— Nie zrozum mnie źle — zaczęła wolno, zapatrzona w widok przed sobą.
Obraz pogrążonego w mroku Los Angeles zawsze był fascynujący, mimo że znała go wręcz na pamięć a samo miasto już nie robiło wrażenia jak przed kilkoma laty gdy się tutaj przeprowadziła, to jednak nadal uwielbiała patrzeć na nie właśnie w takich wieczornych porach.
Gdy słońce zachodziło, a kilkaset jak nie miliony świateł się rozpalało, by rozjaśnić mrok. Oglądanie tego, ze których wzgórz było pełno wokół miasta, a co za tym idzie wiele punktów widokowych, przyprawiało o nie tylko satysfakcje, ale także pewną nostalgię przypominając jej filmy, które oglądała, gdzie bohaterowie siadywali w takich miejscach i oglądali te widoki.
Pamiętała te wszystkie filmy Disneya, które pochłaniała z dziewczynami, gdy były jeszcze nastolatkami gdy mogła cieszyć się względnym spokojem. Teraz już przybyło jej nie tylko lat, ale także życiowego doświadczenia, a mimo wszystko nadal potrafiło to ją w jakiś sposób ująć.
— Mój dystans nie jest spowodowany tym, że nie chce mieć z tobą kontaktu — mówiła, przelotnie zerkając w bok na sylwetkę siedzącego tuż przy niej mężczyzny. — Muszę na nowo nauczyć samą siebie tobie ufać, a doskonale oboje wiemy, że to nie jest łatwe — przypomniała mu.
Musiał przyznać jej w pełni racje. Mógłby się oszukiwać i mówić, że jest to proste i łatwe, ale w rzeczywistości takim nie było. Prawda była taka, że ich początkowa reakcja również nie była budowana spontanicznie nagle, wymagało to czasu a przede wszystkim lat, które na tym spędzili, teraz mogło wydawać się, że byli w znacznie lepszej pozycji, bo znali się od lat, a nie byli sobie obcymi ludźmi.
Ogromnie negatywnym czynnikiem miały jego słowa. Ktoś uzna, że to tylko tyle, ale dla nich aż tyle. Szczególnie kiepsko wyglądało gdyby ktoś postawił się na jej miejscu. Porzucona przez lata z egoistycznych pobudek, wydziedziczona przez własnego ojca, który absolutnie się tego nie wstydził, że tak ją traktował i nie sądziła, że największy cios, jaki może, otrzymać zyska, od której osoby de facto zaufała.
Nie w ciemno, lecz pokładała w nim nadzieje i ogromną ufność, że w końcu może dzięki niemu zyskać coś, czego jej brakowało. On ją tym obdarował, pokazał, że mogą być rodziną, mimo tego, co zrobili ich rodzice, by potem zadać jej najgorszy cios, którego się nie spodziewa.
— Nigdy sobie nie wybaczę tego co wtedy powiedziałem — przyznał z wyczuwalną goryczą w głosie, ale także sercu. — Wciąż zastanawiam się, co mnie wtedy naszło i szczerze? — zamilkł na moment.
Zobaczyła, jak odwraca się w jej kierunku, a ona w nikłym świetle leżącej w oddali latarki, którą ze sobą zabrali, zobaczyła cień smutku na jego twarzy i to tego bardziej przygnębiającego.
Zapewne w normalnych okolicznościach poczułaby skurcz w sercu i żal, lecz teraz zupełnie czegoś takiego nie odczuła. Nie chodziło o to, że nie odczuwała żadnej wrażliwości, ale nie mogła jej na chwilę obecną współdzielić wraz z nim i w tym tkwił problem.
Nie umiała mu współczuć.
— Nadal nie wiem i nie będą szukać eufemizmów, by się bronić. Powiedziałem to nie raz i pewnie wspomnę jeszcze kilka razy. Spieprzyłem po całości — powiedział bez krztyny wymuszania na kimś współczucia.
Przyznawał się w pełni do własnych błędów, mówił wprost, że zniszczył więź z własną siostrą i kierowała nim własna głupota i niechęć do drążenia tematu dalej. Wolał uwierzyć przyjacielowi jego byłej żonie zamiast właśnie niej. Nawet jeśli wtedy był wobec niej podejrzliwy, bo jej zachowanie było niepokojące w pewnych momentach, to teraz gdy znał prawdę czasami, spoglądał w lustro ze wstydem.
Gdyby właściwie nie Julia, Mike’a już dawno by z nimi nie było, a on ją osądził.
— Kurde czemu jestem takim palantem — odezwał się w końcu.
— Nie przeczę, mogłeś mieć nutkę wątpliwości, ale wystarczyło ze mną porozmawiać, w końcu o to cię prosiłam wtedy w areszcie o chwile rozmowy i wysłuchania mnie — mówił, spojrzała wprost na niego. — Prosiłam tylko o pięć minut, których mi nie dałeś — powiedziała, wyrzucając to w końcu z siebie.
Odwrócił od niej spojrzenie, czując, jak w jego sercu pojawia się gorycz. Faktem było, że te kilka minut mogły zmienić wiele, lecz będąc pod wpływem tak silnych negatywnych emocji i narracji, która została ukazana przez byłą panią Sanders i jej małżonka nie myślał racjonalnie.
Co wydawało się najśmieszniejsze, to jego własna partnerka mu to wytknęła, lecz nawet jej nie posłuchał.
— Alice mówiła dokładnie to samo — odezwał się nagle, czując na sobie jej przenikliwe spojrzenie. — Była tam ze mną pod aresztem i uznała mnie za skończonego idiotę z resztą słusznie, że nie dałem ci nic wyjaśnić. W końcu przez to mnie rzuciła.
— Czekaj rozstaliście się przecież…
— Wróciliśmy do siebie, ale tak porzuciła mnie i nie jestem na nią o to zły, bo byłem totalnym ignorantem, który nie chciał posłuchać drugiej strony — mówił, podniósł głowę i popatrzył na rozświetlone miasto. —Uświadomiłem sobie to niestety zbyt późno — powiedział kwaśno. — Nawet nie jestem zaskoczony, że się na mnie wtedy tak wydarłaś na rozprawie — mówiąc to, oparł się rękoma o swoje zgięte kolana.
— Wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? — zapytała.
Odchyliła się i oparła się na swoich rękach podpierając o krawędź koca gdy dostrzegła jak spogląda w jej stronę.
— Cala ta kolejka górska zaczęła się od mojego rozstania z Mikiem. Gdyby pewnie nie to, do części zdarzeń by nie doszło, ale do reszty owszem i tutaj głównie mówię o sytuacji z Clarkiem. To było oczywiste, że wróci, w końcu musiał wyjść z pierdla i obiecywał, że się zemści, co do reszty no tu los tak zdecydował.
— Najbardziej mnie dziwi, żew tym całym szaleństwie przeoczyłem fakt, twojego małżeństwa. Mówiłaś, że…
— Tak wiem, co mówiłam, praktycznie fakt skończyłam wtedy studia, ale mniej na uwadze, że przyjęłam zaręczyny Mike’a to, że spieprzył, cóż próbowałam ten związek ratować…
— Tego nie zapomnę.
— Najwyraźniejmiało się tak zdarzyć.
— Ale tak szczerze bez uprzedzeń czy negatywnych stosunków, które miałem do tego faceta kwotę okazały się być mylne. Wspomniałaś, że poznałaś go na akcjach czy…
— Nie to nie była wakacyjna miłość. Nigdy w takie bzdury jak miłość od pierwszego wejrzenia nie wierzyłam w tym przypadku, coś z tego było i my naprawdę się kochaliśmy. To nie było coś chwilowego czy spontanicznego, bo czuje gdy związek jest poważny i on taki był, mimo że początkowo byliśmy, jedynie parą kochanków to potem to się rozwinęło. I nim zapytasz o jakiekolwiek porównania odnośnie jego i Mike’a nie odpowiem na to pytanie, bo to byłoby skrajne głupie ich porównywać, to tak jakbym musiała porównywać związek z Clarkiem do Mike’a. Tak Sanders zjebał, ale nie był takim pomyleńcem jak Kent, więc nie generalizuje swoich związków oraz nie staram się porównać jednego partnera do drugiego. Każdy z nich ujął mnie na inny sposób.
Było to dyplomatyczna odpowiedzieć, jakiej mogła w ogóle użyć oraz była w pełni ze zgodna. Nie lubiła gdy rozmawiała z obecnym partnerem o poprzednim. Dla niej to zupełnie inne relacje budowane na innych płaszczyznach dlatego jasno stawiała granice Mike’owi, mimo że on starał się dowiedzieć jak było jej z Ricardo, lecz nigdy się niej od tego nie dowie.
Stawiała jasne granice, których musiał przestrzegać.
— Więc nie jestem na czarnej liście.
Rozbrzmiał ponownie głos Chestera, który zupełnie jak ona zapatrzył się w obraz nocnego miasta.
— Jesteś na liście czyśćcowej, jak coś odwalisz to, spadasz, niżej więc radziłabym ci nie spaść niżej, nie chce znowu cię tracić — przyznała wprost, po czym oboje spojrzeli jednocześnie na siebie.
Mogło być to zbyt śmiałe stwierdzenie, lecz było w pełni prawdziwe. Była na niego zła i tego nie ukrywała, był on jednak jej jedyną rodziną, której niemała. Tak nawarzył piwa, lecz zdecydował się je wypić i liczyła na to, że nie teraz może nie za kilka miesięcy, lecz za jakiś czas ponownie odbyła tamte relacje.
Dla niego te słowa były mocno pokrzepiające, bo mógł w końcu zrozumieć, na czym stoi. Mimo że nie wydawało się, to zbyt łatwe to jednak wiedział, że istniała jeszcze realna szansa, by zaskarbić sobie jej zaufanie a co ważne serce.
— No zgubiła — usłyszała po drugiej stronie zirytowany męski głos. — Moja przyjaciółka się postarała zmysły — powiedział sfrustrowany. — Czy ja ci mam przypomnieć, co ten skurwysyn ci zrobił? — wypalił nagle.
— Tony to była moja przemyślana decyzja i nie życzę sobie, byś próbował mnie, uświadamiać o czymś, o czym doskonale wiem — rzuciła z wyczuwalną wściekłością w głosie, opierając nieco gwałtowne ręce na blat kuchenny. — W końcu to ja to przeżyłam — powiedziała dobitnie. — Jakbyś delikatnie o tym zapomniał.
— Wiem o tym, ale jesteś skrajnie głupia, podejmując taką decyzję — mówił, unosząc znacząco głos.
Nie mieli ostatnio zbyt łatwego czasu. Nie chodziło o fakt, że ich przyjaźń się rozwalała, lecz bardziej niezgodności odnośnie jej decyzji, a raczej tego komu zdecydowała się przebaczyć. Ona uważała ją za rozsądną, ówcześnie ją kilkukrotnie przemyślała, on miał zupełnie inny stosunek.
Nie był zbytnio przychylny ani Chesterowi, ani tym bardziej Michaelowi, z którym tutaj można było wyczuć grunt już typowo wojenny, bo oboje za sobą nie przepadali to delikatnie rzecz ujmując stwierdzenie nawet jeśli ich początkowe stosunki były dobre to fakt co jej zrobili i jak skrzywdzili, mocno nadszarpnęło zaufanie Anthony’ego do nich i w pełni to rozumiała.
Nie zmuszała go do tego, by znowu się polubili, szanowała ich dystans oraz jego niechęć i nie próbowała ich godzić, bo znając przyjaciela, to było niemożliwe. On daje tylko, jedną szansę a oni ją zmarnowali, lecz ona pokusiła się o to, by zyskali kolejną możliwość odkupienia, ale on zdawał się tego nie rozumieć.
— Julio czy naprawdę po tym wszystkim znowu…
— Anthony dałam im ostatnią szansę, owszem mogę tego pożałować, ale to ja będę wtedy mieć pretensje sama do siebie. Podjęłam tę decyzję nie dlatego że mnie przymuszono, ale dlatego, że z tym się przespałam, przemyślałam i podeszłam do tego z chłodną głową nie emocjonalnie. Gdybym faktycznie zachowała się, jak sugerujesz, już dawno bym im wybaczyła, zrobiłabym to już po rozprawie, a czy to zrobiłam? — zapytała, wpatrując się w kamerkę. — No nie, dlatego nie uważam, że masz prawo mnie w tak negatywny sposób oceniać, bo wybaczyłam im po kilku latach, a nie tak od razu i tak Mike i Chester jeden musiał, a drugi musi odbudować moje zaufanie wobec niego. A to nie jest proste, z Mike jestem od pół roku, ale praktycznie dwa lata zajęło mu, to bym mogła mu na nowo zaufać. Tony rozumiem twoją troską i bardzo ją doceniam, ale pozwól, że będę sama decydować o własnym życiu. Jestem już dorosła — przypomniała mu.
— Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie rozumiem dlaczego — wyznał w końcu. — Oni… ich przewinienia nie są takie łagodne, ale te z trudniejszych, jak po tym wszystkim jesteś w stanie im przebaczyć.
— Bo zrozumiałam, czym jest rodzina i zaufane osoby. Nie chodzi mi, że w tobie ufności nie pokładam, bo za tobą pójdę w ogień, ale pojęłam, co znaczy rodzina — powiedziała z brutalną szczerością.
Potrzebowała lat, by w końcu pojął to słowo, które wydawało się jej kiedyś tak obce i niezrozumiałe. Ono przez jakiś czas kręciło się wokół niej, lecz nie rozumiała tego sensu oraz prawdziwego znaczenia, lecz wcześniejsze lata pozwoliły jej pokazać czym, tak naprawdę to jest i chyba w tym tkwił sendo, dlaczego zdecydowała się to zrobić.
Bo chciała odzyskać bliskich.
— Julio rozumiem, że pragniesz tego, szczególnie że sam tego nie posiadaliśmy, ale czy powinnaś ją kształtować z osobami, które tak mocno się zraniły? — zapytał wprost. — Jeden prawie posłał cię na lata za kratki, a drugi się ciebie wyparł — mówił z po wątpieniem.
— Wiem i nadal mnie to boli, ale widzę, że próbują i chcą się zmienić. Starają się wynagrodzić to co zrobili i owszem mogłam ich stracić, w końcu to zrobiłam, ale w końcu uznałam, że może warto dać im szansę — powiedziała na głos swój wcześniejsze rozważania.
Oparła się o krawędź blatu, przy którym stała i spojrzała na miniaturową wersję, która pojawiała się na ekranie telefonu i dokończyła swoją myśl:
— Gdyby rzeczywiścienie starali się zmienić, nadal byliby takimi złamasami jak dawniej. Jest różnica między kimś, kto utknął w swoim kłamliwym przekonaniu a kimś, kto dostrzegł własne błędy i próbuje się zmienić. Tony ja uważam, że takim osobą należy dać szansę i możliwość. Nie dałabym tego osobą, które wierzą, że są wszechwiedzące i ich prawda jest tą ostateczną i co ważne nie umieli przepraszać a Mike i Chester przeprosili, poprosili o przebaczenie i zdeklarowali się, że się zmienią. Miałam niby tego nie dostrzec?
— Julio i tak uważam, żeto nie rozsądny pomysł. Rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć, ale nie sądzę, by to było dla ciebie dobre. Ja nie chce, byś znowu była rozczarowana czy sfrustrowana, że ktoś ci wbił nóż w plecy.
Nie wspomniał o płaczu, bo ona rzadko roniła łzy. Nawet wtedy gdy była w najbardziej paskudnym stanie nie potrafiła siedzieć i płakać. Fakt siedziała przygnębiona i przybita, ale chyba ostatni raz kiedy się popłakała to w momencie gdy jej rany się wygoiły po wszelkich operacjach a ona zobaczyła na nowo jak wygląda w swojej nowej skórze to był ostatni raz kiedy można było zobaczyć u niej łzy, ale one były tymi pełnymi szczęścia.
Wychowanie praktycznie na ulicy nauczyło ją, że łzy to oznaka słabości i poddania się dlatego ona nie umiała płakać, zawsze była osobą stanowczą, twardą, która umiała trzymać emocje na wodzy, dlatego zobaczenie u niej łez graniczyło z cudem.
— Szczerze pokładam twoje przekonania we wątpliwość, ale żeby potem nie było, że cię nie ostrzegałem.
— Biorę to na siebie Tony i naprawdę nie zmuszam cię do tego, byś się z nimi lubił, jedynie, o co proszę, to byś uszanował moje zdanie.
Słyszała po krótkiej chwili, jak cicho wzdycha najwyraźniej, pokonany nie chcąc prowadzić dłużej tej dyskusji. Powiedziała mu o sytuacji z Chesterem, dlatego tak się wściekł i tak rozumiała, że nie widział tej relacji, ale ona musiała iść dalej.
No comments:
Post a Comment