Saturday, November 29, 2025

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 05

    — Zwycięzcą tegorocznych zawodów stanowych zostaje… — rozbrzmiał niespodziewanie głos spikera w telewizji.
    Mężczyzna umilkł na moment, by stworzyć atmosferę napięcie oraz oczekiwania, by zgromadzeni na widowni obserwatorzy jak i ci, którzy oglądali tę transmisję zupełnie jak on przed telewizjami, mieli ten dreszczyk niepewności a zrazem ciekawości. On patrzył, mimo że z boku nie wydawał się być zainteresowany, to było mylne wrażenia, ponieważ w głębi serca czekał na to, że usłyszy to jedno nazwisko.
    Miał nadzieje, że to właśnie ona stanie na podium. Może i był mało obiektywny w tej sytuacji, bo kibicował konkretnie jej, ale uważał, że nieźle się popisała na torze podczas tych zawodów. Czuł jednocześnie wściekłość na samego siebie, że właśnie w taki sposób mógł obserwować co się u niej dzieje.
    Kamera ponownie uchwyciła prowadzącego, który po dosłownie minucie ciszy uśmiechnął się powoli, trzymając przed sobą karteczkę z wynikami ostatecznej decyzji sędziów. Mimo że każdy wiedział, kto przekroczył linie mety jako pierwszy, to musiała zapaść ta ostateczne słowa tych, którzy mieli to ocenić.
    Patrzył, jak przysuwa bliżej mikron do swoich ust, po czym podnosząc głos, oznajmił:
    — Julia Rivera!
    Głoś aplazł na stadionie mógł ogłuszyć każdego tam obecnego, a chwile później oko wyłapało dziewczynę, która stała pomiędzy jednym z liderów oraz jedną z motocyklistek i wręcz niedowieszana w to co właśnie usłyszała. Nie powinno to, ją dziwić w końcu już kilka zawodów wygrała, lecz miała od wyścigów dość sporą przerwę i z tego co udało mu się dowiedzieć i dotarło do niego pocztą pantoflową, to dopiero przed paroma miesiącami ponownie powróciła do jazd.
    Czegoś, co tak bardzo kochała przed tymi wszystkimi wydarzeniami. Powracała powoli do swojego dawnego życia w tym również do wyścigów, które były jednym z elementarnym i ważnych aspektów jej życia. Dosłownie pamiętał, jak rozpoczęła się jej pasja do szybkich jazd, jak rozpoczynała jazdy czy potem ścigała się wraz z pozostałymi, a z czasem stała się jedną z lepszych w swojej grupie.
    Było to widać, że to kochała. Ten skok adrenaliny, tego poczucia, że mogła, pędzić nie musząc się ograniczać. Fascynowało ją to i po części ją rozumiał, bo sam miał takie odczucia, lubił uprawiać tak ekstremalne sporty jak właśnie ona, lecz on bardziej szedł w stronę spineczek górskich czy zimowych sportów. Ona zakochała się w dwukołowcu i palenie gumy, ale to tylko delikatne określenia tego, co naprawdę były wyścigi.
    Patrzył, jak odbierała medal oraz trofeum za siebie i własną drużynę. Widać było wymalowany na jej twarzy szok, który wciąż nie mógł ją opuścić. Tak naprawdę obecnie mógł tylko się domyślać co czuła oraz myślała, bo od dłuższego czasu nie mógł nawet z nią pomówić.
    Od momentu tamtej sytuacji, a raczej ich ostatniego spotkania w szpitalu, odcięła się od niego. W dosłownym tego słowa znaczeniu i nie rzucał tutaj słów na wiatr, ponieważ gdy tylko powiedziała, że ma przestać się z nią kontaktować, zablokowała go, gdzie tylko mogła, tak by nie mógł w ogóle się do niej odezwać.
    Czy go to bolało?
    Oczywiście, że tak i to cholernie mocno.
    W pełni jednak zasługiwał na to co robiła. Sam fakt, że się odsunęła, nie powinien go dziwić. W końcu nawalił po całości. Spieprzył coś, co miało być tak dobre. Nadszarpnął w poważny sposób jej wiarę a co ważne zaufanie wobec niego. Wszystko tylko dlatego, że uwierzył komuś innemu, a nie jej. Co najbardziej ją bolało to fakt, że nie dał jej się wytłumaczyć, za co teraz sobie pluł w twarz.
    Odczuwał tak ogromną niechęć wobec siebie, że doprowadził do takiej sytuacji.     W końcu nie to jej obiecywał przed laty gdy zabierał ją z tamtego miejsca. Teraz wszystkie swoje obietnice złamał. Wylądowały one w śmietniku, bo przestały mieć znaczenia a on wciąż zadawał sobie jedno to samo pytanie:
    Co ja najlepszego zrobiłem?
    Tak wciąż w jego głowie ta myśl bezmyślnie wierciła mu dziurę, nie dając o sobie zapomnieć. Mógł zrobić tak nie wiele. Wystarczyło po prostu się zamknąć, zanim wypowiedział słowa, które teraz wspomniał wręcz z obrzydzeniem i niechęcią:


    — Nie chce się znać — wycedził. — Przestałaś dla mnie istnieć w momencie gdy podniosłaś rękę na mojego przyjaciela.

    Gdy tylko te słowa odbiły się w jego głowie, miał ochotę w jednej chwili rzucić czymś z ogromną siłą, by wyładować swoją wewnętrzną frustrację. Pohamował się jednak, odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy, starając się w jakiś sposób uspokoić i opanować. To było ciężkie, bo odczuwał frustracje wobec samego siebie i to było w tym wszystkim najgorsze.
    Czemu to zrobił?
    Sam chciał poznać odpowiedzi na to zasadnicze pytanie. Czemu okazał się aż tak łatwowierny i dał się nabrać teatrzykowi stworzonego przez byłą żonę jego przyjaciela? I aż usłyszał ten rechot z tyłu głowy, ten natrętny głosik, który śmiał się z niego, drwiąc, jaki był nawiany, gdy przypominał sobie, jak uwierzył kłamcy oraz oszustce a tej, która mówiła prawdę oskarżył i osądził.
    Czemu był tak krótkowzroczny?
    — Dlaczego nie da się cofnąć czasu — zadawał to dość pytanie, które pada z ust każdej osoby, która pragnęła cofnąć się w czasie, by naprawić to, co spieprzyła.
    — Nie da się tego zrobić — rozbrzmiał z kuchni głos Alice.
    Momentalnie otworzył oczy i spojrzał w jej kierunku. Wyszła za pół ścianki, opierając się o komodę i spoglądnęła na niego. Od dłuższej chwili widziała, jak jej partner oglądał zawody motocyklowe, w którym udział brała jego siostra i nie była tym absolutnie zaskoczona. Odkąd tylko Julia zerwała z nim kontakt, nie miał o niej żadnych informacji, a ona nie zamierzała być pośrednikiem. Owszem mogła mówić, co się dzieje, bo w końcu z nią rozmawiała, jednak chciała być uczciwa wobec właśnie byłej sąsiadki, która wyprosiła ją o to, by nie przekazywała mu za wiele informacji, dlatego na jej temat milczała.
    Mimo jego nalegać pozostała wciąż oddana właśnie przyjaciółce.
    Szczególnie ze doskonale znała podbudowę ich konfliktu i uważała podobnie jak ona, że zachował się skandalicznie. Owszem przebaczyła mu i zgodziła się znowu z nim być, ale w sprawie Julii uważał wciąż tak samo jak przed dwoma laty, że powinien dać jej się wytłumaczyć, zanim ją osądzi.
    Nie zrobił, tego i teraz musiał się mierzyć z konsekwencjami.
    — Chester nie chce znowu ci przypominać tego, co robiłeś i dlaczego…
     — Wiem — wszedł jej ze stanowczością w słowo, a jego ton był nieco ostrzejszy.
    Owszem doskonale zdawał sobie sprawę z własnej ignorancji. Głupiej ślepoty zapatrzenia w przyjaciela, lecz już wtedy zaczął dostrzegać coś, co mocno zaczęło go niepokoić i zapewne to miało wpływ na jego osąd, a nie powinno. Dziwiło go to niepokojące zachowanie swojej siostry i jego przyjaciela dlatego chyba z góry założył, że stało się coś złego.
    Dodatkowo nie pomagało to, w jakiej sytuacji ją znaleźli. Zakrwawiona a bliskość noża sprawiła, że zamiast działać, racjonalnie od razu założył, że to ona. Dręczyło go to poczucie winy i nie zamierzał tego absolutnie ukrywać. Frustrowało go to, że z własnej głupoty ją stracił, bo nikt nie był temu winny nawet ona, to on zachował się totalnie bezmyślnie i nie powinien ją winić.
    — Nie dziw się jej teraz, że tak cię traktuje. Potraktowała się w podobny sposób co ty ją — przypomniała mu. — Miałeś kilka razy możliwość docieknięcia prawdy, wolałeś uwierzyć manipulantce i dobrze się teraz z tym czujesz?
    — Nie — mruknął wściekły, ale był zły na samego siebie. — Ta podła intrygantka zrobiła to celowo!
    — Może i zrobiła, a może nie, ale to wcale nie usprawiedliwia cię — dodała poważnym tonem. — Tak Taylor mocno zaburzyła naszą grupę znajomych i sprawiła, że nadszarpnęła zaufanie, ale czy kiedykolwiek Julia dała powód do tego, by jej nie ufać? — zapytała wprost.
    — Może raz — powiedział cicho. — Nie wspomniała nic o ślubie z tym…
    — Może i fakt nie powiedziała o tym, ale zawsze była lojalna wobec nas wszystkich a co ważne ciebie — przypomniała mu. — Zawsze byłeś dla niej ważny i to było widać, nawet gdy zaczęliście żyć swoim życiem, to ona była gotowa wskoczyć za tobą w ogień — dopowiedziała.
    To byłoby pochwalne wcześniej, bo faktem było, że byli ze sobą głęboko związani i zżyci. Fakt, co się wydarzyło i to, że musieli, tworzyć swoją relację sprawiło, że ich więź stała się tak silna. Teraz jego jedynym pragnieniem było, chociaż możliwa rozmowa z nią, bez osądu po prostu by mogli usiąść na neutralnymgruncie i zwyczajnie ze sobą pomówić.
    Niestety na razie nie mieli takiej możliwości i to go najbardziej dobijało. Głównie chodziło o fakt, że Julia nie chciała go nawet widzieć. Jasno w szpitalu się określiła, że chce, by na dłuższe czas zniknął z jej oczu.
    Bolało diabelnie gdy tylko o tym mówiła, ale nie miał na to realnego wpływu. Musiał uszanować jej decyzje i to było w tym wszystkim najgorsze, że mógł odejść. Opuścić osobę tak sobie bliską. Owszem Alice była dla niego ważna i zawsze będzie jednak liczyła się z tym, że w jego sercu zawsze będzie Julia jako ta młodsza siostra, którą utracił i dzięki swojej długoletniej walce odzyskał, a teraz bezmyślnie ją utracił.
    — Nadal mnie dziwi to dlaczego dałeś się nabrać kłamstwom byłej Mike’a — dziwiła się.
    Zobaczył kątem oka, jak podchodzi i siada na pobliskim fotelu. Czuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie, a on z cichym westchnieniem, odwrócił głowę i spojrzał w sufit. To samo pytanie wciąż sobie sam zadawał, jak to było, możliwe, że dał się, zwieś niczym przedszkolak, bo to była prawda, był jakimś cholernym dzieciakiem, który uwierzył tej, która nagłos niej krzyczała, ale wprost kłamała.
    — Nie wiem — w końcu odpowiedział.
    Oparł się rękoma o swoje kolana i popatrzył w jej kierunku bólem oraz żalem patrzył w jej oczy, w których nie dostrzegł współczucia i nawet go nie oczekiwał. Było widać tylko zaintrygowanie oraz zawód.
    — Wszystko wydawało się tak realistyczne — wyznał w końcu. — Sam widok Julii w kałuży jego krwi… — urwał na moment.
    Przed jego oczami momentalnie pojawił się ten obraz, który prześladował go od momentu gdy tylko to zobaczył. Widział Julię klęczącą tuż obok ciała Michaela, który był w kałuży własnej krwi. Jej ręce, które były przesiąknięte jego osoczem. To było wręcz wstrząsające i tak ruralistyczne, ale było to jak najbardziej prawdziwe.
    Wtedy postrzegał obraz w innych zakrzywionym świetle, teraz zaczął postrzegać go takim, jakim był naprawdę. Potrzebował czasu oraz wstrząsu, by to pojąć i to, nie że odkrył teraz, ale dopiero gdy prawda wyszła na jaw.
    — Uważasz, że kiedyś nastąpi ten dzień gdy, chociaż zgodzi się na rozmowę ze mną? — zadał pytanie po dłuższej chwili ciszy.
    Nie odpowiedziała od razu, bo mimowolnie przypomniała sobie rozmowę swoją oraz jego siostry gdy właśnie rozmowa zeszła na ten temat. To, co wtedy od niej usłyszała, wciąż bębniło w umyślę:

— Alice jeśli mam być szczera — powiedziała powoli gdy odstawiła szklankę z lemoniadą na stolik, który stal obok nich. — Nie mogę powiedzieć czy kiedyś nastąpi ten dzień, czy w ogóle się to stanie — dodała z jak największą powagą.
    Widziała, jak przez moment na nią nie patrzy zapatrzona w widok miasta. Widok, który potrafił ujmować i zachwycić. Apartament u szczytu najwyższego w okolicy budynku dawał niesamowity widok na okolice nie tylko za dnia, alerównież po nocy, było w tym widoku coś magicznego.
    Znali to miasto, widzieli również jego wady coś, czego nie widać gołym okiem, jednak gdy spogląda się na nie z góry, tego nie było widać. To było coś, czego nigdy się nie będzie w stanie pojąć.
    Jak w tym pięknie skrywana jest ogromna brzydota.
    — Nie chce, byś spoglądała, na to w sposób, że jestem obrażalską siostrą, która nie daje szansy bratu, ale…    
    — On cię zranił i to bardzo — dokończyła za nią. — Ja to rozumiem, bo widać, że jego słowa cię zabolały. Nie widziałam tego, ale nie potrafię sobie wyobrazić jak się czułaś gdy nawygadywał takich słów, które celowo miały ranić.
    — Problem tkwił w tym, że ja naprawdę chciałam mu powiedzieć wszystko, jak to wyglądało z mojego punktu widzenia, niezakrzywiony obraz. Owszem można było mnie posądzić, ale nigdy bym Mike nie zraniła — spojrzała wprost w jego oczy. — Mogłam go nienawidzić, nie przepadać za nim, ale…
    — Nie zrobiłabyś mu nigdy celowo krzywdy nawet jeśli on ciebie słowami ranił i to celowo — dopowiedziała. — Wciąż jednak zastanawiam się czemu ona, co w niej widział, co tak naprawdę się kryło za tą fasadą małżeństwa.
    — Jak wspomniałam ci, kiedyś ja o części prawdy wiem, bo… — w ostatniej chwili ugryzła się w język, by nic więcej nie powiedzieć. — Z resztą obciążył mnie tym, nie chciałam o tym się dowiedzieć, a zostałam w to wciągnięta. Jak powiedziałam, dopóki on nie zdecyduje się przestać milczeć, ja muszę siedzieć cicho, chociaż uwierz mi. Chciałabym, powiedzieć co kryje się za tym szaleństwem. Wtedy wyjaśniłoby moje dziwne zachowanie, ale to on musi w końcu się przełamać i powiedzieć co się działo między nim a Taylor.
    — Było poważnie? — zapytała nagle.
    Przytaknęła delikatnie głową, wciąż zachowując milczenie. Obserwowanie tego co działo się w tym małżeństwie, było naprawdę trudne. Patrzenie na widok jego siniaków, ran czy bólu przypominało jej samej to, co musiała, przechodzić będąc z tym który ją zniszczył za młodości.
    Nienawidziła ludzi, którzy krzywdzili innych i sprawiali ból, czerpiąc z tego chorą satysfakcję. Jak tylko mogła, go chroniła, mimo że nie raz sprawiał jej ból. Może i nie powinna się tym przejmować i to olać, ale nie potrafiła. Nie umiała przejść obojętnie wokół krzywdy innych. To zawsze była jej słabość i coś, na co nie potrafiła spokojnie spoglądać.
    Rozumiała jednocześnie jego strach i nie naciskała na niego. Wiedziała, co człowiek czuje, bojąc się przyznać do tego, że było się ofiarą przemocy domowej. Dlatego, mimo że cierpiało na tym pewna część tajemnicy, którą ukrywała oraz pewne osoby zrozumiały jej zachowanie, to milczała dla niego.
    — Czyli nie masz tej pewności czy z nim pomawiasz?
    Wzruszyła bezradnie ramionami, bo tak naprawdę nie wiedziała, co przyniesie przyszłość…

    — Nie mogę i nie chce na nią wpływać — odezwał się, nagle wytrącając ją z przemyślenia. — Wiem po naszej rodzinie, jak działa wpływ innych na dane osoby. Nie chce robić Julii tego samego co ojciec mojej matce. Mimo że boli jak cholera to, co zrobiłem, to że nie mogę być jej tak bliski, to muszę to uszanować.
    — Nie masz wyboru skarbie. Ona sama nie widzi na obecną chwilę szans, by w ogóle się z tobą spotkać.
    Patrzyła, jak spogląda w jej kierunku. Nie ukrywała tego, że się z nią widuje. Owszem nawet jeśli znała jej nowy adres zamieszkania, w tej sprawie milczała jak zaklęta. Wydawało się to dosyć niekomfortowo, ale nie zamierzała mieszać się i tak w tę sprawę, która była mocno skomplikowana.
    — Przysięgam gdybym dorwał Taylor w swoje ręce z tego spotkania, nie wyszłaby cało — zaczął się cicho odgrażać.
      — Nic już nie zrobisz, ona siedzi.
    — Wiem, ale i tak za to co zrobiła Mike’owi, nam najchętniej bym ja skrzywdził — wycedził przez mocno zaciśnięte zęby.
    Poderwał się gwałtownie z kanapy i przeszedł niespokojnym krokiem wzdłuż salonu. Nie chodziło tutaj tylko o to co się stało prawie dwa lata temu, ale również kilka lat wcześniej, gdy wyniszczyła Michaela w taki sposób, że długo nie mógł się pozbierać po rozwodzie. Ona była jak taka pijawka, która potrafi się wgryźć.
    Utracili dawną stabilność i szczęście przez głupie zagrywki.
    — A ty dokąd? — usłyszał nagle za swoimi plecami głos ukochanej.
    — Muszę się przewietrzyć — wyznał szczerze.
    Nie zamierzał robić niczego głupiego, chciał po prostu faktycznie się przejść i przewietrzyć. Ona cicho westchnęła, gdy usłyszała trzask zamykających się drzwi. Widząc tę sytuację, która dręczyła nie tylko Chestera, ale Julie wkurzało ją to, że nie mogła nic zrobić. Może i Julia o tym głośno nie mówi, jednak i ją ta sytuacja męczy. Wciąż powtarza, że Mike musi przestać milczeć, by mogła w końcu, powiedzieć prawdę na temat sytuacji na trasie.
    Ona była właśnie tym katalizatorem wszystkich zdarzeń.
    Miał to być wyjazd, który dla zespołu miał być pracowity, a one miały im towarzyszyć. Kto mógł się spodziewać, że nawet teraz kilka lat po tym, zdarzenia, które się na niej rozgrywały nadal będą się za nimi ciągnąć.

Saturday, November 22, 2025

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 04

Rok wcześniej


    — Wiesz, że to jest bezcelowe?
    Nawet nie drgnął gdy tuż za sobą usłyszał bardzo znajomy kobiecy głos. Nie odwrócił się w jej stronę. Nie popatrzył w jej kierunku, wciąż stojąc lekko zgarbionym, opierając się dłońmi o kuchenny blat, widząc, jak ekran telefonu powoli gaśnie, a lista numerów wraz z imionami osób do nich przypisanych powoli zanika. Moment, w którym telefon zrobił się czarny, sprawił, że coś drgnęło w jego sercu, a on przymknął oczy, a on wyszeptał cicho:
    — Wiem — przyznał w końcu, mimo że miał świadomość, że to, co robił, nie ma celu.
    Nie ma właściwie sensu, jednak wciąż próbował. Starał się, nie widząc nawet przebłysku by cokolwiek się zmieniło. Dlaczego to robił? Bo mu zależało, wciąż żył z poczuciem swojej winy. Nie mógł dać sobie spokoju i zostawić tak tej sprawy. Porzucenie tej sytuacji i machnięcie na to ręką wręcz nie wchodziło w grę.
    Mimo że ta druga strona pozostała głucha i ślepa na jego starania, on rozumiał po części jej zachowanie i nie mógł jej winić o brak jej akceptacji i jego wybryków, bo mimo że był dorosłym mężczyzną, zachował się jak rozkapryszony gówniarz, a nie osoba, która powinna podejść do tego nie z dystansem, ale z rozsądkiem.
    I nie powinno go dziwić, że Julia nie chciała mieć z nim kontaktu.
    Odkąd powiedział te brzemienne w skutki słowa, gdy świadomie wręcz ją odrzucił. Porzucił na pustawe fałszywych oskarżeń, nie mógł dać sobie z tym spokój. To go wciąż gryzło i nie dawało spokojnie żyć. Nie umiał być jak ojciec, który zapomniał o swoim „wyczynku i problemie” nie był takim facetem. Mimo że wciąż w jego głowie siedziały pełne boleści słowa Julii podczas jednej z wizyt jej w szpitalu.
    Jej słowa wciąż ciążyły mu na sercu i umyślę i nie dawały spokojnie myśleć. Mimo że minął ponad rok od tej sytuacji, mimo że powinni już dawno to przegadać i pogodzić się, to jednak rozumiał złość i frustracje Julii na niego.
    Po prostu spieprzył sprawę. Zniszczył budowaną latami więź i roztrzaskał niczym lustro tę relację. Wiedząc doskonale, jaką ufność w nim ona pokładała. Pomimo tego, że od lat wiedli życie już osobno, to wciąż był dla niej bardzo istotny. Nie było dnia, by ze sobą nie pisali czy rozmawiali. Tworzyli silną bratersko — siostrzaną wieść a duży wpływ miał na to ich historia i to jak zostali potraktowani, ale potem bezmyślnie to zaprzepaścił i nie mógł o to nikogo winić.
    Nawet Mike, jedynie siebie.
    — Jak mogłem być taki głupi — powiedział z goryczą, wyrzucając sobie własną bezmyślną. — Czemu jej nie posłuchałem, dlaczego się nie opamiętałem gdy próbowałaś mną wstrząsać.
    Dopiero wtedy powoli odwrócił się w jej kierunku i popatrzył na nią. Alice stała kilka kroków dalej spoglądając na niego wręcz bezemocjonalnie. Owszem może i ponownie do niego wróciła i przebaczyła mu jego bezmyślność, to jednak w tej kwestii nie klepała go po plecach i mówiła, że będzie dobrze. Zachowywała się, tak jak powinna i nie gryzła się w język gdy mu to wytykała. Bo miała dużo racji a on nawet gdy chciał posypać głowę i spróbować przeprosić to nie potrafił.
    Tutaj nie chodziło o to, że to jej się one należały, ale jak sama podkreśliła jego siostrze, bo to ona została w tej sytuacji potwornie skrzywdzona. I zapewne gdyby się nie zagalopował i nie powiedział o kilka słów za dużo i gdyby ich nie wypowiedział, to zapewne teraz nie musiałaby sobie radzić rozterkami moralnymi, z jakimi się męczył od praktycznie dnia gdy pojął, że został oszukany. Dał się poddać manipulacji nie tylko ze strony przyjaciela, ale głównie jego żony i stracił najważniejszą osobę w swoim życiu.
    Nie umniejszał Alice, bo zawsze będzie kobietą, którą skradła na zawsze jego serce, ale Julia była dla niego równie ważna i absolutnie jego ukochana to rozumiała i akceptowała. Nie miała nic przeciw, bo sama miała silną wieść z siostrą, więc zupełnie pojmowała, że w jego sercu zawsze pozostaną dwie kobiety partnerka i siostra.
    — Znasz moje zdanie — powiedziała nagle Alice. — Od początku dało się wyczuć, że była Sandersa jest jakaś dziwna, ona…
    — Była fałszywą suką — powiedział z wrogością na myśl o tej kobiecie, która tak boleśnie wszystko zniszczyła. — Czemu dałem się zwieść tej podłej szmacie — pytał z wyrzutem.
    Nie miał do nikogo pretensji, lecz wyłącznie do siebie. Nie zamierzał zrzucać odpowiedzialności za swoje czynny na innych, bo wiedział, że to on dał się ponieś. Uwierzył zakłamanej scenie, nie dając potem szans Julii na wyjaśnienie, jak to wyglądało z jej perspektywy. Ostatecznie okazało się, że miała we wszystkim racje.
    Prawda stała po jej stronie, a nie po zakłamanej kobiecie, która już nie raz posunę się do licznych manipulacji. Oszukiwała przed laty i kłamała dalej, nakładając na twarz idealną maskę, w którą wielu uwierzyła i on był jedną z tych osób.
    — Teraz już wiesz, kto okazał się mówić prawdę — powiedziała nagle.
    — Żałuje, że nie mogę cofnąć czasu i pójść za nią w ciemno, bo zapewne teraz nie musiałabym żyć bez siostry — rzucił z goryczą. — Ona mi tak ufała, pewnie gdyby kazano jej pójść w ogień, to by to zrobiła, a ja co zrobiłem? Nie wiem czemu, ubzdurałem sobie te wszystkie głupstwa. Nie powinno mnie zaskakiwać, że teraz jestem u niej spalony i nie chce gadać.
    — Chester tutaj już nie chodzi o sam fakt, że byłeś oszukany, ale wiesz, co ją najbardziej boli — odezwała się, spoglądając na nią.
    Zapadła między nimi chwila ciszy, jednak on doskonale wiedział, co najbardziej Julie tłamsi i nie może przeboleć tego co zrobił. Był zbyt świadomy, by nie zrozumieć tego, że nie mógł liczyć na przebaczenie nie w obecnej chwili, jednak wciąż się trzymał bezskutecznie tej myśli, że może się uda.
    — Nawet sobie nie wyobrażam, co wtedy poczuła — wyrzucił z siebie.
    — I w tym tkwi problem. Usłyszała to od waszego ojca, a potem od ciebie i nie powinno dziwić, że poczuła się odrzucona wręcz wykluczona. Zwłaszcza że jak sami opowiadaliście, wychowała się w bidulu przez machlojki Johna — odezwała się, a w jej głosie nie dało się wyczuć żadnego współczucia.
    — Zachowałem się jak ten skurwysyn — powiedział, jawnie porównując się do własnego ojca, którym tak bardzo pogardzał. — Cholernie tego żałuje, ale nie mogę nic zrobić. Ona nie chce ze mną gadać!
    — I długo nie będzie. Rozmawiałam z nią na ten temat i jak wspomniała, na chwilę obecną nie widzi szans na to, by ci przebaczyć…


Teraźniejszość


    — Stary nagrywamy to, już piąty razy skup się — w słuchawkach usłyszał głos swojego przyjaciela.
    Trudno było jednak mu się skupić dziś na pracy. Starał się, ale po prostu jego myśli wciąż mu umykały i krążyły wokół pewnej artystki. Wszystko dlatego, że przeglądając jej media z konta swojej dziewczyn, bo niestety sam nie mógł tego zrobić, pod swoimi wciąż był przez nią zablokowany i tylko dzięki Alice miał możliwości widzieć, co się u niej rozgrywa.
    Nic się nie zmieniło od ponad dwóch lat, odkąd ostatecznie urwała z nim jakikolwiek kontakt. Bolało to niemiłosiernie, że praktycznie miał przy sobie tak wspaniałą osobę jednak bezmyślnie pozwolił sobie ją stracić. Szukał sposobu na kontakt jednak nawet gdy pisał z konta partnerki, wyczaiła z łatwością po stylu pisowni, że to nie była jej przyjaciółka i kazała mu spieprzać, delikatnie ujmując te słowa.
    Czuł się po prostu zrezygnowany.
    Zawiódł nie o tyle własną matkę, ale siebie. Obiecywał, że nie sprawi, że stanie się jej krzywda a sam do tego doprowadził. Był rozczarowany swoją własną postawą, którą zaprezentował. Owszem rozpamiętywał to nadal, ale nie mógł tego przeboleć i zapomnieć i zapewne nie zrobi tego. Nadal będzie to w nim tkwić.
    — Chester! — ponownie głos Michaela sprowadził go do rzeczywistości. — Stary co się z tobą dzieje? — słyszał jego zniecierpliwiony głos. — Od rana jesteś rozkojarzony — zauważył. — Wracaj tutaj — dodał.
    Zdjął słuchawki i bezwiednie je odłożył na stojak, a on wyszedł z kabiny nagraniowej, w której tkwił od dłuższego czasu. Praca z nim dziś była wręcz niemożliwa i Michael to doskonale odczuł. Nie zawsze tak miał, praktycznie takich sytuacji było nie wiele. Ostatnią sytuacją, która rozgrywała się w podobnym tonie było przed laty dokładnie wtedy gdy wspomniał mu na temat Julii i tego, że poznał prawdę, która nim wstrząsnęła. Obecnie było inaczej, ponieważ wcześniej mocno zżyte rodzeństwo było w poważnym konflikcie i powód nie był błahy.
    Usiadł na fotelu tuż przy Sandersie, który odwrócił się w jego kierunku i popatrzył na niego z nieukrywaną troską. On jednak nie uważał, że należy mu się jakiekolwiek współczucie, ale nie odezwał się ani słowem, dopiero głos wieloletniego kolegi rozdarł ciszę, która wokół nich panowała:
    — Pytam, ponownie co się dzieje? — spytał wprost.
    — Czy to konieczny temat do rozmów? — zapytał wymijająco.
    — Mam w takim razie machnąć ręką i się tobą nie przejmować gdy widzę, że faktycznie coś cię gryzie? — dopytywał. — Nie zamierzam, o co chodzi? — nadal naciskał.
    Nie odpowiedział od razu, bo co miał mu tak naprawdę powiedzieć, że chodzi o Julie, że ich sytuacja nie dawała mu spokoju i nie potrafił przestać o tym myśleć i roztrząsać własnej bezmyślności. Co miał powiedzieć, że chciałaby powrócić do przeszłości i naprawić swoje błędy czy to, że Julia nie chce z nim gadać.
    Wszystko o tym wiedział. Nie dało się tego ukryć, że nadal on i zespół byli skreśleni na liście znajomych młodej Rivery. Dowiedział się praktycznie przez przypadek, że jakiś czas temu się rozwiodła i powróciła do panieńskiego nazwiska. Nie zamierzał roztrząsać jej małżeństwa i jego odczuć wobec tego faceta.
    — Alice? — spytał nagle Mike.
    Pokręcił w zaprzeczeniu głową. Praktycznie odkąd zdecydowała się do niego wrócić, wszystko na nowo zaczęło się układać, więc raczej nie mieli poważnych kłótni, zdarzały się sprzeczki jednak jak uprzednio i było to oczywiste.
    Momentalnie usłyszał ciche westchnienie z ust kolegi, który stwierdził:
    — Julia — powiedział wprost.
    Jego milczenie było dla Sandersa odpowiedzią. Owszem wielokrotnie próbował ze swoją dziewczyną poruszyć jego temat i nie ukrywał zdarzały się dni gdy się kłócili o to, bo próbował jakoś ich pogodzić jednak i były takie momenty gdy rozsądnie podchodząc do tematu, tłumaczyła, czemu uważa, że obecnie nie widziała żadnych szans na to, by chociaż z nim pomówić.
    Rozumiał jej bolączkę, ale widząc jak bardzo jego przyjaciel, jest zdołowany miał poczucie, jakby znajdował się między młotem a kowadłem. Bo były to dla niego dwoje najbliższych osób i mimo że sam mocno swoimi kłamstwami namieszał w ich relacji, bo był częściowo prowokatorem i elementem, który zniszczył tę relację i jednocześnie chciał pomóc kumplowi z dobrego serca z drugiej, jednak pojmował podejście swojej partnerki i zachowaniu przez nią dystansu do brata.
    I tak w pełni brał to na siebie, że właśnie to on i jego była, byli inicjatorami tych wszystkich zdarzeń. Nikt jednak chyba nie przewidział tego, że to się tak zakończy. Raczej nie sądzili, że dojdzie do tak abstrakcyjnej sytuacji, gdzie zniszczy się kilka relacji w tym jedno parę rodzeństwa.
    — Chester nie będę kłamał, starałem się z nią gadać na wasz temat, ale ona…
    — Ona mnie nienawidzi — dokończył za niego. — Mike nie zaprzeczaj temu, oboje jesteśmy tego świadomi — powiedział, widząc, jak przyjaciel stara się sprzeciwić. — Nie możemy w tej sytuacji się oszukiwać. To ja nawaliłem, Julia ma pełne prawo być zła i…
    — Owszem spieprzyłeś, ale to przez moje nagadanie oszczerstw na jej temat — urwał, na moment a do jego głowy powróciły tamte cholerne wspomnienia.
    Wydarzenia, którerozegrały się tuż po tym gdy wybudził się ze śpiączki a Taylor przy nim była. Z trudem ukrył drżenie swojego ciała gdy oczami wyobraźni zobaczył jej twarz, tuż przed sobą próbując stłamsić w sobie rosnącą panikę i strach. To był jak zapalnik, którego nie mógł teraz w żaden sposób zatrzymać. To były konsekwencje jego działań, jednak najbardziej smutne w tej sytuacji było to, że ponoszą je osoby, które zostały wmieszane w to wszystko.
    To on powinien być na miejscu Chestera, a nie po dłuższym czasie być z Julią, która dała mu kolejną szansę. Życie bywa jednak mocno niesprawiedliwe i to widać po obecnej ich sytuacji.
    — Jestem wyłącznie winny ja i mój brak asertywności. Bo nie przeciwstawiłem się, nie powiedziałem dosyć w odpowiednim momencie i kto na tym cierpi. Wy — przyznał gorzką prawdę, którą już od dwa miał uświadomioną.
    — Czy teraz to coś zmieni? Może wcześniej tak, ale teraz — powiedział z rezygnacją w głosie. — Julia nie chce mnie znać, nie dziwie się, a ja jestem u niej na straconej pozycji. Mogę próbować wszystkiego, ale i tak ona nie będzie chętna, by się w ogóle ze mną widzieć. Boli mnie to, to fakt, ale mogę winić za to siebie.
    Widząc tak ogromny smutek u przyjaciela, pragnął w jakiś sposób mu pomóc, ale zupełnie nie wiedział jak i co mogłaby zrobić.

Sunday, November 16, 2025

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 03


    — Cześć słoneczko — odezwała się nieco pieszczotliwym tonem, gdy tylko przekroczyła próg swojego mieszkania.
    Została oczywiście powitana przez pewnego małego uroczego czworonoga, który jak zawsze wyczekiwał jej powrotu do domu. Nie zdarzyło się, by był taki chociaż jeden dzień, w który nie otwierając drzwi, nie dostrzegłaby jej w wejściu wychodzącej jej na spotkanie. Przykucnęła tuż przy niej i wzięła ją na ręce, obdarowując czułościami, czując na sobie mały język psinki, która miała już od kilku lat.
    — Też się cieszę, że cię widzę — śmiała się, czując jej pocałunki na swojej twarzy. — Zaraz wyjdziemy na spacer, a potem pani musi znowu wyjść.
    Nie dało się ukryć, dzisiejszy dzień miała wprost zabiegany i nie mogła narzekać, bo jeśli sobie przypomni tamte tygodni jak nie miesiące gdy tkwiła w zawieszaniu. Miała poczucie, jakby utknęła w miejscu i nie może się ruszyć, było to dla niej bardzo męczące. Ona nie lubiła stać w miejscu, wciąż uwielbiała być w ruchu, jedyne kiedy pozwalała sobie na to, by przystopować to gdy pracowała nad obrazami dla klientów czy studia.
    Mimo że minęło dość sporo czasu, to wciąż wydawało się jej to zaskakujące wręcz dziwne, że powoli powróciła do życia, jakie wiodła przez tymi wszystkimi traumatycznymi wydarzeniami, które rozgrywały się w jej życiu. Wciąż doskonale pamiętała jedną ze swoich rozmów z Ricardo, gdzie praktycznie negowała wszystko, co to, co mówił, gdy starał się ją przekonać do tego, że potrzebuje czasu, by powrócić do dawnego rytmu. Pamiętała, co wtedy mówiła:

    — Zawarowałeś? — wyrzuciła mu wręcz z pretensją.
    Czuła się wprost oburzona jego słowami, jak śmiał twierdzić, że za jakiś czas będzie lepiej? Jak miała nawet sobie wyobrażać sytuacje, w które po części zapomina o tym całym piekle, w którym tkwiła. Ono wciąż będzie głęboko zakorzenione w jej głowie, w psychice mając wpływ na jej życie. Jak miała wymazać z pamięci chwile upokorzeń i wstydu oraz poniżenia, nie tylko psychicznego a co ważne fizycznego.
    W głowie wciąż tkwiła jego twarz, wciąż czuła na swoim ciele ten parszywy obślizgły dotyk niczym u jakieś węża, który sprawiał, że drżała z przerażania na samą myśl. Zakorzenione w jej głowie głęboko traumy, których się nabawiła, sprawiły, że nie potrafiła dostrzec tego przysłowiowego światełka w tunelu. Wciąż dostrzegała wokół siebie czerń, mrok, który ją otaczał, więc abstrakcją było dla niej twierdzenie wręcz przekonywanie, że po deszczu nadchodzi słońce. Bo takie brednie można było wciskać dzieciom, które nie poznały jeszcze wystarczająco, a nie jej dziewczynie, która zbyt wiele przeżyła czy doświadczyła, by wierzyć w te głupie wręcz nawie stwierdzenia.

— Julio, ja kłócę się z tym, że obecnie nie widzisz nadziei na polepszenie. Ja nie mówię o kwestii tygodnia, czy miesięcy, ale mówię to z punktu widzenia dłuższego czasu, w którym będziesz wciąż pracowała nad sobą. Wcale nie uważam, że przepracowanie tego koszmaru, w którym tkwiłaś zajmie ci niewiarygodnie krótki czas, bo byłbym wtedy kompletnym idiotą, który nie pojmuje podstawowych rzeczy. Nie uważam się za kretyna i wiem, że może i teraz spoglądasz na to negatywnie, że bronisz się przed tym, jednak przyjdzie czas gdy terapia, leki czy opieka specjalistów zacznie pomagać, a ty zaczniesz te traumy przepracowywać i spojrzysz inaczej na otaczający cię świat.
    — Pierdolisz farmazony — stwierdziła z przekąsem.
    Nie ukrywał, że ostatnio nie było dobrze, a wręcz było tragicznie. Między nimi wciąż dochodziło do licznych sprzeczek czy awantur. Dostrzegał problem w braku akceptacji Julii względem samej siebie. Nie potrafiła spojrzeć z innego punktu widzenia niż ten najbardziej negatywny, którym się kierowała. To było jednak oczywiste, nikt po prawie trzech tygodniach psychicznych i fizycznych tortur, nie wyjdzie z tego obronną ręką. Gnębienie czy zastraszanie wydawało się tylko lekkim przedsmakiem, nie wspominając o tym, ilekroć byłą potworną, a nie wspomni o pogwałceniu jej prywatności. Innymi słowem, była wielokrotnie zgwałcona i to w brutalny niemal bestialski sposób. To wywiera wpływ na psychikę i absolutnie nie zamierzał tego bagatelizować.
    Widział to, że nie była nawet chętna być blisko niego. Uciekała przed jakimkolwiek dotykiem i absolutnie jej nie zmuszał do tego. Zachowywał ostrożność i wykazywał się ogromną dozą cierpliwości, pomimo że było, widać jak wiele razy wybuchała, bo nie panowała nad swoimi emocjami i to jemu się obrywało. Nie miał do niej o to żalu, bo wiedział, że jest rozchwiana, emocjonalnie dlatego starał się, jej pomóc jak tylko umiał i jeśli mu pozwalała.
    — Może gadam głupoty, ale wiem, że za jakiś czas będzie lepiej… — powiedział cicho do siebie.
    Zignorowała jednak jego słowa i bez słowa odeszła pozostawiając go zupełnie samego…

    Wtedy na niego krzyczała wręcz się, z nim awanturowała, bo uważała, że wygadywał głupoty. Obecnie musiała go przeprosin, za swoje ataki, ponieważ miał rzeczywiście racje. Pomimo że od porwania minęły dwa lata, to wiele się w jej życiu zmieniło przez ten czas, a ona zaczęła to dostrzegać.
    Odstawiła ostrożnie Junkę na podłogę, z czego psinka nie była zachwycona, ale podążyła powolnym krokiem w stronę kuchni a kącik jej ust delikatnie poderwał się do góry gdy tylko zobaczyła swoje własne odbicie wciąż a do niej wciąż nie docierało do niej, że powróciła do życia o nie tyle przed porwania, ile przed wypadkiem motocyklowym sprzed paru lat.
    Powoli wiodła życie, jakie wtedy prowadziła.
    Dzięki pomocy Mike, bo nie mogła mu w tej kwestii ująć, zyskała możliwość powrotu do dzielności jako niezależna artystka i jak początkowo nie wierzyła w powodzenie rozkręcenia na nowo strony czy portali społecznościowych to teraz musiała mu zwrócić honor.
    Widać, że czuł wyrzuty sumienia z powodu działań swojej byłej żony. W końcu to on również wymyślił ten bezsensowny plan, w którym mieli ją zniszczyć, ale poszedł po rozum do głowy, ale nie mógł powstrzymać jej. Praktycznie po odejściu Ricardo zaczynała na nowo z czystą kartą, bo tak to on pomógł jej spłacić ten dług, który jak się okazało, Taylor ją obciążyła. Pociągnęła za pewne sznurki i sprawiła, że jej konto zostało obciążone a z racji, że znała kilka osób, z pewnych kręgów mogła się tym posłużyć.
    Praktycznie po czasie dowiedziała się ze wszystkie kłopoty, w jakie wpadała były w dużej merze planem głupiej i bezmyślnej zemsty z jakiego powodu? Jak sam Mike wspomniał:
    — Prawdę mówiąc on miał ci uprzykrzyć życie. Innymi słowem wmówiłem sobie, że mi zagrażasz i uznałem, że muszę cię upokorzyć. Teraz wiem, że to jest kretynizm, ja jestem skończonym durniem, wchodząc w to z bezmyślnością. Bo już wtedy wiedziałem, że niczego nie zrobiłaś, co uznałem, że zrobiłaś, by zaszkodzić mi i Taylor. Po prostu to była czysta niechęć i po części zazdrość, bo potrafiłaś pójść dalej, a ja poszedłem jak głupi w związek z kochanką. Byłem i pozostanę idiotą, który poszukiwał bliskości i znalazł je w niewłaściwej osobie i pragnął zemścić się na bagatela niewinnej osobie. Teraz mogę jedynie tego żałować i cię za to przepraszać…
    Innymi słowem ten plan od początku był skazany na niepowodzenia, jednak Smith doprowadziła go praktycznie do końca. Jedyne co się jej nie udało to zaszkodzić jej na uczelni, gdzie był również był jednym z punktów.
    Otwierając lodówkę, nagle z przemyślenia wyrwało ją pewne głośne mruczenie, a ona wyczuła, jak pewien futrzak ociera się o jej nogi. Spojrzała w dół, by dostrzec obok swoich stóp łaszcząca się do niej Waltera.
    — Czyżby głodomór sobie przypomniał, że ma właścicielkę? — zapytała z lekkim rozbawieniem w głosie.
    Momentalnie w odpowiedzi usłyszała głośne miauczenie. Ona uśmiechnęła się jedynie i zajęła się nakarmienie tych trzech łasych na jedzonko głodomorów. Między czasie, robiąc sobie kawę. Czuła lekki spadek energii po praktycznie większości przedpołudnia pędzonym na uczelni, a potem spędzeniu godziny na terapii.
    Nie mogła nie zauważyć, że nie dostrzegła faktycznych zmian, które w niej zaszły. Owszem miała jeszcze wiele do przepracowania, ale jeśli miałaby określić siebie oraz w jakim punkcie emocjonalnym stoi i czy zdołała zapomnieć całkowicie o tym co się stało, to powiedziałaby tak. O porwaniu nigdy nie zapomni, to wciąż będzie w niej tkwiło, pomimo pomocy specjalistów, tego, że przez pierwsze miesiące była na lekach uspokajających oraz nasennych, bo zwyczajnie sobie nie radziła ze wspomnieniami i musiała być pod opieką nie tylko swojej terapeutki, ale psychiatry, to nie żałowała tego. Nie uważała się za kogoś stukniętego tylko dlatego, że też po części była zmuszona do skorzystania z fachowej pomocy, ale teraz po latach wiedziała, że było tego warte, bo dzięki systematycznemu leczeniu czy opieki psychologicznej mogła odstawić w dużym stopniu leki.
    Owszem miała je wciąż przepisywane, jednak miała je używać tylko w ostatecznych chwilach jej terapeutka, mając świadomość z jej koszmarem, obrała nieco inne metody leczenia. Bo owszem, o ile cielesne rany można było wyleczyć stosunkowo szybko, te na psychice goiły się znacznie dłużej i nawet teraz wiedziała, że potrzebuje znacznie więcej czasu niż przed paroma laty gdy zaczynała terapie i dochodzenia do siebie, teraz ona w końcu po prawie dwóch latach mogła powiedzieć, że wychodzi na prostą. Chociaż nadal nie wyzbyła się w sobie wszelkich obaw.
    Pomimo tego czasu, nadal miała ogromny problem z tym, by zasnąć przy zgaszonym świetle. Myśl o próbie zaśnięcia przy zgaszonych światłach wywoływała jej wewnętrzną panikę i strach. Nie mogła tego zwalczyć, bo za każdym razem gdy próbowała, powracał ten koszmar na nowo i musiała zapalić światło by poczuć się bezpiecznie. Nikłe światło dawało jej takie odczucie i zawsze musiała mieć przy łóżku włączone lampkę albo Ledy nad łóżkiem nawet w małym natężeniu, ale by miała to poczucie. Jak kiedyś uwielbiała zasypiać przy zgaszonym świetle, teraz tego po prostu nie potrafiła.
    Nawet po tak długim czasie i skutecznym leczeniu nie mogła wyzbyć się wszystkich traum, jakie miała i nawet nie sądziła, że nie zwalczy. Przez wiele miesięcy również zmagała się ze strachem do samych zbliżeń czy dotyków i doszła wtedy do wniosku, że musi coś z tym zrobić, dlatego zdecydowała się, na wizytę u seksuologa wiedziała, że musi przepracować to jak… była gwałcona. Dlatego świadoma, że zapewne w dalekiej przyszłości będzie pragnęła, chociaż spróbować bycia z kimś czy po czasie bliskości z tą osobą musiała sobie pomóc.
    Przyznać musiała, że ogromnie to ją podbudowało. Owszem przez ostatnie praktycznie dwa lata musiała być na licznych terapiach, być pod opieką lekarzy specjalistów a oczywiste było, że nie jest to tanie, jednak jeśli miała wybierać między zdrowiem psychicznym i fizycznym, a popadnie w szaleństwo, to wołała się zadłużyć, jednak wolała zawalczyć o siebie. Na szczęście jednak strona ponownie wzbudzała zainteresowanie, ona zaczęła mieć nowe zamówienie i nawet pod kwestią finansową obecnie radziła sobie całkiem dobrze.
    Nie zapominała absolutnie o fakcie, że również przeszła operację plastyczną, ale sam koszt pomimo jej niechęci pokrył Michael, który zdecydował się umieścić gdzieś pieniędzy z zadość uczynienia, jakie dostali, bo był to jeden, z punktów wyroków obciążając Clarka i Taylor ogromnymi kosztem tego co im stworzyli. Ona nadal posiadała swoją część i na chwilę obecną nie zamierzała ich wydawać, a raczej przyoszczędzić. Może przyjdzie czas, że sama je gdzieś zainwestuje.
Zabieg jednak został przeprowadzony przez specjalistę w swoim wachu i przestrzeń pomimo jej obaw się przyjął, a ona mogła w końcu przestać się wstydzić i ukrywać przed światem. Jak to jej ukochany stwierdził:
    — Wróciła ta piekielnie pewna siebie Julia.
    Odzyskała pewność siebie, a tak naprawdę zyskała siebie na nowo.
    Nie mogła przestać się uśmiechać na samą myśl, bo przeszła naprawdę długą drogą, by dojść do tego miejsca. Nie było to proste, skłamała, by mówiąc, że było łatwo. Nie jednokrotnie płakała z bezsilności i niemocy i chciała zrezygnować. Miała swoje wzloty i upadki. Jednak co nauczyło ją życie w bidulu to fakt, że nie mogła nigdy się poddać, bo wtedy inni wykorzystają twoją słabość. Nie poddała się, a obecnie była na dobrej drodze do normalnego życia właściwie już go wiodła.
    Była tylko pewna kwestia, która wciąż nie pozostała bez zmian, a raczej dwie. Jej relacje z resztą zespołu oraz jej bratem. Wciąż im nie przebaczyła tego, jak w jednej chwili odwrócili się od niej, a najbardziej nie mogła przeboleć tego faktu Chesterowi. Ufała mu w ciemno, a on bez żadnej refleksji obrał stronę tej, która ostatecznie okazała się wina.
    Owszem mogła przymknąć oko i mu przebaczyć, ale nie potrafiła.
    Nie umiała mu przebaczyć tego, że po prostu się jej wyrzekł. Siadło jej to na psychice i to dość głęboko. Miała poczucie tego, że potraktował ją jak jej zasrany ojciec. To on dał jej nadzieje na lepsze jutro, zyskała rodzinę, jednak w bardzo prosty manipulacyjny sposób odwrócił się do niej plecami i to było wciąż dotkliwe i bolesne.
    Czy faktycznie przyjdzie ten czas, że w końcu zdecyduje się zapomnieć o tym co zrobił i przebaczyć mu?
    Na chwilę obecną absolutnie tego nie widziała, żal i ból był nadal głębokie, a ona nie zamierzała pokazywać, że kilka słów żałosne próby przeprosin sprawią, że zostawił ją, taka jak ojciec czy matka. Porzucił własną siostrę.
    Owszem nie mogła zaprzeczyć, temu, że nie próbował czy po prostu się nie starał z nią porozmawiać i próbował się wytłumaczyć, jednak to ona nie dawała mu szansy i tak przyznawała, robiła tak, ale miała ku temu prawo.
    Momentalnie przypomniała sobie pewną sytuację gdy przypadkowo spotkała go na mieście:

    — Nadal zamierzasz traktować mnie jak powietrze?
    W tłumie usłyszała dość znajomy i bardzo charakterystyczny głos i nawet w gwarze, który panował wokół nich, nie miała trudności w poznaniu tej tonacji, którą kojarzyła tylko z jedną osobą.
    — Wiem, że mnie poznajesz i może w końcu ze mną pomówisz? Ignorujesz mnie praktycznie od dwóch lat.
    Niemal dało się wyczuć żal i ból w jego głosie jednak ona nawet nie odwróciła się za siebie, a szła nadal przed siebie. Mogła wręcz być pewna, że za nią idzie. Starała się go ignorować i nie zwracać uwagi, jednak mogło dziwić, że czemu w tak dużym mieścił, musiała na niego trafić.
    Los Angeles było ogromną metropolią, a akurat dziś musiała trafić na ulicy na swojego cholernego pieprzonego brata, który i ją poznał bez najmniejszego trudu. Nietrudno poznać kogoś, kto praktycznie jest bardzo podobny do twojej zmarłej. Jednocześnie praktycznie mieszkałeś z nią około dwóch lat. Nietrudno poznać siostrę czy własnego brata.
    — Julio — słyszała za sobą jego głos.
    Milczała, chociaż głupią nadzieją było to, że po prostu się znudzi i pójdzie to, jednak wolała nie wdawać się w nim w żadne dyskusje. Ona nie uważała, by mieli sobie cokolwiek do powiedzenia.
    Wystarczająco od niego się nasłuchała, jaką jest wstrętom osobą, już jej wystarczy. Tak nadal miała żal do niego o to co się stało i jak ją potraktował i prędko o tym nie zapomni i nie zamierzała.
    Niespodziewanie poczuła w następnej chwili dotyk dłoni, która wręcz zmusiła, ją do tego by się zatrzymała.
    — Czy ja ci nie daje wyraźnie do zrozumienia — syknęła w jego kierunku. — …że nie mam chęci z tobą dyskutować. A właściwie nie mamy o czym rozmawiać — dodała nieco nieprzyjemnie.
    Momentalnie wyrwała swoje ramię spod jego uścisku, odchodząc od niego, o parę kroków tak by nie mógł jej dotknąć i spojrzała na niego z nieukrywaną wściekłością i była wręcz porażona jego bezczelnością, jaką się wykazywał. Jak po tym wszystkim śmiał w ogóle czy miał odwagę się odzywać.
    — Nawet zdrajca ma prawo do wytłumaczenia się.
    — Nie w twoim przypadku — powiedziała zimno. — Wystarczająco się o sobie dowiedziałam i o tym co o mnie myślisz. Jeśli uważasz, że teraz powinnam na to przymknąć oko i zapomnieć, to chyba nie poznałeś mnie wystarczająco. Poza tym jak sobie to wyobrażasz, że ja ci zapomnę taką krzywdę? — rzuciła.
   — Dlatego daj mi to wytłumaczyć, myślisz, że mnie jestem na siebie wściekły za to co zrobiłem? Straciłem osobę, którą miałem się opiekować, a moja bezmyślna głupota doprowadziła do tego. Nie wiem czemu, uwierzyłem tej kretynce zamiast ciebie, ale…
    — Nie ma żadnego, ale Rivera — ucięła twardo jego monolog. — Uwierzyłeś Taylor, nie mi. Miałeś szansę posłuchać jak to wyglądało z mojej perspektywy co stwierdziłeś gdy w końcu zdecydowałeś się przyjść? — zatrzymała się na moment.
    Zapadło między nimi chwila niezręcznej ciszy, a ona widziała po jego minie, że nie chciał powracać do tego i wręcz tego mówić ponownie, jednak ona doskonale pamiętała każde jego głowo. Uśmiechnęła się nieco ironicznie, nim powiedziała:
    — Przypomnę, co wspomniałeś, że żałujesz mojej adopcji i byłeś idiotą, wierząc mi, po czym uznałeś, że ojciec miał racje w stosunku do mnie i czym to skwitowałeś? — zapytała ze surowością.
    Oczekiwanie od niego odpowiedzi raczej nie było czymś, czego się spodziewała gdy on wciąż milczał.
    — Wolałeś pozbyć się problemu tego samego, który wręcz uratował dupę twojego przyjaciela. — dorzuciła ze smutkiem. — Ale jak sobie życzyłeś. Zeszłam ci z drogi i nie zaprzątuje twojej szlachetnej głowy mną. Już w szpitalu ci mówiłam, możesz zapomnieć ze ja w ogóle istniał. Wymarz mnie, tak jak to zrobiłeś słownie.
    Uśmiechnęła się smutno, po czym spojrzała na niego po raz ostatni.
    — Problem pozbył się sam siebie — sbłętowała.
    — Julio… ja naprawdę nie chciałem, by to tak wyglądało. Byłem głupi.
    — I jesteś, ale nadal nie sprawi to, że spojrzę na ciebie przychylnie. Nadal mam do ciebie żal jestem na ciebie wściekła. Nie licz na przebaczenie, bo go nie otrzymasz — dokończyła.

    Od tego czasu jeszcze parę razu go widywała, jednak ich rozmowę za każdym razem kończyły się tak samo. Gdy tylko ujrzała, że Junka zjadła, zamierzała ją wziąć na spacer i potem pojechać na trening.
    Wychodząc zupełnie o nim zapomniała.

Saturday, November 8, 2025

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 02


Pół roku później

    — Mam przekąski! — zawołała już od wejścia, praktycznie wchodząc do jednego z mieszkań bez żadnego pukania.
    Zatrzymała się jednak w jednej chwili wręcz zamarła w pół kroku i o niemal z jej ramion nie wypadła tuba z chipsami oraz kilka mniejszych słodkości, które ze sobą zabrała. Zmarszczyła brwi i spoglądnęła wręcz lodowatym spojrzeniem na jednego z dwojga mężczyzn, którzy stali pośrodku salonu jednak od razu dało się dostrzec, jakby dopiero co się przywitali i zamierzali usiąść i porozmawiać.
    Zobaczyła spojrzenie jego oczu, które momentalnie zwróciło się w jej kierunku jednak to, co w nich ujrzała, wręcz wzbudziło w niej szereg negatywnych emocji, od złości po wściekłość.
    Skrucha i wręcz złość to jedyne, co widziała w jego oczach, co momentalnie wytrąciło ją z równowagi. Miała ochotę, zaczął przeklinać, bo ze wszystkich ludzi, którzy chodzili po ziemi, akurat na niego musiała się natknąć!
Czy nadal los jej tak bardzo nienawidził, że nie mogła nawet teraz zaznać odrobinę spokoju?
    I może zbyt radykalnie reagowała, jednak od praktycznie dwóch jak nie trzech lat nie potrafiła zapomnieć upokarzającego ją wręcz momentu i jego słów, które miały zbyt wymowny wydźwięk, które jawnie ukazywały jego podejście wobec niej i stosunek, jaki miał. I mimo że starała się, jak tylko mogła omijać go szerokim łukiem, to wciąż pan jej życia wciąż podsuwał go na jej drogę.
    Czy prosiła aż tak wiele, czy ponownie musiała się użerać z kolejną osobą, która tak mocno ją zraniła jak z jej eks chłopakiem, który w końcu po dziesięciu latach wiecznych intryg, prób zastraszenia, gróźb czy nękania do tego ostatecznego momentu gdy pełen upragnionej mściwości posunął się do jej porwania i przetrzymywania w tak nieludzkich warunkach i dostatecznie zniszczenie jej psychiki, że nawet teraz po czasie wciąż musiała chodzić na terapie?
    I nie mogła zaprzeczyć, że ona jej zupełnie nie pomogła, bo spędziła wiele godzin na sesjach, by poradził sobie z przeżyciami tamtych tygodni, by jakoś uporać się z traumą, którą musiała zwalczyć. W końcu musiała nauczyć się żyć nie odwracając się w strachu za siebie gdy słyszała każdy, chociażby najdrobniejszy szelest. Nie chcąc panikować, musiała nad sobą popracować i mimo że nie było idealnie jak przed laty, to jednak dało się dostrzec ogromną zmianę, którą poczyniła na przestrzeni tych ostatnich dwóch lat, gdzie uczęszczała cyklicznie na spotkanie z terapeutką.
    Zaczęła wyprowadzać ją na prostą, za co była jej naprawdę wdzięczna. Radziła sobie coraz lepiej żyjąc z tym co ją spotkało. Nie było możliwe, że wymarzę to, że swojej głowy całkowicie to wręcz było nie możliwe, jednak liczyło się to, że nie oblewał ją już zimny pot gdy musiała iść spać. Mimo że bywały jeszcze dni gdy sypiała przy świetle, to jednak częściej już je gasiła, a koszmary nawiedzały ją coraz rzadziej.
    W takim razie można zapytać, czy wróciła stara Julia, którą tak uwielbiała.
    Można powiedzieć, że tak i nie, bo mimo że czuła się znacznie lepiej, sama ze sobą to jednak wiedziała, że będzie mieć momenty zwątpień strachu i obaw jednak nie były one tak częste jak przed prawie dwoma laty.
    — Julio… — odezwał się nagle jego głos z dużą dozą niepewności.
    Zignorowała go, jednak nawet nie mając chęci na niego spojrzeć i zwróciła się bezpośrednio do Mike, mówiąc:
    — Daj mi znać, jak twój gość wyjdzie — poprosiła swojego chłopaka.
    Przytaknął delikatnie głową, praktycznie nie mogąc nic więcej zrobić. Czuł, jakby miał związane ręce w tej sprawie. Widok tak bardzo skłóconego rodzeństwa był naprawdę bolesny i dobijający. Wiedział, że częściowo się do tego przyczynił, a raczej jego kłamstwa, do których był zmuszony i nie usprawiedliwiał się w żaden sposób w końcu to przez manipulacje jego i byłej żony teraz praktycznie było widać dystans między tak zgranym bratem i siostrą, a teraz praktycznie ona nie miała chęci nawet go oglądać na oczy, a ten cóż:
    — Ona nigdy mi tego nie przebaczy — głos Chestera wyrwał go ze swoich przemyśleń.
    Spojrzał na niego i od razu mógł zobaczyć, jak bardzo jest wręcz przygnębiony. Sprawa z Julią od dłuższego czasu nie dawała mu spokoju wręcz od samego początku. Rozumiał frustracje i złość swojej obecnej ukochanej, ale również nie pojmował, dlaczego nie potrafi odsunąć na bok swoje uprzedzania i pozwolić mu przynajmniej na chwile rozmowę. Owszem wiedział, że czuła się nadal boleśnie zraniona tym, co jej nagadał i jak ją potraktował i sam był świadom, jak ciężko jest przebaczyć najbliższym szczególnie rodzinie.
    On sam miał duży problem z przebaczeniem rodzicom tego jak go zostawili u ciotki i wyjechali po nagłej śmierci jego młodszego brata i po części mógł zrozumieć Julie, praktycznie większość życia żyła sama bez świadomości kim są jej bliscy, a gdy pojawił się on, dał jej nową nadzieję, a potem pod wpływem przedstawienia, które odegrała, Taylor nad nim zmanipulowała go, do tego stopnia, że posłał swoją siostrę do więzienia i od tego zaczął się jawny konflikt w rodzeństwie Riverów.
    Ona była wściekła, zła i rozgoryczona za wyparcie się jej a on przybity sfrustrowany i zrezygnowany agresywnym wręcz podejściem młodej artystki do niego. Przez lata mogli obserwować, jak ci dwoje byli w stanie wskoczyć za sobą, w ogień teraz praktycznie ze sobą nie rozmawiali.
    — Dałem się tak głupio zwieść i po co ja to wygadywałem! — rzucił rozżalony.
    — Chciałabym ci naprawdę pomóc — odezwał się ze współczuciem, spoglądając na swojego przyjaciela, który opadł na pobliską kanapę i zwiesił głową, czując, jakby sam siebie zawiódł — Ale naprawdę nie mam pojęcia jak — wyznał szczerze.
Nie chodziło o to, że w ogóle tego nie chciał, bo naprawdę tego pragnął, jednak poruszanie jego tematu w obecności Julii było dość nieprzemyślaną rzeczą. Automatycznie jej humor się psuł i gdy tylko próbował coś wspomnieć czy wytłumaczyć, ona popadała wręcz we wściekłość i krzyczała, że nie chce mówić jak to określała kopii spermiarza niestety kiedyś człowiek, który mocno jej imponował i podziewająca go teraz bardzo stracił w jej oczach.
    Można stwierdzić, że mogła w końcu na to przymknąć oko i zapomnieć o tych głupotach, które wygadywał. Niestety ta sprawa nie była aż tak prosta.
    Nawet słowa potrafiły boleć i ich sytuacja była idealnym przykładem tego, że mówienie czegoś pod wpływem chwili i to bardzo nieprzemyślanych może sprawić, że kiedyś zżyta dwójka Riverów teraz praktycznie byli jakby byli sobie obcymi osobami. Więc tak nawet coś, co powie się w złości czy gniewie, może zniszczyć nawet najtrwalsze relacje, które budowane były latami.
    — Nie pomożesz — rozbrzmiał zmęczony i zdołowany głos przyjaciela — To ja to zepsułem. Ona miała racje — mówiąc to, spojrzeli na siebie jednocześnie — Nie dałem jej szansy, by mi wyjaśniła, jak to wyglądało z jej perspektywy. Oceniłem ją po tym co zobaczyłem, a ona jedynie tobie pomagała a ja byłem głupi tak jak reszta chłopaków i ją oskarżyłem.
    — I w tym sens gdyby nie ja to by się to nie wydarzyła — powiedział, wręcz w ostatniej chwili gryząc się w język, nie chcąc nawet wspominać o tym, jak bardzo on nakłamał przez wpływ swojej byłej żony.
    — Lecz z tobą rozmawia już normalnie — zauważył Rivera — A we mnie nadal ma wroga.
    No właśnie, to wydawało się mocno absurdalne, że z jednej strony to osoba, przez którą zostało rozdarte, rodzeństwo oboje z nim gadają, a Julia wręcz przebaczyła mu jego wszystkie występki z przeszłości i na ironie losu od jakiegoś czasu znowu zaczęli się ze sobą spotykać a z drugiej strony widoczny mur, który wybudowała miedzy sobą a bratem.
    Momentalnie przypomniał sobie jedną z ich rozmów gdy ją o to zapytał:

    — Sytuacja między tobą a Chesterem są diametralnie inne — odezwała się wręcz cierpkim głosem.
    — Mike nie będę kłamać, nadal nie podoba mi się to, że kłamałeś i zamiast przyznać się, do prawdy musiałam swoje odsiedzieć, ale twoja sytuacja była inna. I nie ja ciebie nie usprawiedliwiam, bo dobrze wiesz, że wprost ci mówiłam wielokrotnie, że spieprzyłeś po całości.
    Przytaknął delikatnie głową, bo sam się wprost do tego przyznał. Nie był ideałem, ale nadal nie rozumiał czemu, jemu przebaczyła, znacznie wcześniej niż właśnie Chesterowi. On przez kilka miesięcy mieszał jej w życiu nie tylko, gdy byli jeszcze razem, ale potem gdy się rozstali, a ona wiodła zupełnie nowe życie, to on nie mogąc poradzić sobie z zazdrością, przez kilka tygodni wysyłał jej głupie i bardzo obraźliwe komentarze jednak zbytnio się nimi nie przejęła skupiona na relacji z byłym mężem, a jego przyjaciel palnął po prostu głupotę: 
    — Mike dla ciebie to może być mało istotne, co on powiedział, dla mnie ma kluczowe znaczenie — poderwał głowę gdy usłyszał jej głos — Bo na twoje głupie występki można przymknąć oko, ale nie mogę potraktować tak samo Chestera. Stwierdzisz, że to tylko słowa, ale dla mnie to aż jawne wyparcie się mnie. Po co w takim razie przez tak długi czas się o mnie starał, by potem powiedzieć mi, że tego żałuje, wręcz śmiał stwierdzić, że to, że ojciec uprzedzał go, przede mną było słuszne. To bolesne, bo jednak zaufałam mu bezgranicznie, a on mnie potraktował w tak obrzydliwy i perfidny sposób — odezwała się, a on wyczuł, wręcz ból w jej głosie — i jeśli nadmienisz, że twoi rodzice też nie zachowali się wzorowo to tak fakt, ale czy kiedykolwiek powiedzieli ci w twarz, że cię nie chcą, że wyrzekają się ciebie? — spytała wprost. 
    To fakt nigdy niczego takiego nie usłyszał, może odeszli nagle pozostawiając go u siostry ojca, jednak nigdy nie wyznali, że go nie chcą jako swojego dziecka. Zagubili się gdzieś po śmierci Jasona, ale widać było, że po latach żałowali tego odejścia. 
    Pokręcił delikatnie głową w zaprzeczeniu, widząc, jak delikatnie przytakuje i dodaje: 
    — Właśnie, nigdy tego nie usłyszałem, a ja owszem i poczułam się, tak jakbym ponownie była tą parolatką, która w końcu zrozumiała, że rodzina ją nie chciała i ją zostawiła w tym bidulu. Dlatego pomimo moich usilnych chęci, nie potrafię mu tego zapomnieć. Starałam się mu wyjaśnić, ale on nie chciał słuchać. Nie potrafię na chwilę obecną wyciągnąć do niego ręki i zapomnieć o tym jak mnie potraktował. Po prostu nie potrafię — dokończyła i spojrzała na niego z bólem. 
    Zapadło między nimi chwila dość niezręcznej ciszy. Jej wyjaśnienia wydawały się najbardziej rozsądne, o jakim mógł posłuchać i mógłby z nią wciąż rozmawiać, próbować nakłonić, ale czy miało to w tej chwili sens gdy wyjaśniła swoje wewnętrzne rozterki i wątpliwości: 
    — A czy nie teraz, ale w przyszłości w końcu z nim usiądziesz i spróbujesz porozmawiać? — zapytał wręcz z dozą niepewności i spojrzał na nią. 
    Nie odpowiadała od razu, czego wręcz mógł się spodziewać, przez dłuższą chwile oboje milczeli. Widział jak wpatruje się w widok z balkonu z jej apartamentu gdzie spędzali czas. Powiew chłodnego wieczornego powietrza kończył kolejny dość ciepły jak nie upalny dzień w mieście a oni siedzieli na najwyższym piętrze budynku i podziwiali zachodzący za zabudowaniami zachód słońca który mimo że był dużo lepszy oglądanie go nad oceanem to i tak robił imponujące wrażenie. 
    — Kiedyś… — zastanawiała się na głos. — Może tak, ale na chwile obecną nie widzę takiej możliwości — mówiąc to spojrzała na niego z powagą — Na razie te rany są zbyt głębokie — wyjawiła ze szczerością.

    — Chyba czas się pogodzić z myślą, że jednak straciłem własną siostrę na dobre — nagle głos piosenkarza sprowadził go na ziemie. 
    Spojrzał na niego i nie mógł ukryć, że jego widok był dla niego dołujący. Można stwierdzić, że relacje między rodzeństwem z czasem i wiekiem powoli niknął, rozsypują się w końcu, on sam swojej siostry nie widział od lat i nie miał pojęcia, co robi i gdzie jest, jednak on nie mógł jednoznacznie tego powiedzieć, ponieważ Chester i Julia byli ze sobą zbyt zżyci by nagle wszystko się rozsypało, a jednak to stało się przez wręcz mocno niewyparzony język starszego Rivery.
    — Nie trać nadziei, może obecnie jest na ciebie zła…  
    — Ale Mike ja nie jestem zdziwiony, że odnosi się do mnie z taką powściągliwością i nie mogę jej za to absolutnie winić — powiedział nagle, spoglądając w jego kierunku — Jedynym, który tutaj coś zniszczył, jestem tylko i wyłącznie ja — przyznał się do tego. Nie odpowiedział, bo słowa jakby stały się zbędne. 
    Zapadła między nimi chwila dość długiej ciszy, po której niespodziewanie Chester podniósł się z wygodnej sofy, na której siedział i odwracając się delikatnie, do niego powiedział:
    — Lecę nie będę ci głowy zawracał — powiedział nagle z wręcz wymuszonym uśmiechem — Obiecałem Alice, że pojadę z nią na zakupy — dodał, gdy poszedł w jego ślady i sam wstał — Przynajmniej udało mi się naprawić wszystko między nami — stwierdził na wspomnienie swojej partnerki.  
    Fakt, rozstali się właściwie powodem ich rozłąki było wyparcie się Julii przez Chestera jednak po wielu tygodniach gdy Rivera starał się jakoś naprawić relacje między sobą i byłą partnerką, ta w końcu dostrzegła, że żałuje tego co zrobił i mimo że nie mogła mieć wpływu na to, że nadal rodzeństwo ze sobą nie rozmawiała i na chwilę obecną nikt nie zdołał przekonać studentki do pogodzenia się z bratem, to widząc jego szczerą żałość i to jak bardzo starał się zabiegać o jej względy, dała mu kolejną szansę. 
    Obiło mu się o uszy, że dawne sąsiadki rozmawiały ze sobą na ten temat i mimo że malarka wprost powiedziała to samo co jemu na temat właśnie piosenkarza, to nie zamierzała stawać na drodze ich miłości. Nie widziała problemu z tym, że ponownie zaczęli się widywać. 
    I to prawda część relacji została naprawiona przez ten ostatni rok, jednak wiele pracy jeszcze ich wszystkich czekało. Praktycznie kiedyś tak dobrze zgrana ze sobą grupa podzieliła jedna osoba. 
    Kobieta, która zniszczyła mu życie i napsuła wiele znajomości, które teraz są albo na ostrzu noża jak w przypadku Julii oraz większości zespołu, albo te, które już zostały naprawione tak jak stosunki między nim a nią.
    Czy to fakt, że razem przeżyli istny koszmar, czy miało na to wpływ, to jak pomógł jej poradzić sobie z osiedlowymi łobuzami, przez co potem zaczęli się coraz częściej widywać? A może to, że podczas propozycji operacji plastycznej aż do momentu jej rekonwalescencji wciąż jej pomagał i ją wspierał, nawet gdy była o krok do zrezygnowana był przy niej. Zapewne złożyło się wiele rzeczy na to, że ponownie się w sobie zakochali i pomimo że przez kilka miesięcy oboje to w sobie dusili to w końcu, jedna iskra sprawiła, że przestali oszukiwać siebie wzajemnie, że przyjaźń im po prostu przestała wystarczać i zdecydowali się spróbować znowu. 
    Tym razem jednak obiecał swojej dziewczynie, że nie będzie ingerował w sprawy jej ukochanych motocykli, jak i przyrzekł jej wierność. Sam nie czuł się dobrze z myślą, że miał tak cudowną dziewczynę u swojego boku a przez swoje nieprzemyślane głupie i nieracjonalne decyzje ją stracił. 
Teraz nie zamierzał popełniać tego błędu ponownie.
    — Do zobaczenia Mike.  
    — Cześć 
    Widział, jak przyjaciel wychodzi, a on westchnął cicho, widząc, jak znika wkrótce za rogiem korytarza i miał już zamknąć drzwi gdy nagle podbiegł Jay i zaczął głośno szczekać i merdać ogonem. 
    — Tak zabiorę cię cwaniaku do Junki — powiedział z lekkim uśmiechem. 
Zgarnął jedynie z komody klucze do swojego mieszkania i smycz jednak nie przypiął go, bo wyszkolił go i wiedział, że był mu posłuszny gdy o to poprosi, dlatego nawet przejechanie tych dwóch pięter do góry nie stanowiło problemu. 
    Gdy przekręcił klucz w zamku, czuł jak husky, nawet na krok się nie ruszył, od jego nóg po krótkiej chwili podszedł do windy i nacisnął guzik. Nie czekał, długo aż drzwi się rozsunęły i wszedł do środka wraz ze swoim towarzyszem i nacisnął przycisk z najwyższą liczbą i nawet nie minęła minuta, a stanął przed drzwiami mieszkania Julii.
    Naciskając na klamkę, nawet nie napotkał oporu i otworzył je szczerzej i wszedł do środka. Jay niemal od razu wykorzystał tę okazję i pognał do środka, szukając swojej małej przyjaciółki do zabawy, a on rozejrzał się uważnie i zobaczył swoją ukochaną, która kręciła się po kuchni i coś pichciła. Zaszedł ją od tyłu gdy tylko zobaczył, że nie zauważy, że wszedł do środka i jak burza obok niej przemknął jego wierny towarzysz. Ostrożnie zaczął się do niej zbliżać i w końcu podszedł do niej i przylgnął do jej pleców i objął ją swoimi ramionami. Czuł, jak zadrżała, przestraszona jednak momentalnie ujrzał, jak odwraca twarz ku niemu z bardzo uroczym uśmiechem: — Czyżby komuś zachciało mnie się straszyć? — zagadnęła i unosząc dłoń i dała, robiąc mu pstryczek w nos. Zaśmiał się cicho, po czym skradł jej drobnego całusa, nie mogąc się pohamować, by nie pocałować tych malinowych drobnych ust, które tak kochał. Odwróciła się momentalnie w jego ramionach, a on poczuł, jak obejmuje go za kark, mimowolnie odwzajemniając jego namiętną pieszczotę.
Przez moment jakby nic się dla nich nie liczyło, pomimo że jego myśli wciąż zaprzątała sprawa jej oraz Chestera to jednak oddał się tej zmysłowej chwili, jedyne na to sobie mogli ostatnio pozwolić i oboje raczej nie mieli obecnie parcie, by ponownie zdecydować się na wspólne łóżkowe igraszki. Nie tylko że było to za wcześniej, jednak oboje potrzebowali czasu szczególności Julia która, pomimo że jego dotyk zaczęła akceptować zdarzały się chwile gdy się odsuwała. 
    Wszystko przez tego cholernego skurwysyna i… Nawet nie chciał o tym wspominać, bo te obrazy wciąż go prześladował. 
    Chciał o tym nie myśleć tak jak ona starała się nauczyć ponownie co znaczy dobry dotyk tak jak wcześniej i teraz uczyła się, czym jest dotyk, który nie sprawia bólu.
    — Cóż za gorące przywitanie koteczku — odezwała się gdy tylko się od niego odwróciła.
    — Obiło mi się o uszy, że pewna ślicznotka proponowała na dziś wieczór seans filmowy, czy wciąż on jest aktualny — zapytał z dociekliwością.
    — Nawet gdybyś nie przyszedł to, pewnie bym coś obejrzała. Dziś proponuje Fantastyczną Czwórkę obie części, a potem ewentualnie inne filmy więc możesz decydować — powiedziała z delikatnym uśmiechem.
— A przypadkiem nie skończyliśmy ostatniego serialu? — zmarszczył delikatnie czoło, próbując przypomnieć sobie, czy dokończyli jedną z produkcji jednej z popularniejszych ostatnio platform streamingowych. 
    — Został ostatni sezon — przypomniała mu, gdy tylko się odsunął — Ale nie mam ochotę dziś go kończyć — przyznała. 
    Odsunął się od niej, by po krótkiej chwili oprzeć się o kuchenny blat i przez chwile zapanowała chwila ciszy. Przez chwile bił się z myślami czy ją o to zapytać. Wahał się, jednak w końcu się odezwał: 
    — Julio… — zapytał z ostrożnością.
    — Nie! — powiedziała nagle, stanowczym głosem. — Mike — powiedziała, spoglądając na niego z surowością — Chyba już ci coś mówiłam na jego temat — podkreśliła — Nie chce poruszać tego tematu i sobie nie życzę, byś o nim wspominał — dodała wręcz z surowością w głosie. 
Opuścił głowę zrezygnowany, bo praktycznie takiej reakcji się od niej spodziewał. To nie tak miało wyglądać.

Saturday, November 1, 2025

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 01

 Pół rok później


    — Dlaczego wciąż mnie ignorujesz?
    Usłyszała wśród tłumu, przez który przechodziła ten znajomy głos. Mogłaby siebie oszukiwać, twierdzić, że nie ma pojęcia skąd, kojarzy tę znajomą barwę, jednak trudno się jest oszukiwać w momencie gdy była to kiedyś bliska jej osoba.
    I to słowo wcale nie było aż tak przesadne jak mogłoby się wydawać. Można było uznać, że ma zbyt urażone ego, lub wciąż rozpamiętuje przeszłość i powinna w końcu schować dumę do kieszeni i przyjąć tą wyciągniętą dłoń w jej kierunku. Nawet jeśli jest to metaforą, ale nie potrafiła do tego w taki sposób podejść.
    Nie umiała zapomnieć!
    Nie potrafiła przepracować żalu i wściekłości, którą wciąż odczuwała za każdym razem gdy tylko nawet go gdzieś usłyszała. Nie chodziło o fakt, że nie chciała tej konfrontacji, bo już dawno to zrobiła i to w momencie, w którym była w naprawdę kiepskim stanie. Skonfrontowała się z nim mimo tego, że cichy głosik z tyłu jej głowy mówił jej, by tego nie robiła. Zdecydowała się na ten krok, tylko dlatego by go uświadomić w jednej kluczowej sprawie, że nie życzy sobie tego, by się z nią kontaktować.
    On jednak nie potrafił tego przeboleć i wciąż próbował. Teraz mógł jedynie mieć ten łut szczęścia, że spotka ją gdzieś na mieście i będzie miał okazje ją zaczepić. Odkąd zerwała z nim kontakt oraz z tego co dowiedział się, po stracie mieszkania przeprowadziła się w zupełnie inną cześć miasta, a on nie miał jej adresu.
    Owszem zdawał sobie sprawę, że jego partnerka wiedziała o tym gdzie mieszka, ale doskonale wiedział, że potrafi być bardzo lojalna wobec swoich bliskich przyjaciółek. Gdy jest o coś poproszona to nie zdradza robi to jedynie w wyjątkowych chwilach gdy widzi, że dłużej nie może tego zrobić.
    Tutaj nie miała tego, zagrożenia dlatego od razu go uprzedziła, że może próbować na wszelkie sposoby, ale tej jednej kluczowej rzeczy mu zwyczajnie nie powie. Nie powinno go to dziwić i wcale tak nie jest. Wiedział, że mocno pokomplikował sprawy i w zupełności za nie odpowiada jak i bierze na klatę to, że z własnej głupoty i braku rozsądku postąpił tak nie rozważnie.
    Delikatnie rzecz ujmując to po prostu głupio gdy dostrzegł ją wśród ludzi na jednej, z głównych ulic gdzie była większe prawdopodobieństwo wręcz szansa ją spotkać nie spodziewał się, że dziś ją tutaj znajdzie. I to nie tak ze ją śledził cały czas. Nie bywał nachalny, lecz wykorzystał okazję, jaką niewątpliwie mu się przytrafiła. Rozmowa z nią było czymś, czego naprawdę pragnął, lecz na spokojnie i mieć możliwość wytłumaczenia się. Ona jednak nie dawała mu tej możliwości i to go bolało najbardziej.
    — Postępuje dokładnie w takim sam sposób jak ty — jej cichy głos niemal syk, nagle przemknął poprzez panujący wokół nich hałas.
    — Julio… proszę — prosił ją. — Chce tylko…
    — Miałeś tę szansę — weszła mu stanowczo w słowo, nawet nie dając dokończyć.
    Zobaczył, jak w następnej chwili odwraca się w jego kierunku i mógł zobaczyć, jak część jej twarzy pokrywają znowu opatrunki zupełnie jak przed paroma miesiącami. Nie miał pojęcia, co się stało, jednak ten widok, który widział, na szpitalnym łóżku go przerażał. Owszem doszły do niego słuchy, że jej ciało było uszkodzone przez oparzenia chemiczne. Nie widział jednak jej stanu tuż po tym gdy trafiła po tym koszmarze do szpitala. Nie mógł tego zobaczyć, lecz nawet nie był pewny czy był gotów to zobaczyć. Mógł tylko wywnioskować z plotek, że wyglądała okropnie.
    — Ale z niej nie skorzystałeś — przypomniała mu. — Wystarczyło tak nie wiele, a sytuacja byłaby zupełnie inna. Powiedz mi albo po prostu przypomnij, co mi powiedziałeś w momencie gdy jedynie, o co cię prosiłam to wysłuchanie mojej wersji zdarzeń. Słuchał — powiedziała z uporem.
    Czuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie, a w następnej chwili zobaczył, jak splątała dłonie na piersiach i wpatrywała się w niego, oczekując odpowiedzi. Tak nawet pomimo mijającego czasu, nadal tamtej sytuacji mu nie przebaczyła i szczerze nawet nie była pewna czy kiedykolwiek to zrobi.
    Nic ją wtedy bardziej nie zabolało nie to, co od niego usłyszała.
    Jego słowa wciąż bolą:
    
    — Nie chce cię znać! — powiedział to tak przepełnionym goryczą głosem — Wyrzekam się ciebie!
    — Co!? — spytała wręcz zaszokowana.
    — To, co słyszałaś. Dla mnie przestałaś istnieć. I nawet lepiej, że się ożeniłaś, bo przynajmniej nie będziesz hańbić mojego nazwiska! — dodał mściwie — Żałuje dnia, gdy ciebie przygarnąłem.

    — Zmarnowałeś ją w tej same chwili, w które jej się mnie wyrzekłeś — odezwała się ostrym głosem, przerywając milczenie pomiędzy nimi.
    — Julio wiem, że zachowałem się jak ostatni skurwysyn, ale…
    — Tak wiem, co za moment usłyszę, byłem pod ich wpływem. Litości Chester jesteś dorosłym facetem. Miałeś okazje posłuchać mnie tego co ja ci miałam do powiedzenia, lecz co zrobiłeś? — spytała twardo, wbijając w niego spojrzenie.
    Milczał, nie mając śmiałości odpowiedzieć. Ona w duchu miała ochotę zaśmiać się ironicznie, jakby spodziewając się takiej reakcji z jego stromy. Nie zwracali uwagi na to, że byli na środku chodnika a obok nich przechodzili mieszkańcy czy turyści spieszczać się, by załatwić swoje sprawy.
    Oni trwali w tej ciszy, która zdawała się nie kończyć. Ona wyczekiwała odpowiedzi, a on nie miał śmiałości jej udzielić. Nie dlatego że się bał, ale dlatego, że nie miał odwagi. Został po raz kolejny skonfrontowany z faktami oraz tym, co się wydarzyło, a on nie wiedział już co zrobić, by złapać żaden punkt zaczepienia.
    Także czuł, że zawiódł nie tylko samego siebie, ale przede wszystkim ją.
    — Pamiętasz, co mi obiecywałeś przed paroma latami — zapytała wprost.
    Odezwał się, bo nie spodziewała się tego, że w ogóle odpowie. On, mimo że starał się spoglądać w jej kierunku, ona dostrzegła to, jak próbuje uciekać wzrokiem. Mogłaby ją oszukiwać, ale ona to widziała. Próbował skupić się na niej, lecz jej oczy podążały gdziekolwiek indziej, lecz nie na nią.
    — Wtedy gdy zabrałeś mnie z tamtego miejsca. Powiesz mi, co mi wtedy obiecałeś? — dociekała, słysząc rozgoryczenie w swoim głosie.
    — Ja…
    — Pamiętasz — odezwała się zirytowana gdy po raz kolejny bezskutecznie próbował jej przerwać. — Przysięgałeś, wręcz się zarzekałeś, że nigdy nie sprawisz tego, bym się na tobie zawiodła. I wiesz, jaki jest tego paradoks?
    
    — Dlaczego ci tak bardzo zależy?
    Jej pytanie niespodziewanie potoczyło się po gabinecie, gdy w końcu po wielu przemyśleniach na ten temat, odważyła się o to zapytać. Od kilku tygodni mierzyła się z wieloma pytaniami, które zadręczały jej umysł. Mimo że słyszała wielokrotnie, czemu to robił, jednak chciała poznać jego głębsze przemyślenia na ten temat, to ją wprost intrygowało.
    To było dość niecodzienne by tak młody chłopak chciał w ogóle szukać swojej młodszej siostry a co dopiero starać się tak jak on to robił. W końcu był to krok, który wymagał poważnej i przede wszystkim przemyślanej decyzji. Podziwiała go za to, ale jednocześnie w umyślę, tkwił ten ciekawski chochlik, który nie pozwalał jej o tym zapomnieć.
    — Czemu o ciebie zawalczyłem, mimo że byłaś mi zupełnie obca?
    On zdawał się jakby czytać jej w myślach. Przytaknęła delikatnie głową gdy na niego spojrzała, jak siedział naprzeciw niej na parapecie w jego domowym studiu, a na swoich kolanach trzymał gitarę i coś próbował tworzyć, lecz z żadnym nastawieniem na to, że stworzy coś dobrego. Chwycił ją, lecz praktycznie jedyne co robił to brzękał a ona rzadko co się skupiała na tym co rysowała.
    — No tak.
    Widziała, jak popada w lekką zadumę i nie odpowiedział od razu.
    — Wspomniałem ci, że jako mały dzieciak chciałem mieć młodsze rodzeństwo — przytaknęła, doskonale pamiętając jego słowa. — Czemu się na to zdecydowałem, mimo że z tyłu głowy miałem myśl, z jakimi zobowiązaniami to się łączy. Czy skłoniło mnie to, że po prostu było mi ciebie żal? Tak naprawdę na tę decyzję złożyło się kilka czynników, a przede wszystkim chciałem odzyskać własną siostrę, to było dla mnie najważniejsze. Mówiłem, że nie zamierzałem poczuwać się do win ani oskarżać cię o ten rozpad. Nadal uważam, nie zasłużyłaś na to co cię spotkało, a po drugie po prostu zaczęło mi na tobie zależeć i to mocno. — przyznał w końcu.
    Widziała, jak powoli odkłada gitarę na bok i opiera ją o ścianę, po czym kontynował, wciąż spoglądając jej głęboko w oczy.
    — Wiem jedno, że nigdy nie chce cię zawieść. Nie w taki sposób jak ja poczułem zawód na moich… naszych rodzicach. Nie chciałem, byś kimś, kto kłamie, oszukuje, zataja tajemnice. Nie miałem pewności czy w ogóle cię znajdę i zdołam ci to przekazać, ale chciałem być zgodny z własnym sumieniem. Nawet gdybyś mnie odtrąciła, to miałabym, wtedy poczucie, że ciebie ani siebie nie oszukałem. Przekazałem sekret, który mi ciążył i dałem ci wybór, bo zmuszanie było czymś, do czego nie chciałem doprowadzać. Chyba w trakcie tej drogi m więcej się z tobą witałem tym bardziej, chciałem być blisko ciebie. Patrząc na to co się stało także między matką a ojcem, wiem jedno, nigdy cię nie zawiodę. Zbyt mi na tobie zależy, by zrobić coś, co cię rozczaruje.
 
    Gdy tylko przypomniała sobie te słowa, miała ochotę zadrwić. Bo teraz one brzmiały w zupełnie inny sposób/ niż mogło, by się wydawać. Kiedyś ogromne deklarację o braterskiej wierności, teraz po latach stały się jedynie pustymi słowami, które nie miały absolutnie żadnego znaczenia.
    — Zawiodłem cię — odpowiedział po krótkiej chwili. — Obiecałem, że zawsze możesz na mnie liczyć, że nigdy nie pozwolę na to byś się mną, a raczej naszą relacją rozczarowała. Zrobiłaś to — powiedział z żałością w głosie. — Ja nie wiem, co wtedy mną kierowało, myślałem, że…
    — Sądziłeś, że znaleźliście winowajcę w kimś, kto uratował waszego kumpla — skończyła za niego. — Taylor wykorzystała idealną okazję do tego, by oskarżyć mnie — wspomniała. — Wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze braciszku, że nie mogę do tej pory pojąć, jak tak rozsądni faceci jak wy daliście się podpuścić a co najważniejsze, jak mogliście dać wiarę, że mogłabym kogoś skrzywdzić. I to ja osoba, która sama doświadczyła przemocy, która się jej wręcz brzydzi. Wychowana zostałam w miejscu, gdzie bicie nas było czymś normalnym, utknęłam w związku z przemocowcem i naprawdę sądziłeś, że jestem zdolna do takich czynów. I tak wiem, że ludzie są różni, że dla niektórych tak traumatyczne wydarzenia, mogą kierować na ciemną stronę, ale wtedy zachodzi jedno kluczowe pytanie. Czy kiedykolwiek w moim zachowaniu było coś, co mogło skłonić cię do tego, by oskarżyć mnie o takie rzeczy? — zapytała wprost.
    — Nie — odparł krótko. — Zawsze podziewałem w tobie to, że po takich przejściach potrafiłaś pójść dalej. Umiałaś zbudować stabilny związek oparty na miłości. Byłaś inna, mimo że przeszłaś przez nie małe piekło a ja…
    — Ale wiesz, co mnie w tym najbardziej upodliło? — zapytała niemal z wyczuwalnym bólem.
    Może to nie była odpowiednia pora ani miejsce na takie prywatne rozmowy, jednak to spotkanie było tak nieoczekiwane, a ona sama nie planowała z nim się widzieć. Na pewno nie teraz i nie w przeciągu kilku miesięcy. Nie miała pojęcia kiedy zdoła przeboleć, a bardziej przepracować traumę, której jej wyrzucił.
    I w końcu nauczyła się mówić o tym jako wstrząsie emocjonalnym, jakim przeżyła, a nie złym wspomnieniem. Gdy wspomniała swojej terapeutce na ten temat. Nazwała od razu rzeczy po imieniu. Wprost powiedziała, że był to wstrząs, który musi najpierw przepracować, by nastąpiła rozmowa, bo o pojednaniu nie było mowy.
    — Proszę, nie mów tego — odezwał się, wyrywając ją ze swoich wspomnień.
    — W jaki inny sposób mam to nazwać Chester — powiedziała już nieco spokojnie jednak wciąż pod wpływem silnych emocji. — Powiedziałeś coś tak bolesnego, z czym nie potrafię poradzić sobie do dziś. Powiedz mi jakiem prawem, a inaczej jak mogłeś, byś tak bezczelny, by powiedzieć mi coś takiego. Uznać, że ten skurwysyn miał racje. I powiedziałeś to ty, osoba, która najbardziej z nim walczyła o to mnie — wypomniała mu.
    Czuła zbierające się w jej kącikach oczu łzy, które starała się za wszelkich sił opanować. Nie chciała raczej rozpłakać się tutaj na ulicy wśród innych. Nie chodziło o to, że nie chciała pokazać mu swojej słabości, bo wielokrotnie mógł widzieć jak płacze, lecz nie chciałaby się, na nią odwracali i spoglądali.
    — Wiem — mruknął przez mocno zaciśnięte zęby, teraz już nie ukrywając tego, że unika jej spojrzenia. — Gdybym…
    — Ale nie cofniesz czasu — przerwała mu. — Potrafię zrozumieć wiele, przebaczyć również, ale nigdy nie przeboleje tego, że stwierdziłeś, że ten skurwysyn, który zniszczył mi dzieciństwo, miał racje. Osoba, która była na tyle zuchwała i egoistyczna w swoich pobudkach pozbyła się mnie ot, tak, a potem był na tyle bezczelny, by stwierdzić, że jestem nikim. Powiem jedno, dla niego mogę być nikim, lecz dla siebie jesteś kimś, kto w końcu zobaczył sobie coś więcej niż tylko przybłędę. Najbardziej frustruje jednak mnie fakt, że brat, który sam mówił, o nim w tak negatywny sposób poparł go. Wiesz, jak wtedy się poczułam? — zwróciła mu uwagę.
    — Nawet nie muszę pytać, bo mogę się tego domyślić.
    — No właśnie, sam teraz przyznajesz, że twoje postrzeganie mnie było błędne w tamtej chwili. Musisz jednak zrozumieć również, to, że takich rzeczy nie jestem w stanie tak łatwo przebaczyć — odezwała się w końcu. — I nie wiem, czy to zrobię, bo ta rana nadal jest świeża i nadal jest głęboka. Jedyne, o co proszę to, o to byś mnie przestał niepokoić. Może ci zależeć na odbudowaniu ze mną kontaktu, ale ja ci mówię wprost, że nie wiem, czy zdołam przepracować to co mi zrobiłeś. Czy będę mieć na tyle siły, by to ci wybaczyć? Po prostu nie wiem. Jak sam już wspomniałeś. Zawiodłam się na tobie.
    Stali przez chwile spoglądając na siebie, po czym bez słowa odwróciła się na pięcie i odeszła.