Sunday, February 15, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 18


    — Aż tak nam nie ufałeś, że wolałeś tę kwestię przemilczeć?
    Jego pytanie niespodziewanie zawisło pomiędzy nimi w powietrzu. Pięcioro mężczyzn siedziało w apartamencie jednego z nich gdy reszta pragnęła z nim podyskutować o tym co się właściwie działo.
    Powinni już dawno zamknąć tę sprawę i pójść dalej, to fakt, jednak nie mogli tego zarobić, póki nadal między nimi a Julią trwał konflikt, który męczył ich wszystkich nawet ją. Wszystko jednak miało swoje podłoże, a właściwie rozpoczęło się od związku Michaela z byłą żoną.
    Trzeba to powiedzieć wprost, to ich intrygi i machlojki zniszczyły tę grupę. Nawet jeśli nie mówili tego głośno, on wiedział, że go o to obwiniali, a on to w końcu przyjmował na siebie. Mógł zropieć tej sytuacji, zamiast tego poszedł w to licząc, że jakoś to będzie.
    Wykazał się posłuszeństwem wobec byłej partnerki niż przyjaciół, którzy w przeszłości ratowali go po jego kryzysie po rozwodzie z nią. Wbił im sztylet prosto w plecy, znowu dając się nabrać kłamstwom tej kobiety.
    — Myliście, żeto było dla mnie łatwe przyjść i powiedzieć wam, że ona…
    — Mike — przerwał mu jego wieloletni przyjaciel. — Czy naprawdę aż tak mało nas znasz, by uznać nas, za kogoś, kto by miał ubaw z tego, że cierpisz? Czy my jesteśmy nastolatka, czy dorosłymi osobami?
    To było pytanie, które spadło na ramiona głównego lidera zespołu. Dotarło do niego po raz kolejny, jakim był głupcem. Odtrącił tych, którzy mogli mu rzeczywiście pomóc, bo bardziej obchodził go utrzymanie swojego honoru oraz strach przed kimś, kto powoli go wyniszczał.
    Było to trudne przyznać się do prawdy, może wtedy wiele z tych rzeczy się nie wydarzyło, a jego Julia by tak niecierpliwa przez skrajną głupotę.
    Nie mógł już naprawić przeszłości, ale mógł w końcu rozjaśnić pewne kwestie, które były jeszcze niewyjaśnione.
    — Brad, ja się po prostu bałem — wyznał szczerze, spuszczając wzrok i na nich nie patrząc. — To nie jest łatwe spojrzeć oczy bliskim i przyznać się, że jest się w toksycznym związku, a bardziej… — umilkł, bo czuł jak w gardle, pojawia się niedwuoczny więź, który nie pozwolił mu mówić.
    Mimo że doskonale wiedział, co miał na myśli, nie potrafił tego wprost powiedzieć. Siedział przez długą, chwile nie potrafiąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Czuł jak znowu paraliżujące go strach a dłonie, które ścisnął ze sobą, zaczynają delikatnie drżeć. Starał się jednak opanować, bo nie chciał okazać swojej słabości i tak już wystarczająco widzieli.
    Czuł, się wprost upokorzy, że musiało do tego dojść. Nigdy nie chciał, by ktokolwiek widział go w stanie, które zwyczajnie się wstydził. W końcu podniósł głowę i skończył swoje wcześniejsze słowa:
    — Kobieta bije faceta — powiedział surowo bezemocjonalnie. — To jest…
    — To nie jest powód do śmiechu — sprecyzował jego słowa Dave. — Nikt kto rani, nie powinien być usprawiedliwiany, a płeć nie ma tutaj nic wspólnego. Cierpiałeś i nikt tego nie zamierza podważać, bardziej frustruje nas to, że zmusiłeś Julie do milczenia, a potem oskrazyłeś gdy ci ratowała dupę.
    W końcu dowiedzieli się prawdy, tego co działo się tuż przed tym gdy wyszli ze studia i obraz namalowany przez Taylor był zupełnie inny niż ten faktyczny. Julia od samego początku mówiła prawdę, nigdy ich nie okłamała ani nie oszukała.
    Ona poszła siedzieć za prawdomówność i chęć ratowania czyjegoś życia, a ta, która powinna siedzieć, chodziła sobie przez długi czas, na wolności nie ponosząc żadnej kary z tego powodu.
    — Wiem, popełniłem największy błąd każdą milczeć, ale ja się po prostu obawiałem. Czułem strach na samą myśl, jak zredagowalibyście wy czy inni gdybyście dowiedzieli się, co się działo. Dlatego kazałem jej to zachować dla siebie i teraz wiem, że nie powinneś na niej tego wymuszać.
    — Wiesz jak bardzo byśmy mieli spokoju gdybyśmy się pozbyli tej wywózki z trasy — odezwał się sfrustrowany gitarzysta. — Ona nas doprowadzała do szału, a gdybyśmy tylko wiedzieli, mieli pretekst do odesłania jej, a myśmy zakończyli występy, a ty byś nie wyglądał jak trup — powiedział zirytowany.
    — Wiem — przyznał cicho. — Nie potrafiłem jednak tego zrobić, ona cały czas mnie kontrolowała. Czułem jej oddech na szyi. Julia… ona była… ona wiedziała o wszystkim. Rozumiała, też czemu proszę o dyskrecje.
    — Mike to, żeona zniosła to samo w związku z Clarkiem, nie znaczy, że powinno się ją zmuszać ponownie do milczenia gdy widzi taką sytuację. Gdybyś pomyślał przez moment racjonalnie jak zawsze, to byś zrozumiał, jak zgłoszenie tego ułatwiłaby sprawę. Miałeś światka…
    — Nigdy tego nei zgłoszę! — wybuchnął nagle. — Wybaczcie, ale nie pójdę z tym na gliny!
    Widział, jak wymieniając się spojrzeniami, bo wręcz spodziewali się takiej reakcji. Nie byli tym zdumieniu, bo prawda była taka, że sami mieli, by pewnie podobne wahania na jego miejscu. Niestety takich spraw policja nie umiała potraktować poważnie dlatego jeśli w sprawach kobiet, które były ofiarami przemocy domowej były nie jednokrotnie problemy gdy próbowano ich zdyskredytować, co mieli powiedzieć mężczyźni tacy jak on.
    — Mike nie będziemy cię nakłaniać do tego, ale jeśli wydarzyłaby się kolejna taka rzecz, to prosimy o to by nie milczał a mówił…

    W oddali rozbrzmiał potężny szum, wręcz ryk, który rozdzierał okolice. Dla innych mógł wydawać się przerażający wręcz drażniący ich zmysły a co ważne słuch. Był na tyle przenikliwy, że trudno było się z nim wytrzymać. Pasjonaci uznaliby to za przyjemne mruczenie silnika ukochanego dwukołowca.
    Oni kochali swoje maszyny, którymimogli mknąć drogami, czując ten specyficzny powiew wolności. Wyskok adrenaliny, który sprawiał, że pragnęli więcej, to było dziwne uczucie, które wręcz można było porównać do uzależnienia.
    Gdy po raz pierwszy wsiądziesz na motocykl, to staje się twoją największą słabością i pasją, z której nie potrafisz, zrezygnować o ile być nie próbował z tego zrezygnować.
    Może zabrzmi to mocno nie trafnie — było to dla nich jak narkotyk. Silny i uzależniający, który owszem mógł doprowadzić ich do zguby. Nie miało to jednak znaczenie, gdy wsiadali na niego i odpalali go, by po chwili, mknąć ulicami dla nich jechali na spotkanie z przeznaczeniem, dla jeszcze innych byli szaleńcami, którzy w łatwy sposób mogą się zabić.
    Wyścigi były ryzykowane, to fakt, jednak gdy wystartuje się w pierwszych zawodach, staje się to częścią ciebie. Nie robili jednak nic wbrew prawu. Ścigali się na zamkniętym terenie, oddalonym od miasta, by móc nie niepokoić mieszkańców i nie powodować wypadków.
    Gdy wyjeżdżaliz tego starego stadionu, powracali do normalności, o ile na zawodach nie mieli wyszczególnionych tras na drogach miejskich, które przez policje były zamknięte na czas odbywających się zawodów.
    Oni nie byli grupą szaleńców działający wyjęci spod prawa. Ich dzielność od początku była legalna, a wszystko zostało z góry ustalane z radnymi miasta, czym zajmowali się głównie liderzy.
    Więc tak dla jednych byli szaleńcami, dla siebie byli pasjonatami zakochanymi w szybkiej jeździe. Dlatego wybrali miejsce z dala od cywilizacji, gdzie wokół prócz pustych obrazów Kalifornii domów praktycznie tutaj nie można było spotkać prócz tych, które były na obrzeżach miasta.
    Przysłonięci roślinnością mogli spokojnie cieszyć się swoim zamiłowaniem do jazdy. Ten wieczór był jednym, z tych gdzie mogli to zrobić.
    Stadion był przepełniony rykami silników motocykli, które wciąż przemykały po wyznaczonej trasie, a każdy z nich rywalizował pomiędzy sobą, nie tylko sprawdzając swoje umiejętności, a także doskonale się bawili.
    Największą jednak frajdą było wyzwanie przeciwnika na wyścig i zmierzanie się z nim. Nie dało się jednak ukryć, że dzisiejsza noc głównie należała do jednej osoby z ich grupy.
    Po miesiącach przerwy oraz kolejnych, w których musiała powrócić, do której formy miała, teraz wydawała się miażdżyc każdego, kto próbował rzucić jej wyzwanie. Chciał się przekonać sam, czy rzeczywiście Fire dziś nie zdoła nikt pokonać. Każda kolejna osoba przekonywała się ze słowa znajomych były jedynie ich potwierdzeniem.
    Mieli wrażenie, jakby ta dawna zadziorna motocyklistka ponownie do nich powróciła. Ostatnie tygodnie jak nie miesiące ciężkich treningów sprawiły, że zaczęła szczytować z formą. Gdy tylko wróciła, wiedziała, że będzie musiała długo pracować, by osiągnąć tę szybkość, którą wykazuje się teraz, sprytem oraz refleksją, jednak jak było widać, było warte gdy po raz kolejny mierząc się z Dragonem, który ponownie zdecydował się z nią, zmierzyć niedowierzająca w jak banalny sposób go pokonała na początku treningu i tym razem okazał się od niej słabszy.
    Stojący przy dawnych trybunach Derek spoglądnął wprost na swojego przyjaciela, który wyglądał na równie zaskoczone, ale równie godnego podziwu wobec jednej z podopiecznych jak on. Mimo że słowem się do siebie nie odezwali, to ten drugi dostrzegł spojrzenie kolegi i zwrócił na niego uwagę, a on zobaczył jak kącik jego ust, podnosi się do góry w dość znaczącym uśmiechu.
    — Czyżby wyłaniała się faworytka? — zapytał głośniej by móc przedrzeć się przez hałas dwojga motocykli, które zaledwie przed momentem przejechały tuż obok w dość bezpiecznej odległości.
    — Zobaczymy, lepiej nie przesądzajmy jeszcze naszej decyzji przyjacielu — odezwał się drugi z nich.
    Nawet jeśli tuż obok nich siedziała Ellena wraz z Ivy owszem bez trudu usłyszały słowa tego drugiego, jednak ani jedna nie zareagowały na to oburzeniem, wręcz przeciwnie, popatrzyły na siebie znacząco, a w kącikach ust jednej z nich wypełza uśmiech.
    Nie czuły nawet zazdrości, dlatego, że nie były brane pod uwagę, musiały jednak przyznać, że ostatnio forma dopisuje Julii i nie zamierzały jej odbierać tego, że się nie starała. Wszyscy to widzieli, że zależy jej na tym, by powrócić do tego, co było.
    Nie dało się ukryć, że również mocno jej zależało, na pokazaniu, że zdoła pojechać w kolejnych zawodach. Brakowało jej tej rywalizacji z innymi, dlatego, mimo że głośno o tym nie mówiła, każdy wiedział, że ogromnie jej na tym zależy.
    — Nie chce ingerować w waszą decyzję — odezwała się nagle Elena. — Uważam jednak, że ona jest gotowa, by znowu wystartować — skomentowała poczynania swojej koleżanki.
    — Nie mogę jej tego odjąć, jednak musimy być pewni, że jest właściwie przygotowana — odpowiedział na jej słowa jej ukochany. — Znacie z resztą zasady.
    Ona jedynie skinęła głową, bo nie zamierzała bardziej ingerować. Może to wydawać się zaskakujące, że nie prosiła o miejsce dla siebie, mimo że była od lat związana z Derekiem. Nawet jeśli na stopie prywatnym byli blisko to na torze były równe wraz z pozostałymi osobami, dlatego wszyscy musieli pracować na to, by zostać, wyłonię ty do zbliżających się wyścigów, które miały się wkrótce odbyć.
    Bardziej by powiedziała, że związek bardziej jej utrudnia, niż pomaga w zdobycia miejsce. Mężczyzna był wobec niej bardziej wymagający zupełnie jak wobec Fire, dlatego obie musiały mocno się napracować, by zostać wyłonione. Nie chodziło tylko o jakieś uprzedzenia, ale o fakt potencjału, jaki obie miały.
    Dało się dostrzec że jeśli się mocniej nałoży na nie nacisk, mogą osiągnąć naprawdę wiele. Podczas nieobecności Rivery to ona stała się tą, która wszystkich miażdżyła i z dziewcząt była wybiera najczęściej. Nikt o pozostałych nie zapomniał, jednak w ważniejszych zawodach, które mogły sprawić, że podskoczą w klasyfikacji, wybierali jedynie najlepszych. Nie ujmowali pozostałym, jednak co tu się oszukiwać bywały osoby lepsze i gorsze.
    Wkrótce echo silników umilkła, gdy zakończyli wyścig, nie o tyle zgasł, ale przygasł a dwójka, która się ścigała, podjechała blisko nich, dopiero wtedy gasząc silniki swoich motocykli.
    — I co było warto ze mną zadzierać — rozbrzmiał przytłumiony głos Julii, gdy zdejmowała z głowy kask.
    Sięgnęła po skraj bandamy, która miała na usta i jednym płynnym ruchem ją zdjęła i popatrzyła na swojego wyścigowego rywala, który z grymasem wypisanym na twarzy, sam poszedł w jej ślady oraz zdjął z siebie nakrycie. Ocierając kapiący pot z twarzy chustą, popatrzył z grymasem niezadowolenia na nią.
    — Muszę przyznać, tak jesteś coraz lepsza — powiedział, już bardziej się rozjaśniając.
    Oparł się ramionami o kierownice swojego motocykla, a ona dostrzegła w jego oczach błysk, ten znajomy, który widywała za każdym razem, jak z resztą przed paroma minutami jak rzucił jej wyzwanie, w którym przegrał.
    — Nawet jeśli się wściekam, to muszę przyznać, o wiele lepsza rywalizacja jest z tobą, gdy jesteś w piku swojej formy, niż gdy znowu powróciłaś. Wtedy to wygrywanie było naprawdę nudne i mało ekscytujące teraz przynajmniej te wyścigi są godne rywalizacji — powiedział z poczuciem szacunku.
    Chociaż doskonale wiedział, że musiał się z nią mierzyć, by ona miała motywacji do tego, by przykładać się do treningów i stawać się coraz lepsza, to wtedy to tak nie cieszyło te ciągłe zwycięstwa jak teraz nawet przegrane. Bo prawdą było to, że najlepsza frajda była w możliwości wspólnej rywalizacji co oboje mocno cenili.
    Dla ich grupy był to jak kodeks honorowy, dlatego tak bardzo naciskali, by każdy stawał się lepszą wersją siebie.
    — Komplemenciarz — zaśmiała się jednak nie potrafiła powstrzymać uśmiechu gdy słyszała te pochwalne słowa. — Mam wrażenie, że jednak mogłabym być jeszcze lepsza, to jeszcze nie to samo — komentowała.
    — Jak na czas który musiałaś poświęcić, by wrócić do tego miejsca i tak zrobiłaś ogromny postęp — rozbrzmiał głos Rocky’ego. — I nie mówię tego tylko po to, by się tobie przypodobać, ale każdy tutaj zgodzi się ze mną, że dawna Fire powraca i mam dziwne wrażenie, że wróci ze zdwojoną siłą — mówiąc to, podszedł znacznie bliżej.
    Skinęla głowa na jego słowa, zupełnie się z nim zgadzając. Bo faktem było to, że ona sama widziała, jak wiele się zmieniło podczas ostatnich tygodni. Gdy rozpoczynała ponownie jazdy, mimo że doskonale pamiętała wszystko, to jednak nawet ona wiedziała, że wypadła w formy i to mocno. Dlatego skupiła się na ciągłych ćwiczenia i przyjeżdżała tutaj nawet wtedy gdy nie byli umówieni, by sama trenować.
    Nie ograniczyły ją studia, które już dawno zakończyła, jedynie praca, którą jednak mogła robić kiedy tego chciała. Właśnie dlatego kochała motocykle, bo po wielu godzinach pracy nad obrazem, często stojąc czy siedząc oraz pochylając się czuła, jak ciało odmawia jej posłuszeństwo i potrzebuje się od tego oderwać.
    Motocykle czy ćwiczenia na siłowni, czy jakakolwiek inna aktywność był dla niej oddechem po wielu godzinach spędzonych w kilku pozycjach, a tak mogła się poruszać i doskonale się bawić.
    — To, co kto kolejny próbuje mnie pokonać — spytała, spoglądając na grupę, nie chcąc jeszcze kończyć, a wdeptywanie Dragona w ziemie już się jej znudziło.
    — Ja.
    Elena wstała i spojrzała na nią, a na jej ustach pojawił się, nieco przebiegły uśmiech.
    — To będzie ciekawy wyścig — skomentowała pod nosem Ivy. — Była i obecna najlepsza motocyklistka — dodała, na co męska część ich grupa skinęła głowami.
    Julia była tą byłą, a to właśnie Jones była tą, którą w kategorii damskiej rozmiatała każdego na kawałki. Teraz przyszła pora by dwie królowe wyścigów zmierzyły się ze sobą.

Saturday, February 14, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 17


    — Czekaj… — rozbrzmiał niespodziewanie głos jednego z nich. — Czy ja dobrze słyszę, ona chce się z nami spotkać? — nie dowierzał.
    Wydawało się to zaskakujące, że był zwyczajnie zaskoczony, lecz nie tylko on, bo na twarzach pozostałych mężczyzn również pojawiło się nieukrywane zdumienie. Raczej nie spodziewali się takiej sytuacji, w której ich wieloletnia przyjaciółka zdecyduje się w końcu z nimi pomówić.
    Wszyscy z nich utracili tę nadzieję, że będą mieć możliwość wyjaśnienia jej swojego zachowania i zwyczajnie przeproszenie za krzywdy, które jej wyrządzili. Nie tylko ją straumatyzowali, lecz mocno nadwyrężyli jej zaufanie, które sumienie budowali przez tyle lat. Wystarczyła jedna sytuacja i osoba, która celowo doprowadziła do momentu, w którym ich zaufanie wobec siostry ich wieloletniego przyjaciela się zachwiało.
    Nie zamierzali się jednak usprawiedliwiać, że zostali zmanipulowani, że nie widzieli, co robili. Doskonale wiedzieli, że mogli pomyśleć, zamiast oceniać, szczególne nie mógł sobie darować tego właśnie on. Brad od tamtych wydarzeń żył z ogromnym poczuciem winy, zwłaszcza że wprost nienawidził Taylor, a dał się jej zwieś niczym dzieciak.
    Odkąd tylko pamiętał był wobec niej mocno uprzedzony i zwyczajnie jej nie ufał i uważał, że związek Michaela z nią od początku uważał, że może on go pożałować w przyszłości. Nie wiele pomylił się w stosunki i ocenie wtedy licealistki. Nie chodziło tutaj o fakt, że jego kumpel miał dziewczynę a on nie i istniała ta typowa przyjacielska zazdrość, bo tamten woli spędzać z nią czas, a nie z nim.
    Nie jego przeczucia były głębsze, początkowo wydawało mu się, że to tylko on to czuje z czasem gdy pojawili się inni, również potwierdzili jego podejrzenia, że z tą dziewczyną jest po prostu coś nie tak. Mimo swojej dość uroczej aparycji, którą ukazywała na początku, miał dziwne wrażenie tej fałszywości. Wykazywała się dwulicowością i nie raz dostrzegał znaki, na które Michael był po prostu ślepy, bo był po prostu zakochany i w tym tkwił zasadniczy problem.
    Nie mógł się z tym pogodzić i nawet teraz gdy ruszyli dalej, nadal bolało go to, że nie miał tego kontaktu z Julią, którą traktował jak przyszywaną siostrę. Była wspaniałą towarzyszką, z którą mógł odwalać głupstwa i miał wrażenie, jakby sam posiadał młodszą siostrę, która lubi dowcipkować tak jak on. Nawet jeśli miał dwóch starszych braci to jednak z nią czuło się tą specyficzną dla nich więź.
    — Mnie również to zaskoczyło — przyznał, zwracając się do kolegów. — Wspomniała, że chce z nami szczerze porozmawiać. Chyba możemy podejrzewać, o co chodzi — powiedział dość sugestywnie.
    — Ja myślałem, że nigdy tej sytuacji nie doczekamy — wypalił nagle Joe. — Znamy Chestera i Julia również pozwoliła się poznać, oboje bywają uparci i łatwo nie odpuszczają.
    — Przyznam, że już nie spodziewałem się od niej żadnego telefonu po tym co jej zrobiliśmy raczej mało kto by chciał mieć do czynienia z osobami, które ją zawiodły — odezwał się siedzący do tej pory w milczeniu perkusista.
    — Muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach również zacząłem spoglądać na to z takiego punktu widzenia. Jeżeli ona nie była w stanie przebaczyć Chesterowi i dalej się z nim…
    — Słyszałem, że podobno rozmawiali — wtrącił się Dave.
    Poczuł momentalnie spojrzenia kolegów na sobie, gdy tylko to powiedział. Oczywiście nie miał stuprocentowej pewności, że rzeczywiście tak było, bo jedyne co mu się obiło o uszy to rozmowa jego ukochanej z partnerką Rivery i oczywiście i tak nie słyszał sedna ich dyskusji.
    Przechodził wtedy tuż obok, a do jego uszu dotarły pojedyncze słowa Lary, nawet się nie zatrzymał, więc nie mógł być tego pewnym. Jedyne co dotarło do jego uszu to pojedyncze słowa. Dlatego nie dałaby się za to pociąć.
    — Nie mogę was zapewnić czy to prawda, ale obiło mi się o uszy, że podobno się ze sobą spotkali — powiedział od razu, unosząc dłonie w geście obronnym.
    Brzmiało to nieco idiotycznie, że praktycznie nie wiele mogli się dowiedzieć. Ich partnerki wykazywały się lojalnością wobec swojej przyjaciółki, która prosiła je o dyskrecje i ta wierność była chwalebna i zaskakująca. Tak wiele słyszy się szkodliwych gadanin na temat przyjaźni kobiecych, lecz nie da się im odjąć tego, że jeśli jedna poprosi o milczenie, pozostałe w pełni ją zachowają.
    Po części same nie chciały z nimi rozmawiać na jej temat, bo tak jak wtedy uważały, że zachowali się po prostu skandalicznie i tępiły ich za tamto zachowanie i teraz z perspektywy czasu również oni uważali to zachowanie za godne potępienia. Dlatego nawet się nie oburzali, tylko przyjmowali na klatę to, że spieprzyli po całości.
    — Nikt z nim nie rozmawiał? — padło pytanie z ust jednego z nich.
    Reszta jedynie pokręciła w zaprzeczeniu głową.
    Wyglądało to naprawdę kiepsko, kiedyś byli grupą zgranych przyjaciół, nie tylko oni jako zespół byli współpracownikami w studiu i na scenie poza nią grupą dobrych znajomych wraz ze swoimi partnerkami, a teraz nic z tego nie pozostało.

    Upiła łyk mrożonej kawy, którą odstawiła na stolik przed sobą i przeglądając, kolejną wiadomość na poczcie elektronicznej podniosła głowę, by sprawdzić, czy już idą jednak na ulicy, nie zobaczyła żadnej znajomej twarzy, dlatego powróciła do przeglądania zamówień, które spłynęły na jej skrzynkę odbiorcą w ostatnim czasie i było ich dość sporo.
    Firma na tyle dobrze się rozwinęła, że teraz miała poczucie, jakby powróciła do swojej poprzedniej dobrej passy, jaką miała, przed tymi wszystkimi wydarzeniami. Starzy klienci powrócili nawet jeśli zamówili obraz raz to zadowoleni z jej efektu pracy i sumienności nie tylko polecali ją dalej swoim znajomym, ale sami nie jednokrotnie zamawiali kolejny obrazy dla siebie. Interes kwitł i tego nie mogła odmówić. Mogła w końcu spokojnie, znowu utrzymać się malując obrazy czy wystawiając je na wernisażach gdzie mogła zgarnąć o wiele więcej jeżeli trafił się kolekcjoner, który potrafił zapłacić znacznie więcej za obraz niż jego normalna wywoławcza cena.
    Nie mogła narzekać na swoje życie, lecz by całkowicie móc pójść w przód i nie powracać do przeszłości musiała jeszcze rozwiązać jedną sprawę, a właściwie skonfrontować się z kilkoma osobami, których widmo ciągnęło się za nią.
    Jeżeli zdołała się przełamać i zdecydować się na rozmowę z kimś, kto najbardziej z nich ją zranił, a zarazem dać mu możliwość odbudowy jej zaufania a co za tym idzie, odbudowali ich dawnej relacji, dlaczego by nie miała spróbować właśnie z nimi.
    To właśnie tylko oni pozostali i musiała przyznać sama przed sobą, że miała już dosyć tych konfliktów. Owszem zdawała sobie sprawę, że jedna rozmowa by to wszystko naprawiła, albo pogrzebała na zawsze, jednak wtedy nie myślała racjonalnie. Działa pod wpływem emocji, które nią szargały, a gdy jesteś w takim stanie, to się zwyczajnie nie myślisz rozsądnie.
    Ktoś przyzna jej racje i poprze jej działanie, inni uznają, że zachowała się jak kretynka i rozkapryszona gówniara, obrażając się o taką błahostkę. Tylko to nie był jeden głup nieśmieszny dowcip i nie tylko ona, ale oni również o tym wiedzieli i zapewne zdawali sobie z tego sprawy, że tego nie mogli tak traktować i właśnie w tym tkwiło samo sedno całego problemu.
    Zastanawiała się naprawdę długo nad tym, bo już od kilku tygodni dręczyła ją ta myśl, jednak dopiero po rozmowie z Mike to ją skłoniło do tego, by w końcu to doprowadzić do końca.
    Gdy była w trakcie odpisywania na jedną z wiadomości, nagle usłyszała poruszenie przy drzwiach lokalu. Słyszała odgłosy kroków oraz odgłosy kilku osób. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, sądząc, że to kolejni klienci kawiarni z resztą oni jeszcze mieli czas. Ona pojawiła się nieco wcześniej by móc nieco popracować z dala od domu.
    Nie dostrzegła tego momentu, w którym zobaczyła podchodzących do nich czworga mężczyzn, którzy stanęli tuż przy jej stoliku, a Brad zabrał głos.
    — Możemy się dosiąść? — zagadnął.
    Poderwała głowę i popatrzyła na nich zaskoczona tym, że tak szybko się pojawili. Skinęła dłonią na wolne miejsca, pozwalając im usiąść, a sama zamknęła laptopa, którego schowała do torebki która leżała tuż obok niej. Tuż po chwili zjawiła się kelnerka, która chciała zebrać od nich zamówienie.
    Gdy odeszła chwile później, zapadła nieco niezręczna cisza, bo żaden z nich nie wiedział, co powiedzieć. Od czego właściwie zacząć, bo ona sama na razie milczała, przyglądając się im. Właściwie do momentu gdy nie dostali, napoi siedzieli, tak spoglądając na siebie, aż w końcu Dave przerwał tę napiętą ciszę:
    — O czym chciałaś z nami pomówić? — zapytał, zabierając głos za nich wszystkich.
    — Chyba każdy z nas wie o czym — odpowiedziała poważnym tonem. — Rozmawiałam już na ten temat z Chesterem i teraz pora wyjaśnić to pomiędzy nami.
    — Czyli to prawda — wtrącił się ponownie basista i przelotnie spojrzał na swoich kolegów, którzy przypomnieli sobie ich wcześniejszą rozmowę i jego słowa. — Wybacz, zanim przejdziemy do meritum sprawy, jednak usłyszałem rozmowę między Larą i Alice, które o tym nawiązywały i chciałem się zwyczajnie upewnić, naprawdę się z nim widziałaś?
    Ona delikatne skinęła głowa, bo nie miała sensu tego ukrywać. Właściwie już miała dosyć tajemnic, które ich dzieliły. Tak zgraną grupę podzieliła sieć tajemnic i podłych intryg. Czas było to naprawić, jeżeli oni naprawdę żałują tego, jak wciąż Michael mówił i próbował ją przekonać, że nie myślą tak jak wtedy ją słownie zaatakowali to czas się o tym przekonać.
    — Tak — powiedziała z cichym westchnieniem. — Widziałam się z nim jakiś czas temu, bo doszłam do punktu, gdzie zdołałam się przełamać i spojrzeć mu w twarz po tym co zrobił. Od razu uprzedzę wasze spekulacje — dodała, spoglądając na nich. — Dałam mu kolejną szansę, lecz…
    — Tak zdajemy sobie sprawę, musicie odbudować zaufanie — wtrącił się Joe. — Zupełnie jak my — dodał, bo zdawali sobie sprawę że jeśli rzeczywiście skłoni się do przebaczenia im, będą na etapie odbudowania jej zaufania wobec siebie.
    Nie będzie to jednak proste wyzwanie. W końcu kilka lat ze sobą nie rozmawiali, podzieliła ich coś, co zniszczyło ich przyjaźń. Brak ich wiary w nią zaburzyło to co kiedyś wydawało się dla nich tak naturalne.
    — Przyznam, żenie jest to dla mnie łatwe i tamta rozmowa z Chesterem również, jednak mogę po części was zrozumieć, dlaczego wasze zaufanie wobec mnie mogło się zachwiać, ale…
    — Julio proszę, nie tłumacz, tego w taki sposób — wtrącił się mężczyzna z burzą loków na głowie. — Mogliśmy myśleć wcześniej szczególnie ja, wiedząc, jaka jest Taylor ja głupi, uwierzyłem jej zamiast tobie.
    — Mogło nas dziwić twoje zachowanie wobec Mike’a to fakt, ale…
    — Za tym kryje się znacznie głębszy sens. To, czemu byłam tak dziwnie, mogło was zaskoczyć. Bo w końcu tutaj z nim zerwałam, spotykałam się z innym facetem, a jednak moje zachowanie wskazywało, jakbym coś ukrywała i fakt jest coś, co musiałam przemilczeć — przyznała się przed nimi.
    Patrzyła, jak momentalnie wymieniają się zaskoczonymi spojrzeniami, bo tak mogli to podejrzewać, jednak w ostatnim czasie zwyczajnie wyparli to z głowy, a teraz słyszą, że jednak prawdą było to, że coś kryło się za jej dość zaskakującym zachowaniem.
    — Ten temat nie jest łatwy — przerwała panującą wokół nich ciszę. — Rozmawiałam już na ten temat z Mike i przy kolejnym spotkaniu wyjaśni, wam co się działo.
    Mimowolnie wspomnienie tamtej rozmowy do niej powróciły:
   
    — Julio z całym szacunkiem, ale nie zrobię tego — rozbrzmiał głosem, przez który przemawiała panika. — Ja…
    — Mike — odezwała się stanowczym głosem. — Wiem, ten temat nie jest prosty i łatwy. Sama mierzyłam się z podobnymi wyzwaniami, bo sama doświadczyłam tego, co ty, jednak odważyłam się powiedzieć ci oraz Chesterowi i mojej terapeutce prawdę. Wiem, że boisz się być ocenionym, jednak jeśli są twoimi przyjaciółmi w pełni, to zrozumieją i nigdy cię nie wyśmieją.
    — Jak sobie to wyobrażasz, że przed nimi stanę i zacznę się odzierać z najgorszej prywatności — spytał, a ona czuła, jak jeszcze bardziej zaczyna się stresować. — Wezmą mnie za totalnego mięczaka!
    — Nazwanie cię w taki sposób tylko zdefiniuje czy są twoimi lojalnymi przyjaciółmi, czy nie — powiedziała ostrożnie. — Zadam inne pytanie.
    Czuła na sobie jego przenikliwe spojrzenie, gdy podeszła do niego i stanęła tuż przed nim. Odruchowo chwyciła jego dłoń, by móc spojrzeć mu głęboko w oczy.
    — Czy mój brat zachował się w sposób, który opisujesz?
    Nie odpowiedział od razu. Miewał naprawdę najgorsze myśli, wręcz panikował, na wyobrażenie o tym, że ktokolwiek prócz niej mógł dowiedzieć się prawdy, jednak po tym gdy zdradziła cześć prawdy Chesterowi, on absolutnie nie wykpił go, ani nie uznał tego za zabawne.
    Zachował się w sposób, jaki każdy dojrzała osoba by zareagował. Wykazał się zrozumieniem i współczuciem oraz winą, że nie dostrzegł żadnych sygnałów wcześniej, a o wszystkim wiedziała tylko wyłącznie ona.
    Mógł przed tym wszystkim czuć strach, jednak rozmowa z nim pokazała mu, że on nie uważał tego za śmieszne ani temat do żartów. O ile był zespołowym dowcipnisiem, to tutaj absolutnie był poważny i współczujący.
    Mimo tego nadal się obawiał. Lękał się tego jak reszta to przyjmie i dlatego przemawiał przez niego niepokój. Mimo że miała racje, to nadal panicznie się bał, wręcz panikował i to w tym wszystkim było najgorsze. Mógł odbierać, to w skrzywmy zwierciadłem, że robiła to, by sobie pomóc, lecz nie ona chciała tylko pomóc i by mógł znaleźć wsparcie nie tylko przy niej, ale także innych.
    — Nie zachował się jak…
    — Przyjaciel, któryma kręgosłup moralny i empatię oraz nie uważa tego tematu do żartów. Krzywda nie tylko wobec kobiet, ale mężczyzn jest straszna. Tylko problem tkwi w tym, że społeczeństwo myśli stereotypowo a faceci niestety się…
    — Boją mówić o tym — zakończył za nią.
    Przytaknęła głową, bo to była prawda. Faceci obawiają się być oceniani, praktycznie w ogóle się nie słyszy o takich przypadkach, dlatego się nie dziwiła, że chciał milczeć, jednak uważała, że powiedzenie bliskim zdejmie nie tylko z jego ramion pewien ciężar, ale również z niej oraz wyjaśni jej zaskakujące zachowanie sprzed lat.
    — Dobrze jednak nikt poza nimi nie dowie się prawdy — zgodził się w końcu.
  
  — Sedno problemu leży głębiej prawda — głos Roba wyrwał ją z głębi przemyśleć.
    — Tak — odpowiedziała po chwili milczenia. — Mogę jedynie powiedzieć jedno, ja go nie krzywdziłam, ja go ratowałam — powiedziała to w dosyć dosadny sposób.
    — Czyli ta…
    Brad momentalnie się uniósł, gdy zrozumiał sens jej słów. Widziała, jak mocno zaciska dłonie na krawędzi blatu, a jego twarz poczerniała ze złości.
    — Brad ja tylko cię proszę, nie wybuchaj na niego — ubiegła go. — On jest ofiarą tamtej sytuacji, ja sama się w to wplątałam, bo chciałam mu pomóc i…
    — Nie jestem zły na ciebie — mężczyzna wszedł jej w zdanie. — To kwestia tej wysoki doprowadza mnie do szaleństwa. Nie będę cię winił, a na niego krzyczał, jeśli faktycznie to, co on powie będzie, jedynie potwierdzeniem moich domysłów — urwał a słowa na moment uwięzły mu w gardle. — Oskarżyłem dziewczynę, która go uchroniła, zamiast tej która go zniszczyła — mówił to mocno poruszony.
    — Jeśli dobrze rozumiem, pod naszym nosem ta suka go wyniszczała a ty…
    Ona jedynie skinęła głową, potwierdzając wszelkie ich spekulacje czy domysły, jakie snuli. Momentalnie poczuła, jakby jakiś niewidoczny głaz spadał z jej ramion, to tak jakby uwolniła się od długo skrywanej prawdy, która musiała mierzyć sama. Była samotną wojowniczką na polu bitewnym, nie mając żadnego wsparcia i właśnie w taki sposób się czuła. Teraz poczuła, jakby w końcu ktoś wspomógł ją w tej bitwie. Nie pozostała sama przeciwko całej armii.
    — Niestety — powiedziała z lekkim smutkiem. — Mike’owi zależało na tym, bym zachowała milczenie, bo nie chciał, by ktokolwiek się o tym dowiedział…
    — Zaczekaj — nagle w jej słowa wszedł Rob. — Czyli te zasłabnięcia przed koncertami, ten wypadek na…
    Ona popatrzyła, jedynie na niego nic nie mówiąc, jednak jego spojrzenie było zbyt wymowne, by nie domyślić się, co się działo gdy oni nie patrzyli.
    Momentalnie usłyszała ich ciche przekleństwa.
    — Julio wiemy, że spieprzyliśmy, ale czy nie pozwoliłabyś nam dać kolejnej szansy? — zapytał po chwili milczenia Dave.
    — Jeszcze kilka tygodni temu bym powiedziała, że nigdy to się nie zdarzy dziś, dostaniecie ode mnie kredyt zaufania oraz drugą szansę, ale proszę tylko o to, byście jej nie zmarnowała. Wydawało się, że wszystko układało się w dobrym kierunku.

Sunday, February 8, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 16

    Czuł przyjemne ciepło które otuliło jego twarz, delikatny łaskotanie sprawiło, że zamruczał cicho pod nosem, z niechęcią pragnąc powrócić do rzeczywistości, w której tkwił. Było mu tak dobrze gdy tkwił w głębi własnego umysłu, śniąc w świecie, który mógł wytworzyć i mimo że jego życie ostatnimi czasy zaczęło się układać, to nie sprawiło, że lęki, które w nim siedziały, magicznie zniknęły.
    Starał się ponownie oddać tej rozkoszy, powrócenie do świata sennych marzeń, lecz im bardziej próbował, tym bardziej był coraz bardziej świadom, a sen odchodził. Nie mógł jednak ukryć, że mimo początkowej niechęci gdy tylko jego umysł się rozjaśnił, poczuł dziwną przyjemność. Przez lekko stłumiony umysł było trudne do zrozumienia, czemu czuł aż tak dziwną błogość oraz spokój, które nie czuł od naprawdę dawna.
    Poczucie czyjeś bliskości było zarazem tak bliskie, a jednocześnie odległe, lecz ta jedna myśl sprawiła, że drgnął lekko przestraszony gdy zdał sobie sprawę, co się dzieje. Otworzył oczy, a z tyłu głowy zaczęły momentalnie napływać najmroczniejsze myśli, lecz gdy tylko je uchylił i zobaczył widok śpiącej przy niej młodej kobiety, którą bez trudu rozpoznał, pomimo że część jej twarzy była skryta pod pasmami jej długich włosów, to ten uśmiech potrafił rozpoznać wszędzie.
    Momentalnie powrócił do niego spokój, a on odetchnął z ulgą, dopiero wtedy poczuł, jak śpi przytulona do niego, jego ramię nieco zdrętwiało, tylko dlatego, że przez całą noc, a raczej znaczną większość miała ją opartą o niego, a on nawet na moment jej nie drgną.
    Nie zamierzał jednak przejmować się takimi błahostkami, lecz skupić się całkowicie na niej. Uwielbiam momenty, w które mógł spoglądać na nią podczas snu. Nie ukrywał, przez ostatnie lata tego widoku mu najbardziej brakowało, patrzenie na spokój jej twarzy i delikatny uśmiech, który się na nich błąkał.
    Właściwie był to jeden z tych niewielu a właściwie jeden z pierwszych poranków podczas ostatnich lat a co ważne gdy był z kimś związany, gdy nie budził się w momencie gdy jego partnerka znowu wpadała w szał, krzyczała czy co gorsze… robiła coś dużo gorszego.
    Widok jej szaleństwa gdy bez żadnego pohamowania go biła, był czymś, co nigdy nie zdoła wymazać ze swoich wspomnień. Kłamstwem mógł uznać fakt, że przez jakiś czas było spokojnie nic z tych rzeczy, ponieważ on nie był świadomy tego, że ona przygotowała odpowiednio grunt. Prawdą było to, że naprawdę szczęśliwy czuł, się będąc właśnie z nią, tą samą dziewczyną, która przed laty skradła mu serce.
    Otrząsnął się jednak z tych przygnębiających myśli. Nie chciał powracać do tamtych lat w momencie gdy w końcu czuł się naprawdę szczęśliwy a co najważniejsze spełniony i to cholernie.
    Nazywał się wprost szczęściarzem, że po tym co się wydarzyło, ona zdecydowała się znowu z nim związać. Było to zadziwiające, że po tamtej sytuacji oraz konfliktach, które ich podzieliły, znowu się zakochali. Wszystko jednak przyszło w pełni naturalne jak przed laty gdy zakochał się w tamtej osiemnastolatce. Nieco skrytą, ale pełną ambicji pasji oraz szaleństwa — nie mógł tego jej odebrać.
    Była osobą z temperamentem i poczuciem ryzyka w życiu i to chyba go w niej ujęło. Owszem nie przeczy, potem próbował sprawić, by się uspokoiła, lecz nie mógł tego zrobić, wkrótce sam zrozumiał, że to część jej osobowości i jeśli zabroni jej próbowania czegoś, co dla niego było ekstremalne, zniszczy część jej samej.
    Sama wprost nazywała się wariatką, leczw bardzo pozytywnym kontekście. Była ryzykantką, lecz to była cecha wspólna, którą dzieliła wraz ze starszym bratem. Oboje kochali poczuć ten wyskok adrenaliny, nie umieli usiedzieć długo spokojnie. Kochali się sprawdzać i sprostać wyzwaną, które im narzucano.
    I chyba to w niej było najlepsze, że jeśli ktoś spotka ją za pierwszy razem, pomyśli o niej jako dziewczynie, kochają ekstremalne wyzwania, a zarazem potrafiła, odnaleźć spokój tworząc kolejne malunki na płótnie. Łączyła w sobie dwie skrajności, artystycznego ducha oraz dziewczyna szukającą niebezpiecznych niespodzianek.
    Leżał tak przez dłuższą chwilę, wpatrując się w śpiące oblicze i naprawdę nie chciał przerywać tego momentu. Przekonał się już wcześniej, że mimo ich rozstania nadal jedna rzecz się nie zmieniła w niej.
    Nie znosiła gdy się ją wcześniej budziło. Ona musiała przebudzić się sama.
    Na moment oderwał wzrok od niej i spojrzał przez ogromne okna swojego mieszkania. Mimo że widok nie był aż tak spektakularny jak ten z najwyższego piętra i tak potrafił być ujmujący na swój charakterystyczny sposób. Spoglądał przez moment na niego, lecz ciche dźwięk powiadomienia sprawił, że spojrzał na szafkę, nocą gdzie elektroniczny zegar zaczął wskazywać dokładnie dziewiątą rano, a on cicho westchnął, rozkoszując się spokojem i wspomnieniami ostatniej nocy.
    Wieczoru, któryzakończył się dość nieoczekiwanie, na samą myśl delikatny uśmiech błąkał się po jego ustach. Momentalnie poczuł, jak ktoś porusza się na jego ramienia. Wystarczył moment, by dostrzec, jak Julia odwraca się plecami do niego i chwyta kołdrę, którą się nakryła i zamruczała pod nosem.
    — Jeszcze pięć minut — dało się słyszeć jej cichy głos, markotny i bardzo zachrypnięty, a ona jeszcze mocniej podciągnęła narzutkę na głowę.
    — Czyli klasycznie, dajcie mi jeszcze godzinę — odezwał się cicho, delikatnie ją parodiując, a raczej jej słabość do długiego spania.
    — Daj mi spać — wyjęczała. — Przez twoje gierki, poszliśmy spać o trzeciej nad ranem — mruknęła i na moment odsunęła narzutkę z twarzy i spojrzała na ten sam zegar co on przed momentem i dodała: — Ja spałam tylko sześć godzin! To zbrodnia mnie budzić — jęczała.
    — Ale to ty sama się obudziłaś — wtrącił się rozbawiony. — Jakoś jeszcze trzy lata temu nie miałaś z tym problemu gdy musiałaś wstać na zajęcia. Wtedy miałaś motywacje teraz się…
    — Tylko nie mów, że się rozlewni łam — rzuciła oschle. — Wczoraj skończyłam dwa ważne projekty dla klientów, miałam wymagający trening, do którego się przyłożyłam, bo liczę, że w końcu będę mogła wrócić do zawodów — powiedziała, mówiąc o swoim dość intensywnym dniu.
    — Zawody — zapytał cicho i objął ją od tyłu, przytulając się jeszcze bardziej. — Czy to oznacza, że będę cię częściej widział w skórze — zamruczał jej cicho do ucha.
    Mógł się oszukiwać, lecz nie miało to najmniejszego sensu. Nadal miał ogromną słabość do niej ubraną w czerń i skórę. Odkąd tylko ją pierwszy raz zobaczył, było to moment jego osobistej słabości. Widok opiętych ubrań na jej ciele było czymś, co pobudzało jego zmysły, a on jeszcze bardziej ją pożądał. Było to jego słabością i największą miłością poza widokiem jej zupełnie nagiej zupełnie jak teraz gdy leżała przy nim pozbawiona jakichkolwiek ubrań i mimo że dostrzegał blizny, które okrywały jej ciało, on również nie był ich pozbawiony nadal była dla niego cholernie atrakcyjna i chyba nigdy nie przestanie na nią tak spoglądać.
    — Wczoraj w niej byłam — przyznała.
    — I czemu w niej nie przyszłaś — spytał z lekką pretensją w głosie. — Znasz mnie i wiesz, jak ja uwielbiam ten widok.
    — Tłumaczyłam ci wczoraj dlaczego — przypomniała mu, odwracając się w jego ramionach.
    Zdawała sobie sprawę, że już nie zaśnie. Nie tylko dlatego, że się przebudziła, ale dlatego, że ktoś zdecydował się rozgadać z rana. Spojrzała na niego z boku i mimo jej marudzenia na jej ustach nadal błąkał się lekki uśmieszek, który nie chciał zejść. Nie wystraszyła się ani nie zlęknęła w momencie gdy zdała sobie sprawę, że nic na sobie nie ma.
    Ostatnie lata terapii i to intensywnej oraz leków psychiatrycznych, które brała tuż po wyjściu ze szpitala i w pierwszych miesiącach rekonwalescencji, mimo że nie pozbyła się złych wspomnień, umiała sobie, że znacząc częścią traumy przepracować i nauczyć się technik radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. Prócz jednej rzeczy i chyba tego nigdy nie wypleni.
    Kiedyś nie było dla niego problemu z zaśnięciem w ciemności, teraz miała z tym ogromną trudność.
    Nie chciała jednak rozpamiętywać się na ten temat i skupiła się na Mike który był nieco nad nią pochylony i uśmiechał się delikatnie.
    — Zabrałaś mi tak cudowny widok — zaczął narzekać.
    — Jakoś wczoraj nie miałeś z tym problemu gdy dosłownie pozbyłeś się ze mnie sukienki w trybie natychmiastowym — przypomniała mu.
    Zobaczyła, jak w tej samej chwili na jego policzkach pojawia się czerwony szkarłatny rumieniec, a ona odruchowo wyjęła dłoń spod kołdry i przyłożyła ją do jego twarzy i delikatnie pogładziła. Jeśli on miał słabość do niej w skórze, ona wprost uwielbiała ten widok. Ujrzenie u mężczyzny rumieńca na twarzy było niezwykle rzadkie szczególnie u niego, a ona uważała to za wprost tak czarujące, że nie mogła się oprzeć.
    — Mówiłam ci, że wyglądasz cudownie, jak się rumienisz — powiedziała nagle, przerywając cisze, która pomiędzy nimi zapanowała.
    Czerwień nabrała jeszcze bardziej intensywnego koloru podczas gdy to mówiła. Widziała, jak próbuje odwrócić twarz, by ukryć to przed nią, lecz ona nie zamierzała mu na to pozwolić. Uchwyciła go za brodę i zwróciła w swoim kierunku i przyciągnęła bliżej oraz namiętnie pocałowała.
    Odwzajemniłgo niemal, od razu go pogłębił. Tkwili tak przez moment w namiętności tego pocałunku, lecz nim fantazja poniosła, ich bardziej przerwała go nagle i odsunęła. Słyszała jego pomruk niezadowolenia, na co się roześmiała, po czym zwróciła do niego:
    — Wiem, co ci po głowie chodzi, ale nie tym razem — dała mu delikatnego pstryczka w noc.
    — Dlaczego — spytał zawiedziony. — Mamy czas, jest sobota, mamy wolne — marudził.
    — Pragnę ci przypomnieć, że mamy również obowiązki jako właściciele zwierzaków. Chętnie bym dłużej została i pewnie to zrobię, bo skuszę się na śniadanko od swojego chłopaka — wyszczerzyła do niego ząbki. — Muszę jednak wyjść przynajmniej za godzinę.
    — Trudno nie przyznać ci racji — westchnął cicho i odsunął się od niej.
    — Bywają sprawy ważne i ważniejsze — przypomniała mu.
    Podniosła się, siadając na łóżku, nawet nie kwapiła się tym, że kołdra spadła na jej nogi, lecz gdy tylko dostrzegła, jak on się podnosi, odwrócił się przez ramię, a jego oczy zabłysnęły tym znajomym iskierkami, które tak kojarzyła. Czując, jednak co chodzi mu po głowie, delikatnie pokręciła głową, na co jęknął niezadowolony, ubierając porzucone wczorajszego wieczoru bokserki.
    — Jesteś niesprawiedliwa.
    — Chyba wrócił ten pytony kocurek, który uwielbiał się bawić — rzuciła.
    Była to jedynie parafraza słów i ich wcześniejszych lat. Mike wprost uwielbiał się z nią bawić i mimo że to był ich pierwszy, raz po dłuższej przerwie to miała wrażenie, że jego natura z tamtych lat powraca.
    Nic nie odpowiedział na jej uwagę, lecz w głębi ducha, mimo że chciał się z nią zgodzić, to zdawał sobie sprawę, że nie było to co kiedyś. Nie mógł jednak narzekać, ponieważ i tak zrobił, a właściwie oboje toczyli duży krok w przód. Patrząc na wcześniejsze wydarzenia, z ich życia to wspólnie się zmienili.
    — Co sobie życzysz skarbie na śniadanie? — zagadnął gdy ona sięgała po jego porzuconą koszulkę.
    — Tak szczerze nie mam specjalnego zamówienia — stwierdziła wprost. — Wszystko, co robisz, wychodzi ci smakowicie — pochwaliła go.
    — Czyli mam się wykazać samodzielnie — stwierdził.
    Pochylił się i nim wyszedł, skradł jej drobnego całusa. Patrzyła, jak wychodzi z sypialni i gdy tylko to zrobił, pozostawił lekko uchylone drzwi. Wykorzystała moment i naciągnęła na siebie przynajmniej jego koszulkę a chwile później usłyszała szczekanie dobiegające z korytarza a chwile później do pokoju wpadła Junka oraz Jay, którzy wskoczyli na łóżku.
    — Dzień dobry takie miłe powitanie — uśmiechnęła się ciepło do piesków, które delikatnie zaczęła głaskać.
    Widziała, jak momentalnie są tym wprost zachwycone. Siedziała tak z nimi, przez dłuższy moment a ich spokój nie mogło nic zakłócić. Oczywiście do czasu, gdy niespodziewanie rozbrzmiał dzwonek telefonu. Drgnęła lekko przestraszona, spodziewając się, że to jej, lecz po krótkiej chwili niemal od razu rozumiała, że to telefon Michaela.
    Nie zdążyła w żaden sposób zareagować gdy usłyszała z głębi mieszkania krzyk:
    — Odbierz, to pewnie któryś z chłopaków — zawołał.
    Sięgnęła po jego telefon i nie musiała się przyglądać zbytnio długo by dostrzec na ekranie pojawiające się imię Brada. Zawahała się przez dłuższy moment nad zieloną słuchawką. Nie rozmawiała z nim ani pozostałymi od wielu miesięcy jak nie od kilku lat i od razu zrozumiała, że raczej nie wypada odbierać tego telefonu. Mimo zezwolenia wolała chyba się nie konfrontować z gitarzystą.
    Poderwała się z łóżka czym niezadowoloną dwójkę futrzaków, lecz one od razu pobiegły za nią, licząc na to, że dostaną coś do jedzenia. Powędrowała w stronę kuchni, gdzie Mike coś zaczął pichcić. Podeszła do niego i wyciągnęła telefon w jego kierunku, mówiąc:
    — Lepiej, żebyś ty to odebrał — powiedziała wprost.
    Widziała, jak przez moment spogląda zaskoczony na nią, lecz nawet tego nie skomentował i wziął go od niej i odebrał po chyba już szóstym sygnale. Przykładając telefon do ucha, odwrócił się w stronę kuchni, podczas gdy ona pozwoliła sobie trochę porządzić po jego szafkach.
    Wyjęła dodatkową miseczkę dla Junki i znalazła w szafce karmę, którą miał na wszelki wypadek dla niej czy kociaków i zaczęła im stroić jedzenie.
    — Wspomniał o wywiadzie w środku… — słyszała głos ukochanego gdy ona była zajęta nakładaniem karmy. — Tak mamy we trójkę tam być — tłumaczył.
    Ona popadła w lekką zadumę. Nie ukrywała konflikt, który miała, wraz z Chesterem zażegnała jakiś czas temu. Oczywiście ich reakcja nie wybuchła tak od razu i nie darzyła go już taką ufnością jak dawniej, jednak zaczęli ją odbudowywać, co niewątpliwie było dla nich obojga zaskakujące.
    Nie ukrywała, żeod jakiegoś czasu również zastanawiała się nad resztą zespołu. Owszem oni również nie zachowali się w porządku i tego nigdy im nie przebaczy ani nie wybaczy, jednak coraz częściej zastanawiała się, czy jest sens dalej zachowywać się tak jak do tej pory i zwyczajnie nie dać im tak jak Mike czy Chesterowi drugiej szansy.
    Od dłuższej chwili tkwiła w swoich przemyśleniach i nie dostrzegła, momentu gdzie Mike zakończył rozmowę. Zaskoczony jej milczeniem, zerknąl w jej kierunku, gdy jak niczym w transie odlożyła miski z karmą dopiero wtedy się podnosząc.
    — Julio? — zapytał nagle.
    Zwróciła się do niego nieco nieobecnym spojrzeniem i zerknęła na niego.
    — Tak?
    — Dzieje się coś? — dopytywał zmartwiony.
    Ona przysiadła na pobliskim krześle i oparła się dłońmi na blacie wyspy, przy której usiadła i delikatnie zwiesiła głowę z cichym westchnieniem.
    Problem zasadniczo był, a raczejgo nie było, ponieważ dopiero po czasie doszło do niej, że wystarczyła jedynie rozmowa, by załatwić pewne sprawy. Wystarczyła szczera rozmowa, a nie lata braku odezwał, lecz w momencie gdy czuła się urząd oraz zgorzkniała to nie miało znaczenie.
    Emocje przejęłynad nią górę i nie myślała nad tym racjonalnie, ale teraz gdy już była na dobrej drodze z Chesterem z nim od praktycznie ponad roku była w bardzo dobrych stosunkach, czy miało sens dalej się gniewać na zespół? To pytanie nękało ją od dłuższego czasu i nie wiedziała, co z tym zrobić.
    — Właściwie to tak — przyznała, nie gryząc się w język.
    Nie było sensu ukrywania przed nim tego, bo właściwie znał powód przeciągającego się milczenia z jej strony w stosunku do jego kolegów z kapeli. Ta sprawa, nie była mu zupełnie obca. Dlatego oszukiwanie go nie miało najmniejszego sensu.
    — Chodzi o chłopaków prawda?
    Poderwała głowę zaskoczona jego bezpośredniością, jednak nie powinno ją to dziwić. On od dłuższego czasu mówił, żeby z nimi porozmawiała, bo zupełnie tak jak Chester, szczerze żałują tego jak ją potraktowali, lecz ona nie miała na to najmniejszej chęci.
    — Tak — przyznała szczerze. — Odkąd się pogodziłam z Chesterem, myślę nad tą sprawą — dodała. — Nie ukrywam nadal do niego i ich mam ogromny żal, ale czy nie przyszła pora by w końcu skończyć z tym. Przyznam, nęka mnie to i nie wiem, co zrobić.
    — Znasz moje zdanie Julio — odezwał się nagle poważnym tonem. — Nikt nie zachował się z nich i mnie wobec ciebie dobrze, przyznaje każdy z nas, zawinił w mniejszym czy większym stopniu. Nie mamy prawa się usprawiedliwiać, bo byliśmy dorosłymi ludźmi i zamiast myśleć racjonalnie, pokierowaliśmy się emocjami oraz wpływem… Jej — urwał na moment, nie będąc w stanie wypowiedzieć jej imienia. — Mogę ci jedynie powiedzieć, że oni czekają na to, aż się do nich odezwiesz, nie zrobią, wiele skoro ich zablokowałaś — stwierdził.
    — Fakt, zrobiłam to, by mieć spokój — powiedziała, nie kryjąc się ze swoimi motywacjami. — Nie wiem, może czas z tym skończyć? — zastanawiała się na głos.
    — Ja na ciebie nie naciskam, ale uważam, że powinnaś z nimi pomówić. Oni na to czekają — zapewniał ją.
    Ona popatrzyła na niego przez krótki moment, po czym podniosła się i podeszła do salonu, gdzie pozostawiła wczoraj swój telefon. Wracając do niego, weszła w jedną z aplikacji i odnalazła w kontaktach numer do Brada, który był najbardziej bliski i wchodząc w ustawienia, odnalazła przycisk ‘Odblokuj’. Przycisnęła go, po czym nawet się nie wahając, napisała do niego wiadomość:

Tutaj Julia.
Pisze, bo chce się z wami spotkać. Proszę, daj mi znać, kiedy macie możliwość się ze mną zobaczyć, ty Dave, Joe i Rob.
Julia.

Nie czekałanawet zbytnio długo na odpowiedzieć która przyszła niemal po minucie:

Cieszę się, że w końcu się odezwałaś.
Dam ci znać w przeciągu kilku minut czy uda się nam to załatwić w przeciągu paru dni.
Brad.

    — Czyżby wracamy do normalności — zaśmiał się Mike gdy tylko to zobaczył.
    Ona delikatnie skinęła głową w momencie gdy przyszła do niej kolejna wiadomość od przyjaciela.

Saturday, February 7, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 15

    — Jak zwykle spóźniona— wymruczała cicho do siebie, gdy w pośpiechu przeszła przez całą sypialnię, kończąc pleść włosy w grubego warkocza. — Na studiach się tak nie spóźniałam jak teraz — mruczała do siebie.
    W ostatnich dniach miała dość napiętych grafik, jeżeli uważała, że studia dosłownie zabierały jej dzień po dniu, to musiała przyznać, że ostatnie tygodnie były dla niej szczególnie intensywne. Zaledwie przed paroma dniami wróciła z Nowego Jorku, gdzie była umówiona na wizytę kontrolą z plastykiem, który od roku się nią opiekował i starał się doprowadzić jej skórę do względnej normalności.
    Wydawać się mogło na pierwszy rzut oka, że wszystko było w porządku, praktycznie nie ukrywała się już za plastrami czy bandażami, a jej skóra w większości wyglądała, jakby nic się nie zmieniło. Jakby nie zmagała się z licznymi oparzeniami, które w większej części zniszczyło jej ciało. Była jednak to zasługa lekarza oraz samego faktu, że skóra zaczęła się przyjmować w tych najbardziej widocznych miejscach, jednak było kilka miejsc szczególnie wewnątrz ud czy nóg, że tkanki się nie przyjęły.
    Była zapewniana, że może to potrwać nieco dłużej, jednak widziała, że może być z tym problem, jej głównym miejscami, gdzie jednak wciąż widziała tą pomarszczona skórę, to był cały lewy bok jej ciała, wnętrze ud i jedna z łydek. Nie wyglądało to aż tak tragicznie jak na początku, jednak już miała plan co zrobić, by zakryć te brzydkie swady skóry.
    Mogła je zakryć i to skutecznie, a że kochała wprost tatuaże, to mogła połączyć to właśnie z zamaskowaniem tych miejsc. Już pracowała z tatuażystą, który podejmował się takich wyzwań tworzenia wizerunków na bliznach, czy innych deformacjach skórnych, czy cielesnych, że coś stworzą w tych miejscach, by skutecznie wtopić je w wizerunki, nad którymi powoli myśleli.
    Wygodną dla niej było to, że od lat się tatuowała i na jej ciele już widniało kilka wizerunków, cześć ich znika, przez pryzmat oparzeń chemicznych jednak ona nie zamierzała zostawić ich tak po prostu tych miejsc wolnych. Lubiła nosić te kolorowe, wizerunki na sobie śmiano się wcześniej, że złapała bakcyla do tatuowania po bracie. I częściowo było to prawdą, bo od zawsze podobali się jej ludzie, którzy się tatuowali i sama pragnęła jako nastolatka coś mieć, jednak nie zrobiła, póki nie była tego pewna.
    Idąc do garderoby, wręcz w biegu zakładała buta, przeklinając cicho pod nosem, słysząc w oddali powiadomienie z telefonu. Spodziewała się, że to ktoś z ekipy domaga się wyjaśnień, czemu jeszcze jej nie ma, bo obiecała, że się pojawi. W końcu gdy w końcu zdołała się z tym uporać, podeszła do szafki i sięgnęła ku niej, by spojrzeć na ekran, gdzie dostrzegła wiadomość od dawnego kochanka:

Fire ile jeszcze mamy na ciebie czekać?
Przyjedziesz dziś?
Dragon

    Pośpiesznie mu odpisała i nawet nie zdążyła odłożyć telefonu gdy na ekranie zobaczyła wiadomość od Mike’a:

Będę wolna za dwie może trzy godziny.
Julia


    Odkładając telefon na szafkę, tylko na moment widziała, jak kilka sekund później dochodzi do niej wiadomość od ukochanego:

Trening? Jeśli tak, to się przyjedz tuż po nim.
Mike

    Uśmiechnęła się nieznacznie, czytając tę wiadomość, po czym ponownie pobiegła do garderoby i chwyciła jedną z kurtek i założyła na siebie. Szybko wybiegła z pokoju, zabierając jedynie telefon. Zbiegła na dół i rozejrzała się ostatni raz, upewniając się, że wszystko ma i co ważne zwierzaki są na swoich miejscach. Widząc, że nawet nie ruszyły się z kanapy, która oblegały od dobrej godziny, pobiegła do drzwi, licząc, że zdoła pojawić jak najszybciej, a na mieście nie będzie korków.
    Nie liczyła na to, że obejdzie się, jednak bez problemów szczególnie w piątkowy wieczór na pewno będą ulice zapchane. Z cichym westchnieniem opuściła mieszkanie, po czym podeszła do windy i przywołała ją jednym kliknięciem.
    Zdecydowanie od kilku dni żyła pod pewną presją, nie dość, że miała ten wyjazd, to musiała skończyć obraz, dla której klientki musiała wysłać go właśnie dziś, a z racji, że nie było jej przez parę dni, musiała nieco nadrobić pracy. Może to był taki okres, w którym wiele spraw się jej nagromadziło, jednak gdy sobie pomyśli, że jeszcze przed dwoma laty chodziła na uczelnie i musiała pamiętać o kilku godzinach, wykładach pracach na warsztatach i zajęciach zastanawia się jak to możliwe, że ona to wszystko dała radę spiąć, teraz żyje w poczuciu, że nie panuje nad własnym życiem.
    Kiedyś była tak zorganizowaną osobą a ostatnie tygodnie totalny nie ogar. Musiała nad tym posiedzieć, bo musiała wrócić do swojego planowania, które zaniedbała. Potrząsnęła głową, po czym wyszła na parking i szybkim krokiem podeszła do swojego ukochanego motocykla.
    Nie dało się ukryć ostatnie dwa lata bez motoru czy wyścigów były dla niej tak koszmarnie złe. Tęskniła za tym powiewem wiatru, który wdzierał się pod kask motocyklu i Bandamę kiedy miała ją założoną. Pozwolenie sobie na to, by przyśpieszyć, gdy na to sobie mogła pozwolić, chociaż w mieście stosowała się do przepisów i nie szarżowała, jednak gdy znajdywała się na torze, dała się, ponieś prędkości i pędzić przed siebie a jedyne czego pragnęła to poczuć ten pęt adrenaliny oraz euforii, która zawsze jej towarzyszyła. Uwielbiała momenty swojego własnego tryumfu, mimo że potrafiła przegrywać i przyjmować to z pokorą ta ekscytacja gdy wygrywała, to było wręcz nie do opisania.
    Wyjęła z wnętrza kurtki Bandamę, którą zawiązała sobie wokół nosa i ust, po czym założyła kask. Wsiadając na motocykl, uśmiechnęła się nieznacznie pod materiałem chustki, który na sobie miała i zapaliła silnik. To charakterystyczne mruczenie dla silników Ninja było jak najpiękniejszy dźwięk, jaki mogła słyszeć.
    Skupiła się jednak wkrótce na wyjeździe z podziemnego parkingu i przemknęła przez cześć osiedla, by wydostać się poza jego bramy. Nie skupiała uwagi na apartamentowiec za sobą, w którym zaczęły palić się pierwsze światła. Ona skupiała się na drodze i myśleniem nad trasą, by jak najszybciej przedostać się na wyścigi i uniknąć korków. Lata życia w tym mieście pozwoliły jej bardziej go poznać, oczywiście nie znała go doskonale jednak na tyle, by wiedzieć, jak objechać najgorsze korki i to motocyklem, gorzej byłoby samochodem.
    Wjechała na jedną z licznych autostrad w mieście, mając nadzieje, że nie będzie tak zapchana, gdy zobaczyła pozornie spokojniejszy ruch, nieco ją to pokrzepiło, jednak i tak jechała w dal, próbując przypomnieć sobie gdzie najlepiej i najszybciej skręci.
    Potrzebowała ponad pół godziny, by dotrzeć w okolicy starego stadionu samochodowego, który od lat służył ich grupie do treningów. Wjechała przez jedną z otwartych bram i wkrótce nieopodal praktycznie całą grupę, zobaczyła kilka osób, które odwróciło się w jej stronę gdy tylko usłyszeli dźwięk jej silnika. Kątem oka dostrzegła siedzącego na trybunach Rocky’ego oraz Dereka z czego ten drugi podniósł się, będąc do tej pory, siedząc, opierając się dłońmi o swojego kolana.
    Zatrzymała się i oparła nogi o wierzch już bardzo poniszczonego asfaltu, gdy tylko sięgnęła po zapięcie kasku, momentalnie usłyszała zawołanie jednego z nich:
    — No nareszcie — odezwał się na powitanie Owen, schodząc po dwóch stopniach w dół. — Skoro już jesteśmy w komplecie to zanim przejdziemy do treningu mamy dla was informacji — skinął w stronę swojego przyjaciela i nie drugiego z liderów grupy.
    — O co chodzi? — spytała z zaciekawieniem Ellena.
    W milczeniu przeszła kilka kroków i stanęła obok jednej z koleżanek. Widziała, jak zerka na nią przelotnie, gdy obie momentalnie zwróciły się w stronę swoich nieoficjalnych liderów. Nadal pomimo lat wciąż uznawali Dereka czy Owena za nieformalnych przywódców owszem ich ekipa była zżyta stworzona z grupki pasjonatów oraz dwóch byłych już zawodowców i mimo że głośno tego nie mówili to, jednak wciąż traktowali tych praktycznie trzydziestoparolatków za liderów swojej grupy.
    — Nic strasznego — uspokoił ich jeden z nich.
    — Kolejne zawody? — odezwał się nagle Dragon, który milczał od dłuższy chwili.
    Derek momentalnie skinął głową na jego słowa, czym potwierdził jego słowa. Jeśli miała być szczera to odkąd, powróciła do wyścigów, nie uczestniczyła w żadnych wydarzeniach sportowych, nie tylko na wzgląd, że nie chcieli jej wysłać, bo miała dość długą przerwę z racji na to co się działo w jej życiu, ale nawet jeśli dostała, by taką propozycją zapewnię z niej, nie skorzystała, bo nie czuła się na siłach, by startować.
    Jeśli miała być szczera, to teraz zaczynało jej tego brakować. Na torze podczas treningów odbudowała swoją dawną formą, a podczas ostatnich spotkań kilkukrotnie pokonała Rocky’ego, który ostatnio miał swój najlepszy czas. Nie zamierzała się jednak wychylać tylko poczekać na decyzje obojga liderów, bo to oni o wszystkim decydują.
    — Pierwsze półfinały rozpoczynają się ósmego grudnia, więc macie ponad dwa miesiące na trening. Znacie zasady, wyłonimy z Derekiem tych najlepszych, którzy w ostatnich tygodniach dobrze spisując się na torze i to oni będą, wystawieni dlatego się starajcie — polecił.
    Ona z trudem pohamowała uśmiech, który cisnął się jej na usta. To była dla niej świetna okazja do tego, by móc udowodnić, że ostatnie tygodnie wręcz kilka miesięcy po powrocie nie obijała się i nic nie robiła. Miała okazje wystartować i powinna pokazać, że naprawdę się starała odbudować formę, owszem widzieli, że znowu jest coraz lepsza, ale na zawodach musiała być jeszcze lepsza.
    — W takim razie bierzmy się do pracy — powiedział Owen i zaklaskał w dłonie. — Na pierwszy rzut pani spóźnialskaoraz… — urwał, po czym spojrzał po każdym członku grupy. — Dragon, chcesz jej utrzeć nosa?
    — Nie podpuszczaj go, zaraz to ja go wgniotę w ziemie — powiedziała, wyzywająco słysząc słowa starszego mężczyzny.
    — Przekonamy się Fire, bo ostatnio coś cieniutko z tobą — prowokował ją jej partner rywalizacyjny.
    Ona nawet się nie odezwała, lecz nasunęła na głowę kask i podchodząc do swojego motocykla, zapięła go i wkrótce uruchomiła silnik, ustawiając się na linie startu. Nie potrzebowała długo na niego czekać, zjawił się tuż obok niej kilka sekund potem. Widziała, jak zerka na nią, gdy ona skupiła się na drodze. Czekali chwile aż Derek, dał znać do startu.
    W końcu ruszyli.   
     Zobaczyła, jak jej rywal momentalnie przyśpiesza, lecz ona celowo nie wyjechała jako pierwsza na drogę. Mknęła tuż za nim z uwagą, obserwując każdy jego ruch, każdy manewr, by mieć idealny moment do wejścia. Słyszała ryk silnika swojego motocykla, dźwięk, który dla niektórych mógł doprowadzać do szaleństwa dla niej, było muzyką dla uszu. Gdy skręciła na pierwszym zakręcie, widziała oddalającego się od niej coraz bardziej motocykl Dragona i wydawało się, że była na przegranej pozycji.
    Nic bardziej mylnego, gdy skręcił na czwartym zakręcie, ona znacząco przyśpieszyła, dodając gazu i wkrótce mknęła przez odległość, która dzieła ją z nim i dotarła do niego po paru sekundach i przejechała tuż obok. Przyśpieszyła jeszcze bardziej, wyprzedzając go znacząco i jechali tak przez dłuższą chwilę. W końcu nadeszło to ostatnie decydujące okrążenie, tutaj już była walka równoległa. Jechali praktycznie nie wiele siebie, wyprzedzając, jak ona była na prowadzeniu to, on przyśpieszał i na odwrót. Żaden z nich nie chciał odpuścić i chciał zwyciężyć.
    Gdy dostrzegli linie mety, na liczniku dostrzegła, zbliżające się słupek do stu siedemdziesięciu. Musiała go pokonać, ostatnia prosta oraz ostatnia szansa, szli w łeb w łeb, jednak gdy przekroczyli metę, nie była pewna, który z nich był pierwszy. Powoli zaczęli zwalniać, a chwile później dołączyli do ekipy, a Owen oznajmił:
    — Wygrywa Fire — powiedział co wywołało aplazł wśród damskiej części grupy. — Zwyciężyłaś, wyprzedzając go o kilka cali — zwrócił się do niej. — Trzeba było przyznać, że był to ciekawy wyścig. Wysłać was dwoje zawsze dostarczacie rozrywki — stwierdził.
    Uśmiechnęła się w dosyć prowokujący sposób do dawnego kochanka, który jedynie wystawił środkowy palec do niej. Nie czuła się jednak tym obrażona, bo już przywykli do swoich głupi zagrywek i nie stały się dla nich obraźliwe.
    Wkrótce tor został przejęty przez Ellena i Dereka a ona przysiadła na trybunach, obserwując ten wyścig, mimo że nosiło ją, by jechać w kolejnym. Musiała jednak pohamować swój temperament gdy usłyszała nagle dźwięk powiadomienia w telefonie. Zerknęła na niego i zobaczyła wiadomość od Mike. Otworzyła go, lecz prócz wiadomości dostrzegła zdjęcie przystrojonego salonu.
    — Chyba ktoś coś szykuje — stwierdził, nagle głos obok niej zauważając zdjęcie.
    — Przymknij się Dragon — odparła kąśliwie i pośpiesznie mu odpisała, że będzie za półtorej godziny, jak dobrze pójdzie.

    Była jednak świadoma, że trening może się delikatnie, mówiąc przedłużyć. Rzadkością były momenty, w których kończyli na czas lub przed czasem. Nie chodziło o sam fakt, że nie spoglądali na zegar, czym tracili poczucie czasu, jednak przeważnie było tak, że nie potrafili skończyć, się ścigać. Byli grupą, która była ze sobą tak dobrze zgrana, że zawsze jeden rzucał wyzwanie drugiemu i zamiast skończyć o wyznaczonej godzinie, to ich ćwiczenia się przedłużały.
    Chociaż pokusa szybszego zjechania z treningu była kusząca gdy tylko przypomniała sobie zdjęcie, które podesłał jej Mike z wyraźną sugestią wspólnego wieczoru, to nie umiała zrezygnować z wyścigu, w którym miała zmierzyć się z Dragonem.
    Gdy tylko przekroczyła linię mety, zwolniła na tyle, by bezpiecznie się zatrzymać. Gdy silnik zaczął, zwalniać zatrzymała się niemal w tym samym momencie, co jej partner od treningu. Spoglądała, jak zdejmuje kask, a na swoich ustach trzymał ciemną bandamę, którą jednym płynnym ruchem zdjął.
    — Muszę przyznać, że powraca ci forma — pochwalił ją. — Czuje, że zaraz będzie cię trudno pokonać — stwierdził wprost.
    Nie było łatwe powrócenie do dawnej formy. Praktycznie na motor nie wsiadała od momentu tamtego wypadku i tutaj wpływ nie miała trauma, a raczej wydarzenia, które rozegrały się w jej życiu i to było głównym czynnikiem. Musiała przyznać, że szczerze jej tego brakowało, gdy po raz pierwszy powróciła do ekipy po długiej przerwie, byli zdumieni jej widokiem, oczywiście nie znali całej prawdy czemu, tak długo jej nie było, lecz przyjęli ją bez żadnego problemu. W końcu była jedną z nich.
    — Aż miło wrócić do momentu, gdzie potrafiłam ci skopać tyłek — wytknęła mu z delikatnym błyskiem w oku.
    W jej najlepszych momentach była praktycznie nie do zdarcia. Wtedy miesiąca a wręcz lata treningu, nie poszły na marne. Będąc, tak bardzo skupią na jazdach, poświęciła się, by być jak najlepszą wersja siebie, nie pokonywać innych, lecz stawać się lepsza wobec siebie. Naturalnie przyszło, że coraz więcej zaczęła wyścigów czy zawodów wygrywać. Zdarzało się jej jak każdemu mieć słabsze momenty i z pokorą potrafiła przyznać, że nie był to jej czas i moment, a także potrafiła pochylić głowę przed zwycięstwem przeciwnika.
    — Jeszcze zobaczymy Fire — powiedział, nachylając się na masce swojego motocykla i spoglądając na niego.
    — Chętnie bym ci ten uśmieszek zmazała z twarzy, ale mam dużo ważniejsze sprawy na głowie — przyznała, po czym założyła na głowę kask.
    — Facet wzywa, a raczej…
    — Dragon — wcięła mu się w zdanie, lecz dało się wyczuć śmiech w jej głosie. — Proszę, pozostaw sprawy pomiędzy mną a nim, nam, tak jak pozostawiłam pewną rzecz pomiędzy nami — mrugnęła sugestywne.
    Prawdą było to, że praktycznie nikt z ekipy nie był świadomy ich romansu. Ukrywali to praktyczne przed każdymi, bo nie uważali, by to była sprawa dla innych. Traktowali tę relację jako czysto przyjaciele z korzyściami i nic więcej.
    Gdy po raz kolejny nachyliła się do kierownicy, odpaliła silnik motocyklu, którytak cudownie zamruczał. Nie potrafiła pozostać obojętnym temu, że nadal miała ogromną słabość do Kawasaki. Pierwszy wybór w jej życiu, który okazał się być jak najbardziej trafny i teraz w życiu nie zamieniłaby go na żaden inny. Kochała tę smukłą sylwetkę tego motocykla, który był dla niej odpowiedni, a chyba co pasjonaci motocykli najbardziej uwielbiali to dźwięk silnika, który potrafił ogłuszyć, lecz z tym umieli sobie poradzić jak częściowo zawodowi kierowcy.
    Pomachała ekipie na pożegnanie, a jej dłoń skrywała skóra rękawiczki, gdy pojechała do pobliska wyjścia i przejechała przez wejście, docierając na boczną drogę, która wiodła do areny i przy blasku zapalonych ulicznych latarni wjechała na jedną, z głównych ulic znacząco zwalniając.
    Nigdy na drogach publicznych nie przekroczyła prędkości, robiła to tylko na wyznaczonych strefach, a gdy miała za sobą pamięć o wypadku, który de facto mógł mocno znad szparnąć jej zaufanie do motocykli wolała być ostrożna. Teraz po latach gdy znała prawdę o nim, potrafiła sobie z tym poradzić i szczerze nie dziwiło ją to, że to był sabotaż.
    Otrząsnęła się jednak, z tych przemyśleć nie chcąc do nich powracać i gnała w stronę domu.
    W końcu dotarła na osiedle, mimo że miała wrażenie, że droga jej się niesamowicie dłuższy. Gdy wjeżdżałado podziemnego garażu, zaparkowała na swoim zwyczajnym miejscu. Zsiadając z motocykla, pewnym krokiem powędrowała w stronę wind, ówcześnie zdejmując kask, który zabrała wraz z sobą.
    Gdy tylko stanęła w windzie, spojrzała na swoje lustrzane odbicie i uśmiechnęła się delikatnie, wybierając numer ostatniego piętra. Mogła oczywiście do niego przyjść od razu, jednak chciała się nieco odświeżyć i zadbać o futrzaki, zanim pójdzie się z nim spotkać.
    Wchodząc oczywiście, powitała ją najmilsze przywitanie w postaci jej ukochanej psinki, która zaczęła szczęśliwa szczekać na jej widok i merdać ogonem.
    — Cześć misia — powitała ją, kucając przy niej i głaszcząc.
    Wykorzystała to niemal od razu i rzuciła się jej na ręce, niemal od razu poczuła, jak koło jej łydek ociera się pewna biała kulka sierści. Oczywiście Walter stał z daleka i miauczał na jej widok.
    — Tak zaniedbałam trójkę głodomorów — zaśmiała się. — Zaraz coś dostaniecie — zapewniła ich.
    Chwile póżniej gdy odkładała miski z karmą dla kotków, usłyszała dzwonek swojego telefonu, który trzymała w kieszeni. Chwyciła go i spojrzała przelotnie na ekran, gdzie zobaczyła imię swojego ukochanego. Uśmiechnęła się ciepło i nie potrzebowała się domyślać, o co dzwoni. Odebrała niemal od razu.
    — Tak kotku, wróciła, ale muszę się odświeżyć, daj mi pół godziny — powiedziała, nawet nie pozwalając mu dojść do słowa.
    — Już myślałam, że zapomniałaś o naszej randce.
    — Nie, nie zapomniałam, trening nam się przedłużył, a nie zostawię kotów bez jedzenia oraz Junki — powiedziała, wspinając się po schodach na górę. — Będę za pół godziny — obiecała.
    — Dobra, bo już się martwiłem.
    Rozłączyła się chwile później, gdy weszła do sypialni. Opuściła ją dokładnie pół godziny później, ubrana w jakąś zwiewną sukienkę oraz lekkim makijażem. Na jej ramionach dało się dostrzec nie tylko fakt, że skóra wyglądała jak nowa, lecz fakt, że zaczęły pojawiać się na nowo tatuaże. Prócz jednego, który zdołał ocalać. Jeden, który skrywał się w zewnętrznej części ręki, który ukazywał wilka oraz dwójkę motocyklistów wraz z miniaturowymi motocyklistami. Data, która była pod nimi jednak została zniszczona i nie dało się dostrzec całego wizerunku tak dokładnego jak przed paroma laty.
    Gdy miała wychodzić z domu, nagle tuż przy niej pojawiła się Junka, która podniosła łapki na jej nogach i zaczęła wpatrywać się w nią swoimi ciemnymi oczkami i zaczęła cicho skomleć. Jakby przeciwdziała to, że wybiera się Mike’a. Patrzyła na nią takim spojrzeniem, które wręcz prosiło, by ją zabrała ze sobą. Nie mogła odmówić temu spojrzeniu i pochyliła się i powiedziała:
    — No dobrze zabiorę cię do Jaya — odezwała się, biorąc ją w ramiona.
    Gdy była pewna, że dwójce futrzaków nic nie jest, a raczej nie było, patrząc, że oboje wyłożyli się na drapaku i poszli spać, wyszła z mieszkania i ponownie podeszłado windy gdzie wybrała numer jednego z niższych piętr. Kilka sekund później stała przed drzwiami apartamentu Mike.
    Zastukała głośno w drewno i nie musiała czekać nawet długo gdy usłyszała po drugiej stronie kroki a chwile potem szczęk zamka. Wkrótce na progu drzwi stanął Mike wraz z Jayem u jego stóp. Momentalnie uśmiechnął się na jego widok, gdy tylko zestawiła Junkę na podłogę a ta pobiegła wraz z huskym w głąb pomieszczenia.
    — Wyglądasz cudownie — odezwał się z delikatnym uśmiechem, a ona zobaczyła delikatny rumienic na jego twarzy.
    — Nic nadzwyczajnego, ale dziękuje.
    Weszła do środka gdy dłonią zachęcił ją do wejścia. Gdy tylko przekroczyła próg, dostrzegła, że w mieszkaniu panował przyjemny pół mrok, a ona zaczęła widzieć coraz bardziej delikatne światełka, które delikatnie migotały. Zrobiła tylko kilka kroków, by odwrócił się w stronę Michaela, który powiedział niemo, by weszła głębiej.
    W końcu weszła do salonu i stanęła w progu i ją się zamrowiło. Salon wyglądał, jakby był wyjęty z jakieś zdjęcia. Wszędzie paliły się świece oraz towarzyszyło delikatne przyjemne światło, a jej uwaga najbardziej skupiła się na kanapie, przy którym stała gitara akustyczna a na stoliku dwa kieliszki oraz wino.
    — Przygotowałam coś specjalnie dla ciebie — przyznał, obejmując ją od tyłu i prowadząc do salonu. — Chociaż dobrze wiesz, że nie przepadam za tym jak śpiewam to jednak znam twoją słabość i zrobię coś specjalnie dla ciebie.
    Spojrzała na niego, a jej oczy delikatnie się zabłyszczały z radości.
    — Czekaj, czyli w końcu doczekam się, że zaśpiewasz — zapytała, z ekscytują.
    Nie rozumiała naprawdę Michaela. Może i ona nie była obiektywna, bo miała ogromną słabość do jego śpiewu, jednak nie dało się nie uwzględnić tego, że jego wokal w ostatnim czasie przeszedł naprawdę ogromną zmianę.
    — I zepsułaśniespodziankę — powiedział ze smiechem gdy usiedli na kanapie.
    — Przepraszam.
    — I tak już o tym wiesz — przyznał ze śmiechem.