Czuł przyjemne ciepło które otuliło jego twarz, delikatny łaskotanie sprawiło, że zamruczał cicho pod nosem, z niechęcią pragnąc powrócić do rzeczywistości, w której tkwił. Było mu tak dobrze gdy tkwił w głębi własnego umysłu, śniąc w świecie, który mógł wytworzyć i mimo że jego życie ostatnimi czasy zaczęło się układać, to nie sprawiło, że lęki, które w nim siedziały, magicznie zniknęły.
Starał się ponownie oddać tej rozkoszy, powrócenie do świata sennych marzeń, lecz im bardziej próbował, tym bardziej był coraz bardziej świadom, a sen odchodził. Nie mógł jednak ukryć, że mimo początkowej niechęci gdy tylko jego umysł się rozjaśnił, poczuł dziwną przyjemność. Przez lekko stłumiony umysł było trudne do zrozumienia, czemu czuł aż tak dziwną błogość oraz spokój, które nie czuł od naprawdę dawna.
Poczucie czyjeś bliskości było zarazem tak bliskie, a jednocześnie odległe, lecz ta jedna myśl sprawiła, że drgnął lekko przestraszony gdy zdał sobie sprawę, co się dzieje. Otworzył oczy, a z tyłu głowy zaczęły momentalnie napływać najmroczniejsze myśli, lecz gdy tylko je uchylił i zobaczył widok śpiącej przy niej młodej kobiety, którą bez trudu rozpoznał, pomimo że część jej twarzy była skryta pod pasmami jej długich włosów, to ten uśmiech potrafił rozpoznać wszędzie.
Momentalnie powrócił do niego spokój, a on odetchnął z ulgą, dopiero wtedy poczuł, jak śpi przytulona do niego, jego ramię nieco zdrętwiało, tylko dlatego, że przez całą noc, a raczej znaczną większość miała ją opartą o niego, a on nawet na moment jej nie drgną.
Nie zamierzał jednak przejmować się takimi błahostkami, lecz skupić się całkowicie na niej. Uwielbiam momenty, w które mógł spoglądać na nią podczas snu. Nie ukrywał, przez ostatnie lata tego widoku mu najbardziej brakowało, patrzenie na spokój jej twarzy i delikatny uśmiech, który się na nich błąkał.
Właściwie był to jeden z tych niewielu a właściwie jeden z pierwszych poranków podczas ostatnich lat a co ważne gdy był z kimś związany, gdy nie budził się w momencie gdy jego partnerka znowu wpadała w szał, krzyczała czy co gorsze… robiła coś dużo gorszego.
Widok jej szaleństwa gdy bez żadnego pohamowania go biła, był czymś, co nigdy nie zdoła wymazać ze swoich wspomnień. Kłamstwem mógł uznać fakt, że przez jakiś czas było spokojnie nic z tych rzeczy, ponieważ on nie był świadomy tego, że ona przygotowała odpowiednio grunt. Prawdą było to, że naprawdę szczęśliwy czuł, się będąc właśnie z nią, tą samą dziewczyną, która przed laty skradła mu serce.
Otrząsnął się jednak z tych przygnębiających myśli. Nie chciał powracać do tamtych lat w momencie gdy w końcu czuł się naprawdę szczęśliwy a co najważniejsze spełniony i to cholernie.
Nazywał się wprost szczęściarzem, że po tym co się wydarzyło, ona zdecydowała się znowu z nim związać. Było to zadziwiające, że po tamtej sytuacji oraz konfliktach, które ich podzieliły, znowu się zakochali. Wszystko jednak przyszło w pełni naturalne jak przed laty gdy zakochał się w tamtej osiemnastolatce. Nieco skrytą, ale pełną ambicji pasji oraz szaleństwa — nie mógł tego jej odebrać.
Była osobą z temperamentem i poczuciem ryzyka w życiu i to chyba go w niej ujęło. Owszem nie przeczy, potem próbował sprawić, by się uspokoiła, lecz nie mógł tego zrobić, wkrótce sam zrozumiał, że to część jej osobowości i jeśli zabroni jej próbowania czegoś, co dla niego było ekstremalne, zniszczy część jej samej.
Sama wprost nazywała się wariatką, leczw bardzo pozytywnym kontekście. Była ryzykantką, lecz to była cecha wspólna, którą dzieliła wraz ze starszym bratem. Oboje kochali poczuć ten wyskok adrenaliny, nie umieli usiedzieć długo spokojnie. Kochali się sprawdzać i sprostać wyzwaną, które im narzucano.
I chyba to w niej było najlepsze, że jeśli ktoś spotka ją za pierwszy razem, pomyśli o niej jako dziewczynie, kochają ekstremalne wyzwania, a zarazem potrafiła, odnaleźć spokój tworząc kolejne malunki na płótnie. Łączyła w sobie dwie skrajności, artystycznego ducha oraz dziewczyna szukającą niebezpiecznych niespodzianek.
Leżał tak przez dłuższą chwilę, wpatrując się w śpiące oblicze i naprawdę nie chciał przerywać tego momentu. Przekonał się już wcześniej, że mimo ich rozstania nadal jedna rzecz się nie zmieniła w niej.
Nie znosiła gdy się ją wcześniej budziło. Ona musiała przebudzić się sama.
Na moment oderwał wzrok od niej i spojrzał przez ogromne okna swojego mieszkania. Mimo że widok nie był aż tak spektakularny jak ten z najwyższego piętra i tak potrafił być ujmujący na swój charakterystyczny sposób. Spoglądał przez moment na niego, lecz ciche dźwięk powiadomienia sprawił, że spojrzał na szafkę, nocą gdzie elektroniczny zegar zaczął wskazywać dokładnie dziewiątą rano, a on cicho westchnął, rozkoszując się spokojem i wspomnieniami ostatniej nocy.
Wieczoru, któryzakończył się dość nieoczekiwanie, na samą myśl delikatny uśmiech błąkał się po jego ustach. Momentalnie poczuł, jak ktoś porusza się na jego ramienia. Wystarczył moment, by dostrzec, jak Julia odwraca się plecami do niego i chwyta kołdrę, którą się nakryła i zamruczała pod nosem.
— Jeszcze pięć minut — dało się słyszeć jej cichy głos, markotny i bardzo zachrypnięty, a ona jeszcze mocniej podciągnęła narzutkę na głowę.
— Czyli klasycznie, dajcie mi jeszcze godzinę — odezwał się cicho, delikatnie ją parodiując, a raczej jej słabość do długiego spania.
— Daj mi spać — wyjęczała. — Przez twoje gierki, poszliśmy spać o trzeciej nad ranem — mruknęła i na moment odsunęła narzutkę z twarzy i spojrzała na ten sam zegar co on przed momentem i dodała: — Ja spałam tylko sześć godzin! To zbrodnia mnie budzić — jęczała.
— Ale to ty sama się obudziłaś — wtrącił się rozbawiony. — Jakoś jeszcze trzy lata temu nie miałaś z tym problemu gdy musiałaś wstać na zajęcia. Wtedy miałaś motywacje teraz się…
— Tylko nie mów, że się rozlewni łam — rzuciła oschle. — Wczoraj skończyłam dwa ważne projekty dla klientów, miałam wymagający trening, do którego się przyłożyłam, bo liczę, że w końcu będę mogła wrócić do zawodów — powiedziała, mówiąc o swoim dość intensywnym dniu.
— Zawody — zapytał cicho i objął ją od tyłu, przytulając się jeszcze bardziej. — Czy to oznacza, że będę cię częściej widział w skórze — zamruczał jej cicho do ucha.
Mógł się oszukiwać, lecz nie miało to najmniejszego sensu. Nadal miał ogromną słabość do niej ubraną w czerń i skórę. Odkąd tylko ją pierwszy raz zobaczył, było to moment jego osobistej słabości. Widok opiętych ubrań na jej ciele było czymś, co pobudzało jego zmysły, a on jeszcze bardziej ją pożądał. Było to jego słabością i największą miłością poza widokiem jej zupełnie nagiej zupełnie jak teraz gdy leżała przy nim pozbawiona jakichkolwiek ubrań i mimo że dostrzegał blizny, które okrywały jej ciało, on również nie był ich pozbawiony nadal była dla niego cholernie atrakcyjna i chyba nigdy nie przestanie na nią tak spoglądać.
— Wczoraj w niej byłam — przyznała.
— I czemu w niej nie przyszłaś — spytał z lekką pretensją w głosie. — Znasz mnie i wiesz, jak ja uwielbiam ten widok.
— Tłumaczyłam ci wczoraj dlaczego — przypomniała mu, odwracając się w jego ramionach.
Zdawała sobie sprawę, że już nie zaśnie. Nie tylko dlatego, że się przebudziła, ale dlatego, że ktoś zdecydował się rozgadać z rana. Spojrzała na niego z boku i mimo jej marudzenia na jej ustach nadal błąkał się lekki uśmieszek, który nie chciał zejść. Nie wystraszyła się ani nie zlęknęła w momencie gdy zdała sobie sprawę, że nic na sobie nie ma.
Ostatnie lata terapii i to intensywnej oraz leków psychiatrycznych, które brała tuż po wyjściu ze szpitala i w pierwszych miesiącach rekonwalescencji, mimo że nie pozbyła się złych wspomnień, umiała sobie, że znacząc częścią traumy przepracować i nauczyć się technik radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. Prócz jednej rzeczy i chyba tego nigdy nie wypleni.
Kiedyś nie było dla niego problemu z zaśnięciem w ciemności, teraz miała z tym ogromną trudność.
Nie chciała jednak rozpamiętywać się na ten temat i skupiła się na Mike który był nieco nad nią pochylony i uśmiechał się delikatnie.
— Zabrałaś mi tak cudowny widok — zaczął narzekać.
— Jakoś wczoraj nie miałeś z tym problemu gdy dosłownie pozbyłeś się ze mnie sukienki w trybie natychmiastowym — przypomniała mu.
Zobaczyła, jak w tej samej chwili na jego policzkach pojawia się czerwony szkarłatny rumieniec, a ona odruchowo wyjęła dłoń spod kołdry i przyłożyła ją do jego twarzy i delikatnie pogładziła. Jeśli on miał słabość do niej w skórze, ona wprost uwielbiała ten widok. Ujrzenie u mężczyzny rumieńca na twarzy było niezwykle rzadkie szczególnie u niego, a ona uważała to za wprost tak czarujące, że nie mogła się oprzeć.
— Mówiłam ci, że wyglądasz cudownie, jak się rumienisz — powiedziała nagle, przerywając cisze, która pomiędzy nimi zapanowała.
Czerwień nabrała jeszcze bardziej intensywnego koloru podczas gdy to mówiła. Widziała, jak próbuje odwrócić twarz, by ukryć to przed nią, lecz ona nie zamierzała mu na to pozwolić. Uchwyciła go za brodę i zwróciła w swoim kierunku i przyciągnęła bliżej oraz namiętnie pocałowała.
Odwzajemniłgo niemal, od razu go pogłębił. Tkwili tak przez moment w namiętności tego pocałunku, lecz nim fantazja poniosła, ich bardziej przerwała go nagle i odsunęła. Słyszała jego pomruk niezadowolenia, na co się roześmiała, po czym zwróciła do niego:
— Wiem, co ci po głowie chodzi, ale nie tym razem — dała mu delikatnego pstryczka w noc.
— Dlaczego — spytał zawiedziony. — Mamy czas, jest sobota, mamy wolne — marudził.
— Pragnę ci przypomnieć, że mamy również obowiązki jako właściciele zwierzaków. Chętnie bym dłużej została i pewnie to zrobię, bo skuszę się na śniadanko od swojego chłopaka — wyszczerzyła do niego ząbki. — Muszę jednak wyjść przynajmniej za godzinę.
— Trudno nie przyznać ci racji — westchnął cicho i odsunął się od niej.
— Bywają sprawy ważne i ważniejsze — przypomniała mu.
Podniosła się, siadając na łóżku, nawet nie kwapiła się tym, że kołdra spadła na jej nogi, lecz gdy tylko dostrzegła, jak on się podnosi, odwrócił się przez ramię, a jego oczy zabłysnęły tym znajomym iskierkami, które tak kojarzyła. Czując, jednak co chodzi mu po głowie, delikatnie pokręciła głową, na co jęknął niezadowolony, ubierając porzucone wczorajszego wieczoru bokserki.
— Jesteś niesprawiedliwa.
— Chyba wrócił ten pytony kocurek, który uwielbiał się bawić — rzuciła.
Była to jedynie parafraza słów i ich wcześniejszych lat. Mike wprost uwielbiał się z nią bawić i mimo że to był ich pierwszy, raz po dłuższej przerwie to miała wrażenie, że jego natura z tamtych lat powraca.
Nic nie odpowiedział na jej uwagę, lecz w głębi ducha, mimo że chciał się z nią zgodzić, to zdawał sobie sprawę, że nie było to co kiedyś. Nie mógł jednak narzekać, ponieważ i tak zrobił, a właściwie oboje toczyli duży krok w przód. Patrząc na wcześniejsze wydarzenia, z ich życia to wspólnie się zmienili.
— Co sobie życzysz skarbie na śniadanie? — zagadnął gdy ona sięgała po jego porzuconą koszulkę.
— Tak szczerze nie mam specjalnego zamówienia — stwierdziła wprost. — Wszystko, co robisz, wychodzi ci smakowicie — pochwaliła go.
— Czyli mam się wykazać samodzielnie — stwierdził.
Pochylił się i nim wyszedł, skradł jej drobnego całusa. Patrzyła, jak wychodzi z sypialni i gdy tylko to zrobił, pozostawił lekko uchylone drzwi. Wykorzystała moment i naciągnęła na siebie przynajmniej jego koszulkę a chwile później usłyszała szczekanie dobiegające z korytarza a chwile później do pokoju wpadła Junka oraz Jay, którzy wskoczyli na łóżku.
— Dzień dobry takie miłe powitanie — uśmiechnęła się ciepło do piesków, które delikatnie zaczęła głaskać.
Widziała, jak momentalnie są tym wprost zachwycone. Siedziała tak z nimi, przez dłuższy moment a ich spokój nie mogło nic zakłócić. Oczywiście do czasu, gdy niespodziewanie rozbrzmiał dzwonek telefonu. Drgnęła lekko przestraszona, spodziewając się, że to jej, lecz po krótkiej chwili niemal od razu rozumiała, że to telefon Michaela.
Nie zdążyła w żaden sposób zareagować gdy usłyszała z głębi mieszkania krzyk:
— Odbierz, to pewnie któryś z chłopaków — zawołał.
Sięgnęła po jego telefon i nie musiała się przyglądać zbytnio długo by dostrzec na ekranie pojawiające się imię Brada. Zawahała się przez dłuższy moment nad zieloną słuchawką. Nie rozmawiała z nim ani pozostałymi od wielu miesięcy jak nie od kilku lat i od razu zrozumiała, że raczej nie wypada odbierać tego telefonu. Mimo zezwolenia wolała chyba się nie konfrontować z gitarzystą.
Poderwała się z łóżka czym niezadowoloną dwójkę futrzaków, lecz one od razu pobiegły za nią, licząc na to, że dostaną coś do jedzenia. Powędrowała w stronę kuchni, gdzie Mike coś zaczął pichcić. Podeszła do niego i wyciągnęła telefon w jego kierunku, mówiąc:
— Lepiej, żebyś ty to odebrał — powiedziała wprost.
Widziała, jak przez moment spogląda zaskoczony na nią, lecz nawet tego nie skomentował i wziął go od niej i odebrał po chyba już szóstym sygnale. Przykładając telefon do ucha, odwrócił się w stronę kuchni, podczas gdy ona pozwoliła sobie trochę porządzić po jego szafkach.
Wyjęła dodatkową miseczkę dla Junki i znalazła w szafce karmę, którą miał na wszelki wypadek dla niej czy kociaków i zaczęła im stroić jedzenie.
— Wspomniał o wywiadzie w środku… — słyszała głos ukochanego gdy ona była zajęta nakładaniem karmy. — Tak mamy we trójkę tam być — tłumaczył.
Ona popadła w lekką zadumę. Nie ukrywała konflikt, który miała, wraz z Chesterem zażegnała jakiś czas temu. Oczywiście ich reakcja nie wybuchła tak od razu i nie darzyła go już taką ufnością jak dawniej, jednak zaczęli ją odbudowywać, co niewątpliwie było dla nich obojga zaskakujące.
Nie ukrywała, żeod jakiegoś czasu również zastanawiała się nad resztą zespołu. Owszem oni również nie zachowali się w porządku i tego nigdy im nie przebaczy ani nie wybaczy, jednak coraz częściej zastanawiała się, czy jest sens dalej zachowywać się tak jak do tej pory i zwyczajnie nie dać im tak jak Mike czy Chesterowi drugiej szansy.
Od dłuższej chwili tkwiła w swoich przemyśleniach i nie dostrzegła, momentu gdzie Mike zakończył rozmowę. Zaskoczony jej milczeniem, zerknąl w jej kierunku, gdy jak niczym w transie odlożyła miski z karmą dopiero wtedy się podnosząc.
— Julio? — zapytał nagle.
Zwróciła się do niego nieco nieobecnym spojrzeniem i zerknęła na niego.
— Tak?
— Dzieje się coś? — dopytywał zmartwiony.
Ona przysiadła na pobliskim krześle i oparła się dłońmi na blacie wyspy, przy której usiadła i delikatnie zwiesiła głowę z cichym westchnieniem.
Problem zasadniczo był, a raczejgo nie było, ponieważ dopiero po czasie doszło do niej, że wystarczyła jedynie rozmowa, by załatwić pewne sprawy. Wystarczyła szczera rozmowa, a nie lata braku odezwał, lecz w momencie gdy czuła się urząd oraz zgorzkniała to nie miało znaczenie.
Emocje przejęłynad nią górę i nie myślała nad tym racjonalnie, ale teraz gdy już była na dobrej drodze z Chesterem z nim od praktycznie ponad roku była w bardzo dobrych stosunkach, czy miało sens dalej się gniewać na zespół? To pytanie nękało ją od dłuższego czasu i nie wiedziała, co z tym zrobić.
— Właściwie to tak — przyznała, nie gryząc się w język.
Nie było sensu ukrywania przed nim tego, bo właściwie znał powód przeciągającego się milczenia z jej strony w stosunku do jego kolegów z kapeli. Ta sprawa, nie była mu zupełnie obca. Dlatego oszukiwanie go nie miało najmniejszego sensu.
— Chodzi o chłopaków prawda?
Poderwała głowę zaskoczona jego bezpośredniością, jednak nie powinno ją to dziwić. On od dłuższego czasu mówił, żeby z nimi porozmawiała, bo zupełnie tak jak Chester, szczerze żałują tego jak ją potraktowali, lecz ona nie miała na to najmniejszej chęci.
— Tak — przyznała szczerze. — Odkąd się pogodziłam z Chesterem, myślę nad tą sprawą — dodała. — Nie ukrywam nadal do niego i ich mam ogromny żal, ale czy nie przyszła pora by w końcu skończyć z tym. Przyznam, nęka mnie to i nie wiem, co zrobić.
— Znasz moje zdanie Julio — odezwał się nagle poważnym tonem. — Nikt nie zachował się z nich i mnie wobec ciebie dobrze, przyznaje każdy z nas, zawinił w mniejszym czy większym stopniu. Nie mamy prawa się usprawiedliwiać, bo byliśmy dorosłymi ludźmi i zamiast myśleć racjonalnie, pokierowaliśmy się emocjami oraz wpływem… Jej — urwał na moment, nie będąc w stanie wypowiedzieć jej imienia. — Mogę ci jedynie powiedzieć, że oni czekają na to, aż się do nich odezwiesz, nie zrobią, wiele skoro ich zablokowałaś — stwierdził.
— Fakt, zrobiłam to, by mieć spokój — powiedziała, nie kryjąc się ze swoimi motywacjami. — Nie wiem, może czas z tym skończyć? — zastanawiała się na głos.
— Ja na ciebie nie naciskam, ale uważam, że powinnaś z nimi pomówić. Oni na to czekają — zapewniał ją.
Ona popatrzyła na niego przez krótki moment, po czym podniosła się i podeszła do salonu, gdzie pozostawiła wczoraj swój telefon. Wracając do niego, weszła w jedną z aplikacji i odnalazła w kontaktach numer do Brada, który był najbardziej bliski i wchodząc w ustawienia, odnalazła przycisk ‘Odblokuj’. Przycisnęła go, po czym nawet się nie wahając, napisała do niego wiadomość:
Tutaj Julia.
Pisze, bo chce się z wami spotkać. Proszę, daj mi znać, kiedy macie możliwość się ze mną zobaczyć, ty Dave, Joe i Rob.
Julia.
Nie czekałanawet zbytnio długo na odpowiedzieć która przyszła niemal po minucie:
Cieszę się, że w końcu się odezwałaś.
Dam ci znać w przeciągu kilku minut czy uda się nam to załatwić w przeciągu paru dni.
Brad.
— Czyżby wracamy do normalności — zaśmiał się Mike gdy tylko to zobaczył.
Ona delikatnie skinęła głową w momencie gdy przyszła do niej kolejna wiadomość od przyjaciela.
No comments:
Post a Comment