Saturday, June 14, 2025

V 35 — TO ŁAMAŁO ICH SERCA

    — Julio czy naprawdę uważasz, że podejmujemy to twoja ostateczna decyzja? — spytał z nieukrywanym przejęciem.
    Nie potrafił się oszukiwać, nawet jeśli by próbował, trudno było mu pogodzić się z myślą, a bardziej z wizją odejścia od kobiety, którą tak kochał. Z jednej strony rozumiał jej postępowanie, jej strach, obawy, które nią targały, jednak nie umiał pojąć czemu, pragnie zniszczyć to głębokie uczucie, które ich łączyło.
    Mogła go okłamywać, czy oszukiwać, ubierać kolejne maski, by próbować zatuszować swoje prawdziwe oblicze, jednak nie potrafił być krótkowzroczny i nie dostrzec faktu, że sama męczy się z tym, a właściwie bije się z myślami, czy postępuje słusznie. W jego opinii była to skrajna głupota, bo przez ostatnie miesiące nawet nie dał jej powodu do zwątpienia, dbał o nią i się troszczył, bez względu na wszystko.
    Nie robił tego ze współczucia, że było mu po prostu jej żal, wręcz zmuszał się do tego, by z nią być, bo we wtedy zaprzeczył sam sobie. Był u jej boku, wspierając jej i pomagając, bo w jego sercu nadal palił się żar miłości, który ich połączył przed ponad półtora rokiem, nie przygasł on ani na moment, nawet w chwili, gdy patrzył na okaleczoną przez kwas twarz, to nie sprawiło, że poczuł do niej niechęć czy obrzydzenia, wręcz przeciwnie, każdego dnia kochał ją jeszcze bardziej.
    Jego słowa przysięgi, które złożył przed nią i urzędnikiem stanu cywilnego nie były tylko pustymi słowami, które musiał powtórzyć a faktycznymi słowami, które deklarowały jego szczere uczucie względem tej młodej artystki. Nigdy nie zwątpił, w nich, nie chciał jej zostawiać nawet w ten najgorszym okresie, gdy nie miał pojęcia czy policja odnajdzie ją żywą.
    On nigdy nie stracił swojej przekonania, że wróci ona do niego.
    I nie potrafił zrozumieć, tego co właśnie im robiła. Czy czuł wobec niej wściekłość? Nie! Po prostu pragnął, nie potrafił pojąć czemu, spisywała ich wspólne życie na zupełną stratę. Czy nie udowodnił jej przez ostatnie tygodnie, że nie ma dla niego znaczenia wygląd zewnętrzny, wręcz doskonale wiedział, czemu jej twarzy pokrywa pomarszczona i poniszczona skóra, byłby skończonym kretynem gdyby obwiniał ją za to i zdecydował się odejść tylko z tak błahego powody?
    Owszem początkowo ludzie zwracają uwagę na wygląd zewnętrzny jednak z czasem gdy poznaje się go bliżej, przestaje to mieć aż tak ogromne znaczenie, bo poznajmy go bliżej, jego charakter to, kim jest i to cechy, które sprawiają, że zaczynamy być w tej osobie zauroczeni, by potem ją pokochać i to dla niego się liczyło.
    I tak, mimo że widział jej drastyczną zmianę w jej osobowości, widział, jak przygasła, stała się cichsza, wycofana wręcz nieufna nawet wobec niego, to nie był głupcem, który nie wiedział, że tak mocno traumatyczne przeżycia, wręcz koszmar, jaki musiała, znieś, nie mają wpływu na psychikę ludzką a jej tym bardziej więc byłby kompletnym ignorantem gdyby wyrzucał jej tak istotny fakt, że mierzyła się naprawdę z ciężkimi chwilami w życiu, radzeniem sobie ze wspomnieniami, swoją samooceną, będąc pod opieką psychiatry i terapeuty musiała przepracować wszystko, co musiała przejść w tym piekielnym miejscu. Znęcanie się czy to fizyczne, czy psychiczne nad nią co miało drastyczny wpływ na nią. Dlatego zapewniał jej oparcie i prosił, by nie przejmowała się tak mało istotnymi rzeczami jak codzienne zmartwienia i skupiła się na leczeniu.
    Dlatego nie potrafił zrozumieć jej postępowania i czemu im to robiła.
    — Ricardo, czy nie rozmawialiśmy już na ten temat? — spytała, a on w jej tonie głosu wyczuł lekką frustrację, którą starała się ukryć.
    Nie udało się jej zbytnio ukryć swojej irytacji gdy po raz kolejny powrócił do tego tematu. Wiedziała, że czuł się niesprawiedliwe potraktowany przez nią i mimo że powtarzał wciąż, że nie ma do niej żalu, to czuła, że w głębi jego serca pojawia się złość wobec niej, a raczej jej pragnienie rozstania.
    Nie zamierzała zaprzeczać czy ujmować mu, że nie okazał jej przez ostatni czas żadnego wsparcia, bo praktycznie mogła powiedzieć, że zachował się wręcz wzorowo, jednak jej przenikliwy strach nie pozwalał dłużej trzymać go przy sobie. Mógł deklarować się, że jej brzydota nie jest dla niego istotna i może faktycznie tak było, jednak dało się zaprzeczyć temu, że ona tak siebie nie postrzegała, a w jej głowie tkwiła obawa, że może po czasie jednak być zastąpiona przez atrakcyjniejszą dziewczynę.
    Nie powiedziała mu tego głośno, jednak chciała dać mu możliwość rozwoju i pójścia swoją drogą. Zasługiwał na to, a nie tkwienie przy niej.
    — Tak, ale nadal uważam, że postępujemy nie właściwie — wyrzucił z siebie — Czy naprawdę uważasz, mnie za takiego głupca bym nie domyślał się, czego się boisz?
    Poderwała momentalnie głowę i spojrzała w głąb jego oczu. Ujrzała w nich pewność, a zarazem coś na wzór wściekłości. Nieukrywanej złości, a zarazem stanowczości. Nie mogła przez moment oderwać oczu od jego intensywności jego ciemnych tęczówek, na moment zapadła między nimi głucha cisza, która wkrótce została przerwana przez pewny głos:
    — Julio, czy uważasz, że oszukiwanie mnie jest słuszne. Wiem, co siedzi w głębi twojego serca, rozumiem twoje obawy. Ty zapewne myślisz, że jestem ignorantem i nie dostrzegę tego, że zwyczajnie obawiasz się sytuacji, w której ja zdecyduje się porzucić cię dla atrakcyjniejszej kobiety, ale czy chociaż przez moment dałem ci powód, by tak myśleć? — spytał wprost.
    Czyżby się właśnie myliła?
    Właśnie tego tak skrycie się bała, a on powiedział to wprost. Tak starała się ukryć jakiekolwiek oznaki, które mogłyby świadczyć, że myśli o tym, jednak on wykazał się spostrzegawczość a bardziej nietrudno było mu się domyśleć co kłębi się w jej głowie gdy za każdym razem widział ją zapłakaną stojącą przed lustrem wtedy gdy docierało do niej jak wyglądała. Wykazywał się ogromną empatią i troską i ciągle powtarzał, że jest piękna i nie zamierzał naciskać na prędką zmianę i powrót do dawnej siebie, bo rozumiał, że to stopniowy proces, który wymagał czasu.
    — I nie chce słyszeć, od ciebie uwag, że obecnie tak mówię, a za jakiś czas to się zmieni — uprzedził ją, nim zdołała otworzyć usta — Pokochałem cię nie za wygląd, ale to jaka byłaś, że…
    — Właśnie — weszła mu niespodziewanie w słowo — Byłam taka, teraz jestem inna!
    — Owszem, ale ja nie winię cię za to, że stałaś się tak mocno strachliwą osobę. Nie jestem głupcem, który wiedział, co przeszłaś i tak najważniejsze było dla mnie dawne życie. Może jestem młody, mogłaś odebrać mnie różnie przy naszym pierwszym spotkaniu, ale czegoś mnie nauczono. Nie opuściłbym cię nawet gdy stanęła tutaj jakaś najpiękniejsza kobieta świata, bo ja już taką widzę przy sobie, ale ona chce mnie zostawić i tego nie jestem w stanie zrozumieć.
    — Ricardo, nie będę ci ujmowała, że nie troszczyć się o mnie, ale doskonale wiem, jak ciężki to jest dla mnie ciężki okres. Przechodziłam podobny etap w swoim życiu i byłam po prostu nieznośna. Wiem, jakie miałam wtedy myślenie, wiem, co tkwi w mojej głowie teraz i nie chce cię ciągnąć za sobą. Nie zasługujesz na to, tak nadal cię kocham i nie będę udawała, że tak nie jest, ale wiem, że ten okres jest ciężki. Nie chce, byś obserwował, mój moralny upadek, moją klęskę! — dokończyła ze smutkiem.
    — Widzę, że masz bardzo niskie mniemaniu o mnie…
    — Nie chodzi o ciebie Ricardo — wtrąciła się mu w połowie zdania i spojrzała na niego z powagą — Ale o mnie. Ty nie jesteś winy temu, że kłamałam przez cały okres, że nie zakończyłam pewnych spraw, zanim nie wdałam się w kolejne relacje. To był mój błąd, za który płace.
    — Słucham? — spytał wprost oburzony — Uważasz, że ty spłacasz jakiś dług? Julio, to, że ten skurwysyn jest skończonym zdemoralizowanym człowiekiem bez żadnego kręgosłupa moralnego i obrał sobie ciebie za cel, nie znaczy, że ty masz jakieś zadłużenie wobec życia, czy czegokolwiek. To głupota, bo jedynym winnym jest ten skurwysyn — nie gryzł się w język.
    Nie zamierzał ubierać w piękne słowa, tego sukinsyna, który zniszczył mu żonę. Nie zamierzał pluć jadem na tego szatana gdy wiedział, jak po miesiącach od tego gdy policja ją odnalazła i ocalić od tego potwora dalej obwinia się za to wszystko.
    — Byłaś nastolatką, która miała prawo być zagubiona w życiu, a on to po prostu przeczenie wykorzystał! Miałaś prawo sobie życie ułożyć, a on tak powinien gnić dawno w więzieniu, jednak teraz tamto życie nie powinno mieć wpływu na nas, nasze życie, ale jak widzę ma — dodał ze smutkiem w głosie.
    — Ricardo, wiem, że jesteś rozgoryczony, ale nie potrafię radzić sobie sama z sobą, a co dopiero myśleć o tobie, o nas. Wiem, że moja decyzja może być dla ciebie szokująca i niesprawiedliwa, ale…
    — Nie zdecydujesz się z niej wycofać — skończył za nią — Wiem i to mnie najbardziej boli, że kobieta, którą tak szczerze kocham, zdecydowała się mnie porzucić, w chwili gdy najbardziej potrzebuje wsparcia i pomocy. Czy jednak jesteś w stanie coś zrobić? — spytał wprost, odwracając się w stronę przedniego okna samochodu.
    Z trudem udało mu się ukryć, łzy, które cisnęły się mu do oczu. Był osobą, która umiała zapanować nad emocjami. Potrafił je poskromić i nie poddawać się im tak bardzo, zupełnie jak Julia przed paroma miesiącami. Należeli do osób, które nie podawali się presji skrajnych uczuć, ale teraz nie potrafił, nie uronić ani jednej kropelki wody na myśl, że za parę dni, pożegna się z nią ostatecznie, a teraz stali przed biurem jednego z lepszych notariuszy w mieście mając podpisać kilka pism.
    — Przepraszam.
    Nagle w ciszy dało się usłyszeć cichy i bardzo skruszony dziewczęcy głos. Popatrzył na nią tuż po tym gdy prędko zamrugał oczami, pragnąć, odgonić łzy, które wciąż cisnęły mu się do oczu.
    — Nie jestem zły, tylko rozczarowany — wyznał szczerze — Liczyłem na zupełnie inne zakończenie — powiedział szczerze.
    — Biorę wszystko na siebie, wiem, że w głównej mierze się do tego przyczyniłam, ja i moja przeszłość, z którą nie byłam w stanie w porę się uporać, wręcz rozliczyć w odpowiedniej chwili i nie ukrywam, podobne zarzuty miałam wobec siebie gdy weszłam w poprzedni związek, ale zaczęłam żyć chwilą i…
    — Przestałaś zwracać na to uwagę. Julio powtórzę po raz kolejny, ja cię nie winie — zapewnił ją po raz kolejny.
    Mimo że on mógł mieć, takie podejście nie oznaczało, że ona tak się nie czuła. Wiedziała, że gdyby nie jej decyzja nie skończyliby w tym miejscu, w którym byli obecnie. Ona była wszystkiemu wina i nie zamierzała w żaden sposób kłamać.
    — Idziemy? — zapytał, nagle wyrywając ją ze swoich przemyśleć.
    Popatrzyła na niego po raz ostatni i skinieniem głowy zgodziła się z nim. Opuścili wzajemnie samochód i pewnym krokiem powędrowali wzdłuż parkingu, idąc ku drewnianym drzwiom, które wiodły do środka budynku. Podeszli do wind i przywołali jedną z nich która wkrótce przyjechała. Gdy tylko drzwi się rozsunęły, weszli do środka i jak mogło się wydawać, stanęli nieco dalej od siebie, a właściwie ona stanęła kilka kroków w bok.
    Widziała kątem oka jak jej postawa wciąż go rani, jednak nie potrafiła nad tym zapanować. Ten niepokój bywał od niej silniejszy. Obawy, że może on mieć z jej powodu, jakieś nieprzyjemności było czymś, z czym nie potrafiła sobie poradzić. Wkrótce zatrzymali się na jednej ze środkowych kondygnacji, a oni wyszli na korytarz. Od razu podeszła do recepcji, przy której stała dość młoda i bardzo atrakcyjna dziewczyna, która ubrana w koszulę oraz spodnie garniturowe rzuciła na nich spojrzeniem, a jej serce zadrżało z niepewności, a w głowie zaczęły pojawiać się niepokojące myśli.
    — Słucham? — odezwała się dość surowym głosem.
    Widziała, jak mierzy ją niepochlebnym spojrzeniem. Nienawidziła wychodzić do ludzi! Obecnie to był jej największy koszmar mierzenie się z taką niechęcią w oczach u innych wręcz obrzydzeniem wobec niej. Nie mogła jednak nic poradzić na swój wygląd, obecnie nie pozwalano jej zrobić operacji plastycznej, a nawet jeśli, nie miała na to finansów, by doprowadzić się do porządków. Musiała tkwić w tym okropnym ciele.
    — Byliśmy umówieni z mecenasem Davisem — rzuciła do niej.
    — Nazwisko?
    — Julia i Ricardo Armando — powiedziała.
    Widziała, jak recepcjonistka przez moment coś sprawdza w komputerze, po czym przytaknęła i powiedziała:
    — Proszę usiąść i zaczekać aż pan Davis wyjdzie — wskazała w stronę poczkalni.
    Zerknęła na Ricardo, który lekko skinął głową gdy oboje podeszli do jednej z krzeseł i usiedli tuż obok, a ona nie zdążyła nawet pomyśleć gdy usłyszała obok siebie cichy głos Ricardo:
    — Bella tyle razy prosiłem, byś nie przejmowała się takimi spojrzeniami — mówił.
    — Trudno ich nie ingerować, gdy jesteś świadomy, jak wyglądasz — mruknęła nieco sfrustrowana — Oszpecił mnie — powiedziała z wyrzutem.
    — Właśnie to on zrobił, nie miałaś na to wpływu, a ludzie zawsze będą się patrzeć, ale nie znają twojej historii i nie widzą, przez co przeszłaś. Oceniać jest łatwo po obrazku, ale nikt nie wie, co dana osoba przeszła a ty wiele musiałaś przeżyć — zauważył słusznie.
    I może i były to bardzo cenne uwagi, które brała sobie do serca, jednak nie dało się pozbyć wrażenia i tego paskudnego uczucia wstydu. Brzydzenia się samej siebie to było w tym wszystkim najgorsze, że mimo że doskonale wiedziała, przez co przeszła, to nie potrafiła dognić się od tych wstrętnych myśli, które były tak niepokojące.
    Nie byli jednak w stanie dłużej porozmawiać, gdy nagle dobiegły ich dźwięk otwierających się drzwi. Popatrzyli w tamtym kierunku i zobaczyli, że przez jedne z dębowych skrzydeł wychodzi prawnik wraz z dość starszą parą zapewne małżeństwa i kończy z nimi rozmowę. Widział, jak kobieta uśmiecha się do męża, po czym pożegnali się z notariuszem i zaczęli odchodzić.
    — Państwo Armando? — zapytał, zwracając się do nich.
    Przytaknęła delikatnie głową na potwierdzenie, a mężczyzna gestem dłoni wskazał na drzwi do swojego gabinetu, mówiąc:
    — Zapraszam do środka — oznajmił.
    Nie posiedzieli nawet dwóch minut, momentalnie wstali i przeszli ten kawałek, by wejść do środka gabinetu. Był to raczej klasyczne biuro jak ich wiele, niczym niewyróżniającym się na tle innych. Biurko, przed którym stały dwa skórzane fotele a za nim jedno obrotowe, na biurko dało się dostrzec otwarty laptop a przed nim kilka otwartych dokumentacji.
    Prawnik jednak podszedł i zamknął teczki i skrył je na jednej z półek na pobliskiej komodzie, jednak zatrzymał się tam, otwierając jedną z szuflad i zaczął w niej grzebać. Nie odrywając się od swoich, poszukiwań zagadnął ich:
    — Czy są państwo pewni, że to ostateczna decyzja? — zapytał.
    W końcu udało mu się wyjąć odpowiedni segregator, z którym podszedł do dębu biurka, za którym usiadł i go otworzył i spojrzał na nich za swoich ciemnych oprawek okularów.
    — Po podpisaniu umów darowizny nie będzie już odwrotu. Mieszkanie jak i pojazd mechaniczny przejdą na panią — wyjaśnił.
    — Tak jesteśmy tego pewni. Mój mąż i tak decyduje się po rozwodzie wyjechać — wyjaśniła.
    Jeśli ona zdecydowała się o rozwodzie, to w tym przypadku głównie Ricardo zadecydował, że powierzy jej mieszkanie jak i samochód, mimo że próbowała go od tego, odwieść w tej kwestii jednak nie pozostał uległy. Wciąż powtarzał, że pragnął, by miała gdzie żyć, bo jak sam wspomniał, nie miała się gdzie podziać prócz znajomych, z którymi nie zerwała kontaktu jednak z pewnym gronem tak jak i swoim bratem. Nie mogła, go odwieś od tej decyzji, jednak czy on zdołał ją przekonać, by nie składała pozwu rozwodowego?
    Cóż oboje byli uparci i umieli postawić na swoim.
    Wkrótce notariusz wyjął z teczki plik dokumentów, który zaczął przeglądać i podpisywać w odpowiednich miejscach by wkrótce podsunąć im te same komplety, by mogli złożyć swoje podpisy.    
    Po tym nie będzie już żadnego odwrotu.

Sunday, June 8, 2025

V 34 — PROSIŁ O ZMIANĘ ZDANIA

    — Ricardo proszę to, jest zbyt dużo — próbowała go odwieść od tej myśli.
    Od chwili gdy ostatecznie zdecydowali się na rozwód i odkąd spotkali się u prawnika, którzy przyszykował dla nich pozew rozwodowy, oczywiście nie chcąc prowadzić batalii, bo nawet im to przez myśl nie przeszło, uznali, że rozstanie się za porozumieniem stron, będzie jedną z najlepszych rzeczy, jaką mogą zrobić.
    Co wydawało się zupełnym absurdem, że widać było nadal po nich, tę miłość, która ich połączyła. Głębokie uczucie, które kryło się w ich sercach i duszach a mimo to i on w końcu uległ jej namową, pomimo że to przeczyło się z jego sumieniami, mimo że głośno tego nie chcieli przyznać, jednak wbijali sobie oboje dość ostry sztylet.
    Ranili się dotkliwie.
    Jednak oboje wywiązali się z ich słownej umowy, ona dostała dodatkowy czas, by jeszcze bardziej nad tym, pomyśleć i pomimo wątpliwości zdecydowała, że tak ma to się zakończyć i jak wspomniał przed paroma tygodniami, mimo własnej niechęci zaakceptował podjętą przez nią decyzje.
    Ale teraz zupełnie nie spodziewała się tego co właśnie jej zaproponował, a raczej pragnął, podarować jak to próbował wytłumaczyć. Ona nie chciała od niego żadnej jałmużny, nie bez powodu sama zasugerowała przed powiedzeniem mu Tak, żebyoboje spisali intercyzę przed małżeńską innymi słowami, mieli rozdzielność majątkową i tym samym. On nie odpowiadał za jej długi a ona nie rościła sobie praw do jego majątku jednak gdyby miała powiedzieć, że Ricardo wywiązał się z umowy, zaprzeczyła temu.
    A o czym konkretnie mówiła?
    Jakiś czas temu mając zupełną świadomość tego, w jakich jest tarapatach finansowych, w które wplątała ją była już żona jej dawnego partnera, miała na koncie dość spore zadłużenie, przez co odebrano jej mieszkanie czy motocykl i samochód. Nie chciała, by w żaden sposób jej mąż się w to mieszał. To były w końcu jej zadłużenie, ale mimo tego wcale się jej nie posłuchał.
    Doskonale pamięta ten dzień, który dowiedziała się o tym, małym podstępnym palnie swojego męża:

    Przeglądała kolejne sterty listów, które otrzymał tuż przed momentem od swojego męża, który przyniósł je ze skrzynki pocztowej, która były na samym dole budynku, prócz oczywiście tak zwanej makulatury oraz rachunków, które przyszły jak co miesiąc, gdy miała, już odłożyć dwie ostatnie koperty uznając, że nie ma tam nic wartościowego, nagle w oczy wpadła jej pieczeń od komornika.
    Odłożyła ostatni zapieczętowaną wiadomość, przyglądając się przez dłuższą chwilę na adres i był tam dokładnie ten sam, jednak był adresowany bezpośrednio pod nią. Zdziwiło ją to bo nie wiedziała, czego znowu od niej chcieli. Zdawała sobie sprawę ze swoich długów, tak chciała je spłacić, ale obecnie nie miała do tego głowy.
    Zaczęła go otwierać wręcz bez żadnego przekonania, wręcz będąc pewną, że to ponaglenie o spłatę należności. Rozwinęła go i rzucił się jej w oczy napis ”Przerwanie egzekucji komorniczej”. Ten tytuł mocno ją zaintrygował i zaczęła pośpiesznie czytać.
    W dniu 20 lutego bieżącego roku został spłacone zadłużenie komornicze na kwotę dwa i pół miliona dolarów nałożony na panią Julie Bennington (Armando)...
      — Bella? 
    Miała wrażenie, że głos Ricardo trafia do niej jak za jakieś odległej mgły. Słyszała go, lecz docierał do niej w dość mocnym spowolnieniu. Patrzyła wprost osłupiała na treść listu nie dowierzając w to co właśnie czytała. Wydawało się to tak mocno odrealnione, jeszcze przed paroma miesiącami, była zadłużona, na której kwotę nigdy wcześniej nie brała, a teraz dowiaduje się tego, że on został spłacony.
    Jedno pytanie cisnęło się jej na usta.
    W jaki sposób?
    — Julio, strasznie pobladłaś, co się stało? — spytał wręcz zaniepokojony Hiszpana.
    O długo wiedziała tylko jedna osoba, ten sam mężczyzna, który teraz kucał tuż przed nią z bardzo zatroskaną miną. Popatrzyła na niego, nadal czując się nieco oszołomiona i unosząc zadrukowaną kartkę papieru, zapytała:
    — Możesz mi to wyjaśnić? — jej głos nie był ani przez chwile wykazywał, ani krztyny pretensji czy niezadowolenia, ale niezrozumienia.
    Patrzyła jak w następnej chwili, mężczyzna wzdycha cicho i lekko opuszcza głowę, lecz dostrzegła cień uśmiechu, który czaił się w kącikach jego ust. W końcu podniósł ją znowu i spoglądając wprost w jej oczy, powiedział:
    — Tak, nie mam nic do ukrycia Julio — mówił to opanowanym i spokojnym głosem — Spłaciłem twój dług. Sama nie wiedziałaś skąd, on się wziął, nie chciałem, byś męczyła się z należnością, do której się nie przyczyniłaś. Stać mnie na to, by pokryć te koszty. Wiedziałem, że będzie cię to potem mocno martwić, dlatego uznałem, że pozbędę się, chociaż tego brzmienia z twoich ramion.
    — Ale Ricardo, właśnie dlatego podpisaliśmy intercyzę byś nie odpowiadał za moje długi gdyby je miała…
    — Tak to prawda kochanie, jednak tym postępowaniem udowodniłaś mi, że nie zależy ci na pieniądzach. Sama prowadziłaś interes i mimo że on upadł przez twojego byłego, to byłaś dziewczyną bardzo przedsiębiorca i potrafiącą sobie radzić. Straciłaś firmę, poszłaś do pracy i do czego dążę. Udowodniłaś, że potrafisz poradzić sobie ze swoimi zmartwieniami czy kłopotami i tym mi zaimponowałaś. Dlatego nie chcąc zostawiać cię z tym samym, spłaciłem ten dług, który powstał nie wiadomo skąd.
    — Ricardo opłaciłeś moje leczenie w szpitalu, które pewnie kosztowało nie mało. Do tej pory nie wiem, bo zabrałeś te rachunki mi sprzed oczu a teraz to. Nie rozumiem, czemu to robisz.
    — Bo cię kocham i zależy mi na tobie. Wiem, że teraz znowu zaczynasz od zera, ale przynajmniej nie będziesz się martwić należnościami, którymi zostałaś obciążona — stwierdził wprost — Tylko dale mnie zastanawia, skąd on się wziął — zastanawiał się na głos.
    Widziała jego dość zamyśloną minę, jego to nadal nurtowało, a ona niestety wiedziała, przez kogo miała ponad pięciomilowy dług, który nagle się pojawił i w sumie nie miała co dalej ukrywać prawdy o jego istnieniu i powiedziała:
    — Wiem, kto go stworzył — odezwała się nagle i zwróciła jego spojrzenie momentalnie na siebie.
    — Skąd?
    — Dowiedziałam się podczas porwania — wyjaśniła pośpiesznie — Cały dług stworzyła obecna żona Michaela, mojego byłego faceta — zaczęła mu tłumaczyć — Podobno miała pewne kontakty w banku i u znajomych komorników i był to jeden z punktów ich planu, zemsty na mnie by utraciła wszystko, co miała i wpakować mnie w kłopoty. Mike twierdził, że po tym gdy usunął mi stronę, nie angażował się w dalsze knowania i w sumie jestem skłonna w to uwierzyć i wszystko było jej sprawą.
    Dlaczego uważała, że w tej jednej kwestii mogła zaufać Michaelowi. Wszystko składało się w jedną całość. Rozmawiali podczas tamtych tygodni parę razy i dowiedziała się, jak to wyglądało z jego perspektywy a fakt, że Taylor wcale temu nie zaprzeczała, wręcz wprost mówiła, że żałuje, że bardziej ją nie zniszczyła, sprawiła, że była w stanie uwierzyć, że jednak to powiedział, że po jej wypadku zmienił postrzeganie i porzucił ten głupi plan jednak ona nie.
    I dzięki niej nabawiła się takiego długu i straciła coś, na co tak mocno pracowała.
    — Po co to zrobiła? — zadał nagle proste, ale tak bardzo nurtujące go pytanie.
    — Prawdę mówiąc, wiele dowiedziałam się od swojego byłego — przyznała szczerze — Po tym gdy wróciłam z Hiszpanii, tutaj, no nie miałam zbyt dobrych stosunków z nim i nią. Oczywiście ja starałam się jak najmniej przebywać w ich towarzystwie, jednak były sytuacje, a raczej imprezy gdzie się pojawiłam i byli oni. Strasznie się im nie podobało, że się pojawiam, wtedy jeszcze miałam dobre stosunki czy to z bratem, czy jego kumplami i zapraszali mnie na imprezy, czy inne wydarzenia, które były dla nich ważne — wyjaśniła — No i po prostu chcieli się zemścić i stworzyli głupi plan, który mi miał zaszkodzić i po części to zrobił. On jednak wycofał się po moim wypadku, bo jak się okazało, to jego żona majstrowała przy hamulcach mojego motoru i to ona doprowadziła do tego wypadku — widząc, jak zaszokowany chce się odezwać, uniosła dłoń, by mu przerwać i mówiła dalej — On dowiedział się od kapeli wtedy, że trafiłam do szpitala, bo mój brat nie pojawił się w studiu i zrozumiem, że to ona wszystko zrobiła. Pojechał się z nią rozmówić, co dalej się działo, nie chce mówić, jednak praktycznie wszystkie nie powodzenia tamtego roku były spowodowane częściowo przez niego, ale w głównej mierze przez tę kobietę — wytłumaczyła.
    — To teraz wszystko nabiera większego sensu, ale po co to robili? Skoro oboje wiemy, że poświęciłaś się naszej relacji.
    — Wszystko to się składa w całość gdy przytoczymy wydarzenia sprzed ostatnich miesięcy — powiedziała, mając doskonale na myśli jej porwanie oraz Michaela — Ale wracając do naszych spraw…
    — Wiem, co zaraz powiesz — wtrącił się jej w słowo — Nie musiałem tego robić to prawda, ale chciałem — powiedział zadowolony z siebie — Teraz zaczynasz od początku. Długów i zobowiązań nie masz i nie oczekuje nic w zamian.
    — Ale Ricardo to tak dużo pieniędzy — próbowała tłumaczyć.
    — Dla mnie ważniejsze jest twój spokój niż pieniądze, które i tak szybko zarobię, a twoje szczęście jest bezcenne.
    — Dziękuje.
    I to był pierwszy raz od dłuższego czasu gdy przełamała się w sobie i zdołała go przytulić.
    — Julio — jego głos wyrwał ją z głębi swoich przemyśleń — Wiem, co sobie możesz myśleć, czy powiesz, ale prawda jest taka, że chce ci to dać, bo wiem, że stare mieszkanie straciłaś. Nie byłem w stanie je odkupić, ale przynajmniej tyle dla ciebie mogę zrobić. Zgodziłem się na ten rozwód, ale chce podarować ci to mieszkanie i samochód i pewną sumę oszczędności dla lepszy strat i tak mam świadomość, że podpisaliśmy intercyzę, ale wiem, że potrzebujesz gdzieś mieszkać czy jak się utrzymać gdy mnie zabraknie, a pracy jeszcze nie masz. Sądzę, jednak że szybko coś znajdziesz, bo będziesz chciała się utrzymywać sama. Co do brata chcesz wrócić? — spytał wprost.
    Pokręciła przecząco głową. To była chyba jedna z tych myśli, która nie przeszły jej przez głowę. Od praktycznie paru miesięcy z nim nie gadała ani się z nim nie kontaktowała i czy była jej szkoda, raczej odczuwała złość, że okazał się takim podłym gnojem i mimo że deklarował zmiany to, jednak żal w jej sercu do niego nadal pozostał i prędko zapewne nie minie.
    W końcu dzięki niemu znalazła się za kratami więzienia.
    Przyczynił się do tego, a rana jeszcze była zbyt głęboka, by nawet myśleć o przebaczeniu. Innymi słowami zawiodła się na nim. Obiecywał, że nigdy jej nie zawiedzie, ale zrobił to.
    — Sama widzisz, dlatego chce ci, chociaż tyle podarować i nie chce słuchać narzekania, że to nie wypada — ostrzegł ją, zanim znowu zaczęła negować jego wcześniejszą decyzję.
    — Ale i tak uważam, że ostatnio za dużo pieniędzy na mnie wytrwoniłeś — powiedziała z westchnieniem.
    — Tłumaczyłem ci to prawda? — mówił, spoglądając wprost w jej oczy — Pieniądze to rzecz, która przychodzi i odchodzi. Gdy mogę pomóc, to robię to, a tobie tym bardziej. Jesteś moją żoną, nadal cię kocham i w taki sposób pomogłem ci chociaż częściowo. Boli mnie to, że bardziej nie mogę tego zrobić, ale w taki sposób przynajmniej jestem w stanie to zrobić.
    Nie uważała tego za coś poniżającego, jednak przez wiele lat wyrobiła własne wartości i zdanie. Od początku wychowała się w skromnych warunkach wręcz biedzie, czuła się paskudnie z poczuciem gdy zamieszkała z Chesterem dostawała od niego kieszonkowe na własne uciechy, dlatego zdecydowała się malować dla innych, by mieć dodatkową kasę i nie opierać się głównie na jego pieniądzach potem przez wiele lat pracowała sama na siebie, utrzymywała siebie, dom i zwierzaki i była kobietą, którą uważała, że posiadanie własnych pieniędzy nie uzależnia jej od faceta. Była raczej z tych nowoczesnych kobiet, które nie chciały być utrzymankami partnerów czy mężów, a gdy z kimś mieszkała, wszystko pragnęła dzielić po połowie. Tak był na początku z Ricardo, a potem z Michaelem.
    Znała wartość pieniądza i jak ciężko się na niego pracuje, dlatego nie lubiła wykorzystywać nikogo, dla swoich uciec dlatego czuła się naprawdę głupio, z myślą, że spłacił tak wiele jej zobowiązań i nie chodziło o to, że tego nie doceniała, bo cholernie to ceniła, ale o samą świadomość.
    — Wiem co cię gryzie Bella — odezwał się nagle — Jednak nie masz powodu do zmartwień. Widzę nadal w tobie tę niezależną dziewczynę, którą pokochałem i nawet jeśli teraz nie pracujesz, nie mam o to pretensji bardziej bym miał, gdybyś to robiła zaniedbała własne zdrowie dla kasy teraz pewnie i tak to się zmieni, jednak cieszy mnie to, że w najgorszym okresie nie musiałaś się tym martwić i tak bardzo cenię w tobie to, że mogłem spotkać dziewczynę o takich cechach, jakie posiadasz ty i nie uważam, że obecna sytuacja ci umniejsza.
    — Po prostu nie chce by ktoś za mnie płacił gdy wiem, że mogę sama na to zarobić — wspomniała — I dlatego mi jest głupio, że to robisz.
    — Rozumiem to doskonale Julio — odparł, nadal nie tracąc swojego opanowania — Ale powiedz mi, co ja z tym zrobię? — spytał.
    Doskonale wiedziała, że tuż po rozwodzie zdecydował się na powrót do San Sebastian, tutaj praktycznie nic już go nie trzymało, ona byłą tą jedną osobą, dla której tutaj był a z ogłoszeniem wyroku, także jego wizja małżeńska przestanie obowiązywać. I gdy teraz o tym myślała to, owszem nie potrzebował ani mieszkania czy samochodu, ale po prostu czuła się okrutnie źle z myślą, że chce jej to podarować. Uznał, że przepisze jak i samochód tak i mieszkanie na nią by mogła nim zarządzać po jego odejściu. Dostała wręcz penthause, który wartością przekraczał dwukrotnie jej poprzednie mieszkanie. To przeczyło się z jej sumieniem i chociaż starała odmówić, to chyba jednak nie mogła.
    — To fakt mogłeś szukać kupca.
    — Ale wolę go tobie podarować, bo wiem, że potrzebujesz dachu nad głową — rzucił.
    — Chociaż to przeczy się z moim sumieniem, dobrze ulegnę twoim namową.
    — To mój drobny prezent dla ciebie — uśmiechnął się.
    I chyba wszystko podążało w dobrym kierunku prawda?

Saturday, June 7, 2025

V 33 — WRESZCIE OSADZENI

    — Nie uważam, by obrona mogła jakkolwiek go wybronić — tłumaczył prokurator, z którym rozmawiała od krótkiej chwili, nim nie zostaną zaproszeni, by wejść na salę sądową.
    Można powiedzieć, że w końcu nadszedł ten dzień, ten jeden, którego wyczekiwała od kilku miesięcy. Moment, o którym marzyła od wielu lat, by ujrzeć jej prześladowcę, siedzącego w miejscu dla oskarżonych, zakutego w kajdanki oraz rozstrzygającą się przeciwko niemu rozprawę sądową.
    Oczywiście miała taką możliwość, by nie uczestniczyć w tej rozprawie, by nie przywoływać tych koszmarnych tygodni, praktycznie sprawa wydawała się być przesądzona. Sędzia po zapoznaniu się ze wszystkimi występkami oraz zeznaniami świadków był wręcz pewny co do winny stawianych zarzutów. Materiały zebrane na przestrzeni prowadzonego postępowanie nie tylko przez policje, a także prokuratorem, wcale nie stawiała jego w dobrym świetle. Adwokat mógłby go bronić na wszelkie sposoby jednak brutalność i wręcz jego bestialstwo w stosunku do niej przesądzały jego winę, a gdy zgromadzono dowody na to, że od lat była ofiarą prześladowania oraz licznych gróźb z jego strony tym bardziej dokładało tylko do puli zarzutów kolejne, z których na pewno nie zdoła się wybronić.
    Przed paroma miesiącami pragnęła, by wymierzono mu nawet karę śmieci, jednak wiedziała, że nie jest to możliwe. Nie robi się tego często, dlatego miała nadzieje, że zostanie skazany przynajmniej na podwójne dożywocie, a takie kary były możliwe w ich kraju, jedyne czego pragnęła to, by on nie opuścił pierdla, tylko tego pragnęła, by mogła zacząć dalej się leczyć i powolutku wychodzić na prostą bez obaw, przede wszystkim bez strachu, że on znowu się pojawi w jej życiu i zacznie je zatruwać a co gorsze jeśli zapragnie ją zabić.
    — Nie zamierzam ukrywać, że obawiam się tego, że sąd może pozostać przychylny jego stronie — powiedziała szczerze.
    Owszem, mimo że zebrane materiały świadczą przeciwko niemu i najwyższy urzędnik państwowy organ ścigania są po jej stronie chociaż przez wiele lat, zgłaszając na policje liczne przestępstwa, tego faceta umarzano sprawy albo nie traktowali jej poważnie i tak straciła wtedy do nich zaufanie, to teraz gdy praktycznie doszło do tragedii, zaczęto jej wierzyć.
    Ale to specyfika wielu przypadków, że służby dostrzegają problem gdy coś poważnego się stanie.
    I mimo że mogła w końcu otrzymaną daną sobie sprawiedliwość, to i tak czuła lęk, że wszystko może nagle się roztrzaskać w drobny pył. Niczym zbite lustro na wiele małych kawałków i potem jest praktycznie niemożliwe sklejenie go na nowo.
    — Mogę panią zapewnić, że prędko Kent nie opuści murów więzienia. Dostarczyła pani nam wiele materiałów na zbrodniczą działalność i ma nikłe szansę jak nie zerowe, by się z tego wybronić. A fakt, że dostarczyła pani w ostatnich tygodniach, informacji o przekupstwie jego rodziców to sprawia, że oni pozostaną postawieni w stan oskarżenia, że przekupstwo światka. Jest na to paragraf i jeśli będzie pani tego pragnęła również i tę sprawę rozpatrzę. Proszę być pewną, że mamy wygraną w kieszeni — próbował ją uspokoić.
    Przytaknęła głową, mimo szczerych obaw nie potrafiła poskromić się od poczucia zdenerwowania. Nie wiedziała jak zareaguje gdy zobaczy tego skurwysyna. Obawiała się tego, jednak musiała tutaj być. Zależało jej na tym, by ujrzeć, jak zostaje skazany.
    — Wszystko dobrze Julio? — dobiegł ją wkrótce znajomy głos.
    Spoglądnęła na stojącego przy nim Ricardo i skinęła lekko głową. Ostatecznie oboje zdecydowali się rozdzielić własne drogi. Oczywiście wykorzystała ten czas, jaki jej dał i jeszcze bardziej się zagłębiła w to czy postępuje rozsądnie, jednak ostatecznie postanowiła pozwolić mu żyć bez niej.
    Nie było to dla nich łatwe, w końcu mimo wszystkiego, co się działo i nadal rozgrywa w ich życiu, wciąż się mocno kochali. Pomimo dystansu jej chłodu, w ich serca wciąż tkwił ten ogień miłości, ale ona zdawała sobie sprawę, że nie potrafi tak dłużej żyć. Nie była w stanie go dłużej odtrącać. Zaczęła mieć obawy, że im dłużej taki stan będzie, trwał on w końcu, odpuści starania o nich i zapragnie znaleźć, gdzieś pocieszenie dlatego zdecydowała się umożliwić mu cieszenie się życiem i znalezienie kogoś, kto pokocha go tak samo mocno jak ona.
    Ona na razie nie była gotowa być w związku, być żoną na dłuższą metę, widma ostatnich miesięcy ją zbyt prześladowałyby spełniać się w tej roli.
    Nagły szmer butów sprawił, że odwrócili się momentalnie, jednak mimo jej obaw, które pojawiły się w jej sercu, że z aresztu został doprowadzony ten skurwysyn, jednak był to Michael oraz Annie co ją zaskoczyło.
    Ale odwróciła od nich wzrok momentalnie.
    Prawdę mówiąc, była to sprawa połączona, bo miał odpowiadać za część swoich wybryków Clark jak i Taylor. Sprawa głównie dotyczyła porwania, w którym oni byli ofiarami, dlatego pojawienie się jego sprawiło, że zobaczyła go po raz pierwszy od kilku miesięcy, jednak nie chciała skupiać na nim uwagi. Dla niej etap jego był zakończony, tak jak miała nadzieje, że upora się z tych cholernym koszmarem swoim pierwszym chłopakiem, dzisiejszego popołudnia.
    — Julio? — dobiegł ją za pleców głos Michaela — Możemy…
    — Nie! — powiedziała ostro i zdecydowanie.
    Ostatni raz gdy z nim rozmawiała byli jeszcze oboje w szpitalu, podczas rekonwalescencji. Wyraziła się wtedy krystalicznie czysto i zdania na przestrzeni tych miesięcy absolutnie nie zmieniła. Wciąż pałała do niego niechęcią i urazą wobec wszystkiego, co zrobił. Nie tłumaczyło go, że był zmanipulowany, ucierpiała również i przez niego i na razie nie chciała nawet o tym wspominać.
    — Ale…
    — Mike jeśli tego, nie chce, nie naciskaj — dobiegł ją rozsądny głos jego najbliższej przyjaciółki.
    Spoglądnęła w jej kierunku, momentalnie popatrzyła w jej oczy, niemal wymieniając się spojrzeniami. Ukradkiem spojrzała na mocno zaokrąglony brzuszek i nie zamierzała ukrywać. Zaskoczyło ją to, bo nie wiedziała o tym, że była w ciąży. Nie musiała nawet dopytywać, to było zbyt widoczne. Uśmiechnęła się dyskretnie do niej. Może i nie pałała zaufaniem do Michaela, ale wobec niej nie miała żadnych zarzutów.
    — Napisz do mnie, to się spotkamy i pogadamy — przerwała nagle kobieta, która jakby nieświadomie zrozumiała, o czym myśli.
    Nie zdążyli jednak nic więcej powiedzieć, gdy ponownie rozbrzmiały kroki na drugim krańcu korytarza by wkrótce ujrzeć prowadzącego przed dwóch dość umięśnionych policjantów Clarka a tuż za nim była prowadzona Taylor. Oboje byli ubrani w charakterystyczne więzienne uniformy.
    — Zabije cię suko gdy tylko wyjdę! — zaczął znowu się odgrażać Kent.
    — Spokój! — zagrzmiał jeden z mężczyzn, którzy go trzymali — Zakaz rozmów z poszkodowaną!
    Czuła jak jej ciało zaczyna się napinać gdy widziała, jak zostaje ten skurwysyn odprowadzony do sali, na którą mieli wkrótce i oni wejść i zaczęła mieć obawy. Zaczęła lękać się tego, czy dobrze robiła, jednak poczuła nagle, dotyk czyjś dłoni. Był to jednak zbyt znajomy dotyk, by nie pomylić go z nikim innym. Zerknęła na Ricardo, który mocniej uścisnął jej rękę pragnąć jej dodać otuchy.
    — Będzie dobrze — zapewniał ją — Po tej rozprawie twój koszmar się skończy — mówił z troską.
    Mimo że wcześniej miała taką pewność, teraz widząc tego potwora, zaczynała mieć wątpliwości. Wiedziała jednak, że ona próbuje sobie tylko to wmówić i nieświadomie zaczyna się lękać.
    Wkrótce i oni zaczęli wchodzić na salę rozpraw. Na szczęście było wyłączona możliwość uczestnictwa publiczności. Wolała uniknąć, spojrzeć innych osób. Były tylko najważniejsze osoby oraz jak widzi Annie jako wsparcie dla jej byłego a ona pozostała z Ricardo, mimo że obecnie byli w trakcie rozwodu. Papiery zostały już złożone.
    Usiadła na wyznaczonej ławie tuż za prokuratorem na szczęście jednak nie musiała dzielić swojego miejsca wraz z Michael’m, bo nie wiedziała, czy skończyłoby się to dobrze. Ani przez moment nie spojrzała w stronę dwojga oskarżonych. Im mniej tam patrzyła tym mniej wspomnień będzie powracać.
    Nie minęło nawet parę minut a wszyscy, którzy mieli być obecni na sprawie, zasiedli na swoich miejscach, by wyczekiwać, pojawienia się sędziego, który miał poprowadzić tę sprawę.
    — Proszę o powstanie — rozbrzmiał nagle tubalny męski głos — Sąd idzie!
    I rzeczywiście przez boczne drzwi wszedł dość starszy mężczyzna z posiwiałymi włosami w ciemnej todze oraz a pod spodem dało się dostrzec jasną koszulę, którą założył.
    — Sprawę poprowadzi sędzia Godric Bark — dokończył wcześniejsze wezwanie.
    Wszyscy niemal wstali w tym samym momencie gdy mężczyzna zasiadł na miejscu sędziowskim i otworzył dokumenty, które zabrał wraz ze sobą. Założył na swój nos, okulary dopiero wtedy powiedział:
    — Proszę usiąść — rozbrzmiał dość srogi męski głos — Rozpatrywana będzie dziś sprawa pana Clarka Kenta oraz pani Taylor Sanders…
    — Ona już tak się nie nazywa! — niespodziewanie rozbrzmiał głos Michaela.
    — Słucham? — odezwał się sędzia.
    Siedzący za nią oraz Ricardo, Michael wstał i oznajmił:
    — Taylor nie jest moją żoną, oraz nie nosi mojego nazwiska. Proszę wspominać o niej jako Smith! — rzucił, spoglądając z nieukrywanym niesmakiem w stronę swojej byłej.
    Słysząc te słowa, nieco ją to zaskoczyło, jednak nie zareagowała w żaden sposób. Patrzyła na sędziego, który jedynie przytaknął głową i pozwolił mu ponownie usiąść, nawet go nie upominając.
    — Oskarżenie o porwanie i przetrzymywanie pana Michaela Sandersa oraz Julii Armando — zaczął czytać treść wszelkich oskarżeń.
    Słuchając tego czuła się coraz gorzej gdy słyszała kolejne rzeczy, które ona sama doświadczyła oraz jej były partner. Jednak zdecydowała się opanować, bo nie chciała zwracać na siebie uwagi. Czuła jak siedzący przy niej Ricardo chwyta jej dłoń ponownie i mocniej ściska. Gdyby nie on zapewne już dawno by uciekła z tej sali.
    — Oskarżonego Kenta proszę o wstanie — oznajmił nagle sędzia.
    Słyszała tylko szmery jakby został zmuszony do tego by się podnieś. Nie miała chęci ani odwagi popatrzeć na tego zwyrodnialca dlatego wbiła nieświadomie wzrok w punkt przed sobą, by po prostu starać się unikać jego widoku.
    — Czy oskarżony przyznaje się do zarzuconych mu zarzutów? — zapytał.
    — Nie — powiedział to z niezwykłą bezczelnością — Jej się coś uroiło w głowie…
    — Co takiego?
    To był moment gdy nie wytrzymała i wybuchnęła. Poderwała się z siedzenia i mimo że tego naprawdę nie chciała, spojrzała na niego. Momentalnie poczuła odruch wymiotny na widok tego szatana. Widok jego zaniedbanego i wyglądającego jeszcze gorzej niż ostatnio go widziała, wywołał u niej ogromny wstręt, ale nie zwróciła na to uwagi i rzuciła w jego kierunku.
    — Ty parszywa gnido! Przez ciebie mam rozjebane całe życie, a ty uznajesz, że nic nie zrobiłeś! — krzyczała do niego — To jest twoja sprawka — wskazała na swoją poniszczoną twarz — Nikogo innego, ty jebany…
    — Proszę się uspokoić pani Julio i usiąść.
    Poczuła w następnej chwili, jak Ricardo delikatnie ciągnie ją w dół. Starała się złapać oddech, jednak dość prędki impuls przypływ gniewu sprawił, że nie mogła się opanować. Jednak nie mogła przejść obojętnie wokół tego, że ten sukinsyn twierdzi o swojej niewinności gdy został wręcz przyłapany na gorącym uczynku i absolutnie dowody świadczyły przeciwko niemu.
    — A do czego mam się przyznawać, do tego, że ona sobie coś wymyśliła — rzucił w jej kierunku.
    — Rzeczywiście sobie umyślałam skurwysynie, bo to nie ty przez trzy tygodnie mnie więziłeś, gwałciłeś i torturowałeś. Brata bliźniaka nie masz więc przestań robić z siebie niewinnego gdy dowody wskazują przeciwko tobie! — odgrażała się.
    — Proszę się opanować — wtrącił się sędzia.
    — Czy mogę? — odezwał się prokurator.
    Bark przytaknął głową, udzielając pozwoleniu oskarżycielowi, którzy wyszedł za swojej ławy, mając przy sobie część fotografii. Gdy wychodził ze swojego miejsca, zobaczyła, że były to zdjęcia z tego przeklętego miejsca. Przymknęła momentalnie oczy, jednak niemal od razu tego pożałowała, bo jej umysł nasunął jej na myśl tamte obrazy. Otworzyła je w momencie gdy Dickson rozłożył przed Clarkiem część z dowodów świadczących o jego skrupulatnie szykowanym planie.
    — W takim razie jak wytłumaczysz to? — wskazał dłonią w kierunku wykonanych fotografii na miejscu zdarzenia — Chyba mi nie powiesz, że się nie szykowałeś do tego od dłuższego czasu. Zbyt ostrożni nie byliście a właściwie twoja wspólniczka — niechętnie spojrzał na drugą z oskarżonych — Mamy dowody zakupów, które znalazły swoje miejsce w domku, który nielegalnie przejąłeś. Sznury, kajdany, łańcuchy, te same, którymi byli przymocowani poszkodowani — mówił twardo — Raczej nie wyjaśnisz mi, że próbowałaś coś budować, bo tam niczego takiego nie było — rzucił.
    — To jeszcze nie żaden dowód!
    — Doprawdy? — zastanawiał się na głos sędzia — A może nam wyjaśni oskarżony, że policja wtargnęła w momencie gdy wylewał na poszkodowaną panią Armando kwas siarkowy, który spodobał znaczne szkody na jej ciele?
    — Proszę wysokiego sądu, to są zmanipulowane dowody — rzucił jego obrońca — Czy naprawdę mamy wierzyć jakieś narkomance? — spytał, wstając ze swojego miejsca.
    — Czy ja dobrze słyszę — kpił wręcz prokurator — Uważasz, że tak wybronisz swojego klienta a czy poinformował cię może, że sam jest wieloletnim ćpunem, a pani Armando przed laty zerwała z nałogiem, w który wciągnął ją oskarżony. Wyniki badań nie ukazywały tam grama żadnych takich substancji, a ukazały fakt, że twój klient potrwał pokrzywdzoną — dociekał — Może to nam wyjaśnisz?
    Rozprawa trwała jeszcze bardzo długo, jednak można było tego oczekiwać po licznych dowodach, które były omawiane podczas rozprawy. Obrońca starał się jak mógł bronić Clarka, jednak zbyt wiele dowodów obciążały go na tyle, że nie mógł znaleźć żadnej linii obrony. Prokurator drążył tematy, które były dotkliwe dla niej, jednak wiedziała, że to dobre dla ukazania tego jak bardzo zdemoralizowaną osobami są Clark oraz Taylor. Po paru godzinach sąd w końcu wyszedł na naradę i nie było go stosunkowo bardzo długo, lecz gdy wrócił, zasiadł na swoim miejscu, chcąc odczytać ostateczny wyrok.
    — Po rozpatrzeniu sprawy pana Clarka Kenta i pani Taylor Smith, uznaje ich za winnych stawianych im zarzutów — zaczął czytać mężczyzna — I skazuje Clarka Kenta za porwanie, niezwykle okrucieństwo, gwałty oraz zastraszanie na podwójne dożywocie bez możliwości ubieganie się o warunkowe zwolnienie! — podkreślił ostatnie słowa — Panią Taylor Smith uznaje za winą, porwania, prześladowania oraz tortur na panu Michaelu Sandersie i skazuje ją na dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności bez możliwości przedwczesnego zwolnienia! — dokończył czytać ostateczny wyrok.
    Słysząc takie słowa, dwoje niegdyś pokrzywdzonych poczuła, znacząc ulgę, że ich koszmar powoli dobiega końca. Gdy dobiegły do niej słowa sędziego, że ten skurwysyn trafi na podwójne dożywocie za kraty, mimo że starała się zapanować nad emocjami, to wyrok skazujący nawet w drugim życiu jego na więzienie był momentem gdy po jej policzku popłynęła łza nie rozpaczy czy bólu, ale radości, że nigdy już on nie stanie na doradzę, wręcz nigdy go nie zniszczy.
    — Nic, powtarzam absolutnie nic — mówił ostatnią mową sędzia do oskarżonych — Nie zasługuje, by być tak potwornie traktowanym jak pani Julia oraz pan Michael, wy zrobicie coś strasznego i niewybaczalnego. Mógłbym pana skazać na wyrok śmierci, jednak podwójne dożywocie było bardziej adekwatne. Mam nadzieje, że przyzwyczailiście się do murów więzienia, bo spędzicie tam resztę swoich dni — powiedział do nich. — A co do państwa — zwrócił się do poszkodowanych. — Musieli państwo przejść ogromny koszmar i nawet ja w swojej długoletniej karierze sędziowskiej nie spotkałem się z takim okrucieństwem wobec drugiego człowieka. Mam nadzieje, że odnajdą państwo spokój i są państwo pod opieką psychiatrów i terapeutów. Będą państwo potrzebowali czasu, by dojść do siebie, jednak wierzę, że zaczniecie żyć w końcu bez strachu o własne życie szczególnie pani, pani Julio. Mam nadzieje ze ten wyrok, chociaż w drobnym sposób panią usatysfakcjonuje a co do pana panie Michaelu, proszę się nie zniechęcać i wierzę ze kiedyś odnajdzie pan szczęście, ale nie przy takiej kobiecie — rzucił spojrzeniem w kierunku Taylor — Rozprawę uznaje za zakończoną. Mogą się państwo rozejść — rzekł.
    Bark nie zdążył nawet wyjść gdy policjanci, którzy przez całą rozprawę pilnowali i Clarka oraz Taylor chwycili ich i wyprowadzili z Sali, mimo że tamci znowu się odgrażali, a ona w końcu poczuła jak jakiś niewidoczny głaz spada z jej ramion.
    W końcu zakończyły się dla niej lata licznych udręk i strachu. Jej nemezis w końcu otrzymał to, na co zasługiwał.
    To koniec tego rozdziału!
    





Sunday, June 1, 2025

V 32 — ŁAPÓWKA ZA MILCZENIE

    — Czy uważasz, że to rozwiązanie jest słuszne? — zapytał po raz kolejny.
    Nie potrafił zrozumieć jej decyzji, naprawdę się starał, jednak nie pojmował, czemu to tak postępuje, czemu niszczy ich związek. Czemu pragnie złamać dwoje serc, które pałały do siebie tak ogromnym uczuciem. Od momentu gdy oznajmiła, że pragnie z nim zerwać, starał się, próbował, jak tylko mógł, przekonać ją do zmiany zdania, jednak ona pozostała nieugięta.
    Nie chciał jej tracić!
    Kochał ją do szaleństwa i wizja siedzenia naprzeciw niej podczas rozprawy sądowej było czymś tak strasznym, wręcz przerażającym, że nie potrafił nawet dopuścić tego wyobrażenia do siebie. Dlatego może nakłaniał ją, by zmieniła swoje zdanie. Mimo że starała się, to ukryć jak tylko mogła, widział doskonale, że sprawia to jej wewnętrzny ból. Nie musiał nawet się przyglądać, by dostrzec szereg sprzecznych emocji w jej bladoniebieskim spojrzeniu, ono potrafiło wielokrotnie wyrazić więcej niż jakiekolwiek słowa.
    Może to wydawać się nieco banalne porównanie, jednak bywało tak, że nasze oczy potrafiły być zwierciadłem naszej duszy i tego co naprawdę kryjemy wewnątrz naszych serc i umysłów. Bo jeśli skutecznie uda się nałożyć maskę, w której będzie odgrywać iście perfekcyjną rolę to nie wyuczona osoba sztuki teatralnej czy aktorskiej zdradzić może ją tak prozaiczna rzecz jak jej spojrzenie.
    — Ricardo, rozumiem twoje rozżalenie i absolutnie je szanuje. Masz prawo czuć do mnie złość...
    — Nie jestem na ciebie wściekły, staram się tylko zrozumieć twoje postępowanie, które wydaje mi się mocno nieadekwatne. Nie będę kłamał, uważając, że aktualnie kierujesz się emocjami, działasz pod ich wpływem, zamiast posłuchać zdrowego rozsądku — wszedł jej niespodziewanie w zdanie, tłumacząc — Julio nie oszukujmy się, rozumiem, że możesz się lękać tego, że ja cię odrzucę, bo wystraszę się tego jak obecnie wyglądasz ale gdybym faktycznie był facetem postrzegającym kobiety w kategorii wyglądu to musiałbym zaprzeczyć wszelkim wartością, jakie mam. Nie zaprzeczę temu, że początkowo każdy z nas spogląda na wygląd czy ja, czy ty, nie da się tego ukryć, jednak to kolejne tygodnie i miesiące pozwoliły mi cię poznać i pokochać cię za wnętrze, a nie dlatego że byłaś i nadal jesteś atrakcyjna — dokończył swój monolog.
    — Właśnie w tym tkwi problem Ricardo — wtrąciła się — Oczywiście pomijając kwestie tego, że zostałam oszpecona, to jednak również zmieniłam się ja — delikatnie przyłożyła swoje dłonie do swoich obojczyków i po krótkiej chwili je odsunęła — Widzisz mnie chyba w najgorszym momencie emocjonalnym, jaki przechodzę. Będę z tobą brutalnie szczera, jestem gorszą wersją siebie niż kilka lat temu — mówiła cierpliwie.
    Oczywiście rozumiała jego punkt widzenia oraz frustracje, jaką mógł odczuwać na myśl, że sama świadomie niszczy coś, co miało ich łączy do końca życia, jednak wiedziała, że dłużej tak nie jest w stanie żyć. Poczucie niskiej wartości a wręcz zerowego przekonanie o samej sobie, problemy na tle psychicznym i radzenie sobie z własnymi demonami, wspomnieniami tych koszmarnych dni było czymś, z czym nawet teraz sobie nie potrafiła, poradzić pomimo terapii jednak była świadoma, że ten proces zajmie znacznie więcej czasu. Nie chciała, jednak by on spędził kolejne miesiące czy lata na opiece nad nią.
    Robiła coś okrutnego, niszcząc wspaniałe uczucie, związek jeden z najbardziej udanych, jakich miała. Chce porzucić faceta, który dosłownie był jej własnym ideałem, który kiedyś nazywała miłością jej życia, ale nie chciała, by trwał przy niej. Męczył się, próbując, zrobić wszystko by wyciągnąć ją z tego dna, w którym tkwiła od dłuższego czasu.
    Nie wierzyła ona w siebie a co dopiero w niego czy nawet nich obojga i chyba tu tkwił klucz do ich wszystkich problemów, z którymi mierzyli się ostatnio.
    — Czy nie uważasz, że związek na tym polega? — odezwał się nagle.
    Spoglądnęła na niego, stał przed niskim stolikiem, na kawę i spoglądał na nią, a w jego oczach dostrzegła niezrozumienie i nie była zaskoczona tym, bo mimo że ona obecnie robiła coś, co wydawało się wbrew jej woli, pragnąc pod płaszczykiem ratowania jego, odejść i zniszczyć ten związek, ale wiedziała, że będzie to dla nich dobre.
    — Ricardo powiedz mi, ale tak szczerze, czy obecny stan cię zadowala? Proszę, tylko nie kłam — powiedziała nieco ostrzejszym głosem — Nie chce, byś mnie zwodził i oszukiwał, ale czy w chwili gdy twoja żona jest w ruinie, zamiast cieszyć się życiem, ty się nią opiekujesz i marnujesz dla mnie czas gdy ja nie wiem, kiedy dojdę do siebie.
    Spoglądnęła na niego z uwagą, między nimi zapadła chwila dość napiętej ciszy, podczas której zaczęła myśleć, że w końcu trafiła w punkt, ale on momentalnie pokręcił głową i oznajmił:
    — Nie! — powiedział głośno oraz bardzo pewnie — Nie traktuje tego w taki sposób, jaki próbujesz mi obecnie przedstawić i uważasz, że moje życie jest bardziej wartościowe od naszego związku. Julio rozumiem, że zmagasz się z wieloma problemami, nie czujesz się dobrze we własnym ciele, dostrzegasz w sobie tylko brzydotę, a twoja samoocena nie istnieje, ale ja jestem tu po to, by być przy tobie i cię wspierać w odbudowie dlatego nie rozumiem twojego podejścia. Czemu traktujesz ten związek jak coś upadłego? Jeśli myślisz, że nie dostrzegam i jestem ślepy na to, że się ode mnie odsuwasz to, się mylisz. Uważam, że po takich przejściach ostatnio czego byś chciała to kontakt z kimś innym, nawet własnym mężem. Musisz odbudować swoją odporność psychiczną, znowu powrócić do dawnej siebie byś mogła znowu mi zaufać, ale ja chce cię w tym wspierać, bo rozumiem, jak ważna jest wartość zdrowia psychicznego. Nie pojmuje czemu, to nam robisz i chcesz to zniszczyć — rozważał całą jej sytuacje.
    Trudno było jej przyznać się jej samej sobie, że miał on zupełną rację jednak nie chciała ją do siebie dopuścić. Mimo że rozważała wiele tygodni tę decyzję i nadal nie do końca była przekonana czy postępuje właściwie to, jednak wciąż upierała się przy tym. Zależało jej na dobru Ricardo, by mógł cieszyć się własnym szczęściem i zamartwiał się jedynie sprawami firmowymi, a nie próbował się zadręczać myślami o żonie, która była marną podróbą samej siebie. Nie czując się nawet dobrze, sama ze sobą.
    — Nalegałbym, byś to jeszcze przemyślała. Wstrzymała się, chociaż na parę dni. Wiem, że możesz wykazać się pewnością wobec tego, ale po prostu daj sobie te dodatkowy czas jeśli nadal będziesz, tak uważasz, zaakceptuje to i odejdą — powiedział, mimo że bardzo nie chciał tego mówić.
    Niespodziewanie ich dość poważna rozmowa została przerwana gdy po całym mieszkaniu potoczył się dźwięk dzwonka do drzwi. Oboje spojrzeli po sobie zaskoczeni, bo, prawdę mówiąc, nie spodziewali się żadnych gości, tym bardziej że praktycznie nieliczni znali ich nowy adres więc tym bardziej wydawało się to mocno zaskakujące. Nawoływanie powtórzyło się ponownie, a Ricardo spojrzał na nią i rzucił:
    — Pójdę otworzyć — oznajmił.
    Skinęła delikatnie głową gdy przeczesała futerko Cindy, która siedziała na jej kolanach i obserwowała, jak mężczyzna znika w głębi mieszkania i znika za ścianą, na której wisiał ogromny telewizor. Słyszała doskonale szczęk otwierającego się zamka oraz jakieś niepokojące głosy, które poniosły się echem sprzed wejścia.
    Nie minęła nawet minuta gdy do salonu wrócił jej mąż z dość zaskakującą miną i zwrócił się, do niej mówiąc:
    — Przyszli jacyś ludzie, ale rozmawiają tylko po angielsku — powiedział, marszcząc czoło — Wspomnieli twoje imię i panieńskie nazwisko — dokończył.
    Gdy to usłyszała przez myśl przeszło jej, że być może to mogli być rodzice Michaela ale jeśli miała być szczera, to nie zdradzała im swojego adresu, bo nawet ona go nie znała gdy widziała się z nimi po raz ostatni. Praktycznie nikt inny nie przychodził jej do głowy, bo z zespołem zerwała kontakt, a dziewczyną raczej nie mówiła gdzie aktualnie mieszka ze wzgląd na własne bezpieczeństwo i raczej wolała uniknąć nachodzenia przez brata albo byłego narzeczonego.
    Ostrożnie zdjęła małą kotkę ze swoich kolan, słyszała, jak cicho zaczyna na nią syczeć, niezadowolona, że wstała i ją przebudziła z drzemki, którą sobie ucięła, ale musiała to zrobić. Wstała i powędrowała w stronę wejścia, wciąż głowiąc się nad tym kto mógł być.
    Moment gdy zatrzymała się tuż przed wejściem był chwilą gdy momentalnie pożałowała, że wstała i nie poprosiła Ricardo, by spławił tych ludzi. Rzuciła spojrzeniem na obojga już w podeszłym wieku ludzi. Mężczyzna wręcz wydawał się starszą wersja jej dawnego prześladowcy, prócz które spojrzenia odziedziczył po dość drobnej, ale smukłej kobiecie, której włosy już nieco posiwiały.
    Oboje wydawali się być mocno zdeterminowani, a w ręku starszy mężczyzna trzymał ciemną walizkę.
    — Julio, możemy porozmawiać? — zapytała wprost kobieta.
    — Jak mnie znaleźliście? — syknęła na nich i to dość nieprzyjemnie.
    — Chcemy pomówić z tobą, ale miło by było gdybyś nas zaprosiła — powiedział jej mąż.
    — Kto to jest Bella? — usłyszała tuż obok siebie głos Ricardo.
    Popatrzyła na niego z nieukrywaną frustracja i złość, ale nie była rozgniewana na niego, a raczej na osoby, przed którymi stała. Ostatnią rzeczą, jaką by pragnęła, to widzieć rodziców tego diabła na progu własnego mieszkania. Ci sami, którzy ignorowali wszelkie występki własnego syna. Praktycznie zezwalali mu na wszystko, co tylko pragnął.
    — Rodzice tego skurwysyna — odezwała się do niego po hiszpańsku — Nie wiem, jak mnie znaleźli — dodała do niego.
    — Czego oni chcą? — spytał z nieukrywaną wrogością.
    — Porozmawiać…
    — Czyli mamy rozumieć, że możemy wejść — odezwał się ojciec Kenta, wręcz bezczelnie się wpraszając do środka.
    — Czy ja się na to zgodziłam? — rzuciła do nich — Rozmowa jest nie możliwa, nie chce mieć do czynienia z osobami, które wychowały potwora!
    Nie zamierzała się gryźć w język nawet ze wzgląd na szacunek, bo wobec nich praktycznie go nie posiadała. Nie istotne było, że byli starszymi osobami, jednak gdy wychowujesz własne dziecko, na przestępcę nie należy ci się nic prócz splunięcia, a ich zachowanie od razu ukazuje, jaki mają stosunek do niej.
    — My właśnie w tej sprawie — powiedziała kobieta.
    — Mamy dla ciebie propozycje nie do odrzucenia — dokończył za nią małżonek.
    Splotła dłonie na swoich piersiach, nawet nie zapraszając ich, by weszli głębiej. Nie miała chęci z nimi dyskutować a co dopiero ugościć. Widząc ich niemal od razu, powracały obrazy tych koszmarnych chwil, które spędziła zamknięta jak zwierzę w piwnicy przez ich jakże wspaniałego syna.
    — Wy chcecie mi coś zaproponować? — zaczęła z nich szydzić — Jestem ciekawa co — rzuciła z przekąsem.
    — Odwołaj oskarżenia przeciwko naszemu synowi — oznajmił Nick Kent.
    — Słucham? — spytała wręcz oburzona.
    Nie docierało do niej to, co właśnie usłyszała. Zasugerowano jej, że ma odwołać swoje zeznania z policji i pozwolić tym samym wyjść na wolność diabłów, który wreszcie jest w miejscu, gdzie powinien trafić już dawno. Dać możliwość swobodnego życia i zapewne pragnący się zemścić, szukałaby jej, ale teraz pewnie zabiłby ją od razu?
    Nigdy nie sądziła, że usłyszy coś takiego!
    Było to wprost oburzające, by proponować coś takiego! Wycierpiała i nadal cierpi przez tego cholernego psychopatę a jego rodzice pragnęli go wyciągnąć w pierdla a jedyną z osób, które mogli, przekonać była ona.
    Ale może i była w złym stanie, ale jedno wiedziała.
    Nigdy nie pozwoli doprowadzić do sytuacji, by ten szatan wyszedł za krat więzienia. Miał tam zgnić!
    — Wyrażę się inaczej — powiedział starszy Kent.
    Patrzyła, jak w następnej chwili podnosi walizkę, którą trzymał i chwyta ją jedną ręką, a drugą otwiera ją powoli. Wkrótce przed jej oczami pojawiła się torba wypełniona po brzegi pieniędzmi. Momentalnie spojrzała na ukochanego, który stał obok niej i wydawał się równie mocno zaszokowany co ona.
    Ponownie jednak zwróciła się do dwójki starszych osób gdy odezwała się Marta Kent:
    — To chyba zdoła cię przekonać do zmiany zdania — rzuciła z obelżywie słodkim uśmiechem.
    Nie była początkowo w stanie nic powiedzieć. Widziała jak na ustach małżeństwa, pojawia się ten sam wyraz zadowolenia, który wiedziała u tego potwora gdy kończył swoje zabawy. Poczuła mimowolnie odruch wymiotny, gdy jej umysł przywiódł jej obraz tego fałszywej i dzikiej radości.
    — Wy sobie w tej chwili żartujecie? — spytała z powagą.
    Nawet przez myśl jej nie przeszło, by przyjąć te pieniądze. Było to wręcz nie do wyobrażenia. Nie zamierzała ryzykować własnego życia dla kilku papierków i próby przekupienia jej. Nie była tak głupia jak im mogło się wydawać.
    — Wydaje mi się, że to zrekonspensuje…
    — Stop! — zagrzmiała nagle co nieco zlęknęło ich obojga — Teraz spójrzcie na mnie — rzuciła niezwykle rozgniewana w ich kierunku, wskazując na siebie — Przyjrzyjcie się mi! — zarządzała.
    Widziała, jak spoglądają na siebie nieco zaskoczeni, jakby nie rozumiejąc, do czego dąży, jednak ona doskonale zdawała sobie sprawę, co robi.
    — Do tego stanu doprowadził mnie wasz zjebany syn! Milczeć! — krzyknęła wściekle, gdy zobaczyła, jak Nick próbuje otworzyć usta, by coś powiedzieć — Wychowaliście diabla w ludzkim ciele i teraz przychodzicie do mnie, czyli jego ofiary próbując wcisnąć mi pieniądze, za to bym go uwolniła? Bym skończyła tak samo jak Evelyne jego była. Wasz syn miał szesnaście lat i zabił dziewczynę, nie podzielę jej losu, a on trafił tam, gdzie powinien już dawno. Prawdę mówiąc, żałuje tylko tego, że nie zrobiłam tego wcześniej i go tam nie wpakowałam. Za samą próbę morderstwa może trafić na dożywocie a co dopiero kolejne zabójstwo, handlowanie narkotykami bycie ćpunem lista jest długa i nie zamierzam absolutnie go uwalniać. Wręcz z miłą chęcią posłucham, jak sąd skazuje go na karę więzienia.
    — Radziłabym ci…
    — Nie strasz mnie Nick! — rzuciła wkurzona do niego — Nie będziesz mnie próbował zastraszać tak jak ten twój synalek! Dziesięć lat życia zmarnowałam przez niego i jego szantaże, bo się go bałam, ale nie tym razem. Przez niego moje zdrowie jest w rozsypce, jestem oszpecona na wiele lat i jeśli myślicie, że trafiliście na naiwniaczkom to się mylicie. Może kiedyś nią byłam, ale teraz nie odpuszczę, Clark będzie siedzieć i ja wam to gwarantuje a wasze pieniądze… — urwała, spoglądając na otwartą nadal walizkę z obrzydzeniem — Trzeba naprawdę nie szanować samych siebie, by proponować kasę za milczenie. Ja zdania nie zmienię i obiecuje wam, że zostanie to zgłoszone na policje i oskarżę was. Chce się w końcu pozbyć tego przeklętego nazwiska i waszej posranej rodziny z własnego życia. Wynoście się, ale już! — grzmiała.
    — Sugerowałbym, żebyś to jeszcze przemyślała — próbował po raz kolejny.
    — Nie słyszałeś, co mówiłam! Za tobą są drzwi skurwysynie! — dodała pewnie.
    Widząc, że nie są skłoni, do wyjścia, zwróciła się do Ricardo, mówiąc:
    — Czy byłbyś na tyle uprzejmy i wyrzucić tych państwa za drzwi?
    Widziała, jak w następnej chwili uśmiecha się lekko i podchodzi do mężczyzny, któremu prędko zamknął walizkę przed twarzą i wkrótce wyleciała ona na korytarz, by potem dość pewnie wyprowadził ich obojga z mieszkania i zatrzasnął za nimi drzwi. Przymknął je na klucz i jeszcze przez chwile dało się słyszeć walenie po drugiej stronie.
    — Czego oni chcieli?
    — Łapówka za uwolnienie ich pojebanego synka z więzienia — stwierdziła w dość krótkich słowa.
    — Są żałośni, wychowali tego zwyrodnialca i teraz ciebie jako ofiarę próbują przekonać, do tego być zeznania wycofała — nie dowierzał wprost w to — Jaki ludzie potrafią mieć niski…
    — Oni nie mają kręgosłupa moralnego — wtrąciła się — Zawsze mu na wszystko pozwalali i przymykali oko na jego występki, no to mają syna morderce i prześladowce. Nie odpuszczę temu gadowi! Przez niego moje życie się zawaliło i żadne pieniądze nie zwrócą tego co mi odebrał — dodała z nieukrywanym smutkiem.
    Spotkanie z nimi po latach, prawdę mówiąc, sprawiało, że do jej umysłu powróciły obrazy jej w związku z tym skurwysynem, gdy przestał być tak potulnym chłopakiem, a stał się damskim bokserem, który faszerował ją dragami. Nie mogła chyba trafić na nikogo gorszego od niego. Trzynastolatka, która się zakochała, jednak nie wiedziała, że ten związek doprowadzi ją do obecnego chwili. Gdy praktycznie musiała wszystko budować od zera oraz znowu pracować nad samą sobą. Jednak teraz żadne pieniądze nie zmienią tego co się stało.
 w

Saturday, May 31, 2025

V 31 — PRAGNĘŁA ROZWODU

    Nie było łatwe dla niej łatwe podjąć tą ostateczną dla siebie decyzje. Nie mogła jej podjąć pod wpływem impulsu czy chwili własnej słabości. Potrzebowała kilku tygodni, by przemyśleć czy postępuje właściwie, czy kiedykolwiek nie będzie żałować tego co właśnie pragnęła zrobić.
    I nie zamierzała ukrywać, że miała chwile zwątpień, zawahań gdy czuła, że jest pewna tego, że chce tego ostatecznie, jednak przychodziły wątpliwości, które zaczęły zadręczać jej umysł, a ona już nie była przekonana czy było to dobre nie tylko dla niej, ale również dla niego.
    I nie myślała o tym od dwóch tygodni czy paru dni, ale praktycznie od świąt w jej głowie pojawiała się ta myśl. Początkowo ją bagatelizowała i ignorowała, bo jednak wierzyła, że zdołają oboje z tym poradzić a co najważniejsze, ona się upora z tym dręczącym ją wciąż wyrzutami sumienia.
    One z czasem stały się bardzo męczące i jeszcze bardziej dotkliwe i natarczywe w swojej nachalności. Wciąż słyszała z tyłu głowy ten cichy głosik, który jawnie z niej kpił, drwił z tego, że on ją kocha, sprawiając, że ona zaczęła powoli tracić wiarę i łapać się na myślach, które podsuwał jej umysł, że trwał przy niej z litości, a niedlatego że wciąż darzył ją ogromnym uczuciem.
    To było niszczące, jak powoli zaczęła tracić wiarę w coś, co miało być tak piękne. Uczucie, które kiedyś ich połączyło. I mimo że w jej sercu nadal palił się ten ogień miłości wobec niego, to zaczęła się obawiać tego, że jej kłamliwe przeświadczenie staje się prawdą. Zaczęła sobie wmawiać, coś, co nigdy od niego nie usłyszała.
    Jednak nie potrafiła już dłużej walczyć z tym!    
    Chociaż usilnie próbowała, to stawało się silniejsze od jej pewności wręcz przekonania, że nadal z nią był, bo ją kochał i mimo że teraz nie był to dla nich obojga łatwy czas gdy ona tak bardzo się zdystansowała od niego, wręcz unikała z nim większego kontaktu, to w końcu to zniknie. Terapie z czasem zacznie pozwalać jej otwierać się na niego, zamiast wciąż się go lękać.
    Tak wydawało się to zupełnie absurdalne, że obawiała się własnego męża, jednak teraz myśl o zbliżeniu z jakimkolwiek facetem doprowadzało ją wręcz do istnej histerii i nie myślała tu tylko o kwestiach czysto erotycznych, bo o nich nawet nie chciała dopuszczać do swoich myśli, ale czegoś tak naturalnego jak dotyk bliskiej osoby.
    Peszyło ją to!
    Unikała wszystkiego, co kiedyś było dla niej tak naturalne. Nie pozwalała się przytulać, bo się zwyczajnie bała. Wręcz panikowała na myśl o pocałunkach. Wszystko było bagażem złych doświadczeń a właściwie tego co zafundował jej ten potwór. Jeśli kiedyś była tak mocno wycofana to dzięki niemu i sierocińcu, w którym tkwiła, teraz tylko jedna osoba sprawiła, że wróciła w jeszcze gorszym stanie emocjonalnym, niż wcześniej i wiedziała, że nie będzie to dla niej łatwe, by dojść do siebie szczególności gdy od tych wydarzeń minęło dopiero parę miesięcy, te ranny był nadal świeże, mimo że starała się zrobić, wszystko by się goiły, jednak nie miała tutaj na myśli tych fizycznych, lecz emocjonalnych, psychicznych i uczuciowych.
    Tego co na pierwszy rzut nie widać.
    Bo o ile ciało można wyleczyć, można je upiększyć i zakryć coś, czego się wstydzimy, to musimy sumienie pracować, by sprawić, by poczuć się lepiej. Nauczyć się żyć z czymś, co wręcz doprowadza do płaczu czy paniki, a to mogło potrwać znacznie dłużej.
    Dlatego będąc świadom tego wszystkiego, jak długa droga czeka przed nią, mimo że bardzo ceniła to co obecnie dla niej robił i jak bardzo był dla niej wsparciem, nie chciała, by męczył się dłużej przy niej. Tak uważała, że była dla niego jak kula u nogi, która nie chce się odczepić. I chyba nadeszła pora by samemu to zrobić.
    Dlatego nie uważała, że była to tak banalna sprawa i dlatego od dłuższego czasu o tym myślała.
    Zasługiwał na szczęście przy innej kobiecie, która tak bardzo by go nie ciągnęło na samo czeluść przepaści w tej, której i ona teraz tkwiła. Zasługiwał na znacznie lepsze życie bez obaw i martwienia się o nią, bez ciągłej opieki nad nią.
    Nie zamierzała ukrywać, to cholernie ją bolało, jednak wiedziała, że to będzie dla nich obojga najlepszą rzeczą.
    Obawiała się jednak jego reakcji i nie zamierzała w tej jednej sprawie się oszukiwać. Doskonale wiedziała, że pomimo jej zmartwień i lęków jemu na niej cholernie zależało. Dostrzegała to poprzez każdy aspekt ich obecnego życia i martwiła się tym jak ma z nim przeprowadzić tę rozmowę.
    Owszem na razie i tak musiała, czekać aż wróci, bo z samego rana wyszedł na miasto, jednak nie miała zupełnie pojęcia, jak on mógłby to przyjąć.
    Czasami są momenty gdy rozumiesz, że pora coś zakończyć, mimo że zależy ci na tej osobie, chcesz dać jej odejść, by mogła wieść życie bez twojego widma nad głową. I może fakt umniejszała sobie w ten sposób, bo nie była żadnym śmieciem, jak wmawiał jej ten wariat, ale dziewczyną, która kiedyś znała swoją wartość i w tym tkwi problem, że jeszcze tak nie dawno, nie pozwoliłaby sobie tak bardzo uwłaczać.
    Obecnie nie postrzegała siebie w taki sposób. Nie umiała dostrzec w sobie tej dziewczyny, którą kiedyś była. Była gorszym cieniem dawnej nastoletniej Julii. Wydarzenia mocno odbiły się na jej psychice i mimo że mogła być pod opieką specjalistów, wciąż to w niej mocno siedziało.
    Chłopak, którego kiedyś szczerze kochała, zamienił ją w istnego potwora i swój własny mroczniejszy cień.
    Przygnębiające to fakt, ale taka była realna, prawda jak obecnie samą siebie postrzegała.
    — Raczej sugerujesz mi Señor w dość okręty sposób, że nie potrafiłabym cię zaspokoić — powiedziała stanowczo, a kącik jej ust drgnął nieznacznie do góry — Chcesz mnie, sprawdzisz, albo wyłudzić to by kobieta ci zrobiła dobrze. Myślisz, że masz do czynienia z nowicjuszką w takich gierkach słownych? — pytała dość zadziornie.
    Tak miała tutaj dokładnie na myśli nie jedną swoją zagrywkę, którą urządzała sobie z Michaelem. Nie była w tym nowa, doskonale wiedziała, że można prowokować nie tylko ciałem, ale słowami a on właśnie to robił, myśląc, że nie wyczai jego takich małych szpileczek, które próbował jej wcisnąć.
    — Ja... — spytał z niewinnością w głosie — Nic z tych rze...
    — Señor może czas przestać się zgrywać i zamiast tego po prostu powiesz, gdzie jest sypialnia?
    Mógł to próbować ukryć, zataić czy w jakiś sposób ukryć. Jednak jego spojrzenie go zdradzało, widziała, że właśnie na tym mu zależy na jawnej czystej prowokacji w jej kierunku.
    — Aż taka niecierpliwa? — zamruczał niezwykle zmysłowo, a ona poczuła, jak obejmuje ją w pasie.
    Czuła dotyk jego ust gdy zaczął składać drobne, pocałunki na jej karku schodząc coraz niższej. I nie dało się tego ukryć, że jego drobne całusy wiodły go wprost do dekoltu jej sukienki.
    — To jednak nie chcesz poznać moich umiejętności.
    Oderwał się od niej niemal natychmiast i spojrzał na nią, ona uśmiechnęła się zwycięsko i niezwykle zadowolona. Bo takiej reakcji się wręcz spodziewała.
    — Więc gdzie sypialnia?
    Zamiast odpowiedzi, momentalnie straciła grunt pod nogami. Pisnęła zaskoczona, lecz w kolejnej chwili była niesiona przez salon aż do metalowo — przeszkolonych schodów, które wiodły na górę. Widziała jedynie z tyłu zarys jego mieszkania, nie zdążyła zobaczyć, bo praktycznie po kilku sekundach została rzucona na łóżku, a tuż nad nią pojawił się Hiszpan. Patrząc wprost jego ciemne oczy, widziała blask i iskierki, które czaiły się w kącikach, widziała, jak otwiera usta, a wkrótce padły te słowa z jego ust:
    — A czy ci pozwolę się wykazać?
    To jedno pytanie zawisło między nimi, co doprowadziło jej zmysły wręcz do szaleństwa. Czyli tak zamierzał się z nią bawić. Zupełnie wolna i nieskrępowana odepchnęła go od siebie i sama popchnęła na bok i tym razem to ona była nad nim. Gdyby nie była spostrzegawcza, nie dostrzegła tego zarysu uśmieszku, który skradł się na jego usta.
    Nie krępowała się nawet przez moment, gdy bezczelnie wsunęła swoją dłoń pod jego spodnie, które z każdą chwilą coraz bardziej się unosiły, a on swoimi zwinnymi paluszkami odsunęła gumkę w jego bokserkach i chłodnymi palcami podarowała w dół. Cichy jęk wymknął się z ust mężczyzny.
    — Nie dasz się wykazać? — powtórzyła jego słowa, czując pod swoimi palcami jego twardniejącą męskość — A spodnie wcale cię nie uwierają Señor? To tylko wieczorny problem, z którym absolutnie sobie poradzisz?
    Wiedziała, że jej pytania zostaną bez odpowiedzi, jednak widok wręcz drżącego od pokusy mężczyzny tuż pod nią był wręcz nie do opisania i tak bardzo nęcący.
    — To jak? — pytała, wysuwając ręką spomiędzy jego bielizny, jednak zatrzymała ją na krańcu jego spodni, które pociągnęła w dół.
    Zdjęła je go z bioder, rzucając niedbale za siebie. W ciszy sypialni było słychać dźwięk uderzającej klamry paska o drewnianą podłogę. Ona sama zaczęła wodzić palcami wzdłuż jego już znacznie zarysowanego członka, od którego dzielił ją tylko materiał bokserek.
    — Zadziorna i kusząca... — odezwał się z dozą ciekawości i namiętności — Podobają mi się ta...
    — Czyli cały czas mnie podpuszczałeś — oburzyła się — Tak bawić się kotku nie będziemy! — wręcz jednym płynnym ruchem zdjęła z siebie sukienkę i porzuciła ją gdzieś.
    Uwielbiała wspominać ten jeden wieczór, mimo że oboje nie traktowali go poważnie, to był to równocześnie noc, gdzie cała ich przygoda się rozpoczęła. Czuła ciepło które rozlewało się po jej sercu mimo tych dość cudownych wspomnień liczyła się z tymi gorszymi gdzie musiał widzieć ją w ranami po oparzeniami, martwicą i oparzeniami, a to nie było zbyt przyjemne.
    Mimo że ani razu nie dostrzegła wtedy na jego twarzy grymasu niezadowolenia, nie marudził, to jednak czuła się dziwnie. I właśnie ktoś mógłby powiedzieć, że odrzuca faceta, który jest dosłownie skarbem dla niej i tak owszem chciała, go zostawić wiedząc, że nie może tak dłużej żyć i nie zasługuje na obecny los. Nie powinien mieć takiej żony.
    Zdecydowanie się na rozwód nie było proste, jednak wydawało się najbardziej rozsądne w tej sytuacji.
    Chwytając kubki ze stolika, wstała i powolnym korkiem podeszła do kuchni i chowając je do zmywarki, dobiegł ją dźwięk przekraczającego się klucza w zamku. Wyprostowała się momentalnie i po krótkiej chwili zobaczyła wchodzącego do mieszkania Ricardo. Gdy tylko go ujrzała, poczuła strach, który przemknął przez jej ciało, niczym nieprzyjemny dreszcz.
    Wciąż słyszała głos zdrowego rozsądku, by jeszcze o tym pomyślała, nie niszczyła związku, który uważała za tak bardzo udany, bo z tych wszystkich, w których była to jednak z nim, mimo że była stosunkowo krótko to on nigdy nie dał jej powodu do zwątpień i niepewności czy dobrze słusznie postąpiła, decydując się, z nim na dość szybki ślub.
    Odruchowo przypomniało się jej jak bardzo jej były oburzył się podczas jednej z ich kłótni podczas tych cholernych tygodni gdy trzymano ich niczym zwierzęta w tej niepróżnej piwnicy wybuch i miał wręcz pretensje o to, że tak prędko powiedziała obecnemu partnerowi tak, a on jak to określił Musiał czekać, alewłaśnie to pokazało, że nie był godny, tego by wzięła z nim ślub.
    Nie zamierzała próbować sobie wmówić, że on nic nie pamiętał, to się nie wydarzyło, bo dla niej to jest śmieszne, że próbuje powielać teksty każdej zdradzonej osoby i pojechał po tak niskiej linii oporu i nawet nie zatuszował dowodów na swoje niecne uczynki, ale tak właśnie zdecydował, że zniszczy coś, co wydawało się dla nich obojga idealne.
    Potrząsnęła jednak głową, nie chcąc wspominać tamtych wydarzeń. Była to jej przeszłość, do której nie zamierzała powracać. Dobiegł ją cichy hałas gdy mężczyzna odłożył klucze na blat, a ona podniosła na niego wzrok z powagą. Widząc jej minę, jego uśmiech nagle zgasł, a on spoglądnął na nią z dość poważnym wyrazem twarzy. A w oczach dostrzegła zaniepokojenie:
    — Julio? Wszystko dobrze? — zapytał niemal z trwogą.
    Oparł dłonie na krawędzi blatu i ani na moment nie spuścił z niej spojrzenia, a ona z cichym westchnieniem powiedziała:
    — Musimy poważnie porozmawiać.
    Nie zamierzał oszukiwać siebie, widząc jej dość poważny wyraz twarzy, poczuł się ogromnie zaniepokojony. Owszem ostatnio rzadko widywał u niej jakikolwiek uśmiech, czy radość jednak jej mina nie świadczyła o niczym dobrym i to go naprawdę martwiło.
    — Julio czy coś się stało? — próbował dociekać.
    Niepokoiło go coraz bardziej, bo praktycznie teraz mógł wszystkiego się spodziewać. Doskonale wiedział, z jakimi problemami zmaga się ostatnio Julia, owszem widział jak się dystansu, ale dał jej przestrzeń dla siebie. Jednak tylko parę razy widział ją w takim stanie i za każdym razem to miało wpływ na dalsze życie. Podobną posturą wykazała się gdy zaproponowała mu małżeństwo, by otrzymał możliwość stałego pobytu w kraju oraz wtedy gdy zgodziła się z nim być dlatego, mimo że starał się nie myśleć o najgorszym, to coraz bardziej czuł, że w końcu dowie się, co ją tak mocno trapiło od dłuższego czasu.
    Oboje poczuli jak atmosfera, wokół nich niespodziewanie gęstnieje, przez chwile biła się z myślami, ten delikatny głosik zdrowego rozsądku podpowiadał jej, by się opamiętała, jednak w końcu zebrała się w sobie na odwagę i zwróciła do niego:
    — Ricardo, wiem, że to, co teraz powiem, może złamać nam obojgu serca… — zaczęła, powoli co bardziej zaniepokoiło mężczyznę — Ale uważam, że to będzie dla nas obojga najlepszym możliwym rozwiązaniem. I od razu pragnę podkreślić, nie umniejszam ci, za twoje zasługuje wobec mnie. Przez ostatnie tygodnie jak nie miesiące mogłam na tobie polegać. Byłeś przy mnie w najgorszych momentach mojego życia. Nie odrzuciłeś, mimo że poznałeś okrutną prawdę o mojej przeszłości.
    — Do czego zmierzasz tymi słowami Julio? — przerwał jej nagle dość stanowczym głosem.
    Zapanowała chwila dość niezręcznej ciszy, podczas której ona starała się na niego nie spoglądać jednak czuła na sobie jego spojrzenie gdy wręcz wpatrywał się w nią i starał się bezskutecznie nawiązać z nią kontakt wzroku.
    Dopiero po chwili odważyła się znowu na niego popatrzeć i odezwała się pozbawionym od emocji głosem:
    — Chce rozwodu — powiedziała, starając się ukryć, jak tylko mogła ból, które sprawiły jej te słowa.
    Patrzyła, jak wręcz wpatruje się w nią oszołomiony, jak przez chwile nie dowierza w to co słyszy.
    Wydawało mu się, że właśnie się przez słyszał, jej słowa wręcz do niego nie docierały. Nie sądził, że kiedykolwiek od niej to usłyszy dlatego tak bardzo, próbował je wyprzeć, ze swojej głowy jednak gdy tylko spoglądał na nią, z jaką powagą spoglądała na niego, coraz bardziej był przekonany, że ona wcale nie żartuje.
    — Julio chyba nie mówisz tego poważnie? — wciąż nie dowierzał.
    — Chciałabym Ricardo, ale nie — rzekła, próbując nie uronić ani jednej łzy — Myślę, że to dla nas…
    — Proszę, tylko tego nie kończ — przerwał jej w pół zdania — Dlaczego?
    Dość proste i krótkie pytanie, jednak doskonale rozumiała, że właśnie tylko to w tej chwili był w stanie powiedzieć. Patrząc na jego oszołomioną twarz, mimo swojej pewności, którą wcześniej miała, zaczęła w to wątpić. Dostrzeżenie tego jak to go zabolało było tym, czego obawiała się najbardziej.
    — Wiem, że wyda ci się to najbardziej nie rozsądne, ale, uważam, że zasługujesz na więcej. Zamiast cieszyć się życiem, nadal rozwijać firmę i bawić się jak dawniej to utknąłeś przy mnie. Dziewczynie, która zmaga się, z przeszłością będzie potrzebować kilku miesięcy, by dojść do siebie. Praktycznie obecną mnie widzisz po raz pierwszy w życiu i nie chce zabierać ci życia na zamartwianie się o mnie.
    — Bella gdybym tego nie pragnął, zostawiłbym cię, ale kocham cię i chce z tobą być. Dlaczego nam to robisz? Czy tak bardzo ci już nie zależy na nas, czy przestałaś darzyć mnie uczuciami?
    Te pytania były dotkliwe, ale tak bardzo prawdziwe. Dopiero po krótkiej chwili powiedziała.
    — Ricardo nadal darzę cię głębokim uczuciem, ale wiem, że kolejne miesiące wręcz lata dla mnie, nie będą łatwe, a ty powinneś żyć po swojemu dlatego chce cię od siebie uwolnić — powiedziała, czując, jak oczy ją pieką — Od mojego zobowiązania.
    — Julio naprawdę powinnaś to przemyśleć. Nie rób nam tego — próbował ją przekonywać.
    Jednak decyzja już zapadła.