Sunday, July 14, 2024

IV 04 (P.1) — BLASK ŚWIATEŁ

    — No dalej dziewczyny przecież nie przesiedzimy całego weekendu w domu — marudny głos Seleny rozdarł spokojną ciszę sobotniego popołudnia.
    — Co w takim razie proponujesz?    
    Stanęła przy boku najbliższej przyjaciółki, która wpatrywała się w trojga dziewcząt. Odruchowo spojrzała w ich kierunku. Marinette oraz Alex leżały obok siebie na kanapie, oparte swobodne o siebie, Emilie rozsiadła się w wygodnym fotelu, a na jej brzuchu leżała zadowolona Junka, która od wczorajszego popołudnia była rozpieszczana przez pięcioro dziewcząt, więc wykorzystywała każdą możliwą chwilę, by tylko zaznać odrobinę czułości od przyjaciółek swojej pani. Walter zdecydowanie po wieczorze, w którym wręcz zaznał czułości na kilka dni, teraz umykał nawet przed nią, co nie można było powiedzieć o jego siostrze, która leżała na podłokietniku sofy, blisko głów dwójki dziewcząt.
    — Naprawdę chcecie przeleżeć sobotę na kanapie!? — jęczała niezadowolona brunetka, niemal lustrując wzrokiem każdą z koleżanek.
    — A musimy wychodzić? Nie możemy zostać? — pytała bez żadnego zainteresowania blondynka, wpatrzona bezmyślnie w ekran swojego telefonu.
    — Alex, słonko, jest sobota, przyszłyśmy spędzić ten dwa dni razem jak za dawnych licealnych czasów…
    — Mówisz, jakby minęło dziesięć lat — skomentowała młoda artystka, która usiadła na krawędzi fotela gdzie siedziała Emily.
    — Przymknij się Rivera — odparła sarkastycznie nieco podburzona dziewczyna — Idziemy do klubu! — dodała bardzo zdecydowanym głosem.
    Kącik jej ust drgnął nieznacznie do góry, gdy po salonie rozdarł się wręcz zbiorowy wspólny jęk rozpaczy. Odruchowo zerknęła na Selena, a cień radości malował się na jej ustach. Ona sama też miała ochotę wyjść, wyrwać się stąd. Nie pamiętała kiedy ostatnio była na jakieś imprezie a co mówić kiedy była w klubie z przyjaciółmi. Brakowało jej tego i dla niej propozycja ich najbliższej przyjaciółki, jak najbardziej odpowiadała, chętnie by się pobawiła, potańczyła, a być może kogoś poznała. Nie chodziło o długotrwałą relację, lecz taki mały romans na jedną noc. Była wolna, a przede wszystkim brakowało jej seksu. Od praktycznie dwóch miesięcy żyła niczym pustelnica i pragnęła, by jej zmysły zostały ponownie zniewolone namiętności, pożądaniem i zmysłowością.
    — Przestańcie już! — nieco wścieklejszy głos Seleny poniósł się echem po ścianach apartamentu — Mamy spędzić kobiecy weekend bez żadnych chłopaków czy narzeczonych…
    — Przypominam ci, że nikt tutaj nie jest zaręczony, a ta, która była, dwa miesiące temu je zerwała — wtrąciła się paryżanka.
    — Właśnie dlatego idziemy się pobawić! — powiedziała twardo, od razu mogła wyczuć spojrzenie oczu swojej przyjaciółki, która wręcz przeszyła ją spojrzeniem swoich oczu, lecz ona nawet się nie ruszyła — Chyba ktoś tu chce kogoś wyrwać… — stwierdziła, widząc niemal niewinność w jej spojrzeniu — Dawajcie, idziemy się przebierać i musimy przyszykować tę panienkę na łowy — delikatnie ruchem głowy wskazała na jedyną samotną duszę w ich towarzystwie.
    Nie było już tajemnicą, że Selena po nie udanym związku z Bradonem, szukała kolejnego związku. Właściwie dzięki swojemu projektowi i pracy zaliczeniowej na studiach, poznała na pokazie modela, który miał prezentować jeden z jej strojów i tak jej wspólna znajomość z Ianem, zaczęła się rozwijać, z czasem zwykła znajomość, przerodziła się w romans. Spędzali ze sobą nie jeden wieczór, który wielokrotnie kończył się za zamkniętymi drzwiami jego albo jej sypialni i tak po czasie zostali już oficjalnie parą. Selena miała racje, ona jako jedyna została sama i czy czuła się gorzej z tym? Nie była desperatką, dziewczynką pragnąc wręcz natychmiast znaleźć sobie innego mężczyznę, by zastąpić tę lukę, bo byłym, wręcz przeciwnie, ona była wręcz zachwycona tą wolnością, jaką dało jej zerwanie z byłym narzeczonym i wcale tego nie żałowała i już nie chodziło o to co jej zrobił, lecz o fakt, że mając więcej swobody, będzie mogła wręcz zrobić, co tylko zechce, a pragnienia, które nią rządziły przez ostatnie tygodnie, jak nie miesiące wreszcie mogła dać temu upust. Chyba nie było w tym nic lepszego niż świętowanie zerwania zaręczyn.
    Mogła wydawać się to dziwne, że tak bardzo cieszy się z rozstania z mężczyzną, za którym jeszcze parę miesięcy temu nie widziała świata i tak pragnęła i planowała spędzić wspólną przyszłość, jednak los wystawił ich związek na próbę, której nie przetrwali. To Mike nie zdał testu wierności i wytrwałości, a ona nie zamierzała ronić łez po nim. Kochała go do szaleństwa, jednak jednego co się nauczyła, to, że miłość bywa zgubna. Zaślepieni w swojej drugiej połówce czasami możemy nie dostrzec chwil gdy ten na pozór idealny związek jak nam się wydaje, może runąć nieoczekiwanie, a tuż przedtem mogą pojawić się rysy, które będą tylko katalizatorem dalszych zdarzeń, ona to dostrzegła, bo oboje z Michael'm wiedzieli, co ich poróżniło, potem nawet nie mogli się domyślać, co na nich czeka. Przyszłość wtedy pokazała prawdę i to, że nie byli w stanie przetrwać najgorszego, a ona zamierzała wykorzystać!
    — Wiesz, co kocham cię Selena — powiedziała z nieco ironicznym tonem głosu.
    — Chyba nie powiesz mi, że ci nie brak porz…
    — Dobra chodźmy.
    Słowa brunetki niespodziewanie zostały przerwane przez Marinette, która podniosła się dość niezadowolona z wygodnej kanapy, podchodząc do Seleny, chwyciła ją za ramię, a gdy przechodziła tuż obok niej, poczuła dość mocny uścisk jej dłoni na swoim ramieniu gdy pociągnęła ją wręcz za sobą ku górze. Emilie oraz Alex, które pozostały na tyle, równie chętnie co paryżanka zeszły z kanap i podążyły za swoim najbliższymi kumpelami.
    — Jeszcze mi podziękujecie — krzyczała Selena na całe mieszkanie.
    Ponownie wspólny śmiech czwórki dziewczyn potoczył się po całym mieszkaniu, gdy weszły do sypialni młodej malarki. Jednak nie zatrzymały się nawet na moment, wchodząc do garderoby, wszystkie wręcz zaczęły przeszukiwać szafki czy wieszaki z ubraniami, szukając czegoś ciekawego do ubioru nie tylko dla siebie tak jak w przypadku Seleny, szukała koncepcji na sukienkę dla swojej przyjaciółki. Przesuwając wieszaki z kolejnymi dość odważnymi kreacjami, nagle w oczy rzucił się jej połyskujący materiał.
    — Mam! — krzyknęła niespodziewanie Selena, niemal odrywając wszystkie dziewczęta od przeglądania garderoby swojej najbliższej przyjaciółki, szukając jakiś imprezowych ubrań dla samych siebie, nie przypuszczały, że ich narwana koleżanka, zapragnie iść poszaleć do klubu.
    Spojrzały w kierunku brunetki, która stanęła niemal pośrodku pokoju, trzymając w górze wieszak z bardzo wyzywającą kreacją, bo inaczej nie można określić przezroczystej sukienki, której ciało zakrywały jedynie body skryte pod słyszącym się materiałem. Cielisty top zapinał się pomiędzy udami, ozdobiony był wieloma małymi połyskującymi kamyczkami materiał, który je otulał, zszyty był na ramieniu, które zostało zwinięte na jedno ramię. To była wręcz narzucona na body, przeźroczysta halka zakrywała jedynie uda, tworząc coś na wzór naprawdę krótkiej spódnicy. Gdy tylko poznały Julie, nie spodziewałyby się, że lubi aż tak odważne stylizacje. Ludzie się zmieniają i ona również, sam fakt, że często było można ją dostrzec w topach, skórzanych ubraniach, które wręcz idealne eksponowały walory jej kobiecego ciała, można było się zorientować, że ta dziewczyna nie lubi się ugrzecznić, jak to robiła na samym początku. Stała się bardzo otwartą osobą nie tylko na nowe doświadczenia, ale jej ubiór również wskazywał, że nie jest pilną studentką siedzącą wiecznie w książkach, pomimo że do nich należała, była jedną z najlepszych studentek na swoim roku i chyba jedna z najbardziej uwielbiających imprezy dziewczyn. Nie było tygodnia, by nie słyszały, że idzie na imprezę i sama nie raz wyciągała Emilie czy Alex na zabawę w piątkowy wieczór, pomimo że każda z nich miała faceta owszem dbali o swoje drugie połówki, ale nie zapomnieli także o sobie co często się zdarza gdy ktoś się zakocha poświęca ukochanej osobie cały swój wolny czas i tak nie raz przecież szli ze swoimi chłopakami, czy partnerami na zabawy, ale nie zapominali, by pielęgnować swoją przyjaźń. Gdyby nie chęci pewnie ich drogi po liceum się rozeszły, a tak nadal są sobie bliscy, pomimo że dzieli ich podczas roku akademickiego wiele mil gdy Selena i Marinette wyjeżdżają do Europy na studia.
    — A myślałam, że dobrze ją schowałam — zaśmiała się, podchodząc do koleżanki.
    — Kiedy ty to kupiłaś? — pytała Alex, spoglądając to na sukienkę to na nią.
    — Wzięłam ją kiedyś, z myślą o moim byłym potem o niej kompletnie zapomniałam — przyznała ze szczerością — Dawaj ją — wręcz wyrwała z rąk przyjaciółki sukienkę.
    — Przebieraj się i wróć tutaj!
    Słyszała za sobą głos przyjaciółki, która zaczęła ją poganiać. Ona sama przeszła przez sypialnie, by wejść do łazienki. Stanęła przed lustrem, zdejmując dresy, w których od rana chodziła, stojąc kompletnie nago przed lustrem, mimowolnie się uśmiechnęła do siebie, ten wieczór zapowiadał się naprawdę niezapomnienie. Nie wiedziała, jak się potoczy dalej, czy faktycznie kogoś znajdzie tak jak chciała tego Selena i ona sama była tego spragniona, jednak nie zamierzała wracać trzeźwa.
    Weszła pod prysznic, pragnąc zażyć nieco chłodnej kąpieli i odświeżyć się przed wyjściem stosunkowo dopiero dochodziła godzina siedemnasta, jednak z jej dziewczynami potrzebowały przynajmniej z parę godzin, by się przyszykować. Czując, jak woda spływa po nagim ciele, czuła ogarniającą ją błogość i dziwną satysfakcję, lecz nie mogła powiedzieć, dlaczego, lecz czy się tym zbytnio przejmowała? No nie!
    Stanęła ponownie przed lustrem otulona jedynie w ręcznik, oraz zwinęła swoje mokre włosy w drugi miękki materiał, który prędko chłodną kapiącą wodę z jej brązowych kosmyków włosów. Osuszyła ciało, odkładając ręcznik na szafkę i chwyciła sukienkę, którą ze sobą zabrała, nadal trzymając na głowie zawiniątko, z mniejszego chłonnego materiału. Gdy tylko spięła ostatnie klamerki bodów, wygładziła przezroczysty materiał i przejrzała się sobie w odbiciu szklanej tafli i musiała przyznać ze szczerością, że wyglądała, nawet lepiej niż się tego spodziewała, pomimo że praktycznie jedynie body ją zakrywały, nie mogła powiedzieć, że wyglądała źle, wręcz przeciwnie przyznać się sama przed sobą musiała, że odpowiedni makijaż oraz ułożenie włosów sprawi, że będzie naprawdę seksowną dziewczyną.
    Wróciła do dziewczyn po dłuższej chwili, gdy tylko stanęła w progu garderoby, wszystkie spojrzały na nią jednocześnie i wręcz zaniemówiły z wrażenia. Czuła ich wręcz przeszywające spojrzenia na sobie, gdy wbiły w nią spojrzenie pełne zdumienia, gdy tylko dostrzegła oczy Seleny. Nie dało się zauważyć, że jej oczy wręcz iskrzą, a w blasku iskrzą się w jej szmaragdowych tęczówkach. Wiedziała tylko jedno, że młoda projektantka nie wypuści jej spod swoich skrzydeł gdy nie sprawi, że będzie, piękniejsza niż jest obecnie.
    — Siadaj i masz zakaz marudzenia — upomniała, wskazując na krzesełko przed toaletką.
    Nie sprzeciwiała się jej, po nie miała właściwie po co, przysiadła na jasnym fotelu, nad swoim ramieniem zobaczyła Selene oraz Emilie, widziała wręcz te same zadziorze uśmiechy na ich ustach. Nie było wiadome od dziś, że Selena i Marinette bardziej kręcił ubiór, uwielbiły projektować, bawić się w stylistki, Emilie była ich grupową makijażystką, chociaż nie skończyła, żadnych szkoleń lubiła się malować i wychodziło jej to naprawdę bardzo dobrze niemal jak profesjonalistą.
    Siedziała spokojnie, oddając się w ręce swoich najbliższych przyjaciółek. Alex wykorzystała sytuacje i sama poszła wziąć szybki prysznic. Wszystkie jej koleżanki czuły się tutaj jak u siebie w domu, doskonale widząc gdzie, co jest, dlatego nawet im nie musiała nic mówić i wcale specjalnie takie rządzenie nie przeszkadzało, jedynie, o co prosiła to, by nie szukały niczego w pewnych szafkach i się do tego stosowały.
    Siedziała tak od ponad dwudziestu minut, Emilie z dokładnością nakładała kolejne warstwy makijażu, a sama Selena zajęła się jej fryzurą. Wzięły sobie naprawdę do serca zrobienie, z niej piękności tego wieczoru jednak nie była specjalnie zaskoczona, skoro uznały, że musi kogoś wyrwać, musi się dobrze prezentować.
    W końcu po praktycznie ponad czterdziestu minutach wreszcie odsunęły się od niej a ona mogła w końcu zobaczyć efekt końcowy i gdy tylko stanęła, przed jednym z ogromnych luster w garderobie musiała przyznać, że wyglądała zniewalająco. Makijaż dodał nieco drapieżności, mimo tej dość mocniej kreski, którą zrobiła jej Ring, nie wyglądała wcale źle, a fryzura idealnie dopełniała się z sukienką, zwykłe pokręcone włosy podpięte w paru miejscach by kosmyki nie opadły jej do oczu.
    — Twój były pewnie już by oszalał — stwierdziła Marinette stając obok niej.
    — Sanders pewnie, zamiast wypuścić mnie na imprezę, zaciągnąłby mnie do łóżka — skomentowała, ku rozbawieniu ich obu.
    Owszem starała się nie wiele mówić o swoim byłym związku jednak osoby, które bliżej znały ją oraz Mike czy widziały ich wspólny związek. Zdawały sobie sprawę, że jej były narzeczony bywał nieco porywczy, nie jednokrotnie widzieli jego pożądliwy wzrok gdy ją widział nie tylko w jakiś naprawdę wystrzałowych kreacjach, ale zwykłych ubraniach każdy domyślał się, co chodzi mu po głowie.
    — I nici z imprezy — komentowała Alex, która stanęła przy drugim ramieniu.
    — Nie wykluczone — odparła, a kącik jej ust drgnął do góry gdy tylko spojrzała na blondynkę — Dobra koniec o Sandersie, mamy zamiar iść się bawić, a nie rozmawiać o tym jak pewien palant przeleciał swoją byłą, będąc z w tym samym czasie z inną. Tak bardzo powtarzalny klasyk i nie będziemy się nad nim rozwodzić co? — spytała swobodnie.
    Wiele dziewcząt pewnie by spojrzała na nią krzywo tuż po rozstaniu gdyby zobaczyły lub usłyszały jej podejście po rozstaniu, bo tak nie płakała ani nie rozpaczała, pomimo że starała się nie obrażać Michaela, lecz jego temat po prostu starała się omijać i nie na wzgląd, że ją irytował, po prostu uznała, że to nie jest temat do długich ciągnących się rozmów.
    Zdradził ją, oszukał i okłamał, nad czym tu się bardziej rozwodzić?
    Tak zmarnował parę lat związku, ale jest dorosłym mężczyzną, który świadomie podejmuje swoje decyzje i nikt na niego nie miał wpływu. Może winić samego siebie oraz swoją głowę, że stracił pogląd na trzeźwe i racjonalne, myślenie ona nie ma o co się winić, jeśli ma mieć pretensje do siebie, że nie szukała sposobów, by ratować ich relacje, co jest kompletnym nonsensem, bo prawda była taka, że ona głowiła się nad ich problemami, z jakimi się zmagali, a on wykorzystał okazje gdy jego była żona, rozłożyła mu nogi, a reszty nie trzeba dodawać.
    Obrzydliwe? Owszem!
    Okrutne? Jak najbardziej, jednak ona nie zamierzała łkać nad czymś, co i tak miało się rozwalić. Taką mieli zapisaną wspólną, przyszłość no nie mieli, ich drogi prowadzą w zupełnie inne strony. A może jeszcze to małżeństwo wyjdzie mu na dobre, kto to wie nie jej oceniać. Nie znała Taylor i nie poznawała jej teraz, jedyne co wie, że była jego była a teraz również obecnie żoną i wie, co zrobiła, dlaczego się z nią rozstał, nie wie nic więcej, chociaż mogło się to wydawać dziwne, ale taka jest prawda, znała jedynie twarde fakty, nie widziała nic więcej.
    Pokręciła lekko głową, wytrącając się z wewnętrznego monologu i rozejrzała się dokoła, garderoba stawała się lekkim pobojowiskiem jednak co się dziwić gdy okupuje je praktycznie pięcioro dziewczyn. Ona sama mogła, już być spokojna jedyne co znalazła jakaś malutką torebkę, która by pasowała do jej kreacji i bardzo wysokie szpilki. Siadając na pufie, założyła zapinane na rzemyki pantofle na wysokim obcasie.
    W końcu po praktycznie dwóch godzinach każda z nich była ubrana w jakąś wystrzałową kieckę, ubrana i uczesana. Wyglądały wręcz zniewalająco, jednak tylko jedna z nich planowała zawojować ten wieczór. Zamawiając taksówkę kilka chwil wcześniej dostały informacje, że kierowca czeka pod apartamentem.
    Wychodząc, chwyciła klucz oraz portfel, oraz telefon i wsunęła wszystko do torebki, wchodząc do windy, natknęły się na jedną z jej sąsiadek, która wychodziła wraz z wózkiem dziecinnym za metalowych drzwi, pożegnały się z nią i po praktycznie minucie szły głównym holem ku wyjściu z budynku.
    W końcu jechały do jednego z lepszych klubów w mieście, zdarzyło się być jej tam z dwa może trzy razy, ale głównie na zaproszenie swoich znajomych, ale skoro miały zaszaleć to niech, chociaż klub będzie mieć jakiś wyższy prestiż, chociaż częściej były w zwyczajnych klubach. Dotarcie tam zajęło ponad czterdzieści minut, ale warto było. Widząc w oknach, widziały już sporą kolejkę do wejścia, jednak nie zniechęcały się, wychodząc, z pojazdu, jedna z nich zapłaciła za kurs oraz napiwek dla kierowcy, który wkrótce odjechał, a one stanęły za młodą parą stojącą w długiej linii ludzi pragnących spędzić ten wieczór w tej dyskotece. Kolejki to normalne zwłaszcza w sobotni wieczór, wiele młodych pragnie się pobawić w rytm tanecznych, skocznych rytmów, wypić parę drinków ci wolni pragnący znaleźć na jedną noc czy i ci, którzy byli tu razem chcący się wybawić.

Saturday, July 13, 2024

IV 03 (P.1) — MICHAEL I TAYLOR SHINODROWIE

    Cichy jęk przemknął przez lekko rozchylone usta, gdy z trudem wyprostowała swoje ramiona. Siedziała od kilku dobrych godzin w jednej pozycji praktycznie bez ruchu poruszając się jedynie gdy musiała zmienić pozycje do malowania i teraz po czasie zaczęła odczuwać tego skutki. Wyprostowała kręgosłup, jednak ona czuła, jak po jej ciele przebiega nieprzyjemny skurcz tak jakby mrówki biegające po jej ciele. Nie lubiła się jednak skarżyć, pomimo że nie jednokrotnie siedząc przy obrazach, spędzała dłuższy czas czy to stojąc przy sztaludze, czy siedząc na drewnianych panelach, to jednak nie zamieniła swojej pasji ani pracy na żadną inną. Sprawiało jej to ogromną przyjemność tworzenie, nie tylko dla siebie, ale również innych. Kochała malować, było to jej ogromną pasją, a gdy mogła tworzyć dla innych i z tego zarabiać chyba nie mogłaby sobie wymarzyć lepszej pracy niż ma obecnie.
    Ostatnie wolne chwile, które zazwyczaj spędzała, z dawnym narzeczonym wykorzystała do rozwijania swoich umiejętności w tym nadrobieniu wielu prac czy rysunków, które zalegały jej w pracowni. Odesłała zaległe obrazy paru klientom po paru dniach, otrzymując solidną wypłatę za nie, lecz nie tylko zwróciła uwagę na swoją pracę, ale również wykorzystała wolny czas, by skończyć projekty na studia, nawet te, które musieli oddać w tym tygodniu. Miała ukończone już nieco wcześniej. Chociaż nie mogła narzekać, że przed paroma miesiącami jej życie uczuciowe nie było ważne, widziała doskonale ile czasu spędzała je z Michael'm teraz ten czas, który jej pozostał, musiała zagospodarować w inny sposób.
    Gdy patrzyła, z perspektywy ostatnich tygodni od jej zerwania z byłym narzeczonym nie odczuła znacząco braku mężczyzny, tego uczucia zakochania się, które towarzyszy każdej osobie zadłużonej w kimś, to zaskakujące, że tak prędko zdołała zapomnieć o uczuciu, którym go darzyła. Uważała jednak, że mogło mieć wpływ na to co powiedział jej Chester, gdy sprowadził ją do siebie, by wspomnieć jej, że jej już były narzeczony jest żonaty, tak zaskoczyło ją to ponieważ każdego zdumiałaby wiadomość, że twój były lub była po praktycznie kilku tygodniach od zerwania związał się z kimś innym, mało tego zaobrączkował tę osobę, każdego to wybiłoby z rytmu, tak i pomimo że była zdumiona. Nie zamierzała się tym przejmować, to decyzja należała do Michaela, podjął świadomie chęć poślubienia byłej żony, a ona chciała zakończyć historię związaną z tym mężczyzną.
    Tak czuła się zdradzona i oszukana jednak nie chciała rozpaczać nad tym co się stało, bo wylewanie gorzkich łez w niczym nie pomoże, wręcz sprawi, że bardziej by się dobijała i zaczęła doszukiwać się swojego własnego błędu, gdzie go zrobiła, w którym momencie omsknęła się jej noga, że zeszła z drogi starania się by jej narzeczony czuł się z nią szczęśliwy. Wiedziała tylko jedno, że nie zrobiła nic właściwego, to Mike się pogubił we wszystkim, jednak nie zamierzała go usprawiedliwiać a tym bardziej wybaczać. Pewnych granic się nie przekracza, on to zrobił, przekroczył linie dobrego smaku i zaprzepaścił wszystko, na co pracowali przez ostatnie lata. Była jednak młodą osobą i miała jeszcze praktycznie większość życia przed sobą. Nie musiała wcale stać w miejscu, rozpaczać nad byłym związek, mogła ruszyć w przód i zacząć czerpać z życia garściami, a miała teraz wręcz idealną okazję.
    Była wolną kobietą, która miała przed sobą cały świat, który mogła zawojować.
    Dyskretnie kącik jej ust drgnął do góry na samą myśl, jak bardzo się zmieniła przez ostatnie lata. Była zupełnie inną sobą gdyby stanęła naprzeciw siebie sprzed pięciu lat gdy po raz pierwszy przyjechała do Los Angeles, by rozpocząć tutaj nowe życie, kompletnie by się nie poznała. Nie chodziło jej, tylko że zmieniła się pod względem wyglądu, ale bardziej podejścia do życia nawet z tą samą świadomością, że nie jest do końca bezpieczna, gdy jej demon chodzi wolno i tylko czyha na odpowiedni moment, by ją zaatakować. Kiedyś by spanikowała, starała się uciec, teraz, pomimo że nadal odczuwała strach na samą myśl o nim, nie zamierzała dać się mu sterroryzować. Zastraszyć, bo to były jego metody, by zgnębić ją, by stała się zlęknioną dziewczyną, lecz nie tym razem.
    Terapia była koniecznością, by zmieniła swój punkt podejścia, odmieniła się jej mentalność, by przestała się bać kogoś, kto jest tak bardzo wyrachowany w swoich działaniach, że wykorzystuje ludzki strach by podporządkować w tym przypadku ją do swojej własnej chorej żądzy.
    Obrzydliwy typ, który teraz siedział niczym tchórzliwa fretka w swojej małej dziupli i tylko czekał na chwile, by wyłonić się z niej i zaatakować niczym rasowy tygrys swoją ofiarę. Jednak nawet ci, którzy wydają się przegrani, mogą być sprytniejsi od swoich potencjalnych oprawców.


Wpatrzyła się w obraz przed sobą, który przedstawiał ogromny pejzaż matki natury, który malowała dla swojej klientki, która zamówiła go przed czterema tygodniami. Pracę powoli dobiegały końca, jednak musiała domalować jeszcze szczegóły i zadbać o oprawę jednak teraz chciała zaczekać, by farby wyschły i mogła swobodnie nałożyć linie ołówków czy światłocienie z kredek, nie była proszona o konkretną technikę, jednak uznała, że malunek farbami będzie wręcz idealnie odwzorowywał otaczający nas świat. Siedząc tak w ciszy, którą nawet nie śmiały przerwać jej domowi pupile, którzy wałęsali się po mieszkaniu, niespodziewanie w całym mieszkaniu rozdarł się dźwięk dzwonka do drzwi.
    Drgnęła wystraszona, gdy jej zmysły zostały zaatakowane, przez zdawało się ogłuszający dźwięk. Zmrużyła lekko skronie gdy jej mózg niemal eksplodował od tego na pozór normalnego dźwięku. Siedząc niemal przez ostatnie godziny w kompletnej wręcz ogłuszającej ciszy, ta melodia była niemal jak tortura którą musiał, znieś jej umysł.
    Podniosła się z cichym pomrukiem z podłogi, a ona popatrzyła na swoją ubrudzoną koszulkę, zbyt duża męska koszula w kratę, no tak zapomniała zupełnie o tym, że kiedyś podkradła kilka starych podkoszulków od Michaela, który chciał się ich pozbyć i wzięła do malowania skoro i tak miał je się pozbyć to czemu miała ich nie zabrać i potraktować jako jej robocze ubrania przy tworzeniu obrazów. Musiała mu oddać, że jego ubrania były zbyt wygodne, a teraz nie przywiązywała do tego większej wagi, to tylko ciuchy, w których rysowała i często trzymała je w pracowni, pomimo że je prała wołała je mieć pod ręką gdy zapragnęła coś namalować, a nie chciała je chować do garderoby.
    Wychodząc z pokoju, przeszła przez oświetlony po południowym blaskiem słońca korytarz, schodząc po schodach, rozdarł się ponaglający dźwięk domofonu:
    — Przecież idę — rzuciła w przestrzeń.
     Na dosłownie sekundę zatrzymała się przy komodzie blisko wejścia, by zabrać z niej kartę magnetyczną, którą po krótkiej chwili przyłożyła do zamka. Charakterystyczny dźwięk, odblokowujących się zapadni rozdarł się po mieszkaniu, nie zdążyła sięgnąć do klamki, by otworzyć, drzwi same się przed nią otworzyły i w ostatniej chwili umknęła gdy ciemne skrzydło otwarło się z rozmachem:
    — Julio!
    Nie mogła tego głosu pomylić z nikim innym, zbyt dobrze kojarzył się jej z pewną gadatliwą i pełną życia dziewczyną, którą znała od kilku lat, po chwili wręcz tonęła w objęciach swojej najbliższej przyjaciółki, a tuż po niej poczuła kolejne ramiona innych dziewcząt.
    — Co za gorące powitanie — zaśmiała się, niemal będąc duszoną — Dziewczyny… błagam… — zajęczała głośniej — Zaraz mnie udusicie!
    W końcu ich wspólny uścisk złagodniał, a ona mogła złapać głęboki oddech, lekko rozmasowując sobie żebra od tego zbiorowego ścisku, który doświadczyła. Wtedy popatrzyła na wszystkie dziewczęta przed sobą. Były tutaj wszystkie, nie tylko Emilie oraz Alex, które tak jak one siedziały w mieście, bo tutaj studiowały czy pracowały, ale dostrzegła także długo niewidziane przez siebie Selenę oraz Marinette, jednak nie uszło jej uwadze, że każda z nich trzymała ze sobą butelkę ich ulubionego wina oraz sportową torbę.
    — Co wy tu robicie? — spytała zaskoczona.
    — Jak to co? — rzuciła Selena, przechodząc obok niej, odwróciła się, by móc ją obserwować jednak ona widziała, jak znika za ścianą wnęki do kuchni.
    Dobiegł ich dźwięk otwierającej się szuflady, nie uszło ich uwadze, że dziewczyna czegoś szukała. Każda z nich wiedziała, czego tak zawzięcie poszukuje po kuchennych szafkach swojej najbliżej przyjaciółki. Czuła się na tyle swobodnie, że nie była nawet o zdanie, jednak żadną z nich to absolutnie nie dziwiło. Selena już taka była i mimo że komuś mogło sprawiać to jakiś dyskomfort czy kłopot, że tak bardzo się rządzi im, to naprawdę było wszystko jedno. Przywykły do zbytniej otwartości tej dziewczyny za to również ją kochały. Była sobą i nikogo nie udawała nawet przy nich. Sama miała takie samo podejście jak ona, się u kogoś rządzi, inni mogą u niej.
    — Pijemy! — powiedziała nieco głośniej dziewczyna.
    Stanęła w wejściu do kuchni, trzymając butelkę za szyjkę oraz wbijając korkociąg do korka, z zamiarem otworzenia trunku.
    — Co tym razem oblewamy co?
    Podeszła do brunetki, która przez moment siłowała się z otwarciem, uchwyciła butelkę alkoholu, który starała się otworzyć, po krótkiej chwili korek puścił, a one mogła, jednym ruchem wyjął zawleczkę i cieszyć się aromatem dość wysoko procentowego wina.
    — Ja i Marinette zdałyśmy licencjat.
    Otwierała już usta, by móc im pogratulować, jednak Selena nie dała jej nawet dojść do słowa:


— A ty oblewasz zerwanie z tym palantem — dodała, wyciągając w jej stronę butelkę z trunkiem.
    Zawahała się przez moment, nie wiedziała, czemu się zatrzymała, to było przecież do niej niepodobne, jednak jej przyjaciółka dostrzegła chwile niepewności, która nią zawładnęła niemal w tej samym momencie. Popatrzyła na nią znacząco, czuła się, jak niemal przeszyła ją swoim spojrzeniem na wskroś, jakby pragnęła dotrzeć do głębi jej umysłu i odkryć jej obecne rozmyślania.
    — Chyba mi nie powiesz, że po tym co ci zrobił, tęsknisz za nią?
    Zaskoczona dziewczyna, spojrzała na nią, bo tak jej najbliższe koleżanki wiedziały o jej rozstaniu, z Michael'm. Trudno zachować cokolwiek w tajemnicy przy Selenie, równocześnie była ona zbyt spostrzegawcza by nie dostrzec takiego małego szczegółu jak brak pierścionka zaręczynowego czy wisiorka, który nosiła na szyi. Dociekliwa natura Adams, a zarazem jej ciekawość nie mogły pozostawić tego bez najmniejszego komentarza czy setki pytań, którymi została wręcz zalana. A nie dało się wtedy ominąć tej rozmowy, pomimo że naprawdę tego chciała. Nie to, że nie chciała o tym dyskutować, lecz była to naprawdę świeża rana, której nie chciała rozdrapywać, jednak w końcu się poddała, uznała, że i tak wkrótce by się dowiedziały, że jako jedyna, która była zaręczona, teraz była sama. Powiedziała nie tylko jej, ale reszcie dziewczyn wręcz była to idealna okazja, bo spotkały się wszystkie na video czacie i nie musiała tłumaczyć każdej, z osobna co się stało. Może powinna powiedzieć to im twarzą w twarz, ale w końcu Selena wyciągnęła z niej wszystko. O dziwo gdy wygadała się im, poczuła się znacznie lepiej, jakby lżej. Zrzuciła z siebie zdarzeniami ostatnich dni i powiedziała bardzo zaufanym sobie osobą, co się dzieje w jej życiu. Zaczęła jej być lepiej na samą myśl, że wreszcie porzuciła ten ciężar ostatnich zdarzeń.
    — Za nim!? — oburzyła się, chwytając, szyjkę butelki — Nigdy! — powiedziała wyzywająco, upijając spory łyk alkoholu.
    — Moja dziewczynka! — powiedziała ucieszona brunetka.
    Niespodziewanie gromki śmiech pięciu dziewcząt wypełnił pomieszczenie. No tak nie wpisywała się w stereotypy kobiet po zerwaniu, bo sama uznała ze nie ma po czym płakać skoro to jej były facet okazał się być tym niewiernym i dał się skusić swojej byłej żonie. Świadomie się z nią przespał, mając, z tyłu głowy, że ma narzeczoną, jednak nie potrafił tego uszanować i efekt jest widoczny.
    — A to nie jego koszula przypadkiem? — Emilie zwróciła uwagę na praktycznie jej za dużą ubrudzoną bluzkę.
    Spojrzała na siebie w dół i ujrzała pełno farby na zbyt charakterystycznej koszuli, w których kartę wręcz jej były miał pełno w swojej garderobie. Podwinęła rękawy pod łokcie, by lepiej się jej malowało, jednak i tak jej ręce były barwne od farb. Wyglądała okropnie i potrzebowała prysznica, by zmyć z siebie kolorowe pigmenty.
    — Szły to wyrzucenia, to je wzięłam głównie do malowania — stwierdziła — Dajmy spokój, nie będę mu oddawać ciuchów, które i tak by wylądowały albo w koszu czy poszły do utylizacji — skomentowała — Dobra wy się rozgośćcie, przekąski wiecie, gdzie są tak samo jak kieliszki. Czujcie się jak u siebie, czego Seleny nie trzeba zachęcać, ja się tylko umyje i przebiorę w czystsze ubrania.
    Wsunęła butelkę z alkoholem w dłonie Marinette która stała najbliższej a sama zeszła do salonu po paru stopniach z chwilą gdy wchodziła na pierwszy stopień wiodący do góry zeszła jej ukochana Junka, przez moment obserwowała ją, jak szczęśliwa idzie do jej dziewczyn, które niemal od razu się nią zajęły.
    Zeszła do nich po dłuższej chwili, umyta z farby, która lepiła się do jej ciała. Pozbyła się brudnych rzeczy, a sama przebrała się w wygodne dresy, w pośpiechu wysuszyła swoje długie włosy, może i wybrała nieco luźniejszy wygląd to i tak widząc, że jej przyjaciółki rozsiadły się w salonie. Dzisiejszy wieczór zamierzały spędzić na oglądaniu filmów i piciu. Zatrzymała się na moment, patrząc na nie, każda z nich już trzymała po kieliszku wina, a na stoliku leżały otwarte ciastka, chipsy czy popcorn a między przekąskami stały butelki z trunkami, które one przyniosły oraz jeden wypełniony prawie do całości kieliszek z alkoholem. Przyjrzała się Selenie, która rozłożyła się wygodnie na kanapie. Opierając swoją głowę na ramieniu Alex ze znudzeniem, przeglądała kolejne kanały w telewizji. Emil zajęła jeden z foteli a Marinette zajęła drugą kanapę a między nimi leżała Junka oraz Cindy i Walter, którzy zostali wręcz zgarnięci przez tę czwórkę dziewcząt. Podeszła do nich i sama chwyciła wolne szkło z winem i upiła je, siadając obok paryżanki, która z zadowoleniem głaskała leżącego na jej kolanach Waltera, który najwyraźniej był z tego jak najbardziej zadowolony, wyraźnie dobiegło ją jego głośne mruczenie.
    — Czekaj… — powiedziała nieco głośniej Alex, gdy jako jedyna dostrzegła coś znajomego na poprzednim kanale — Cofnij o jedno.
    Selena, która trzymała kontroler, rzuciła spojrzeniem na swoją długoletnią przyjaciółkę, lecz bez żadnego sprzeciwu cofnęła kanał, a wtedy uwagę ich wszystkich przykuł dziennikarz, który stał pośrodku studia, zapowiadając kolejnego swojego gościa. Wszystkie jednocześnie popatrzyły zaskoczone na Withe czemu nagle kazała się zatrzymać, jednak odpowiedź nadeszła niespodziewanie szybko, gdy z ust prowadzącego popłynęły kolejne słowa:
    — Mam przyjemność zaprosić do studia Mike i Taylor Shinodowie
    Głośny aplauz wybuch na widowni, a one widziały, jak kamery śledzą każdy krok dość młodego małżeństwa, patrząc na swojego byłego narzeczonego i jego żonę nie czuła zupełnie nic. Widziała ich, lecz nie odczuwała względem nich kompletnie żadnych emocji. Nawet tych negatywnych i tak mogła być na nich wściekła, zła a postawą Michaela była rozczarowana to teraz byli jej kompletnie obojętni, wręcz była ciekawa, czemu właściwie służy ten wywiad. Znała podejście swojego byłego faceta do utrzymywania swojej prywatności w ścisłej tajemnicy, więc wydało się to dziwne, że nagle pojawia się z żoną i gdy przyjrzała się lecącym paskom na dole ekranu, gdzie często wyświetlane były jakieś napisy. To, co rzuciło się jej w oczy, nie wspominano nic na temat płyty, którą mieli wkrótce wydać. Spoglądała wręcz zaintrygowana, jak małżeństwo siada na ciemnej kanapie naprzeciw prowadzącego, a jej umysł wypełniły myśli oraz mnóstwo pytań, które zaczęły się mnożyć. Jedno najbardziej ją jednak nękało i jedna sprawa, czego właściwie miał dotyczyć ten wywiad, skoro nie zostanie poruszony temat albumu, który jest już zapowiadany od paru tygodni. Czyżby Shinoda naruszył swoją wręcz świętą zasadę, która jasno mówiła, że nigdy nie zamierzał sprzedawać swojej prywatności gazetą, to byłoby niewiarygodne wręcz niepodobne do niego. Przypomniała sobie słowa kiedy jeden z przyjaciół mężczyzny wspomniał, że tak on nie zabiegł o uwagę mediów, lecz jego żona, gdy zrozumiała, że z czasem jej mąż może stać się rozpoznawalnym w świecie muzykiem, a jedną z korzyści były z tego ogromne pieniądze. Dlaczego miała nie wykorzystać jego popularności i zbudować własne nazwisko na nim jednak intrygowało również to, fakt czy też Taylor przejęła nazwisko Mike’a. Ostatnim razem odmówiła mu, jednak to były jej tylko domysły, nawet nie chciała wiedzieć, co dzieje się w życiu byłego narzeczonego.
    — Oglądamy czy… — nagłą ciszę przerwał lekko zmartwiony głos Marinette.
    Mimowolnie spojrzała na Francuzkę, która z lekką obawą na nią spoglądała. Chyba spodziewała się, że wpadnie w szał czy furie gdy zobaczy w telewizji twarz swojego byłego, a ona praktycznie nie zareagowała, a ją nie targały wewnętrzne negatywne emocje, było jej wszystko jedno.
    — Dawajcie, pośmiejemy się — wcięła się w jej słowa Selena — Czuje, że może być niezły kabaret — komentowała.
    Wszystkie pięć spojrzały na ekran telewizji, skupiając swoją uwagę na wywiadzie, po krótkich uściskach dłoni, w końcu usłyszeli głos prowadzący, który podjął temat:
    — Nie da się ukryć, że od paru dni w sieci wrze, a wszystko za sprawą zdjęcia, które wstawiliście na swoje konta na Instagramie…
    Kadr na moment się zmienił, a one wszystkie dostrzegły, ślubną fotografię dwojga byłych małżonków i co wręcz ją zaskoczyło, to, w jaki sposób na siebie patrzyli. Przyjrzała się wręcz z niedowierzaniem na twarz mężczyzny i niemal zakrztusiła się winem, które piła, gdy zobaczyła spojrzenie, tak bardzo jej znajomy wyraz jego ciemnych oczu, które wręcz wpatrywały się z miłością w swoją dawną dziewczynę z liceum. Niemal natychmiast poczuła dłoń Marinette na swoich plecach gdy mocniej ją uderzyła, gdy sama wręcz z trudem przełknęła łyk trunku, bo nie mogła uwierzyć własnym oczom i w to co widzi.
    — Nie no, Chester miał racje — wykrztusiła, ocierając usta chusteczką, którą rzuciła jej Emilie — On się w niej naprawdę zakochał! — niemal wykrzyknęła zaskoczona.
    — Co? Shinoda? Kim ona jest? — przyjaciółki zalały ją falą pytań.
    Popatrzyła na każdą z nich, wszystkie patrzyły na nią zaskoczone jej nagłą reakcją, lecz nie tylko tym, bo widziała malujące się na zdziwione twarze dziewcząt gdy dobiegły ich jej słowa, nie była zaskoczona, owszem wiedziały, że Mike ją zdradził, lecz nie powiedziała im takiego małego szczegółu, że przespał się ze swoją byłą żoną.
    — O jednym wam nie wspomniałam — odezwała się nieco swobodnym głosem — Tą panią, którą widzicie obok mojego byłego, to tak naprawdę również jego była… — zamilkła na moment, trzymając swoje dziewczyny w lekkim napięciu — Była żona, wybaczcie mój błąd, obecna żona — oznajmiła, a na jej ustach pojawił się szyderczy uśmieszek.
    — Czekaj… co — Selena było naprawdę ciężko zaskoczyć, lecz teraz widziała zupełnie osłupiałą brunetkę, która wpatrywała się w nią, z trudem próbując przetrawić informacje.
    — No i nie wspomniałam wam o najlepszym. Mój były mnie zdradził i właśnie oglądacie laskę, która rozbiła mój związek.
    Głucha cisza, która wręcz zapanowała wśród nich, przerywana była jedynie początkiem rozmowy między dziennikarzem a młodym małżeństwem. Czwórka dziewczyn z trudem starała się przetworzyć to co właśnie się dowiedziały, tak były tutaj właśnie dla Julii, pomimo że rozstała się z Shinodą, dwa miesiące temu to teraz mogły spotkać się w piątkę i ją wesprzeć. Studentka szkoły artystycznej zdawała się praktycznie nie przejmować tym, że zostawiła przed paroma tygodniami faceta, teraz zrozumiały dlaczego, tak bardzo było jej to rozstanie obojętne i nie popada wręcz w rozpacz. Zrozumiały, że nie chciała płakać po mężczyźnie, który zdradził ją ze swoją byłą. Co za hipokryta, który oszukuje i wręcz niszczy związek, a potem bez krzyny samo ogłady sypia z inną kobietą, tą, która kiedyś mu była bliska. Wydawało się to bardzo pogmatwane, ale takie nie było. Co tu zrozumieć w tym, że jej były narzeczony zapomniał się w klubie i przespał się, z byłą żoną a teraz ponownie się związali.
    — A miałam go za porządnego — skomentowała pod nosem Emilie.
    — Pozory mylą kochanie — odparła młoda Rivera.
    — Może przybliżycie nam chwile gdy się spotkaliście ponownie? — zagadnął małżeństwo dziennikarz, który czekał na nieco pikantniejsze wątki.
    Nie dało się ukryć, że Michael Shinoda był jednym z artystów, którzy dbali o to co wypływa do sieci w jego otoczeniu i rzadko wspomniał o swojej prywatności, wręcz jej nie sprzedawał, udzielał się rzadko, a przeważnie rozmawiał o projektach, nad którymi pracuje czy płytą zespołu. Teraz temat grupy muzycznej nie zostanie poruszony.
    Perlisty śmiech Taylor wypełnił studio, co zwróciło uwagę grupki przyjaciółek, które ponownie zerknęły w stronę telewizji. Patrzyły, wręcz jak dwuznacznie chwyta swojego męża za rękę, co nie uszło niczyj uwadze, lecz on nawet się nie cofną, wręcz przeciwnie ujął jej dłoń i ścisnął mocniej. Niemal w tym samym czasie, ona chwyciła miskę z popcornem, chwyciła garść uprażonej kukurydzy, wrzucając sobie do ust.
    — Spotkaliśmy się przez czysty przypadek w klubie — zaczęła swoją opowieść Taylor — Mike był sam i pił w samotności. Opijał rozstanie z byłą dziewczyną.
    — Ale zdzira — wymsknęło się z jej ust — No ciekawe ile jeszcze nakłamie — mówiła wyzywająco — Tak, opijał rozstanie, raczej kłótnie z narzeczoną — mówiła.
    Nie miała już żadnych hamulców, by mówić prawdę o swoim już byłym związku. Poza tym wcześniej czy później dziewczyny i tak poznałyby prawdę, a teraz cóż język bardziej się rozwiązuje po alkoholu.
    — Przysiadłam się do niego i chciałam porozmawiać i zaczęliśmy się coraz częściej widywać. Oczywiście przez kilka miesięcy nic o tym nie chcieliśmy mówić — trajkotała kobieta.
    — A czy możecie zdradzić od kiedy jesteście razem — dociekał reporter.
    Taylor spojrzała przelotnie na Mike’a który, o dziwo praktycznie się nie odzywał, jednak po chwili ponownie odwróciła się do mężczyzny po czterdziestce, który prowadził wywiad.
    — Od grudnia ubiegłego roku.
    Słysząc te słowa, wręcz zaczęła się histerycznie śmiać, lecz nie tylko jej gromki śmiech rozdarł pomieszczenie, lecz pozostałych dziewczyn, które doskonale wiedziały, że pod koniec ubiegłego roku. Mike nadal był z Julią, mało tego zaręczył się z nią podczas świąt więc czuły wszystkie, że ten wywiad będzie pełen kłamstw i naciąganej zmyślonej historii, którą zostaną uraczone, one oraz wiele tysięcy fanów Shinody.
    — Mike czy mógłbyś powiedzieć, co się stało z tą dziewczyną, z którą widzieliśmy cię ostatnio na rozdaniu statuetek Grammy.
    Tego była naprawdę ciekawa, co powie na jej temat. Jak bardzo nakłamie, coś czuła, że zapowiada bardzo intrygujący wywiad pełen zmyślonych historii, bo tego nie można inaczej powiedzieć. Gdy wręcz na szybko tworzy się zupełnie nową opowieść, trzeba mieć świadomość, że nie może być idealna, jednak ciekawiło ją jakie łgarstwa o sobie usłyszy.
    — Zostawiłem ją — mówił muzyk — Z czasem zaczęła mi przeszkadzać znaczna różnica wieku, która nas dzieliła — opowiadał — Ona była znacznie młodsza ode mnie, była jeszcze na studiach jedyne, o czym myślała to imprezach i zabawie, mi zależało na stabilniejszym życiu i partnerce, z którą mógłbym myśleć o powiększeniu rodziny, ona tego nie chciała.
    — Co za debil! — niemal wykrzyknęła oburzona głupstwami, jakie mówi — Tak na pewno mówiłam, że nigdy nie chciałam mieć dzieci, gdy jasno się wyraziłam, najpierw studia potem rodzina. Czego tu nie rozumieć? — mówiła żywo — No ale sam sobie winny jest, że zakochał się w gówniarze.
    — Ja myślałam, że to Selena będzie najbardziej komentować, ale chyba musisz się wygadać — stwierdziła Marinette, która patrzyła na nią z rozbawieniem.
    — No ale samo się prosi — odparła — Widzę, że kłamie jak z nut. Zaraz powie, że z Taylor, wkrótce planują dziecko, bo jest w odpowiednim wieku, a ja to tylko przelotna znajomość. Tylko co z tego skoro to jego była wręcz go wydymała, bo uznała, że jej się nudzi i każdej nocy zaliczała innego gdy ten zakonny szczeniak jeździł w trasy… — niemal w ostatniej chwili ugryzła się w język, nie chciała wspomnieć na temat tego, że usunęła ciąże.
    Obiecała milczeć w tej sprawie i pomimo że nie są razem, a widzi, że Mike wyraźnie kłamie, nie zamierzała rozpuszczać tej plotki nawet wśród jej znajomych. Szanowała jego prywatność, zwłaszcza że wiedziała, że to trudny dla niego temat. Zachowała to dla siebie.
    — Naprawdę, ona go zdradzała?
    — Przecież dlatego ją zostawił ostatnio — odparła, patrząc na Alex — Nakrył ją, jak zabawiała się z kolejnym swoim kochankiem. Nie pisali o tym, bo zataili oboje powód swojego rozstania, ale tak, ta szmata robiła go w kompletnego wała. Przyprawiała mu rogi, nazywajcie to jak chcecie, ale taka jest prawda. Cóż coś czuje, że wiele się jeszcze może zdarzyć, a na światło dzienne wyjdą więcej syfu, ale to nie moja sprawa prawda?
    Wywiad wciąż trwał, a one siedziały, oglądając go, jakby patrzyły na jakąś komedie.
    A ten weekend dopiero się zaczynał!

Sunday, July 7, 2024

IV 02 — POŚLUBIŁ JĄ

    Zatrzymała swojego ukochanego ścigacza, na podjeździe jednego z luksusowych domów, blisko centrum miasta. Stanęła przy domu na ulicy, którą znały wręcz miliony. Słynąca z mieszkających tutaj ludzi słynących w świecie show — biznesu, szeroko pojętej branży muzycznej czy filmowej, to tutaj sprowadzali się ci, którzy zyskali sukces i dorobili się nie kiedy ogromnej fortuny. Nie było zaskakujące, że można było tutaj zobaczyć spacerujących gwiazdorów, czy to filmu, czy muzyki i szczerze ten przepych mógł kłuć w oczy i owszem tak było, bo z jednej strony bezdomni koczujący na ulicy niedaleko słynnych miejsc w tym mieście z drugiej przepych, luksus i bogactwo, który wręcz się wylewał z tych znanych dróg, które odwiedzało miliony turystów.
    Los Angeles było miastem kontrastu, z jednej strony bieda, oraz ludzie mieszkający na ulicy, z drugiej ludzie majętni, którzy dorobili się ogromnym pieniędzy na swojej ciężkiej pracy i nie mogła ująć nikomu. Ciężko było patrzeć na ludzi, którzy pozbawieni swojego lokum tułali się po mieście, a z drugiej strony ona zatrzymała się przed wjazdem do małej wilii. Jednak życie w tym mieście nauczyło jej jednego, że tak to miasto daje możliwość, rozwoju i dorobienia się fortuny jednak należy być zaradnym, nie jednokrotnie trzeba być drapieżnikiem, by nie dać się wygryźć, dlatego ona nie chciała iść w żadną z tych branży, gdy zakładała swoją stronę, chciała jedynie zacząć zarabiać, chociaż drobne pieniądze. Szukała sposób by zarobić pieniądze na wyprowadzkę od brata i nie chodziło o to, że on ją wyganiał, wręcz kazał się, wynieś, bo tego wręcz nigdy od niego nie usłyszała. Prosił, by zamieszkała z nim dłużej, nie szła na swoje, po części była w stanie go zrozumieć mieszkali ze sobą jedynie ponad rok, gdzie mieli okazje się spotkać. Dobrze wiedział, że koszty życia w tej metropolii są ogromne i pewnie obawiał się, czy sobie poradzi. Jednak ona pragnęła się usamodzielnić, pójść na swoje, by nie zadręczać go sobą, by oboje mieli na tyle prywatności. Nie wchodząc sobie w drogę gdy nawet zaprosili, by kogoś do siebie, tak uważa, że podjęła słuszną decyzję, znajdując mieszkanie i się wyprowadzając. Tak nie było jej łatwo z początku, jednak strona zaczęła się po czasie rozkręcać, ona po wernisażu otrzymała coraz więcej zgłoszeń i ofert na namalowanie obrazu i jej mały biznes zaczął się kręcić, tak prowadziła małą działalność, jednak liczyło się dla niej zadowolenie klientów, co było dla niej bardzo kluczowe. Dlatego starała się, by każdy obraz był niemal perfekcyjny, z czasem nieco majętniejsze osoby zainteresowały się jej sztuką i jak nie kupowali obrazów, które wystawiła, to również zamówili sami portrety, jakie by chcieli. Mogła powiedzieć, że weszła z małym biznesem, który coraz bardziej się rozkręcał. Dostawała kilka emaili dziennie z pytaniem o możliwość namalowania obrazu czy kupna. Nie mogła chyba bardziej być zadowolona więc tak była w stanie się utrzymać z malowania obrazów i to w chyba jednym z droższych miast Ameryki. Udowodniła tym samym sobie, że ciężką pracą osiągnie zamierzony cel i sukces, o którym nawet nie śniła.
    Zdejmując kask z głowy, odwiesiła go na rączkę motoru, po czym przełożyła nogę nad skórzanym siedziskiem, schodząc ze swojego ukochanego dwukołowca, jednym kliknięciem włączyła alarm, idąc pewnym krokiem ku ciemnym dębowym drzwiom. Wciskając dzwonek do drzwi, wciąż zachodziła w głowę, dlaczego Chester prosił ją, by przyjechała, co ją bardziej zaniepokoiło to jego dość poważny głos. Rzadko słyszała go tak bardzo go czymś strapionego, a gdy poprosił ją, by ja najprędzej przyjechała, poczuła strach, że mogło mu się coś stać.
    Nie czekała długo, aż ktoś jej otworzy, zjawił się po dość krótkiej chwili, dobiegł ją dźwięk przekręcającego się w zamku klucza. Wkrótce po drugiej stronie dostrzegła swojego brata, od razu mogła, odnieś wrażenie, że sytuacja jest bardzo poważna. Strapienie, malowało się wręcz ze zmartwieniem na jego twarzy. Ostatnim razy gdy go widziała w takim stanie, działo się to na początku ich wspólnej drogi, gdy przyjechała wraz z nim do tego miasta, by mogła zacząć nowe życie, wtedy przez pierwsze dni nawet nie miała pojęcia, co się dzieje. Pomimo że starał się, by nie odczuła tego, że sam zmagał się ze zmartwieniami, to jednak wkrótce i tak wkrótce dowiedziała, z czym się zmaga i było to wręcz naturalne, że niepokój o przyjaciela był tak silny, gdy wreszcie została uświadomiona, z jakim bagażem doświadczeń oraz problemów zmaga się Michael, ale teraz co mogło go tak zaniepokoić. Czyżby to sprawa dotyczyła być może jego ukochanej? Doskonale widziała, jak obojgu na sobie zależy, czy stało się coś poważnego, że chciał o tym pogadać, mogła dumać również nad tym czy aby nie chciał porozmawiać o potencjalnych zaręczynach, bo widząc jak bardzo zakochani za sobą szaleli kwestią chwili było gdy zdecydują się formalnie połączyć. Bardzo im kibicowała i pragnęła, by byli szczęśliwi. Mogła rozmyślać, co jest powodem jego strapienia, ale wkrótce miała się przekonać, dlaczego Bennington był tak poważny.
    — Wejdź — zaprosił ją do środka.
    Ustąpił jej miejsca w przejściu, a ona sama przekroczyła próg jego domu, niemal w tej samej chwili na spotkanie wybiegła jej towarzyszka jej brata, która niemal zwaliła ją z nóg. Tylko szybka reakcja starszego mężczyzny, który przytrzymał ją w pasie, sprawiło, że teraz nie leżała na podłodze.
    — Co za gorące powitanie — zaśmiała się szczerze, głaszcząc Anikę po głowie.
    — Dawno cię nie widziała — skomentował muzyk — Choć do salonu, muszę ci o czymś powiedzieć.
    Popatrzyła, jak wyprzedza ją parę kroków w przód, a ona przelotnie zerknęła nieco zdziwiona na suczkę, która popatrzyła na nią z radością, merdając ogonem. Podążyła jego krokiem. Stanęła w przejściu do salonu gdzie, dostrzegła już czekającego mężczyznę.
    — Chester, o co chodzi? — pytała, schodząc po dwóch stopniach, wchodząc w głąb pomieszczenia — Wydajesz się jakiś dziwny — skomentowała, patrząc na niego z uwagą.
    — Julio — odezwał się z powagą — Jest coś, o czym muszę ci powiedzieć — rzekł bez żadnej cienia żartobliwości.
    — Zostałeś ojcem? — wypaliła nagle.
    Może to pierwsze lepsza myśl, jaka nasunęła się jej na myśl, jednak wydawała się jej jak najbardziej adekwatna w obecnych okolicznościach. Jednak szybko jej domysły zostały rozwiane gdy on pokręcił przeczącą głową, tłumacząc pośpiesznie:
    — Nie młoda, najpierw wolałbym wziąć ślub, a potem myśleć o powiększaniu rodziny — mówił.
    Nie była zaskoczona nawet jego podejściem, on wraz jej byłym narzeczonym oraz resztą chłopaków z kapeli byli w wieku gdzie powoli myśleli o swojej przyszłości o potencjalnym założeniu rodziny, skupieni we wcześniejszych latach na rozwoju kariery ich grupy, miłość oraz rodzina zeszły na dalszy plan, teraz gdy mieli dosyć stabilną sytuację, mogli myśleć poważniej o tym, by znaleźć ukochane osoby i być może założyć rodzinę. On, Brad, Dave już mieli dziewczyny od dłuższego czasu, Robert oraz Joe byli na etapie randkowania z potencjalnymi ukochanymi, więc wszystko szło w dobrym kierunku. Czas pokaże, jaki potoczą się ich losy.
    — Chodzi o Michaela.
    Westchnęła cicho, słysząc imię swojego byłego już narzeczonego, od tygodni nie słyszała o nim. Nawet nie chciała tego, pragnęła zapomnieć o tym dosyć nieudanym związku, jaki przeżyła i chociaż mogła powiedzieć, nie rozpaczała po nim, jednak jego temat sprawiał, że czuła się rozdrażniona i nieco podenerwowana. Wszystko miało swoje podłoże w tym, jakim okazał się bezczelnym skurwysynem, który bez mrugnięcia okiem zdradził ją i oszukał w dość obrzydliwy sposób. Nie mogła mu tego nadal zapomnieć i chyba prędko nie będzie nawet w stanie się z tym pogodzić. Ufała temu facetowi jak nikomu innemu, a on wykorzystał ich trudności w związku i poszedł do łóżka z inną i dla niej wymówki, którymi ją częstował, wręcz chciał jej wpoić, były czymś nie do pomyślenia. Nie dało się tłumaczyć zdrady w związku, w którym oboje obiecywali sobie być wiernymi, on zupełnie tego nie okazał. Wolał się przespać z byłą i nie zamierzała wierzyć mu, że niczego nie pamięta z tego wieczoru, nie uwierzy w jego bajkę tą, którą chce jej wmówić, by usprawiedliwić samego siebie, a jednocześnie wybieli się w jej oczach. Nic z tych rzeczy, może jego sytuacja byłaby łatwiejsza gdyby nie to, że widziała na własne oczy, jak wręcz rzucał się na swoją byłą. Wcale nie został do tego przymuszony, jak uważa, wręcz sam tego pragnął i chciał.
    — Chester po to mnie wzywałeś? — spytała nieco oburzona — Dobrze wiesz, że ja i on to już przeszłość prawda?
    — Tak wiem Julio — mówił z powagą.
    — To po co mnie wyzwałeś!
    — On wziął ślub — wszedł niespodziewanie jej w słowo.
    Stanęła niczym wryta, patrząc na mężczyznę, który stał przed nią. Tego się chyba najmniej spodziewała usłyszeć, wręcz była pewna, że będzie słuchała, jak Chester staje się ponownie mediatorem między nimi, jednak tego co obecnie usłyszała, nie sądziła, że kiedykolwiek od niego usłyszę. Przeżyła szok i nie zamierzała kłamać, że tak nie jest, od praktycznie ich rozstania minęły dwa miesiące, jeszcze dobrze pamiętała jak parę dni po tym jak go rzuciła zadręczał ją telefonami czy wiadomościami, z błaganiem prosząc ją, by do niego wróciła, że niczego nie pamięta, że pragnie żyć tylko z nią. Aż do momentu gdy zniecierpliwiona i zirytowana jego ponaglającymi się prośbami zrobiła coś, co uważała za najbardziej rozsądne. Zablokowała jego numer, by przestał ją zamęczać, od tamtych chwili wszystko ucichło. Myślała, że będzie do niej przychodził pod drzwi jej mieszkania, lecz nic takiego nie było, po prostu nagle zamilkł, co wyszło na ogromny plus, a ona nie musiała się już męczyć z nachalnym byłym narzeczonym.
    — Chyba żartujesz!? — wykrztusiła zdumiona.
    Jednak obecnemu tutaj mężczyźnie wcale nie było do śmiechu, nie miał nawet nastroju na strojenie sobie głupich docinek czy dowcipów. Nie w tak poważnej sprawie, nie umiałaby śmiać się z czegoś tak poważnego. Nie chciał także wspominać o tym tej młodej dziewczynie, jednak z czasem dowiedziałaby się prawdy, wolał, by dowiedziała się tego osobiście od niego, niż z prasowych artykułów czy programów popularno — kulturowych, czy natknęła się na to w sieci. Dużo bezpieczniejszą opcją, jaką uznał za stosowną, było powiedzenie jej tego osobiście.
    — Ale po praktycznie sześciu tygodniach… — wydusiła, a jej pytanie zawisło w powietrzu.
    Przytaknął delikatnie głową, sam z początku myślał, że to jedynie jakiś grubszy żart, jaki przygotował jego przyjaciel. Przecież był z nich znany, że lubił sobie pożartować, porobić sobie żarty czy to z nich, fanów czy bliskich, łudził się, że to faktycznie może być to. Gdy jednak w jego oczach mignęła srebrna obrączka na jego serdecznym palcu zupełnie jak przed laty, gdy jako jedyny z całej ich trójki poślubił przyjaciółkę z liceum. Nie widział jej przez lata, owszem wręcz był przekonany, że ujrzy ponownie, rozeszły się przed dwoma miesiącami, dobrze to pamięta, sami praktycznie przez tydzień ukrywali, że już nie są razem, wręcz zaręczyny zostały zerwane, lecz do tej chwili, nikt nie był świadom, dlaczego dwojga zakochanych w sobie do szaleństwa ludzi podążyli innymi drogami. Podejrzewał, że ich wyjazd zupełnie się nie udał, co mogło wskazywać zupełnie, że Julia nie była w stanie wybaczyć Michaelowi jego przewinieniem i wyjazd na Majorkę był jedynie nieudaną próbą pogodzenia dwojga, którym los pisał w odpowiedniej chwili się rozstać. On, pomimo że był osobą bardzo ciekawską, uznał, że po wcześniejszej ingerencji nie chce już mieszać się w sprawy uczuciowe jak i przyjaciela tak i własnej siostry. Oboje byli dla niego bardzo bliscy i trudno mu było stać po jednej stronie, z jednej strony Julia, która była jego jedyną rodziną. Siostrą, za którą powinien stać murem, z drugiej strony przyjaciel, który był mu tak bliski od wielu lat, wyciągał go z najgorszego bagna, w jakie wpadał, nie mógł obrać, gdzie powinien stanąć, neutralność była jego jedynym wyzwoleniem w obecnej chwili a równocześnie ani Michael tym bardziej Julia nie starali się wmieszać nikogo w prywatne sprawy. Dobrze znał stanowisko ich obojga, byli dorosłymi osobami i potrafią rozwiązywać sami swoje problemy. Nie chcą mediatorów oraz niepotrzebnych światków, było to bardzo dojrzałe podejście, bo nikogo nie zobowiązują do roli bycia po stronie któregokolwiek z nich. Znał również Shinodę i poznał również Julie, na tyle, by zobaczyć, że życie uczuciowe jest dla nich ważne, jednocześnie nie chcą nikogo postronnego w razie jakichś nieporozumień. Czy to zwalniało go z obowiązku stania po jednej ze stron, po części tak jednak chciał być lojalny wobec przyjaciela oraz wierny swojej rodzonej siostrze? Sytuacja była naprawdę trudna.
    — Sam w to nie mogłem uwierzyć — przyznał, gdy podniósł wzrok, by spojrzeć na swoją siostrę, która stanęła przed stolikiem tuż naprzeciw niego.
    — Szybko się pocieszył.
    Nie uszło jego uwadze kąśliwa wręcz przesączona komentarz młodej studentki, pomimo że ściszyła głos, zapewne chcąc tę uwagę zachować dla siebie, lecz jego bardzo wrażliwy zmysł słuchu wyłapał prędko jej szept i zgryźliwą uwagę wobec byłego narzeczonego. Zmarszczył brwi zaskoczony tymi niespodziewanymi słowami z ust Julii, co nie dało się nie dostrzec przez artystkę, która wzdychając cicho, oznajmiła nagle:
    — Słyszałeś?
    Skinął lekko głową, bo nie zamierzał wmawiać jej, że wcale nie obeszła go jej sarkastyczna uwaga.
    — Nie powiedziałem ci najlepszego — przypomniał sobie nagle — Nie dość, że zaobrączkował ją po kilku tygodniach, to nie uszło uwadze mojej ani innych, że on znowu się w niej zakochał.
    Zapadło dłuższej milczenie, jednak on patrząc z uwagą na dziewczynę. Widział, jak wręcz walczy sama ze sobą, by czego nie powiedzieć, trud jej starań okazał się być daremny wkrótce mógł słyszeć ponownie pełen jadu głos swojej młodszej siostry:
    — Ciągnie swój do swego — mruczała gniewnie pod nosem — Cholera, że ja byłam tak ślepa i mu wierzyłam.
    — Młoda, czy jest coś, czego nie wiem? — spytał tutaj już wyraźnie zaniepokojony.
    Nie chodziło mu jedynie o bycie wścibskich, wtrącanie się w sprawy innych czy mieszanie się w ich życie. Coraz bardziej jednak zaczął odnosić wrażenie, że powód rozstania Julii i Mike’a był głębszy niż początkowo, mu się wydawało i ostatnich ich konflikt na tle motocykli, które wręcz uwielbiała młoda Bennington było zaledwie preludium tego co naprawdę się wydarzyło i tutaj już nie chodziło o to, że był wścibski, ale raczej o to, że zwyczajnie się zaczął niepokoić o nią i martwiła go ta cała sytuacja.
    Wstał i pewnym krokiem przeszedł obok stolika i stanął naprzeciwko młodej artystki, położył jej dłonie na ramionach, popatrzyła na niego niemal w tym samym momencie, wtedy dostrzegł w jej oczach prócz zmieszania. Patrzył, jak jej oczy pociemniały ze wściekłości, zrozumiał jedno, oni wcale nie pogodzili się na wyspach, wręcz wrócili jeszcze gorzej pokłóceni, a Julia musiała odkryć coś jeszcze. Rzadko widział jak jej twarz, wręcz tak bardzo czerwienieje od złości, która się w niej kumulowało.
    — Chcesz znać prawdę? — wysyczała nagle, a pokój wręcz wypełnił jej dość nieprzyjemny głos, niczym syk węża.
    Nie zląkł się, jednak tylko patrzył wprost w kobaltowe oczy swojej siostry, lecz nie śmiał nic więcej powiedzieć, czekał cierpliwie, aż sama zacznie mówić, a widząc jej minę, potrzebowała jedynie małej iskry, by mógł wykrztusić z siebie, to co ukrywała i wcale nie byłby zaskoczony.
    — Julio…
    — Braciszku posłuchaj mnie, to co ci powiem, nie chce, by miało wpływ na twoje relacje z nim, czy nie ucierpiał na tym cały zespół. to sprawy między nami, jak zawsze oddzielacie prywatne życie od zawodowego i w tej sytuacji proszę cię o to samo i tak może wydawałam się zdumiona tym, że Shinoda wziął ślub, lecz bardziej zdumiało mnie, jak prędko wręcz wpadł w sidła swojej byłej — wspominała — Przepraszam, obecnej żony — dodała, prostując obecny stan matrymonialny swojego byłego narzeczonego.
    Wyswobodziła się z jego uścisku i sama usiadła na kanapie, przez moment milczała, jednak cierpliwie wpatrywała się w niego, wyczekując, by sam przysiadł tuż przy niej, potrzebował zaledwie dwóch sekund, by usiąść blisko niej i popatrzeć na nią troskliwie jednak nie zamierzał kryć przed samym sobą, że był wręcz zaintrygowany słowami swojej siostry.
    — Chester — zaczęła z powagą — Nie będę ci mówić tego, co działo się przed naszym wyjazdem, byłeś częściowo w to zaangażowany i tak pogodziłam się wtedy z Shinodą — przyznała, odwracając wzrok.
    — Co? — spytał zaskoczony.
    Był wręcz oszołomiony tą wiadomością, był wręcz przekonany, o braku porozumienia między nimi podczas ich małego urlopu. Słowa Julii nie były kłamstwem nawet w najdrobniejszym szczególe. Nie mógł o tym rozmyślać, gdy ona ponownie zabrała głos:
    — Owszem wróciliśmy do Los Angeles, pogodzeni — wspomniała — Wszystko wręcz popsuło się gdy wróciliśmy z lotniska — zaczęła swoją opowieść — Pojechaliśmy wtedy do niego, niestety na nas obojga czekał wtedy niezapowiedziany i wręcz nieproszony przez nas gość a była nim nie kto inny jak Taylor. Oczywiście nie poznałam jej z początku. Widziałam może dwa razy w życiu jej zdjęcie jednak podejrzane było jego zachowanie gdy wręcz wyszedł z auta zaczął ją przeganiać. Nie do końca mu się to powiadało — urwała na moment, wydawać się mogło, że wspomnienia tamtego poranka mogły sprawiać jej ból, ona potrzebowała zaledwie paru dni, by pogodzić się utratą, jednak wracanie myślą do tamtych chwil teraz nie było konieczne, wręcz zaczęło ją to bawić po czasie — W końcu ujawniła swój cel wizyty. Pragnęła wrócić do mojego wtedy faceta.
    — Czekaj… to…
    — Wstrzymaj się na moment braciszku, nie powiedziałam ci najlepszego. Pamiętasz mój konflikt z Shinodą? — przytaknął jedynie, pozwalając jej dalej mówić — Wtedy po naszej kłótni w studiu, Michael poszedł do klubu, przypominam ci, że byliśmy nadal razem wtedy no i poleciał. Zaczęło się w klubie, skończyło w jego łóżku.
    Czuł się, jakby dostał obuchem, ciężkim metalowym narzędziem, podświadomie czuł mocne uderzenie. Wiedział, że to jego przyjaciel był ofiarą zdradliwej żony, ale nigdy by mu przez myśl nie przeszło, że zafunduje taki sam los swojej kolejnej dziewczynie. Kiedyś to on był oszukiwany, teraz on sam okazał nie wierność młodej artystce, z którą planował przyszłość. Wydawało się to tak niewiarygodne. Mike nie należał do typów, którzy odnajdują pocieszenie w ramionach, innej po pierwszym lepszym kryzysie w związku z obecną sympatią, to było tak niewiarygodne.
    — Zanim o cokolwiek zapytasz, też bym w to nie uwierzyła, gdybym nie dotarła do nagrań z wieczoru gdy ten przyprowadził sobie obecną żonę do domu, by się z ni przespać i tak wtedy byłam z nim, lecz on cóż nagrania nie kłamią! Wyraźnie był napalony na swoją byłą, dobrze widziałam jak wręcz… — urwała, jednak oboje byli dorośli i mogli sobie dopowiedzieć ciąg dalszych wydarzeń i to nie tak, że bali się lub krępowała ich rozmowa na temat seksu, nie nic z tych rzeczy takie tematy nie były dla nich obce, lecz bardziej fakt, że oboje wyobrażali sobie, co działo się za drzwiami sypialni Michaela.
    — Kończąc, powodem naszego zerwania byłam ja — nagły głos Julii rozdarł ciszę — To ja go rzuciłam — przyznała — Szczerze wcale nie żałuje, skoro Michael przy pierwszej lepszej kłótni, woli się iść nachlać do klubu i spędzić noc z byłą żoną nie jest godny mojej uwagi, ani wart moich uczuć. Ostatnie zdarzenia i z motocyklami i zdradą pokazały mi wyraźnie by nie pakować się w związek z takim facetem. Może wydaje się być ideałem, jednak wiemy oboje, że nie ma perfekcyjnego związku, nawet myśmy go nie mieli, ale skoro Mike przestał szanować mnie i traktować mnie nie poważnie potem poleciał przelecieć byłą, czemu mam marnować czas na tego faceta? Wolę zacząć wszystko od nowa i tak o tym ci wspominałam przy naszej rozmowie, że mnie uczucia zawodzą. Miłość nie jest dla mnie!
    Widziała jak twarz młodego mężczyzny pobladła. Z każdym słowem Julii, gdy opowiadała mu, co się stało przed paroma tygodniami, dlaczego wystarczyło zaledwie kilka dni, by rozbić ponownie jej związek z Shinodą. Czuł się jakby, słuchał opowieści o zupełnie innym facecie. Owszem znał Michaela znacznie dłużej od własnej siostry i powinien go przecież znać a teraz gdy słuchał, jej opowieści miał wrażenie, że znał zupełnie innego faceta. Przeżywając sam wiele zdrad swojej obecnej, a zarazem byłej małżonki, ukształtowało to w pewien sposób jego mentalność, obiecywał sobie, że nigdy nie zrobi czegoś takiego, nie dopuści również do bycia z dziewczyną, która by go chociaż raz zdradziła, a teraz słuchał o najbliższym koledze, który nie dość, że bardzo zranił przed tygodniami jego siostrę gdy wręcz stał się facetem, który za przejaw nadmiernej troski uznał kradzież za jedyne słuszne rozwiązanie ich małego konfliktu, by w ten sposób przymusić Julie do rezygnacji z pasji jej życia, tak był świadom tego, że ten sport jest niebezpieczny, miał tego świadomość, że w pewien sposób Julia ryzykuje, jedząc, jednak przez ostatnie lata popierał ją, wspierał w tym co kochała robić i nigdy nie robił jej żadnych pretensji do czasu tego wypadku. Wszystko nagle lgnęło w gruzach, początkowo nawet nie mogli dostrzec, że między nimi dzieje się coś złego, jednak kolejne tygodnie pokazały, że wręcz idealny związek jego siostry i przyjaciela zaczyna się sypać. Coraz więcej kłótni, awantur, sporów między dwojgiem zakochany sprawiło, że oboje chodzili podenerwowani, a ostatnie dni przed rozstaniem było istną huśtawką nastroju i unoszącego się w powietrzu napięcia.
    — Nie wierzę — odezwał się po dłuższej chwili milczenia — Mike ci to zrobił? — pytał, z trudem dochodziła do niego brutalna prawda.
    — Owszem Chester, zdradził mnie ze swoją byłą — powiedziała z dosyć ironicznym uśmieszkiem — Wybacz, obecną żoną — dodała wręcz z drwiną.
    — Ale…
    — Wiem, że ciężko ci w to uwierzyć — przyznała, patrząc na starszego brata — Dla mnie też nie było to łatwe, ale powiedz mi czy alkohol musi być wytłumaczeniem na wszystko. Przecież wiedział, co robi, że pije, a wiemy, że po dużej ilości procentów traci głowę, jednak czy upicie się ma być wytłumaczeniem, że przeleciał Taylor? Jestem bardzo wyrozumiała, wiele się nauczyłam, i byłabym gotowa na związek otwarty, jednak będąc, z nim oboje obiecaliśmy sobie być sobie wierni. Sam przekreślił nas i nasz związek, nasze przyszłe małżeństwo. No może gdyby skuteczniej uciszył Taylor to, by to nie wyszło, a chyba nie ma takiej siły perswazji wobec niej, by kazać jej milczeć na dłuższą chwilę. Wygadała się i zdradziła ich obojga. Może winić jedynie siebie sam za to. Jestem wyrozumiała, ale, to było nie do pomyślenia! Nie przebaczę mu chwili zapomnienia, oboje dobrze wiemy, że on by tego mi nie przebaczył. Zostawiłby mnie bez mrugnięcia okiem. Nie potrafiłabym żyć z facetem, który mnie oszukał — powiedziała spokojnie — Braciszku, o tym ci wspominałam, nie mam szczęścia w miłości. Każdy mój związek kończy się katastrofę, jak nie jeden okazuje się totalnym złamasem, który mnie nie szanuje, kolejny tchórzem, który uciekł, to Mike okazał się być zdrajcą, który przespał się z inną za moimi plecami i na ironie losu, obecnie ją zaobrączkował.
    — Ale…
    — Chester absolutnie nie winie cię za to, że nas poznałeś. Nie mam do nikogo pretensji, że mój związek się rozpadł, owszem mam ogromny żal, ale do Michaela, że nie potrafił uszanować mojej pasji oraz nie umiał być wierny. Ale nie winie nawet siebie, mogłabym, zamknął się w mieszkaniu, siedzieć w kącie i płakać, rozpaczając nad tym, jakie życie jest wobec mnie niesprawiedliwe. Dlaczego los się na mnie uwziął, co zrobiłam złego, że jestem tak traktowana, ale czy to na dłuższą metę ma sens braciszku? Tak kochałam Mike i temu nie będę zaprzeczać, ale nie zamierzam winić siebie za to, że on okazał się być tym niewiernym. Tylko on się może za to winić, a ja nie zamierzam stać w miejscu. Zamierzam korzystać z życia — mimowolnie kącik jej ust drgnął znacząco do góry.
    Owszem nie zamierzała płakać nad rozlanym mlekiem, w tym przypadku nad już byłym związkiem z Shinodą. Jeśli nie była winna za rozpad tej relacji, nie zamierzała się winić wręcz przeciwnie, zamierzała wykorzystać okazje, jaka została jej darowana.
    Zamierzała się bawić, korzystać z życia, jakie zostało jej oferowane. Nie była już skrępowana w sidłach miłości z Michael’m. Najwyraźniej pan jej egzystencji zapisał dla niej zupełnie inny scenariusz, który teraz miała wieś i czy się cieszyła, czy raczej rozpaczała. Jak miała ronić łzy nad świadomością, że mogła teraz spełnić swoje najskrytsze fantazje. Od miesięcy myślała o swoim życiu intymnym, chciała wypróbować zupełnie nowe rejony swojej seksualności. Przekonać się jak to jest przeżyć, zupełnie inne chwile uniesie, z kobietą czy nawet z dwojgiem kochanką, nie zamierzała ukryć, że to bardzo ją intrygowało. Mogła zbadać zupełnie nowe rejony, swojego popędu seksualnego w związku została ograniczona do bycia jedynie z Michaelem, teraz mogła robić, co tylko zapragnęła i absolutnie nikt nie stanie jej na drodze. Wręcz była tym bardzo podekscytowana:
    Nowym scenariuszem życia, który pisał dla niej los.
    Nowymi wyzwaniami, które na nią czekały w kolejnych miesiącach, wręcz się ekscytowała, co spotka na swojej drodze.
    Zupełnie nowe doznania czego była chyba najciekawsza.
    Świat czekał na nią otworem, a ona mogła wykorzystać szansę, jaką została obdarowana.
    Nie była jednak świadoma, że w przeciwieństwie do niej los wobec jej już byłego narzeczonego pisał zupełnie odmienny los, który spełni się na przestrzeni kolejnych miesięcy.
    Stanęli wspólnie na rozdrożu dwóch zupełnie innych dróg, rozdzieleni pójdą w inną stronę. Ona singielka, która szukała nowych doznać, on żonaty mężczyzna z kobietą, która kiedyś okazała się jego największym koszmarem.

Saturday, July 6, 2024

IV 01 (P.1) — ZŁAMANE SERCE

    — Julio, porozmawiaj ze mną — prosił.
    Szedł za nią krok w krok, gdy ona zabierała, z bułek własne rzeczy z trudem przychodziło jej ignorowanie go, był napastliwy oraz natarczywy w swoim niezłomności i pragnieniu, by z nią porozmawiać. O czym oni mieli dyskutować? Ona nie widziała już powodów do żadne polemiki z nim. Ukazał swoją twarz przed paroma dniami, wtedy gdy wszystko, co do tej pory wierzyła legło w gruzach.
    Od ich rozstania minął ponad tydzień dopiero teraz była w stanie zebrać się w sobie i przyjść tutaj, do niego już do jej byłego narzeczonego, by zabrać swoje rzeczy, jednak nie przewidziała jednego malutkiego mankamentu.
    Jego!
    W głębi duszy liczyła na to, że go nie zobaczy. Jednak się myliła, gdy otwierała drzwi do jego domu, spotkała się z nim i było to dla niej bardzo niezręczne spotkanie, które wolała uniknąć, jednak nie zamierzała się już wycofywać, to nie miało najmniejszego sensu, wzięła kilka pustych pudeł oraz walizek i zaczęła się w nie pakować. Zaledwie przed paroma miesiącami, przenosiła tutaj całe swoje mieszkanie, własne życie a obecnie, zabierała je byle dalej od tego faceta, który okazał się być niegodny tej szansy, którą mu zaoferowała.
    Jak w ogóle śmie proponować jej w obecnej chwili rozmowę on, facet, który bezczelnie ją zdradził, oszukał. Gdy ona siedziała i zamartwiała się ich wspólną przyszłość, ich związkiem, on zbagatelizował to co ich poróżniło, wręcz twierdząc, że robi dobrze, odbierając jej możliwość jazdy, przekonany o tym, że ją chroni. Posuwając się do bezczelnej kradzieży jej dokumentów, pokazał brak poszanowania względem niej oraz jej prywatności, a potem jak gdyby nigdy nic przespał się ze swoją byłą, było to o tyle uwłaczające co upokarzające. Gdy ona jeszcze przed paroma miesiącami wychodziła z siebie i myślała, co zrobić, by uratować ich wspólne życie, on zabawiał się w klubie ze swoją byłą żoną, nie mając ani krztyny wyrzutów sumienia. Zabawiał się z nią ze świadomością, że zaobrączkował wtedy ją, oświadczył się jej przed paroma miesiącami, by pójść do łóżka z kobietą, którą przed laty się rozwiódł.
    Zdradził ją, zupełnie jak to on został oszukany.
    Nie potrafiła zrozumieć jego merytorykę, nadal starał się wmówić jej, że robił to zupełnie nieświadomy, powołując się na to, że nic nie pamięta z tamtego wieczoru, ale to zupełnie nie jest argumentem, który powinien go bronić. Alkohol i to w nadmiarze sprawia, że zapomina się, co robiło się zeszłego wieczoru, więc dla niej to nie był żadna linia obrony, która mogła ją przekonać do przemyślenia jej decyzji czy dobrze zrobiła, rozstając się z nim, wręcz przeciwnie uznała, że zrobiła najlepszą rzecz, jaką mogła.
    Porzuciła faceta, który za jej plecami sypiał z inną!
    Zdrady nie można tłumaczyć i Michael powinien doskonale zdawać sobie z tego sprawy, że oszukanie ukochanej osoby nie jest czymś, co pragnął, by mu wybaczała. Nie świadomie poszedł do łóżka, z inną będąc z nią, to nie ma się nad niczym więcej roztrząsać.
    — Nie mamy o czym! — odpowiedziała niezwykle surowym i pełnym lodowatości głosem — O czym chcesz porozmawiać? O tym, że pieprzyłeś swoją byłą, będąc ze mną? — powiedziała ostro, zwracając się do niego.
    Zatrzymała się w pół kroku, niemal w tej samej chwili zwracając się bezpośrednio do niego, widziała na jego twarzy malującą się skruchę, lecz nie uszło jej uwadze, gdy dostrzegła w jego oczach strach, którzy przeszył go na wskroś z chwilą gdy słownie go zaatakowała.
    — Zdradziłeś mnie! — niemal krzyknęła sfrustrowana — Nie masz żadnych powodów do tłumaczenia się! — mówiła wściekła.
    — Ale, kochanie…
    Zamilkł w jednej chwili, czując niemal palący ból na swoim policzku, wystarczyła mu zaledwie chwile, by zdać sobie sprawę, że został dość mocno uderzony przez swoją ukochaną, lecz nie zamierzał mieć do niej o to żalu. Niemal popadła w irytacje, gdy dostrzegła spojrzenie pełne bólu, oczy niczym u skrzywdzonego szczeniaka, jednak nie to nie on był tutaj ofiarą, lecz ona! To jej okazał nie wierność, to za jej plecami posuwał swoją byłą żonę, był wręcz oprawcą, który zniszczył ich związek oraz przyszłość, którą wspólnie planowali. Z tego nie pozostało już nic prócz dawnych wspomnień.
    — Julio, ja… naprawdę…
    — Co! — krzyknęła oburzona — Nie pamiętasz tego! Nie zrobiłeś tego! — powtórzyła poirytowana jego deklaracje wierności, które miały się niczym co do faktycznego bycia wiernym ukochanej osobie — Daruj sobie te małostkowe tłumaczenia Michael. Przespałeś się z kochanką, która ironią losu była twoją byłą żoną. Zrobiłeś to, będąc świadomą osobą, jesteś dorosłym człowiekiem, który podejmuje decyzje o sobie i innych ze swojego bliskiego otoczenia i od ciebie zależy czy ona będzie rozsądna, czy wręcz przeciwnie. W tym przypadku okazałeś swoją ignorancję i pozwoliłeś, ponieś się pokusie, którą czułeś. Czy mój dalszy monolog jest wart marnowania mojego cennego czasu na ciebie? Oszukałeś mnie w tak odrażający wręcz wstrętny sposób.
    — Julio, ona musiała mi coś…
    — Wsypać do drinka!? — weszła mu ostro w słowo — Wiesz, już to gdzieś słyszałam — skomentowała z ironicznym uśmiechem, chociaż wcale nie było jej do śmiechu — Nie ma najmniejszego sensu się nad tym rozwodzić. Nie można tego nazwać inaczej niż obrzydliwe oszukaniem mnie i może starać się tłumaczyć pięknymi słowami, jednak nie mają znaczenia gdy potrafiłeś wykorzystać chwile naszego kryzysu w związku i pójść do łóżka z inną — spojrzała na niego ze smutkiem — Pokazałeś swoją twarz już wcześniej, dałam ci szansę i nawinie, uwierzyłam, że mogłeś się zmienić, myliłam się w stosunku do ciebie Michaelu! — dodała nieco smutno.
    To prawda, wyjazd na Majorkę miał sprawić, że spojrzą na swoją obecną w tamtej chwili sytuacje z innej perspektywy, mieli poważnie porozmawiać co dla nich i dla ich związku było ważne, potencjalnie się pogodzić, i tak udało się to, zdołała mu wybaczyć, widząc jego, wtedy wydawało się jej prawdziwą skruchę, widziała żal mieszający się ze smutkiem w jego ciemnych oczach, uwierzyła w jego rachunek sumienia, to, że chciał się zmienić, nieświadom ona zdarzeń, które rozstrzygną się po ich powrocie do domu.
    Z chwilą gdy przejechali, teren jego wilii wszystko miało paść w góry, cały związek, ostatnie dni, które spędzili w Hiszpanii, gdzie dała mu drugą szansę, wybaczyła mu wszystkie jego przewinienia, jednak ta najbardziej szokująca miała wkrótce wyjść na jaw. Czy tego się spodziewała, że będzie w stanie ją oszukać, pójść do łóżka z byłą żoną? Gdyby tak, nigdy by nie zdecydowała się mu przebaczyć, a właśnie to zrobiła. Smutne jak w przeciągu paru tygodni całe jej życie uczuciowe wywróciła się kilkukrotnie do góry nogami.
    Wspominała już kiedyś własnemu bratu, że nie ma szczęścia w miłości. Zawsze pan losu pisał dla niej miłosny scenariusz, w którym wcześniej czy później i tak brutalnie ją skopie po tyłku i tak też zrobił teraz. Miała wręcz idealnego faceta przez ostatnie lata, jednak w ostatniej chwili pokazał swoją okrutniejszą twarz, gdzie potrafił wbić jej sztylet między łopatki, odbierając dech w piersi. Rozcinając jej serce na dwie części, pozostawiając jedynie rozdzierający jej wnętrze ból, cierpienie, które odczuwała oraz krwawiąca blizna w miejscu, gdzie miało pozostać jej pijące serce. Okrutne jednak tak pragnął pan jej marnej egzystencji. Co jej pozostało prócz pogodzenia się z nim?
    Zupełnie nic!
    — Julio, ja naprawdę…
    — Mike! — wręcz wrzasnęła na dawnego narzeczonego — Choćbyś próbował wymyślić jak najpiękniejszą bajkę, w którą bym ci uwierzyła, to tak się nie stanie. Nie oszukasz taśm monitoringu, możesz starać się to zrobić z samym sobą, własnym sumieniem, ze mną, ale ja się nie nabiorę na twoją skruchę, a ty wiesz doskonale, co zrobiłeś. Jakoś trudno mi nie uwierzyć, że nagle gdy wstałeś nagi przy swojej byłej żonie, nie zdałeś sobie sprawy, co robiłeś, jak rzekomo próbujesz nam obojga to wmówić. Poranki są okrutne, bo ujawniają prawdę więc mniej na tyle honoru i przyznaj wreszcie sam przed sobą, że tak przespałeś się z nią. Ładniej będzie ci znieś rostanie gdy zrozumiesz, że sam się przyczyniłeś do tego, że od ciebie odeszłam — mówiła, czując się, jakby tłumaczyła coś dziecku, a nie dorosłemu mężczyźnie, który podejmował decyzje zupełnie świadomie.
    — Ale…
    Nie zamierzała jednak już wysłuchiwać jego wręcz żałosnych jękliwych tłumaczeń, chwyciła jedną z ze swoich podręczników i wrzuciła ją niedbale do kartonu, który trzymała od dłuższej chwili pod ramieniem. Zaoferowanie wspólnie ich małą dyskusją, nie usłyszeli trzasku drzwi, oraz zdawało się obcych kroków, jednak gdy się odwróciła, niemal stanęła twarzą w twarz z kobietą, która zniszczyła jej związek. Zlustrowała swoim bladoniebieskim spojrzeniem jej połyskującą w świetle słońca twarz, kącik jej ust unosił się lekko ku górze.
    — Witaj Julio — wręcz zadrżała z obrzydzenia, słysząc jej przesłodzony od sztuczności ton głosu.
    — Taylor! — słyszała za sobą wzburzony głos Michaela — Co tu robisz? — pytał wściekle.
    Momentalnie odwróciła się do niego, obdarzając go pogardliwym spojrzeniem, takie drago komiczne sceny zupełnie już nie działały na nią, nie była nawet w stanie zaregować gdy rozbrzmiał głos Smith, która wręcz z cukierkową słodyczą zwróciła się do jej byłego narzeczonego.
    — Jak to co? — spytała urażona, a jednocześnie zdziwiona — Prosiłeś mnie bym przyszła. Mieliśmy iść na kolacje, nie pamiętasz? — pytała.
    — Taylor, ja się z tob… — zaczął z powagą, a jednocześnie pretensją w głosie.
    Nie chciała dłużej patrzeć na to przedstawienie, jakie się przed nią rozgrywało. To już zahaczało o dramat teatralny, co widziała przed sobą. Tandetna wręcz amatorska próba gry, niedostępnego przez Michaela względem byłej żony. Nie chciała nawet spoglądać na nich obojga. Wręcz szybkim krokiem minęła kobietę która stała z radosnym uśmiechem, jednak nie umknęło jej uwadze, że z uwagą ją obserwuje. Nie zamierzała się tym przejmować. Już zamierzała wyjść, gdy ponownie dobiegł ją wręcz spanikowany głos Michaela.
    — Julio, skarbie to nie tak jak myślisz…
    Niemal zrzuciła ze swojego ramienia jego dłoń, którą poczuła w następnej chwili, momentalnie spojrzała na niego, a ona, pomimo że starała się być opanowana, nie potrafiła okiełznać wściekłości, która ją ogarnęła.
    — Życzę szczęścia z nową dziewczyną! — powiedziała mściwie, starając się, jak tylko mogła opanować swój gniew — To koniec Michael!
    Nie była świadoma, jaki scenariusz pisze dla nich los!