Sunday, April 5, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 30


    — Mike braciszku, czy nie uważasz że jeżeli rodzice zapraszali nas na rodziny obiad — nie zdążył nawet dobrze wysiąść z samochodu gdy usłyszał z dalszej odległości dość znajomy mu głos.
    Spoglądnął w kierunku starszej siostry, która stała na ostatnim stopniu werandy, która wiodła do ich rodzinnego domu. Nie patrzyła na niego, co mogło zaskakiwać, lecz jej wzrok był utkwiony w wysiadającej z pojazdu Julii, która momentalnie spojrzała nad dachem ich samochodu w jego stronę.
    Popatrzyli na siebie w tej samej chwili, wręcz wyczuwając tę ironię w głosie kobiety. Trudno było również ją nie usłyszeć, bo nawet nie starała się kryć z tonem, jakim zwracała się z przytykiem do jego partnerki.
    Od ich pierwszej kolacji minęło kilka tygodni, a oni spotkali się jeszcze kilkukrotnie w takich okolicznościach. Mimo że poszedł się z nią zobaczyć bez Julii, która akurat była zajętą pracą, a tuz potem miała zaplanowany trening, to wtedy zachowała się zupełnie inaczej. Była osobą, którą częściowo pamiętał ze swojej młodości, ciepłą, rozmową wygadaną taką, jaką była, lecz to się zmieniało gdy pojawiał się u boku swojej partnerki.
    Jej ton głosu stawał się mocno pretensjonalny, nie dało się, odnieś wrażenia, że rzucała w ich kierunku a głównie w jego ukochaną jakieś kąśliwe głupie uwagi, które zupełnie nie były na miejscu. Starali się na to nie zwracać uwagi, lecz nie dało się oprzeć wrażeniu, że ona nie o tyle zachowuje dystans, a po prostu podchodzi z nieufnością i ostrością do artystki.
    — Nie wydaje mi się, by ona była naszą rodziną — powiedziała, patrząc w jej stronę, niemal mierząc ją ostrzegawczym wzrokiem.
    — Jeśli mamy podejść do tego w taki sposób Carmen w takim razie twój partner również nie powinien być tutaj mile widziany — stwierdził ironicznie, nie siląc się na bycie grzecznym.
    Nawet jeśli odebrałaby ten komentarz za kąśliwy, że stara się mu dogryźć. Nie miało to znaczenia, bo to jest dosłownie podobna sytuacja. Jej uwagi były przesiąknięte słyszalną fałszywością, bo doskonale wyczuwali, gdzie naciskała na słowa, by wzbudzić w nim jakieś wyrzuty sumienia.
    On jednak nie zamierzał ignorować tego, że tego nie słyszał i skłaniać ukochaną do odejścia tylko dlatego, że to Carmen uznała, że nie wypada jej tutaj przychodzić.
    — W przeciwieństwie do niej — wymruczała z gniewem ostatnie słowo. — Lili jest moją córką a Justin moim narzeczonym.
    — Czyli idąc twoim tokiem dedukcji, to jedynie Lili wypada tutaj przebywać, a Justinowi nie…
    — Ty…
    — Nie skończyłem — powiedział ostrzejszym tonem. — Jeżeli Justina mimo braku papierka traktujesz jako rodzinę i nie masz wstydu pojawiać się z nim na rodzinnym obiedzie — mówiąc to, użył jej własnego argumentu. — To ja nie zamierzam bronić Julii przyjeżdżać, szczególnie że nasi rodzice nie mają nic przeciw jej obecności.
    — Uważam, żeto nie na miejscu byś przychodzi z tą…
    — Kim? — wtrąciła się do tej pory milcząca Julia.
    Patrzył z boku, jak Carmen odwraca się w jej kierunku. Wyglądała na dość zaskoczoną, że śmiała się, odezwać jakby to było zaskakujące, że śmiała się wtrącić w ich dyskusje. Nie zamierzała jednak dłużej siedzieć cicho gdy słyszała, jak wciąż próbuje ją zaatakować personalnie, ale ona nie zamierzała robić odwetu, bo nie chciała psuć atmosfery.
    Przystanęła tuż obok Michaela i spojrzała na stojącą na nią. Przez moment widzieli, jak się zmieszała, lecz po krótkiej chwili w końcu się opamiętała i otrząsnęła z wewnętrznego roztargnienia i już bezpośrednio zwróciła się w jej stronę, mówiąc:
    — Jeżeli miałabyś na tyle osobistej, samo ogląd to nie pojawiałabyś się tutaj zwłaszcza…
    — Momencik — wtrąciła się. — Zostałam tutaj zaproszona przez waszego ojca i matkę, więc jestem tutaj na ich życzenie. Rozumiem, że tobie może się to nie podobać, lecz nie przyjechałam tutaj dla ciebie, lecz dla twoich rodziców — powiedziała spokojnie, ale z wyczuwalną elokwencją mimo wcześniejszej personalnej obrazy.
    — Masz tupet dziewczyno — prychnęła pod nosem. — Na twoim miejscu bym już dawno się zabrała…    
    — Wreszcie jesteście.
    Niespodziewany głos Rogera sprawił, że ich dyskusja została nagle przerwana. Patrzyli, jak kobieta spogląda na swojego ojca i przez moment dało się dostrzec jakiś błysk, jakby oburzenia, lecz dało się dostrzec, że gryzie się w język.
    Ona naprawdę nie rozumiała uprzedzeń Carmen wobec niej. Zwłaszcza że nie zrobiła, nic co mogłoby tak ją mocno sprowokować do takich tekstów, które uważała, że nie były na miejscu. Oczywiście wiedziała, że nie musi ja każdy lubić z resztą w swoim życiu, już miała kilka dość napiętych konfliktów i realnych wojen i nie oczekuje tego, by każdy ją lubił, ale zawsze był realny powód, czemu dana osoba za nią nie przepadała.
    Jej były za wsadzenie go do paki na parę lat i za ich przeszłość a za to z Taylor tutaj również był poważnie, ponieważ sprzeciwiała się przemocy, jaką stosowała na własnym dziecku i partnerze. Dlatego nie rozumiała zachowania Carmen, bo nie zagroziła jej w niczym, by tak ją nie lubić. Już od pierwszego spotkania była jakaś dziwnie uprzedzona.
    — Co tu się dzieje? — spytał Roger, wyczuwając napięcie, które wisiało w powietrzu od dłuższej chwili. — Carmen mama cię prosi do kuchni, a wy wchodźcie — zwrócił się bezpośrednio do nich.
    Zobaczyli jak Roger, ponownie wchodzi do mieszkania, a oni zostali ponownie sami, lecz gdy tylko wspięli się na ganek, do ich uszu dotarł dość zgryźliwa uwaga Carmen, którą usłyszała nawet ona.
    — Mój brat spotyka się z nastolatką — mruknęła pod nosem, odwracając się plecami.
    — Carmen słoneczko, ta nastolatka ma już dwadzieścia sześć lat i dawno przestała być aż tak młodziutka — powiedziała niezwykle uroczym głosem.
    Widziała jak odwraca się w jej stronę oburzona. Chyba nie spodziewała się, że śmie odpowiedzieć jej takim rykoszetem. Mogło to brzmieć jak komplement, ale nim nie był, bo dało się wyczuć nie szczerość jej słów.
    W końcu weszli do domu i już od progu dało się wyczuć zapachy, które niosły się po całym mieszkaniu. Zaciągnęła się tym zapachem, a kącik jej ust delikatnie drgnął do góry, mimowolnie przypominało jej to sytuacje gdy wracała do mieszkania i zastawała w nim Mike, który pichcił coś w kuchni.
    Zawsze tak pięknie pachniało w całym domu a często Jay i Junka siedzieli, przy jego nogach czekając czy coś im skapnie z blatu. Weszli w głąb, gdzie dało się usłyszeć rozmowy z salonu, a gdy tylko przystanęli na progu, zobaczyli Dianę, która rozmawiała, z Justinem a tuż przed nimi na podłodze siedziała Lili, która bawiła się jakimiś starymi lalkami.
    Podejrzewał, żebyły to stare zabawki jego siostry, którymi bawiła się za dzieciaka. To był moment gdy dziewczynka podniosła głowę i zerwała się na równe nogi i krzyknęła:
    — Wujek, ciocia — słyszeli jej nawoływania.
    W następnej chwili zobaczyli, jak zrywa się momentalnie z ziemi i szybkim truchtem biegnie w ich stronę. Nie umknęło jej uwadze jak Carmen, z niesmakiem spogląda na nią, w momencie gdy tylko Mike ją złapał i podniósł. Stał teraz trzymając ją na rękach gdy ona objęła go za szyje swoimi rączkami i dała całuska.
    — A cioci dasz buzi — spytał, czym zwrócił jej uwagę.
    Odwróciła spojrzenie od kobiety, która wróciła do rozmowy z ojcem niemal w tym samym momencie gdy Lili wychyliła się w jej kierunku z zamiarem dania jej buziaka. Pochyliła się, by potem poczuć całuska od tej małej księżniczki, na co uśmiechnęła się ciepło.
    — Lili — rozbrzmiał mocno ostrzegawczy głos Carmen. — Mówiłam ci coś…
    — Carmen prosiłem cię o coś — nagle wtrącił się jej partner. — Możesz nie robić tego naszej córce i ją strofować? — spytał, podchodząc do niej.
    — Mówiłam ci, że ona mi się nie podoba — powiedziała wprost. — I nie życzę sobie jako matka, by ona miała kontakt z tą dziewuchą — wypaliła.
    — Carmen — odezwał się za jej plecami ojciec. — Julia jest mile widziana w tym domu czy tobie się to podoba, czy nie. Nie zamierzamy jej wyrzucać, bo z Dianą ją naprawdę lubimy, więc prosiłabym, byś nie rządziła się tak w tym domu. Julia jest naszym gościem nie twoim i wolałabym, byś to uszanowała — odezwał się poważnym głosem.
    — Mama cioci nie lubi — cichy głosik Lili usłyszeli oboje.
    — Nie chce wyjść na wścibską, ale… — odezwała się, zwracając się wprost do siedzącego naprzeciw niej mężczyzny. — Dlaczego mi się przyglądasz? — spytała, nie obwijając w bawełnę.
    To nie było jej chwilowe wrażenie, jednak odniosła takie odczucie już po raz kolejny gdy widzieli się w takich okolicznościach. Na każdym spotkaniu wciąż miała poczucie, że partner Carmen jej się wciąż przygląda i czasami się z tym nie krył i nie rozumiała tego zachowania, próbowała zrozumieć, o co mogło mu chodzić, lecz absolutnie nic nie przychodziło jej do głowy.
    Wywierał w niej spojrzenie, a ona nie mogła przestać odnosić takiego wrażenia.
    — Bo prawdę mówiąc, próbuje sobie przypomnieć czy skąd cię nie kojarzę — powiedział ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych.
    — Co takiego? — spytała zaskoczona. — O czym ty mówisz?
    — Justin... — nagle z tyłu rozbrzmiał nieco ostrzejszy głos Carmen, która chciała się wtrącić.
    On jednak delikatnie machnął ręką w geście ucieszenia jej i wciąż nie spuszczał z niej wzroku. Zobaczyła, jak po chwili przymruża oczy, jakby sobie o czymś przypomniał. Spojrzała kątem oka na Mike’a, który siedział tuż obok niej i również wydawał się mocno roztargniony i sam przyglądał się mężczyźnie, który po krótkiej chwili rzucił:
    — Od dłuższego czasu miałem, wrażenie jakbym skąd cię znał — wyjaśnił, ku zaskoczeniu zgromadzonych, którzy przyglądali się mu z uwagą.
    Była to niecodzienna rzecz, by ktoś praktycznie obcy z taką śmiałością mówił, że kogoś zna, raczej jest to mało prawdopodobne, ale od niego biła taka pewność. Przekonanie, które było trudno do pomylenia. Patrzył wprost na nią, a na jego ustach gościł delikatny uśmiech, ciepły jakby to, co wspominał, było czymś dobrym.
    — Skarbie wiesz, o co może chodzić… — słyszała tuż obok siebie nieco zaniepokojony głos ukochanego.
    Ona jedynie wzruszyła delikatnie ramiona, bo była w lekkim oszołomieniu oraz sama nie rozumiała nic z tej sytuacji. Chociaż starała się to zrozumieć, było to trudne, wkrótce jednak jej przemyślenia zostały przerwane przez głos Justina, który zbagatelizował nawet ostrzegawcze spojrzenie swojej partnerki i oznajmił:
    — Julia — powiedział z wyczuwalną satysfakcją w głosie. — Julia Rivera — dodał, wręcz nadając pewności swojemu tonowi.
    — Wciąż nie rozumiem, o co chodzi — powiedziała z ostrożnością i wyczuwalną nieufnością w głosie. — Wybacz, ale widziałam cię tylko z cztery razy w życiu…
    — No nie do końca — przerwał jej w trakcie. — Ja mam pewność, że cię znam, bo z tobą chodziłem — wypalił.
    — Co takiego?
    Głosy kilku osób rozbrzmiały w pomieszczeniu gdy tylko padły jego słowa, a ona przyglądała się mu dłużej. Siedziała przez dłuższą chwilę w zupełnym oszołomieniu najpierw zaskoczona jego śmiałość i może bezczelność, lecz ułamki wspomnień zaczęły się formować w jej głowie, kształtując obraz, który dał jej wiele do zrozumienia.
    Coś, coprzedtem traktowała jedynie jak urywki przeszłości, które wracały z jakiegoś celu, one próbowały jej tylko uzmysłowić, że obraz tego mężczyzny gdzieś tkwił w głowie. Owszem wtedy był znacznie młodszy to oczywiste, że na przestrzeni lat dojrzał, lecz teraz gdy mu się przyglądała, nie mogła, odnieś wrażenie, że te rysy twarzy są jej obce, bo były jej bardzo znajome.
    W końcu zrozumiała kto przed nią stoi.
    — No nie wierzę — wyrzuciła z siebie. — To jest jakiś żart — stwierdziła, nie dowierzając w ten cały paradoks, który się właśnie zadział. — Czekaj przecież to nie zdarza się często, raczej to ułamek procenta, że to mogło się wydarzyć.
    — Julio czy…
    — Sam w to nie mogę uwierzyć — przyjął, wpatrując się w nią. — Ale chyba to zbieżność losu sprawiła, że musieliśmy się spotkać — powiedział, powoli wstając.
    Wstając wręcz Lili, która siedziała na jego kolanach swojej partnerce, która zupełnie jak pozostali członkowie jej rodziny wydawali się być mocno zagubieni i w lekkiej stagnacji. Spoglądała na każdego, lecz jej spojrzenie zatrzymało się dłużej na bracie, który jedynie uniósł dłonie, bo sam nie rozumiał, co się dzieje.
    Podniosła się i przeszła wzdłuż stołu i wyszła mu na spotkanie, po chwili uściskali się jak starzy przyjaciele, którzy nie widzieli się latami, a nie dwojga kiedyś rozdzielonych ludzi za młodu. To było dość komiczne, lecz tak się stało, że los zdecydował się znowu postawić ich na swojej drodze.
    — Wiesz to trochę zabawne, że widzimy się po latach szczególnie po tym co ci zrobiłem — mówiąc to, odsunął się od niej.
    Stali obok siebie wciąż pod odstrzałem oczu całej rodziny, która czuła, że coś tutaj wyraźnie nie gra.
    — Było minęło — powiedziała, machając ręką. — Najwyraźniej musiało się tak stać. Nie mam do ciebie o to żalu, z resztą wiem, kto doprowadził cię, do tego ze mnie zostawiłeś. Już dawno odpuściłam gniewanie się na ciebie. Poza tym gdyby nie to nie spotkałabym na swojej drodze jego — ruchem głowy wskazała na siedzącego niedaleko Sandersa.
    — Teraz mi jest głupio, że tak się stało — przyznał.
    — Jak wspominałam, nie zamierzam się o to gniewać. Byliśmy głupimi dzieciakami, którym hormony buzowały — powiedziała, nie chowając już do niego urazy.
    — Czy moglibyśmy w końcu się dowiedzieć, co to ma znaczyć? — wtrąciła się nieco rozłożona Carmen. — Nie dość, że uwiodłaś mojego brata to…
    — Wyluzuj Carmen — wszedł mu w słowo Justin. — Co do waszych pytań wyjaśnienie jest proste — powiedział, odwracając się do reszty.
    — W takim razie jakie — wtrącił się Mike, opierając swoją dłoń na krawędzi stołu.
    — Pamiętasz, jak wspomniałam ci, że spotykałam się z pewnym chłopakiem po tym jak zerwałam z tym psycholem? — zwróciła się bezpośrednio do niego.
    Widziała, jak delikatnie przytakuje głową, po czym delikatnie mruży czoło, jakby sobie coś przypominał.
    — Innymi słowy to właśnie on — wyjaśniła spokojnie. — Co do reszty. Z Justinem znam się jeszcze z lat szkolnych, gdy mieszkałam w swoim rodzinnym mieście. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, a potem on mnie zostawił. Szczegóły zostawię dla siebie, więc to jest całe wyjaśnienie.
    — Czy wy sobie z nas żartujecie, myślicie, że w to uwierzę — wyrzuciła nagle Carmen.
    — Kochanie możesz być spokojna, to były wieki temu, poza tym jak sama Julia wspomniała to, ja ją rzuciłem nie ona mnie. Powód był prosty po prostu, okazałem się tchórzem — to fakt mógł to ukrywać dalej i milczeć, ale uważał po czasie, że nie ma najmniejszego sensu tego ukrywać — Zostawiłem ją, bo jej były mnie nastraszył i ją porzuciłem i cała historia. Od tamtego czasu w ogóle się ze sobą nie widzieliśmy i taka to historia nic szczególnego — mówiąc to, wrócił na swoje miejsce.
    — Czyli to nastoletnia miłość tak — wtrąciła się po raz pierwszy do tej dyskusji Diana, która przyglądała się im z uwagą.
    — Tak Diano — odpowiedziała, siadając tuż obok Michaela. — Prawda jest taka, że nim zaczęłam się spotykać z Mike po raz pierwszy, minęło z cztery lata więc spory kawałek czasu. O Justinie zapomniałam, tak miałam do niego zal. o to co zrobił, ale przepracowałam to i wybaczyłam mu. Miał prawo się tak zachować szczególnie, wiedząc z km miał do czynienia. Była to klasyczną nastoletnia miłość przelotnia i na tym temat można, zakończyć nic więcej nas nie łączy.
    — Czyli mam rozumieć, że wy dwoje — odezwał się Roger, wskazując to na nią to na Justina. — Spotykaliście się razem, a teraz jesteście z naszymi dziećmi — powiedział, a kącik jego ust podniósł się do góry.
    — Można tak powiedzieć — odparła.
 

Saturday, April 4, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 29


    Trybuny były wypełnione aż po brzegi, wokół nich rozbrzmiewały krzyki oraz wiwaty siedzących tam ludzi, którzy przyglądali się ekranom transmitujących wyścig z kolejnych odcinków toru, który nie były tak dobrze dostrzegalne.
    Oni nie byli wyjątkiem spośród otaczających ich kibiców, lecz ich uwagę najbardziej przyciągnęła jedna motocyklistka, która w tej samej chwili wyszła na prowadzenie. Przyglądali się jej jeździe z uwagą i próbowali wypatrzeć jakiekolwiek szczegóły czy drobnostki, które mogły skłonić ich do myślenia, że nie panowała nad pojazdem, lecz jej jazda była bezbłędna podczas gdy wchodziła w ostre zakręty, robiła to z taką precyzją, zachowując lekką elegancie. Były to kolejne takie zawody, w których brali udział, w przeciągu ostatnich tygodnie pojawiali się, by przyglądać się jej poczynaniom i, mimo że początkowo mogli, nie być przekonani im częściej ja obserwowali, wiedzieli, że wybrali doskonałą osobę do tego zadania.
    Nie chodziło im jedynie o to, by świeciła swoją twarzą, ale o wiedzą oraz doświadczenie jakie posiadania. Łatwo jest zatrudnić modelkę, która zapozuje do zdjęć, lecz kogoś, kto zajmuje i to im imponowało.
    W oddali rozbrzmiewał szum przejeżdżających tuż obok motocykli, które przemknęły tuż nieopodal trybun, na które rozbrzmiewały głośnymi wiwatami, a wśród nich było troje osób, które z uwagą śledziły poczynania jednej z motocyklistek na torze. Nie odezwał się na początku żaden z nich, zbyt skupieni na jeździe, lecz wkrótce głos zabrał jeden z dwojga mężczyzn.    
    — Przyznam, że coraz bardziej jestem do niej przekonany — odezwał się, tak by dwoje jego pozostałych towarzyszy go usłyszało w tym zgiełku, który panował wokół nich. — Dziewczyna doskonale się sprawdzi w naszej kampanii, mnie ona przekonała — wypalił nagle.
    — Nie powiem, byłam sceptyczna i to mocno, lecz nie mogę jej zarzucić tego, że kompletnie nie zna się na tym co robi. Widać, że doskonale panuje nad maszyną i coraz bardziej podoba mi się jej technika jazdy, ja również mogę w końcu powiedzieć, że jestem na tak.
    Trzeci z nich siedział w milczeniu, wciąż wpatrując się w tę samą zawodniczkę, którą teraz obserwował na jednym, z ekranów gdzie zmierzała przez jedną. Od jego rozmowy z Derkiem minęły dwa tygodnie, podczas którego nadal nie podjęli ostatecznej decyzji. Można by stwierdzić, że to była dość łatwa decyzja, bo w końcu był to kontrakt roczny na promowanie ich marki. Zależało jednak im na transparentności i tym, by osoba, którą wezmą, faktycznie miała jakiekolwiek pojęcie o ich motocyklach, a ze słów jego znajomego wynikało, że ich marka nie była jej obca.
    — Mówimy jej o tym dzisiaj? — zapytał w końcu. — Wszyscy podjęliśmy ostateczną decyzję — spojrzał na swoich współpracowników.
    Widział, jak skinęli głowa, potwierdzając jego domysły i ponownie zwrócili się w stronę ekranów, gdzie mogli obserwować dalej wyścig. Patrzyli, jak jedna z zawodniczek wychodzi na prowadzenia, co zwróciło ich największą uwagę, bo przeskoczyła z piątego miejsca w tabeli, na trzecie co było zaskakujące, gdyż to była dopiero połowa trasy, którą mieli wyznaczoną.
    — Ona rzeczywiście wraca do formy — komentowała Ivy która stała wraz z pozostałymi w specjalnie przeznaczonej dla nich strefie i tak jak publiczność przyglądali się transmisji z dalszej drogi, której nie mogli już zobaczyć gołym okiem.    
    — Założę się o stówę, że ona zdobędzie pierwsze złoto — skomentowała Ellena.
    — Nie zakładałbym aż takiej pewności. Ona…
    — Rocky wiem, do czego dążysz, ale mniej na uwadzę, że ona jest mocno zdeterminowana i sama przyznała, że jeszcze w tym sezonie chce spróbować powalczyć, o złoto więc znajdą jej ambicji być może jest to dużo prawdopodobne — zauważyła ponownie jedna z dziewcząt.
    — W sumie one mają racje brachu.
    Dragon podszedł do swojego brata i zarzucił mu rękę na ramię i zerknął na ekran, gdzie zobaczył kadry ze zbliżeń na zawodniczki, które wyszły na prowadzenie.
    — Znamy Fire i wiemy, jak potrafi być zdeterminowana. Zwłaszcza że wiemy że jeśli w grę wchodzi jej konflikt z Andreą, to potrafi być bardzo zajadła.
    W tej kwestii zupełnie nic się nie zmieniło. Mimo że ona wycofała się z zawód na blisko dwa lata, to pozwoliło jej rywalce poczuć się nieco pewnie na torze, bo nikt absolutnie jej nie zagrażał i nie musiała się martwić o te kwestie.
    Moment, w którym ona powróciła na scenę, był chwilą, której tamta dziewczyna nigdy nie zapomni, szczególnie że była wręcz pewna, że Julia nigdy nie wróci.
    Wielu zakładało, że zrezygnowała z wyścigów, oni również nie rozumieli tego nagłego odejścia nawet niezniknięcia z dnia na dzień. Zdarzało się jej momenty, w których musiała na jakiś czas, zrezygnować było, może nie było takich sytuacji wiele, lecz zawsze ich informowała, wtedy praktycznie wyglądało to, tak jakby zapadła się pod ziemie.
    Gdy wróciła, nie wspomniała, powodów jej nagłego zniknięcia tłumaczyła się jedynie problemami w życiu osobistym i nie naciskali na nią bardziej. Uszanowali jej prywatność i nie zamierzali w to ingerować w żaden sposób.
    — Mówiłam, że ona jedzie po złoto — skomentowała Ivy.
    Patrzyli, jak mija właśnie Andrea, która próbowała pilnować swojego drugiego miejsca i czaiła się na pierwsze. Nie dostrzegła momentu gdy nagle tuż obok niej pojawiła się jej największa rywalka, która pojawiła się znikąd, lecz wykorzystała element zaskoczenia, które wręcz doskonale się jej udał i wkrótce była o długość kół przed nią.
    Mogli sobie tylko wyobrazić, jakie to mogło być frustrujące dla dziewczyny, bo momentalnie dostrzegli, jak próbuje ją wyprzedzić, lecz Julia znacząco przyśpieszyła i wyjechała tuż przed nią. Obserwując w lusterku każdy jej ruch, była zawsze dwa kroki przed nią, to było wręcz odbicie po ostatnich zawodach gdy wylądowała na siódmy miejscu, a Andrea nadal piastowała drugie miejsce. W jej grupie zaczęło panować ogromne napięcie w momencie gdy zaczęła być bliżej dziewczyny, która była pierwszego miejsca, dosłownie stal wpatrując się w ekran transmisji, wręcz zaciskając mocno kciuki, by udało się jej zdobyć pierwsze miejsce.
    To nie było niemożliwe a wręcz bardzo prawdopodobne. Znali upór tej dziewczyny i byli świadomi, że potrafi dokonać niemożliwego i to w dosłownym tego słowa znaczeniu i to nie były jedynie parafraza słów. Była coraz bliżej tamtego, zawodniczki zasiadającej na hondzie, która już dostrzegła swoje zagrożenie i starała się jej zajechać drogę ona jednak szybko przejechała tuż obok gdy ta spróbowała jej zajechać drogę tym samym wręcz się z nią zrównała a wkrótce wyszła na prowadzenie
 
    — Dziewczyna jest w szoku gdy okazuje się że wygrała złoto
    — Przedstawiciel podchodzi do niej z gratulacjami i ofertą współpracy ambasadorskiej – dziewczyna jest w szoku
    — Wraca do domu z medalem i potencjalna współpracy.    

Saturday, March 28, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 28


    — Ile wiesz o tej dziewczynie?
    Padło pytanie z ust, siedzącego naprzeciw niego mężczyzny. Spojrzał na zdjęcia, które wysunął w jego stronę. Nie miał trudności w zobaczeniu znajomej twarzy kobiety, której fotografię były zrobione z kilku perspektyw, lecz najczęściej były to zdjęcia, jak stoi przy swoim motocyklu.
    Inne zostały dosłownie wycięte z najlepszego kadru z kamer, które rejestrowały jedno z zawodów, na których występowała. Przerzucił dwa zdjęcia i zobaczył ją stojącą blisko ramienia jego przyjaciela. Gdy zaczął przeglądać, pozostałe zobaczył głównie ją i to w momentach, w których nie tylko się ścigała, lecz stała blisko własnej maszyny czy rozmawiała z ekipą.
    — Co chcesz wiedzieć?
    W końcu podniósł wzrok i spojrzał na swojego towarzysza, który siedział naprzeciw niego i wpatrywał się w niego w milczeniu. Mimo panującego wokół nich zgiełku baru, który jak co każdy piątek był wypełniony klientami, lecz głównie mężczyznami w różnych wieku, lecz dominowali ci już w średnim wieku, którzy pragnąć, uciec z kolegami pragnęli obejrzeć mecz przy piwie.
    Uciec na moment od rodzinnego zgiełku pragnąć, pokibicować swoim drużyną w rozgrywkach foodblowych, które śledzili, a najlepszymi kompanami byli koledzy z pracy czy przyjaciele, który wyrywali ich na te spotkania.
    Wszystko toczyło się swoim rytmem, barmani, którzy mieli akurat zmianę musieli, wciąż uwijać się dostarczając kolejne zamówione kufle piwa czy drinki oraz przekąski zagorzałym kibicom, którzy wpatrywali się w telewizory zawieszone na ścianach.
    Oni wydawali się odróżniać od nich wszystkich, bo nie przyglądali się jednej, z ważniejszych rozgrywek sezonów nie z taką intensywnością bardziej byli skupieni na rozmowie, chociaż i przy nich stały kufle z piwami a wokół nich były rozrzucone zdjęcia pewnej kobiety przyodzianej w skórę czy kombinezon motocyklistki.
    — Znasz ją? — zapytał po raz kolejny jego rozmówca.
    — Tak — przyznał. — To Fire — wyjaśnił, wspominając jej ksywkę, która była kojarzona w ich kręgach, ale prawda była taka, że to właśnie jeden z jego ludzi w taki sposób ją nazwał lata temu.
    — To wiem — odparł pospiesznie jego znajomy. — Konkretnie wiesz, kim jest.
    — To Julia — mówił cierpliwie. — Jeździ w mojej ekipie od lat. Mocno charyzmatyczna dziewczyna z najlepszym czasie bywała niepokonana na torze. Fakt przez ostatnie dwa lata wycofała się z zawodów, ale…
    — Obcerowałemją na ostatnich zawodach i robi wrażenie.
    — To nie jest jej szczyt możliwości — wtrącił się, wchodząc mu w słowo. — Jak wspomniałem, przez przerwę straciła nieco formę…
    — To raczej oczywiste.
    Przytaknął głową, bo każdy nawet ona zdawała sobie z tego sprawę.
    — Ale powoli odzyskują swoją tą lepszą formą.
    Nie mógł pozostać ślepym na to, że jej upór w dotarciu do momentu gdzie miała chyba swój najlepszy szczyt formy, w którym praktycznie gdyby statystycznie policzyć na pięć zawodów w czterech zyskiwała jedno z trzech pierwszych miejsc, było naprawdę imponujące. Upór i determinacja, jaką się wykazuje, jest chwalebne i mimo że był sceptykiem, wobec niej to nie mógł jej ująć tego, że się nie starała.
    Cieszyło go to, że wracała ta ich prawdziwa Fire, którą potrafiła kilkukrotnie pociągnąć ich ekipę w tabeli znacznie wyżej. Doskonale pamiętał, jak dopiero przyjechała do jego szkoły, by nauczyć się jeździć a teraz była jedną z zawodniczek, które w pewnych momentach była nazywana legendą.
    Może uzna to ktoś za przesadę, zupełne jak ona, lecz to są konsekwencje tego jak dążyła sumienie do swojego celu i ćwiczyła. Nie doszła tego gdyby nie poświęciła temu czasu energii i wielu no można to powiedzieć lat ćwiczeń.
    Tkwił w niej talent, który rozwinęła poprzez sumienną pracę. Nic nie przyszło jej z nieba. Pamiętał jej początki i widział, jak powoli rozwijała swoje umiejętności i lepiej zaczęła panować nad manewrami podczas poważniejszych manewrów.
    Była jedną z tych osób, które kochała to co robiła i wkładała ogrom serca w wysiłek, by stać się lepszą nie dla nich, ale dla siebie.
    — Skoro ją znasz, to wiesz, czym jeździła — w końcu zszedł na ten istotniejszy temat. — Czy to pierwszy raz by prowadziła ten motocykl.
    Delikatnie pokręcił głową, czym dał jasno do zrozumienia, że to założenie jest błędne. Widział, jak jego towarzysz delikatnie unosi głowę i spogląda na niego z lekkim zdumieniem gdy się odezwał:
    — Jeśli chodzi o nią, to od samego początku jest związana z kawasaki — wyjaśnił, na co jego towarzysz delikatnie uniósł spojrzenie, a on kontynuował: — Nigdy jej nie widziałem, by była na jakimś innym motocyklu z wyjątkiem jak znajdywała jakieś motory do swojej kolekcji, na co dzień głównie jeździ pod tą marką. Tak naprawdę od początku jest z nią związana. Zaczęła na nich jeździć od dwa tysiące ósmego roku i nie było roku, by przeszła na inny, zawsze kupowała z tej konkretnej linii. Dragon doradził jej ten model, sama przyznaje, że zawsze ją interesował Kawasaki i nie jak mówi, nie porzuci swojego dziedzictwa na pastwę innej marki. Trzeba przyznać, że dziewczyna opanowała te ścigacze, niemal do perfekcji w naszej grupie tylko ona je prowadzi — dokończył swoją wcześniejszą myśl.
    — Czyli mam rozumieć, żepraktycznie jeździ od ośmiu lat na nich?
    Przytaknął delikatnie głową, czym potwierdził jeszcze bardziej swoje wcześniejsze słowa.
    — Czemu o to pytasz…
    — Moje szefostwo ma do niej pewną propozycjęi na razie się jej przyglądamy i rozglądamy oraz no nie będę ukrywał, szukamy informacji. Z racji, że kojarzyłem, że dla ciebie ona jeździ, no wykorzystałem cię i chciałem podpytać.
    — Co konkretnie chcecie jej zaproponować? — zaciekawił się, nachylając się w stronę kolegi.
    — Na razie nie chce zdradzać, alezapewniam cię, na pewno się o tym dowiesz, jest to rzecz bardziej która ją i nas zwiąże na jakiś czas oczywście jeśli się zgodzi.
    — Wy chęci…

    — Oficjalnie rezygnuje — powiedział stanowczym głosem młody mężczyzna gdy tylko zdjął z głowy kask w momencie gdy zgasił silnik swojego motocykla, na którym wciąż siedział. — Ona jest dziś nie do prześcignięcia — mówił, kapitulując.
    — Czekaj rzadkością kiedy Owen narzeka na Julie — rozbrzmiał głos Ivy. — Przeważnie zawsze byłeś od niej lepszy — dodał, spoglądając na niego.
    — Dziś albo ma dobry dzień, albo cwaniara wróciła do jednej z lepszych swoich form — zaczął pomstować. — Jeżeli ja poległem już na trzecim wyścigu, z nią to jednak wraca ta stara Fire — zwrócił się do stojącej niedaleko niego dziewczyny.
    Wszyscy widzieli, jak wręcz uśmiecha się szeroko w jego stronę, stojąc oparta o swoim ukochanych motocykli z lekkim przymrużeniem oka, przyglądała się każdemu, z nich kto ją obserwował. Ona zdawała sobie nic sobie z tego nie robić i tylko uśmiechała się z niewinnością.
    Nie dało się ukryć, że nie o tyle szczęście, ale miała dzisiaj bardzo dobry dzień. Mimo że na trening praktycznie nie chciało się jej przyjechać, praktycznie musieli ją do tego namawiać, to jednak gdy wsiadła na motor i wyruszyła w trasę, poczuła taką euforię i szczęście, którego dawno nie czuła.
    Przyjechała na tor i zaczynając, niewinnie nikt się nie spodziewał, że dziś będzie ją naprawdę nie łatwo pokonać. Jak zazwyczaj ścigała się z Dragonem, bo podczas treningów byli ulubionymi rywalami na torze i było to po nich widać, to nawet on skapitulował gdy przegrał po raz trzeci z rzędu i wywiesił białą flagę.
    — Jeśli chcecie ją zniszczyć, to próbujecie dziś, się nie da ją złamać.
    Dragon miał tendencje do przesady i uwielbiał w taki sposób komentować swoje porażki, lecz nawet po nim było widać rezygnacje gdy zsiadł z motoru pokonany.
    — Wybaczcie za to kopanie waszych tyłków, ale chyba od dawna nie miałam tak dobrej passy — Chyba los mi odpłaca za poprzedni trening — powiedziała, a na jej twarzy pojawiła się niesmak.
    Fakt ostatnie ich spotkanie dla niej było dość kiepskie. Od początku gdy tylko przyjechała widać, że nie miała zbytnio humoru, a na torze no powiedzenie, że było fatalnie to jakby nic nie powiedzieć. Wyglądało to jeszcze gorzej niż wtedy gdy po raz pierwszy powróciła do nich po praktycznie dwóch latach przerwy.
    Wtedy poddała się po czwartym przegranym wyścigu, gdzie zajęła jedno z ostatnich miejsc i nie chcąc ich dręczyć po prostu, wróciła do domu, szczególnie że była lekka sprzeczka pomiędzy nią a Dragonem, co rzadko się zdarzało, kochali sobie dogryzać i docinać, ale to była rzeczywista spina.
    — Chwali ci się Fire — skomentował Derek. — Chyba przydał ci się porządny wycisk na treningu.
    — Mam może zbyt dużą ambicję, ale przy kolejnych półfinałach lecę po złoto.
    Zobaczyła wręcz poruszenie wśród jej znajomych, którzy byli zdumieni, bo fakt ostatnio nie osiągała aż tak wysokiej pozycji i nawet od niej tego nie oczekiwano. Nie w momencie gdy wraca się po dość dłuższym czasie, gdzie nie trenowała ani występowała, więc to było zrozumiałe. Tak dali jej możliwość trenowania na nowo, ale nie wymuszali, na niej nie wiadomo jakiej presji.
    Ona rzucała sobie wyzwania, do których dążyła i znając ją, wiedzieli, że może osiągnąć cel, który sobie postawiła.
    — Dobra kto się ze mną mierzy, mam ochotę na jeszcze jeden przejazd, a potem chyba się zmywam — spojrzała po każdym z nich.
    — Dobra ja spróbuje — powiedziała Ellena, która stanęła z trybun, na których siedziała.
    — Odważnie — skomentował pod nosem Derek. — Dobra to zapraszam. Tylko błagam dziewczyny, nie pozabijacie się na tym torze, bo wiem, że obie lubicie przykozaczyć — starał się przemówić im do rozsądku.
    Uśmiech, którym obie dziewczyny się wymieniły, jednak był dla niego zbyt wymowny, by interpretować go zupełnie inaczej. Poczuł na sobie spojrzenie oczu swojego najbliższego przyjaciela, który popatrzył na niego w tej samej chwili gdy on westchnął cicho, spodziewając się, co może wkrótce nastąpić.
    Wkrótce obie zawodniczki zasiadły na swoich maszynach i gdy tylko jedno z nich rozpoczęło ten wyścig, dotarł do nich szum motocykli.
 
 

Sunday, March 22, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 27

    — Stary co się dzieje?
    Mruknął cicho pod nosem, podrywając lekko głowę do góry i spojrzał wprost na swojego przyjaciela. Dopiero teraz przyuważył, że od dłuższej chwili z uwagą mu się przyglądał. Nie dostrzegł tego, pochłonięty swoimi przemyśleniami.
    — Nic — wyrzucił z siebie, nawet się nad tym nie zastanawiając.
    Siedzący naprzeciw niego raper nie dał wiary jego słowom, szczególnie że nie było to w jego zwyczaju, żeby siedzieć aż tak cicho. On należał do osób dość ekspresyjnych i gadatliwych i nawet jeśli mieli przerwy pomiędzy nagrywaniem kolejnych partii, wokalnych to zdarzały się momenty, w którym usta mu się nie zamykały.
    Dlatego zadziwiające było to, że od kilku godzin siedzi dość markotny, wręcz osowiały co mu się przeważnie nie zdarzało. Odkąd tylko rozpoczęli pracę, nie zagadywał go czy nie rozśmieszał, co miał w zwyczaju, dlatego to wzbudziło jego niepokój.
    Zaprzestał pracy, a on nawet nie dostrzegł tego, że od dłuższej chwili mu się przyglądał. Coś wyraźnie go trapiło, tylko nie miał pojęcia co, czuł, że będzie musiał to z niego wyciągnąć. Bywały tematy, o których chętniej rozmawiał, ale oczywiście były i takie, które nie koniecznie chciał poruszać.
    Zaczął mieć dość dziwne przeczucia, lecz nie kierował się nimi zawsze, bo potrafiły go kilkokrotnie zwieść.
    — Chyba jednak nie takie nic skoro od dłuższej chwili siedzisz taki osowiały — mówił.
    Podniósł gwałtowniej głowę, spoglądając w jego stronę zdumiony tym, co właśnie powiedział. Zobaczył, jak ostrożnie odpycha się od biurka i wkrótce zobaczył go, jak siedzi tuż obok niego i zerka na niego przelotnie nim, spytał:
    — Więc w czym leży problem — zagadnął.
    Odchylił mimowolnie głowę do tyłu ze wzdychając cicho. Ponownie się podniósł z pewną świadomością tego, że nie uniknie tej rozmowy, chociażby się naprawdę starał Michaela, nie było łatwo przekonać do tego, by nie drążył tematu.
    Z jednej strony rzadko można trafić na takich przyjaciół, z drugiej mogło, być to delikatnie mówiąc irytujące. On nie zamierzał się jednak o to złościć, bo zdawał sobie sprawę, że mimo swoich wewnętrznych zapewnień, że sobie z tym poradzi sam, to jednak potrzebował się komuś wygadać poza Alice.
    On wydawał się najbardziej rozsądną osobą nie tylko dlatego, że go doskonale znał, ale również nie musiał specjalnie wtajemniczać go w tę sprawę, bo o niej wiedział.
    — Chodzi o młodą — przyznał w końcu.
    Mimo że Julia już od kilku lat była dorosłą kobietą, nie mógł przestać zwracać się do niej w taki sposób. Szczególnie że nie miała nic przeciw nawet teraz nie oburzała się gdy mu się wymsknęła. Gdyby na to spojrzeć nadal była od niego młodsza, a to nie było nacechowane negatywnie czy wrednie, ale bardziej taki szczebiotliwy sposób.
    — Konkretnie? — dociekał, spoglądając na niego z ciekawością.
    Było dla niego, to intrygujące co chodzi mu po głowie szczególności, że zdawał sobie sprawę, że jakiś czas temu się pogodzili. Nie sądził, że problem leżał w nim w końcu, Julia sama mu się przyznała, że zdecydowała się im dać kolejną szansę, jednak widział, że Chestera najwyraźniej coś gryzie.
    Patrzył, jak pochyla się nieznacznie na przód i opiera się łokciami na swoich kolanach. Przez moment wbijał swoje spojrzenie w podłogę studia, nic nie mówiąc, a on nie miał śmiałości się odezwać. Czekał cierpliwie, aż zdecyduje się cokolwiek wspomnieć.
    — Mam wrażenie, że wciąż wobec mnie zachowuje dość spory dystans — wyznał w końcu, odwracając głowę w jego kierunku. — Nie zrozum mnie źle, wiem, że spierdoliłem po całości i mimo że zdaje sobie sprawę, że odbudowanie jej zaufania nie będzie takie łatwe jednak w głowie pojawiają się te natrętne myśli gdy widzę cię oraz ją w tak zagorzałych stosunkach a ja zawaliłem wszystko, na co pracowałem z nią przez kilka lat — wyznał z westchnieniem.
    Widział, jak ponownie się prostuje i opiera na krześle a on ani na moment nie spuścił z niego wzroku. To fakt mogło wydawać się to mocno frustrujące. Jemu również nie przyszło łatwo budowanie tej więzi, jaką mieli w końcu, ich również podzieliły intrygi jej byłej małżonki.
    — Myślisz, że wobec mnie nie zachowywała dość dużego dystansu? — zagadnął go, nagle przerywając panującą wokół nich ciszę.
    Czuł na sobie jego przenikliwe spojrzenie, a on gdy tylko zobaczył, zdumienie w jego oczach uśmiechnął się lekko i skinął delikatnie głową i nie spoglądając na niego, dokończył.
    — Uwierz mi przyjacielu ja z nią, na początku też nie miałem, łatwo mając na uwadze fakt, że wciąż uważała, że ja zdradziłem — przypomniał mu sytuację sprzed lat. — W końcu jednak wyszło na to, że jedyne, na czym sen skończyło to na próbie adresowanie czegoś więcej, a ostateczności nic nie było.
    — Czekaj — nagle poderwał się i popatrzył w jego kierunku. — Jeśli dobrze pamiętam, zerwaliście, bo ją zdradziłeś to w końcu jak ostatecznie było — zaczął dociekać.
    — Do niczego nie doszło — powiedział w swojej obronie. — Jak mówiłem, że niczego nie pamiętałem to, nie próbowałem się bronić tym, że po prostu zapomniałem o tym, bo faktycznie ja niczego nie pamiętałem — mówił, ponownie wracając do tam tym wydarzeń. — Okazało się, że… — urwał na moment, czując jak w jego gardle pojawia się niewidoczna gula gdy tylko miał zamiar wypowiedzieć imię tej kobiety. — Ona mnie wrobiła — dodał i odchrząknął. — Pamiętałem jedynie, że byłem w klubie i piłem po tamtej kłótni z Julią i ona się przysiadła, ale nigdy nie pamiętałem, bym skończył z nią w łóżku. Ona sama się przyznała, że do niczego nie doszło. Tuż po powrocie padłem pijany a rano ona po prostu się rozebrała tak, by wyglądało w taki sposób, bym uwierzył, że ze sobą spaliśmy.
    — Czyli…
    — Nie zdradziłem jej w sensie fizycznym — przyznał. — Ale emocjonalny owszem — dokończył. — Kończąc moją wcześniejszą myśl, nasze stosunki na początku również nie były zbyt łatwe. W końcu świadomie chciała nie o tyle się zdystansować, ale odciąć od wszystkich, szczególnie że zmagała się z problemami z samooceną i tym jak wyglądała po porwaniu.
    — Powiedz, ale tak szczerze widziałeś jak wtedy wyglądała?
    Pokręcił głową w zaprzeczeniu, bo nawet jeśli częściowo potem opatrunki zdjęła i widział jak kwas w pewnych miejscach, wyżarł jej dosłownie skórę, to nie pokazała wszystkiego. Mógł tylko zaobserwować jej rany oraz blizny, które zaczęły tworzyć się na szyi, bo nawet dłoni czy nóg nigdy nie zobaczył, bo zazwyczaj kryła się pod długimi ubraniami.
    — Widziałem naprawdę nie wiele, nigdy nie chciała się mi pokazać. Mimo że pomagałem jej po operacjach plastycznych, nie widziałem, jak to wygląda przed. Zobaczyłem jedynie oparzenia na karku, ale one były drugiego stopnia, te najgorsze zawsze ukrywała pod ubraniami.
    Milczał, bonie miał odwagi się odezwać. To był kolejny powód, dlaczego miał wobec siebie aż tak ogromne pretensje, że tak mocno ją zawiódł. Zamiast być przy niej w takiej chwili, to on musiał odstawić komedie oraz uwierzyć jakieś kłamcy, bo inaczej nie mógł tego powiedzieć. Wprost przyznawał, był durniem, głupkiem idiotą, który uwierzył, najbardziej zakłamanej osobie opuszczając osobę, która najbardziej go potrzebowała.
    Nadal wyrzucał sobie wydarzenia, które wciąż powracały do jego umysłu, wciąż widział oczami wyobraźni jej spojrzenie gdy właściwie ją skazał, bo inaczej nie dało się tego powiedzieć. Najbardziej lojalną i uczciwą osobę sam wepchnął za kratki i tego, nie mógł bronić, lecz chyba najbardziej co bolało i będzie boleć mimo mijających lat to jakim skurwysynem się okazał.
    Wciąż wyrzucał sobie, że złamał daną sobie samemu obietnice, gdzie deklarował, że nigdy jej nie zawodzie, że nie zachowa się jak ich ojciec, a postąpił nie podobnie, ale wręcz tak samo.
    — Rozumiem twoją frustrację — odezwał się Michael. — Pamiętaj jednak, że gdy się spotkaliście pierwszy raz i starałeś się o jej adopcje, również nie wpadliście sobie w ramiona. Do takich spraw jest potrzebny niestety czas czy to się nam podoba czy nie. Tak było również w naszym przypadku, musieliśmy od zera wszystko budować.
    — To i tak nie zmieni tego, że jestem sam na siebie zły. Mogłem jej posłuchać, z resztą byłem idiotą, wierząc nie własnej siostrze, a jakieś potem manipulantce. Nie wiem, co mnie jeszcze wtedy podkusiło — przyznał.
    Próbował zrozumieć swoje własne zachowanie, jednak było to naprawdę trudne i nie mógł, pojąć czemu to zrobił. Mógłby się usprawiedliwiać, ale czy miało to sens.
    — I właśnie w tym tkwi problem, że zdaje sobie, że nie będzie to proste, ale boli mnie to, że jest wobec mnie zdystansowana — wyznał szczerze.
    — To normalne, sam miałem podobne odczucia z jej punktu widzenia, jest to katulana reakcja. Nas to może boleć, dla niej to w pełni zrozumiałe i oczywiste — powiedział z lekką ostrożnością w głosie.
    — Co ja mam w takiej sytuacji zrobić?
    Pomiędzy nimi zapanowała chwila ciszej której żadnej z nich nie śmiał przerwać. Oboje wpatrywali się przed siebie pogrążeni w swoich przemyśleniach.
    — Nic — odezwał się nagle Michaela, co go zaskoczyło.
    Spojrzał w jego stronę zdumiony śmiałością jego słów kiedy on prędko pośpieszył z wyjaśnieniami, mówiąc:
    — Wiesz dobrze, żepotrzebujecie oboje czasu i niestety nie przyśpieszyć tego, może to chwile potrwać, ale patrząc na to jak kiedyś reagowała na wzmiankę o tobie a teraz z jaki panuje spokój gdy tylko coś o tobie napomknę czy ona, to uwierz, jest różnica. Nic nie przyśpieszysz, ty i ona potrzebujecie czasu.

Saturday, March 21, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 26


    — Ja cię tylko proszę — mówiąc to, zbliżył się do miejsca, w którym stała. — Nich spieprz tego — wręcz ją prosił.
    Zdawali sobie sprawę, że to nie był jej najlepszy czas. Owszem miała taki okres gdy była w ciągłym treningu i mimo że od kilku miesięcy ćwiczyła i trenowała to, nie był jej szczytowy okres, z oczywistych względów, to mimo wszystko starała się doścignąć tę wersję, samej siebie, jaką była przed tym gdy odsunęła się od zawodów.
    Zdawała sobie sprawę, że zależy im na wysokim miejscu w tabeli i mimo sceptycyzmu Dereka to zdecydowali się dać jej szansę i praktycznie czuła się jak wtedy gdy po raz pierwszy musiała udowodnić swoją wartość oraz uczyć się, lecz wtedy to były podstawy w tym przypadku, musiała powrócić do formy.
    Zdawała sobie sprawy, że nie nastąpi to od razu, jednak w pełni satysfakcjonowały ją poprzednie miejsca w tabeli. Poprzednie zawody skończyła tuż przed podium, bo była czwarta na mecie. Spoglądając w jego oczy, widziała jedynie pragnienie zwycięstwa oraz tego by przesunęli się w tabeli o kolumnę wyżej.
    — Nie oczekuj, że zdobędę złoto — ostrzegła go. — Nie daje ci tej gwarancji, ale postaram się wejść do pierwszej trójki.
    Nie były to jałowe obietnice, bo nie da się ukryć, miała ogromną chętkę na wygraną. Czaiła się na jedną z głównych pozycji, lecz nie chciała składać deklaracji, których nie pokryje. Była zdeterminowana, czuła, że jest w najlepszej formie, odkąd tylko powróciła na tor, a miejsce tutaj musiała o nie powalczyć.
    — Ja cię tylko proszę Julio, wyląduj w pierwszej piątce, bo nie chce byśmy spadli — starał się mówić w miarę dyplomatycznie, lecz po chwili uznał, że nie warto się gryźć w język i dodał: — Jeśli zawalisz, odsuwamy cię z wyścigów na jakiś czas, nie eliminujemy, ale wracasz do treningu, właściwie to twój sprawdzian — dokończył swoją wcześniejsza myśl.
    — Idę na to — powiedziała, delikatnie pochylając się w jego stronę.
    Uśmiechnęła się do niego w dość charakterystycznym dla siebie sposób. Ktoś uznałaby, że niepotrzebnie wywiera na nią presje, szczególnie że nie tak dawno powróciła do jazdy, lecz nawet jeśli to w taki sposób odebrała, nie miało, to znaczenia.
    Co mogło wydawać się zaskakujące, ale lubiła działać pod presją czasu. W końcu nie bez powodu umiała łączyć pracę studia oraz zawody i potrafiła, opanować to w taki sposób by nie zawieś nie innych, ale samej siebie na tej płaszczyźnie.
    Przesuwała wtedy granice, coraz bardziej lubią sprostać rzuconym jej wyzwaniom.
    — Zawodniczki na start — rozbrzmiał po całym stadionie głos prowadzącego.
    Nie spuszczając ani na moment z niego spojrzenia, założyła kask na głowę i odpaliła silnik swojego ukochanego dwukołowca. Dźwięk kilku uruchamiających się maszyn rozbrzmiał na stadionie wśród wiwatów zgromadzonego tłumu na trybunach. Gdy zaczęła powoli odjeżdżać zobaczyła stojącego za nią Dereka który miał bardzo poważną miną.
    Był jedną z tych osób, które stawiały jej obecnie ogromne wyzwania. Nie była jednak tym absolutnie zaskoczona szczególności, że to inni uznali, że była gotowa, ona sama czuła, że może wrócić, ale nikt nawet ona nie miał tej pewności czy będzie tak dobra jak dawniej.
    Można by stwierdzić, że to głupie, by porównywać ją do szczytu formy, którą posiadała parę lat temu do momentu, w którym musi do tego powrócić po dłuższym czasie przerwy, ale jak wspomniała, lubiła, jak rzucano jej wyzwania.
    Przystanęła na linie startu.
    Czy czuła, chociażbytrochę presji? Może delikatnie tak, jednak bardziej odczuwalnymi emocjami były ekscytacja, która mimo tylu wyścigów ona nadal nie minęła, ona wciąż powracała i mimo że nie była taka jak na samym początku, to wciąż była ta nutka euforii.
    Skupiła się na torze, który miał być jej celem, nie chcąc się rozproszyć przez plażę i wiwaty, które rozgrzały, lecz jej jedynym celem skupienia było słuchanie prowadzącego, który oznajmił o rozpoczęciu wyścigu. Ona patrzyła na światła, które stały na poboczu, które iskrzyły się czerwonym blaskiem, by po krótkiej chwili zmieniły się w pomarańcz, a potem w zieleń.
    Szum ruszających motocykli mógł być ogłuszający jednak ci, którzy wiedli swoje ukochane maszyny jedyne, co się dla nich liczyła to droga przed nimi i chęć zwycięstwa. Zupełnie jak w jej przypadku, jechała wprost przez jedną prostą, mijając po drodze inne zawodniczki, a pod chustką nieświadomie przygryzała dolną wargę, gdy dostrzegła znajome jej z dawnych lat Suzuki, motocykl jej największej rywalki, która w ostatnich zawodach pokonała ją i stanęła na podium. Może nie zyskała pierwszego miejsca, lecz świadomość, że zdobyła brąz oraz jej dość kpiące uwagi przed wyścigiem sprawiły, przekręcając manetkę, czując tę prędkość, która była tak uzależniająca.
    Przejechała wkrótce obok dziewczyny z numerem dwadzieścia cztery, która prowadziła swój motocykl. Na tyle dało się zauważyć logo Hondy, jechała po drugim krańcu, obrzeży dając jej wręcz idealne miejsce do prześcignięcia jej, ruszyła w pogoń za dziewczyną, z którą od lat się mierzyła. Jedyne czego pragnąć to ją prześcignąć.
    Ktoś uzna, że ich rywalizacja była bezsensowna, lecz spór zaczął się od dogryzień i kąśliwych uwag w jej kierunku, na które nie pozostała być bierna, dlatego od wojny dogryzań skończyło się na wojnie między nią a nimi i mogło się wydawać, że obie ekipy na tym cierpiały, lecz od początku nie były w dość dobrych stosunkach.
    Zawsze ze sobą rywalizowali przeważnie o to pierwsze miejsce.
    Więc ich konflikt nie był bezpodstawny.
    Skręcając na jednym z dość ostrych zakrętów, znacząco się pochyliła, lecz nie dotknęła ziemi ani przez moment. Nie utraciła równowagi, a ona ufała sobie i motocyklowi na, tyle że nie bała się zaryzykować. Wyczucie maszyny było istotne, by opanować tak ryzykowne ruchy. Nie zrobiła, by ich gdyby nie widziała, na co nie stać tego dwukołowca.
    Zawsze liczyło się przetestowanie jej w warunkach torowych.
    Widziała coraz bliżej jej numer, który jak u każdego zawieszone było na tyle kombinezonu i patrząc w lusterku, jak jedna z dziewcząt ją dogania, ponownie przyśpieszyła, będąc coraz bliżej swojego celu. Obserwowała ją z uwagą gdy pochyla lekko motocykl na kolejnym skręcie, przez ułamek sekundy wydawało się, jakby się zachwiała, co momentalnie wykorzystała, jadąc tuż obok i prześcigając ją o kilka cali.
    Nawet jeśli nie mogła, spojrzeć na nią w bok wiedziała, że jest się pieklenie zła. W końcu przez ostatnie zawody triumfują.
    — Niepokonana Fire — szydziła. —Raczej pokonana…
    W chwili gdy tylko usłyszała te słowa w głowie, momentalnie przyśpieszyła mimo bliskości kolejnego skrętu, mogła w tej chwili mocno ryzykować, lecz liczyło się dla niej to by pokazać, że ten tytuł wciąż się jej należy i nawet jeśli miała spadek formy i mogła nie zyskiwać po długiej przerwie, to ten pseudonim nie istniał bez powodu.
    Determinacja i chęć zwycięstwa stała się tak silna, że gdy dostrzegła kolejny motocykl przed sobą, jedynym jej pragnieniem było prześcignięcia jej.
    Może miała niezdrowe podejście do chęci zwycięstwa, ale była go tak rządna, że dziś nic ja nie powstrzyma, przed tym, by to osiągnąć. Spoglądając ukradkowo na tablice rozdzielcza zobaczyła praktycznie dochodziło do szesnastu mil na godzinę.
    Czuła jak kącik jej ust podrywa się do góry gdy przyśpieszyła do szesnastu, będąc coraz bliżej kolejnej rywalki, którą chciała, pokonać w lusterku wręcz widziała widzącą na jej ogonie rywalkę, która usilnie próbowała ją nie tylko dogonić, ale prześcignąć.
    Na kolejnej prostej jechała, jeszcze szybciej wręcz zrównując się z kolejną dziewczyna. Nawet nie zdała sobie sprawę, że tym manewrem weszła na podium, ona była skupiona na tym, żeby dotrzeć na metę, jak najszybciej się da i utrzymać te pozycje.
    Wkrótce zobaczyła ostatni skręt, który powoli wiódł ich do mety, więc to były ostatnie cale, w których mogła, jedynie utrzymać pozycje było nierealne, dosięgniecie dwóch dziewcząt, które znacząco były na przodzie. Skupiła się na tym, by żadna z poprzednich dziewcząt jej nie minęła i nie zabrała miejsca.
    Gdy w lusterku zobaczyła, jak podjeżdża do niej poprzednia mijająca przez nią zawodniczka, przewidziała jej kolejny ruch i nie pozwoliła, przejechać zasłaniając jej drogę.
    Widziała coraz bliżej metę i gdy tylko wyszła z zakrętu, odwróciła ponownie metkę, przyśpieszając znacząco, a po kilku sekundach przejechała przez linie mety.
    — Trzecie miejsce zawodniczka z numerem dwadzieścia — oznajmił spiker.
    Wrzawa w boksie ekipy spod Los Angeles zawrzała, gdy zobaczyli, jak nazwisko Fire wskazuje na trzecie miejsce w rywalizacji, a oni mieli realną szansę o przeskoczenie, o jedno miejsce będąc bliżej podium.
    
Tymczasem w studiu Worner Bros

    — Chłopaki możemy skupić się na pracy — zagrzmiał głos Roberta, który w tej sytuacji myślał najbardziej racjonalnie.
    — Pięć minut stary.
    Wokalista machnął ręką na przyjaciela, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa, który leżał na bezpiecznej części konsolety, gdzie w tle odpalona była transmisja z odbywających się właśnie zawodów motocyklowych.
    — Julia ma szansę na brąz — powiedział podekscytowana.
    To momentalnie ostudziło zapał do pracy perkusiście, który wyszedł za swojego instrumentu i podszedł do kolegów, którzy stali wokół dwojga piosenkarzy, którzy siedzieli na fotelach, przyglądając się z zapartym tchem na relacje z zawodów.
    Nawet nie przysłuchiwali się zbytnio komentarza prowadzącego, który komentował przebieg wyścigu. Każdy wpatrywał się tylko w jedną z zawodniczek, tą, która prowadziła tak charakterystyczny zielony motocykl. Nikt nic nie mówił, lecz w powietrzu dało się wprost wyczuć napięcie, które im towarzyszyło, gdy przyglądali się, jak niemal na jednym z zakrętów pochyla się bliżej asfaltu.
    Przez ułamek sekundy, Michael przyglądał się temu, a w jego sercu zaczęła pojawiać się obawa, lecz wkrótce zobaczył jak bez problemu, podnosi się wraz z maszyną, a on poczuł jakby nieświadomą ulgę.
    — Stary nie masz o co się martwić, ona w końcu się tego uczyła — odezwał się nagle Brad, który stał tuż obok niego.
    — Tak, ale mała praktycznie dwuletnią przerwę — przypomniał mu. — Wróciła do zawodów stosunkowo nie dawno i mogła…
    — Takich rzeczy się nie zapomina — odezwał się stojący za nią basista. — Przynajmniej nie ona.
    To mogło się wydawać się zaskakujące, że zamiast zwyczajnie pracować, szczególnie że byli bliscy zakończenia płyty, oni zamiast tego jak mieli w zwyczaju poświęcić się jedynie pracy, to oglądali zawody, lecz tutaj również była chęć jej kibicowania.
    Owszem wcześniej również byli wierni przyglądaniu się jej zawodom, mimo że żaden z nich nie był tak mocno zafascynowany kulturą wyścigów szczególnie motorowych, jednak obserwowania ich przyjaciółki, siostry czy dziewczyny, która w nich startuje, było oznaką, nie tylko lojalności, ale również wsparcia, jakie mogli jej okazać.
    Zaczęło się niewinnie jedynie do pasji do motocykli do szybkich prędkości, przerodziło się to w naukę szybkiej jazdy na takich torach oraz starty w nich.
    — Cwaniara jest coraz lepsza — wymruczał Dave, który pochylił się lekko, opierając na oparciu fotela, na którym siedział Chester.
    — Może i jest, ale nie czuje, żeby było nawet brąz — odezwał się z lekką sceptycznością Robert. —Nie chodzi o mój brak wiary, bo chciałabym, żeby je zdobyła, ale ona dopiero od niedawna startuje.
    — Jakbyś nie znał Riverów — skomentował Joe. — Oboje uparci i jak czegoś chcą, to osiągną — przypomniał koledze. — Czuje, że ona ma chrapkę na podium.
    — Dziwne, żenie, każdy by chciał.
    — Ciszej chłopacy — zganił ich Michael.
    Ścisnąłmocniej dłonie na krawędzi fotela, patrząc, jak przejeżdża tuż obok, jednej z rywalek i dodaje znacząco gazu. Mimo że czuł wewnątrz lekki strach, obawy o to by się jej nic nie stało, to wierzył oraz widział, że umiała panować nad motocyklem.
    Zacisnął mocniej wargę gdy pojawiły się ostatnie mile wobec mety, a ona była tuż po pokonaniu dwojga dziewcząt. Mimo że miała praktycznie zerowe szanse na prześcignięcie dziewczyn przed sobą, to wciąż trzymała się trzeciej pozycji. Patrzyli, jak wjeżdża na ostatnią prostą, a gdy w tle dostrzegli jak jedna z zawodniczek, siedzi, jej dosłownie na ogonie wstrzymali nieświadomie oddechy.
    To było zaledwie kilka sekund, lecz one niemiłosiernie się dłużyły, lecz wkrótce przejechała przez metę wciąż na trzeciej pozycji. Gdy tylko przekroczyła linie, rozbrzmiała wrzawa wśród nich.
    — A mówiłem, że cwaniara się pokusi o brąz — powiedział zadowolony z siebie Brad, patrząc dość wyzywająco na Roberta. — Chyba nie było warto wątpić w nią.
    — Nie wątpiłem byłem jedynie realistką, ale dobra udało się jej — przyznał z ogromnym uśmiechem na ustach.
    Nie miał najmniejszego problemu przyznania się do tego, że zwyczajnie się mylił. Nikt nie jest nieomylny jednak patrzenie na jej zwycięstwo oraz to jak świętowała ze swoją ekipą, było czymś, co nie tylko napawało dumą, ale również radością.
    
W siedzibie firmy:

    W pokoju konferencyjnym panowała cisza, która nie była nawet przerwana w momencie gdy pierwsze zawodniczki przejechały przez linie mety oni w zupełności skupieni się na tej jednej, która zawieszony miała numer dwadzieścia. Patrzyli z uwagą na każdy element, wręcz detal jej prowadzenia maszyny. Ich oczy nawet na moment nie się nie odwróciły od ekranu i nikt nie śmiał przerwać ciszy, która wokół panowała, lecz wkrótce jeden z mężczyzn uniósł się w fotelu i zwrócił się do swoich towarzyszy.
    — Co o niej myślicie? — zapytał, nagle przerywając ciszę.
    — Nie chce wydawać jeszcze osądu na jej temat, wolałabym jeszcze ją poobserwować, zanim wydam swoją opinię — powiedziała jedna z kobiet. — Przyznaj jednak, że robi na mnie wrażenie.
    — Jak na powrót po przerwie to widać, że jest dobrze, ale czy najlepiej, wstrzymajmy się na razie z decyzją i poobserwujmy ją na kolejnych zawodach czy finałach, jeśli nadal będzie prezentować, tak dobre wrażenie a przede wszystkim pokaże więcej możliwości, bo widać, że doskonale pracuje z maszyną. Odnoszę wrażenie, że doskonale panuje nad nią, a styl no przyznam, zaczynam go lubić.
    — Mamy dość nie wiele czasu i musimy wkrótce zdecydować czy ją bierzemy, czy nie. Pamiętajcie, musimy w końcu zacząć kampanię.
    — Wiem Allen, ale wolałaby się upewnić w stosunku do niej. Dajmy jej czas do finałów, Chris i tak miał się spotkać jednym z liderów jej grupy, więc może dowiemy się czegoś więcej, ale nadal jej kandydatura jest rozważana — powiedziała spokojnie.
    Skupili się ponownie na obrazie, patrząc, jak dziewczyna odbiera, swój metal.

Sunday, March 15, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 25


    — Czemu dorosłe życie musi być tak ciężkie?
    Pytanie poniosło się cichym echem po ścianach jej własnego gabinetu, do którego właśnie weszła, trzymając w swoich ramionach ogromną siatkę, która wypełniona była po brzegi zakupami głównie ze sklepu papierniczego. Wydawać się mogło, że jej pytanie trafiło w próżnie, bo kto mógłby ją usłyszeć prócz drepczącej jej tuż obok małego maltańczyka, który ubrany był w urocze ubranko. Gdy tylko zobaczyła ten kostium, nie mogła się oprzeć i jej kupiła, mimo że rzadko jej zakładała jakieś psie ubranka, bo klimat sprawiał, że nie chciała jej niepotrzebnie przegrzewać, to nie potrafiła oprzeć się pokusie gdy w jednym ze sklepów zauważyła ten strój i od samego rana w nim chodziła.
    Można by stwierdzić, że trochę przesadza, by ubierać zwierzaki w jakieś ubranka, może gdy ktoś robił to zbytnio przesadnie to owszem, jednak zobaczenie, że Junka chodzi w czymś więcej niż chustce przy szyi oraz obroży to była niezwykła rzadkość. Ubierała ją jedynie w chłodniejsze dni.
    — Czasami bywa uciążliwe, ale nie jest aż takie złe — słyszała za sobą męski głos.
    Odwróciła się niemal w tej samej chwili, do środka wszedł jej ukochany, który zupełnie jak ona trzymał dwie bardziej wypakowane torby. Niestety urok prowadzenia firmy skupiającej się na malowaniu równał się wraz z dokupowaniem produktów gdy one się kończyły. Nie zamierzała żałować na nich, szczególnie że dbała o jakość swoich prac oraz komfort, oraz co najważniejsze pracowała już na swoich sprawdzonych materiałach, które to fakt były drogie i musiała to wprost przyznać, jednak widząc zadowolonych klientów, którzy chwalili ją za dokładność oraz dobre materiały warto było inwestować.
    Szczególnie że potrafiła ona się zwrócić dwukrotnie a czasami trzykrotnie na jednym obrazie. Było to wprost fascynujące, że kiedyś traktowała malowanie typowo hobbystycznie i nadal tak je traktowała, ale co najbardziej było w tym najlepszego, to mogła zarabiać na swojej pasji i to dość spore pieniądze, szczególnie że jej ceny już nie były niskie a były jakby to powiedzieć z górnej półki. Tu nie tylko chodzi o kwestie prowadzenia działalności, ale właśnie o same materiały oraz czas, który poświęcał w końcu, nie tworzyła taśmowo obrazów, ale przykładała się do każdego zlecenia, tak by zaspokoić potrzeby najbardziej wymagających klientów oraz bardzo kapryśnych.
    Wartości, które kiedyś widziała właśnie u Mike oraz pozostałych chłopaków przekuła na swój osobisty sukces. Sam przed laty przyznał, że największa frajda jest wtedy gdy możesz się utrzymywać z tego co uwielbiasz robić a ona właśnie doszła do tego punktu. Prócz obrazów zarabiała na zawodach, bo nie raz gratyfikacje potrafiły być bardzo interesujące, jednak ona nie ścigała się dla kasy, ale prowadziła motocykl, by poczuć ten zastrzyk adrenaliny.
    — Owszem, ale czasami chce się wrócić do czasów tej beztroski — powiedziała z wyczuwalną nostalgią, lecz momentalnie spoważniała. — Chociaż ja nie mogę tak wspominać swojego życia w bidulu.
    Pewna myśl nasuwała się do głowy, odebrano jej dzieciństwo i tę radość, którą ma każde dziecko. Ona gdyby naprawdę chciała, nie mogła, wspominać tamtych lat z taką nostalgią wspominać tych zabaw, czy beztroski, bo nigdy jej nie miała i to ją wewnętrznie bolało, że praktycznie w wieku nastoletnim musiała za wcześnie wydorośleć. Może wtedy tego tak nie postrzegała jak teraz gdy patrzyła na to z perspektywy czasu, jednak nie dało się ukryć, musiała przedwcześnie dojrzeć.
    — Julio… — zaczął powoli, jakby domyślał się, co chodzi jej po głowie.
    — Nie będę się przejmować takim pierdołami — machnęła zbywająco ręką, odwracając się do niego plecami.
    On zdawał sobie jednak sprawę, że może i nie chce się do tego głośno, przyznać jednak żałowała tego, że nie miała możliwości czuć tego dziecinnego szczęścia, gdy niczym się nie przejmowali, jedynie tym jak rodzice wołali na obiad czy próbowali ściągnąć na kolacje i zmusić do spania. Ona miała to odebrane i mimo że z pozoru wydawała się wyglądać na spokojną gdy o tym mówiła, to wewnętrznie to ją bolało.
    Popatrzył na nią gdy odstawił jej siatki z zakupami na pobliski fotel tuż przy biurku i zobaczyła, jak wypakowuje już pierwsze zakupy. Praktycznie spotkali się przez czysty przypadek na mieście. On był w trakcie załatwiania spraw około zespołowych oraz zaczęli powoli przygotować się do promocji i najbliższej trasy po wydaniu krążka, który jest praktycznie na ukończeniu. Zauważył ją przypadkowo, początkowo nie dawał sobie tej pewności czy to właśnie ona, lecz gdy przyjrzał się jej twarzy gdy przechadzała się pomiędzy półkami w sklepie papierniczym, do którego często i on jeździł dopiero gdy miał pewność, wszedł i faktycznie była to właśnie jego ukochana.
    Był to oczywisty zbieg okoliczności, bo jak to możliwe, że natkną się na siebie w tak ogromnym mieście, nie umawiając się wcześniej, była mało prawdopodobna, jednak zrządzenie losu sprawiło, że na siebie się natknęli. Z racji, że miał jeszcze jedną sprawę do załatwienia niedaleko, to umówili się, że zaczeka na niego, jednak on zdążył złożyć kilka dokumentów i wrócić do sklepu gdzie Julia była w szale zakupów.
    Nie dziwił się ani nie zamierzał kłócić o to, ile wydała i kupiła w końcu, nie zarządzał jej finansami, a doskonale wiedział, że ona ma bzika na punkcie kupowanie wszystkich artykułów malarskich, szczególnie że z nich korzysta. Patrząc na ich ilość i fakt, że w samochodzie miała jeszcze dwa pudła płócien kilku rozmiarów, to naprawdę pokazywało, że jej zapasy się wyczerpały.
    — Praktycznie trzy tysiące dolarów w jedno popołudnie — skomentowała paragon, który właśnie wpadł w jej ręce. — Co ja się przejmuje dla prowadzenia firmy warto — dodała, odkładając świstek papieru do pudełka z rachunkami.
    — Wyobrażasz sobie robić cokolwiek innego? — zagadnął ją, podchodząc do biurka i opierając się o nie.
    Widział, jak spogląda w jego kierunku i na moment popada w zadumę, po czym po chwili namysłu pokręciła głową, po czym uśmiechnęła się i mówiąc:
    — Jeśli ty byś mnie nie namówił, by w to iść, to teraz nie mam pojęcia, co bym robiła. Praktycznie to ty i Chester mnie pchnęliście w tym kierunku on bardziej na studia, bo jak stwierdził, bym nie brała przykładu z nieuka — zażartowała, przypominając jego własne słowa, na co oboje wybuchnęli śmiechem. — Co do firmy to gdyby nie to, że naprostowałeś tę sytuację i założyłeś mi sklep, to pewnie dalej siedziałabym na etacie zirytowana do granic możliwości, że muszę się użerać z górą, a teraz jedyne z kim się użeram to z urzędasami, którzy ciągną podatki za dzielność — skomentowała kąśliwe. — W co ja się wpakowałam? — spytała z wyczuwalnym rozbawieniem w głosie.
    — W firmę słońce, która pozwala się ci się samej utrzymać i nie musisz wegetować. Spójrz na to w ten sposób, pomijając kwestie mieszkania, bo tutaj sama mówiłaś, że dostałaś go w prezencie od tego… — urwał i widziała, jak zazgrzyta zębami.
    Nadal wdziała w nim tę stłamszoną złość na myśl o dawnym partnerze i szczerze nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak bardzo go nienawidził. Tym bardziej że nie miał żadnego powodu, ponieważ praktycznie jego kontakt z Ricardo był znikomy, bo nie mogli nawet porozmawiać, bo dzieliła ich bariera językowa.
    — Właśnie miałam cię o to zapytać — powiedziała spokojnie, zwracając się do niego, schodząc z poprzedniego tematu, który nie skończyli. — Możesz mi wyjaśnić, dlaczego tak za nim nie przepadasz?
    — O kogo pytasz? — słyszała w jego głosie cichy syk gdy tylko o tym wspominała.
    — Kotku nie udawaj, doskonale wiesz o kim, rozmawiamy. Chce po prostu zrozumieć, czym ci zawinił, że tak bardzo go nienawidzisz, zwłaszcza że nie widzę, powodu byś czuł wobec niego aż taką złość — zaczęła się zastanawiać na głos.
    Zawsze ją to intrygowało i nie zamierzała ukrywać, że gdy mogła, nadarzyć się okazji chciała podpytać i zwyczajnie zrozumieć. Pojąc, dlaczego Michael tak bardzo nie znosił jej byłego męża. Gdy wracała pamięcią do tamtych lat, praktycznie nie przypominała sobie takich sytuacji, w której Ricardo w jakiś sposób by się mu naraził. Nawet jeśli spotykali się na jakiś spotkaniach, z jej znajomymi to często Hiszpan kręcił się wokół niej, praktycznie nie zawracał sobie głowę Michaelem, bo długo nie wiedział, że z nim była przed nim, lecz nawet potem praktycznie go delikatnie mówiąc, olewał.
    Sam Mike również częściej był bliski Taylor, lecz to z czasem pozwoliło zrozumieć, że ta bliskość była wymuszona. Owszem on lubił być blisko swoich partnerek, ale to, co dostrzegła nie tylko ona, ale także inne było już naprawdę czymś niepokojącym, bo na krok jej nie odstępował. Zgadzał się z nią ze wszystkim, praktycznie może zabrzmi to naprawdę źle, jednak jadł jej z ręki.
    Ona sobie tym głowy nie zawracała szczególności, że sama była zakochana i raczej po tym co jej zrobił i jakie było ich wspólne zakończenia, chciała uniknąć tego kontaktu, jak tylko mogła.
    Dopiero czas pokazał co tak naprawdę, działo się w związku Mike oraz Taylor i wciąż było to przerażające, oraz straszne, jednak sama doświadczyła podobnego przemocowego traktowania, lecz nie od niego, ale od gnidy, która obecnie gniła w więzieniu gdzie powinna trafić już wiele lat wcześniej.
    — Po prostu go nie lubię — powiedział z niesmakiem. — Nie drąż tematu — poprosił, wręcz naciskając na ostatnie słowa.
    Ona jedynie spojrzała na niego bez większego przekonania, lecz nie zamierzała mówić jej prawdy. Tak naprawdę jego odczucia wobec tego faceta były bardzo ambiwalentne. Odkąd tylko go pierwszy raz zobaczył, czuł się jakoś dziwnie. Za każdym razem gdy widywał ich obojga, szczególnie w bardziej negatywnych chwilach myślał, że go coś trafi, obserwując, jak ona była przy nim szczęśliwa, jak ją całował, obejmować czy po prostu zachowali się jak jedna z tych wielu par, którym się udało a jemu…
    Myślał początkowo, że jego była się zmieniła, bo w końcu się deklarowała, widział zmianę porównaniu z tym jaką był wcześniej egoistką, lecz jak sama Julia to stwierdziła, to były tylko stworzone dla niego pozoru, by uwierzył. Dał się omotać i okręcić wokół jej palca, było to krzywdzące i niesprawiedliwe, ale właśnie to tak wyglądało.
    Może również po części czuł się zwyczajnie zazdrosny.
    Nie chciał tego przyznać, jednak jego odczucia wobec ich szczęścia były uwarunkowane w tym, że pragnął powrócić do tego co było. Wtedy gdy z Julią był naprawdę szczęśliwy, gdy strach nie przejął nad nim kontroli i gdy przestał jej słuchać. Zaczął wymuszać i na nią napierać a obiecywał sobie, że nigdy tego nie zrobi szczególności, że był świadomy jej trudnych doświadczeń.
    Postąpił inaczej i szczerze tego żałował. Dopiero po czasie zrozumiał, że ona cały czas miała racje gdy próbowała mu uzmysłowić tak oczywistą rzecz, a on nie pozwalał sobie na to, by cokolwiek do niego dotarło.
    — Dobra skończmy wspominanie tamtych czasów, mieliśmy iść w przód, a nie wracać do tego co było.
    Nagle jego rozmyślenia przerwał jej głos, gdy ponownie zwróciła się w jego stronę, a w dłoni trzymała telefon, a na jej ustach dostrzegł ten ciepły uśmiech, który tak kochał. Nawet nieświadomie zapatrzył się wprost na nią, nie mogąc oderwać od niej oczu, gdy w końcu się odezwała, pytając:
    — W takim razie co powiesz na taki wieczór. Zabieramy zwierzaki na spacer, między czasie dotrze do nas pizza, bo nie mam najmniejszej ochoty nic gotować i oberży jakiś film. Czy mas zmoże inne plany? — oparła się o biurko i spoglądając na niego, delikatnie machała telefonem.