Sunday, April 26, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 36



    — Zapewniam panią, że on dotrze na czas.
    Rozmawiając przez telefon, zapisywała między czasie kilka ważnych dla siebie informacji na jednej z karteczek, by potem móc sobie to wpisać w dzienniku, by o tym nie zapomnieć i pamiętać o wyznaczonym czasie na realizacje zamówienia, a to które odbierała było jednym z wielu, które klienci składali z okazji ważnych imprez rodzinnych.
    Cieszyło ją, że mogła wspomóc te osoby, tworząc dla ich bliskich obrazy czy portrety, które stawały się wyjątkową pamiątką na lata. Biznes, który zaczęła jako nastolatka, biorąc dwadzieścia dolarów za obraz od znajomego ze szkoły, przemienił się w poważną jednoosobową firmę, gdzie potrafiła za jeden obraz zgarnąć kilka tysięcy.
    To już nie był etap, w którym brała niskie sumy, nie chodziło o fakt materiału poświęconego czasu, ale także jej doświadczenia z każdym rokiem nabierała go coraz więcej, co było dostrzegalne po jej obrazach dlatego branie dość sporej sumy, za obraz było rzeczą wprost naturalną.
    Nie tylko dowodziła jakością, ale także punktualnością. Nigdy nie miała żadnego dnia opóźnienia a jeśli coś się działo, to dzwoniła i prosiła o dzień, może dwa cierpliwości by mogła odesłać malunek. Jednak zapracowała sobie na to przez ostatnie lata, godząc w pewnym momencie właśnie pracę ze studiami czy zawodami.
    — Przepraszam, jestem zmartwiona tym, czy obraz dotrze na czas — tłumaczyła się klientka. — Zamówiłam go na dość wyjątkowe wydarzenie i nie chciałabym żadnych opóźnień.
    — Rozumiem pani niepokój, ale jest on zupełnie niepotrzebny — zapewniła ją. — Dbam o to by każdy z moich klientów, otrzymał swoje zamówienie na czas. — starała się ją uspokoić.
    Miała masę klientów, to fakt zdarzali się ci cierpliwi, którzy nawet byli w stanie poczekać kilka dni na obraz nawet jeśli nie zmieściłaby się w terminie, ale byli również i tacy, którzy byli mocno zniecierpliwieni i zdarzało się, że była przez nich wprost zasypywana wiadomościami czy telefonami. Starała się jednak zachować spokój, bo głupstwem byłoby gdyby na kogoś wybuchnęła, musiała wtedy liczyć się, że dana osoba nie tylko odejście, ale wystawi jej negatywną opinię, a tego wolała uniknąć.
    Była profesjonalistką w tym co robiła i najgorsze dla jej firmy była zła renoma. Chociaż tak byli i tacy, którzy wystawiali takie średnie opinie, mimo że usługa byłą wykonana doskonale to jednak to są uroki prowadzenia własnej firmy. Opiekowała się wszystkim, od zamówienia po konsultacje czy tworzenie, a także biurokracje. Jedyne czego unikała to księgowość. Była w tym dość kiepska i odliczanie podatków czy wszelkich innych kosztów księgowej, z którą od lat współpracowała.
    Znała swoje granice i wiedziała, w czym bywała słaba dlatego to, co było jej taką piętą Achillesowa zlecała zaufanym osobom.
    Siedząc tak pochylona nad laptopem, na którym miała otwartą skrzynkę e-maile a w drugiej karcie swoją własną stronę, widziała, jak wpływa nowa wiadomość. Nie odrywając się od rozmowy, zerknęła na tekst, który prześledziła, lecz niezbyt się na nim skupiała, lecz było to kolejne zamówienie.
    — Moja córka panią poleciła, dlatego ufam jej, że trafiłam na właściwą osobę.
    — Wiem, że może panią to martwić, ale jestem już na końcowym etapie prac nad pani obrazem i kwestią dni będzie jego dokończenie, oraz wysłanie. Nie obiecuje, że pojawi się przed czasem, ale na pewno w terminie — powiedziała.
    Nauczyła się jednego przez tyle lat, nigdy nie obiecuj niemożliwego. Sparzyła się już wielokrotnie na sytuacji, w której obiecywała, że dostarczy obraz na czas, lecz nie była w stanie tego zrobić na wzgląd na zwariowana w jej życiu prywatnym. To było, jednak kwestia poprzednich lat gdzie godziła kilka obowiązków naraz. Obecnie praktycznie prócz prowadzenia firmy oraz zawodów motocyklowych nie była aż tak obciążona. To ten etap w życiu gdzie poczuła taką pewną stabilizację, o której wcześniej nie mogła nawet pomarzyć.
    — Bardzo pani dziękuje i przepraszam — odezwała się ponownie kobieta.
    Po krótkiej chwili rozłączyła się z nią, a ona odłożyła telefon, który bardziej był tym służbowym. Ponownie powróciła do przeglądania poczty, bo dostrzegła przez ten czas prócz tamtej oferty, że spłynęły dwie kolejne.
    — Zarzuca mi bycie pracoholikiem — nagle rozbrzmiał dość znajomy głos.
    Nawet nie drgnęła, zbyt skupiona na treści, nie dostrzegła momentu, w którym w drzwiach gabinetu stanął Mike. Można stwierdzić albo zapytać co on tutaj robił? Bardziej można było zadawać sobie pytanie, kiedy on wyszedł. Praktycznie przez weekend nie był u siebie, siedział głównie u niej, co nawet nie było zaskakujące. Często tutaj przesiadywał.
    — A czy ja kiedyś mówiłam, że nie znoszę swojej pracy? — odezwała się, wciąż nie spoglądając w jego kierunku.
    — Od rana z biura nie wychodzisz — poskarżył się. — Może pora ją skończyć i zająć się… no nie wiem swoim facetem — powiedział dość sugestywnie.
    Dopiero wtedy uniosła wzrok, by na niego popatrzeć. Stał oparty o framugę drzwi, przyglądając się jej bardzo sugestywnym spojrzeniem.
    — Nie chce być uszczypliwa koteczku, ale ty też potrafisz mnie tak ignorować — przypomniała mu. — Czy mam ci przypomnieć sytuacje gdzie próbowałam cię odciągnąć od pracy, ale dla ciebie było ważniejsze skończenie bitu? — spytała wymownie.
    — Ale dobrze wiesz, żejak mam pomysł chce go do końca zrealizować.
    — No właśnie — powiedziała, wręcz wchodząc w jego narracje. — Ja również lubię mieć skończoną pracę — wytłumaczyła.

Saturday, April 25, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 35


    — Marzę, by znowu być dzieckiem — westchnęła cicho tuż po wejściu do samochodu. — Dorosłe życie jest do bani — mruczała z gniewem, zapalając auto i momentalne odpalając klimatyzacje.
    Nie znosiła, wręcz gardziła zajmowanie się papierami, a chyba co było najgorsze, to nie znosiła przyjeżdżać do tego miejsca, z którego właśnie przyszła. Spojrzała z niesmakiem na fasadę Internal Revenue Service, od których wyszła, muszą oddać w cholernych podatkach dość sporą sumę.
    — Chciałaś firmę, to teraz za nią płać — pomstowała na samą siebie.
    Nawet jeśli mówiła, że chętnie wróciłaby do tamtych beztroskich lat, to tak naprawdę nie zrobiłaby tego, może i dorosłe życie było, jakie było, jednak było ono znacznie lepsze niż to, w jakim bagnie musiała żyć.
    Narzekała to fakt, ale kto lubi przyjeżdżać i zwracać podatki do urzędasów gdy oni praktycznie nie dają jej nic na rozwój czy prowadzenie firmy i mimo że prowadziła ją z domu i nie musiała, podnajmować lokalu to mogło wydawać się niesprawiedliwe, że oni muszą oddawać pieniądze, które sami zarobili ciężką pracą.
    — Pieniądze by chcieli, ale pomóc… — urwała w momencie gdy zobaczyła jak na ekranie telefonu, który zawiesiła na rączce, pojawia się zdjęcie oraz imię ukochanego.
    Czuła jak kącik jej ust podnosi się nieznacznie do góry gdy sięgnęła do telefonu i nawet go nie chwytając, odebrała, przełączając na głośnik, chcąc skupić się wyłącznie na wyjście spod urzędu.
    — Część piękna, masz może chwile? — zagadnął ją.
    Słyszała w tle odgłosy rozmów, oraz śmiechów gdy ona przez moment nie odpowiedziała, zbyt skupiona, by się wykręcić, nie pomógł fakt gdy zobaczyła, jak za nią podjeżdża samochód i przystał bardzo blisko niej i musiała zmagać się z wykręcenie.
    — No palant — mruknęła gniewnie pod nosem, gdy zobaczyła, jak jadący za nią jego nawet nie drgnął, a bardziej się zbliżył — Kretynie nie widzisz, że wyjeżdżam — zaczęła się odgrażać w stosunku do tamtego kierowcy.
    — Czy…
    — Daj mi dwie minuty kotku — poprosiła, nie chcąc przez jakieś palanta doprowadzać do wypadku.
    W końcu wykręciła i wyjechała spod parkingu, widząc w lusterku tego samego kierowcę, który celowo ją zajeżdżał. Mimo że nie lubiła się tak zachowywać gestem dłoni, a raczej palca pokazała mu co o nim myśli. W końcu stanęła na wjeździe na parking urzędu i mruknęła.
    — Wybacz Mike, ale jakiś, bo inaczej nie mogę go nazwać, próbował doprowadzić do wypadku, bo nie umiał się cofanć gdy wdział, że wykręcałam — rzuciła markotnie. — Niektórzy powinni odebrać prawo jazdy!
    Była to dość śmiała wypowiedzieć, co prawda również była początkująca i również się uczyła, lecz wystarczyło spojrzeć w lusterku, by zobaczyć, że to byłą znacznie starsza osoba nawet od niej. Było to dla niej frustrujące ta wręcz nie ignorancja tych osób.
    — Typowe — usłyszała jego ciche westchnienie po drugiej stronie. — Skąd mi to znajome, wczoraj młody pajac zajechał mi drogę — wspominał. —Tutaj się z tobą zgodzę, jednak zmieniając temat. Gdzie jesteś?
    — Zapomniałeś? Musiałam dziś przyjechać do IRS, bo mnie ciągnęli o dwa dolary — mruczała sfrustrowana. — Musiałam pół miasta przyjechać, by dopłacić im zasrane dwa dolce — pomstowała.
    — Z nimi nigdy nic nie wiadomo — odezwał się w tle głos Brada. — Jednych potrafią ścigać o byle grosze a inni, którzy nie płacą podatków, ich się nie widzi. Bycie uczciwym obywatelem jednak jest przerąbane.
    — A to racja, mogliby w końcu, widząc się za tych, którzy są wyżej niż przypierdalać się do malutkich — stwierdziła, wyjeżdżając na drogę.
    — Zamiast gadać przez telefon, to powiedzcie jej, by przyjechała. Dam znać tym na dole by ją wpuścili nie będziemy gadać gdy ona będzie prowadzić. Wystarczająco czasu spędziła w szpitalach.    
    — Tutaj masz racje braciszku — powiedziała, skręcając na kolejnym skręcie. — W sumie i tak jestem, nie daleko to mogę wpaść. Chce ktoś coś z kawiarni? — zapytała.
    — Chciałem jej to zaproponować — usłyszała głos Mike pełen pretensji. — Widzę, jednak że umówiliście się pod moim nosem.
    — Nie masz o co się burzyć, Mike dobra będę za jakieś pół godziny. Tylko mi załatwcie wejściówkę — uprzedziła ich.
    Nie chcąc dłużej się rozpraszać, rozłączyła się, chcąc skupić się wyłącznie na drodze. Już o mało nie przypłaciła życiem, bo jakiś kretyn nie umiał jeździć, nie chciała kolejnego wypadku, szczególnie że miała już na swoim koncie jeden. Owszem był to wypadek motocyklowy i zapewne wielu na jej miejscu już nigdy więcej nie wsiedliby na motocykl, lecz nie ona. Nie umiała zrezygnować z czegoś, co tak kochała. Owszem potrzebowała czasu, by się z tym oswoić na nowo, ale nigdy nie porzuci jazdy na motorze, co stało się częścią jej własnej tożsamości. Aż zaczęła żałować, że zamiast przyjechać, jednośladem pchała się w najgorszą godzinę na miasto samochodem, lecz musiała, zawieś kilka obrazów, do wysyłki na motorze nie byłoby jej wygodnie.
    Wjechała na jedną z głównych autostrad, która powoli się przepełniała gdy tylko to zobaczyła, westchnęła cicho, mrucząc pod nosem:
    Przestała jednak się nad tym rozwodzić gdy stanęła w dość długim korki, który wiódł na jedną z główniejszych autostrad i gdy tylko się wychyliła, wręcz przeklęła pod nosem:
    — Chyba to nie będzie pół godziny a godzina — mruknęła, stając za jednym z pojazdów.
    Nie ukrywała tego, w jej sercu krył się sentyment do tego miasta, głównie przez pryzmat tego, że właśnie tutaj odnalazła własne szczęście przed wieloma laty, lecz absolutnie nie wymazywała tego, że nie miało w sobie wad i to ogromnych.
    Zwiedziła część miejsc na całym świecie i wydawało się to wciąż tak nie prawdopodobne, że przez te kilka lat była w różnych miejscach na świecie, lecz zawsze powracała z chęcią do tego miasta, mimo że tylko jego część była faktycznie tą reprezentacyjną, jednak przekonała się sama, że nigdzie nie jest idealnie, nie tylko poprzez opowieści swoich znajomych, którzy zwiedzali jakieś kraje, ale własne doświadczenie sam ich kraj miał niepowtarzalny urok w końcu, zwiedziła kilka stanów poprzez zawody, w których brała udział.
    Różnorodność nie tylko w samej naturze, która mogła się zmieniać zależności od stanów, ale także architektura oraz wpływ stylów z różnych wieków, oraz z okresu kolosalnego to było widoczne.
    Czasami lubiła powrócić wspomnieniami do poprzednich lat i zastanawiać się co by było gdyby rzeczywiście na jej drodze nie pojawił się on. Zapewne nie osiągnęłaby tego, co obecnie miała, bo zmiana drogi, którą podążała, miała kluczowy aspekt.
    Wjechała na autostradę po praktycznie dwudziestu minutach czekania w korku, który szedł tak wolno, że miała wrażenie, że stali w miejscu. Jeśli miałaby porównać, to chyba Nowy Jork był gorzej zakorkowany, bo tam praktycznie miasto częściowo stało w najgorszych godzinach, tutaj przynajmniej można było się ruszyć, lecz gdyby miała, być szczera owszem Nowy Jork ją ujął pod względem turystycznym, ale nigdy nie zdecydowałaby się tam zamieszkać, to gorzej zatłoczone miasto od Los Angeles i mówiła to jako osoba, która mieszkała tutaj od lat.
    Po jakimś czasie zjechała na zjeździe, który miał ją poprowadzić w okolice wytwórni. Praktycznie nie bywała tam często, bo wychodziła z założenia, że nie chciała im przeszkadzać w pracy, bywała tutaj głównie na odsłuchanie płyt czy gdy musiała coś załatwić. Szanowała jednak ich czas i fakt, że jednak byli w pracy, a nie na pogaduszkach, szczególnie że sama załatwiała sprawy około firmowe.
    Gdy tylko się zbliżyła, zobaczyła budynek wytwórni, nie ukrywała coś, co kiedyś zobaczyła, by z daleka teraz sprawiało jej problem. Przeklinała tego skurwysyna, który w tak znacznym stopniu przez fakt tego, że był niepoczytalny i pragnął zemsty, zniszczył jej zdrowie, a także uszkodził wzrok.
    Owszem soczewki go korygowały i pozwalały normalnie funkcjonować, jednak dla osoby, która nie miała z tym problemu przez znacząc cześć życia było to trudne do zaakceptowania i przyzwyczajanie się. Można ją uznać za marudę, jednak kiedy jeden skurwiel praktycznie doprowadza cię do śmierci i niszczy twoje ciało i zdrowie, gdy masz trudne dni, oczywistym, że czuje się sfrustrowanym oraz złym.
    Otrząsnęła się prędko z tych przemyśleń, nie chcąc się tak naprawdę nad tym rozwodzić. Powoli to przepracowała na terapii, chociaż nie było to łatwe pogodzenie się z tym co jej zrobił i co się wydarzyło, jednak starała się zacząć z tym żyć. Nie nigdy o tym nie zapomni, o czym ją ostrzegano w końcu, wciąż zmagała się z problemami sennymi i faktem, że wciąż bała się zasnąć gdy panowała zupełna ciemność. Musiała nauczyć się z tym funkcjonować i panować nad emocjami gdy powracały te wspomnienia.
    Skręciła w następnej chwili na wjazd na parking przy wytwórni i bez większej trudności znalazła miejsce. Wysiadając, zarzuciła sobie na ramię torebkę i powędrowała w stronę wejścia. Zobaczyła tuż przy wejściu spacerującego ochroniarza, którego rozpoznała z dalsza. Widywała go już tak wielokrotnie, że zdążyła się z nim zaznajomić.
    — Cześć Sean — powiedziała, będąc coraz bliżej.
    — Hej Julio, pewnie jak zwykle do chłopaków prawda? — zapytał przystając w momencie gdy stanęła tuż obok niego.
    — Ostatnio bywam tutaj zbyt często — skomentowała z rozbawieniem. — Ale tak mam coś dla nich — powiedziała, unosząc torbę z baggalami, a w drugiej ręce trzymała siatkę, w której dało się zobaczyć siedem kaw, które zostały, skutecznie zabezpieczone by się nie wylały.
    — Właściwie to mamy dla ciebie propozycje — odezwał się nagle Chester. — Dziewczyny już o tym wiedzą je mamy zaklepane, ale zostałaś jeszcze ty.
    — Co konkretnie sugerujesz? — zapytała, spoglądając na niego.
    — Jak wiesz, wkrótce wyruszamy w trasę — odezwał się Michael.
    Przytaknęła na te słowa, bo tak nie było to jej zupełnie obce, szczególnie że za dwa miesiące mieli wydawać płytę raczej normalne, że po każdej premierze wyruszali w trasę koncertową.
    — Chcemy zapytać, czy jedziesz z nami — wyrzucił z siebie.
    Zapadła momentalnie cisza gdy o tym wspomnieli. Ona zamarła w jednej chwili z kubkiem uniesionym ku górze. Chyba każdy zdawał sobie sprawę, że ten temat może być niezwykle delikatny dla niej. Ostatnim razem gdy z nimi pojechała, nie skończyło się to dla niej zbyt przyjemnie.
    Nie rozchodziło się jedynie o fakt, że częściowo podjęła się opieki nad nie własnym dzieckiem i po części została do tego przymuszona, jednak sama trasa nie była dla niej dobrym wspomnieniem. Musiała z wieloma tajemnicami się ukryć, milczeć na temat tego co działo się z Mike i zwyczajnie nie lubiła o tym wspominać. Było to dla niej bardzo, niekomfortowe co chyba każdy zdawał sobie sprawę.
    — Nie uważam tego za zbyt dobry pomysł — powiedziała ostrożnie, przerywając cisze. — Nie chce być nie uprzejma, ale raczej to głupi pomysł.
    — Julio, zdajemy sobie sprawę, co masz na myśli i twoje obawy są rozsądne — zaczął ostrożnie Rob. — Jest jednak zasadnicze, ale…
    — To prawda jest kluczowa różnica między tą, a tamtą trasą to fakt to był totalny nie wypał, że cię wtedy wzięliśmy — wtrącił się Dave.
    — Tym razem trasa nie obejmuje osób takich jak jego eks — Brad spojrzał wymownie na Michaela, który delikatnie się speszył. — A co chyba najbardziej istotne to nikt z nas nie ma dzieci dlatego, nie musisz się bać bycia darmową niańką. Właściwie może mi ktoś powiedzieć, czemu ta idiotka wepchnęła Julii własnego dzieciaka pod opiekę — zapytał na głos.
    — Chciała ją wykorzystać — odezwał się przez chwile milczący Sanders.
    Momentalnie poczuł na sobie spojrzenia swoich znajomych a on, mimo że poruszył się niespokojnie, to obiecał, że nie będzie milczeć w takiej sprawie.
    — Chciała wykorzystać to, że Julia jak to uznała, wepchnęła się na zaczepkę…
    — Czekaj chwila, myśmy jej zaproponowali udział jako przyjaciółki zespołu — odezwał się Joe.
    — I była jako moja siostra, a nie ktoś, kto został doczepiony na siłę, to myśmy jej to zaproponowali — wtrącił się Rivera. — Ta…
    — Dobra nie będziemy się kłócić na jej temat — weszła w pole dyskusji.
    — Ale prawda jest taka, że tak chciała ją wykorzystać w opiece i tak mogłem to powstrzymać, ale tego nie zrobiłem — przyznał w końcu z pokorą.
    Nikt w tej kwestii jednak nie zamierzał go bronić czy usprawiedliwić jego działać. Schrzanił po całości i w pełni się do tego przyznawał.
    — Dobra wracając. Julio teraz sytuacja jest zgoła inna, prócz nas całej ekipy oraz dziewczyn nie będzie nikogo, dlatego chcemy ci zaproponować i niestety musisz nam powiedzieć od razu, by Adam ogarnąć sprawy hotelowe i dodatkowego cateringu.
    — Pokoju nie liczymy, bo pewnie i tak będziesz spała z nim — mruknął Brad i skinął w stronę przyjaciela.
    Zamilkła na moment tak naprawdę nie widząc co o tym wszystkim myśleć. Owszem obiecała sobie po ostatniej trasie, że nigdy z nimi nie pojedzie na kolejną, bo czuła uraz wobec tego jak ją potraktowano z drugiej stronie nie było teraz na trasie nikogo kto mógłby być jej nieprzychylny w szczególności zazdrosnych byłych partnerek. Tutaj każdy był w związkach od lat, a reszta ekipy technicznej znała od paru lat.
    Popatrzyła na Mike’a, który wpatrywał się nią tymi swoimi uroczym spojrzeniem, jakby próbował w ten sposób, ją przekonać by się zgodziła, ona jednak zastanawiała się przez chwile i po długiej walce ze sobą w końcu powiedziała:
    — No dobra ale jeśli dojdzie znowu do jakieś krzywej sytuacji, ja kupuje bilet i wracam — ostrzegła ich.
 

Sunday, April 19, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 34


    — Czekaj, czyli w ramach umowy otrzymujesz od nich najnowszą wersjęmotocykla?
    Studio, któreprzeważnie było dosyć hałaśliwe, teraz wydawało się nadmiernie spokojne. Nie można było się dziwić, skoro cała grupa tuż po jej przyjściu zdecydowała się na krótką przerwę, jak to określili, a raczej byli na tyle wścibscy, że pragnęli dowiedzieć się więcej na temat jej rozmowy, z której właśnie wracała.
    Trudno było przed nimi ukryć fakt, jej współpracy z marką, ponieważ dwoje z nich nie potrafiło zachować tego w tajemnicy. Szczególnie że specjalnie im nie zabraniała mówić, dlatego gdy tylko weszła do jednego ze studiów Warner Bros, w którym przeważnie urzędował zespół, nie była zdumiona gdy została zalana falą pytań jak po tym spotkaniu.
    — Sama byłam tym zaskoczona — przyznała, delikatnie odwracając się w fotelu i spojrzała w stronę Roba oraz Brada, którzy stali za biurkiem gdzie zazwyczaj stał firmowy komputer, który przeważnie był używany przez Shinodę. — Raczej zdajecie sobie sprawę, nawet jeśli go otrzymał na własność i tak muszę się w nim pokazywać.
    — Czysta forma reklamy dla firm — wtrącił się Joe. — Czasami taki cichy marketing może być tym najlepszym — dokończył swoją myśl. — Wielokrotnie my z tego też korzystamy, nawet jeśli pojawiają się posty na mediach to nawet takie zwyczajne bycie w ubraniach z merchu potrafią wiele zdziałać. Tutaj dzięki temu możesz zachęcisz innych do kupna tego modelu jeśli będą nim zainteresowani, a ciebie śledzą. To raczej normalne w marketingu — mówił.
    — Ja nie mówię, że mam coś przeciwko temu, jednak nie ukrywam, było to dla mnie trochę zaskakujące, bo takie motocykle swoje kosztują, a ja dostaje je za darmo — tłumaczyła spokojnie.
    — Bo przyzwyczaiłaś się, że za wszystko płacisz — wtrącił się nagle Mike, który w końcu oderwał się od komputera.
    — Dziwimy się temu, ile ona na motocykle już wydała — wtrącił się nagle Bennington. — Jazdę ma już od dziewiętnastki więc to już nie idzie w tysiące, ale setki tysięcy.
    — Czy ja wam — zastanawiała się na głos. — Może wartość niektórych może być liczona w setki, ale czy wydałam aż tyle.
    — Może nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że sporo na to poszło — wtrącił się wokalista i ostrożnie oparł się na jednym z głośników. — Wszyscy tutaj wiemy, że odkąd tylko miałaś osiemnaście lat, wkręciłaś się w nie. Licząc licencję, która musiałaś wyrobić oraz motocykle, które potem kupowałaś no trochę, to kosztowało. Jeśli się nie myślę pierwszy motocykl, kupiłaś za ponad siedem tysięcy dolarów, to już coś mówi, a gdzie liczyć pozostałe oraz te złomy, które potem zaczęłaś kolekcjonować.
    — Może i to złomy, ale tutaj bardziej się liczy ich wartość po odnowieniu. Rozmawialiśmy na ten temat już parę razy.
    — Fakt, ale dalej mnie to zaskakuje, że tak cię to wcisnęło. Raczej nikt z nas by nie przewidział tego, że będzie się tym aż tak pasjonować.
    — No bo jak to artystka potrafi być motocyklistka — zacytowała pewne słowa, które usłyszała na swój temat.
    — Tak samo jak artysta może być raperem — wtrącił się niespodziewanie siedzący obok niej ukochany.
    — No ale nie daleko leży artysta od muzyka, więc…
    — Raczej rzadko się takie zestawienie spotyka — wtrącił się Mike, ponownie jak to zawsze umniejszając swoim osiągnięciom.
    Z trudem wręcz pohamowała się przed tym, by nie wywrócił oczami. Zobaczyła jak Bennington spogląda w jej kierunku i uśmiecha się w ten dość charakterystyczny sposób. Wyglądał tak jakby, domyślił się, co chodzi jej po głowie.
    Czuła się wprost zirytowana za każdym razem gdy musiała wysłuchiwać tego, w jaki sposób Michael siebie postrzega. Tutaj już nie chodziło o jego brak pewności siebie, którego nie posiadał, była ona mocno zachwiana i mimo że głośno o tym nie mówił. Mając tę świadomość, że do tej pory mimo tego, co wydarzyło się w ich życiu, nie miał odwagi, by skorzystać z pomocy specjalistów, mogła się domyślać, że takie aspekty zdrowia psychicznego są zaniedbane, lecz tutaj nie w tym tkwił problem. Nawet nie wspominając tego co się wydarzyło, pamiętała, że słyszała to wciąż od niego, jak powtarza to jak jakiś zdarta płytę.
    Czemu w takim to ją tak frustrowało?
    Problem leżał w nim samym. Był jednym z najbardziej utalentowanych muzyków oraz producentów swojego pokolenia i nie można było mu odmówić, że nie miał realnego wpływu na rynek muzyczny i mimo tych osiągnięć to jak jego nazwisko z każdym rokiem w branży staje się silniejsze on wciąż nie może dostrzec w sobie tego kim jest. Można stwierdzić, że był skromny, lecz irytującą myślą był fakt, że gdy ona sama zmagała się z podobnym poczuciem za każdym razem słyszała to jak starał się jej postrzeganie samej siebie zmienić i pokazać jej swoją własną wartość, a ona od lat słyszy od niego, to samo mimo licznych rozmów gdzie próbowała mu uzmysłowić jego wartość.
    — Mike chyba zapaliłeś lad — zaśmiał się Dave, widząc minę ich wiole letniej przyjaciółki.
    — Mogłabym się co prawda wściekać czy krzyczeć na niego, ale nie zrobię tego — powiedziała spokojnie. — Ilekroć będę to powtarzać ja nie zmienić jego postrzegania. Walczyłam z tym przez lata i chyba czas zrozumieć, że on zawsze będzie tak mówił — skomentowała, wpatrując się w niego bardzo przenikliwym spojrzeniem.
    Widziała, jak odwraca twarz, jakby obawiając się na nią zerknąć. Ona jedynie westchnęła i zwróciła się do pozostałych:
    — Co ja mogę zrobić no nie wiele. Nawet jeśli mam jakiś wpływ, tego chyba raczej nigdy nie zmienię.
    — Zeszliśmy z tematu — odezwał się nagle Mike. — Właściwie kiedy masz do nich przyjechać? — zagadnął, odwracając się bezpośrednio do niej.
    — Mówili, że za maks dwa dni, ale chyba będę potrzebować małej podwózki — powiedziała, ponownie delikatnie odwracając się w fotelu.

Dzień później
Wieczór

    — Naprawdę musisz iść.
    Dobiegł ją dość jękliwy głos w chwili gdy wróciła do garderoby. Westchnęła cicho, czując jak jej ramiona, opadając, próbując powstrzymać pomruk irytacji. Była już nieco przemęczona tym, że od ponad pół godziny jej facet próbował ją nakłonić do tego, by została w domu.
    Dlaczego?
    Powód był banalny, wystarczyło, tylko to by założyła na siebie swój standardowy kostium do treningów, by rozbudzić w nim pragnienia oraz pożądanie, które nawet nie było dla niej zaskakujące. Nawet po tym gdy wrócili do siebie po latach, w tej kwestii nadal się nie zmienił, co było nieco zabawne.
    Nie musiała się nawet natrudzić, wystarczyło, że założyła skórę by on jedyne, o czym myślał, to jak nakłonić ją do zostania i oczywiście, zaciągnięcia ją do łóżka. Nie zliczy, ile sytuacji się wydarzyło, w których się łamała i zostawała, rezygnując z wyścigów, bo on był zbyt napalony. Owszem sama nie była idealna i często lubiła go prowokować, lecz dzisiejszego wieczora nawet nie myślała o tym, by specjalnie go pokusić. Miała jeden z ważniejszych treningów, na których musiała być dlatego, nie wchodziło w grę, zostanie w domu.
    — Mike w tej chwili jesteś nieznośny — rozbrzmiał jej mocno podirytowany głos. — Czy musimy znowu przechodzić przez to samo? — mruczała.
    Podeszła do jednej z szafek, na których leżały jej rękawiczki. Sięgnęła po nie, po czym wróciła do sypialni, w której na jej podwieszanym fotelu wylegiwał się on a na jego kolanach leżała Junka tuż przy jego stopach ułożył się Jay, który wyglądał, jakby powoli zasypiał. Walter i Cindy oczywiście wylegiwali się na łóżku, korzystając z jej nieobecności.
    Czasami gdy spoglądała na ten obrazek, nie docierało do niej, jakie spokojnie życie mogła wieść. Jeszcze ponad dwa lata temu jedynym jej marzeniem w pewnym okresie było zobaczenie, chociaż odrobiny światła, teraz to wszystko wydawało się takie zwykle, normalne, jakby nie miała za sobą widma ogromnej tragedii, która na jakiś czas ją naznaczyła.
    Może to był tylko eufemizm, lecz po takich wydarzeniach coś, co kiedyś wydawało się takie normalne, schematyczne docenia się bardziej szczególnie gdy była na krawędzi życia i śmierci. Samo wspomnie, sprawiło, że czuła jak po jej ciele przemknął nieprzyjemny dreszcz. Prędko jednak otrząsnęła się z tych myśli i skupiała się na nim. Tym który o niemal nie przypłacił życiem za szaleństwo byłej żony oraz sam był wręcz w batowej sytuacji.
    Można było zarzucić jej, że była idiotką, bo dała mu kolejną szansę, a może po prostu gdy zrozumiała prawdę i dowiedziała się, że nie doszło do żadnej zdrady, spojrzała na tę sprawę nieco inaczej. Czasami gdy tak o tym rozmyślała. Nie mogła uwierzyć, jak wiele przez ten czas się zmieniło. Patrzyła na to wręcz w takim niedowierzaniu i zadawała sobie pytanie. Czy to możliwe by wydarzyło się to właśnie im. Potem gdy przypomniała sobie ból i cierpienie, z jakim musiała się zmierzyć, to już przestało być tylko mrzonką, lecz czymś realnym?
    — Czy ja proszę o tak wiele?
    Jego głos momentalnie sprowadził ją na ziemię. Popatrzyła na niego, delikatnie podpierając dłonie o biodra i spojrzała na niego znacząco, gdy on utkwił w niej to swoje wręcz niewinne spojrzenie. Oczy zbitego kotka. Pokręciła delikatnie głową, nie dowierzając w tego faceta. On potrafił ją zaskoczyć, z jednej strony miała poważnego dorosłego faceta po trzydziestce z drugiej kogoś, kto wydawał się jego przeciwieństwem.
    — To tylko…
    Delikatnie pokręciła palcem, nie dając mu dokończyć, doskonale wiedząc, co miał na myśli:
    — Wiem, co zaraz powiesz, tylko ten jeden raz — powiedziała, wręcz go naśladując. — Wiemy oboje, że na jednym razie się nie skończy — zderzyła ich obojga z brutalną rzeczywistością.
    Nie dało się ukryć, szaleństwa łóżkowe nie były im obce i nie potrafili, nigdy nie powiedz dość. To również pokazywało, że erotyzm w ich przypadku nie zawodził, trudno by było gdy oboje nie potrafili poczuć niechęci do siebie, wciąż widzieli w sobie namiętnych kochanków, którzy wykorzystywali każdą chwilę, by tylko się pobawić i w tym tkwił chyba ich klucz do udanego życia łóżkowego, nawet gdy teraz musieli zacząć poznawać się na nowo i siebie uczyć, czuła, że to kwestią czasu gdy wrócą do tej dawnej formie, którą mieli.
    — Ranisz — marudził pod nosem.
    — Czyżby? — zastanawiała się na głos. — I wcale nie chcesz mnie urobić, tylko po to, bo chcesz mnie rozebrać? — zastanawiała się na głos.
    Widziała, jak pośpiesznie zaczyna kręcić głową, starając się temu zaprzeczyć, lecz cień uśmiechu, który pojawił się na jego ustach, był zbyt charakterystyczny, by go nie pomylić. Nie była w stanie ukryć uśmiechu, który pojawił się na jej ustach gdy tylko zobaczyła jego minę — tę, którą tak dobrze kojarzyła. W której starał się wyglądać, jak nie winietko a prawda była taka, że oboje widzieli, co chodzi mu po głowie, od dłuższej chwili.
    — Tylko raz — nadal nalegał.
    — A potem drugi, trzeci i kolejny prawda koteczku? — spytała z naciskiem na ostatnie słowa.
    Widziała, jak odwraca głowę, nie chcąc spojrzeć jej w oczy, lecz to tylko było potwierdzeniem jej słów. Mogłaby oszukiwać ją na każdy dowolny sposób, lecz ona doskonale wiedziała, do czego to dąży.
    — Julio skarbie proszę — błagał ją.
    — Nie a na pewno nie przed treningiem — zastrzegła od razu. — Jeżeli będziesz na tyle grzeczny, to może się zastanowię, jak wrócę — powiedziała, przeciągając kilka słów. — Ale teraz muszę już iść.
    Odwróciła się ostrożnie i już miała wychodzić gdy niespodziewanie usłyszała za sobą jego głos:
    — Mówiłem, że się z tym nie zgadzam — odezwał się nagle ze stanowczością w głosie.
    Spojrzała przez ramię, tak by na niego popatrzeć i z lekkim uśmiechem powiedziała:
    — Słyszałam to już wielokrotnie, czy wtedy cię słuchałam? — zadała dość podstawowe pytanie.
    — Nie — mruknął w odpowiedzi. — Uparta jesteś — mruczał gniewnie.
    — Nie po prostu konsekwentną. Gdy coś obiecałam, chce tego słowa dotrzymać — wyjaśniła. — Co ja ci tłumaczę, dobrze mnie znasz. Wiem, odpłacisz mi za to, ale to jak wrócę, na razie spadam, a jak zamierzasz tak siedzieć, to mieszkanie jest do twojej dyzpozcyji a jeśli wrócisz do siebie…
    — Dam ci znać — dokończył za nią. — Tak na ciebie poczekam, chociaż wolałabym się tobą zająć — protestował.
    Nie odpowiedziała na jego uwagę, tylko mu odmachała, po czym opuściła mieszkanie. Stukot jej butów odbijał się o ściany apartamentowca gdy schodziła na dół podczas gdy on delikatnie westchnął i patrząc na otwarte drzwi gdzie jeszcze, przed którą chwila ją widziała, oparł się na dłoni i wymruczał.
    — Zapłacisz mi za to!

Saturday, April 18, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 33

    — Uszczypnij mnie.
    W tonie jego głosu dało się usłyszeć ekscytacje. Nie zamierzała ukrywać, że nie czuła radości w chwili, która wydawała się dla niej jak sen. Może brzmiało to mocno eufemistycznie, lecz brzmiało właśnie w taki sposób, bo to, co się działo ostatnio w jej życiu, mogło brzmieć jakby to było wyjęte z jakieś nierealistycznej strefy marzeń, których zupełnie nie posiadała.
    W najśmielszych snach przez myśl by jej nie przyszło, że otrzyma od jednej z dużych marek propozycje ambasadorstwa. Aby tego było mało, to nie była niszowa firma, o której nie miała pojęcia, lecz miała reprezentować, tych od lat kupowała motocykle.
    Miłość, która narodziła się przed laty do tych konkretnych modelów maszyn, które zachwyciły je swoją precyzją, szybkością w klasie sportowej i nie da się ukryć także wyglądem, nigdy by nie przewidziała, że po wielu latach otrzyma możliwość reprezentowania ich i stanie się twarzą ich kampanii.
    Umowa ambasadorska to nigdy nie było w jej planach, dobrze zdawała sobie sprawę jak przelotne potrafi być życie szczególnie jej gdy potrafiła raz być na szczycie, a raz upaść, dlatego zachowywała dystans do pewnych spraw, bo nigdy nie wiedziała, co może ją czekać.
    Z drugiej stromy po tym co przeszła oraz fakcie, że w końcu zyskała stabilne życie, bo nic jej nie zagrażało, mogła snuć plany na przyszłość i myśleć z wyprzedzeniem. Nie potrafiła jednak tak się zachować mając świadomość jak wyglądało jej życie.
    W tym przypadku nie zamierzała kryć swojej radości, kontrakt z kawasaki, który miała podpisać za kilka dni, otwierał przed nią wiele perspektyw, lecz nie zmieniał jej techniki ani maszyny podczas zbliżających się zawodów. Lecz to tylko ułatwi jej możliwość reprezentowania ich.
    — Brzmi to w sposób tak nierealistyczny — komentowała i spojrzała na telefon, który postawiła przed sobą.
    — Gdybym mógł to bym, faktycznie to zrobił — rozbrzmiał po drugiej stronie głos Anthony’ego. — Zastanawia mnie tylko, jak w ogóle do ciebie dotarli w końcu, nie zabiegałaś o ten kontrakt — jego ostatnie słowa miały w sobie, nutkę wątpliwości a bardziej rozbrzmiewało pytanie.
    — Do głowy by mi nie przyszło prosić się o taką umowę z takim gigantem. Oni mnie znaleźli, sam dobrze wiesz ile kasy, poszło na wszystkie motocykle, jakie miałam przez ostatnie lata. To nie jest tani interes — skomentowała. — Dostrzegli mnie na jednych z poprzednich zawodów chyba jednym z tych pierwszych po powrocie na scenę — dodała z lekkim zamyśleniu.
    Brzmiało to dosyć dziwacznie, lecz tak powrót na tor po takim czasie wśród branży wzbudziło niemałe zainteresowanie. Powód był banalnie prosty, jej nagłe zniknięcie wywołało szum, szczególnie że była jedną z faworytek w kategorii kobiecej, by otrzymać tytuł Mistrzyni Kraju, to ogromne wyróżnienie, lecz zaprzepaszczono jej tę możliwość wydarzeniami, które się rozegrały po tej przeklętej trasie.
    Od tamtej pamiętnej trasy obiecała sobie, że już nigdy nie zdecyduje się na taki wyjazd. Zamiast bycia ze znajomymi i cieszenie się tymczasem spotkała się nie tylko kryciem pewnej tajemnicy, zajmowaniem się cudzym dzieckiem a chyba nadal będzie jej siedzieć w głowie to, co się stało potem.
    Momentalnie na jej twarzy pojawił się grymas na wspomnienie tamtych cholernych tygodni, a potem miesięcy. Wszystko posypało się niczym domek z kart.
    — To brzmi nie wiarygodnie Tony.
    — Wiem, że dla nas takie rzeczy brzmią nie realistycznie, ale najwyraźniej dostrzegli w tobie realny potencjał marketingowy. Spójrz na to z innej strony. Dają ci umowę, na której pewnie swoje zarobisz, dla ciebie różnicy to nie robi, nie zdradzasz marki, na której jeździsz, a wręcz ją wpierasz. Ty dostajesz umowę, kontrakty i spotkania, do których nie miałabyś dostępu oni idealny marketing, bo ich twarz i tak od lat jeździ na tym motocyklu. To wygląda jak sytuacja.
    — Podwójnej wygranej — skończyła jego słowa. — To samo mi mówi Chester — dokończyła.
    Gdy tylko to powiedziała, momentalnie jego entuzjazm nagle zniknął, a on momentalnie spoważniał. Odkąd tylko wspomniała mu, że przebaczyła nie tylko Mike’owi, ale także Chesterowi na tej linii wyczuwalne było napięcie, które trudno było ukryć.
    Nie krył się ze swoją niechęcią a wręcz nienawiścią wobec nich. Rozumiała jego perspektywę, lecz to była jej decyzja i możliwe konsekwencje brała absolutnie na siebie.
    — Nawet nie zaczynaj — uprzedziła go, zanim mógłby zacząć. — Wiem, co powiesz i nawet się nie truć, ja będę o nich mówiła i musisz to uszanować.
    — Dziewczyno dajesz się im manipulować — wyrzucił sfrustrowany z siebie.
    — Nie postrzegam tego w taki sposób, może ty tak, lecz ja nie. Wiem, że trudno ci zrozumieć, że ktoś może się zmienić, po tym co zrobili, wiem to i nigdy im tego nie zapomnę szczególności Riverze, to jak mnie potraktował, lecz chce dać im obojgu ostatnią szansę, jeżeli ją zmarnują, nie będzie kolejnej czy im się to podoba, czy nie — powiedziała wprost.
    — Julio naprawdę mogłabyś…
    — Tony — przerwała mu gwałtownie, zanim zaczął ją moralizować. — Prosiłam cię, skończmy ten temat, a właściwie go nie poruszajmy. Rozumiem twoją nienawiść do niej, ale twoje postrzeganie jest inne niż moje i to musisz zrozumieć — podkreśliła.
    — Julio powinnaś się od nich odciąć, oboje cię potwornie skrzywdzili, a tym im wybaczyłaś.
    — Tony jeżeli nasze dyskusje mają wyglądać w taki sposób czy jest sens w ogóle rozmawiać? — zadała zasadnicze pytanie.
    Zamilkli.
    To już nie była kwestia problematyczności ich reakcji, lecz coś, co ich realnie dzieliło, to że zdecydowała się dać drugą szansę tym którzy ją zniszczyli, lecz nie mogła ich porównywać do Clarka, oni ranili to fakt, lecz nie zrobili tego co on.
    Mieli mocno niewyparzone języki i działali pod wpływem emocji, lecz to nie jest usprawiedliwienie do tego, za to, co zrobili. Męczyły ją już te rozmowy, bo gdy za każdym razem gdy zaczęła poruszać ten wątek, dochodziło właśnie do takich sytuacji i to było już wykańczające.
    — Znasz, chociaż jakieś konkrety? — padło nagle jego niespodziewane pytanie.
    Otrząsnęła się z zamyślenia i ponownie spojrzała na kamerkę, gdzie pojawiała się jego twarz.
    — Omówiliśmy najważniejsze szczegóły co do kontraktu oraz naszej współpracy. Mam jeszcze kilka dni namysłu gdybym chciała coś zmienić przed podpisaniem umowy, ale wydaje mi się, że dali mi tak dogodne warunki, że chyba lepszych bym nie uzyskała. Konsultowałam się z kilkoma osobami i wspomniały, że to jedna z lepszych warunków, jakie może otrzymać ambasador marki konkretnie z tej konkretnej branży.
    — Właściwie jak długo trwa ta umowa? — zapytał, bo albo o tym zapomniał, albo w ogóle tego nie dosłyszał.
    — Rok…

    — Chwileczkę — odezwała się nagle, odsuwając od siebie zadrukowane kartki papieru.
    Spoglądnęła na siedzący naprzeciw niej przedstawicieli marki, z którym prowadziła rozmowy od samego początku. Nim w ogóle podjęła się podpisania umowy, którą właśnie czytała, dotarła do punktów, gdzie zostało, wymienione co otrzymywała, od marki tuż podpisaniu kontraktu, w nich prócz oczywiście obiecanych kostiumów jej uwagę zwrócił jeden punkt.
    Motor.
    Znała dokładnie model, który został wymieniony, ponieważ był on ostatnio zapowiedzianą nowością tej marki, który jeszcze nie był w sprzedaży. Dlatego widok jego jako jednej z rzeczy, które otrzyma ją, zaskoczyło.
    — Nie wspominaliście nic na temat nowego motocykla.
    Nie mogła przypomnieć sobie podczas żadnej z rozmów, że coś takiego sugerowali, dlatego zupełnie ją to oszołomiło. Widziała, jak dwoje z nich spogląda na siebie, po czym odezwała się siedząca naprzeciw niej Destiny mówiąc:
    — To standard w naszych umowach ambasadorskich — wyjaśniła spokojnie. — Z racji, że masz reklamować naszą markę, chcemy byś się w jakiś sposób, prezentowała. Wiemy, wszyscy, że prowadzić motocykle z naszej najlepszej linii, to fakt, ale to standard w takich umowach. Oczywiście to zobowiązuje cię do tego, że będziesz musiała się pokazywać na zawodach na tym konkretnym modelu.
    Słuchała ją z ciekawością, ponieważ była to jej pierwsza taka poważna umowa, dlatego jeszcze nie do końca znała realia za kulisy. Oczywiście nie miałaby problemy z tym, by jak sama wspomniała pokazywać się na konkretnie tym modelu, lecz miała jedno, ale...
    — Dobrze jednak chce mieć pewność co do osiągów tego konkretnego modelu. Ja nie będę startować na czymś, co może mnie zawieść. Już raz doświadczyłam wypadku na maszynie, oczywiście był on z innych względów, ale zależy mi na precyzji, co doskonale zdajecie sobie sprawę, że jest ważne w tym sporcie.
    — Oczywiście, że tak, nam również zależy na jakości i tym by maszyny były doskonałe dla prowadzących ich osób nie zależnie czy biorą udział w zawodach, czy nie. Model, który otrzymasz, jest właśnie z linii premium, z której korzystasz, lecz jak sama zapewne wiesz, on jeszcze nie jest w ogólnej sprzedaży. Dajemy ci sprzęt, który wręcz masz prawo i obowiązek przetestować na torze. Właściwie dzięki takim osobom, które testują maszyny w ekstremalnych przypadkach, pomagają nam eliminować wady czy poprawić coś przed oficjalną premierą. — wyjaśnił szef działu handlowego.
    — Dobrze wiesz, że nasza marka jednak kojarzy się z precyzją — dopowiedziała Destniy.
    Skinęła głową, bo to był fakt, z którym absolutnie nie zamierzała wchodzić w dyskusje. Od lat sobie ceniła to, że te motocykle praktycznie nigdy nie zawodziły. Nie mogła winić marki za wypadek sprzed lat, bo to nie był problem samego motocykla, lecz przeciętych przez Taylor hamulców. Z wyjątkiem tego, praktycznie nie spotkała się z żadnym problemami. Wybrała jedną z lepszych marek, lecz za tą popularnością także szła jakość.
    Szczególnie że był, o była firma japońska, a Japończycy byli profesjonalistami. W pełni to szanowała, w końcu jej partner też był cholernym maniakiem i był dokładny i precyzyjny nie zależnie czy tworzył coś jako artysta, czy tworzył kolejny klips. Szanowała ten kraj za to jak zachowywał dbałość o nawet najdrobniejsze detale.
    — Nie możemy sobie pozwolić na, chociażby jeden błąd — mówiła dalej.
    — Oczywiście w pełni to rozumiem, jednak nie rozmawialiśmy o tej kwestii, podczas rozmów negocjacyjnych dlatego było to dlatego, ten zapis mnie zaskoczył — przyznała.
    — Fakt nasz błąd i nie dopatrzenie, lecz w kwestii dalszych punktów nie masz zastrzeżeń? — zapytał drugi z mężczyzn.
    Spojrzała ponownie na dokumenty, które przed nią leżały. Po zapoznaniu się z nimi chyba wszystko zostało wyjaśnione. One delikatnie skinęła głową, po czym zerknęła na umowę, ostatni raz odkładając ją na stół w sali konferencyjnej, w której siedzieli.
    Chwyciła długopis i praktycznie bez żadnego wahania podpisała się na dwóch kopiach, które zostały jej dostarczone. Czuła się dość dziwnie, właśnie w pewien sposób wiązała się jedną z tą marką i mimo że był to kontrakt roczny to, było to takie dziwne. Owszem podpisała w swoim życiu już wiele dokumentacji, lecz tym razem miała reklamować swoją twarzą coś konkretnego.
    Podsunęła dokumenty w stronę Destney, która spojrzała na nie i przejrzała się im i również jako szefowa tej oddziału podpisała się w drugiej rubryce, czym oficjalnie potwierdziła tę umowę, z której wywiązanie wiązało się oczywiście z karą dla każdej ze stron. Nie spekulowała jednak najgorsze.
    W następnej chwili zobaczyła jak kobieta, podchodzi do niej i wyciąga do niej dłoń, mówiąc:
    — W takim razie witamy cię na pokładzie — powiedziała z lekkim uśmiechem. — Liczę na owocną współpracę.
    — Ja również i obym tego nigdy nie pożałowała — dodała z wyczuwalnym rozbawieniem w głosie.
    — Prosilibyśmy cię, byś za dwa dni przyjechała do nas — odezwał się Eric, odezwał się ponownie szał handlowego. — Przygotujemy dla ciebie motocykl, który będziesz mogła przetestować na naszym torze. Kwestia sesji zdjęciowej będzie do ustalenia na dniach.
    — Będziemy z tobą w kontakcie — odezwał się ten drugi. — A to należy do ciebie — powiedział.
    Wyciągnął w jej kierunku karton, który był przewiązany stożka, a na czarnym tle widziała to znajome logo kawasaki. Popatrzyła na moment na nie potem na Erica, który tylko uśmiechnął się, lecz nie musiała nawet spekulować, by zrozumieć, że jest to część obiecanych przez nich rzeczy.
    Pożegnała się z nimi wkrótce, po czym wyszła z sali.

 

Sunday, April 12, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 32


    Gdy tylko światła zabłysnęły na zielono, ruszyła, jak pierwsza dość ostro skręcając na pobliskim skrzyżowania, lecz będąc w bezpiecznej odległości od pozostałych samochodów. Szum przejeżdżających pojazdów mieszał się z odgłosem silnika jej motocykla. Jechała, obserwując uważnie ulice, czując jedynie na swoich ustach dotykać przepoconej już chustki, którą zakładała. Czuł tę woń potu oraz rozgrzanego asfaltu, lecz zbytnio się tym nie przejęła i pomknęła w przód, marząc jedynie o chłodnej kąpieli po dość ciężkim treningu.
    Nie ukrywała ostatnia wygrana oraz propozycja sprawiły, że zyskała dodatkową determinację, by być jeszcze lepszą, mimo że nie nakładała na siebie presji, bycia najlepszą jednak chciała coś osiągnąć i chyba zawsze to było jej największym paliwem.
    Wiedząc, jakbyło tam na dnie, po prostu była zbyt zdeterminowana, by odpuścić i się poddać. Upadki bolą to fakt, lecz z nich można coś wyciągnąć jeśli jest się na tyle chętnym, by to zrobić.
    Wkrótce zobaczyła w oddali wjazd na osiedle, które o dziwo było otwarte. Przyśpieszyła, wjeżdżając na teren prywatny, mimo że otaczały ją spore apartamentowce, to były one na terenie prywatnym.
    Wjeżdżającdo podziemi swojego apartamentowca, jedyne, o czym marzyła to o kąpieli oraz odpoczynku. Nawet nie miała chęci, by skupić się na pracy, która na nią czekała, praktycznie dziś unikała jej jak ognia, owszem plusem było to, że prowadziła jednoosobową dzielność i była swoim własnym szefem i pracownikiem, ale również liczyła się z terminami, które obiecała dochować swoim klientom, a tego ogromnie się wystrzegała, by zawsze otrzymali wszystko na czas, a czasami nawet wcześniej.
    Dokładność i rzetelność było podstawą, na której opierała się, prowadząc swoją działalność. Zadziwiające było, to, że ten pomysł po prostu wypalił. Spodziewała się, że będzie głodować jako niezależna artystka, ale tak naprawdę ten biznes był strzałem w dziesątkę szczególnie gdy podniosła ceny, co było oczywiste, że tu liczy się czas, umiejętności, poświęcone materiały oraz jej robocizna, więc nie wołała już taki małych cen jak przed kilkoma laty, a potrafiła na jednym obrazie, wyciągnąć po kilkadziesiąt nawet kilkaset tysięcy dolarów zależało od zlecenia i unikatowości.
    Zaparkowała motocykl gdy tylko zgasiła silnik, poczuła, jak maszyna nadal jest rozgrzana, a ona wstała i wręcz z ulgą zdjęła kask. Czuła jak pot spływa po całym jej ciele a fakt, że miała na sobie skórzane spodnie czy kurtkę to czuła jak dosłownie klei się do jej ciała. Nie znosiła treningów o takich wczesnych godzinach, dlatego często wybierali wieczorne godziny, bo było zdecydowanie chłodnej. Włosy, które upiła w wąski warkocz, opadały jej na ramiona, wyglądając jakby w ogóle, ich nie myła przez kilka godzin. Wokół niej panował lekki swąd, na co delikatnie się skrzywiła.
    Jednym płynnym ruchem zerwała ze swojej szyi chustkę i idąc w stronę wind, myślami była już pod prysznicem. Zanim jednak w ogóle nacisnęła guzik ostatniego piętra, wcisnęła pierwsze piętro, niemal po kilku sekundach znalazła się przy wejściu do apartamentu, otwierając swoją skrzynkę pocztową i zajrzała do środka.
    Nie spostrzegła momentu, w którym dostrzegła wchodzących do budynku dwóch mężczyzn i zapewne nie zwróciła, by na nich uwagi gdyby nie komentarz jednego z nich:
    — Mówiłem, że to była ona — skomentował dość znajomy głos. — Jej motocykl da się poznać z kilku mil — dodał wprost do przyjaciela.
    — Nie chce być uszczypliwa, ale każdy, kto, jeździ Kawasaki, wyróżnia się tym kolorem — skomentowała, przeglądając kolejne listy, które dostała głównie rachunki czy pisma urzędowe czy ulotki, które wsunęła, sobie pod pachnę.
    — Nie chce być uszczypliwy, ale wyglądasz…
    — Wiem, zaraz idę pod prysznic — wtrąciła się w jego słowa. — Właściwie co ty tutaj robisz?
    Dopiero wtedy podniosła wzrok i zobaczyła nieopodal stojącego Michaela, który przyglądał się jej od dłuższej chwili. Mimo że starał się to ukryć, to w cieniu jego spojrzenia dało się zobaczyć te znajomy wyraz jego spojrzenia, który widywała za każdym razem gdy tylko jego myśli zaczęły krążyć wokół niej samej często nagiej czy gdy pragnął się z nią zabawić.
    Musiał jednak zahamować swój popęd seksualny, szczególnie że nie byli we dwoje, a tuż obok niego stał jej brat, który przyglądał się jej z czystym zainteresowaniem, a jego wzrok utkwiony był w kopertach, które trzymała.
    — Nie chce być za bardzo wścibski, ale czemu na ten kopercie znajduje się logo Ninja? — spytał nagle Bennington, wskazując chyba na jedną z największych i najgrubszych kopert, jakie miała.
    Początkowo nawet nie dostrzegła tego, lecz wyciągnęła je spod stosu kopert i odwróciła na drugą stronę i rzeczywiście było tam znajomy jej logotyp.
    — Wydaje mi się, że wiem, co tam może być — powiedziała. — A ja nadal nie otrzymałam odpowiedzi na pytanie co wy tu robicie?
    — Właściwie mieliśmy wpaść po ostatnie tekstu, nad którym siedziałem — odezwał się Michael gdy zaczęli iść w stronę wind. — Chcieliśmy nad nimi popracować, ale najwyraźniej chyba musimy zmienić plany i się wprosić do ciebie. — rzekł i objął ją w pasie.
    — Kotku proszę, nie przytulaj mnie — powiedziała, odsuwając się, wchodząc do windy, czym zupełnie go zaskoczyła, lecz po tym dodała: — Jestem brudna i śmierdząca i potrzebuje kąpieli i sam z resztą widzisz, wszystko się do mnie klei, dlatego proszę, powstrzymał się przed tym.
    — Wiesz, że mi to nie przeszkadza? — zapytał gdy poczuli, jak winda ruszyła.
    — Wiem, ale wolę byś się pohamował — poprosiła.
    — Wy w tej kwestii się nie zmieniliście — stwierdził do tej pory milczący Bennington, który sprowadził na siebie spojrzenia ich obojga. — Nie widzę by między wami zaszła jakaś radykalna zmiana od waszego poprzedniego związku, wygląda znowu to, tak jak ty go ustawiasz pod siebie, a on się słucha — zaśmiał się.
    Fakt w ich związku to zawsze ona była tą bardziej decyzyjną osobą czy dominująca w życiu takim codziennym, można zarzucić, że miała takich charakter, ale po prostu tak żyło się im najlepiej, co nie znaczy, że Mike nie miał zdania, bo praktycznie ważniejsze decyzje podejmowali razem. Miała silniejszą osobowość, lecz nie na tyle, by być tak dominująca, by go przytłoczyć.
    Była przeciwieństwem jego byłej partnerki, która okazała się wyrachowaną suką, bo należało nazywać rzeczy po imieniu.
    Znaleźli się wkrótce na ostatnim piętrze, a ona wyjęła z wnętrza kurtki klucze do mieszkania, które otworzyła i zdążyła jedynie zrobić kilka kroków w przód gdy na spotkanie wybiegła im Junka, lecz zamiast podbiegnąć do niej, od razu zaczęła skakać na nogę Chestera, który wykorzystał moment i chwycił ja na ręce.
    Wchodząc w głąb mieszkania, rzuciła koperty i ulotki na blat, samej powoli ściągając kurtkę, która przykleiła się do jej ciała. Było to tak nieprzyjemne uczucie, lecz w końcu się jej pozbyła i wkrótce stanęła w podkoszulku, który był dosłownie cały przemoczony.
    — Dobra wybaczcie, ale ja muszę się iść umyć — powiedziała, lekko rozkładając ręce. — Właściwie Mike wiesz, gdzie co jest, rozgońcie się, zróbcie sobie kawę, a w pudełku znajdujcie ciastka, macie wolną rękę ja idę się umyć — rzuciła na odchodne.
    — Młoda wyjaśnisz, o co chodzi z tym listem — spytał nagle Bennington.
    Intrygowało go to, bo było to dość nieoczekiwane by marka motocykli, na których jego siostra jeździła od samego początku, nagle wysłała jej list.
    — Tak, wyjaśnię wam obojgu, bo Mike też tego nie wie.
    — Co ty przed nami ukrywałaś? — zawołał za nią Shinoda, lecz po chwili ona zniknęła na górnym piętrze.
    Mimo że mocno ich zaintrygowała tym tematem i mimo leżącego na blacie listu nie zamierzali go otwierać. Oboje szanowali w pełni jej prywatność dlatego nawet gdy wraz z Mike mieszkała, nawet wtedy nie otwierał jej korespondencji. Nie chodziło, że nie miał zezwolenia, ale po prostu szanował, że listy są na nią to ona się z nimi, ma zapoznać jako pierwsza.
    — Naprawdę nie wiesz, co się dzieje? — spytał Bennington, przysiadając na jednym z barowych krzeseł.
    — Wiesz dobrze ze ona za bardzo mnie w ten temat nie wtajemnicza, szczególnie że ja sam nie jestem tematem zainteresowany — zwrócił mu uwagę. — Fakt to również mnie zastanawia, bo to raczej nie codzienne by dostała od nich list. — mówił, spojrzał w tamtym kierunku.
    Ciekawość ich zżerała, lecz ani jeden, ani drugi nie sięgnął po kopertę i mimo że pojawiały się chęci, by to zrobić i zajrzeć, to się pohamowali. Było to jednak zaskakujące, bo fakt Julia jeździła na nich, odkąd tylko pamiętali i lwiej przypadkach to ona wybierała motocykle, mimo że były one często z górnej półki, jednak jej miłość do tych modeli była większa niż cena za wyścigowy motocykl, który potrafił kosztować kilkadziesiąt tysięcy dolarów.
    Oboje wiedzieli, że te maszyny nie były tanie, lecz za precyzje oraz słabość o szczegóły się płaciło. Także za osiągi, które może uzyskać maszyna. Oboje za bardzo się nie znali podczas gdy Shinoda kupował jej ostatni motocykl, sugerował się wiedzą sprzedawcy, a także jej kolegów z ekipy, którzy mieli więcej pojęcia o tych maszynach od niej.
    Ona również na przestrzeni lat zgromadziła naprawdę dużą wiedzę na temat motocykli, w końcu nie bez powodu wynajmowała garaż, gdzie trzymała te z odzysku, które odrestauruje.
    — Dobra jestem.
    Nagle rozbrzmiał głos dziewczyny, a oni momentalnie spojrzeli w kierunku schodów, z których schodziła. Widzieli ją ubraną w zwykłą zwiewną sukienkę, a włosy nadal miała mokre, lecz zbytnio się tym nie przejmowała.
    — Czy może w końcu dowiemy się, czy jest coś na rzeczy? — zapytał nagle Chester.
    Widzieli, jak podchodzi do blatu i opiera się o niego, po czym sięga po kopertę, która ich najbardziej ciekawiła i na ich oczach rozerwała ją i wyjęła dość pokaźny plik dokumentów, lecz najbardziej ją ciekawiło to co było zawarte na pierwszej stronie.
    Było to już bardziej oficjalne zaproszenie do współpracy z marką oraz propozycja bycia ambasadorka ich firmy. Gdy czytała kolejne linijki tekstu, czuła jak kącik jej ust unosi się do góry w lekkim uśmiechu, czując wciąż na sobie spojrzenia obojga mężczyzn, którzy byli jeszcze bardziej zaintrygowani tym, co skryła treść.
    — Nie wspominałam wam nic na ten temat, bo nie chciałam niczego zapeszyć, a także czekałam na oficjalne pismo, które właśnie dostałam — mówiąc to, pomachała kopertą z listem, który czytała. — Nie było was na moich ostatnich zawodach, a to stało się tuż po nich — zaczęła tłumaczyć. — Nie będę wam wszystkiego opowiadać, ten list jest oficjalnym zaproszeniem do roli ambasadorskiej.
    Na moment zapadła chwila ciszy, w której oboje mężczyzn wymieniło się znaczącymi spojrzeniami, wręcz nie kryjąc swojego zaskoczenia, co niemal od razu zobaczyła na ich twarzach.
    — Zabronowali cię bycie twarzą ich marki? — spytał zdumiony Shinoda, spoglądając wprost na swoją ukochaną.
    — Zamierzasz przyjąć tę propozycję? — wtrącił się piosenkarz, równie zdumiony tym, co usłyszał.
    Znał zamiłowania Julii do tej konkretnej linii motocykli i było to dość zaskakujące, szczególnie że wybrała je przez swoją miłość do nich, lecz współpraca nigdy nie była czymś, na co się nastawiała, raczej praktycznie o tym nie myślała. Jeździła na motocyklu, który kochała oraz co chyba było najważniejsze, jej się sprawdzał, podczas jazd dlatego ta współpraca była zdumiewająca.
    — Jeśli mam być szczera taka okazja może się nie powtórzyć. Owszem złożyli mi taką propozycję wcześniej i dali czas by się zastanowić czy jestem chętna na współpracę ale jeśli mam być z wami szczera, to tak chce to zrobić. Jestem związana z ich motocyklami nie od dziś dlatego nawet jeśli nawet przez myśl by mi nie przeszło, że w przyszłości mogłam otrzymać, taką propozycję to nie chce, wypuszczaj okazji z rąk — powiedziała z pewnością. — Rozmawiałam z przedstawicielami i mniej więcej wyjaśnili mi, na czym będzie polegać taka współpraca i mimo że uczestniczę w zawodach, pracuje to znajdę jeszcze miejsce, by wepchnąć obowiązki ambasadorki. — mówiła, a po jej tonie głosu dało się usłyszeć coraz większą ekscytację. — Mam być osobą, która świeci twarzą dla marki, z którą się praktycznie nie rozstaje, odkąd zaczęłam się ścigać, to jest najlepsza rzecz, jaka mnie spotkała w ostatnim czasie, z wyjątkiem tego ze w końcu się z wami dogadałam i pogodziłam — powiedziała, spoglądając na nich z lekkim uśmiechem. — Wy czaicie się, że będę mogła mieć dostęp do wczesnego dostępu do modeli motocykli i je testować kurde już nie chodzi o świecie twarzą w magazynach czy sesjach zdjęciowych, ale fakt, że będę mieć wczesny dostęp do sprzętu tej marki, poza tym i tak jeżdżę na ich motocyklach, to reklamowanie ich na zawodach raczej nie będzie absolutnie żadnym problemem, bo mają darmową reklamę ode mnie od lat. Ufam tej marce jak nikomu innemu, tak jeździłam na innych, bo próbowałam, ale to właśnie na ich motocyklach czuje się najlepiej i po prostu…
    — Nie da się ukryć, każdy cię kojarzy z tą marką — stwierdził Bennington. — Więc to raczej tylko formalność, że się zgodzisz.
    — Pewnie, że tak, nie odpuszczę takiej okazji braciszku. Oczywiście najpierw formalności potem przyjemności. Muszę umówić się z nimi na podpisanie umowy — stwierdziła wprost.
    — Jak w ogóle do ciebie dotarli? — zapytał nagle Shinoda.
    — Z tego co wiem to częściowo przez zawody, które oglądali, a także przez ludzi z mojej ekipy. Media były praktycznie na końcu, więc wyśledzili mnie, bo ostatnio za bardzo się popisuje na zawodach.
    — Od tej strony samochwały cię nie znałem — wtrącił się Bennington.
    Wkrótce rozbrzmiały ich głośne śmiechy.

Saturday, April 11, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 31


    — Nie zrozum mnie źle — zaczęła wolno, zapatrzona w widok przed sobą.
    Obraz pogrążonego w mroku Los Angeles zawsze był fascynujący, mimo że znała go wręcz na pamięć a samo miasto już nie robiło wrażenia jak przed kilkoma laty gdy się tutaj przeprowadziła, to jednak nadal uwielbiała patrzeć na nie właśnie w takich wieczornych porach.
    Gdy słońce zachodziło, a kilkaset jak nie miliony świateł się rozpalało, by rozjaśnić mrok. Oglądanie tego, ze których wzgórz było pełno wokół miasta, a co za tym idzie wiele punktów widokowych, przyprawiało o nie tylko satysfakcje, ale także pewną nostalgię przypominając jej filmy, które oglądała, gdzie bohaterowie siadywali w takich miejscach i oglądali te widoki.
    Pamiętała te wszystkie filmy Disneya, które pochłaniała z dziewczynami, gdy były jeszcze nastolatkami gdy mogła cieszyć się względnym spokojem. Teraz już przybyło jej nie tylko lat, ale także życiowego doświadczenia, a mimo wszystko nadal potrafiło to ją w jakiś sposób ująć.
    — Mój dystans nie jest spowodowany tym, że nie chce mieć z tobą kontaktu — mówiła, przelotnie zerkając w bok na sylwetkę siedzącego tuż przy niej mężczyzny. — Muszę na nowo nauczyć samą siebie tobie ufać, a doskonale oboje wiemy, że to nie jest łatwe — przypomniała mu.
    Musiał przyznać jej w pełni racje. Mógłby się oszukiwać i mówić, że jest to proste i łatwe, ale w rzeczywistości takim nie było. Prawda była taka, że ich początkowa reakcja również nie była budowana spontanicznie nagle, wymagało to czasu a przede wszystkim lat, które na tym spędzili, teraz mogło wydawać się, że byli w znacznie lepszej pozycji, bo znali się od lat, a nie byli sobie obcymi ludźmi.  
    Ogromnie negatywnym czynnikiem miały jego słowa. Ktoś uzna, że to tylko tyle, ale dla nich aż tyle. Szczególnie kiepsko wyglądało gdyby ktoś postawił się na jej miejscu. Porzucona przez lata z egoistycznych pobudek, wydziedziczona przez własnego ojca, który absolutnie się tego nie wstydził, że tak ją traktował i nie sądziła, że największy cios, jaki może, otrzymać zyska, od której osoby de facto zaufała.
    Nie w ciemno, lecz pokładała w nim nadzieje i ogromną ufność, że w końcu może dzięki niemu zyskać coś, czego jej brakowało. On ją tym obdarował, pokazał, że mogą być rodziną, mimo tego, co zrobili ich rodzice, by potem zadać jej najgorszy cios, którego się nie spodziewa.
    — Nigdy sobie nie wybaczę tego co wtedy powiedziałem — przyznał z wyczuwalną goryczą w głosie, ale także sercu. — Wciąż zastanawiam się, co mnie wtedy naszło i szczerze? — zamilkł na moment.
    Zobaczyła, jak odwraca się w jej kierunku, a ona w nikłym świetle leżącej w oddali latarki, którą ze sobą zabrali, zobaczyła cień smutku na jego twarzy i to tego bardziej przygnębiającego.
    Zapewne w normalnych okolicznościach poczułaby skurcz w sercu i żal, lecz teraz zupełnie czegoś takiego nie odczuła. Nie chodziło o to, że nie odczuwała żadnej wrażliwości, ale nie mogła jej na chwilę obecną współdzielić wraz z nim i w tym tkwił problem.
    Nie umiała mu współczuć.
    — Nadal nie wiem i nie będą szukać eufemizmów, by się bronić. Powiedziałem to nie raz i pewnie wspomnę jeszcze kilka razy. Spieprzyłem po całości — powiedział bez krztyny wymuszania na kimś współczucia.
    Przyznawał się w pełni do własnych błędów, mówił wprost, że zniszczył więź z własną siostrą i kierowała nim własna głupota i niechęć do drążenia tematu dalej. Wolał uwierzyć przyjacielowi jego byłej żonie zamiast właśnie niej. Nawet jeśli wtedy był wobec niej podejrzliwy, bo jej zachowanie było niepokojące w pewnych momentach, to teraz gdy znał prawdę czasami, spoglądał w lustro ze wstydem.
    Gdyby właściwie nie Julia, Mike’a już dawno by z nimi nie było, a on ją osądził.
    — Kurde czemu jestem takim palantem — odezwał się w końcu.
    — Nie przeczę, mogłeś mieć nutkę wątpliwości, ale wystarczyło ze mną porozmawiać, w końcu o to cię prosiłam wtedy w areszcie o chwile rozmowy i wysłuchania mnie — mówił, spojrzała wprost na niego. — Prosiłam tylko o pięć minut, których mi nie dałeś — powiedziała, wyrzucając to w końcu z siebie.
    Odwrócił od niej spojrzenie, czując, jak w jego sercu pojawia się gorycz. Faktem było, że te kilka minut mogły zmienić wiele, lecz będąc pod wpływem tak silnych negatywnych emocji i narracji, która została ukazana przez byłą panią Sanders i jej małżonka nie myślał racjonalnie.
    Co wydawało się najśmieszniejsze, to jego własna partnerka mu to wytknęła, lecz nawet jej nie posłuchał.
    — Alice mówiła dokładnie to samo — odezwał się nagle, czując na sobie jej przenikliwe spojrzenie. — Była tam ze mną pod aresztem i uznała mnie za skończonego idiotę z resztą słusznie, że nie dałem ci nic wyjaśnić. W końcu przez to mnie rzuciła.
    — Czekaj rozstaliście się przecież…
    — Wróciliśmy do siebie, ale tak porzuciła mnie i nie jestem na nią o to zły, bo byłem totalnym ignorantem, który nie chciał posłuchać drugiej strony — mówił, podniósł głowę i popatrzył na rozświetlone miasto. —Uświadomiłem sobie to niestety zbyt późno — powiedział kwaśno. — Nawet nie jestem zaskoczony, że się na mnie wtedy tak wydarłaś na rozprawie — mówiąc to, oparł się rękoma o swoje zgięte kolana.
    — Wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? — zapytała.
    Odchyliła się i oparła się na swoich rękach podpierając o krawędź koca gdy dostrzegła jak spogląda w jej stronę.
    — Cala ta kolejka górska zaczęła się od mojego rozstania z Mikiem. Gdyby pewnie nie to, do części zdarzeń by nie doszło, ale do reszty owszem i tutaj głównie mówię o sytuacji z Clarkiem. To było oczywiste, że wróci, w końcu musiał wyjść z pierdla i obiecywał, że się zemści, co do reszty no tu los tak zdecydował.
    — Najbardziej mnie dziwi, żew tym całym szaleństwie przeoczyłem fakt, twojego małżeństwa. Mówiłaś, że…
    — Tak wiem, co mówiłam, praktycznie fakt skończyłam wtedy studia, ale mniej na uwadze, że przyjęłam zaręczyny Mike’a to, że spieprzył, cóż próbowałam ten związek ratować…
    — Tego nie zapomnę.
    — Najwyraźniejmiało się tak zdarzyć.
    — Ale tak szczerze bez uprzedzeń czy negatywnych stosunków, które miałem do tego faceta kwotę okazały się być mylne. Wspomniałaś, że poznałaś go na akcjach czy…
    — Nie to nie była wakacyjna miłość. Nigdy w takie bzdury jak miłość od pierwszego wejrzenia nie wierzyłam w tym przypadku, coś z tego było i my naprawdę się kochaliśmy. To nie było coś chwilowego czy spontanicznego, bo czuje gdy związek jest poważny i on taki był, mimo że początkowo byliśmy, jedynie parą kochanków to potem to się rozwinęło. I nim zapytasz o jakiekolwiek porównania odnośnie jego i Mike’a nie odpowiem na to pytanie, bo to byłoby skrajne głupie ich porównywać, to tak jakbym musiała porównywać związek z Clarkiem do Mike’a. Tak Sanders zjebał, ale nie był takim pomyleńcem jak Kent, więc nie generalizuje swoich związków oraz nie staram się porównać jednego partnera do drugiego. Każdy z nich ujął mnie na inny sposób.
    Było to dyplomatyczna odpowiedzieć, jakiej mogła w ogóle użyć oraz była w pełni ze zgodna. Nie lubiła gdy rozmawiała z obecnym partnerem o poprzednim. Dla niej to zupełnie inne relacje budowane na innych płaszczyznach dlatego jasno stawiała granice Mike’owi, mimo że on starał się dowiedzieć jak było jej z Ricardo, lecz nigdy się niej od tego nie dowie.
    Stawiała jasne granice, których musiał przestrzegać.
    — Więc nie jestem na czarnej liście.
    Rozbrzmiał ponownie głos Chestera, który zupełnie jak ona zapatrzył się w obraz nocnego miasta.
    — Jesteś na liście czyśćcowej, jak coś odwalisz to, spadasz, niżej więc radziłabym ci nie spaść niżej, nie chce znowu cię tracić — przyznała wprost, po czym oboje spojrzeli jednocześnie na siebie.
    Mogło być to zbyt śmiałe stwierdzenie, lecz było w pełni prawdziwe. Była na niego zła i tego nie ukrywała, był on jednak jej jedyną rodziną, której niemała. Tak nawarzył piwa, lecz zdecydował się je wypić i liczyła na to, że nie teraz może nie za kilka miesięcy, lecz za jakiś czas ponownie odbyła tamte relacje.
    Dla niego te słowa były mocno pokrzepiające, bo mógł w końcu zrozumieć, na czym stoi. Mimo że nie wydawało się, to zbyt łatwe to jednak wiedział, że istniała jeszcze realna szansa, by zaskarbić sobie jej zaufanie a co ważne serce.

    — No zgubiła — usłyszała po drugiej stronie zirytowany męski głos. — Moja przyjaciółka się postarała zmysły — powiedział sfrustrowany. — Czy ja ci mam przypomnieć, co ten skurwysyn ci zrobił? — wypalił nagle.
    — Tony to była moja przemyślana decyzja i nie życzę sobie, byś próbował mnie, uświadamiać o czymś, o czym doskonale wiem — rzuciła z wyczuwalną wściekłością w głosie, opierając nieco gwałtowne ręce na blat kuchenny. — W końcu to ja to przeżyłam — powiedziała dobitnie. — Jakbyś delikatnie o tym zapomniał.
    — Wiem o tym, ale jesteś skrajnie głupia, podejmując taką decyzję — mówił, unosząc znacząco głos.
    Nie mieli ostatnio zbyt łatwego czasu. Nie chodziło o fakt, że ich przyjaźń się rozwalała, lecz bardziej niezgodności odnośnie jej decyzji, a raczej tego komu zdecydowała się przebaczyć. Ona uważała ją za rozsądną, ówcześnie ją kilkukrotnie przemyślała, on miał zupełnie inny stosunek.
    Nie był zbytnio przychylny ani Chesterowi, ani tym bardziej Michaelowi, z którym tutaj można było wyczuć grunt już typowo wojenny, bo oboje za sobą nie przepadali to delikatnie rzecz ujmując stwierdzenie nawet jeśli ich początkowe stosunki były dobre to fakt co jej zrobili i jak skrzywdzili, mocno nadszarpnęło zaufanie Anthony’ego do nich i w pełni to rozumiała.
    Nie zmuszała go do tego, by znowu się polubili, szanowała ich dystans oraz jego niechęć i nie próbowała ich godzić, bo znając przyjaciela, to było niemożliwe. On daje tylko, jedną szansę a oni ją zmarnowali, lecz ona pokusiła się o to, by zyskali kolejną możliwość odkupienia, ale on zdawał się tego nie rozumieć.
    — Julio czy naprawdę po tym wszystkim znowu…
    — Anthony dałam im ostatnią szansę, owszem mogę tego pożałować, ale to ja będę wtedy mieć pretensje sama do siebie. Podjęłam tę decyzję nie dlatego że mnie przymuszono, ale dlatego, że z tym się przespałam, przemyślałam i podeszłam do tego z chłodną głową nie emocjonalnie. Gdybym faktycznie zachowała się, jak sugerujesz, już dawno bym im wybaczyła, zrobiłabym to już po rozprawie, a czy to zrobiłam? — zapytała, wpatrując się w kamerkę. — No nie, dlatego nie uważam, że masz prawo mnie w tak negatywny sposób oceniać, bo wybaczyłam im po kilku latach, a nie tak od razu i tak Mike i Chester jeden musiał, a drugi musi odbudować moje zaufanie wobec niego. A to nie jest proste, z Mike jestem od pół roku, ale praktycznie dwa lata zajęło mu, to bym mogła mu na nowo zaufać. Tony rozumiem twoją troską i bardzo ją doceniam, ale pozwól, że będę sama decydować o własnym życiu. Jestem już dorosła — przypomniała mu.
    — Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie rozumiem dlaczego — wyznał w końcu. — Oni… ich przewinienia nie są takie łagodne, ale te z trudniejszych, jak po tym wszystkim jesteś w stanie im przebaczyć.
    — Bo zrozumiałam, czym jest rodzina i zaufane osoby. Nie chodzi mi, że w tobie ufności nie pokładam, bo za tobą pójdę w ogień, ale pojęłam, co znaczy rodzina — powiedziała z brutalną szczerością.
    Potrzebowała lat, by w końcu pojął to słowo, które wydawało się jej kiedyś tak obce i niezrozumiałe. Ono przez jakiś czas kręciło się wokół niej, lecz nie rozumiała tego sensu oraz prawdziwego znaczenia, lecz wcześniejsze lata pozwoliły jej pokazać czym, tak naprawdę to jest i chyba w tym tkwił sendo, dlaczego zdecydowała się to zrobić.
    Bo chciała odzyskać bliskich.
    — Julio rozumiem, że pragniesz tego, szczególnie że sam tego nie posiadaliśmy, ale czy powinnaś ją kształtować z osobami, które tak mocno się zraniły? — zapytał wprost. — Jeden prawie posłał cię na lata za kratki, a drugi się ciebie wyparł — mówił z po wątpieniem.
    — Wiem i nadal mnie to boli, ale widzę, że próbują i chcą się zmienić. Starają się wynagrodzić to co zrobili i owszem mogłam ich stracić, w końcu to zrobiłam, ale w końcu uznałam, że może warto dać im szansę — powiedziała na głos swój wcześniejsze rozważania.
    Oparła się o krawędź blatu, przy którym stała i spojrzała na miniaturową wersję, która pojawiała się na ekranie telefonu i dokończyła swoją myśl:
    — Gdyby rzeczywiścienie starali się zmienić, nadal byliby takimi złamasami jak dawniej. Jest różnica między kimś, kto utknął w swoim kłamliwym przekonaniu a kimś, kto dostrzegł własne błędy i próbuje się zmienić. Tony ja uważam, że takim osobą należy dać szansę i możliwość. Nie dałabym tego osobą, które wierzą, że są wszechwiedzące i ich prawda jest tą ostateczną i co ważne nie umieli przepraszać a Mike i Chester przeprosili, poprosili o przebaczenie i zdeklarowali się, że się zmienią. Miałam niby tego nie dostrzec?
    — Julio i tak uważam, żeto nie rozsądny pomysł. Rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć, ale nie sądzę, by to było dla ciebie dobre. Ja nie chce, byś znowu była rozczarowana czy sfrustrowana, że ktoś ci wbił nóż w plecy.
    Nie wspomniał o płaczu, bo ona rzadko roniła łzy. Nawet wtedy gdy była w najbardziej paskudnym stanie nie potrafiła siedzieć i płakać. Fakt siedziała przygnębiona i przybita, ale chyba ostatni raz kiedy się popłakała to w momencie gdy jej rany się wygoiły po wszelkich operacjach a ona zobaczyła na nowo jak wygląda w swojej nowej skórze to był ostatni raz kiedy można było zobaczyć u niej łzy, ale one były tymi pełnymi szczęścia.
    Wychowanie praktycznie na ulicy nauczyło ją, że łzy to oznaka słabości i poddania się dlatego ona nie umiała płakać, zawsze była osobą stanowczą, twardą, która umiała trzymać emocje na wodzy, dlatego zobaczenie u niej łez graniczyło z cudem.
    — Szczerze pokładam twoje przekonania we wątpliwość, ale żeby potem nie było, że cię nie ostrzegałem.
    — Biorę to na siebie Tony i naprawdę nie zmuszam cię do tego, byś się z nimi lubił, jedynie, o co proszę, to byś uszanował moje zdanie.
    Słyszała po krótkiej chwili, jak cicho wzdycha najwyraźniej, pokonany nie chcąc prowadzić dłużej tej dyskusji. Powiedziała mu o sytuacji z Chesterem, dlatego tak się wściekł i tak rozumiała, że nie widział tej relacji, ale ona musiała iść dalej.