— Nikt cię nie zmusza do tego, byś składała te zeznania. Możesz odmówić ich złożenia — niespodziewanie odezwał się pełen zatroskania głos młodego mężczyzny.
Wpatrywał się wręcz z nieukrywanym przerażeniem i zmartwiony na swoją ukochaną, którą wciąż skrywały bandaże. Czuł się naprawdę bezsilny, bo nie mógł zrobić zupełnie nic, by chociaż uśmierzyć jej ból i cierpienie, z którym się mierzyła. Mógł być obok i wspierać ją, jednak nie był w stanie odebrać od niej, chociaż części tego brzmienia, który nosiła na swoich barkach i musiała przeżywać każdego dnia to samo piekło, przypominając sobie o okrucieństwie, jakie doświadczyła.
Zawsze uważał ją za osobą o silnych charakterze, której prozaicznie nic nie może złamać, jednak nikt nie jest nieoznaczany. Ona również, spoglądanie na to, jak bardzo się męczyła przez ostatnie tygodnie, wciąż żyjąc tym, co przechodziła w tym tętniczym miejscu, gdy musiała się mierzyć z niezrównoważonym psychicznie facetem, który uznał ją za swoją zabawkę.
Wpadła w ręce diabła, który bawił się nią niczym jakimś przedmiotem, mając kompletnie gdzieś, jej błagania czy prośby, to tym bardziej mogło go nakręcać, by krzywdzić ją jeszcze bardziej. Pojął powagę sytuacji, gdy poznał okrutną przeszłość swojej żony, którą przed nim zataiła i, pomimo że zapewne ktoś by uznał, że pwoinnien być na nią zły.
Nie potrafił się na nią złościć!
Nie w takiej sytuacji, w której tkwiła. Miał wystarczająco czasu, by zrozumieć jej perspektywę, fakt, że się mogła żyć w ciągły lęku.
Bać się.
A było to wręcz ludzka rzecz i nie musiała mu się ze wszystkiego spowiadać. Nie zamierzał robić jej głupich wyrzutów, gdy jej psychika legła w gruzach. Z kobiety o pewnej stabilizacji, do której jak zrozumiał, dążyła przez lata, przez liczne terapia, stała się cieniem samej siebie.
Jednak to nie sprawiło, że jego uczucia do niej wygasły. Wypaliły się, wręcz przeciwnie, kochał ją jeszcze bardziej i ostatnią rzeczą, jaką mógłby pomyśleć, to by ją zostawić w takiej chwili.
Kim by wtedy był, gdyby porzucił miłość swojego życia, w momencie gdy go najbardziej potrzebowała.
— Wiem — przyznała cicho, nie potrafiąc jednak spojrzeć mu w oczy.
Unikała patrzenia na kogokolwiek, nie tylko na niego, ale również na swojego wieloletniego przyjaciela, jednak czy mieliby się jej dziwić. Przeżyła nie tylko kilka paskudnych tygodniach w wieżach jakieś pojebanego skurwysyna, które doprowadził ją niemal do traumy, z którą musiała sobie radzić.
Widział, jak lekko podnosi głowę, lecz unika spojrzenia wprost w jego oczy, a on mógł wyraźnie zobaczyć, przerażenie, które malowało się na części jej twarzy, które niebyłą skrytą pod opatrunkami.
— Ale nie mogę dłużej siedzieć cicho — przyznała w końcu, wpatrując się w jakąś punkt na ścianie. — Tkwiłam w kłamstwie przez ostatnie dziesięć lat, musząc się wciąż mieć na baczność, zastanawiając się, czy on się nie pojawi i nie zdecyduje się zatruć mojego życia. Wrócić, zrobił to i mam się teraz wycofać? Wiem, że nie jest mi wskazane rozmawianie z policją w obecnej chwili. Ale chce to w końcu z siebie wyrzucić. Nie chce tego dłużej ukrywać, jak bestią on był.
I określenie go w tak ostrych słowach nie było ani przez moment żadną przesadą. Wręcz to było delikatne powiedzenie, kim on był, a raczej nie był. Nie można było go uznać nawet za człowieka, nikt kto zachowuje się w tak bestialski sposób, nie zasługuje na miano człowieka rozumnego a jedynie porównanie go do zwierzęcia.
Mogła teraz być uznana za podłą, bo odbiera komuś ludzkie prawa, jednak temu zwierzęciu z przyjemnością by je zabrała. Narkotyki wyniszczyły jego mózg, żyjąc wciąż w poczuciu zemsty, oraz dopuszczając się tak haniebnych czynów, na niej właśnie zasługuje na porównanie go na najbardziej obrzydliwego robaka, którego można zdeptać.
— Widzę, że jesteś przestraszona, nie uważam, żeby to był dobry pomysł Julio, już nie chodzi, o to, że chce ci tego zabronić — uprzedził ją, nim zdołała się zbulwersować. — Ale widzę, że możesz temu nie podołać. Mówię to z czystej troski, masz jeszcze szansę, proszę, cię nie rób tego — wręcz odezwał się z błaganiem w oczach.
W końcu odważyła się po raz pierwszy spojrzeć na niego. Widok jego przygnębionych i wręcz zlęknionego oblicza był czymś, co wręcz się spodziewała i rozumiała jego obawy i tak sama w nikt tkwiła. Nie przespała całej nocy, wciąż myśląc, czy powinna to robić, jednak w końcu doszło do momentu, że uznała, że nie powinna się wycofywać, nie tylko dla uzyskania w końcu upragnionej sprawiedliwości, której się domagała względem niego, ale pragnęła to zrobić, dla samej siebie, tej z przeszłości, obecnej i przyszłej, by w końcu zakończyć ten najgorszy etap w swoim życiu.
Zapewne jej nastoletnia, ja pragnęła, by w końcu przerwała to milczenie i postawiła go w stan oskarżenia, by w przyszłości mogła żyć w spokoju bez obaw o to, że może targnąć się na jej życie.
Chociaż przeraźliwe bała się momentu gdy zaczną pytać o te najgorsze momenty, to musiała przez to przebrnąć dla równowagi moralnej, że zrobiła coś, czego pragnęła już od dawna.
— Nie będę zakłamywać, to fakt, jestem, ale robię to, by ukazać prawdziwy obraz tamtych wydarzeń. Chce również, zakończyć ten etap swojego życia, wiem, że teraz będzie, sięga mną, ciągnął poprzez różne traumy, z jakimi muszę się mierzyć, ale wiem, że ja sprzed paru lat chciała w końcu tego skurwysyna wpakować za kratki. Chce, by postawiono go w stan oskarżenia i podciągnięto go jego zbrodnie pod kategorie pierwszego stopnia, by trafił za kraty na dożywocie. Nie jestem pewna czy podsunął to pod możliwą karę śmierci, ale po raz pierwszy pragnę, by ktoś skończył w piachu — odezwała się, nie mając ani krztyny wyrzutów sumienia. — Zdecydowanie to by mnie usatysfakcjonowała, jednak gdy trafi za kraty do końca swoich dni, również będę zadowolona. Chce w końcu to zakończyć i nie myśleć o tym potworze — wyznała szczerze.
Gdy tak ją słuchał, był pełen podziwu dla niej pomimo takich przejść i perspektywy odrzucenia składania zeznań odważyła się na to. Wiele dziewcząt zapewne by zrezygnowała i skorzystały z możliwości zachowania milczenia, lecz nie ona, to i tak wciąż pokazuje, że mimo w jakim złym stanie była, pragnienie wkopania za kratki jej największego wroga jest dużo silniejsza i jest w stanie przełamać się i pomówić z komisarzami, którzy prowadzili śledztwo.
Już na obecnym etapie, zgromadzili wiele dowodów przeciwko zbrodniczej działalności Clarka Kenta. Jego wspólniczka nie wykazała się lojalnością wobec niego, gdy dano, jej możliwość złagodzenia kary zaczęła śpiew jak z nut i policjanci dowiedzieli się o całym przebiegu planowania całego porwania. Wkrótce również przyznała, że pomysł na uwięzienie własnego męża pojawił się kilka miesięcy przed całym wydarzeniem. Nie czuła nawet wyrzutów sumienia, że go zniszczyła.
— Mam obawy, nie uważam, żebyś dobrze robiła — odezwał się po dłuższej chwili ciszy.
Spoglądała na niego po raz kolejny i musiała przyznać, że jego troska była wręcz cudowna. Ani przez moment od czasu gdy tylko się przebudziła, nie wykazał się niechęcią, czy grymasem, nawet fakt, że był świadomy, że nie wygląda dobrze, że jej ciało wręcz było spalone kwasem, a jej zdrowie wręcz w totalnej ruinie, przez co straciła swój dawny urok, nie sprawiło, że odszedł od niej i zostawił ją.
A oparcie, jaki w nim miała nawet to mentalne, wręcz było nie do opisania. Zrozumiała wtedy, że jej obawy były bezpodstawne i on wciąż ja kochał mimo tego, że nie była już tą dawną sobą, którąpoznał.
— Wiem o największej zbrodni, czymś, o czym prawie nikt nie wie i warto by przestać zakłamywać prawdę.
— O czym ty mówisz? — zdziwił się.
Westchnęła cicho, prawdę o śmierci Evelyne znała tylko ona i w końcu czas zakończyć tę zmowę milczenia. Teraz już nic jej nie zagrażało, a warto by w końcu dowiedziano się prawdy o najbardziej tajemniczej śmierci pewnej dziewczyny z Phoenix. Mówiono o braku świadków braku dowodów, lecz osobą widzącą tę zbrodnię była ona i wciąż musiała się z tym mierzyć.
— Myślisz, że skoro próbował zabić mnie, już nie miał na swoim koncie jednej zbrodni? — to było raczej pytanie retoryczne.
— Chcesz mi powiedzieć, że już kogoś zabił?
Przytaknęła, bo słowa okazały się zbędne w tej sytuacji. Widziała, pojawiające się oszołomienie w jego oczach nim znowu się odezwała i powiedziała:
— Tylko ja i on znamy prawdę… — urwała, bo ten temat wciąż był dla niej trudny. — Widziałam, jak to zrobił — umilkła na moment i zwiesiła głowę, czując, jak do oczu napłynęły jej łzy.
Delikatnie zamrugała pragnąć je odgonić od siebie. Mimo że żyła z tym brzemieniem od lat i nie było czasami łatwo to jednak żyłą z tą świadomością i musiała to w końcu z siebie wyrzucić.
— To jest wariat! — wypalił nagle, czując się zupełnie oszołomiony. — Czyli przez ten cały czas miałaś do czynienia z tą gnidą i…
— Ricardo, prawda jest taka, że nikt o śmierci tej dziewczyny nie wiedział. A jemu narkotyki z mózgu zrobiły totalną sieczkę. Początkowo udawał ideał, by potem zamienić się w potwora a ja jako ta trzynastolatka nie zdawałam sobie z tego wszystkiego sprawy. Może gdyby mnie ostrzeżono, wcześniej to bym się nie wiązała, z nim owszem Anthony prosiłbym od niego odeszła, ale wtedy już tkwiłam w tej szkodliwej relacji i ciężko było mi go zostawić.
— Ale istotniejsze, że to zrobiłaś.
Przytaknęła delikatnie głową. Owszem zrobiła, ale jaką cenę musiała za to wszystko zapłacić szczególnie własną psychiką, która musiała naprawiać przez lata i tak do końca jej nie wyleczyła i znowu znalazła się na początku tej drogi, by się ozdrowić, i może się wydawać, że tego nie będzie chcieć, że odrzuci pomoc. Ona tego nie chciała!
Potrzebowała opieki terapeuty czy psychiatry, bo doceniła możliwości, jakie daje jej terapia czy pomoc specjalistów. Nie chciała dręczyć się z własnymi problemami sama, ale by ktoś pomógł jej to wszystko przepracować. Nie chciała popadać w swoje najgorsze skrajności, czy by dopadały ją najgorsze myśli, dlatego nie stroniła od tych osób, uważała, że opieka psychiczna powinna być tak samo ważna jak fizyczna.
Dobiegło ich nagłe hałas, odwrócili się momentalnie w kierunku drzwi, gdzie zobaczyli, wchodzącego głównego medyka, który prowadził Julie, wraz z kobietą, która ubrana była w lekarski mundur oraz dwóch mężczyzn w strojach cywilnych, jednak na piersiach mieli przywieszone oznaki policyjne.
— Chyba pani wie, dlaczego tu przyszliśmy? — zapytał spokojnie jeden z funkcjonariuszy.
Skinęła delikatnie głową, bo od prawie paru dni wiedziała, że ta rozmowa ją czeka i sama chciała z nimi pomówić, pomimo że doktor Madison nie chciał się początkowo zgodzić na tę dyskusję, w końcu jednak uległ, jednak zastrzegł sobie, że zgodzi się na nią, jednak postawił warunek, by temu przesłuchaniu przysłuchiwał się psychiatra, który gdy uzna, że muszą ją zakończyć, uczynią to.
— Wiem — powiedziała cicho — Nie będę chroniła mordercy czy narkomana — zwróciła się do nich.
— Jak podkreślałem przed wejściem, jeśli pani doktor Evans uzna, że muszą panowie przerwać, proszę to uczynić. Zależy nam na dobrym samopoczuciu pacjentki, która i tak jak sami wiecie przeszła koszmar dlatego jest tak ważne, by nie naciskać na kontynuacje tej rozmowy — zwrócił się do gliniarzy.
— Doskonale to rozumiemy — odezwał się jeden z funkcjonariuszy — Jednak musimy porozmawiać z panią Armando, ponieważ może mieć kilka kluczowych informacji odnośnie oskarżonego Kenta — dokończył swoją wcześniejszą myśl.
Pomimo że starała się, to ukryć jak tylko mogła, spięła się wewnętrznie na dźwięk jego nazwiska. Imię, które prześladowało ją od lat, jej niepokój jednak wpłynął na nią, co od razu dostrzegł Ricardo, gdy tylko spojrzał na nieco napiętą twarz i spoglądnął na nią z niepokojem i obawą.
— Nie uważam, że to dobry pomysł — odezwał się, nie ukrywając swojej po wątpienia.
— Ricardo — pomimo targających ją wewnętrznie obaw, ujęła delikatnie jego dłoń i o ile mogła, uścisnęła ją i powiedziała — Rozumiem doskonale twoje troską i wcale nie ujmuje ci tym, jednak muszę się zgodzić z panem aspirantem, że mam pewną wiedzę, która mogłaby pchnąć to śledztwo, dalej dlatego chcąc nie chcąc muszę te zeznania złożyć, poza tym chce by w końcu sprawiedliwości, stało się zadość i by w końcu zapłacił za swoje przestępstwa. Nie wycofam, się w dążeniach by dopadła go w końcu sprawiedliwość.
Lata milczenia nauczyły ją przymykać oko na pewne występki, jednak nie tym razem. Skoro w końcu będzie mogła być wysłuchana pora w końcu zakończyć rządy kolejnego pełnego łgarstwa, obłudy życia pewnego zakompleksionego skurwysyna, który zniszczył jej życie.
— Señor Armando — zwrócił się do niego lekarz — Wiem, że może to być dla pana nie wygodne, ale musi pan wyjść — dopowiedział.
Dało się słyszeć jego ciche westchnienie, zanim wstał z krzesła, na którym do tej pory siedział i delikatnie uniósł jej dłonie i pocałował wierzch jeden z nich, po czym wyszedł wraz z lekarzem, prowadzącym pozostawiając ją wraz z psychiatrą oraz dwojgiem śledczych, którzy prowadzili tę sprawę.
Wiedziała jedno, to nie będzie łatwa ani przyjemna rozmowa.
— Możemy zacząć? — zapytał komisarz.
Z niepewnością skinęła głową, zanim powiedziała:
— Tak.
Ujrzała kątem oka, jak kobieta w lekarskim kitlu siada na wolnym krześle. Miała być obecna podczas całego przesłuchania, jednak ona zwróciła uwagę na mężczyzn, którzy przysiedli na wolnych miejscach i zwrócili się do niej, jeden z nich wyciągnął dyktafon oraz notes, by móc spisać jej zeznania.
Zaczęła się obawiać, jeśli wcześniej miała większą pewność, że chce to zrobić, to nagle jej pewność wyparowała. Niższa perspektywa tego, że musi w końcu się z tym zmierzyć, ją stanowczo przytłoczyła, jednak już nie zamierzała się wycofywać, jak obiecała, robiła to dla samej siebie, chciała w końcu zakończyć ten etap i uwolnić się od tego zbrodniarza.
— Zanim zaczniemy — odezwał się nagle kobiecy głos.
Spojrzała mimowolnie na specjalistkę, która siedziała na krzesełku z boku, jednak zwróciła się bezpośrednio do policjantów, którzy mieli ją przesłuchać.
— Jeśli zauważę, że pacjentka nie jest na siłach, przerywam tę rozmowę — zaznaczyła stanowczo. — Rozumiem, że chcą panowie dowiedzieć się, co się wydarzyło, ale zdrowie psychiczne pacjentki liczy się bardziej, mam nadzieje ze panowie to rozumieją — dodała z naciskiem.
Widziała, jak oboje przytaknęli w tej samej chwili. Było to w pewien sposób pocieszające, że podczas całej rozmowy miała jej towarzyszyć pani psychiatra jednak dla dobra jej samej, wolałaby ona tutaj była, zwłaszcza że była pod jej opieką. Mogła się bulwersować, że nie potrzebuje pomocy takich specjalistów, ale byłaby naprawdę nierozsądna i dobrze wiedziała, że nikt nawet nie postrzega jej w dość złym świetle, a raczej to była forma pomocy.
Utarty schemat, że psychiatra jest od osób, którzy nie panują nad sobą, było bardzo krzywdzące nie tylko dla tych osób, ale dla osób, które starały się pomóc osobom, które nie radziły sobie ze swoją psychiką.
— Dobrze — zaczął jeden z mężczyzn — Czy może nam pani przybliżyć moment gdy została pani zaatakowana?
Nie odpowiedziała od razu, jednak momentalnie powróciła wspomnieniami do tamtej chwili. To był chyba najbardziej przerażający moment gdy została wręcz zaatakowana przed budynkiem sądu najwyższego. Jednak czy cokolwiek z tamtej chwili pamiętała?
Oczywiście, że tak, to wciąż śniło się jej po nocach, przypominając sobie o początkach tych piekielnych dni.
— Owszem — odezwała się w końcu — Wychodziłam, wtedy z sądu po własnej rozprawie — zaczęła swoją opowieść. — Wyda się to trywialne, ale wraz z mężem i przyjacielem miałam iść świętować, jak to ktokolwiek to by nie brzmiało, to, że zostałam uniewinniona. Mieli czekać na mnie na parkingu, ale poszłam do łazienki, wychodząc z budynku, nagle ktoś mnie zaatakował od tyłu i przyłożył jakąś szmatkę, z jakimś syfem co mnie odcięło, potem niczego nie pamiętam — przyznała się wprost i spoglądnęła na nich.
— Co było dalej? — zapytał drugi z prowadzących śledztwo.
— Jeśli pan pyta, jak się znalazłam w tamtym miejscu, to panu tego nie powiem. Niczego nie pamiętam, do momentu gdy obudziłam się w tamtej piwnicy, skrępowana. Od samego początku byliśmy, przykróci rękami i nogami, praktycznie bez ruchu i możliwości ruszenia się — mówiła coraz ciszej, przypominając sobie te hańbiące momenty — Potem zaczęło się nasze piekło — mówiła z mocno zaciśniętym gardłem.
A to był dopiero początek jej opowieści.