— Julio czy naprawdę uważasz, że podejmujemy to twoja ostateczna decyzja? — spytał z nieukrywanym przejęciem.
Nie potrafił się oszukiwać, nawet jeśli by próbował, trudno było mu pogodzić się z myślą, a bardziej z wizją odejścia od kobiety, którą tak kochał. Z jednej strony rozumiał jej postępowanie, jej strach, obawy, które nią targały, jednak nie umiał pojąć czemu, pragnie zniszczyć to głębokie uczucie, które ich łączyło.
Mogła go okłamywać, czy oszukiwać, ubierać kolejne maski, by próbować zatuszować swoje prawdziwe oblicze, jednak nie potrafił być krótkowzroczny i nie dostrzec faktu, że sama męczy się z tym, a właściwie bije się z myślami, czy postępuje słusznie. W jego opinii była to skrajna głupota, bo przez ostatnie miesiące nawet nie dał jej powodu do zwątpienia, dbał o nią i się troszczył, bez względu na wszystko.
Nie robił tego ze współczucia, że było mu po prostu jej żal, wręcz zmuszał się do tego, by z nią być, bo we wtedy zaprzeczył sam sobie. Był u jej boku, wspierając jej i pomagając, bo w jego sercu nadal palił się żar miłości, który ich połączył przed ponad półtora rokiem, nie przygasł on ani na moment, nawet w chwili, gdy patrzył na okaleczoną przez kwas twarz, to nie sprawiło, że poczuł do niej niechęć czy obrzydzenia, wręcz przeciwnie, każdego dnia kochał ją jeszcze bardziej.
Jego słowa przysięgi, które złożył przed nią i urzędnikiem stanu cywilnego nie były tylko pustymi słowami, które musiał powtórzyć a faktycznymi słowami, które deklarowały jego szczere uczucie względem tej młodej artystki. Nigdy nie zwątpił, w nich, nie chciał jej zostawiać nawet w ten najgorszym okresie, gdy nie miał pojęcia czy policja odnajdzie ją żywą.
On nigdy nie stracił swojej przekonania, że wróci ona do niego.
I nie potrafił zrozumieć, tego co właśnie im robiła. Czy czuł wobec niej wściekłość? Nie! Po prostu pragnął, nie potrafił pojąć czemu, spisywała ich wspólne życie na zupełną stratę. Czy nie udowodnił jej przez ostatnie tygodnie, że nie ma dla niego znaczenia wygląd zewnętrzny, wręcz doskonale wiedział, czemu jej twarzy pokrywa pomarszczona i poniszczona skóra, byłby skończonym kretynem gdyby obwiniał ją za to i zdecydował się odejść tylko z tak błahego powody?
Owszem początkowo ludzie zwracają uwagę na wygląd zewnętrzny jednak z czasem gdy poznaje się go bliżej, przestaje to mieć aż tak ogromne znaczenie, bo poznajmy go bliżej, jego charakter to, kim jest i to cechy, które sprawiają, że zaczynamy być w tej osobie zauroczeni, by potem ją pokochać i to dla niego się liczyło.
I tak, mimo że widział jej drastyczną zmianę w jej osobowości, widział, jak przygasła, stała się cichsza, wycofana wręcz nieufna nawet wobec niego, to nie był głupcem, który nie wiedział, że tak mocno traumatyczne przeżycia, wręcz koszmar, jaki musiała, znieś, nie mają wpływu na psychikę ludzką a jej tym bardziej więc byłby kompletnym ignorantem gdyby wyrzucał jej tak istotny fakt, że mierzyła się naprawdę z ciężkimi chwilami w życiu, radzeniem sobie ze wspomnieniami, swoją samooceną, będąc pod opieką psychiatry i terapeuty musiała przepracować wszystko, co musiała przejść w tym piekielnym miejscu. Znęcanie się czy to fizyczne, czy psychiczne nad nią co miało drastyczny wpływ na nią. Dlatego zapewniał jej oparcie i prosił, by nie przejmowała się tak mało istotnymi rzeczami jak codzienne zmartwienia i skupiła się na leczeniu.
Dlatego nie potrafił zrozumieć jej postępowania i czemu im to robiła.
— Ricardo, czy nie rozmawialiśmy już na ten temat? — spytała, a on w jej tonie głosu wyczuł lekką frustrację, którą starała się ukryć.
Nie udało się jej zbytnio ukryć swojej irytacji gdy po raz kolejny powrócił do tego tematu. Wiedziała, że czuł się niesprawiedliwe potraktowany przez nią i mimo że powtarzał wciąż, że nie ma do niej żalu, to czuła, że w głębi jego serca pojawia się złość wobec niej, a raczej jej pragnienie rozstania.
Nie zamierzała zaprzeczać czy ujmować mu, że nie okazał jej przez ostatni czas żadnego wsparcia, bo praktycznie mogła powiedzieć, że zachował się wręcz wzorowo, jednak jej przenikliwy strach nie pozwalał dłużej trzymać go przy sobie. Mógł deklarować się, że jej brzydota nie jest dla niego istotna i może faktycznie tak było, jednak dało się zaprzeczyć temu, że ona tak siebie nie postrzegała, a w jej głowie tkwiła obawa, że może po czasie jednak być zastąpiona przez atrakcyjniejszą dziewczynę.
Nie powiedziała mu tego głośno, jednak chciała dać mu możliwość rozwoju i pójścia swoją drogą. Zasługiwał na to, a nie tkwienie przy niej.
— Tak, ale nadal uważam, że postępujemy nie właściwie — wyrzucił z siebie — Czy naprawdę uważasz, mnie za takiego głupca bym nie domyślał się, czego się boisz?
Poderwała momentalnie głowę i spojrzała w głąb jego oczu. Ujrzała w nich pewność, a zarazem coś na wzór wściekłości. Nieukrywanej złości, a zarazem stanowczości. Nie mogła przez moment oderwać oczu od jego intensywności jego ciemnych tęczówek, na moment zapadła między nimi głucha cisza, która wkrótce została przerwana przez pewny głos:
— Julio, czy uważasz, że oszukiwanie mnie jest słuszne. Wiem, co siedzi w głębi twojego serca, rozumiem twoje obawy. Ty zapewne myślisz, że jestem ignorantem i nie dostrzegę tego, że zwyczajnie obawiasz się sytuacji, w której ja zdecyduje się porzucić cię dla atrakcyjniejszej kobiety, ale czy chociaż przez moment dałem ci powód, by tak myśleć? — spytał wprost.
Czyżby się właśnie myliła?
Właśnie tego tak skrycie się bała, a on powiedział to wprost. Tak starała się ukryć jakiekolwiek oznaki, które mogłyby świadczyć, że myśli o tym, jednak on wykazał się spostrzegawczość a bardziej nietrudno było mu się domyśleć co kłębi się w jej głowie gdy za każdym razem widział ją zapłakaną stojącą przed lustrem wtedy gdy docierało do niej jak wyglądała. Wykazywał się ogromną empatią i troską i ciągle powtarzał, że jest piękna i nie zamierzał naciskać na prędką zmianę i powrót do dawnej siebie, bo rozumiał, że to stopniowy proces, który wymagał czasu.
— I nie chce słyszeć, od ciebie uwag, że obecnie tak mówię, a za jakiś czas to się zmieni — uprzedził ją, nim zdołała otworzyć usta — Pokochałem cię nie za wygląd, ale to jaka byłaś, że…
— Właśnie — weszła mu niespodziewanie w słowo — Byłam taka, teraz jestem inna!
— Owszem, ale ja nie winię cię za to, że stałaś się tak mocno strachliwą osobę. Nie jestem głupcem, który wiedział, co przeszłaś i tak najważniejsze było dla mnie dawne życie. Może jestem młody, mogłaś odebrać mnie różnie przy naszym pierwszym spotkaniu, ale czegoś mnie nauczono. Nie opuściłbym cię nawet gdy stanęła tutaj jakaś najpiękniejsza kobieta świata, bo ja już taką widzę przy sobie, ale ona chce mnie zostawić i tego nie jestem w stanie zrozumieć.
— Ricardo, nie będę ci ujmowała, że nie troszczyć się o mnie, ale doskonale wiem, jak ciężki to jest dla mnie ciężki okres. Przechodziłam podobny etap w swoim życiu i byłam po prostu nieznośna. Wiem, jakie miałam wtedy myślenie, wiem, co tkwi w mojej głowie teraz i nie chce cię ciągnąć za sobą. Nie zasługujesz na to, tak nadal cię kocham i nie będę udawała, że tak nie jest, ale wiem, że ten okres jest ciężki. Nie chce, byś obserwował, mój moralny upadek, moją klęskę! — dokończyła ze smutkiem.
— Widzę, że masz bardzo niskie mniemaniu o mnie…
— Nie chodzi o ciebie Ricardo — wtrąciła się mu w połowie zdania i spojrzała na niego z powagą — Ale o mnie. Ty nie jesteś winy temu, że kłamałam przez cały okres, że nie zakończyłam pewnych spraw, zanim nie wdałam się w kolejne relacje. To był mój błąd, za który płace.
— Słucham? — spytał wprost oburzony — Uważasz, że ty spłacasz jakiś dług? Julio, to, że ten skurwysyn jest skończonym zdemoralizowanym człowiekiem bez żadnego kręgosłupa moralnego i obrał sobie ciebie za cel, nie znaczy, że ty masz jakieś zadłużenie wobec życia, czy czegokolwiek. To głupota, bo jedynym winnym jest ten skurwysyn — nie gryzł się w język.
Nie zamierzał ubierać w piękne słowa, tego sukinsyna, który zniszczył mu żonę. Nie zamierzał pluć jadem na tego szatana gdy wiedział, jak po miesiącach od tego gdy policja ją odnalazła i ocalić od tego potwora dalej obwinia się za to wszystko.
— Byłaś nastolatką, która miała prawo być zagubiona w życiu, a on to po prostu przeczenie wykorzystał! Miałaś prawo sobie życie ułożyć, a on tak powinien gnić dawno w więzieniu, jednak teraz tamto życie nie powinno mieć wpływu na nas, nasze życie, ale jak widzę ma — dodał ze smutkiem w głosie.
— Ricardo, wiem, że jesteś rozgoryczony, ale nie potrafię radzić sobie sama z sobą, a co dopiero myśleć o tobie, o nas. Wiem, że moja decyzja może być dla ciebie szokująca i niesprawiedliwa, ale…
— Nie zdecydujesz się z niej wycofać — skończył za nią — Wiem i to mnie najbardziej boli, że kobieta, którą tak szczerze kocham, zdecydowała się mnie porzucić, w chwili gdy najbardziej potrzebuje wsparcia i pomocy. Czy jednak jesteś w stanie coś zrobić? — spytał wprost, odwracając się w stronę przedniego okna samochodu.
Z trudem udało mu się ukryć, łzy, które cisnęły się mu do oczu. Był osobą, która umiała zapanować nad emocjami. Potrafił je poskromić i nie poddawać się im tak bardzo, zupełnie jak Julia przed paroma miesiącami. Należeli do osób, które nie podawali się presji skrajnych uczuć, ale teraz nie potrafił, nie uronić ani jednej kropelki wody na myśl, że za parę dni, pożegna się z nią ostatecznie, a teraz stali przed biurem jednego z lepszych notariuszy w mieście mając podpisać kilka pism.
— Przepraszam.
Nagle w ciszy dało się usłyszeć cichy i bardzo skruszony dziewczęcy głos. Popatrzył na nią tuż po tym gdy prędko zamrugał oczami, pragnąć, odgonić łzy, które wciąż cisnęły mu się do oczu.
— Nie jestem zły, tylko rozczarowany — wyznał szczerze — Liczyłem na zupełnie inne zakończenie — powiedział szczerze.
— Biorę wszystko na siebie, wiem, że w głównej mierze się do tego przyczyniłam, ja i moja przeszłość, z którą nie byłam w stanie w porę się uporać, wręcz rozliczyć w odpowiedniej chwili i nie ukrywam, podobne zarzuty miałam wobec siebie gdy weszłam w poprzedni związek, ale zaczęłam żyć chwilą i…
— Przestałaś zwracać na to uwagę. Julio powtórzę po raz kolejny, ja cię nie winie — zapewnił ją po raz kolejny.
Mimo że on mógł mieć, takie podejście nie oznaczało, że ona tak się nie czuła. Wiedziała, że gdyby nie jej decyzja nie skończyliby w tym miejscu, w którym byli obecnie. Ona była wszystkiemu wina i nie zamierzała w żaden sposób kłamać.
— Idziemy? — zapytał, nagle wyrywając ją ze swoich przemyśleć.
Popatrzyła na niego po raz ostatni i skinieniem głowy zgodziła się z nim. Opuścili wzajemnie samochód i pewnym krokiem powędrowali wzdłuż parkingu, idąc ku drewnianym drzwiom, które wiodły do środka budynku. Podeszli do wind i przywołali jedną z nich która wkrótce przyjechała. Gdy tylko drzwi się rozsunęły, weszli do środka i jak mogło się wydawać, stanęli nieco dalej od siebie, a właściwie ona stanęła kilka kroków w bok.
Widziała kątem oka jak jej postawa wciąż go rani, jednak nie potrafiła nad tym zapanować. Ten niepokój bywał od niej silniejszy. Obawy, że może on mieć z jej powodu, jakieś nieprzyjemności było czymś, z czym nie potrafiła sobie poradzić. Wkrótce zatrzymali się na jednej ze środkowych kondygnacji, a oni wyszli na korytarz. Od razu podeszła do recepcji, przy której stała dość młoda i bardzo atrakcyjna dziewczyna, która ubrana w koszulę oraz spodnie garniturowe rzuciła na nich spojrzeniem, a jej serce zadrżało z niepewności, a w głowie zaczęły pojawiać się niepokojące myśli.
— Słucham? — odezwała się dość surowym głosem.
Widziała, jak mierzy ją niepochlebnym spojrzeniem. Nienawidziła wychodzić do ludzi! Obecnie to był jej największy koszmar mierzenie się z taką niechęcią w oczach u innych wręcz obrzydzeniem wobec niej. Nie mogła jednak nic poradzić na swój wygląd, obecnie nie pozwalano jej zrobić operacji plastycznej, a nawet jeśli, nie miała na to finansów, by doprowadzić się do porządków. Musiała tkwić w tym okropnym ciele.
— Byliśmy umówieni z mecenasem Davisem — rzuciła do niej.
— Nazwisko?
— Julia i Ricardo Armando — powiedziała.
Widziała, jak recepcjonistka przez moment coś sprawdza w komputerze, po czym przytaknęła i powiedziała:
— Proszę usiąść i zaczekać aż pan Davis wyjdzie — wskazała w stronę poczkalni.
Zerknęła na Ricardo, który lekko skinął głową gdy oboje podeszli do jednej z krzeseł i usiedli tuż obok, a ona nie zdążyła nawet pomyśleć gdy usłyszała obok siebie cichy głos Ricardo:
— Bella tyle razy prosiłem, byś nie przejmowała się takimi spojrzeniami — mówił.
— Trudno ich nie ingerować, gdy jesteś świadomy, jak wyglądasz — mruknęła nieco sfrustrowana — Oszpecił mnie — powiedziała z wyrzutem.
— Właśnie to on zrobił, nie miałaś na to wpływu, a ludzie zawsze będą się patrzeć, ale nie znają twojej historii i nie widzą, przez co przeszłaś. Oceniać jest łatwo po obrazku, ale nikt nie wie, co dana osoba przeszła a ty wiele musiałaś przeżyć — zauważył słusznie.
I może i były to bardzo cenne uwagi, które brała sobie do serca, jednak nie dało się pozbyć wrażenia i tego paskudnego uczucia wstydu. Brzydzenia się samej siebie to było w tym wszystkim najgorsze, że mimo że doskonale wiedziała, przez co przeszła, to nie potrafiła dognić się od tych wstrętnych myśli, które były tak niepokojące.
Nie byli jednak w stanie dłużej porozmawiać, gdy nagle dobiegły ich dźwięk otwierających się drzwi. Popatrzyli w tamtym kierunku i zobaczyli, że przez jedne z dębowych skrzydeł wychodzi prawnik wraz z dość starszą parą zapewne małżeństwa i kończy z nimi rozmowę. Widział, jak kobieta uśmiecha się do męża, po czym pożegnali się z notariuszem i zaczęli odchodzić.
— Państwo Armando? — zapytał, zwracając się do nich.
Przytaknęła delikatnie głową na potwierdzenie, a mężczyzna gestem dłoni wskazał na drzwi do swojego gabinetu, mówiąc:
— Zapraszam do środka — oznajmił.
Nie posiedzieli nawet dwóch minut, momentalnie wstali i przeszli ten kawałek, by wejść do środka gabinetu. Był to raczej klasyczne biuro jak ich wiele, niczym niewyróżniającym się na tle innych. Biurko, przed którym stały dwa skórzane fotele a za nim jedno obrotowe, na biurko dało się dostrzec otwarty laptop a przed nim kilka otwartych dokumentacji.
Prawnik jednak podszedł i zamknął teczki i skrył je na jednej z półek na pobliskiej komodzie, jednak zatrzymał się tam, otwierając jedną z szuflad i zaczął w niej grzebać. Nie odrywając się od swoich, poszukiwań zagadnął ich:
— Czy są państwo pewni, że to ostateczna decyzja? — zapytał.
W końcu udało mu się wyjąć odpowiedni segregator, z którym podszedł do dębu biurka, za którym usiadł i go otworzył i spojrzał na nich za swoich ciemnych oprawek okularów.
— Po podpisaniu umów darowizny nie będzie już odwrotu. Mieszkanie jak i pojazd mechaniczny przejdą na panią — wyjaśnił.
— Tak jesteśmy tego pewni. Mój mąż i tak decyduje się po rozwodzie wyjechać — wyjaśniła.
Jeśli ona zdecydowała się o rozwodzie, to w tym przypadku głównie Ricardo zadecydował, że powierzy jej mieszkanie jak i samochód, mimo że próbowała go od tego, odwieść w tej kwestii jednak nie pozostał uległy. Wciąż powtarzał, że pragnął, by miała gdzie żyć, bo jak sam wspomniał, nie miała się gdzie podziać prócz znajomych, z którymi nie zerwała kontaktu jednak z pewnym gronem tak jak i swoim bratem. Nie mogła, go odwieś od tej decyzji, jednak czy on zdołał ją przekonać, by nie składała pozwu rozwodowego?
Cóż oboje byli uparci i umieli postawić na swoim.
Wkrótce notariusz wyjął z teczki plik dokumentów, który zaczął przeglądać i podpisywać w odpowiednich miejscach by wkrótce podsunąć im te same komplety, by mogli złożyć swoje podpisy.
Po tym nie będzie już żadnego odwrotu.