Saturday, February 14, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 17


    — Czekaj… — rozbrzmiał niespodziewanie głos jednego z nich. — Czy ja dobrze słyszę, ona chce się z nami spotkać? — nie dowierzał.
    Wydawało się to zaskakujące, że był zwyczajnie zaskoczony, lecz nie tylko on, bo na twarzach pozostałych mężczyzn również pojawiło się nieukrywane zdumienie. Raczej nie spodziewali się takiej sytuacji, w której ich wieloletnia przyjaciółka zdecyduje się w końcu z nimi pomówić.
    Wszyscy z nich utracili tę nadzieję, że będą mieć możliwość wyjaśnienia jej swojego zachowania i zwyczajnie przeproszenie za krzywdy, które jej wyrządzili. Nie tylko ją straumatyzowali, lecz mocno nadwyrężyli jej zaufanie, które sumienie budowali przez tyle lat. Wystarczyła jedna sytuacja i osoba, która celowo doprowadziła do momentu, w którym ich zaufanie wobec siostry ich wieloletniego przyjaciela się zachwiało.
    Nie zamierzali się jednak usprawiedliwiać, że zostali zmanipulowani, że nie widzieli, co robili. Doskonale wiedzieli, że mogli pomyśleć, zamiast oceniać, szczególne nie mógł sobie darować tego właśnie on. Brad od tamtych wydarzeń żył z ogromnym poczuciem winy, zwłaszcza że wprost nienawidził Taylor, a dał się jej zwieś niczym dzieciak.
    Odkąd tylko pamiętał był wobec niej mocno uprzedzony i zwyczajnie jej nie ufał i uważał, że związek Michaela z nią od początku uważał, że może on go pożałować w przyszłości. Nie wiele pomylił się w stosunki i ocenie wtedy licealistki. Nie chodziło tutaj o fakt, że jego kumpel miał dziewczynę a on nie i istniała ta typowa przyjacielska zazdrość, bo tamten woli spędzać z nią czas, a nie z nim.
    Nie jego przeczucia były głębsze, początkowo wydawało mu się, że to tylko on to czuje z czasem gdy pojawili się inni, również potwierdzili jego podejrzenia, że z tą dziewczyną jest po prostu coś nie tak. Mimo swojej dość uroczej aparycji, którą ukazywała na początku, miał dziwne wrażenie tej fałszywości. Wykazywała się dwulicowością i nie raz dostrzegał znaki, na które Michael był po prostu ślepy, bo był po prostu zakochany i w tym tkwił zasadniczy problem.
    Nie mógł się z tym pogodzić i nawet teraz gdy ruszyli dalej, nadal bolało go to, że nie miał tego kontaktu z Julią, którą traktował jak przyszywaną siostrę. Była wspaniałą towarzyszką, z którą mógł odwalać głupstwa i miał wrażenie, jakby sam posiadał młodszą siostrę, która lubi dowcipkować tak jak on. Nawet jeśli miał dwóch starszych braci to jednak z nią czuło się tą specyficzną dla nich więź.
    — Mnie również to zaskoczyło — przyznał, zwracając się do kolegów. — Wspomniała, że chce z nami szczerze porozmawiać. Chyba możemy podejrzewać, o co chodzi — powiedział dość sugestywnie.
    — Ja myślałem, że nigdy tej sytuacji nie doczekamy — wypalił nagle Joe. — Znamy Chestera i Julia również pozwoliła się poznać, oboje bywają uparci i łatwo nie odpuszczają.
    — Przyznam, że już nie spodziewałem się od niej żadnego telefonu po tym co jej zrobiliśmy raczej mało kto by chciał mieć do czynienia z osobami, które ją zawiodły — odezwał się siedzący do tej pory w milczeniu perkusista.
    — Muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach również zacząłem spoglądać na to z takiego punktu widzenia. Jeżeli ona nie była w stanie przebaczyć Chesterowi i dalej się z nim…
    — Słyszałem, że podobno rozmawiali — wtrącił się Dave.
    Poczuł momentalnie spojrzenia kolegów na sobie, gdy tylko to powiedział. Oczywiście nie miał stuprocentowej pewności, że rzeczywiście tak było, bo jedyne co mu się obiło o uszy to rozmowa jego ukochanej z partnerką Rivery i oczywiście i tak nie słyszał sedna ich dyskusji.
    Przechodził wtedy tuż obok, a do jego uszu dotarły pojedyncze słowa Lary, nawet się nie zatrzymał, więc nie mógł być tego pewnym. Jedyne co dotarło do jego uszu to pojedyncze słowa. Dlatego nie dałaby się za to pociąć.
    — Nie mogę was zapewnić czy to prawda, ale obiło mi się o uszy, że podobno się ze sobą spotkali — powiedział od razu, unosząc dłonie w geście obronnym.
    Brzmiało to nieco idiotycznie, że praktycznie nie wiele mogli się dowiedzieć. Ich partnerki wykazywały się lojalnością wobec swojej przyjaciółki, która prosiła je o dyskrecje i ta wierność była chwalebna i zaskakująca. Tak wiele słyszy się szkodliwych gadanin na temat przyjaźni kobiecych, lecz nie da się im odjąć tego, że jeśli jedna poprosi o milczenie, pozostałe w pełni ją zachowają.
    Po części same nie chciały z nimi rozmawiać na jej temat, bo tak jak wtedy uważały, że zachowali się po prostu skandalicznie i tępiły ich za tamto zachowanie i teraz z perspektywy czasu również oni uważali to zachowanie za godne potępienia. Dlatego nawet się nie oburzali, tylko przyjmowali na klatę to, że spieprzyli po całości.
    — Nikt z nim nie rozmawiał? — padło pytanie z ust jednego z nich.
    Reszta jedynie pokręciła w zaprzeczeniu głową.
    Wyglądało to naprawdę kiepsko, kiedyś byli grupą zgranych przyjaciół, nie tylko oni jako zespół byli współpracownikami w studiu i na scenie poza nią grupą dobrych znajomych wraz ze swoimi partnerkami, a teraz nic z tego nie pozostało.

    Upiła łyk mrożonej kawy, którą odstawiła na stolik przed sobą i przeglądając, kolejną wiadomość na poczcie elektronicznej podniosła głowę, by sprawdzić, czy już idą jednak na ulicy, nie zobaczyła żadnej znajomej twarzy, dlatego powróciła do przeglądania zamówień, które spłynęły na jej skrzynkę odbiorcą w ostatnim czasie i było ich dość sporo.
    Firma na tyle dobrze się rozwinęła, że teraz miała poczucie, jakby powróciła do swojej poprzedniej dobrej passy, jaką miała, przed tymi wszystkimi wydarzeniami. Starzy klienci powrócili nawet jeśli zamówili obraz raz to zadowoleni z jej efektu pracy i sumienności nie tylko polecali ją dalej swoim znajomym, ale sami nie jednokrotnie zamawiali kolejny obrazy dla siebie. Interes kwitł i tego nie mogła odmówić. Mogła w końcu spokojnie, znowu utrzymać się malując obrazy czy wystawiając je na wernisażach gdzie mogła zgarnąć o wiele więcej jeżeli trafił się kolekcjoner, który potrafił zapłacić znacznie więcej za obraz niż jego normalna wywoławcza cena.
    Nie mogła narzekać na swoje życie, lecz by całkowicie móc pójść w przód i nie powracać do przeszłości musiała jeszcze rozwiązać jedną sprawę, a właściwie skonfrontować się z kilkoma osobami, których widmo ciągnęło się za nią.
    Jeżeli zdołała się przełamać i zdecydować się na rozmowę z kimś, kto najbardziej z nich ją zranił, a zarazem dać mu możliwość odbudowy jej zaufania a co za tym idzie, odbudowali ich dawnej relacji, dlaczego by nie miała spróbować właśnie z nimi.
    To właśnie tylko oni pozostali i musiała przyznać sama przed sobą, że miała już dosyć tych konfliktów. Owszem zdawała sobie sprawę, że jedna rozmowa by to wszystko naprawiła, albo pogrzebała na zawsze, jednak wtedy nie myślała racjonalnie. Działa pod wpływem emocji, które nią szargały, a gdy jesteś w takim stanie, to się zwyczajnie nie myślisz rozsądnie.
    Ktoś przyzna jej racje i poprze jej działanie, inni uznają, że zachowała się jak kretynka i rozkapryszona gówniara, obrażając się o taką błahostkę. Tylko to nie był jeden głup nieśmieszny dowcip i nie tylko ona, ale oni również o tym wiedzieli i zapewne zdawali sobie z tego sprawy, że tego nie mogli tak traktować i właśnie w tym tkwiło samo sedno całego problemu.
    Zastanawiała się naprawdę długo nad tym, bo już od kilku tygodni dręczyła ją ta myśl, jednak dopiero po rozmowie z Mike to ją skłoniło do tego, by w końcu to doprowadzić do końca.
    Gdy była w trakcie odpisywania na jedną z wiadomości, nagle usłyszała poruszenie przy drzwiach lokalu. Słyszała odgłosy kroków oraz odgłosy kilku osób. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, sądząc, że to kolejni klienci kawiarni z resztą oni jeszcze mieli czas. Ona pojawiła się nieco wcześniej by móc nieco popracować z dala od domu.
    Nie dostrzegła tego momentu, w którym zobaczyła podchodzących do nich czworga mężczyzn, którzy stanęli tuż przy jej stoliku, a Brad zabrał głos.
    — Możemy się dosiąść? — zagadnął.
    Poderwała głowę i popatrzyła na nich zaskoczona tym, że tak szybko się pojawili. Skinęła dłonią na wolne miejsca, pozwalając im usiąść, a sama zamknęła laptopa, którego schowała do torebki która leżała tuż obok niej. Tuż po chwili zjawiła się kelnerka, która chciała zebrać od nich zamówienie.
    Gdy odeszła chwile później, zapadła nieco niezręczna cisza, bo żaden z nich nie wiedział, co powiedzieć. Od czego właściwie zacząć, bo ona sama na razie milczała, przyglądając się im. Właściwie do momentu gdy nie dostali, napoi siedzieli, tak spoglądając na siebie, aż w końcu Dave przerwał tę napiętą ciszę:
    — O czym chciałaś z nami pomówić? — zapytał, zabierając głos za nich wszystkich.
    — Chyba każdy z nas wie o czym — odpowiedziała poważnym tonem. — Rozmawiałam już na ten temat z Chesterem i teraz pora wyjaśnić to pomiędzy nami.
    — Czyli to prawda — wtrącił się ponownie basista i przelotnie spojrzał na swoich kolegów, którzy przypomnieli sobie ich wcześniejszą rozmowę i jego słowa. — Wybacz, zanim przejdziemy do meritum sprawy, jednak usłyszałem rozmowę między Larą i Alice, które o tym nawiązywały i chciałem się zwyczajnie upewnić, naprawdę się z nim widziałaś?
    Ona delikatne skinęła głowa, bo nie miała sensu tego ukrywać. Właściwie już miała dosyć tajemnic, które ich dzieliły. Tak zgraną grupę podzieliła sieć tajemnic i podłych intryg. Czas było to naprawić, jeżeli oni naprawdę żałują tego, jak wciąż Michael mówił i próbował ją przekonać, że nie myślą tak jak wtedy ją słownie zaatakowali to czas się o tym przekonać.
    — Tak — powiedziała z cichym westchnieniem. — Widziałam się z nim jakiś czas temu, bo doszłam do punktu, gdzie zdołałam się przełamać i spojrzeć mu w twarz po tym co zrobił. Od razu uprzedzę wasze spekulacje — dodała, spoglądając na nich. — Dałam mu kolejną szansę, lecz…
    — Tak zdajemy sobie sprawę, musicie odbudować zaufanie — wtrącił się Joe. — Zupełnie jak my — dodał, bo zdawali sobie sprawę że jeśli rzeczywiście skłoni się do przebaczenia im, będą na etapie odbudowania jej zaufania wobec siebie.
    Nie będzie to jednak proste wyzwanie. W końcu kilka lat ze sobą nie rozmawiali, podzieliła ich coś, co zniszczyło ich przyjaźń. Brak ich wiary w nią zaburzyło to co kiedyś wydawało się dla nich tak naturalne.
    — Przyznam, żenie jest to dla mnie łatwe i tamta rozmowa z Chesterem również, jednak mogę po części was zrozumieć, dlaczego wasze zaufanie wobec mnie mogło się zachwiać, ale…
    — Julio proszę, nie tłumacz, tego w taki sposób — wtrącił się mężczyzna z burzą loków na głowie. — Mogliśmy myśleć wcześniej szczególnie ja, wiedząc, jaka jest Taylor ja głupi, uwierzyłem jej zamiast tobie.
    — Mogło nas dziwić twoje zachowanie wobec Mike’a to fakt, ale…
    — Za tym kryje się znacznie głębszy sens. To, czemu byłam tak dziwnie, mogło was zaskoczyć. Bo w końcu tutaj z nim zerwałam, spotykałam się z innym facetem, a jednak moje zachowanie wskazywało, jakbym coś ukrywała i fakt jest coś, co musiałam przemilczeć — przyznała się przed nimi.
    Patrzyła, jak momentalnie wymieniają się zaskoczonymi spojrzeniami, bo tak mogli to podejrzewać, jednak w ostatnim czasie zwyczajnie wyparli to z głowy, a teraz słyszą, że jednak prawdą było to, że coś kryło się za jej dość zaskakującym zachowaniem.
    — Ten temat nie jest łatwy — przerwała panującą wokół nich ciszę. — Rozmawiałam już na ten temat z Mike i przy kolejnym spotkaniu wyjaśni, wam co się działo.
    Mimowolnie wspomnienie tamtej rozmowy do niej powróciły:
   
    — Julio z całym szacunkiem, ale nie zrobię tego — rozbrzmiał głosem, przez który przemawiała panika. — Ja…
    — Mike — odezwała się stanowczym głosem. — Wiem, ten temat nie jest prosty i łatwy. Sama mierzyłam się z podobnymi wyzwaniami, bo sama doświadczyłam tego, co ty, jednak odważyłam się powiedzieć ci oraz Chesterowi i mojej terapeutce prawdę. Wiem, że boisz się być ocenionym, jednak jeśli są twoimi przyjaciółmi w pełni, to zrozumieją i nigdy cię nie wyśmieją.
    — Jak sobie to wyobrażasz, że przed nimi stanę i zacznę się odzierać z najgorszej prywatności — spytał, a ona czuła, jak jeszcze bardziej zaczyna się stresować. — Wezmą mnie za totalnego mięczaka!
    — Nazwanie cię w taki sposób tylko zdefiniuje czy są twoimi lojalnymi przyjaciółmi, czy nie — powiedziała ostrożnie. — Zadam inne pytanie.
    Czuła na sobie jego przenikliwe spojrzenie, gdy podeszła do niego i stanęła tuż przed nim. Odruchowo chwyciła jego dłoń, by móc spojrzeć mu głęboko w oczy.
    — Czy mój brat zachował się w sposób, który opisujesz?
    Nie odpowiedział od razu. Miewał naprawdę najgorsze myśli, wręcz panikował, na wyobrażenie o tym, że ktokolwiek prócz niej mógł dowiedzieć się prawdy, jednak po tym gdy zdradziła cześć prawdy Chesterowi, on absolutnie nie wykpił go, ani nie uznał tego za zabawne.
    Zachował się w sposób, jaki każdy dojrzała osoba by zareagował. Wykazał się zrozumieniem i współczuciem oraz winą, że nie dostrzegł żadnych sygnałów wcześniej, a o wszystkim wiedziała tylko wyłącznie ona.
    Mógł przed tym wszystkim czuć strach, jednak rozmowa z nim pokazała mu, że on nie uważał tego za śmieszne ani temat do żartów. O ile był zespołowym dowcipnisiem, to tutaj absolutnie był poważny i współczujący.
    Mimo tego nadal się obawiał. Lękał się tego jak reszta to przyjmie i dlatego przemawiał przez niego niepokój. Mimo że miała racje, to nadal panicznie się bał, wręcz panikował i to w tym wszystkim było najgorsze. Mógł odbierać, to w skrzywmy zwierciadłem, że robiła to, by sobie pomóc, lecz nie ona chciała tylko pomóc i by mógł znaleźć wsparcie nie tylko przy niej, ale także innych.
    — Nie zachował się jak…
    — Przyjaciel, któryma kręgosłup moralny i empatię oraz nie uważa tego tematu do żartów. Krzywda nie tylko wobec kobiet, ale mężczyzn jest straszna. Tylko problem tkwi w tym, że społeczeństwo myśli stereotypowo a faceci niestety się…
    — Boją mówić o tym — zakończył za nią.
    Przytaknęła głową, bo to była prawda. Faceci obawiają się być oceniani, praktycznie w ogóle się nie słyszy o takich przypadkach, dlatego się nie dziwiła, że chciał milczeć, jednak uważała, że powiedzenie bliskim zdejmie nie tylko z jego ramion pewien ciężar, ale również z niej oraz wyjaśni jej zaskakujące zachowanie sprzed lat.
    — Dobrze jednak nikt poza nimi nie dowie się prawdy — zgodził się w końcu.
  
  — Sedno problemu leży głębiej prawda — głos Roba wyrwał ją z głębi przemyśleć.
    — Tak — odpowiedziała po chwili milczenia. — Mogę jedynie powiedzieć jedno, ja go nie krzywdziłam, ja go ratowałam — powiedziała to w dosyć dosadny sposób.
    — Czyli ta…
    Brad momentalnie się uniósł, gdy zrozumiał sens jej słów. Widziała, jak mocno zaciska dłonie na krawędzi blatu, a jego twarz poczerniała ze złości.
    — Brad ja tylko cię proszę, nie wybuchaj na niego — ubiegła go. — On jest ofiarą tamtej sytuacji, ja sama się w to wplątałam, bo chciałam mu pomóc i…
    — Nie jestem zły na ciebie — mężczyzna wszedł jej w zdanie. — To kwestia tej wysoki doprowadza mnie do szaleństwa. Nie będę cię winił, a na niego krzyczał, jeśli faktycznie to, co on powie będzie, jedynie potwierdzeniem moich domysłów — urwał a słowa na moment uwięzły mu w gardle. — Oskarżyłem dziewczynę, która go uchroniła, zamiast tej która go zniszczyła — mówił to mocno poruszony.
    — Jeśli dobrze rozumiem, pod naszym nosem ta suka go wyniszczała a ty…
    Ona jedynie skinęła głową, potwierdzając wszelkie ich spekulacje czy domysły, jakie snuli. Momentalnie poczuła, jakby jakiś niewidoczny głaz spadał z jej ramion, to tak jakby uwolniła się od długo skrywanej prawdy, która musiała mierzyć sama. Była samotną wojowniczką na polu bitewnym, nie mając żadnego wsparcia i właśnie w taki sposób się czuła. Teraz poczuła, jakby w końcu ktoś wspomógł ją w tej bitwie. Nie pozostała sama przeciwko całej armii.
    — Niestety — powiedziała z lekkim smutkiem. — Mike’owi zależało na tym, bym zachowała milczenie, bo nie chciał, by ktokolwiek się o tym dowiedział…
    — Zaczekaj — nagle w jej słowa wszedł Rob. — Czyli te zasłabnięcia przed koncertami, ten wypadek na…
    Ona popatrzyła, jedynie na niego nic nie mówiąc, jednak jego spojrzenie było zbyt wymowne, by nie domyślić się, co się działo gdy oni nie patrzyli.
    Momentalnie usłyszała ich ciche przekleństwa.
    — Julio wiemy, że spieprzyliśmy, ale czy nie pozwoliłabyś nam dać kolejnej szansy? — zapytał po chwili milczenia Dave.
    — Jeszcze kilka tygodni temu bym powiedziała, że nigdy to się nie zdarzy dziś, dostaniecie ode mnie kredyt zaufania oraz drugą szansę, ale proszę tylko o to, byście jej nie zmarnowała. Wydawało się, że wszystko układało się w dobrym kierunku.

No comments:

Post a Comment