Sunday, January 26, 2025

IV 39 (P.2) — JAK MOŻNA JEJ POMÓC?

    — Rozmawiałeś z nią?
    Stojąca przy samochodzie kobieta, spoglądnęła na wychodzącego za więziennej bramy mężczyznę. Niemal zmroziła go spojrzeniem swoich oczu, gdy tylko go ujrzała. Nie dało się ukryć, że od dłuższego czasu a właściwie od momentu gdy dowiedziała się, że Julia trafiła do aresztu oskarżona o próbę zabójstwa między nią a jej partnerem trwały ciągłe sprzeczki.
    Wielu mogło to dziwić, dlaczego w takiej sytuacji, zamiast wspólnie działać, by pomóc bliskiej osobie, oni się wręcz ciągle awanturują i nie mogą dojść do porozumienia. Prawdę mówiąc, powodem ich podziału była właśnie jej najlepsza przyjaciółka a rodzona siostra tego kretyna, bo nie umiała go określić w inny sposób.
    Nie potrafiła zrozumieć jego postępowania, podejścia do tej całej sytuacji. Nie mogła wręcz patrzeć na to, w jaki sposób wyraża się o siostrze, która podobno była mu tak bliska teraz traktuje ją jak najgorszego wroga. Patrzyło się na to w bardzo przygnębiający sposób, bo nie wie, co się stało z Chesterem. Zawsze był za młodą artystką, nigdy nie pozwolił powiedzieć złego słowa na młodszą siostrą a w tej chwili za każdym razem gdy się o niej wypowiada, mówi o niej, w tak obraźliwy i obrzydliwy sposób, że nie potrafiła przejeść obok tego obojętnie.
    Najsmutniejsze w tym wszystkim było, że dał wiarę słowom kobiety, która oskarżyła jego najbliższą osobę o coś tak strasznego jak próbę usiłowania zabicia jego najbliższego przyjaciela i gdy prosiła go, by to wyjaśnił, pomówił z Julią i pozwolił się jej wytłumaczyć, spotykała się wręcz z jego strony, z kłótliwością i niechęcią do zobaczenia się jak to wciąż powtarzał z kryminalistką.
    Ona jednak była w zupełnej opozycji do niego. Nie uważała, by studentka byłaby zdolna, by podnieś na kogoś rękę, a co dopiero starać się kogoś zabić. Samo śledztwo dla niej było dziwnie niepokojące.
    Dlaczego?
    Bo zebrano dowody, które niby miało świadczyć o tym, że jest winna, nawet Michael, zeznając, wskazał ją jako sprawcę i osobę, która go zaatakowała, jednak ona w głębi duszy czuła, że to wszystko jest kłamstwem. Nie mogła uwierzyć, że Julia to zrobiła, a spoglądając na argumenty, którymi posługiwały się osoby, które ją oskarżały, było najbardziej śmieszne, a jej wiara stawała się coraz bardziej nikła. Zupełnie jak reszta dziewczyn one również wykazywały się być w zupełnej sprzeczności ze swoimi partnerami, którzy twierdząc, że widząc, tę sytuację uwierzyli, że dziewczynę, którą znają od lat, byłaby w stanie zrobić, coś tak okropnego.
    Ani jedna z nich nie wierzyła w te oskarżenia i murem stały za Julią i wierzyły, że jest niewinna a obraz, który jest przedstawiany, jest mocno zmanipulowany. Widziały, doskonale z jaką pogardą wypowiada się i traktuje osoby, które stosują przemoc wobec innych, starała się pomóc jak tylko może. Ona głupia nie była i widząc sytuacje na trasie jak często Julia zajmowała się małą Summer, która bardzo do niej lgnęła, a przy matce wykazywała się strachem, mimo że głośno nie było to powiedziane, to mogły się domyśleć, że mały promyczek jak nazywała, ją często jej najbliższa przyjaciółka jest ofiarą, przemocy domowej nie uwzględniały Michaela, bo wydawał się tak samo przestraszony i zgnębiony jak mała Summy, więc jedyną osobą podejrzaną była Taylor, nawet jej aparycja wskazywała, na osobę kłótliwą i będącą bardzo agresywną może o tym nie rozmawiała głośną z młodą Riverą, ale swoje wiedziała, takie rzeczy potrafi się dostrzec, co zauważyła z resztą dziewczyn, dlatego było mało prawdopodobne wręcz niemożliwe, by Julia coś zrobiła złemu Mike i twierdzenie, że była zazdrosna ten argument, był kompletnie nie do przyjęcia, bo dało się zauważyć już na urodzinach jej chłopaka, że jego siostra bez powodu nie zaprosiłaby tego Hiszpana na imprezę więc nawet jeśli nie mówiła wtedy nic, można było dodać dwa do dwóch, by zrozumieć, że się z nim spotyka.
    Jednak nie rozumiała zachowania Chestera, który widocznie dał się nabrać, manipulacji ze strony żony jego przyjaciela i tego nie mogła pojąć. Czemu nie stoi murem za najbliższą rodziną, jak nazywał wciąż Julie, tylko daje się w tak mało przekonujący sposób przeciągnąć na jej stronę?
    — Tak — rzucił oschle i bez emocjonalnie.
    — I? — pytała.
    Można było wręcz wyczuć w powietrzu, napięcie, które zaczęło się rodzić między nimi. Ona naprawdę nie pragnęła się z nim sprzeczać i to o osobę, dzięki której bądź co bądź się poznali. Pragnęła, by razem ją wspierali, ale on najwyraźniej postawił na niej grubą kreską, czego nie mogła przeboleć.
— Nadal uważa, że jest niewinna — powiedział to wręcz przez zaciśnięte zęby i z ogromnym gniewem — Zamiast się przyznać woli iść w zaparte — wyrzucił z siebie.
    — Może dlatego, ze broni swoje niewinności? — odezwała się opryskliwe.
    Skrzyżowała momentalnie ręce pod swoimi piersiami i spojrzała na niego, nie dało się ukryć, jak spogląda na nią w oszołomieniu i zaskoczeniu.
    — Wierzysz jej? — spytał wręcz z niedowierzaniem.
    — A mam nie? — odezwała się, unosząc jedna z dłoni — Chester nie wiem, co ci tak wypruło umysł, zamiast stać murem za siostrą, to wolisz uznawać, że podjęła się strasznego czynu, który miał pozbawić Michaela życia. Tłumaczysz to w taki sposób, który jest dla mnie, zupełnie nie zrozumiały, jako dorosłej osoby. Nie pojmuje twojego zaślepienie w wersje zdarzeń, którą promują Shinodowie. Zamiast robić wszystko, by ją wyciągnąć, stamtąd ty ja sam ją tam posłałeś.
    — Myślisz że gdybym nie wiedział, co się tam działo to bym ją bronił? Ciężko było to nazwać ratowanie życia.
    — Szczerze jest dla mnie mało wiarygodne, że próbowała go zabić. Na korytarzu mając świadomość, że jest tam monitoring poza tym, po co miałaby to robić? Proszę cię, tylko nie używaj tego argumentu, którym się kierujesz, bo jest on po prostu żałosny — uprzedziła go — Twoja siostra zaczęła zupełnie nowe życie, odcięła się od byłego faceta. Widać było, że znalazła kogoś, kogo znowu pokochała i totalnie przepadła na punkcie tego mężczyzny. Sam fakt, że mało ostatnio się z nią widywaliśmy, może wskazywać na to, że po prostu zajęła się swoim związkiem…
    — Owszem i nie wspomniała nawet nic o tym, że wzięła ślub — powiedział, nie potrafiąc dłużej trzymać to w tajemnicy.
    Spojrzała na niego wprost w zdumieniu i zaskoczeniu, jednak czuła jak po krótkiej chwili na jej ustach pojawia się delikatny uśmiech. Nie zamierzała mieć do niej żalu, że jej o tym nie powiedziała, ale sam fakt pokazał, że nie miałaby najmniejszego powodu krzywdzić kogoś z kim nie była od dłuższego czasu.
    — To wspaniale…!
    — Cudownie? Okłamywała mnie przez kilka tygodni, bo nawet nie była w stanie mi tego powiedzieć.
    — Może dlatego, bo miała powód. Nie wiemy, co ją skłoniło. Spoglądając na to, że ten facet jest z Europy, to zapewne chodziło, by mógł legalnie przebywać w naszym kraju, znasz, z resztą zasady. A było widać ze totalnie jest w nim zakochana.
    — To prawdy, jego znała kilka miesięcy z Mike, spotykała się przez kilka lat…
    — Z Sanderesem sprawa jest inna, bo zaczął być wobec niej bardzo nadopiekuńczy i zabraniać czegoś, co kochała i ostatecznie ja zdradził. Nie mierz tamtego faceta miarą twojego kumpla. Sytuacje są różne, nie wiemy, do końca co ja do tego skłoniło. Ale to tylko potwierdza moje słowa.
    — Jakie?
    — Nie miała powodu krzywdzić Michaela! Bardziej bym pochyliła się nad jego żoną i to jakim zachowaniem się wykazuje.
    — Proszę cię, ujęto ją na gorącym uczynku. Policja ma na nią dowody. Przestań ją bronić!
    Nie odpowiedziała od razu, jednak zaczęła rozumieć, że nic nie ugra ani jej słowa nie zdołają przekonać tego upartego faceta, by zmienił narracje i przekonać, że jednak prawda leżała po stronie jego siostry.
    — Którego i tak nie widziałeś! — rzuciła ostro — Sam mówiłeś, że zobaczyłeś tę sytuację już po tym gdy Mike był zaatakowany samej próby, nie dostrzegłeś. Wiesz, kogo mi jest naprawdę szkoda w tej sytuacji? — spojrzała na niego wręcz niepochlebnie i z nikłą odradzą do niego.
    — Kogo?
    — Nie Mike jak mógłbyś się spodziewać, jednak mojej przyjaciółki a twojej siostry…
    — To już nie jest moja siostra!
    — Coś ty powiedział? — spytała zaskoczona.
    — Osoba, która próbowała zabić mi kumpla, nie jest moją rodziną.
    Miała już serdecznie dosyć jego prostackiego zachowania. Jeśli naprawdę nadal zamierza uważać, że wina leży wyłącznie po stronie Julii. Nie zamierzała być z człowiekiem, który tak traktuje własną rodzinę mało tego, nie stara się dostrzec nieścisłości w tej całej sytuacji, którą można dojrzeć, bo można zobaczyć wiele niezgodności.
    Ciężko jej uwierzyć, że Mike mówił prawdę. Tak totalnie nie wierzyła słowa ofiary, bo czuła, że w tej całej popieprzonej akcji jest tak wykreowane, by sprawić, by usadzić za murami krat niewinną osobę i to na kilkanaście lat jak nie większość życia. Wiedziała, jednak że ma ona za sobą osoby, które jej wierzyły i sama sprawa z postępowaniem. Czemu śledczy nadal nie szukają nagrania, które tajemniczo zniknęło akurat z tego zdarzenia. Dlaczego nie mogli tego znaleźć w monitoringu ochrony budynku?
    Wszystko tak bardzo śmierdziało nieczystą grą, że nie zamierzała się babrać w tej całej sytuacji a tym bardziej stać u boku osoby podczas planowanej rozprawy, która dała się przekonać zmanipulowanemu obrazowi całej sytuacji.
    — Nie pozostawiasz mi wyboru Chester — odezwała się, opuszczając ramiona i cicho wzdychając.
    — Nie podoba mi się ten wyraz twarzy — usłyszała niepokój w jego głosie.
    Dość słusznie, że miał obawy, bo początkowo gdy ta myśl pojawiła się jej w głowie, od razu ją odrzuciła. Starała się go przekonać do tego, by doszedł do źródła prawdy, by nie skazywał tej dziewczyny od razu, jednak widząc jego obecne podejście, nie mogła postąpić inaczej. Chociaż naprawdę tego nie pragnęła, jednak podjęła decyzje, którą uznała, za najbardziej rozsądną dla samej siebie i całej tej sprawy.
    — Nie potrafię być z facetem — powiedziała poważnym tonem — Myślałam, że zależy ci na siostrze, jednak obecnie widzę, że masz kompletnie gdzieś te wszystkie lata i co dla niej zrobiłeś. Nie mam pojęcia, co ona teraz musi czuć, skoro jej nie wierzysz, to się jej wyparłeś. Zapewne czuje się doskonale z poczuciem, że nie dość, że ojciec traktuje ją jak totalnego śmiecia, matka nie żyje to jedyna rodzina. Brat, który dał jej nadzieje i szansę odrzucił ją w chwili gdy jego najbardziej potrzebowała. Dobrze możesz wierzyć dalej Michael i nie dociekać prawdy i go przypalić do ściany i zmusić do powiedzenia prawdy jak każdy brat by zrobił, by pomóc siostrze wolisz mu wierzyć, bo jak twierdzisz, znasz go znacznie dłużej. Jednak chyba zawsze to Shinoda stanie się ważniejszy niż Julia — powiedziała to smutnym tonem — Nie pozostawiasz mi wyboru Chester — dodała — To koniec!
    — Co takiego? — wybuchł nagle.
    — Zrywał z tobą. Nie chce mieć do czynienia z facetem, który woli oskarżać własną siostrę i się jej wyprzeć niż poruszyć niebo i ziemie, by jej pomóc.
    — Zamierzasz z takiego powodu ode mnie odejść?
    — Już to zrobiłam — rzuciła ozięble — Nie chce mieć z tobą nic do czynienia! — powiedziała do niego.
    — Tak po prostu jej wierzyć? Sama widziałaś, co działo się podczas trasy. Gdyby faktycznie była tak niewinna to, czemu tak bardzo się wokół niego kręciła?
    — Chester fakt, ale są pewne aspekty, o których my możemy nie wiedzieć a oni tak. Uważasz ich zachowanie za niepokojące szczególnie własnej siostry, jednak nie dałeś jej możliwości się wytłumaczyć, tak po prostu ją skazałeś.
    Nie zamierzała już kontynuować tej rozmowy i po prostu rzuciła w niego kluczykami i zaczęła odchodzić, wkrótce usłyszała za sobą wołanie:
    — A ty dokąd? Zostawiasz mnie tak po prostu…
    — Zadzwoń do mnie, jak wróci stary Chester — rzuciła i odwróciła się i odeszła.

    Zostawiła go!
    Po tych wszystkich, wspólnych latach, odeszła od niego. Jej słowa nadal szumiały w jego głowie. Nie był osobą, która była skłonna okazywać jakieś skrajne uczucia, jednak teraz nie potrafił sobie tego darować, że kobieta, z którą wręcz wiązał przyszłość, opuściła go, bo wolała uwierzyć w zakłamane słowa jego cholernej siostrzyczki, niż jemu. Czuł przenikającą go złość na samo wspomnienie tej dziewczyny.
    Nigdy nie sądził, że tak bardzo pożałuje dnia gdy zdecydował się jej poszukać a co gorsze po prostu przygarnąć. Uległ emocją, prośbie umierającej matki nie zastanawiając się nad tym, z jakiej patologii mogła pochodzić. Nie było to, wtedy takie istotne wydawało mu się, że to skrzywdzona przez los dziewczyna, jednak dopiero po latach wyszło, z jakich warstwy pochodziła.
    Nie pojmował czemu Alice tak bezkrytycznie, wręcz wierzyła w jej niewinność. Twierdzi, że nie byłaby do tego zdolna, sam by zapewne w to nie uwierzył gdyby nie widział, jej jak wręcz klęczy w kałuży krwi jego przyjaciela i nad nim wisi, próbowała się tłumaczyć, że to starała się mu pomóc, ale to wcale nie wyglądało, jakby tego chciała. Same dowody świadczyły przeciwko niej. Przez moment może miał chwile zawahania podczas zeznań, które złożył, jednak materiały zgromadzone podczas śledztwa całkowicie burzą narracje tej dziewczyny.
    Czuł się zupełnie zawiedziony, tym jak w iście hollywoodzkim stylu dał się oszukać tej młodej przestępczyni. Praktycznie nie sprawdził jej pod kątem, jej życia przestępczego po prostu w ciemno dał wiarę, że to ona i reszta nie miała znaczenia, obecnie musi mierzyć się z bilansem swoich dość głupich i nierozsądnych decyzji, które podjął kilka lat temu.
    On naprawdę chciał jej wierzyć, że mogą być rodziną, ale coraz bardziej przekonywał się, że chyba jednak ojciec miał racje. Uwierzył dziewczynie, która była o krok od zabicia jego wieloletniego przyjaciela.
    Nienawidził jej!
    W jednej chwili pogardził ją z całego serca.
    Wydawać się, że nie mogło być gorzej, tak też myślała, dopóki nie rozbrzmiał nagle w całym domu dzwonek do drzwi. Poderwał głowę, a przez jego umysł przedarł się cicha nadzieja, że być może to była to Alice, która wszystko przemyślała i jednak zdecyduje się do niego wrócić.
    Poderwał się gwałtownie z kanapy i szybkim krokiem powędrował w stronę wejścia. Usłyszał ponownie ponaglający się melodie, jakby ktoś uparcie próbował się do niego dostać. Przekręcił klucz w zamku i uchylił ciemne skrzydło i momentalnie pożałował chwili gdy to zrobił gdy na progu wejścia zobaczył Anthony. Nie wyglądał na zadowolonego, to mało powiedziane było po prostu wściekły i było to po nim widać.
    Nie czekając wręcz na jego zaproszenie, wtargnął do jego mieszkania i pierwsze co zrobił, to ujrzał, jego wręcz pieść tuż przed swoją twarzą i poczuł bolesne uderzenie w policzek. Syknął cicho z bólu i oburzony wręcz spojrzał na stojącego przed nią mężczyznę, który był w totalnym szaleństwie.
    — Co to miało znaczyć? — spytał obruszony.
    — Mam ci jeszcze tłumaczyć? — odezwał się sfrustrowany i gniewnym głosem — To dosłownie nic w porównaniu z tym co Julia musi znosić w więzieniu, więc się nie waż! — dodał wręcz z wściekłym sykiem.
    — Jest, tam gdzie powinna!
    — Czyli mam do czynienia z kompletnym kretynem!
    — Twoja przyjaciółka praktycznie zabiła mojego kumpla, a ty atakujesz mnie!? — pytał zaskoczony i zdziwiony.
    Młodemu informatykowi wręcz nie mieściło się w głowie to, jak można być tak pozbawionym kręgosłupa moralnego osobą. Spoglądał na niego w zdumieniu i zaskoczeniu, bo nie pojmował tego, jak jedna sytuacja sprawiła, że facet, któremu Julia tak ufała, odwrócił się od niej z dnia na dzień.
    — Myślałem, że jednak zależy, ci na siostrze jednak wolałeś ją porzucić w takim momencie. Nie mogę uwierzyć, że twierdzisz, że byłaby w stanie zabić tego skurwysyna po tym wszystkim, co on jej zrobić. Uważałem się za inteligentnego faceta, który zrobi wszystko dla niej, ale co zrobiłeś? Wolałeś ją bezpodstawnie oskarżyć!
    — A ja nie mogę zrozumieć, czemu tak bardzo jej bronicie. Twierdzisz, że jest, nie winna, ale nie widziałeś sytuacji, która się tam rozgrywała.
    — Zupełnie jak ty! — wytknął mu wręcz wprost w jego twarz — Umówmy się jedyną osobą, która mogła cokolwiek wiedzieć była Julia ty jak i reszta zespołu pojawiliście się po atakuje tak jak twierdzi Julia. Ona sama pojawiła się w trakcie kłótni twojego kumpla z żoną. Zamiast dopytać jego czy kłamie i nie oszukuje cię, wolisz mu bezkrytycznie wierzyć.
    — Mam swoje powody, by jednak wierzyć bardziej Mike niż tej recydywistce.
    Nagle zapanowała chwila milczenia, jednak dało się zauważyć, jak Anthony spogląda na niego takim spojrzeniem, jakby przez moment miał ochotę zrobić mu naprawdę krzywdę, jednak zbytnio się tym nie przejął. Nie zamierzał zmieniać swoje zdania, tylko dlatego, że mimo zgromadzonych dowodów oni nadal są przekonani o niewinności młodej artystki, chociaż dowody świadczą przeciwko niej i sama o tym doskonale wie. Jakoś ciężko mu uwierzyć, że ktoś inny mógłby chwycić za nóż i wepchnąć w brzuch jego przyjaciela skoro odciski na rękojeści nie pozostawiają, złudzeń do kogo należą.
    Owszem kwestia motintoringu była zastanawiająca, jednak mógł ktoś jej pomóc wykraść ten materiał, mimo że brzmiało to wprost niedorzecznie, jednak ta kwestia zastanawia nie tylko ochronę, ale policjantów, jednak do tej pory nie udowodnili, by jego cholerna siostra była niewinna. Same zeznania Michaela były jedynie potwierdzeniem przepuszczeń.
    Przecież on by nie miał powodu ich okłamywać czy oszukiwać.
    — Czyli nie zamierzasz poddawać w wątpliwości słów kumpla?
    — Bo nie mam powodu mu nie wierzyć — odparł już nieco poirytowany tą całą sytuacją i rozmową, która do niczego nie zmierzała.
    — Widać, ze nie potrafisz spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Ja rozumiem, że możesz Shinoda znać dłużej, że Julie poznałeś później, ale do cholery jesteś jej bratem. Powinneś drążyć, a nie skazywać ją od razu.
    — Mówisz jak Alice.
    — Bo może oboje mamy ten sam pogląd na sprawę — podkreślił swoje słowa — Cholera Chester zastanowi się twoja siostra, przeżywała piekło, doświadczyła przemocy. Wie, co znaczy, trudny związek i przeszłość. Nigdy nie chciała nikogo krzywdzić i głośno o tym mówiła i zapewne to słyszałeś wielokrotnie, ale ty, zamiast dociec i dowiedzieć się gdzie tkwi problem. Wolałeś, umyć od tej sprawy ręce. Julia może i pochodzi z patologii, ale chciała lepszego życia, dążyła do niego od momentu gdy dałeś jej tę szansę. Poza tym najmniej widzę ją, by chciała zabić Shinodę, ona nie jest morderczynią!
    — Jest! — wszedł w zaparte.
    — Mam ochotę ponownie cię uderzyć, ale nie zrobię tego, jednak powiem tylko jedno. Obyś nigdy nie pożałował swoich słów.
    I wyszedł.    

Saturday, January 25, 2025

IV 38 (P.2) — NIE UWIERZYŁ WŁASNEJ SIOSTRZE

    Więzienie.
    Jak to dramatycznie brzmi, miejsce odosobnienia, gdzie trafiają mniejsi czy więksi przestępcy, odsiadując swoje kary pozbawienia wolności i w tym wszystkim tkwiła i ona. Jak to wręcz dziwnie brzmi.
    Jednak prawda była okrutna.
    Stała się jedną z podejrzanych osób. Ona, osoba, która ratując czyjeś życie, naraziła się do tego stopnia, że siedziała w tym cholernym pomarańczowym kombinezonie na jednej z więziennych pryczy i wpatrywała się w obskurną ścianę po drugiej stronie celi. Zamknięta w izolatce, tkwiła tutaj w tym paskudnym miejscu od dłuższego czasu.
    Początkowo liczyła dni, a potem po tygodniu odpuściła sobie i przestała się na tym skupiać. Wciąż nie docierało do niej to, co się stało, w jaką sytuacje została wplątana, każdego dnia wyrzucała sobie sama, że jej błędem było zdecydowanie się jechać, by odebrać ten cholerny aparat, gdyby pojechała, później to może nie trafiłaby na kłócące się małżeństwo i nie była jedynym świadkiem, tego gdy po raz kolejny Taylor Shinoda usiłowała zabić swojego męża i zamiast jej siedziała tutaj ona ofiara tej sytuacji.
    Uśmiechnęła się ironicznie pod nosem. Teraz już nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać. Czuła się zupełnie zagubiona i niezrozumiała. Postawiono ją w stan oskarżenia. Miała odpowiadać wkrótce za coś, co nie zrobiła, chociaż policja próbowała z niej wyciągnąć zeznania, wręcz przymusicie do przyznania się do czynu, ale nie zamierzała tego robić i nadal utrzymywać swoją linię obrony.
    Nie zdecyduje się wziąć na swoje barki przestępstwa, za które może czekać nawet dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności. Najbardziej jednak w tej całej sytuacji doprowadzało ją do szaleństwa niemal furii zachowanie nie tylko pani Shinoda, która obarczyła ją odpowiedzialnością za swój czyn jednak również fakt, że Michael zeznał, że to ona przyczyniła się do jego stanu.
    Doskonale widział twarz swojego oprawcy, kto go właściwie zaatakował i zamiast przyznać, że to jego żona po raz kolejny chciała doprowadzić go na tamten świat, on wolał kłamać i oszukiwać wszystkich utrzymując nadal, że to ona zrobiła.
    Zawiodła się?
    To mało powiedziane! Mogła tego człowieka nienawidzić, pogardzać z całego świata, jednak przez kilka tygodni ratowała mu wciąż tyłek i kryła przed innymi, którzy okazali się tak samo przekupni i dali wiarę słowom jakieś manipulantki. Nie zamierzała ukrywać tego, że nie czuła przykrości i zawodu.
    Odsunęli się od niej!
    Ci, którzy obiecali być przy niej.
    Śledztwo trwało w dalszym ciągu i mimo że prokuratora już wysłała do sądu, akt oskarżenia to oparto jej motywacje na tak założonym argumencie, że nie mogła pojąć jak dorośli, ludzie są w stanie uwierzyć, że ktoś z tak błahego powodu chciałaby skrzywdzić innego zwłaszcza gdy rozpoczął swoje nowe życie.
    Co najbardziej ja początkowo przeraziło, a jednocześnie sprawiło, że zaczęła się zastanawiać i negować to czy rzeczywiście organy ściągania i prokurator dążą do prawdy to fakt, że niespodziewanie okazało, się, że nagrania z tamtego zdarzenia tajemniczo wyparowały, co wydawało się jej najbardziej niedorzeczną rzeczą i mimo braku tych nagrań wideo nie powstrzymano ludzi odpowiedzialnych za osadzeniem jej tutaj przed złożeniem odpowiednich wniosków do organów, które miały ją osądzić.
    Czy naprawdę nikt nie drążył tematu, czemu nagle akurat moment tego zdarzenia zniknął z monitoringu? To było tak banalne pytanie, jednak najwyraźniej nie chcieli dociekać. Mimo że absolutnie nie miała powodów do radości, bo to ostatnia rzecz, o której mogłaby pomyśleć, siedząc tak naprawdę w pudle, to szczęście, bo nawet samo to miejsce nie napawało pozytywnymi emocjami, wręcz doprowadzało do większego przygnębienia. Starała się nie popadać w skrajność swoich uczuć i trzymać się jednej myśli, która sprawiała, że radziła sobie w tym miejscu, to świadomość, że nie straciła wszystkich.
    Wiedziała jedno, że tam za murami tego piekielnego miejsca, czeka na nią mąż i przyjaciel, którzy ani na moment nie stracili w nią wiary i próbowali dociec prawdy. Nie opierali się na dowodach, które zgromadzili śledczy oraz zeznaniach, tkwili w słusznym przekonaniu, że jest w tym jakieś drugie podłoże i próbowali to rozwiązać.
    Skąd o tym wiedziała?
    Prawdę mówiąc, dowiedziała się tego wszystkiego od ukochanego, któremu w jakiś sposób udało się wyprosić prokuratora o spotkanie z nią. Dlatego poczucie, że nie została z tym sama, sprawiała, że nie załamała się i wciąż trzymała się usilnie tego koła ratunkowego w postaci przekonania o swojej niewinności.
    Zawiodła jednak ją postawa jej własnego brata, to mało powiedziane, była wręcz rozczarowana. Bolało ją to, naprawdę nie myślała, że dozna większego ciosu niż ten, jak dowiedziała się przez kogo, została posłana do tego koszmarnego domu dziecka, który wręcz był na równi z tym karcelu, w którym właśnie tkwiła.
    Obiecywał, zapewniał, że nigdy nie zwątpi, że zawsze będzie miała w nim oparcie. Nie miała powodu do zmartwień, bo przecież nie jest jak ich ojciec, który ot, tak ją porzucił. Nawet nie dostrzegła gdy po jej policzkach potoczyły się pierwsze słone krople łez, to było niezwykle przykre i dobijające, że jednak on zawiódł.
    Mówi się, że w chwili próby, okaże się, kto jest twoim najbliższym przyjacielem.
    Ona właśnie jest na tym etapie i mało ważne kto okazał się być wiernym znajomym, który nie utracił wiary, a kto nie jednak nie sprawiało jej wewnętrznego cierpienia niż świadomość, że chłopak, dzięki któremu nauczyła się ufać. Po raz pierwszy od lat dała wiarę, że jej życie przy nim może się zmienić, po kilku latach okaże się być tak zdradziecką szują, że odsunie się od niej gdy najbardziej będzie potrzebować jego wsparcia.
    Ona przez lata była przy nim, pomagała i wspierała nawet w błahostkach, a teraz przekonała się, że ta gra nie była warta świeczki. Gdyby wróciła do tego co było, chwili gdy zgodziła się na wykonanie testów DNA, powstrzymała samą siebie, by tego nie robić, by właśnie nie przezywać takiego rozczarowania, jak obecnie musiała znosić.
    I może teraz zbytnio dramatyzowała, jednak w obecnej sytuacji miała prawo i nawet chęć poużalania się nad sobą. Może nie była zazwyczaj taką osobą, jednak teraz jedyne, o czym myślała, to jak została oszukana. Okłamana przez osoby, które przez lata były jej najbliższe, bo nie da się ukryć, że prócz Anthony na samym początku najbardziej ufała Chesterowi i Mike oraz chłopakom z kapeli a ci po prostu ją zawiedli, a myśl o samym imieniu swojego byłego już narzeczonego doprowadzało ją do istnej wściekłości.
    Ścisnęła mocniej pieść gdy zobaczyła oczami swojej wyobraźni jego twarz, przed sobą i gdyby miała coś w ręce, zapewne uderzyłaby nią mocno w szarą ścianę, w którą wpatrywała się od dłuższej chwili, siedząc na tym cholernie niewygodnym łóżku. Nawet nie zwracała uwagę na dźwięki, które padały z korytarza, po prostu skupiła się na swoich wewnętrznych rozterkach i myślach i to, co ją dręczyło i niepokoiło, bo po co miała wysłuchiwać, odgłosów kroków kolejnych strażników, czy jakichś hałasów osadzonych kobiet.
    Tkwiła głęboko w swojej głowie wręcz, wyklinając i nie szczędząc słów obelg na tych, którzy okazali się takimi totalnymi złamasami. Rozumiałaby to, że mieli prawo się odwrócić gdyby faktycznie mieli powód, jednak oni uwierzyli w tak mało przekonujący lament pewnej kobiety, której i tak nie szanowali, wręcz nie znosili, jednak jej łzawa pokazówka najwyraźniej podziała na ich zmysły i sprawiła, że utracili wiarę.
    Jednak co jej po tym, gdy to ona musi odpowiadać i ponosić konsekwencje za to, że chciała po prostu pomóc.
    Czasami łapała ją myśl, że może nie powinna się angażować. Nie powinna reagować na trasie na ból i cierpienie czy to Michaela i Summer, ale sama myśl o małym promyczku, sprawiła, że czuła paskudny skurcz w sercu, a z tyłu głowy pojawił się natrętny głosik, który mówił jej że gdyby tego nie zrobiła, ona dalej musiałaby znosić nienawiść matki wobec siebie, a teraz jest szczęśliwa, chociaż miała taką nadzieję, że nic złego nie dzieje się jej przy dziadkach.
    Tego raczej nigdy nie będzie żałować, że pomogła dziecku uwolnić się pod opresji jej matki, ale czy dobrze zrobiła w przypadku Mike, wcześniej uważałaby, że tak, nawet po tym co ich poróżniło to, jednak nie chciała, by cierpiał i przeżywał to co ona musiała znosić w toksycznym związku, jednak gdy teraz o tym myślała, to zaczęła wątpić.
    W taki sposób właśnie jej odwdzięcza się za okazane dobre serce i jej cholerną emfatyczność. Oszukał ją w tak podły sposób.
    Położyła się na brzuchu, pozwalając, by jedna z rąk swobodnie zwisła z pryczy, a ona wzięła kamyk, który leżał w pobliżu i zaczęła coś skrobać na betonie, który i tak wymagał remontu. Można by pomyśleć, że można tu było czuć ogromne przygnębienie i postrach, jednak do jej umysłu powracały wspomnienia życia w tym paskudnym sierocińcu. Warunki wręcz wydawały się być tak samo identyczne.
    — Armando!
    Nawet nie zauważyła momentu gdy przy kratach jej sali pojawiła się strażniczka wraz z kolegą. Stanęli za nimi, spoglądając na nią bez żadnych emocji, a ona nawet nie zareagowała w chwili gdy się do niej zwrócili.
    — Armando! — zawołała, ponownie kobieta by w końcu na nią popatrzyła.
    Zamruczała cicho pod nosem i odwróciła głowę w ich kierunku i zobaczyła ich i wręcz skrzywdziła się na ich widok. Ten widok raczej nie powinien ją zaskakiwać czy dziwić, jednak w dalszym stopniu wywoływał ogromny wstręt.
    — Czego! — rzuciła oschle w ich kierunku.
    Nie trudziła się, by być bardziej uczuciowa, po co właściwie być. Strażnicy niemal przypominali jej opiekunów z domu dziecka, jednak mimo że wiedziała, że to ich praca, to jednak odczuwała, odradzę i niechęć do nich, tym bardziej że musiała żyć z palącą ją myślą, że oskarżono ją o coś, czego zupełnie nie zrobiła.
    — Wstawaj — polecił mundurowy.
    — Po co? — odezwała się bez cienia zainteresowania — Na spacerniaku już byłam — dodała z niechęcią.
    — Masz widzenie — powiedział mężczyzna.
    Momentalnie to ją zaciekawiło, może nie powinno, jednak odwróciła się do nich, gdy usłyszała w końcu szczęk otwierającego się zamka. Patrzyła, jak kobieta przekręca klucz w jej celi.
    — Kto to? — zapytał wprost.
    — Przekonasz się w sali widzeń — oznajmiła twardo kobieta.
    Nawet nie dostrzegła momentu gdy weszła do środka celi i podeszła do niej.
    — Ręce — poleciła.
    Z ogromną wręcz niechęcią wstała i wysunęła w jej stronę dłonie. Było to dla niej niezwykle upokarzające, że musiała być zakuta w dyby i nie dla zabawy erotycznej w łóżku, ale dlatego, że była traktowana jako przestępca, którym nigdy nie była. Mogła pochodzić z najgorszej patologii, jednak właśnie to sprawiło, że uciekła przez zdradzieckimnałogiem i ludźmi, którzy doprowadzali ją na dno, a teraz upadła. Trafiła na sam czeluść kanionu. Zachwiała się i upadła.
    Słyszała, jak policjantka zamyka kajdany wokół jej nadgarstków. Nawet nie stawiała oporu, bo nie uważała, że to ma jakiś sens i tak prędko pokazali, by jej kto tutaj rządzi. Poddała się, bo nie miała właściwie innego wyboru.
    Wkrótce została wyprowadzona z celi i gdy funkcjonariusz zamknął kraty jej celi, ruszyli, a ona była prowadzona przez kobietę, która trzymała dość mocno rękę na jej ramieniu, by zapobiec ucieczce, jednak jak tu nawet myśleć o czymś takim skoro więzienie jest pilnie strzeżone i odgrodzone, a ona nie miała powodu, by się stawiać.
    Szła, czując na swoim nadgarstkach te metalowe obręcze, które ją więziły.
    Czy w ogóle coś odczuwała? Od paru dni miała poczucie, że była wypruta ze wszelkich emocji. Prócz pustki nie towarzyszyło jej zupełnie nic. Nawet gdy mijała te same wręcz identyczne korytarze, w jej głowie pomimo wcześniejszego szaleństwa wielu myśli teraz one jakby wyparowały w jednej chwili, zniknęły.
    Wciąż jednak zastanawiało, ją kto chciał się z nią widzieć. Czy adwokat, który wynajął jej mąż i mimo że nie podobało się jej to, nie miała wyboru, to było jedyne, co pozostało albo on? Jednak ostatnio rozmawiała, z prawnikiem więc zapewne nie będzie chciał się z nią znowu widzieć.
    Jednak moment, w którym dotarli do sali widzeń, nie było już żadnego odwrotu. Mężczyzna w mundurze otworzył przed nimi drzwi a policjantka, która wciąż ją kurczowo trzymała, wprowadziła do środka. Widziała tę samą salę z kilkoma stolikami i krzesłami postawionych naprzeciw siebie i wydawało się ona pusta prócz jednego, do którego była właśnie prowadzona.
    Gdy tylko zdobyła się na to, by podnieś głowę i spojrzeć kto tam był niemal zamarła wewnętrznie. Z jednej strony jego nawet nie brała pod uwagę, już okazał swoje wręcz obrzydzenie w jej kierunku, z drugiej w głębi serca jednak czuła pewien rodzaj radości, jednak był on bardzo nikły zakopany pod warstwą zmartwień i problemów. Nie uspokoiło ją jednak jego mina. Był zbyt poważny i nie wyglądał, jakby w ogóle chciał tutaj być.
    Strażniczka usadziła ją na krześle naprzeciw niego i nawet nie pokrzepiła się, by zdjąć jej kajdanki. Stanęła dwa kroki dalej wraz ze swoim towarzyszem, który skrzyżował dłonie na piersiach i oznajmił:
    — Macie pięć minut — zagrzmiał jego srogi głos.
    Nie zdążyła nawet otworzyć ust, by cokolwiek powiedzieć, ubiegł ją, a jego głos był wręcz przepełniony, niechęcią i wrogością czego się najmniej spodziewała.
    — Chester…
    — Po prostu się zamknij i mnie posłuchaj — powiedział dość ostrym głosem — Nie przyszedłem tutaj by słuchać twoich żali!
    Bolało?
    Skłamałaby sama przed sobą jeśli by uznała, że rzeczywiście, jego słowa nie sprawiły jej cierpienia. Nigdy nie widziała go takiego, nie był wobec niej, tak opryskliwy tak wręcz arogancki, a teraz patrzyła w oczy, w których mogła dostrzec same negatywne cechy od złości po nienawiść i chociaż psychicznie widok ten boleśnie ranił, to starała się, jak tylko mogła ukryć swój smutek i łzy, które pragnęły przedrzeć się do jej oczu.
    — Co ty…
    — Powiedziałem, żebyś milczała! — zagrzmiał.
    Przygryzła niemal od wewnętrznej strony policzek, by pohamować się od urojenia, chociażby słonej kropli wody, która pragnęła wyrwać się na wolność spod jej spuchniętych powiek, które były oznaką jej niewyspania.
    — Nie obchodzi mnie twoje tłumaczenie! Przyszedłem cię tylko poinformować, że dla mnie przestałaś istnie…
    — Czyli wierzysz jakieś szmacie niż własnej siostrze!?
    Chociaż starała się być spokojna to jego słowa, które mówił, wbijały takie szpile w jej serce, których wręcz nie potrafiła, znieś. Spoglądała na niego w niedowierzaniu, bo nie rozumiała, czemu tak ją traktuje, czemu nie chce jej posłuchać jej wersji zdarzeń. Obrał jednak już stronę, w której tkwił i wierzył kobiecie, która tak podle manipulowała nimi.
    — A według ciebie jak mam interpretować to co widziałem? — spytał wściekle — Nie co dzień widzę jak moja siostra klęczy nad moim kumplem w kałuży jego krwi. Jak mam cię bronić, gdy odciski na nożu świadczą, że to ty go dotykałaś i zadałaś cios. Sam Mike powiedział, że to byłaś ty!
    — Kłamie — powiedziała to prawie bez uczuciowo.
    — On by nigdy nas nie oszukał…
    Gdy tylko to usłyszała na jej ustach, pojawił się niezwykle drwiący uśmiech. Czy on naprawdę uważa, że wie wszystko? Tak bardzo wierzy w Michaela, że nie trudził się, by docisnąć go i dopytać, jaka jest prawda. Od dłuższego czasu był oszukiwany, a on dalej wierzył w to, że Mike jest taki niewinny.
    — Tak, ja też tak myślałam. Dziwni mnie, że mu wierzysz, mając pojęcie, że okłamywał mnie przez kilka tygodni, zatajając prawdę o swoim romansie, to w tej kwestii by mówił prawdę?
    — Masz na to dowód? Coś, co sprawi, że mam ci uwierzyć w twoją domniemaną niewinność.
    — Kurwa Chester — wydarła się na niego.
    — Uspokójcie się, bo przerwiemy widzenie! — rozgrzmiał kobiecy głos za jej plecami.
    Zignorowała go, ani przez moment nie spuszczając spojrzenia ze swojego brata.
    — Ja ci ratowałam kumpla, a ty uwierzyłeś w jakąś łzawą scenkę kobiety, której i tak nie szanowałeś, bo załkała. Nie znając, prawdy o nich.
    — Jakoś mi się to nie widzi. Może i byłem sceptyczny wobec tego, ale każdy ma prawo się zmienić nawet ona…
    Owszem to prawda, ale ona wiedziała, że Taylor jest jeszcze gorsza niż wcześniej, jednak jego argumentacja oraz zaparcie w swoje przekonanie nie pozwalało jej do niego dotrzeć.
    — Czyli uważasz ze ja kłamię a ona mówię prawdę? — zapytała dość cichym głosem.
    — Owszem.
    Zacisnęła mocniej zęby, wręcz jeszcze bardziej hamując się, by nie wybuchnąć płaczem. Chociaż nie chciała tego ujawniać w taki sposób, nie miała wyboru. Podciągnęła rękaw więziennego uniformu, który i tak był na nią za duży i podniosła dłoń, na tyle ile mogła, gdzie na jej palcu spoczywał pierścionek zaręczynowy i obrączka ślubna.
    — Obce mi jest poczucie zazdrości o tego skurwysyna — rzuciła mściwie — Od trzech miesięcy jestem mężatką! — wybuchła pokazując mu jej dwie biżuterie, które miała przy sobie — Zazdrość, o którego faceta porzuciłam ponad półtora roku temu, gdy od kilku miesięcy byłam w szczęśliwym związku z facetem, w którym jestem po uszy zakochana i który mi wierzy.
    — I niby mam uwierzyć, że ma to cię bronić? Julio dowody świadczą przeciwko tobie. Nie potrafisz się wybronić, co oznacza jedno, byłaś tam i zrobiłaś to, nawet jeśli nie chodziło o zazdrość, to miałaś powód, ale nie chcesz go zdradzić. Mike by w takiej kwestii nie kłamał — dorzucił.
    — Może by nie kłamał gdyby nie miał przy sobie zony, która nim manipuluje…
    — Przestań! — zagrzmiał nagle — Nie zamierzam z tobą dyskutować. Nie masz dowodów przeciwko Taylor, a wszystkie zebrane materiały do tej pory świadczą, że to zrobiłaś.
    Widziała, jak w następnej chwili podnosi się i wstaje, jednak nie ruszył się z miejsca, tylko spoglądnął na nią z góry, mówiąc:
    — Nie chce cię znać! — powiedział to tak przepełnionym goryczą głosem — Wyrzekam się ciebie!
    — Co!? — spytała wręcz zaszokowana.
    — To, co słyszałaś. Dla mnie przestałaś istnieć. I nawet lepiej, że się ożeniłaś, bo przynajmniej nie będziesz hańbić mojego nazwiska! — dodał mściwie — Żałuje dnia, gdy ciebie przygarnąłem.
    Patrzyła wręcz na to wszystko w oszołomieniu, jeśli wcześniej miała jakieś hamulce, by ukryć swoje łzy, to teraz nawet się nie starała. One pociekły po jej policzkach. Nie zamierzała ich w sobie dusić. Nigdy nie sądziła, że dożyje dnia, gdy prosto w twarz jej brat się jej wyprze, zupełnie jak ten skurwysyn John.
    Zostawił ją, nawet nie chcąc jej wysłuchać. Chyba nic bardziej nie mogło ją boleć jak poczucie, że straciła osobę, na której tak bardzo jej zależało i którą kochała bez pamięci. Brata oraz jedyną rodzinę, którą posiadała.
    Spoglądała wręcz z mocno ściśniętym sercem, jak po raz ostatni wręcz spogląda na nią z niechęcią i obrzydzeniem, po czym wychodzi, zostawiając ją zupełnie samą. Wiara, która kiedyś pozwoliła im obojgu, dać sobie szansę teraz zniknęła.
    Umarła wraz z jego słowami!
    I nawet jeśli nie została z tym sama, bo miała przy sobie męża oraz przyjaciela, to utrata jednego z najważniejszych osób poza nimi doprowadzała, że poczuła, jak jej serce w jednej chwili się złamało.
    Podzieliła ich jedna kobieta. Idealna aktorka i podła manipulatorka.
    Kiedyś wierne sobie rodzeństwo, teraz obce sobie osoby.

Sunday, January 19, 2025

IV 37 (P.2) — NIECH MYŚLĄ ŻE TO PRAWDA

    — Pan sobie ze mnie żartuje!? — rzucił niezwykle wściekłym i sfrustrowanym głosem młody Hiszpan.
    Poderwał się z krzesła, na którym do tej pory siedział, spoglądając na jego z funkcjonariuszy, z którym rozmawiał. Czy mógł nazwać to złudnym darem losu, czy przekleństwem, jednak mężczyzna, z którym rozmawiał, znał jego ojczysty, język bardzo dobrze i mógł wyjaśnić mu okoliczności sprawy, a raczej, dlaczego jego ukochana została przez nich zatrzymana?
    Wydawało się to dla niego tak absurdalnie oburzające, że nie chciał dopuścić do siebie myśli, że obecnie jego żona, która wyszła, by spotkać się z własnym bratem, bo miała odebrać jedną rzecz, której się zawieruszyła w jego rzeczach, teraz siedzi za kratami więziennych murów, będąc jedyną oskarżoną w sprawie próby zabójstwa.
    Tak naprawdę gdy dowiedział się kogo, niby próbowała zabić, zupełnie nic z tego nie rozumiał. Owszem dyskutowała z nim na temat tego faceta, jednak tłumaczyła i mówiła, że byli jedynie znajomymi, którzy widywali się od czasu do czasu na wzgląd na to, że była siostrą jednego, z nich więc była zapraszana na spotkania z grupą bardziej prywatnie.
    Sam doskonale pamiętam, jak poszedł wraz z nią na urodziny Chestera, bo zabrała go jako osobę towarzyszącą i wydawać się mogło, że miała z zespołem całkiem dobry kontakt, oczywiście pomijając kwestie dość napiętej sytuacji, między nią a jednym z nich jak się potem okazało, był to Shinoda.
    Obserwował wszystko z boku i może nie rozumiał, o czym rozmawiają, jednak mógł od razu dostrzec, że to ona nie wchodziła w żadne konflikty, a raczej została zaczepianą przez kobietę, która zapewne była partnerką tego faceta i jego samego. Wykazywała się jednak sporą dawką zdrowego rozsądku i zamiast wdawać się z nimi w głupią pyskówkę, która i tak by za wiele nie dała, praktycznie ich zbyła, jednak sama przyznała, że nie chciała psuć przyjęcia rodzinnego brata i to się ceniło.
    To oni wyraźnie mieli do niej jakiś problem, o którym zupełnie nie wiedział.
    Oczywiście miał świadomość, że coś przed nim ukrywała, dali sobie jednak na tyle swobody, by nie mówić o czymś, czego zwyczajnie nie chcieli zdradzać, jednak dało się wyczuć, że coś poróżniło jak i Julie tak i Michaela, bo jeśli miała dosyć dobry kontakt z resztą kapeli, lecz nie z nim, to co mogło się tak naprawdę wydarzyć.
    Tego po prostu nie wiedział i nawet nie trudził się w dumaniu, czy zastanawianiu się co mogło się stać. Nie miał pojęcia o wydarzeniach z jej życia przed ich poznaniem prócz tych, których ona sama mu nie zdradziła, więc jeśli między nimi był jakiś konflikt, ona tego po prostu mu nie powiedziała.
    Szanował to w pełni, bo on sam zachowywał pewne rzeczy dla siebie i nie oznaczało, to, że wzajemnie sobie nie ufali, bo potrafili sobie zaufać jak mało kto. Umieli po prostu zachować pewne aspekty poprzedniego życia dla siebie.
    Jednak nie wydawało mu się, wręcz było mało prawdopodobnie, co on nawet myślał, wręcz nie było możliwe, by nagle ich tarcia były na tyle silne, by doprowadzić Julie do stanu, w którym byłaby w stanie nawet kogoś skrzywdzić. Było to wręcz nierealistyczne, bo jedynie siły gdzie używała tego na siłowni, by się wyładować na sprzęcie do tego przeznaczonym, a w łóżku gdy wykazywała, się dominacją nie była nawet brutalna, bo sam tego po prostu nie chciał. Oboje znali umiar i ograniczali się jedynie do klapsów czy zniewolenia dłoni w kajdanki. Nie używali innej formy przemocy, bo nie było to zbyt podniecające może dla kogoś tak, jednak dla niego czy Julii zwyczajnie to nie pociągało i nie sprawiło, że byliby w stanie to zrobić.
    Nie była nawet osobą agresywną, bo może miała czasami dość ostry język i bywała uszczypliwa, to jednak miała szacunek wobec innych, dlatego ciężko było mu uwierzyć dla niego w te głupoty, które wygadywał jeden z funkcjonariuszy, którzy prowadzili jej sprawę.
    — Absolutnie nie — powiedział porucznik, który siedział przed nim — Pańska żona jest obecnie jedyną podejrzaną, na chwilę obecną zbieramy dowody z miejsca zbrodni i wyczekujemy na polepszenie się stanu poszkodowanego jeśli oczywiście do tego dojdzie, będziemy go przesłuchiwać. Obecnie jesteśmy w fazie ustalania i zbierania materiałów dowodowych, jednak sytuacja pańskiej żony nie wygląda za ciekawie — przyznał szczerze.
    — Rozmawialiście z nią? Szczerze ostatnią osobą, jaką można było posądzić, o zrobienie krzywdy była Julia. Ona nie jest agresywna, może podchodzi z bidula, ale nigdy nie była osobą przemocą, wręcz się tego brzydziła. Nie jestem w stanie uwierzyć, że ona byłaby w stanie zrobić komuś krzywdę — mówił, nie kryjąc swojego zdumienia.
    — Mogę zrozumieć pana frustracje, jednak to nasza praca i musimy wykonywać swoje obowiązki, prócz niej na miejscu przestępstwa, nie było nikogo innego, niedaleko niej był nóż, którym prawdopodobnie chciano pozbawić życia pana Shinody…
    — Ale jakim by miała powód!? — zastanawiał się na głos.
    — Rozmawiając z żoną pokrzywdzonego oraz bratem pańskiej żony, oraz kolegami oboje podtrzymują tłumaczenie, że mogło być to spowodowane zazdrością o pana Michaela…
    — Co!? — wybuchł nagle — Pan chyba żartuje.
    Czuł jak kącik jego ust, nagle podrywa się do góry w dość ironicznym uśmiechu, bo nie uznał tego tłumaczenia za wiarygodne, wręcz najbardziej szaloną i zabawną rzecz, jaką kiedykolwiek mógłby usłyszeć. Nie o fakt, utrzymania, że jego żona mogłaby wykazywać się takim dość nieżyczliwym zachowaniem względem kogoś, a raczej w związku z facetem, z którym nie była w zbytnio dobrych stosunkach a o sam fakt.
    — Absolutnie nie. Może to wydawać się panu dość nie poważne, jednak są przypadki, w którym zabijano czy w jakiś inny sposób uszkodzono czyjeś ciało, właśnie na wzgląd czegoś, co wydaje się taką nieoczywistą rzeczą. Ja rozumiem, że jest to dla pana dość szokujące, jednak musimy zbadać wszelkie okoliczności sprawy, nawet coś tak bardzo prostolinijnego jak właśnie poczucie zazdrości.
    — Ale… — zaczął, bo nie chciał i nie zamierzał w to uwierzyć — Bo po co jej to było? — zastanawiał się na głos. Jesteśmy ze sobą od paru miesięcy, małżeństwem prawie dwa…
    — Rozmawiając z panem Benningtonem, wspomniał, że pana żona oraz pan Shinoda w przeszłości byli parą mało tego, byli zaręczeni przez kilka miesięcy.
    Patrzył wręcz w oszołomieniu na mężczyznę, który siedział przed nim i wręcz do niego nie docierało, co właśnie powiedział. Nie zdziwiło go, że właśnie odkrył jedną z tajemnic swojej żony, bardziej był zdumiony tym, że dowiedział się, co tak naprawdę łączyło jego ukochaną z tamtym facetem. Najmniej chyba by się spodziewał, że dowie się o niej takiej rzeczy.
    Czy czuł się oszukany? Nie chciał tego ujmować w taki sposób, ponieważ wiedział, że każdy ma inną historię, dlatego nie zamierzał się o to złościć, jednak nie potrafił jakoś połączyć w głowie obrazu Julii, która byłaby właśnie z poszkodowanym muzykiem. Może to było tylko jego odczucie, ale uważał, że naprawdę wiele ich dzieli, zbytnia różnica charakterów czy osobowości albo po prostu próbował sobie to wmówić, nie dowierzając w to co uwierzył.
    — Nie wiedział pan o tym? — stwierdził policjant gdy zobaczył jego zaszokowaną minę.
    Pokręcił w zaprzeczeniu głową i w tej kwestii absolutnie nie kłamał. Nie zdradziła mu tego jednak jeśli miała powód ku temu.
    — Mówił, dlaczego się rozstali?
    — Z tego co udało nam się ustalić, to pan Shinoda, oszukał pana żonę. Mieli bardzo trudny czas po zaręczynach, który nie przetrwali, dodatkowo z tego co się udało nam ustalić, doszło do zdrady. Pan Michael spędził noc z obecną małżonką, co było bezpośrednim powodem tego, że pani Bennington go zostawiła.
    Gdy tego słuchał, cała sytuacja dla niego nabierała więcej sensu. Jeśli faktycznie słowa, które porucznik mówił, były prawdą, to Julia nie miała najmniejszego powodu do tego, by posunąć się do takiego czynu. Tym bardziej argumentacja jej przyjaciół i brata wydawała się kuleć. Jaka osoba, która byłaby zdradzona przez kiedyś ukochaną osobę, wykazywałaby się zazdrością o niego, podczas gdy całkowicie skupiła się na związku z nim.
    — To nie ma sensu — odezwał się nagle.
    — Co pan ma na myśli? — padło pytanie z ust śledczego.
    — Po co Julia miałaby próbować zabić swojego byłego, który tak perfidnie ją oszukał? Nie wiem ile minęło czasu od zerwania gdy spotkaliśmy się ponownie, jednak nie wyglądała na osobę, która była zbyt przejęta poprzednim związkiem.
    — Rozumiem pana frustracje i nie chce pan pogodzić się z myślą, ale wszystko ustalimy. Na chwile obecna próbujemy dostrzec do kamer monitoringu. Mój operacyjny partner przegląda materiały dostarczone przez ochronę budynku. Jeśli wyjdzie na niej, że pani Julia niczego nie zrobiła, zostanie zwolniona na chwilę obecną, zatrzymaliśmy ją w areszcie do wyjaśnienia sprawy. Prosiłabym, żeby postarał się pan załatwić dla niej adwokata na wszelki wypadek.
    — Czyli ją oskarżacie!? — wybuchł.
    — Dla dobra sprawy i podejrzanej radzę to zrobić.
    — Czy mogę się z nią spotkać przynajmniej?
    — Musi pan ustalić to z adwokatem oraz prokuratorem czy się na to zgodzi i nie zaszkodzi sprawie. My nie mamy takich możliwości — powiedział.
    — Nie wierzę, jednak by moja żona byłaby w stanie kogoś zabić! — rzucił.
    Wkrótce jednak obaj powstali i funkcjonariusz odprowadził go do drzwi swojego gabinetu, w którym siedzieli od dłuższej chwili i uścisnął mu dłoń i powiedział:
    — Będziemy się z panem kontaktować w razie gdyby coś nowego się pojawiło — zapewnił.
    Spojrzał na niego po raz ostatni, zanim wyszedł z gabinetu. Naprawdę nie docierało do niego, to co właśnie usłyszał. Nie tylko to, że dowiedział się kilku tajemnic z życia jego ukochanej, jednak bardziej dla niego było niezrozumiałe postawienie jej w stan oskarżenia. Mało możliwe, że tak długo tłamsiła w sobie chęć do zemsty, by faktycznie ją dokonać. Było to tak mało prawdopodobnejak to, że tutaj w Los Angeles pojawi się śnieg w lecie. Widział jej wyraźną niechęć i dystans wobec Michaela, może nie było to kilka spotkań a jedno, jednak gdyby faktycznie byłą tak mściwa, to by to zauważył, a nawet jak ją poznał wydawała się nawet zapomnieć o tym co się wydarzyło.
    Jednak również dziwiło go, wręcz zdumiało, go fakt, że to jej własny brat ją wydał w łapska policji. Do czego sam się z resztą przyznał Anthony. Uwierzył, że faktycznie mogłaby wina, nie mając na to absolutnie żadnych dowodów. Jaka rodzina odwraca się od bliskich w takich momentach, zwłaszcza że wiedział, że Julia miała tylko jego jako rodzinę i widać było, że strasznie jej zależało na ich więzi, zapewne teraz czuła się rozgoryczona i zdradzona przez niego. Sam miał brata i siostrę i mimo że bywały lepsze i gorsze chwile to nie wierzył, by którykolwiek z nich się od niego odwrócił w chwili gdyby najbardziej ich potrzebował.
    Teraz mógł jedynie tak naprawdę czekać i próbować zabiegać o spotkanie z Julią w areszcie. Do czego zamierzał dążyć. Nie odpuści tak tego. Zrobi wszystko, by dojść do źródła prawdy i uwolnić ukochaną z tego paskudnego miejsca.

✫★✫


    Ten specyficzny zapach, zaczął przedzierać się przez jego nozdrza, wdzierając się brutalnie do jego umysłu. Z każdą chwilą budził się coraz bardziej, słyszał każdy odgłos, który przedzierał się do niego, szmer, odgłos przejeżdżających samochodów, gwaru miasta, słyszał głośne rozmowy, które do niego docierały, lecz nic z nich nie rozumiał, jednak w jego głowie panował istny chaos, nad którym nie potrafił zapanować.
    Poczucie, że za moment wręcz rozsadzi mu głowę, było czymś nie znośnym, z czym nie mógł sobie poradzić. Miał wrażenie, jakby w jego głowie utkwiła bomba, która bez ostrzeżenia wybuchła. Przymusił się wręcz, do delikatnego poruszeniem jednym z palców, gdy na drugim wyczuł plastikowy przedmiot, który miał na nim zaciśnięty jednak ten maleńki ruch sprawił, że zaczął go odczuwać jeszcze boleśniej.
    Nic z tego jednak nie rozumiał, co się wokół niego działo, jedynie ten hermetyczny zapach, który tak bardzo kojarzył mu się ze szpitalnymi murami, sprawił, że w jego głowie pojawiło się pytanie.
    Co ja tutaj robię?
    Dręcząca go myśl, która nie pozwalała o sobie zapomnieć, pragnął wiedzieć, co się dzieje, powrócić wspomnieniami do wydarzeń sprzed momentu gdy stracił przytomność, jednak panowała zupełna pustka, a on czuł, jakby był pozbawiony, czegoś jakieś ważnego elementu.
    Jednak czy chciał otwierać oczy?
    Tak błahe na pozór pytanie, jednak w nim wywarło wiele sprzeczności. Zapach, który tak bardzo kojarzył z pewną osobą, sprawił, że nie chciał nawet dawać znaku życia. Aromat tak silnych perfum, które były zbyt znajome i przywoływały na myśl jego największy koszmar. Demona w ludzkim ciele.
    Nigdy nie sądził, że może kogoś tak bardzo się obawiać, jednak musiał zmienić całkowicie swoje priorytety. Wcześniej uważał jedynie ją, za pozbawioną moralności i wierności kobietę, teraz stała się kimś, przez którego obawiał się własnego cienia.
    Strach był uczuciem, które towarzyszyło mu każdego dnia.
    Gdy tylko mógł, nie wracał chętnie do domu, by nie spotkać właśnie jej! Małżonki, dla której tak wiele stracił. Starał się, jak tylko mógł, zachować spokój, nie drgnąć ani przez moment by wciąż wierzyła, że jest nieprzytomny a prawdę mówiąc, powoli odzyskiwał przytomność z każdą chwilą obrazy ostatnich dni gdy był świadomy, wracały. Pamiętając o nich, widząc je oczami własnej wyobraźni, tym bardziej utwierdził się w przekonaniu, że jednym z lepszych rzeczy, jakie zrobi to dalej, będzie udawać, żenie odzyskał przytomności.
    Nie oczekiwał, jednak tego co się wydarzy, była zbyt bystra, by nie dostrzec nikłego, lecz wyraźnego oznaki, że leżący przy niej mężczyzna już nie śpi. Nie tkwi, we własnym umyślę, po tym, gdy znowu stał się jej ofiarą.
    Czy tego żałowała?
    Mogła wręcz prychnąć pod nosem i uznać, że żal jest ostatnim, co mogła odczuć względem niego. Może ich coś łączyło gdy byli jeszcze nastolatkami, teraz prócz odrazy i niechęci do niego, nie czuła do niego zupełnie nic.
    Małżeństwo od początku dla niej było jasną formą, dla niego złudnym poczuciem, że znowu go pokochała, bo uwierzył w jej maskaradę. Zagrała idealnie wręcz swoją rolę a on pozostał tak samo nawiany jak przed laty więc nawet za wiele nie musiała się starać. Wystarczyło pograć przejętą i zatroskaną dawną dziewczynę, która zrozumiała swoje błędy, a on dał uwieść się tym podłym manipulacją.
    — To zabawne Michaelu — odezwała się na głos.
    Nie była na tyle durna, doskonale wiedziała, że ją słyszy. Nie było sensu już udawać. Jeśli naprawdę sądził, że to uchroni go przed nią, niezwykle się mylił. Potrafiła być podle zajadła i osiągnąć własny cel. Właściwie to zrobiła, a on ułatwił jej tylko zadanie.
    — Za każdym razem, ta pieprzona zdzira ratuje twój zasrany tyłek — powiedział wręcz z kpiną — A ty dalej wykazujesz się bezbłędnym posłuszeństwem — dorzuciła niezwykle szyderczo.
    Milczał, wciąż z mocno przymkniętymi powiekami, nie chcąc spojrzeć na twarz kobiety, której tak go brzydziła. Wywoływała okrutny wstręt, o którym pragnął zwyczajnie zapomnieć, jednak jej obecność sprawiało, że przypominał sobie o tej niechęci względem niej.
    — Nawet teraz… — kontynuowała swój jednostronny monolog — Tobie pomogła, ale swoich czterech liter nie uratuje — rzuciła przepełnionym kpiną głosem.
    — Coś ty jej zrobiła…? — wydusił, pomimo która rurki tkwiła w jego przełyku.
    Czuł, że ta dyskusja podąża w zupełnie nieoczekiwaną stronę, zbagatelizował swój stan, własny ból, zdrowie. Nie miało to teraz takiego znaczenia, gdy sens, a raczej podtekst jej wypowiedzi. Może wydawał się taki nieszkodliwy, jednak czuł wręcz przesycony od jadu jej tonu głosu, który był zbyt charakterystyczny, by uznać, że jest wręcz mylący.
    — No wreszcie mój drogi mężu — odezwała się, spoglądając wprost na niego.
    Widząc spojrzenie jej zielonych oczu, poczuł, jak coś w żołądku mu się wywróciło, powstrzymał wręcz odruch wymiotny na jej widok. Obrzydzała go i nienawidził jej jednocześnie,
    — Obudziłeś się śpiący królewiczu — zadrwiła — Powinneś dostać teraz w mordę, ale nie chce mieć kłopotów w szpitalu, bo nie mam pewnej naiwniaczki, która ślepo ci pomoże. Głupia smarkula, która myśli, że była w stanie ci pomóc — powiedziała, wręcz plując na podłogę.
    — Coś ty…
    — Nie wysilaj się kochanie — podkreśliła — Jesteś osłabiony — dodała, z posądza słodyczą w głosie — Nie wolno ci się przemęczać! — dodała, kłamiąc, jak tylko mogła.
    Patrzył na nią, czując wręcz wzbierającą w nim panikę. Ona nie przejmowała nim, nie robiła tego! Od razu była wręcz wyczuwalna fałszywość w jej głosie, której nie starała się nawet ukryć.
    Nie miało to nawet sensu, bo oboje znali prawdę o ich związku, który nie istniał. Był to jedynie układ i pozorne granie małżeństwa przed innymi, wewnątrz było totalną ruiną z poczuciem strachu i lęku przez muzyka, który wpakował się w najbardziej chory układ, jaki mógł.
    Przez wiele lat żył w szczęśliwym związku, jednak swoimi dość głupimi działaniami stracił wszystko. Wpakował się w coś, co myślał, że będzie mieć przyszłość, ale jak bardzo się pomylił, wystarczyło tylko to zobaczyć.
    — Zanim wezmę lekarza, mamy sobie coś do powiedzenia!
    Drgnął zlękniony, słysząc, wręcz jak jej głos staje się lodowaty, pełen wrogości i niechęci do niego. Popatrzył na nią, z trudem przełykając ślinę. Spoglądał jak jej oczy powoli się zwężając to było zbyt znajome gdy wpadła w szał czy furie. Widział, jak podnosi się z krzesła, na którym do tej pory siedziała i pochyla się nad nim z tym jadowitym uśmiechem.
    — Posłuchaj mnie mój drogi mężu — powiedziała niskim głosem, który wręcz sprawiał, że zląkł się jeszcze bardziej.
    Chociaż bardzo pragnął się odsunąć, to jednak jego ciało odmawiało posłuszeństwa. Wbił się w puch poduszek, na których do tej pory leżał. Spoglądał na wręcz niebezpiecznie zwężone oczy, które nie wróciły niczego dobrego.
    — Nie będziemy siebie oszukiwać wzajemnie — rzuciła ostrym głosem — Doskonale wiemy oboje, co się stało, jednak… — ucięła w pewnej chwili, uśmiechając się wręcz w szaleńczy sposób — Gdy tylko przyjdą tutaj policjanci — zaczęła go instruować — Grzecznie zeznasz, że zaatakowała cię ta podła szmata!
    — Nie! — sprzeciwił się.
    Mógł mieć luki w pamięci, nie móc przypomnieć sobie całego zdarzenia, jednak jedno, do czego wręcz był pewny, to, że nigdy nie oskarży kogoś, kto nie był winny o coś, czego nie zrobił.
    Ta myśl momentalnie sprawiła, że w jego głowie pojawił się jakby alarm, który go ostrzegł. Mimo targających go obaw popatrzył na nią i wydusił:
    — Gdzie ona jest!?
    — Tam, gdzie jest jej miejsce! — wysyczała — Mike, skarbie, chyba nie muszę ci przypominać, że jeśli nie zrobisz tego co ci każe, ktoś inny chętnie się nią zaopiekuje — dodała, wręcz uśmiechając się w tak podły i nikczemny sposób, że lęk był jedynie delikatnym określeniem, panicznego strachu, który przez niego przemknął.
    — Nie zrobicie tego! — powiedział wręcz z przerażeniem.
    Każdego dnia mógł jedynie żałować, tego dnia, gdy wdawał się w ten głupi układ. Nie powinien tego robić! A jednak zgodził się ubabrać siebie po same uszy nie tylko w związku z nią, a także tajemnicą, którą dzielił z nią.
    — Mike wiesz doskonale, że owszem zrobię to! Nie zawaham się ani przez moment, chyba że… — urwała nagle i spojrzała na niego swoim przenikliwym spojrzeniem, które w niego wlepiła — Wykażesz się i grzecznie zeznasz, tak jak ci każe!? — dodała w iście szatańskim uśmiechem.
    Przymknął powieki, czując się zupełnie pokonany. Mógł dalej stawiać opór, jednak doskonale wiedział, że im dłużej by to robił, tym gorzej by się to dla niego skończyło. Pomimo tego, że pragnął dobra dla swojej byłej dziewczyny, to aktualnie stał się po raz kolejny zdrajcą i zadziała wbrew własnemu sumieniu.
    Jego wcześniejsze obietnice, że nie ukaże kogoś, kto nigdy nie przyczynił się do jakieś przestępstwa, lgnęło niczym domek z kart, który wytrwale się buduje, a on w pewnej chwili pada pod wpływem jednego nieostrożnego ruchu.
    W jego przypadku tym złym położeniem kolejnej karty z talii był nawiany uwierzenie Taylor, a jeśli miał to bardziej sprecyzować, to moment gdy pod wpływem tego zasranego alkoholu wylądował w nią w łóżku, mógł nie pamiętać tej nocy, jednak poranek pamiętał zbyt dobrze.
    — Więc jak będzie…? — odezwała się wręcz z cichym sykiem — Będziesz grzecznym chłopcem? — szydziła wprost z niego.
    Wzdrygnął się na ostatnie słowo, jednak wiedział, że nie mógł odmówić. Czując się pokonany, delikatnie przytaknął głowę, godząc się na układ, przez który znienawidzi sam siebie i nie będzie nawet zdumiony gdy to właśnie jego dawna miłość poczuje do niego pogardę.



Saturday, January 18, 2025

IV 36 (P.2) — OSADZONA ZA KRATAMI

    Spojrzał po raz kolejny w przeciągu kilku minut na zegarek, stojący na jednej z szafek jakby czegoś wyczekiwał, a raczej czekał. Mijała już czwarta godzina, odkąd jego żona nagle musiała wyjść, bo miała odebrać jedną rzecz, a nie było jej już od kilku godzin. Nie było dla niego istotne, że obiad już dawno wystygł, który czekał na nich. On się nie liczył w momencie, gdy wciąż zamartwiał się o swoją ukochaną żonę.
    Oczywiście mógł wziąć pod uwagę, że jej brat mógł ją zwyczajnie zatrzymać na jakąś pogawędkę. Może go nie znał za dobrze, jednak dało się dostrzec, że to typowy gawędziarz więc nie powinien się martwić prawda?
    Też tak myślał, jednak coś od dłuższego czasu, nie dawało mu spokoju.
    Nie mógł oprzeć temu niepokojącemu poczuciu, które utkwiło nagle w jego głowie i nie pozwalało o niczym innym nawet pomyśleć. Oczywiście mogło być to mylące złudzenie, że martwił się na zapas. Jednak coś z tyłu głowy nie pozwalało mu pozbyć się tego niepojącego uczucia, które w nim wzrastało coraz bardziej.
    Popatrzył na swój telefon, jakby oczekiwał, że ktoś zaraz napisze i powie mu, gdzie jest Julia, jednak nawet próby dodzwonienia się do niej okazały się być wręcz daremnym trudem, a wszystko dlatego, że zostawiła swój telefon na stoliku i nie wzięła ze sobą prócz kluczy do wynajętego samochodu. Tak naprawdę nie wiedział, co miałby zrobić, niepokoił się coraz bardziej o nią, a jego myśli były bardzo niespokojne.
    Próbował siebie bez żadnego efektu uspokoić, by nie popadać w istną paranoję, bo przecież nic wielkiego się nie wydarzyło, prawda, jednak ta jej przedłużająca się obecność była dosyć niepokojąca. Nie chciał również zbytnio panikować, by nie wyjść na osobę, co zbytnio się przejmuje nieobecnością ukochanej, która mogła zwyczajnie się zagadać.
    Jednak nie potrafił!
    Coraz bardziej dręczyło go przeświadczenie, że stało się coś niezwykle niepokojącego, a on nic o tym nie wiedział. Westchnął cicho, tak naprawdę nie wiedząc, co ma zrobić. Oczywiście wiedział, że pojechała do głównego studia Warner Bros i mógłby tam pojechać, ale właśnie nie miał samochodu w zapasie, a na taksówkę musiał poczekać.
    Nie był osobą, która również lubiła grzebać w nie swoich rzeczach, dlatego nawet nie zaglądał do jej telefon, chociaż kusiło go, by to zrobić. Spoglądał na jej smartfon, który leżał na stoliku przed siatkami z jedzeniem i łapał się coraz bardziej na przejrzeniu jej telefonu w poszukiwaniu kontaktu do jakiegoś bliskiej jej osoby. Owszem może nie znał zbyt dobrze angielskiego, jednak nie bez powodu istnieje tłumacz Google, który nie jednokrotnie mu pomógł.
    Chociaż starał się wykorzystywać każdą minutę do nauki języka, to nie czuł się jeszcze na tyle pewnie by w nim rozmawiać. Wiedział, że wiele brakuje mu to chociaż, by podstawowej komunikacji a co dopiero do perfekcji.
    Coraz bardziej czuł się sfrustrowany tą sytuacją, a widząc mijający czas, czuł coraz większy niepokój.
    To był jak impuls.
    Nie wiele się zastanawiał nad tym co robił.
    Po prostu wstał i podszedł do stołu i chwycił jej telefon. Wiedział, że nie może, jednak niepokój o bliską mu kobietę przysłonił jakąkolwiek zdrowy rozsądek czy zachowanie jej prywatności. Tutaj chodziło o nią, oczywiście liczył się z jej gniewem, że narusza jej przestrzeń osobistą, w pełni weźmie to na siebie, jednak teraz pragnął jedynie dowiedzieć się co się z nią dzieje.
    Zajrzał do książki kontaktów i od razu zobaczył, ostatnią przychodząc wiadomość, była to połączenie z jej bratem. Zawahał się przez moment, wiedział, że jak zadzwoni, będzie mu trudniej się dogadać, bo nie miała tłumacza obok siebie czy to w formie telefonu, czy Julii, która właśnie często coś mu tłumaczyła z angielskiego, dlatego wszedł w opcje wiadomości i chwycił swój telefon, gdzie włączył aplikacje z tłumaczem i wklepał tam kilka słów po hiszpańsku, które po krótkiej chwili przetłumaczyły się na angielski.
    Może sobie utrudniał sytuacje, jednak zdawał sobie sprawę, że trudniej będzie się mu dogadać, jak do niego zadzwoni. Dlatego wybrał tę opcję, pomimo że mogła być czasochłonna jednak znajdzie każdy sposób, by tylko, dowiedzieć się gdzie podziała się jego ukochana. Przepisał treść, mając nadzieje, że chociaż odrobinę jest poprawna i będzie zrozumiała dla Benningtona.

Cześć, z tej strony Ricardo, jeśli mnie nie pamiętasz, jestem partnerem twojej siostry.
Pisze od niej, ponieważ tylko ona ma twój numer.
Chciałabym tylko zapytać, czy spotkała się dziś z tobą?
Martwię się o nią, ponieważ nie daje znaku życia od paru godzin.
Ricardo.

    Wysłał prędko wiadomość, z nadzieją, że otrzyma dość szybką odpowiedź. Patrzył na ekran z treścią dość dłuższej wiadomości i nawet nie sprawdzał, o czym pisali wcześniej, bo nawet i tak by ich nie zrozumiał, sam nie miał powodu tego robić. Wyczekiwał tego jak napisze cokolwiek.
    Wiadomość przyszła dość prędko i skopiował ją i przerzucił do tłumacza, który znalazł w telefonie Julii, a wkrótce ujrzał tekst zmieniony na ojczysty język i gdy tylko przeczytał treść, niemal go zmroziło:

Jest w areszcie!
Chester

    Od razu można było wyczuć, że wiadomość była bardzo negatywnie nacechowana, aż biła od niego agresja, której wręcz dało się wyczuć przez telefon. Patrząc na tę krótką treść, czuł jakby zupełnie nic, z tego nie rozumiał.
    Przez paroma godzinami wyszła się z nim spotkać, miała wrócić jak najprędzej, a teraz czytał o tym, że trafiła do więzienia. Co się stało na przestrzeni tego czasu, że dowiaduje się coś takiego. Chciał już pisać i dopytywać się co się mogło wydarzyć, jednak nagle na telefonie jego żony pojawił się komunikat, że ktoś do niej dzwoni. Widział na ekranie pojawiające się imię Anthony oraz zdjęcie.
    Daleko nie musiał wręcz szukać w swojej głowie, skąd go zna. Prawdę mówiąc, widział go już kilkukrotnie a ten sam chłopak, był świadkiem na ślubie jego oraz Julii był to jej najbliższy przyjaciel. Wiedział o ich zażyłości i absolutnie nie miał o nią żadnych problemów, jednak zastanawiało go, po co dzwonił.
    Może i był niepewny swojego angielskiego i to bardzo, jednak odebrał, a po krótkiej chwili odezwał się głos po drugiej stronie:
    — No na reszcie Julio — nie za bardzo jednak zrozumiał sens jego słów.
    — Przepraszam… ale to nie Julia, tylko…
    — Ricardo? — zdziwił się ten sam głos — Co się stało? — odezwał się momentalnie już po hiszpańsku.
    Wiedział o tym, że przyjaciel Julii od dłuższego czasu uczył się tego języka, bo jego żona o tym wspominała, że już wcześniej wraz z nią chodził na kurs gdy byli jeszcze dziećmi, a teraz ponownie podjął się szkolenia i musiał przyznać, że jak na początek dobrze mu szło.
    — Julia zaginęła — oświadczył wprost — Nie wiem, ile zrozumiesz — odezwał się już w swoim ojczystym języku — Ale wyszła przed paroma godzinami i do tej pory nie wróciła. Pisałem do jej brata, a on twierdzi, że jest w więzieniu…
    — Co takiego!? — rozbrzmiał rozzłoszczony głos po drugiej stornie.
    Tymczasem w małym mieszkaniu na obrzeżach Phoenix, młody mężczyzna wręcz poderwał się z kanapy gdy tylko słowa mężczyzny do niego dotarły i w niego uderzyły. Może i nadal miał małe trudności w rozumieniu hiszpańskiego, jednak wciąż się uczył, nie był na tak zaawansowanym poziomie jak jego wieloletnia przyjaciółka, dla której tej język, którym posługiwała się tak samo biegle jak właśnie ich ojczystym, jednak wstrząsnęło to nim.
    Miał nadzieje, że pogada sobie z Julią, bo dawno z nią nie dyskutował, a tutaj dowiaduje się od jej męża, że nie może się z nią skontaktować od paru godzin i niby została aresztowana?
    Coś mu tutaj wyraźnie nie grało!
    I nie chodziło tutaj, że nie wierzył Ricardo, bo zapewne czuł się jeszcze bardziej zagubiony bez niej, bo blokada językowa znacząco utrudniała komunikacje, mimo że w Los Angeles i ogólnie w Kalifornii było dużo meksykańczyków, którzy mówili w jego języku, jednak zdawał sobie sprawę, że mogą się one również, tak jak w przypadku ich języka oraz Brytyjczyków, niby ten sam, jednak jest wiele różnic i tłumaczeń dlatego zapewne tak samo było w Hiszpańskim wystarczyło wziąć to na chłopski rozum.
    Zdawał sobie sprawę, jednak że Ricardo dopiero się uczy podstaw, więc potrzebował czasu, by zaczął pewniej mówić, a jeśli nie zna jeszcze tak wielu podstaw to jak ma się dogadać.
    Jednak jego słowa było jak kubeł zimnej wody i tak naprawdę nic sam z tego nie rozumiał. A jedyną osobą, która być może wie, co się stało, był nie kto inny jak Chester, jeśli z nim poszła się spotkać, był ostatnią osobą, z którą się widziała i musiał coś w tej sprawie wiedzieć.
    Nie chciał jednak poddawać się presji gniewu czy skrajnych emocji, gdy tak naprawdę nie wiedział za wiele, jednak z każdą chwilą czuł coraz większy niepokój, który zaczął wyraźnie o sobie dawać znać. Nie mógł się odgonić od myśli, że działo się coś bardzo złego, a on o niczym nie wiedział.
    Nie zamierzał jednak siedzieć i dywagować nad tym jednak dowiedzieć się czegokolwiek na ten temat. Miał nadzieje, że to głupi dowcip Chestera, a nie coś poważnego, lecz zanim w ogóle wybrał do niego numer zwrócił się do Ricardo.
    — Posłuchaj, zadzwonię do niego i dowiem się czegoś więcej — powiedział dość uspokajającym tonem głosu.
    Starał się zachować spokój, jednak zaczęła go dręczyć pewna niepokojąca myśl, która nie pozwalała siebie odrzucić. Ona wciąż do niego powracała jak bumerang. Dlatego otrząsnął się z lekkiego zamyślenia i dodał:
    — Dam ci znać gdy czegoś się dowiem — zapewnił.
    — Proszę, oddzwoń do mnie, bo naprawdę się martwię — usłyszał przejęcie w jego głosie.
    Nie był wcale zaskoczony, że czuł się zmartwiony, bo i on coraz bardziej się niepokoił. Mimo że oczywiście był zaskoczony tym, że nagle Julia odnalazła nową sympatię to, jednak nie starał się stanąć na przeszkodzie im i widział, że naprawdę temu facetowi na niej zależy i miał nadzieje, że nie okaże się takim samym skurwysynem jak je były, do którego pałał wręcz czystą nienawiścią.
    Rozłączył się i niemal warknął poirytowany na myśl o Michaelu, przez wiele lat ufał mu, że niczego złego nie zrobi jego przyjaciółce, jednak bardzo się mylił, a wystarczyła jedna sytuacja, która sprawiła, że ujawnił swoją prawdziwą twarz. Dlatego miał nadzieje, że Ricardo nie okaże się takim sukinsynem i jej nie oszuka, jak poprzednicy.
    Westchnął cicho i po dłuższej chwili w kontaktach odnalazł numer do Chestera i przyłożył telefon do ucha. Słuchał tego znajomego sygnału, wyczekując, aż podniesie telefon, jednak po czwartym sygnale on dalej nie odbierał, po piątym to samo, szósty nic!
    Odsunął go od ucha i spojrzał na niego, mrucząc pod nosem.
    — Odbierz ten pieprzony telefon Bennington — rzucił mściwie.
    Ponownie przyłożył go do ucha, wsłuchując pierwszy sygnał. Poderwał się z kanapy i zaczął niespokojnie chodzić po maleńkim salonie w swoim własnym mieszkaniu i wyczekując, momentu aż w końcu on odbierze, jednak po trzecim sygnale nikt nie podniósł słuchawki. Czuł się mocno podenerwowany i gdy miał już odsunąć go do siebie i przerwać połączenie usłyszał w końcu go po drugiej stronie:
    — No nareszcie — odezwał się na wstępie nawet nie trudząc się o powitanie
    Ono jednak nie wydawało się aż tak istotne w tym momencie jak można, było oczekiwać, więc nawet nie trudził się w tym, by do tego dążyć.
    — Czego? — rozbrzmiał po drugiej stronie dość niezadowolony głos Benningtona.
    — Mógłbyś mi do cholery wyjaśnić, co się dzieje? — rzucił już bardziej zdenerwowany.
    Momentalnie uderzyła go ta jedna myśl, że jego przyjaciółka mogłaby siedzieć w więzieniu, tym bardziej wydawało się dla niego to nie realne wręcz czymś nie do pomyślenia, bo nie rozumiał, dlaczego by miałoby się tak stać. Ostatnie, o czym wiedział, to, że miała trudności z pracą, którą straciła i o wyjeździe na trasie właśnie z nim i jego kumplami, potem co się rozegrało na przestrzeni, kilku dni nie miał pojęcia, jednak jak mógł cokolwiek wiedzieć, skoro jeszcze nie zadzwoniła do niego od czasu powrotu.
    — O co ci konkretnie chodzi? — fuknął niezadowolony.
    Jego ton z każdą chwilą coraz bardziej mu się nie podobał a jego przeczucie, które go nawiedziło, jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że faktycznie coś ukrywa.
    — Dzwoniłem do Julii, zamiast niej…
    — Chcesz rozmawiać o tej morderczyni? — wydarł się w niespodziewanym momencie.
    Nie ukrywał, wręcz to jego zachowanie było zdumiewające i szokujące. Doskonale wiedział, że jednak mimo tego, co ich łączyło, to jednak wiedział, że Julii i Chester zależy na sobie. Nie mieli zbyt dobrych początków, ale przez lata wytworzyła się między nimi tak silna więź, że raczej mało kto mógłby ją przerwać, a teraz słyszy wręcz agresywne podejście piosenkarza na samo wspomnienie jej imienia, jednak co nim najbardziej wstrząsnęło, to porównanie ją do zabójczyni.
    Jeśli wcześniej próbował zatuszować swój niepokój, to teraz już nie zamierzał niczego udawać, a z każdą chwilą odczuwał coraz większą złość, której nawet nie starał się powstrzymywać.
    — Może mi do cholery wyjaśnisz jakim prawem nazywasz tak własną siostrę! — wydarł się, nie starając się już zachowywać pozorów spokojnego człowieka.
    Nawet jeśli by się starał, to teraz wszelkie hamulce zwyczajnie pękły. Było to absurdalne, by nagle w tak obrzydliwy sposób własny brat nazwał siostrę. Nie było chyba nic bardziej zaskakującego.
    — Bo mam ku temu powód! — wyrzucił w końcu — Gdybyś wiedział to co ja również podobnie byś się zachował.
    — Prezentując obecnie twoje zachowanie, widzę człowieka, który dał dziewczynie nadzieje, a teraz twierdzi, że jest morderczynią. Masz pretekst tak ją nazywać. Czy w końcu mnie oświecisz, dlaczego od początku naszej rozmowy, wykazujesz się wręcz zjadliwy? Bo praktycznie nic nie wiem, może zapragniesz mi wyjaśnić swoje wręcz grubiańskie zachowanie?
    Nie potrafił, pojąć jak można w jednej chwili, tak wyrazić się o swojej rodzinie. Doskonale wiedział wraz z Julią jako to uczucie życie bez rodziny, jak paskudnie człowiek się z tym czuje ze świadomością, że jest się samemu, jednak ona dostała szansę i skorzystała z niej, ale teraz człowiek, który okazał się jej bratem, wykazywał się brakiem szacunku, już po samym tonie można było to wyczuć czy wyraźnej niechęci do dalszej dyskusji.
    — Twoja przyjaciółka a moja siostra… — niemal usłyszał, jak wypluwa ostatnie słowo, co jeszcze bardziej go zdenerwowało — Próbowała zabić mojego przyjaciela, a swojego byłego narzeczonego!
    — Co!?
    To były jedyne słowa, które były w stanie mu przejść przez gardło. Wręcz gdy tylko to usłyszał. Poczuł, jak wręcz przenika go chłodny dreszcz i nie z powodu obrzydzenia czy utraty wiary a niezrozumienia tej całej sytuacji.
    — Chyba sobie kurwa żartujesz? — wybuchł na niego.
    — Absolutnie nie! — wykrzyknął nagle — Nie widziałeś tej sytuacji tak jak ja. Przez nią, on teraz leży na Intensywnej terapii, walcząc o życie, a ona trafiła do aresztu, tam, gdzie jej miejsce.
    — Co ty wygadujesz Bennington? — rozbrzmiał jego wściekły głos — Czy ty naprawdę myślisz, że to ona zrobiła? — wykrzyknął na niego.
    Milczenie z jego strony, było dla niego jakby cichą odpowiedzią i to twierdzą i po raz kolejny przekonało go to, że nie tylko wyczucie, jego wyraźnej niechęci, a także obrzydzenia wobec niej towarzyszyło muzykowi, jednak on nie potrafił.
    Nie umiał uwierzyć w te kłamliwe słowa!
    Ostatnią osobą, jaką w ogóle mógł posądzić o robienie, komukolwiek krzywdy była Julia. Znał ją od wielu lat i nigdy nie wykazywała się żadnym destrukcyjnym zachowaniem, będąc samą ofiarą toksycznego chłopaka, wiedziała, jakby nie chciała traktować innych nawet podczas tych zasranych kłótni z Shinodą pod koniec ich związku. Starała się do niego przemówić argumentami, a nie siłą więc tym bardziej wydawało się do dziwne.
    Gardziła przemocą, więc tym bardziej nie sądził, że mogłaby w stanie kogoś próbować pozbawić życia.
    — Tak — to jedno słowa wręcz doprowadziło go do szaleństwa.
    — Czy ty do końca rozum postradałeś!? — wydarł się na niego — Pod jakim powodem ją o to oskarżasz! Oceniasz?
    — Bo widziałem ją w kałuży jego krwi gdy nieudolnie próbowała się tłumaczyć, że mu pomaga, a tak naprawdę pragnęła go zabić! — tłumaczył krzykliwe.
    Nie mógł wręcz w to uwierzyć, jakim okazał się być łatwowierną osobą. Tak wielokrotnie słyszał, jego deklarację, że nigdy jej nie pozwoli skrzywdzić, ale właśnie to robił, oskarżając właśnie.
    — Ona zapewne właśnie to robiła! — odezwał się wprost oburzony — Bennington, ty bęcwale skończony, Julia to ostatnia osoba, która byłaby w stanie kogoś zabić!? Pomyśl przez chwile i wyjaśnij mi, jaki kurwa miała powód to robić! — nie starał się już panować nad językiem, dlatego wiele bluzgów padło z jego ust jednak nie był tym zbytnio przejęty.
    Był wstrząśnięty oskarżeniami, które zostały skierowane względem jego wieloletniej przyjaciółki i oddanego druha. Nigdy by nie uwierzył, że byłaby w stanie coś takiego zrobić. Mógł nienawidzić Shinody, jednak nie sądził, że miała taki cel nawet powód, by go krzywdzić. Zakończyła ten etap, teraz była szczęśliwa i zapatrzona w innego faceta.
    — Wyjaśnij mi do jasnej cholery, co w twojej głowie się uroiło, że śmiesz, oskarżając ją, o coś tak strasznego. Znasz motyw, który by nią kierował, by pozbawiła życie byłego, z którym już nie jest od ponad dwóch lat? Pragnę ci przypomnieć, że każdy z jej poprzednich chłopaków żyje — powiedział na jednym oddechu.
    — Zazdrość.
    To jedno słowo sprawiło, że niemal roześmiał się w głos, mimo że sytuacja wcale do takich nie należało, to jednak nic bardziej go nie rozbawiło, jak uznanie jego wieloletniej kompanki za zazdrośnice. Ona wręcz była ostatnią osobą, którą uznałby zaborczą o kogoś.
    — Chester czy ty aby na pewno wierzysz w sens tego co mówisz? Ona zazdrosna niby o kogo? — pytał na głos.
    — O Mike, przecież…
    — Błagam to najbardziej tandetna wymówka, którą znalazłeś — rzucił oskarżycielsko — Zwłaszcza w obecnej sytuacji. On związał się ze szmatą, z którą ją zdradził, a ona od miesięcy żyje w szczęśliwym związku… kurwa ona jest mężatkom!
    Owszem miał tego nie mówić, jednak nie potrafił już słyszeć tych absurdów wygadywanych na jej temat. Bo powód był tak żałosny, że wręcz nie mógł uwierzyć, że przez głowę mogło mu przejść, tak abstrakcyjna myśl.
    — Co takiego!? — wykrzyknął nagle — Jak to kurwa jest żonata? — wykrzyknął zdumiony i oszołomiony — To jeszcze mnie okłamywała!
    — I spoglądając na twoją reakcję, nie dziwi mnie, że nie puściła wraz z mężem pary z ust — powiedział wprost.
    — Kto to jest!?
    — Nagle cię to interesuje? To sprawa między nimi, może zapragnie ci coś powiedzieć, jednak pragnę ci tym uświadomić, że twój argument jest najbardziej żałosnym, co mogłeś wymyślić. Jeśli sądzisz, że była zazdrosna o faceta, o którym zapomniała dawno, bo skupiła się na związku z nowym facetem…
    — Czekaj… to ten Hiszpan! — odezwał się wściekły — On jest jej mężem!
    — Bystrzak z ciebie Bennington — wykpił go wprost — Brawo, w końcu połapałeś. Więc mi do cholery wyjaśnisz, po co nawet miała tykać swojego byłego, gdy od paru tygodni jest mężatką.
    — Nie widziałeś tego co działo się na trasie — odezwał się nagle — Jej zachowanie względem Mike było podejrzane i nie sądzę by nagle zapomniała o nim i…
    — Nawet nie próbuj tego sugerować, bo gdy tylko cię dorwę, to obiecuje, nie wyjdziesz z tej potyczki cało! Przyjeżdżam do Los Angeles i radzę ci. Przemyśl, co nawygadywałeś, bo nie podaruje ci tego!
    Nie zamierzał się kryć z tym, że mu grozi. Ponieważ emocje tak w nim buzowały, że nie zamierzał ich absolutnie poskromić. To wręcz wydawało się tak nie realne, by Julia została oskarżona o coś takiego, a jej podobno brat dał się tak łatwo zmanipulować i uwierzyć jakimś podłym oskarżenia skierowanym wobec niej.
    To musiało mieć jakieś drugie podłoże i głębszy sen.
    A skoro Bennington nie był skłonny do współpracy, to przyszło mu tylko jedno na myśl. Rozłączył się z nim, nie zamierzając z nim już więcej dyskutować i jedyna czego teraz bardzo pragnął, to dostać się jak najprędzej do Miasta Aniołów, bo to tam będzie mógł dojść prawdy, był sposób, by również się skontaktować, z Julią jednak potrzebny był do tego Ricardo jako jej najbliższa rodzina, bo on z racji na status jedynie przyjaciela, nie mógł się z nią zobaczyć jeśli prawdą jest to, że siedzi za kratami.
    W momencie cały szacunek, jaki miał do Rivery uleciał wraz z powietrzem. Jeśli wykazał się takim zachowaniem względem niej, to nie sądziła, że kiedykolwiek zasługiwał na to, by być dla niej rodziną.
    Przyszła pora rozwiązać tajemnice.