Saturday, June 7, 2025

V 33 — WRESZCIE OSADZENI

    — Nie uważam, by obrona mogła jakkolwiek go wybronić — tłumaczył prokurator, z którym rozmawiała od krótkiej chwili, nim nie zostaną zaproszeni, by wejść na salę sądową.
    Można powiedzieć, że w końcu nadszedł ten dzień, ten jeden, którego wyczekiwała od kilku miesięcy. Moment, o którym marzyła od wielu lat, by ujrzeć jej prześladowcę, siedzącego w miejscu dla oskarżonych, zakutego w kajdanki oraz rozstrzygającą się przeciwko niemu rozprawę sądową.
    Oczywiście miała taką możliwość, by nie uczestniczyć w tej rozprawie, by nie przywoływać tych koszmarnych tygodni, praktycznie sprawa wydawała się być przesądzona. Sędzia po zapoznaniu się ze wszystkimi występkami oraz zeznaniami świadków był wręcz pewny co do winny stawianych zarzutów. Materiały zebrane na przestrzeni prowadzonego postępowanie nie tylko przez policje, a także prokuratorem, wcale nie stawiała jego w dobrym świetle. Adwokat mógłby go bronić na wszelkie sposoby jednak brutalność i wręcz jego bestialstwo w stosunku do niej przesądzały jego winę, a gdy zgromadzono dowody na to, że od lat była ofiarą prześladowania oraz licznych gróźb z jego strony tym bardziej dokładało tylko do puli zarzutów kolejne, z których na pewno nie zdoła się wybronić.
    Przed paroma miesiącami pragnęła, by wymierzono mu nawet karę śmieci, jednak wiedziała, że nie jest to możliwe. Nie robi się tego często, dlatego miała nadzieje, że zostanie skazany przynajmniej na podwójne dożywocie, a takie kary były możliwe w ich kraju, jedyne czego pragnęła to, by on nie opuścił pierdla, tylko tego pragnęła, by mogła zacząć dalej się leczyć i powolutku wychodzić na prostą bez obaw, przede wszystkim bez strachu, że on znowu się pojawi w jej życiu i zacznie je zatruwać a co gorsze jeśli zapragnie ją zabić.
    — Nie zamierzam ukrywać, że obawiam się tego, że sąd może pozostać przychylny jego stronie — powiedziała szczerze.
    Owszem, mimo że zebrane materiały świadczą przeciwko niemu i najwyższy urzędnik państwowy organ ścigania są po jej stronie chociaż przez wiele lat, zgłaszając na policje liczne przestępstwa, tego faceta umarzano sprawy albo nie traktowali jej poważnie i tak straciła wtedy do nich zaufanie, to teraz gdy praktycznie doszło do tragedii, zaczęto jej wierzyć.
    Ale to specyfika wielu przypadków, że służby dostrzegają problem gdy coś poważnego się stanie.
    I mimo że mogła w końcu otrzymaną daną sobie sprawiedliwość, to i tak czuła lęk, że wszystko może nagle się roztrzaskać w drobny pył. Niczym zbite lustro na wiele małych kawałków i potem jest praktycznie niemożliwe sklejenie go na nowo.
    — Mogę panią zapewnić, że prędko Kent nie opuści murów więzienia. Dostarczyła pani nam wiele materiałów na zbrodniczą działalność i ma nikłe szansę jak nie zerowe, by się z tego wybronić. A fakt, że dostarczyła pani w ostatnich tygodniach, informacji o przekupstwie jego rodziców to sprawia, że oni pozostaną postawieni w stan oskarżenia, że przekupstwo światka. Jest na to paragraf i jeśli będzie pani tego pragnęła również i tę sprawę rozpatrzę. Proszę być pewną, że mamy wygraną w kieszeni — próbował ją uspokoić.
    Przytaknęła głową, mimo szczerych obaw nie potrafiła poskromić się od poczucia zdenerwowania. Nie wiedziała jak zareaguje gdy zobaczy tego skurwysyna. Obawiała się tego, jednak musiała tutaj być. Zależało jej na tym, by ujrzeć, jak zostaje skazany.
    — Wszystko dobrze Julio? — dobiegł ją wkrótce znajomy głos.
    Spoglądnęła na stojącego przy nim Ricardo i skinęła lekko głową. Ostatecznie oboje zdecydowali się rozdzielić własne drogi. Oczywiście wykorzystała ten czas, jaki jej dał i jeszcze bardziej się zagłębiła w to czy postępuje rozsądnie, jednak ostatecznie postanowiła pozwolić mu żyć bez niej.
    Nie było to dla nich łatwe, w końcu mimo wszystkiego, co się działo i nadal rozgrywa w ich życiu, wciąż się mocno kochali. Pomimo dystansu jej chłodu, w ich serca wciąż tkwił ten ogień miłości, ale ona zdawała sobie sprawę, że nie potrafi tak dłużej żyć. Nie była w stanie go dłużej odtrącać. Zaczęła mieć obawy, że im dłużej taki stan będzie, trwał on w końcu, odpuści starania o nich i zapragnie znaleźć, gdzieś pocieszenie dlatego zdecydowała się umożliwić mu cieszenie się życiem i znalezienie kogoś, kto pokocha go tak samo mocno jak ona.
    Ona na razie nie była gotowa być w związku, być żoną na dłuższą metę, widma ostatnich miesięcy ją zbyt prześladowałyby spełniać się w tej roli.
    Nagły szmer butów sprawił, że odwrócili się momentalnie, jednak mimo jej obaw, które pojawiły się w jej sercu, że z aresztu został doprowadzony ten skurwysyn, jednak był to Michael oraz Annie co ją zaskoczyło.
    Ale odwróciła od nich wzrok momentalnie.
    Prawdę mówiąc, była to sprawa połączona, bo miał odpowiadać za część swoich wybryków Clark jak i Taylor. Sprawa głównie dotyczyła porwania, w którym oni byli ofiarami, dlatego pojawienie się jego sprawiło, że zobaczyła go po raz pierwszy od kilku miesięcy, jednak nie chciała skupiać na nim uwagi. Dla niej etap jego był zakończony, tak jak miała nadzieje, że upora się z tych cholernym koszmarem swoim pierwszym chłopakiem, dzisiejszego popołudnia.
    — Julio? — dobiegł ją za pleców głos Michaela — Możemy…
    — Nie! — powiedziała ostro i zdecydowanie.
    Ostatni raz gdy z nim rozmawiała byli jeszcze oboje w szpitalu, podczas rekonwalescencji. Wyraziła się wtedy krystalicznie czysto i zdania na przestrzeni tych miesięcy absolutnie nie zmieniła. Wciąż pałała do niego niechęcią i urazą wobec wszystkiego, co zrobił. Nie tłumaczyło go, że był zmanipulowany, ucierpiała również i przez niego i na razie nie chciała nawet o tym wspominać.
    — Ale…
    — Mike jeśli tego, nie chce, nie naciskaj — dobiegł ją rozsądny głos jego najbliższej przyjaciółki.
    Spoglądnęła w jej kierunku, momentalnie popatrzyła w jej oczy, niemal wymieniając się spojrzeniami. Ukradkiem spojrzała na mocno zaokrąglony brzuszek i nie zamierzała ukrywać. Zaskoczyło ją to, bo nie wiedziała o tym, że była w ciąży. Nie musiała nawet dopytywać, to było zbyt widoczne. Uśmiechnęła się dyskretnie do niej. Może i nie pałała zaufaniem do Michaela, ale wobec niej nie miała żadnych zarzutów.
    — Napisz do mnie, to się spotkamy i pogadamy — przerwała nagle kobieta, która jakby nieświadomie zrozumiała, o czym myśli.
    Nie zdążyli jednak nic więcej powiedzieć, gdy ponownie rozbrzmiały kroki na drugim krańcu korytarza by wkrótce ujrzeć prowadzącego przed dwóch dość umięśnionych policjantów Clarka a tuż za nim była prowadzona Taylor. Oboje byli ubrani w charakterystyczne więzienne uniformy.
    — Zabije cię suko gdy tylko wyjdę! — zaczął znowu się odgrażać Kent.
    — Spokój! — zagrzmiał jeden z mężczyzn, którzy go trzymali — Zakaz rozmów z poszkodowaną!
    Czuła jak jej ciało zaczyna się napinać gdy widziała, jak zostaje ten skurwysyn odprowadzony do sali, na którą mieli wkrótce i oni wejść i zaczęła mieć obawy. Zaczęła lękać się tego, czy dobrze robiła, jednak poczuła nagle, dotyk czyjś dłoni. Był to jednak zbyt znajomy dotyk, by nie pomylić go z nikim innym. Zerknęła na Ricardo, który mocniej uścisnął jej rękę pragnąć jej dodać otuchy.
    — Będzie dobrze — zapewniał ją — Po tej rozprawie twój koszmar się skończy — mówił z troską.
    Mimo że wcześniej miała taką pewność, teraz widząc tego potwora, zaczynała mieć wątpliwości. Wiedziała jednak, że ona próbuje sobie tylko to wmówić i nieświadomie zaczyna się lękać.
    Wkrótce i oni zaczęli wchodzić na salę rozpraw. Na szczęście było wyłączona możliwość uczestnictwa publiczności. Wolała uniknąć, spojrzeć innych osób. Były tylko najważniejsze osoby oraz jak widzi Annie jako wsparcie dla jej byłego a ona pozostała z Ricardo, mimo że obecnie byli w trakcie rozwodu. Papiery zostały już złożone.
    Usiadła na wyznaczonej ławie tuż za prokuratorem na szczęście jednak nie musiała dzielić swojego miejsca wraz z Michael’m, bo nie wiedziała, czy skończyłoby się to dobrze. Ani przez moment nie spojrzała w stronę dwojga oskarżonych. Im mniej tam patrzyła tym mniej wspomnień będzie powracać.
    Nie minęło nawet parę minut a wszyscy, którzy mieli być obecni na sprawie, zasiedli na swoich miejscach, by wyczekiwać, pojawienia się sędziego, który miał poprowadzić tę sprawę.
    — Proszę o powstanie — rozbrzmiał nagle tubalny męski głos — Sąd idzie!
    I rzeczywiście przez boczne drzwi wszedł dość starszy mężczyzna z posiwiałymi włosami w ciemnej todze oraz a pod spodem dało się dostrzec jasną koszulę, którą założył.
    — Sprawę poprowadzi sędzia Godric Bark — dokończył wcześniejsze wezwanie.
    Wszyscy niemal wstali w tym samym momencie gdy mężczyzna zasiadł na miejscu sędziowskim i otworzył dokumenty, które zabrał wraz ze sobą. Założył na swój nos, okulary dopiero wtedy powiedział:
    — Proszę usiąść — rozbrzmiał dość srogi męski głos — Rozpatrywana będzie dziś sprawa pana Clarka Kenta oraz pani Taylor Sanders…
    — Ona już tak się nie nazywa! — niespodziewanie rozbrzmiał głos Michaela.
    — Słucham? — odezwał się sędzia.
    Siedzący za nią oraz Ricardo, Michael wstał i oznajmił:
    — Taylor nie jest moją żoną, oraz nie nosi mojego nazwiska. Proszę wspominać o niej jako Smith! — rzucił, spoglądając z nieukrywanym niesmakiem w stronę swojej byłej.
    Słysząc te słowa, nieco ją to zaskoczyło, jednak nie zareagowała w żaden sposób. Patrzyła na sędziego, który jedynie przytaknął głową i pozwolił mu ponownie usiąść, nawet go nie upominając.
    — Oskarżenie o porwanie i przetrzymywanie pana Michaela Sandersa oraz Julii Armando — zaczął czytać treść wszelkich oskarżeń.
    Słuchając tego czuła się coraz gorzej gdy słyszała kolejne rzeczy, które ona sama doświadczyła oraz jej były partner. Jednak zdecydowała się opanować, bo nie chciała zwracać na siebie uwagi. Czuła jak siedzący przy niej Ricardo chwyta jej dłoń ponownie i mocniej ściska. Gdyby nie on zapewne już dawno by uciekła z tej sali.
    — Oskarżonego Kenta proszę o wstanie — oznajmił nagle sędzia.
    Słyszała tylko szmery jakby został zmuszony do tego by się podnieś. Nie miała chęci ani odwagi popatrzeć na tego zwyrodnialca dlatego wbiła nieświadomie wzrok w punkt przed sobą, by po prostu starać się unikać jego widoku.
    — Czy oskarżony przyznaje się do zarzuconych mu zarzutów? — zapytał.
    — Nie — powiedział to z niezwykłą bezczelnością — Jej się coś uroiło w głowie…
    — Co takiego?
    To był moment gdy nie wytrzymała i wybuchnęła. Poderwała się z siedzenia i mimo że tego naprawdę nie chciała, spojrzała na niego. Momentalnie poczuła odruch wymiotny na widok tego szatana. Widok jego zaniedbanego i wyglądającego jeszcze gorzej niż ostatnio go widziała, wywołał u niej ogromny wstręt, ale nie zwróciła na to uwagi i rzuciła w jego kierunku.
    — Ty parszywa gnido! Przez ciebie mam rozjebane całe życie, a ty uznajesz, że nic nie zrobiłeś! — krzyczała do niego — To jest twoja sprawka — wskazała na swoją poniszczoną twarz — Nikogo innego, ty jebany…
    — Proszę się uspokoić pani Julio i usiąść.
    Poczuła w następnej chwili, jak Ricardo delikatnie ciągnie ją w dół. Starała się złapać oddech, jednak dość prędki impuls przypływ gniewu sprawił, że nie mogła się opanować. Jednak nie mogła przejść obojętnie wokół tego, że ten sukinsyn twierdzi o swojej niewinności gdy został wręcz przyłapany na gorącym uczynku i absolutnie dowody świadczyły przeciwko niemu.
    — A do czego mam się przyznawać, do tego, że ona sobie coś wymyśliła — rzucił w jej kierunku.
    — Rzeczywiście sobie umyślałam skurwysynie, bo to nie ty przez trzy tygodnie mnie więziłeś, gwałciłeś i torturowałeś. Brata bliźniaka nie masz więc przestań robić z siebie niewinnego gdy dowody wskazują przeciwko tobie! — odgrażała się.
    — Proszę się opanować — wtrącił się sędzia.
    — Czy mogę? — odezwał się prokurator.
    Bark przytaknął głową, udzielając pozwoleniu oskarżycielowi, którzy wyszedł za swojej ławy, mając przy sobie część fotografii. Gdy wychodził ze swojego miejsca, zobaczyła, że były to zdjęcia z tego przeklętego miejsca. Przymknęła momentalnie oczy, jednak niemal od razu tego pożałowała, bo jej umysł nasunął jej na myśl tamte obrazy. Otworzyła je w momencie gdy Dickson rozłożył przed Clarkiem część z dowodów świadczących o jego skrupulatnie szykowanym planie.
    — W takim razie jak wytłumaczysz to? — wskazał dłonią w kierunku wykonanych fotografii na miejscu zdarzenia — Chyba mi nie powiesz, że się nie szykowałeś do tego od dłuższego czasu. Zbyt ostrożni nie byliście a właściwie twoja wspólniczka — niechętnie spojrzał na drugą z oskarżonych — Mamy dowody zakupów, które znalazły swoje miejsce w domku, który nielegalnie przejąłeś. Sznury, kajdany, łańcuchy, te same, którymi byli przymocowani poszkodowani — mówił twardo — Raczej nie wyjaśnisz mi, że próbowałaś coś budować, bo tam niczego takiego nie było — rzucił.
    — To jeszcze nie żaden dowód!
    — Doprawdy? — zastanawiał się na głos sędzia — A może nam wyjaśni oskarżony, że policja wtargnęła w momencie gdy wylewał na poszkodowaną panią Armando kwas siarkowy, który spodobał znaczne szkody na jej ciele?
    — Proszę wysokiego sądu, to są zmanipulowane dowody — rzucił jego obrońca — Czy naprawdę mamy wierzyć jakieś narkomance? — spytał, wstając ze swojego miejsca.
    — Czy ja dobrze słyszę — kpił wręcz prokurator — Uważasz, że tak wybronisz swojego klienta a czy poinformował cię może, że sam jest wieloletnim ćpunem, a pani Armando przed laty zerwała z nałogiem, w który wciągnął ją oskarżony. Wyniki badań nie ukazywały tam grama żadnych takich substancji, a ukazały fakt, że twój klient potrwał pokrzywdzoną — dociekał — Może to nam wyjaśnisz?
    Rozprawa trwała jeszcze bardzo długo, jednak można było tego oczekiwać po licznych dowodach, które były omawiane podczas rozprawy. Obrońca starał się jak mógł bronić Clarka, jednak zbyt wiele dowodów obciążały go na tyle, że nie mógł znaleźć żadnej linii obrony. Prokurator drążył tematy, które były dotkliwe dla niej, jednak wiedziała, że to dobre dla ukazania tego jak bardzo zdemoralizowaną osobami są Clark oraz Taylor. Po paru godzinach sąd w końcu wyszedł na naradę i nie było go stosunkowo bardzo długo, lecz gdy wrócił, zasiadł na swoim miejscu, chcąc odczytać ostateczny wyrok.
    — Po rozpatrzeniu sprawy pana Clarka Kenta i pani Taylor Smith, uznaje ich za winnych stawianych im zarzutów — zaczął czytać mężczyzna — I skazuje Clarka Kenta za porwanie, niezwykle okrucieństwo, gwałty oraz zastraszanie na podwójne dożywocie bez możliwości ubieganie się o warunkowe zwolnienie! — podkreślił ostatnie słowa — Panią Taylor Smith uznaje za winą, porwania, prześladowania oraz tortur na panu Michaelu Sandersie i skazuje ją na dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności bez możliwości przedwczesnego zwolnienia! — dokończył czytać ostateczny wyrok.
    Słysząc takie słowa, dwoje niegdyś pokrzywdzonych poczuła, znacząc ulgę, że ich koszmar powoli dobiega końca. Gdy dobiegły do niej słowa sędziego, że ten skurwysyn trafi na podwójne dożywocie za kraty, mimo że starała się zapanować nad emocjami, to wyrok skazujący nawet w drugim życiu jego na więzienie był momentem gdy po jej policzku popłynęła łza nie rozpaczy czy bólu, ale radości, że nigdy już on nie stanie na doradzę, wręcz nigdy go nie zniszczy.
    — Nic, powtarzam absolutnie nic — mówił ostatnią mową sędzia do oskarżonych — Nie zasługuje, by być tak potwornie traktowanym jak pani Julia oraz pan Michael, wy zrobicie coś strasznego i niewybaczalnego. Mógłbym pana skazać na wyrok śmierci, jednak podwójne dożywocie było bardziej adekwatne. Mam nadzieje, że przyzwyczailiście się do murów więzienia, bo spędzicie tam resztę swoich dni — powiedział do nich. — A co do państwa — zwrócił się do poszkodowanych. — Musieli państwo przejść ogromny koszmar i nawet ja w swojej długoletniej karierze sędziowskiej nie spotkałem się z takim okrucieństwem wobec drugiego człowieka. Mam nadzieje, że odnajdą państwo spokój i są państwo pod opieką psychiatrów i terapeutów. Będą państwo potrzebowali czasu, by dojść do siebie, jednak wierzę, że zaczniecie żyć w końcu bez strachu o własne życie szczególnie pani, pani Julio. Mam nadzieje ze ten wyrok, chociaż w drobnym sposób panią usatysfakcjonuje a co do pana panie Michaelu, proszę się nie zniechęcać i wierzę ze kiedyś odnajdzie pan szczęście, ale nie przy takiej kobiecie — rzucił spojrzeniem w kierunku Taylor — Rozprawę uznaje za zakończoną. Mogą się państwo rozejść — rzekł.
    Bark nie zdążył nawet wyjść gdy policjanci, którzy przez całą rozprawę pilnowali i Clarka oraz Taylor chwycili ich i wyprowadzili z Sali, mimo że tamci znowu się odgrażali, a ona w końcu poczuła jak jakiś niewidoczny głaz spada z jej ramion.
    W końcu zakończyły się dla niej lata licznych udręk i strachu. Jej nemezis w końcu otrzymał to, na co zasługiwał.
    To koniec tego rozdziału!
    





No comments:

Post a Comment