Sunday, March 15, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 25


    — Czemu dorosłe życie musi być tak ciężkie?
    Pytanie poniosło się cichym echem po ścianach jej własnego gabinetu, do którego właśnie weszła, trzymając w swoich ramionach ogromną siatkę, która wypełniona była po brzegi zakupami głównie ze sklepu papierniczego. Wydawać się mogło, że jej pytanie trafiło w próżnie, bo kto mógłby ją usłyszeć prócz drepczącej jej tuż obok małego maltańczyka, który ubrany był w urocze ubranko. Gdy tylko zobaczyła ten kostium, nie mogła się oprzeć i jej kupiła, mimo że rzadko jej zakładała jakieś psie ubranka, bo klimat sprawiał, że nie chciała jej niepotrzebnie przegrzewać, to nie potrafiła oprzeć się pokusie gdy w jednym ze sklepów zauważyła ten strój i od samego rana w nim chodziła.
    Można by stwierdzić, że trochę przesadza, by ubierać zwierzaki w jakieś ubranka, może gdy ktoś robił to zbytnio przesadnie to owszem, jednak zobaczenie, że Junka chodzi w czymś więcej niż chustce przy szyi oraz obroży to była niezwykła rzadkość. Ubierała ją jedynie w chłodniejsze dni.
    — Czasami bywa uciążliwe, ale nie jest aż takie złe — słyszała za sobą męski głos.
    Odwróciła się niemal w tej samej chwili, do środka wszedł jej ukochany, który zupełnie jak ona trzymał dwie bardziej wypakowane torby. Niestety urok prowadzenia firmy skupiającej się na malowaniu równał się wraz z dokupowaniem produktów gdy one się kończyły. Nie zamierzała żałować na nich, szczególnie że dbała o jakość swoich prac oraz komfort, oraz co najważniejsze pracowała już na swoich sprawdzonych materiałach, które to fakt były drogie i musiała to wprost przyznać, jednak widząc zadowolonych klientów, którzy chwalili ją za dokładność oraz dobre materiały warto było inwestować.
    Szczególnie że potrafiła ona się zwrócić dwukrotnie a czasami trzykrotnie na jednym obrazie. Było to wprost fascynujące, że kiedyś traktowała malowanie typowo hobbystycznie i nadal tak je traktowała, ale co najbardziej było w tym najlepszego, to mogła zarabiać na swojej pasji i to dość spore pieniądze, szczególnie że jej ceny już nie były niskie a były jakby to powiedzieć z górnej półki. Tu nie tylko chodzi o kwestie prowadzenia działalności, ale właśnie o same materiały oraz czas, który poświęcał w końcu, nie tworzyła taśmowo obrazów, ale przykładała się do każdego zlecenia, tak by zaspokoić potrzeby najbardziej wymagających klientów oraz bardzo kapryśnych.
    Wartości, które kiedyś widziała właśnie u Mike oraz pozostałych chłopaków przekuła na swój osobisty sukces. Sam przed laty przyznał, że największa frajda jest wtedy gdy możesz się utrzymywać z tego co uwielbiasz robić a ona właśnie doszła do tego punktu. Prócz obrazów zarabiała na zawodach, bo nie raz gratyfikacje potrafiły być bardzo interesujące, jednak ona nie ścigała się dla kasy, ale prowadziła motocykl, by poczuć ten zastrzyk adrenaliny.
    — Owszem, ale czasami chce się wrócić do czasów tej beztroski — powiedziała z wyczuwalną nostalgią, lecz momentalnie spoważniała. — Chociaż ja nie mogę tak wspominać swojego życia w bidulu.
    Pewna myśl nasuwała się do głowy, odebrano jej dzieciństwo i tę radość, którą ma każde dziecko. Ona gdyby naprawdę chciała, nie mogła, wspominać tamtych lat z taką nostalgią wspominać tych zabaw, czy beztroski, bo nigdy jej nie miała i to ją wewnętrznie bolało, że praktycznie w wieku nastoletnim musiała za wcześnie wydorośleć. Może wtedy tego tak nie postrzegała jak teraz gdy patrzyła na to z perspektywy czasu, jednak nie dało się ukryć, musiała przedwcześnie dojrzeć.
    — Julio… — zaczął powoli, jakby domyślał się, co chodzi jej po głowie.
    — Nie będę się przejmować takim pierdołami — machnęła zbywająco ręką, odwracając się do niego plecami.
    On zdawał sobie jednak sprawę, że może i nie chce się do tego głośno, przyznać jednak żałowała tego, że nie miała możliwości czuć tego dziecinnego szczęścia, gdy niczym się nie przejmowali, jedynie tym jak rodzice wołali na obiad czy próbowali ściągnąć na kolacje i zmusić do spania. Ona miała to odebrane i mimo że z pozoru wydawała się wyglądać na spokojną gdy o tym mówiła, to wewnętrznie to ją bolało.
    Popatrzył na nią gdy odstawił jej siatki z zakupami na pobliski fotel tuż przy biurku i zobaczyła, jak wypakowuje już pierwsze zakupy. Praktycznie spotkali się przez czysty przypadek na mieście. On był w trakcie załatwiania spraw około zespołowych oraz zaczęli powoli przygotować się do promocji i najbliższej trasy po wydaniu krążka, który jest praktycznie na ukończeniu. Zauważył ją przypadkowo, początkowo nie dawał sobie tej pewności czy to właśnie ona, lecz gdy przyjrzał się jej twarzy gdy przechadzała się pomiędzy półkami w sklepie papierniczym, do którego często i on jeździł dopiero gdy miał pewność, wszedł i faktycznie była to właśnie jego ukochana.
    Był to oczywisty zbieg okoliczności, bo jak to możliwe, że natkną się na siebie w tak ogromnym mieście, nie umawiając się wcześniej, była mało prawdopodobna, jednak zrządzenie losu sprawiło, że na siebie się natknęli. Z racji, że miał jeszcze jedną sprawę do załatwienia niedaleko, to umówili się, że zaczeka na niego, jednak on zdążył złożyć kilka dokumentów i wrócić do sklepu gdzie Julia była w szale zakupów.
    Nie dziwił się ani nie zamierzał kłócić o to, ile wydała i kupiła w końcu, nie zarządzał jej finansami, a doskonale wiedział, że ona ma bzika na punkcie kupowanie wszystkich artykułów malarskich, szczególnie że z nich korzysta. Patrząc na ich ilość i fakt, że w samochodzie miała jeszcze dwa pudła płócien kilku rozmiarów, to naprawdę pokazywało, że jej zapasy się wyczerpały.
    — Praktycznie trzy tysiące dolarów w jedno popołudnie — skomentowała paragon, który właśnie wpadł w jej ręce. — Co ja się przejmuje dla prowadzenia firmy warto — dodała, odkładając świstek papieru do pudełka z rachunkami.
    — Wyobrażasz sobie robić cokolwiek innego? — zagadnął ją, podchodząc do biurka i opierając się o nie.
    Widział, jak spogląda w jego kierunku i na moment popada w zadumę, po czym po chwili namysłu pokręciła głową, po czym uśmiechnęła się i mówiąc:
    — Jeśli ty byś mnie nie namówił, by w to iść, to teraz nie mam pojęcia, co bym robiła. Praktycznie to ty i Chester mnie pchnęliście w tym kierunku on bardziej na studia, bo jak stwierdził, bym nie brała przykładu z nieuka — zażartowała, przypominając jego własne słowa, na co oboje wybuchnęli śmiechem. — Co do firmy to gdyby nie to, że naprostowałeś tę sytuację i założyłeś mi sklep, to pewnie dalej siedziałabym na etacie zirytowana do granic możliwości, że muszę się użerać z górą, a teraz jedyne z kim się użeram to z urzędasami, którzy ciągną podatki za dzielność — skomentowała kąśliwe. — W co ja się wpakowałam? — spytała z wyczuwalnym rozbawieniem w głosie.
    — W firmę słońce, która pozwala się ci się samej utrzymać i nie musisz wegetować. Spójrz na to w ten sposób, pomijając kwestie mieszkania, bo tutaj sama mówiłaś, że dostałaś go w prezencie od tego… — urwał i widziała, jak zazgrzyta zębami.
    Nadal wdziała w nim tę stłamszoną złość na myśl o dawnym partnerze i szczerze nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak bardzo go nienawidził. Tym bardziej że nie miał żadnego powodu, ponieważ praktycznie jego kontakt z Ricardo był znikomy, bo nie mogli nawet porozmawiać, bo dzieliła ich bariera językowa.
    — Właśnie miałam cię o to zapytać — powiedziała spokojnie, zwracając się do niego, schodząc z poprzedniego tematu, który nie skończyli. — Możesz mi wyjaśnić, dlaczego tak za nim nie przepadasz?
    — O kogo pytasz? — słyszała w jego głosie cichy syk gdy tylko o tym wspominała.
    — Kotku nie udawaj, doskonale wiesz o kim, rozmawiamy. Chce po prostu zrozumieć, czym ci zawinił, że tak bardzo go nienawidzisz, zwłaszcza że nie widzę, powodu byś czuł wobec niego aż taką złość — zaczęła się zastanawiać na głos.
    Zawsze ją to intrygowało i nie zamierzała ukrywać, że gdy mogła, nadarzyć się okazji chciała podpytać i zwyczajnie zrozumieć. Pojąc, dlaczego Michael tak bardzo nie znosił jej byłego męża. Gdy wracała pamięcią do tamtych lat, praktycznie nie przypominała sobie takich sytuacji, w której Ricardo w jakiś sposób by się mu naraził. Nawet jeśli spotykali się na jakiś spotkaniach, z jej znajomymi to często Hiszpan kręcił się wokół niej, praktycznie nie zawracał sobie głowę Michaelem, bo długo nie wiedział, że z nim była przed nim, lecz nawet potem praktycznie go delikatnie mówiąc, olewał.
    Sam Mike również częściej był bliski Taylor, lecz to z czasem pozwoliło zrozumieć, że ta bliskość była wymuszona. Owszem on lubił być blisko swoich partnerek, ale to, co dostrzegła nie tylko ona, ale także inne było już naprawdę czymś niepokojącym, bo na krok jej nie odstępował. Zgadzał się z nią ze wszystkim, praktycznie może zabrzmi to naprawdę źle, jednak jadł jej z ręki.
    Ona sobie tym głowy nie zawracała szczególności, że sama była zakochana i raczej po tym co jej zrobił i jakie było ich wspólne zakończenia, chciała uniknąć tego kontaktu, jak tylko mogła.
    Dopiero czas pokazał co tak naprawdę, działo się w związku Mike oraz Taylor i wciąż było to przerażające, oraz straszne, jednak sama doświadczyła podobnego przemocowego traktowania, lecz nie od niego, ale od gnidy, która obecnie gniła w więzieniu gdzie powinna trafić już wiele lat wcześniej.
    — Po prostu go nie lubię — powiedział z niesmakiem. — Nie drąż tematu — poprosił, wręcz naciskając na ostatnie słowa.
    Ona jedynie spojrzała na niego bez większego przekonania, lecz nie zamierzała mówić jej prawdy. Tak naprawdę jego odczucia wobec tego faceta były bardzo ambiwalentne. Odkąd tylko go pierwszy raz zobaczył, czuł się jakoś dziwnie. Za każdym razem gdy widywał ich obojga, szczególnie w bardziej negatywnych chwilach myślał, że go coś trafi, obserwując, jak ona była przy nim szczęśliwa, jak ją całował, obejmować czy po prostu zachowali się jak jedna z tych wielu par, którym się udało a jemu…
    Myślał początkowo, że jego była się zmieniła, bo w końcu się deklarowała, widział zmianę porównaniu z tym jaką był wcześniej egoistką, lecz jak sama Julia to stwierdziła, to były tylko stworzone dla niego pozoru, by uwierzył. Dał się omotać i okręcić wokół jej palca, było to krzywdzące i niesprawiedliwe, ale właśnie to tak wyglądało.
    Może również po części czuł się zwyczajnie zazdrosny.
    Nie chciał tego przyznać, jednak jego odczucia wobec ich szczęścia były uwarunkowane w tym, że pragnął powrócić do tego co było. Wtedy gdy z Julią był naprawdę szczęśliwy, gdy strach nie przejął nad nim kontroli i gdy przestał jej słuchać. Zaczął wymuszać i na nią napierać a obiecywał sobie, że nigdy tego nie zrobi szczególności, że był świadomy jej trudnych doświadczeń.
    Postąpił inaczej i szczerze tego żałował. Dopiero po czasie zrozumiał, że ona cały czas miała racje gdy próbowała mu uzmysłowić tak oczywistą rzecz, a on nie pozwalał sobie na to, by cokolwiek do niego dotarło.
    — Dobra skończmy wspominanie tamtych czasów, mieliśmy iść w przód, a nie wracać do tego co było.
    Nagle jego rozmyślenia przerwał jej głos, gdy ponownie zwróciła się w jego stronę, a w dłoni trzymała telefon, a na jej ustach dostrzegł ten ciepły uśmiech, który tak kochał. Nawet nieświadomie zapatrzył się wprost na nią, nie mogąc oderwać od niej oczu, gdy w końcu się odezwała, pytając:
    — W takim razie co powiesz na taki wieczór. Zabieramy zwierzaki na spacer, między czasie dotrze do nas pizza, bo nie mam najmniejszej ochoty nic gotować i oberży jakiś film. Czy mas zmoże inne plany? — oparła się o biurko i spoglądając na niego, delikatnie machała telefonem.



No comments:

Post a Comment