Sunday, April 19, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 34


    — Czekaj, czyli w ramach umowy otrzymujesz od nich najnowszą wersjęmotocykla?
    Studio, któreprzeważnie było dosyć hałaśliwe, teraz wydawało się nadmiernie spokojne. Nie można było się dziwić, skoro cała grupa tuż po jej przyjściu zdecydowała się na krótką przerwę, jak to określili, a raczej byli na tyle wścibscy, że pragnęli dowiedzieć się więcej na temat jej rozmowy, z której właśnie wracała.
    Trudno było przed nimi ukryć fakt, jej współpracy z marką, ponieważ dwoje z nich nie potrafiło zachować tego w tajemnicy. Szczególnie że specjalnie im nie zabraniała mówić, dlatego gdy tylko weszła do jednego ze studiów Warner Bros, w którym przeważnie urzędował zespół, nie była zdumiona gdy została zalana falą pytań jak po tym spotkaniu.
    — Sama byłam tym zaskoczona — przyznała, delikatnie odwracając się w fotelu i spojrzała w stronę Roba oraz Brada, którzy stali za biurkiem gdzie zazwyczaj stał firmowy komputer, który przeważnie był używany przez Shinodę. — Raczej zdajecie sobie sprawę, nawet jeśli go otrzymał na własność i tak muszę się w nim pokazywać.
    — Czysta forma reklamy dla firm — wtrącił się Joe. — Czasami taki cichy marketing może być tym najlepszym — dokończył swoją myśl. — Wielokrotnie my z tego też korzystamy, nawet jeśli pojawiają się posty na mediach to nawet takie zwyczajne bycie w ubraniach z merchu potrafią wiele zdziałać. Tutaj dzięki temu możesz zachęcisz innych do kupna tego modelu jeśli będą nim zainteresowani, a ciebie śledzą. To raczej normalne w marketingu — mówił.
    — Ja nie mówię, że mam coś przeciwko temu, jednak nie ukrywam, było to dla mnie trochę zaskakujące, bo takie motocykle swoje kosztują, a ja dostaje je za darmo — tłumaczyła spokojnie.
    — Bo przyzwyczaiłaś się, że za wszystko płacisz — wtrącił się nagle Mike, który w końcu oderwał się od komputera.
    — Dziwimy się temu, ile ona na motocykle już wydała — wtrącił się nagle Bennington. — Jazdę ma już od dziewiętnastki więc to już nie idzie w tysiące, ale setki tysięcy.
    — Czy ja wam — zastanawiała się na głos. — Może wartość niektórych może być liczona w setki, ale czy wydałam aż tyle.
    — Może nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że sporo na to poszło — wtrącił się wokalista i ostrożnie oparł się na jednym z głośników. — Wszyscy tutaj wiemy, że odkąd tylko miałaś osiemnaście lat, wkręciłaś się w nie. Licząc licencję, która musiałaś wyrobić oraz motocykle, które potem kupowałaś no trochę, to kosztowało. Jeśli się nie myślę pierwszy motocykl, kupiłaś za ponad siedem tysięcy dolarów, to już coś mówi, a gdzie liczyć pozostałe oraz te złomy, które potem zaczęłaś kolekcjonować.
    — Może i to złomy, ale tutaj bardziej się liczy ich wartość po odnowieniu. Rozmawialiśmy na ten temat już parę razy.
    — Fakt, ale dalej mnie to zaskakuje, że tak cię to wcisnęło. Raczej nikt z nas by nie przewidział tego, że będzie się tym aż tak pasjonować.
    — No bo jak to artystka potrafi być motocyklistka — zacytowała pewne słowa, które usłyszała na swój temat.
    — Tak samo jak artysta może być raperem — wtrącił się niespodziewanie siedzący obok niej ukochany.
    — No ale nie daleko leży artysta od muzyka, więc…
    — Raczej rzadko się takie zestawienie spotyka — wtrącił się Mike, ponownie jak to zawsze umniejszając swoim osiągnięciom.
    Z trudem wręcz pohamowała się przed tym, by nie wywrócił oczami. Zobaczyła jak Bennington spogląda w jej kierunku i uśmiecha się w ten dość charakterystyczny sposób. Wyglądał tak jakby, domyślił się, co chodzi jej po głowie.
    Czuła się wprost zirytowana za każdym razem gdy musiała wysłuchiwać tego, w jaki sposób Michael siebie postrzega. Tutaj już nie chodziło o jego brak pewności siebie, którego nie posiadał, była ona mocno zachwiana i mimo że głośno o tym nie mówił. Mając tę świadomość, że do tej pory mimo tego, co wydarzyło się w ich życiu, nie miał odwagi, by skorzystać z pomocy specjalistów, mogła się domyślać, że takie aspekty zdrowia psychicznego są zaniedbane, lecz tutaj nie w tym tkwił problem. Nawet nie wspominając tego co się wydarzyło, pamiętała, że słyszała to wciąż od niego, jak powtarza to jak jakiś zdarta płytę.
    Czemu w takim to ją tak frustrowało?
    Problem leżał w nim samym. Był jednym z najbardziej utalentowanych muzyków oraz producentów swojego pokolenia i nie można było mu odmówić, że nie miał realnego wpływu na rynek muzyczny i mimo tych osiągnięć to jak jego nazwisko z każdym rokiem w branży staje się silniejsze on wciąż nie może dostrzec w sobie tego kim jest. Można stwierdzić, że był skromny, lecz irytującą myślą był fakt, że gdy ona sama zmagała się z podobnym poczuciem za każdym razem słyszała to jak starał się jej postrzeganie samej siebie zmienić i pokazać jej swoją własną wartość, a ona od lat słyszy od niego, to samo mimo licznych rozmów gdzie próbowała mu uzmysłowić jego wartość.
    — Mike chyba zapaliłeś lad — zaśmiał się Dave, widząc minę ich wiole letniej przyjaciółki.
    — Mogłabym się co prawda wściekać czy krzyczeć na niego, ale nie zrobię tego — powiedziała spokojnie. — Ilekroć będę to powtarzać ja nie zmienić jego postrzegania. Walczyłam z tym przez lata i chyba czas zrozumieć, że on zawsze będzie tak mówił — skomentowała, wpatrując się w niego bardzo przenikliwym spojrzeniem.
    Widziała, jak odwraca twarz, jakby obawiając się na nią zerknąć. Ona jedynie westchnęła i zwróciła się do pozostałych:
    — Co ja mogę zrobić no nie wiele. Nawet jeśli mam jakiś wpływ, tego chyba raczej nigdy nie zmienię.
    — Zeszliśmy z tematu — odezwał się nagle Mike. — Właściwie kiedy masz do nich przyjechać? — zagadnął, odwracając się bezpośrednio do niej.
    — Mówili, że za maks dwa dni, ale chyba będę potrzebować małej podwózki — powiedziała, ponownie delikatnie odwracając się w fotelu.

Dzień później
Wieczór

    — Naprawdę musisz iść.
    Dobiegł ją dość jękliwy głos w chwili gdy wróciła do garderoby. Westchnęła cicho, czując jak jej ramiona, opadając, próbując powstrzymać pomruk irytacji. Była już nieco przemęczona tym, że od ponad pół godziny jej facet próbował ją nakłonić do tego, by została w domu.
    Dlaczego?
    Powód był banalny, wystarczyło, tylko to by założyła na siebie swój standardowy kostium do treningów, by rozbudzić w nim pragnienia oraz pożądanie, które nawet nie było dla niej zaskakujące. Nawet po tym gdy wrócili do siebie po latach, w tej kwestii nadal się nie zmienił, co było nieco zabawne.
    Nie musiała się nawet natrudzić, wystarczyło, że założyła skórę by on jedyne, o czym myślał, to jak nakłonić ją do zostania i oczywiście, zaciągnięcia ją do łóżka. Nie zliczy, ile sytuacji się wydarzyło, w których się łamała i zostawała, rezygnując z wyścigów, bo on był zbyt napalony. Owszem sama nie była idealna i często lubiła go prowokować, lecz dzisiejszego wieczora nawet nie myślała o tym, by specjalnie go pokusić. Miała jeden z ważniejszych treningów, na których musiała być dlatego, nie wchodziło w grę, zostanie w domu.
    — Mike w tej chwili jesteś nieznośny — rozbrzmiał jej mocno podirytowany głos. — Czy musimy znowu przechodzić przez to samo? — mruczała.
    Podeszła do jednej z szafek, na których leżały jej rękawiczki. Sięgnęła po nie, po czym wróciła do sypialni, w której na jej podwieszanym fotelu wylegiwał się on a na jego kolanach leżała Junka tuż przy jego stopach ułożył się Jay, który wyglądał, jakby powoli zasypiał. Walter i Cindy oczywiście wylegiwali się na łóżku, korzystając z jej nieobecności.
    Czasami gdy spoglądała na ten obrazek, nie docierało do niej, jakie spokojnie życie mogła wieść. Jeszcze ponad dwa lata temu jedynym jej marzeniem w pewnym okresie było zobaczenie, chociaż odrobiny światła, teraz to wszystko wydawało się takie zwykle, normalne, jakby nie miała za sobą widma ogromnej tragedii, która na jakiś czas ją naznaczyła.
    Może to był tylko eufemizm, lecz po takich wydarzeniach coś, co kiedyś wydawało się takie normalne, schematyczne docenia się bardziej szczególnie gdy była na krawędzi życia i śmierci. Samo wspomnie, sprawiło, że czuła jak po jej ciele przemknął nieprzyjemny dreszcz. Prędko jednak otrząsnęła się z tych myśli i skupiała się na nim. Tym który o niemal nie przypłacił życiem za szaleństwo byłej żony oraz sam był wręcz w batowej sytuacji.
    Można było zarzucić jej, że była idiotką, bo dała mu kolejną szansę, a może po prostu gdy zrozumiała prawdę i dowiedziała się, że nie doszło do żadnej zdrady, spojrzała na tę sprawę nieco inaczej. Czasami gdy tak o tym rozmyślała. Nie mogła uwierzyć, jak wiele przez ten czas się zmieniło. Patrzyła na to wręcz w takim niedowierzaniu i zadawała sobie pytanie. Czy to możliwe by wydarzyło się to właśnie im. Potem gdy przypomniała sobie ból i cierpienie, z jakim musiała się zmierzyć, to już przestało być tylko mrzonką, lecz czymś realnym?
    — Czy ja proszę o tak wiele?
    Jego głos momentalnie sprowadził ją na ziemię. Popatrzyła na niego, delikatnie podpierając dłonie o biodra i spojrzała na niego znacząco, gdy on utkwił w niej to swoje wręcz niewinne spojrzenie. Oczy zbitego kotka. Pokręciła delikatnie głową, nie dowierzając w tego faceta. On potrafił ją zaskoczyć, z jednej strony miała poważnego dorosłego faceta po trzydziestce z drugiej kogoś, kto wydawał się jego przeciwieństwem.
    — To tylko…
    Delikatnie pokręciła palcem, nie dając mu dokończyć, doskonale wiedząc, co miał na myśli:
    — Wiem, co zaraz powiesz, tylko ten jeden raz — powiedziała, wręcz go naśladując. — Wiemy oboje, że na jednym razie się nie skończy — zderzyła ich obojga z brutalną rzeczywistością.
    Nie dało się ukryć, szaleństwa łóżkowe nie były im obce i nie potrafili, nigdy nie powiedz dość. To również pokazywało, że erotyzm w ich przypadku nie zawodził, trudno by było gdy oboje nie potrafili poczuć niechęci do siebie, wciąż widzieli w sobie namiętnych kochanków, którzy wykorzystywali każdą chwilę, by tylko się pobawić i w tym tkwił chyba ich klucz do udanego życia łóżkowego, nawet gdy teraz musieli zacząć poznawać się na nowo i siebie uczyć, czuła, że to kwestią czasu gdy wrócą do tej dawnej formie, którą mieli.
    — Ranisz — marudził pod nosem.
    — Czyżby? — zastanawiała się na głos. — I wcale nie chcesz mnie urobić, tylko po to, bo chcesz mnie rozebrać? — zastanawiała się na głos.
    Widziała, jak pośpiesznie zaczyna kręcić głową, starając się temu zaprzeczyć, lecz cień uśmiechu, który pojawił się na jego ustach, był zbyt charakterystyczny, by go nie pomylić. Nie była w stanie ukryć uśmiechu, który pojawił się na jej ustach gdy tylko zobaczyła jego minę — tę, którą tak dobrze kojarzyła. W której starał się wyglądać, jak nie winietko a prawda była taka, że oboje widzieli, co chodzi mu po głowie, od dłuższej chwili.
    — Tylko raz — nadal nalegał.
    — A potem drugi, trzeci i kolejny prawda koteczku? — spytała z naciskiem na ostatnie słowa.
    Widziała, jak odwraca głowę, nie chcąc spojrzeć jej w oczy, lecz to tylko było potwierdzeniem jej słów. Mogłaby oszukiwać ją na każdy dowolny sposób, lecz ona doskonale wiedziała, do czego to dąży.
    — Julio skarbie proszę — błagał ją.
    — Nie a na pewno nie przed treningiem — zastrzegła od razu. — Jeżeli będziesz na tyle grzeczny, to może się zastanowię, jak wrócę — powiedziała, przeciągając kilka słów. — Ale teraz muszę już iść.
    Odwróciła się ostrożnie i już miała wychodzić gdy niespodziewanie usłyszała za sobą jego głos:
    — Mówiłem, że się z tym nie zgadzam — odezwał się nagle ze stanowczością w głosie.
    Spojrzała przez ramię, tak by na niego popatrzeć i z lekkim uśmiechem powiedziała:
    — Słyszałam to już wielokrotnie, czy wtedy cię słuchałam? — zadała dość podstawowe pytanie.
    — Nie — mruknął w odpowiedzi. — Uparta jesteś — mruczał gniewnie.
    — Nie po prostu konsekwentną. Gdy coś obiecałam, chce tego słowa dotrzymać — wyjaśniła. — Co ja ci tłumaczę, dobrze mnie znasz. Wiem, odpłacisz mi za to, ale to jak wrócę, na razie spadam, a jak zamierzasz tak siedzieć, to mieszkanie jest do twojej dyzpozcyji a jeśli wrócisz do siebie…
    — Dam ci znać — dokończył za nią. — Tak na ciebie poczekam, chociaż wolałabym się tobą zająć — protestował.
    Nie odpowiedziała na jego uwagę, tylko mu odmachała, po czym opuściła mieszkanie. Stukot jej butów odbijał się o ściany apartamentowca gdy schodziła na dół podczas gdy on delikatnie westchnął i patrząc na otwarte drzwi gdzie jeszcze, przed którą chwila ją widziała, oparł się na dłoni i wymruczał.
    — Zapłacisz mi za to!

No comments:

Post a Comment