Sunday, June 1, 2025

V 32 — ŁAPÓWKA ZA MILCZENIE

    — Czy uważasz, że to rozwiązanie jest słuszne? — zapytał po raz kolejny.
    Nie potrafił zrozumieć jej decyzji, naprawdę się starał, jednak nie pojmował, czemu to tak postępuje, czemu niszczy ich związek. Czemu pragnie złamać dwoje serc, które pałały do siebie tak ogromnym uczuciem. Od momentu gdy oznajmiła, że pragnie z nim zerwać, starał się, próbował, jak tylko mógł, przekonać ją do zmiany zdania, jednak ona pozostała nieugięta.
    Nie chciał jej tracić!
    Kochał ją do szaleństwa i wizja siedzenia naprzeciw niej podczas rozprawy sądowej było czymś tak strasznym, wręcz przerażającym, że nie potrafił nawet dopuścić tego wyobrażenia do siebie. Dlatego może nakłaniał ją, by zmieniła swoje zdanie. Mimo że starała się, to ukryć jak tylko mogła, widział doskonale, że sprawia to jej wewnętrzny ból. Nie musiał nawet się przyglądać, by dostrzec szereg sprzecznych emocji w jej bladoniebieskim spojrzeniu, ono potrafiło wielokrotnie wyrazić więcej niż jakiekolwiek słowa.
    Może to wydawać się nieco banalne porównanie, jednak bywało tak, że nasze oczy potrafiły być zwierciadłem naszej duszy i tego co naprawdę kryjemy wewnątrz naszych serc i umysłów. Bo jeśli skutecznie uda się nałożyć maskę, w której będzie odgrywać iście perfekcyjną rolę to nie wyuczona osoba sztuki teatralnej czy aktorskiej zdradzić może ją tak prozaiczna rzecz jak jej spojrzenie.
    — Ricardo, rozumiem twoje rozżalenie i absolutnie je szanuje. Masz prawo czuć do mnie złość...
    — Nie jestem na ciebie wściekły, staram się tylko zrozumieć twoje postępowanie, które wydaje mi się mocno nieadekwatne. Nie będę kłamał, uważając, że aktualnie kierujesz się emocjami, działasz pod ich wpływem, zamiast posłuchać zdrowego rozsądku — wszedł jej niespodziewanie w zdanie, tłumacząc — Julio nie oszukujmy się, rozumiem, że możesz się lękać tego, że ja cię odrzucę, bo wystraszę się tego jak obecnie wyglądasz ale gdybym faktycznie był facetem postrzegającym kobiety w kategorii wyglądu to musiałbym zaprzeczyć wszelkim wartością, jakie mam. Nie zaprzeczę temu, że początkowo każdy z nas spogląda na wygląd czy ja, czy ty, nie da się tego ukryć, jednak to kolejne tygodnie i miesiące pozwoliły mi cię poznać i pokochać cię za wnętrze, a nie dlatego że byłaś i nadal jesteś atrakcyjna — dokończył swój monolog.
    — Właśnie w tym tkwi problem Ricardo — wtrąciła się — Oczywiście pomijając kwestie tego, że zostałam oszpecona, to jednak również zmieniłam się ja — delikatnie przyłożyła swoje dłonie do swoich obojczyków i po krótkiej chwili je odsunęła — Widzisz mnie chyba w najgorszym momencie emocjonalnym, jaki przechodzę. Będę z tobą brutalnie szczera, jestem gorszą wersją siebie niż kilka lat temu — mówiła cierpliwie.
    Oczywiście rozumiała jego punkt widzenia oraz frustracje, jaką mógł odczuwać na myśl, że sama świadomie niszczy coś, co miało ich łączy do końca życia, jednak wiedziała, że dłużej tak nie jest w stanie żyć. Poczucie niskiej wartości a wręcz zerowego przekonanie o samej sobie, problemy na tle psychicznym i radzenie sobie z własnymi demonami, wspomnieniami tych koszmarnych dni było czymś, z czym nawet teraz sobie nie potrafiła, poradzić pomimo terapii jednak była świadoma, że ten proces zajmie znacznie więcej czasu. Nie chciała, jednak by on spędził kolejne miesiące czy lata na opiece nad nią.
    Robiła coś okrutnego, niszcząc wspaniałe uczucie, związek jeden z najbardziej udanych, jakich miała. Chce porzucić faceta, który dosłownie był jej własnym ideałem, który kiedyś nazywała miłością jej życia, ale nie chciała, by trwał przy niej. Męczył się, próbując, zrobić wszystko by wyciągnąć ją z tego dna, w którym tkwiła od dłuższego czasu.
    Nie wierzyła ona w siebie a co dopiero w niego czy nawet nich obojga i chyba tu tkwił klucz do ich wszystkich problemów, z którymi mierzyli się ostatnio.
    — Czy nie uważasz, że związek na tym polega? — odezwał się nagle.
    Spoglądnęła na niego, stał przed niskim stolikiem, na kawę i spoglądał na nią, a w jego oczach dostrzegła niezrozumienie i nie była zaskoczona tym, bo mimo że ona obecnie robiła coś, co wydawało się wbrew jej woli, pragnąc pod płaszczykiem ratowania jego, odejść i zniszczyć ten związek, ale wiedziała, że będzie to dla nich dobre.
    — Ricardo powiedz mi, ale tak szczerze, czy obecny stan cię zadowala? Proszę, tylko nie kłam — powiedziała nieco ostrzejszym głosem — Nie chce, byś mnie zwodził i oszukiwał, ale czy w chwili gdy twoja żona jest w ruinie, zamiast cieszyć się życiem, ty się nią opiekujesz i marnujesz dla mnie czas gdy ja nie wiem, kiedy dojdę do siebie.
    Spoglądnęła na niego z uwagą, między nimi zapadła chwila dość napiętej ciszy, podczas której zaczęła myśleć, że w końcu trafiła w punkt, ale on momentalnie pokręcił głową i oznajmił:
    — Nie! — powiedział głośno oraz bardzo pewnie — Nie traktuje tego w taki sposób, jaki próbujesz mi obecnie przedstawić i uważasz, że moje życie jest bardziej wartościowe od naszego związku. Julio rozumiem, że zmagasz się z wieloma problemami, nie czujesz się dobrze we własnym ciele, dostrzegasz w sobie tylko brzydotę, a twoja samoocena nie istnieje, ale ja jestem tu po to, by być przy tobie i cię wspierać w odbudowie dlatego nie rozumiem twojego podejścia. Czemu traktujesz ten związek jak coś upadłego? Jeśli myślisz, że nie dostrzegam i jestem ślepy na to, że się ode mnie odsuwasz to, się mylisz. Uważam, że po takich przejściach ostatnio czego byś chciała to kontakt z kimś innym, nawet własnym mężem. Musisz odbudować swoją odporność psychiczną, znowu powrócić do dawnej siebie byś mogła znowu mi zaufać, ale ja chce cię w tym wspierać, bo rozumiem, jak ważna jest wartość zdrowia psychicznego. Nie pojmuje czemu, to nam robisz i chcesz to zniszczyć — rozważał całą jej sytuacje.
    Trudno było jej przyznać się jej samej sobie, że miał on zupełną rację jednak nie chciała ją do siebie dopuścić. Mimo że rozważała wiele tygodni tę decyzję i nadal nie do końca była przekonana czy postępuje właściwie to, jednak wciąż upierała się przy tym. Zależało jej na dobru Ricardo, by mógł cieszyć się własnym szczęściem i zamartwiał się jedynie sprawami firmowymi, a nie próbował się zadręczać myślami o żonie, która była marną podróbą samej siebie. Nie czując się nawet dobrze, sama ze sobą.
    — Nalegałbym, byś to jeszcze przemyślała. Wstrzymała się, chociaż na parę dni. Wiem, że możesz wykazać się pewnością wobec tego, ale po prostu daj sobie te dodatkowy czas jeśli nadal będziesz, tak uważasz, zaakceptuje to i odejdą — powiedział, mimo że bardzo nie chciał tego mówić.
    Niespodziewanie ich dość poważna rozmowa została przerwana gdy po całym mieszkaniu potoczył się dźwięk dzwonka do drzwi. Oboje spojrzeli po sobie zaskoczeni, bo, prawdę mówiąc, nie spodziewali się żadnych gości, tym bardziej że praktycznie nieliczni znali ich nowy adres więc tym bardziej wydawało się to mocno zaskakujące. Nawoływanie powtórzyło się ponownie, a Ricardo spojrzał na nią i rzucił:
    — Pójdę otworzyć — oznajmił.
    Skinęła delikatnie głową gdy przeczesała futerko Cindy, która siedziała na jej kolanach i obserwowała, jak mężczyzna znika w głębi mieszkania i znika za ścianą, na której wisiał ogromny telewizor. Słyszała doskonale szczęk otwierającego się zamka oraz jakieś niepokojące głosy, które poniosły się echem sprzed wejścia.
    Nie minęła nawet minuta gdy do salonu wrócił jej mąż z dość zaskakującą miną i zwrócił się, do niej mówiąc:
    — Przyszli jacyś ludzie, ale rozmawiają tylko po angielsku — powiedział, marszcząc czoło — Wspomnieli twoje imię i panieńskie nazwisko — dokończył.
    Gdy to usłyszała przez myśl przeszło jej, że być może to mogli być rodzice Michaela ale jeśli miała być szczera, to nie zdradzała im swojego adresu, bo nawet ona go nie znała gdy widziała się z nimi po raz ostatni. Praktycznie nikt inny nie przychodził jej do głowy, bo z zespołem zerwała kontakt, a dziewczyną raczej nie mówiła gdzie aktualnie mieszka ze wzgląd na własne bezpieczeństwo i raczej wolała uniknąć nachodzenia przez brata albo byłego narzeczonego.
    Ostrożnie zdjęła małą kotkę ze swoich kolan, słyszała, jak cicho zaczyna na nią syczeć, niezadowolona, że wstała i ją przebudziła z drzemki, którą sobie ucięła, ale musiała to zrobić. Wstała i powędrowała w stronę wejścia, wciąż głowiąc się nad tym kto mógł być.
    Moment gdy zatrzymała się tuż przed wejściem był chwilą gdy momentalnie pożałowała, że wstała i nie poprosiła Ricardo, by spławił tych ludzi. Rzuciła spojrzeniem na obojga już w podeszłym wieku ludzi. Mężczyzna wręcz wydawał się starszą wersja jej dawnego prześladowcy, prócz które spojrzenia odziedziczył po dość drobnej, ale smukłej kobiecie, której włosy już nieco posiwiały.
    Oboje wydawali się być mocno zdeterminowani, a w ręku starszy mężczyzna trzymał ciemną walizkę.
    — Julio, możemy porozmawiać? — zapytała wprost kobieta.
    — Jak mnie znaleźliście? — syknęła na nich i to dość nieprzyjemnie.
    — Chcemy pomówić z tobą, ale miło by było gdybyś nas zaprosiła — powiedział jej mąż.
    — Kto to jest Bella? — usłyszała tuż obok siebie głos Ricardo.
    Popatrzyła na niego z nieukrywaną frustracja i złość, ale nie była rozgniewana na niego, a raczej na osoby, przed którymi stała. Ostatnią rzeczą, jaką by pragnęła, to widzieć rodziców tego diabła na progu własnego mieszkania. Ci sami, którzy ignorowali wszelkie występki własnego syna. Praktycznie zezwalali mu na wszystko, co tylko pragnął.
    — Rodzice tego skurwysyna — odezwała się do niego po hiszpańsku — Nie wiem, jak mnie znaleźli — dodała do niego.
    — Czego oni chcą? — spytał z nieukrywaną wrogością.
    — Porozmawiać…
    — Czyli mamy rozumieć, że możemy wejść — odezwał się ojciec Kenta, wręcz bezczelnie się wpraszając do środka.
    — Czy ja się na to zgodziłam? — rzuciła do nich — Rozmowa jest nie możliwa, nie chce mieć do czynienia z osobami, które wychowały potwora!
    Nie zamierzała się gryźć w język nawet ze wzgląd na szacunek, bo wobec nich praktycznie go nie posiadała. Nie istotne było, że byli starszymi osobami, jednak gdy wychowujesz własne dziecko, na przestępcę nie należy ci się nic prócz splunięcia, a ich zachowanie od razu ukazuje, jaki mają stosunek do niej.
    — My właśnie w tej sprawie — powiedziała kobieta.
    — Mamy dla ciebie propozycje nie do odrzucenia — dokończył za nią małżonek.
    Splotła dłonie na swoich piersiach, nawet nie zapraszając ich, by weszli głębiej. Nie miała chęci z nimi dyskutować a co dopiero ugościć. Widząc ich niemal od razu, powracały obrazy tych koszmarnych chwil, które spędziła zamknięta jak zwierzę w piwnicy przez ich jakże wspaniałego syna.
    — Wy chcecie mi coś zaproponować? — zaczęła z nich szydzić — Jestem ciekawa co — rzuciła z przekąsem.
    — Odwołaj oskarżenia przeciwko naszemu synowi — oznajmił Nick Kent.
    — Słucham? — spytała wręcz oburzona.
    Nie docierało do niej to, co właśnie usłyszała. Zasugerowano jej, że ma odwołać swoje zeznania z policji i pozwolić tym samym wyjść na wolność diabłów, który wreszcie jest w miejscu, gdzie powinien trafić już dawno. Dać możliwość swobodnego życia i zapewne pragnący się zemścić, szukałaby jej, ale teraz pewnie zabiłby ją od razu?
    Nigdy nie sądziła, że usłyszy coś takiego!
    Było to wprost oburzające, by proponować coś takiego! Wycierpiała i nadal cierpi przez tego cholernego psychopatę a jego rodzice pragnęli go wyciągnąć w pierdla a jedyną z osób, które mogli, przekonać była ona.
    Ale może i była w złym stanie, ale jedno wiedziała.
    Nigdy nie pozwoli doprowadzić do sytuacji, by ten szatan wyszedł za krat więzienia. Miał tam zgnić!
    — Wyrażę się inaczej — powiedział starszy Kent.
    Patrzyła, jak w następnej chwili podnosi walizkę, którą trzymał i chwyta ją jedną ręką, a drugą otwiera ją powoli. Wkrótce przed jej oczami pojawiła się torba wypełniona po brzegi pieniędzmi. Momentalnie spojrzała na ukochanego, który stał obok niej i wydawał się równie mocno zaszokowany co ona.
    Ponownie jednak zwróciła się do dwójki starszych osób gdy odezwała się Marta Kent:
    — To chyba zdoła cię przekonać do zmiany zdania — rzuciła z obelżywie słodkim uśmiechem.
    Nie była początkowo w stanie nic powiedzieć. Widziała jak na ustach małżeństwa, pojawia się ten sam wyraz zadowolenia, który wiedziała u tego potwora gdy kończył swoje zabawy. Poczuła mimowolnie odruch wymiotny, gdy jej umysł przywiódł jej obraz tego fałszywej i dzikiej radości.
    — Wy sobie w tej chwili żartujecie? — spytała z powagą.
    Nawet przez myśl jej nie przeszło, by przyjąć te pieniądze. Było to wręcz nie do wyobrażenia. Nie zamierzała ryzykować własnego życia dla kilku papierków i próby przekupienia jej. Nie była tak głupia jak im mogło się wydawać.
    — Wydaje mi się, że to zrekonspensuje…
    — Stop! — zagrzmiała nagle co nieco zlęknęło ich obojga — Teraz spójrzcie na mnie — rzuciła niezwykle rozgniewana w ich kierunku, wskazując na siebie — Przyjrzyjcie się mi! — zarządzała.
    Widziała, jak spoglądają na siebie nieco zaskoczeni, jakby nie rozumiejąc, do czego dąży, jednak ona doskonale zdawała sobie sprawę, co robi.
    — Do tego stanu doprowadził mnie wasz zjebany syn! Milczeć! — krzyknęła wściekle, gdy zobaczyła, jak Nick próbuje otworzyć usta, by coś powiedzieć — Wychowaliście diabla w ludzkim ciele i teraz przychodzicie do mnie, czyli jego ofiary próbując wcisnąć mi pieniądze, za to bym go uwolniła? Bym skończyła tak samo jak Evelyne jego była. Wasz syn miał szesnaście lat i zabił dziewczynę, nie podzielę jej losu, a on trafił tam, gdzie powinien już dawno. Prawdę mówiąc, żałuje tylko tego, że nie zrobiłam tego wcześniej i go tam nie wpakowałam. Za samą próbę morderstwa może trafić na dożywocie a co dopiero kolejne zabójstwo, handlowanie narkotykami bycie ćpunem lista jest długa i nie zamierzam absolutnie go uwalniać. Wręcz z miłą chęcią posłucham, jak sąd skazuje go na karę więzienia.
    — Radziłabym ci…
    — Nie strasz mnie Nick! — rzuciła wkurzona do niego — Nie będziesz mnie próbował zastraszać tak jak ten twój synalek! Dziesięć lat życia zmarnowałam przez niego i jego szantaże, bo się go bałam, ale nie tym razem. Przez niego moje zdrowie jest w rozsypce, jestem oszpecona na wiele lat i jeśli myślicie, że trafiliście na naiwniaczkom to się mylicie. Może kiedyś nią byłam, ale teraz nie odpuszczę, Clark będzie siedzieć i ja wam to gwarantuje a wasze pieniądze… — urwała, spoglądając na otwartą nadal walizkę z obrzydzeniem — Trzeba naprawdę nie szanować samych siebie, by proponować kasę za milczenie. Ja zdania nie zmienię i obiecuje wam, że zostanie to zgłoszone na policje i oskarżę was. Chce się w końcu pozbyć tego przeklętego nazwiska i waszej posranej rodziny z własnego życia. Wynoście się, ale już! — grzmiała.
    — Sugerowałbym, żebyś to jeszcze przemyślała — próbował po raz kolejny.
    — Nie słyszałeś, co mówiłam! Za tobą są drzwi skurwysynie! — dodała pewnie.
    Widząc, że nie są skłoni, do wyjścia, zwróciła się do Ricardo, mówiąc:
    — Czy byłbyś na tyle uprzejmy i wyrzucić tych państwa za drzwi?
    Widziała, jak w następnej chwili uśmiecha się lekko i podchodzi do mężczyzny, któremu prędko zamknął walizkę przed twarzą i wkrótce wyleciała ona na korytarz, by potem dość pewnie wyprowadził ich obojga z mieszkania i zatrzasnął za nimi drzwi. Przymknął je na klucz i jeszcze przez chwile dało się słyszeć walenie po drugiej stronie.
    — Czego oni chcieli?
    — Łapówka za uwolnienie ich pojebanego synka z więzienia — stwierdziła w dość krótkich słowa.
    — Są żałośni, wychowali tego zwyrodnialca i teraz ciebie jako ofiarę próbują przekonać, do tego być zeznania wycofała — nie dowierzał wprost w to — Jaki ludzie potrafią mieć niski…
    — Oni nie mają kręgosłupa moralnego — wtrąciła się — Zawsze mu na wszystko pozwalali i przymykali oko na jego występki, no to mają syna morderce i prześladowce. Nie odpuszczę temu gadowi! Przez niego moje życie się zawaliło i żadne pieniądze nie zwrócą tego co mi odebrał — dodała z nieukrywanym smutkiem.
    Spotkanie z nimi po latach, prawdę mówiąc, sprawiało, że do jej umysłu powróciły obrazy jej w związku z tym skurwysynem, gdy przestał być tak potulnym chłopakiem, a stał się damskim bokserem, który faszerował ją dragami. Nie mogła chyba trafić na nikogo gorszego od niego. Trzynastolatka, która się zakochała, jednak nie wiedziała, że ten związek doprowadzi ją do obecnego chwili. Gdy praktycznie musiała wszystko budować od zera oraz znowu pracować nad samą sobą. Jednak teraz żadne pieniądze nie zmienią tego co się stało.
 w

No comments:

Post a Comment