— Aż tak nam nie ufałeś, że wolałeś tę kwestię przemilczeć?
Jego pytanie niespodziewanie zawisło pomiędzy nimi w powietrzu. Pięcioro mężczyzn siedziało w apartamencie jednego z nich gdy reszta pragnęła z nim podyskutować o tym co się właściwie działo.
Powinni już dawno zamknąć tę sprawę i pójść dalej, to fakt, jednak nie mogli tego zarobić, póki nadal między nimi a Julią trwał konflikt, który męczył ich wszystkich nawet ją. Wszystko jednak miało swoje podłoże, a właściwie rozpoczęło się od związku Michaela z byłą żoną.
Trzeba to powiedzieć wprost, to ich intrygi i machlojki zniszczyły tę grupę. Nawet jeśli nie mówili tego głośno, on wiedział, że go o to obwiniali, a on to w końcu przyjmował na siebie. Mógł zropieć tej sytuacji, zamiast tego poszedł w to licząc, że jakoś to będzie.
Wykazał się posłuszeństwem wobec byłej partnerki niż przyjaciół, którzy w przeszłości ratowali go po jego kryzysie po rozwodzie z nią. Wbił im sztylet prosto w plecy, znowu dając się nabrać kłamstwom tej kobiety.
— Myliście, żeto było dla mnie łatwe przyjść i powiedzieć wam, że ona…
— Mike — przerwał mu jego wieloletni przyjaciel. — Czy naprawdę aż tak mało nas znasz, by uznać nas, za kogoś, kto by miał ubaw z tego, że cierpisz? Czy my jesteśmy nastolatka, czy dorosłymi osobami?
To było pytanie, które spadło na ramiona głównego lidera zespołu. Dotarło do niego po raz kolejny, jakim był głupcem. Odtrącił tych, którzy mogli mu rzeczywiście pomóc, bo bardziej obchodził go utrzymanie swojego honoru oraz strach przed kimś, kto powoli go wyniszczał.
Było to trudne przyznać się do prawdy, może wtedy wiele z tych rzeczy się nie wydarzyło, a jego Julia by tak niecierpliwa przez skrajną głupotę.
Nie mógł już naprawić przeszłości, ale mógł w końcu rozjaśnić pewne kwestie, które były jeszcze niewyjaśnione.
— Brad, ja się po prostu bałem — wyznał szczerze, spuszczając wzrok i na nich nie patrząc. — To nie jest łatwe spojrzeć oczy bliskim i przyznać się, że jest się w toksycznym związku, a bardziej… — umilkł, bo czuł jak w gardle, pojawia się niedwuoczny więź, który nie pozwolił mu mówić.
Mimo że doskonale wiedział, co miał na myśli, nie potrafił tego wprost powiedzieć. Siedział przez długą, chwile nie potrafiąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Czuł jak znowu paraliżujące go strach a dłonie, które ścisnął ze sobą, zaczynają delikatnie drżeć. Starał się jednak opanować, bo nie chciał okazać swojej słabości i tak już wystarczająco widzieli.
Czuł, się wprost upokorzy, że musiało do tego dojść. Nigdy nie chciał, by ktokolwiek widział go w stanie, które zwyczajnie się wstydził. W końcu podniósł głowę i skończył swoje wcześniejsze słowa:
— Kobieta bije faceta — powiedział surowo bezemocjonalnie. — To jest…
— To nie jest powód do śmiechu — sprecyzował jego słowa Dave. — Nikt kto rani, nie powinien być usprawiedliwiany, a płeć nie ma tutaj nic wspólnego. Cierpiałeś i nikt tego nie zamierza podważać, bardziej frustruje nas to, że zmusiłeś Julie do milczenia, a potem oskrazyłeś gdy ci ratowała dupę.
W końcu dowiedzieli się prawdy, tego co działo się tuż przed tym gdy wyszli ze studia i obraz namalowany przez Taylor był zupełnie inny niż ten faktyczny. Julia od samego początku mówiła prawdę, nigdy ich nie okłamała ani nie oszukała.
Ona poszła siedzieć za prawdomówność i chęć ratowania czyjegoś życia, a ta, która powinna siedzieć, chodziła sobie przez długi czas, na wolności nie ponosząc żadnej kary z tego powodu.
— Wiem, popełniłem największy błąd każdą milczeć, ale ja się po prostu obawiałem. Czułem strach na samą myśl, jak zredagowalibyście wy czy inni gdybyście dowiedzieli się, co się działo. Dlatego kazałem jej to zachować dla siebie i teraz wiem, że nie powinneś na niej tego wymuszać.
— Wiesz jak bardzo byśmy mieli spokoju gdybyśmy się pozbyli tej wywózki z trasy — odezwał się sfrustrowany gitarzysta. — Ona nas doprowadzała do szału, a gdybyśmy tylko wiedzieli, mieli pretekst do odesłania jej, a myśmy zakończyli występy, a ty byś nie wyglądał jak trup — powiedział zirytowany.
— Wiem — przyznał cicho. — Nie potrafiłem jednak tego zrobić, ona cały czas mnie kontrolowała. Czułem jej oddech na szyi. Julia… ona była… ona wiedziała o wszystkim. Rozumiała, też czemu proszę o dyskrecje.
— Mike to, żeona zniosła to samo w związku z Clarkiem, nie znaczy, że powinno się ją zmuszać ponownie do milczenia gdy widzi taką sytuację. Gdybyś pomyślał przez moment racjonalnie jak zawsze, to byś zrozumiał, jak zgłoszenie tego ułatwiłaby sprawę. Miałeś światka…
— Nigdy tego nei zgłoszę! — wybuchnął nagle. — Wybaczcie, ale nie pójdę z tym na gliny!
Widział, jak wymieniając się spojrzeniami, bo wręcz spodziewali się takiej reakcji. Nie byli tym zdumieniu, bo prawda była taka, że sami mieli, by pewnie podobne wahania na jego miejscu. Niestety takich spraw policja nie umiała potraktować poważnie dlatego jeśli w sprawach kobiet, które były ofiarami przemocy domowej były nie jednokrotnie problemy gdy próbowano ich zdyskredytować, co mieli powiedzieć mężczyźni tacy jak on.
— Mike nie będziemy cię nakłaniać do tego, ale jeśli wydarzyłaby się kolejna taka rzecz, to prosimy o to by nie milczał a mówił…
W oddali rozbrzmiał potężny szum, wręcz ryk, który rozdzierał okolice. Dla innych mógł wydawać się przerażający wręcz drażniący ich zmysły a co ważne słuch. Był na tyle przenikliwy, że trudno było się z nim wytrzymać. Pasjonaci uznaliby to za przyjemne mruczenie silnika ukochanego dwukołowca.
Oni kochali swoje maszyny, którymimogli mknąć drogami, czując ten specyficzny powiew wolności. Wyskok adrenaliny, który sprawiał, że pragnęli więcej, to było dziwne uczucie, które wręcz można było porównać do uzależnienia.
Gdy po raz pierwszy wsiądziesz na motocykl, to staje się twoją największą słabością i pasją, z której nie potrafisz, zrezygnować o ile być nie próbował z tego zrezygnować.
Może zabrzmi to mocno nie trafnie — było to dla nich jak narkotyk. Silny i uzależniający, który owszem mógł doprowadzić ich do zguby. Nie miało to jednak znaczenie, gdy wsiadali na niego i odpalali go, by po chwili, mknąć ulicami dla nich jechali na spotkanie z przeznaczeniem, dla jeszcze innych byli szaleńcami, którzy w łatwy sposób mogą się zabić.
Wyścigi były ryzykowane, to fakt, jednak gdy wystartuje się w pierwszych zawodach, staje się to częścią ciebie. Nie robili jednak nic wbrew prawu. Ścigali się na zamkniętym terenie, oddalonym od miasta, by móc nie niepokoić mieszkańców i nie powodować wypadków.
Gdy wyjeżdżaliz tego starego stadionu, powracali do normalności, o ile na zawodach nie mieli wyszczególnionych tras na drogach miejskich, które przez policje były zamknięte na czas odbywających się zawodów.
Oni nie byli grupą szaleńców działający wyjęci spod prawa. Ich dzielność od początku była legalna, a wszystko zostało z góry ustalane z radnymi miasta, czym zajmowali się głównie liderzy.
Więc tak dla jednych byli szaleńcami, dla siebie byli pasjonatami zakochanymi w szybkiej jeździe. Dlatego wybrali miejsce z dala od cywilizacji, gdzie wokół prócz pustych obrazów Kalifornii domów praktycznie tutaj nie można było spotkać prócz tych, które były na obrzeżach miasta.
Przysłonięci roślinnością mogli spokojnie cieszyć się swoim zamiłowaniem do jazdy. Ten wieczór był jednym, z tych gdzie mogli to zrobić.
Stadion był przepełniony rykami silników motocykli, które wciąż przemykały po wyznaczonej trasie, a każdy z nich rywalizował pomiędzy sobą, nie tylko sprawdzając swoje umiejętności, a także doskonale się bawili.
Największą jednak frajdą było wyzwanie przeciwnika na wyścig i zmierzanie się z nim. Nie dało się jednak ukryć, że dzisiejsza noc głównie należała do jednej osoby z ich grupy.
Po miesiącach przerwy oraz kolejnych, w których musiała powrócić, do której formy miała, teraz wydawała się miażdżyc każdego, kto próbował rzucić jej wyzwanie. Chciał się przekonać sam, czy rzeczywiście Fire dziś nie zdoła nikt pokonać. Każda kolejna osoba przekonywała się ze słowa znajomych były jedynie ich potwierdzeniem.
Mieli wrażenie, jakby ta dawna zadziorna motocyklistka ponownie do nich powróciła. Ostatnie tygodnie jak nie miesiące ciężkich treningów sprawiły, że zaczęła szczytować z formą. Gdy tylko wróciła, wiedziała, że będzie musiała długo pracować, by osiągnąć tę szybkość, którą wykazuje się teraz, sprytem oraz refleksją, jednak jak było widać, było warte gdy po raz kolejny mierząc się z Dragonem, który ponownie zdecydował się z nią, zmierzyć niedowierzająca w jak banalny sposób go pokonała na początku treningu i tym razem okazał się od niej słabszy.
Stojący przy dawnych trybunach Derek spoglądnął wprost na swojego przyjaciela, który wyglądał na równie zaskoczone, ale równie godnego podziwu wobec jednej z podopiecznych jak on. Mimo że słowem się do siebie nie odezwali, to ten drugi dostrzegł spojrzenie kolegi i zwrócił na niego uwagę, a on zobaczył jak kącik jego ust, podnosi się do góry w dość znaczącym uśmiechu.
— Czyżby wyłaniała się faworytka? — zapytał głośniej by móc przedrzeć się przez hałas dwojga motocykli, które zaledwie przed momentem przejechały tuż obok w dość bezpiecznej odległości.
— Zobaczymy, lepiej nie przesądzajmy jeszcze naszej decyzji przyjacielu — odezwał się drugi z nich.
Nawet jeśli tuż obok nich siedziała Ellena wraz z Ivy owszem bez trudu usłyszały słowa tego drugiego, jednak ani jedna nie zareagowały na to oburzeniem, wręcz przeciwnie, popatrzyły na siebie znacząco, a w kącikach ust jednej z nich wypełza uśmiech.
Nie czuły nawet zazdrości, dlatego, że nie były brane pod uwagę, musiały jednak przyznać, że ostatnio forma dopisuje Julii i nie zamierzały jej odbierać tego, że się nie starała. Wszyscy to widzieli, że zależy jej na tym, by powrócić do tego, co było.
Nie dało się ukryć, że również mocno jej zależało, na pokazaniu, że zdoła pojechać w kolejnych zawodach. Brakowało jej tej rywalizacji z innymi, dlatego, mimo że głośno o tym nie mówiła, każdy wiedział, że ogromnie jej na tym zależy.
— Nie chce ingerować w waszą decyzję — odezwała się nagle Elena. — Uważam jednak, że ona jest gotowa, by znowu wystartować — skomentowała poczynania swojej koleżanki.
— Nie mogę jej tego odjąć, jednak musimy być pewni, że jest właściwie przygotowana — odpowiedział na jej słowa jej ukochany. — Znacie z resztą zasady.
Ona jedynie skinęła głową, bo nie zamierzała bardziej ingerować. Może to wydawać się zaskakujące, że nie prosiła o miejsce dla siebie, mimo że była od lat związana z Derekiem. Nawet jeśli na stopie prywatnym byli blisko to na torze były równe wraz z pozostałymi osobami, dlatego wszyscy musieli pracować na to, by zostać, wyłonię ty do zbliżających się wyścigów, które miały się wkrótce odbyć.
Bardziej by powiedziała, że związek bardziej jej utrudnia, niż pomaga w zdobycia miejsce. Mężczyzna był wobec niej bardziej wymagający zupełnie jak wobec Fire, dlatego obie musiały mocno się napracować, by zostać wyłonione. Nie chodziło tylko o jakieś uprzedzenia, ale o fakt potencjału, jaki obie miały.
Dało się dostrzec że jeśli się mocniej nałoży na nie nacisk, mogą osiągnąć naprawdę wiele. Podczas nieobecności Rivery to ona stała się tą, która wszystkich miażdżyła i z dziewcząt była wybiera najczęściej. Nikt o pozostałych nie zapomniał, jednak w ważniejszych zawodach, które mogły sprawić, że podskoczą w klasyfikacji, wybierali jedynie najlepszych. Nie ujmowali pozostałym, jednak co tu się oszukiwać bywały osoby lepsze i gorsze.
Wkrótce echo silników umilkła, gdy zakończyli wyścig, nie o tyle zgasł, ale przygasł a dwójka, która się ścigała, podjechała blisko nich, dopiero wtedy gasząc silniki swoich motocykli.
— I co było warto ze mną zadzierać — rozbrzmiał przytłumiony głos Julii, gdy zdejmowała z głowy kask.
Sięgnęła po skraj bandamy, która miała na usta i jednym płynnym ruchem ją zdjęła i popatrzyła na swojego wyścigowego rywala, który z grymasem wypisanym na twarzy, sam poszedł w jej ślady oraz zdjął z siebie nakrycie. Ocierając kapiący pot z twarzy chustą, popatrzył z grymasem niezadowolenia na nią.
— Muszę przyznać, tak jesteś coraz lepsza — powiedział, już bardziej się rozjaśniając.
Oparł się ramionami o kierownice swojego motocykla, a ona dostrzegła w jego oczach błysk, ten znajomy, który widywała za każdym razem, jak z resztą przed paroma minutami jak rzucił jej wyzwanie, w którym przegrał.
— Nawet jeśli się wściekam, to muszę przyznać, o wiele lepsza rywalizacja jest z tobą, gdy jesteś w piku swojej formy, niż gdy znowu powróciłaś. Wtedy to wygrywanie było naprawdę nudne i mało ekscytujące teraz przynajmniej te wyścigi są godne rywalizacji — powiedział z poczuciem szacunku.
Chociaż doskonale wiedział, że musiał się z nią mierzyć, by ona miała motywacji do tego, by przykładać się do treningów i stawać się coraz lepsza, to wtedy to tak nie cieszyło te ciągłe zwycięstwa jak teraz nawet przegrane. Bo prawdą było to, że najlepsza frajda była w możliwości wspólnej rywalizacji co oboje mocno cenili.
Dla ich grupy był to jak kodeks honorowy, dlatego tak bardzo naciskali, by każdy stawał się lepszą wersją siebie.
— Komplemenciarz — zaśmiała się jednak nie potrafiła powstrzymać uśmiechu gdy słyszała te pochwalne słowa. — Mam wrażenie, że jednak mogłabym być jeszcze lepsza, to jeszcze nie to samo — komentowała.
— Jak na czas który musiałaś poświęcić, by wrócić do tego miejsca i tak zrobiłaś ogromny postęp — rozbrzmiał głos Rocky’ego. — I nie mówię tego tylko po to, by się tobie przypodobać, ale każdy tutaj zgodzi się ze mną, że dawna Fire powraca i mam dziwne wrażenie, że wróci ze zdwojoną siłą — mówiąc to, podszedł znacznie bliżej.
Skinęla głowa na jego słowa, zupełnie się z nim zgadzając. Bo faktem było to, że ona sama widziała, jak wiele się zmieniło podczas ostatnich tygodni. Gdy rozpoczynała ponownie jazdy, mimo że doskonale pamiętała wszystko, to jednak nawet ona wiedziała, że wypadła w formy i to mocno. Dlatego skupiła się na ciągłych ćwiczenia i przyjeżdżała tutaj nawet wtedy gdy nie byli umówieni, by sama trenować.
Nie ograniczyły ją studia, które już dawno zakończyła, jedynie praca, którą jednak mogła robić kiedy tego chciała. Właśnie dlatego kochała motocykle, bo po wielu godzinach pracy nad obrazem, często stojąc czy siedząc oraz pochylając się czuła, jak ciało odmawia jej posłuszeństwo i potrzebuje się od tego oderwać.
Motocykle czy ćwiczenia na siłowni, czy jakakolwiek inna aktywność był dla niej oddechem po wielu godzinach spędzonych w kilku pozycjach, a tak mogła się poruszać i doskonale się bawić.
— To, co kto kolejny próbuje mnie pokonać — spytała, spoglądając na grupę, nie chcąc jeszcze kończyć, a wdeptywanie Dragona w ziemie już się jej znudziło.
— Ja.
Elena wstała i spojrzała na nią, a na jej ustach pojawił się, nieco przebiegły uśmiech.
— To będzie ciekawy wyścig — skomentowała pod nosem Ivy. — Była i obecna najlepsza motocyklistka — dodała, na co męska część ich grupa skinęła głowami.
Julia była tą byłą, a to właśnie Jones była tą, którą w kategorii damskiej rozmiatała każdego na kawałki. Teraz przyszła pora by dwie królowe wyścigów zmierzyły się ze sobą.
No comments:
Post a Comment