Rok wcześniej
— Wiesz, że to jest bezcelowe?
Nawet nie drgnął gdy tuż za sobą usłyszał bardzo znajomy kobiecy głos. Nie odwrócił się w jej stronę. Nie popatrzył w jej kierunku, wciąż stojąc lekko zgarbionym, opierając się dłońmi o kuchenny blat, widząc, jak ekran telefonu powoli gaśnie, a lista numerów wraz z imionami osób do nich przypisanych powoli zanika. Moment, w którym telefon zrobił się czarny, sprawił, że coś drgnęło w jego sercu, a on przymknął oczy, a on wyszeptał cicho:
— Wiem — przyznał w końcu, mimo że miał świadomość, że to, co robił, nie ma celu.
Nie ma właściwie sensu, jednak wciąż próbował. Starał się, nie widząc nawet przebłysku by cokolwiek się zmieniło. Dlaczego to robił? Bo mu zależało, wciąż żył z poczuciem swojej winy. Nie mógł dać sobie spokoju i zostawić tak tej sprawy. Porzucenie tej sytuacji i machnięcie na to ręką wręcz nie wchodziło w grę.
Mimo że ta druga strona pozostała głucha i ślepa na jego starania, on rozumiał po części jej zachowanie i nie mógł jej winić o brak jej akceptacji i jego wybryków, bo mimo że był dorosłym mężczyzną, zachował się jak rozkapryszony gówniarz, a nie osoba, która powinna podejść do tego nie z dystansem, ale z rozsądkiem.
I nie powinno go dziwić, że Julia nie chciała mieć z nim kontaktu.
Odkąd powiedział te brzemienne w skutki słowa, gdy świadomie wręcz ją odrzucił. Porzucił na pustawe fałszywych oskarżeń, nie mógł dać sobie z tym spokój. To go wciąż gryzło i nie dawało spokojnie żyć. Nie umiał być jak ojciec, który zapomniał o swoim „wyczynku i problemie” nie był takim facetem. Mimo że wciąż w jego głowie siedziały pełne boleści słowa Julii podczas jednej z wizyt jej w szpitalu.
Jej słowa wciąż ciążyły mu na sercu i umyślę i nie dawały spokojnie myśleć. Mimo że minął ponad rok od tej sytuacji, mimo że powinni już dawno to przegadać i pogodzić się, to jednak rozumiał złość i frustracje Julii na niego.
Po prostu spieprzył sprawę. Zniszczył budowaną latami więź i roztrzaskał niczym lustro tę relację. Wiedząc doskonale, jaką ufność w nim ona pokładała. Pomimo tego, że od lat wiedli życie już osobno, to wciąż był dla niej bardzo istotny. Nie było dnia, by ze sobą nie pisali czy rozmawiali. Tworzyli silną bratersko — siostrzaną wieść a duży wpływ miał na to ich historia i to jak zostali potraktowani, ale potem bezmyślnie to zaprzepaścił i nie mógł o to nikogo winić.
Nawet Mike, jedynie siebie.
— Jak mogłem być taki głupi — powiedział z goryczą, wyrzucając sobie własną bezmyślną. — Czemu jej nie posłuchałem, dlaczego się nie opamiętałem gdy próbowałaś mną wstrząsać.
Dopiero wtedy powoli odwrócił się w jej kierunku i popatrzył na nią. Alice stała kilka kroków dalej spoglądając na niego wręcz bezemocjonalnie. Owszem może i ponownie do niego wróciła i przebaczyła mu jego bezmyślność, to jednak w tej kwestii nie klepała go po plecach i mówiła, że będzie dobrze. Zachowywała się, tak jak powinna i nie gryzła się w język gdy mu to wytykała. Bo miała dużo racji a on nawet gdy chciał posypać głowę i spróbować przeprosić to nie potrafił.
Tutaj nie chodziło o to, że to jej się one należały, ale jak sama podkreśliła jego siostrze, bo to ona została w tej sytuacji potwornie skrzywdzona. I zapewne gdyby się nie zagalopował i nie powiedział o kilka słów za dużo i gdyby ich nie wypowiedział, to zapewne teraz nie musiałaby sobie radzić rozterkami moralnymi, z jakimi się męczył od praktycznie dnia gdy pojął, że został oszukany. Dał się poddać manipulacji nie tylko ze strony przyjaciela, ale głównie jego żony i stracił najważniejszą osobę w swoim życiu.
Nie umniejszał Alice, bo zawsze będzie kobietą, którą skradła na zawsze jego serce, ale Julia była dla niego równie ważna i absolutnie jego ukochana to rozumiała i akceptowała. Nie miała nic przeciw, bo sama miała silną wieść z siostrą, więc zupełnie pojmowała, że w jego sercu zawsze pozostaną dwie kobiety partnerka i siostra.
— Znasz moje zdanie — powiedziała nagle Alice. — Od początku dało się wyczuć, że była Sandersa jest jakaś dziwna, ona…
— Była fałszywą suką — powiedział z wrogością na myśl o tej kobiecie, która tak boleśnie wszystko zniszczyła. — Czemu dałem się zwieść tej podłej szmacie — pytał z wyrzutem.
Nie miał do nikogo pretensji, lecz wyłącznie do siebie. Nie zamierzał zrzucać odpowiedzialności za swoje czynny na innych, bo wiedział, że to on dał się ponieś. Uwierzył zakłamanej scenie, nie dając potem szans Julii na wyjaśnienie, jak to wyglądało z jej perspektywy. Ostatecznie okazało się, że miała we wszystkim racje.
Prawda stała po jej stronie, a nie po zakłamanej kobiecie, która już nie raz posunę się do licznych manipulacji. Oszukiwała przed laty i kłamała dalej, nakładając na twarz idealną maskę, w którą wielu uwierzyła i on był jedną z tych osób.
— Teraz już wiesz, kto okazał się mówić prawdę — powiedziała nagle.
— Żałuje, że nie mogę cofnąć czasu i pójść za nią w ciemno, bo zapewne teraz nie musiałabym żyć bez siostry — rzucił z goryczą. — Ona mi tak ufała, pewnie gdyby kazano jej pójść w ogień, to by to zrobiła, a ja co zrobiłem? Nie wiem czemu, ubzdurałem sobie te wszystkie głupstwa. Nie powinno mnie zaskakiwać, że teraz jestem u niej spalony i nie chce gadać.
— Chester tutaj już nie chodzi o sam fakt, że byłeś oszukany, ale wiesz, co ją najbardziej boli — odezwała się, spoglądając na nią.
Zapadła między nimi chwila ciszy, jednak on doskonale wiedział, co najbardziej Julie tłamsi i nie może przeboleć tego co zrobił. Był zbyt świadomy, by nie zrozumieć tego, że nie mógł liczyć na przebaczenie nie w obecnej chwili, jednak wciąż się trzymał bezskutecznie tej myśli, że może się uda.
— Nawet sobie nie wyobrażam, co wtedy poczuła — wyrzucił z siebie.
— I w tym tkwi problem. Usłyszała to od waszego ojca, a potem od ciebie i nie powinno dziwić, że poczuła się odrzucona wręcz wykluczona. Zwłaszcza że jak sami opowiadaliście, wychowała się w bidulu przez machlojki Johna — odezwała się, a w jej głosie nie dało się wyczuć żadnego współczucia.
— Zachowałem się jak ten skurwysyn — powiedział, jawnie porównując się do własnego ojca, którym tak bardzo pogardzał. — Cholernie tego żałuje, ale nie mogę nic zrobić. Ona nie chce ze mną gadać!
— I długo nie będzie. Rozmawiałam z nią na ten temat i jak wspomniała, na chwilę obecną nie widzi szans na to, by ci przebaczyć…
Teraźniejszość
— Stary nagrywamy to, już piąty razy skup się — w słuchawkach usłyszał głos swojego przyjaciela.
Trudno było jednak mu się skupić dziś na pracy. Starał się, ale po prostu jego myśli wciąż mu umykały i krążyły wokół pewnej artystki. Wszystko dlatego, że przeglądając jej media z konta swojej dziewczyn, bo niestety sam nie mógł tego zrobić, pod swoimi wciąż był przez nią zablokowany i tylko dzięki Alice miał możliwości widzieć, co się u niej rozgrywa.
Nic się nie zmieniło od ponad dwóch lat, odkąd ostatecznie urwała z nim jakikolwiek kontakt. Bolało to niemiłosiernie, że praktycznie miał przy sobie tak wspaniałą osobę jednak bezmyślnie pozwolił sobie ją stracić. Szukał sposobu na kontakt jednak nawet gdy pisał z konta partnerki, wyczaiła z łatwością po stylu pisowni, że to nie była jej przyjaciółka i kazała mu spieprzać, delikatnie ujmując te słowa.
Czuł się po prostu zrezygnowany.
Zawiódł nie o tyle własną matkę, ale siebie. Obiecywał, że nie sprawi, że stanie się jej krzywda a sam do tego doprowadził. Był rozczarowany swoją własną postawą, którą zaprezentował. Owszem rozpamiętywał to nadal, ale nie mógł tego przeboleć i zapomnieć i zapewne nie zrobi tego. Nadal będzie to w nim tkwić.
— Chester! — ponownie głos Michaela sprowadził go do rzeczywistości. — Stary co się z tobą dzieje? — słyszał jego zniecierpliwiony głos. — Od rana jesteś rozkojarzony — zauważył. — Wracaj tutaj — dodał.
Zdjął słuchawki i bezwiednie je odłożył na stojak, a on wyszedł z kabiny nagraniowej, w której tkwił od dłuższego czasu. Praca z nim dziś była wręcz niemożliwa i Michael to doskonale odczuł. Nie zawsze tak miał, praktycznie takich sytuacji było nie wiele. Ostatnią sytuacją, która rozgrywała się w podobnym tonie było przed laty dokładnie wtedy gdy wspomniał mu na temat Julii i tego, że poznał prawdę, która nim wstrząsnęła. Obecnie było inaczej, ponieważ wcześniej mocno zżyte rodzeństwo było w poważnym konflikcie i powód nie był błahy.
Usiadł na fotelu tuż przy Sandersie, który odwrócił się w jego kierunku i popatrzył na niego z nieukrywaną troską. On jednak nie uważał, że należy mu się jakiekolwiek współczucie, ale nie odezwał się ani słowem, dopiero głos wieloletniego kolegi rozdarł ciszę, która wokół nich panowała:
— Pytam, ponownie co się dzieje? — spytał wprost.
— Czy to konieczny temat do rozmów? — zapytał wymijająco.
— Mam w takim razie machnąć ręką i się tobą nie przejmować gdy widzę, że faktycznie coś cię gryzie? — dopytywał. — Nie zamierzam, o co chodzi? — nadal naciskał.
Nie odpowiedział od razu, bo co miał mu tak naprawdę powiedzieć, że chodzi o Julie, że ich sytuacja nie dawała mu spokoju i nie potrafił przestać o tym myśleć i roztrząsać własnej bezmyślności. Co miał powiedzieć, że chciałaby powrócić do przeszłości i naprawić swoje błędy czy to, że Julia nie chce z nim gadać.
Wszystko o tym wiedział. Nie dało się tego ukryć, że nadal on i zespół byli skreśleni na liście znajomych młodej Rivery. Dowiedział się praktycznie przez przypadek, że jakiś czas temu się rozwiodła i powróciła do panieńskiego nazwiska. Nie zamierzał roztrząsać jej małżeństwa i jego odczuć wobec tego faceta.
— Alice? — spytał nagle Mike.
Pokręcił w zaprzeczeniu głową. Praktycznie odkąd zdecydowała się do niego wrócić, wszystko na nowo zaczęło się układać, więc raczej nie mieli poważnych kłótni, zdarzały się sprzeczki jednak jak uprzednio i było to oczywiste.
Momentalnie usłyszał ciche westchnienie z ust kolegi, który stwierdził:
— Julia — powiedział wprost.
Jego milczenie było dla Sandersa odpowiedzią. Owszem wielokrotnie próbował ze swoją dziewczyną poruszyć jego temat i nie ukrywał zdarzały się dni gdy się kłócili o to, bo próbował jakoś ich pogodzić jednak i były takie momenty gdy rozsądnie podchodząc do tematu, tłumaczyła, czemu uważa, że obecnie nie widziała żadnych szans na to, by chociaż z nim pomówić.
Rozumiał jej bolączkę, ale widząc jak bardzo jego przyjaciel, jest zdołowany miał poczucie, jakby znajdował się między młotem a kowadłem. Bo były to dla niego dwoje najbliższych osób i mimo że sam mocno swoimi kłamstwami namieszał w ich relacji, bo był częściowo prowokatorem i elementem, który zniszczył tę relację i jednocześnie chciał pomóc kumplowi z dobrego serca z drugiej, jednak pojmował podejście swojej partnerki i zachowaniu przez nią dystansu do brata.
I tak w pełni brał to na siebie, że właśnie to on i jego była, byli inicjatorami tych wszystkich zdarzeń. Nikt jednak chyba nie przewidział tego, że to się tak zakończy. Raczej nie sądzili, że dojdzie do tak abstrakcyjnej sytuacji, gdzie zniszczy się kilka relacji w tym jedno parę rodzeństwa.
— Chester nie będę kłamał, starałem się z nią gadać na wasz temat, ale ona…
— Ona mnie nienawidzi — dokończył za niego. — Mike nie zaprzeczaj temu, oboje jesteśmy tego świadomi — powiedział, widząc, jak przyjaciel stara się sprzeciwić. — Nie możemy w tej sytuacji się oszukiwać. To ja nawaliłem, Julia ma pełne prawo być zła i…
— Owszem spieprzyłeś, ale to przez moje nagadanie oszczerstw na jej temat — urwał, na moment a do jego głowy powróciły tamte cholerne wspomnienia.
Wydarzenia, którerozegrały się tuż po tym gdy wybudził się ze śpiączki a Taylor przy nim była. Z trudem ukrył drżenie swojego ciała gdy oczami wyobraźni zobaczył jej twarz, tuż przed sobą próbując stłamsić w sobie rosnącą panikę i strach. To był jak zapalnik, którego nie mógł teraz w żaden sposób zatrzymać. To były konsekwencje jego działań, jednak najbardziej smutne w tej sytuacji było to, że ponoszą je osoby, które zostały wmieszane w to wszystko.
To on powinien być na miejscu Chestera, a nie po dłuższym czasie być z Julią, która dała mu kolejną szansę. Życie bywa jednak mocno niesprawiedliwe i to widać po obecnej ich sytuacji.
— Jestem wyłącznie winny ja i mój brak asertywności. Bo nie przeciwstawiłem się, nie powiedziałem dosyć w odpowiednim momencie i kto na tym cierpi. Wy — przyznał gorzką prawdę, którą już od dwa miał uświadomioną.
— Czy teraz to coś zmieni? Może wcześniej tak, ale teraz — powiedział z rezygnacją w głosie. — Julia nie chce mnie znać, nie dziwie się, a ja jestem u niej na straconej pozycji. Mogę próbować wszystkiego, ale i tak ona nie będzie chętna, by się w ogóle ze mną widzieć. Boli mnie to, to fakt, ale mogę winić za to siebie.
Widząc tak ogromny smutek u przyjaciela, pragnął w jakiś sposób mu pomóc, ale zupełnie nie wiedział jak i co mogłaby zrobić.
No comments:
Post a Comment