— Jak zwykle spóźniona— wymruczała cicho do siebie, gdy w pośpiechu przeszła przez całą sypialnię, kończąc pleść włosy w grubego warkocza. — Na studiach się tak nie spóźniałam jak teraz — mruczała do siebie.
W ostatnich dniach miała dość napiętych grafik, jeżeli uważała, że studia dosłownie zabierały jej dzień po dniu, to musiała przyznać, że ostatnie tygodnie były dla niej szczególnie intensywne. Zaledwie przed paroma dniami wróciła z Nowego Jorku, gdzie była umówiona na wizytę kontrolą z plastykiem, który od roku się nią opiekował i starał się doprowadzić jej skórę do względnej normalności.
Wydawać się mogło na pierwszy rzut oka, że wszystko było w porządku, praktycznie nie ukrywała się już za plastrami czy bandażami, a jej skóra w większości wyglądała, jakby nic się nie zmieniło. Jakby nie zmagała się z licznymi oparzeniami, które w większej części zniszczyło jej ciało. Była jednak to zasługa lekarza oraz samego faktu, że skóra zaczęła się przyjmować w tych najbardziej widocznych miejscach, jednak było kilka miejsc szczególnie wewnątrz ud czy nóg, że tkanki się nie przyjęły.
Była zapewniana, że może to potrwać nieco dłużej, jednak widziała, że może być z tym problem, jej głównym miejscami, gdzie jednak wciąż widziała tą pomarszczona skórę, to był cały lewy bok jej ciała, wnętrze ud i jedna z łydek. Nie wyglądało to aż tak tragicznie jak na początku, jednak już miała plan co zrobić, by zakryć te brzydkie swady skóry.
Mogła je zakryć i to skutecznie, a że kochała wprost tatuaże, to mogła połączyć to właśnie z zamaskowaniem tych miejsc. Już pracowała z tatuażystą, który podejmował się takich wyzwań tworzenia wizerunków na bliznach, czy innych deformacjach skórnych, czy cielesnych, że coś stworzą w tych miejscach, by skutecznie wtopić je w wizerunki, nad którymi powoli myśleli.
Wygodną dla niej było to, że od lat się tatuowała i na jej ciele już widniało kilka wizerunków, cześć ich znika, przez pryzmat oparzeń chemicznych jednak ona nie zamierzała zostawić ich tak po prostu tych miejsc wolnych. Lubiła nosić te kolorowe, wizerunki na sobie śmiano się wcześniej, że złapała bakcyla do tatuowania po bracie. I częściowo było to prawdą, bo od zawsze podobali się jej ludzie, którzy się tatuowali i sama pragnęła jako nastolatka coś mieć, jednak nie zrobiła, póki nie była tego pewna.
Idąc do garderoby, wręcz w biegu zakładała buta, przeklinając cicho pod nosem, słysząc w oddali powiadomienie z telefonu. Spodziewała się, że to ktoś z ekipy domaga się wyjaśnień, czemu jeszcze jej nie ma, bo obiecała, że się pojawi. W końcu gdy w końcu zdołała się z tym uporać, podeszła do szafki i sięgnęła ku niej, by spojrzeć na ekran, gdzie dostrzegła wiadomość od dawnego kochanka:
Fire ile jeszcze mamy na ciebie czekać?
Przyjedziesz dziś?
Dragon
Pośpiesznie mu odpisała i nawet nie zdążyła odłożyć telefonu gdy na ekranie zobaczyła wiadomość od Mike’a:
Będę wolna za dwie może trzy godziny.
Julia
Odkładając telefon na szafkę, tylko na moment widziała, jak kilka sekund później dochodzi do niej wiadomość od ukochanego:
Trening? Jeśli tak, to się przyjedz tuż po nim.
Mike
Uśmiechnęła się nieznacznie, czytając tę wiadomość, po czym ponownie pobiegła do garderoby i chwyciła jedną z kurtek i założyła na siebie. Szybko wybiegła z pokoju, zabierając jedynie telefon. Zbiegła na dół i rozejrzała się ostatni raz, upewniając się, że wszystko ma i co ważne zwierzaki są na swoich miejscach. Widząc, że nawet nie ruszyły się z kanapy, która oblegały od dobrej godziny, pobiegła do drzwi, licząc, że zdoła pojawić jak najszybciej, a na mieście nie będzie korków.
Nie liczyła na to, że obejdzie się, jednak bez problemów szczególnie w piątkowy wieczór na pewno będą ulice zapchane. Z cichym westchnieniem opuściła mieszkanie, po czym podeszła do windy i przywołała ją jednym kliknięciem.
Zdecydowanie od kilku dni żyła pod pewną presją, nie dość, że miała ten wyjazd, to musiała skończyć obraz, dla której klientki musiała wysłać go właśnie dziś, a z racji, że nie było jej przez parę dni, musiała nieco nadrobić pracy. Może to był taki okres, w którym wiele spraw się jej nagromadziło, jednak gdy sobie pomyśli, że jeszcze przed dwoma laty chodziła na uczelnie i musiała pamiętać o kilku godzinach, wykładach pracach na warsztatach i zajęciach zastanawia się jak to możliwe, że ona to wszystko dała radę spiąć, teraz żyje w poczuciu, że nie panuje nad własnym życiem.
Kiedyś była tak zorganizowaną osobą a ostatnie tygodnie totalny nie ogar. Musiała nad tym posiedzieć, bo musiała wrócić do swojego planowania, które zaniedbała. Potrząsnęła głową, po czym wyszła na parking i szybkim krokiem podeszła do swojego ukochanego motocykla.
Nie dało się ukryć ostatnie dwa lata bez motoru czy wyścigów były dla niej tak koszmarnie złe. Tęskniła za tym powiewem wiatru, który wdzierał się pod kask motocyklu i Bandamę kiedy miała ją założoną. Pozwolenie sobie na to, by przyśpieszyć, gdy na to sobie mogła pozwolić, chociaż w mieście stosowała się do przepisów i nie szarżowała, jednak gdy znajdywała się na torze, dała się, ponieś prędkości i pędzić przed siebie a jedyne czego pragnęła to poczuć ten pęt adrenaliny oraz euforii, która zawsze jej towarzyszyła. Uwielbiała momenty swojego własnego tryumfu, mimo że potrafiła przegrywać i przyjmować to z pokorą ta ekscytacja gdy wygrywała, to było wręcz nie do opisania.
Wyjęła z wnętrza kurtki Bandamę, którą zawiązała sobie wokół nosa i ust, po czym założyła kask. Wsiadając na motocykl, uśmiechnęła się nieznacznie pod materiałem chustki, który na sobie miała i zapaliła silnik. To charakterystyczne mruczenie dla silników Ninja było jak najpiękniejszy dźwięk, jaki mogła słyszeć.
Skupiła się jednak wkrótce na wyjeździe z podziemnego parkingu i przemknęła przez cześć osiedla, by wydostać się poza jego bramy. Nie skupiała uwagi na apartamentowiec za sobą, w którym zaczęły palić się pierwsze światła. Ona skupiała się na drodze i myśleniem nad trasą, by jak najszybciej przedostać się na wyścigi i uniknąć korków. Lata życia w tym mieście pozwoliły jej bardziej go poznać, oczywiście nie znała go doskonale jednak na tyle, by wiedzieć, jak objechać najgorsze korki i to motocyklem, gorzej byłoby samochodem.
Wjechała na jedną z licznych autostrad w mieście, mając nadzieje, że nie będzie tak zapchana, gdy zobaczyła pozornie spokojniejszy ruch, nieco ją to pokrzepiło, jednak i tak jechała w dal, próbując przypomnieć sobie gdzie najlepiej i najszybciej skręci.
Potrzebowała ponad pół godziny, by dotrzeć w okolicy starego stadionu samochodowego, który od lat służył ich grupie do treningów. Wjechała przez jedną z otwartych bram i wkrótce nieopodal praktycznie całą grupę, zobaczyła kilka osób, które odwróciło się w jej stronę gdy tylko usłyszeli dźwięk jej silnika. Kątem oka dostrzegła siedzącego na trybunach Rocky’ego oraz Dereka z czego ten drugi podniósł się, będąc do tej pory, siedząc, opierając się dłońmi o swojego kolana.
Zatrzymała się i oparła nogi o wierzch już bardzo poniszczonego asfaltu, gdy tylko sięgnęła po zapięcie kasku, momentalnie usłyszała zawołanie jednego z nich:
— No nareszcie — odezwał się na powitanie Owen, schodząc po dwóch stopniach w dół. — Skoro już jesteśmy w komplecie to zanim przejdziemy do treningu mamy dla was informacji — skinął w stronę swojego przyjaciela i nie drugiego z liderów grupy.
— O co chodzi? — spytała z zaciekawieniem Ellena.
W milczeniu przeszła kilka kroków i stanęła obok jednej z koleżanek. Widziała, jak zerka na nią przelotnie, gdy obie momentalnie zwróciły się w stronę swoich nieoficjalnych liderów. Nadal pomimo lat wciąż uznawali Dereka czy Owena za nieformalnych przywódców owszem ich ekipa była zżyta stworzona z grupki pasjonatów oraz dwóch byłych już zawodowców i mimo że głośno tego nie mówili to, jednak wciąż traktowali tych praktycznie trzydziestoparolatków za liderów swojej grupy.
— Nic strasznego — uspokoił ich jeden z nich.
— Kolejne zawody? — odezwał się nagle Dragon, który milczał od dłuższy chwili.
Derek momentalnie skinął głową na jego słowa, czym potwierdził jego słowa. Jeśli miała być szczera to odkąd, powróciła do wyścigów, nie uczestniczyła w żadnych wydarzeniach sportowych, nie tylko na wzgląd, że nie chcieli jej wysłać, bo miała dość długą przerwę z racji na to co się działo w jej życiu, ale nawet jeśli dostała, by taką propozycją zapewnię z niej, nie skorzystała, bo nie czuła się na siłach, by startować.
Jeśli miała być szczera, to teraz zaczynało jej tego brakować. Na torze podczas treningów odbudowała swoją dawną formą, a podczas ostatnich spotkań kilkukrotnie pokonała Rocky’ego, który ostatnio miał swój najlepszy czas. Nie zamierzała się jednak wychylać tylko poczekać na decyzje obojga liderów, bo to oni o wszystkim decydują.
— Pierwsze półfinały rozpoczynają się ósmego grudnia, więc macie ponad dwa miesiące na trening. Znacie zasady, wyłonimy z Derekiem tych najlepszych, którzy w ostatnich tygodniach dobrze spisując się na torze i to oni będą, wystawieni dlatego się starajcie — polecił.
Ona z trudem pohamowała uśmiech, który cisnął się jej na usta. To była dla niej świetna okazja do tego, by móc udowodnić, że ostatnie tygodnie wręcz kilka miesięcy po powrocie nie obijała się i nic nie robiła. Miała okazje wystartować i powinna pokazać, że naprawdę się starała odbudować formę, owszem widzieli, że znowu jest coraz lepsza, ale na zawodach musiała być jeszcze lepsza.
— W takim razie bierzmy się do pracy — powiedział Owen i zaklaskał w dłonie. — Na pierwszy rzut pani spóźnialskaoraz… — urwał, po czym spojrzał po każdym członku grupy. — Dragon, chcesz jej utrzeć nosa?
— Nie podpuszczaj go, zaraz to ja go wgniotę w ziemie — powiedziała, wyzywająco słysząc słowa starszego mężczyzny.
— Przekonamy się Fire, bo ostatnio coś cieniutko z tobą — prowokował ją jej partner rywalizacyjny.
Ona nawet się nie odezwała, lecz nasunęła na głowę kask i podchodząc do swojego motocykla, zapięła go i wkrótce uruchomiła silnik, ustawiając się na linie startu. Nie potrzebowała długo na niego czekać, zjawił się tuż obok niej kilka sekund potem. Widziała, jak zerka na nią, gdy ona skupiła się na drodze. Czekali chwile aż Derek, dał znać do startu.
W końcu ruszyli.
Zobaczyła, jak jej rywal momentalnie przyśpiesza, lecz ona celowo nie wyjechała jako pierwsza na drogę. Mknęła tuż za nim z uwagą, obserwując każdy jego ruch, każdy manewr, by mieć idealny moment do wejścia. Słyszała ryk silnika swojego motocykla, dźwięk, który dla niektórych mógł doprowadzać do szaleństwa dla niej, było muzyką dla uszu. Gdy skręciła na pierwszym zakręcie, widziała oddalającego się od niej coraz bardziej motocykl Dragona i wydawało się, że była na przegranej pozycji.
Nic bardziej mylnego, gdy skręcił na czwartym zakręcie, ona znacząco przyśpieszyła, dodając gazu i wkrótce mknęła przez odległość, która dzieła ją z nim i dotarła do niego po paru sekundach i przejechała tuż obok. Przyśpieszyła jeszcze bardziej, wyprzedzając go znacząco i jechali tak przez dłuższą chwilę. W końcu nadeszło to ostatnie decydujące okrążenie, tutaj już była walka równoległa. Jechali praktycznie nie wiele siebie, wyprzedzając, jak ona była na prowadzeniu to, on przyśpieszał i na odwrót. Żaden z nich nie chciał odpuścić i chciał zwyciężyć.
Gdy dostrzegli linie mety, na liczniku dostrzegła, zbliżające się słupek do stu siedemdziesięciu. Musiała go pokonać, ostatnia prosta oraz ostatnia szansa, szli w łeb w łeb, jednak gdy przekroczyli metę, nie była pewna, który z nich był pierwszy. Powoli zaczęli zwalniać, a chwile później dołączyli do ekipy, a Owen oznajmił:
— Wygrywa Fire — powiedział co wywołało aplazł wśród damskiej części grupy. — Zwyciężyłaś, wyprzedzając go o kilka cali — zwrócił się do niej. — Trzeba było przyznać, że był to ciekawy wyścig. Wysłać was dwoje zawsze dostarczacie rozrywki — stwierdził.
Uśmiechnęła się w dosyć prowokujący sposób do dawnego kochanka, który jedynie wystawił środkowy palec do niej. Nie czuła się jednak tym obrażona, bo już przywykli do swoich głupi zagrywek i nie stały się dla nich obraźliwe.
Wkrótce tor został przejęty przez Ellena i Dereka a ona przysiadła na trybunach, obserwując ten wyścig, mimo że nosiło ją, by jechać w kolejnym. Musiała jednak pohamować swój temperament gdy usłyszała nagle dźwięk powiadomienia w telefonie. Zerknęła na niego i zobaczyła wiadomość od Mike. Otworzyła go, lecz prócz wiadomości dostrzegła zdjęcie przystrojonego salonu.
— Chyba ktoś coś szykuje — stwierdził, nagle głos obok niej zauważając zdjęcie.
— Przymknij się Dragon — odparła kąśliwie i pośpiesznie mu odpisała, że będzie za półtorej godziny, jak dobrze pójdzie.
Była jednak świadoma, że trening może się delikatnie, mówiąc przedłużyć. Rzadkością były momenty, w których kończyli na czas lub przed czasem. Nie chodziło o sam fakt, że nie spoglądali na zegar, czym tracili poczucie czasu, jednak przeważnie było tak, że nie potrafili skończyć, się ścigać. Byli grupą, która była ze sobą tak dobrze zgrana, że zawsze jeden rzucał wyzwanie drugiemu i zamiast skończyć o wyznaczonej godzinie, to ich ćwiczenia się przedłużały.
Chociaż pokusa szybszego zjechania z treningu była kusząca gdy tylko przypomniała sobie zdjęcie, które podesłał jej Mike z wyraźną sugestią wspólnego wieczoru, to nie umiała zrezygnować z wyścigu, w którym miała zmierzyć się z Dragonem.
Gdy tylko przekroczyła linię mety, zwolniła na tyle, by bezpiecznie się zatrzymać. Gdy silnik zaczął, zwalniać zatrzymała się niemal w tym samym momencie, co jej partner od treningu. Spoglądała, jak zdejmuje kask, a na swoich ustach trzymał ciemną bandamę, którą jednym płynnym ruchem zdjął.
— Muszę przyznać, że powraca ci forma — pochwalił ją. — Czuje, że zaraz będzie cię trudno pokonać — stwierdził wprost.
Nie było łatwe powrócenie do dawnej formy. Praktycznie na motor nie wsiadała od momentu tamtego wypadku i tutaj wpływ nie miała trauma, a raczej wydarzenia, które rozegrały się w jej życiu i to było głównym czynnikiem. Musiała przyznać, że szczerze jej tego brakowało, gdy po raz pierwszy powróciła do ekipy po długiej przerwie, byli zdumieni jej widokiem, oczywiście nie znali całej prawdy czemu, tak długo jej nie było, lecz przyjęli ją bez żadnego problemu. W końcu była jedną z nich.
— Aż miło wrócić do momentu, gdzie potrafiłam ci skopać tyłek — wytknęła mu z delikatnym błyskiem w oku.
W jej najlepszych momentach była praktycznie nie do zdarcia. Wtedy miesiąca a wręcz lata treningu, nie poszły na marne. Będąc, tak bardzo skupią na jazdach, poświęciła się, by być jak najlepszą wersja siebie, nie pokonywać innych, lecz stawać się lepsza wobec siebie. Naturalnie przyszło, że coraz więcej zaczęła wyścigów czy zawodów wygrywać. Zdarzało się jej jak każdemu mieć słabsze momenty i z pokorą potrafiła przyznać, że nie był to jej czas i moment, a także potrafiła pochylić głowę przed zwycięstwem przeciwnika.
— Jeszcze zobaczymy Fire — powiedział, nachylając się na masce swojego motocykla i spoglądając na niego.
— Chętnie bym ci ten uśmieszek zmazała z twarzy, ale mam dużo ważniejsze sprawy na głowie — przyznała, po czym założyła na głowę kask.
— Facet wzywa, a raczej…
— Dragon — wcięła mu się w zdanie, lecz dało się wyczuć śmiech w jej głosie. — Proszę, pozostaw sprawy pomiędzy mną a nim, nam, tak jak pozostawiłam pewną rzecz pomiędzy nami — mrugnęła sugestywne.
Prawdą było to, że praktycznie nikt z ekipy nie był świadomy ich romansu. Ukrywali to praktyczne przed każdymi, bo nie uważali, by to była sprawa dla innych. Traktowali tę relację jako czysto przyjaciele z korzyściami i nic więcej.
Gdy po raz kolejny nachyliła się do kierownicy, odpaliła silnik motocyklu, którytak cudownie zamruczał. Nie potrafiła pozostać obojętnym temu, że nadal miała ogromną słabość do Kawasaki. Pierwszy wybór w jej życiu, który okazał się być jak najbardziej trafny i teraz w życiu nie zamieniłaby go na żaden inny. Kochała tę smukłą sylwetkę tego motocykla, który był dla niej odpowiedni, a chyba co pasjonaci motocykli najbardziej uwielbiali to dźwięk silnika, który potrafił ogłuszyć, lecz z tym umieli sobie poradzić jak częściowo zawodowi kierowcy.
Pomachała ekipie na pożegnanie, a jej dłoń skrywała skóra rękawiczki, gdy pojechała do pobliska wyjścia i przejechała przez wejście, docierając na boczną drogę, która wiodła do areny i przy blasku zapalonych ulicznych latarni wjechała na jedną, z głównych ulic znacząco zwalniając.
Nigdy na drogach publicznych nie przekroczyła prędkości, robiła to tylko na wyznaczonych strefach, a gdy miała za sobą pamięć o wypadku, który de facto mógł mocno znad szparnąć jej zaufanie do motocykli wolała być ostrożna. Teraz po latach gdy znała prawdę o nim, potrafiła sobie z tym poradzić i szczerze nie dziwiło ją to, że to był sabotaż.
Otrząsnęła się jednak, z tych przemyśleć nie chcąc do nich powracać i gnała w stronę domu.
W końcu dotarła na osiedle, mimo że miała wrażenie, że droga jej się niesamowicie dłuższy. Gdy wjeżdżałado podziemnego garażu, zaparkowała na swoim zwyczajnym miejscu. Zsiadając z motocykla, pewnym krokiem powędrowała w stronę wind, ówcześnie zdejmując kask, który zabrała wraz z sobą.
Gdy tylko stanęła w windzie, spojrzała na swoje lustrzane odbicie i uśmiechnęła się delikatnie, wybierając numer ostatniego piętra. Mogła oczywiście do niego przyjść od razu, jednak chciała się nieco odświeżyć i zadbać o futrzaki, zanim pójdzie się z nim spotkać.
Wchodząc oczywiście, powitała ją najmilsze przywitanie w postaci jej ukochanej psinki, która zaczęła szczęśliwa szczekać na jej widok i merdać ogonem.
— Cześć misia — powitała ją, kucając przy niej i głaszcząc.
Wykorzystała to niemal od razu i rzuciła się jej na ręce, niemal od razu poczuła, jak koło jej łydek ociera się pewna biała kulka sierści. Oczywiście Walter stał z daleka i miauczał na jej widok.
— Tak zaniedbałam trójkę głodomorów — zaśmiała się. — Zaraz coś dostaniecie — zapewniła ich.
Chwile póżniej gdy odkładała miski z karmą dla kotków, usłyszała dzwonek swojego telefonu, który trzymała w kieszeni. Chwyciła go i spojrzała przelotnie na ekran, gdzie zobaczyła imię swojego ukochanego. Uśmiechnęła się ciepło i nie potrzebowała się domyślać, o co dzwoni. Odebrała niemal od razu.
— Tak kotku, wróciła, ale muszę się odświeżyć, daj mi pół godziny — powiedziała, nawet nie pozwalając mu dojść do słowa.
— Już myślałam, że zapomniałaś o naszej randce.
— Nie, nie zapomniałam, trening nam się przedłużył, a nie zostawię kotów bez jedzenia oraz Junki — powiedziała, wspinając się po schodach na górę. — Będę za pół godziny — obiecała.
— Dobra, bo już się martwiłem.
Rozłączyła się chwile później, gdy weszła do sypialni. Opuściła ją dokładnie pół godziny później, ubrana w jakąś zwiewną sukienkę oraz lekkim makijażem. Na jej ramionach dało się dostrzec nie tylko fakt, że skóra wyglądała jak nowa, lecz fakt, że zaczęły pojawiać się na nowo tatuaże. Prócz jednego, który zdołał ocalać. Jeden, który skrywał się w zewnętrznej części ręki, który ukazywał wilka oraz dwójkę motocyklistów wraz z miniaturowymi motocyklistami. Data, która była pod nimi jednak została zniszczona i nie dało się dostrzec całego wizerunku tak dokładnego jak przed paroma laty.
Gdy miała wychodzić z domu, nagle tuż przy niej pojawiła się Junka, która podniosła łapki na jej nogach i zaczęła wpatrywać się w nią swoimi ciemnymi oczkami i zaczęła cicho skomleć. Jakby przeciwdziała to, że wybiera się Mike’a. Patrzyła na nią takim spojrzeniem, które wręcz prosiło, by ją zabrała ze sobą. Nie mogła odmówić temu spojrzeniu i pochyliła się i powiedziała:
— No dobrze zabiorę cię do Jaya — odezwała się, biorąc ją w ramiona.
Gdy była pewna, że dwójce futrzaków nic nie jest, a raczej nie było, patrząc, że oboje wyłożyli się na drapaku i poszli spać, wyszła z mieszkania i ponownie podeszłado windy gdzie wybrała numer jednego z niższych piętr. Kilka sekund później stała przed drzwiami apartamentu Mike.
Zastukała głośno w drewno i nie musiała czekać nawet długo gdy usłyszała po drugiej stronie kroki a chwile potem szczęk zamka. Wkrótce na progu drzwi stanął Mike wraz z Jayem u jego stóp. Momentalnie uśmiechnął się na jego widok, gdy tylko zestawiła Junkę na podłogę a ta pobiegła wraz z huskym w głąb pomieszczenia.
— Wyglądasz cudownie — odezwał się z delikatnym uśmiechem, a ona zobaczyła delikatny rumienic na jego twarzy.
— Nic nadzwyczajnego, ale dziękuje.
Weszła do środka gdy dłonią zachęcił ją do wejścia. Gdy tylko przekroczyła próg, dostrzegła, że w mieszkaniu panował przyjemny pół mrok, a ona zaczęła widzieć coraz bardziej delikatne światełka, które delikatnie migotały. Zrobiła tylko kilka kroków, by odwrócił się w stronę Michaela, który powiedział niemo, by weszła głębiej.
W końcu weszła do salonu i stanęła w progu i ją się zamrowiło. Salon wyglądał, jakby był wyjęty z jakieś zdjęcia. Wszędzie paliły się świece oraz towarzyszyło delikatne przyjemne światło, a jej uwaga najbardziej skupiła się na kanapie, przy którym stała gitara akustyczna a na stoliku dwa kieliszki oraz wino.
— Przygotowałam coś specjalnie dla ciebie — przyznał, obejmując ją od tyłu i prowadząc do salonu. — Chociaż dobrze wiesz, że nie przepadam za tym jak śpiewam to jednak znam twoją słabość i zrobię coś specjalnie dla ciebie.
Spojrzała na niego, a jej oczy delikatnie się zabłyszczały z radości.
— Czekaj, czyli w końcu doczekam się, że zaśpiewasz — zapytała, z ekscytują.
Nie rozumiała naprawdę Michaela. Może i ona nie była obiektywna, bo miała ogromną słabość do jego śpiewu, jednak nie dało się nie uwzględnić tego, że jego wokal w ostatnim czasie przeszedł naprawdę ogromną zmianę.
— I zepsułaśniespodziankę — powiedział ze smiechem gdy usiedli na kanapie.
— Przepraszam.
— I tak już o tym wiesz — przyznał ze śmiechem.
No comments:
Post a Comment