Saturday, November 7, 2020

II 30 — PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA

        Siedziała lekko zgarbiona na krawędzi wygodnej sofy, martwym spojrzeniem wpatrując się w rozświetlony ekran swojego komputera. Majacząca przed nią jedna z wielu witryn internetowych ukazywał artykuł w plotkarskim tabloidzie, a ona ze ściśniętym sercem przewinęła stronę, czytając kolejne niepochlebne opinie na swój temat. O ile mogła znieść zniewagę od swoich wrogów czy osób, których nie darzyła zbytnio sympatią, nie mogła zrozumieć tej nienawiści i jadu, którą na nią wypluwali na portalach, na których wciąż było głośno o wcześniejszym artykule.
        Przewinęła w dół strony, śledząc jedną z wielu wypowiedzi. Przestała już być tak bardzo skryta w odmętach sieci, owszem na swój sposób była popularna, o ile jej prywatne konto na MySpace nie została zaatakowana przez wielu nowych obserwujących, niektórzy chcieli ją bliżej poznać, gdy połączyli jej konto artystyczne z tym, na które było widoczne dla jej kolegów czy znajomych, to teraz nie miała już takiego spokoju, gdy zalała ją fala osób, które zaczęły pisać do niej prywatne wiadomości na tej aplikacji, czy w końcu poznali, że Julia Bennington na twitterze to nie randomowa osoba a związana bliskim kręgiem znajomości z popularnym zespołem nie miała od rana życia. Mogła śmiało rzecz, że jej telefon dosłownie umarł, gdy otrzymała taką ilość powiadomień czy dopytywań od znajomych co się u niej dzieje, że w pewnym momencie się ściął, samoistnie się wyłączając, teraz przeglądała kolejny reportaż gdzie było głośno o jej związku z Michael'm.
        — Tego jest coraz więcej — odezwała się, nieznacznie unosząc swoje jasne spojrzenie.
        Spoglądała na muzyka stojącego przed stolikiem, patrzyła, jak upija łyk kawy, zaciskając palce na krawędzi kubka. Oboje nie zdawali sobie sprawy z ogromu porannych wiadomości, może i nie mieli zbytnio czasu przyjrzeć się temu bliżej jednak to, co się działo przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Nawet nie wspominała co dzieje się na kontach muzyka, wiele pytań, które wysyłali, odnośnie jego życia prywatnego zmusiła go do wyłączenia urządzenia. Nie znosił udzielać żadnych informacji czy mówić co dzieje się u niego poza ścianami studia nagraniowego. Unikał tematów rodzinnych niczym ognia.
         Nie zaprzestali na swoim wcześniejszym planie, które zrodził się w jej umyśle, tuż po wyjściu z komisariatu jednak chcieli się rozejrzeć i spojrzeć, jaką sensacje wywołały poranne wiadomości. Czytała wciąż kolejne opinie, niektóre były bardzo wspierające, jednak większość łamało jej serce jednak z przyjmowała je z dumnie uniesioną głową nie chcąc ponownie poczuć cholernego uderzenia w twarz. Dostała w życiu już tak wiele kopniaków, że nie zamierzała nastawiać po raz drugi swojego policzka, o co to nie!
        — Wątpię w rzetelność twojego pomysłu. Nie zrozum mnie źle, ale czy doskonale to przemyślałaś.
        Zwęziła żrenice, które nagle przybrały barwę ciemnego szafiru, który mógł zlęknąć nawet najodważniejszą osobę, gdy spoglądała w jej pociemniałe od targających ją wewnątrz emocji, widział ostatni raz taki odcień podczas ich pobytu w Big Sur, jednak wtedy miał pewność, że nic złego się nie wydarzy, bardziej pokierowane one były dobrem nienegatywnymi emocjami. Westchnęła nieco zrezygnowany, schylił się, odkładając kubek z upitą do połowy kawą.
        Nie odezwała się słowem, sięgnęła po leżącego obok białowłosej kotki tableta, która pod wpływem nagłego ruchu przewróciła się na grzbiet, wpatrując się w wygłupiających się na drugim krańcu kanapy Waltera i Junkę. Skupiła spojrzenie na szkle hartowanym, odblokowała ekran jednym ruchem. Przesunęła placem po kartach, próbując odnaleźć pożądaną przez nią aplikacje. W końcu dostrzegła maleńkie logo ptaszka na jednym z ustawionych pulpitów. Dotknęła go, po chwili portal samoistnie się włączył a urządzenie zawibrowała a na jej konto zaczęły spływać kolejne wiadomości.
        — Zobacz to! — ponagliła go, wręczając mu w dłonie elektroniczną zabawkę — Prześledż sobie ostatnie wpisy to zrozumiesz moją decyzję — mruknęła z kwaśną miną.
        Przełożyła w odpalonej przeglądarce kartę na tą samą społeczność twitterowiczów, jednak tym razem imię oraz fotografia należała do Michaela. Nie, nie znała hasła do jego konta, lecz tuż po powrocie sam zalogował się na swój profil i nawet nie zamierzał się wyłączać. Ostrożnie odwróciła komputer w jego stronę, pokazując mu jego własne wpisy.
        — O ile wcześniej miałeś wiele oznaczeń, teraz jest ich znacznie więcej, mało tego uwzględniają w tym mnie i nadal sądzisz, że mamy to ukrywać? — pytała, widząc jego spojrzenie, dokończyła — Mike rozumiem doskonale, że nie lubisz się dzielić z opinią publiczną swoimi przeżyciami w zaciszu domowego ogniska, jednak co mamy zrobić? Ja również tego nie chce! Kawa na ławę się wylała. Poznali mnie! Nawet gdybyś próbował to zatuszować, nie podołasz temu skarbie, brakuje chwili, a świat powiąże również mnie i Chestera i co wtedy? Jak to ukryjemy?
        — Masz racje, jednak miałem nadzieje, że nie w takich okolicznościach cię poznają. Chodzi mi o twoje dobro i nie chce, by jakiś niepochlebny komentarz zrujnował twoją samoocenę i poczucie wartości. Nie pragnę, byś była tą dziewczyną, którą poznałem — westchnęła ciężko. 
        Odłożył tableta na kraniec drewnianego stolika, chwyciła krawędź otwartego laptopa, ponownie zwracając ją ku sobie, ponownie wróciła na stronę z czatami grupowymi ze znajomymi, gdy dotarła do niej kolejną wiadomość. Weszła jedna z wielu grup, na których była, odpisując swoich znajomym krótką, lecz treściwe zdanie. Wysłała je, po czym ponownie zmieniła karty, wracając na konto ukochanego.
        — Mike zapewniam cię, że jedyną, która umie mnie doprowadzić do histerii, jest mój były. Proszę, zależy mi, żeby to się w końcu skończyło.
        Nie umiał jej odmówić, gdy patrzyła na niego takim spojrzeniem. Wiedział, że go to nie ominie, jednak tak jak wcześniej mówił, sądził z uda mu się w bardziej przyjaznych okolicznościach przedstawić Julie jaką swoją nową partnerkę, jednak teraz nie mogli się wycofać a tym bardziej zataić prawdy, która i tak teraz jest nieco przekręcona.
        — Skoro tak uważasz, piszesz?
        Skinęła delikatnie głową, może i wcześniejszy pomysł o wysłaniu filmiku wydawał się naprawdę fajna, w ostatniej chwili z niego zrezygnowali, uznając, że wolą załatwić tę sprawę na swoich mediach społecznościowych i tak musieli to w jakiś sposób załatwić, a ona nagle po porannych wydarzeniach straciła zapał, by pokazywać się przed kamerą. Poprawiła się nieco, wylosowując się z konta partnera. Wpisała w rubrykach swoje dane logowania, nie czekała długo, gdy weszła na swój profil. Ze spokojem weszła w pole do pisania, zaczynając notować swoje krótkie wyjaśnienia. Nie zamierzała się trudzić z większym tekstem, bo uznała, że opinia publiczna dowie się o niej, tyle ile ona zapragnie, nikt nie będzie, jej dyktować tego, co ma mówić. Wpisała ostatnie zdanie, zanim ją opublikowała, spojrzała na Mike’a, który jedynie skinął głową, a ona wcisnęła błękitny przycisk.
        — Zacznie się burza — oznajmiła.
        Nie myliła się, już po chwili zaczęły przychodzić nowe powiadomienia, jednak ona nie weszła w zakładkę czekała na muzyka, który ponownie porwał jej tablet w dłonie, wszedł na swojego konto, sam składając wyjaśnienia. O ile dało się przekonać szefostwo wytwórni do kłamliwego znaczenia tego artykułu, teraz czekała ich najcięższe zadania, chcieli być pewni, że ich wpisy nie zostaną źle odebrane, czego obawiała się najbardziej. Dostrzegła po chwili pojawiający się twett na koncie Shinody.
        Popatrzyła na niego i z lękiem weszła do powiadomień, których nagromadziło się mnóstwo przez ten krótki czas. Bała się na nie spojrzeć jednak, po chwili widziała, jak Mike siada przy niej, co dało jej motywacje, by sprawdzić komentarze, które wciąż przychodziła. Spojrzała na słowa jednej z jej wiernych obserwatorek, którą miała niemal od początku, poznały się głównie przez fandom i czasami wymieniały się wiadomościami. Nie mogła zbyt wiele o niej powiedzieć poza faktem, że dziewczyna wydawała się na miłą. Z uwagą zaczęła czytać jej opinię.
        — Osobiście uważam, że oczernianie ciebie i Mike’a nie przystoi ludziom, sami nie znają waszej sytuacji, nawet ja nie miałam o niej pojęcia aż do twojej wypowiedzi, jednak innym łatwiej kogoś zmieszać z błotem, zamiast poczekać na wyjaśnienia. Nie będę się wypowiadać na temat waszego związku, bo tak naprawdę was nie znam, jednak jeśli jesteście szczęśliwi, to życzę wam szczęścia i mam nadzieje, że ten cholerny plagiat szybko zniknie z Internetu, bo nie zasłużyłaś sobie na takie traktowanie. Jesteś jedna z moich ulubionych osób z tej społeczności i mam nadzieje, że pozostaniesz taka jak do tej pory — dokończyła czytać i spojrzała na Michaela.
        — Czytaj kolejną — poprosił.
        Szybko wybrała jedną z poniższych twettów i nieomal nie zachłysnęła się powietrzem, gdy zobaczyła tonę wyzwisk pod swoim adresem.
        — Od początku widziałam, że coś tu śmierdzi. Drodzy koledzy widziałam nie raz tę szmatę i jestem zdumiona tym, że Shinoda zdecydował się na związek z nią ani to ładne, spoglądając na jej wypowiedzi ani do mądre. Lalka, która wkradła się w jego łaski.
        Pomimo wcześniejszego zdenerwowania teraz roześmiała się w głos, czytając komentarz tej dziewczyny:
        — Skarbie naprawdę jestem dziewczyną, która wkradła się w twoje łaski? — pytała rozbawiona.
        Była kompletnie zażenowaną treścią tej wypowiedzi, która nie była w żadnym sposób konstruktywna czy jakoś bardzo ją poniżająca, raczej zlepka przodkowych słówek czy myśli, która nasunęła się autorce tego komentarze. Jednak co najbardziej przykuło jej uwagę to kolejne oszczerstwa skierowane w jej stronę, jednak tym razem wypowiadał się chłopak.
        — Serio szmato, mówisz wprost o swoim rzekomym związku, a tak naprawdę to są twoje urojenia.
        — Co tym ludziom przychodzi na myśl — mruknął muzyk, ponosząc się z siedzenia.
        Nie obawiał się już o samopoczucie swojej ukochanej, która była wyraźnie rozweselona, a nie zniesmaczona tymi wypowiedziami. Cieszył się, że Julia ma wciąż do siebie ogrom dystansu i nie przejmuje się takimi błahostkami. 
        — Chętniej to ja bym się tobą zajął! Pokazałbym ci, co o tobie myślę, do jakiego dziwo podziwom dorosłej. Jedyne, na co sobie zasługujesz to upicia ci tej ślicznej twarzyczki, a wcześniej… — nie zamierzała kończyć dalszej wypowiedzi.
Wchodząc w profil chłopaka, odnalazła funkcje blokady, przechodząc przez proces, zaznaczyła opcje z obrażeniem użytkownika i dokończyła zgłoszenie. Wiedziała, że na dłuższą metę blokowanie innych użytkowników nie zadziała, jednak nie zamierzała czytać o jego wyobrażeniach erotycznych na jej temat. Chwyciła klapę laptopa, z lekkim trzaskiem ją zamykając.
        Patrzyła, jak zaniepokojony Mike odwraca się ku niej, jednak z jej twarzy nagle znikł uśmiech, jednak nie dostrzegł smutku czy rozpaczy. Oparła się spokojnie o sofę, przygarniając do siebie siedzącą obok niej Cindy, która chętnie wskoczyła na kolana swojej pani, mrucząc głośno. Pogłaskała ją po grzbiecie, a kociak jeszcze bardziej zamruczał.
        — Naprawdę muszę mnie porównywać do pani lekkich obyczajów i snuć głośno swoje fantazje erotyczne, czy ja przestanę mieć tę głupią kartkę na czole z napisem „szmata” — wściekła się — W końcu zrobię się na Gringa i może się odczepia ode mnie!
        To prawda Julia była niezwykle wyczulona na takie teksty. Nasłuchała się w życiu zbyt wiele takich obelg, może przechodziła obok tego obojętnie, jednak nie potrafiła powstrzymać kołatającej się w jej piersi frustracji, że została porównana znowu do kobiety z najstarszym zawodem świata.
        — Julio nie warto, by się tym przejmowała — starał się ją uspokoić.
        Odłożył na nieco przeszklony blat stolika swój telefon, którego starał się włączyć, jednak bateria była zbyt słaba, by mógł się uaktywnić. Zaprzestał poszukiwania swojej ładowarki, którą był pewien, pozostawił na blacie kuchennym. Było to jednak mało istotne, małą błahostką. Przysiadł na skraju miękkiej poduszki, opierając się o wezgłowie sofy, otulił ją ramieniem, zaciskając mocniej dłoń na jej boku, niemal zmuszając ją, by się na nim oparła. Nawet nie protestowała, ufnie przylgnęła do niego, wtulając twarz w jego obojczyk.
        Otulona jego bliskością i cieplej jego ciała, nawet nie zdała sobie sprawy, gdy zaczęła coraz bardziej odpływać, a Morfeusz pociągnął ją za dłoń, wprowadzając ponownie do swojej krainy wiecznych marzeń sennych. Wzdychając cicho, dała się ponieść głębokiej fantazji, która w niej tkwiła, śniąc nieprzerwany sen. Jednak nie wiedziała, że tym razem sen nie będzie taki dobry, jakie by oczekiwała i nie pozowali jej odzyskać nieco nadszarpniętych sił po porannych zawirowaniach, a przyprawi ją o kolejne strapienia.
         Stała zagubiona pośrodku jakieś zatłoczonej uliczki. Ludzie wokół niej śpieszyli się na spotkanie czy to do pracy, nie przykuwając uwagi do osamotnionej nastolatki, która patrzyła ze łzami w oczach na oddalającego się od niej mężczyznę. Jedno zdanie odbijało się w jej umyśle.
        — Zapomnij! — mówił cicho, lecz dobitnie — Zapomnij o mnie!
        Niemal czuła palące jej wnętrze języki ognia, gdy ze ściśniętym w piersi sercem spoglądała na osobę, której pokładała nadzieje, ufała bezgranicznie, pozwoliła sobie, by miłość ją zniewoliła w jego ramionach, teraz zmuszona była zapomnieć, że kiedykolwiek istniał. Zapłakała, upadła na brukowany chodnik, a to cholerne słowo nie dawało jej spokoju. Już nie miała nadziei, przestała wierzyć, gdy łkając, widziała spływającą wokół niej szkarłatną krew, którą z każdą chwilą pogłębiała się, a ona nawet nie spoglądała na ranę w swojej piersi, która niemal zmuszała ją do upadku, jednak ona trwała, wciąż w klęczkach powtarzając.
        — Zapomnieć!
        Głośny ryk pełen emocjonalnego bólu wydobył się z jej piersi, a przedarł panujący uliczny zgiełk, jednak ona czuła się pozostawiona temu samotnemu cierpieniu, obca na dotyk, nieobecna na pytania. Jedyne co słyszała w swoim umyśle to:
        — Zapomnij!
        Zniknęła pod brudną kalifornijską uliczką w momencie, gdy na niebie zjawiło się pierwsze promienie słońca.
        Nie zdawała sobie sprawy, gdy poruszyła się niespokojnie przez sen, jeszcze mocniej zaciskając swoje powieki. Nie słyszała nawoływań swojego partnera, który bez skutku starał się obudzić, ona wciąż tkwiła w tym śnie, powtarzając ten jedno słowa, wpatrując się w stalowe oczy swojego mordercy.
        Zlękniona zerwała się gwałtownie do siadu, gdy w jej umyśle odbił się obraz zimnych oczu, które pełne satysfakcji wpatrywały się w nią, a w jej głowie wciąż tkwił ten ochoty i paskudny śmiech. Skryła twarz w dłoniach, zniesmaczona swoim zachowaniem. Nie znosiła okazywać emocji, a teraz siedziała na skraju kanapy, drąc na całym ciele, starając się wymazać z pamięci te obrazy, które jeszcze nie dawno ją nawiedzały i nie dawały spokoju. Dopiero wtedy do jej podświadomości dotarł strapiony głos jej ukochanego, który kucał przed nią, próbując się czegokolwiek dowiedzieć wciąż nękało go pytanie, czemu młoda kobieta wciąż powtarza jedno słowo.
        — Julio słyszysz mnie!
        Uniosła wzrok, słysząc swoje przezwisko. Praktycznie nie słyszała z jego ust tego słowa, nikt z wyjątkiem jej znajomych z wyścigów ją tak nie nazywali. Było to trochę dziwne, jednak na swój sposób urocze. Oparła dłonie na kolanach, wpatrując się bez wyrazu w jego ciemne tęczówki.
        — Czemu wciąż powtarzałaś „zapomnij” — pytał zatroskany.
        Czuła jak ujmuje jej dłonie w ciepłym, lecz bezpiecznym uścisku, westchnęła cicho, dopiero teraz zdała sobie sprawę, że mówiła przez sen, co jej się kompletnie nie zdarza. Nie była osobą, którą miewała takie stany, owszem bywały noce, że nie mogla sypiać, jednak nigdy nie miała problemów, czy to z mówieniem a tym bardziej lunatykowaniem.
        — Naprawdę chcesz wiedzieć? — spytała z westchnieniem.
        Skinął delikatnie głową, a ona nie miała wyjścia. Nie lubiła go oszukiwać. 
        — Durny koszmar, który mnie męczy od kilku dni — przyznała się w końcu — Trochę to dziwne jednak co mogę zrobić. Wszystko rozgrywa się na jakieś cholernej ulicy. Stoję zapłakana i patrzę jak odchodzić — warknęła wściekła.
        Zdawał sobie sprawę, że nie znosiła okazywać swój łez. Mógł policzyć na palcach jednej dłoni, ile razy widział Julie zapłakaną czy roztrzęsiona. Była osobą, którą nie znosiła okazywać swojego upadku, nie robiła tego zbyt często, bo uważała, że jest to nieco uwłaczające, pomimo zapewnię, że to ludzki odruch okropnie się tego wstydziła. Nie raz mówiła, że nie chce, by widział w niej dziewczynę, która wiecznie się czegoś boi czy płacze z byle powodu stąpała twardo po ziemi. Jednak miała chwile kryzysu, jednak przeważnie zawsze chodziła rozdrażniona i wściekła, nie pozwalając, nikomu do siebie zbliżaj no, jeśli ta osoba chciała jeszcze zachować swoje życie. Julia była niezwykle temperamentom osobą i nie raz udowodniła, że dla swojego dobrego imienia jest w stanie zrobić wszystko, nawet wdać się w bójkę, by tylko postawić na swoje. Nie liczyła wtedy siniaków, złamać czy potłuczeń, ważniejsze byłoby, dobrze na nią spoglądano i by jej nie oczerniano.
        — Dziwne to — jej nagły ton głosu wyrwał go z zamyślenia — Ale pomimo tego, że siedzę rozryczana — niemal wypluła ostatnie słowo — Siedzę na tym chodniku, z dziurą w sercu nic mnie nie boli. Jedyne co widzę to te cholerne oczy tego skurwiela.
        — Rozmawiałaś o tym z Camilą? — zapytał spokojnie.
        — Nie wspominałem jej o tym śnie — odparła, w końcu spoglądając na niego.
        — Nie chce dedukować, jednak sądzę, że może ci pomóc. Z nie jednym koszmarem ci pomogła. Lepiej z nią o tym pomów, zanim nie zaczniesz się z tym męczyć.
        — Może masz racje — poparła go.
        Dopiero wtedy do jej nozdrzy dotarł dość smakowite zapachy, które sprawiły, że na sam aromat poczuła się niemiłosiernie głodna. Zupełnie zapomniała, żeby cos przygotować, a fakt, że nic nie jedli od rana, potęgował tylko uczucie sytości. Nieznaczny uśmiech pojawił się na jej ustach, co sprawiło, że już wiedział, że jej samopoczucie znacie się, polepszyło.
        — Co gotujesz? — zagadnęła, czując wyraźnie zapach warzyw.
        — Twojej ukochane spaghetti
        Uwielbiała to danie kuchni włoskiej, mogła powiedzieć, że się zakochała w tym daniu w szczególności, gdy uda się jej zaciągnąć Mike’a do kuchni i nakłonić go, by je przyrządzić. Może sama umiała robić, jednak uważała, że nikt nie robi lepiej tej smakowitego posiłku jak on.
        Nie raz śmiał się, że gdyby nie nauczył się od matki gotować, teraz jechałby na samym niezdrowym jedzeniu. Opowiadał, że był strasznie niecierpliwym uczniem w kuchni, parę razy zdarzyło się, że niemal się nie poparzył wrzącą wodą czy dotknął rozgrzanego piekarnika jako dziecko, jego mama nie raz musiała go łapać, gdy był jeszcze mały, by sobie krzywdy nie zrobił. Jednak nie mówił zbytnio wiele o swojej rodzinie, raczej unikał tego tematu. Zastanawiało ją to jego milczenie, jednak nie zamierzała na nieco naciskać, ona sama dopiero po długim roku zdradziła mu prawdę o wcześniejszym życiu, więc nie była zdumiona, że i on nie za wiele mówił o sobie z opowieści zespołu, wynika również, że oni też nie wiele wiedzą, czekali na to, aż sam im opowie, czemu przerwał tak nagle kontakt z bliskimi. Jednak gdy mówił jej o paru historiach ze wczesnego dzieciństwa, wydawało jej się, że był naprawdę szczęśliwym dzieckiem i nie brakowało mu rodzinnego ciepła. Wzruszała jedynie wtedy ramiona, nie rozumiejąc tej sytuacji.
Patrzyła, z uwagą jak odchodzi, zapewne sprawdzić jak się miewa jego danie. Bez slowa, podniosła się, zrzucając ze swoich kolan kotkę, która furknęła obrażona, odchodząc od niej z dumnie uniesionym ogonem. Stłumiła narastający w niej nagły wybuch śmiechu, widząc ten obrazek, ten kocurek zdecydowanie ma swoje humorki i niezły charakter. Może z początku Cindy wydawała się mało konfliktowa jednak w obecności dwóch bardzo energicznych zwierzaków, którym były tylko zabawy w głowie, zaczęła pokazywać swoje pazurki. 
        Machnęła na nią zbywająco ręką i podążyła na swoim ukochanym, który skrył się w kuchni. Wspięła się pod podwyższeniu a obok jej nóg przemknęła w popłochu Junka, która uciekała przed swoim kocim przyjacielem, który biegł tuż za nią. Zdecydowanie te zwierzaki złapały wspólny kontakt. Stanęła na progu kuchennego wejścia, dostrzegając Michaela przy płycie. Zdecydowanie plusem tej kuchni była elektroniczne palniki, nie zliczyła ile razy, się poparzyła, próbując zapalić gazowy palnik w domu brata.
        Przysiadła na skraju blatu, podpierając dłonie na jej krańcach, by w jakiś sposób utrzymać równowagę, spoglądając z lekkim uśmiechem na swojego ukochanego. Głos spikera radiowego przerwał panującą ciszę. Miała pewność, że to tylko jakieś durna gadka między utworami, jednak z chwilą, gdy usłyszała padającego z jego ust swoje imię oraz Mike, jeszcze mocniej ścisnęła dłoń na aneksie kuchennym.
        — Mike Shinoda i Julia Bennington odnieśli się do porannego artykułu. Napisali na swoich oficjalnych kontach na Twitterze, że informacje zawarte w felietonie Rolling Stone nie są prawdziwe i wszystko jest kłamstwem, do którego zostali podpuszczeni. Przyznali, jednak że od pewnego czasu się ze sobą widują. Co o tym myślisz Ben?
        Patrzyła na muzyka, który odwrócił się w jej kierunku z zastygłym wyrazem twarzy, słuchali z uwagą kolejnych słów dziennikarza:
        — Sądzę, że ich wypowiedzi są prawdziwe. Sam odczytałem je na ich profilach i nie wyglądały, jakby zostały przez kogoś wymuszone czy w jakiś sposób sfingowane. Wierzę im! Jeśli mówią, że zażartowano z nich w tak ohydny sposób czemu mielibyśmy doszukiwać się jakichś oszustw. Zespół Shinody nigdy nie wdawał się w medialne skandale tym bardziej sam omawiany. Nawet nie mogę powiedzieć, kiedy słyszałem jakieś afery na jego temat. Sądzę, należą im się przeprosiny za wszelkie zarzuty czy niedorzeczne komentarze, które odczytałem w Internecie. Jestem po ich stronie i mogę im życzyć tylko szczęścia — oznajmił współprowadzący.
        — A teraz przebój z ich ostatniej płyty — dopowiedział pierwszy mężczyzna.
        Pomieszczenie wypełniły tak znane nudy ballady rockowej Leave Out The All Rest, która zapowiadała ich poprzedni krążek, który wpadł w serca wielu słuchaczy. Popatrzyli na siebie zadowoleni z takiego obrotu spraw.
        — Czyli możemy powiedzieć, że sytuacja jest opanowana — odezwała się młoda dziewczyna, nawet nie zamierzając zejść z blatu.
        — Najwyraźniej skarbie — odparł, ponownie wracając do przyprawienia sosu — Lepiej, choć tu i zobaczy czy ci pasuje pikantność. Ostatnio mi narzekałaś, że było za mało ostre.
        — Bo było — upierała się — Nie mam ochoty ze stąd schodzić — dodała z cwanym uśmieszkiem.
        — Jesteś zbyt uparta — stwierdził nagle — Rozumiem Chestera, sądziłem, że jego siostra będzie milsza.
        — Przecież jestem miła, dobra bywam wredna, ale co na to poradzę — zeskoczyła zgrabnie z blatu, podchodząc do niego.
        — Zapomniałaś dostać, że złośliwa i wkurzająca ludzi — dopowiedział.
        Zmierzyła go spojrzeniem swoich jasnych tęczówek, gdy ujęła na czystą łyżeczkę nieco sosu mięsnego. Spróbowała go, a dość ostry smak rozniósł się po jej gardle jednak nie na tyle by mogło ją to nie zadowolić, raczej był to jej smak.
        — Nie doprawiaj, jest idealnie — oznajmiła, odkładając do zmywarki ubrudzony śszctuce.
        Stanęła przy jednej z szafek, otwierając ją, dojrzała tam białe talerze bez jakichkolwiek ozdób. Wszystkie garnki raczej były tutaj bez jakichś obrazków czy niepotrzebnych dupereli co ją niezmienni zadowoliło. Lubiła minimalizm i w jej mieszkaniu był on widoczny, gdy komody czy półki nie były niepotrzebnie zagracone.
        — Kotek, o czym tak myślisz? — zagadnęła zamyślonego mężczyznę, który jakby na moment odleciał
        Siedzieli przy wspólnym obiedzie, jej talerz niemal opustoszał. Zdecydowanie pochłonięcia porcji makaronu z sosem nie zajęło jej zbytnio wiele czasu była okropnie głowa i pomimo to nadal miała ochotę na dokładkę. Nie martwiła się, że może przytyć miała zbyt dobry metabolizm, dziś również wieczorem umówiła się z Alice na wspólne ćwiczenia na siłowni. Podniosła się z krzesła, podchodząc do płyty, nakładając na swój talerz porcje makaronu, po czym nałożyłą na niego mięso w sosie pomidorowym.
— Chciałbym nagrać teledysk — odezwał się, co zwróciło jej uwage.
Odstawiła dzbanek z zimną lemoniadą do lodówki, którą ówcześnie sobie nalała i wróciła do stołu. Popatrzyła na niego zaciekawiona. Sądziła, że po nagraniu filmów do klipów promocyjnych nie nagrają nic do zbliżającego się albumu.
        — A do której piosenki? — zaciekawiła się, nasuwając na widelec porcje potrawy.
        — In Between. 
        — Chwila — połknęła kęs dania, po czym dodała — To nie jest singiel promocyjny!
        — Zdaje sobie z tego sprawę, jednak chciałbym zwerbować do tego pewną osobę.
        Jego uśmiech zbyt wiele jej powiedział, spodziewała się, kim jest wspominana przez niego osoba. Pomimo że nie spodziewała się, że będzie miał pomysł do tego utworu, tym bardziej nie oczekiwała, że będzie pragnął, by ona w nim zagrała.
        — Nie ma mowy! — odparła twardo.
        — Czemu?
        — Mike uwierz mi, ja na planie teledysku do waszej piosenki nie sądzisz, że to wywoła jeszcze większy skandal, że dostałam się do niego, bo ciebie znam.
        — Piękna myślałem o tym już od grudnia. Miałem ci to wcześniej powiedzieć jednak złożyło się, że nie wspominałem na ten temat — odparł spokojnie — A to, że mnie znasz, nie ma nic do znaczenia. Jesteś idealną osobą do tej roli.
        — Nie jestem przekonana do tego pomysłu.
        Westchnął ciężko, wiedział, że będzie trudno ją przekonać do swojej wizji, jednak nie sądził, że będzie to aż tak ciężkie. Miał świadomość, że piosenka jest bardzo lubiana wśród fanów, zwłaszcza wśród kobiecej części i pragnął wykorzystać potencjał tego utworu oraz fakt, by wkręcić Julie na plan kręcenia filmiku i zachęcił ją, by mu towarzyszyła. Nie wyobrażał sobie innej dziewczyny, która mogłaby zagrać u jego boku, tym bardziej nie sądził, że młoda kobieta by się na to zgodziła. Owszem jego ukochana nie miała osobą zazdrosną, jednak on sam nie czułby się dobrze, grając u boku innej.
        — Skarbie to tylko jeden teledysk — próbował ją nakłonić.
        — Nie! — odparła niewzruszona — Nie chce mieszać się w sprawy zespołu, o ile jest to możliwość posłuchania nowej płyty — oznajmiła.
        No tak jego dziewczyna pomimo możliwości często przebywania w studiu i przysłuchania się ich pracy, nie robiła tego i doskonale ją rozumieli. Wciąż należała do grona ich wiernych słuchaczy i nie chciała psuć sobie niespodzianki i odczekać uczciwe wraz z pozostałymi na zakończenie przez nich materiału i wypuszczenie go w świat.
        — Fire proszę.
        — Nie! Proszę nie mów do mnie Fire, bo czuje się, jakbym gadała z Dragon’m — palnęła żartobliwie.
        — Naprawdę aż tak ci go przypominam?
        Roześmiała się na jego ostatnie słowa, które zabrzmiały, jakby był o nią zazdrosny, jednak ona dobrze wiedziała, że Mike ufa jej bezgranicznie i pomimo ogromnej ilości kręcących się wokół niech chłopaków jest wierna tylko jemu.
        — Powiedzmy, że tak — odparła wymijająco — Dobra niech ci będzie. Zgadzam się.
        Zadowolony skradł jej szybkiego całusa, zanim nie powrócili do dokończenia swojego posiłku. 


                                                                          ✰✰✰


        Cudem nazywam poprawieniem tego rozdziału, zwłaszcza gdy nie najlepiej się czuje, ale cóż dostajecie ją i o godzinę wcześniej bo mnie ładnie o to poproszono.
        No to dramę powoli mamy za sobą, ale za to pojawia się nowy wątek.
       Nie chce mi się więcej pisać, ja się z wami żegnam i mam nadzieje, że wam się to podobała. 

Monday, November 2, 2020

II 29 — PROSZĘ BĄDŻ ZE MNĄ

        Usiadła na skraju plastikowego krzesełka, które już od samego patrzenia wydawała się cholernie niewygodne i wcale się nie myliła, jego oparcie było twarde, że z trudem mogła swobodnie siedzieć, przez moment zastanawiała się, czy nie były tym powodem targające jej ciałem emocje, które na moment nie zdołały się uspokoić, gdy przypomniała sobie zdarzenia sprzed zaledwie godziny, gdy musiała spoglądać jak, z jej mieszkania jest wyprowadzana osoba, której tak bezgranicznie ufała, oczerniona jakimiś zmyślonymi doniesieniami, które trafiły na posterunek policji.
        Nie mogła zrozumieć tego postępowania. Owszem może od rana wrzało w świecie muzycznym po porannym artykule w bardzo znanym magazynie muzyczny. Nie była zdumiona, że wywołała to takie poruszenie. Zespół chłopaków, słyną z tego, że nie wdawał się w niepotrzebne konflikty czy nieporozumienia. Nie byli osobami, które potrzebowali jakieś szumu wokół siebie, by być popularni, zdobywali uznanie poprzez tworzoną przez siebie muzykę nie nieporozumienia, które mogły rozpisywać się magazyny plotkarskie czy gazety muzyczne. Nie pamiętała, kiedykolwiek było o nich głośno, jedyną wzmianki, jakie o nich czytywała wcześniej to jakieś artykułu, czy wywiady odnośnie promowania najnowszej płyty, czy omawiania projektów, za które się wzięli. Nie mogła skłamać, że nigdy nie nadmienili coś o ich życiu prywatnym, bo ponad trzy lata temu było dość głośno o rozwodzie jej ukochanego z byłą żoną, gdzie dziennikarze próbowali się doszukać powód ich rozstania jednak ani Mike, ani tym bardziej Taylor nie ujawnili, dlaczego ich wydawało się idealne małżeństwo, zakończyło się na sali rozpraw.
        Czy miała nadzieje, że szybko ludzie o tym zapomną? Raczej nie, dla reporterów był to zbyty świeża sprawa, którą zapewne będą chcieli rozcząsnąć lub doszukać się drugiego dna tej sprawy, harpie, które zrobią wszystko by mieć jak najlepszy reportaż, by się nim karmić. Pluła takim ludziom w twarz, bo nie rozumiała, jak mogą żyć z sensacji, z ludzkiej krzywdy. Nie negowała wszystkich, bo niektórzy dostarczali bardzo pożytecznych artykułów, ale takie szum medialny nie był do niczego potrzebny.
        Tlące się w jej piersi zdenerwowanie ponownie dało o sobie znać, gdy ścisnęła mocniej dłoń, wpatrując się bez uczuć na policjantkę, która jak gdyby nigdy nic zasiadła za biurkiem chwytając zapisane jakimś druczkiem papier oraz zwykły dokument. Czuła jej niemal przeszywający wzrok na sobie, jednak ona nawet nie drgnęła, mierząc się z tym czujnym wzrokiem aspirantki.
        — Pani Julia Bennington, lat dziewiętnaście, zamieszkała w Los Angeles — kobiecy głos wyrwał ją z głębokiej menacholii.
        — Tak — odparła sucho, spoglądając na nią nieustępliwie — Mogę się w końcu dowiedzieć, dlaczego aresztowaliście mojego chłopaka?
        — Panu Shinodrze został postawiony zarzut współżycia z osobą niepełnoletnią — oznajmiła agentka Brownder.
        — To jest jakieś łgarstwo! — krzyknęła wzbudzona.
        Zerwała się z niewygodnego siedzenia, oparła dłonie na krawędzi biurka, które zawalone było aż po brzegi ważnymi dokumentami czy aktami innych spraw, które były prowadzone, słyszała szum upadających na podłogę kartek, które zleciały tuż obok jej boku, jednak mało się tym przejęła.
        Wciąż się głowiła nad tym, jak rozwiązać tę niecodzienną sytuację. Spodziewała się, że ostatnie tygodnie, w których jej były nie dawał o sobie znać były zbyt spokojnie podejrzane, gdyby powiedziała, że nie spodziewała się, że zrobi takie świństwo, byłaby w błędzie, pomimo dość krótkiej znajomości z nim zdołała poznać jego najgorszą stronę, czym tak naprawdę się prezentował przez cały czas, jednak ten demon był w nim uśpiony do momentu, właśnie nawet nie wiedziała jak to określić, kiedy to się zaczęło i czemu rozbudził się w nim potwór. Wcześniej by sądziła, że wina za wszystko leży po jej stronie, jednak teraz już nie była głupią zakochaną w nim bez pamięci nastolatką, która chłonie każdy jego tekst czy choćby wierzy w każde wyznanie miłości, które nie oszukujmy się, było tylko jawną kpiną z jego strony. 
        On nie potrafił kochać, nie pojmował tego słowa, z czasem stał się cholernym satystą który jedyne czego pragną to ukarać ją za najdrobniejszą błahostkę, był damskim bokserem jednak ona tego nie widziała wiążąc się z nim, gdyby tylko była na tyle rozsądna, by spotkać się z Evelyn i zapytać czemu się z nim rozstała, nie jednokrotnie obrażał ją w jej obecności nie szczędził jej wyzwisk a ona siedziała i milczała, żeby chociaż się wysilić. Pójść do niej i dopytać o przyczyny rozstania, jednak było już za późno. Nastolatka zmarła z powodu zazdrości swojego byłego chłopaka. Ona również miała takie obawy, że podzieli los szesnastolatki, lękała się na każdym kroku, pomimo że nie lubiła o tym mówić i prawie nikt o tym nie wiedział, że gdy czuje się prześladowana boi się, że umrze w męczarniach z rąk swojej byłej sympatii.
        — Proszę się uspokoić i usiąść — nakazała stanowczym głosem.
        Zrezygnowana i zdegustowana odpadła na fotel, krzyżując ramiona na swoim biuście, utkwiła spojrzenie w kobiecie, która coś zanotowała w jednej z rubryk, zanim nie zaczęła zadawać jej pierwszych pytań:
        — Proszę mi powiedzieć, kiedy pani pierwszy raz spotkała podejrzanego?
        — Dokładnie siódmego lipca dwa tysiące ósmego roku — warknęła wściekle         — Miałam wtedy siedemnaście lat! — dodała wkurzona.
        — Upominam panią by zachowała pani spokój — skarciła ją policjantka — Proszę mi opowiedzieć dokładnie o okolicznościach spotkania.
        — Czy to jest aż tak konieczne? — pytała coraz bardziej rozzłoszczona.
        Widziała jak kiwa twierdząco głową, na znak by kontynuowała swoją opowieść, wzdychając cicho, podciągnęła się na dłoniach, które oparła na krawędzi ciemnego blatu, mówiąc:
        — Wszystko zaczęło się, gdy Domu Dziecka, w którym mieszkałam pojawił się mężczyzna, który oświadczył, że jesteśmy spokrewnieni. Ściślej rzecz ujmując był moim bratem. Chester po załatwieniu niezbędnych formalności i wcześniejszym przejęciu władcy rodzicielskiej nad de mną zabrał mnie do Los Angeles. Zamieszałam w nim. Parę dni później zaproponował, był poznała, jego kolegów. Zgodziłam się, bo nie miałam nic do stracenia. Tego samego popołudnia Mike zjawił się wraz z pozostałymi w jego domu, wtedy go poznałam. Cała tajemnica naszego spotkania.
        — Czy miała pani jakikolwiek kontakt przed tym spotkaniem z panem Shinodą.
        — Przecież pani aspirant tłumaczę, nie miałam żadnego. Ja go nawet nie znałam, owszem wiedziałam, że jest osobą medialną i miałam świadomość, kim jest, ale osobiście nigdy wcześniej go nie spotkałam. W czasie, w którym rzekomo doszło do popełnienia przestępstwa, spotykałam się z innym chłopakiem.
        Z każdym oddechem starała się uspokoić, jednak zadawane przez nią pytania były tak niedorzeczne, że nie umiała powstrzymać górującego nad nią gniewu. Potrafiła zrozumieć, że funkcjonariusze starają się dowiedzieć prawdy, jednak ta sytuacja wydała się tak niedorzeczna, że nie umiała w to uwierzyć, że się dzieje, że musiała mówić nawet o szczegółach zwyczajnego poznania kapeli.
        — Czy może ktoś potwierdzić pani zeznania — dopytywała.
        W jednej chwili miała ochotę ją skrzywdzić, oczekiwała tego pytania jednak gdy tylko go usłyszała, coś w niej pękło.
        — Tak! — ponownie się uniosła — Jeśli chodzi o mój poprzedni związek, może go potwierdzić Anthony Brown mój przyjaciel, który wiedział, z kim się spotykam. A jeśli panią tak ciekawi z kim się widywałam w tamtym okresie, był to Clark Kent, frajer, który powinien siedzieć na kratkami, a nie zatruwać mi życie. Co do mojej znajomości z Michael’m i okoliczności naszego spotkania może je potwierdzić mój brat Chester, który teraz czeka na komisariacie!
        — Proszę nie używać wulgaryzmów — nakazała.
        Nie przejmowała się zbytnio, że ponownie została upomniana, to cała sytuacja i tak była naprawdę komiczna a oskarżenia, którymi został potraktowany muzyk naprawdę niedorzeczne.
        — Sprawdzimy to, proszę mi jeszcze powiedzieć, kiedy zaczęła spotykać się pani z panem Michael.
        — Widujemy się od siedmiu miesięcy. Zaczęliśmy się spotykać dokładnie rok po naszym spotkaniu i zapewniam panią, że byłam osobą dorosłą, gdy nasz związek zaczął mieć racje bytu. Nie złamaliśmy zasad nawet wspólnego pożycia. 
        Było to dla niej tak uwłaczające, gdy musiała opowiadać z relacji swojego związku z ukochanym, gdyby nie Kent tej całej sprawy by nie było a ona nie czuła by się tym faktem tak zażenowana. Miała ogrom nadziei, że jej kolejne pytanie nie będzie bardzo intymne wtedy musiała, by odmówić, składania zeznać. Nie miała zamiaru mówić, kiedy zaczęli ze sobą współżyć, bo było to istną kpiną.
Patrzyła jak policjantka notuje coś w jednej z kolumn zapewne jej słowa oraz zapewnienia. Nie wiedziała co z tego będzie, jednak miała nadzieje ze szybko się z tym uporają a komisarze uwierzą w ich wersje zdarzeń. Pomimo że mieli ogrom świadków świadczących o niewinności Michaela obawiała się, że oskarżenia jej byłego chłopaka okażą się na tyle dotkliwie, że nie zdołają rozwiązać tego łańcucha zdarzeń. Miała również ogrom obaw, że prasa dowie się o aresztowaniu muzyka, a wtedy wszystko runie, gdy dowiedzą się, że policja postawiła mu zarzuty, o który wspominano w dzisiejszym artykule.
        — Ostatnie pytanie i zaproszę na rozmowę pana Benningtona — zakończyła dopisywanie zdania, po czym uniosła głowę spoglądając na nastolatkę — Czy pani nie chce zmienić nic w swoich zeznaniach?
        — Nie, mówiłam wszystko zgodnie z prawdą — odparła twardo.
        Dostrzegła jak podsuwa pod jej dłoń wypełniony formularz, który zawierał jej wcześniejsze zeznania. Prześledziła go spojrzeniem chcąc upewnić się, że nic nie zostało pomylone, jednak kobieta wydawała się na tyle kompetentna, że nie dostrzegła żadnej omyłki w stosunku do jej słów zapewnienia, które do niej kierowała.
        — Proszę się upewnić, że wszystko jest dobrze i poproszę panią o podpisanie — powiedziała, wyciągając ku niej dłoń z długopisem.
        Uchwyciła go między palce, doczytując ostatni akapit, po czym złożyła swój czytelny podpis w rogu dokument z zeznaniami, które mogły przybliżyć funkcjonariuszy do rozwiązania sprawy i oczyszczenia Michaela ze wszelkich zarzutów. Miała ogrom nadziei, że tak się wydarzy, bo nie byłaby pewna kogo by najpierw doprowadzić do cierpienia, czy swojego byłego partnera, czy agnetów, którzy nie chcą uwierzyć w zeznania. Odłożyła pisak na kartkę, spoglądając na kobietę, która ponownie chwyciła papier, wpisując swój stopień służbowy i nazwisko w ramce z przesłuchującym.
        — Dobrze to na razie wszystko — wsunęła kartkę do pobliski taczki.
        Podniosła się za biurka, przeszła obok, stając obok niej, gdy się wyprostowała. Podążyła za aspirantką, która wyprowadziła ją ze swojego biura.             Otworzyła drzwi, przepuszczając w przejściu co chętnie wykorzystała. Stanęły na korytarzu, a ona widziała kątem oka podążającego ku niej piosenkarza ze strapieniem na twarzy, nie wiedziała ulgi na jego oczach jakby był wciąż przekonany, że sprawa się nie wyjaśniła.
        — Pan Chester Bennington? — zwróciła się strażniczka sprawiedliwości.
        — Tak — odparł lekko zdziwiony — Mogę w czymś pomóc.
        — Zapraszam za mną. Musi pan złożyć wyjaśnienia.
        Czuła spojrzenie jego oczu na sobie jakby starał się dowiedzieć co się wydarzyło za zamkniętymi drzwiami i czemu jest wzywany do składania zeznać. Posłała mu smutny uśmiech w momencie, gdy przechodził obok niej, przyglądała się mu jak znika za drzwiami biura w chwili, gdy dobiegł ją znajomy głos po drugiej stronie.
        — Julio!
        Odwróciła się przez ramię, gdy dobiegło ją nawoływanie swojego imienia. Była już mniej podenerwowana, jednak nie mogła do końca pozbyć się ogarniającej ją złości. Widziała w oddali idącego ku niej Brada, który przyśpieszył kroku, gdy tylko ją ujrzał, deptającego mu po piętach Dave również nie wyglądał na zbytnio zachwycona dzisiejszym porankiem, a po telefonie przyjaciele, gdy dowiedział się, że aresztowali lidera jego grupy już przestał mieć jakiekolwiek nadzieje, że ten dzień zakończy się dobrze.
        — Co się dzieje? Chester dzwonił do nas, że zatrzymali Mike’a, to prawda? — pytał Farrell, gdy tylko stanęli u jej boku.
        — Tak. Postawili mu tak niedorzeczne zarzuty, że nie jestem w stanie uwierzyć, że policja w dała wiarę — psioczyła.
        — Konkretnie, o co chodziło?
        — O co? — powtórzyła pytanie gitarzysty — Wyobraź sobie przyjacielu, że oskarżyli go, że sypiał ze mną, gdy nie miałam ukończonych piętnastu lat.
        — Przecież ty nas nawet wtedy nie znałaś! — zagrzmiał Delson.
        — Owszem, rozumiałabym wstręcie postępowania, gdybym ktoś to zgłosił z moich bliskich, czy nawet ja sama, ale kurwa ja nawet nie miałam pojęcia w tym wieku, że go kiedykolwiek spotkam. Był dla mnie obcą osobą! — prawie wrzasnęła, jednak w porę się opanowała — Jestem przekonana, że to jedno ze świństw tego skurwysyna.
        — Kent! 
        Przytaknęła im wolno, przechodząc niespokojnie po korytarzu. Nawet nie trudziła się wierzyć w inną zbieżność zdarzeń nie mogła mylić tego anonima z nikim innym. Wiedziała, że jej były to wyrachowany drań, który uczyni wszystko by dopiąć swojego, doprowadzić do chwili, gdy w końcu zlękniona wróci do niego niemal na kolanach błagając o wybaczenie. Nawet nie wyobrażała sobie tej sceny, a nawet jeśli byłaby w stanie, to pojąć musiała, by nie mieć swojego własnego rozumu czy rozsądku, by tak uczynić.
        Spacerowała wolno po dwóch krańcach korytarza nie wiedząc co ze sobą zrobić, muzycy, którzy jej towarzyszyli przysiedli na opustoszałych krzesłach pod jedną ze ścian co chwila, wymieniając się zaniepokojonymi i zatroskanymi spojrzeniami. Byli tak samo przejęci losem kolegi, jak ona, każdy żywił nadzieje, że w końcu uda im się ze stąd wyjść i zabrać się za kolejny problem, a mianowicie artykuł w gazecie.
        Zatrzymała się w momencie, gdy jej zmysły zaatakowała cichy dźwięk połączenia, spojrzała na Brada, który po małych trudnościach wyjął z kieszeni bluzy swojego smarthona. Patrzyła jak przesuwa zieloną słuchawkę w bok, przykładając aparat telefoniczny do ucha, nawet się nie trudził, by, odejść, by porozmawiać na osobności, panująca wokół nich cisza przerywana była jedynie szumem pojazdów z zewnątrz oraz jakimiś pojedynczymi dźwiękami wydobywającymi się z gabinetów czy pokoi przesłuchać.
        — Tak Rob? — pytał, pomimo że starał się brzmieć naturalnie jego ton głosu zadrżał niebezpiecznie — Jesteśmy wciąż na posterunku. Nic się nie wyjaśniło.Co? Powiedz Adamowi, że odmawiamy jak na razie jakiekolwiek komentarza w tej sprawie. Na razie nie ma o czym rozmawiać nic nie wiemy. Cześć.
        — Co się stało? — zapytała zaniepokojona.
        Spoglądała jak wsuwa telefon do wnętrza spodni, cichy pomruk przekleństw przedostał się przez jego rozchylone usta, a ona wiedziała, że czekając ich kolejne kłopoty tego szalonego poranka.
        — Szefowie wytwórni domagają się jakichkolwiek wyjaśnień — powiedział unosząc wzrok — Dbają o wizerunek nie chcą by ktoś taki plamił dobre imię ich wytwórni.
        — Chyba nie chcą was wywalić przez głupi artykuł, który jest blamażem — odezwała się z przerażeniem w głosie.
        Pochłonięta wydarzeniami, które się rozgrywają zupełnie zapomniała, że zespół może na tym ucierpieć i to z powodu jej durnej przeszłości i dupka, który próbuje się na niej mścić przez swoje zagrywki, może wcześnie traktowała to jako głupi artykuł nie zdawała sobie, że konsekwencje tego może pociągnąć muzycy formacji do odpowiedzialności przez swoimi szefami, jeśli mogła to tak ująć, nie mogła tego przewidzieć, teraz jedyne co mogła to ratować sytuacje przed skurwysynem, który może namieszać bardziej niż teraz.
        — Młoda tym się nie przejmuj skup się na Mike’u — czuła dłoń Phoenix’a na swoim ramieniu — Adam zajmie się szefostwem, poradzi sobie, z nie jednego syfu nas wyciągnął, my się musimy skupić na rozwianiu tej sprawy i uwolnienia naszego kolegi z więzienia.
        Nie była zbytnio przekonana do jego słów, ale co mogła zrobić, tylko uwierzyć mu na słowo i tak nie wiedziałaby, jak poradzić sobie z ich problemami więc uwagę całkowicie powinna skupić na swoich ukochanym, który od niespełna dwóch godzin wciąż jest przesłuchiwany.
        Zrezygnowana odpadła na pobliskie siedzenie, kryjąc zmęczoną twarz w dłoniach. Miała już dosyć tego wszystkiego, łgarstw, kolejnych krętactw czy niestworzonych artykułów, które miały tylko ją zbliżyć do swojego dawnego demona, jeszcze tego by jej brakowałoby zrezygnowała i poddała się bez walki. Nie lubiła się poddawać. Miała wrażenie, że znowu jest tą dziewczyną, która niczego w życiu nie osiągnie tym bardziej nie zawalczy o siebie. Była tylko cholerną marionetką w rękach losu, a nie zależną młodą kobietą, która zrobi wszystko by uporać się ze swoimi strapieniami. Zazgrzytała zębami, gdy zdała sobie sprawę, że ponownie stoi w miejscu dosłownie jak na początku swojej drogi po własne szczęście. Niespodziewanie pojawił się w jej umyśle dość nierozważny pomysł i jego realizacja może wiele ją kosztować, chciała wszystko zrobić by ten frajer się od niej odczepił. Musiała jedynie porozmawiać z Anthonym. 
        Mruknęła cicho zdegustowana, gdy zdała sobie sprawę, że nie wzięła ze sobą telefonu. Uniosła spojrzenie, wpatrując się w zielone oczy Davida, w sumie nie miała co do stracenia. Zerwała się z niewygodnego krzesła podchodząc do przyjaciela.
        — Dave pożyczysz telefon? W pośpiechu zostawiłam w mieszkaniu — pytała z nadzieją.
        On bez słowa zapytania, odnalazł w kieszeni swoją komórkę i położył na jej wyciągnięta dłoń. Podziękowała mu, odeszła kilka kroków, odblokowując ekran. Wybierając aplikacje z połączeniami, wpisała ciąg znajomych cyfr wciskając zieloną słuchawkę. Nie musiała oczekiwać długo aż Brown odbierze, odezwał się po niemal kilku sekundach.
        — Słucham kto mówi? — zapytał uprzejmie.
        — Tony to ja Julia.
        — Julia! Dziewczyno, próbuje się do ciebie od rana dodzwonić! Mów co się dzieje?
        — Wyjaśnię ci wszystko później. Musisz mi pomóc!
        — Nie Julio! Nie próbuj tego robić.
        Westchnęła cicho, zupełnie zapomniała, że jej przyjaciel ją zbyt dobrze zna i czasami potrafił wyprzedzić jej absurdalne pomysły, zanim zdążyła mu jakkolwiek o nich powiedzieć. Nie raz wyratował ją z tarpatów, w jakie wpadła.
        — Posłuchaj…
        — Nie mała! — zagrzmiał groźniej — Nie będziesz mu się podstawiać, zrozumiałaś? Chcesz by cię zabił? On jest do tego zdolny! Zrobiłaś krok w jego stronę parę lat temu teraz musisz się uporać z jego intrygami. Nie pozwolę ci ponownie wpakować się w to bagno, nawet dla głupiego ukarania go. Prędzej ja cię dostrzegę w trumnie niż jego za więziennym murem. Nie próbuj tego robić, bo inaczej wrócę do Kalifornia i dostaniesz taki chrzest bojowy, o którym nigdy nie zapomnisz!
        — Anthony to może pomoże — mówiła bez przekonania.
            — Wierzysz w to!? Bo nie słyszę to po twoim głosie. Nie pójdziesz na pewną śmierć! Już raz cię straciłem, nie zamierzam przechodzić przez to ponownie, a zapewne twoi bliscy by mnie zabili na czele z Mike' m że pozwoliłem ci na realizacje tego durnego planu. Wracaj do niego i wejście zróbcie cos z tym bagnem, bo naprawdę pojawia się coraz więcej komentarzy na wasz temat i uwierz wiele osób szydzą z was a szczególności z ciebie. Lepiej nie spoglądając do Internetu — ostrzegł ją, zanim się rozłączył.
        Słyszała po drugiej stronie ciche pikanie oznajmiające o zakończeniu rozmowy. Opuściła dłoń ze wciąż zaciśniętym telefonem, a ona ponownie z goryczą w sercu musiała przyznać mu racje, to był naprawdę beznadziejny pomysł, który mógł doprowadzić ją do grobu. Wiedziała jaką nienawiścią pała do niej jej były chłopak a sama by się mu wystawiła niczym jak na talerzu.
        Nie musiała patrzeć, by wiedzieć, że jest wyśmiewana, zapewne cała ta intryga sprawiła, że fani zespołu sądzą, że przyczyniła się do rozpadu związku jednego z ich idoli. Na niepewnych nogach wróciła do kolegów stojących nieopodal, oddała basiście jego własność i ponownie opadła na plastikowe krzesełko, opierając głowę o ścianę. Patrzyła bez wyrazu na jasny nieco pobrudzony sufit a słowa oddanego przyjaciela tłukły się w jej umyśle.
        — Julio co jest grane?
        — Nic — mruknęła, gdy dobiegło ją pytanie jednego z muzyków — Jakby mi się oberwało, gdyby zrealizowała najdurniejszy pomysł wrócenia do tego skurwiela i zmuszenia go do zaprzestania niszczenia mi i zarazem wam życia.
        Z lękiem spojrzała na stojących przed nią mężczyzn, którzy wymienili się zaskoczonymi spojrzeniami, jednak nie musiała czekać długo na reakcje, gdy jeden z nich skrzyżował dłonie na klacie, mierząc ją spojrzeniem swoich ciemnych tęczówek.
        — Zwariowałaś do reszty? Nawet nie próbuj o tym wspominać ani Chesterowi tym bardziej Mike’owi, bo nie wyjdziesz z tego cało — upomniał ją gitarzysta.
        Nie znosiła przyznawać się do porażki i ponownie w ciągu kilku minut musiała to zrobić. Jednak co miała zrobić? Jedyne co chciała to uwolnić się do swojego eks i by nie zatruwał jej więcej życia. 
        Wtedy do ich uszu dotarł dźwięk otwierających się drzwi, zerwała się szybko z fotela widząc w przejściu do pokoju lekko zadowolonego brata który żegnał się z aspirantką. Jego uśmiech wydawał się jej niestosowany w tych okolicznościach jednak zanim zdążyła się odezwać czy go upomnieć, on zjawił się przy nich z nieco dobrą wiadomością.
        — Oczyszczają go ze wszelkich zarzutów — oznajmił.
        — Uwierzyli? — nie dowierzała.
        — Tak. Dzwonili do dyrektorki sierocińca i tego twojego znajomego z Phoenix wszyscy potwierdzili, że gdy doszło niby do popełnienia przestępstwa mieszkałaś tam i nie miałaś styczności z Mike’m. Moje zeznanie utwierdzili ich tylko w przekonaniu, że to był fałszywe doniesienie — wyjaśnił.
        Czy jej ulżyło? Czuła się cholernie szczęśliwa, że im się udało wyciągnąć z tego Mike’a. Wiedziała, że gdyby nie uwierzyli osobą, z którymi rozmawiali mieli znacznie więcej świadków, którzy mogli potwierdzić ich wersje zeznać. Jednak obyło się bez tego i mogli teraz spokojnie naprawiać wszystko z opinią publiczną, choć wiedziała, że to nie będzie takie łatwe.
        — Wypuszczą go?
        Widziała jak delikatnie skinął głową, a jej usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. Nie dało się nie zauważyć, że jego kolegą też zadowoliła ta wiadomość, mogła jedynie patrzeć jak Dave odchodzi od nich unosząc telefon do ucha, zapewne dzwonił do Bourdona z najnowszymi informacjami, a oni jedynie mogli czekać na swojego przyjaciela.
        Minuty oczekiwania zupełnie się opłacili, gdy na końcu korytarza zobaczyli swojego przyjaciela w towarzystwie policjanta, który wcześniej go aresztował, nawet nie starał się ukrywać jak bardzo był zadowolony, że wreszcie ten koszmar się skończył. Pożegnał się z funkcjonariuszem, który zniknął w pobliskiej Sali, a on pokonał dzielącą ich odległość, od razu podchodząc do ukochanej. Mogła jedynie czuć jego dłoń na swojej talii, gdy objął ją ramieniem, zaciskając palce na jej boku, skradł jej szybkiego całusa.
        — Naprawdę spotkam go ponownie to go zabije — mruknął gniewnie, gdy opuszczali komisariat.
        — Mike odpuść — upomniała go dziewczyna — Najważniejsze, że to się wyjaśniło.
        — A ja wam mogę tylko podziękować, że się za mnie wstawiliście.
        — Stary od tego są kumple, zawsze cię poratujemy — odparła Chester, opierając się o maskę swojego samochodu — Tylko wciąż nie rozumiem, jaki był cel tych intryg.
        — A jak myślisz braciszku? Kentowi się nie podoba, że spotykam się z Mike’m — odezwała się Julia, opierając się o ramię ukochanego — Próbował go nastraszyć wysyłając zdjęcia, które miały mnie oczernić w jego oczach i ukazać, że spotykam się z nim tylko dla pieniędzy, bo jestem tylko panią na jedną noc. Już raz to zrobił. Udało mu się przestraszyć Justina, myślał, że z nim będzie tak samo, że się zlęknie, a ja wrócę do niego spod kulonym ogonem wierząc, że tylko on da mi szczęście. Nie muszę nawet się z nim widzieć, by wiedzieć, jaki ma cel w oskarżeniach Mike’a. Myśli, że ta intryga doprowadzi do naszego rozstania, jednak się myli. Sądzę, że nie raz da się nam wyznaki a mi w szczególności — dokończyła swój monolog.
        — Młoda jak ty mogłaś się z takim skurwysynem spotykać — westchnął wokalista.
        — Zadaje sobie to pytanie każdego dnia jak byłam nierozsądna wiążąc się z nim — odpowiedziała szczerze — Płace teraz za swoją nie frasobliwość, Anthony mnie ostrzegał, że to się źle skończy nie posłucham się go i teraz muszę rozplątywać to, co napsuł mój były. Mogłam wszystko znieść to, że mi groził, pobił mnie czy w jakiś sposób mi zaszkodził, jednak posunął się o krok za daleko mierząc w was. Nigdy nie chciała doprowadzić do takiej sytuacji, a to uczyniłam. Wybaczcie. 
        — Nie masz za co przepraszać maleńka — odparł Dave — Nie mogłaś tego przewidzieć.
        Skinęła jedynie głową zrezygnowana.
        — Czas zająć się teraz światem i wyjaśnić co nieco. Nie ma już sensu bym się ukrywała skoro wszyscy już o mnie wiedzą — powiedziała spokojnie — Mike…
        — Ujawniamy nasz związek — dokończył.
        — Jesteście tego pewni? — wtrącił się gitarzysta.
        — Brad nie sądzę, by dalej to ciągnąć. Może w innych okolicznościach dalej bym się ukrywała, ale szczerze wole być posądzana, że spotykam się z Mike’m nie przez co, że rzekomo rozwaliłam jego małżeństwo tylko chce by wiedzieli, że zaczęliśmy się widywać dużo później po rozwodzie — mówiła, po czym nieco zniżyła glos — Choć nie chciałam, by to tak się stało. Nie mam wyboru.
        Zakończyli swoją dyskusję w chwili, gdy na podjazd wjechał pojazd policyjny, żegnając się, umówili się na późniejszą godzinę, by spotkać się w kręgu pozostałych muzyków na obiedzie. Przeszła przez parking, podchodząc do stojącego przy wjeździe samochodu. Ścienęłą do kieszeni bluzy, wyjmując z wnętrza kluczyki, z zawieszką ścigacza. Odblokowała zamek w samochodzie, stając przy nim. Otworzyła drzwiczki, wchodząc do środka.
        — Jesteś przekonana, że chcesz to zrobić w taki sposób? — odezwał się Mike, który siedział przy jej boku spoglądając na nią niezbyt przekonany jej pomysłem.
        — Mamy inne wyjście skarbie? Wolę przerwać milczenie niż by świat sądził, że spotykaliśmy się, zanim twój związek z Taylor się rozpad i by mnie oskarżyli, że się do tego przyczyniłam. Sądzę, że Clark przyszykuje coś następnym razem, z czym byśmy się nie uporali skandal rodził, by kolejną aferę, ja nie chce by wasz zespól na tym ucierpiał więc wole już się pokazać i powiedzieć szczerze że jestem twoją dziewczyną niż żyć w kłamstwie.
        Patrzył na nią z lekkim uśmiechem przez jego umysł przemknęła jedna myśl. Pomimo tak młodego wieku Julia wykazała się niesamowitym hartem ducha i determinacją i nawet teraz dla dobra wszystkich była skłonna ujawnić się całemu światu niż uciec w popłochu. Zachowała się rozsądniej od nie jednej bardziej dojrzałej osoby na jej miejscu.

✰✰✰

       

        No i znowu uległam namowom i rozdział w poniedziałek.
        Dobra co do ostatnich wersetów rozdziałów chce wam wyjaśnić czemu oni zdecydowali się powiedzieć światu o swoim związku. Chcieli w ten sposób uratować dobre imię Mike'a, a przede wszystkim nie chcieli, by uznano Julie za „kochankę, która rozbiła małżeństwo". Chcieliby jej nazwisko było źle kojarzone dlatego zdecydowali się na taki krok by potem Julia nie była traktowana za kobietę, która rozbiła czyjeś małżeństwo.
            Do zobaczenia w sobotę. 

Saturday, October 31, 2020

II 28 — MEDIALNY SZUM

        Otulona ciszą styczniowego poranka, wdychała subtelny woń wanilii, która wypełniła jej sypialni. Uśmiechnęła się rozmarzona, przywodząc na wspomnienia wydarzenia poprzedniej nocy, czuła jak jej blade policzki nabierają ciemnego odcienia, a ona nie mogła skryć drzemiącej jej radości, przebłysk upojnych chwil majaczyły w jej umyśle. Westchnęła cicho, nie mając nawet ochoty, się podnosił, była to ostatnią rzeczą, jaką by chciała tej niedzielnego przedpołudnia, było jej zbyt dobrze by przerwać jej relaks. Zasłużonego odpoczynku, bo pracowitym tygodniu.
        Wciąż nie mogła uwierzyć, jak jej życie się poukładało, zaczynając od zakupu mieszkania, które spełniało jej kryteria, gdzie mogla czuć się swobodnie i bezpiecznie z nadzieją, że przyszłość przyniesie jej tylko dobre chwili, jednak nie była taką naiwną osobą, która mocną stąpała po ziemi i dobrze wiedziała, że półki jeden chłopak nie wyląduje za kratami więziennego muru, nie będzie mogła w pełni powiedzieć, że czuje się wolna. Skłamałaby, gdy powiedziała, że na każdym kroku nie czuje się zaniepokojona o utratę własnej egzystencji, bo wprowadziłaby w błąd, odczuwała w jakimś stopniu, czuła się bezpieczna, jednak wiedziała, że to się wkrótce skończył.
         Westchnęła cicho rozczarowana samą sobą, nie miała już o tym rozmyślać, jednak wciąż to robi. Jednak często dopadły ją te myśli, gdy jej umysł nie był zajęty jakimiś pilniejszymi sprawami czy choćby głupotami. Dlatego żyła teraz w pewnym stopniu w pośpiechu nakładając na swoje barki tak wiele obowiązków. Wiedziała, że wtedy będzie skupiona na wykonania zadania, a nie gnębienie samej siebie. Camila odradzała jej takiego posunięcia, gdy wspominała, jej co robi, by się z tym mierzyła i owszem robiła to, lecz nie chciała zwariować i psycholog dobrze o tym wiedziała.
        Mogła powiedzieć, że po tych tygodniach spędzonych na sesjach 
terapeutycznych w jakimś stopniu czuje się pozbawiona jakieś ciężaru. Głazu, który ją przytwierdzał, do położyła, jakby się go pozbyła raz na zawsze. Wiedziała jak walczyć ze swoimi napadami lękowymi, a przede wszystkim znała powód ich się pojawienia, teraz mogła to w sobie zwalczyć, pokonując te pieprzone demony. 
Przylgnęła ufnie do ciała śpiącego u jej boku Michaela, który nawet nie śmiał się odwrócić, śnił spokojny snem, jakby otaczający świat go nie obchodził. Patrzyła z delikatnym uśmiechem, jak odwraca się na bok, przygarniając ją jeszcze bliżej swojego ciała, co jeszcze bardziej ją rozczuliło. Nie miała serca ani ochoty go budził, wyglądał na zbyt spokojnego podczas snu, był zupełnie jak ona, lubił w wolne dni, treściwie odpocząć zbierając siły na kolejne wyzwania następnego tygodnia, jednak u niej było to znacznie gorsze. Próbowała walczyć z tym leniwym duszkiem wewnątrz swojego ciała, jednak im bardziej próbowała go zwalczyć, on uparciej się jej trzymał. Pozostanie chyba to w jej naturze. O ile nikt się na nią nie skarży i nie zawala spotkań, mogła z tym żyć.
        Uniosła się na dłoniach, przytrzymując przy swoim ciele skrawek satynowej pościeli. Rozejrzała się z uwagą, próbując odnaleźć swoją narzutkę. Dostrzegła ją porzuconą na podłodze. Schyliła się po nią, chwytając jej krawędź, podsunęła ją do siebie, pospieszenie nasuwając na swoje nagie ramiona. Odrzuciła ostrożnie na bok kołdrę, wydostając się z objęć ukochanego, który wciąż pogrążony był w swojej własnej krainie fantazji.
        Uniosła się, zakrywając się szczelniej materiałem szlafroku, skutecznie się pod nim kryjąc. Wiążąc kokardkę na swoim boku, wolnym krokiem opuściła sypialnie z nadzieją, że nie zdoła nikogo zbudzić. Pomimo wczesnej pory, która panowała, wolała uniknąć rozgoszczonych kotów, które wręcz nie znosiły, jak się je budzi, zupełnie jak jej psia przyjaciółka, o ile Mike ze spokojem przyjmował jej pobudki, nie mogła powiedzieć tego o swoich czworonogach.
        Schodząc ostrożnie po jasnych stopniach apartamentu, przystanęła przy ich końcu, spoglądając na trójkę zwierzęcych kolegów, którzy rozłożeni na kanapie spali przytuleni do siebie, nie mogła powstrzymać zachwytu, gdy na to spoglądała. Przyglądała im się przez dłuższą chwile, po czym przeszła przez salon wspinając się po stopniach pokoju dziennego. Chwyciła jeszcze w pośpiechu porzucony telefon na stoliku. Weszła do kuchni, podchodząc do jednego z blatów. Zerknęła ukradkiem na pojemnik z wodą w ekspresie miała nadzieje, że nie będzie musiała go wypełniać. Zadowoliła ją ilość wody, po czym wcisnęła jeden z przycisków, włączając urządzenie.
        Nie mając nic ciekawszego do roboty, oparła się o krawędź blatu, jednym ruchem odblokowując ekran smarthona. Zaniemówiła, gdy dostrzegła ilość nieodebranych powiadomień z portali społecznościowych, owszem była przyzwyczajona, że jest osobą publiczną jednak nigdy nie miała tak ogromnej ilości, jaką widziała tego poranka. Czuła się coraz bardziej zaniepokojona, gdy przejechała palcem po ekranie odczytując wiele oznaczeń siebie na Twietterze i MySpace. Coś tu wyraźnie nie grało. Nie była aż tak bardzo wymieniana, owszem robili to jednak przeważnie jej przyjaciele lub randomowe osoby, a tutaj widziała również kont jakichś gazet plotkarskich.
        Lekko zaniepokojona weszła do jednego z tych twettów i oniemiała, gdy dostrzegła również oznaczonego Mike’a w tych wiadomościach. Prześledziła spojrzeniem tekst, który wprawił ją w osłupienie. Było tam parę pytań co do jej związku z muzykiem.
        — Co tu się dzieje? — nieomal krzyknęła, gdy to ujrzała.
        Wyszła na główną stronę, śledząc kolejne wpisy. Widziała tam mnóstwo pytań, komentarzy tych pochlebnych i ją oczerniających, jednak najbardziej skupiła się uwaga, na którego muzyku wzywali do wyjaśnień. Nic z tego nie rozumiała. Zamknęła aplikacje, zamiast wejść do elektronicznej gazety ona wybrała numer swojego brata, z nadzieją, że on widział, co się dzieje i jej wyjaśni, dlaczego wraz z Shinodą jest proszona o zabranie głosu w sprawie jakiegoś artykułu.
        Przyłożyła telefon do ucha, z niecierpliwością oczekując na połączenie. Słyszała drugi dźwięk połączenia, mamrotając cicho by odebrał przyjęła z ulgą jego głos po drugiej stronie aparatu.
        — Chester wiesz, co się dzieje? Mam zawalony cały telefon powiadomieniami.
        Nawet się nie przywitała, była cholernie zdenerwowana tym niecodziennym wydarzeniem, dobiegł ją jego ciężkie westchnięcie, zanim odpowiedział.
        — Wejść na stronę Rolling Stone!
        Nie zadając niezbędnych pytań, sięgnęła po porzucony na braku telefon ukochanego. Odblokowała go, po krótkich poszukiwaniach, odnalazła interesującą ją stronę. Stanęła osłupiała, gdy spojrzała na nagłówek artykułu, jej dłoń drżała ze zdenerwowania, gdy prześledziła w pośpiechu felieton jednego z dziennikarzy.
        — Co!? — wrzasnęła.
        — Od rana świat tym żyje — starał się być spokojny, jednak wyczuła po jego tonie, że sam jej potwornie wkurzony — W wiadomościach niemal cały czas o tym mówią. Przed momentem rozmawiałem z Adamem. Mówi, że na konto zespołów wciąż spływają pytania, czy komentarze. Stara się to zatrzymać, jednak nie daje sobie z tym rady.
        — To jest jakieś kłamstwo! — mówiła wzburzona.
        — Wiem młoda, ale musisz zrozumieć, to jest pożywka dla gazet plotkarskich, kto się nie zaciekawi takim smakowitym kąskiem i to tego, jak wspomnieli potwierdzoną wiadomością.
        Przeklęła głośno, nie mogąc powstrzymać kolejnych złośliwych epitetów, które popłynęły przez jej lekko zaciśnięte usta, spoglądając na wielki tytuł „Spał z małoletnią. Prawda o muzyku formacji Linkin Park”. Zacisnęła mocniej palce na jasnej obudowie komórki swojego partnera, nie mogąc wciąż uwierzyć, że to się dzieje.
        — Braciszku będę kończyć, muszę to pokazać Mike’owi.
        — Powodzenia.
        Nawet się nie uśmiechnęła, bo tak naprawdę ostaniom rzeczą jakby by chciała to się cieszyć. Zakończyła połączenie, odrzucając na jasny blat telefon, ówcześnie wyłączając wciąż nagrzewające się urządzenie. Niemal biegiem pokonała dzielącą ją odległość od swojej sypialni, nie zważając na fakt, że wszyscy domownicy śpią, dopadła drzwi pokoju, wchodząc z impetem do środka. Wdrapała się na łóżko, nawet nie przykuwając uwagi, jak jej satynowa narzutka delikatnie się uniosła.
        — Mike — chwyciła go za ramię — Mike skarbie, obudź się — potrząsnęła delikatnie jego ramieniem, starając się go sprowadzić na ziemię, jednak nic nie skutkowało, zdesperowana wrzasnęła — Shinoda pobudka!
        Patrzyła, jak zerwał się przestraszony, widziała jego rozbiegany wzrok, gdy szukał sprawcy tak nagłej pobudki, gdy jego spojrzenie zatrzymało się na niej, miał się już odezwać, jednak ona wcisnęła mu w dłoń komórkę z odpalony wciąż wywiadem.
        — Kurwa co? To jest jakiś nieśmieszny żart? — popatrzył na nią z nadzieją.
        Pokręciła przecząco głową, utwierdzając go jedynie w przekonaniu, że wciąż nie śni jakiegoś koszmaru, to działo się naprawdę. Tajemnica, którą tak skrycie utrzymywali przez tak wiele miesięcy, wyszła na światło dziennego. Gorzej tego, ten artykuł jawnie go znieważ i oczerniał o przestępstwo seksualne. Nie mogła powiedzieć, że oboje do tego doprowadzili, bo naprawdę wtedy to już byłaby kpina. Chronili siebie jak tylko potrafili, by nikt nie dowiedział się o ich związku, a tymczasem ktoś podsunął brukowca znakomity kąsek, w którym mężczyzna został tak brutalnie oskarżony, o której rzecz się nie dopuścił.
        — Posłuchaj, rozmawiałam z Chester’m, w dzienniku już o nas mówili.
        — Kto mógł się do tego dopuścić, by coś takiego wysłać? — pytał, śledząc z uwagą dalszą część felietonu.
        Niemal nie upadła na miękkie materac, gdy przywiodła w pamięci jedno ze zdarzeń, które mogło teraz wpakować ich w tak problemy, tylko jedno imienia wciąż boleśnie odbijało się w jej umyśle, niemal utwierdzając ją w swoich domysłach, kto mógłby być na tyle wyrachowany, by doprowadzić do takiego skandalu.
        — Clark — odezwała się cicho.
        — Myślisz, że to on?
        Spojrzała na niego nieustępliwie, a błękit jej oczu przykrył nagle sztorm na otwartym morzu, cień, który był przed momentem tak jasny, teraz z każdą sekundą przybierał na swojej barwie.
        — Mike mówiłam ci, że jest on zdolny do wszystkiego, tylko po to, by osiągnąć swój cel? Nie zląkłeś się jego głupich gróźb oraz stanąłeś w mojej obronie, to wiedział, że nie załatwi cię w taki sposób. Znalazł inny, dowiedział się, kim jesteś i jak jesteś postrzegany w mieście i artykuł gotowy.
        — Coś mi się jednak tutaj nie podoba. Jeśli dobrze zrozumiałem z tego artykułu, wspominają, że spotykałeś się z tobą, gdy miałaś piętnaście lat, jednak ja wtedy byłem jeszcze w związku z Talyor.
        — Skarbie pomyśl, to jest wspaniała pożywka dla gazet. Mogę snuć podejrzenia, że teraz dopiszą sobie informacje do braku wzmianki o powodzie waszego rozwodu i uznają, że ty ją zdradziłeś ze mną.
        Nawet nie śmiała go upomnieć, gdy po pomieszczeniu rozniosły się jego głośne przekleństwa, nie była zdumiona jego zachowaniem, ona sama przyjęła w podobnym sposób, o ile w jakimś stopniu zdołała się opanować, to wciąż kipiała od złości, teraz jednak bardziej jej frustracje była skierowana na intrygi jej byłego. Nie musiała zgadywać, by wiedzieć, że to Kent dopuścił się tego cholernego plagiatu, tylko po to by się poddała i poszła do niego, z przeprosinami tym samym wylewając wiadro pomyj na muzyka. Wiedziała, że jest zdolny do wszystkiego, lecz to była już przesada. Jej nienawiść do niego wzrosła jeszcze bardziej.
        Pogrążona w swoim chaotycznych rozmyślaniach nie dosłyszała cichego dźwięku powiadomienia, który dobiegł z komórki jej ukochanego. Patrzyła, jak odczytuje wiadomość, zmarszczył brwi, jakby nie rozumiał jej treści. Wtedy wręczył w jej dłonie swojego smarthona a ona mogla dostrzec ciąg cholernie znajomych cyfr, które ukazywały się w numer osoby, z którą miała nadzieje, nigdy nie ujrzy, jednak co najbardziej ją przeraziło to krótki liścik elektroniczny. Z lękiem uniosła głową, spoglądając w oczy swojego ukochanego.
        — Mike — jej głos zadrżał z niepokoju — To on!
        — Jesteś pewna? — pytał.
        — Poznam ten numer na końcu świata, nie mogę go pomylić z nikim innym.
        Nie mogła jednak dokończyć, gdy po mieszkaniu rozniósł się głośniejsza melodia dzwonka do drzwi, odwróciła głowę w stronę wyjścia z sypialni. Nie spodziewała się dziś żadnych gości a tym bardziej o tak wczesnej porze.
Odrzuciła na ciemną pościel białego iphona, po czym wydostała się z narzutki, którą była splątana, przechodząc bosymi stopami po chłodnych parkiecie, pognała szybko do drzwi, gdy usłyszała poszczekiwanie Junki z salonu. Wspinając się na podwyższenie podeszła do ciemnych skrzydeł. Przekręciła jeden z zamków, uchylając drzwi. Spojrzała oniemiała na stojących w progu funkcjonariuszy policji.
        — W czym mogę pomóc? — zapytała z drżącym w piersi sercem.
        Miała coraz więcej obaw oraz wątpliwości, które nią targały, przecież nie zrobiła nic niezgodne z prawem, to dlaczego na progu jej drzwi stoi dwóch komisarzy policji z uniesionymi w dłoniach odznakami.
        — Jestem komisarz Nort, a to aspirantka Brownder — patrzyła, jak mężczyzna zamyka dokumenty — Poszukujemy Michaela Shinody, jeśli dobrze się udało nam dowiedzieć, przebywa u pani.
        — Tak to prawda, ale o co chodzi?
        — Proszę po niego pójść — słyszała niemal naglący głos policjantki.
        Bez słowa przeszła przez korytarz, zeszła do salonu gdzie maltańczyk bawił się w najlepsze jedną ze swoich piłeczek. Czuła jak jej nogi z każdym krokiem odmawiają posłuszeństwa, jakby nie wiedziały jak chodzić, a umysł wypełnia się wieloma pytaniami, czy domysłami a przede wszystkim nękało ją przeświadczenie, że dzisiejszy poranek nie zakończy się spokojnie.
        — Mike — zawołała z wejścia.
        Pchnęła drzwi sypialni, o niemal nie zderzając się z ukochanym. Zlustrowała go spojrzeniem swoich jasnych tęczówek, widziała, jak naciąga na siebie swoją ulubioną koszulę. Widziała jego zdumione spojrzenie na sobie, gdy dostrzegł przerażenie na jej twarzy.
        — Skarbie czy coś nie tak? — zapytał zatroskany.
        — Jest gorzej, niż mogliśmy przewidzieć — mówiła ze ściśniętym gardłem —         Policja czeka na dole, chcą cię koniecznie widzieć.
        — Zaraz to wszystko wyjaśnimy, choć.
        Objął ją ramieniem, schodząc po stopniach, widziała przemykającą obok jej stóp Cindy, która zapewne biegła do jej sypialni, by tam odpocząć od hałaśliwego brata i psiej przyjaciółki. Widziała stojących przy barierce funkcjonariuszy sprawiedliwości, który stali wyprostowani, z założonymi za plecami rękami.
        — Pan Michael Shinoda? — odezwał się komisarz.
        — Tak, czy coś się stało? — zapytał, przystając nieopodal pary policjantów.
        — Jest pan aresztowany, pod zarzutem współżycia z nieletnią poniżej piętnastego roku życia — oznajmiła aspirantka.
        — To jest jakaś pomyłka — wtrąciła się dziewczyna, robiąc krok do przodu — Czy mogłabym wiedzieć, kto to zgłosił przestępstwo?
        — Nie możemy poddać takiej informacji. Richard zabieraj go! — ponagliła kolegę.
        Widziała, jak mężczyzna wyjmował za pasa kajdanki. Mogła się jedynie przyglądać, jak na jej oczach zakuwając jej ukochanego w kajdanki i niemal siłą wyprowadzają z mieszkania. Stała, wpatrując się w przymknięte drzwi, przez moment nie mogło do niej dotrzeć, co się właśnie stało, jednak zamiast wpadając w rozpacz czy gniew, ona wiedziała, że musi zrobić wszystko by wyciągnąć go z tego syfu, w który wpakował go jej były chłopak.
        Odwróciła się przez ramię, niemal biegiem szła do skrytej za ścianką kuchni, gdzie porzuciła swój telefon. Ujęła go między palce, bez zastanownia go odblokowując, weszła w pośpiechu w listę kontaktów, wybierając interesujący ją numer. Przyłożyła telefon do ucha, przechodząc ponownie przez pokój dzienny. Wspinając się po schodach, dobiegł do niej wciąż zaniepokojony głos brata:
        — Chester zabieraj się! Potrzebuje cię! Przyjeżdżaj na posterunek policji — mówiła pośpiesznie.
        Wchodząc do swojej sypialni, dostrzegła kotkę, która rozradowana ułożyła się na oparciu szelągu, przeciągnęła się i przymknęła swoje niebieskie ślepka. Nawet ją nie obchodziło co się wokół niej dzieje i tego jej zazdrościła. Nie tracąc trzeźwości umysłu, pokonałą opór ciemnego skrzydła, wpadając niemal jak burza do swojej garderoby.
        — Co się stało? — pytał zaskoczony.
        — Aresztowali Mike’a — wytłumaczyła zdawkowo — Postawili mu zarzuty, muszę go z tego uwolnić.
        — Jak to go zatrzymali? — słyszała jego podniesiony głos po drugiej stronie. 
        — Kurwa Chester oni myślą, że spał ze mną, gdy miałam czternaście lat. Musimy to rozplątać, zanim te hieny się o tym dowiedzą! Rozumiesz tego powagę sytuacji!
        W następnej chwili słyszała tylko długi sygnał po drugiej stronie, co oznaczało, że zakończył rozmowę i była wręcz przekonana, że się tym przejął zawsze był blisko z Shinodą i nie trzeba było powtarzać dwukrotnie, by jednej pomógł drugiemu, zawsze robili wszystko by wykręcić siebie z problemów, czy szamba, w które wpadli.
        Wsuwając przez głowę jakąś koszulę, nawet nie przejęła się, by dopiąć ostatnie guziki, wiązała niemal w biegu włosy w niedbałego kucyka. Nie miała teraz najmniejszego czasu dbania o swój wygląd, bo było to teraz najmniej istotne. Odnalazła klucze od samochodu i mieszkanie, nawet nie trudząc się zabierać telefonu, teraz nie miały one znaczenia. Musiała jak najszybciej pojawić się na policji i odkręcić to, co ten skurwysyn zrobił.
Gnając przez korytarz, trąciła ramieniem jakąś sąsiadkę, która furknęła na nią obrażona, nie trudziła się z jej przeprosinami, wbiegła do zamykającej się już windy, stając twarzą w twarz z Alice.
        — Julia? Co się dzieje? Czemu była u ciebie policja i o co chodzi z tym artykułem? — pytała koleżanka wyraźnie zmartwiona.
        — Alice nie mogę teraz gadać.
        Winda stanęła na podziemnym parkingu, a ona niemal wybiegła z maleńkiego pomieszczenia, odwróciła się jedynie przez ramię, krzycząc do ogłupiałej nieco koleżanki.
        — To są kłamstwa, nie wierz w to!
        Wyjeżdżając z garażu, ucieszyła się, że nie było żadnych aut na podjeździe, jeszcze jej tego brakowałoby, musiała czekać, aż jej sąsiedzi łaskawie zdecydują się wjechać czy też odwrotnie opuścić osiedle. Przejechała przez otwierającą się bramę, wyjeżdżając na jedną z bocznych dróg. Jechała z zawrotną szybkością, łamiąc po drodze wszelkie zakazy czy nakazy, na jej szczęście budynek znajdował się stosunkowo blisko, więc nawet nie musiała wjeżdżać na autostradę.
        Z piskiem opon zajechała pod posterunek policji, zajmując jedno z wolnych miejsc. Opuściła pojazd, w momencie, gdy na podjeździe dostrzegła czarnego kabioleta swojego brata, zamknęła pojazd, odczekała moment na piosenkarza, który znalazł się przy niej niemal kilka sekund później.
        — Młoda co jest grane? — pytał.
        — Rano pojawiła się u mnie policja, zatrzymali Mike’a pod zarzutem spania z nieletnią poniżej piętnastu lat. Pytałam, kto wniósł oskarżenie, jednak nikt nie udzielił mi informacji — wyjaśniła.
        Przechodząc przez próg budynku, dostrzegli wąski hol umalowany w ciemnych odcieniach zieleni, barwy, która niemal przybierała na wymioty, ściany zapełnione były tablicami informacyjnymi, czy innymi niepotrzebnymi plakatami jednak oni nie skupiali się zbytnio na szczegółach, szli do przed siebie, mając jeden cel. Rozwiązać łańcuch dzisiejszych zdarzeń.
Chociaż wiedziała, że ostatni czas był za spokojny i miała wiele obaw i pytań, kiedy jej były da, o sobie znać to niezbyt się tym przejmowała dopiero teraz zrozumiała, że popełniła fatalny błąd, ignorując wszelkie przesłanki, których tak naprawdę nie było. Wydarzyło się to tak nieoczekiwanie, że nikt nie mógł tego przewidzieć.
        Dostrzegła w oddali policjantkę, która ją dziś nawiedziła, chwyciła brata za przed ramię i pociągnęła w stronę kobiety, która rozmawiała ze swoją koleżanką.
        — Może mi pani powiedzieć, co tu się dzieje i dlaczego aresztowaliście mojego chłopaka? — zagrzmiała.
        Widziała, jak kobieta odwraca się ku niej, trzymając w dłoni jakąś teczkę, nie spoglądała na nią, skupiła spojrzenie na policjantkę, która ze stoickim spokojem, odpowiedziała.
        — Proszę się uspokoić — upomniała ją — Pani partner został aresztowany, bo na posterunek wpłynął wniosek o popełnieniu przestępstwa. Naszym obowiązkiem jest to wyjaśnić.
        — Chciałabym, wiedzieć kto wniósł skargę — zażądała.
        — Nie mogę udzielić takich informacji, jednak proszę za mną. Musi pani złożyć zeznania w sprawie. Jest pani kluczowym światkiem — oznajmiła.
        Podążyła za aspirantką, która poprowadziła ją do jednego z pobocznych gabinetów. Zaprosiła gestem dłoni do środka i nakazała usiąść. Niechętnie przysiadła na skraju niewygodnego krzesełka wpatrując się w funkcjonariuszkę. 

✰✰✰



        Rozdział nieco krótszy.
        Jestem ciekawa jak go odbierzecie i czy spodziewaliscie się takiego zwrotu akcji. Jak myślicie Julce uda się wyciągnąć Mike'a z kłopotów?
        Mam do was jedną sprawuszkę. Czy bylibyście zainteresowani bym wstawiła wam przed moimi notkami, króciutki fragmnet nastepnego rozdzialu? Takie jednoakapitowe? 
        Widzimy się za tydzień a ja idę kończyć scenę którą maltretuje od początku tygodnia.