Sunday, June 8, 2025

V 34 — PROSIŁ O ZMIANĘ ZDANIA

    — Ricardo proszę to, jest zbyt dużo — próbowała go odwieść od tej myśli.
    Od chwili gdy ostatecznie zdecydowali się na rozwód i odkąd spotkali się u prawnika, którzy przyszykował dla nich pozew rozwodowy, oczywiście nie chcąc prowadzić batalii, bo nawet im to przez myśl nie przeszło, uznali, że rozstanie się za porozumieniem stron, będzie jedną z najlepszych rzeczy, jaką mogą zrobić.
    Co wydawało się zupełnym absurdem, że widać było nadal po nich, tę miłość, która ich połączyła. Głębokie uczucie, które kryło się w ich sercach i duszach a mimo to i on w końcu uległ jej namową, pomimo że to przeczyło się z jego sumieniami, mimo że głośno tego nie chcieli przyznać, jednak wbijali sobie oboje dość ostry sztylet.
    Ranili się dotkliwie.
    Jednak oboje wywiązali się z ich słownej umowy, ona dostała dodatkowy czas, by jeszcze bardziej nad tym, pomyśleć i pomimo wątpliwości zdecydowała, że tak ma to się zakończyć i jak wspomniał przed paroma tygodniami, mimo własnej niechęci zaakceptował podjętą przez nią decyzje.
    Ale teraz zupełnie nie spodziewała się tego co właśnie jej zaproponował, a raczej pragnął, podarować jak to próbował wytłumaczyć. Ona nie chciała od niego żadnej jałmużny, nie bez powodu sama zasugerowała przed powiedzeniem mu Tak, żebyoboje spisali intercyzę przed małżeńską innymi słowami, mieli rozdzielność majątkową i tym samym. On nie odpowiadał za jej długi a ona nie rościła sobie praw do jego majątku jednak gdyby miała powiedzieć, że Ricardo wywiązał się z umowy, zaprzeczyła temu.
    A o czym konkretnie mówiła?
    Jakiś czas temu mając zupełną świadomość tego, w jakich jest tarapatach finansowych, w które wplątała ją była już żona jej dawnego partnera, miała na koncie dość spore zadłużenie, przez co odebrano jej mieszkanie czy motocykl i samochód. Nie chciała, by w żaden sposób jej mąż się w to mieszał. To były w końcu jej zadłużenie, ale mimo tego wcale się jej nie posłuchał.
    Doskonale pamięta ten dzień, który dowiedziała się o tym, małym podstępnym palnie swojego męża:

    Przeglądała kolejne sterty listów, które otrzymał tuż przed momentem od swojego męża, który przyniósł je ze skrzynki pocztowej, która były na samym dole budynku, prócz oczywiście tak zwanej makulatury oraz rachunków, które przyszły jak co miesiąc, gdy miała, już odłożyć dwie ostatnie koperty uznając, że nie ma tam nic wartościowego, nagle w oczy wpadła jej pieczeń od komornika.
    Odłożyła ostatni zapieczętowaną wiadomość, przyglądając się przez dłuższą chwilę na adres i był tam dokładnie ten sam, jednak był adresowany bezpośrednio pod nią. Zdziwiło ją to bo nie wiedziała, czego znowu od niej chcieli. Zdawała sobie sprawę ze swoich długów, tak chciała je spłacić, ale obecnie nie miała do tego głowy.
    Zaczęła go otwierać wręcz bez żadnego przekonania, wręcz będąc pewną, że to ponaglenie o spłatę należności. Rozwinęła go i rzucił się jej w oczy napis ”Przerwanie egzekucji komorniczej”. Ten tytuł mocno ją zaintrygował i zaczęła pośpiesznie czytać.
    W dniu 20 lutego bieżącego roku został spłacone zadłużenie komornicze na kwotę dwa i pół miliona dolarów nałożony na panią Julie Bennington (Armando)...
      — Bella? 
    Miała wrażenie, że głos Ricardo trafia do niej jak za jakieś odległej mgły. Słyszała go, lecz docierał do niej w dość mocnym spowolnieniu. Patrzyła wprost osłupiała na treść listu nie dowierzając w to co właśnie czytała. Wydawało się to tak mocno odrealnione, jeszcze przed paroma miesiącami, była zadłużona, na której kwotę nigdy wcześniej nie brała, a teraz dowiaduje się tego, że on został spłacony.
    Jedno pytanie cisnęło się jej na usta.
    W jaki sposób?
    — Julio, strasznie pobladłaś, co się stało? — spytał wręcz zaniepokojony Hiszpana.
    O długo wiedziała tylko jedna osoba, ten sam mężczyzna, który teraz kucał tuż przed nią z bardzo zatroskaną miną. Popatrzyła na niego, nadal czując się nieco oszołomiona i unosząc zadrukowaną kartkę papieru, zapytała:
    — Możesz mi to wyjaśnić? — jej głos nie był ani przez chwile wykazywał, ani krztyny pretensji czy niezadowolenia, ale niezrozumienia.
    Patrzyła jak w następnej chwili, mężczyzna wzdycha cicho i lekko opuszcza głowę, lecz dostrzegła cień uśmiechu, który czaił się w kącikach jego ust. W końcu podniósł ją znowu i spoglądając wprost w jej oczy, powiedział:
    — Tak, nie mam nic do ukrycia Julio — mówił to opanowanym i spokojnym głosem — Spłaciłem twój dług. Sama nie wiedziałaś skąd, on się wziął, nie chciałem, byś męczyła się z należnością, do której się nie przyczyniłaś. Stać mnie na to, by pokryć te koszty. Wiedziałem, że będzie cię to potem mocno martwić, dlatego uznałem, że pozbędę się, chociaż tego brzmienia z twoich ramion.
    — Ale Ricardo, właśnie dlatego podpisaliśmy intercyzę byś nie odpowiadał za moje długi gdyby je miała…
    — Tak to prawda kochanie, jednak tym postępowaniem udowodniłaś mi, że nie zależy ci na pieniądzach. Sama prowadziłaś interes i mimo że on upadł przez twojego byłego, to byłaś dziewczyną bardzo przedsiębiorca i potrafiącą sobie radzić. Straciłaś firmę, poszłaś do pracy i do czego dążę. Udowodniłaś, że potrafisz poradzić sobie ze swoimi zmartwieniami czy kłopotami i tym mi zaimponowałaś. Dlatego nie chcąc zostawiać cię z tym samym, spłaciłem ten dług, który powstał nie wiadomo skąd.
    — Ricardo opłaciłeś moje leczenie w szpitalu, które pewnie kosztowało nie mało. Do tej pory nie wiem, bo zabrałeś te rachunki mi sprzed oczu a teraz to. Nie rozumiem, czemu to robisz.
    — Bo cię kocham i zależy mi na tobie. Wiem, że teraz znowu zaczynasz od zera, ale przynajmniej nie będziesz się martwić należnościami, którymi zostałaś obciążona — stwierdził wprost — Tylko dale mnie zastanawia, skąd on się wziął — zastanawiał się na głos.
    Widziała jego dość zamyśloną minę, jego to nadal nurtowało, a ona niestety wiedziała, przez kogo miała ponad pięciomilowy dług, który nagle się pojawił i w sumie nie miała co dalej ukrywać prawdy o jego istnieniu i powiedziała:
    — Wiem, kto go stworzył — odezwała się nagle i zwróciła jego spojrzenie momentalnie na siebie.
    — Skąd?
    — Dowiedziałam się podczas porwania — wyjaśniła pośpiesznie — Cały dług stworzyła obecna żona Michaela, mojego byłego faceta — zaczęła mu tłumaczyć — Podobno miała pewne kontakty w banku i u znajomych komorników i był to jeden z punktów ich planu, zemsty na mnie by utraciła wszystko, co miała i wpakować mnie w kłopoty. Mike twierdził, że po tym gdy usunął mi stronę, nie angażował się w dalsze knowania i w sumie jestem skłonna w to uwierzyć i wszystko było jej sprawą.
    Dlaczego uważała, że w tej jednej kwestii mogła zaufać Michaelowi. Wszystko składało się w jedną całość. Rozmawiali podczas tamtych tygodni parę razy i dowiedziała się, jak to wyglądało z jego perspektywy a fakt, że Taylor wcale temu nie zaprzeczała, wręcz wprost mówiła, że żałuje, że bardziej ją nie zniszczyła, sprawiła, że była w stanie uwierzyć, że jednak to powiedział, że po jej wypadku zmienił postrzeganie i porzucił ten głupi plan jednak ona nie.
    I dzięki niej nabawiła się takiego długu i straciła coś, na co tak mocno pracowała.
    — Po co to zrobiła? — zadał nagle proste, ale tak bardzo nurtujące go pytanie.
    — Prawdę mówiąc, wiele dowiedziałam się od swojego byłego — przyznała szczerze — Po tym gdy wróciłam z Hiszpanii, tutaj, no nie miałam zbyt dobrych stosunków z nim i nią. Oczywiście ja starałam się jak najmniej przebywać w ich towarzystwie, jednak były sytuacje, a raczej imprezy gdzie się pojawiłam i byli oni. Strasznie się im nie podobało, że się pojawiam, wtedy jeszcze miałam dobre stosunki czy to z bratem, czy jego kumplami i zapraszali mnie na imprezy, czy inne wydarzenia, które były dla nich ważne — wyjaśniła — No i po prostu chcieli się zemścić i stworzyli głupi plan, który mi miał zaszkodzić i po części to zrobił. On jednak wycofał się po moim wypadku, bo jak się okazało, to jego żona majstrowała przy hamulcach mojego motoru i to ona doprowadziła do tego wypadku — widząc, jak zaszokowany chce się odezwać, uniosła dłoń, by mu przerwać i mówiła dalej — On dowiedział się od kapeli wtedy, że trafiłam do szpitala, bo mój brat nie pojawił się w studiu i zrozumiem, że to ona wszystko zrobiła. Pojechał się z nią rozmówić, co dalej się działo, nie chce mówić, jednak praktycznie wszystkie nie powodzenia tamtego roku były spowodowane częściowo przez niego, ale w głównej mierze przez tę kobietę — wytłumaczyła.
    — To teraz wszystko nabiera większego sensu, ale po co to robili? Skoro oboje wiemy, że poświęciłaś się naszej relacji.
    — Wszystko to się składa w całość gdy przytoczymy wydarzenia sprzed ostatnich miesięcy — powiedziała, mając doskonale na myśli jej porwanie oraz Michaela — Ale wracając do naszych spraw…
    — Wiem, co zaraz powiesz — wtrącił się jej w słowo — Nie musiałem tego robić to prawda, ale chciałem — powiedział zadowolony z siebie — Teraz zaczynasz od początku. Długów i zobowiązań nie masz i nie oczekuje nic w zamian.
    — Ale Ricardo to tak dużo pieniędzy — próbowała tłumaczyć.
    — Dla mnie ważniejsze jest twój spokój niż pieniądze, które i tak szybko zarobię, a twoje szczęście jest bezcenne.
    — Dziękuje.
    I to był pierwszy raz od dłuższego czasu gdy przełamała się w sobie i zdołała go przytulić.
    — Julio — jego głos wyrwał ją z głębi swoich przemyśleń — Wiem, co sobie możesz myśleć, czy powiesz, ale prawda jest taka, że chce ci to dać, bo wiem, że stare mieszkanie straciłaś. Nie byłem w stanie je odkupić, ale przynajmniej tyle dla ciebie mogę zrobić. Zgodziłem się na ten rozwód, ale chce podarować ci to mieszkanie i samochód i pewną sumę oszczędności dla lepszy strat i tak mam świadomość, że podpisaliśmy intercyzę, ale wiem, że potrzebujesz gdzieś mieszkać czy jak się utrzymać gdy mnie zabraknie, a pracy jeszcze nie masz. Sądzę, jednak że szybko coś znajdziesz, bo będziesz chciała się utrzymywać sama. Co do brata chcesz wrócić? — spytał wprost.
    Pokręciła przecząco głową. To była chyba jedna z tych myśli, która nie przeszły jej przez głowę. Od praktycznie paru miesięcy z nim nie gadała ani się z nim nie kontaktowała i czy była jej szkoda, raczej odczuwała złość, że okazał się takim podłym gnojem i mimo że deklarował zmiany to, jednak żal w jej sercu do niego nadal pozostał i prędko zapewne nie minie.
    W końcu dzięki niemu znalazła się za kratami więzienia.
    Przyczynił się do tego, a rana jeszcze była zbyt głęboka, by nawet myśleć o przebaczeniu. Innymi słowami zawiodła się na nim. Obiecywał, że nigdy jej nie zawiedzie, ale zrobił to.
    — Sama widzisz, dlatego chce ci, chociaż tyle podarować i nie chce słuchać narzekania, że to nie wypada — ostrzegł ją, zanim znowu zaczęła negować jego wcześniejszą decyzję.
    — Ale i tak uważam, że ostatnio za dużo pieniędzy na mnie wytrwoniłeś — powiedziała z westchnieniem.
    — Tłumaczyłem ci to prawda? — mówił, spoglądając wprost w jej oczy — Pieniądze to rzecz, która przychodzi i odchodzi. Gdy mogę pomóc, to robię to, a tobie tym bardziej. Jesteś moją żoną, nadal cię kocham i w taki sposób pomogłem ci chociaż częściowo. Boli mnie to, że bardziej nie mogę tego zrobić, ale w taki sposób przynajmniej jestem w stanie to zrobić.
    Nie uważała tego za coś poniżającego, jednak przez wiele lat wyrobiła własne wartości i zdanie. Od początku wychowała się w skromnych warunkach wręcz biedzie, czuła się paskudnie z poczuciem gdy zamieszkała z Chesterem dostawała od niego kieszonkowe na własne uciechy, dlatego zdecydowała się malować dla innych, by mieć dodatkową kasę i nie opierać się głównie na jego pieniądzach potem przez wiele lat pracowała sama na siebie, utrzymywała siebie, dom i zwierzaki i była kobietą, którą uważała, że posiadanie własnych pieniędzy nie uzależnia jej od faceta. Była raczej z tych nowoczesnych kobiet, które nie chciały być utrzymankami partnerów czy mężów, a gdy z kimś mieszkała, wszystko pragnęła dzielić po połowie. Tak był na początku z Ricardo, a potem z Michaelem.
    Znała wartość pieniądza i jak ciężko się na niego pracuje, dlatego nie lubiła wykorzystywać nikogo, dla swoich uciec dlatego czuła się naprawdę głupio, z myślą, że spłacił tak wiele jej zobowiązań i nie chodziło o to, że tego nie doceniała, bo cholernie to ceniła, ale o samą świadomość.
    — Wiem co cię gryzie Bella — odezwał się nagle — Jednak nie masz powodu do zmartwień. Widzę nadal w tobie tę niezależną dziewczynę, którą pokochałem i nawet jeśli teraz nie pracujesz, nie mam o to pretensji bardziej bym miał, gdybyś to robiła zaniedbała własne zdrowie dla kasy teraz pewnie i tak to się zmieni, jednak cieszy mnie to, że w najgorszym okresie nie musiałaś się tym martwić i tak bardzo cenię w tobie to, że mogłem spotkać dziewczynę o takich cechach, jakie posiadasz ty i nie uważam, że obecna sytuacja ci umniejsza.
    — Po prostu nie chce by ktoś za mnie płacił gdy wiem, że mogę sama na to zarobić — wspomniała — I dlatego mi jest głupio, że to robisz.
    — Rozumiem to doskonale Julio — odparł, nadal nie tracąc swojego opanowania — Ale powiedz mi, co ja z tym zrobię? — spytał.
    Doskonale wiedziała, że tuż po rozwodzie zdecydował się na powrót do San Sebastian, tutaj praktycznie nic już go nie trzymało, ona byłą tą jedną osobą, dla której tutaj był a z ogłoszeniem wyroku, także jego wizja małżeńska przestanie obowiązywać. I gdy teraz o tym myślała to, owszem nie potrzebował ani mieszkania czy samochodu, ale po prostu czuła się okrutnie źle z myślą, że chce jej to podarować. Uznał, że przepisze jak i samochód tak i mieszkanie na nią by mogła nim zarządzać po jego odejściu. Dostała wręcz penthause, który wartością przekraczał dwukrotnie jej poprzednie mieszkanie. To przeczyło się z jej sumieniem i chociaż starała odmówić, to chyba jednak nie mogła.
    — To fakt mogłeś szukać kupca.
    — Ale wolę go tobie podarować, bo wiem, że potrzebujesz dachu nad głową — rzucił.
    — Chociaż to przeczy się z moim sumieniem, dobrze ulegnę twoim namową.
    — To mój drobny prezent dla ciebie — uśmiechnął się.
    I chyba wszystko podążało w dobrym kierunku prawda?

No comments:

Post a Comment