Sunday, April 27, 2025

V 22 — W KOŃCU TEN KOSZMAR SIĘ SKOŃCZYŁ

    — Nikt cię nie zmusza do tego, byś składała te zeznania. Możesz odmówić ich złożenia — niespodziewanie odezwał się pełen zatroskania głos młodego mężczyzny.
    Wpatrywał się wręcz z nieukrywanym przerażeniem i zmartwiony na swoją ukochaną, którą wciąż skrywały bandaże. Czuł się naprawdę bezsilny, bo nie mógł zrobić zupełnie nic, by chociaż uśmierzyć jej ból i cierpienie, z którym się mierzyła. Mógł być obok i wspierać ją, jednak nie był w stanie odebrać od niej, chociaż części tego brzmienia, który nosiła na swoich barkach i musiała przeżywać każdego dnia to samo piekło, przypominając sobie o okrucieństwie, jakie doświadczyła.
    Zawsze uważał ją za osobą o silnych charakterze, której prozaicznie nic nie może złamać, jednak nikt nie jest nieoznaczany. Ona również, spoglądanie na to, jak bardzo się męczyła przez ostatnie tygodnie, wciąż żyjąc tym, co przechodziła w tym tętniczym miejscu, gdy musiała się mierzyć z niezrównoważonym psychicznie facetem, który uznał ją za swoją zabawkę.
    Wpadła w ręce diabła, który bawił się nią niczym jakimś przedmiotem, mając kompletnie gdzieś, jej błagania czy prośby, to tym bardziej mogło go nakręcać, by krzywdzić ją jeszcze bardziej. Pojął powagę sytuacji, gdy poznał okrutną przeszłość swojej żony, którą przed nim zataiła i, pomimo że zapewne ktoś by uznał, że pwoinnien być na nią zły.
    Nie potrafił się na nią złościć!
    Nie w takiej sytuacji, w której tkwiła. Miał wystarczająco czasu, by zrozumieć jej perspektywę, fakt, że się mogła żyć w ciągły lęku.
    Bać się.
    A było to wręcz ludzka rzecz i nie musiała mu się ze wszystkiego spowiadać. Nie zamierzał robić jej głupich wyrzutów, gdy jej psychika legła w gruzach. Z kobiety o pewnej stabilizacji, do której jak zrozumiał, dążyła przez lata, przez liczne terapia, stała się cieniem samej siebie.
    Jednak to nie sprawiło, że jego uczucia do niej wygasły. Wypaliły się, wręcz przeciwnie, kochał ją jeszcze bardziej i ostatnią rzeczą, jaką mógłby pomyśleć, to by ją zostawić w takiej chwili.
    Kim by wtedy był, gdyby porzucił miłość swojego życia, w momencie gdy go najbardziej potrzebowała.
    — Wiem — przyznała cicho, nie potrafiąc jednak spojrzeć mu w oczy.
    Unikała patrzenia na kogokolwiek, nie tylko na niego, ale również na swojego wieloletniego przyjaciela, jednak czy mieliby się jej dziwić. Przeżyła nie tylko kilka paskudnych tygodniach w wieżach jakieś pojebanego skurwysyna, które doprowadził ją niemal do traumy, z którą musiała sobie radzić.
    Widział, jak lekko podnosi głowę, lecz unika spojrzenia wprost w jego oczy, a on mógł wyraźnie zobaczyć, przerażenie, które malowało się na części jej twarzy, które niebyłą skrytą pod opatrunkami.
    — Ale nie mogę dłużej siedzieć cicho — przyznała w końcu, wpatrując się w jakąś punkt na ścianie. — Tkwiłam w kłamstwie przez ostatnie dziesięć lat, musząc się wciąż mieć na baczność, zastanawiając się, czy on się nie pojawi i nie zdecyduje się zatruć mojego życia. Wrócić, zrobił to i mam się teraz wycofać? Wiem, że nie jest mi wskazane rozmawianie z policją w obecnej chwili. Ale chce to w końcu z siebie wyrzucić. Nie chce tego dłużej ukrywać, jak bestią on był.
    I określenie go w tak ostrych słowach nie było ani przez moment żadną przesadą. Wręcz to było delikatne powiedzenie, kim on był, a raczej nie był. Nie można było go uznać nawet za człowieka, nikt kto zachowuje się w tak bestialski sposób, nie zasługuje na miano człowieka rozumnego a jedynie porównanie go do zwierzęcia.
    Mogła teraz być uznana za podłą, bo odbiera komuś ludzkie prawa, jednak temu zwierzęciu z przyjemnością by je zabrała. Narkotyki wyniszczyły jego mózg, żyjąc wciąż w poczuciu zemsty, oraz dopuszczając się tak haniebnych czynów, na niej właśnie zasługuje na porównanie go na najbardziej obrzydliwego robaka, którego można zdeptać.
    — Widzę, że jesteś przestraszona, nie uważam, żeby to był dobry pomysł Julio, już nie chodzi, o to, że chce ci tego zabronić — uprzedził ją, nim zdołała się zbulwersować. — Ale widzę, że możesz temu nie podołać. Mówię to z czystej troski, masz jeszcze szansę, proszę, cię nie rób tego — wręcz odezwał się z błaganiem w oczach.
    W końcu odważyła się po raz pierwszy spojrzeć na niego. Widok jego przygnębionych i wręcz zlęknionego oblicza był czymś, co wręcz się spodziewała i rozumiała jego obawy i tak sama w nikt tkwiła. Nie przespała całej nocy, wciąż myśląc, czy powinna to robić, jednak w końcu doszło do momentu, że uznała, że nie powinna się wycofywać, nie tylko dla uzyskania w końcu upragnionej sprawiedliwości, której się domagała względem niego, ale pragnęła to zrobić, dla samej siebie, tej z przeszłości, obecnej i przyszłej, by w końcu zakończyć ten najgorszy etap w swoim życiu.
    Zapewne jej nastoletnia, ja pragnęła, by w końcu przerwała to milczenie i postawiła go w stan oskarżenia, by w przyszłości mogła żyć w spokoju bez obaw o to, że może targnąć się na jej życie.
    Chociaż przeraźliwe bała się momentu gdy zaczną pytać o te najgorsze momenty, to musiała przez to przebrnąć dla równowagi moralnej, że zrobiła coś, czego pragnęła już od dawna.
    — Nie będę zakłamywać, to fakt, jestem, ale robię to, by ukazać prawdziwy obraz tamtych wydarzeń. Chce również, zakończyć ten etap swojego życia, wiem, że teraz będzie, sięga mną, ciągnął poprzez różne traumy, z jakimi muszę się mierzyć, ale wiem, że ja sprzed paru lat chciała w końcu tego skurwysyna wpakować za kratki. Chce, by postawiono go w stan oskarżenia i podciągnięto go jego zbrodnie pod kategorie pierwszego stopnia, by trafił za kraty na dożywocie. Nie jestem pewna czy podsunął to pod możliwą karę śmierci, ale po raz pierwszy pragnę, by ktoś skończył w piachu — odezwała się, nie mając ani krztyny wyrzutów sumienia. — Zdecydowanie to by mnie usatysfakcjonowała, jednak gdy trafi za kraty do końca swoich dni, również będę zadowolona. Chce w końcu to zakończyć i nie myśleć o tym potworze — wyznała szczerze.
    Gdy tak ją słuchał, był pełen podziwu dla niej pomimo takich przejść i perspektywy odrzucenia składania zeznań odważyła się na to. Wiele dziewcząt zapewne by zrezygnowała i skorzystały z możliwości zachowania milczenia, lecz nie ona, to i tak wciąż pokazuje, że mimo w jakim złym stanie była, pragnienie wkopania za kratki jej największego wroga jest dużo silniejsza i jest w stanie przełamać się i pomówić z komisarzami, którzy prowadzili śledztwo.
    Już na obecnym etapie, zgromadzili wiele dowodów przeciwko zbrodniczej działalności Clarka Kenta. Jego wspólniczka nie wykazała się lojalnością wobec niego, gdy dano, jej możliwość złagodzenia kary zaczęła śpiew jak z nut i policjanci dowiedzieli się o całym przebiegu planowania całego porwania. Wkrótce również przyznała, że pomysł na uwięzienie własnego męża pojawił się kilka miesięcy przed całym wydarzeniem. Nie czuła nawet wyrzutów sumienia, że go zniszczyła.
    — Mam obawy, nie uważam, żebyś dobrze robiła — odezwał się po dłuższej chwili ciszy.
    Spoglądała na niego po raz kolejny i musiała przyznać, że jego troska była wręcz cudowna. Ani przez moment od czasu gdy tylko się przebudziła, nie wykazał się niechęcią, czy grymasem, nawet fakt, że był świadomy, że nie wygląda dobrze, że jej ciało wręcz było spalone kwasem, a jej zdrowie wręcz w totalnej ruinie, przez co straciła swój dawny urok, nie sprawiło, że odszedł od niej i zostawił ją.
    A oparcie, jaki w nim miała nawet to mentalne, wręcz było nie do opisania. Zrozumiała wtedy, że jej obawy były bezpodstawne i on wciąż ja kochał mimo tego, że nie była już tą dawną sobą, którąpoznał.
    — Wiem o największej zbrodni, czymś, o czym prawie nikt nie wie i warto by przestać zakłamywać prawdę.
    — O czym ty mówisz? — zdziwił się.
    Westchnęła cicho, prawdę o śmierci Evelyne znała tylko ona i w końcu czas zakończyć tę zmowę milczenia. Teraz już nic jej nie zagrażało, a warto by w końcu dowiedziano się prawdy o najbardziej tajemniczej śmierci pewnej dziewczyny z Phoenix. Mówiono o braku świadków braku dowodów, lecz osobą widzącą tę zbrodnię była ona i wciąż musiała się z tym mierzyć.
    — Myślisz, że skoro próbował zabić mnie, już nie miał na swoim koncie jednej zbrodni? — to było raczej pytanie retoryczne.
    — Chcesz mi powiedzieć, że już kogoś zabił?
    Przytaknęła, bo słowa okazały się zbędne w tej sytuacji. Widziała, pojawiające się oszołomienie w jego oczach nim znowu się odezwała i powiedziała:
    — Tylko ja i on znamy prawdę… — urwała, bo ten temat wciąż był dla niej trudny. — Widziałam, jak to zrobił — umilkła na moment i zwiesiła głowę, czując, jak do oczu napłynęły jej łzy.
    Delikatnie zamrugała pragnąć je odgonić od siebie. Mimo że żyła z tym brzemieniem od lat i nie było czasami łatwo to jednak żyłą z tą świadomością i musiała to w końcu z siebie wyrzucić.
    — To jest wariat! — wypalił nagle, czując się zupełnie oszołomiony. — Czyli przez ten cały czas miałaś do czynienia z tą gnidą i…
    — Ricardo, prawda jest taka, że nikt o śmierci tej dziewczyny nie wiedział. A jemu narkotyki z mózgu zrobiły totalną sieczkę. Początkowo udawał ideał, by potem zamienić się w potwora a ja jako ta trzynastolatka nie zdawałam sobie z tego wszystkiego sprawy. Może gdyby mnie ostrzeżono, wcześniej to bym się nie wiązała, z nim owszem Anthony prosiłbym od niego odeszła, ale wtedy już tkwiłam w tej szkodliwej relacji i ciężko było mi go zostawić.
    — Ale istotniejsze, że to zrobiłaś.
    Przytaknęła delikatnie głową. Owszem zrobiła, ale jaką cenę musiała za to wszystko zapłacić szczególnie własną psychiką, która musiała naprawiać przez lata i tak do końca jej nie wyleczyła i znowu znalazła się na początku tej drogi, by się ozdrowić, i może się wydawać, że tego nie będzie chcieć, że odrzuci pomoc. Ona tego nie chciała!
    Potrzebowała opieki terapeuty czy psychiatry, bo doceniła możliwości, jakie daje jej terapia czy pomoc specjalistów. Nie chciała dręczyć się z własnymi problemami sama, ale by ktoś pomógł jej to wszystko przepracować. Nie chciała popadać w swoje najgorsze skrajności, czy by dopadały ją najgorsze myśli, dlatego nie stroniła od tych osób, uważała, że opieka psychiczna powinna być tak samo ważna jak fizyczna.
    Dobiegło ich nagłe hałas, odwrócili się momentalnie w kierunku drzwi, gdzie zobaczyli, wchodzącego głównego medyka, który prowadził Julie, wraz z kobietą, która ubrana była w lekarski mundur oraz dwóch mężczyzn w strojach cywilnych, jednak na piersiach mieli przywieszone oznaki policyjne.
    — Chyba pani wie, dlaczego tu przyszliśmy? — zapytał spokojnie jeden z funkcjonariuszy.
    Skinęła delikatnie głową, bo od prawie paru dni wiedziała, że ta rozmowa ją czeka i sama chciała z nimi pomówić, pomimo że doktor Madison nie chciał się początkowo zgodzić na tę dyskusję, w końcu jednak uległ, jednak zastrzegł sobie, że zgodzi się na nią, jednak postawił warunek, by temu przesłuchaniu przysłuchiwał się psychiatra, który gdy uzna, że muszą ją zakończyć, uczynią to.
    — Wiem — powiedziała cicho — Nie będę chroniła mordercy czy narkomana — zwróciła się do nich.
    — Jak podkreślałem przed wejściem, jeśli pani doktor Evans uzna, że muszą panowie przerwać, proszę to uczynić. Zależy nam na dobrym samopoczuciu pacjentki, która i tak jak sami wiecie przeszła koszmar dlatego jest tak ważne, by nie naciskać na kontynuacje tej rozmowy — zwrócił się do gliniarzy.
    — Doskonale to rozumiemy — odezwał się jeden z funkcjonariuszy — Jednak musimy porozmawiać z panią Armando, ponieważ może mieć kilka kluczowych informacji odnośnie oskarżonego Kenta — dokończył swoją wcześniejszą myśl.
    Pomimo że starała się, to ukryć jak tylko mogła, spięła się wewnętrznie na dźwięk jego nazwiska. Imię, które prześladowało ją od lat, jej niepokój jednak wpłynął na nią, co od razu dostrzegł Ricardo, gdy tylko spojrzał na nieco napiętą twarz i spoglądnął na nią z niepokojem i obawą.
    — Nie uważam, że to dobry pomysł — odezwał się, nie ukrywając swojej po wątpienia.
    — Ricardo — pomimo targających ją wewnętrznie obaw, ujęła delikatnie jego dłoń i o ile mogła, uścisnęła ją i powiedziała — Rozumiem doskonale twoje troską i wcale nie ujmuje ci tym, jednak muszę się zgodzić z panem aspirantem, że mam pewną wiedzę, która mogłaby pchnąć to śledztwo, dalej dlatego chcąc nie chcąc muszę te zeznania złożyć, poza tym chce by w końcu sprawiedliwości, stało się zadość i by w końcu zapłacił za swoje przestępstwa. Nie wycofam, się w dążeniach by dopadła go w końcu sprawiedliwość.
    Lata milczenia nauczyły ją przymykać oko na pewne występki, jednak nie tym razem. Skoro w końcu będzie mogła być wysłuchana pora w końcu zakończyć rządy kolejnego pełnego łgarstwa, obłudy życia pewnego zakompleksionego skurwysyna, który zniszczył jej życie.
    — Señor Armando — zwrócił się do niego lekarz — Wiem, że może to być dla pana nie wygodne, ale musi pan wyjść — dopowiedział.
    Dało się słyszeć jego ciche westchnienie, zanim wstał z krzesła, na którym do tej pory siedział i delikatnie uniósł jej dłonie i pocałował wierzch jeden z nich, po czym wyszedł wraz z lekarzem, prowadzącym pozostawiając ją wraz z psychiatrą oraz dwojgiem śledczych, którzy prowadzili tę sprawę.
    Wiedziała jedno, to nie będzie łatwa ani przyjemna rozmowa.
    — Możemy zacząć? — zapytał komisarz.
    Z niepewnością skinęła głową, zanim powiedziała:
    — Tak.
    Ujrzała kątem oka, jak kobieta w lekarskim kitlu siada na wolnym krześle. Miała być obecna podczas całego przesłuchania, jednak ona zwróciła uwagę na mężczyzn, którzy przysiedli na wolnych miejscach i zwrócili się do niej, jeden z nich wyciągnął dyktafon oraz notes, by móc spisać jej zeznania.
    Zaczęła się obawiać, jeśli wcześniej miała większą pewność, że chce to zrobić, to nagle jej pewność wyparowała. Niższa perspektywa tego, że musi w końcu się z tym zmierzyć, ją stanowczo przytłoczyła, jednak już nie zamierzała się wycofywać, jak obiecała, robiła to dla samej siebie, chciała w końcu zakończyć ten etap i uwolnić się od tego zbrodniarza.
    — Zanim zaczniemy — odezwał się nagle kobiecy głos.
    Spojrzała mimowolnie na specjalistkę, która siedziała na krzesełku z boku, jednak zwróciła się bezpośrednio do policjantów, którzy mieli ją przesłuchać.
    — Jeśli zauważę, że pacjentka nie jest na siłach, przerywam tę rozmowę — zaznaczyła stanowczo. — Rozumiem, że chcą panowie dowiedzieć się, co się wydarzyło, ale zdrowie psychiczne pacjentki liczy się bardziej, mam nadzieje ze panowie to rozumieją — dodała z naciskiem.
    Widziała, jak oboje przytaknęli w tej samej chwili. Było to w pewien sposób pocieszające, że podczas całej rozmowy miała jej towarzyszyć pani psychiatra jednak dla dobra jej samej, wolałaby ona tutaj była, zwłaszcza że była pod jej opieką. Mogła się bulwersować, że nie potrzebuje pomocy takich specjalistów, ale byłaby naprawdę nierozsądna i dobrze wiedziała, że nikt nawet nie postrzega jej w dość złym świetle, a raczej to była forma pomocy.
    Utarty schemat, że psychiatra jest od osób, którzy nie panują nad sobą, było bardzo krzywdzące nie tylko dla tych osób, ale dla osób, które starały się pomóc osobom, które nie radziły sobie ze swoją psychiką.
    — Dobrze — zaczął jeden z mężczyzn — Czy może nam pani przybliżyć moment gdy została pani zaatakowana?
    Nie odpowiedziała od razu, jednak momentalnie powróciła wspomnieniami do tamtej chwili. To był chyba najbardziej przerażający moment gdy została wręcz zaatakowana przed budynkiem sądu najwyższego. Jednak czy cokolwiek z tamtej chwili pamiętała?
    Oczywiście, że tak, to wciąż śniło się jej po nocach, przypominając sobie o początkach tych piekielnych dni.
    — Owszem — odezwała się w końcu — Wychodziłam, wtedy z sądu po własnej rozprawie — zaczęła swoją opowieść. — Wyda się to trywialne, ale wraz z mężem i przyjacielem miałam iść świętować, jak to ktokolwiek to by nie brzmiało, to, że zostałam uniewinniona. Mieli czekać na mnie na parkingu, ale poszłam do łazienki, wychodząc z budynku, nagle ktoś mnie zaatakował od tyłu i przyłożył jakąś szmatkę, z jakimś syfem co mnie odcięło, potem niczego nie pamiętam — przyznała się wprost i spoglądnęła na nich.
    — Co było dalej? — zapytał drugi z prowadzących śledztwo.
    — Jeśli pan pyta, jak się znalazłam w tamtym miejscu, to panu tego nie powiem. Niczego nie pamiętam, do momentu gdy obudziłam się w tamtej piwnicy, skrępowana. Od samego początku byliśmy, przykróci rękami i nogami, praktycznie bez ruchu i możliwości ruszenia się — mówiła coraz ciszej, przypominając sobie te hańbiące momenty — Potem zaczęło się nasze piekło — mówiła z mocno zaciśniętym gardłem.
    A to był dopiero początek jej opowieści.

Saturday, April 26, 2025

V 21 — BIEL ŚCIAN

    — Jesteś pewna? — pytał ją już po raz kolejny.
    — Ricardo, zapewniam, dam sobie radę to tylko dwie godziny — próbowała go praktycznie bez skutecznie uspokoić.
    Nie musiała się nawet przyglądać, by wiedzieć, że jej słowa nie były dla niego zbyt przekodowujące. Nie można było tego ukryć, że obecnie ta sytuacja mocno odbija się na ich obojgu. Nie dość, że są dość młodym małżeństwem, to w przeciągu paru tygodni mierzyli się z ogromnymi problemami, głównie które obracały się wokół niej, bo wszystko praktycznie rozpoczęła lawina zmagać gdy dowiedziała się, że utraciła swoje mieszkanie. Wszystko, co potem się działo, miało dość negatywny skutek na nią, ale również to wystawiało ich związek na ogromną próbę.
    Miała poczucie, że od dłuższego czasu ich relacja była testowana przez los, czy zdołają przebrnąć przez to wszystko razem, czy w pewnym momencie zagubią się w tej wspólnej wędzące. O ile Ricardo wykazywał się ogromem cierpliwości, współczucia czy po prostu miłości i nie dawał jej powód do tego, by mogłaby zwątpić w nich, czy ona miała podobne odczucia?
    Musiała przyznać, że była to bardzo to bardzo dyskusyjna sprawa i sama tak naprawdę do końca nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.
    Oczywiście ani na moment nie przestała go kochać nawet teraz, jednak z czasem pojawiały się w jej głowie obawy czy wątpliwości, czy ona jest w stanie oddać mu tym samym, taką samą czułością czy uczuciowością, jaką mogła obecnie od niego poczuć. Nie chciała jednak nic mówić i dzielić się swoimi roztargnieniami, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że obecnie była mocno rozchwiana emocjonalnie i nie chciała podejmować dość pochopnych decyzji, których mogłaby w przyszłości rzeczywiście żałować, dlatego zachowywała to dla siebie.
    — Cholerny kontrakt… — zamruczał, a w jego głosie dało się słyszeć ogromne niezadowolenia — W takim momencie mam zajmować się sprawami biznesowymi gdy nie mam w ogóle do tego głowy — mówił z westchnieniem.
    — Nie prześcigniesz tego i doskonale o tym wiesz. Nie będę cię zatrzymywać, wiem, że zależy ci, byś był przy mnie, ale rozumiem również że jednak po takim czasie musisz zapanować nad sytuacją w firmie i absolutnie cię nie winie — powiedziała ze spokojem.
    Wiedziała, że i tak nie był to dla niego zbyt przekonujący argument. Wiedziała, co siedzi mu w głowie, ona jako jego żona teraz leżała w szpitalu i zamiast nadal przy niej być, pomimo że trwał u jej boku od samego początku, to musi wyjść na wzgląd na umówione spotkanie i musiał wrócić do domu, jednak absolutnie była wyrozumiała wobec niego i jego obowiązków.
    Ona sama jednak nie była osobą, którą zbytnio się narzucała innym, była bardziej osobą, która przeżywała swoje emocje, przeżycia czy wspomnienia wewnątrz siebie, jednak rozumiała, że nie było mu wcale po drodze po prostu wracanie do mieszkania i jej zostawianie. Wspomniał już jej o poranku, że będzie jednak musiał dziś wcześniej wyjść i to zrozumiała.
    — Mam jednak wyrzuty sumienia, że cię po prostu zostawiam — odezwał się nagle — Anthony’ego nie ma, bo siedzi w Phoenix…
    — I tak bardzo dużo dla mnie zrobił. Nie jestem również dzieckiem, przy którym trzeba było siedzieć wiele godzin i pojmuje, że jednak macie swoje obowiązki. Umówmy się Ricardo, przedłożyliście wszystkie swoje rzeczy nade mnie gdy mnie nie było, gdy leżałam w śpiączce, teraz jest znacznie lepiej i mogę jednak zostać sama, poza tym mogę w każdej chwili zawołać pielęgniarki czy lekarza i teraz praktycznie nic nie zagraża mojemu życiu.
    Bo było to rzeczywistą prawdą, po tygodniach życia w ciągłym strachu wręcz bojąc się czy przeżyje kolejny dzień, teraz wszystko wydawało się układać, a ona powoli dochodziła do siebie. Mimo końcówki listopada rokowania były coraz lepsze i lekarze wspomnieli, że jeśli kolejne badania okażą się być na tyle zadowalające to może z początkiem grudnia w końcu ją wypiszą do domu.
    I szczerze jedyne, o czym marzyła, to by wrócić i położyć się w normalnym łóżku. Ricardo wspomniał, że zakupił mieszkanie i gdy tylko wyjdzie, zabierze ją do nich, po utracie jej poprzedniego lokum musiał sobie jakoś poradzić i zakupił apartament w dość spokojnej dzielnicy miasta z dala od zgiełku oraz widocznej bezdomności, tam, gdzie wydawało się być najbezpieczniej, na czym mu naprawdę zależało.
    Bo owszem z pozoru wydaje się, że to dość urokliwe miasto, jednak mierzyło się ono ze swoimi problemami, które jednak były widoczne gołym okiem, a urzędnicy, zamiast zająć się bezdomnością, która bardzo była widoczna na ulicach, woleli przymykać na to oko, a to jedno z wielu zmagać tej ogromnej metropolii.
    — W razie czego po prostu dzwoń — poprosił.
    Popatrzył na nią dość smutno, zanim wyszedł i mogło zaskakiwać, że ani ją nie przytulił, ani nie pocałował, jednak wystarczyło spojrzeć na nią, by zrozumieć, że raczej i tak całusy były ograniczone, a przytulania nie chcieli naruszyć opatrunków, którymi była okryta. Patrzyła przez dłuższy moment na miejsce, gdzie przed momentem znikną, lecz po krótkiej chwili ciszy westchnęła cicho i delikatnie zsunęła swoje stopy na podłogę.
    Z jednego czego naprawdę się cieszyła, to, że wreszcie mogła chodzić o własnych nogach i nie musiała prosić się o przewiezienie. Mimo że fizycznie dochodziła do siebie oprócz oczywistych poparzeń, które jednak potrzebowały czasu nie kilku tygodni, a nawet miesięcy na to by w końcu mogła zdjąć te opatrunki, mogła już swobodnie się poruszać, co oczywiście wykorzystywała.
    Była zmęczona ciągłym leżeniem, najpierw na twardym betonie w tej cholernej piwnicy, a potem na szpitalnym łóżku więc wykorzystywała momenty gdy mogła to zrobić i wstawała i chodziła po swoim pokoju i tak jak teraz również zamierzała skorzystać z okazji i gdy tylko się podniosła wolnym krokiem podeszła do okna i przystanęła tuż przy nim.
    Widok był dla niej tak bardzo znajomy tak powtarzalny i monetowy, że nic ją nie było w stanie zaskoczyć, lecz mimo tego lubiła spoglądać tam i marzyć, by w końcu wyjść na zewnątrz.
    Z czasem gdy zaczęła powoli dochodzić do siebie, jednak zaobserwowała u siebie znaczne pogorszenie się samopoczucia i jednak nie można być zaskoczonym. Tkwiła zamknięta przez kilka tygodni zdana na tortury, jakieś psychopaty to ją doszczętnie wyniszczyło i mimo że była wolna od myśli bardziej destrukcyjnych to jednak nie czuła się już tak szczęśliwa jak dawniej.
    Nie radowały ją proste rzeczy, nie potrafiła cieszyć się z głupot, gdy w jej głowie wręcz panował istne szaleństwo. Pomimo że usilnie starała się nie wracać wspomnieniami do tamtych dni, tych koszmarnych momentów bywało to jednak silniejsze od niej i widziała je oczami swojej wyobraźni. Jednak najgorszej było gdy zapadał zmrok. Lęki nadal w niej tkwiły i zapewne prędko się ich nie wyzbędzie.
    Nie przestała się bać wieczoru czy nocy, niemal czuła dreszcz strachu na samą myśl, że za kilka godzin znowu niebo okryje się ciemnym płaszczem, a do niej znowu zaczną wracać koszmary. Nadal nie mogła zmrużyć oka nie gdy panował zupełny zmrok.
    Demony tamtych dni upokorzeń, znęcenia się czy… gwałtów tak głęboko w niej siedziały.
    Niepokoiła się, lękała się za każdym razem gdy nawet własny mąż starał się jej dotknąć. Znowu zaczęła stronić ot, tak wydawać się mogło zwyczajnej rzeczy, jednak obawy, które dzierżyła na swoim sercu, sprawiły, że nie mogła się pohamować i nie cofnąć się gdy on tego próbował. Chociaż powtarzała mu, że to nie jest jego wina, a raczej jej, co wręcz jej od razu próbował wyperswadować, mówiąc, że nie powinna czuć się winna, że była ofiarną nadużyć seksualnych to jednak czuła, że to w niej tkwi problem.
    Ponownie zaczęła brać na siebie winę za swój stan, za który nie była zupełnie odpowiedzialna a ten cholerny zwyrodnialec, który aktualnie przebywał w więzieniu o zaostrzonym rygorze i czy mogło ją to pocieszyć?
    Z jednej strony i owszem, bo w końcu mogła czuć się spokojna i bezpieczna, ale czy to w ogóle odczuje, wiedząc jak urazy na psychice, spodobał ten skurwysyn. Czy rzeczywiście poczuje, że może być spokojna i żyć życiem, o jakim marzyła?
    Raczej nie.
    Na razie nie widziała tego, by mogła w ogóle zachować takie opanowanie cieszyć się życiem, gdy jedyne czego chciała to po prostu usiąść i się rozpłakać. Jednak lata trzymania nerwów na wodzy nauczyły ją opanowania i dość rzadko roniła łzy i można pomyśleć, że teraz siedziała, by i szlochała, zamiast stać przy szpitalnym oknie i przyglądać się obrazu przed szpitalem, a jej spojrzenie wyrażało zupełną pustkę.
    I tak wiele nie dało się odczytać z jej twarzy, która i tak była w większej części skryta pod bandażami. Gdy tylko spojrzała w dół, dopiero wtedy gdy mogła w końcu wstać, zobaczyła, w jakim jest stanie. Całe jej lewę ramię było oparzone jak większa część klatki piersiowej czy brzucha. Łopatki były częściowo oparzone a jej lewa noga w praktycznie większej części, skryta była pod bandażami, ale nie z powodu złamań, ale właśnie kwasu, który ją oszpecił, więc tak praktycznie jedynie można stwierdzić ze jej prawa dłoń do ramienia czy noga, ale dolna część pleców była jedynymi miejscami, gdzie nie dotarł kwas.
    Bała się tak bardzo zobaczyć, co kryje się pod nimi. Strach był tak bardzo dotkliwy, że za każdym razem gdy pielęgniarki przychodziły je zmieniać, automatycznie zamykała oczy, by nie widzieć tej wręcz poniszczonej skóry, która przybrała czerwony wręcz czarny odcień. Słyszała to jedynie z opowieści kobiet, które się nią opiekowały, sama nie miała tej odwagi to zobaczyć. Sama nie czuła, by była gotowa po prostu uchylić oko i to zobaczyć. Cudem wręcz można było nazwać to, że udało przywrócić się jej spojrzenie, o ile w lewym oku było, znacznie pogorszę, spojrzenie to w prawym było o wiele lepiej i tak nie uniknie noszenie okularów czy soczewek na razie, mimo że nie miała ich założonych, mimo że widziała, to nie był już takie wzrok jak dawniej. Męczyła się po dłuższej chwili.
    Jak zawsze była osobą, którą nie znosiła się nad sobą użalać i raczej była osobą o silnym charakterze i osobowości, to teraz nie zamierzała po prostu oszukiwać i mówiła wprost, że czuła się wprost fatalnie.
    Jedna perspektywa jednak ją wręcz panicznie przerażała.
    Rozmowa z policją.
    Wiedziała, że jest to nie zniknione, oczywiście mogła odmówić składania zeznań jednak na obecną chwilę, nie była przesłuchiwana na wzgląd, że lekarze odmawiali tego, na dość kiepski stan zdrowia i nie tylko fizyczny, ale bardziej psychiczny. Nie chcieli jej bardziej męczyć i mimo że rozmowa ma być przyprowadzona przy obecności psychiatry, to ona sama nie była gotowa powracać do tamtych tygodni i opowiadać jak była dręczona, upokarzana, czy odzierana z ludzkiej godności. To było jednak ponad jej siły.
    Ale w tej całej sytuacji również wyciągnęła wnioski wobec osób, które kiedyś ufała i może nałożył się aspekt poprzednich wydarzeń, jednak pojęła, że odcięcie się od pewnych ludzi jest wręcz koniecznością. Chciała to zrobić z Clarkiem i starała się, jak mogła jednak on i tak ją dopadł i sama ta perspektywa sprawiła, że wiele myślała nad sytuacją z zespołem w tym własnym bratem.
    I owszem nie zamierzała ujmować mu, że naprawdę zrobił dla niej wiele, jednak to jaką ją potraktował tuż przed porwaniem, stało się dla niej czynnikiem, który nie była w stanie mu podarować i tak za pstryknięciem palca po prostu zapomnieć. On zapewne myśli inaczej, jednak trudno przebaczyć osobie, która dosłownie potraktowała cię jak najgorszego sortu przestępcę. Bolało to, szczególnie że miała świadomość, że ratowała ludzkie życie, a została kłamliwe oskarżona o jego próbę odebrania. Mogła wiele przebaczyć, ale nie to jak się zachował wobec niej.
    Miała teraz wpaść mu w ramiona, bo pojął, co nawygadywał. Tak świat absolutnie nie działa. Nadszarpnął mocno jej zaufanie wobec siebie dlatego wierzenie, chociaż nawinę, że nawet teraz po opuszczeniu tego koszmaru przymknie oczy na jego występki i zapomni no, jednak bywa osobą dość pamiętliwą i tak było również w stosunku do Michaela.
    Mogła go po części zrozumieć, ale z drugiej strony dowiedziała się zbyt wiele, by chociaż znowu myśleć o traktowaniu go jako kolegę.
    Czas pokazał jej komu, tak naprawdę może teraz ufać.
    

Sunday, April 20, 2025

V 20 — ZRANIŁEŚ MNIE

    — Powoli — mówiła bardzo opanowanym i spokojnym głosem kobieta — Proszę się nie frasować — poleciła.
    W końcu z jej drobną pomocą mogła usiąść na wózku inwalidzkim, który przed paroma chwilami podsunęła pod jej łóżko, na którym spędziła ostatnie tygodnie i o ile rozumiała, że musiała odpoczywać na wzgląd na swój jeszcze poważny stan, mimo że znacząco on się poprawił, to czuła się już przemęczona widokiem tych samych szpitalnych ścian i znużenia brakiem jakiekolwiek aktywności.
    Potrzebowała kilku dni, by przekonać lekarza, który ją prowadził, by pozwolił jej, chociaż na moment wyjść na zewnątrz. Potrzebowała złapać nieco świeżego powietrza. Nie chciał się od razu zgodzić, co zupełnie rozumiała, bo jednak sama rozumiała, że po takim drastycznym wręcz wyniszczeniu jej ciała czy oparzeniach, które spowodowały chemikalia, którymi została oblana w ostatniej chwili, przez tego diabła skutecznie nadwyrężyło jej zdrowie, a przede wszystkim w jak znaczy sposób, zostały uszkodzone, jej organy wewnętrzne, mimo że wszystko zdawało się, że wraca do normy, nawet praca nerki, która zatrzymała się po dializach, to również ostrzegano ją, że może zmagać się z trudnościami tuż po tym gdy wyjdzie ze szpitala
    Jednak to, co najbardziej jednak ją zdruzgotało to perspektywa, a raczej obawy, że jej narządy rozrodcze są w tak bardzo kiepskim stanie, że perspektywa na przyszłość i myśl o tym, że może zostać matką, o czym wręcz marzyła, mogła o tym po prostu zapomnieć. Ostrzeżono ją, ze zajście w ciąże może skończyć się dla niej oraz jej potencjalnego dziecka tragicznie, bo ona może nie utrzymać płodu, które może umrzeć. Gdy to usłyszała świat, się dla niej w momencie zawalił i, mimo że nie planowała tak prędko zakładać rodziny to myśl, że przez tego skurwysyna i truciznę, którą jej wstrzykiwał, zostaje jej odebrana, możliwość stworzenia rodziny było dla niej druzgocącą myślą. I mimo że starała się nie przejmować tym obecnie, bo bardziej przejmowała się własnym stanem psychicznym czy to jak teraz będzie funkcjonowała, będąc w znacznym stopniu oszpecona, to jednak gdy zostawała sama, nie potrafiła powstrzymać łez gdy myślała, jak te trzy tygodnie przebywanie w tym piekielnym horrorze ją wykończyło.
    Musiała przyznać, że osiągnął własny cel. Zniszczył ją do oszczędnie, bo nawet jeśli nadal żyła, została wręcz uratowana w ostatniej chwili i przywrócono już dwukrotnie do życia gdy jej serce się zatrzymało, to jednak teraz będzie musiała mierzyć się z konsekwencjami szaleństw tego zwyrodnialca.
    Może powoli wracała do zdrowia, wyniki z każdym dniem były coraz bardziej satysfakcjonujące, to jednak na chwilę obecną lekarze nie podejmowali się możliwości, przestrzegł skóry. Odradzali jej, by na razie o tym nie myślała, jednak tak widziała siebie w lustrze a właściwie własną twarz pokrytą wieloma lepcami czy bandażami, tak jak pozostałe pięćdziesiąt procent ciała, bo szacunkowo uznano, że ponad sześćdziesiąt procent zostało powierzchni jej skóry, zostały dotknięte przez kwas i mimo pierwszej pomocy, zmycia z niej tego syfu poddania jej odpowiednich środków czy soli fizjologicznej to jednak oceniono po czasie, że poparzenia były tak głębokie, że określono je drugim i trzecim stopniem.
    Nie chciała nawet wspominać o swojej psychice, która została zrujnowana ostatecznie. Lata pracy, pomocy czy terapii poszły w przeciągu paru tygodni do kosza, o czym wiedziała nie od dziś. Nigdy nie czuła się tak paskudnie i fatalnie jak teraz i jeśli uważała, że najgorszym momentem był okres przed poznaniem własnego brata, to musiała uznać, że tamte przeżycia były niczym z tym, z czym musiała się aktualnie mierzyć.
    Noce dla niej były jednym wielkim koszmarem. Bała się zasypiać, obawiała się zamykać oczy w obawie, że znowu przyśni się jej to diaboliczne miejsce, znowu w swoich najgorszych wizjach będzie widziała jego, znowu musiała znosić ten ból i cierpienie. Przechodzić to samo po raz kolejny. Nie potrafiła już spać przy zgaszonym świetle, o ile kiedyś sprawiało jej to przyjemność, to na chwilę obecną potrzebowała mieć zapaloną, chociaż maleńką lampkę tuż przy sobie i może ktoś uznać, że przesadza, że raczej małe dzieci śpią przy świetle, bojąc się potworów.
    Ona jednak nie uważała, że czuje się na tyle dobrze, by zgasił światełko i zasnąć.
    Nie zamierzała udawać czy zgrywać osoby silnej, gdy była w totalnym rozsypce i bagatelizowanie swojego stanu zdrowia czy kondycji psychicznej w takich okolicznościach byłoby ignorancją oraz po prostu nie taktem gdyby ktoś uznał, że po prostu przesadza.
    Będąc tak zamyśloną nie dostrzegła momentu gdy pielęgniarka, która ją wiozła, wyjechała, już na tył szpitala, gdzie znajdował się już ogród. Chłód listopadowego dnia był odetchnieniem od upałów, które panowały, a ona poczuła wreszcie coś innego niż ten specyficzny zapach unoszący się w murach szpitala i mogła w końcu rozejrzeć, chociaż po tym parku, gdzie mogła spędzić kilka minut po tym gdy ubłagała, lekarza o zgodzę.
    Niestety ani Ricardo, ani Anthony nie mogli jej towarzyszyć. Jej przyjaciel musiał wrócić do Phoenix w sprawach firmy, którą zaniedbał w ostatnim czasie, a Ricardo by umówiony wraz ze wspólnikiem na ważną rozmowę, której nie mógł po prostu zignorować, więc dzisiejszego południa była sama, oczywiście obiecał on, że przyjedzie gdy tylko skończy się spotkanie, jednak wiedząc, że praktycznie ostatnie tygodnie spędził przy jej łóżku, nie pośpieszała go, tylko poprosiła, by też zadbał o siebie chociaż przez ten jeden dzień, a ona i tak jest pod opieką personelu medycznego.
    — Dam pani dwadzieścia minut — oznajmiła nagle kobieta w średnim wieku.
    Podniosła powoli głowę, by popatrzeć na nią, lecz nie odezwała się, tylko delikatnie przytaknęła na znak zrozumienia, po czym dodała:
    — Wrócę tu wkrótce po panią, gdyby coś się stało, proszę wołać — poprosiła.
    Upewniona, że może ją zostawić, odeszła pośpiesznym krokiem. Prawdę mówiąc, i tak daleko by nie zawędrowała. Sama nie miała na tyle siły, by stać dłużej o własnych nogach a co dopiero mieć zamiar uciekać. Ktoś mógłby zarzucić jej, że zbytnio się użala nad sobą, ale ona wprost mogła, by to wyśmiać. Gdyby była taka osoba, nieświadoma jej przeżyć uznałaby, że pomimo swojego młodego wieku zachowuje się jak starsza pani, to jednak byłaby ta osoba zupełnym głupcem. Łatwo ludzi oceniać nie wiedząc, przez co przeszli.
    Owszem była zazwyczaj osobą pełną energii, często mówiono jej, że lubiła być w centrum akcji, pomimo że wcześniej zaprzeczyłaby, że nie była osobą ciekawską to, z czasem się zmieniło. Teraz była zupełnym przeciwieństwem samej siebie sprzed nawet pobytu w więzieniu.
    Nie liczyła na to, że prędko wróci do tej dawnej siebie, nawet nie miała już takiej nadziei. Czy w ogóle było to możliwe, może faktycznie gdyby włożyła wiele pracy i trudu to, by się jednak udało, jednak obecnie nie chciała nawet nad tym myśleć? Teraz jedynie co odczuwała to zupełną pustkę. To może dziwić, że nie była smutna, przygnębiona wręcz przybita oczywiście, że była, jednak były to momenty gdy zostawała sama, a do jej głowy powracały myśli i wspomnienia, które tak próbowała nie przywoływać. Jednak zazwyczaj nie odczuwała zupełnie nic. To poczucie, jakby jej odczucia, emocje czy przeżycia zostały nagle wyrwane prosto z niej i wyrzucone na śmietnik.
    Wciąż myślała, jak mogła przeoczyć ten ważny element, moment gdy on szykował istną bombę, a ona straciła czujność i nie uważała, bo właśnie wykorzystał element zaskoczenia i chyba nie mógł trawić lepiej niż na chwile, gdy ona była zaoferowana i zafrasowana tym, że została nie słusznie oskarżona. Wcześniej jednak myślała, że to przypadek, że mógłby nie mieć z tym powiązań, jednak teraz gdy o tym myślała, to dochodziła do wniosku wiedząc o jego poufałości z Taylor, że to wszystko było ukartowane, a gdy sam Michael powiedział, że kłamał, bo został do tego zmuszony, wszystko zaczęło układać się w jedną całość.
    Zaczęła również dochodzić do wniosku, że jednak pojawienie się jej nagle w ich życiu nie było przypadkiem i jej celem było zniszczenie jej w związku z dawnym partnerem. W sumie nie musiała się za bardzo starać, bo i tak w tamtym czasie ich związek został zniszczony przez niego samego.
    — Julia?
    Drgnęła, gdy nagle usłyszała nieopodal głos. Ton, który o dziwo jej umysł wręcz skutecznie podpowiadał jej, że go doskonale znała, jednak chciała to wyprzeć z siebie. Zbyt dobrze znała jego tonacje, jednak próbowała się przekonać, że po prostu umysł ją zawodzi.
    — Julio? — odezwał się znowu.
    Niechętnie poderwała wolno wzrok, by napotkać spojrzenie oczu swojego dawnego partnera. Zmierzyła go jednym okiem, które nie było skryte, by zobaczyć go stojącego tuż przed nią. Na jego twarzy dało się dostrzec zaskoczenie wręcz szok, gdy tylko ją ujrzał. Jednak nie dziwiła się, wiedziała, jak wygląda i mógł on wywoływać u ludzi, skrajne emocje teraz było to bez znaczenia.
    Ale jak ją rozpoznał?
    To pytanie zaczęło ją dręczyć i mogła oczywiście zachować je dla siebie, jednak zamierzała dopytać jakim cudem pomimo licznych opatrunków on zdołał ją poznać z wielu innych pacjentów, którzy odpoczywali w tym ogrodzie:
    — Jak…?
    — Jak cię poznałem? — przerwał jej, nawet nie pozwalając dokończyć zdania — Myślisz, że nie byłbym w stanie poznać tego spojrzenia? — zwrócił się do niej — Twoje oczy są zbyt znajome, by je pomylić z kimś innym — powiedział spokojnie — Poza tym, twój tatuaż jest zbyt charakterystyczny — zwrócił uwagę na wizerunek, który był na jej prawym przedramieniu.
    Ten sam wzór głowy wilka a w jego grzywie pojawiła się postać mężczyzny opartego o motocykl. Jedyny wizerunek, który nie został uszkodzony przez żrący kwas. Nie wiedziała, jak jest z innymi, ale się nad tym obecnie nie zastanawiała.
    — Czego chcesz? — rzuciła ostro w jego kierunku.
    Ostatnią z rzeczy, jaką pragnęła, to rozmowa z nim. Właśnie tego najbardziej starała się uniknąć. Nie chodziło o fakt, że obwiniała go za to co się stało, bo byłaby wtedy ignorantką i egoistką, bo zupełnie jak ona przeżył istny horror, jednak nie uważała, że po tym co dowiedziała się, miała chęci z nim dyskutować, a w najgorszym wypadku starać się naprawić ich relacje.
    Zawiódł ją na każdej płaszczyźnie. O ile wcześniej wykazywała wobec niego współczucie i empatie z racji na to jak traktowała go żona i nadal uważała, że jednak mocno na tym ucierpiał, to jednak fakt, że dowiedziała się o jego spisku, który tworzył razem z nią przeciwko niej, całkowicie zmieniło jej postrzeganie na jego temat.
    Utraciła tak wiele przez niego i jego niezrozumiałą zawiść i zazdrość, że teraz czy by przyłożyła rękę do pomocy jemu gdyby miała być szczera wahałaby się gdyby wiedziała ile straci przez niego zastanowiła się, czy jej poświęcenie było tego warte.
    Mówi się, że po czasie poznajemy się na ludziach i tkwiła w tym rzeczywista prawda, bo ją po raz kolejny zweryfikowałczas oraz jej silne przywiązanie do kogoś. Nadszarpnęło jej zaufanie do ludzi.
    — Chciałabym porozmawiać — odezwał się dość skruszonym głosem — I…
    — Przeprosić? — weszła mu w słowo.
    Popatrzyła na niego kątem oka i naprawdę czy zastanowił się nad tym czy ona pragnie go wysłuchać a przede wszystkim przyjmować jego słowa żalu? Szczerze polemizowałaby z tym, bo o ile wydawać się mogło, że mieli to wszystko, przegadane jednak jak można rozmawiać i myśleć o takich rzeczach w piekle na ziemi. Słuchała go, bo nie miała wyboru, ale czy czuła wtedy refleksje wobec tego, gdy jej jedynym pragnieniem było, by ten koszmar się skończył.
    — Nie uważam, byś miał powód, by to robić — uprzedziła, zanim zdołał nawet się odezwać.
    — Julio ja…
    — Wiem — powiedziała, czując lekkie rozdrażnienie.
    Nie czułaby się tak gdyby nie widziała po nim, do czego on tak naprawdę dąży. Można było uznać ją za zbyt upartą, że powinna w końcu zejść z tej dość nacechowanej negatywnie relacji jednak nie potrafiła gdy pojmowała istotę rzeczy i jak bardzo zawiodła się na zaufanych sobie osobach, którzy obiecali, że nigdy nie sprawią jej przykrości.
    Owszem można uznać, że była naiwniaczką i postrzegała te słowa nieco dzienne jednak nie. Jednak gdy ktoś złamie, obietnice czujesz się zawiedziony i nieważne ile masz lat niedotrzymanie, słowa przez innych zwyczajnie boli, a gdy występują, przeciwko niej cóż rozczarowanie jest wręcz pewnym co właśnie czuła.
    — Posłuchaj, rozumiem twoje postępowanie, pojmuje, że mogłeś się bać, to oczywiste i nie będę tego w żaden sposób negowała. Ale proszę postaw, się w mojej sytuacji i zrozum mnie i moją niechęć do ciebie, Chestera czy pozostałych. Zaufałam wam to oczywiste, że nie było mi łatwo się otworzyć, ale zobaczyłam, że jednak mogę to zrobić, bo wyglądaliście na takie osoby i nie miałabym nic przeciw gdybyście się wszyscy odwrócili ode mnie gdybym rzeczywiście coś wam zrobiła — zaczęła powoli tłumaczyć, wykazując się pomimo wcześniejszy sprzecznych emocji spokojem i opanowaniem — Jednak powiedz mi jakbyś się poczuł gdybyś był w mojej sytuacji. Przez kilka tygodni pomagałam ci ukrywać, rany, siniaki i milczałam, bo mnie o to prosiłeś. Wykazałam się wobec ciebie lojalnością, pomimo że nie łączyło nas zupełnie nic prócz dawnego związku. Wydaje mi się, że zachowałam się wobec ciebie dobrze, pomagałam w sytuacjach kryzysowych i jak zostało mi za to odpłacone? — spytała, czując, jak jej głos zaczyna się chwiejnie poruszać — Zawiodły mnie najbliższe osoby. Nie tylko ty jako już były narzeczony, ale własny brat i przyjaciele. Nie wierzę, że nawet Brad dał się nabrać na tą pokazówkę a oboje wiemy, że nie pałał sympatią do twojej żony — zatrzymała się i spojrzała na jego reakcje i widziała w jego oczach wyrzuty sumienia — Poszłam siedzieć za szerzenie wokół mnie jawnym kłamstw, zniosłam to z pokorą, bo nie miałam wyboru. Może fakt, wywodzę się z patologi, ale czy wykazywałam się kiedyś takim zachowaniem, wobec którego z was. Dałam wam powód, byście mi nie ufali? — pytała.
    — Nie — odpowiedział dość cichym głosem.
    — Właśnie, pokutowałam za wasze błędy a teraz ty czy Rivera jesteście zaskoczeni, że wykazuje się wobec was taką niechęcią i dystansem?
    Nie było to dla niej wcale łatwe, jednak wiedziała, że dopóki nie zrozumieją powagi sytuacji i faktu, że jednak nie są to głupie żarty, a doszło tutaj mocno do nadużycia i zdradzenia, to nie pojmą, czemu wykazuje się chłodem wobec nich.
    — Czy…
    — Mike, straciłam przez twoje knowania cześć własnego życia, coś, co wręcz uwielbiałam. Pobijmy kwestie naszej relacji, bo ona sypała się, zanim pojawiła się Taylor, ale kurde pomyśl jak się czułam w momencie gdy pojęłam ze moje życie jest w ruinie. O ile teraz jestem na totalnym dnie i nie mówię tutaj ściśle o materialnej strefie, ale również psychicznej to jak mam żyć ze świadomością, że spotkałam się, z jakiej rzeczywistością najbardziej nie chciałam. Pomijając kwestie konswkencji, tego porwania. Mówiłam to już twojemu przyjacielowi i czas byś ty również to usłyszał, ale pragnę, byście zaakceptowali fakt, że ja się odsuwam od was, nie chce was w moim życiu i może wydawać ci się nie do przyjęcia. Jednak proszę cię i Chestera i resztę waszej kapeli byście odcięli się ode mnie.
    — Nie chce!
    — Michael — rzuciła, poważnym tonem co zwróciło jego uwagę.
    — Ja nie sugeruje ani nie proszę, ja po prostu wam każe — powiedziała sucho — Żyliście beze mnie, zrobicie to znowu. Nie chce, byś próbował mnie nachodzić, nie skontaktujesz się i tak ze mną, bo cię zablokowałam, gdzie tylko mogłam, zaakceptuj to, że ja jestem dla ciebie tylko wspomnieniem przeszłości. Obecnie nasze drogi się rozejdą i nie obchodzi mnie, co o tym myślisz, ja chce zacząć od zera, bez które osób wbiły mi nóż w plecy.
    Stał przez moment, patrząc na nią w zupełnym oszołomieniu, jakby jeszcze do niego nie docierało, co właśnie powiedziała i zakomunikowała. I może to wydawać się nieco radykalne, jednak miała czas by to sobie przemyśleć i jak wcześniej kierowała się emocjami i po prostu żalem to teraz miała czas by wszystko przeanalizować na spokojnie i wiedziała, że postępuje właściwie.
    Kiedyś uważała ich za osobę, bez których nie potrafiła sobie wyobrazić życia, teraz czuła po prostu zawód w stosunku do nich. Słuszny i owszem, bo jednak gdy pojmujesz, że wszystkie wydarzenia rozgrywające się w twoim życiu stoją osobę, którym kiedyś się ufało, bezgranicznie wiesz, że inaczej byś nie mógł postąpić.
    Owszem to dość nagłe wyrzucenia ich ze swojego życia gdy stanowili go dość kluczową i znaczącą część, ale czuła, że właśnie tego potrzebuje. Zupełnej zmiany.
    — Jesteś pewna? — pytał.
    — Owszem, nie chce was w moim życiu i zanim sobie pójdziesz, to dziękuje… — urwała i zobaczyła, jak spogląda na nią dość zdumiony, zanim dokończyła swoją myśl — Za cudowne spieprzenie mi życia Michael! — od dłuższego czasu, cisnęło jej się to na usta.
    Po jego minie chyba nie tego się spodziewał, jednak zupełnie go to nie obchodziło. Bo nie liczyło się już to. Mogła krzyczeć, wyklinać go jednak nie uważała, że jest to na tyle dojrzałe zachowanie. Uznała, że woli to w dość znaczących słowach przekazać mu to coś, co siedziało, dość negatywnie w umyślę.
    — Myślałem…
    — Mogłeś mieć domysły, że ulegnę po tym wszystkim, jednak te tygodnie pozwoliły mi nad zastanowieniem się nad swoim dotychczasowym życiem i nie chce wśród siebie osób tak zdradzieckich jak wy! Nic was nie tłumaczy, jesteście dorosłymi ludźmi, którzy świadomie podejmują, decyzje ty zdecydowałeś się kłamać, a twoi koledzy uwierzyć w twoje łgarstwa, sprawa jest prosta do przekalkulowania. Najbardziej jednak szkoda mi nie was, ale siebie, że po prostu zawierzałam Chesterowie, a tobie po prostu pomogłam z czystej ludzkiej dobroci i empatii. Dziękuje za odpłacenie za moje dobre serce takim cudownym potraktowaniem — rzuciła ze złością.
    — Każdy się może zmienić siebie i…
    — Mike czy nie rozumiesz, nie chce mieć z wami nic do czynienia!
    Myślała, że jednak będzie skazana dłużej na jego towarzystwo, jednak nawet nie dostrzegła momentu gdy przy nich pojawiła się pielęgniarka, która wcześniej ją tutaj przywiozła i zwróciła się do niej z tekstem:
    — Pora wracać pani Julio.
    Przytaknęła, bo jednak cała jej chęć do wyjścia zniknęła w momencie gdy pojawił się on. Słyszała za sobą jakieś ciche przeprosiny, jednak nie zwróciła na to uwagi, gdy kobieta prowadziła ją, do wnętrza budynku gdzie po krótkiej chwili zniknęły obie.

V 19 — STRACIŁEM JĄ

    — Ale smęcisz.
    — Co tu robisz?
    Popatrzył wprost na stojącą nieopodal kobietę, która przed momentem weszła do środka, gdy on będąc, zbyt skupiony na wygrywaniu jakieś przygnębiającej piosenki nie zwrócił uwagi, jak drzwi do studia nagraniowego się otwierają.
    Pochłonęła go muzyka i jego myśli, które wciąż uciekały do pewnej młodej artystki, o której tak nie potrafił zapomnieć. Nawet nie starał się jej wyprzeć ze swojej pamięci, bo nie umiałaby zatracić, wspomnieć o kimś tak dla siebie wyjątkowym jednak teraz mógł tylko sobie przypominać, jakim był głupcem i kretynem.
    Czuł niechęć wobec samego siebie i wciąż zastanawiał się czemu, nie przejrzał wcześniej na oczy, czemu w tak wręcz dzienny sposób, dał się zwieść i tak kobiecie, której nie traktował poważnie. Od początku nie miał do niej ufności, jej pojawienie się było nagłe i zaskakujące. Był wręcz zdumiony tym, że praktycznie przyjaciel pewnego dnia przyszedł i oznajmił im że jest po ślubie. To było tak bardzo dla nich wszystkich zaskakujące, że nie rozumieli jego wyboru.
    Stało się to praktycznie z dnia na dzień i było to o tyle dziwne, że praktycznie przeżywał tak nie dawno rozstanie z byłą partnerkom, a potem nagle oświadcza się i poślubia kobietę, przez którą przez ponad dwa lata nie mógł dojść do siebie. Wtedy było to mocno zastanawiające, bo nie rozumieli jego zachowania i nadal nie wiedzą, co go tknęło do tego, by ją poślubić.
    Sam wiedział, jak na trasie się zachowywała, jaką była bezczelną osobą i jak bardzo wykorzystywała Julie do zajmowania się jej dzieckiem. To, czemu był tak bardzo zaślepionym głupcem i uwierzył w jakieś kłamliwą historyjkę, wręcz teatralny płacz, jakim się posłużyła, by ich wszystkich zmanipulować.
    Nie był on jedyny winnym w tej sytuacji i tak jak on i reszta chłopaków nawaliła tak samo. Najbardziej mogło zaskoczyć, że Brad, który od samego początku był wręcz na ostrzu noża z żoną ich przyjaciela, dał jej wiarę, a nie jego siostrze. Delong nie wykazywał się aprobatą czy sympatią wobec Taylor, a jednak jej manipulacje skutecznie ich zwiodły.
    Teraz mogli mocno tego żałować, że tak postąpili, jednak on nie potrafił poradzić sobie z wyrzutami, ale nie wobec Julii, ale samego siebie, że złamał tyle danych jej obietnic jednym stwierdzeniem. Czuł frustracje na samą myśl o tym co zrobił, jednak nie mógł za wiele już zrobić.
    — Nie mogłam cię znaleźć w domu — stwierdziła, wchodząc głębiej — Byłam w szpitalu i rozmawiałam z Anthony, ale stwierdził, że nie jesteś tam mile widziany — dodała.
    Spoglądał na to jak przysiadła na pobliskim fotelu, gdy on westchnął cicho, opierając lekko na korpusie gitary, na której prawdę mówiąc, bardziej rzępolił niż grał. Gdyby ktokolwiek go teraz usłyszał, uznałaby, że w ogóle nie ma słuchu muzycznego, wręcz nie uznaliby go, że jest jednym z piosenkarzy bardzo popularnej kapeli, jednak prawda była taka, że stracił zapał do grania, a teraz próbował po prostu oderwać się od swoich myśli, jednak nie skutecznie mu to wychodziło, bo wciąż uciekał do swojej siostry.
    Może to dziwić, że tak mocno to przeżywał, jednak prawda była taka, że w ostatnich tygodniach czy miesiącach nie obchodziło go nic prócz tego, jak bardzo spieprzył sytuacje i usilnie to wszystko chcąc naprawić jednak świadomość, że Julia była na niego niezwykle cięta co nie było wręcz zaskoczeniem, sprawiło, że były to znikome szansę.
    — Chciałabym — stwierdził już do byłej partnerki.
    Nie potrafił spojrzeć jej w oczy.
    Ona od samego początku miała racje. Gdy próbował bezskutecznie ją przekonać do swoich racji, ona pozostała wierna swojemu zdaniu i przekonaniu o niewinności przyjaciółki, ich sprzeczka wręcz tamten konflikt doprowadził do zniszczenia tego, co kiedyś ich łączyło. Stracił ukochaną, jednak obwiać mógł tylko siebie, zamiast jej posłuchać i iść za jej zdrowym rozsądkiem to ubzdurał sobie złudne przekonanie, o winie Julii i właśnie tak się to skończyło.
    Utracił najpierw siostrę, a potem partnerkę.
    — Wiesz, co mi się ciśnie na usta? — odezwała się nagle.
    W końcu zebrał się na odwagę i popatrzył na nią. I mogło się wydawać, że ujrzy tam satysfakcje, przekonanie o swojej racji, jednak nic takiego nie ujrzał prócz po prostu jej ciepłego spojrzenia, które wyrażało praktycznie żadnych konkretnych emocji. Nie dostrzegł cienia uśmiechu nawet w kąciku jej ust. Siedziała praktycznie przed nim, zachowując spokój i opanowanie, jakiego mu w tej chwili brakowało.
    — Wiem — westchnął cicho.
    — Oszczędzę ci tego — oznajmiła nagle.
    Spojrzał na nią zaskoczony, bo to co najmniej się po niej spodziewał. Sądząc, że będzie dokładać mu i wypominać jego własne błędy, nie zdążył nawet wiele pomyśleć gdy ona znowu się odezwała, mówiąc:
    — W tej sytuacji, jest to po prostu głupie — powiedziała ze szczerością — Nie chce również być wobec ciebie złośliwa i wredna, bo nie na tym mi zależy Chester — zwróciła się do niego.
    Zapadła między nimi chwila dość niezręcznej chwili, jednak prędko została ona przerwana gdy ponownie powiedziała:
    — Nie będę cię dobijać, bo po pierwsze, nie chce tego robić na wzgląd, że nadal coś do ciebie czuje, a po drugie — odezwała się, wzdychając głęboko — Widzę po tobie, że wreszcie pojąłeś, jakim byłeś głupcem. Czy warte było tak ślepe zwierzenie komuś, kto teraz siedzi w areszcie i czeka go proces?
    — Nie — powiedział dość cichym głosem — Głupotą, jaką zrobiłem, to, że zamiast wywalić tę przeklętą sukę i przestać kazać jej udawać, to zawierzyłem jej, a nie własnej siostrze. I w jakim świetle mnie to obecnie stawia? — to bardziej powiedział do siebie niż do niej.
    Alice w skupieniu słuchała go przez cały czas, nawet nie śmiejąc mu przerwać. Owszem mogła się na niego złościć i wściekać, jednak wtedy było to bardzo nie dojrzałe zachowanie, a ona w końcu była już dorosłą kobietą i nie przystawało jej tak robić, a ona sama nie chciała go jeszcze bardziej ranić.
    Nie uważała go za złego człowieka, absolutnie, bo nigdy nie dał jej powód, by mogła tak myśleć. Odkąd go poznała, wiedziała, że trafiła na odpowiednią osobę, człowieka, z którym chciała spędzić życie, jednak słysząc bzdury, jakie wygadywał na temat własnej siostry, nie mogła to pozostawić bez żadne reakcji i nie chciała również być z osobą, która w tak negatywny sposób się o niej wypowiada.
    Można było wiele mówić na temat Julii, że była porywcza, czasami nietaktowana, miała bardzo cięty język, bywała czasami wredna, jednak po części takie cechy też dostrzegała w nim, jednak pomimo tych dość negatywności, która objawiła się tylko w nielicznych momentach, wystarczyło bliżej ich obojga poznać, by ujrzeć, że to osoby o wielkiej empatii, szczere, umiejący pomagać w ciężkich chwilach. Często gdy ona panikowała, to właśnie Chester zachował zdrowy rozsądek i tak było w przypadku jego siostry. Byli tak bardzo do siebie podobni, a gdy widziało się ich interakcje, dało się wyczuć tę głęboką wieś, jaka ich łączy, mimo że bywali wobec siebie uszczypliwi czy często się droczyli ze sobą, jednak to było najpiękniejsze w ich relacji.
    Nawet jako dorośli ludzie potrafili zgrywać z siebie czasami głupków, by rozbawić innych. Za to go pokochała, że nigdy nie udawał był sobą za każdym razem. A fakt, że mieszkała tuż obok jego siostry, pozwoliło ich poznać bliżej i nie żałowała tego, nawet teraz gdy ich drogi się rozeszły, lecz pomimo tego nadal jej zależało.
    Odeszła, mimo że kochała i nadal darzy go szczerym uczuciem.
    — Właściwie skąd ona się nagle wzięła i skąd wy ją znacie? — spytała wprost.
    To pytanie wciąż ją dręczyło, bo, prawdę mówiąc, może słyszała jakieś rozmowy, na temat tej kobiety to jednak nigdy nie poznała tak konkretnie ich historii, bo trafiła do ich grupy gdy jej już nie było, a Michael spotykał się z Julią.
    Widziała, jak Rivera na moment opuszcza wzrok, patrzyła, jak odstawia gitarę na bok, po czym zwrócił się do niej:
    — Nie będę cię okłamywał, gdy byliśmy młodsi na początku naszej kariery muzycznej. Mike był już żonaty prawdę mówiąc. Ożenił się z wieloletnią dziewczyną, którą poznał w liceum i była właśnie to ona. Oczywiście początkowo wydawało się, że jest normalna, jednak z czasem gdy zaczęliśmy jeździć w trasy i to często kilkumiesięczne ona zostawała w domu i cóż najwyraźniej jej się nudziło i zaczęła zapraszać innych do łóżka. Mike z czasem dowiedział się prawdy i wziął z nią rozwód. Nie mógł przeżyć tego, ze tak został oszukany przez ponad dwa lata, staraliśmy się wyciągnąć z dołka psychicznego. Starliśmy się, robiliśmy wszystko, by poczuł się lepiej, nawet próbowaliśmy namówić go na terapie, ale nie zgodził się — opowiedział w skrócie historie — Potem ja musiałem zająć się sprawami związanymi z moją rodziną najpierw pogrzebem matki, potem odnalezieniem siostry i nie wiem, może wyda ci się to jak z jakieś filmu, jednak gdy oboje się poznali Mike i Julia początkowo tak byli tylko znajomymi potem przyjaciółmi, ale jej towarzystwo sprawiło, że w końcu wrócił ten dawny Sanders. Wystarczyła, tylko że była obok. Resztę raczej jest zbędnym elementem naszej opowieści, bo byłaś obecna gdy ta kobieta się pojawiła.
    — Owszem — przyznała szczerze — Jednak nie rozumiem czemu, dałeś się, tak zwieś jej — zastanawiała się na głos.
    Nie odpowiedział jednak na to, bo sam próbował poznać odpowiedź na to pytanie, ale zwyczajnie nie potrafił. Nie wiedział, czy to jego podejrzenia z trasy odnoszenie dawnych narzeczonych tak go zwiodło i ich dość dziwne zachowanie. Sam nie wiedział, nie potrafił tego po prostu wyjaśnić.
    — Zamroczyło mnie — odparł cicho — Nie mam pojęcia, co mi siedziało w głowie — dopowiedział — Nie będę próbował siebie usprawiedliwić, bo wiem, że strasznie namieszałem i nie powinno mnie dziwić, że Julia nie chce mnie widzieć — wyznał w końcu.
    — Naprawdę? — spytała zaskoczona.
    Przytaknął, jej słowa nadal boleśnie odbijały się w jego głowie. Nawet gdyby nie próbował, one bolały i raniły jednak to mniejsze cierpienie od tego, jaki ona musiała czuć, gdy siedziała tam w tych cholernych kajdanach tuż po jego wyjściu, czując, jak straciła pokładaną w niej wiarę, gdy utraciła kogoś, komu tak ufała i traktowała za jedyna sobie bliską rodzinę.
    Nie mógł sobie darować, że tak po prostu uznał i powiedział wprost, że bardziej był skłonny uwierzyć skurwysynowi, który się jej pozbyć niż jej. No co on narobił. Obiecał sobie, że nie będzie jej krzywdził, a to zrobił.
    — Rozmawiałeś z nią, chociaż, wiesz co się z nią dzieje? — spytała wprost.
    Wiedział do momentu gdy nie zobaczył się z nią po raz ostatni od tego czasu, minęło kilka dni, podczas których nawet nie starał się zbliżać do szpitala, o ile nie chodziło o widzenie się z Michaelem. Nie chciał się narzucać, zdawał sobie sprawę że gdy znowu tam pójdzie może wrócić, ale z podbitym okiem. Widział po Anthonym, że chce to zrobić, obić mu gębę i czy zasłużenie zapewnię tak, jednak tylko dzięki niej nadal nie miał podbitego oka.
    — Ona wygląda strasznie — wyznał szczerze.
    Nie wcale nie czuł do niej obrzydzenia gdy ja zobaczył i gdy teraz obrazy tej cierpiącej dziewczyny w bandażach przewijały mu się przez głowę, nie odczuwał odrazy a wręcz wściekłość na tego skurwysyna, który doprowadził ją do tego stanu. Nie miał pojęcia, jak rozległe były jej obrażenia, jednak mógł tylko zobaczyć jej twarz i ramiona, która znaczna część pokrywały opatrunki. Owszem wiedział, że została oblana jakimś żrącą substancją, ale cóż nie mógł wiedzieć dużo, bo odcięto go od wszelkich informacji. Nawet nie pomogło, że był dla niej bliską rodziną. Jej mąż i przyjaciel zdecydowali inaczej.
    — Nie powiem ci dużo o jej stanie, ale ona naprawdę nie wyglądała dobrze, widziałem, ją tylko przez krótki moment jednak od razu rzuciło się w oczy, że praktycznie większa część twarzy i ramion jest oparzona. Nie wiem, w jakim one są stopniu czy coś więcej wiem o jej zdrowiu prócz tego co mogłem sam zaobserwować? — zapytał, po czym rozłożył bezradnie ręce.
    — Może nie zgodziłam się z tym jak postąpiłeś wobec niej, ale wydaje mi się, że powinneś wiedzieć, jesteś jej najbliższą rodziną.
    — Owszem, ale jej mąż i przyjaciel zdecydowali inaczej — stwierdził z lekkim przekąsem — Zupełnie odcięli mnie od informacji. Uznali, że nie zasługuje na to, by rozmawiać z lekarzem. Czy powinno mnie to dziwić po tym co ona powiedziała? — dopowiedział, potem — Raczej nie — dokończył.
    Dopiero jak mówił to teraz na głos, zaczął bardziej rozumieć, jak to naprawdę wygląda. W jak nie korzystnej sytuacji go to stawiało. Czuł coraz większa nienawiść wobec siebie.
    Czemu do cholery nie posłuchał czy to Julii, czy Alice, czemu zachowywał się jak totalny kretyn?
    Przez moment zapanowała chwila ciszy, czy uważała, że do tego stopnia będzie tak zaostrzony ten konflikt, że obiorą mu możliwości dowiadywanie się o stanie zdrowia własnej siostry. Oczywiście, że nie. Mimo że widziała, doskonale jak podczas tych tygodni gdzie policja starała się odnaleźć dwojga zaginionych konflikt na linii on oraz Anthony zaostrza się z każdym dniem, bo doskonale dało się dostrzec niechęć wieloletniego przyjaciela Julii właśnie do jej byłego partnera to nie uważała ze nie będzie to aż do takiego stopnia.
    — Ona sama nie chce mnie widzieć.
    Nagle jego głos wyrwał ją ze swoich przemyśleć. Popatrzyła na niego z nieukrywanym współczuciem, jednak on po krótkiej chwili ciszy, kontynuował:
    — Powiedziała, że mam się wynosić z jej życia i cholera znowu straciłem siostrę tym razem nie przez ojca, ale samego siebie.
    To była naprawdę ciężka i poważna sytuacja i mogło wydawać się, że była ona bez wyjścia, jednak nie chciała wierzyć, że po tym gdy emocje opadną oni, nie usiądą razem i nie porozmawiają na ten temat. Obecnie wszystkie uczucia, przeżycia skumulowało się w jednej chwili i mimo że studentka miała prawo czuć niechęć i zdystansowanie się wobec niego, to uważała, że nie warto tego spisywać na ostateczne starty.
    — Gdybym mógł, chociaż cofnąć czas to nie uwierzyłbym jakieś manipulatorce z piekła rodem — rzuciło ostro.
    — Widzę, że nie tylko nas to dręczy.
    Nagle dało się słyszeć w studiu dość znajomy głos. Dawna para momentalnie spojrzała w kierunku wejścia, gdzie zobaczyli resztę kapeli, a ich boku znalazły się ich partnerki. Oni jednak wciąż przy nich trwały. Starszy Rivera spojrzał na gitarzystę, który z cichym westchnieniem wszedł do środka i usiadł tuż obok niego.
    — Nie mogę przeżyć, że jak dziecko uwierzyłem tej szmacie — stwierdził z niesmakiem.
    — Co wy tu robicie, przecież nie umawialiśmy się na pracę?
    — Owszem — przyznał Joe — Jednak chyba każdy z nas potrzebował się spotkać w końcu.
    Wkrótce cała grupa przyjaciół rozsiadła się na wolnych miejscach jedynie Susan i Robert przystanęli i popatrzyli na resztę. Wydawać się mogło, że spotykali się jak dawniej, jednak brakowało tutaj Michaela i Julii tych, którzy teraz leżeli w szpitalu po dość ciężkich chwilach i dochodzili do siebie.
    — Przynajmniej wiesz co z nimi? — zapytał Dave.    
    — Brutalna prawda czy zwodzenie? — zapytał Rivera, spoglądając na przyjaciela.
    — Chyba dosyć kłamstw tej grupie — stwierdził.
    To prawda, nawet nie dostrzegli, ile łgarstw się namnożyłoi to przez jedną osobę. Kiedyś byli zgraną grupą przyjaciół teraz, cóż ich przyjaciel się oddalił przez intrygi jego własnej żony, a ich przyjaciółka odsunęła się od nich początkowo na wzgląd na dawnego partnera, a potem skupiła się na własnym życiu i pojawiła się coraz rzadziej, a oni nie mieli pojęcia, że była już w nowym związku i to jemu poświęcała swoją uwagę.
    — Mike czuje się coraz lepiej — wyznał szczerze — On owszem był w kiepskim stanie, jednak nie aż tak złym jak Julia. Rozmawiałem z nim i czuje się lepiej, wyniki się poprawiają, ale z Julią… — urwał na moment.
    Ilekroć znowu wracał wspomnieniami do tamtego momentu to wciąż jak bumegrang wracały do niego jej bolesne słowa.
    — Nie każ mi tego mówić! — błagał.
    Ona jednak pozostała nieustępliwa. Patrzyła na niego takim spojrzeniem, jakby pragnęła go tutaj na miejscu pozbawić życia. Widząc, że jednak nie zdoła ją ułagodzić, zwiesił delikatnie głowa i powiedział:
    — Wyrzekam się ciebie — te słowa wręcz nie chciały mu przejść przez gardło.
    — Czy ja muszę to tłumaczyć? — zapytała nagle — Nie chce cię tutaj widzieć Rivera! Nie chciałam tego nigdy mówić, ale sam powiedziałeś ojciec miał racje w stosunku do ciebie wracaj do swojego dawnego życia i po prostu zamknij ten rozdział nazywany mną — powiedziała.
    — Ale Julio…
    — Nie będę ci zakazywać widzenia z Michaela, a tutaj masz się nie pokazywać, bo jeśli znowu cię tutaj zobaczy albo Anthony czy Ricardo już nie będę ich hamować i spiorą ci twarz. A Tony wręcz jest chętny, by to zrobić — skinęła w stronę przyjaciela — Przykro mi, odzyskałeś mnie, ale również straciłeś. W taki sposób odpłaciłeś mi za to, że MIke nadal wtedy żył i uwierzyłeś rzeczywistemu sprawy. Co za hipokryzja — mruknęła pod koniec — Uważam naszą rozmowę za zakończona.
    — Co z nią? — głos Anais wyrwał go ze swoich przemyśleń.
    — Odzyskała przytomność — wyjaśnił w końcu — Jednak jej stan nie można nazwać idealnym wręcz dość złym — wyznał szczerze — Sam za wiele nie wiem, więc wam nie wyjaśnię, co się dzieje, mogę wam powiedzieć, tyle ile widziałem, a ujrzałem dziewczynę, która przeszła przez piekło i żaden z nas by nie potrafił sobie wyobrazić jaką bestią można być, by doprowadzić ją do takiego stanu.
    — Czy to prawda, że została poparzona? — zapytał Nicola.
    Przytaknął na jej pytanie i wkrótce dopowiedział:
    — Ja widziałem jej ramiona i twarz, nie widziałem ile jeszcze ma oparzeń, jednak co mogę powiedzieć, że widziałem lepce i bandaże na znacznej części. Nie mam pojęcia, w jakim stopniu ten kwas ją zniszczył, więc wam nie wyjaśnię. Więcej wie jej partner i przyjaciel. Ja obecnie nie wiem wiele — powiedział z wyrzutem.
    — To szaleństwo to, co się dzieje — odezwała się partnerka Joe — Nie dawno wracaliśmy, z trasy a po paru tygodniach dowiadujemy się, że Mike i Julia zostali porwanie.
    — Nikt się tego nie spodziewał zapewne nawet nie oni.
    — Julia jedyne czego spodziewała się to ataku ze strony tego zwyrodnialca — wyjaśnił Rivera — Ale chyba nie sądziła, że będzie on tak nagły.
    Nie pozostało im jednak nic więcej prócz domysłów i się zastanawiania.

Sunday, April 13, 2025

V 18 — NIENAWIDZIŁA NAS

    — Ile muszę pana prosić — rozbrzmiał dość zniecierpliwiony głos lekarza — By pozostał pan w łóżku — prosił po raz kolejny.
    Nawet nie przejął się widokiem oczu medyka, który był już zmęczony jego zachowaniem. Trafiał na wiele przypadków pacjentów, jednak on wykazywał się ogromną upartością i zaparciem, dlaczego tak bardzo dążyć do swego i właściwie czemu wciąż uciekał ze szpitalnej sali.
    Czemu tak bardzo pragnął się stąd wydostać?
    Od momentu gdy tylko się przebudził, jedyne czego pragnął, to by zobaczyć swoją dawną miłość i nie zamierzał przeczyć. Nie potrafił pozostać obojętny, te uczucia, które zakopał przez swój związek z tą psychopatką, one znowu odżyły, a perspektywa tego, że spędził z nią najgorsze chwile życia, sprawiły, że nie mógł już być biernym.
    Ona nadal ją kochał!
    I mimo że zdawał sobie sprawę, że ona nie darzy go tym samym uczuciem, co mu wielokrotnie powtarzała, to jego serce nie potrafiło poczuć się zranione. Krzywdził siebie przez prawie ostatni ponad rok w związku z kobietą, w której na moment się zauroczyć, bo nie można było nazwać to miłością. Dał wiarę jej w słodkie kłamstwa, co skutecznie go zmyliło, a ona z czasem pokazała, że wcale się nie zmieniła, jak deklarowała, a stała się jeszcze gorszym potworem.
    Czuł wyrzuty wobec samego siebie, że dał się tak łatwo zwieść. Uwierzył komuś, kto od samego początku grał swoją rolę i to perfekcyjną. Brzydził się ją na myśl, że przez nią rozwalił swój wręcz idealny związek. Po części winił ją, jednak wiedział, że to tylko jeden z elementów, który zniszczył jego zażyłość z Julią.
    Nie potrafił się wyzbyć jej z głowy czy serca. Nawet gdyby próbował, ona wciąż tkwiła tak głęboko w nim, że nie potrafił o niej ot, tak zapomnieć, a pragnienie zobaczenia jej stawało się o tyle usilne, że nie potrafił zapomnieć tego jednego momentu. Wciąż widział tego potwora, który wylewa na nią coś żrącego.
    Słyszał nadal jej wręcz przerażający krzyk w swojej głowie, to było tak straszne wręcz okrutne i nie potrafił tego wymazać ze swoich wspomnieć, o ile naprawdę tego pragnął, jednak takiego przerażającego wrzasku nie da się po prostu zapomnieć.
    — Ale ja się dobrze czuje — próbował z nim negocjować.
    Nie zwiodło to jednak lekarza, który go prowadził. Widział jak kręci delikatnie głową w pobłażliwości i z cichym westchnieniem spogląda do karty, którą trzymał przed sobą i powiedział:
    — Nie uważam, by obecnie pana stan pozwolił do samotnego poruszania się, mimo że wyniki są coraz lepsze, to jednak radziłbym leżeć i odpoczywać — upomniał go po raz kolejny lekarz.
    On jednak go nie słuchał, bo myślałam, był przy dawnej ukochanej. Próbował się oczywiście podpytywać swojego przyjaciela, gdzie ona może leżeć. Widok jednak jaki ujrzał w oczach przyjaciela, nigdy nie widział aż tak wielkiego smutku i wyrzutów sumienia, co było rzadko spotykane. Początkowo nie rozumiał jego zachowania, czemu tak dziwnie reaguje na wspomnienie na temat siostry, jednak praktycznie nie musiał naciskać, by dowiedzieć się czemu, ma aż tak niezadowoloną minę.

    — Ona... — zaczął, powoli po krótkiej chwili usłyszał jego cichy westchnienie, zanim powiedział — Ona nie chce mnie widzieć — wyrzucił z siebie.
    Spojrzał na niego zdumiony, nie sądził, że po tym co się wydarzyło, ona nadal będzie wykazywać się aż takim dystansem wręcz niechęcią w stosunku do praktycznie jednej rodziny, jaką miała. Oczywiście wiedział, że to on namieszał w tych relacjach, nawet podczas porwania dowiedział się podczas jednej ze sprzeczek z młodą Riverą, co właśnie on jej nagadał i musiał przyznać, że nie sądził, że pójdzie to aż w tak złym kierunku.
    Owszem wiedział, że praktycznie on to zaczął, a właściwie jego kłamliwa historia, przekonanie, że musi obciążyć dawną narzeczoną winą, będąc tak mocno pod wpływem manipulacji ze strony, jeszcze obecnej żony jednak miał nadzieje, że gdy tylko stąd wyjdzie, złoży odpowiednie wnioski i pozbędzie się tej kobiety z jego życia. Teraz nic już nie mogło go zatrzymać.
    Ona siedziała w więzieniu, będąc w stanie oskarżenia, a on pragnął w końcu wyrwać się spod jej jarzma, które nad nim ciążyło. Jednak zupełnie brał na siebie fakt, że przyczynił się do pogorszenia jak nie zepsucia relacji między rodzeństwem.
    Zawsze im zazdrościł tej zażyłości, tej więzi, jaką wytworzyli przez ostatnie lata i mimo że nie pragnął jej niszczyć, zrobił to, tworząc bajeczkę pod dyktando, tej suki. Mógł od początku mówić prawdę, jednak nie zrobił tego i do samego końca wiele osób wierzyło, że Julia mogła zrobić coś tak strasznego, a był szczery wobec siebie. Był świadomy tej bursalnej prawdy, że gdyby nie ona, jego już dawno by zabrakło na tym świecie, a mimo to zniszczył jej dobre stosunki z chłopakami, z zespołu a co najgorsze zniszczył jedną rodzinę.
    — To moja wina — odezwał się w końcu, przerywając milczenie.
    Widział, jak przyjaciel zwraca na niego swoje spojrzenie, nie zdążył się nawet odezwać gdy dokończył swoją myśl:
    — Kłamałem i oszukiwałem — powiedział szczerze do przyjaciela — Zrobiłem chyba coś gorszego niż zdrada i wsadziłem twoją siostrę do więzienia. To nie jest wybaczalne.
    — Oboje zawaliliśmy — dodał z wyraźnym żalem w głosie.
    Spodziewał się naprawdę wszystkiego, frustracji, złości czy wyrzutów w jego kierunku, jednak on nie wykazał się żadną agresywnością wobec niego, on nawet nie miał wobec niego pretensji. Doskonale jednak w jego głosie dało się usłyszeć poczucie żalu.
    — Ale…
    — Mike nie oszukujmy się — przerwał mu, nawet nie dając dokończyć swojej myśli.
    Widział, jak w następnej chwili prostując się i spogląda na niego z powagą na twarzy, zanim znowu się odezwał:
    — Ty skłamałeś i nie zaprzeczę temu, oszukałeś mnie czy chłopaków — powiedział ze szczerością — Jednak nie będę zwodzić samego siebie. Mogłem myśleć, zamiast wierzyć wykreowanej scenie przez twoją żonę — wyrzucił — Dałem się, jej zwieś, jak przedszkolanach, zamiast uwierzyć jej, niż własnej siostrze. Cholera jak mogłem dać wiarę kobiecie, która umówmy się, nie była krystalicznie czysta, a zawiodłem pokładane we mnie nadzieje. Ona nam dwojgu zaufała najbardziej, a oboje to schrzaniliśmy — rzucił.
    I było to rzeczywistą prawdą, gdy zabrał tę siedemnastolatkę z domu dziecka, potrzebowała kilku miesięcy, by zaufać im na tyle, by nie bać się, im mówić o wielu rzeczach z jej życia. Budowanie od podstaw tego filaru, na którym powinno być oparta ludzka relacja, byłą tak kluczowa wiedząc, z jakiego miejsca się wywodzi, wiedział, że będzie to podwójnie, jak nie bardziej trudne by ona otworzyła, jednak udało im się to i to on i Michael byli osobami, które były jej początkowo najbliższe a teraz po latach to zaprzepaścili.
    Kiedyś bez obaw do nich mogła zadzwonić i się wygadać. Potrafiła z nim przegadać wiele godzin czy to na błahe tematy, czy bardziej poważne, a z czasem i Sandersa pokochać jednak teraz to wspomnienie przeszłości.
    Tego co kiedyś było normalnością, teraz było smutnym wspomnieniem dawnych lat.
    — Powiedz mi, jak mogliśmy to tak zniszczyć? — zapytał wprost Chester.
    Milczał, bo sam zadawał sobie to samo pytanie. Niby odpowiedź oboje znali, ale trudno było ją przyswoić.
    — Czy w ogóle jest szansa to naprawić? — spytał wprost.
    Nie chciał wykazywać się brutalną prawdę, bo niestety Julia nieco mu nagadała podczas tych koszmarnych dni. Znikome mieli szansę, by wszystko naprawić, praktycznie były to niewielki procent, bo nadszarpnęli bardzo jej zaufanie. Wiedział o tym, ale czy był gotów o tym powiedzieć przyjacielowi? Jej słowa wręcz boleśnie odbijały się w jego głowie, nie dając mu wytchnienia.
    — Wierzysz w ogóle w to? — odezwał się.
    Widział, jak spogląda w jego kierunku i kręci w zaprzeczeniu głową:
    — Coraz mniej — przyznał szczerze — Obiecałem, że ją nie dam skrzywdzić i co? — odezwał się, wręcz nieco drwiąc — Zrobiłem to sam — wyrzucił — Czemu tak bardzo jej nawciskałem w tym więzieniu i nie dałem się wytłumaczyć?
    Patrzył, jak podrywa się z krzesła, na którym do tej pory siedział i przechodzi niespokojnie po korytarzu. Zamiast być przy własnej siostrze to tkwi u przyjaciela i wydawało się to mocno niesprawiedliwe, jednak nie mógł zrobić nic czy przekonać ją by dała mu drugą szansę.
    Widok zawodu w jej błękitnych spojrzeniach było czymś, czego nie chciał nigdy ujrzeć w stosunku do siebie. Gdyby mógł cofnąć czas, postąpiłby zupełnie inaczej. Człowiek uczy się na własnych błędach i było to szczerą prawdą, teraz wiedział, jak by postąpił i pierwsze co chętnie by zrobił, to obił twarz Taylor za szerzenie tej nienawistnej relacji i kłamstw, jakie rzucała.
    — Wiesz, przynajmniej gdzie leży? — spytał z cichą nadzieją w głosie.
    — Nie myśl o tym — odezwał się Rivera.
    Zatrzymał się nagle w pół kroku i odwrócił w jego kierunku, stanął tuż przed łóżkiem i splótł swoje dłonie na torsie i dokończył:
    — Nie przejdziesz, za bardzo ją strzegą — powiedział z niesmakiem.
    — Kto? — zdziwił się.
    — Tony i ten jej mąż — wycedził.
    — Powiedz mi Chester — odezwał się nagle — Kiedy nam umknął moment, że ona wzięła ślub?
    Nie zamierzał, ukrywać przed sobą czuł się zazdrosny. Nie tak to wszystko planował, to on pragnął ją poślubić, jednak po czasie dowiedział się, że jego dawna narzeczona już jest mężatkom, to mocno go zaskoczyło, bo tego najmniej się spodziewał.
    — Nie mam pojęcia — Rivera wzruszył ramionami — Widziałem tego jej Ricardo parę razy i nie wzbudzali podejrzeń. Kiedy to zrobili — powiedział, rozkładając bezradnie ramiona — Chyba coś przeoczyłem w życiu własnej siostry. Chyba uznała, że nie chce mnie na własnym weselu — stwierdził.
    Zamilknął, bo nie chciał nawet tego komentować. Wiedział jednak, że Chesterowi jednak nie było po drodze z nowym partnerem siostry. Nie musiał to mówić, by każdy wiedział, że nie darzy go specjalnym uczuciem, wręcz podchodził do niego z dystansem. On sam jakoś nie pałał wielkimi entuzjazmem do niego nie tylko dlatego, że go nie znał, ale po prostu nie czuł do niego ufności.
    — Chyba po zakończeniu związku z tobą, zaczęła się nieco oddalać, bo nie da się ukryć, że mniej czasu z nami spędzała — odezwał się Chester — Jednak nie ukrywajmy czym, a raczej co było tego powodem — popatrzył na niego bardzo znacząco — I przeoczyłem ten moment…

    — Naprawdę państwa bardzo szanuje — odezwała się nieco cichszym głosem dziewczyna, która leżała na łóżku już od kilku tygodni.
    Nie zamierzała, ukrywać czuła się już zmęczona, tym ciągłym przesiadywaniem w jednym miejscu, widząc jedynie widok swojej szpitalnej sali, te same praktycznie puste jasne ściany, łóżko, aparatura oraz fotel wraz ze stolikiem wszystko tak same jak w każdym innym takim pokoju.
    A ona praktycznie nie mogła się ruszyć, pozwolono jej tylko pod nadzorem pielęgniarek i gdy mogła wyjść to tylko na chwile. Rozumiała ze leczenie nadal trwało i jej organizm potrzebował czasu, by dojść do siebie, jednak tak bardzo marzyła o zobaczeniu czegoś więcej prócz wcześniej tej pieprzonej piwnicy a teraz szpitala.
    Pragnęła wyjść na zewnątrz, jednak na chwilę obecną po prostu jej nie pozwalano, a ona musiała zostać wewnątrz i czuła się naprawdę znużona. Miała ograniczone ruchy przez ilość opatrunków, które były na jej ciele, oparzenia nie chciały się tak dobrze goić i wciąż musiała mieć zmieniane bandaże, a jedyne co mogła teraz robić prócz leżenia to oglądanie czegoś na telefonie, jednak nawet to nie sprawiało jej takiej radości, więc po prostu odpoczywała i próbowała sobie poradzić z tymi koszmarnymi wspomnieniami.
    Oczywiście nie obyło się bez wizyty psychiatry i nie sprzeciwiała się temu, wiedziała, że jest to jej potrzebne. Mogła się tego wypierać, mówić, że da sobie radę, jednak doskonale zdawała sobie sprawę, że to złudne, przekonanie samego siebie, że panuje nad własnym życiem. Doskonale wiedziała, jak bardzo pomogła jej terapia, jak bardzo poukładała własne życie, dlatego nie uważała, że miała powód do obaw, a ona sama pragnęła, by zdiagnozowano ją wcześniej niż w momencie gdy straci panowanie nad własnym życiem, a w najgorszych możliwościach zrobi sobie krzywdę.
    Po licznych przeprowadzonych testach wykryto u niej zespół stresu pourazowego, było to o tyle dobre, że pocieszające było to, że można to wyleczyć, gdy włączy się odpowiednie leki oraz terapie, oczywiście psychiatra również na wszelkich wypadnie, zapisał jej leki uspokajające, jednak zalecił stosować w naprawdę trudnych sytuacjach.
    Nie chciała się męczyć z tym sama, wiedziała, że potrzebuje wahowej pomocy specjalistów. Nadal żyła tamtymi chwilami a tego zwyczajnie nie chciała. Pragnęła zapomnieć o tym, chociaż w znacznym stopniu, chociaż wiedziała, że nie zdoła wręcz wymazać to ze swojej pamięci to w jakiś sposób pomóc jej sobie z tym poradzić.
    Odkąd była na terapii zaczęła doceniać pomoc psychiatryczną, bo o ile dostrzeżmy, że coś się dzieje z naszą fizycznością, to możemy w pewnym momencie nie dostrzec tego, jak nasza głowa zaczyna chorować.
    — Ale nie mam absolutnie chęci widzieć się z państwa synem — powiedziała znacząco, spoglądać na rodziców Michaela.
    Starsze małżeństwo przyszło dziś do niej i mimo że nie chciała, widywać się z Michaelem oni nie byli osobami, do których miałaby jakiś zal. czy złość dlatego pozwoliła im wejść, jednak słysząc, że on chce się z nią zobaczyć, od razu to jeszcze bardziej pogorszyło jej humor.
    — Nie będę zaprzeczać temu, że nie przeszliśmy razem wiele, jednak on jest ostatnią osobą tak jak mój brat ludźmi, z którymi pragnęłabym teraz rozmawiać. Państwa syn nie jest mi już bliski, ogromnie mnie zawiódł i oszukał — mówiła cierpliwie — Nie chciałabym wiedzieć się z osobą, która po prostu kłamała, tworząc nierealną historię. Nie tylko zepsuł moje relacje z bratem, ale również doprowadził mnie do miejsca, gdzie musiałam tkwić ponad dwa miesiąc.
    — Doskonale to rozumiemy Julio — odezwał się Roger — Zupełnie popieram twoje stanowisko. Nie przyszliśmy jednak tutaj w jego imieniu, tylko własnym, bo się o ciebie martwiliśmy. Możesz czuć się spokojna, nie powiemy mu o naszym spotkaniu — uspokoił ją.
    — Martwiliśmy się o ciebie — wyznała Diana — Nie ukrywamy, zupełnie nas zaskoczyło to co się dzieje. Ale nadal nie rozumiem czemu akurat ty i nasz syn.
    — Odpowiedź jest raczej banalna — odezwała się spokojnie — Mój były i żona Mike to zawistni ludzie pragnący jedynie upokorzyć innych. Sytuacja moja i tego diabła jest bardzo skomplikowana, a ja nie mam chęci ją teraz wspomnieć, jednak wobec małżeństwa Michaela i Taylor. Nie będę państwa okłamywać, to nie było idealne małżeństwo.
    — W sumie również mieliśmy własne podejrzenia — odezwał się Roger.
    Ona spojrzała na niego, zaskoczona nie rozumiejąc do końca, do czego on zmierza, prędko starszy mężczyzna pośpieszył z wyjaśnieniem.
    — Pewnego dnia przywiódł do nas Jaya i prosił, by się nim zająć. Od tego czasu praktycznie go nie zabrał. Nie wiedliśmy do końca, co się dzieje, mamy tylko swoje domysły jednak ta kobieta… — przerwał w momencie, a na jego twarzy dało się zobaczyć grymas niezadowolenia.
    — Nie chce za wiele państwu mówić, jednak ma pan słuszne obawy wobec niej.
    — Proszę tylko nie pan — upomniał ją starszy Sanders. — Po prostu Roger — powiedział z uśmiechem.
    Popatrzyła na niego nieco speszona, ale przytaknęła delikatnie głową.