Saturday, May 31, 2025

V 31 — PRAGNĘŁA ROZWODU

    Nie było łatwe dla niej łatwe podjąć tą ostateczną dla siebie decyzje. Nie mogła jej podjąć pod wpływem impulsu czy chwili własnej słabości. Potrzebowała kilku tygodni, by przemyśleć czy postępuje właściwie, czy kiedykolwiek nie będzie żałować tego co właśnie pragnęła zrobić.
    I nie zamierzała ukrywać, że miała chwile zwątpień, zawahań gdy czuła, że jest pewna tego, że chce tego ostatecznie, jednak przychodziły wątpliwości, które zaczęły zadręczać jej umysł, a ona już nie była przekonana czy było to dobre nie tylko dla niej, ale również dla niego.
    I nie myślała o tym od dwóch tygodni czy paru dni, ale praktycznie od świąt w jej głowie pojawiała się ta myśl. Początkowo ją bagatelizowała i ignorowała, bo jednak wierzyła, że zdołają oboje z tym poradzić a co najważniejsze, ona się upora z tym dręczącym ją wciąż wyrzutami sumienia.
    One z czasem stały się bardzo męczące i jeszcze bardziej dotkliwe i natarczywe w swojej nachalności. Wciąż słyszała z tyłu głowy ten cichy głosik, który jawnie z niej kpił, drwił z tego, że on ją kocha, sprawiając, że ona zaczęła powoli tracić wiarę i łapać się na myślach, które podsuwał jej umysł, że trwał przy niej z litości, a niedlatego że wciąż darzył ją ogromnym uczuciem.
    To było niszczące, jak powoli zaczęła tracić wiarę w coś, co miało być tak piękne. Uczucie, które kiedyś ich połączyło. I mimo że w jej sercu nadal palił się ten ogień miłości wobec niego, to zaczęła się obawiać tego, że jej kłamliwe przeświadczenie staje się prawdą. Zaczęła sobie wmawiać, coś, co nigdy od niego nie usłyszała.
    Jednak nie potrafiła już dłużej walczyć z tym!    
    Chociaż usilnie próbowała, to stawało się silniejsze od jej pewności wręcz przekonania, że nadal z nią był, bo ją kochał i mimo że teraz nie był to dla nich obojga łatwy czas gdy ona tak bardzo się zdystansowała od niego, wręcz unikała z nim większego kontaktu, to w końcu to zniknie. Terapie z czasem zacznie pozwalać jej otwierać się na niego, zamiast wciąż się go lękać.
    Tak wydawało się to zupełnie absurdalne, że obawiała się własnego męża, jednak teraz myśl o zbliżeniu z jakimkolwiek facetem doprowadzało ją wręcz do istnej histerii i nie myślała tu tylko o kwestiach czysto erotycznych, bo o nich nawet nie chciała dopuszczać do swoich myśli, ale czegoś tak naturalnego jak dotyk bliskiej osoby.
    Peszyło ją to!
    Unikała wszystkiego, co kiedyś było dla niej tak naturalne. Nie pozwalała się przytulać, bo się zwyczajnie bała. Wręcz panikowała na myśl o pocałunkach. Wszystko było bagażem złych doświadczeń a właściwie tego co zafundował jej ten potwór. Jeśli kiedyś była tak mocno wycofana to dzięki niemu i sierocińcu, w którym tkwiła, teraz tylko jedna osoba sprawiła, że wróciła w jeszcze gorszym stanie emocjonalnym, niż wcześniej i wiedziała, że nie będzie to dla niej łatwe, by dojść do siebie szczególności gdy od tych wydarzeń minęło dopiero parę miesięcy, te ranny był nadal świeże, mimo że starała się zrobić, wszystko by się goiły, jednak nie miała tutaj na myśli tych fizycznych, lecz emocjonalnych, psychicznych i uczuciowych.
    Tego co na pierwszy rzut nie widać.
    Bo o ile ciało można wyleczyć, można je upiększyć i zakryć coś, czego się wstydzimy, to musimy sumienie pracować, by sprawić, by poczuć się lepiej. Nauczyć się żyć z czymś, co wręcz doprowadza do płaczu czy paniki, a to mogło potrwać znacznie dłużej.
    Dlatego będąc świadom tego wszystkiego, jak długa droga czeka przed nią, mimo że bardzo ceniła to co obecnie dla niej robił i jak bardzo był dla niej wsparciem, nie chciała, by męczył się dłużej przy niej. Tak uważała, że była dla niego jak kula u nogi, która nie chce się odczepić. I chyba nadeszła pora by samemu to zrobić.
    Dlatego nie uważała, że była to tak banalna sprawa i dlatego od dłuższego czasu o tym myślała.
    Zasługiwał na szczęście przy innej kobiecie, która tak bardzo by go nie ciągnęło na samo czeluść przepaści w tej, której i ona teraz tkwiła. Zasługiwał na znacznie lepsze życie bez obaw i martwienia się o nią, bez ciągłej opieki nad nią.
    Nie zamierzała ukrywać, to cholernie ją bolało, jednak wiedziała, że to będzie dla nich obojga najlepszą rzeczą.
    Obawiała się jednak jego reakcji i nie zamierzała w tej jednej sprawie się oszukiwać. Doskonale wiedziała, że pomimo jej zmartwień i lęków jemu na niej cholernie zależało. Dostrzegała to poprzez każdy aspekt ich obecnego życia i martwiła się tym jak ma z nim przeprowadzić tę rozmowę.
    Owszem na razie i tak musiała, czekać aż wróci, bo z samego rana wyszedł na miasto, jednak nie miała zupełnie pojęcia, jak on mógłby to przyjąć.
    Czasami są momenty gdy rozumiesz, że pora coś zakończyć, mimo że zależy ci na tej osobie, chcesz dać jej odejść, by mogła wieść życie bez twojego widma nad głową. I może fakt umniejszała sobie w ten sposób, bo nie była żadnym śmieciem, jak wmawiał jej ten wariat, ale dziewczyną, która kiedyś znała swoją wartość i w tym tkwi problem, że jeszcze tak nie dawno, nie pozwoliłaby sobie tak bardzo uwłaczać.
    Obecnie nie postrzegała siebie w taki sposób. Nie umiała dostrzec w sobie tej dziewczyny, którą kiedyś była. Była gorszym cieniem dawnej nastoletniej Julii. Wydarzenia mocno odbiły się na jej psychice i mimo że mogła być pod opieką specjalistów, wciąż to w niej mocno siedziało.
    Chłopak, którego kiedyś szczerze kochała, zamienił ją w istnego potwora i swój własny mroczniejszy cień.
    Przygnębiające to fakt, ale taka była realna, prawda jak obecnie samą siebie postrzegała.
    — Raczej sugerujesz mi Señor w dość okręty sposób, że nie potrafiłabym cię zaspokoić — powiedziała stanowczo, a kącik jej ust drgnął nieznacznie do góry — Chcesz mnie, sprawdzisz, albo wyłudzić to by kobieta ci zrobiła dobrze. Myślisz, że masz do czynienia z nowicjuszką w takich gierkach słownych? — pytała dość zadziornie.
    Tak miała tutaj dokładnie na myśli nie jedną swoją zagrywkę, którą urządzała sobie z Michaelem. Nie była w tym nowa, doskonale wiedziała, że można prowokować nie tylko ciałem, ale słowami a on właśnie to robił, myśląc, że nie wyczai jego takich małych szpileczek, które próbował jej wcisnąć.
    — Ja... — spytał z niewinnością w głosie — Nic z tych rze...
    — Señor może czas przestać się zgrywać i zamiast tego po prostu powiesz, gdzie jest sypialnia?
    Mógł to próbować ukryć, zataić czy w jakiś sposób ukryć. Jednak jego spojrzenie go zdradzało, widziała, że właśnie na tym mu zależy na jawnej czystej prowokacji w jej kierunku.
    — Aż taka niecierpliwa? — zamruczał niezwykle zmysłowo, a ona poczuła, jak obejmuje ją w pasie.
    Czuła dotyk jego ust gdy zaczął składać drobne, pocałunki na jej karku schodząc coraz niższej. I nie dało się tego ukryć, że jego drobne całusy wiodły go wprost do dekoltu jej sukienki.
    — To jednak nie chcesz poznać moich umiejętności.
    Oderwał się od niej niemal natychmiast i spojrzał na nią, ona uśmiechnęła się zwycięsko i niezwykle zadowolona. Bo takiej reakcji się wręcz spodziewała.
    — Więc gdzie sypialnia?
    Zamiast odpowiedzi, momentalnie straciła grunt pod nogami. Pisnęła zaskoczona, lecz w kolejnej chwili była niesiona przez salon aż do metalowo — przeszkolonych schodów, które wiodły na górę. Widziała jedynie z tyłu zarys jego mieszkania, nie zdążyła zobaczyć, bo praktycznie po kilku sekundach została rzucona na łóżku, a tuż nad nią pojawił się Hiszpan. Patrząc wprost jego ciemne oczy, widziała blask i iskierki, które czaiły się w kącikach, widziała, jak otwiera usta, a wkrótce padły te słowa z jego ust:
    — A czy ci pozwolę się wykazać?
    To jedno pytanie zawisło między nimi, co doprowadziło jej zmysły wręcz do szaleństwa. Czyli tak zamierzał się z nią bawić. Zupełnie wolna i nieskrępowana odepchnęła go od siebie i sama popchnęła na bok i tym razem to ona była nad nim. Gdyby nie była spostrzegawcza, nie dostrzegła tego zarysu uśmieszku, który skradł się na jego usta.
    Nie krępowała się nawet przez moment, gdy bezczelnie wsunęła swoją dłoń pod jego spodnie, które z każdą chwilą coraz bardziej się unosiły, a on swoimi zwinnymi paluszkami odsunęła gumkę w jego bokserkach i chłodnymi palcami podarowała w dół. Cichy jęk wymknął się z ust mężczyzny.
    — Nie dasz się wykazać? — powtórzyła jego słowa, czując pod swoimi palcami jego twardniejącą męskość — A spodnie wcale cię nie uwierają Señor? To tylko wieczorny problem, z którym absolutnie sobie poradzisz?
    Wiedziała, że jej pytania zostaną bez odpowiedzi, jednak widok wręcz drżącego od pokusy mężczyzny tuż pod nią był wręcz nie do opisania i tak bardzo nęcący.
    — To jak? — pytała, wysuwając ręką spomiędzy jego bielizny, jednak zatrzymała ją na krańcu jego spodni, które pociągnęła w dół.
    Zdjęła je go z bioder, rzucając niedbale za siebie. W ciszy sypialni było słychać dźwięk uderzającej klamry paska o drewnianą podłogę. Ona sama zaczęła wodzić palcami wzdłuż jego już znacznie zarysowanego członka, od którego dzielił ją tylko materiał bokserek.
    — Zadziorna i kusząca... — odezwał się z dozą ciekawości i namiętności — Podobają mi się ta...
    — Czyli cały czas mnie podpuszczałeś — oburzyła się — Tak bawić się kotku nie będziemy! — wręcz jednym płynnym ruchem zdjęła z siebie sukienkę i porzuciła ją gdzieś.
    Uwielbiała wspominać ten jeden wieczór, mimo że oboje nie traktowali go poważnie, to był to równocześnie noc, gdzie cała ich przygoda się rozpoczęła. Czuła ciepło które rozlewało się po jej sercu mimo tych dość cudownych wspomnień liczyła się z tymi gorszymi gdzie musiał widzieć ją w ranami po oparzeniami, martwicą i oparzeniami, a to nie było zbyt przyjemne.
    Mimo że ani razu nie dostrzegła wtedy na jego twarzy grymasu niezadowolenia, nie marudził, to jednak czuła się dziwnie. I właśnie ktoś mógłby powiedzieć, że odrzuca faceta, który jest dosłownie skarbem dla niej i tak owszem chciała, go zostawić wiedząc, że nie może tak dłużej żyć i nie zasługuje na obecny los. Nie powinien mieć takiej żony.
    Zdecydowanie się na rozwód nie było proste, jednak wydawało się najbardziej rozsądne w tej sytuacji.
    Chwytając kubki ze stolika, wstała i powolnym korkiem podeszła do kuchni i chowając je do zmywarki, dobiegł ją dźwięk przekraczającego się klucza w zamku. Wyprostowała się momentalnie i po krótkiej chwili zobaczyła wchodzącego do mieszkania Ricardo. Gdy tylko go ujrzała, poczuła strach, który przemknął przez jej ciało, niczym nieprzyjemny dreszcz.
    Wciąż słyszała głos zdrowego rozsądku, by jeszcze o tym pomyślała, nie niszczyła związku, który uważała za tak bardzo udany, bo z tych wszystkich, w których była to jednak z nim, mimo że była stosunkowo krótko to on nigdy nie dał jej powodu do zwątpień i niepewności czy dobrze słusznie postąpiła, decydując się, z nim na dość szybki ślub.
    Odruchowo przypomniało się jej jak bardzo jej były oburzył się podczas jednej z ich kłótni podczas tych cholernych tygodni gdy trzymano ich niczym zwierzęta w tej niepróżnej piwnicy wybuch i miał wręcz pretensje o to, że tak prędko powiedziała obecnemu partnerowi tak, a on jak to określił Musiał czekać, alewłaśnie to pokazało, że nie był godny, tego by wzięła z nim ślub.
    Nie zamierzała próbować sobie wmówić, że on nic nie pamiętał, to się nie wydarzyło, bo dla niej to jest śmieszne, że próbuje powielać teksty każdej zdradzonej osoby i pojechał po tak niskiej linii oporu i nawet nie zatuszował dowodów na swoje niecne uczynki, ale tak właśnie zdecydował, że zniszczy coś, co wydawało się dla nich obojga idealne.
    Potrząsnęła jednak głową, nie chcąc wspominać tamtych wydarzeń. Była to jej przeszłość, do której nie zamierzała powracać. Dobiegł ją cichy hałas gdy mężczyzna odłożył klucze na blat, a ona podniosła na niego wzrok z powagą. Widząc jej minę, jego uśmiech nagle zgasł, a on spoglądnął na nią z dość poważnym wyrazem twarzy. A w oczach dostrzegła zaniepokojenie:
    — Julio? Wszystko dobrze? — zapytał niemal z trwogą.
    Oparł dłonie na krawędzi blatu i ani na moment nie spuścił z niej spojrzenia, a ona z cichym westchnieniem powiedziała:
    — Musimy poważnie porozmawiać.
    Nie zamierzał oszukiwać siebie, widząc jej dość poważny wyraz twarzy, poczuł się ogromnie zaniepokojony. Owszem ostatnio rzadko widywał u niej jakikolwiek uśmiech, czy radość jednak jej mina nie świadczyła o niczym dobrym i to go naprawdę martwiło.
    — Julio czy coś się stało? — próbował dociekać.
    Niepokoiło go coraz bardziej, bo praktycznie teraz mógł wszystkiego się spodziewać. Doskonale wiedział, z jakimi problemami zmaga się ostatnio Julia, owszem widział jak się dystansu, ale dał jej przestrzeń dla siebie. Jednak tylko parę razy widział ją w takim stanie i za każdym razem to miało wpływ na dalsze życie. Podobną posturą wykazała się gdy zaproponowała mu małżeństwo, by otrzymał możliwość stałego pobytu w kraju oraz wtedy gdy zgodziła się z nim być dlatego, mimo że starał się nie myśleć o najgorszym, to coraz bardziej czuł, że w końcu dowie się, co ją tak mocno trapiło od dłuższego czasu.
    Oboje poczuli jak atmosfera, wokół nich niespodziewanie gęstnieje, przez chwile biła się z myślami, ten delikatny głosik zdrowego rozsądku podpowiadał jej, by się opamiętała, jednak w końcu zebrała się w sobie na odwagę i zwróciła do niego:
    — Ricardo, wiem, że to, co teraz powiem, może złamać nam obojgu serca… — zaczęła, powoli co bardziej zaniepokoiło mężczyznę — Ale uważam, że to będzie dla nas obojga najlepszym możliwym rozwiązaniem. I od razu pragnę podkreślić, nie umniejszam ci, za twoje zasługuje wobec mnie. Przez ostatnie tygodnie jak nie miesiące mogłam na tobie polegać. Byłeś przy mnie w najgorszych momentach mojego życia. Nie odrzuciłeś, mimo że poznałeś okrutną prawdę o mojej przeszłości.
    — Do czego zmierzasz tymi słowami Julio? — przerwał jej nagle dość stanowczym głosem.
    Zapanowała chwila dość niezręcznej ciszy, podczas której ona starała się na niego nie spoglądać jednak czuła na sobie jego spojrzenie gdy wręcz wpatrywał się w nią i starał się bezskutecznie nawiązać z nią kontakt wzroku.
    Dopiero po chwili odważyła się znowu na niego popatrzeć i odezwała się pozbawionym od emocji głosem:
    — Chce rozwodu — powiedziała, starając się ukryć, jak tylko mogła ból, które sprawiły jej te słowa.
    Patrzyła, jak wręcz wpatruje się w nią oszołomiony, jak przez chwile nie dowierza w to co słyszy.
    Wydawało mu się, że właśnie się przez słyszał, jej słowa wręcz do niego nie docierały. Nie sądził, że kiedykolwiek od niej to usłyszy dlatego tak bardzo, próbował je wyprzeć, ze swojej głowy jednak gdy tylko spoglądał na nią, z jaką powagą spoglądała na niego, coraz bardziej był przekonany, że ona wcale nie żartuje.
    — Julio chyba nie mówisz tego poważnie? — wciąż nie dowierzał.
    — Chciałabym Ricardo, ale nie — rzekła, próbując nie uronić ani jednej łzy — Myślę, że to dla nas…
    — Proszę, tylko tego nie kończ — przerwał jej w pół zdania — Dlaczego?
    Dość proste i krótkie pytanie, jednak doskonale rozumiała, że właśnie tylko to w tej chwili był w stanie powiedzieć. Patrząc na jego oszołomioną twarz, mimo swojej pewności, którą wcześniej miała, zaczęła w to wątpić. Dostrzeżenie tego jak to go zabolało było tym, czego obawiała się najbardziej.
    — Wiem, że wyda ci się to najbardziej nie rozsądne, ale, uważam, że zasługujesz na więcej. Zamiast cieszyć się życiem, nadal rozwijać firmę i bawić się jak dawniej to utknąłeś przy mnie. Dziewczynie, która zmaga się, z przeszłością będzie potrzebować kilku miesięcy, by dojść do siebie. Praktycznie obecną mnie widzisz po raz pierwszy w życiu i nie chce zabierać ci życia na zamartwianie się o mnie.
    — Bella gdybym tego nie pragnął, zostawiłbym cię, ale kocham cię i chce z tobą być. Dlaczego nam to robisz? Czy tak bardzo ci już nie zależy na nas, czy przestałaś darzyć mnie uczuciami?
    Te pytania były dotkliwe, ale tak bardzo prawdziwe. Dopiero po krótkiej chwili powiedziała.
    — Ricardo nadal darzę cię głębokim uczuciem, ale wiem, że kolejne miesiące wręcz lata dla mnie, nie będą łatwe, a ty powinneś żyć po swojemu dlatego chce cię od siebie uwolnić — powiedziała, czując, jak oczy ją pieką — Od mojego zobowiązania.
    — Julio naprawdę powinnaś to przemyśleć. Nie rób nam tego — próbował ją przekonywać.
    Jednak decyzja już zapadła.

No comments:

Post a Comment