Sunday, November 16, 2025

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 03


    — Cześć słoneczko — odezwała się nieco pieszczotliwym tonem, gdy tylko przekroczyła próg swojego mieszkania.
    Została oczywiście powitana przez pewnego małego uroczego czworonoga, który jak zawsze wyczekiwał jej powrotu do domu. Nie zdarzyło się, by był taki chociaż jeden dzień, w który nie otwierając drzwi, nie dostrzegłaby jej w wejściu wychodzącej jej na spotkanie. Przykucnęła tuż przy niej i wzięła ją na ręce, obdarowując czułościami, czując na sobie mały język psinki, która miała już od kilku lat.
    — Też się cieszę, że cię widzę — śmiała się, czując jej pocałunki na swojej twarzy. — Zaraz wyjdziemy na spacer, a potem pani musi znowu wyjść.
    Nie dało się ukryć, dzisiejszy dzień miała wprost zabiegany i nie mogła narzekać, bo jeśli sobie przypomni tamte tygodni jak nie miesiące gdy tkwiła w zawieszaniu. Miała poczucie, jakby utknęła w miejscu i nie może się ruszyć, było to dla niej bardzo męczące. Ona nie lubiła stać w miejscu, wciąż uwielbiała być w ruchu, jedyne kiedy pozwalała sobie na to, by przystopować to gdy pracowała nad obrazami dla klientów czy studia.
    Mimo że minęło dość sporo czasu, to wciąż wydawało się jej to zaskakujące wręcz dziwne, że powoli powróciła do życia, jakie wiodła przez tymi wszystkimi traumatycznymi wydarzeniami, które rozgrywały się w jej życiu. Wciąż doskonale pamiętała jedną ze swoich rozmów z Ricardo, gdzie praktycznie negowała wszystko, co to, co mówił, gdy starał się ją przekonać do tego, że potrzebuje czasu, by powrócić do dawnego rytmu. Pamiętała, co wtedy mówiła:

    — Zawarowałeś? — wyrzuciła mu wręcz z pretensją.
    Czuła się wprost oburzona jego słowami, jak śmiał twierdzić, że za jakiś czas będzie lepiej? Jak miała nawet sobie wyobrażać sytuacje, w które po części zapomina o tym całym piekle, w którym tkwiła. Ono wciąż będzie głęboko zakorzenione w jej głowie, w psychice mając wpływ na jej życie. Jak miała wymazać z pamięci chwile upokorzeń i wstydu oraz poniżenia, nie tylko psychicznego a co ważne fizycznego.
    W głowie wciąż tkwiła jego twarz, wciąż czuła na swoim ciele ten parszywy obślizgły dotyk niczym u jakieś węża, który sprawiał, że drżała z przerażania na samą myśl. Zakorzenione w jej głowie głęboko traumy, których się nabawiła, sprawiły, że nie potrafiła dostrzec tego przysłowiowego światełka w tunelu. Wciąż dostrzegała wokół siebie czerń, mrok, który ją otaczał, więc abstrakcją było dla niej twierdzenie wręcz przekonywanie, że po deszczu nadchodzi słońce. Bo takie brednie można było wciskać dzieciom, które nie poznały jeszcze wystarczająco, a nie jej dziewczynie, która zbyt wiele przeżyła czy doświadczyła, by wierzyć w te głupie wręcz nawie stwierdzenia.

— Julio, ja kłócę się z tym, że obecnie nie widzisz nadziei na polepszenie. Ja nie mówię o kwestii tygodnia, czy miesięcy, ale mówię to z punktu widzenia dłuższego czasu, w którym będziesz wciąż pracowała nad sobą. Wcale nie uważam, że przepracowanie tego koszmaru, w którym tkwiłaś zajmie ci niewiarygodnie krótki czas, bo byłbym wtedy kompletnym idiotą, który nie pojmuje podstawowych rzeczy. Nie uważam się za kretyna i wiem, że może i teraz spoglądasz na to negatywnie, że bronisz się przed tym, jednak przyjdzie czas gdy terapia, leki czy opieka specjalistów zacznie pomagać, a ty zaczniesz te traumy przepracowywać i spojrzysz inaczej na otaczający cię świat.
    — Pierdolisz farmazony — stwierdziła z przekąsem.
    Nie ukrywał, że ostatnio nie było dobrze, a wręcz było tragicznie. Między nimi wciąż dochodziło do licznych sprzeczek czy awantur. Dostrzegał problem w braku akceptacji Julii względem samej siebie. Nie potrafiła spojrzeć z innego punktu widzenia niż ten najbardziej negatywny, którym się kierowała. To było jednak oczywiste, nikt po prawie trzech tygodniach psychicznych i fizycznych tortur, nie wyjdzie z tego obronną ręką. Gnębienie czy zastraszanie wydawało się tylko lekkim przedsmakiem, nie wspominając o tym, ilekroć byłą potworną, a nie wspomni o pogwałceniu jej prywatności. Innymi słowem, była wielokrotnie zgwałcona i to w brutalny niemal bestialski sposób. To wywiera wpływ na psychikę i absolutnie nie zamierzał tego bagatelizować.
    Widział to, że nie była nawet chętna być blisko niego. Uciekała przed jakimkolwiek dotykiem i absolutnie jej nie zmuszał do tego. Zachowywał ostrożność i wykazywał się ogromną dozą cierpliwości, pomimo że było, widać jak wiele razy wybuchała, bo nie panowała nad swoimi emocjami i to jemu się obrywało. Nie miał do niej o to żalu, bo wiedział, że jest rozchwiana, emocjonalnie dlatego starał się, jej pomóc jak tylko umiał i jeśli mu pozwalała.
    — Może gadam głupoty, ale wiem, że za jakiś czas będzie lepiej… — powiedział cicho do siebie.
    Zignorowała jednak jego słowa i bez słowa odeszła pozostawiając go zupełnie samego…

    Wtedy na niego krzyczała wręcz się, z nim awanturowała, bo uważała, że wygadywał głupoty. Obecnie musiała go przeprosin, za swoje ataki, ponieważ miał rzeczywiście racje. Pomimo że od porwania minęły dwa lata, to wiele się w jej życiu zmieniło przez ten czas, a ona zaczęła to dostrzegać.
    Odstawiła ostrożnie Junkę na podłogę, z czego psinka nie była zachwycona, ale podążyła powolnym krokiem w stronę kuchni a kącik jej ust delikatnie poderwał się do góry gdy tylko zobaczyła swoje własne odbicie wciąż a do niej wciąż nie docierało do niej, że powróciła do życia o nie tyle przed porwania, ile przed wypadkiem motocyklowym sprzed paru lat.
    Powoli wiodła życie, jakie wtedy prowadziła.
    Dzięki pomocy Mike, bo nie mogła mu w tej kwestii ująć, zyskała możliwość powrotu do dzielności jako niezależna artystka i jak początkowo nie wierzyła w powodzenie rozkręcenia na nowo strony czy portali społecznościowych to teraz musiała mu zwrócić honor.
    Widać, że czuł wyrzuty sumienia z powodu działań swojej byłej żony. W końcu to on również wymyślił ten bezsensowny plan, w którym mieli ją zniszczyć, ale poszedł po rozum do głowy, ale nie mógł powstrzymać jej. Praktycznie po odejściu Ricardo zaczynała na nowo z czystą kartą, bo tak to on pomógł jej spłacić ten dług, który jak się okazało, Taylor ją obciążyła. Pociągnęła za pewne sznurki i sprawiła, że jej konto zostało obciążone a z racji, że znała kilka osób, z pewnych kręgów mogła się tym posłużyć.
    Praktycznie po czasie dowiedziała się ze wszystkie kłopoty, w jakie wpadała były w dużej merze planem głupiej i bezmyślnej zemsty z jakiego powodu? Jak sam Mike wspomniał:
    — Prawdę mówiąc on miał ci uprzykrzyć życie. Innymi słowem wmówiłem sobie, że mi zagrażasz i uznałem, że muszę cię upokorzyć. Teraz wiem, że to jest kretynizm, ja jestem skończonym durniem, wchodząc w to z bezmyślnością. Bo już wtedy wiedziałem, że niczego nie zrobiłaś, co uznałem, że zrobiłaś, by zaszkodzić mi i Taylor. Po prostu to była czysta niechęć i po części zazdrość, bo potrafiłaś pójść dalej, a ja poszedłem jak głupi w związek z kochanką. Byłem i pozostanę idiotą, który poszukiwał bliskości i znalazł je w niewłaściwej osobie i pragnął zemścić się na bagatela niewinnej osobie. Teraz mogę jedynie tego żałować i cię za to przepraszać…
    Innymi słowem ten plan od początku był skazany na niepowodzenia, jednak Smith doprowadziła go praktycznie do końca. Jedyne co się jej nie udało to zaszkodzić jej na uczelni, gdzie był również był jednym z punktów.
    Otwierając lodówkę, nagle z przemyślenia wyrwało ją pewne głośne mruczenie, a ona wyczuła, jak pewien futrzak ociera się o jej nogi. Spojrzała w dół, by dostrzec obok swoich stóp łaszcząca się do niej Waltera.
    — Czyżby głodomór sobie przypomniał, że ma właścicielkę? — zapytała z lekkim rozbawieniem w głosie.
    Momentalnie w odpowiedzi usłyszała głośne miauczenie. Ona uśmiechnęła się jedynie i zajęła się nakarmienie tych trzech łasych na jedzonko głodomorów. Między czasie, robiąc sobie kawę. Czuła lekki spadek energii po praktycznie większości przedpołudnia pędzonym na uczelni, a potem spędzeniu godziny na terapii.
    Nie mogła nie zauważyć, że nie dostrzegła faktycznych zmian, które w niej zaszły. Owszem miała jeszcze wiele do przepracowania, ale jeśli miałaby określić siebie oraz w jakim punkcie emocjonalnym stoi i czy zdołała zapomnieć całkowicie o tym co się stało, to powiedziałaby tak. O porwaniu nigdy nie zapomni, to wciąż będzie w niej tkwiło, pomimo pomocy specjalistów, tego, że przez pierwsze miesiące była na lekach uspokajających oraz nasennych, bo zwyczajnie sobie nie radziła ze wspomnieniami i musiała być pod opieką nie tylko swojej terapeutki, ale psychiatry, to nie żałowała tego. Nie uważała się za kogoś stukniętego tylko dlatego, że też po części była zmuszona do skorzystania z fachowej pomocy, ale teraz po latach wiedziała, że było tego warte, bo dzięki systematycznemu leczeniu czy opieki psychologicznej mogła odstawić w dużym stopniu leki.
    Owszem miała je wciąż przepisywane, jednak miała je używać tylko w ostatecznych chwilach jej terapeutka, mając świadomość z jej koszmarem, obrała nieco inne metody leczenia. Bo owszem, o ile cielesne rany można było wyleczyć stosunkowo szybko, te na psychice goiły się znacznie dłużej i nawet teraz wiedziała, że potrzebuje znacznie więcej czasu niż przed paroma laty gdy zaczynała terapie i dochodzenia do siebie, teraz ona w końcu po prawie dwóch latach mogła powiedzieć, że wychodzi na prostą. Chociaż nadal nie wyzbyła się w sobie wszelkich obaw.
    Pomimo tego czasu, nadal miała ogromny problem z tym, by zasnąć przy zgaszonym świetle. Myśl o próbie zaśnięcia przy zgaszonych światłach wywoływała jej wewnętrzną panikę i strach. Nie mogła tego zwalczyć, bo za każdym razem gdy próbowała, powracał ten koszmar na nowo i musiała zapalić światło by poczuć się bezpiecznie. Nikłe światło dawało jej takie odczucie i zawsze musiała mieć przy łóżku włączone lampkę albo Ledy nad łóżkiem nawet w małym natężeniu, ale by miała to poczucie. Jak kiedyś uwielbiała zasypiać przy zgaszonym świetle, teraz tego po prostu nie potrafiła.
    Nawet po tak długim czasie i skutecznym leczeniu nie mogła wyzbyć się wszystkich traum, jakie miała i nawet nie sądziła, że nie zwalczy. Przez wiele miesięcy również zmagała się ze strachem do samych zbliżeń czy dotyków i doszła wtedy do wniosku, że musi coś z tym zrobić, dlatego zdecydowała się, na wizytę u seksuologa wiedziała, że musi przepracować to jak… była gwałcona. Dlatego świadoma, że zapewne w dalekiej przyszłości będzie pragnęła, chociaż spróbować bycia z kimś czy po czasie bliskości z tą osobą musiała sobie pomóc.
    Przyznać musiała, że ogromnie to ją podbudowało. Owszem przez ostatnie praktycznie dwa lata musiała być na licznych terapiach, być pod opieką lekarzy specjalistów a oczywiste było, że nie jest to tanie, jednak jeśli miała wybierać między zdrowiem psychicznym i fizycznym, a popadnie w szaleństwo, to wołała się zadłużyć, jednak wolała zawalczyć o siebie. Na szczęście jednak strona ponownie wzbudzała zainteresowanie, ona zaczęła mieć nowe zamówienie i nawet pod kwestią finansową obecnie radziła sobie całkiem dobrze.
    Nie zapominała absolutnie o fakcie, że również przeszła operację plastyczną, ale sam koszt pomimo jej niechęci pokrył Michael, który zdecydował się umieścić gdzieś pieniędzy z zadość uczynienia, jakie dostali, bo był to jeden, z punktów wyroków obciążając Clarka i Taylor ogromnymi kosztem tego co im stworzyli. Ona nadal posiadała swoją część i na chwilę obecną nie zamierzała ich wydawać, a raczej przyoszczędzić. Może przyjdzie czas, że sama je gdzieś zainwestuje.
Zabieg jednak został przeprowadzony przez specjalistę w swoim wachu i przestrzeń pomimo jej obaw się przyjął, a ona mogła w końcu przestać się wstydzić i ukrywać przed światem. Jak to jej ukochany stwierdził:
    — Wróciła ta piekielnie pewna siebie Julia.
    Odzyskała pewność siebie, a tak naprawdę zyskała siebie na nowo.
    Nie mogła przestać się uśmiechać na samą myśl, bo przeszła naprawdę długą drogą, by dojść do tego miejsca. Nie było to proste, skłamała, by mówiąc, że było łatwo. Nie jednokrotnie płakała z bezsilności i niemocy i chciała zrezygnować. Miała swoje wzloty i upadki. Jednak co nauczyło ją życie w bidulu to fakt, że nie mogła nigdy się poddać, bo wtedy inni wykorzystają twoją słabość. Nie poddała się, a obecnie była na dobrej drodze do normalnego życia właściwie już go wiodła.
    Była tylko pewna kwestia, która wciąż nie pozostała bez zmian, a raczej dwie. Jej relacje z resztą zespołu oraz jej bratem. Wciąż im nie przebaczyła tego, jak w jednej chwili odwrócili się od niej, a najbardziej nie mogła przeboleć tego faktu Chesterowi. Ufała mu w ciemno, a on bez żadnej refleksji obrał stronę tej, która ostatecznie okazała się wina.
    Owszem mogła przymknąć oko i mu przebaczyć, ale nie potrafiła.
    Nie umiała mu przebaczyć tego, że po prostu się jej wyrzekł. Siadło jej to na psychice i to dość głęboko. Miała poczucie tego, że potraktował ją jak jej zasrany ojciec. To on dał jej nadzieje na lepsze jutro, zyskała rodzinę, jednak w bardzo prosty manipulacyjny sposób odwrócił się do niej plecami i to było wciąż dotkliwe i bolesne.
    Czy faktycznie przyjdzie ten czas, że w końcu zdecyduje się zapomnieć o tym co zrobił i przebaczyć mu?
    Na chwilę obecną absolutnie tego nie widziała, żal i ból był nadal głębokie, a ona nie zamierzała pokazywać, że kilka słów żałosne próby przeprosin sprawią, że zostawił ją, taka jak ojciec czy matka. Porzucił własną siostrę.
    Owszem nie mogła zaprzeczyć, temu, że nie próbował czy po prostu się nie starał z nią porozmawiać i próbował się wytłumaczyć, jednak to ona nie dawała mu szansy i tak przyznawała, robiła tak, ale miała ku temu prawo.
    Momentalnie przypomniała sobie pewną sytuację gdy przypadkowo spotkała go na mieście:

    — Nadal zamierzasz traktować mnie jak powietrze?
    W tłumie usłyszała dość znajomy i bardzo charakterystyczny głos i nawet w gwarze, który panował wokół nich, nie miała trudności w poznaniu tej tonacji, którą kojarzyła tylko z jedną osobą.
    — Wiem, że mnie poznajesz i może w końcu ze mną pomówisz? Ignorujesz mnie praktycznie od dwóch lat.
    Niemal dało się wyczuć żal i ból w jego głosie jednak ona nawet nie odwróciła się za siebie, a szła nadal przed siebie. Mogła wręcz być pewna, że za nią idzie. Starała się go ignorować i nie zwracać uwagi, jednak mogło dziwić, że czemu w tak dużym mieścił, musiała na niego trafić.
    Los Angeles było ogromną metropolią, a akurat dziś musiała trafić na ulicy na swojego cholernego pieprzonego brata, który i ją poznał bez najmniejszego trudu. Nietrudno poznać kogoś, kto praktycznie jest bardzo podobny do twojej zmarłej. Jednocześnie praktycznie mieszkałeś z nią około dwóch lat. Nietrudno poznać siostrę czy własnego brata.
    — Julio — słyszała za sobą jego głos.
    Milczała, chociaż głupią nadzieją było to, że po prostu się znudzi i pójdzie to, jednak wolała nie wdawać się w nim w żadne dyskusje. Ona nie uważała, by mieli sobie cokolwiek do powiedzenia.
    Wystarczająco od niego się nasłuchała, jaką jest wstrętom osobą, już jej wystarczy. Tak nadal miała żal do niego o to co się stało i jak ją potraktował i prędko o tym nie zapomni i nie zamierzała.
    Niespodziewanie poczuła w następnej chwili dotyk dłoni, która wręcz zmusiła, ją do tego by się zatrzymała.
    — Czy ja ci nie daje wyraźnie do zrozumienia — syknęła w jego kierunku. — …że nie mam chęci z tobą dyskutować. A właściwie nie mamy o czym rozmawiać — dodała nieco nieprzyjemnie.
    Momentalnie wyrwała swoje ramię spod jego uścisku, odchodząc od niego, o parę kroków tak by nie mógł jej dotknąć i spojrzała na niego z nieukrywaną wściekłością i była wręcz porażona jego bezczelnością, jaką się wykazywał. Jak po tym wszystkim śmiał w ogóle czy miał odwagę się odzywać.
    — Nawet zdrajca ma prawo do wytłumaczenia się.
    — Nie w twoim przypadku — powiedziała zimno. — Wystarczająco się o sobie dowiedziałam i o tym co o mnie myślisz. Jeśli uważasz, że teraz powinnam na to przymknąć oko i zapomnieć, to chyba nie poznałeś mnie wystarczająco. Poza tym jak sobie to wyobrażasz, że ja ci zapomnę taką krzywdę? — rzuciła.
   — Dlatego daj mi to wytłumaczyć, myślisz, że mnie jestem na siebie wściekły za to co zrobiłem? Straciłem osobę, którą miałem się opiekować, a moja bezmyślna głupota doprowadziła do tego. Nie wiem czemu, uwierzyłem tej kretynce zamiast ciebie, ale…
    — Nie ma żadnego, ale Rivera — ucięła twardo jego monolog. — Uwierzyłeś Taylor, nie mi. Miałeś szansę posłuchać jak to wyglądało z mojej perspektywy co stwierdziłeś gdy w końcu zdecydowałeś się przyjść? — zatrzymała się na moment.
    Zapadło między nimi chwila niezręcznej ciszy, a ona widziała po jego minie, że nie chciał powracać do tego i wręcz tego mówić ponownie, jednak ona doskonale pamiętała każde jego głowo. Uśmiechnęła się nieco ironicznie, nim powiedziała:
    — Przypomnę, co wspomniałeś, że żałujesz mojej adopcji i byłeś idiotą, wierząc mi, po czym uznałeś, że ojciec miał racje w stosunku do mnie i czym to skwitowałeś? — zapytała ze surowością.
    Oczekiwanie od niego odpowiedzi raczej nie było czymś, czego się spodziewała gdy on wciąż milczał.
    — Wolałeś pozbyć się problemu tego samego, który wręcz uratował dupę twojego przyjaciela. — dorzuciła ze smutkiem. — Ale jak sobie życzyłeś. Zeszłam ci z drogi i nie zaprzątuje twojej szlachetnej głowy mną. Już w szpitalu ci mówiłam, możesz zapomnieć ze ja w ogóle istniał. Wymarz mnie, tak jak to zrobiłeś słownie.
    Uśmiechnęła się smutno, po czym spojrzała na niego po raz ostatni.
    — Problem pozbył się sam siebie — sbłętowała.
    — Julio… ja naprawdę nie chciałem, by to tak wyglądało. Byłem głupi.
    — I jesteś, ale nadal nie sprawi to, że spojrzę na ciebie przychylnie. Nadal mam do ciebie żal jestem na ciebie wściekła. Nie licz na przebaczenie, bo go nie otrzymasz — dokończyła.

    Od tego czasu jeszcze parę razu go widywała, jednak ich rozmowę za każdym razem kończyły się tak samo. Gdy tylko ujrzała, że Junka zjadła, zamierzała ją wziąć na spacer i potem pojechać na trening.
    Wychodząc zupełnie o nim zapomniała.

No comments:

Post a Comment