Sunday, October 27, 2024

IV 33 (P.1) — ZNIENAWIDZIŁ JEJ

    — Kto to jest!? — usłyszała nagle za sobą głos wręcz do granic możliwości wściekłego faceta.
    Było wręcz nie do pojęcia, że przychodzi rozmówić się ze swoją byłą narzeczoną, a on dostrzegł u niej jakieś nagiego faceta. Mógł dojrzeć, jak odwraca się ku niemu, a na jej ustach pojawił się bardzo ironiczny uśmieszek pełen wręcz pogardy w jego kierunku.
    — Chyba już na ciebie pora!
    — Pytałem, kto to jest!? — rzucił wściekle.
    — Święty Mikołaj — rzekła wręcz, z rozbawieniem na niego patrząc — Miał dla mnie wczesny prezent — jawnie sobie żartowała — Jednak na ciebie już Michaelu pora. Wiesz, gdzie są drzwi? Chyba że chcesz, bym zadzwoniła po ochronę budynku, która z przyjemnością cię wyprowadzi… — widział, jak mężczyzna podchodzi i staję tuż za nią, co niesamowicie go zirytowała go, objął ją w pasie.
    Niemal zazgrzytał zębami gdy na to patrzył, jednak ona pozostała nieustępliwa i wskazała ruchem ręki w stronę drzwi.
    — Żegnam ozięble i nie zapraszam ponownie! — rzuciła ozięble.
    — Jeszcze mnie popamiętasz! — mruknął wręcz przez zaciśnięte zęby.
    — Nie strasz, chyba że chcesz, bym powiedziała twojej żonie, gdzie się wałęsa jej mąż i że przychodzi do swojej byłej. Zmiataj Sanders i nie pokazuj się na oczy. Mam dużo ciekawszy plan na tę sobotę niż użeranie się z natrętem, który myśli, że pozjadał wszelkie rozumy i myśli, że wszystko mu wolno.

    — Jak mogłaś mi to zrobić!
    Rozwścieczony głos mężczyzny rozdarł do tej pory spokojne pomieszczenie jego domowego studia. Z głuchym trzaskiem, zrzucił jedną z ramek wraz ze skrytym we środku zdjęciem, urokliwej dwudziestoparolatki, której uśmiech niegdyś sprawił, że potrafił cieszyć się dniem. Radowała go każda chwila, którą mógł z nią spędzić. Mógł nazywać się szczęściarzem, na samą myśl o tym, że ta cudowna dziewczyna z nim była, teraz nie czuł nic więcej prócz niechęci i pogardy.
    Na samo wspomnienie jej głosu, czy jej oczu wzbierało w nim ogromna wściekłość, której nie potrafił okiełznać, chociażby naprawdę próbował i chciał. Nie potrafił czuć przeszywającej go złości, gdy przypominał sobie jej wręcz szyderstwa.
    Nie umiał jej podarować tego, jak bardzo z niego szydziła. Jej pełen kąśliwości i ironii głos wręcz drwił w jego głowie. Brak szacunku, który w stosunku do niego okazywało, było ujmujące, na jego męskim honorze. Jak w ogóle śmiała, tak go traktować.
    Stłumione warkniecie wydobyło się z jego ust w chwili gdy do jego umysłu powróciły obrazy ich ostatniego spotkania. Nadal miał przed oczami jej wręcz wyrachowany uśmiech przed twarzą gdy wręcz kpiąc z jego prób wymuszania na niej zasłużonych przeprosin względem jej małżonki. Ona zupełnie nic sobie z tego nie zrobiła, jeszcze bardziej z niego śmiała żartować i jawnie się z niego śmiać, gdy usłyszała, że przyszedł tam by odebrać, co uważał za słuszne.
    Nikt absolutnie nikt nie miał prawa krzywdzić jego rodziny!
    Stawiał sobie za punkt swojego honoru obronienie osób, na których mu zależało czy były mu bliskie w tym przypadku bronił własnej żony i nie zamierzał pozwolić by jakaś główniara, szargała jej honor. Jakim w ogóle prawem śmiała wypowiadać się na temat jego związku z Taylor!
    Kto jej pozwolił wątpić w to, że ich miłość nie jest szczera. Naprawdę uważała go za osobę, która nie mogła ponownie pokochać kobiety, z którą kiedyś łączyły go naprawdę cudowne lata, a ich relacja była niezwykle zażyła. Nie potrafił wymazać z pamięci wręcz jej szyderczego głosu gdy mówiła

    — Ty sobie ze mnie teraz żartujesz? — furknął na nią.
    Lekko wystraszona, odwróciła się na pięcie i spojrzała na niego z wręcz zastygłym wyrazem twarzy. Nawet nie otworzyła ust, by coś powiedzieć. Widziała po nim jak wręcz ma ochotę napluć jej w twarz gdy dotarły do niego jej ostatnie słowa.
    — Miałem rozpaczać po takiej gówniarze jak ty!? — wręcz krzyknął oburzony.
    — Stary nie przesadzaj... — zaczął powoli Robert, gdy widzieli jak za plecami Shinody pojawia się Chester — Uważaj na słowa! Możesz mieć żal tylko do siebie.
    — Stajesz w jej obronie...? — spytał z wyrzutem Shinoda zwracając się do przyjaciela — Przynajmniej moja żona, w porównaniu do niej — wręcz popatrzył na nią z obrzydzeniem — Myśli poważnie o życiu a ona, wiecznie tylko myśli o imprezach i bzykaniu...
    — Mike! — wtrąciła się już bardzo poirytowana — Jeszcze jedno słowo a dostaniesz po twarzy! — powiedziała wściekle — To ty się przespałeś z tą... — ruchem ręki wskazała na jego małżonkę — To ty zniszczyłeś to co było, nie ja. I jeśli masz do mnie żal o to, że nie wybaczyłam ci zdrady, możesz mieć pretensje do siebie. Bo zamiast nie zachowywać się jak pieprzony egoista, który chciał mnie kontrolować i by zapomnieć o kłótni, poszedłeś się do baru nachlać i uprawiałeś seks ze swoją byłą świadomy, że miałeś narzeczona przykro mi, ale to twoja wyłącznie wina i nie obwiniaj innych, że dostrzegają, że to ty zjebałeś. I tak mogę być gówniarą, mogę, być nie dojrzała, ale z nas dwojga to ja pogodziłam się, z tym że my to przeszłość a ty nadal nie...
    — Nie kocham cię! — wręcz wykrzyknął jej w twarz — Mam żonę...
    — Którą poślubiłeś po paru tygodniach — zauważyła — Bo uwierzę, że nagle laska, która cię zdradzała i... w sumie dobrze wiesz co, ci zrobiła, nagle się zmieniła, a tak jej nienawidziłeś. Teraz to ja jestem obiektem twojej niechęci. Ale jeśli szukasz winy, poszukaj jej w sobie. Bo ja ci dawałam szansę, to ty świadomie ją zmarnowałeś i przestać wciskać kit ze nic nie pamiętałeś, bo to jest tak oklepana wymówka przez facetów, którzy przespali się, z inną za plecami dziewczyn ze wręcz trąca o ironie. Mike my to już przeszłość. Ja i ty nie istniejemy! Przelań się zgrywać, odstawiać szopki, bo ja się twoim życiem nie interesuje. Mam gdzieś twoje życie i Taylor, żyjcie szczęśliwie, jak chcecie, zakładajcie rodzinę, mnie to nie obchodzi. Ja mam własne życie i własne problemy co mnie obchodzi życie mojego byłego. To tak jakbym się interesowała co u Justina czy tego zjeba Clarka, a to mnie w ogóle nie obchodzi teraz i ty mnie też nie obchodzisz!

    — Ośmieszyłaś mnie na oczach wszystkich! — wrzeszczał wściekle.
    Nie miał obawy, że ktoś może go usłyszeć. Ściany były wygłuszone, a on mógł jedynie tutaj wyładować nadmiar swojej frustracji i złości i właśnie zamierzał to zrobić. Widząc pod swoimi stopami połamane szkło wraz z nadal tam skrytym zdjęciem, uderzył z całą siłą o i tak już połamane szkło, które rozsypało się na mniejsze kawałki.
    Przez moment działał jak w amoku, gdy pochylił się tylko po to, by wyjąć, spomiędzy rozbitego drobinek szkła fotografię gdzie widniało ta przeklęty wizerunek dziewczyny, której teraz tak bardzo gardził i nienawidził. Nie potrafił przebaczyć jej tego co zrobiła mu oraz im. Wcześniej nie mógł pogodzić się z myślą, że go zostawiła. Nie pozwoliła się wytłumaczyć, zaprzepaściła cały ich związek, dla jakieś swojej głupiej fanaberii.
    Czuł się wtedy zdesperowany, że ona go porzuciła. Zostawiła, porzuciła jak śmiecia, którym go wtedy potraktowała. Nadal zamierzał podtrzymywać swoje stanowisko. Nie pamiętał zdarzeń tamtego wieczoru, jak próbowała mu wmówić młodsza z Riverów. W jego głowie panowała zupełna pustka i zupełnie nie mógł sobie przypomnieć, co się działo. Może i tak pamiętał, co działo się o poranku, jednak nie zamierzał w żaden stopniu jej mówić o tym.
    Teraz po czasie to nie miało znaczenia!
    On i Julia byli już przeszłością!
    A on mógł cieszyć się w końcu stabilnym związek z najbardziej kochaną kobietą, jaką mógł znaleźć. Nie miało takiego znaczenia, co się kiedyś wydarzyło między nimi. Przebaczył jej to bo dostrzegł to, że naprawdę tego żałowała. Tak naprawdę wtedy oboje się nieco pogubili i nie zamierzał jedynie zwalać win na swoją żonę, ale wiedział, że sam sobie był tego winy. Jego wieczne wyjazdy odbiły się na ich relacjach w związku i nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Rozkręcanie kariery podczas nie było łatwe i nie zdawali sobie oboje sprawy z tego jak wiele będą musieli poświęcić i ile potrzebowali, cierpliwości by to znieś. Nie byli przygotowani na praktycznie kilkumiesięczne trasy z dala od siebie. Nie mogli przewidzieć tego, że sprawy potoczą się w takim kierunku. Oczywiście mógłby zarzucić również to, że oboje byli dosyć młodymi ludźmi, którzy wtedy od jakiegoś czasu byli już małżeństwem. W pewnej chwili zatracili się, zagubili w tym wszystkim. I nie tylko ona była, ale również on i teraz nie zamierzali popełniać tego samego błędu.
    Gdy teraz o tym wszystkim myśli to związek z tak niedojrzałą dziewczyną znacznie młodszą od niego było jednym wielkim głupstwem, jakie mógł zrobić. Pokochał młodszą kobietę ze złudnym przekonaniem, że jest przy niej, wreszcie sobą odczuwa szczęście, jakie nie czuł do tej pory. Wszystko jednak było mylącym przekonaniem, w które po prostu uwierzył.
    Nie powinien podejmować się związku z wręcz nastolatkom.
    Nie zamierzał tego ukrywać gdy zaczął spotykać się z Julią, ona miała jeszcze osiemnaście lat, mimo że rocznikowo miała już dziewiętnaście, ale on sam był już blisko trzydziestki. Do tego związku nigdy nie powinno dojść! Jednak dał się nabrać, że z nią będzie mu dużo lepiej.
    Czy było!?
    Nie!
    I nie zamierzał temu w żaden sposób zaprzeczać. Może z pozoru, wydawać się mogło, że oboje byli jednymi z najszczęśliwszych ludzi, to jednak było to niezwykle mylące przekonanie.
    Zacisnął mocniej zęby i jednym pełnym ruchem rozdarł trzymane przez siebie zdjęcie, by nie patrzeć już dłużej na tę parszywą wręcz twarz studentki. Kolejny powód czemu ten związek był niewłaściwy. Powód wydawał się nader prosty. Ona była w wieku gdzie jedyne, o czym człowiek myśli to wiecznej zabawie. Okres studentki to czas wiecznych imprez i życia w pośpiechu, a on potrzebował już stabilizacji, a nie bieganiny za wiecznie rozbrykaną dziewczyną. Teraz pozostało mu jedynie wyrzucać samemu sobie, jakim był głupcem, wiążąc się z nią.
    On już marzył o spokoju, zwyczajnym rodzinnym życiu. Jego marzeniem było założenie upragnionej rodziny. Mieć żonę oraz dzieci i jedno z tych postanowień się spełniło. Poślubił najbardziej wartościową kobietę, jaką mógł wziąć za żonę, a nie niedojrzałą jeszcze studentkę i miał nadzieje, że wkrótce ich rodzina się powiększy. Ona o tym doskonale wiedziała i liczył na to, że w końcu będzie mógł zostać ojcem, o czym marzył.
    Będąc mocno zafrasowany swoimi rozmyśleniami, nie dostrzegł chwili gdy drzwi do jego gabinetu otworzyły się, a do środka weszła pewne kobieta z małą dziewczynką na rękach. Piękna i niezwykle ponętna, której nie można było zarzucić braku żaden względów. Jej długie jasne brązowe włosy opadały na jej ramiona, a zielone oczy rozglądały się z uwagą po studiu. W jej ramionach mała dziewczynka na oko pięcioletnia trzymała się kurczowo ramienia swojej ukochanej mamy. Miała ciemne wręcz czarne loczki i szmaragdowe oczka, które wręcz do złudzenia przypominały spojrzenie oczu swojej rodzicielki.
    — Mike? — zapytała z troską kobieta — Czy coś się stało? — zagadnęła.
    Podeszła z maleńką dziewczynką bliżej i wtedy w jej oczy rzuciło się rozwalone szkło pod stopami swojego męża. Spojrzała na połamaną ramkę oraz skrawki papieru, który leżał porzucony na podłodze. Popatrzyła pełna zdumienia i zaskoczenia na panujący przed nim mały bałagan.
    — Co tu się stało? Czemu stoisz w szkle? — pytała.
    — Nie istotne! — mruknął pod nosem.
    Jednak jego postura oraz mina nie wskazywały, jakby czuł się zadowolony czy w jakikolwiek sposób uszczęśliwiony. Taylor spojrzała na córkę potem na męża, który opadł na pobliskie krzesło i ponownie zwróciła się do maleńkiej dziewczynki, mówiąc:
    — Potem się pobawisz z wujkiem, teraz mamusia musi z nim porozmawiać — rzekła na pozór bardzo troskliwym głosem.
    — Ale… — zaczęła pięciolatka.
    W następnej jednak chwili została zestawiona na podłogę, po czym mama powiedziała nieco już poważnym głosem:
    — Dobrze Summy a teraz zmykaj się pobawić, ja muszę porozmawiać z twoim wujkiem na osobności.
    Nie trzeba było jej drugi raz tego powtarzać. Praktycznie ta dziewczynka była tak spokojnym dzieckiem, które umiało się słuchać. Nawet nie zdążył mrugnął gdy skradła mu całusa w policzek i zsunęła się z jego kolan i wręcz wybiegła, z jego pracowni zostawiając ich sam na sam.
    Taylor wykorzystała tę okazję i podeszła do niego i usiadła na jego kolanach, momentalnie obejmując go dłońmi za szyje, kradnąc mu delikatnego całusa. Jednak on z początku praktycznie nie zareagował. Nadal przeżywał ostatnie swoje rozterki i myśli o swojej byłej narzeczonej. Wszystko wróciło ze zdwojoną siną w chwili gdy wróciła jego ukochana żona wraz z córką. Gdy pomyśli o tym jak bardzo w ostatnich tygodniach jego była nasrożyła przykrości jego ukochanej wręcz czuł nieokiełznaną złość i frustracje.
    Nosiło go gdy pomyślał o impertynenckim i bardzo wybuchowym zachowaniu tej dziewczyny momentalnie czuł ogromny niepokój, że mogłaby zrobić jakąś krzywdę jego ukochanej żonie. Nie mógł na to nigdy pozwolić! Nie darowałaby sobie gdyby przez tak naprawdę jakąś gówniarę stracił swoją żonę. Błąd z przeszłości odbija się na nim i na jego małej rodzinie.
    — O czym tak myślisz? — usłyszał jej pełen czułości głos.
    Poczuł momentalnie, jak ujmuje jego podbródek między swoje palce i delikatnie zwróciła w swoim kierunku, patrząc na niego, tymi swoimi głębokimi zielonymi oczami, które ponownie tak bardzo pokochał. I nie mógł oderwać wzroku od tego szmaragdowego spojrzenia.
    Zastanawiał się przez dłuższą chwilę czy powiedzieć jej co go tak męczy i nęka jednak po krótkiej chwili, namysłu jednak postanowił jej nie okłamywać i powiedzieć co go tak trapi od jakiegoś czasu.
    — Chodzi o tę małolatę — wyrzucił z siebie momentalnie.
    Nawet nie zdawał sobie sprawę, jaką czuł frustracje na myśl o swojej byłej dziewczynie, gdy usłyszał sam siebie i to jak bardzo jego głos pełen złości i frustracji zrozumiał, że ta dziewczyna przepiera mu tylko więcej zmartwień, niż mógł pomyśleć.
    Nawet jeśli teraz jej nie widzi na co dzień, bo praktycznie im się kontakt urwał i on z tego nie wątpliwie się cieszył, że nie musiał na nią wręcz patrzeć, to jednak widok jej na żadnych imprezach okolicznościowych u chłopaków sprawiał, że wychodził z siebie i pragnął jej nie widzieć, jednak nie mógł jej wyrzucić, bo to nie był gospodarzem, jednak nosiło go gdy ją widział i pragnął, żeby jej tam nie było. I tak nie bez powodu się wściekał na nią wtedy. Dwie imprezy a przysporzyły mu więcej nerwów niż radości gdy patrzył na swoją byłą, która zdawała się wszystko bagatelizować, a gdy dochodziło między nimi do jakichkolwiek przepychanek słownych to jej arogancka i to jak się odnosiła i myślała, że to ona jest pokrzywdzona, nie mógł, znieś myśli, że urabia jego przyjaciół na swoją stronę. Ona była winna rozpadu ich związku, a oni jeszcze jej współczuli zamiast jemu.
    — Widzę, że to poważne — skomentowała Taylor, widząc, jak zaciska zęby w wąską linię — Wiesz, że możesz mi się wygadać prawda?
    Przez moment milczał, jednak po chwili jednak westchnął ciężko i popatrzył na nią, starając się nieco opanować.
    — Denerwuje mnie ta jej....
    — Bezczelność?
    Przytaknął, mówiąc dalej:
    — Jej arogancja to jak się wywyższa. Sama z resztą widziałaś, jak potrafi być wręcz chamska.
    — To prawda — przyznała mu racje — I uważam osobiście, że nie powinneś tego tak zostawiać — dodała sugestywnie.
    Ponownie na nią zerknął z lekko przymrużonymi powiekami, lecz nieco zaintrygowały go jej słowa, co najwyraźniej ona wychwyciła i patrząc na niego, mógł wyraźnie zobaczyć, jak na jej ustach pojawia się delikatny uśmieszek.
    — Co powiesz na to, by się odegrać na tej małej francy?
    Zaciekawiła go jej sugestia, bo tak naprawdę nie myślał, by się mścić, jednak to jak zachowuje się ta dziewczyna, chyba zasługuje na to, by utrzeć jej tego zarozumiałego nosa i zepchnął ją z poczucia, że czuje się ważniejsza od kogokolwiek innego niż siebie.
    — Z tego co mówiłeś to dzięki tobie, ma tę całą stronę? — pytała.
    Mimowolnie skinął głową, przyznając jej racje.
    — Skoro ta smarkula tak bardzo odleciała, sprowadźmy ją na ziemie — powiedziała z lekko diabolicznym uśmiechem.
    — Co sugerujesz?
    — Zniszczyć ją!
    Widział, jak na ustach jego ukochanej pojawia się wręcz pełen chytrości uśmiech, a on wiedział jedno, że ma ona już plan jak sprowadzić na ziemie tę gówniarę. Fakt, że tak naprawdę jest siostrą jego kumpla, który był osobą znaną i popularną a co ważne miał kasę sprawiło ze jej zaczęło odbijać i chyba pora by sprowadzić ją na ziemie. Nie ważne ile będzie go to kosztować, zrobi wszystko, by ponownie stanęła twardo na ziemi, a nie latała w obłokach, wykorzystując pozycje Chestera do własnych celów, tak jak wcześniej to robiła z nim.
    Mógł od razu przewidzieć, ze skoro to dziewczyna praktycznie z ulicy to jej odbije od nadmiaru kasy i popularności, którą teraz miała. Innymi słowami sodówa uderzyła jej do głowy. Nie czas, by spotkała się, z twardą ziemią.
    — Więc co proponujesz pierwsze?
    — Najpierw pozbędziemy się tej jej strony i Instagrama odetniemy ja od popularności oraz zarobku z wystawiania prac — zaczęła powoli objaśniać swój plan — Usuńmy jej tę stronę i konto na social mediach — dodała.
    — Czekaj...
    Niestety Taylor nie wiedziała, że ta mała gówniara ma plecy, które może wykorzystać do szybkiego odzyskania utraconych stron. I musiał jej o tym powiedzieć, zanim cokolwiek zrobią.
    — Ta mała gwiazdeczka ma kumpla, który jest informatykiem — powiedział, przypominając sobie Tony'ego, który nie mógł temu skłamać, był geniuszem komputerowym — Tradycyjne metody nie wystarczą, facet ma głowę na karku i zna się na komputerach. Musimy zrobić to w sposób niewykrywalny i trwały, by on nie mógł tego przywrócić.
    Kobieta przez dłuższą chwilę zastanawiała się nad jego słowami. Niespodziewanie widział, jak uśmiecha się w bardzo syderycznym i diabolicznym uśmiechu, mógł tylko domyśleć się, że wpadła na pewien pomysł.
    — Chyba czas by Patrick spłacił swój dług wobec mnie.
    — Kim on jest? — spytał nieco zdumiony.
    — Mój stary znajomy z podstawówki. Od praktycznie dziecka jest hakerem — powiedziała nieco zjadliwym tonem — Należy do jakieś grupy hakerskiej, kiedyś zdradził się po pijaku. Czas wykorzystać kontakty i zmusić kogoś do zapłaty za długi sprzed lat a my wreszcie sprowadzimy twoją byłą na ziemie — powiedziała nieco wrednym głosem.
    Nie zamierzał ukrywać, zaczął mu się podobać ten pomysł, jak i plan, w jakim zaczął podążać. Julia zapłaci za wszystkie lata i krzywdy, jakie mu wyrządziła! Nie zamierzał jej darować tego, że tyle lat zniszczył na marne tak naprawdę dla niej dziewczyny, która z perspektywy czasu nie była warta ani godna jego uczuć. Wykorzystała jego zauroczenia a on nie dostrzegł chwili gdy był już całkowicie pod jej kontrolą i robiła, z nim co zechce.
    Mała manipulatorka, która myśli, że świat będzie grał według jej zasad, to jednak aktorce miało się skończyć. Utrą jej tego zarozumiałego noska.
    Tak naprawdę nikt nie miał pojęcia co się dzieje w zaciszu domu Shinodów. Wkrótce jednak jedna dziewczyna przejdzie prawdziwą szkołę życia, której długo nie zapomni. Nawet nie spodziewa się, że jej były facet pała do niej taką nienawiścią, że zapragnął się na niej zemścić, jednak on sam nie widział, tego jak bardzo jest w tej chwili oszukiwany.
    Przyszła pora zemsty!    

Saturday, October 26, 2024

IV 32 (P.1) — NAMIĘTNOŚĆ W CZERNI

    — Señorita śmiem ośmielić się powiedzieć, że wyglądasz niesamowicie seksownie.
    Niespodziewanie za sobą usłyszała bardzo znajomy głos, a w następnej chwili poczuła dość znajome ramiona, które otuliły ją w ciepłym uścisku, a ona poczuła ciepły oddech, swojego już partnera na swoim karku. Spoglądając na niego, w tafli krzywego zwierciadła, widziała, jak wręcz przytula się do jej pleców. Kątem oka mogła zobaczyć, że miał na sobie założoną skórzaną kurtkę, którą kupili na niedawnym wypadzie do sklepów oraz dopasowane ciemne spodnie. A na nos wsunął okulary przeciwsłoneczne, gdy nad miastem wkrótce miał powoli zapadać zmrok. Ona sama ubrana była w swój standardowy strój na wyścig, nie było w nim nic zaskakującego. Stając przed lustrem, sama dostrzegła w niej bardzo piękną dziewczynę.
    Potrafiła przyznać, że wygląda wręcz zniewalająco i nie wstydzić się tego. Patrząc na swoją przeszłość i chwile gdzie wręcz się wstydziła siebie i nie potrafiła dostrzec w sobie żadnego uroku, to była ogromna zmiana, jednak wcale jej nie żałowała.
    Uporała się w końcu z naciągnięciem rękawiczki bez palców na swoje dłonie. Dużo lepiej jej się prowadziło motocykl właśnie z nimi, nie obcierały ją tak dłonie podczas jazdy. Dbała o swoje bezpieczeństwo a przede wszystkim komfort.
    Oczywiście dziś miała zaplanowany trening, na którym musiała się pojawić. Doskonale wiedziała, że będzie musiała zostawić wtedy Ricardo, jednak przez jej umysł przeleciała dość spontaniczna myśl, czy aby na pewno go po prostu nie zabrać. Nie zamierzała ukrywać że gdy o tym pomyślała, rzuciła na głos, taką sugestią by zwyczajnie z nią pojechał i się pobawił z nią na torze. Mimo że nie miał tutaj swojego motocykla, mogli zwyczajnie wynająć go, tak jak robiła to ona podczas swojego pobytu w Hiszpanii.
    Tak naprawdę byłą wręcz zaskoczona, że długo nie musiała go namawiać do tego i zgodził się niemal od razu. Porankiem wręcz wyciągnęła go z łóżka przed swoimi południowymi zajęciami na uczelni i pojechali właśnie kupić mu kilka rzeczy, które obecnie miał na sobie oraz załatwić motocykl, którym potem wrócił na osiedle. Nie sprawiło to problemu, oczywiście między czasie zadbała o swoje futrzaki, którymi się zajęła, nakarmiła i wybawiła. Wyszła nawet ze swoją psią przyjaciółką oraz jej partnerem na długi spacer po okolicy mając czas na długą rozmowę, a mała mogła się wyszaleć, wywąchać najlepsze zapachy oraz podeszli z nią na psi plac zabaw. Mimo że musiała, być na dwutygodniowych ćwiczeniach resztę dnia spędzili właśnie we dwoje, lecz teraz pod wieczór zamierzali wykorzystać go jeszcze bardziej.
    Ona i tak musiała jechać, na którego trening nie zamierzała opuszczać a przy okazji zrobić małą niespodziankę Derekowi i Owen’owi, którzy znali się z Ricardo, bo przez niego i jego kumpli załatwili te zawody, w którym Hiszpanie zbiór z biletów miał pójść na remont domu dziecka. Nawet nie zdawała sobie sprawę, że on był jednym z organizatorów tego wydarzenia. Nie dał nic po sobie poznać, a potem dowiedziała się tego przez czysty przypadek, bo tak naprawdę sam się jej wygadał. Jednak nie traktowała to w żaden sposób jakieś oszustwo czy to, że ją okłamał. Po prostu nie musiała wszystkiego wiedzieć i nie zabiegała nawet o to.
    — Señor, śmiem sądzić, że flirtujesz z nieznajomymi… — rzuciła, czując mimowolnie, jak na jej ustach ciśnie się ciepły uśmiech, który pragnęła skryć, pod maską podejrzliwości.
    Uwielbiała się droczyć ze swoimi partnerami. Sprawiało jej to wiele przyjemności szczególnie wtedy gdy oni sami rozumieją, że to tylko gra słów a ona sobie jedynie stroi, z nich żarty jednak często dołączali do tej jej małej zabawy. Tak naprawdę mogła to powiedzieć jedynie właśnie o nim i swoim byłym narzeczonym.
    Spoglądała w tafli krzywego zwierciadła, jak po jej słowach poderwał głowę, niemal od razu przerywając drobne pieszczoty. Pocałunki, którymi ją obdarzał wzdłuż karku czy obojczyka. Z trudem pohamowała jęk rozczarowania gdy przestał ją, całował, jednak dalej musiała zachować maskę pozoru, by nie wybuchnąć gwałtownym śmiechem. Widział, jak wręcz obrzuca ją spojrzeniem swoich ciemnych oczu, a ona ostatkami siły woli hamowała się, by nie roześmiać się w głos.
    — Wydaje mi się Bella — odezwał się po krótkiej chwili ciszy, opierając swoją brodę na jej ramieniu — Mogę się do tego przyznać, jednak nie podrywam żadnej nieznajomej motocyklistki, a raczej moją dziewczynę. Nieznajomą mogłem cię nazwać jeszcze w czerwcu a teraz jest grudzień więc chyba zagrywka Señorita ci się nie udała — odparł będąc pewnym tego co mówi — Raczej nie mogłaś o tym zapomnieć, bo poprosiłem cię o chodzenie w twoje urodziny — oznajmił — Chyba że… — zaczął nagle, lecz po chwili zrobił nieco zamyśloną minę, a w odbiciu lustra dostrzegł jej iskrzące oczy — Żartujesz sobie ze mnie Bella.
    Już nie była w żaden sposób stanie pohamować śmiechu, który rozbrzmiał późnej, jej uroczy śmiech sprawił, że młody biznesmen nie potrafił się nawet zezłościć na swoją ukochaną dziewczynę. Patrzył na nią równie szczęśliwy co ona.
    Gdy teraz o tym pomyśli, tak naprawdę od lat szukał idealnej partnerki, kobiety, która skradnie jego serce. Widząc ja teraz tę dziewczynę, którą poznał tak naprawdę w San Sebastian gdy oboje wdali się w nie zobowiązujący romans, nie licząc, że może się to w jakiś sposób, rozwinąć nie sądził, że jej wyjazd, odejście sprawi mu taką przykrość. Nie potrafił o niej zapomnieć, przez kolejne miesiące ona utkwiła w jego głowie. Ciągle wspomniał ich wspólne chwile to jakie cudowne wręcz chwile spędzili razem. Długo myślał, co zrobić, jednak w końcu podjąć dla siebie najlepszą decyzję, jaką mógł i odnalazł jej amerykański numer, a potem napisał.
    Nie zamierzał żałować najlepszej podjętej dla siebie decyzji. Widział w niej wręcz ideał cudownej partnerki, którą była. I może mówi to, bo byli zaledwie od prawie dwóch tygodni razem, jednak nie zamierzał absolutnie myśleć, czy zrobił dobrze, czy nie. Zdecydował się na związek po pół roku znajomości.
    Jednak czy miłość wybiera?
    Absolutnie nie!
    Pokochali siebie i jeśli ona by nie chciała z nim być, to zapewne go odrzuciła, jednak nie zrobiła tego, z czego nie wątpliwie był wręcz uszczęśliwiony. Cieszył się chwilami spędzonymi wyłącznie z nią, wykorzystywał te swoje tygodnie, które zaplanował spędzić w Stanach, by tylko być blisko niej.
    — Nie dałeś się pobawić — odezwała się z udawanym smutkiem w głosie.
    — Chyba ktoś tutaj próbuje mnie sprowokować — mruknął do niej delikatnie jedną z oczu — Sądzę, że ktoś tutaj dawno nie dostał kary, więc się o nią domaga — zauważył ze słusznością.
    — Wcale nie — odezwała się nieco obruszona, splatając dłonie na piersiach i robiąc nieco niezadowoloną minkę.
    — Jednak mam dziwne poczucie, że owszem. Gdybyś nie chciała, to byś mnie nie prowokowała. Może i znamy się krócej Bella, ale nieco się poznałem i wiem kiedy grasz by bo chcesz się bawić i właśnie to robisz.
    — Przymknij się! — rzuciła ostro.
    Wyswobodziła się z jego objęć i odeszła na parę kroków od niego, a on nie potrafił powstrzymać szczerego śmiechu. Widział jak w następnej chwili, odwraca się w jego stronę i rzuca mu nieco nienawistne spojrzenie jednak doskonale wiedział kiedy grała złą, a kiedy udawała, a w tej chwili tak naprawdę się z nim droczyła.
    — Zobaczymy Señor, jak się popiszesz na torze — rzuciła mu wyzwanie.
    Nic już więcej nie mówiąc, bez słowa opuściła garderobę, w której od dłuższej chwili się przygotowali. Wyszła do sypialni tylko po to by ze swojej szafki przy łóżku, zgarnąć telefon, który wcisnęła do kieszeni kurtki. Niemal w tej samej chwili za otwartych drzwi wyszedł bardzo zadowolony z siebie Hiszpan.
    — Czyli rzucasz mi wyzwanie? — zapytał wprost.
Miała już wychodzić, jednak zatrzymała się i odwróciła się ku niemu z bardzo przekornym uśmiechem, a po chwili rozbrzmiał ponownie jej głos.
    — Owszem, pokonaj mnie, to zrobię dla ciebie wszystko. Gdy jednak przegrasz, czekają cię kajdanki i długa noc zabawy — dodała z bardzo przebiegłym uśmiechem.
    — Lubię takie wyzwania — odparła bez namysłu — Chętnie utrę ci ten zarozumiały nosek Señorita.
    — Ja jestem w sobie zadufana!? — spytała oburzona — Chyba zadarłeś z niewłaściwą osobą!
    — Jeśli dobrze pamiętam Julio, to nasz pierwszy zakład ten na tym polegał i jak to się dla ciebie skończyło? — pytał.
    Podeszła do niego a w następnej chwili niemal się stykali ze sobą. Pomimo że była od niego o nieco niższa to jednak potrafiła nie jednokrotnie postawić faceta do pionu. Patrzyli sobie w oczy, a kącik jej ust poderwał się nieznacznie do góry, po czym powiedziała:
    — To mój teren Armando! Pokaże ci, że nie bez powodu nazywają mnie Fire — powiedziała przesadzonym od jadu głosem — Dalej idziemy!
    Nawet nie był w stanie zareagować, gdy mocniej chwyciła go za kraniec kurtki i pociągnęła za sobą. Mogłoby dziwić, że tak dość drobna kobieta ma tyle sił, jednak lata treningów sprawiły, że nabrała siły. Szła z nim ciągnąć go za sobą, dopiero gdy byli na dole, puściła skraj pobłyskującego materiału.
    Wykorzystał ten moment gdy wychodzili na korytarzu tuż przy wyjściu i zamachnął się lekko i uderzył ją w jednej z pośladków. Niemal od razu usłyszał jej pomruk niezadowolenia i zobaczył, jak odwraca się w jego stronę, masując jedną z dłoni, nieco obolały pośladek.
    — Za co? — spytała niezrozumiale.
    — Na zachętę — skomentował, przechodząc obok niej i otwierając drzwi.
    Nie wyszedł jednak pierwszy ruchem dłoni, wskazał na otwarte wejście, po krótkiej chwili nadal masując bolące miejsce, młoda artystka wyszła przed mieszkania. Zamknął drzwi i odebrał od niej kartę, którą przyłożył do zamka i podchodząc do niej, objął ją i oboje podeszli do windy, która właśnie się otworzyła, a z niej wyszła jedna z sąsiadek, która skinęła im na powitanie, po czym odeszła.
    Weszli do windy i gdy tylko przekroczyła próg, wcisnęła guzik z ostatnim piętrem parkingu podziemnego. Czekali zaledwie kilka sekund gdy metalowe drzwi zasunęły się, a podnośnik ruszył w dół.
    Zdawać się mogło, że cisza, która nagle zapanowała, między nimi mogłaby nieprzyjemna, lecz nic z tych rzeczy. Nie dało się ukryć, że oboje spoglądali na siebie, wciąż kątem oka z trudem hamując uśmiech, który wręcz pragnął uparcie pojawić się na ich twarzach. W powietrzu wręcz była wyczuwalna ta specyficzna woń tak bardzo charakterystyczna dla pełnych namiętności i uniesień chwil. Jednak musieli się pohamować.
    Oboje jednak myśleli o tym samym, jak tu pokonać drugą osobę. Żaden z nich nie chciał przegrać. Ambicja i usilna chęć wygranej rządziła nimi. Chcieli udowodnić tej drugiej osobie, że ją pokona. Bo ważyła się na tym stawka dominacji łóżkowej i mimo że oboje uwielbiali być i dominującymi osobami jak i uległymi, to dzisiejsza stawka była postawiona niezwykle wysoko i wzięli sobie na ambicje, by zwyciężyć na treningu.
    W końcu stanęli w podziemiach i od razu wręcz skierowali się do swoich monocyklów. Ona zasiadła na swoim ukochanym kawasaki, zakładając przy okazji kask, lecz nie ruszyła się, jedynie co zrobiła to, wsunęła, kluczyki do stacyjki, po czym zwróciła się do swojego partnera.
    — Jedz za mną i nie zbaczaj. Miejsce, gdzie jedziemy, jest w miarę ukryte — oznajmiła, po czym odpaliła motocykl.
    Wyjechała po krótkiej chwili, z garażu jednak tuż za sobą usłyszała motocykl swojego partnera. Widziała w odbiciu lusterka, jak za nią jedzie, a ona przejechała przez całe osiedle, by wyjechać za otwartą bramę i jechała, tak znaną sobie drogą wiodąc na osiedle.
    Droga była dla niej tak znajoma, że praktycznie znała ją na pamięć, jednak odwracała się na światłach, by spojrzeć czy Ricardo nie zjechał z drogi, jednak nadal ją pilnie śledził, co znacznie ją uspokoiło. Wjeżdżając na jedną z bocznych uliczek, by w końcu wjechać na nieco polną drogą, aż w końcu nie dostrzegła tak bardzo znajomego jej widoku już zaniedbanego stadionu samochodowego. Wjechała przez jedną z bram i już w oddali dostrzegła swoją ekipę, do której podjechała.
    Zatrzymała się niespełna kawałek od ścigacza Rocky’ego, jednak nie mogła oprzeć się pokusie, że spojrzenia większości ekipy spoglądają w jej kierunku, jednak tymi, którzy najbardziej się jej przyglądali, byli Derek oraz Owen, którzy wręcz spoglądali na nią z dziwną podejrzliwością i widziała, jak rzucają ukradkowe spojrzenia w stronę jej towarzysza, który zaparkował tuż obok niej. Zdjęła kask i rozejrzała się po członkach grupy, którzy patrzyli na nią z ciekawością.
    — Nie wspomniałaś ze kogoś zaprosisz — odezwała się Elena, stojąca nieopodal.
    — Właśnie czy mogłabyś przedstawić swojego gościa? — Derek wręcz wbił spojrzenie swoich tęczówek w skrytego za maską ochroniarza Ricardo.
    Odruchowo spojrzała w kierunku partnera a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech gdy tylko ich oczy spotkały się a oni dostrzegli cień rozbawienia, gdyby nie skryte pod kominiarką usta zapewne zobaczyłaby delikatny uśmieszek, który pojawił się na jego ustach.
    — Owszem nie wspominałam — przyznała ze szczerością — Jednak mam z nim… — uniosła dłoń, pokazując kciukiem na motocyklistę obok siebie — Rachunki do wyrównania.
    — Chwila… — odezwała się niespokojnie Elena — Czy ty się wpakowałaś w coś nielegalnego?
    — Owszem wplątałam się — przyznała ze szczerością. — W związek z tym cwaniakiem — rzuciła, wskazując na swojego partnera.
    Tuż po tych słowach, zdjął kask oraz kominiarkę a mina Dereka, oraz Owena wręcz były bezcenny. Roześmiała się cicho widząc wręcz ich zdumione twarze gdy tylko zobaczyli jednego ze swoich kumpli z Hiszpanii. Żaden z nich nie spodziewał się tego, że ujrzą go ponownie, jednak tym razem pojawiającego się na stadionie wraz z jedną z ich koleżanek.
    — Ricardo? — spytali jednocześnie.
    — Cześć chłopaki — powitał ich.
    Do momentu gdy nie wyjechała raz z liderami oraz Dragonem do San Sebiastian nie miała pojęcia o tym, że dwojga byłych zawodowych motocyklistów bardzo dobrze zna hiszpanki tak naprawdę, wszystkiego dowiedziała się w trakcie wyjazdu. Była świadoma, że oni wraz z Armando się dogadają, jednak pozostała ekipa nie wiedziała, czy znają na tyle język latynoski, by się porozumiewać i mimo że starała się uczyć Ricardo swojego ojczystego języka i starał się być pilnym uczniem. Sam przyznał, że Hiszpanie są bardzo leniwi odnośnie tego, by uczyć się nowych języków obcych. Nie zarzucał im braku umiejętności, ale braku chęci. On sam gdy z nią rozmawiał i widział, jak wiele traci na tym, że jednak nawet nie zna takich podstaw i mimo że wszystko do tej pory załatwiał przez tłumacza gdy załatwiał interesy za granicą to jednak wziąć sobie za cel, by chociaż opanować podstawy. A ze miał amerykańską dziewczynę, która biegle posługiwała się angielskim, to jednak mógł korzystać z tego i poprosić ją o pomoc i pomimo że dopiero zaczynał, powoli zaczął, łapać podstawy co jest wręcz istotne, by jakkolwiek zacząć naukę. Mimo że ona za nauczycielkę się nie uważała, to jednak starała się mu pomóc opanować język. Jak to raz w żartobliwy sposób uznał, że to wstyd, że jego dziewczyna potrafi posługiwać się bezbłędnie dwoma językami, a on nie potrafi opanować podstaw międzynarodowego języka. Dlatego od paru dni pobierał od niej nauki.
    — Co ty tu robisz? — dobiegł ją głos Harvey’a który zwrócił się do niego po hiszpańsku.
      — Przyjechałem na wakacje — odparł mimochodem.
    — Przyleciał odpoczywać — mruknęła cicho do siebie z przekąsem, a nieco pobłażliwy uśmiech pojawił się na jej ustach — Tak, jasne — dodała kąśliwe.
    — Fire, czy ty coś wiesz na ten temat? — spytał Owen, do którego dotarł sens jej słow.
    — Chyba to, że po prostu wciska kit — skomentowała zgryźliwie — Nie przyjechał tu tylko wypoczywać, a raczej do kogoś tutaj go przyciągnęła — rzuciła, patrząc na niego.
    — Szybka jesteś — skomentował Dragon z rozbawieniem — Parę miesięcy temu rzuciłaś poprzedniego, a tutaj już nowego faceta znalazłaś — rzucił niezwykle wesołym głosem.
    — To on za mną przyleciał, nie zmuszałam go do tego — odparła szczerze — Mówiłam ci z resztą, że faceta nie szukam, on sam mnie znalazł — dodała, spoglądając na swojego dawnego kochanka.
    — Masz zwyczajnie powodzenie Fire — wtrącił się do ich rozmowy Rocky — Bo nie da się ukryć, że jesteś atrakcyjną dziewczyną, więc nie jestem zaskoczony, że jeśli zerwałaś z poprzednim facetem, jak mój braciszek mówi, to nie musząc się starać i tak jesteś na tyle pociągająca, że wielu mężczyzn będzie się za tobą oglądać i mówię to teraz w formie obiektywnej, nie ubliżam ci Julio. Stwierdzam fakt, który dostrzegają wielu.
    — Jak nigdy muszę się zgodzić z Rockym — odezwała się Ivy — Masz coś w sobie, że faceci do ciebie lgnął. Nie musimy znać powodu czemu, twój poprzedni związek się rozpadł, ale widać, że los tak chciał, byś znalazła szczęście u innego — powiedziała jak najbardziej rozsądnie.
    — Jednak ciekawi mnie jedno — wtrąciła się Elena, podchodząc do niej.
    Już chwile temu zeszła ze swojego motocykla a teraz stała nieco dalej od niego, gdy jedna z motocyklistek podeszła do niej.
    — Gdzie się poznaliście? Jeśli oczywiście można wiedzieć? — pytała z ciekawością.
    Spojrzała w stronę Ricardo, który rozmawiał z liderami ich grupy, jednak gdy tylko wyczuł jej spojrzenie na sobie, widziała jego ukradkowe spojrzenie i delikatny uśmiech. Odwróciła się powrotem w stronę dziewcząt, które zaciekawione spoglądały na nią, będąc chętne nowych ploteczek.
    — Prawdę mówiąc to nie wiem które spotkanie mamy uznawać za pierwsze — odparła.
    — To znaczy? — dociekała Ivy.
    Cicho westchnęła, jednak kącik jej ust poderwał się do góry w rozczulającym uśmiechu i dopiero po chwili powiedziała:
    — Raz spotkaliśmy się na początku tego roku. Przyjechał wtedy do Stanów wraz z przyjaciółką. Wtedy wystawiłam mieszkanie na sprzedaż, bo przeprowadziłam się do Mike’a, ale że mieliśmy problemy w związku, wróciłam do siebie. On przyszedł, z propozycją kupna odrzuciłam jego ofertę, bo musiałam gdzieś się zatrzymać. A drugim spotkaniem gdzie się widzieliśmy to już na zawodach w Hiszpanii jednak jeśli miałabym szczera, nie poznałam go wtedy. Nie połączyłam kropek i nie przypomniałam sobie sytuacji, gdzie on chciał wykupić ode mnie moje mieszkanie, dopiero po paru dniach zrozumiałam, skąd go kojarzę.
    — Ciekawe, tak naprawdę dla niego zostałaś dłużej w Hiszpanii, chciałaś go bliżej poznać? — mruknęła Elena.
    — Można tak powiedzieć — odparła krótko.
    Nie zamierzała jednak nikomu mówić, o tym, że została tam właśnie na wzgląd ich wspólny romans z Courtney. To miało pozostać ich słodką tajemnicą i nikt nie miał prawa się o tym dowiedzieć, a zarazem cała ich trójka nie była skłonna do rozmów, na ten temat. Nikt nie musiał wiedzieć, że zaledwie przed paroma miesiącami żyła w trójkącie miłosnym i niesamowicie jej się to podobało.
    Teraz powracała do tych wspomnieć jako naprawdę cudowne chwile, które wtedy spędziła i nie zamierzała się tego w żaden sposób wypierać. Chciała spróbować, jak to jest i to zrobiła. I nie zamierzała żałować doświadczeń, które tam przeżyła.
    — Nie będziemy cię ciągnąć za język, bo widać, że coś się za tą znajomością więcej kryje. Twoje życie i wasza sprawa — powiedziała jedna z dziewcząt, widząc jak nagle zamilkła — Nie będziemy wtrącać się do twojego życia, ale ważne byś była szczęśliwa.
    — I naprawdę jestem — przyznała ze szczerością — Żałować mogę jedynie, że powiedziałam, tak to był mój największy błąd, który popełniłam.
    — Myślałam, że…
    — Ivy, początkowo mi się tez tak wydawało, jednakże jak mu zaczęło odwalać, pojęłam wtedy, że nie mogę żyć z osobą, która mnie ogranicza a fakt, że dowiedziałam się czegoś, co nie chciałam tak naprawdę tego, że mnie zdradził, przekreśliło wszelkie szanse, jakie mogłabym mu podarować ponownie.
    — Ja tego nie pojmuje — oznajmiła Elena — Nie kategoryzuje tu wszystkich facetów i nie rzucam ich do jednego wora, ale dlaczego są tacy, którzy nie widzą nic złego w tym, że oszukali ukochaną osobę, dla mnie to jest po prostu draństwo i…
    — Nazwałabym to skurwysyństwem — weszła jej w słowo Ivy.
    — Sama go za takiego nie brałam, ale cóż zrobił to, jednak ja nie poczuwam się do winy, że skłoniłam go do tego, by to zrobił. Jest dorosłym facetem dużo starszym ode mnie i tak uznał, że woli to zrobić. Śmiesznością i wręcz dragi komizmem tej sytuacji był fakt, że obrał za taktykę obroną, pójście po najniższej linii oporu. Myślałam, że stać go na wiele, a on obrał tak, wręcz powtarzalne tłumaczenie, które są powtarzane przez osoby, które dopuściły się tego i potem próbują pójść taktykom zaników pamięci po alkoholu, by to wybronić.
    — Niezwykle żałosne — prychnęła jedna z motocyklistek — Nie potrafił się nawet wysilić i czegoś innego wymyślić! — niedowieszana.
    — Najwyraźniej sądził, że idąc tą strategią, ona mu pomoże.
    Mogła tak naprawdę nic nie mówić nie rozpowiadać tego, jednak prawda była taka, że gdy Michaelowi się postarał zmysły i gdy zaczął zabraniać jej jeździć. Ekipa wręcz wzięła ją w swoją obronę. Osoby, z którymi była na tych słynnych, zawodach pragnęły przedstawić swój punkt widzenia i jak rzeczywiście było, jednak do Shinody nie docierało zupełnie nic, a ona w końcu i tak go zostawiła.
    — Dobra, ale koniec temu tego palanta, zwłaszcza gdy obok jest twój obecny facet — odezwała się Gilbert — Trzeba jednak przyznać, że przystojniak z niego — dodała nieco ciszej, by tylko one we trzy usłyszały — Niezłe ciacho wyrwałaś — mówiąc to w jej tonie głosu, usłyszała cień rozbawienia.
    — Ale jest mój! — ostrzegła je — I tak wiem, że obie jesteście w związkach, ale trzymać łapki precz od niego — rzekła z cichym rozbawieniem w głosie.
    — Możesz mieć pewność, mimo że widać, że jest to bardzo atrakcyjny facet, to jednak kocham zbyt mocno mojego faceta, by odbijać tobie. Niezwykle niedojrzałe byłoby to zachowanie, może i dopada czasami związek rutyna, ale nie zamieniłabym już mojego chłopaka na innego — powiedziała ze szczerością Ivy.
    — Tutaj się z nią zgodzę. Poza tym to nie mój typ faceta, więc możesz być spokojna, nie zamierzamy ci go podrywać — dodała Elena.
    — Dobra dziewczyny koniec tych pogaduszek — zawołał Owen — Kto się chce pierwszy zmierzyć? — spytał, spoglądając na ekipę.
    Przez chwile nikt nawet się nie odezwał, jednak nagłą ciszę przerwała Julia, która wręcz wyzywająco patrzyła na swojego partnera.
    — Mam z kimś rachunki do wyrównania i muszę utrzeć mu nosa — rzekła, wrednie nie spuszczając go z oczu — Potem chętnie dobiorę się Dragonowie i Rocky’emu do skóry — dodała, uśmiechając się nieco ironicznie do dwóch braci, którzy spojrzeli po sobie w jednym momencie, a po chwili dobiegło ją ich ciche westchnienie.
    — Znowu będzie się odgrywać — mruknął Dragon — Nie masz dość po ostatnim? — rzucił do niej.    
    — Każdy moment gdy mogę patrzeć na waszą klęskę, jest bardzo ekscytujący — odparła wrednie — Poza tym pragnę ci przypomnieć Dragon, że na poprzednich treningach to ty dawałeś mi przysłowiowo w kość, bo ciągle mnie ogrywałeś, więc bądźmy kwita. Ale póki się tobą zajmę, muszę komuś, pokazać co znaczy mój teren — i zwróciła się bezpośrednio do Ricardo i odezwała się do niego po hiszpańsku — Lepiej szykuj się na noc pełną wrażeń — odezwała się.
    Wkrótce po stadionie rozbrzmiał dźwięk silników motocykli, które pędziły przed siebie.



Saturday, October 19, 2024

IV 31 (P.1) — HISZPAŃSKI CHŁOPAK

    — Cassie! — wręcz wykrzyknęła już poirytowana do granic możliwości — Przestań! — z jękiem opadła na biurko w jednej z uniwersyteckich uczelni.
    Od przeszło godziny wysłuchiwała lamentów swojej bliskiej znajomej z uczelni i szczerze miała już serdecznie dosyć. Chociaż była bardzo cierpliwa, to już nie mogła dłużej słuchać marudzenia koleżanki, która przeżywała ostatnie kolokwium, martwiąc się, że zawaliła, żeby tego było, mało zaczęła, panikować odnośnie swojej pracy licencjackiej.
    I tak od godziny słuchała jej jazgotu, próbując się między czasie uczyć na najbliższy egzamin, lecz jeśli miałaby szczera, to zupełnie nic jej do głowy nie wchodziło, nie tylko przez to, że koleżanka marudziła jej nad uchem, ale czuła się dziwnie rozproszona. Nie mogła się zupełnie skupić na tym co czytała i na notatkach które leżały rozrzucone tuż przed nią.
    — Ale ja to schrzanię Julia.... — wręcz mówiła płaczliwym tonem.
    Uderzyła mimowolnie głową o biurko, huk rozniósł się echem w czytelni, mącąc spokój kilku studentów, którzy rzucili w ich stronę ostre spojrzenia, lecz ona nawet ich nie dostrzegła. Przymknęła oczy w chwili gdy jej kumpela nagle urwała swój monolog.
    — Julia? — spytała nagle.
    Mruknęła cicho, coś w odpowiedzi dając znać, że słucha.
    — Słuchasz mnie?
    — W tej chwili cię ignoruje — skomentowała kąśliwe — Jak skończyć maraton narzekania to mi powiedz — mówiła, a jej głos tłumiąco ciemny blat biurka.
    Praktycznie leżąc na biurku nie zobaczyła chwili gdy za jej plecami stanęła Daphne, która spojrzała na praktycznie leżącą na stole młodą Bennington, by potem spojrzeć na Cassie, nieco zaskoczonym spojrzeniem, jednak ponownie powróciła do młodej motocyklistki, a jedno pytanie cisnęło się jej na usta:
    — Julia?
    Słyszała jej cichy pomruk w odpowiedzi.
    — Dobrze się czujesz?
    — Zabierz ode mnie Cassie to będzie dobrze — usłyszała jej stłumiony głos. Momentalnie popatrzyła na jej towarzyszkę, która w geście obronnym rozłożyła ręce, nawet nic nie odpowiadając:
    — Ja cię szukam po całej uczelni, a ty siedzisz w czytelni.
    — Mam w poniedziałek test, a nic nie umiem — poniósł się stłumiony głos Julii — Gdybym wiedziała, że zostanę skazana na marudzenie Cassie ewakuowałabym się na błonia.
    W końcu z niechęcią wyprostowała się i odwróciła się przez ramię, by spojrzeć na koleżankę z zajęć, która stała przed nimi z torbą na ramieniu oraz kilkoma książkami pod pachą a w drugiej ręce trzymała mały pakunek. Nie zdążyła nic powiedzieć nawet się ruszyć gdy podeszła bezpośrednio do niej i wręcz pociągnęła ją na równe nogi i mocno przytuliła. Nieco zaskoczył ją ten gest, lecz po chwili usłyszała tuż obok swojego ucha jej głos:
    — Wszystkiego Najlepszego Julio.
    Tak naprawdę gdyby nie fakt, że dziś o poranku została obudzona przez Ricardo jak codziennie od początku grudnia to zupełnie zapomniałaby, że ma dziś urodziny. Przygotował jej wspaniałe śniadanie do łóżka oraz ubarwił poranek o zmysłowe przeżycia w łóżku. Aż na samo wspomnienie uśmiechnęła się, jednak po chwili wróciła do rzeczywistości gdy koleżanka wsunęła jej do dłoni torebkę z upominkiem.
    — Chyba nie zapomniałaś?
    Pokręciła przecząco głową, bo tak zdarzyło się jej czasami pod nawałem nauki czy pracy zapomnieć o czymś bardziej lub mniej istotnym pomimo prowadzenia harmonogramu to i tak były takie momenty, że pod wpływem nadmiaru obowiązków coś wyleciało jej z głowy. Każdy się wręcz dziwił, jak na tak wiele rzeczy znajduje czas, jednak zawsze podkreślała, że nie ma nic lepszego niż prowadzenie grafiku, przynajmniej nie gubiła się w zleceniach testach czy zawodach.
    — Trudno zapomnieć, gdy każdy przychodzić, złożyć życzenia, dobrze bez przesady, ale ci, co mnie znają, a rano zastałam na swoim progu mieszkania masę paczek od znajomych z prezentami.
    — Nie organizujesz imprezy?
    — Szczerze nie mam do tego głowy. Mam egzamin, poza tym jakoś nie mam ochoty się bawić.
    Lecz tak naprawdę nie chciała powiedzieć prawdy, że zamierzała spędzić ten wyjątkowy dla niej dzień z kimś sobie bardzo bliski. Nie było tajemnicą, że odkąd Mike pokazał się na wywiadzie z obecną żoną każdy z jej bliskich, który wiedział, że spotykała się z muzykiem, teraz wiedział, że jest singielką. A jeszcze na początku roku składano jej życzenia z powodu zaręczyn, a teraz oficjalnie była wolna, jednak i tak jej serce należało już do kogoś.
    Był nim nie kto inny jak Ricardo, który przez dwa miesiące ich przygodnej zabawy rozkochał ją w sobie do szaleństwa, a ona straciła do niego zupełnie głowę i nie mogła temu przeczyć, że tak nie było, on sam nie był jej zupełnie obojętny. Widziała po nim, jak bardzo angażował się w ich relacje, jak bardzo się starał o jej względy. Czuła się wręcz jakby była na początku kolejnego związku, lecz brutalność siata polegała na tym, że żaden z nich na razie nie miał śmiałości czy odwagi poprosić o chodzenie, a może czekali na jedną wyjątkową okazję, albo wstrzymują się z ta decyzja. Można było gdybać, ale bo po skoro mogli się cieszyć sobą. Jednak najbardziej co ją cieszyło, to że Ricardo zostaje, z nią do świąt potem wraca, bo jak wspomniał, jego rodzina nie odpuści mu gdy nie pojawi się na tradycyjnej rodzinnej kolacji, więc wykorzystywali teraz każdą chwilę, by tylko nadrobić stracony czas i nagonić z tym gdy nie pozostaną razem. Przeszła ją myśl, by na Sylwestra wrócić do San Sebastian i spędzić z nim ostatni dzień roku. Kto to wie, na razie jej największym zmartwieniem były studia, masa pracy oraz zawody w przyszłym tygodniu, oraz to, że musiała szykować prezenty gwiazdkowe dla bliskich.
    Jednak gdy skończy, zajęcia miała w planie, tylko jedno wrócić do domu i wyciągnąć Ricardo na miasto, może jakaś urodzinowa kolacja w restauracji kto to wie.
    Niestety nie mogli dłużej porozmawiać, gdyż każda z nich musiała się śpieszyć na zajęcia. Ona niechętnie powędrowała na zajęcia z historii sztuki, ostatnie wykłady, które czekają ją tego dnia z niezbyt lubianym profesorem, który nie opowiadał na tyle, ciekawie by była zaintrygowana jego przedmiotem. Dlatego większość zajęć spędziła na robieniu notatek i wykazywania braku entuzjazmu odnośnie prowadzonych zająć.
    W końcu dobiegły końca ostatnie zajęcia, które miały dziś miejsce. Ona nawet nie zatrzymała gdy wychodziła z sali, powędrowała w stronę wyjścia z uczelni, lecz tuż przy wejściu natknęła się na Daphne oraz Cassie, które o swobodnie o czymś dyskutowały. Lecz gdy tylko ją dostrzegły, zwróciły na nią uwagę.
    — I jak?
    — Nudno — skomentowała.
    Na co trojga dziewcząt wybuchnęła zbiorowym śmiechem. Wszystkie trzy wyszły z uniwersytetu, gdy stanęły na parkingu, przystanęły na moment, by porozmawiać, zanim każda z nich pójdzie swoją drogą, mimo że i tak zobaczą się jutro. Był piątek więc ostatni dzień zajęć na ten tydzień.
    Były tak bardzo pochłonięte wzajemną dyskusją, że drgnęły wystraszone gdy usłyszały dźwięk silnika motocyklu. Spodziewały się, że to jakiś motocyklista, szaleją na drodze, jednak kątem oka ujrzała jak w ich kierunku, śpieszy bardzo znajomy jej motocykl.
    Odwróciła głowę w tamtym kierunku, zsuwając częściowo okulary ze swojego nosa i patrząc znad oprawek, na bardzo znajome jej kawasaki. Właściwie to był... jej motocykl! Wręcz na moment stanęła, wmurowana patrząc na swojego ukochanego ścigacza, dopiero wtedy maszyna zatrzymała się tuż blisko niej, a ona mogła przyjrzeć się kierowcy.
    Mocna budowa ciała, która była jej dziwnie znajoma, lecz czerń i skóra totalnie zakrywały ciało mężczyzny. Ręce okryte rękawiczkami bez palców, zdjął z kierownicy, prostując się. Kask nie pozwalał zobaczyć jego twarzy, jednak widząc, swoje kawasaki mogła przypuszczać, że tylko jedna osoba mogła go ukraść. Obecnie tylko jedna osoba miała dostęp do jej małego domu, wręcz w nim mieszkała i dobrze wiedział, gdzie trzyma kluczyki. Z trudem powstrzymała powagę, lecz zaplotła ramiona na swoich piersi, patrząc na opierające się na nogach mężczyznę, który utrzymywał równowagę.
    — Kim jesteś? — wyrwało się z gardła Cassie, która zupełnie jak Daphne i ona przyglądały się mężczyźnie.
    Jednak on milczał, nie odpowiedział ani słowem. Jednak w następnym momencie wyciągnął za pleców drugi kask i wyciągnął w stronę Julii, która obecnie patrzyła na niego z pobłażliwością w oczach.
    — Wrócę samochodem — skomentowała i nawet nie kwapiąc się odebrać małego podarku.
    — Nie możesz odmówić Bella — odezwał się głębokim lekko zachrypniętym głosem — Albo sam cię wpakuje na maszynę — dodał groźnie.
    Lecz ona nawet się nie ruszyła, wręcz opuściła ramiona wzdłuż boków, uniosła tylko na moment rękę i odmachała mężczyźnie, lecz nie mogła się powstrzymać przed tekstem, który padł z jej ust.
    — Na razie złodzieju — odmachała mu, chcąc dalej iść.
    To był jak ułamek sekundy gdy w jednej chwili poczuła znajome ramiona wzdłuż swojej talii, gdy wręcz pociągnął ją ze stanowczością za sobą i usadził na skórzanym siedzeniu za sobą. Krzyknęła oburzona, lecz on zajął miejsce przed nią i wsunął w jej ramiona kask, nie dając jej już jak zaprotrstować gdy odpalił silnik.
    — Odbierz go jutro Señorita a teraz cię porywam na miasto. Zakładaj kask! — wręcz powiedział naglącym i stanowczym głosem.
    Nie miała już tak naprawdę wyboru, tylko wsunąć na swoją głowę kask obejmując go w pasie, na odchodne pomachała jeszcze do dziewczyn, które stały lekko oszołomione tym, co się wydarzyło. I faktem, że ich kumpela została porwana przez tajemniczego faceta, którego ona najwyraźniej znała. Nie da się zaprzeczyć, że Julia była jedną z piękniejszych dziewcząt na uniwersytecie i wielu chłopaków do niej wzdychało i nie wydawało się być zaskoczeniem, że po rozstaniu z byłym po kilku miesiącach znowu kogoś znalazła. Nie wiedzieli nic więcej, jednak widzieli jedno, on nie był stąd. Nie bez powodu rozmawiali, ze sobą po hiszpańsku jednak zaciemniona szybka na kasku nie dała im się bliżej przyjrzeć temu tajemniczemu facetowi.
    Patrzyli, tylko jak odjeżdżają i znikają za pobliską ulicą.
    Jechali ulicami miasta, lecz ona nie znała ich celu. Jechali przed siebie, a ona mogła jedynie się rozglądać na boki i orientować się po ulicach, z racji, że dzisiejsze ostatnie zajęcia kończyły się około szesnastej, powoli do miasta zaczęła zbliżać się noc i z racji na już zimową aurę z założenia dni stawały się krótsze. Jednak widząc jak Ricardo, pędzi przez miasto w jednym kierunku, mogła się tylko zastanawiać, dokąd tak naprawdę jadą.
    Wkrótce jej wątpliwości miały zostać rozwiajne gdy zatrzymali się stosunkowo nie daleko plaży na Santa Monica. Z chwilą gdy zeszła z motocykla i zdjęła wolno kask z głowy, rozejrzała się, ludzie pomimo już zbliżających się nocy gnali na plaże. Może i robi się ciemno, jednak to nadal środek dnia. w niezwykle słonecznym Los Angeles.
    Po chwili zobaczyła przed sobą wyciągniętą dłoń Ricardo. Poderwała na niego, swoje spojrzenie a on uśmiechnął się zachęcająco. Sam teraz stał przed nią już bez kasku, ale nadal w ciemnej skórze. W końcu złapała ją, a on zacisnął mocniej palce na jej ręce i poprowadził ją do wejścia na plaże. W końcu dotarli, nad sam brzeg a słońce już się chyliło ku upadkowi.
    Słyszeli szum oceanu i uderzające o pobliskie klify fale oceanicznych wód. Było tu tak klimatycznie i urokliwie, że trudno nie było się zachwycić a dla niej, osoby, która kochała ten oklepany do znudzenia widok, plaży, morza czy zachodzącego słońca to jednak nadal ją zachwycał. Każdego wieczoru gdy mogła przyjechać na swój własny sposób, ujmował w swojej prostocie, lecz pięknie i nie dało się zaprzeczyć, że wielu było takich jak ona kochający bardzo oklepane motywy.
    Niespodziewanie poczuła, jak Ricardo mocniej zaciska swoją dłoń na, a ona odwróciła się nieco w jego kierunku, a on nadal patrzył na zachodzące słońce.
    — Myślałem, że nie zdążymy — powiedział wpatrzony w złocistą kulę.
    Jednak w tej samej chwili odwrócił się w jej kierunku, a ona w zachodzącym słońcu zobaczyła niepokój i niepewność. Jednak gdy tak stali przez moment, wpatrzeni w swoje oczy a jedyne co wokół nich było słyszeć to szum oceanu, w końcu się odezwał:
    — Może to pochopna, nieracjonalna i skrajnie głupie co teraz robię — przyznał ze szczerością serca — Jednak tak wyjątkowym dnień i chciałbym, cholernie by mi zależało, gdybyś powiedziała tak.
    — Nie uważasz, że na zaręczyny za wcześnie Señor? — spytała z lekkim rozbawieniem.
    — Nie o to chciałem zapytać — odparł również rozbawiony — Raczej chciałem, byś została moją dziewczyną i tak wiem, że krótko się znamy, ale mi na tobie zależy. Kocham cię i chce cię mieć tylko dla siebie — powiedział z dozą rozbawienia w głosie.
    Mimowolnie uśmiechnęła się na ostatnie słowa. I tak naprawdę nie zastanawiając się nad czy to rozsądne, czy nie, wręcz odpowiedziała w tej samej chwili.
    — Jeśli się faktycznie zgodzę — zaczęła nieco zaczepnym tonem — Będziesz skazany na moje diaboliczne towarzystwo.
    Nie potrafiła poskromić uśmiechu, który cisnął się jej na ustach, lecz i jej towarzyszy nie stał przed nią z kamienną twarzą, widziała, jak kącik jego ust unosi się znacząco do góry. Oboje wręcz doskonale wiedzieli, czego parafrazą są tego słowa właściwie kogo, a właśnie jego, który nazwał ją przed kilkoma dniami swoim małym diabłem. I wcale nie czuła się w żaden sposób obrażona tymi słowami, wręcz uwielbiała z tego żartować.
    — Skoro sam zaproponowałem mojej diablicy chodzenie, to wiem, na co się pisze — skomentował, gdy pochwycił jej drugą dłoń w swoim.
    Patrząc wprost w jej oczy, wyczekiwał odpowiedzi na nurtującego go wciąż pytanie. Może i miał lekką obawę z tyłu głowy, że może odmówić, jednak liczył się z tym, jednak miał dziwne przeczucie, że ona nie odmówi. Wpatrzony wprost jej oczy widział roztargnienie, jednak nie odrzucenie, to dawało mu nadzieje, ze jednak zgodzi się z nim być.
    W momencie gdy zapadła między nimi chwila nieco dłuższej ciszy wręcz specjalnie przez nią przeciągana, nie dlatego że nie znała odpowiedzi, wręcz przeciwnie wiedziała, co odpowiedzieć, bo ją znała, lecz z tyłu głowy pojawiły się jej wątpliwości czy dobrze robi, godzą się na kolejny związek po tak znacząco krótkiej przerwie między dwoma związkami, może i to kilka miesięcy, ale z drugiej jednak strony czemu miałaby mieć jakiekolwiek wahania jeśli jej były po kilku tygodniach od chwili gdy z nim zerwała, on poślubił swoją kochankę i byłą żonę. Podniosła na niego swoje spojrzenie, blask słońca, które właśnie znikało, odbiło się w jego ciemnym spojrzeniu, a ona mimowolnie poczuła, jak kąciki jej ust unoszą się do góry.
    — Nie potrafiła, bym ci odmówić Señor — zgodziła się, co wyraźnie uradowało mężczyznę.
    Wręcz w następnej chwili została porwana w jego ramiona i szczęśliwy okręcił ją wokół siebie, mimowolnie pisnęła wystraszona, jednak po chwili znowu stała pewnie na swoich nogach i mogła poczuć jego zmysłowe usta w bardzo gorącym pocałunku, gdy ujął jej twarz w dłonie i przyciągnął bliżej siebie. Wręcz zabrakło jej tchu gdy nie potrafił ani na moment przerwać tego zmysłowego pocałunku, lecz nie marudziła, wręcz przeciwnie odwzajemniła tę subtelną pieszczotę gdy oni stali nad brzegiem oceanu u schyłku nocy, gdzie wielu ludzi przechodziło tuż obok, nich nawet na nich nie zerkając.
    Wkrótce jednak i to z ogromną niechęcią Ricardo odsunął się od niej odrobinę, co przyjęła, z ogromną niechęcią i wręcz jękiem rozpaczy, co rozbawiło jej partnera, którego śmiech łaskotał jej uszu.
    Czuła się wręcz cudownie.
    Ale jaka dziewczyna nie czułaby się taką szczęściarą jak ona gdy wręcz po tygodniach jak nie miesiącach żałosnej walki z samą sobą własnymi uczuciami do faceta, który będzie szczera nie był w jej zasięgu i nie mogłaby, z nim być teraz praktycznie pół roku później po wielu przeżyciach mogli oboje być razem nie zależnie od niczego nawet od przeciwieństw losu, bo tak naprawdę nikt nie wie o nich. Ona nie chciała na razie mówić nikomu mówić o swoim nowym chłopaku, pamiętając, co wydarzyło się z poprzednimi związkami, lecz nie była pewna podejścia Ricardo do sprawy. Lecz nie powiedziała, że nigdy nikomu nie powie, jednak na razie zamierzała zachować to w tajemnicy i korzystać z okazji, że miała go u swojego boku, póki nie musiał wrócić do Hiszpanii. Bo gdy wróci ten czas, rozstania będzie po części testem ich uczuć czy zdołają przetrwać w związku na odległość.
    Ona wiedziała, że wiele zniesie dla miłości. Tak naprawdę potrafiła wiele poświęcić dla swoich uczuć. Jeśli by jej nie zależało, to by nie była przez tak wiele lat z Michael, który wyjeżdżał nie jednokrotnie na wiele tygodni w trasy czy kampanie promocyjne kolejne krążki. Dawała radę, chociaż nachodziły chwile zwątpienia. Jednak dla miłości poświęci wiele by tylko być szczęśliwa z tym którego kochała. A wiedząc, że Courtney wyjeżdżała i Ricardo musiał znosić jej wyjazdy, mogła przypuszczać, że może im się uda. Jednak to jedynie czas pokaże, czy zdołają wytrwać.
    — Jesteś wspaniała Bella — powiedział z uczuciem — Wreszcie mogę w końcu to powiedzieć, że cię kocham Señorita.
    Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jej ustach. Gdy usłyszała tak upragnione przez nią słowa, lecz sama nie zamierzała pozostać obojętna i odruchowo obejmując dłońmi go za kark, odparła nieco ciszej.
    — A myśleliśmy, że to nie tak się zakończy — odezwała się z lekkim śmiechem — Że się w sobie zakochamy. Miała być to tylko...
    — Przygoda, która zakończyła się miłością — wszedł jej niespodziewanie, w słowo kończąc jej myśl — Jednak czy to ma znaczenie skoro mam tak piękną Bellę przy swoim boku.
    — Nie Señor, bo kocham cię do szaleństwa i mimo że chciałam o tym, zapomnieć to jednak twój przyjazd sprawił, że wszystko wróciło na nowo.
    — Teraz nie musisz nic ukrywać — powiedział cicho, całując kącik jej ust — Jednak chciałbym cię zabrać w jeszcze jedno miejsce — powiedział.
    — Dokąd?
    — Na małą kolację w twoim salonie — odparł nieco tajemniczo.
    Z ogromną wręcz niechęcią oderwali się od siebie, lecz gdy mieli już wracać. Odruchowo chwyciła jego dłoń i mocniej ścisnęła, gdy przeszli przez długość plaży wracając na parking. Bez żadnych trudności odnaleźli motocykl.
    Wkrótce ruszyli po oświetlonych ulicznymi lampami drogami Miasta Aniołów. Droga wydawała się tak prosta, która prowadziła ich do jej własnego mieszkania. Dojechali praktycznie ponad czterdzieści minut później, jednak nie było to dziwne, pomimo panujących korków w mieście o tej godzinie było to normalne, że ruch tężał, bo ludzie powoli wracali z pracy. Mimo że już panował zimowy klimat i nawet pogoda dostosowała się do nowych realiów, tutaj praktycznie nigdy nie padał śnieg i nie było tego klimatu białej zimy, o którym ona marzyła.
    W końcu jednak zatrzymali się na podziemnym parkingu w apartamentowców. Schodząc z motocykla, zdjęła kask i odłożyła go do bagażnika, niemal w tej samej chwili jej partner zrobił to samo i nie musiała czekać długo gdy ujął jej dłoń w swoje, a oni powędrowali w stronę jednej z wind.
    Wsiadając do windy, nadal wyczuwalne między nimi było uniesienie, które i tak czuli wzajemnie ze zostanie rozładowane w jej sypialni. Jednak po paru sekundach w końcu zatrzymali się na ostatnim piętrze. Szła długim korytarzem do swojego mieszkania. Wyjęła kartę magnetyczną i przyłożyła do zamka. Pchnęła drzwi, a ona weszła do środka i niemal od razu zobaczyła korytarz oświetlony małymi światełkami, które imitowały świeczki. Głupotą byłoby zapalenie, zwykłych i zostawienie mieszkania bez opieki zwłaszcza przy dwoje kotów i psie, dlatego po bokach zamiast świeczek zobaczyła lampki, jednak one dodawały takiego, samego nastroju co zwyczajne świece. Płatki róż tworzyły imitacje ścieżki, która wiodła do schodów, które prowadziły do salonu. Zgaszone światło sprawiało niesamowitą atmosferę.
    — Zapraszam do środka — usłyszała tuż przy swoim uchu cichy męski szept.
    Podążyła drogą usłaną z róż, zeszła po schodach a tam zobaczyła stół ozdobiony płatkami róż, pośrodku stał bukiet jej ukochanych kwiatów, a kawałek dalej stał świecznik z niezapalonymi świecami. Wręcz idealnie ustawiona zastawa na dwie osoby do prywatnej kolacji sprawiła, że wszystko wyglądało, jakby robił to od południa.
    — Zapraszam Señorita — odsunął przed nią jedno z krzeseł.
    Popatrzyła przez moment na niego, lecz nic nie mówiąc, usiadła. Nie zdążyła o nic zapytać, a on ponownie wspiął się do góry po schodach i wrócił chwile później z butelką białego wina, które nalał do kieliszków, a po chwili przyniósł dwie porcje dania.

Sunday, October 13, 2024

IV 30 (P.1) — HISZPAŃSKIE PRZEBUDZENIE

    — To był cudowny sen!
    To były jej pierwsze myśli, gdy świadomość zaczęła powoli powracać, gdy została wręcz wyciągnięta z ramion króla snu, wyrwana ze swojego własnego świata sennych marzeń. To tam wszystko wydawało się lepsze i dużo łatwiejsze niż w normalnym świecie. Nasza wyobraźnia pokazywała nam wtedy najskrytsze pragnienia, o których mogliśmy śnić przez kilka godzin i z niechęcią chciała powracać do zwyczajnego świata. Gdy wręcz przywiodła w pamięci wspomnienie cudownej nocy w ramionach mężczyzny, którego miała już nie spotkać. Jednak to było coś niezapominanego i wręcz ujmującego. Nie otwierała oczu, by nie wymazać obrazu wieczoru ze swojej pamięci. Chciała jak najdłużej się nią delektować, by zapamiętać każdy jej choćby najdrobniejszy szczegół. Nie mogła zapomnieć niczego, czegoś, co było tak cudownymi chwilami. Momentalnie przez jej umysł przedarł się jej cichy pomruk zadowolenia, gdy wręcz z czułością rozpamiętywała każdy moment tego namiętnego wieczoru, który był dla niej jak sen. Nie będąc jeszcze świadom, że fikcja mieszała się jej z rzeczywistością.
    Jednak wkrótce miała poznać prawdę.
    Z każdą mijającą chwilą czuła, jednak że coś jest inne. A dziwne przeczucie z tyłu głowy nie dawało jej spokoju. Do nozdrzy przedarł się zapach dość dziwny, który był powiewem męskich perfum. Wtedy zaczęła coś rozumieć gdy wyczuła, że jej policzki nie były wtulone w puch poduszki, lecz to był dotyk czyjeś skóry. Wyraźnie czuła pod sobą mocno zarysowane ramię co zaczęło napawać ją większymi wątpliwościami. W końcu zdecydowała się rozwieść wszelkie wątpliwości, które nią targały. Uniosła się lekko, otwierając wolno oczy i wtedy wręcz zamarła, w jednym momencie przyłożyła swoją dłoń do ust, nie wierząc, że omen senny nie był jedynie wytworem jej wyobraźni, lecz było rzeczywistością.
    Wtedy ze zdwojoną siłą uderzyły w nią wspomnienia zeszłego wieczoru, co niemal odebrało jej dech w piersi. Wszystkie te cudowne chwile, o których myślała, że śniły, one się zdarzyły naprawdę. Wtedy zaczęło powoli do niej docierać, zdarzenia, które się wczoraj rozegrały. Gdy zobaczyła go na korytarzu przed swoim mieszkaniem, nie wiedząc, zupełnie co tutaj robi, lecz wkrótce się dowiedziała, w jakim celu mógł przyjechać gdy z utęsknieniem i uwielbieniemją pocałował, w którym skryta była tęsknota i nieukrywana namiętność. Wtedy nie były im słowa, które stały się zbędne w jednej chwili, liczyła się ta jedna chwila i moment gdy ponownie mogli zakosztowaćsmaku swoich ust w głębokim namiętnym pocałunku, lecz to był zaledwie początek ich wręcz niezapomnianej nocy.
    Odsunęła dłoń od ust, lecz czuła jak kącik jej ust podrywa się do góry w dość czułym uśmiechu gdy patrzyła na śpiącego u jej boku mężczyznę, który śnił głębokim sem. Jego naga pieść, unosiła się i opadała, jedno swoje ramię trzymał pod jej głową, by mogła z niej zrobić swoją prywatną poduszkę, a drugą rękę wsunął sobie pod głowę. Niesforne kosmyki jego ciemnych włosów opadały mu na czoło, nie było blasku już tej znajomej fryzury, którą nosił. Miał lekko otwarte usta a ona w praktycznie milczeniu słyszała jego równy i miarowy oddech. Rzuciła spojrzeniem w dół, narzutka zakrywała jego dół, lecz doskonale wiedziała, że nic na sobie nie miał. Zupełnie jak ona teraz praktycznie na pół siedząco nie miała na sobie nic, lecz co się dziwić skoro wczorajszy wieczór był spędzony na bardzo upojnych chwilach.
    Do tej pory nie wierzyła, co działo się w jej życiu, zaledwie przed czteroma miesiącami opuszczała San Sebastian ze złamanym sercem i gorzką świadomością tego, że musi porzucić faceta, którego pokochała przez ostatnie miesiące, jednak dla siebie i dla niego to robiła, by to on skupił się na swoim związku, że wtedy obecną partnerką, a ona mogła zająć się własnym życiem.
    Jednak los postanowił skrzyżować ich drogi ponownie ze sobą. Przywrócić nieco radości w jej smutnym życiu miłosnym, który było wręcz w ruinie i mimo że nie narzekała, to ponownie pokazać jej, że mogłaby szczęśliwa. Ale czy tak powinno to być? Mogła się zastanawiać i pytać samą siebie jednak takie pytanie obecnie były bezcelowe i bezsensowne. Bo po co się zastanawiać. Zamierzała korzystać z życia.
    Nie chciała przepuścić okazji, którą podarował jej pan jej losu, który w ostatnim czasie nie szczędził jej trosk i wiecznych składania kłód pod nogi. Może i wreszcie będzie szczęśliwa czy o tak wiele prosiła? Zakochać się i nie być zranioną? To nie były wygórowane warunki.
    Chciała być tylko szczęśliwa, z którego facetem pokochała. Jeśli nie mogła być, z poprzednim to może wreszcie uda się jej odnaleźć tego jedynego i może jej myśli teraz wolały o taką depresję. Jednak w ostatnich latach nauczyła się kochać i pragnęłaby jej uczucie
    Nie uważała swoich pragnień za wygórowanych, czy nie możliwych do spełnienia. To było normalne, że poznając smak miłości, tej szczerej, prawdziwej i odwzajemnionej zapragnęła ponownie poczuć się kochaną, sama pragnąc kogoś obdarzyć swoim uczuciem, nie było to nic wielkiego, jednak los w ostatnich miesiącach oszczędzał jej tych wspaniałych chwil, wręcz jej coraz bardziej pozbawiał, ponownie zmuszając do życia jako singielka. Jednak ostatnio stał się pan jej losu niezwykle łaskawy i zapragnął podarować jej odrobinę szczęścia.
    Czuła jak kącik jej ust unosi się znacząco do góry, nie potrafiąc go pohamować i nawet nie chciała. Przesunęła koniuszkiem języka wzdłuż swoich ust, gdy przed oczami jej wyobraźni zobaczyła niezwykle kuszący widok, obraz, który zaczął nawiedzać jej umysł i mącić jej w głowie. Nie zamierzała jednak pozostać dłużej bierną na to krzyki jej wewnętrznego ja i po raz ostatni patrząc na twarz śpiącego mężczyzny, nawet się nie poruszył, śnił dalej swój piękny sen, kiedy ona położyła dłoń na jego udzie okrytego cienką narzutką, nawet przez niego czuła wyraźnie pod swoimi palcami jego mocno zarysowane mięśnie nóg. Może wydawać się zaskakujące, że zapracowany biznesmen oraz początkujący, makler giełdowy nie ma czasu dla siebie, jednak jak sam jej zdradził, ćwiczył od praktycznie początku liceum. Zawsze zależało mu na utrzymaniu, dobrej formy więc nawet pomimo nawału roboty potrafił znaleźć te dwie trzy godziny w tygodniu na siłowni, by trzymać się swoich ćwiczeń. I szczerze tak lubiła facetów którzy dbali o siebie, jednak nie lubiła przesadnie, jak byli rozbudowani. Jednak, zamiast się zastanawiać, przesunęła dłonią, wzdłuż jego uda wodząc ją ku górze i nieco w bok. Jej uśmiech znacznie się poszerzył gdy wyczuła pod lekkim materiałem jego męskość, wodząc delikatnie dwoma palcami wzdłuż jego prącia. Kątem oka spojrzała na śniącego kochanka, lecz ten nawet nie drgnął, a ona nie zamierzała i nawet nie chciała dłużej czekać. Sama wręcz zaczęła, czuć jak między jej nogami zbiera się wilgoć i z każdą chwilą jest spragniona coraz bardziej.
    Chwyciła między palce skraj swojej narzutki, pod którą spali, odrzucając w bok. Stała się ona teraz zbędna i mimowolnie ponownie oblizała kusząco własne usta, ostrożnie ujęła jego męskość w swoją dłoń, lekko poruszając ją wzdłuż jego męskości. Nie miało znacznie czy go obudzi, czy też nie, a nawet jeśli będzie mieć niezwykle zmysłom pobudkę.
    Pochyliła się znacząco, niemal czuła na swoich ustach bliskość jego główki, lecz ona z niezwykłą czułością i namiętnością przesunęła językiem po jego krańcu penisa, pieszczot go z niezwykłą subtelnością, by po chwili takiej drobnej zmysłowości, ująć jego główkę między swoje usta, nie poprzestając na delikatnych pieszczotach swojego języka, zatrzymała się jednak tylko na moment, by móc wręcz w całości wsunąć jego męskość do swoich ust.
    Ta jedna dość zmysłowa pieszczota była wręcz katalizatorem, do tego, że śniący do tej chwili mężczyzna, został z gwałtownością wyrwany ze swojego snu, zbudzony przez zmysłowe usta swojej kochanki. Nie był w stanie nawet zatrzymać jęku, który wyrwał się z jego ust z chwilą, gdy sam otworzył szeroko oczy, ale nie musiał nawet się rozglądać, kto w ogóle śmiał go obudzić. Wystarczyło spojrzeć odrobinę w dół, by dostrzec właśnie ją młodą kobietę, która o poranku zdecydowała się zbudzić go z głębi swojego umysłu i własnego świata snu tak cudowną pobudką.
    Nie zatrzymała się nawet na moment gdy ze zmysłowością przesunęła ustami wzdłuż jego męskości, nie poprzestając ani na chwile zabawy swoim zwinnym językiem. Każdy jego pomruk czy jęk sprawiał, że wiedziała, że podąży dobrą drogą. Praktycznie leżała między jego nogami, lecz nie przejmowała się tym, bo po co, gdy uniosła nieco w górę, jego męskość czuła pod swoimi dłońmi, jak z każdą chwilą twardnieje pod wpływem jej dotyku, jej zmysłowości czy czułości, wręcz o to jej chodziło, gdy niespodziewanie ujęła w swoje usta jego mosznę i ssąc lekko, co jeszcze bardziej sprawiło, że zaczął jęczeć wręcz błagana, o to by nie przerywała. Wręcz odruchowo na jej twarzy pojawiła się usmiech gdy zaczął prosić o więcej, a ona nie zamierzała sobie dziś, z nim pogrywać z ogromną rozkoszą pieściła jego klejnoty. Nie szczędząc sobie ani na moment, wyczuwała w swojej dłoni, którą pieściła jego męskość, jak bardzo stał się twardy pod wpływem jej namiętnych pieszczot, po chwili jednak się oderwała, bo doskonale wiedziała i wręcz wyczuwała, że nie wiele już potrzebował, by dojść. Przyśpieszyła, znacząco swoje ruchy sprawiając, że zaczął jęczeć coraz bardziej.
    Chwile potem doszedł z krzykiem jej imienia na usta. Co było jedną z najcudowniejszych chwil tego poranka. A ona mimowolnie rzuciła spojrzeniem na swoją dłoń gdy wręcz była z nim twarzą w twarz, wręcz śmiejąc się, powiedziała:
    — I takim sposobem zagwarantowałam sobie poranny prysznic — zaśmiała się ciepło.
    On jednak z początku nic nie powiedział, lecz powoli zaczął dochodzić do siebie po jej niezwykle kurzącej zabawy. Odezwał się po chwili lekko zachrypiałym głosem, odwracając głowę w jej kierunku, a ona słyszała tę delikatną chrypkę w jego głosie, która mimo wszystko była tak kusząca.
    — Poranki w twoim wykonaniu Señorita, zawsze będą wspaniałe — skomentował, a ona zobaczyła na jego ustach szeroki uśmiech.
    Jednak zdążyła jedynie mrugnąć, a on zerwał się niespodziewanie ze swojego miejsca. Przez moment zupełnie nie wiedziała, co się dzieje, gdy wręcz została porwana z łóżka. Potrzebowała kilku sekund, by zorientował się, że młody mężczyzna poderwał się z wygodnego materaca i jednym ruchem przerzucił ją sobie przez ramię, a teraz podążał z nią w stronę łazienki. Mimo że nadal jego męskość stała, nie przejmowała się tym, w tym domu prócz jej zwierzaków nie było nikogo. Zatrzasnął stopą drzwi łazienki, lecz dopiero przed lustrem zdjął sobie ją z barku. Lata ćwiczeń i trzymania formy sprawiły, że niesienie jej nie sprawiło mu najmniejszego trudu.
    — Może i twoja pobudka była znakomita, jednak... — była tak bardzo pochłonięta patrzeniem w jego niewątpliwie hipnotyzujące oczy, że nie dostrzegła, jak jednym zgrabnym ruchem rozsunął jej nogi.
    Nie zobaczyła nawet tego, jak przysunął swoją dłoń, blisko jej kobiecości dopiero dotyk jego chłodnych palców sprawił, że jęknęła, gdy nacisnął mocniej na jej wejście. Jednak jego palce wręcz jego palce zostały otulone jej sokami, wystarczyło patrzeć nadal w głąb jego spojrzenia, by to zobaczyć, jak bardzo był tym zafascynowany. Przesunął lekko dwoma palcami po jej kobiecości, mimowolnie mruknęła, czując jego palce, lecz tuż po chwili ujrzała, jak podnosi rękę, niemal w tej samej chwili usłyszała jego pełen namiętności, ale i stanowczości głos, który był w tej chwili tak bardzo seksowny, że ciężko było mu nie odmówić:
    — Proszę Bella, byś otworzyła swoje słodkie usta — prosił z niezwykłą zmysłowością w głosie.
    Zrobiła to, nawet nie sprzeciwiając się mu, a on wsunął do jej ust własne palce, by mogła wręcz zakosztować swojej własnej słodyczy.
    — Grzeczna dziewczynka — powiedział.
    Może to być zaskakujące, ale tak bardzo podobało jej się gdy faceci tak do niej mówili. Może nieco to być przedmiotowe stwierdzenie, ale póki była sam na sam z facetem i oboje doskonale widzieli, że to określenie nie opuści progu sypialni, to nie było nic w tym złego. Jej się to podobało, nie czuła się potraktowana, przedmiotów wręcz ją to podniecało jeszcze bardziej.
    Zlizując, z jego palców swoją własną wilgoć widziała rozkosz malującą się na twarzy Hiszpana i niezwykłe zadowolenie, lecz po chwili w końcu wysunął je spomiędzy jej warg. Jednak momentalnie przykucnął tuż przy niej, przysuwając jej biodra znacznie bliżej krawędzi szafki, zanim zdołała poczuć jego język wręcz pomiędzy jej kobiecością widziała jak oblizuje się rozkosznie a tuż po chwili poczuła jego zwany język między swoimi wargami sromowymi gdy z pieszczotą zaczął swoją namiętną zabawę. Zupełnie jak ona przed momentem z nim budząc go tym samym ze żony, tym razem to on z niezwykłą dokładnością i czułością pieścił ją. Jakby nie było wczorajszego wieczoru, gdzie praktycznie nad ranem poszli spać, będąc tak bardzo zajęci sobą i nadrabiając te ostatnie stracone miesiące. Stęsknieni i spragnieni swojej bliskości wykorzystali chwile, że mogli być we dwoje i zatonęli w objęciach wzajemnej namiętności. Nic się wtedy nie liczyło tylko oni.
    Nie dostrzegła tej chwili kiedy on przyłożył swoje palce do jej kobiecości i wręcz z jej głośnym jękiem wsunął je w nią. Nie mogła pohamować głośniejszego krzyku gdy wsunął je jeszcze bardziej, odruchowo przetrzymała się krawędzi szafek, na których siedziała, czując jak jej kochanek, pieści ją swoim językiem, lecz nie poprzestając jedynie na tym, a czuła w sobie jak porusza swoimi palcami. Z każdą chwilą słyszała swój głośniejszy jęk, który wyrywał się z jej gardła, a ona z każdą chwilą stawała się coraz bardziej mokra.
    Im bliżej była u szczytu tym....
    On przerwał.
    Wręcz jęknęła poirytowana na niego, lecz w odpowiedzi usłyszała jedynie jego śmiech i zobaczyła jego, który stanął jak gdyby nigdy nic przed nią z szyderczym uśmiechem.
    — Jak mogłeś!? — wręcz krzyknęła obruszona.
    — Poprosi — odparł jedynie.
    — Wredny bezczelny dupek, to ja się staram by cię....
    — Nie chcesz, poprosić nic nie dostanie.
    On się uwielbiał z nią drażnić. Nie od dziś. Zwłaszcza że sama to robiła. Tak uwielbiała te piekielne, zabawy w podchody dodawało to pewnej pikanterii w seksie. Już nie przy nim to zauważyła, że takie niby podchody czy drażnienie się z partnerem wzbogacało przeżycia seksualne.
    — Dupek... — odparła kąśliwe.
    — Wredna jesteś Señorita, a ja tylko chce, byś poprosiła.
    Warknęła poirytowana do granic możliwości, gdy ona wręcz czuła jak była u skraju błogości, a ten nagle bezczelnie to wszystko przerywa.
    — A jeśli nie zrobię tego? — odpyskowała mu.
    A on spojrzał na nią znacząco, lecz kątem oka zobaczyła, jak chwyta swoją męskość w dłoń i z bardzo bezczelnym uśmiechem stwierdził:
    — No to możesz o nim zapomnieć.
    Krzyknęła wręcz zirytowana, lecz po chwili zsunęła się z szafki i wręcz popchnęła tego cwaniaka tak, że po chwili zderzył się ze ścianą prysznica. A ona chwytając jego członka, powiedziała z wrednością w głosie.
    — Sama sobie zabiorę — powiedział, włączając prysznic.
    Dopiero po godzinie, wyszli spod prysznica, odrywając się od siebie, lecz to głównie przez Junkę która zaczęła cicho skomleć pod drzwiami łazienki. Musiała wyjść na poranny spacer. W pośpiechu ubrała na siebie jakieś szorty i koszulkę, lecz gdy miała wychodzić Ricardo, zatrzymał ją.
    — Czekaj mała diablico idę z tobą.
    Momentalnie rzuciła w niego ręcznikiem, który jeszcze chwile temu miała na głowie. Uchylił się w ostatniej chwili, śmiejąc się w głos.
    — Nie jestem...
    — Diabłem, ale jesteś Fire — skomentował.
    — Cięty język to moja działka Señor — odparła kąśliwe, wychodząc z łazienki.
    Nie widziała jednak już lekko uśmiechu, który pojawił się na ustach Ricardo, który wręcz wpatrzył się w nią rozmarzonym spojrzeniem. Nie dało się ukryć, że ta dziewczyna już nie była mu tak odległa. Tak naprawdę decyzje o przyjaźnie tutaj podjął spontanicznie. Pakując się w pośpiechu, rezerwując bilet na pobliski lot do Stanów, wiedział, dokąd chce zmierzać, chciał się z nią zobaczyć. Koszty nie grały roli, chciał zobaczyć się z dziewczyną, która skradła jego serce. Drapieżna, lecz zmysłowa i bardzo uczuciowa dziewczyna z głęboką empatią do innych. Może miała swoje wady, jak z resztą każdy i je widział, jednak to nie zmieniało, że dla niego była ona cudowna i wystarczyło zaledwie kilka tygodni, by stracił dla niej głowę.
    Miał ją mieć wtedy na jedną noc w Hiszpanii, teraz chciał mieć ją najbliższej u swojego boku każdego dnia i nieważne deszcz, burza słońce, czy wichura, ta kobieta stała się kimś więcej niż tylko kochanką. On ją pokochał i moment jej wyjazdu był dla niego trudny, mimo że był z Courtney, jednak bardziej przeżył pożegnanie przygodnego wakacyjnego romansu, niż rozstanie się z wieloletnią partnerką. Po nocach od wyjazdu młodej Bennington rozpamiętywał ten ich ostatni pocałunek i zastanawiał nad swoim obecnym związkiem, który może się nie wydawało, ale przechodził poważny kryzys, a Julia pomogła im dwojgu podjąć ostateczną decyzję o rozstaniu.
    W końcu otrząsnął się z głębszego zamyślenia i podążył śladami artystki, która przed dwoma minutami wyszła. Schodząc na dół, zobaczył ją kucającą pośrodku salonu, a przed nią stał mały uroczy maltańczyk. Wtedy również w oczy rzuciła się mu dwójka kociaków leżąca przy ogromnym oknie wygrzewających się w blasku wchodzącego słońca. Dopiero teraz mógł się im przyjrzeć. Ciemny kot z bardzo jaskrawymi zielonymi oczami, leżał z odkrytym brzuszkiem, a blisko niego, zwinięta w kłębek leżała biała kotka, która czujnie patrzyła na niego niebieskimi ślepkami.
    — Jak się wabią? — zagadnął partnerkę, która momentalnie wstała z rozwiniętą smyczą.
    — Czarny uparciuch i pan demolka Walter, kocia przylepa walcząca o terytorium moich kolan Cindy, a to jej rywalka w bataliach o moją uwagę Junka — przedstawiła ich z lekkim rozbawianiem.
    — Długo je masz?
    — Junkę mam od swojej osiemnastki, dostałam ją na urodziny od brata. Była szczeniakiem, a Cindy i Waltera wzięłam jako małe kociaki z hodowli. Więc z jakieś pięć, cztery lata są ze mną i za nic w życiu bym je nie porzuciła.
    Po chwili opuścili mieszkanie i schodząc po schodach, wyszli, przed apartamentowiec idąc ścieżkami wokół zbiorowych domów, a Hiszpan ponownie ją zagadnął.
    — Gdzie w takim razie były gdy byłaś u mnie?
    — Z początku były pod opieką mojego brata, potem gdy wyjechał na trasę, zajęła się nimi jego dziewczyna.
    — Masz brata? — zagadnął.
    — No tak — przyznala gdy szli ulubionym parkiem jej psinki — Mam jeszcze przybraną siostrę, ale jej nie uznaje.
    — Czemu?
    — Długa historia i szczerze to nie miejsce na wyjawienie rodzinnej tajemnicy. Może ci kiedyś opowiem o mojej rodzinie. Chester to jednak cudowny człowiek... Ricardo? — spojrzała na niego zaniepokojona, gdy od dłuższej chwili zupełnie nic nie mówił, wręcz szedł przy niej zamyślony.
    Zmrużył lekko oczy myśląc nad tym co się właśnie dowiedział i powoli zaczęły nasuwać się mu pewne domysły. Nie chciał naprawdę spekulować, ale słyszał tylko w świecie takie nazwisko. Courtney była fanką jednego zespołu gdzie wokalista miał na nazwisko Bennington i zaczęło go to intrygować. Raz nawet z byłą dziewczyną był na koncercie jej ulubionego zespołu w Madrycie. Nęciło go i postanowił jednak zapytać.
    — Czy wiesz coś o Chesterze Benningtonie?
    Nie otrzymał od razu od niej odpowiedzi, jednak zobaczył, jak z trudem hamuje śmiech. Wydawała się bardzo rozbawiona, lecz on nie rozumiał czemu, co było w jego pytaniu takiego zabawnego.
    — Rozwieje twoje wątpliwości Señor. Tak znam — powiedziała, już się opanowując — Słucham Linkin Park, a prywatnie ich znam.
    — Co!? — spytał zaskoczony.
    — No tak, trudno było mi ich nie poznać skoro właśnie Chester to mój brat — tym jednym zdaniem rozwiała wszelkie jego wątpliwości.
    — Ty jesteś siostrą...
    — Tak jestem, ale media o tym nie wiedzą. Szczerze znam wszystkich z kapeli — przyznała — Nie są to mi obcy ludzie, ale nie chwale się, bo to są zwyczajni ludzie i tak ich traktuje. To przyjaciele, z którym znam się od kilku lat — Wiesz, to dłuższa historia może ci ją opowiem.
    Resztę spaceru spędzili na swobodnej dyskusji.
    Czy jednak Ricardo pozna tajemnice o związku swojej przyjaciółki z jednym członkiem grupy muzycznej?