— Zaczekaj!
Usłyszała nawoływania za swoimi plecami, jednak ona z premedytacją go ignorowała. Doskonale znała tę barwę głosu i wiedziała, kto za nią idzie i to właśnie z nim nie miała mieć chęci rozmawiać. Gdy tylko mógł gdy zdarzała się taka okazja, chociaż było ich stosunkowo nie wiele, bo starała się chodzić zupełnie inną drogę, tak by nie mogła swoich kroków skrzyżować właśnie z nim, to jednak były takie chwile jak ta gdy została wręcz przymuszona, przyjść do studia, tylko po to by przynieś Mike kilka ważnych papierów, które zapomniał zabrać z domu.
Próbowała się z tego wymigać, nakłonić go do tego by sam przyjechał do mieszkania i je zabrał, jednak jak tłumaczył, miał dużo pracy, a z racji, że skończyła dziś wszystkie zajęcia, które miała, bo część ćwiczeń została odwołana z powodu kontuzji wykładowcy, mogła wyjść wcześniej. I takim sposobem nakłonił ją do tego, by przyjechała do wytwórni z kilkoma plikami zapisanych papierów, by je mu przekazać.
Pisała do niego, by wyszedł na zewnątrz, by spotkali się na korytarzu, bo chciała uniknąć wejścia do środka i o ile na to poszedł, to niestety ze studia wyszedł on i wręcz zaczął za nią iść i błagać o chwile rozmowy, której naprawdę nie chciała.
— Nadal zamierzać, traktować mnie jak mglę? — spytał za jej pleców.
— A czego ty ode mnie oczekujesz? — odezwała się niemal sfrustrowana.
— Na moment się zatrzymasz.
Nawet nie spostrzegła momentu gdy wręcz doszedł prędkim krokiem do niej i złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. Momentalnie jednak wyrwała się z jego uścisku i wręcz syknęła na niego, bo nie przepadała za takimi nieoczekiwanymi momentami gdy ktoś ją dotykał. Owszem dobrze widziała z kim, się właśnie mierzy, było to jednak zupełnie bez znaczenia.
Nikt nie miał prawa jej dotykać bez jej ówczesnej zgody, a ona zdawała sobie sprawę, że próbował zwrócić na siebie uwagę.
— Zostaw mnie! — wysyczała cicho, lecz w ciszy, która między nimi zapanowała, dało się słyszeć każdy najdrobniejszy szelest. — Co ty sobie wyobrażałaś, że zgodzę się na to, by rozmawiać z tobą? — dziwiła się.
— Julio nie rozmawiasz ze mną od ponad dwóch lat — zauważył.
Widziała w jego oczach ból, który widywała za każdym razem, gdy tylko w taki sposób go traktowała. Inaczej jednak nie potrafiła. Mogła teraz być rozkapryszoną nastolatką, chociaż już dawno nie była, jednak miała swoje zasady, których się wystrzegała, a ktoś to je łamie kończy właśnie w taki sposób jak on.
— Czy ja prosiłam o wiele? — wyrzuciła w jego kierunku, przygarniając mu. — Oczekiwałam wiele? Chciałam z tobą porozmawiać i ci wyjaśnić całą sytuację z mojej perspektywy co wtedy powiedziałeś! — naciskała na niego.
— Julio…
— Co wtedy mi wykrzyczałeś? — drążyła.
Zapadła między nimi dość napięta cisza, której przez moment żaden z nich nie miał odwagi nawet przerwać. Wpatrywali się w siebie, ona z nieufnością i wręcz ze wstrętem i niechęcią, on z bólem, poczuciem winy oraz smutku. Stali dokładnie w tym samym miejscu, w którym przed laty ich więź została nadszarpnięta w dość poważny sposób by potem po paru dniach zniszczona za murami więzienia.
Brzmiało to dosyć irracjonalnie, jednak taka była prawda, to właśnie tutaj, wszystko się zaczęło i najwyraźniej nie było szans na to, by w końcu się to skończyło. Poczucie bólu, które tkwiło w niej, było zbyt silne, niż zwyczajny jego żal gdy tylko na niego patrzyła. Nie kłóciła się, z tym że może tego nie żałować, jednak to rozżalenie utkwiło jej na tyle głęboko w sercu, że nie zdołała o tym tak po prostu zapomnieć.
— Właśnie, wolisz milczeć niż to powiedzieć — wyrzuciła w jego kierunku.
— Wciąż jesteś na mnie zła i to absolutnie rozumiem, ale sama…
— Nie przytaczaj mi sytuacji, że nie powiedziałam ci o ślubie z Ricardo, bo to zupełnie nie inna karta. Do cholery ty się mnie wyrzekłeś. Obiecywałeś mi ze nigdy mnie nie zawiedziesz, cholera zaufałam ci jak mało komu — wyrzuciła mu. — Wiesz nawet sam aspekt wyparcia, nie byłby tak bardzo dla mnie krzywdzący niż to, że śmiałeś i miałeś czelność przyznać, że twój ojciec miał racje w stosunku do mnie. Człowiek tak mocno zdemoralizowany, że dopuścił się pogwałcenia prawa, porwania i okazania się jebanym hipokrytą. Bo owszem mnie się pozbył, ale córeczkę ze swoją kochanką wychowuje. I myślałem, że jesteś inny, że masz na tyle zdrowego rozsądku, ale jak widać, się myliłam.
— A myślisz, że nie było to dla mnie podejrzane i dziwne twoje zachowanie na trasie i mogło ono wzbudzać podejrzenia. Nie wiedziałem, czym się wtedy kierujesz…
— I to potem dało ci prawo, by po prostu jak by to delikatnie rzecz ująć: pozbyć się problemu — powiedziała z goryczą.
Frustrowało ją w tej sytuacji, że obiecała zachować klauzulę milczenia, o ile to nie brzmi dość głupio, to jednak zadeklarowała się nie zdradzać nikomu tego, co działo się na trasie oraz tego co się dowiedziała. Rozumiała, że Mike się bał, to wręcz oczywiste i normalne, że odczuwa się niepokój i strach po takich przeżyciach. Sama musiała się z tym zmierzyć, jednak uważała, że powinien się przełamać i powiedzieć osobą, które były mu najbliższe o tym, że stał się ofiarą przemocy domowej.
Pojmowała, żerozmawianie zwłaszcza przez mężczyznę o tak traumatycznych wydarzeniach, do których wiele kobiet nie potrafiło się przyznać czy zgłosić swoich oprawców na policje. Jednak w tym całym anbaransie to ona najbardziej na tym cierpiała, bo jej milczenie kosztowało ją znaczącą utratę wiarygodności. Miała pojęcie o tym, że jej zachowanie mogło być dziwne wręcz zaskakujące, ale wtedy kierowała się jak najlepszymi i szlachetnymi celami. Nie robiła nic, co mogło sprawić, że zachwiano by zaufaniem wobec niej, jednak pewnej osobie udało się zniszczyć ich zgraną paczkę.
— Czy ja w taki sposób się o tobie wyraziłem? — spytał z wyrzutem. — Nigdy nie powiedziałem…
— Gdy uznałeś, że masz mnie dość to automatycznie, wyzbyłeś się tego kłopotu. Podczas gdy ja mogłabym dla ciebie zrobić wszystko, to ty mnie po prostu zostawiłeś. W chwili gdy to ja cię najbardziej potrzebowałam. I dziwisz się, że wciąż mam do ciebie żal? Tak owszem odczuwam go i na pewno długo nie przestanę, ale jest on w pełni uzasadniony, tutaj nie chodzi o to, że się pokłóciliśmy o głupstwo Chester, ale to ty się mnie wyrzekłeś — dodała cicho poruszona.
— W takim razie, dlaczego nie pozwalasz mi tego naprawić? — zapytał wprost.
— Bo są rzeczy, których posklejać się nie da, szczególnie mojego poranionego przez ciebie serca. Nic bardziej nie zabolało mnie niż to, jak kazałeś mi się zamknąć i milczeń. Nie dałeś mi nawet nic wyjaśnić. Nie będę gadała głupot pod tytułem, byś w końcu wziął odpowiedzialność za swoje słowa, ale chce, byś zrozumiał, że to już koniec.
— Mam pozwolić na to, by stracić własną siostrą — rozbrzmiał jego rozemocjonowany głos. — Jesteś ostatnią osobą która…
— Nie Chester — weszła mu w słowo. — Masz inną siostrę tą, która jest oczkiem w głowie twojego ojca — powiedziała z rozżaleniem — Skoro już rozmawiamy na ten temat, terazzo latach uważam, że najgorsi decyzją, jaką podjęłam to podpisanie tej zgody na adopcje.
Widziała, jak mocno dotknęły go te słowa. Owszem podpisanie tej zgody było czymś, co wręcz stało się przepustką do wydarzeń, które rozegrały się potem, jednak teraz zaczęła po prostu tego żałować. Mogła kłamać i twierdzić, że wcale nie odczuła tego, że zgodzenie się było błędem, bo tak, w chwili gdy pojęła, że ją opuścił ostatecznie, także zaczęła żałować całej tej procedury.
— Wiesz, co w tym jest zabawniejsze? — spytała nagle, przerywając milczenie.
On jednak nie śmiał nic powiedzieć, nagle odjęło mu mowę. Nic nie mogło mu przejść przez gardło gdy spadł na niego ciężar jej słów:
— Mogę cię nienawidzić, gardzić tą jak tylko mogę, ale… — umilkła na moment patrząc mu w oczy. — Nie mogę cię przestać kochać. I to w tym jest najgorsze. Chce się tego wyzbyć, ale nie potrafię i nie umiem tego zrobić, ale nie potrafię również wymazać z pamięci tego jak się okropnie zachowałeś względem mnie. Zrozum to, że nasza historia po prostu się zakończyła.
— Nie! — powiedział nagle ze stanowczością. — Twoje słowa utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie przestane o ciebie walczyć. Owszem rozumiem twoje emocje i twoje rozżalenie i nie będę im uniżał, ale to, co powiedziałaś, przekonało mnie, że jest jeszcze nadzieja.
Owszem wiedział, że to jest jak chwytanie się ostatniej deski ratunkowej. Ona jednak uświadomiła go w jednej kluczowej sprawie. O ile może jej serce pokrywać rozżalenie, gorycz czy niesmak, to nadal tli się w nim te uczucia siostrzanej miłości względem niego. To nie jest łatwe pogodzenie się z tym jak bardzo się poróżnili co on nawygadywał, jednak to dało mu wiarę i przekonanie, że miał o co walczyć i nie zamierzał się poddać.
Nie wiedział, jakdługo może to trwać, ale nie zamierzał się poddawać, już i tak zbyt wiele stracił, dlatego nie zamierzał ponownie popełniać żadnego błędu, jednak tym razem musiał jakoś ją przekonać do siebie, ale nie miał pojęcia jak to zrobić.
— Pozostawiłeś mnie z dylematem — mruknęła cicho do siebie.
Siedziała na tarasie w swoim mieszkaniu, a na jej kolanach spoczywała Cindy, która wygrała ówcześnie wojnę z Junką o jej kolana. Mała suczka obrażona wróciła do mieszkania i rozłożyła się na swoim ulubionym fotelu, a ona siedziała, wpatrując się w panoramę miasta, nad którym zachodziło słońce.
Delikatnie przeczesując jasne futerko kotki, patrzyła, jak powoli do życia budzi się nocne miasto, a ona wciąż rozpamiętywała każde spotkanie ze swoim bratem. Próbując zrozumieć sama siebie, pojąć, w jakiej obecnie jest chwili. Czy jej złość nie jest ponad wyraz, czy delikatnie rzecz ujmując, już nie przesadza? Zastanawiała się, czy powinna nadal się tak na niego wściekać?
Miała totalny galimatias emocji i dręczyły ją to.
Wcześniej nie przykładała do tego tak wielkiej wagi, jednak teraz im częściej go widziała, tym bardziej uświadamiała sobie, że jej go brakuje. Owszem popełnił masę błędów, głupstw, ale również i ona nie była idealną. Mogli być wobec siebie szczerzy, lecz na pewnym etapie coś się zmieniło, jakby zatracili do siebie zaufanie i nawet tego nie spostrzegli.
Czy katalizatorem tych wszystkich zdarzeń było jej milczenie w sprawie swojego ślubu z Ricardo? Gdy teraz o tym rozmyślała, mogłaby uznać, że może tu tkwi problem. To był taki punkt, od którego wszystko się rozpoczęło. Sama nie wiedziała, jednak czy naprawdę powinna to robić, czy powinna o tym zapominać?
Miała dość duży dylemat.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miała takiej obiektywnej osoby, która by jej pomogła czy po prostu doradziła. Ponieważ zdanie swojego chłopaka znała i uważał od dłuższego czasu, że powinna mu przebaczyć, z Anthonym na ten temat nie zamierzała rozmawiać. Doskonale wiedziała, jak bardzo był uprzedzony wobec jej brata i jak bardzo nim gardził, dlatego rozmowa z nim na ten temat mijała się z celem. Bo doskonale pamiętała ile wyrzutów skierował w jej stronę gdy wspomniała mu o tym, że spotyka się z Mike, a co dopiero będzie gdy powie mu, że myśli o przebaczeniu własnemu bratu. Prawdę mówiąc, i ich relacja w ostatnim czasie była bardzo napięta.
On nie rozumiał jej decyzji i tego dlaczego zdecydowała się być z nim. Uważał to za głupi pomysł i jak wspomniał:
— Jeszcze tego pożałujesz.
Owszem może nie była osoba, która lubiła dawać kolejne szansy, jednak zrobiła to już dwukrotnie odnośnie Mike i raz owszem gorzko się na tym przejechała, teraz liczyła, że jednak dochowa wierności swoich słów i nie nadszarpnie jej zaufania. Wierzyła mu i owszem mogła mieć obawy, ale z drugiej strony ona miała również prawo do tego, by poukładać sobie życie i być szczęśliwą.
Nie zarzucała Anthony’emu, że był osobą mocno zgorzkniałą, ponieważ sam nie potrafił od lat nikogo odnaleźć w swoim życiu tej wyjątkowej wybranki i dlatego się mści, on nigdy taki nie był. Wierzyła w dobre i szczere intencje i to było ważne.
Westchnęła cicho i oparła głowę o oparcie fotela bujanego, na którym przesiadywała, a te myśli nie mogły ją zupełnie opuścić i to ją najbardziej drażniło.
Co powinna zrobić?
Czuła się tak bardzo z tym rozbita. Westchnęła cicho, ponieważ chciała porozmawiać z kimś na ten temat, a praktycznie każdy o kim pomyślała, odpadał na samym początku. Jedyne kto jej pozostał to jej dziewczyny. Miały świadomość, że była tak bardzo skłócona z bratem i znały jego podłoże i każda z nich miała, zupełnie inną reakcję na tę sprawę jednak zgodnie twierdziły, że musi odpokutować te wszystkie krzywdy.
Sięgnęła po telefon, który leżał na pobliskim stoliku i napisała na ich prywatnej grupie krótką wiadomość:
Jesteście zajęte?
Julia
Julia
Nie czekała, długo aż odczytają. Momentalnie zobaczyła ikonki pojawiających się ich zdjęć w rogu ekranu, który ukazywał, że owszem widziały jej wiadomość, a po krótkiej chwili zobaczyła, jak dwie z nich odpisują:
W sumie to przyda mi się przerwa od robienia tej cholernej korekty książki.
Alex
Prawie dwa lata temu dziewczyna weszła na rynek wydawniczy wraz ze swoją pierwszą książką, która nie okazała się jakimś wielkim hitem, jednak jej druga powieść zdobyła szersze grono czytelników, a teraz pracowała nad kolejną historią. Nie dało się ukryć, że nie przepadała jednak za tym procesem wydawniczym.
Siedzę i oglądam serial, więc jestem wolna.
Emily
Selena i Marinette odpisały jednocześnie, że również są wolne i po krótkiej chwili wszystkie połączyły się na wideo czasie. Może i mogła się z nimi spotkać, jednak Marinette i Selena nadal były w Mediolanie praktycznie kończyły swój ostatni rok i postanowiły wrócić do miasta i otworzyć własny dom mody.
— Widzę, że masz z czymś problem — zauważyła od razu Selena gdy nawet nie zdążyła się odezwać.
— Ja nic nie powiedziałam — uprzedziła.
— Wystarczy spojrzeć na twoją minę i widać, że coś cię męczy — stwierdziła pisarka. — Więc kto tym razem, Mike czy Chester?
— Od razu zakładzie, żeto któryś z nich.
— Bo, prawdę mówiąc, prócz Chestera i chłopaków z kapeli na nic ostatnio nie narzekasz, więc zakładam, że tam jest problem — odezwała się Marinette, która siedziała lekko pochylona i najwyraźniej nad czymś pracowała.
Westchnęła cicho, prawda była taka, że trudno było przed nimi cokolwiek ukryć. Nawet gdyby się starała to zwyczajnie, się tego nie dało zrobić. One znały ją na wylot zupełnie tak jak Tony. Ukrycie przed nimi czego graniczyło z cudem...
— W takim razie słuchamy — odezwała się Alex.
— Prawdę mówiąc przed wami nie za wiele mogę zataić — odparła ze spokojem. — Ale to fakt, dręczy mnie pewna rzecz, a raczej osoba, bo powinnam się tak lepiej wyrazić.
— Twój brat — skończyła za nią jej najbliższa przyjaciółka.
— Selena przerażasz mnie — skomentowała fakt, z jaką łatwością przychodziło jej odgadnięcie, z czym się mierzy.
— A kto by inny? Mała nie masz za wiele wrogów, praktycznie ich nie posiadasz a jedynie co cię martwi to studia, praca normalne życie no i właśnie twój braciszek, wiec, w czym tkwi problem? — dociekała.
Kochała ją i jednocześnie nienawidziła przyznać, z jaką łatwością potrafiła odczytać wszelkie jej myśli. To było najgorsze to, było tak banalnie proste.
— No dobra — zaczęła powoli. — Zastanawiam się, czy powinnam mu wybaczyć.
— Czyli nadal tutaj leży. — stwierdziła Emily, która do tej pory milczała. — Doskonale wiemy, że nie zachował się idealnie i żadna z nas tego nie broni wręcz potępia, jednak mając pojęcie o waszej przeszłości i tym, co was poróżniło, nie jestem zdziwiona, że trudno ci jest podjąć decyzje.
— Zwłaszcza że nie co dzień słyszy się od własnego brata coś takiego. Można się pokłócić, ale wasz konflikt był dogłębniejszy i tutaj leży podłoże całego waszego konfliktu — rzuciła Emily. — Jeśli jednak miałabym ci cokolwiek doradzić. Wiem, że możesz mieć żal owszem, jednak jeśli jesteś w momencie gdy się wahasz i zastanawiasz się, czy mu nie przebaczyć to doszłaś do takiego etapu, że zdołałaś to jakoś przeboleć.
— O czym ty mówisz? — zdziwiła się.
— Emily mówi dosyć rozsądnie i się z nią zgadzam — wtrąciła jedna z projektantek, która podniosła się nagle i popatrzyła w kamerkę. — Jeśli próbujesz się doradzić nas, co masz z tym fantem zrobić, udało ci się przejść ten najgorszy etap. Wiem to bardzo raniące i krzywdzące słowa. Zauważ również, jak sama nam wspomniałaś, że on cię wielokrotnie przepraszał i mówiłaś, że tego naprawdę żałuje. Jeśli faktycznie byłby takim okrutnym człowiekiem jak wasz ojciec, do tej pory uważałby jak dawniej i miałby cię za zło wcielone a tutaj widać, że popracował nad sobą. Jak mówiłaś, wstrząsnęła nim ta sytuacja.
— Ludzie popełniają błędy nikt nie jest idealny ale jeśli naprawdę ci zależy na bracie powinnaś postąpić zgodnie z własnym rozsądkiem i rozumem — dorzuciła Alex.
— Innymi słowem, jeśli chcesz, mu przebaczyć to zrób to i się nie wahaj. My owszem możemy ci doradzić, jednak ostateczna decyzja musi faktycznie należeć do ciebie i musi być zgodna z tobą — dokończyła Adams.
Mimo że te słowa podniosły ją na duchu to i tak nie sprawiły, że jej wewnętrzny dylemat nie zniknął i to było w tym wszystkim najgorsze. Dziewczęta widząc, że jednak wciąż się waha, wkrótce odezwała się jedna z nich i powiedziała:
— Jeśli mogłabym ci doradzić, to najlepiej byście spotkali się na neutralnym gruncie — zasugerowała Emily. — Nie w twoim czy jego domu, ale gdzieś na mieście na przykład i szczerze porozmawiali.
— Ona ma racje — pochwaliła jej pomysł Marinette. — I najlepiej będzie jeśli wyrzucicie to co wam leży na sercu. Bo wtedy oczyśćcie atmosferę. Zapytaj go czym się wtedy kierował jeśli to cię uspokoi. Porozmawiajcie tak od serca bez kłótni czy awantur.
— Myślicie ze to w ogóle się uda? — zapytała z wahaniem.
— Jeśli faktycznie się nie spotkacie to, się nie przekonacie — odparła Selena. — Popieram moje przedmówczynie, najlepiej będzie umówić się w kawiarni i pogadać. Nie pomożemy ci w inny sposób, ponieważ to ty musisz być tego pewną — skończyła.
I to był prawda to, ona musiała być o tym przekonana.