Sunday, September 15, 2024

IV 22 (P.1) — OCEANICZNY SPOKÓJ

    Zsunęła delikatnie ze swojego nosa, oprawki swoich ciemnych okularów, lecz tylko odrobinę i spojrzała znad nich na sylwetkę dobrze zbudowanego mężczyzny, który stanął przed momentem na krawędzi małego statku, na którym odpoczywała, leżąc na jednym z leżaków na głównym pokładzie.    
Widziała, jak nie odwracając się nawet za siebie, wkrótce daje nura w głąb przepięknego lazurowego błękitu mórz zatoki. Chlub wody był wyraźnie słyszalny gdy zanurzył się pod nią, a ona straciła go zupełnie z oczu. Mimowolnie kącik jej ust drgnął znacznie do góry, gdy mogła bezkarnie przed momentem oberwać go i podziewać jego dobrze wyrzeźbione ciało. Nie dało się tego ukryć, że sam wielokrotnie powtarzał, że od praktycznie szesnastego roku życia, jego wręcz praktycznie codziennością stały się ćwiczenia na siłownie. Dbał o siebie, budując przy tym swoją sylwetkę i gdyby teraz powiedziała na głos, że naprawdę uwielbia patrzeć na wysportowanych facetów, można nazwać ją próżną i może byłaby w tym prawda jednak mogła się wyborni tym, że zazwyczaj ludzie są workowcami i dostrzegają to jak ktoś wygląda i naprawdę nie uważała się za osobę, która zwraca uwagę jedynie na wygląd, bo gdyby tak było, wybierała, by tylko mężczyzn, którzy są zadbani i tak jak Ricardo, budują swoją muskulaturę, jednak prawda była taka, że jej troje poprzednich chłopaków wyglądali naturalnie i tak ich pokochała gdy nie mieli tak zwanego sześciopaka na brzuchu. Ona sama również należała do osób, które od paru lat dbały o siebie po czasie i jej poprzedni facet wkręcił się w ćwiczenia, mimo że go nie zmuszała do tego, a jedynie zachęcała to, on sam podjął decyzje, że zacznie dbać o siebie i wyszło mu to na ogromny plus. Jednak teraz gdy przed momentem obserwowała, nurkującego po chwili Hiszpana w tonie oceanu nie mogła oderwać od niego oczu, bo wyglądał naprawdę pociągająco w blasku słońca, ubrany jedynie w dopasowane bokserki a ona mogła podziwiać każdy skrawek jego ciała i tak już wielokrotnie widziała, go nago więc nie robiło to na niej aż takiej różnicy, jednak nie potrafiła pohamować się przed bezkarnym spoglądaniem na niego.
    — Gdzie on zniknął?
    Drgnęła nieco wystraszona w momencie gdy rozbrzmiał dobrze jej znany kobiecy głos.
    Powoli wsunęła powrotem okulary na nos i odwróciła się w stronę tonu głosu swojej kochanki i podniosła na nią wzrok widząc ją nad sobą gdy stanęła przed nią ubrana w dwuczęściowy strój kąpielowy z delikatnymi ozdobnymi kamieniami, które wszyte były wzdłuż biustu i bioder. Swoje długie ciemne pasma włosów zaplotła w gruby warkocz, a podobnie jak ona na nosie miała ciemne szkła.
    Od razu rzuciło się w oczy, że w jednej z dłoni trzymała szklankę wypełnioną prawie po brzegi barwnym pomarańczowym napojem udekorowanym kawałkiem cytrusa oraz słomką i maleńką parasolką. Widziała, jak wyciąga ku niej dłoń i podaje jej jedno ze szkieł, a ona ujęła małą plastikową słomkę i upiła łyk alkoholowego drinka. Niemal w tym samym czasie nieco starsza dziewczyna usiadła na leżaku tuż obok i upijając łyk swojego napoju, odstawiła go na stolik.
    — Poszedł pływać — odparła, sama bezpiecznie odkładając drinka na stoliczek tuż obok niej.
    — Typowe dla niego — skomentowała Courtney.
    Spojrzała na nią nieco zaskoczona, patrzyła jak w następnym momencie, spogląda na nią z lekkim uśmiechem, zanim ponownie nie odwróciła od niej wzroku, by spojrzeć na blask oceanu, który przed nimi majaczył.
    — Ricardo uwielbia pływać. Mógłby wiele godzin spędzić pod wodą, nurkując — wyjaśniała pośpiesznie — Jego zamiłowanie tak naprawdę do spędzenia dużej ilości czasu czy to w basenie, czy morzu wzięło się od jego matki, która jest byłą medalistką olimpijską właśnie w pływaniu. Zdobyła kilka razy pierwsze miejsce, a że od dziecka mieli dom z basem, to nauczyła swoje dzieci pływać w tym jego.
    — Ich? — zainteresowała się — To ma rodzeństwo?
    — Nie mówił ci? — zdziwiła się.
    Pokręciła przecząco głową, bo tak naprawdę nie wiele mówi o swoich rodzinach. Nie pytała, a on również nie był ciekawy poza tym to od początku, miał być tylko romans, z czasem jednak zaczęła odnosić wrażenie, że w pewnych chwilach już nie mogła tego nazywać wakacyjną przygodą a czymś znacznie więcej. Prędko jednak potrząsnęła dyskretnie głową, by odrzucić od siebie te myśli. Nie zamierzała traktować tego inaczej jak tylko przygodę jej życia!
    — Owszem, ma starszą siostrę i nastoletniego brata — skomentowała, wzruszając ramionami — Nie jest jedynakiem z resztą ja również nie.
    — Mówiłaś mi o swoim bracie.
    — Prawda jest taka, że prócz mojego bliźniaka tak — odparła, nieco rozbawiona widząc jej zaskoczone spojrzenie — To mam jeszcze dwójkę sióstr obie są w liceum, jednak dzieli ich rok różnicy. Obie mają jeszcze szesnaście lat. Skoro tak rozmawiamy, to ty masz rodzeństwo?
    Przez moment zastanawiała się, czy powiedzieć, czy zachować to w tajemnicy i tak naprawdę nie musiała mówić wszystkiego a jedynie odpowiedzieć, czy ma. Jednak nie zamierzała uwzględniać w tym swojej przyrodniej siostry, której nie znała, a także nią gardziła. Amy była idealną córką jej ojca a ona była wręcz wyrzutkiem, przez co jej pogarda do niego samego i jego nowej rodziny była wręcz nieokiełznana. Nie zamierzała jednak wtrącać się w ich życie, tak naprawdę wychodziła z założenia, żeby ich unikać i nie przyznawać się do nich, bo to się idealnie sprawdzało, a ona uznawała, jedynie Chestera co do matki miała jeszcze ogromny żal i nie potrafiła zapomnieć, że tak po prostu o nią nie walczyła i nie szukała jej dalej.
    — Owszem, mam starszego brata — przyznała — Nikogo poza nim nie mam! — rzuciła.
    — A…?
    — Ojca nie znam, matka nie żyje — powiedziała pośpiesznie.
    Widząc jej wręcz zawziętą minę, starsza dziewczyna nie zamierzała więcej dopytywać. Bo nie uważała, że powinna, wystarczyło jej tyle wiedzieć. W końcu i tak były dla siebie tylko znajomymi z wakacji.
    Wolała od razu zmienić temat, by rozładować już powoli napiętą atmosferę, która się wokół nich rodziła:
    — Trochę szkoda, że już wyjeżdżasz — odezwała się po chwili ciszy przerywana jedynie odgłosami natury i szumu oceanu.
    Mimowolnie poczuła lekki skurcz w okolicy serca i mimo że nie chciała, poczuła, jak robi się jej przykro na samą myśl. To prawda w końcu powoli dobiegł jej przedłużane wakacje, które sobie zafundowała, jednak musiała już wrócić do kraju, do swojego mieszkania swoich czworonogów czy przyjaciół. Chociaż naprawdę uwielbiała to miejsce, zakochała się w San Sebastian i naprawdę chciałaby tu zostać na zawsze, jednak musiała w końcu powrócić do kraju i zająć się sprawami firmy czy codziennym życiem.
    W momencie gdy Ricardo oraz Courtney dowiedzieli się, że za parę dni wyjeżdża, te ostatnie dni zapragnęli spędzić tylko i wyłącznie z nią. Młody biznesmen wziął kilka dni urlopu w pracy, a młoda podróżniczka przełożyła, swój wyjazd do Afryki gdzie miała kręcić program, by mogli nacieszyć się tymi ostatnimi chwilami wraz z sobą i tak naprawdę to był pomysł Ricardo, na który wpadł. Pewnego popołudnia przyszedł do Courtney, u której akurat byłą co za zbieg okoliczności i oznajmił, że zabiera je obie na mały rejs po zatoce na trzy dni, by móc jak najbardziej wykorzystać te ostatnie wspólne chwile. Nie dało się ukryć, że od momentu rozpoczęcia ich trójkąt miłosny chyba mało było takich momentów, by spotykali się we dwoje. Jednak musieli wzajemnie przyznać, że doświadczenie bliskości nie tylko w parze, ale gdy do zabawy dołączyła trzecia osoba była niezwykle ekscytujące i pociągające czego nie zamierzali ukrywać. Dla każdego z nich było to zupełnie nowe doświadczenie, które przeżywali i musieli przyznać, że było coś w tym pociągające i niezwykłego zwłaszcza gdy pomyśli się o układzie, bo mogli być niezadowoleni, bo były one we dwie na jednego faceta i musiały się nim dzielić, ale to nie prawda. Wspólne igraszki we troje były czymś niepowtarzalnym coś, czego nie można było przeżyć gdy łączyli się w pary to nowe ekscytujące chwile i fakt, że wszyscy troje zgodzili się na ten wzajemny układ, w którym żyli, było czymś, co jeszcze do tej pory nie przeżyli.
    Ona sama była osobą, którą po przepracowaniu traum i momentów, które były dla niej ciężkie otworzyła się na, tyle że lubiła eksperymentować w łóżku co dowodem, był jej poprzedni związek, jednak pod koniec jego zaczęła się łapać na myślach i pragnieniach, które obecnie realizowała. Nie mogła chyba powiedzieć, że spotkanie z psychologiem nie pomagają, bo mogła po sobie dostrzec jaki ogromny progres uczyniła, co wręcz pozwoliło jej po prostu, być sobą chyba nie było lepszych momentów niż obecne.
    — Czas wrócić do rzeczywistości — skomentowała słowa swojej kochanki.
    Niespodziewanie wokół nich pojawiła się dość ciężka atmosfera, która z każdą chwilą gęstniała, bo prawda jest taka, że obie nie chciały, by to tak się właśnie kończyło, jednak prawda była taka, że pora w końcu to zakończyć. Mimo jak bardzo by tego nie chciały, to ona nie mogła już dłuższej siedzieć w Hiszpanii i musiała, wrócić do kraju gdzie czekało na nią zwyczajne życie wiedziała, jednak że będzie jej brakowało tych chwil.
    — Musiałam poruszyć akurat ten temat — rzuciła nieco ozięble i smętnym głosem.
    — Wybacz — mruknęła dziewczyna — Ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że za parę dni cię nie będzie. Nie będzie ciebie gdy ja wrócę z podróży i tak cię nie pożegnam na lotnisko, bo wyjeżdżam gdy tylko wrócimy.
    — Wiem — przyznała cicho.
    — Ricardo jednak nie odpuści i pewnie będzie chciał cię odprowadzić na lotnisko — skomentowała.
    — Nie będę zaskoczona — przyznała szczerze — Już pytał kiedy mam lot powrotny.
    Spojrzała niemal w tej samej chwili na Courtney gdy tylko dostrzegła spojrzenie jej oczu na sobie. Mimowolnie westchnęła cicho, naprawdę nie czuła się dobrze z poczuciem, że wyjeżdża. Naprawdę polubiła tych dwoje i szczerze nie chciała ich opuszczać, jednak przez jej umysł przedarła się myśl, że nie chciała bardziej opuszczać pewnego przystojnego Hiszpana, który w chwili obecnej pływał blisko jachtu, który do niego należał, a one dwie opalały się w promieniach przedpołudniowego słońca.
    — To zabawne wiesz — odezwała się podróżniczka, czym zwróciła na siebie jej uwag, widziała jak spogląda w jej kierunku gdy patrzyła na nią nieco zaskoczonym spojrzeniem, nie do końca rozumiejąc, do czego teraz zmierza — Prawdę mówiąc pamiętam jak Ricardo, chciał kupić od ciebie, mieszkania tak los pokierował nasze drogi, że znowu się spotkaliśmy.
    — Tak naprawdę nie myślała, że gdy trafię na zawody motocyklowe, spotkam znowu jego, nie uważałam, że może być fanem szybkiej jazdy — skomentowała.
    — On jest zapalonym motocyklistą, odkąd tylko mógł zrobić prawo jazdy. Zawsze mówił, że chce jeździć, to było jego marzenie, by kupić motocykl. Może faktycznie chciał wyrwać na nie dziewczyny — skomentowała żartobliwie — I wyrwą na dwukołowca pewną amerykankę — spojrzała na nią znacząco z delikatnym uśmiechem.
    — Amerykankę, która tak jak on kocha się ścigać, ale nadal mu nie mogę podarować, że wygrał ze mną te zawody — mruknęła z niesmakiem, przypominając sobie jeden z pierwszych dni w mieście — Cwaniak wygrał ze mną zakład — dodała jeszcze ciszej do siebie.
    — O co się z nim założyłaś? — nawet nie zdawała sobie sprawę, że powiedziała to na tyle głośno, że Courtney doskonale to usłyszała.
    Mimowolnie spojrzała na nią, po czym cicho westchnęła i powiedziała:
    — Założyłem się z nią że jeśli przegra, musi pójść ze mną na drinka do klubu — odezwał się dobrze znany im męski głos.
    Obie wręcz jednocześnie spojrzały w kierunku jego głosu, popatrzyły na mężczyznę, który właśnie wspinał się po ostatnim stopniu, który wiódł na pokład prosto z morza, a one mogły zobaczyć jego zupełnie mokrego. Zawsze ułożone włosy teraz opadły mu na czoło, jednak w tej samej chwili wplótł palce w kosmyki swoich przemoczonych włosów i zaczesał je sobie do tyłu. Kąpielówki, które miał na sobie miał zupełnie przemoczone i wręcz przylegały idealnie do jego ciała.
    Na dłuższą chwilę zatrzymała swoje spojrzenie na jego bieliźnie, jednak nie tylko jej wzrok wylądował na przemoczonym skrawku ubrania swojego bliskiego kolegi, a także Courtney, widziała kątem oka, jak koniuszkiem języka oblizuje swoje usta, ona jednak się pohamowała, lecz po chwili spojrzenia oczy jej i kochanki spotkały się, a w ich głowie pojawiła się jedyna myśl:
    — Czy ty myślisz o tym samym co ja? — zapytała Courtney, uśmiechając się do niej znacząco.
    Nie odpowiedziała, jednak na jej ustach pojawił się wręcz identyczne zadowolenie. Wkrótce wręcz porwały jedynego mężczyznę z ich obecności, skrywając się w jednej z kabin wraz z nim.

Saturday, September 14, 2024

IV 21 (P.1) — NAJBARDZIEJ ZMYSŁOWE CHWILE

    — Julio, czy ty planujesz w ogóle wrócić?
    Roześmiała się cicho, gdy usłyszała po drugiej stronie telefonu głos Alice pomimo pretensji, którą można było usłyszeć w tonie jej głosu, również wyraźnie można było dostrzec zaintrygowanie, czemu krótki wyjazd na zawody zamienił się w kilku tygodniowy pobyt w Hiszpanii.
    I może było w tym nutka tajemniczości, którą starsza kobieta pragnęła odgadnąć, bo tak naprawdę nie wiele wiedziała, zupełnie jak jej partner. Jego siostra zamilkła na temat tego czemu zdecydowała się pozostać na dłużej na starym kontynencie. Oczywiście nie byli głupcami i snuli ze sobą, domysły kto mógł sprawić, że młoda artystka przedłużyła swój urlop, który planowała.
    Nie dało się ukryć, że w chwili gdy zadzwoniłaby prosić o przysługę, swojego brata by dłużej zajął się jej futrzakami, wydało się to dosyć zaskakujące, a z drugiej strony nieco podejrzane. Jednak nie śmiał jej dopytywać o szczegóły, ona sama nie kwapiła się, by cokolwiek powiedzieć i tak naprawdę wiedząc, że Julia jest na tyle dojrzała i rozsądną młodą kobietą nie zrobi nic głupiego, a fakt, że pisała do nich prawie codziennie, nie sprawił, że mieli powód do niepokoju, że coś złego się jej stało. Byli w stałym kontakcie, a to się liczyło najbardziej gdyby nie to zaczęli, by się martwić i z dużą dozą pewności Chester ruszył, by niebo i ziemie, by ją znaleźć.
    To były jej podejrzenia wręcz sugestie, że prawdopodobnie na starym kontynencie zatrzymał ją wakacyjny romans. Nie trzeba być ignorantem, by nie zauważyć, że Julia była bardzo atrakcyjną kobietą, za którą oglądają się mężczyźni. Przez wiele lat była w szczęśliwy związku do czasu jak on nie zaczął się rujnować do momentu jej zerwania z narzeczonym. Najbardziej co ją zdumiało, to że powodem ich rozstania nie było zbytnia nadopiekuńczość byłego partnera, a który zdrada się dopuścił względem niej dlatego, wiedząc, ją jak praktycznie bardzo szybko stanęła na nogi po odejściu od mężczyzny, który ją oszukał, zaczęła żyć własnym życiem i wręcz normalne było, że pewien Hiszpan mógł zawrócić jej w głowie.
    — Owszem — odparła nieco rozbawiona — Planuje w niedalekiej czasie, wrócą do Stanów, bo wiem, że się ktoś za mną stęsknił.
    — Julio to miłe…
    — Ale ja miałam na myśli swoje zwierzaki — powiedziała, uśmiechając się do niej przez kamerkę, a ona mogła ujrzeć tak znajomy uśmieszek, który widziała nie jednokrotnie u swojego chłopaka gdy do głowy wpadały mu, jakieś idiotyczne pomysły jednak od razu można było dostrzec ogromne podobieństwo między nimi i nie dało się zaprzeczyć temu, że nie łączy ich więzy krwi.
    W pewnych sytuacjach byli do siebie tak ujmująco podobni wręcz w swoich działaniach zdarzało się, że działali w sposób wręcz schematyczny tylko dla nich. Oboje również byli osobami, które potrafiły dogryzać innym i nie jednokrotnie prowadzili wojny słowne, jednak pomimo że zdarzały się między nimi nieporozumienia jak, z resztą u każdego rodzeństwo to oddać im było trzeba, że nie pozwoli powiedzieć na drugą osobę choćby złego słowa.
    Nie do końca była świadoma ich przeszłości, wiedziała tylko, tyle że Chester zaopiekował się Julią gdy okazało się, że jest wychowanką domu dziecka po tym gdy jego matka w końcu zdradziła prawdę o swoim największym sekrecie, tajemnicą, którą okazała się to, że urodziła córkę, która została porzucona przez ojca jej partnera. Można powiedzieć, że wiedziała wiele, jednak szczegółów nie znała i nie dopytywała. Uznała że jeśli nie chcą mówić, to mają do tego prawo w końcu to ich rodzinę zmartwienia, jednak obojgu zależało ogromnie na sobie i to było widać na przestrzeni lat.
    Czy odczuwała złość, czy niechęć wobec tego, że w sercu jej partnera gościła inna kobieta, która była dla niego była tak samo ważna jak i ona?
    Nie!
    Bo nie miała ku temu żadnych powód, odczuwanie tego paskudnego uczucia w stosunku do rodzeństwa było wręcz abstrakcyjne w jej strony i ceniła sobie to, że mogła ich obojga poznać, właściwie gdyby nie Julia nie poznała swojego obecnego chłopaka oraz nie snuli, by już powoli planów na wspólną przyszłość po latach związku, który był naprawdę udany. Mogła powiedzieć, że znalazła tego jedynego w bracie swojej sąsiadki.
    — Wredna jesteś Bennington — skomentowała z niesmakiem.
    — A to ci nowość — machnęła pobłażliwą ręką.
    Obelgą dla niej nie było nazwanie jej nieco uszczypliwą osobą, doskonale zdawała sobie sprawę, że w pewnych sytuacjach miała cięty język i z tym się nie ukrywała. Była uszczypliwa, jednak potrafiła być pełna uczuć i empatii wobec innej osoby. Miała, nieco zajadły charakter, jednak obecna jej odsłona dużo bardziej jej się podobała niż tej zagubionej dziewczyny, którą była.
    — Potrafisz być tak samo upierdliwa jak Chester — rzuciła bezemocjonalnie.
    — Mogę powiedzieć tylko jedno… — odezwała się młoda dziewczyna — Nazwisko zobowiązuje — dodała, a ona dostrzegła chwile potem koronę jej górnych zębów.
    Słyszała jak kobieta po drugiej stronie, cicho wzdycha na jej komentarz po czym, ponownie zerknęła na nią, pytając, a ona po chwili ujrzała w jej oczach przebiegłość.
    — Mów jak się nazywa!? — spytała zaintrygowana
    — Ale kto? — spojrzała na nią zdziwiona.
    Patrzyła, jak Alice wywraca oczami, na ostatnie pytanie, ale naprawdę nie wiedziała, co jej chodzi po głowie. Mogła się domyślać, ale wkrótce i tak pani architekt pośpieszyła z wyjaśnieniami:
    — Julio czy naprawdę uważasz mnie za nie rozgarniętą? — odezwała się z powagą — Albo małą inteligenta osobą. Nie uważasz, że nie jest nic dziwnego w tym, że przedłużyłaś wyjazd? — pytała, a ona przez moment miała wrażenie, jakby pragnęła ją prześwietlić spojrzeniem swoich oczu.
    — Nadal nie rozumiem, o co ci chodzi — rzuciła, czując się niezwykle ogłupiałą.
    — Julio! — zirytowała się Adkins — Nie rób ze mnie kretynki i przyznaj, jak ten amant ma na imię! — ponagliła ją.
    — Alice nie przyszło ci na myśl, że mi się tutaj po prostu spodobało, a fakt, że pragnęłam od nastoletnich czasów zwiedzić Hiszpanie, bo wręcz zakochałam się w tym kraju, był moim jedynym argumentem, który sprawił, że chciałam tu zostać?
    Oczywiście, że kłamała!
    Mogła się teraz tego wstydzić, jednak nie zamierzała się przyznawać do tego, że zostanie w San Sebastian, było bardziej pokierowana jej fascynacjami seksualnymi i pewnymi dwojgiem młodych ludzi, którzy zniewolili jej zmysły. Momentalnie powróciły do niej wspomnienia ich pewnego spotkania, a raczej momentu gdy to Ricardo wpadł do Courtney w najmniej oczekiwanym momencie i nakrył je wzajemnie na wspólnej zabawie. To był impuls gdy wciągnęły go do wspólnej zabawy, jednak nie zamierzały obie niczego żałować. Chwile wręcz niezapominane i na samą myśl, wspomnienia tamtych dni wzbierały w niej usilne pragnienia powtórzenia tamtej nocy w tym samym składzie.
    Momentalnie jednak wyrzuci ze swojej głowy wyobrażenia tamtej nocy, nie chcąc, nic po sobie poznać by Alice nie domyśliła się, co się dzieje. Nie chodziło o brak ufności czy to, że nie chciała mówić prawdy, ale to było jej życie i sprawa co tutaj robi, a oni mogą, wiedzieć jedynie tyle ile pragnęła, by się dowiedzieli
    — Mam jednak przeczucie, że w czymś mnie oszukujesz i jednak jest ktoś…
    — Alice — przerwała jej stanowczym głosem — Czy naprawdę uważasz, że to rozsądne, że praktycznie cztery miesiące po zerwaniu z moim dawnym narzeczonym mam ochotę na jakiekolwiek nowe związki? — zapytała retorycznie — Ja wiem, że on uznał, że sześć tygodni to idealny moment, by wejść w nową relację wręcz tę zażyłość zaprzysiężyć przed urzędnikiem stanu cywilnego, ale ja nie jestem taką osobą. Wolę poukładać sobie w głowie dotychczasowe życie, zanim zdecyduje się na coś nowego, nawet jeśli tego chce, bo uwierz mi, to nie jest przyjemne po raz kolejny być oszukaną. Do tego związek, który wydawał się być idealną przepustką do wspólnego życia i założenia rodziny. Chyba ta perfekcja była zgubna, bo nie dostrzegłam momentu kiedy on się zmienił, ale nie chce roztrząsać swojego nieudanego związku. Obecnie chce się cieszyć życiem, chce wykorzystać maksymalnie mój pobyt tutaj. Wrócę pod koniec sierpnia do Stanów, bo muszą w końcu wrócić do pracy, treningów a w październiku wracam na uczelnie i od początku roku będę musiała myśleć nad tematem pracy licencjackiej.
    — Niesamowite, dopiero co się poznałyśmy, nie chodziłaś na uniwersytet, a w tym roku akademickim będziesz się bronić.
    — Dla mnie jest to nie wiarygodne, jak prędko minął mi czas, odkąd się przeprowadziłam do Los Angeles i tyle się zmieniło. Gdy też teraz spoglądam na was jako już trzydziestolatków czy gdy już macie trójkę z przodu widzę w was ludzi, którzy wkrótce zaczną zakładać rodziny i zaczną pojawiać się dzieci — rzuciła.
    — Na razie prócz ciebie nikt z nas nie jest zaręczony — zauważyła słusznie.
    — Coś czuje, że teraz prędzej Chester się tobie oświadczy albo któryś z chłopaków niż ja znajdę znowu kolejnego faceta, chociaż tego nie planuje.
    — Wiesz, może to się tak wydawać, lecz my nawet nie mieszkamy razem.
    — Alice widzę, że oboje jesteście na takim etapie, że w końcu mój braciszek zdecyduje się, by zabronować ci wspólne mieszkanie i oświadczy się tobie. To nie jest tajemnicą, że pragnie powiększyć rodzinę, a wasz związek jest naprawdę trwały i widać po was obojga, że naprawdę się kochacie i życzę wam wszystkiego, co najlepsze. Dla mnie będzie zaszczytem nazywać się moją szwagierką.
    — Nie przesadzaj, to nie ma aż takiego wielkiego znaczenia.
    — Może i nie ma — przyznała jej racje — Jednak mimo tego, że znam Chestera, tylko od piętnastego roku życia to jednak uważam, że znalazł dla siebie idealną kobietę. I od razu sobie zastrzegam — uniosła ostrzegawczo palec ku górze, machając nim delikatnie przed przednią kamerką telefonu — Jeśli zostaniecie rodzicami, chce być chrzestną, chociażby jednego z nich — zastrzegła sobie.
    — Na pewno zostaniesz, Chester by mi nie podarował gdybyśmy nie wybrali jego siostrzyczki — skomentowała.
    Mimowolnie poczuła, jak policzki jej oblewają się czerwonym rumienieniem. Nie dało się ukryć, że również była osobą, którą wręcz kochała dzieci. W sierocińcu potrafiła zajmować się maluchami i sprawiało jej to czystą radość gdy mogła się opiekować maleństwami, które tak chętnie do niej lgnęły potem jej wolontariat w bidulu, w Los Angeles tym bardziej sprawił, że uwielbiała się zajmować tymi małymi człowieczkami, które były bardzo poddane na wpływ dorosłych. Uwielbiała się nimi opiekować, zajmować czy bawić sprawiało jej, to niesamowitą radość widzieć na tych małych Buzkach szczery uśmiech chyba nie było lepszej nagrody niż ich szczęście i mimo że sama pragnęła, wręcz marzyła o dzieciach to jednak obecnie była na etapie, na którym pragnęła szaleć i dobrze się bawić. Korzystać z życia jak jeszcze nigdy tego nie robiła.
    — Ale jeszcze chwile potrawa, zanim to się stanie. Pragnę na razie zdobyć awans na szefową działu. Bo wiem, że będę mieć wtedy stabilniejsze warunki, a Chester cóż przywykłam do tego, że bywa przez jakiś czas w rozjazdach.
    — Bywa to męczące, jednak da się z tym żyć.
    Obie doskonale zdawały sobie sprawę, jakie bywa męczące życie z muzykiem i ile wytrwałości i cierpliwości muszą się wtedy wykazać. Ona obecnie nie miała takiego zmartwienia, jednak doskonale pojmowała jej strapienia, bo przez wiele lat żyła podobnie jak ona.
    Niespodziewanie ich rozmowa nagle została brutalnie przerwana gdy rozbrzmiał w całym pokoju hotelowym stukanie do drzwi. Zaskoczona oderwała spojrzenie od kamerki i spojrzała w ich stronę.
    — Kto to? — zaciekawiła się Alice.
    — Pewnie obsługa hotelu — rzuciła pośpiesznie.
    Prawda była taka, że nie wiedziała, kto mógłby stać przed wejściem, bo nic nie zamawiała do pokoju. Odwróciła się powrotem do kamerki i pośpiesznie rzuciła do Alice:
    — Oddzwonię jutro.
    — Dobra ja i tak miałam się zbierać. Do zobaczenia.
    — Cześć.
    Rozłączyła się i odłożyła telefon na stolik, który stał przy fotelu, na którym siedziała. Przeszła kilka kroków, by podejść do małego korytarzu, uchwyciła kartę z szafki i przyłożyła ją do zamka, po chwili blokada ustąpiła, a ona otworzyła szerzej drzwi, a po chwili stała twarzą w twarz z dwojgiem swoich kochanków. Gdy wręcz zlustrowała ich spojrzeniem, swoich jasnych oczu zobaczyła, że oboje byli ubrani typowo pod wyjście do klubu. Ricardo miał na sobie dopasowane ciemne szare spodnie oraz czarną koszulkę, której dwa guziki były rozpięte, a na ręku trzymał złotawy zegarek. Włosy jak zawsze miał lekko podniesiona i zaczesane do tytułu, zarost idealnie przystrzyżony jakby dopiero co wyszedł od barbera. A obok niego stała nieco niższa kobieta i tylko dzięki obcasom na wysokiej szpilce. Przyjrzała się jej pięknej sukience. Gorset był wyszyty pięknymi kamieniami, które się wręcz iskrzyły, złotawe świecidełka wręcz idealnie kombinowały się z błyszczącymi diamentami, cała jej góra była wręcz wyszyta nimi. Trzymająca się na ramiączkach ciemna spódnica była wykończona w liniach kamieni, które spływały na zwiewny i krótki dół kreacji. Sukienka wręcz idealnie do niej przylegała sama, widziała, jak włosy skręciła w lekką falę i spięła w kilku miejscach, samo jej ciało błyszczało małymi drobinkami i sądziła, że spsikała się brokatem, jej makijaż również był błyszczący z matowym wykończeniem ust. Wyglądali jak młodzi bogowie. I musiała przyznać, że wyglądali zniewalająco.
    — Co wy tu robicie? — spytała zaskoczona, gdy stanęła z boku, by wpuścić ich do środka.
    — Jak to co? — odezwała się Courtney — Zabieramy cię do klubu.
    — Znowu — mruknęła nieco marudnie.
    — Nie narzekaj mała — wyrzuciła kobieta.
    Wtedy dostrzegła, że trzyma przy sobie prócz małej ciemnej kopertówki torbę, w której coś skrywała. Wkrótce jednak wysunęła do niej rękę z pakunkiem, a ona zdziwiona chwyciła ją, a na jej usta cisnęło się jedno nurtujące ją pytanie:
    — Co to takiego? — pytała, gdy zajrzała do środka.
    Pierwsze co ujrzała, to ciemną bibułę, która coś pod sobą skrywała.
    — To na dzisiejszy wieczór — oznajmiła hiszpanka — Jedziemy się pobawić do mojego klubu — rzuciła wesoło.
    Momentalnie poderwała na nią, spojrzenie nawet dobrze nie odsuwając materiału, pod którym coś się skrywało, a ona popatrzyła na nią zaskoczona, bo ta wiadomość zupełnie ją zaskoczyła.
    — Jak to masz klub? — zdziwiła się.
    — Może nie do końca mam go na własność — rzuciła spokojnie — Jednak prowadzę go wspólnie z bratem. Pamiętasz nasze chyba drugie spotkanie gdy się spotkałyśmy w barze?
    Wróciła wspomnienia do tamtej ich rozmowy i niespodziewane spotkania w jednej z barów. Momentalnie jej oczy rozszerzyły się gdy sobie przypomniała tamte momenty, a ona widziała kątem oka, jak na ustach Courtney pojawia się delikatny uśmiech:
    — To był właśnie mój klub.
    — Ale jak to…
    — To tak naprawdę był jeden z lokali ojca. Uznał, że skoro mamy osiemnaście lat, coś na nas przepisze, byśmy zaczęli zarabiać na siebie ja i tak wybrałam głównie podróże i bycie reporterkom jednak mój brat prowadzi ten klub jednak podejmuje ważne sprawy gdy są one takie to podejmuje je jako współwłaścicielka.
    — Ciekawie — mruknęła do siebie — Biznesmen i makler giełdowy w jednym i właścicielka klubu dopisuje wam szczęście.
    — Może i wygląda to jakbyśmy to dostali za nic — odezwał się Ricardo w swojej obronie — Jednak dobrze wiesz, ze ja sam do tego dążyłem, a jak Courtney mówi, ona jest tylko w zarządzie, woli zwiedzać i poznawać świat niż zarządzać ludźmi i lokalem.
    — Fascynuje mnie poznawanie nowych krajów, kultury, czy rozmawianie z lokalnymi mieszkańcami, to jest dużo ciekawsze niż siedzenie ciągle w jednym miejscu. Podróżowanie to jest moje życie. Cudem dostałam się do programów, podróżniczych jednak wykorzystuje daną mi szansę na maksymalnie. Dobra ty się idź przebrać — zaczęła ją poganiać.
    — Ale…
    — Nie możesz zwrócić i tak tego, co jest w środku, bo jest kupione specjalnie pod ciebie. Dla mnie sukienka jest za ciasna — mruknęła, spoglądając na swój dość obfity biust oraz biodra — Więc nie wciśniesz nam powrotem. Poza tym gdy zobaczyłam te sukienki, nie mogłam sobie odmówić kupna dla ciebie — wyjaśniła pośpiesznie — Idź — pogoniła ją.
    Spojrzała na swój pakunek nieco podejrzliwie, jednak wkrótce wzruszyła ramionami i weszła do łazienki, gdzie pośpiesznie weszła pod prysznic, zanim na siebie nie włożyła nowego ubrania i nadal nie wiedziała, co jest w środku. Po dłuższych minutach w końcu wyszła spod natrysku i owinęła się szczelnie ręcznikiem i wtedy podeszła do umywalki jednak chwyciła torbę, którą zostawiła na zamkniętej klapie toalety i wyciągnęła materiał, a pod nim ujrzała jasny materiał wyszyty diamentami, które zaczęły błyszczeć. Wyciągnęła ją, a w środku również zobaczyła pudełko z butami, które były w środku. Wysunęła je na wyciągnięcie ramion i ujrzała dosłownie taką samą sukienkę, jaką miała Courtney, lecz z tą różnicą ona była jasnoszara z jasnymi kamieniami, które były wszyte w gorset i ramiączka. Odłożyła ją na półkę, by zajrzeć do środka ponownie i wyjęła pudełko, w środku którego zobaczyła dopasowane pantofelki, na których również były małe kamyczki, które błyszczały w świetle zapalonego światła.
    — Jesteś niemożliwa — odezwała się na głos, bo doskonale wiedziała, że dziewczyna ją usłyszy.
    — Nie marudź, tylko się ubieraj! — usłyszała z sypialni jej głos — Chce cię widzieć w pełnym wydaniu.
    Pokręciła nieco rozbawioną głową, po czym chwyciła kosmetyczkę i wyjęła z niej podkład i cienie do oczu wiedząc, że i tak nie odpuści jej tego, by nie nałożyła na siebie tej zniewalającej kreacji.
    Słysząc w tle rozmowy, dwojga przyjaciół powoli się przygotowała, robiąc sobie dopasowany makijaż oraz kręcąc włosy na lokówkę, którą kupiła jakiś czas wcześniej, zanim nie założyła na siebie ostatecznie sukienki, która nawet dobrze na niej leżała. Gdy tylko ją wsunęła na swoje ramiona, przejrzała się w lustrze, widząc w jego odbicie naprawdę piękną dziewczynę i mimowolnie uśmiechnęła się do swojego odbicia, po czym chwyciła buty, które tam leżała i nasunęła na swoje stopy, przez co stała się nieco wyższa. Po raz ostatni przejrzała się w tafli krzywego zwierciadła, poprawiła nieco sukienkę i wyszła do sypialni, wkrótce zobaczyła jak dwoje Hiszpanów, spogląda w jej kierunku, a na ustach Courtney pojawia się w pełni zadowolony uśmiech.
    — Wyglądasz zjawiskowo — skomentowała, podchodząc do niej.
    — Tylko że wyglądamy praktycznie identycznie — zauważyła słusznie.
    — Właśnie o to mi chodziło — skomentowała Courtney — Nie tylko dlatego, że nie mogłam oprzeć się pokusie kupienia tych kiecek — skomentowała.
    — Jesteś niemożliwa — skomentowała.
    — Możliwe, że tej nocy stanie się coś więcej — wymruczała jej cicho do ucha.
    — Obie wyglądacie naprawdę zjawiskowo.
    Mimowolnie spojrzały na jedynego mężczyznę w ich towarzystwie. Nie dało się ukryć, że wręcz nie mógł od nich oderwać oczu, wpatrywał się w nie, wręcz urokliwym spojrzeniem nie kryjąc ani się nie hamując przed tym. Nie dało się ukryć, że przed nim nie stały dwie najpiękniejsze dziewczyny, które widział i głupcem byłby gdyby tego nie dostrzegł.
    — Flirciarz się znalazł — skomentowała Courtney, podchodząc do niego i lekko uderzając go w ramię — Dobra mała, znajdź jakieś błyskotki i torebkę i zbieraj się, a ty mój drogi mam nadzieje, że załatwiłeś taryfę.
    — Jak najbardziej — odparł z lekką nonszalancją w głosie — Czeka już pod hotelem na takie piękne Seniority.
    Całą noc dobrze się bawili.

Sunday, September 8, 2024

IV 20 (P.1) — PRZYŁAPANE NA ZABAWIE

    Szła jednym z wielu chodników nadmorskiego miasteczka, nad którym powoli zachodziło słońce. Zaskakujące było jak wiele ludzi nie tylko turystów, ale też tubylców kręciło się po mieście o tej porze, pomimo że był zaledwie środek tygodnia. Nie zamierzała dociekać, jednak ona szła, znając doskonale swój cel i mogło to zahaczać o absurd, gdy spoglądało się na to z boku, że młoda dosyć atrakcyjna dziewczyna podąża pewnym krokiem wprost blask powoli znikającego za horyzontem słońca, z perspektywy obserwatora mogło się to wydawać jak scena wyjęta rodem z hollywoodzkich filmów, jednak nie zamierzała się tym przejmować.
    Podążała, znając doskonale swój własny cel.
    A dokąd tak właściwie szła?
    Odpowiedzieć była nadmiar, banalna.
    O poranku zadzwoniła do niej Courtney, co wręcz nie było żadnym zaskoczeniem, gdy jej ostatnie tygodnie spędzone w tym mieście, często spędzała dnie, jak nie odpoczywając nad brzegiem przepięknej zatoki, to wieczory często spędzała, bawiąc się w klubach nocnych, jednak częściej spędzała te wieczory ze swoją kochankom, lub wakacyjną przygodą jak nie lubiła nazywać Ricardo. Jednak nie mówiła tego głośno, jednak nie dało się ukryć, że spędzenie chwil z dwojgiem swoich kochanków było czymś, co pozwalało się jej oderwać od rzeczywistości.
    Poczuła jak napięcie i stres, z ostatnich miesięcy powoli znika i zastępuje ją ostateczny spokój, lecz ich wzajemne relacje nie ograniczyły się do przygodnego seksu, lecz także do częstych dyskusji. Nie dało się ukryć, że miała do czynienia z osobą o niezwykłej inteligencji szczególności z młodym biznesmen. Mogło to dziwić, że stosunkowo tak młody chłopak, powoli osiągał sukcesy na miarę światową, jednak gdy dowiedziała się, w jakiej branży działa, było to wręcz oczywiste, że znalazł idealną dla siebie niszę, która jest tak kluczowa dla rozwijającego się rynku technologiczno — informatycznego. Zapobieganie skutecznym formą ochrony w sieci było bardzo kluczowe a on wraz ze wspólnikiem, znalazł idealny sposób na wbicie się w idealnym czasie. Gdy z nim rozmawiała, mówił, że starają się zabezpieczać, często jakieś firmy w ostatnim czasie zostali dostrzeżeni przez dość znaną korporację, którą zainteresowała się ich usługami, więc ostatni ich wyjazd był pokierowany wyjazdem do podpisania umowy. Jednak smykałka do interesów objawiała się u niego również w aspekcie inwestowanie na giełdzie. Od dwóch lat grał jako makler, początkowo oczywiście nie przynosiły jego inwestycje pieniędzy, bo początkowo starał się rozumieć działanie rynku, jednak teraz coraz bardziej go rozumiał, inwestował w firmy, które przynosiły zyski i notowały wzrost swoich akcji. Więc miała do czynienia z bardzo ambitny, pracowitym i inteligentnym facetem, który mogła śmiało powiedzieć, miał łeb do interesów. Mimo że sama prowadziła malutką przedsiębiorstwo, to jednak było to wręcz nieporównywalne do tego co osiągnął ten dwudziestoczterolatek w tak krótkim czasie.
    Była pełna podziwu dla niego, że miał taką smykałkę do interesów, które mu wychodziły a co do jego przyjaciółki, jak się dowiedziała, przyjęła knajpę swoich rodziców, w której na ironie losu spotkali się i wraz z bratem zarządza lokalem, który dość dobrze prosperuje, jednak jej głównym zamiłowaniem i pracą były podróże, które wręcz kochała. Sama zdradziła, że pracowała dla tygodnika przyrodniczego i zwiedziła już kilka krajów i gdy opowiadała pełna przejęcia, o nich widać było w niej tę pasję i zainteresowanie inną kulturą czy tradycją.
    Spotkała dwojga młody bardzo ambitnych ludzi, którzy mieli wiele do powiedzenia i pragnęli coś osiągnąć. Przypominali ją samą, sama pracowała na swój samorozwój i pragnęła osiągnąć coś dla samej siebie. Ambicje, które posiadały jednak były bardzo pokierowane jej młodzieńczymi latami, wszelkie jej marzenie były rujnowane, nawet nie marzyła o życiu, jakie obecnie posiadała. Jedyne usilnie czego pragnęła to wyrwać się z tamtego paskudnego miejsca, a teraz wiodła życie niczym w bajce, jednak nie do końca mogła określić to bajkowym życiem, lecz realnym gdzie i też zmagała się ze swoimi własnymi strapieniami.
    Obecnie jednak nie zamierzała się niczym więcej przejmować, lecz dobrze się bawić, wykorzystać te ostatnie dwa tygodnie, które tutaj spędzi, by móc jak najwięcej czasu również spędzić czy to z Courtney, czy z Ricardo.
    W końcu dotarła pod jeden z apartamentowców, do którego zmierzała. Zadarła głowę do góry i widziała jak, a blasku okien odbija się już niknące słońce, a na drugim krańcu nieba pojawił się już księżyc.
    Nie zatrzymując się dłużej, weszła do środka i od razu podeszła do jednej z wind. Wcisnęła guzik a ona chwile późnej się otworzyła, skąd wyszło para wraz z dzieckiem. Ustąpiła im gdy przeszli obok, a ona weszła do środka i nacisnęła odpowiedni guzik.
    Wkrótce winda ruszyła i nie musiała długo czekać, bo po paru sekundach była już u góry i wyszła na korytarz, który miał poprowadzić ją do jednego z mieszkań.
    Szukając numeru mieszkania, który jej podano w końcu, go znalazła na drugim krańcu korytarza i momentalnie się przed nimi zatrzymała. Nie czekając długo, nacisnęła na dzwonek przy drzwiach. Dobiegła ją cicha melodia, z drugiej strony a ona wyczekiwała, aż ktoś się pojawi.
    Nie czekała, zbyt długo aż zobaczyła, jak drzwi się otwierają, a w przejściu zobaczyła stojącą młodą hiszpankę ubraną w kremową sukienkę, która wręcz otoczona była kryształkami, które mieniły się na całym jej ciele, wręcz idealne dopasowana sukienka, zwiewna, lecz elegancka i idealnie pasująca do jej dość ciemnej karnacji.
    Długo nie dawałaś się namawiać — wytknęła jej żartobliwie kobieta, która przed momentem otworzyła przed nią drzwi.
    Nie starała się nawet grać poważnie czy zachowywać dość neutralną minę, gdy kącik jej ust podrywał się do góry, w dość znaczącym uśmiechu a tonie jej głosu wręcz dało się wyczaić rozbawienie.
    Zrobiła dwa kroki w tył, ustępując jej miejsca, a ona swobodnie mogła wejść do wnętrza mieszkania, w którym miała już przyjemność być i nie było jej ono zupełnie obce. Widziała znajome wnętrza bardzo modernistycznego, mieszkania, utrzymany w jasnych barwach, które nie miało za wiele zdobień, minimalistyczne, ale efektowne dekoracje dodawały, przytulności mogło, by się wydawać surowemu wnętrzowi. Uwielbiała takie klimaty, sama była osobą, którą nie lubiła zbytnio przepychu w ozdabianiu swojego małego lokum, nie mogła jednak wyprzeć się, że nie ponosiła ją fantazja przed świętami, wtedy potrafiła cały apartament przystroić w przeróżne figury, łańcuchy i w głównej mierze nacisk kładła, by było wiele drobnego świata, które w nocy tworzyło niesamowity klimat, który wprost uwielbiała. Za dnia nie było to tak efekty jak po zmroku
    Zdawać się mogło, że nic nie mogło wzbudzić jej ciekawości czy wręcz podejrzliwości, lecz gdy zsunęła ze swoich stop pantofelki i podążyła tuż za Courtney w głąb mieszkania. Co rzuciło się jej pierwsze w oczy gdy tylko stanęła przed kanapą w salonie to stolik, na którym ujrzała to stojący pośrodku wazon, w który ujrzała piękne tulipany, które kwitły, tuż nieopodal gospodyni postawiła miseczkę wypełnioną lodem, jak można było się spodziewać, nie była ona pusta. Znad lodu wystawała szyjka wina, który już wcześniej zmroziła, ujrzała również dwa ozdobne kieliszki, które wręcz dopasowane były do trunku, jaki młoda hiszpanka zamierzała z nią dziś się napić.
    Oczywiście jej samej nie było to obce, zdawała sobie sprawę, że w innym szkle pije się wino czerwone a w innym białe, jednak zdarzało się popełnić etyczne błąd i brać inne kieliszki do nieodpowiedniego trunku jednak czy było to tak istotne jak często siedziała wtedy jeszcze z poprzednim narzeczonym raczej nie. Jednak nie zamierzała sobie tym zaprzątać głowy. Bo w jej oczy wpadła tacka, z przekąskami gdzie można było ujrzeć prócz owoców i wiele z nich było sezonowe oraz lokalne, wśród nich można było ujrzeć małe słodkości charakterystyczne dla tego kraju.
    Gdy to widziała, na jej ustach cisnął się pewne słowa, które cisnęły się na jej ustach, gdy spojrzała przelotnie na nową znajomą:
    — Postarałaś się — stwierdziła z rozbawieniem — Ktoś postronny uznałby, że to randka.
    Powiedziała to, będąc nieco rozbawioną, nie umknęło jej uwadze, że i nieco starsza dziewczyna lekko się uśmiechnęła, będąc nieco rozweselona tą małą jej uszczypliwością.
    — Z tego co sobie przypominam, to znajome czy przyjaciółki też miewają takie wieczory, gdzie spotykają się przy dobrym winie i przekąskach i nie ma w tym żadnego podtekstu, jak starasz się w tym momencie mi wmówić — rzuciła, spoglądając na nią nieco oskarżycielsko.
    — Courtney a pragniesz mi przypomnieć czy my aby tak nie przez przypadek, tak kilka razy nie sypiałyśmy ze sobą? — spytała sugestywnie, siadając na wygodnej kanapie.
    — Od razu, sugerujesz mi tutaj, że zwabiłam cię podstępnie, po to, by cię upić i zaciągnąć do łóżka — odezwała się nieco obruszonym głosem.
    Nie odezwała się od razu, jednak zlustrowała ją spojrzeniem swoich błękitnych tęczówek, gdy zobaczyła jak jej kochanka w nieco zabawny sposób, odchyla głowę na bok, a jej Mnina wręcz sugerowała, że w tej chwili się na nią dąsa. Nie potrafiła dłużej zachować powagi, a wesoły śmiech rozniósł się po całym pokoju dziennym i nie długo musiała czekać, aż ramiona Courtney opadły a kącik jej ust znacząco uniósł się do góry, pomimo że starała się to ukryć, jednak nie trzeba było być zbytnio spostrzegawczym, żeby tego nie ujrzeć.
    — Mam dziwne wrażenie, że to jedynie przykrywka i podpucha z tym wieczorem filmowym — zadrwiła, lekko w ostatnich słowach negując tym samym aspekt jedynie wieczoru spędzonego na oglądaniu filmu.
    — Daj spokój, we wszystkim będziesz szukać się nie dopatrzeń — skomentowała, a jej mina wskazywała, jakby nie była zadowolona.
    — Courtney — zaczęła powoli, sięgając po butelkę alkoholu, która nadal stała osamotniona i nieotwarta — Zawsze tak jest, że zaczyna się od filmu, przekąsek i wspólnie spędzonych chwil — zamilkła na moment, by wbić korkociąg w korek i wyjmując go po chwili i sięgnęła po jeden z kieliszków, które podsunęła jej młoda podróżniczka, nalewając dobrze zmrożonych bąbelków — Nie mylę się? — zapytała gdy ich szkło było wypełnione jasnym buzującym napojem i uniosła, go a po chwili można było usłyszeć pobrzękiwania szkła o siebie w niemym toaście.
    — Szczególnie gdy i tak nie jest nam obce zakosztowania tej chwili przyjemności — powiedziała sugestywnie, upijając łyk dobrze zimnego napoju.
    — Mogłabym teraz powiedzieć, że cały mój misterny plan poszedł do kosza, jednak trudno się z tobą po prostu nie zgodzić słoneczko — rzuciła z napięciem w głosie — Bo jednak nie zamierzam kłamać czy oszukiwać nas wzajemnie, że jestem nadal spragniona twojego ciała, a że mojego kumpla nie ma — dodała nieco z przebiegłym uśmiechem.
    Nie musiała nawet pytać, czy snuć domysłów, bo wręcz było to oczywistym, że mówi na temat Ricardo, który wyjechał w bardzo ważnych interesach i nie było go od paru dni w mieście. I nawet ona jako jego wieloletnia przyjaciółka i partnerka seksualna w łóżku nie wiedziała kiedy wróci a tym bardziej ona, która była można to brzydką ująć przelotną znajomością.
    — Boisz się, że gdy wróci, będę dla ciebie niedostępna? — spytała, z delikatnym uśmiechem.
    Milczała, co ją nawet nie zdumiało, bo po spojrzeniu jej oczu wyraźnie dało się zobaczyć, że trafiła w samo sedno. Uśmiechnęła się z delikatną bezczelnością, przystawiając ponownie kieliszek do ust. Odruchowo przesunęła koniuszkiem języka po obręczy kieliszka i zrobiła to w pełni ze świadomą premedytacją. Obserwowała przez cały czas uważnie Courtney, której spojrzenie jej oczy wręcz powędrowało na jej usta, które przysunęła do szkła, które trzymała.
    — Bezczelna jesteś — skomentowała z żalem brunetka.
    — Ja? — zapytała niewinnie, jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej kreacja była tylko graniem na emocjach, podsycaniem wręcz atmosfery, która zaczęła niebezpiecznie ciążyć nad nimi obiema. — Nic z tych rzeczy — odparła, wciąż udając niezwykle grzeczną dziewczynę i oderwała spojrzenie od niej i popatrzyła na okna, z których można było widzieć obraz południowego miasta.
    — A owszem, że tak.
    Poczuła w następnej chwili jak gwałtownie dość, smukłe palce zaciskają się na jej podbródku i zwracają w drugą stronę, a ona napotkała spojrzenie piwnych oczu swojej kochanki, widziała w nich wręcz swego rodzaju napięcie, które mieszało się z burzliwością targających ją wewnętrznych emocji.
    — Courtney naprawdę uważasz mnie za osobą, która świadomie czy też nie, starała się pobudzić twoje zmysły tylko po to by nasz wieczór, który dopiero się zapowiadał, skończył się w twojej sypialni. Za kogo ty mnie masz? — dodała z przebiegłością, jednak starała się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie i niewinnie.
    — Mam cię za dziewczynę, która w pełni świadomie wykorzystuje swój niewątpliwy urok osobisty, by rozbudzić moje emocje, czy pragnienia i wręcz mnie podniecić bym mogła zrobić z tobą co, tylko że chce. A wystarczy zapewne ściągnąć z ciebie tą dość prowokacyjną sukienkę, pod którą mogę się domyślić, nie masz nic prócz stringów i zrobić z tobą co tylko zapragnę.
    — A nie miałyśmy oglądać filmu? — odezwała się nagle, a kącik jej ust drgnął niebezpiecznie do góry.
    — Nie zmieniaj tematu ślicznotko, bo nie zwiedziesz nas obojga, bo mam obecnie do czynienia w pełni wyrachowaną dziewczyną, która pod płaszczykiem zmiany tematu chce ukryć to co sama zaczęła.
    — Ja niby rozpoczęłam ten delikatny flirt? — odezwała się nagle, odstawiając bezpiecznie kieliszek na brzeg stolika, gdzie już stało szkło pozostawione przez Courtney.
    — Już ci mówiłam maleńka, że potrafisz grać na emocjach innych. Nie jesteś też głupia, by nie wiedzieć co robisz, a obecnie to nie ja prowkuje, a to ty słoneczko, chcesz pójść o krok dalej.
    — Czuje, że będzie ciężko — mruknęła cicho do siebie na ostatnie słowa dziewczyny, widząc jak, jej oczy wręcz iskrzą, a atmosfera wokół nich coraz bardziej gęstniała.
    Mogła umknąć jej uwadze to, jak jej dłoń powędrowało na jej udo. Przez krótki moment nie wyczuła jej dotyku, jak wiodła swoją rękę wzdłuż jej wewnętrznej strony nóg, wręcz będąc niebezpiecznie blisko jej kobiecości. Momentalnie jednak wtedy uchwyciła jej nadgarstek i patrząc na nią, w pełni wyzywającym spojrzeniem powiedziała:
    — I ty to mówisz? — odezwała się, wręcz sugestywnie rzucając spojrzenie na swoją sukienkę, pod którą była wyczuwalna dłoń jej kochanki — Ja prowokuje, a ty nawet nie starasz się ukrywać, że masz na mnie chętkę — rzuciła, jej prosto w twarz — Granie na pozorach — prychnęła — Nie działa w moim przypadku.
    — Zadziorna — skomentowała z uśmiechem Courtney.
    — Ale bywam też dominująca — powiedziała pewna siebie.
    Nie oczekując na żadną jej odpowiedzieć, wręcz wstała z kanapy i zacisnęła mocniej place wokół jej nadgarstków i pociągnęła za sobą. Mogły dalej siebie tak prowokować jednak po co dalej niepotrzebnie gadać, jak można wręcz to wykorzystać. Trudnością nie było dla niej odnalezienie drogi do sypialni kochanki, mimo że mogła tu być, jedynie raz to tak jakby nieświadomie wiedziała, dokąd idzie.
    Czasami słowa bywając zbędnym elementem, a innym razem potrafią podgrzać atmosferę.
    Pchnęła ją na stojące przed nimi dwiema łóżka, nawet nie starała się ukryć gdy ujrzała, jak pod wpływem dość nagłego ruchu jej nogi rozsuwają się i co wręcz nie umknęło jej uwadze, to że nie miała pod sukienką żadnej bielizny. Odruchowo wręcz oblizała swoje czerwone usta, z ogromnym wręcz zadowoleniem na ustach, wręcz perspektywa przed nią była kusząca i byłoby żal nie skorzystać.
    — Dominująca? — zapytała, powtarzając jej wcześniejsze słowa — Chyba nie warto cię bardziej prowokować co promyczku — rzuciła podtekstem.
    Niespodziewanie nachyliła się nad nią, tak że niemal ich usta wręcz stykały się ze sobą i wyszeptała wprost do niej:
    — Twój przyjaciel również został zweryfikowany, gdy zaczął sugestywnie podważać czy mogę zdominować takiego Alvaro — dodała z bezczelnością w głosie — Szkoda, że nie słyszałaś, jak mi jęczał.
    Zapadła chwila cisza, Courtney jakby nie śmiała rzucić jakieś kąśliwego tekstu, a ona wykorzystała ten moment i namiętnie ją pocałowała, co wręcz ją zdumiało, jednak nie czekała nawet jednej chwili gdy odwzajemniła jej w pełni zmysłową pieszczotę, w której mogły wręcz obie się zanurzyć, wykorzystała ten moment i zsunęła wolną ręką ramiączko jej sukienki, a dość swobodny materiał opadł jednej z jej piersi, co nie uszło jej uwadze. Kontem oka widziała jej dość kształtną pierś, która wręcz ją kusiła, by się nią nie zająć. Nie sądziła, że będzie czuła aż tak ogromne podekscytowanie na widok dość jędrnych kobiecych piersi i mogła teraz jak osoba która zwraca uwagę na wygląd, jednak nie potrafiła przejść obojętnie wokół jej dość sporych kształtów. Odsunęła się od jej ust tylko po to, by zejść swoimi drobnymi pocałunkami na jej obojczyk, co nie pozostało niedocenione przez jej partnerkę, która zamruczała cicho na każdy drobny dotyk jej ust gdy schodziła nimi po jej szyi w dół i nawet nie kryjąc się, z tym że jej obecnym celem był jej dość obfity biust. Wsunęła palce pod drugie ramiączko dość swobodnej kreacji, jaką miała na sobie, po chwili ukazały się przed nią całą swoją okazałością.
    Ujmując w dłoń jedną, z jej piersi wręcz nie kryjąc ani na moment nie powstrzymując się, oblizała jej sutek i delikatnie go przygryzła co nieco zaskoczyło jej kochankę gdy rozbrzmiało jej cichy jęk, jednak ona prędko wręcz oblizała nieco zaczerwione miejsce, wręcz ssąc jej brodawkę, co wręcz spotkało się z czystym jękiem rozkoszy od nieco starszej dziewczyny, gdy niemal w tej samej chwili uszczypnęła drugą z jej piersi. Odchyliła się nieco, w tył podpierając na dłoniach, wręcz w pełni oddając się pokusie jej ust, a ona nie zamierzała pozostać bierna na to i wręcz przyssała się do jej drugiej piersi, niemal powielając podobne pieszczoty, jakie zapewniła jej wcześniej. Rozkoszny jęk rozniósł się po całej sypialni, co wręcz zagłuszyło wszelkie odruchowy z zewnątrz.
    Obie były owładnięte rozkoszą i przyjemnością, mimo że była to zaledwie gra wstępna jednak po dość długiej chwili, w której mogła wręcz się rozkoszować jej przyjemnymi krzykami, odsunęła się jednak tylko po to, by zdjąć z siebie sukienkę i rzucić ją w bok, a na sobie miała jedynie dość skąpe stringi.
    Patrząc niemal w oczy swojej kochanki, chwyciła jej biodra, na których wciąż spoczywała sukienka i nawet nie trudziła się z jej zdjęciem i przysunęła ją bliżej siebie i tuż po chwili skryła się pod materiałem, który opadał na jej biodra i wręcz wsunęła swój język między jej wargi sromowe, przesuwając w górę i dół, na co usłyszała jej głośny jęk zadowolenia. Nie zamierzała poprzestać jedynie na tym, wręcz wsunęła bardziej swój język do jej pochwy i poderwała dłoń tylko po to, by wsunąć w nią swoje dwoje palce i mimo że początkowo wyczuła, oparcie to jednak wkrótce wsunęła je bardziej. Niemal czując pod swoimi ustami spływające z niej wilgoć, która z każdą chwilą zaczęła otulać jej palce, które nadal wbijała w nią.
    — Teraz wszystko jasne — odezwał się nagle dość niespodziewany głos — Szukam cię od paru godzin, a ty w najlepsze się zabawiasz — rzekł z lekką pretensją.
    — Co ty tu robisz? — odezwała się kobieta, która nieco ciężej oddychała, wpatrując się w stojącego przed nią przyjaciela i pomimo że nadal pomiędzy jej nogami skrywała się jej młodsza kochanka, wbiła spojrzenie w swojego przyjaciela.
    — Zapomniałaś, że mam klucze do twojego mieszkanie — powiedział, unosząc pęk kluczy, które rzucił na pobliską komodę — Czemu nie odbierałaś telefonu?
    — Byłam... — odezwała się w lekkim zamyśleniu — Byłam odrobinę zajęta — nie zamierzała kłamać.
    Może faktycznie wyłączył się jej telefon dlatego nie usłyszała jak się do niej próbował dobijać jednak nie zamierzała ukrywać ze faktycznie miała plany na dzisiejszy wieczór.
    — Właściwie co się tak złościsz, brakuje ci czegoś? — odezwała się, przez zaciśnięte zęby czując, jak wręcz jest bliska tego, by dojść.
    — A owszem… ale widzę, że jesteś zajęta — nie omieszkał skomentować tego, że nie widział, że ktoś się kryje pod zbędnym materiałem jej sukienki — I kto to jest? — spytał nie z pretensją, ale zainteresowaniem.
    Mogła, by się tak dłużej bawić, tym samym ukrywając swoją twarz, ale to nie miało najmniejszego sensu. W końcu odsunęła ze swojej twarzy sukienkę i popatrzyła na stojące przed nimi Ricardo, na którego twarzy wręcz pojawiło się zaskoczenie i zdziwienie jednocześnie:
    — To ty Señorita? — zdziwił się.
    — A owszem — odparła bez żadnych ogródek.
    — Co wy tutaj robicie we dwie? — spytał z podejrzliwością.
    — Señorita uważałam cię za bardzo inteligentnego faceta, raczej nie jest trudne się dowiedzieć, bo sam doskonale widzisz. Co tu dłużej ukrywać, twoja przyjaciółka jest bardzo seksowna i… — urwała przez moment.
    Niemal wraz z Courtney spojrzały na siebie w tej samej chwili, pewna rzecz nie uszła jej uwadze. Na ich ustach pojawił się dość chytry uśmiech.
    — Czy ty myślisz o tym samym co ja? — zapytała wprost kochanka.
    — Raczej w tej kwestii podzielajmy to samo zdanie — skomentowała to.
    Widok dość atrakcyjnych dwóch kobiet przed sobą nie wzbudziła w nim żadnych emocji, wtedy nie ujrzałyby obie tego, jak nagle spodnie mężczyzny stały się nieco napięte, a one doskonale już wiedziały, jak bardzo musi czuć się teraz napięty.
    Nie cofnął się jednak ani na moment, pomimo że nie rozumiał do końca, o czym one mówią, nie zrobił tego nawet w momencie gdy ujrzał, jak jego najnowsze kochanka podnosi się z kolan, a przyjaciółka wstaje z krawędzi łóżka, zrzucając, z siebie zbędny materiał i podchodząc do niego niebezpiecznie blisko.
    Może i był niepoprawny, jednak widok dwóch praktycznie nagich kobiet działał na jego zmysły niezwykle pobudzająco, a gdy z każdym krokiem były jego coraz bliżej i wręcz czuł ich oddechy, coraz bliżej nie zamierzał oszukiwać siebie dalej, nawet nie starał się wmówić sobie, by po prostu wyjść, wręcz czuł, że coś się szykuje a wręcz wspaniała zabawa z pięknymi i bardzo ponętnymi kobietami i miał sobie to przepuścić?
    Popełnił, by najgorszy błąd swojego życia, jego myśli prędko zostały przerwane przez zmysłowość ust jednej z dziewcząt. Długo nie musiał się orientować gdy ujrzał przed sobą twarz młodej kochanki w dość czułym i namiętnym pocałunku, nawet się nie zorientował, jak rozpina za ten czas jego koszulę, którą nagle została wręcz zerwana z jego ramion przez drugą z dziewcząt i rzucana niedbale w kąt. Wyczuł dłonie Courtney, która wręcz od tyłu chwyciła klamrę jego spodni i rozpina ją a w ciszy panującej w sypialni, można było usłyszeć wyraźnie jego twarz. Zamek czy guzik w spodniach to wręcz było tylko formalnością gdy nagle poczuła jej dłoń wewnątrz swoich bokserek, by wkrótce poczuć, jak zaciska swoje palce na jego męskości i przesuwa ręką wzdłuż niego, pomimo że nadal skrywał się pod bokserkami, jednak ona zdawała się tym nie przejmować, bo wyjęcie go nie było problematyczne. Wkrótce czuł, jak zaczyna pieścić dłonią jego członka, wkrótce jednak z rozczarowaniem musiał odczuć, jak Julia odsuwa się od jego ust, jednak gdy tylko ujrzał jak kuca tuż przy nim. Był to moment gdy Courtney znalazła się przed nim, wciąż trzymając w dłoni, jego męską widział jak w następnej chwili wsuwa go do ust ich młodszej kochanki.
    Nie potrafił poskromić jęku, który wydostał się z jego ust gdy poczuł usta młodszej dziewczyny, które zacisnęły się na jego prąciu pieszczot koniuszkiem języka jego napletek. Zabawa zaczęła z każdą chwilą mu się podobać gdy wkrótce do poczuł język Courtney na swojej męskości. Ujrzenie przed sobą dwojga kobiet i to bardzo seksownych, które wręcz z zadowoleniem i fascynacją pieściły jego męskość, doprowadzając jego zmysły do szaleństwa, był szczęściemtak nie realnym, a jednocześnie czymś, co mogło spełnić jego ukryte fantazje gdy wyczuwał usta dwojga dziewcząt, które wręcz zabawiały się jego męskością w dość zmysłowy sposób.
    Jęczał, bo nie potrafił tego pohamować i nawet się nie starał to mu się cholernie podobało. Ta zabawa mogła wręcz trwać wciąż, jednak po dłuższej chwili wręcz nie mógł pozostać dłużej biernym i mimo że cholernie mu się to podobało, to jednak w jednej chwili sięgnął pod ramiona kochankę, która z początku była zaskoczona gdy wręcz rzucił ją na łóżko, rozchylając jej nogi.
    Jego dość niespodziewany ruch ją zaskoczył, jednak w momencie gdy wyczuła, jak pada na miękką pościel, uśmiechnęła się zadowolona, a po krótkiej chwili poczuła, jak wsuwa się w nią i powoli wchodzi w nią cały. Jęknęła głośniej na to, jednak Courtney, która nagle znalazła się, tuż obok nich została, tak samo pewnie chwycona przez swojego przyjaciela, który wręcz zmusić ją by znalazła się tuż nad nią. Widziała jej twarz przed sobą, widziała jej wręcz podstępny uśmieszek gdy głośno jęczała, czując jak, z każdą chwilą się w nią wbija coraz mocniej, lecz nie pozwolił jej dojść, gdy nagle się z niej wysunął tylko po to, by to pochylona nad nią Courtney zaczęła nieco głośniej krzyczeć i mimo że nie widziała, wiedziała doskonale, że zabawia się w niej:
    — Mogłam od razu go w to wciągnąć — powiedziała z do niej z bezczelnym uśmiechem, a po chwili można było usłyszeć jej głośny krzyk — Rozkraczasz się za bardzo — skomentowała, zwracając się do kumpla, który zacisnął mocniej dłoń na jej zaczerwienionym pośladku.
    — Słusznie to ujęłaś Courtney, ja się dopiero rozkręcam — rzekła, wbijając się w nią tak mocno, że jęknęła jeszcze głośniej.
    A to był początek ich zmysłowej zabawy.
    

Saturday, September 7, 2024

IV 19 (P.1) — BŁĘKIT WODY

    Siedziała po części skryta pod jednym z parasoli, na plaży, ciesząc się kolejnym wręcz upalnym dniem, który zapanował nad miastem, a ona praktycznie od początku wyjazdu nie robiąc nic więcej poza wypoczynkiem i teraz opalała się w blasku słonecznym, kryjąc jedynie swoją głowę pod cieniem parasola.
    Dziwiło ją to samą, że od początku wyjazdu, gdy przyjechała do Hiszpanii, nie robi nic prócz spędzenia czasu na plaży czy przy hotelowym basenie a co praktycznie drugi wieczór spędza w klubie jednak często te wieczory ostatnio kończą się u Ricardo albo w ostatnich dniach u Courtney. Mimowolnie kącik jej ust poderwał się do góry na samą tę myśl. Ona osoba, która nie potrafiła za długo usiedzieć w miejscu, teraz praktycznie nie robiła nic wielkiego, spędzając niezwykle chwile w nadmorskim mieście, wykorzystując każdą okazję do spotkania czy to z kochankiem, czy kochanką i nie zamierzała w żaden sposób czuć się zażenowana, czy zdegustowana swoim zachowaniem, a opinia innych szczerze ją nie obchodziło, lecz kto poza ich trójkątem wiedział o tym? No nikt a żaden z nich nie zamierzał nic mówić. To zabawne, że przyjechała, a na swojej drodze natknęła się na Ricardo, a potem do jej życia wtargnęła Courtney, jednak nie zamierzała w żaden sposób ukrywać, że jej się to nie podobało, bo mogła spędzić swoje najskrytsze pragnienia erotyczne, jednak było coś jeszcze, co zaczęło mącić jej w głowie, jednak nie była w tym zupełnie sama, bo jej wakacyjna kochanka miała podobne wręcz zachcianki. Obie pragnęły tego, samego, lecz w dalszym ciągu brakowało im tej trzeciej osoby.
    Wciąż mogły zadawać sobie pytanie, który mężczyzna zgodzi się na taki dość nietypowy układ, obie automatycznie pomyślały o Ricardo, lecz on w ostatnich dniach musiał wyjechać w sprawach czysto biznesowych w takim układzie, zostały tylko we dwie, jednak nie marnowały tego czasu i nie próżnowały. Nie sądziła, że spędzenia tych upojnych chwil z kobietą sprawi jej tyle przyjemności i doznać, które doświadczała przy boku mężczyzn. Oczywiście, pomimo że mogło się wydawać, że była taka sama forma przyjemności to, jednak było w tym coś innego. W przypadku jej upojnych wieczór z Courtney żadna z nich nie miała pohamowania do wykorzystywania zabawek erotycznych.
    Miały być to tylko dwutygodniowe wakacje, a zamieniły się w dłuższy pobyt i spędzenia czasu z dwojgiem kochanków. Ona od paru dni powinna być powrotem w Los Angeles, a nadal siedzi na starym kontynencie i nie zamierzała jeszcze wyjeżdżać. Rozmawiając z Alice przed paroma dniami i miała wręcz pewność, że nie ma o co się martwić, bo zwierzaki są w bardzo dobrych rękach, a ona o nie dba jak o swoje. Jednak również dowiedziała się z małych ploteczek od niej, że jej własny brat zaproponował jej w końcu, by się do niego przeprowadziła. Byli już na takim zaawansowanym poziomie swojego związku, że w końcu nadeszła pora by wspólnie zamieszkali. Na ironie losu Chester zaczął spotykać się z Alice praktycznie rok po tym gdy w końcu ona zaczęła swój związek z Mike. Ona już przeżyła przeprowadzkę do niego, zaręczyny i rozstanie z nim przez ten czas gdy ta para jeszcze mieszkała osobno. Jednak nie zamierzała im się do związków, wtrącać zapewne woleli być pewni oboje tej decyzji i w końcu się na nią zdecydowali.
    Los pisze wiele historii, dla nich napisał taką, w jej przypadku była to droga pełna niespodzianek i nie było to dla niej w żaden sposób zaskakujące, że ciągle natykała się na jakieś kłody, które rzucał jej los, gdy jej życie za bardzo było poukładane i stabilne. Jednak, zamiast się zamartwiać i marudzić na okropność swojego losu, brnęła dalej przez życie, dostosowując się do obecnej sytuacji. Gdyby miała przeżywać dalej rozstanie, z Michaelem to pewnie siedziała, by i płakała i marudziła, że czemu jej to zrobił, a tak nie jest, gdy obecnie siedzi w Hiszpanii, wręcz się doskonale bawiąc, a przy okazji mogła sypiać, z kim zapragnęła, spełniając swoje najdziksze pragnienia. Śmiejąc się sama z siebie, że ta zdrada w jej przypadku wyszła jej na korzyści i nie to, że go nie kochała, bo darzyła go szczerym uczuciem, ale nie zamierzała tkwić w związku bez przyszłości gdy poznała prawdę o mężczyźnie, do którego pałała taką ogromną miłością. Nie zamierzała znowu tkwić w podobnej bardzo wręcz toksycznej relacji, jak to było w przypadku jej w związku z Clarkiem, gdzie tkwiła przy swoim oprawcy, wierząc zakłamanie, że wszystko, co robił, robił z miłości. Klasyczny wręcz schemat związków, w których to jedna ze stron jest wręcz obrzydliwym wstrętnym człowiekiem, który pastwi się nad drugą osobą a ofiara, żyjąc w strachu, nie chce mu się stawić. To był jej pierwszy związek i ostatnie lata terapii sprawiły, że doszła do tego momentu, że mimo że była świadoma, w jakim związku żyła teraz tym bardziej to sobie uświadomiła i uznała, że dalsze życie przy osobie, która byłaby podobna do Clarka, nie jest warta marnowania jej czasu. Zdrada czy bycie oprawcą to rzeczy, których nie jest w stanie przebaczyć.
    Michael zaprzepaścił ich związek na własne życie, a ona nie zamierzała czuć żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Jedyną osobą, która powinna czuć się winna to właśnie on, a nie ona. I czuła się z siebie dumna, że miała takie myślenie i podejście do swojego życia czy związków, które upadły. Jednak kształtowanie się jej obecnego myślenia trwało przez ostatnie lata i wiele się w jej życiu wydarzyło, by doszła do tego punktu:
    — Kogo ja tu widzę — nagle nad sobą usłyszała bardzo znajomy głos.
    Poderwała głowę i spojrzała za ciemnych szkieł na kobietę, która stanęła tuż przed nią. Dostrzegła przed sobą nie kogo innego jak Courtney. Ubraną w dwuczęściowy strój kąpielowy. Mimowolnie jej wzrok zaczął uciekać nieco w dół, na jej duże kształtne piersi a przed jej oczami zobaczyła ją zupełnie pozbawioną tego małego materiału stroju i tak nie skrywało przed nią tajemnic, widziała już ją parokrotnie bez niego.
    — Czy mam podejrzewać — odezwała się głębokim głosem, lekko odsuwając okulary z oczu i spoglądając znad nich na dziewczynę — Że mnie śledzisz? — skomentowała, jednak kącik jej ust drgnął nieznacznie ku górze, pomimo że starała się pohamować swoje chęci i pragnienie. Jednak Courtney zdawała się tego nie zauważyć i widziała, jak radośnie do niej się uśmiecha.
    — Ja…? — spytała, przykładając swoją wolną dłoń no obojczyku — Po co miałabym to robić. Kochanie przypominam ci, że jest sobota i nie tylko turyści tacy jak ty chodzą na plaże, ale lokalni mieszkańcy również tak jak ja — skomentowała, układając swoje rzeczy na drugim leżaku — Poza tym za dwie godziny ma przyjść wichura i burza więc chce wykorzystać to przedpołudnie na opalaniu się — skomentowała, rozkładając na bocznym leżaku — Nie śledziłabym cię — dodała z pewnością — Gdybym faktycznie chciała cię spotkać, po prostu bym do ciebie zadzwoniła.
    — A tutaj to muszę ci racje przyznać, wycofuje swoje słowa — rzekła pośpiesznie.
    Roześmiały się obie, spoglądając na siebie mimowolnie.
    — Ale przyznaj ostatnio, widujemy się zbyt często — bardziej stwierdziła, niż zapytała.
    — Przeszkadza ci to? To powiedz czemu w takim razie, zostałaś dłużej w Hiszpanii? — odezwała się Courtney, spoglądając na nią pytająco.
    Nie odpowiedziała od razu na jej pytanie, bo co mogła, tak naprawdę powiedzieć skoro miała w pełni racje? Została na dłużej głównie na wzgląd na Ricardo i nią co wydawało się dosyć zabawne, ale taka była prawda, że swój urlop przedłużyła w głównej mierze, by mieć więcej czasu na spędzenie ich z dwójką kochanków.
    — Wiesz w każdej chwili, mogę bilet przebudować i wrócić do siebie — skomentowała nieco kąśliwe.
    — No zostawisz mnie!? — mruknęła marudnie — Ricardo siedzi za granicą, a ty chcesz tak wyjechać i mnie opuścić? — marudziła — A kto będzie moją ulubioną zabawka? — zapytała, spoglądając na nią wymownie.
    Mimowolnie się uśmiechnęła, widząc jej wręcz błagalne spojrzenie. Jednak nie zamierzała, jeszcze wyjeżdżać miała zostać jeszcze trzy tygodnie, tutaj więc mieli jeszcze sporo czasu, by go spędzić, ze sobą potem już musiała wrócić do siebie i nie zamierzała marnować tego czasu.
    — Wyjeżdżam za trzy tygodnie i to ostatecznie — powiedziała już spokojnie — Nie stać mnie na dłuższy pobyt nawet gdybym chciała, poza tym muszę wrócić do pracy.
    — Tak z ciekawości zapytam, bo chyba mi tego nie mówiłaś. Czym się zajmujesz? — zagadnęła ją, nasuwając na swój nos swoje okulary.
    Pełno plażowiczów spędzało czas nad brzegiem lazurytowego wybrzeża, wykorzystując ten czas nim zawita sztorm, który miał przyjść za kilka godzin. Póki było ciepło wręcz upalnie, a nad nimi górowało słońce, zamierzali to wykorzystać, zupełnie jak one we dwie.
    — Prowadzę swoją małą firmę — odparła po chwili, zwracając na siebie wzrok Courtney — Jestem malarką. Rysuje na zamówienie obrazy, portrety skupiam się na rysunkach realistycznych. Między czasie studiuje grafikę komputerową więc studia bardzo ze sobą powiązane.
    — Ciekawe — zamruczała starsza dziewczyna — Artystka.
    — Można to tak ująć. Moja pasja do malowania jest od praktycznie najmłodszych nastoletnich lat, potem się to bardziej rozwinęło, aż zdecydowałam się pójść w tym kierunku. Tak naprawdę malowanie dla znajomych z liceum sprawiło, że zdecydowałam się założyć firmę i zacząć się promować w mediach obecnie całkiem dobrze mi idzie i potrafię sporo zarobić za jeden obraz, więc nie mam co narzekać.
    — Ambitna jak ty na to znajdujesz czas. Malowanie pochlania czas między czasie atutujesz i Ricardo wspominał, że jeździsz na motorze.
    — Planowanie czasu nic innego mi nie pomaga w organizacji, lubię mieć wszystko zaplanowane nie co do godziny, bo w moim życiu o ironio również panuje nie raz chaos, ale poukładanie wszystko mi zdecydowanie pomaga — stwierdziła.
    Nie było nic w tym prostszego i banalnego w jednym. W jej przypadku mogło się to sprawdzać w przypadku innych niekoniecznie i to absolutnie nie było nic zaskakującego.
    Siedząc na plaży i rozmawiając o dość swobodnych tematach, nie dostrzegły, jak upływa im obojgu czas, a nad linią horyzontu zaczęły pojawiać się pierwsze ciemne chmury, które zaczęły wędrować ku nim. Widzieli w oddali, jak powoli front zbliża się do miasta i był to moment gdy ludzie zaczęli uciekać z plaży, by umknąć przed grzmotami i błyskami, a również wzburzoną powoli wodą, która zaczęła wdzierać się na piaszczyste wybrzeże. Gdy z każdą chwilą wzmógł się coraz silniejszy wiatr, plażowicze prędko zaczęli zbierać swoje rzeczy, widząc na horyzoncie ogromne ciemnie chmury, zaczęły ich wyganiać do swoich domów. One i również były tymi osobami, które w pośpiechu zbierać swoje rzeczy uciekając przed naciągającą ulewą.
    — Zabieram cię do siebie — oznajmiła Courtney gdy wiatr zaczął smagać ich rzeczami — Mieszkam kawałek dalej i chętnie cię zabiorę do siebie — powiedziała z dość bezczelnym uśmiechem.
    Mogła odmówić to prawda, bo hotel miała nieco bliżej, jednak nie miała serca odmówić jej i biorąc w ramiona swoją torbę, wraz z kochanką zaczęły uciekać przed odgłosem burzy, która zaczęła za nimi rozdzierać powietrze.
    Plażowicze prędko zaczęli uciekać w popłochu, gdy naciągające coraz bardziej ciemne chmury przybliżały się do miasta coraz bardziej, zanim nie dopadła ich ulewa, by jak najprędzej umknąć przed gromem błyskawic, które już pojawiały się w tle, a odgłos uderzeń odbijały się echem w ich uszach. Umykali przed zdradzieckimi siłami matki natury, która wprost na nich pchała ogromny sztorm, który zapowiadali o poranku a przewidywanie okazały się być trafne.
    — Zabieram cię do siebie — rzuciła Courtney gdy odrzuciła swoje włosy do tyłu, które powiał wiatr w przód — Mieszkam nie daleko, więc dokończymy swoją rozmowę — dodała, gdy obie prędko przyśpieszyły kroku.
    Z każdą chwilą front nadciągał, a one będąc już na jednym, z chodników puściły się niemal biegiem, mając nadzieje, że zdążą dotrzeć do mieszkania, kochanki tuż przed ulewą jednak ich przekonania były wręcz mylące, gdy nagle z nieba spłynęła pierwsze krople, które były jedynie katalizatorem do ulewy, która wręcz dopadła ich w momencie gdy były na ostatniej prostej. Grom rozbrzmiał wręcz tuż za nimi, gdy obie niemal wpadły kompletnie mokre do środka apartamentowca, śmiejąc się w głos, gdy wreszcie znalazły się w bezpiecznych murach, a gdy tylko spojrzały, w bok zobaczyły, jak niedaleko nich rozbłysnął piorun dosłownie tam, gdzie przed momentem jeszcze biegły.
    Grzmot poniósł się echem po okolicy, niemal bębniąc im w uszach, momentalnie spojrzały na siebie z Courtney z wyraźną ulgą gdy tylko zobaczyły jak w miejscu, w którym dopiero co były uderzył jasny błysk pioruna. Spojrzały na siebie odruchowo, wręcz oddychając szczęśliwe, bo tak nie wiele brakowały, a stałyby się ofiarami nawałnicy, która zawitała nad miastem.
    — Nie wiele brakowało do tragedii — odezwała się z wyraźnym westchnieniem starsza kobieta — Poraziłoby jedną z nas — rzuciła, spoglądając na miejsce, w którym do tej pory były, wręcz będąc o włos od uniknięcia porażenia piorunem. Burzę to pewnie błahostka w porównaniu z tym co dzieje się w Stanach — odezwała się gdy obie powędrowały w stronę jednej z wind.
    — Coś konkretnego masz na myśli? — zagadnęła, nie do końca rozumiejąc, w jakim kierunku podąża ta rozmowa.
    Widziała, jak dziewczyna wciska guzik, który wkrótce przywołał do nich metalowy podnośnik, do którego wsiadły, dopiero gdy drzwi się zamknęły, odezwała się, ponownie starsza kobieta, mówiąc:
    — Mówię o huraganach czy trąbach powietrznych, to pewnie jeszcze gorsze przeżycie od na pozór zwyczajnej burzy.
    Nie dało się ukryć, jak spogląda na nią z dozą ciekawości i zainteresowania, jakby spodziewała się, że przeżyła coś takiego i owszem mieszkała w kraju, gdzie takie kataklizmy były wręcz wpisane w ten rejon kuli ziemskiej, jednak żyła w stanach gdzie takie zdarzenia były rzadkością, jak tego zupełnie nie przeżyła. W Arizonie czy Kalifornii nie doświadczyła takich zdarzeń, głównie to były to sztorm, który nadciągał po upalnych dniach i zmianie temperatur, ale aż takie klęski, żywiołowej nie doświadczyła w swoim życiu. Z tym, czym ona się musiała mierzyć to nikłe wstrząsy ziemi, bo Kalifornia to rejon gdzie nawiedzane były często małe tąpnięcia ziemi i to z takimi zdarzeniami musiała się mierzyć i chociaż gdy pierwszy raz musiała to przeżyć, była zlękniona, to z czasem, stało się to normą i nauczyła się z tym żyć jak reszta Kalifornijczyków, którzy przyzwyczajeni do życia w rejonie występowania częstych trzęsień ziemi już nauczyli się funkcjonować.
    — Owszem całkowicie się zgadzam, że Stany mierząc się z okresami huraganów czy występowanie trąb powietrznych jednak są to głównie stany głównie Texas, Floryda, Oklahoma, Kansas czy Południowa Dakota i właśnie to są rejony, gdzie często można spotkać się z takimi klęskami. Dla mnie zmartwieniem raczej są trzęsienia ziemi, a raczej ich brak.
    — Jak to brak? — zdziwiła się Courtney gdy wychodziły na korytarz na jednym z pięter — Żyjesz w najbardziej narażonym stanie na trzęsienia ziemi i cię to nie martwi? — dziwiła się.
    — Wiem, że trudno to pojąć osobą, które tam nie mieszkają na stałe, jednak potrafimy z tym żyć. Są to bardzo często bardzo małe trzęsienia i nie są one tak częste jak na wielu filmach katastroficznych jednak da się z tym żyć. Człowiek do tego się przyzwyczaja i żyje dalej. Wielu Kalifornijczyków nauczyło się tak żyć w tym ja i raczej nie przykładamy do tego takiej wagi.
    — To straszne — skomentowała hiszpanka gdy otworzyła drzwi do swojego mieszkania.
    — Czy ja wiem — zaczęła mówić dość wątpliwym głosem — Jak mówiłam, umiemy z tym żyć, jak strasznie to nie brzmi. Nauczeni doświadczeniami, potrafimy poradzić sobie po takich tragediach, bo co tak naprawdę możemy? Nie zatrzyma się matki natury, a musimy normalnie funkcjonować.
    — A ja czuje respekt przed burzami, a wy mierzycie się z czymś tak strasznym.
    — Jak mówiłam kwestia przyzwyczajenia.
    — Fascynuje mnie twoja wręcz odporność na coś tak niepokojącego — rzekła, z podziwem rzucając kluczyki na komodę.
    — Wiesz dla mnie też było to nieco wstrząsające gdy przeżyłam po raz pierwszy coś takiego, ale mieszkam w Kalifornii już kilka lat i naprawdę da się z tym żyć. Wiesz, to nie jest, że nagle ziemia ci się osuwa spod nóg i zaczyna się totalny kataklizm — rzekła na wspomnienie filmów o zabarwieniu takich katastrof — Ale to takie wstrząsy jakby tuż obok twojego bloku przejeżdżał jakiś ciężki ładunek, więc nie ma się o co martwić i są one dość rzadkie. Więc da się normalnie żyć na tych rejonach, chociaż są one nie stabilne ale jeśli by coś złego się działo, poinformowano nas.
    — Zbytnia optymistka czy realistka? — zagadnęła ją.
    — Raczej realistka, która wie, że nie ma o co się martwić. Bardziej niepokojące jest życie na terenach, gdzie występują huragany czy trąby powietrze — powiedziała spokojnie — Jednak nie ukrywam, fascynują mnie takie filmy.
    — Owszem filmy to zupełnie coś innego niż życie, ale nie ukrywam coś, jest w tym, jak bardzo potrafią wywołać dreszczyk emocji i ciekawości zarazem, bo pokazują jednak, że jednak zdarzenia, które mogą, zachwiać równowagę są wręcz niewielkie.
    Rozmawiały jeszcze długo gdy na polu panowała zupełna ulewa, a grzmoty piorunów były słyszalne w oddali.