Saturday, April 25, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 35


    — Marzę, by znowu być dzieckiem — westchnęła cicho tuż po wejściu do samochodu. — Dorosłe życie jest do bani — mruczała z gniewem, zapalając auto i momentalne odpalając klimatyzacje.
    Nie znosiła, wręcz gardziła zajmowanie się papierami, a chyba co było najgorsze, to nie znosiła przyjeżdżać do tego miejsca, z którego właśnie przyszła. Spojrzała z niesmakiem na fasadę Internal Revenue Service, od których wyszła, muszą oddać w cholernych podatkach dość sporą sumę.
    — Chciałaś firmę, to teraz za nią płać — pomstowała na samą siebie.
    Nawet jeśli mówiła, że chętnie wróciłaby do tamtych beztroskich lat, to tak naprawdę nie zrobiłaby tego, może i dorosłe życie było, jakie było, jednak było ono znacznie lepsze niż to, w jakim bagnie musiała żyć.
    Narzekała to fakt, ale kto lubi przyjeżdżać i zwracać podatki do urzędasów gdy oni praktycznie nie dają jej nic na rozwój czy prowadzenie firmy i mimo że prowadziła ją z domu i nie musiała, podnajmować lokalu to mogło wydawać się niesprawiedliwe, że oni muszą oddawać pieniądze, które sami zarobili ciężką pracą.
    — Pieniądze by chcieli, ale pomóc… — urwała w momencie gdy zobaczyła jak na ekranie telefonu, który zawiesiła na rączce, pojawia się zdjęcie oraz imię ukochanego.
    Czuła jak kącik jej ust podnosi się nieznacznie do góry gdy sięgnęła do telefonu i nawet go nie chwytając, odebrała, przełączając na głośnik, chcąc skupić się wyłącznie na wyjście spod urzędu.
    — Część piękna, masz może chwile? — zagadnął ją.
    Słyszała w tle odgłosy rozmów, oraz śmiechów gdy ona przez moment nie odpowiedziała, zbyt skupiona, by się wykręcić, nie pomógł fakt gdy zobaczyła, jak za nią podjeżdża samochód i przystał bardzo blisko niej i musiała zmagać się z wykręcenie.
    — No palant — mruknęła gniewnie pod nosem, gdy zobaczyła, jak jadący za nią jego nawet nie drgnął, a bardziej się zbliżył — Kretynie nie widzisz, że wyjeżdżam — zaczęła się odgrażać w stosunku do tamtego kierowcy.
    — Czy…
    — Daj mi dwie minuty kotku — poprosiła, nie chcąc przez jakieś palanta doprowadzać do wypadku.
    W końcu wykręciła i wyjechała spod parkingu, widząc w lusterku tego samego kierowcę, który celowo ją zajeżdżał. Mimo że nie lubiła się tak zachowywać gestem dłoni, a raczej palca pokazała mu co o nim myśli. W końcu stanęła na wjeździe na parking urzędu i mruknęła.
    — Wybacz Mike, ale jakiś, bo inaczej nie mogę go nazwać, próbował doprowadzić do wypadku, bo nie umiał się cofanć gdy wdział, że wykręcałam — rzuciła markotnie. — Niektórzy powinni odebrać prawo jazdy!
    Była to dość śmiała wypowiedzieć, co prawda również była początkująca i również się uczyła, lecz wystarczyło spojrzeć w lusterku, by zobaczyć, że to byłą znacznie starsza osoba nawet od niej. Było to dla niej frustrujące ta wręcz nie ignorancja tych osób.
    — Typowe — usłyszała jego ciche westchnienie po drugiej stronie. — Skąd mi to znajome, wczoraj młody pajac zajechał mi drogę — wspominał. —Tutaj się z tobą zgodzę, jednak zmieniając temat. Gdzie jesteś?
    — Zapomniałeś? Musiałam dziś przyjechać do IRS, bo mnie ciągnęli o dwa dolary — mruczała sfrustrowana. — Musiałam pół miasta przyjechać, by dopłacić im zasrane dwa dolce — pomstowała.
    — Z nimi nigdy nic nie wiadomo — odezwał się w tle głos Brada. — Jednych potrafią ścigać o byle grosze a inni, którzy nie płacą podatków, ich się nie widzi. Bycie uczciwym obywatelem jednak jest przerąbane.
    — A to racja, mogliby w końcu, widząc się za tych, którzy są wyżej niż przypierdalać się do malutkich — stwierdziła, wyjeżdżając na drogę.
    — Zamiast gadać przez telefon, to powiedzcie jej, by przyjechała. Dam znać tym na dole by ją wpuścili nie będziemy gadać gdy ona będzie prowadzić. Wystarczająco czasu spędziła w szpitalach.    
    — Tutaj masz racje braciszku — powiedziała, skręcając na kolejnym skręcie. — W sumie i tak jestem, nie daleko to mogę wpaść. Chce ktoś coś z kawiarni? — zapytała.
    — Chciałem jej to zaproponować — usłyszała głos Mike pełen pretensji. — Widzę, jednak że umówiliście się pod moim nosem.
    — Nie masz o co się burzyć, Mike dobra będę za jakieś pół godziny. Tylko mi załatwcie wejściówkę — uprzedziła ich.
    Nie chcąc dłużej się rozpraszać, rozłączyła się, chcąc skupić się wyłącznie na drodze. Już o mało nie przypłaciła życiem, bo jakiś kretyn nie umiał jeździć, nie chciała kolejnego wypadku, szczególnie że miała już na swoim koncie jeden. Owszem był to wypadek motocyklowy i zapewne wielu na jej miejscu już nigdy więcej nie wsiedliby na motocykl, lecz nie ona. Nie umiała zrezygnować z czegoś, co tak kochała. Owszem potrzebowała czasu, by się z tym oswoić na nowo, ale nigdy nie porzuci jazdy na motorze, co stało się częścią jej własnej tożsamości. Aż zaczęła żałować, że zamiast przyjechać, jednośladem pchała się w najgorszą godzinę na miasto samochodem, lecz musiała, zawieś kilka obrazów, do wysyłki na motorze nie byłoby jej wygodnie.
    Wjechała na jedną z głównych autostrad, która powoli się przepełniała gdy tylko to zobaczyła, westchnęła cicho, mrucząc pod nosem:
    Przestała jednak się nad tym rozwodzić gdy stanęła w dość długim korki, który wiódł na jedną z główniejszych autostrad i gdy tylko się wychyliła, wręcz przeklęła pod nosem:
    — Chyba to nie będzie pół godziny a godzina — mruknęła, stając za jednym z pojazdów.
    Nie ukrywała tego, w jej sercu krył się sentyment do tego miasta, głównie przez pryzmat tego, że właśnie tutaj odnalazła własne szczęście przed wieloma laty, lecz absolutnie nie wymazywała tego, że nie miało w sobie wad i to ogromnych.
    Zwiedziła część miejsc na całym świecie i wydawało się to wciąż tak nie prawdopodobne, że przez te kilka lat była w różnych miejscach na świecie, lecz zawsze powracała z chęcią do tego miasta, mimo że tylko jego część była faktycznie tą reprezentacyjną, jednak przekonała się sama, że nigdzie nie jest idealnie, nie tylko poprzez opowieści swoich znajomych, którzy zwiedzali jakieś kraje, ale własne doświadczenie sam ich kraj miał niepowtarzalny urok w końcu, zwiedziła kilka stanów poprzez zawody, w których brała udział.
    Różnorodność nie tylko w samej naturze, która mogła się zmieniać zależności od stanów, ale także architektura oraz wpływ stylów z różnych wieków, oraz z okresu kolosalnego to było widoczne.
    Czasami lubiła powrócić wspomnieniami do poprzednich lat i zastanawiać się co by było gdyby rzeczywiście na jej drodze nie pojawił się on. Zapewne nie osiągnęłaby tego, co obecnie miała, bo zmiana drogi, którą podążała, miała kluczowy aspekt.
    Wjechała na autostradę po praktycznie dwudziestu minutach czekania w korku, który szedł tak wolno, że miała wrażenie, że stali w miejscu. Jeśli miałaby porównać, to chyba Nowy Jork był gorzej zakorkowany, bo tam praktycznie miasto częściowo stało w najgorszych godzinach, tutaj przynajmniej można było się ruszyć, lecz gdyby miała, być szczera owszem Nowy Jork ją ujął pod względem turystycznym, ale nigdy nie zdecydowałaby się tam zamieszkać, to gorzej zatłoczone miasto od Los Angeles i mówiła to jako osoba, która mieszkała tutaj od lat.
    Po jakimś czasie zjechała na zjeździe, który miał ją poprowadzić w okolice wytwórni. Praktycznie nie bywała tam często, bo wychodziła z założenia, że nie chciała im przeszkadzać w pracy, bywała tutaj głównie na odsłuchanie płyt czy gdy musiała coś załatwić. Szanowała jednak ich czas i fakt, że jednak byli w pracy, a nie na pogaduszkach, szczególnie że sama załatwiała sprawy około firmowe.
    Gdy tylko się zbliżyła, zobaczyła budynek wytwórni, nie ukrywała coś, co kiedyś zobaczyła, by z daleka teraz sprawiało jej problem. Przeklinała tego skurwysyna, który w tak znacznym stopniu przez fakt tego, że był niepoczytalny i pragnął zemsty, zniszczył jej zdrowie, a także uszkodził wzrok.
    Owszem soczewki go korygowały i pozwalały normalnie funkcjonować, jednak dla osoby, która nie miała z tym problemu przez znacząc cześć życia było to trudne do zaakceptowania i przyzwyczajanie się. Można ją uznać za marudę, jednak kiedy jeden skurwiel praktycznie doprowadza cię do śmierci i niszczy twoje ciało i zdrowie, gdy masz trudne dni, oczywistym, że czuje się sfrustrowanym oraz złym.
    Otrząsnęła się prędko z tych przemyśleń, nie chcąc się tak naprawdę nad tym rozwodzić. Powoli to przepracowała na terapii, chociaż nie było to łatwe pogodzenie się z tym co jej zrobił i co się wydarzyło, jednak starała się zacząć z tym żyć. Nie nigdy o tym nie zapomni, o czym ją ostrzegano w końcu, wciąż zmagała się z problemami sennymi i faktem, że wciąż bała się zasnąć gdy panowała zupełna ciemność. Musiała nauczyć się z tym funkcjonować i panować nad emocjami gdy powracały te wspomnienia.
    Skręciła w następnej chwili na wjazd na parking przy wytwórni i bez większej trudności znalazła miejsce. Wysiadając, zarzuciła sobie na ramię torebkę i powędrowała w stronę wejścia. Zobaczyła tuż przy wejściu spacerującego ochroniarza, którego rozpoznała z dalsza. Widywała go już tak wielokrotnie, że zdążyła się z nim zaznajomić.
    — Cześć Sean — powiedziała, będąc coraz bliżej.
    — Hej Julio, pewnie jak zwykle do chłopaków prawda? — zapytał przystając w momencie gdy stanęła tuż obok niego.
    — Ostatnio bywam tutaj zbyt często — skomentowała z rozbawieniem. — Ale tak mam coś dla nich — powiedziała, unosząc torbę z baggalami, a w drugiej ręce trzymała siatkę, w której dało się zobaczyć siedem kaw, które zostały, skutecznie zabezpieczone by się nie wylały.
    — Właściwie to mamy dla ciebie propozycje — odezwał się nagle Chester. — Dziewczyny już o tym wiedzą je mamy zaklepane, ale zostałaś jeszcze ty.
    — Co konkretnie sugerujesz? — zapytała, spoglądając na niego.
    — Jak wiesz, wkrótce wyruszamy w trasę — odezwał się Michael.
    Przytaknęła na te słowa, bo tak nie było to jej zupełnie obce, szczególnie że za dwa miesiące mieli wydawać płytę raczej normalne, że po każdej premierze wyruszali w trasę koncertową.
    — Chcemy zapytać, czy jedziesz z nami — wyrzucił z siebie.
    Zapadła momentalnie cisza gdy o tym wspomnieli. Ona zamarła w jednej chwili z kubkiem uniesionym ku górze. Chyba każdy zdawał sobie sprawę, że ten temat może być niezwykle delikatny dla niej. Ostatnim razem gdy z nimi pojechała, nie skończyło się to dla niej zbyt przyjemnie.
    Nie rozchodziło się jedynie o fakt, że częściowo podjęła się opieki nad nie własnym dzieckiem i po części została do tego przymuszona, jednak sama trasa nie była dla niej dobrym wspomnieniem. Musiała z wieloma tajemnicami się ukryć, milczeć na temat tego co działo się z Mike i zwyczajnie nie lubiła o tym wspominać. Było to dla niej bardzo, niekomfortowe co chyba każdy zdawał sobie sprawę.
    — Nie uważam tego za zbyt dobry pomysł — powiedziała ostrożnie, przerywając cisze. — Nie chce być nie uprzejma, ale raczej to głupi pomysł.
    — Julio, zdajemy sobie sprawę, co masz na myśli i twoje obawy są rozsądne — zaczął ostrożnie Rob. — Jest jednak zasadnicze, ale…
    — To prawda jest kluczowa różnica między tą, a tamtą trasą to fakt to był totalny nie wypał, że cię wtedy wzięliśmy — wtrącił się Dave.
    — Tym razem trasa nie obejmuje osób takich jak jego eks — Brad spojrzał wymownie na Michaela, który delikatnie się speszył. — A co chyba najbardziej istotne to nikt z nas nie ma dzieci dlatego, nie musisz się bać bycia darmową niańką. Właściwie może mi ktoś powiedzieć, czemu ta idiotka wepchnęła Julii własnego dzieciaka pod opiekę — zapytał na głos.
    — Chciała ją wykorzystać — odezwał się przez chwile milczący Sanders.
    Momentalnie poczuł na sobie spojrzenia swoich znajomych a on, mimo że poruszył się niespokojnie, to obiecał, że nie będzie milczeć w takiej sprawie.
    — Chciała wykorzystać to, że Julia jak to uznała, wepchnęła się na zaczepkę…
    — Czekaj chwila, myśmy jej zaproponowali udział jako przyjaciółki zespołu — odezwał się Joe.
    — I była jako moja siostra, a nie ktoś, kto został doczepiony na siłę, to myśmy jej to zaproponowali — wtrącił się Rivera. — Ta…
    — Dobra nie będziemy się kłócić na jej temat — weszła w pole dyskusji.
    — Ale prawda jest taka, że tak chciała ją wykorzystać w opiece i tak mogłem to powstrzymać, ale tego nie zrobiłem — przyznał w końcu z pokorą.
    Nikt w tej kwestii jednak nie zamierzał go bronić czy usprawiedliwić jego działać. Schrzanił po całości i w pełni się do tego przyznawał.
    — Dobra wracając. Julio teraz sytuacja jest zgoła inna, prócz nas całej ekipy oraz dziewczyn nie będzie nikogo, dlatego chcemy ci zaproponować i niestety musisz nam powiedzieć od razu, by Adam ogarnąć sprawy hotelowe i dodatkowego cateringu.
    — Pokoju nie liczymy, bo pewnie i tak będziesz spała z nim — mruknął Brad i skinął w stronę przyjaciela.
    Zamilkła na moment tak naprawdę nie widząc co o tym wszystkim myśleć. Owszem obiecała sobie po ostatniej trasie, że nigdy z nimi nie pojedzie na kolejną, bo czuła uraz wobec tego jak ją potraktowano z drugiej stronie nie było teraz na trasie nikogo kto mógłby być jej nieprzychylny w szczególności zazdrosnych byłych partnerek. Tutaj każdy był w związkach od lat, a reszta ekipy technicznej znała od paru lat.
    Popatrzyła na Mike’a, który wpatrywał się nią tymi swoimi uroczym spojrzeniem, jakby próbował w ten sposób, ją przekonać by się zgodziła, ona jednak zastanawiała się przez chwile i po długiej walce ze sobą w końcu powiedziała:
    — No dobra ale jeśli dojdzie znowu do jakieś krzywej sytuacji, ja kupuje bilet i wracam — ostrzegła ich.
 

No comments:

Post a Comment