— Zwycięzcą tegorocznych zawodów stanowych zostaje… — rozbrzmiał niespodziewanie głos spikera w telewizji.
Mężczyzna umilkł na moment, by stworzyć atmosferę napięcie oraz oczekiwania, by zgromadzeni na widowni obserwatorzy jak i ci, którzy oglądali tę transmisję zupełnie jak on przed telewizjami, mieli ten dreszczyk niepewności a zrazem ciekawości. On patrzył, mimo że z boku nie wydawał się być zainteresowany, to było mylne wrażenia, ponieważ w głębi serca czekał na to, że usłyszy to jedno nazwisko.
Miał nadzieje, że to właśnie ona stanie na podium. Może i był mało obiektywny w tej sytuacji, bo kibicował konkretnie jej, ale uważał, że nieźle się popisała na torze podczas tych zawodów. Czuł jednocześnie wściekłość na samego siebie, że właśnie w taki sposób mógł obserwować co się u niej dzieje.
Kamera ponownie uchwyciła prowadzącego, który po dosłownie minucie ciszy uśmiechnął się powoli, trzymając przed sobą karteczkę z wynikami ostatecznej decyzji sędziów. Mimo że każdy wiedział, kto przekroczył linie mety jako pierwszy, to musiała zapaść ta ostateczne słowa tych, którzy mieli to ocenić.
Patrzył, jak przysuwa bliżej mikron do swoich ust, po czym podnosząc głos, oznajmił:
— Julia Rivera!
Głoś aplazł na stadionie mógł ogłuszyć każdego tam obecnego, a chwile później oko wyłapało dziewczynę, która stała pomiędzy jednym z liderów oraz jedną z motocyklistek i wręcz niedowieszana w to co właśnie usłyszała. Nie powinno to, ją dziwić w końcu już kilka zawodów wygrała, lecz miała od wyścigów dość sporą przerwę i z tego co udało mu się dowiedzieć i dotarło do niego pocztą pantoflową, to dopiero przed paroma miesiącami ponownie powróciła do jazd.
Czegoś, co tak bardzo kochała przed tymi wszystkimi wydarzeniami. Powracała powoli do swojego dawnego życia w tym również do wyścigów, które były jednym z elementarnym i ważnych aspektów jej życia. Dosłownie pamiętał, jak rozpoczęła się jej pasja do szybkich jazd, jak rozpoczynała jazdy czy potem ścigała się wraz z pozostałymi, a z czasem stała się jedną z lepszych w swojej grupie.
Było to widać, że to kochała. Ten skok adrenaliny, tego poczucia, że mogła, pędzić nie musząc się ograniczać. Fascynowało ją to i po części ją rozumiał, bo sam miał takie odczucia, lubił uprawiać tak ekstremalne sporty jak właśnie ona, lecz on bardziej szedł w stronę spineczek górskich czy zimowych sportów. Ona zakochała się w dwukołowcu i palenie gumy, ale to tylko delikatne określenia tego, co naprawdę były wyścigi.
Patrzył, jak odbierała medal oraz trofeum za siebie i własną drużynę. Widać było wymalowany na jej twarzy szok, który wciąż nie mógł ją opuścić. Tak naprawdę obecnie mógł tylko się domyślać co czuła oraz myślała, bo od dłuższego czasu nie mógł nawet z nią pomówić.
Od momentu tamtej sytuacji, a raczej ich ostatniego spotkania w szpitalu, odcięła się od niego. W dosłownym tego słowa znaczeniu i nie rzucał tutaj słów na wiatr, ponieważ gdy tylko powiedziała, że ma przestać się z nią kontaktować, zablokowała go, gdzie tylko mogła, tak by nie mógł w ogóle się do niej odezwać.
Czy go to bolało?
Oczywiście, że tak i to cholernie mocno.
W pełni jednak zasługiwał na to co robiła. Sam fakt, że się odsunęła, nie powinien go dziwić. W końcu nawalił po całości. Spieprzył coś, co miało być tak dobre. Nadszarpnął w poważny sposób jej wiarę a co ważne zaufanie wobec niego. Wszystko tylko dlatego, że uwierzył komuś innemu, a nie jej. Co najbardziej ją bolało to fakt, że nie dał jej się wytłumaczyć, za co teraz sobie pluł w twarz.
Odczuwał tak ogromną niechęć wobec siebie, że doprowadził do takiej sytuacji. W końcu nie to jej obiecywał przed laty gdy zabierał ją z tamtego miejsca. Teraz wszystkie swoje obietnice złamał. Wylądowały one w śmietniku, bo przestały mieć znaczenia a on wciąż zadawał sobie jedno to samo pytanie:
Co ja najlepszego zrobiłem?
Tak wciąż w jego głowie ta myśl bezmyślnie wierciła mu dziurę, nie dając o sobie zapomnieć. Mógł zrobić tak nie wiele. Wystarczyło po prostu się zamknąć, zanim wypowiedział słowa, które teraz wspomniał wręcz z obrzydzeniem i niechęcią:
— Nie chce się znać — wycedził. — Przestałaś dla mnie istnieć w momencie gdy podniosłaś rękę na mojego przyjaciela.
Gdy tylko te słowa odbiły się w jego głowie, miał ochotę w jednej chwili rzucić czymś z ogromną siłą, by wyładować swoją wewnętrzną frustrację. Pohamował się jednak, odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy, starając się w jakiś sposób uspokoić i opanować. To było ciężkie, bo odczuwał frustracje wobec samego siebie i to było w tym wszystkim najgorsze.
Czemu to zrobił?
Sam chciał poznać odpowiedzi na to zasadnicze pytanie. Czemu okazał się aż tak łatwowierny i dał się nabrać teatrzykowi stworzonego przez byłą żonę jego przyjaciela? I aż usłyszał ten rechot z tyłu głowy, ten natrętny głosik, który śmiał się z niego, drwiąc, jaki był nawiany, gdy przypominał sobie, jak uwierzył kłamcy oraz oszustce a tej, która mówiła prawdę oskarżył i osądził.
Czemu był tak krótkowzroczny?
— Dlaczego nie da się cofnąć czasu — zadawał to dość pytanie, które pada z ust każdej osoby, która pragnęła cofnąć się w czasie, by naprawić to, co spieprzyła.
— Nie da się tego zrobić — rozbrzmiał z kuchni głos Alice.
Momentalnie otworzył oczy i spojrzał w jej kierunku. Wyszła za pół ścianki, opierając się o komodę i spoglądnęła na niego. Od dłuższej chwili widziała, jak jej partner oglądał zawody motocyklowe, w którym udział brała jego siostra i nie była tym absolutnie zaskoczona. Odkąd tylko Julia zerwała z nim kontakt, nie miał o niej żadnych informacji, a ona nie zamierzała być pośrednikiem. Owszem mogła mówić, co się dzieje, bo w końcu z nią rozmawiała, jednak chciała być uczciwa wobec właśnie byłej sąsiadki, która wyprosiła ją o to, by nie przekazywała mu za wiele informacji, dlatego na jej temat milczała.
Mimo jego nalegać pozostała wciąż oddana właśnie przyjaciółce.
Szczególnie ze doskonale znała podbudowę ich konfliktu i uważała podobnie jak ona, że zachował się skandalicznie. Owszem przebaczyła mu i zgodziła się znowu z nim być, ale w sprawie Julii uważał wciąż tak samo jak przed dwoma laty, że powinien dać jej się wytłumaczyć, zanim ją osądzi.
Nie zrobił, tego i teraz musiał się mierzyć z konsekwencjami.
— Chester nie chce znowu ci przypominać tego, co robiłeś i dlaczego…
— Wiem — wszedł jej ze stanowczością w słowo, a jego ton był nieco ostrzejszy.
Owszem doskonale zdawał sobie sprawę z własnej ignorancji. Głupiej ślepoty zapatrzenia w przyjaciela, lecz już wtedy zaczął dostrzegać coś, co mocno zaczęło go niepokoić i zapewne to miało wpływ na jego osąd, a nie powinno. Dziwiło go to niepokojące zachowanie swojej siostry i jego przyjaciela dlatego chyba z góry założył, że stało się coś złego.
Dodatkowo nie pomagało to, w jakiej sytuacji ją znaleźli. Zakrwawiona a bliskość noża sprawiła, że zamiast działać, racjonalnie od razu założył, że to ona. Dręczyło go to poczucie winy i nie zamierzał tego absolutnie ukrywać. Frustrowało go to, że z własnej głupoty ją stracił, bo nikt nie był temu winny nawet ona, to on zachował się totalnie bezmyślnie i nie powinien ją winić.
— Nie dziw się jej teraz, że tak cię traktuje. Potraktowała się w podobny sposób co ty ją — przypomniała mu. — Miałeś kilka razy możliwość docieknięcia prawdy, wolałeś uwierzyć manipulantce i dobrze się teraz z tym czujesz?
— Nie — mruknął wściekły, ale był zły na samego siebie. — Ta podła intrygantka zrobiła to celowo!
— Może i zrobiła, a może nie, ale to wcale nie usprawiedliwia cię — dodała poważnym tonem. — Tak Taylor mocno zaburzyła naszą grupę znajomych i sprawiła, że nadszarpnęła zaufanie, ale czy kiedykolwiek Julia dała powód do tego, by jej nie ufać? — zapytała wprost.
— Może raz — powiedział cicho. — Nie wspomniała nic o ślubie z tym…
— Może i fakt nie powiedziała o tym, ale zawsze była lojalna wobec nas wszystkich a co ważne ciebie — przypomniała mu. — Zawsze byłeś dla niej ważny i to było widać, nawet gdy zaczęliście żyć swoim życiem, to ona była gotowa wskoczyć za tobą w ogień — dopowiedziała.
To byłoby pochwalne wcześniej, bo faktem było, że byli ze sobą głęboko związani i zżyci. Fakt, co się wydarzyło i to, że musieli, tworzyć swoją relację sprawiło, że ich więź stała się tak silna. Teraz jego jedynym pragnieniem było, chociaż możliwa rozmowa z nią, bez osądu po prostu by mogli usiąść na neutralnymgruncie i zwyczajnie ze sobą pomówić.
Niestety na razie nie mieli takiej możliwości i to go najbardziej dobijało. Głównie chodziło o fakt, że Julia nie chciała go nawet widzieć. Jasno w szpitalu się określiła, że chce, by na dłuższe czas zniknął z jej oczu.
Bolało diabelnie gdy tylko o tym mówiła, ale nie miał na to realnego wpływu. Musiał uszanować jej decyzje i to było w tym wszystkim najgorsze, że mógł odejść. Opuścić osobę tak sobie bliską. Owszem Alice była dla niego ważna i zawsze będzie jednak liczyła się z tym, że w jego sercu zawsze będzie Julia jako ta młodsza siostra, którą utracił i dzięki swojej długoletniej walce odzyskał, a teraz bezmyślnie ją utracił.
— Nadal mnie dziwi to dlaczego dałeś się nabrać kłamstwom byłej Mike’a — dziwiła się.
Zobaczył kątem oka, jak podchodzi i siada na pobliskim fotelu. Czuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie, a on z cichym westchnieniem, odwrócił głowę i spojrzał w sufit. To samo pytanie wciąż sobie sam zadawał, jak to było, możliwe, że dał się, zwieś niczym przedszkolak, bo to była prawda, był jakimś cholernym dzieciakiem, który uwierzył tej, która nagłos niej krzyczała, ale wprost kłamała.
— Nie wiem — w końcu odpowiedział.
Oparł się rękoma o swoje kolana i popatrzył w jej kierunku bólem oraz żalem patrzył w jej oczy, w których nie dostrzegł współczucia i nawet go nie oczekiwał. Było widać tylko zaintrygowanie oraz zawód.
— Wszystko wydawało się tak realistyczne — wyznał w końcu. — Sam widok Julii w kałuży jego krwi… — urwał na moment.
Przed jego oczami momentalnie pojawił się ten obraz, który prześladował go od momentu gdy tylko to zobaczył. Widział Julię klęczącą tuż obok ciała Michaela, który był w kałuży własnej krwi. Jej ręce, które były przesiąknięte jego osoczem. To było wręcz wstrząsające i tak ruralistyczne, ale było to jak najbardziej prawdziwe.
Wtedy postrzegał obraz w innych zakrzywionym świetle, teraz zaczął postrzegać go takim, jakim był naprawdę. Potrzebował czasu oraz wstrząsu, by to pojąć i to, nie że odkrył teraz, ale dopiero gdy prawda wyszła na jaw.
— Uważasz, że kiedyś nastąpi ten dzień gdy, chociaż zgodzi się na rozmowę ze mną? — zadał pytanie po dłuższej chwili ciszy.
Nie odpowiedziała od razu, bo mimowolnie przypomniała sobie rozmowę swoją oraz jego siostry gdy właśnie rozmowa zeszła na ten temat. To, co wtedy od niej usłyszała, wciąż bębniło w umyślę:
— Alice jeśli mam być szczera — powiedziała powoli gdy odstawiła szklankę z lemoniadą na stolik, który stal obok nich. — Nie mogę powiedzieć czy kiedyś nastąpi ten dzień, czy w ogóle się to stanie — dodała z jak największą powagą.
Widziała, jak przez moment na nią nie patrzy zapatrzona w widok miasta. Widok, który potrafił ujmować i zachwycić. Apartament u szczytu najwyższego w okolicy budynku dawał niesamowity widok na okolice nie tylko za dnia, alerównież po nocy, było w tym widoku coś magicznego.
Znali to miasto, widzieli również jego wady coś, czego nie widać gołym okiem, jednak gdy spogląda się na nie z góry, tego nie było widać. To było coś, czego nigdy się nie będzie w stanie pojąć.
Jak w tym pięknie skrywana jest ogromna brzydota.
— Nie chce, byś spoglądała, na to w sposób, że jestem obrażalską siostrą, która nie daje szansy bratu, ale…
— On cię zranił i to bardzo — dokończyła za nią. — Ja to rozumiem, bo widać, że jego słowa cię zabolały. Nie widziałam tego, ale nie potrafię sobie wyobrazić jak się czułaś gdy nawygadywał takich słów, które celowo miały ranić.
— Problem tkwił w tym, że ja naprawdę chciałam mu powiedzieć wszystko, jak to wyglądało z mojego punktu widzenia, niezakrzywiony obraz. Owszem można było mnie posądzić, ale nigdy bym Mike nie zraniła — spojrzała wprost w jego oczy. — Mogłam go nienawidzić, nie przepadać za nim, ale…
— Nie zrobiłabyś mu nigdy celowo krzywdy nawet jeśli on ciebie słowami ranił i to celowo — dopowiedziała. — Wciąż jednak zastanawiam się czemu ona, co w niej widział, co tak naprawdę się kryło za tą fasadą małżeństwa.
— Jak wspomniałam ci, kiedyś ja o części prawdy wiem, bo… — w ostatniej chwili ugryzła się w język, by nic więcej nie powiedzieć. — Z resztą obciążył mnie tym, nie chciałam o tym się dowiedzieć, a zostałam w to wciągnięta. Jak powiedziałam, dopóki on nie zdecyduje się przestać milczeć, ja muszę siedzieć cicho, chociaż uwierz mi. Chciałabym, powiedzieć co kryje się za tym szaleństwem. Wtedy wyjaśniłoby moje dziwne zachowanie, ale to on musi w końcu się przełamać i powiedzieć co się działo między nim a Taylor.
— Było poważnie? — zapytała nagle.
Przytaknęła delikatnie głową, wciąż zachowując milczenie. Obserwowanie tego co działo się w tym małżeństwie, było naprawdę trudne. Patrzenie na widok jego siniaków, ran czy bólu przypominało jej samej to, co musiała, przechodzić będąc z tym który ją zniszczył za młodości.
Nienawidziła ludzi, którzy krzywdzili innych i sprawiali ból, czerpiąc z tego chorą satysfakcję. Jak tylko mogła, go chroniła, mimo że nie raz sprawiał jej ból. Może i nie powinna się tym przejmować i to olać, ale nie potrafiła. Nie umiała przejść obojętnie wokół krzywdy innych. To zawsze była jej słabość i coś, na co nie potrafiła spokojnie spoglądać.
Rozumiała jednocześnie jego strach i nie naciskała na niego. Wiedziała, co człowiek czuje, bojąc się przyznać do tego, że było się ofiarą przemocy domowej. Dlatego, mimo że cierpiało na tym pewna część tajemnicy, którą ukrywała oraz pewne osoby zrozumiały jej zachowanie, to milczała dla niego.
— Czyli nie masz tej pewności czy z nim pomawiasz?
Wzruszyła bezradnie ramionami, bo tak naprawdę nie wiedziała, co przyniesie przyszłość…
— Nie mogę i nie chce na nią wpływać — odezwał się, nagle wytrącając ją z przemyślenia. — Wiem po naszej rodzinie, jak działa wpływ innych na dane osoby. Nie chce robić Julii tego samego co ojciec mojej matce. Mimo że boli jak cholera to, co zrobiłem, to że nie mogę być jej tak bliski, to muszę to uszanować.
— Nie masz wyboru skarbie. Ona sama nie widzi na obecną chwilę szans, by w ogóle się z tobą spotkać.
Patrzyła, jak spogląda w jej kierunku. Nie ukrywała tego, że się z nią widuje. Owszem nawet jeśli znała jej nowy adres zamieszkania, w tej sprawie milczała jak zaklęta. Wydawało się to dosyć niekomfortowo, ale nie zamierzała mieszać się i tak w tę sprawę, która była mocno skomplikowana.
— Przysięgam gdybym dorwał Taylor w swoje ręce z tego spotkania, nie wyszłaby cało — zaczął się cicho odgrażać.
— Nic już nie zrobisz, ona siedzi.
— Wiem, ale i tak za to co zrobiła Mike’owi, nam najchętniej bym ja skrzywdził — wycedził przez mocno zaciśnięte zęby.
Poderwał się gwałtownie z kanapy i przeszedł niespokojnym krokiem wzdłuż salonu. Nie chodziło tutaj tylko o to co się stało prawie dwa lata temu, ale również kilka lat wcześniej, gdy wyniszczyła Michaela w taki sposób, że długo nie mógł się pozbierać po rozwodzie. Ona była jak taka pijawka, która potrafi się wgryźć.
Utracili dawną stabilność i szczęście przez głupie zagrywki.
— A ty dokąd? — usłyszał nagle za swoimi plecami głos ukochanej.
— Muszę się przewietrzyć — wyznał szczerze.
Nie zamierzał robić niczego głupiego, chciał po prostu faktycznie się przejść i przewietrzyć. Ona cicho westchnęła, gdy usłyszała trzask zamykających się drzwi. Widząc tę sytuację, która dręczyła nie tylko Chestera, ale Julie wkurzało ją to, że nie mogła nic zrobić. Może i Julia o tym głośno nie mówi, jednak i ją ta sytuacja męczy. Wciąż powtarza, że Mike musi przestać milczeć, by mogła w końcu, powiedzieć prawdę na temat sytuacji na trasie.
Ona była właśnie tym katalizatorem wszystkich zdarzeń.
Miał to być wyjazd, który dla zespołu miał być pracowity, a one miały im towarzyszyć. Kto mógł się spodziewać, że nawet teraz kilka lat po tym, zdarzenia, które się na niej rozgrywały nadal będą się za nimi ciągnąć.
No comments:
Post a Comment