — Czemu mi nic nie powiedziałaś? — odezwał się z pretensją w głosie — Mała...
    — Daj mi skończyć! — powiedziała bardziej stanowczo — Tak mam faceta, ale nikt o tym nie wie!
    — Jak się nazywa, kim jest...?
    — Tony zwolnij! — upomniała go — Ma na imię Ricardo, jest dwa lata starszy ode mnie. Poznałam go na wakacjach w Hiszpanii. Jest biznesmenem i początkującym maklerem giełdowym. Poznałam go przez zawody, w jakich brałam udział, ale tak naprawdę to nie nasze pierwsze spotkanie.
    — Co masz na myśli?
    — Pamiętasz pewnie jak przeniosłam się do Shinody? — widziała, jak przytakuje głową — Wystawiłam to mieszkanie na sprzedaż, ale mieliśmy te problemy, ja wróciłam tutaj, a w tym czasie przyjechał on. Chciał kupić ode mnie mieszkanie, ale musiałam mu odmówić. Potem zupełnie o tym zapomniałam i zobaczyliśmy się znowu na tych zawodach i szczerze nie poznałam go, początkowo potem poszliśmy do klubu i...
    — Do łóżka — stwierdził z lekkim uśmieszkiem.
    — Dopiero dzień później przypomniałam sobie tego klienta na moje mieszkanie i zrozumiałam, że to on. Przez cały urlop spotykałam się z nim, dla niego przedłużyłam swój pobyt w Hiszpanii...
    — Widzę, że naprawdę to coś poważnego.
    Nie zamierzała, jednak wspominać mu na temat Courtney to pozostaje tajemnicą jej oraz dwojga dawnych kochanków. Chociaż Tony'emu tak jak Chesterowi przyznała się, że jest biseksualna, to jednak nie zamierzała ujawniać takiego pikanego szczegółu ze swojego życia nawet swojemu najbliższemu przyjacielowi.
    — Ricardo jest cudowny...
    — Nie odlatuj mała — zaśmiał się widząc jej nieco nieodległy wzrok gdy sama przywiodła w pamięci swojego ukochanego — Teraz rozumiem czemu nie przejmujesz się Shinodą. Jest ktoś nowy.
    — Co mogę powiedzieć? — odezwała się — Nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, ale chyba ona istnieje — dodała z trudem, powstrzymując rumieńce, które chciały wykwitnąć na jej policzkach.
    — Muszę go koniecznie poznać!
    — Na razie nie obiecuje, bo nie wiem kiedy się znowu zobaczymy, ale gdy przyleci do Stanów, na pewno go poznasz — zapewniła go.
    — A Chester wie?
    Pokręciła przecząco głową, bo co miała powiedzieć. Jej brat może miał okazje zobaczyć Ricardo, ale wmówiła mu, że to tylko kumpel nie wspomniała mu na temat tego, że to jej nowy facet, bo tego nie chciała. Ale widziała, że wcześniej czy później będzie musiała mu to powiedzieć.
    Zapadłą chwilą milczenia, którą Anthony wykorzystał i wrócił ponownie spojrzeniem do komputera, oczywiście ona rano nie wyłączyła komputera i zobaczył, jak ponownie otwiera przeglądarkę, niby nic nadzwyczajnego jednak doskonale pamiętała ze rano jedynie przymknęła klapę laptopa, która zostawiła na swojej stronie i powinna się włączyć automatycznie jednak gdy patrzyła, na główną stronę coś zaczęło jej nie grać. Jednak pozwoliła przyjacielowi zalogować się na swoją pocztę i sprawdzić jednak nie dawało jej spokoju ta sytuacja. Powinna się nie przejmować, bo mogło ją po prostu, wywalić ze strony jednak coś ją zaczęło niepokoić. Słyszała z tyłu głowy taki głosik, który z każdą chwilą stawał się natarczywy. A dziwne przeczucie i wręcz przekonanie coraz bardziej nie dawała jej spokoju i to ją martwiło.
    Odruchowo sięgnęła po telefon, który porzuciła na kanapie i od razu weszła w przeglądarkę, wpisując adres swojej strony, nic jej nie wyskoczyło. Była wręcz pewna, że pomyliła zwyczajnie coś w adresie, zajrzała do zakładek i przez nie chciała wejść na stronę jednak gdy to zrobiła, nie przekierowało ją na własną stron. Niemal czuła jak oblewa ją zimny pot, próbowała jeszcze parę razy, ale nic się nie stało.
    — Julio? — usłyszała tuż przy sobie strapiony głos przyjaciela — Stało się coś?
    Lecz ona go nie słuchała wręcz w panice, weszła na Instagram, wiedząc, że ma w opisie link do swojej strony i może się jej uda wejść jednak jakie było jej zdziwienie gdy nie zobaczyła swojego, konta artystycznego. Wylogowała się wręcz z głównego i przelogowała na adres biznesowo, chcąc wejść na portal społecznościowy, ale nic pojawił się komunikat, że strona nie istnieje.
    — Julio...?
    — Wejdź na moją stronę! — odezwała się już nieco spanikowana.
    — Co...
    — Wejdź na laptopie na moją stronę — rzekła bardziej stanowczo, jednak wciąż czuła wręcz nieprzyjemny dreszcz.
    Nie chciała niepotrzebnie panikować, jednak ta sytuacja jej się wręcz nie podobała. Dlaczego nie wyświetlało jej strony, czemu nie mogła wejść na swojego Instagram? To zupełnie jej się nie podobało. Starając się zachować, spokój usiadła bliżej przyjaciela, który bez słowa wpisał adres jej strony, ale zupełnie jak na telefonie nie pojawił nawet link do niej. Patrzyła, jak próbuje wejść przez zakładki, jednak nic zupełnie się nie stało to tak, jakby strona praktycznie nie istniała! To było wręcz niemożliwe, bo pamiętała, że rano jeszcze na stronie była, bo wstawiała nowe prace na niej.
    — Strona zniknęła — powiedział z powagą Anthony, wręcz chwycił laptop i położył sobie na kolanach, próbując po raz kolejny wejść na stronę, lecz bez żadnego skutku.
    — Instagrama też mi nie pokazuje — odezwała się już z wyczuwalną paniką w głosie.
    Poderwała się nerwowo z siedzenia i przeszła niespokojnie po pokoju zapatrzona w telefon i próbując bezskutecznie wejść na swoje konto na Instagramie, jednak z marnym skutkiem.
    — Mała uspokój się! To musi być jakiś błąd! Zajmie się tym — powiedział spokojnie, lecz na tyle stanowczo by ją uspokoić.
    Lecz ona nie mogła się uspokoić gdy po raz kolejny i kolejny próbowała bezskutecznie zalogować się na konto, niemal zaczęła czuć, jak w kącikach jej oczu zbierają się jej łzy. Nie chciała panikować, ale to było silniejsze od niej. Ta strona to tak naprawdę cała jej praca ona z niej zarabia to przez nią i Instagram klienci ją znajdują a teraz gdy nie mogła wręcz się zalogować, czuła istną panikę i nie mogła tego tak po prostu opanować.
    — Przecież rano to jeszcze działało...? — odezwała się niemal z płaczem — Jak to możliwe...
    — Julio... uspokój się! Usiądź, to na pewno błąd!
    — W takim razie czemu mój prywatny Instagram nadal działa, lecz ten artystyczny nie? — zadała tak dręczące ją pytanie.
    Widziała, jak mężczyzna odkłada komputer na bok i podszedł w jej kierunku, czuła jak kładzie dłonie na jej ramionach, ona niemal z oczami pełnymi łez spojrzała na niego.
    — Pomogę ci to odzyskać! Nie panikuj, mówię ci, że to pewnie jakiś błąd i odzyskamy to razem — powiedział ze stanowczością w głosie, lecz w tej samej chwili ją objął i zaprowadził ponownie na kanapę i kazał usiąść.
    Zabrał z jej dłoni telefon i odłożył, a sam usiadł obok niej i zabrał komputer.
    Nie tak mieli spędzić to popołudnie.

Nie była świadoma, jak bardzo jeszcze jej życie się posypie.

Sunday, November 10, 2024

IV 37 (P.1) — FAMILIA ARMANDO

    Stanęła przed jednym z ogromnych luster blask zapalonych świateł ledowych padał na nią gdy przyjrzała się swojemu odbiciu w tafli krzywego zwierciadła, próbując na wszelkie sposoby pozbyć się uczucia niepokoju, stresu czy samej tremy która jej towaszyła od samego rana. Czuła się jakby zaraz miała wyjść na scenę a wiele par oczu miało być skierowane na nią i to ją wręcz przytłaczało. Nie lubiła być w centrum uwagi, nie licząc zaufanego grona bliskich czy znajomych nie znosiła wystąpywać i tak może to dziwne porównanie do tego że za godzinę miała poznać rodzinę swojego ukochanego z którym jest od praktycznie początku miesiąca ale nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Inaczej traktuje się poznanie bliskich ukochanej osoby gdy się te naście lat a inaczej gdy jest się osobą dorosłą bo wtedy już na takie związku spogląda się w dość poważny sposób.
    Często rodzice widząc w przyszłych partnerkach czy partnerach swoich dzieci ich podęcjale drugie połówki na całe życie. Sytuacja była bardzo odmiena od tego w jaki sposób poznała rodziców swojego poprzedniego faceta więc nie była to taka tradycyjna forma gdzie jest sie zaproszonym na kolacje dlatego jej niepokój potęgował stres który w niej siedział. Przyleciała wraz z Ricardo do Hiszpanii dwa dni temu i już w Stanach kupiła małe upominki dla jego rodziny mimo że sam wspomniał nie musiała tego robić. Jednak nie zamierzała i nawet nie chciala pójść z pustymi rękami.
    Bała się tego wieczoru. Zwłaszcza że była to kolacja wigilijna. Jednak Ricardo wspomniał że to tylko kolacja w gronie najbliśzych, on jak i reszta jego rodziny nie wyznawali żadnej wiary i nie traktowali tego jako obrząek religijny ale jedynie czas spędzony z bliskimi. Ona sama od dziecka nie wierrzyła nic nie była wychowywana w żadnej religii bo tego nie chciała. Zawsze potwarzała ze wierzy w dokonania naukowe a nie w Boga stworzonego na podstawie legend i ksiązek świętych. Nie zabraniała wierzyc ale ona po prostu nie uznawala zadnej religii była ateistką.
    Wyglądziła wręcz nerwowym ruchem garsonkę którą miała na sobie. Zlustrowała siebie spojrzeniem swoich bladoniebieskich tęczówek z uwagą patrząc na siebie. Wybrała bardziej skromniejszy strój na tą kolacje. Szalejąć nad przedświątecznych zakupach znalazła ten komplet czerwonowbordowej garsonki wraz z spodniami i oczywiście bluzeczką w tym samym kolorze. Gdy ją przymierzyła nie mogła jej po prostu nie kupic zwłaszcza że wręcz idealnie na nia pasowała i od razu pomyślała o dzisiejszym dniu. Swoje długie brązowe lekko kręcowe włosy puściła swobodnie wzdłuż ramion dolązyła naprawdę delikatną biżuterie do tego a na st6opy zalożyla czarne pantofelki na wysokim obcasie. Było elegancko kobieco lecz nie wyzywająco i skromnie. Chociaż i tak obawiała się że zostanie dość negatywnie odebrana.
    Stresowała się i chociaż starała się to ukryć to było po niej widać ten niepokój który w niej tkwił. Ricardo wręcz ją zapewnił że wszystko pójdzie po ich myśli i jego rodzice na pewno ją zaakceptują jednak nadal siedziało jej z tyłu glowy że praktycznie po czterach miesiacach ich syn przychodzi z nową dziewczyną a zaledwie przed kilkoma miesiącami rozstał się z poprzednią wieloletnią partnerką. Obawiła się jak zostanie odebrana. Przez jej głowę przechodziły różne myśli nawet te najgorsze i jak miała nie pochamować niepokoju skoro wiele dość negatywnych mysli nawiedzało jej umysl.
    — Znowu o tym myślisz Señorita?
    Drgnęła wystraszona czując nagły dość czuły dotyk dłoni swojego faceta a chwile potem wręcz przytulił się do jej pleców wtulając twarz w jej obojczyk i całując ją po szyji mimowolnie rozlużniła swoje ramiona a z pomiędzy jej ust wydobyło się ciche westchnienie ulgi.
    — Łatwo ci mówić, boje się — wyznała wręcz wyrzucając z siebie te niepokojące myśli.
    Widziała w odbiciu lustra jak opiera swoją brodę na jej ramieniu i popatrzył przed siebie.
    — Mówiłem ci, że moi rodzice cię zaakceptują — zapewniał.
    — To i tak mnie nie uspokaja — rzuciła kąśliwie.
    Nie odpowiedział od razu jednak tak naprawdę ona nie wiedziała że to jego matka wyszła z tą propozycją spotkania bo przed kilkoma tygodniami sam przyznał że spotyka się z dziewczyną a jego rodzicielka zapragnęła ją poznać. Mógł zrozumieć jej obawy w końcu nie byli ze sobą nawet kilku miesięcy a rzuca ją na głęboką wodę w które zaproponował jej by poznała jego rodzinę. Jednak tak naprawdę nie miała pojęcia o tym, że to była sugestia jego mamy. Tak naprawdę od lat nikogo nie miał co nieco martwiło już jego rodziców a w chwili gdy napomknął o pewnej dziewczynie która zawirowała mu w głowie oboje byli wręcz bardziej niż zaintrygowani tym kto w końcu poskromić wiecznego kawalera jak wciąż mówiła o nim jego starsza siostra.
    Nikt jednak nie miał pojęcia o tym, że od lat sypiał z Courtney jednak w momencie gdy zrozumiał w końcu swoje uczucia do amerykanki, z którą doskonale się bawił podczas jej wakacji wzajemnie uznali że to koniec ich wspólnej przygody mimo że nadal pozostali przyjaciółmi to jednak już ze sobą nie sypiali.
    Nigdy specjalnie nie byli osobami roszczeniowymi, pomimo swojej pozycji nie byli ludżmi wymagającymi. Co zdarza się w wielu takich rodzinach nie przelewali swoich ambicji na swoje dzieci, uczyli ich zaradności i jak poradzić sobie w życiu. Dali im swobodną rękę w jakim kierunku mogli by pójść. Potrafił jednak zrozumieć niepokój czy stres swojej ukochanej bo zgadzał się z nią ich związek był wręcz pełen chaosu i praktycznie tak dobrze się nie poznali a byli już ze sobą jednak ani przez moment nie pomyślał by pożałować tego co zrobił. Kochał tą dziewczynę i mimo że inni mogli patrzeć na ich relacje z przymuszeniem oka czy kręcić nosem i mówić że nie powinni, ale to nie było ich życie tylko jego oraz Julii. Robili to co im serce dyktowało a przecież nie myśleli nawet o ślubie czy poważniejszym życiu na chwile obecną, byli młodzi i jedynie co pragnęli prócz spełniać się zawodowo to się bawić. Przyjdzie czas by odrzucić szaleństwo w bok i pomyśleć o stabilizacji jednak na razie byli młodzi i wykorzystywali to co daje im życie, brali garściami to co im los darował.
    — Wcześniej czy póżniej i tak doszłoby do tego spotkania więc lepiej teraz niż za parę miesięcy.
    — Wiem — westchnęła cicho — Ale czuje dziwny niepokój — przyznała ze szczerością — Czy oni w ogóle wiedzieli o twoim romansie z Courtney? — zapytała.
    Mimowolnie odwróciła się w jego stronę, patrząc zaciekawiona na niego. Momentalnie zobaczyła jak kręci delikatnie głową w zaprzeczeniu.
    — Prócz ciebie nikt o tym nie wiedział — przyznał szczerze — Jednak nie masz powodu do zmartwień. Oboje podjęliśmy decyzje że z tym kończymy.
    — Powiedziałaś jej?
    Nie odpowiedział od razu, jednak zobaczył że ucieka wzrokiem od niej jakby nie do końca chciał odpowiedzieć na to pytanie:
    — I tak by się to wydało — stwierdziła rozbawiona — Nie masz powodu do zmartwień Ricardo. Jak sami przyznaliście to było wasze życie i nie mam absolutnie prawa mieć o to pretensji — rzuciła.
    — Ale nie da się ukryć że mieliśmy zajebistą zabawę przyznasz — uśmiechnął się do niej w dosyć dla siebie charaktersytczny sposób.
    — Owszem Dobrze się z wami bawiłam co będę kłamać, ale dużo lepsza zabawa jest z tobą — mruknęła z nieco zadziornym uśmieszkiem.
    — Nie kuś Señorita — zamruczał niezwykle zmysłowym głosem.
    Roześmiała się niezwykle kusząco, jednak nie zamierzała go bardziej prowokować zresztą i tak musieli już zacząć się zbierać. Za godzinę mieli być u jego rodziców i w końcu nieco opanowała swoje skołatane myśli oraz emocje ktore w niej szalały i po raz ostatni wzięła głębszy oddech, jednocześnie uspokając swój umysł. Mimo że nadal z tyłu głowy siedziała jej ta ponura myśl że może być żle, że jego rodzice ją zbyt dobrze nie odbiorą, to już nie mogła się z tego wycofać. Przyznać musiała że obecnie jej życie jest istnym szaleństwem jednak nie myślała w ten negatywny sposób, a raczej w tym dobrym odbierze. Po części swój związek z Ricardo może porównać do swojej relacji z Justinem gdzie po kilku tygodniach paru miesiącach się z nim związała teraz było zupełnie tak samo. I nie wiedziała czy ten związek przetrwa jednak cieszyła się życiem. I co ważne nie zamierzała wspominać Ricardo o swojej przeszłości z Clarkiem pozostaiwnie go w słodkiej niewiedzy mu pomoże nie tylko jemu a jej gdy nie zdradzi że z kimś jest a pamiętała jak skończyło się gdy ten skurwysyn dowiedział się o Mike praktycznie go pobił nie chciała ponownie do tego dopuścić. By facet z przeszłości niszczył jej kolejnego chłopaka. Nie pozwoli na to dlatego zachowanie tajemnicy będzie najlepszym rozwiązaniem w jej dość batowej sytuacji.
    Nie zapomni o tym złamasie póki chodzi na wolności będzie wciąż mieć z tyłu głowy że on nie siedzi za kratami więzienych krat i gnieje tam a chodzi wolno i zagraża jej życiu. Woli by byli utwierdzeni w przekonaniu że jest zupełnie wolna wtedy nie będzie się martwić że demon jej przeszłości dopadnie jej ukochanego.
    Będąc nieco zamyśloną nawet nie dostrzegła gdy Ricardo odsunął się od niej i zaczął zbierać prezenty które stały w rogu garderoby. Ona sama sięgnęła po torebkę leżącą na jednej z puf ciemna wręcz klasyczna kopertówka w której schowała najpotrzebniejsze rzeczy. Podeszła do niego i sięgnęła po kilka kolorowych pakunków.
    — Nie musisz...
    — Ricardo to nie waży kilka kilo. Pomogę ci — zapewniła go.
    Widziała jedynie jak patrzy na nią przez moment jednak dostrzegła delikatny uśmiech który skradł się na jego ustach. Miał ogromne szczęście że jak i Courtney tak i Julia były dziewczętami które nie bały się niczego. Nie były tymi przysłowiowymi księżniczkami które wymagają od partnera a same nie wiele robią jedynie co wydają ich cięzko zarobione pieniądzie. Obie z nich mają pasje z której się utrzymują są zaradne i zawsze wyznawały zasadę związku partnerskiego. Nawet fakt że Julia dowiedziała się że prowadzi firmę i pragnie udzielać się na giełdzie nie zmieniło to jej w zarozumiałą i zaptrzoną w pieniądz dziewczynę nadal była taka sama która również ciężko pracowała. Będąc z nią w Stanach widział jak wiele wysiłków i wyrzeczeń i czasu poświęca by namalować obrazy dla swoich klientów. Byla pracowita i to bardzo cenił. Tak mógł ją wręcz rozpieszczać podarunkami ale dla nich obojga liczyło się uczucie, to jak bardzo się kochają i ważne ze traktowali swój związek jak relacje partnerską i żaden z nich nie był górą.
    Weszli na dolne piętro apartamentu i od razu podeszła do kuchni gdzie na blacie zostawiła już zapakowane ciasto, które robiła dziś rano. Chociaż Ricardo zapewniał że nie musi nic robić czy nawet nie musiała kupywać tych upominków, to jednak jak wspominała nie chciała pójść z pustą ręką. Może po części chciała się dobrze zaprezentować i nie chciała iść tak bez niczego nawet jeśli kupiła jakieś drobne upominki. Tak naprawdę uwielbiała piec więc sprawiło jej to tylko przyjemność upiecznie jednego ciasta, bo lubi sprawiać przyjemność innym nawet jeśli to są drobiazgi. Nawet nic nie znaczące szczegóły drugą osobę mogą uszczęśliwić.
    Chwyciła blaszkę z ciastem, odwróciła się w momencie gdy stanął za nią młody mężczyzna który już wyciągał w jej stronę ręce by zabrać od niej pakunek.
    — Po prostu otwórz drzwi — uprzedziła go.
    — Mówiłem ci nie musiałaś nic piec. Moja mama i siostra uwielbiając siedzieć w kuchni przed świętami i gotować.
    — Wiem skarbie, ale nic nie poradzę — odparła niewzruszona — Ale co rok zawsze coś piekę a że nadarzyła się okazja to czemu miałam niczego nie upiec. Bardziej wolę zrobić jakieś ciasto lub torcik, upiec jakieś słodkości, niż gotować. Nie mówię że nic nie umiem gotować bo nie dałam bym radę jechać ciagle na fastfoodach a staram się dbać o zdrowe odżywienie, ale gdy mam siedzieć w kuchni wolę się spełniać w roli cukiernika niż kucharza.
    — Przyznać trzeba, że masz rękę do tego. Te twoje ciasta są Oskara wartę.
    Roześmiała się w głos, jednak naprawdę lubiła słuchać od innych że smakują im jej wypieki do których wkładała całe swoje serce. Uwielbiała to robić, niekonicznie gotować jak już to bardzo szybkie w miarę zdrowe żarcie które lubiła albo makarony a przepadła wręcz za włoską kuchnią i pomijając pizze bo ta kuchnia ma wiele znakomitych potraw ale się nie ograniczała, lubiła próbować nowych rzeczy chociaż owoce morz jej po prostu nie smakowały. Są koneserzy ryb ona nie koniecznie do nich należała. Każdy ma gusta czy guściki i to było normalne. Tak jak ona uwielbiała włoską kuchnie, to ktoś inny może lubić kuchnie orinetalną i to było normalne.
    Wyszła na korytarz, zatrzymała się jednak pozwalając Ricardo zamknąć na spokojnie mieszkanie, przeszli przez korytarz i podeszli do wind. Po wciśnięciu guzika ona otworzyła się i kilka chwil potem zjechali na dół. Wyszli przed apartamentowiec podchodząc do samochodu Ricardo który go otworzył i wsunął pakunki które trzymał do bagażnika, prostując się odebrał od niej blaszkę którą ostrożnie położył w rogu a ona sama odłożyła resztę prezentów do środka.
    Wkrótce ruszyli praktycznie pustymi drogami, oświetlonymi jedynie blaskiem latarni. Wiele osób już pewnie siedziało przy wigilijnym stole i zajadało się najróżniejszymi potrawami. W końcu ponad dwadzieścia minut póżniej dojechali pod podmiejskie osiedle jednak od razu można dostrzec, że osiedle nie należy do najtańszych można było pokusić się o stwierdzenie że były tu posiadłości bardziej majętnych Hiszpan z okolicy od razu rzucał się w oczy domy w bardzo nowoczesnym stylu jednak przełamywany stylem wśródziemnomorskim. Gdy widziała je coraz bliżej bardzo skojarzyły się jej te mieszkania z domami które często widziała w latynowskich filmach, można było zobaczyć zarys butynkow przez mnóstwo ozdób zaiweszonych na kolumnach czy pomiędzy nimi migotające światełka pomimo panującego na dworze mroku.
    Ricardo zatrzymał samochód nad podjedzie tuż blisko jednego z samochód. Od razu jednak nie wysiedli ona nawet się nie ruszyła, momentalnie oblał ją zimny pot i wręcz nieprzyjemne dreszcze gdy popatrzyła na wejście do domu a ona pomimo że starała się stłamścić w sobie niepokój i strach to teraz to powróciło z podwójną siłą. Odruchowo wręcz zacisnęła swoją dłoń na kolanie czując jak ręce zatrzynają jej drzeć ze zdenerowania.
    Widziała jak kątem oka Ricardo spogląda na nią strapiony momentalnie kładąc jej uspokoajająco dłoń na ręce. Poderwała głowę i popatrzyła na niego, gdy on sam siedział przed nią ubrany w zwyklą czarną koszulę i dopasowane spodnie w kantkę i uśmiechnął się ciepło i uspokająco, widziała jak otwiera usta a po chwili w dość spokojnym tonem powiedział:
    — Bella pamiętaj co ci powiedziałem. Masz być sobą. Chce by oni poznali cię taką jakąś jesteś — starał się ją uspokoić — Nie masz powodu do zmartwień. Moi rodzice to cudowni ludzie i nie wierzę byś im nie skradla serca. Ciebie się nie da nie pokochać — dodał jej otuchy a ona widziała jak uśmiecha się czule do niej.
    Przymknęła na moment swoje oczy, biorąc głęboki wdech starając się oczyścić umysł ze wszystkich negatywnych emocji czy przekonać. Wiedziala że to jej pomoże. Siedzieli przez chwile oboje w ciszy, a on dał jej czas by opanować emocje i uspokoić umysł. Co było wręcz dobrym posunięciem z jego strony. On sam nie chciał by jego dziewczyna szła na to spotkanie zestresowana, pełna obaw czy wątpliwości. Nie chciał też by jego rodzice zobaczyli że to spotkanie ją stresuje. Może i siedzieli tą dobrą chwile w samochodzie, jednak ona była jej potrzebna by się uspokoić. Owszem nie panikowała bo nie widział tego po niej, lecz bardziej zjadał ją stres. Ścisnął mocniej jej dłoń w uspokajającym geście, zobaczył tuż po chwili jak pochyla się w jego stronę, przez moment mógł rozkoszować się smakiem jej bardzo namiętnych i gorących ust jednak widział i czuł że jest bardziej spokojna i opanowana a o to mu chodziło.
    Spragniona jego ust w końcu po dłużej chwili odsunęła się od niego. Może i z tyłu glowy dalej taragały ją wątpliwości jednak teraz była bardziej opanowana i była gotowa by spotkać się z rodzicami jej ukochanego.
    — Idziemy? — zapytał nieco cichszym tonem.
    Przytaknęła delikatnie głową i po raz ostatni skradła mu całusa, lecz odwróciła się chwile potem i otworzyła drzwi, wychodząc z samochodu. Niemal w tym samym czasie Ricardo stanął po drugiej stronie. Oboje od razu podeszli do bagażnika który się otworzył. Ona sięgnęła od razu po tackę z ciastem, Ricardo chciał wziąć ją od niej jednak, odmówiła. Sam zabrał wszystkie pakunki z prezentami i łokciem zdołał zamknąc drzwi bagażnika. Podążyli w stronę drzwi wejściowych które otworzyły się momentalnie a oni zobaczyli jak drzwi frontowe się otwierają a w nich stanęła dość młoda kobieta. Widząc zarys jej sylwetki oraz twarz na którą padał blask świateł z korytarza widziała kobietę nie wiele starszą od Ricardo. O pięknych długich czarnych włosach i delikatnych lecz kobiecych rysach twarzy. Im bardziej się zbliżała widziała ze ma zupełnie takie same oczy jak jej ukochany.
    — Wreszcie jesteście! — powitała ich — Już mama miała dzwonić i pytać kiedy będziecie? — zwróciła się bezpośrednio do młodego bizmesmena — Wchodzcie nie będziemy się witać ani przedstawiać w przejściu.
    Ustąpiła im miejsca a oni od razu weszli do środka i zobaczyła dłuższy korytarz w bardzo jasnych barwach, na pobliską komodą wisiało lustro z ozdobną ramką a na jasnym meblu stał wazon z kwiatami a na półce zostały ustawione ozdoby świąteczne. Wchodząc do środka stanęła w salonie i kątem oka zobaczyła że jego sufit był dopiero na drugim piętrze. Przez ogromne okna wpadało w dzień zapewne mnóstwo światła. W rogu pokoju dziennego stała ogromna ponad dwumentrowa choinka która iskrzyła się światełkami i błyszczącymi ozdobami, pod drzewkiem już było mnóstwo prezentów. Z boku stały tuż obok drzewka było wyjście na taras a dalej nieco miejsce na wypoczynek jedna duża kanapa stała naprzeciw telezwizora, mniejsza stała z boku a dwa fotele stały z drugiej strony, po środku nich było ustawiony stolik na którym paliły się świeczki, widziała mnóstwo ozdób zawieszonych wokół czy palące się światełka nie tylko te choinkowe. Gdy spojrzała w drugą stronę zobaczyła jadalnie pośrodku stał zasłany obrusem stół który wręcz uginał się od wielu potraw a dalej była otwarta kuchnia na salon i jadalnie. Blaty ciągnęły się wzdłuż dwóch ścian a pośrodku stała ogromna kuchnia i to pomieszczenie bardzo sylem pasowało wręcz niczym się nie różniło od dziennego pokoju. Na pozór to mieszkanie wydawało się zwyczajnym domem rodzinnym, jednak nie mogła oprzec się wrażeniu że od wejścia można było czuć tą rodziną atmosferę która tutaj panowała.
    — Jesteście już!
    Odruchowo odwróciła się za siebie uważając by nie upuścić blaszki z ciastem i zobaczyła jak ze schodów schodzi starsza kobieta może miała gdzieś koło piędziesięciu lat jednak nie dało się odczuć że mogła mieć tyle lat. Przyjrzała się jej dokładnie, na sobie miała ubraną jasnokremową garsonkę oraz dopasowaną spódnice a na stopy założyła pantofelki na delikatnym obcasie. Swoje czarne włosy uczesała w bardzo schludny kok, lekki makijaż dodawał jej kobiecości, dopasowana złota biżuteria wieńczyła całą jej stylizacje. A za jej ramieniem zobaczyła schodzącego mężczyznę o muskularnej budowie gdy na niego spojrzała nie mogła oprzec się wrażeniu że jakby widziała Ricardo lecz nieco starszego i od razu mogła domyślić się że to jego rodzice. Przyglądając się ojcu swojego ukochanego widziała jakby skóra syna była zdjęta z ojca niczym się nie różnili praktycznie.
    — Raquel możesz zabrać od tej młodej Señorita ciasto? — odezwał się głębokim głosem ojciec Ricardo.
    Widziała momentalnie jak podchodzi do niej ta sama kobieta i od razu zabrała od niej jej pakunek. Ricardo wykorzystał tą chwile i podłożył prezenty pod choinkę wrócił do niej w momencie gdy stanęli przed nią jego rodzice.
    — Więc to dla ciebie nasz syn stracił głowę — odezwał się ponownie mężczyzna —Rafael Armando — wyciągnał w jej kierunku rękę za którą pewnie złapała.
    — Julia Bennington — przedstawiła się — Miło mi pana poznać.
    — Pan pan, litości nie jestem stary mam dopiero piędziesiąt dwa laty — stwierdził ku rozbawieniu swojej rodziny i szoku jej samej — Mów mi po imieniu — powiedział dobrodusznie.
    — A ty od razu taki śmiały jeszcze się dziewczyna ciebie przestraszy — skomentowała jego żona — Clarissa Armando.
    Ścisnęła dłoń starszej kobiety jednak zupełnie jak jej mąż wspomniała że może mówić jej po imieniu. W tej samej chwili wróciła nieco starsza dziewczyna od niej i od razu wysunęła dłoń w jej kierunku.
    — Raquel Armando — przedstawiła się — Jestem siostrą tego cwaniaka który nic mi nie raczył powiedzieć że ma nową dziewczynę — powiedziała z rozbawiniem kobieta.
    Widząc swobodę i wręcz tak ciepłe przywitanie przez bliskich Ricardo, czuła jak ostatecznie napięcie i stres znikają a ona znacznie się odstresowała.
    — Gdzie jest młody? — od razu padło pytanie z ust jej ukochanego.
    — Młody? — spytała go ciszej.
    — Tutaj jestem — odezwał się kolejny głos bardziej chłopiecy.
    Wtedy zauważyła że z góry schodzi bardzo młody chłopak może miał z czternaście lat. Podszedł do niej od razu i uścisnął jej dłoń witając się:
    — Antonio jestem — przywitał się.
    — Skoro formalności mamy za sobą to może usiądziemy do kolacji a potem może bliżej cię poznamy — zaproponował Rafael
    Wszyscy wręcz ochoczo przystali na propozycje głowy rodziny. Wkrótce wszyscy usiedli do wspólnego posiłków, który ofitował wręcz z dobrociejstwa kuchni hiszpańskiej. Stół uginał się od wielu potraw czy to kurczaka czy wołowiny po owoce morza na których widok delikatnie się skrzywiła, co nie uszło uwadzę mamy Ricardo.
    — Nie lubisz ryb?
    — Nie przepadam — przyznała ze szczerością — Nie chce być nie miła, ale próbowalam owoców morza i nie jestem ich fankom — powiedziała szczerze.
    — Nie będziemy cię zmuszać by jeść, przygotowaliśmy nasze rodzinne potrawy. Antonio też nie przepada za owocami morza więc nie musisz się martwić ze nas urazić jak czegoś nie zjesz — uspokoiła ją Clarissa.
    Ku jej zaskoczeniu kolacja przebiegła w bardzo spokojnej wręcz lużnej atmosferze przepełnioną rozmowami i śmiechami. Rodzina Ricardo była bardzo nią zaintrygowana sam fakt że powoli zaczęła łapać bardzo swobodny kontakt z ojcem swojego ukochanego czego najbardziej się bała. Jednak ograniczyli się na swobodne rozmowy i ku jej zaskoczeniu potrafili znaleśc tematy do rozmów pomimo że dopiero się poznali.
    Nie chcąc być po prostu nie kulturalną tuż po kolacji pomogła posprzątać po posiłku pomimo zapewnieć Clarissy oraz Rafael ze nie musi tego robić. Jednak razem z nimi i Raquel udało im się prędzej uporać gdy Ricardo wraz z Antonio przygotowali deser który postanowili zjeść przy telewizorze, ponieważ jak tradycja kazała oczywiście nie mogło się obyć świąt bez kultowej już komedi o Kevinie w tle oraz rozpakowaniem prezentów. Wktórce jednak ojciec Ricardo wprost ją zagadnął:
    — Może nam coś powiesz o sobie, co robisz czy gdzie mieszkasz?
    Wiedziała że to pytanie w końcu padnie ale w zaden sposób się go nie bała bo było to normalna ludzka ciekawość i chęć poznania wybranki ich syna.
    — Tak naprawdę, mieszkam w Kalifornii ale pochodzę z Arizony.
    — Amerykanka?
    Przytaknęła delikatnie głową i kontynowała dalej:
    — Na chwile obecną jestem studentką sztuki — zaczęła swoją opowieść — Studuje na jednej uczelni w Los Angeles, jestem na trzecim roku i pisze licencjat obecnie. Na codzień zajmuje się malowaniem portertów czy obrazów na zamówienie, prowadzę stronę gdzie wystawiam pracę albo zbieram zamówienia od klientów. Początkowo chciałam zarobić do kieszonkowych ale potem zaczęłam podążać w tym kierunku i założyłam stronę oraz Instagrama. Udaje mi się utrzymać z tego i płacić czesne więc prowadzę taki mały bisnes.
    — Jesteś artystką — zauważyła siostra Ricardo.
    — Tak wiem że niektórzy nie akceptują artystów ale...
    — Mi to nie przeszkadza. Zaintrygowałaś mnie. Chętnie bym obejrzała twoje pracę — przyznała.
    — Zaradna młoda dama — odezwał się Rafael.
    — W Kalifronii nie jest łatwo się utrzymać, więc mogę powiedzieć że udało mi się z tą stroną. Studia również bardzo wnoszą do mojej pracy. Łącze tak naprawdę to co kocham robić i traktuje to jako pracę. Na razie skupiam się na studiami i pracą rozwijając się. W wolnych chwilach jeżdrze w wyścigach motocyklowych.
    — Zupełnie jak mój brat — skomentował Antonio.
    — Po części tak bliżej się spotkaliśmy — odparła na jego komentarz.
    — Może nam powiecie nieco bliżej o tym spotkaniu?
    Momentalnie spojrzała na Ricardo który zerknął na nią w tej samej chwili. Przez moment patrzyli na siebie, jednak oboje w tym czasie podjęli tą samą decyzje.
    Wspólnie opowiedzieli im o ich pierwszym spotkaniu w Los Angeles oczywiście ona pominęła kwestie swojego byłego faceta i póżniejszym w San Sebastian również zatajając romans między nim oraz Courtney.
    Cały wieczór spędzili na dość swobodnej atmosferze a ona pozwoliła się nieco bliżej poznać.
 

Saturday, November 9, 2024

IV 36 (P.1) — UROK LAZURYTOWEGO WYBRZERZA

    — Witaj znowu w Hiszpanii Señorita — rozbrzmiał tuż obok niej głos pewnego Hiszpana.
    Odruchowo spojrzała w jego kierunku gdy usłyszała jego wręcz zadowolony głos. Nie było to niczym zaskakującym czy dziwnym, że powrót do jego ojczystego kraju go po prostu cieszył, po kilku tygodniach spędzonych za wielkim oceanem w końcu mógł wrócić do swojego rodzinnego miasta, za którym nie wątpliwie się stęsknił i mimo że podobało mu się w Kalifornii, to jego życie było tutaj na miejscu.
    I wcale ją to nie zaskakiwało, bo podobną reakcję miała gdy wróciła do Stanów po swoich dość długich wakacjach. Mogło, by się wydawać, że pomimo że nie chciała powracać. Nie chciała opuszczać tak pięknego nadmorskiego miasta w Hiszpanii to jednak gdy postawiła znowu stopę na amerykańskiej ziemi, poczuła się, że znowu jest u siebie.
    Mądre powiedzenie mówi, że wszędzie jest dobrze, ale to w domu i musiała się z tym zgodzić. Jednak nie potrafiła sobie na razie wyobrazić ich związku na odległość. Pomimo że do świąt zostało kilka dni, ta potem tydzień to Sylwestra to już dzień potem miała już zarezerwowany samolot powrotem do Ameryki i tym razem nie mogła zostać dłużej. Nie mogła nic przeciągać na oczywisty wzgląd, że tam czekała na nią praca, studia oraz pisanie licencjatu, który będzie zdawała za kilka miesięcy i mimo że już zaczęła nad nim pracę, to musiała skupić się zupełnie na tym oraz codziennym życiu i nie mogła sobie wyobrazić sobie ich związku na odległość.
    I tutaj nie chodziło już o kilka tygodni tak jak bywało to w związku z Michaelem gdy wyjeżdżał na jakiś czas, tutaj prawdopodobnie nie zobaczą się dłużej ze sobą. Ich obojga będą trzymać sprawy u siebie i nie będą mogli przyjechać jeden do drugiego i pomimo jaką przykrość ta myśl jej sprawiała, nie zamierzała się na razie tak tym przejmować. W końcu dopiero co postawiła powrotem nogę w kraju Basków.
    — Mogłabym raczej to ciebie powitać w domu — rzuciła do mężczyzny, który stając przy taśmie, chwycił jej walizkę, która przyjechała i zestawił na dół.
    Uchwyciła rączkę swojej torby i stając obok niego, czekali wzajemnie, jak najedzie jego torba, która wkrótce zobaczyli, jadą w oddali ku nim. Gdy tylko podjechała, młody biznesmen ściągnął ją z nie małym trudem z taśmy. Oczywiście już zamierzała mu pomóc, ale uprzedził ją, nie pozwalając nawet jej tknąć.
    — Ja to zrobię Bella! — oznajmił, delikatnie unosząc palec ku górze i grożąc jej.
    — Pomogłabym ci i tak wiem, że to jest ciężkie — protestowała.
    Na nic zdały się jednak jej słowa, gdyż wkrótce zobaczyła, jak jej partner zdejmuje walizkę i stawia na podłodze lotniska. Zadowolony z siebie odwrócił się w jej kierunku, mówiąc:
    — Julio, mam już za sobą wiele wyjazdów czy to wakacyjnych, czy służbowych potrafię sobie poradzić z takim bagażem — oznajmił, podchodząc do niej znacznie bliżej.
    Poczuła jak w następnej chwili obejmuje ją w pasie a na jej ustach mimowolnie pojawił się dosyć uroczy uśmieszek gdy oboje podążyli w stronę kontroli paszportowej, jednak w momencie gdy stanęli w wyznaczonej strefie, musieli się rozstać. Wszystko na wzgląd, że Ricardo jako obywatel Europy kierował się indziej, a ona z paszportem amerykańskim musiała przejść znacznie inną drogą.
    Nie miała tak naprawdę obaw, że nie zostanie wpuszczona do krajów. Tak naprawdę przyjechała tutaj na praktycznie niecałe dwa tygodnie. Więc wręcz była to banalna sprawa. Stanęła w kolejce, która wiodła do odprawy celnej i pomimo że była ona dość długa jak na obywateli innych krajów, spoza terenu europejskiego było ich dość dużo, jednak cierpliwie czekała na swoją kolej aż w końcu i ona stanęła twarzą w twarz z jednym ze starszych celników.
    — Paszport — oznajmił po angielsku.
    Wyciągnęła w jego stronę odpowiednie dokumenty. Patrzyła, jak zagląda do środka. Widziała, jak spogląda na nią, po czym zapytał:
    — Cel wizyty?
    — Wakacje — odparła bez żadnego zająknięcia.
    Prawda jednak była taka, że pomimo że były to maleńki wypoczynek na koniec roku, miała ta wizyta inny cel. Poznanie rodziny swojego partnera i musiała przyznać, że z jednej strony była bardzo podekscytowana, a z drugiej odczuwała delikatny stres, mimo że do tego spotkania mają jeszcze parę dni.
    — Na jak długo pani zostaje w Hiszpanii? — zapytał formalnie.
    — Niecałe dwa tygodnie. Wracam do kraju tuż po Nowym Roku — powiedziała spokojnie.
    I to była prawda, nie zamierzała ukrywać tego, nawet jeśli miałby, z tym problem mogłaby mu pokazać już zakupiony wcześniej bilet powrotny, który miała już zabukowany na wieczór pierwszego stycznia i nie zamierzała długo zostać.
    Widziała, jak w następnej chwili wyjmuje pieczątkę i przybija ją w małej książeczce, po czym wyciągnął od niej rękę z paszportem i oznajmił.
    — W takim razie witamy w Hiszpanii — rzekł już mniej formalnym głosem — Dobrej zabawy.
    — Dziękuje — odparła zadowolona.
    Ciągną za sobą walizkę, przeszła przez ostatni punkt oraz kontrole. Oni jeszcze mogli ją zatrzymać, jednak nie zrobili tego, a ona ciągnąć za sobą torbę, zaczęła poszukiwać po ogromnej hali Ricardo, który też musiał przejść przez odprawę celną.
    — Julio tutaj! — usłyszała głos za sobą.
    Odwróciła się i zobaczyła go. Stał wciąż trzymając w dłoniach swoje dokumenty jednak widziała na jego ustach uśmiech zadowolenia gdy tylko dostrzegł swoją ukochaną która przeszła bez najmniejszego problemu. Podeszła do niego, a jego uśmiech znacznie się poszerzył i oznajmił:
    — Zamówiłem taksówkę będzie za piętnaście minut — rzekł, zdejmując plecach z siebie i wsuwając do środka paszport i wydrukowany bilet — Nie miałaś żadnych problemów?
    — Nie — odparła, gdy Ricardo podsunął jej myśl i sama wcisnęła do plecaka swoje rzeczy — Przeszłam bez problemu. Jak ostatnio, poza tym co mogło we mnie wzbudzić podejrzenia? Jestem tylko turystką, która przyjechała na wakacje — odrzekła z delikatnym śmiechem.
    — Zawsze mogłaś trafić na niezbyt zadowolonego urzędnika, który uznałby, że cię nie przepuści.
    — To może zdarzyć się w każdym kraju nie tylko tutaj, jednak nie mam powodu nic do ukrycia, a jeśli wzięliby mnie na przeszukanie i tak by nic nie znaleźli prócz ciuchów i paru upominków.
    — Mówiłem ci coś na ten temat — oznajmił nagle — Nie musiałaś nic kupować!
    — Owszem nie musiałam, ale sama tego chciałam — odparła obojętnie — Poza tym trzeba wywrzeć dobre wrażenie — dodała nieco żartobliwie.
    — Widzę, że dopisuje ci humor Bella — skomentował.
    Czuła jak spogląda na nią przelotnie, gdy oboje szli ogromną halą ku jednemu z wyjść.
    — A mam się smucić? — żachnęła się na jego słowa.
    — Bardziej zaskoczony jestem, że po kilku godzinę podróży masz jeszcze tak dobry humor.
    — Prawdę mówiąc to już marzę o łóżku — wyznała ze szczerością.
    Tak naprawdę teraz o kwestie hotelu nie musiała się zbytnio martwić, bo to Ricardo zaprosił ją do siebie. Gdy sobie przypomni jak ogromny rachunek, wyszedł ją za ostatni swój pobyt tutaj, nawet nie chciała wspominać liczby jednak przeciągnięty urlop i prawie trzy gwiazdkowy hotel niosły ze sobą koszty. Mogła iść po najtańszej linii oporu i wynająć pokój w motelu, ale stwierdziła, że nie po to tak ciężko pracowała na ten wyjazd, by sobie odmawiać wygód.
    Większość swojego życia spędziła w tragicznych warunkach i mimo że w ostatnich latach jej życie nieco się polepszyło i pozwalała sobie czasem na coś lepszego, to i tak nie stała się osobą próżną, która zabiega o najlepsze rzeczy, ubrania, biżuterie czy wypoczynek w najlepszych miejscach. Jedyne, o co dbała, by było jak najlepszej jakości poza jedzeniem dla siebie i zwierzaków to o swoje materiały malarskie, bo widziała efekt pracy nad nimi i jak jej obrazy stają się lepsze, bo technika się liczy owszem, jednak ołówki, pędzle, płótna czy blok, na jakich pracowało, też miało ogromne znacznie i nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Ułatwiało to jej pracę, a jej klienci cenili ją za profesjonalizm, jakim się wykazywała, a co do całej reszty nie przywiązywała aż tak wielkiego znaczenia.
    I mogło się to wydawać, że życie praktycznie wśród gwiazd, bycie siostrą znanego muzyka czy bycie byłą dziewczyną lidera jednej z najpopularniejszych grup muzycznych rozpuści ją, jednak nic takiego się nie stało, bo mocno stąpała po ziemi. Miała pojęcie, co to znaczy wartość pieniądza jak ciężko na to się pracuje i nie zamierzała stać się do granic rozpieszczoną dziewczyną. Ważnym elementem również była jej mentalność i to, że sama potrafiła docenić ciężką i sumienną pracę i efektem była kasa, za którą mogła się utrzymać, a także mogła kupić, co jej się wymarzyło. Nikt nie musiał jej utrzymywać, jej osobiście było wstyd nic nie robić i pozwolić sobie na to by to jej partner łożył na jej utrzymanie.
    Była kobietą niezależną i ceniła sobie również tę niezależność finansową dlatego ani jej były, ani obecny chłopak jej nie utrzymywali i nie zamierzała nigdy do tego dopuścić. Wszystko, co przeżyła w młodzieńczych latach, w jakiej skrajnej biedzie się wychowała, sprawiło, że teraz miała tak sztywne zasady, których się trzymała i trafiała akurat na facetów, którzy w pełni szanowali jej zdanie i bycie samowystarczalną kobietą.
    — Muszę przyznać Bella — nagłą ciszę między nimi przerwał Ricardo — Sam pragnę się położyć i zasnąć. Ta podróż była bardzo męcząca szczególnie z tym dzieckiem — westchnął cicho.
    Wyszli na zewnątrz, ciesząc się ciepłym, lecz nie upalnym dniem. Słońce górowało nad nimi, jednak w przeciwieństwie do jej ostatniej wizyty było chłodniej. Mogła wręcz porównać takie temperatury z kalifornijskimi. Gdy zbliżała się zima, robiła się nieco głodniej i temperatura spadała poniżej osiemdziesięciu stopni Fahrenheita, jednak tak wiedziała ze w Europie, stosują stopni Celsjusza. Wręcz przyjemnie było wyjść na pole, czując przyjemny chłód pomimo górującego nad nimi słońca. To nie był żar, który wręcz się lał z nieba.
    Na samo wspomnienie pewnego małego urwisa westchnęła cicho. Pomimo jak bardzo uwielbiała wprost dzieci i nie miała nic im do zarzucenia to odnośnie tej kwestii musiała zgodzić się z Ricardo. Ten lot był niezwykle męczący a wszystko przez pewnego dwulatka, który naprawdę źle znosił tak długą podróż. Wciąż krzyczał albo płakał, bo chciał wyjść i mimo że rodzice starali się go uspokoić, jednak nie potrafili nad nim zapanować i rozumiała, że to dla takich małych dzieci dodatkowy stres, nie wiedząc co się dzieje jeśli to ich pierwsza podróż i absolutnie to zrozumiałe jednak te ciągłe wrzaski doprowadziły wielu pasażerów do bólu głowy, na co skarżyli się personelowi pokładowemu. Aż przypomniała sobie jedną z rozmów z Ricardo podczas lotu:

    Głośny dziecinny krzyk rozbrzmiewał w całym kokpicie samolotu. Widzieli, jak powoli wschodzi słońce, widziała przez jedno z otwartych okien samolotu pojawiające się piękne pomarańczowy blask, ona sama oparła głowę na ramieniu Ricardo, który siedział tuż przy oknie, patrząc na ten sam widok co ona.
    Była to czwarta godzina lotu a przed nimi jeszcze kilka godzin przelotu i pomimo że nie powinni być tak zmęczeni, to jednak odczuwali je na wzgląd na małego pasażera, z przodu który nie potrafił się uspokoić od dłuższej chwili, sprawiając, że aż z tego wszystkiego rozbolała ją głowa, lecz nie tylko ona była w podobnym stanie, ale jej chłopak również i podejrzewała, że wielu pasażerów, którzy pragnęli nieco pospać, ale nie mogli.
    — Mogliśmy dopłacić do biletów w biznes klasie — skomentował ich wybór na zwykłą ekonomia klasę.
    I pomimo że Ricardo było stać na przelot w wyższej klasie, to jednak nie widział problemu w tym gdy poprosiła go, by jednak kupili bilety w zwykłej przedziale. Nie chciała czuć się wyjątkowa tylko dlatego, że dopłacili więcej do miejsc. I pomimo że raz na jakiś czas zdarzało się jej lecieć pierwszą klasą, to jednak przeważnie wybierała możliwość podróży jak każdy inny, bo nie uważała, się za nikogo wyjątkowego, by podróżować w lepszych warunkach.
    — I tak byś to słyszał z drugiego końca — zauważyła, przymykając oczy — I tak obie klasy dzieli cienka ściana, tylko tam są lepsze warunki niż tutaj — zauważyła.
    — Może masz racje — stwierdził z cichym westchnieniem — Jak tylko wylądujemy, pierwsze gdzie jedziemy to do mnie i odeśpimy tę podróż — rzekł, a ona mimowolnie chwyciła jego dłoń, którą delikatnie ścisnęła.
    — Łózko będzie jedynym marzeniem po tak długiej podróży — stwierdziła.
    Widziała, kątem oka jak tuż obok niej przechodzi jedna ze stewardess.
    — Nie mam nic do dzieci, ale niech spróbują go uspokoić — rzekła, czując, jak głowa wręcz jej pulsuje od tych ciągłych krzyków.

    Powiew Świeżego powietrza sprawił, że poczuła się nieco lepiej, jednak to ani trochę nie sprawiło, że nie miała ochoty po prostu pójść spać, o czym oboje wręcz marzyli. Usiadła na swojej walizce i podpierając dłonie na kolanach, przedarła swoją zmęczoną twarz, skrywając ziewnięcie. Oparła głowę na jednej z dłoni i popatrzyła na ukochanego, który spoglądał na zegarek na swoim przegubie.
    — Masz właściwą godzinę na tym zegarku? — spytała, ale jej uwaga nie była ani trochę uszczypliwa czy z przekąsem.
    — Nie — odparł, gdy wyjmował telefon i coś w nim sprawdzał przez moment — Teraz mam właściwą — dodała, przestawiając wskazówki na odpowiednią godzinę, która panowała obecnie w Hiszpanii.
    — Nie chce być marudą, ale, zaraz tu zasnę — mruknęła, czując, jak oczy powoli jej się zamykają.
    Widziała, jak momentalnie mężczyzna spogląda w jej kierunku, a ona dostrzegła, że jest nieco rozbawiony, nie była w stanie nawet nic skomentować gdy ujrzała, jak otwiera usta, a po chwili stwierdził:
    — Poznałem cię jeszcze bardziej przez te kilka tygodnie skarbie — zaczął powoli, po czym kontynuował — Największą grzęda nazwałbym cię raczej porankami, bo wręcz nie chcesz wstać z łóżka — stwierdził.
    Patrzyli przez siebie przez moment, po czym oboje wybuchnęli gromkim śmiechem. To akurat była racja, była ogromnym leniem, każdego światu nie, znosiła, wręcz nie cierpiała wstawać. Doskonale każdy, kto bliżej ją poznał, wiedział o tym, żeby jej z samego rana lepiej nie budzić, bo do momentu aż nie wypije kawy, chodzi marudny, potrafi też na kogoś pokrzyczeć. Zdawała sobie z tego sprawę, że może to być uciążliwe, jednak nic na to nie mogła poradzić.
    Należały do osób, które lepiej funkcjonowały po zmroku niż w dzień.
    Jednak także dużo pracowała gdy wracała często wieczorem do domu nieważne co by się stało po tym jak wyjdzie ze swoją małą psią przyjaciółką na spacer idzie coś tworzyć albo się uczyć w zależności czy ma coś ważnego na studia, czy do pracy. Potem jak nie musiała wstawać zbyt wcześniej spała, o ile także jej mała psinka jej na to pozwoli, bo zechce wyjść na spacer. Jednak była młoda i jej organizm jakby bardziej dostosował się do takiego typu życia. Nie narzekała, bo nie miała na co, bo miała wręcz cudowne życie i o nic więcej nie mogła wręcz prosić.
    I pomimo że przed paroma miesiącami znowu musiała się mierzyć ze zranionym i połamanym sercem, to ono znowu zostało posklejane i wręcz ktoś do niego cichaczem się skradł i pozwolił jej znowu poznać, czym jest prawdziwa miłość. Oczywiście na razie jak i ona tak i Ricardo zamierzali, cieszyć się wspólnymi chwilami to czas pokaże, jaka będzie ich przyszłość.
    — Przyznaje, bywam śpiochem — powiedziała, teatralnie kładąc rękę na sercu i uśmiechając się dyskretnie — Ale taka moja natura, wiesz, jak ja funkcjonuje w stanach i chętnie dowiem się, jak to wygląda u ciebie w końcu, muszę jeszcze bardziej cię poznać, bo nie nago widziałam cię chyba tysiąc razy — skomentowała, a w jego głosie można było usłyszeć rozbawienie.
    — Nie przesadzasz odrobinę? — zagadnął.
    Widział, jak odwraca się w jej kierunku, patrzyła, jak zaplata dłonie na swojej klacie i wręcz spogląda na nią za ciemnych okularów, które właśnie na siebie nasunął, a ona czuła, jak jej uśmiech znacznie się poszerza.
    — Może i tak, ale sporo tego było. Nie byliśmy parą, a już widziałam, jakie masz możliwości w łóżku — dodała, nie potrafiąc poskromić szczęścia, które je wypełniło.
    — Mówi to dziewczyna, która przegoniła Courtney w wybrykach łóżkowych — skomentował.
    — Wydaje mi się, że to ona z nas obu była bardziej szalona i miała zwariowane pomysły. Ja potrafię się wykazać w duecie jednak osobą wiodącą w trójkącie umówmy się była ona i ty — powiedziała ze szczerością — I nie jest to dla mnie ubliżenie, bo doskonale pamiętamy, co się działo jeszcze te kilka miesięcy temu. W takiej roli się każdy z nas odnalazł i nie mam powodu mieć do żadnego, z was żadnych pretensji nawet bym ich nie miała.
    — Ale to jest nieco zabawne — odezwał się nagle Hiszpan.
    — Co takiego?
    — Nagle z trójkąta zrobił się związek, czyż to nie zabawne?
    — Kto tak naprawdę mógł to przewidzieć, że gdy polecę do Hiszpanii, romansując przy okazji kumplem z ekipy, natrafię na narwanego Hiszpana, a potem jego przyjaciółkę, którzy mnie zniewolą.
    — Czekaj… — słysząc jej ostatnie słowa, uniósł delikatnie dłoń, pragnąc ją uciszyć — Z kim ty miałaś romans?
    Nie odpowiedziała, jednak na jej twarzy pojawił się nieco przekorna mina na myśl o dość krótkim romansie z pewnym motocyklistą, który zakończył kolejny, ale już z mężczyzną stojącym przed nią.
    — Dragon.
    Gdy to zobaczyła, nie dostrzegła żadnej reakcji czy to pozytywnej, czy negatywnej, odebrało to jako bierną postawę, jednak widok jej dość pytającego spojrzenia sprawił, że wkrótce z ust młodego biznesmena padły następujące słowa:
    — Myślisz, że będę mieć o to jakieś pretensje? — spytał z rozradowaną miną — Daj spokój, byłem tylko ciekawy, który to taki potrafił się poskromić w łóżku — machnął na to ręką.
    — Co zabawne to może zdominował mnie, ale nie pozostałam mu bierna — odparła, z przekonam uśmiechem — Mało ważne, nie będziemy dyskutować o moich poprzednich związkach czy romansach. Było minęło, nie wracajmy do tego, skupmy się na obecnych chwilach i pytam, gdzie ta taksówka marzę o łóżku! — zajęczała pod koniec.
    — Powinna już powoli być… — nie zdążył dokończyć, a wkrótce na podjedzie, pojawił się samochód.
    Stanął tuż obok nich i taksówkarz, widząc ich bagaże, otworzył im bagażnik i pomimo protestów Ricardo pomogła mu wpakować dwie ogromne walizki do środka. Oboje byli już zmęczeni i pomimo że deklarował, że sobie poradzi i ma na tyle sił, to jednak nie chciała zostawiać go z tym samym i pomóc.
    Wsiedli do wnętrza taksówki, Ricardo poddał adres swojego apartamentowca, a kierowca bez słowa ruszył spod lotniska, a cisze przerywało jedynie muzyka puszczona, z samochodowego radia. Ona mimowolnie oparła swoją głowę na ramieniu ukochanego, czuła jakby jej ona wręcz ciążyła gdy on wystawił dłoń, którą złapała prędko a on mocniej ją ścisnął gdy tylko splotła ich palce ze sobą.
    Jechali tak przez dłuższą chwilę czułą jak oczy powoli jej się zamykają a ona miała niepohamowaną chęć pójścia spać, jednak musiała poczekać jeszcze chwile, jednak czuła jak powoli jej się same wręcz zamykają. Niespodziewanie przyłożyła dłoń do ust, tłumiąc wręcz ziewnięcie.
    — Jeszcze pięć minut i się położymy — rzekł już bardziej ospałym głosem Hiszpan.
    Wymruczała coś w odpowiedzi, będąc na skraju jawy i snu gdy zaczęła powoli zamykać oczy, jednak wkrótce Ricardo potrząsnął jej ręką, by ją rozbudzić a ona niechętnie otworzyła zaspane oczy.
    Po krótkiej chwili jazdy w końcu dotarli pod znajomy im już apartamentowiec, a oni wysiedli w milczeniu z pojazdu. Ricardo podszedł do bagażnika, by wyjąć walizki gdy ona w tym czasie zapłaciła taksówkarzowi za kurs. I spodziewała się, jaka będzie reakcja jej partnera jednak nie zamierzała się tym przejmować. Podziękowała za kurs i wyszła z samochodu, gdzie Ricardo wyjmował jej walizkę.
    — Zapłacę i możemy iść — powiedział zamykając klapę bagażnika
    — Uregulowałam już rachunek — wyjaśniła.
    — Bella…
    — Cicho Ricardo, ja też jechałam tym kursem. Przy mnie nie płacisz za wszystko, ja też płacę tak samo. Jestem kobietą nowoczesną, która wyznaje związek partnerski i dzielenie się wszelkimi kosztami — oznajmiła — Mimo że zdaje sobie sprawę, że masz pieniądze, to jednak nie chce by ktoś, mnie brzydko to powiem, utrzymywał — dodała z pewnością.
    — I to cenie w tobie bardzo cenie, potrafisz zrozumieć wartość pieniędzy i również nie musisz się o nic prosić od faceta w tym przypadku mnie i chociaż mogłabym cię rozpieszczać do granic możliwości. Szanuje twoją niepalność i nie zamierzam w żaden sposób jej podważać, chociaż i tak pewnie będzie otrzymywać podarunki bez okazji — rzucił z uśmiechem.
    — Jeśli już ci na tym tak zależy, to nie kupuj biżuterii sukienek czy drogich rzeczy, bo mi głupio. Wystarczy mi kilka kwiatów, najbardziej kocham róże nie ważne, w jakiej kolorystyce i kompozycji je zawsze przyjmę.
    — Róże mówisz? — spytał zaintrygowany.
    — Nie przepadam za kwiatami, ale to jedyne, jakie wręcz uwielbiam i mogłabym codziennie je mieć — rozmarzyła się.
    Nawet nie dostrzegła gdy oboje weszli do jednej z wind, która właśnie się otworzyła. Wciągnęli walizki, a ona wybrała numer piętra i wcisnęła guzik, a po chwili wina ruszyła. Oparła się o ścianę i cicho westchnęła, lecz myślami była już w ciepłym łóżku. Zatrzymali się w końcu i weszli na korytarz, a Ricardo podszedł do drzwi i dostrzegła pewną zmianę, było tam dodatkowe zabezpieczenia czego, nie widziała wcześniej. Zobaczyła, jak mężczyzna wyłącza alarm, by po chwili otworzyć wejście i zajrzał do środka. Trochę nie rozumiała jego zachowania, jednak wkrótce wyszedł do niej i powiedział:
    — Dobra nie mam nieproszonego lokatora — rzekł.
    — O czym ty mówisz? — zainteresowała się.
    Weszli oboje do środka, a Ricardo zamknął drzwi i odwróciła się w jego stronę, niemal w tym samym czasie on spojrzał na nią i powiedział:
    — Nie wiesz tego, ale tutaj w Hiszpanii mam dosyć męczącą rzecz, a raczej prawo. Wszystko polega na tym, że gdy ktoś wyjedzie na wakacje i zostawi mieszkanie nawet zabezpieczone, to gdy ktoś nawet zamówi coś na twój adres, automatycznie staje się jego właścicielem i trudno jest potem wyrzucić taką osobę, bo prawo jest korzystniejsze dla osób zajmujące lokale.
    — Co za absurd! — rzekła z niedowierzaniem — I nic nie dają akt własności czy umowa podpisania wynajem?
    — Nie wiele stosunkowo dlatego zawsze jest obawa, że jak się nie wyjdzie, nikt nie zajmie tego mieszkanie. Prosiłem siostrę i rodziców by zaglądali tutaj, jednak to może być chwila, a mógłbym stracić swoje lokum.
    — Co za idiotyzm.
    — Nie w każdym kraju śliczna jest pięknie i kolorowo. Wy macie problem ze służbą zdrowia i ubezpieczeniami my z niechcianymi lokatorami.
    — Możesz mieć racja, ale teraz idą już spać.
    To była naprawdę męczące podróż.