Sunday, January 11, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 10

    — Zaczekaj!
    Usłyszała nawoływania za swoimi plecami, jednak ona z premedytacją go ignorowała. Doskonale znała tę barwę głosu i wiedziała, kto za nią idzie i to właśnie z nim nie miała mieć chęci rozmawiać. Gdy tylko mógł gdy zdarzała się taka okazja, chociaż było ich stosunkowo nie wiele, bo starała się chodzić zupełnie inną drogę, tak by nie mogła swoich kroków skrzyżować właśnie z nim, to jednak były takie chwile jak ta gdy została wręcz przymuszona, przyjść do studia, tylko po to by przynieś Mike kilka ważnych papierów, które zapomniał zabrać z domu.
    Próbowała się z tego wymigać, nakłonić go do tego by sam przyjechał do mieszkania i je zabrał, jednak jak tłumaczył, miał dużo pracy, a z racji, że skończyła dziś wszystkie zajęcia, które miała, bo część ćwiczeń została odwołana z powodu kontuzji wykładowcy, mogła wyjść wcześniej. I takim sposobem nakłonił ją do tego, by przyjechała do wytwórni z kilkoma plikami zapisanych papierów, by je mu przekazać.
    Pisała do niego, by wyszedł na zewnątrz, by spotkali się na korytarzu, bo chciała uniknąć wejścia do środka i o ile na to poszedł, to niestety ze studia wyszedł on i wręcz zaczął za nią iść i błagać o chwile rozmowy, której naprawdę nie chciała.
    — Nadal zamierzać, traktować mnie jak mglę? — spytał za jej pleców.
    — A czego ty ode mnie oczekujesz? — odezwała się niemal sfrustrowana.
    — Na moment się zatrzymasz.
    Nawet nie spostrzegła momentu gdy wręcz doszedł prędkim krokiem do niej i złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. Momentalnie jednak wyrwała się z jego uścisku i wręcz syknęła na niego, bo nie przepadała za takimi nieoczekiwanymi momentami gdy ktoś ją dotykał. Owszem dobrze widziała z kim, się właśnie mierzy, było to jednak zupełnie bez znaczenia.
    Nikt nie miał prawa jej dotykać bez jej ówczesnej zgody, a ona zdawała sobie sprawę, że próbował zwrócić na siebie uwagę.
    — Zostaw mnie! — wysyczała cicho, lecz w ciszy, która między nimi zapanowała, dało się słyszeć każdy najdrobniejszy szelest. — Co ty sobie wyobrażałaś, że zgodzę się na to, by rozmawiać z tobą? — dziwiła się.
    — Julio nie rozmawiasz ze mną od ponad dwóch lat — zauważył.
    Widziała w jego oczach ból, który widywała za każdym razem, gdy tylko w taki sposób go traktowała. Inaczej jednak nie potrafiła. Mogła teraz być rozkapryszoną nastolatką, chociaż już dawno nie była, jednak miała swoje zasady, których się wystrzegała, a ktoś to je łamie kończy właśnie w taki sposób jak on.
    — Czy ja prosiłam o wiele? — wyrzuciła w jego kierunku, przygarniając mu. — Oczekiwałam wiele? Chciałam z tobą porozmawiać i ci wyjaśnić całą sytuację z mojej perspektywy co wtedy powiedziałeś! — naciskała na niego.
    — Julio…
    — Co wtedy mi wykrzyczałeś? — drążyła.
    Zapadła między nimi dość napięta cisza, której przez moment żaden z nich nie miał odwagi nawet przerwać. Wpatrywali się w siebie, ona z nieufnością i wręcz ze wstrętem i niechęcią, on z bólem, poczuciem winy oraz smutku. Stali dokładnie w tym samym miejscu, w którym przed laty ich więź została nadszarpnięta w dość poważny sposób by potem po paru dniach zniszczona za murami więzienia.
    Brzmiało to dosyć irracjonalnie, jednak taka była prawda, to właśnie tutaj, wszystko się zaczęło i najwyraźniej nie było szans na to, by w końcu się to skończyło. Poczucie bólu, które tkwiło w niej, było zbyt silne, niż zwyczajny jego żal gdy tylko na niego patrzyła. Nie kłóciła się, z tym że może tego nie żałować, jednak to rozżalenie utkwiło jej na tyle głęboko w sercu, że nie zdołała o tym tak po prostu zapomnieć.
    — Właśnie, wolisz milczeć niż to powiedzieć — wyrzuciła w jego kierunku.
    — Wciąż jesteś na mnie zła i to absolutnie rozumiem, ale sama…
    — Nie przytaczaj mi sytuacji, że nie powiedziałam ci o ślubie z Ricardo, bo to zupełnie nie inna karta. Do cholery ty się mnie wyrzekłeś. Obiecywałeś mi ze nigdy mnie nie zawiedziesz, cholera zaufałam ci jak mało komu — wyrzuciła mu. — Wiesz nawet sam aspekt wyparcia, nie byłby tak bardzo dla mnie krzywdzący niż to, że śmiałeś i miałeś czelność przyznać, że twój ojciec miał racje w stosunku do mnie. Człowiek tak mocno zdemoralizowany, że dopuścił się pogwałcenia prawa, porwania i okazania się jebanym hipokrytą. Bo owszem mnie się pozbył, ale córeczkę ze swoją kochanką wychowuje. I myślałem, że jesteś inny, że masz na tyle zdrowego rozsądku, ale jak widać, się myliłam.
    — A myślisz, że nie było to dla mnie podejrzane i dziwne twoje zachowanie na trasie i mogło ono wzbudzać podejrzenia. Nie wiedziałem, czym się wtedy kierujesz…
    — I to potem dało ci prawo, by po prostu jak by to delikatnie rzecz ująć: pozbyć się problemu — powiedziała z goryczą.
     Frustrowało ją w tej sytuacji, że obiecała zachować klauzulę milczenia, o ile to nie brzmi dość głupio, to jednak zadeklarowała się nie zdradzać nikomu tego, co działo się na trasie oraz tego co się dowiedziała. Rozumiała, że Mike się bał, to wręcz oczywiste i normalne, że odczuwa się niepokój i strach po takich przeżyciach. Sama musiała się z tym zmierzyć, jednak uważała, że powinien się przełamać i powiedzieć osobą, które były mu najbliższe o tym, że stał się ofiarą przemocy domowej.
    Pojmowała, żerozmawianie zwłaszcza przez mężczyznę o tak traumatycznych wydarzeniach, do których wiele kobiet nie potrafiło się przyznać czy zgłosić swoich oprawców na policje. Jednak w tym całym anbaransie to ona najbardziej na tym cierpiała, bo jej milczenie kosztowało ją znaczącą utratę wiarygodności. Miała pojęcie o tym, że jej zachowanie mogło być dziwne wręcz zaskakujące, ale wtedy kierowała się jak najlepszymi i szlachetnymi celami. Nie robiła nic, co mogło sprawić, że zachwiano by zaufaniem wobec niej, jednak pewnej osobie udało się zniszczyć ich zgraną paczkę.
    — Czy ja w taki sposób się o tobie wyraziłem? — spytał z wyrzutem. — Nigdy nie powiedziałem…
    — Gdy uznałeś, że masz mnie dość to automatycznie, wyzbyłeś się tego kłopotu. Podczas gdy ja mogłabym dla ciebie zrobić wszystko, to ty mnie po prostu zostawiłeś. W chwili gdy to ja cię najbardziej potrzebowałam. I dziwisz się, że wciąż mam do ciebie żal? Tak owszem odczuwam go i na pewno długo nie przestanę, ale jest on w pełni uzasadniony, tutaj nie chodzi o to, że się pokłóciliśmy o głupstwo Chester, ale to ty się mnie wyrzekłeś — dodała cicho poruszona.
    — W takim razie, dlaczego nie pozwalasz mi tego naprawić? — zapytał wprost.
    — Bo są rzeczy, których posklejać się nie da, szczególnie mojego poranionego przez ciebie serca. Nic bardziej nie zabolało mnie niż to, jak kazałeś mi się zamknąć i milczeń. Nie dałeś mi nawet nic wyjaśnić. Nie będę gadała głupot pod tytułem, byś w końcu wziął odpowiedzialność za swoje słowa, ale chce, byś zrozumiał, że to już koniec.
    — Mam pozwolić na to, by stracić własną siostrą — rozbrzmiał jego rozemocjonowany głos. — Jesteś ostatnią osobą która…
    — Nie Chester — weszła mu w słowo. — Masz inną siostrę tą, która jest oczkiem w głowie twojego ojca — powiedziała z rozżaleniem — Skoro już rozmawiamy na ten temat, terazzo latach uważam, że najgorsi decyzją, jaką podjęłam to podpisanie tej zgody na adopcje.

Widziała, jak mocno dotknęły go te słowa. Owszem podpisanie tej zgody było czymś, co wręcz stało się przepustką do wydarzeń, które rozegrały się potem, jednak teraz zaczęła po prostu tego żałować. Mogła kłamać i twierdzić, że wcale nie odczuła tego, że zgodzenie się było błędem, bo tak, w chwili gdy pojęła, że ją opuścił ostatecznie, także zaczęła żałować całej tej procedury.
    — Wiesz, co w tym jest zabawniejsze? — spytała nagle, przerywając milczenie.
    On jednak nie śmiał nic powiedzieć, nagle odjęło mu mowę. Nic nie mogło mu przejść przez gardło gdy spadł na niego ciężar jej słów:
    — Mogę cię nienawidzić, gardzić tą jak tylko mogę, ale… — umilkła na moment patrząc mu w oczy. — Nie mogę cię przestać kochać. I to w tym jest najgorsze. Chce się tego wyzbyć, ale nie potrafię i nie umiem tego zrobić, ale nie potrafię również wymazać z pamięci tego jak się okropnie zachowałeś względem mnie. Zrozum to, że nasza historia po prostu się zakończyła.
    — Nie! — powiedział nagle ze stanowczością. — Twoje słowa utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie przestane o ciebie walczyć. Owszem rozumiem twoje emocje i twoje rozżalenie i nie będę im uniżał, ale to, co powiedziałaś, przekonało mnie, że jest jeszcze nadzieja.
    Owszem wiedział, że to jest jak chwytanie się ostatniej deski ratunkowej. Ona jednak uświadomiła go w jednej kluczowej sprawie. O ile może jej serce pokrywać rozżalenie, gorycz czy niesmak, to nadal tli się w nim te uczucia siostrzanej miłości względem niego. To nie jest łatwe pogodzenie się z tym jak bardzo się poróżnili co on nawygadywał, jednak to dało mu wiarę i przekonanie, że miał o co walczyć i nie zamierzał się poddać.
    Nie wiedział, jakdługo może to trwać, ale nie zamierzał się poddawać, już i tak zbyt wiele stracił, dlatego nie zamierzał ponownie popełniać żadnego błędu, jednak tym razem musiał jakoś ją przekonać do siebie, ale nie miał pojęcia jak to zrobić.

    — Pozostawiłeś mnie z dylematem — mruknęła cicho do siebie.
    Siedziała na tarasie w swoim mieszkaniu, a na jej kolanach spoczywała Cindy, która wygrała ówcześnie wojnę z Junką o jej kolana. Mała suczka obrażona wróciła do mieszkania i rozłożyła się na swoim ulubionym fotelu, a ona siedziała, wpatrując się w panoramę miasta, nad którym zachodziło słońce.
    Delikatnie przeczesując jasne futerko kotki, patrzyła, jak powoli do życia budzi się nocne miasto, a ona wciąż rozpamiętywała każde spotkanie ze swoim bratem. Próbując zrozumieć sama siebie, pojąć, w jakiej obecnie jest chwili. Czy jej złość nie jest ponad wyraz, czy delikatnie rzecz ujmując, już nie przesadza? Zastanawiała się, czy powinna nadal się tak na niego wściekać?
    Miała totalny galimatias emocji i dręczyły ją to.
    Wcześniej nie przykładała do tego tak wielkiej wagi, jednak teraz im częściej go widziała, tym bardziej uświadamiała sobie, że jej go brakuje. Owszem popełnił masę błędów, głupstw, ale również i ona nie była idealną. Mogli być wobec siebie szczerzy, lecz na pewnym etapie coś się zmieniło, jakby zatracili do siebie zaufanie i nawet tego nie spostrzegli.
    Czy katalizatorem tych wszystkich zdarzeń było jej milczenie w sprawie swojego ślubu z Ricardo? Gdy teraz o tym rozmyślała, mogłaby uznać, że może tu tkwi problem. To był taki punkt, od którego wszystko się rozpoczęło. Sama nie wiedziała, jednak czy naprawdę powinna to robić, czy powinna o tym zapominać?
    Miała dość duży dylemat.
    Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miała takiej obiektywnej osoby, która by jej pomogła czy po prostu doradziła. Ponieważ zdanie swojego chłopaka znała i uważał od dłuższego czasu, że powinna mu przebaczyć, z Anthonym na ten temat nie zamierzała rozmawiać. Doskonale wiedziała, jak bardzo był uprzedzony wobec jej brata i jak bardzo nim gardził, dlatego rozmowa z nim na ten temat mijała się z celem. Bo doskonale pamiętała ile wyrzutów skierował w jej stronę gdy wspomniała mu o tym, że spotyka się z Mike, a co dopiero będzie gdy powie mu, że myśli o przebaczeniu własnemu bratu. Prawdę mówiąc, i ich relacja w ostatnim czasie była bardzo napięta.
    On nie rozumiał jej decyzji i tego dlaczego zdecydowała się być z nim. Uważał to za głupi pomysł i jak wspomniał:
    — Jeszcze tego pożałujesz.
    Owszem może nie była osoba, która lubiła dawać kolejne szansy, jednak zrobiła to już dwukrotnie odnośnie Mike i raz owszem gorzko się na tym przejechała, teraz liczyła, że jednak dochowa wierności swoich słów i nie nadszarpnie jej zaufania. Wierzyła mu i owszem mogła mieć obawy, ale z drugiej strony ona miała również prawo do tego, by poukładać sobie życie i być szczęśliwą.
    Nie zarzucała Anthony’emu, że był osobą mocno zgorzkniałą, ponieważ sam nie potrafił od lat nikogo odnaleźć w swoim życiu tej wyjątkowej wybranki i dlatego się mści, on nigdy taki nie był. Wierzyła w dobre i szczere intencje i to było ważne.
    Westchnęła cicho i oparła głowę o oparcie fotela bujanego, na którym przesiadywała, a te myśli nie mogły ją zupełnie opuścić i to ją najbardziej drażniło.
    Co powinna zrobić?
    Czuła się tak bardzo z tym rozbita. Westchnęła cicho, ponieważ chciała porozmawiać z kimś na ten temat, a praktycznie każdy o kim pomyślała, odpadał na samym początku. Jedyne kto jej pozostał to jej dziewczyny. Miały świadomość, że była tak bardzo skłócona z bratem i znały jego podłoże i każda z nich miała, zupełnie inną reakcję na tę sprawę jednak zgodnie twierdziły, że musi odpokutować te wszystkie krzywdy.
    Sięgnęła po telefon, który leżał na pobliskim stoliku i napisała na ich prywatnej grupie krótką wiadomość:

    Jesteście zajęte?
    Julia

    Nie czekała, długo aż odczytają. Momentalnie zobaczyła ikonki pojawiających się ich zdjęć w rogu ekranu, który ukazywał, że owszem widziały jej wiadomość, a po krótkiej chwili zobaczyła, jak dwie z nich odpisują:

 

    W sumie to przyda mi się przerwa od robienia tej cholernej korekty książki.
    Alex

 

            Prawie dwa lata temu dziewczyna weszła na rynek wydawniczy wraz ze swoją pierwszą książką, która nie okazała się jakimś wielkim hitem, jednak jej druga powieść zdobyła szersze grono czytelników, a teraz pracowała nad kolejną historią. Nie dało się ukryć, że nie przepadała jednak za tym procesem wydawniczym.


Siedzę i oglądam serial, więc jestem wolna.
Emily

           

            

    Selena i Marinette odpisały jednocześnie, że również są wolne i po krótkiej chwili wszystkie połączyły się na wideo czasie. Może i mogła się z nimi spotkać, jednak Marinette i Selena nadal były w Mediolanie praktycznie kończyły swój ostatni rok i postanowiły wrócić do miasta i otworzyć własny dom mody.
    — Widzę, że masz z czymś problem — zauważyła od razu Selena gdy nawet nie zdążyła się odezwać.
    — Ja nic nie powiedziałam — uprzedziła.
    — Wystarczy spojrzeć na twoją minę i widać, że coś cię męczy — stwierdziła pisarka. — Więc kto tym razem, Mike czy Chester?
    — Od razu zakładzie, żeto któryś z nich.
    — Bo, prawdę mówiąc, prócz Chestera i chłopaków z kapeli na nic ostatnio nie narzekasz, więc zakładam, że tam jest problem — odezwała się Marinette, która siedziała lekko pochylona i najwyraźniej nad czymś pracowała.
    Westchnęła cicho, prawda była taka, że trudno było przed nimi cokolwiek ukryć. Nawet gdyby się starała to zwyczajnie, się tego nie dało zrobić. One znały ją na wylot zupełnie tak jak Tony. Ukrycie przed nimi czego graniczyło z cudem...
    — W takim razie słuchamy — odezwała się Alex.
    — Prawdę mówiąc przed wami nie za wiele mogę zataić — odparła ze spokojem. — Ale to fakt, dręczy mnie pewna rzecz, a raczej osoba, bo powinnam się tak lepiej wyrazić.
    — Twój brat — skończyła za nią jej najbliższa przyjaciółka.
    — Selena przerażasz mnie — skomentowała fakt, z jaką łatwością przychodziło jej odgadnięcie, z czym się mierzy.
    — A kto by inny? Mała nie masz za wiele wrogów, praktycznie ich nie posiadasz a jedynie co cię martwi to studia, praca normalne życie no i właśnie twój braciszek, wiec, w czym tkwi problem? — dociekała.
    Kochała ją i jednocześnie nienawidziła przyznać, z jaką łatwością potrafiła odczytać wszelkie jej myśli. To było najgorsze to, było tak banalnie proste.
    — No dobra — zaczęła powoli. — Zastanawiam się, czy powinnam mu wybaczyć.
    — Czyli nadal tutaj leży. — stwierdziła Emily, która do tej pory milczała. — Doskonale wiemy, że nie zachował się idealnie i żadna z nas tego nie broni wręcz potępia, jednak mając pojęcie o waszej przeszłości i tym, co was poróżniło, nie jestem zdziwiona, że trudno ci jest podjąć decyzje.
    — Zwłaszcza że nie co dzień słyszy się od własnego brata coś takiego. Można się pokłócić, ale wasz konflikt był dogłębniejszy i tutaj leży podłoże całego waszego konfliktu — rzuciła Emily. — Jeśli jednak miałabym ci cokolwiek doradzić. Wiem, że możesz mieć żal owszem, jednak jeśli jesteś w momencie gdy się wahasz i zastanawiasz się, czy mu nie przebaczyć to doszłaś do takiego etapu, że zdołałaś to jakoś przeboleć.
    — O czym ty mówisz? — zdziwiła się.
    — Emily mówi dosyć rozsądnie i się z nią zgadzam — wtrąciła jedna z projektantek, która podniosła się nagle i popatrzyła w kamerkę. — Jeśli próbujesz się doradzić nas, co masz z tym fantem zrobić, udało ci się przejść ten najgorszy etap. Wiem to bardzo raniące i krzywdzące słowa. Zauważ również, jak sama nam wspomniałaś, że on cię wielokrotnie przepraszał i mówiłaś, że tego naprawdę żałuje. Jeśli faktycznie byłby takim okrutnym człowiekiem jak wasz ojciec, do tej pory uważałby jak dawniej i miałby cię za zło wcielone a tutaj widać, że popracował nad sobą. Jak mówiłaś, wstrząsnęła nim ta sytuacja.
    — Ludzie popełniają błędy nikt nie jest idealny ale jeśli naprawdę ci zależy na bracie powinnaś postąpić zgodnie z własnym rozsądkiem i rozumem — dorzuciła Alex.
    — Innymi słowem, jeśli chcesz, mu przebaczyć to zrób to i się nie wahaj. My owszem możemy ci doradzić, jednak ostateczna decyzja musi faktycznie należeć do ciebie i musi być zgodna z tobą — dokończyła Adams.
    Mimo że te słowa podniosły ją na duchu to i tak nie sprawiły, że jej wewnętrzny dylemat nie zniknął i to było w tym wszystkim najgorsze. Dziewczęta widząc, że jednak wciąż się waha, wkrótce odezwała się jedna z nich i powiedziała:
    — Jeśli mogłabym ci doradzić, to najlepiej byście spotkali się na neutralnym gruncie — zasugerowała Emily. — Nie w twoim czy jego domu, ale gdzieś na mieście na przykład i szczerze porozmawiali.
    — Ona ma racje — pochwaliła jej pomysł Marinette. — I najlepiej będzie jeśli wyrzucicie to co wam leży na sercu. Bo wtedy oczyśćcie atmosferę. Zapytaj go czym się wtedy kierował jeśli to cię uspokoi. Porozmawiajcie tak od serca bez kłótni czy awantur.
    — Myślicie ze to w ogóle się uda? — zapytała z wahaniem.
    — Jeśli faktycznie się nie spotkacie to, się nie przekonacie — odparła Selena. — Popieram moje przedmówczynie, najlepiej będzie umówić się w kawiarni i pogadać. Nie pomożemy ci w inny sposób, ponieważ to ty musisz być tego pewną — skończyła.
    I to był prawda to, ona musiała być o tym przekonana.

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 09

    — Nie zrobiłaś tego — wykrzyknął wprost oburzony przyjaciel.
    Spoglądała na jego, wręcz poczerwieniało od złości twarz. Rzadko widywała go aż tak mocno zbulwersowanego a wręcz po prostu złego. Ostatnim razem go takim widywała chyba w okresie jej rekonwalescencji gdy był wściekły zachowaniem Shinody, który wciąż się jej naprzykrzał i próbował zabiegać o kontakt z nią.
    Czym jednak tym razem się tak mocno zbulwersował.
    Cóż nie trzeba długo się nawet nad tym rozwodzić, bo powód jego bulwersu był równie ten sam co uprzednio. Oczywiście Michael, lecz tym razem bardziej był zły nie na niego samego, a bardziej na nią a bardziej nie potrafił, zrozumieć czemu zdecydowała się na to, by ponownie się z nim związać.
    Mimo że początkowo oboje mieli dość dobre stosunki, to sytuacja sprzed lat a bardziej to jak jej partner ją oszukał i zdradził, całkowicie zniszczyła jego wizerunek w oczach jej najbliższego przyjaciela. Rozumiała w pełni jego uprzedzenia, jednak nie zamierzała wciąż kierować się tym, co ludzie o niej myślą i o jej życiu i tak to brzmiało dosyć dziwacznie i irracjonalnie w kontekście tego, że Tony’ego traktowała niemal jak swojego przybranego brata i liczyła się na wielu płaszczyznach z jego zdaniem.
    W tym przypadku jednak nie w tym przypadku nie zamierzała go posłuchać. Brzmiało to dosyć dziwacznie, ale owszem, miała dosyć już ludzi, którzy pragnęli mieć wpływ na jej życie i o nim decydować. Nie bez powodu ostatnie lata spędziła na strachu i obawach, bo wystrzegała się pewnego skurwysyna.
    Czy naprawdę miała prawa decydować o własnym życiu?
    — To, co słyszałeś Anthony — powiedziała, czując się lekko rozdrażniona. — Tak jestem z nim i nie zamierzam z tej relacji rezygnować. — widząc, jak jest gotów cokolwiek powiedzieć, uprzedziła go, kończąc swoją myśl: — Zdaje sobie sprawę, o czym teraz myślisz i uznasz mnie za idiotkę, która dała się nabrać na jego sztuczki, możesz tak uważać, ale mam osobiście dosyć, tego, że każdy próbuje w jakiś sposób wpłynąć na mnie. Tak jesteś moim przyjacielem, ale również powinno zależeć ci na moim szczęściu…
    — A myślisz, że mi nie zależy! — niemal się na nią wydarł, przekrzykując ją. — Nie miałabym nic przeciw żadnemu innemu, ale nie jemu! Czy ty nie pamiętasz, co on ci zrobił, w jakie kłopoty cię wpakował? — mówił do niej niczym do dziecka.
    Niesamowicie irytowało ją to podejście i takie gadanie, jakbym kompletnie nie miała pojęcia, przez jakie trudności przechodziła przed paroma laty i absolutnie tego nie zapominała. Doskonale wręcz pamiętała jedną z rozmów z Mike gdy o tym dyskutowali. W końcu musieli wiele takich sytuacji zrozumieć i przepracować, by zdecydować się na tak radykalny krok jak bycie razem:

    — Od początku wiedziałem, że to była ona — odezwał się wręcz z wyczuwalną goryczą w głosie.
    Nie zamierzał ukrywać swojej wściekłości, którą do siebie posiadał. Miał ogromny żal, że w taki sposób dał się zmanipulować. W podły wręcz obrzydliwy sposób. Wtedy kierował nim strach czy liczne obawy. Był zlękniony swojej własnej żony, której panicznie się bał i robił, do czego wielokrotnie go przymuszała i to było naprawdę okropne.
    Pod jej wpływem zrobił wiele złego, nie tylko sobie a ludziom, którzy kiedyś byli mu tak bliscy, jednak była jedna osoba, która wycierpiała na tym najbardziej i była nim właśnie Julia czego absolutnie nie mógł przeboleć, w jaki wręcz odrażający sposób ją traktował. Ta dziewczyna potrafiła przychylić mu rąbka nieba, bo to była prawda, przy nikim nie czul się tak bardzo szczęśliwy jak właśnie przy niej. Owszem potrafiła mocno zajść za skórę gdy wyprowadziło się ją z równowagi i chyba nigdy nie zapomni tego jak w pewien sposób go upokorzyła tymi zdjęciami, jednak teraz po czasie przyznała, że w pełni na to zasługiwał na to traktowanie, bo zachował się jak totalny dupek, który zamiast posłuchać, szedł w zaparte. Nie dało się jednak zaprzeczyć temu, że była, ona znacznie lepszą partnerką niż jego już była żona.
    Tutaj nawet nie chodziło o jej wiek, ale o fakt, że potrafili znaleźć tak wiele wspólnych zainteresowań. Nigdy nie spotkał tak pełni uczuciowej dziewczyny jak ona, mimo że z pozoru wydawało się zimna i bardzo twarda, bo nauczona życiowym doświadczeniem emocje spychała na boczny tor jednak gdy była w otoczeniu bliskich potrafiła się otworzyć i okazać szereg uczuć, którymi się kierowała. Co do ich życia miłosnego czy łóżkowego to nie miała sobie równych, tak przy nim wielu rzeczy się uczyła również akceptacji siebie, czy przełamywała swoje wewnętrzne bariery, jednak starał się być wobec niego bardzo wyrozumiały partnerem i przede wszystkim nigdy jej do niczego nie przymusił, to zaowocowało, bo po czasie rozbudziła się w niej bardzo namiętna kochanka. Nie mógł trafić lepiej niż właśnie na nią, owszem świadoma to spieprzył, ale naprawdę tego żałował. Najbardziej jednak to fałszywości oskarżeń przeciwko niej.
    — Kłamałeś, bo mnie zmusiła. Byłem… byłem pod jej wpływem. Manipulowała mną, przestraszyła do tego stopnia, że bałem się jej przeciwstawić i… — jego głos momentalnie się załamał.
    Nie mówił tego wtedy nikomu, bo się bał. Niesamowicie się tego lękał, jednak teraz zrozumiał, że został wyprowadzony na manowce i mimo że obiecał lojalność nie tylko własnej żonie a temu gnojowi i tak go oszukali w perfidny sposób. Jego przedłużające się milczenie wzbudziły ciekawość młodej artystki, która spoglądnęła za kilku opatrunków na niego.
    Była po kolejnej operacji przestrzegł skóry i mimo że bywały te zabiegi bardzo męczące to jednak znosiła je z dużą cierpliwością i musiał się jej pokłonić, bo wiele musiała, znieś, a praktycznie ani razu nie narzekała czy marudziła, mimo że wciąż musi chodzić z bandażami czy opatrunkami na swoim ciele.
    To jedynie ukazuje jej charakter i determinacje. Wiele dziewcząt już dawno by się poddało, zrezygnowało, czy po prostu się załamało, jednak ona wciąż brnęła w przód i miała dosyć tkwienia w jednym punkcie i chciała sobie pomóc. To imponowało i wręcz mogło ukazywać jako wzorzec do naśladowania.
    — I — dopytywała, przerywając milczenie.
    Westchnął cicho, lecz podniósł głowę, by spojrzeć wprost w jej oczy i powiedzieć:
    — Byłem pod wpływem nie tylko jej, ale… i jego — wyrzucił to z siebie.
    Nie było to łatwe, jednak miał dosyć trzymania tego dłużej w sekrecie. Milczał wystarczająco długo, a teraz uznał, że zasługuje na to, by znała rzeczywistą prawdę. Widział, jak spogląda na niego wręcz oszołomiona i zaskoczona. Mógł się wręcz takiej reakcji spodziewać, bo to mogło być zdumiewające, że był marionetką w rękach dwojga ludzi, którzy pragnęli dla nich źle.
    — Chyba nie mówisz tego poważnie — wyrzuciła niespodziewanie, a jej głos rozniósł się w mroku nocy.
    Oboje siedzieli na tarasie w jej apartamencie, a on zdecydował się przerwać zmowę milczenia. Od dłuższego czasu jej pomagał, jednak nie miał odwagi przyznać się do wielu złych rzeczy, które jej wyrządzić i przeprosić. Uważał, że w końcu sobie na to zasłużyła. Ona nie zasługiwała na taki los, jaki ją spotkał przez ostatnie lata. Można powiedzieć, że to farmazony, ale ona była zbyt dobrą osobą, by zostać wręcz zmiażdżona. Doświadczyła w życiu, wiele złego jednak jak sama udowodnia z każdego upadku, można się podnieś.
    — Naprawdę chciałabym żartować, ale nie kłamie Julio — powiedział z wyraźną skruchą w głosie. — Wiem, że to mnie niesprawiedliwa i nie chce, byś przez ten pryzmat patrzyła na mnie, przychylnie, bo wiem, że będąc świadomym facetem i dorosłą osobą podejmowałem decyzje, które miały wpływ na twoje życie i to wcale nie sprawia, że nagle jestem tym któremu należy się współczucie i tak, zamiast powiedzieć, nie to pokierowałam się strachem, bo o… ona i ten diabeł zmusili mnie do posłuszeństwa.
    Nie obchodziło go, że brzmiało to absurdalnie, ale taka była rzeczywista prawda, był zmuszony do tego, by robić wszystko, co mu jego była kazała i nie miał prawa się przeciwstawić, bo wtedy gorzko by mu tego pożałował. Dopiero po fakcie pojął, jakie skrajnie głupie było to działanie.
    — Jaśniej — prosiła.
    — Odnosząc się do moich pierwszych słów, to tak wiedziałem od początku, że to ona mnie zaatakowała wtedy w studiu. Czemu powiedziałem ze to ty? Raczej możesz się domyślić i już wspominałem o tym. Kazała mi a co do dalszej wypowiedzi, to stało się dokładnie wtedy gdy zaczął się mój osobisty koszmar — zaczął wspominać tamto wydarzenia.
    Nie oczekiwał współczucia ani wyrozumiałości, bo jednak mógł podjąć inne decyzje, które zapewne skończyło się inaczej, ale może wtedy nie doszłoby do sytuacji, w której oboje musieli mierzyć się ze skutkami porwania oraz ich konsekwencji.
    — Pojawił się w moim domu, bo ona go wpuściła i pobił mnie do tego stopnia, że musiałem ulec i słuchać się jej. Nie mam pojęcia, odkąd ze sobą współpracowali, tutaj nie kłamie, ale wszystko, co potem się zdarzyło, było konsekwencją tego, że musiałem chodzić pod jej żądanie i tak to nie wypacza tego co robiłem przed twoim wypadkiem, ale przysięgam, nie byłem za to odpowiedzialny. Dowiedziałem się po fakcie od chłopaków. Sam uznałem, że to bezmyślnie głupi plan i nie chciałem, by go wdrażać dlatego się na niego, nie zgodziłem. Raczej idiotą nie byłem, mogłem cię wtedy nienawidzić, ale nie chciałem cię zabić. Raczej nie jestem kretynem, gdyby Chester dowiedział się, że maczałem palce w tym, to by mnie zabił.
    Na samo wspomnienie tego imienia warknęła poirytowana. Może kiedyś uznawałaby jego zaangażowanie oraz chęć obrony za imponujący w tym przypadku czuła jedynie niechęć na samo wspomnienie jego nazwiska.
    — Wiem, nie przepadasz za nim, ale naprawdę nie chciałem tego robić. — zarzekał się. — Raczej nie chciałem trafić do pierdla za próbę zabójstwa i tak już mam jeden wyrok na koncie — mruknął.
    Był on jednak w pełni zasłużony i mimo że nie było to zbyt dobre, że figurował a aktach jednak za to, że kłamał, zasługiwał na ukaranie i za to, że praktycznie niewinną osobę chciał wsadzić. Ona musiała, znieś kilkutygodniowy areszt, a on miał karę w zawieszeniu, więc musiał się wystrzegać, ale i tak za niedługo minie czas jego kary.
    — Absolutnie nie zamierzam ci mówić, żeprzykro mi, bo wcale mi nie jest. Zasługiwałeś za fałszywe oskarżenia.
    — I nawet tego nie oczekuje. Mogę zasłaniać się manipulacją, ale jestem sam, sobie winny i biorę to na siebie i nie dziwi mnie teraz, że tak bardzo mnie nienawidziłaś i pewnie nadal po części czujesz niechęć w stosunku do mnie.
    — Wiesz, to sprawa nie jest prosta — powiedziała z ostrożnością. — Z jednej strony tak wciąż mam do siebie żal, z drugiej jednak sama również nie zachowałam się dojrzale. W sumie trochę teraz mi głupio, że wysłałam — przyznała. — To było głupie zachowanie. Mogłam się pohamować, a tak ktoś prócz mnie widział cię nago — dodała z lekkim uśmiechem, starając się rozładować atmosferę.
    — Trudno nic z tym nie zrobimy Julio — powiedział z goryczą. — Mogę jednak mieć pewność, że oni tego nigdy nie użyją przeciwko mnie. Mogą być na mnie źli, ale nie zachowali się tak głupio jak ja w pewnych sytuacjach. Naśmiewali się ze mnie to fakt, ale…
    — Nie zmienimy tego co się stało. Oboje dzialiśmy niekoniecznie z rozsądkiem, ale nie naprawimy już tego, możemy żyć jedynie z tym faktem — dokończyła z niego.


    — Nie uważam jednak, że powinnaś spotkać się z nim! — wykrzyknął oburzony przyjaciel.
    — Anthony ty możesz sobie go nienawiść śmiało, nie bronię ci, ale przestań mi zakazywać i próbować ustawiać moje życie! — wydarła się na niego. — Już jeden próbował to robić i jak to się skończyło. Mam dosyć osób, które uważają, że nie wiem, co dla mnie dobre i sądzą, że mogą mi dyktować warunki. Ty jesteś moim przyjacielem i powinneś dobrze wiedzieć, że nienawidzę takich zagrań.
    — Czy ty naprawdę chcesz potem ryczeć, bo ten znowu cię oszukał? — argumentował.
    — A czy ja przyjechałam do ciebie i płakałam po tym gdy okazało się, że ten mnie zdradził? — wytknęła mu.
    Można było jej wiele zarzucić, ale na pewno nie to, co próbował jej zasugerować. Nie zachowywała się w taki dość rozhisteryzowany sposób i nie przyjechała, by mu się wyżalić. Przebolała kilka dni w samotności i jedynie po jakimś czasie oświadczyła mu o przerwaniu tej relacji.
    Nie była historyczka!
    — Jeśli oszukał cię, raz wybaczyłaś mu i znowu to zrobił to, możesz się liczyć na bank, że znowu to zrobi. Tacy ludzie się nie zmieniają — próbował jej bezskutecznie uzmysłowić jaki błąd popełnia.
    — Może i tak, ale nie zamierzam dłużej być nieszczęśliwa. Tak wiem, że zrobił wiele krzywych akcji, ja sama wobec niego nie byłam taka krystalicznie uczciwa. Również mu zaszkodziłam, ale czy ludzie nie zasługują na drugą szansę gdy widać, że chcą się zmienić? — dopytywała, uderzając w czuły.
    — Możesz mieć każdego innego, wielu się za tobą ugania, czemu akurat on?
    Widać, że zignorował jej ostatnie słowa. Czemu to właśnie Mike’a wybrała? Cóż sama nie potrafiła odpowiedzieć, tak mogła mieć wielu, ale nie chciała, bo pokochała właśnie jego ponownie i nie chciała znowu radzić sobie ze złamanym sercem i radzić sobie ze zniszczonymi uczuciami.
    Chciała kochać i być kochaną.
    Nie oczekiwała wiele, skoro pozbyła się pewnego gnojka z życia, który tkwi w pierdlu, chciała w końcu zacząć żyć, a nie stać w miejscu. Mogła siedzieć i użalać się nad swoim życiem, ale miała tego dosyć. Nie chciała tego robić i pragnęła zupełnie czegoś innego. Życia, którego od zawsze pragnęła i tak w nim również był związek, a to, że znowu jej serce zaczęło bić dla muzyka, nie zamierzała się bić sama ze sobą, bo mogła źle ulokować swoje uczucia. Nie chciała się nad tym rozwodzić i po prostu cieszyć się życiem.
    — Jak sam wspomniałeś z tego powodu, że mogłabym mieć każdego, to wybrałam jego — skwitowała jego słowa. — Możesz się burzyć, ale mnie nie powstrzymasz. Będę z nim czy tobie się to podoba, czy nie.
    — A potem będziesz marudziła, że: po co się w nim zakochiwałam — mówił z przekąsem.
    — Skończ — powiedziała stanowczo.
    Miała już dosyć tej bezsensownej rozmowy, która praktycznie do niczego nie prowadziła. Bo tak mogli dalej się kłócić i do niczego nie dojść jednak czy był to jakiś sens i tak oboje pozostaną przy swoim zdaniu i będą go bronili i ani ona, ani on nie odpuszczą. Więc wydawało się to bezsensowne.
    — Zadzwoń do mnie, jak zmądrzejesz — rzucił i się rozłączył.
    Widziała, jak połączenie się urywa, a ona wręcz mruknęła podirytowana i skryła twarz w dłonie i opadła na oparcie kanapy czując się mocno rozżalona z powodu tej rozmowy. Owszem nie spodziewała się, raczej wyrozumiałości mając świadomość, jak bardzo Anthony za nim nie przepada, ale nie sądziła, że dojdzie do takiego momentu, że się pokłócą po wielu latach przyjaźni z powodu jej faceta.
    Owszem mieli już kilka sprzeczek czy to gdy była młodsza gdy nie chciała zerwać z Clarkiem, jednak wtedy byli nieco głupowaci i dziecinni, ale teraz byli dorosłymi ludźmi, ale jak widać, że w tej kwestii raczej się nie dogadują.
    Nie chciała go tracić jako przyjaciela, ale nie chciała rezygnować z miłości i praktycznie utknęła, a ona naprawdę nie chciała wybierać.
    Nie zamierzała. Trudno będzie mieć małe problemy, ale zamierzała teraz działać wobec siebie i swoich zasadach, a nie to by ktoś kierował jej życiem.

Sunday, January 4, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 08


    — Wybacz Mike, ale… znowu on — syknęła cicho, gdy tylko jej oczy zetknęły się ze spojrzeniem oczu, których nie chciała widzieć.
    Wpatrywała się przez moment w człowieka, którego wciąż po takim czasie nie miesiącach a wręcz latach z premedytacją i całkowitą celowością unikała. Uznałby ktoś, że jej zachowanie jest przesadne, że zachowuje się w sposób nieracjonalny i taki który można było przepisać zachowaniu rozkapryszonej nastolatki.
    Ona jednak nie uważała swoje urażonej dumy oraz złamanego serca jak coś, co mogła zbagatelizować i uznać, że jest to nie warte jej zachodu. Nie powinna się tym w zasadzie przejmować. Jednak jej uczucia i wiara zostały tak potwornie zniszczone właśnie przez niego, że wciąż za każdym razem gdy tylko dostrzegała go gdziekolwiek oczami wyobraźni, widziała tę jedną scenę, a do jej umysłu powracały tamte bolesne słowa, o których mimo kilku miesięcy terapii nie potrafiła zapomnieć.
    Nie umiała ich przepracować.
    W tym tkwił zasadniczo problem, mimo że starała się z Camilą popracować nad tym, to nadal tam głęboko w niej to siedziało i nie zapomniało zapomnieć o bólu rozczarowaniu i po prostu żalu, który żywiła.
    Nadszarpnięte zaufanie w taki sposób jak on to zrobił mocno, wpłynęło na jej postrzeganie jego i w tym tkwił zasadniczo problem. Cała ta otoczka, a raczej to, co budowali przez ostatnie lata legło jak mur, w który został, uderzona kulka burząca niszcząc to wszystko. Trudno się jej było pogodzić z faktem, że została znowu odtrącona, odrzucona przez osobę, którą uważała, za jedyną i najbliższą rodzinę.
    Wystarczająco przeżyła rozczarowań na gruncie rodzinnym, naiwnie myślała, że może mu ufać, lecz on zburzył ten stabilny grunt, na którym opierała się wszystko, co latam, wspólnie tworzyli. Zmarnował dla jednej sceny, zniszczył przez wpływ kobiety, którą postrzegał w negatywnym świetle, mimo wszystko to ona była godna większego zaufania niż ona.
    I chyba w tym tkwił ten zasadniczy problem. Świadomość, że on dał wiarę scenie rozegranej przez kobietę, do której nie miał zaufania, a odrzucił jej tłumaczenia. Rozpamiętywała to nadal mimo mijającego czasu i zapewne wciąż będzie to sobie przypominać, jednak gdy ktoś zrozumiał jakim zaufaniem obdarzyła Chester i dostrzegał ich drogę, jaką przeszli zrozumiał, dlaczego teraz była tak negatywnie nastawiona.
    Skłonna była bardziej wybaczyć Mike’owi i ponownie się z nim związać niż przebaczyć bratu, który mógł teraz żałować swoich słów i tego co zrobił. Nie zamierzała tego negować, ale rana nadal jest i może nie jest tak głęboka, lecz ona się jeszcze nie zaszyła i nie zabliźniła. Ona nadal tam była.
    Czasami budziła się w środku nocy z koszmaru, w którym śniła o tamtej sytuacji. Powracała do tego niczym w kalejdoskopie. I nie dawał jej wytchnienia, o które prosiła. Poczucie, że była podrzutkiem, po raz kolejny została, wręcz pozbawiona rodziny to ją najbardziej dobijało.
    — Julio — zaczął powoli.
    — Nawet nie zaczynaj — uprzedziła go, wchodząc mu w zdanie, nim skończył swoją myśl. — Nie mamy sobie nic do powiedzenia — dodała ostro. — Tłumaczyłam, byś nie starał się zabiegać o rozmowę czy próbę wyjaśnień, bo nadal moja odpowiedzieć brzmi nie.
    — Dlaczego…
    — Dlaczego? — weszła mu niespodziewanie w słowo, wiedząc, w jaką stronę kieruje te słowa. — Skoro pytasz, to zadam takie pytanie: Dlaczego nie posłuchałeś mnie oraz nie pozwoliłeś mi wyjaśnić mojego punktu, oraz to jak wyglądała ta sprawa z mojej strony. Zamiast tego wyrzekłeś się mnie, jakby to był najmniejszy kłopot. Oboje dziwicie się, że mam wobec ciebie taką niechęć — zwróciło się do obojgu mężczyzn, którzy przed nią stali. — Jednak czy słuchałeś mnie gdy ja chciałam wyjaśnić to co się stało? Czy miałam tę możliwość obrony? — dopytywała, uderzając w te czułe punkty.
    Widziała, jak spuszcza wzrok, tak jakby bojąc się na nią spojrzeć, lecz ją to absolutnie nie dziwiło. Spoglądała na niego przez dłuższą chwilę, nim ponownie zabrała głos i przerwała tę napiętą atmosferę, która zawisła w powietrzu i powiedziała ponownie:
    — Dostajesz dokładnie to, co ja otrzymałam wtedy. I tak fakt, że w ogóle z tobą rozmawiam, to jest jakiś cud — prychnęła cicho pod nosem. — Nie powinnam tego robić, a wciąż to robię i nie wiem po co. Dla mnie jesteś skończony i zrozum, że nie wiem, czy nadejdzie czas, w którym zdecyduje się na rozmowę z tobą — wyrzuciła w jego stronę.
    — Czyli nigdy mi nie przebaczysz — odezwał się i mimo że próbował to ukryć, w jego głosie dało się wyczuć smutek.
    Nie odpowiedziała od razu, lecz nie zdziwiły ją jego słowa. Ona sama nie była pewna czy zdoła to przepracować i poradzić sobie z tym ciężarem, który nosi. Najpierw musiała zapanować nad emocjami oraz wspomnieniami, które tkwiły w jej głowie, nim w ogóle pomyśli o rozmowie, a to nie było proste.
    Czy jednak przebaczenie nie nastąpi?
    Nie chciała na to odpowiadać skoro sama była niepewna tego co przyniesie przyszłość. Może w końcu zdoła się z tym pogodzić i jakoś skłonić siebie do spotkania i rozmowy z nim, lecz na obecny czas sobie tego nie wyobrażała.
    — Jedyne, o co proszę to o spokój jeśli zdecyduje się z tobą porozmawiać, mam do ciebie numer…
    — Zablokowałaś mnie — przypomniał jej.
    — Nie powinno cię to dziwić — stwierdziła kwaśno. — Jeśli się rzeczywiście na to zdecyduje — wróciła do swojej wcześniejszej myśli. — To zadzwonię do ciebie, na razie po prostu proszę, byś nie wpływał i nalegał na rozmowę nawet przez osoby postronne — stwierdziła i spoglądnęła w dość wymowny sposób w kierunku swojego ukochanego.
    Widziała, jak delikatnie się zawstydził i opuścił głowę, bo był jedynym z tych najbardziej zaangażowanym w sprawę próby ich pogodzenia. Nikogo z nich to nie dziwiło, w końcu to przez jego kłamstwa namieszał w relacjach swojego przyjaciela oraz wtedy byłej partnerki.
    Nie zamierzał tego robić, lecz został do tego przymuszony, nie zamierzał jednak zrzucać z siebie odpowiedzialności. Był dorosłym facetem, nawet jeśli był zastraszony, manipulowany bojący się o samego siebie, nie powinien niszczyć relacji, która przed paroma laty budowała się na jego oczach.
    Mógł zrobić cokolwiek, lecz nie rozwalać tego rodzeństwa.
    Przeklinał siebie za to co zrobił i nie mógł przeboleć, że był tak podatny na wpływ swojej byłej żony. Zamiast walczyć o siebie i nich wolał słuchać się jej. Mógł już dawno wyrwać się z tego związku zrobić cokolwiek by nie kontynuować tego, że był krzywdzony, lecz nie zrobił tego, bo zwyczajnie się bał.
    Wtedy przemawiał przez niego strach, to fakt, a teraz frustracja i złość na samego siebie, że mógł tylko sfrustrowany oglądać z boku, to jak dwójka rodzeństwa nie może dojść do porozumienia z jego absolutnej winy.
    — Mike przyjdź do mnie, jak skończycie — poprosiła nagle, przerywając panującą wokół nich ciszę.
    Skinął delikatnie głową i mogli oboje, patrzeć jak odchodzi. Wkrótce po jego mieszkaniu rozbrzmiał trzask zamykających się drzwi, a ciche westchnienie padło z ust Chestera.
    — Nie mam szans na to, że zechce w ogóle pogadać — powiedział z poczuciem rezygnacji.
    — Chester sama wspomniała, nie jest na to gotowa na chwilę obecną, może…
    — Mike! — przerwał mu stanowczo, widząc, jak bezskutecznie stara się go pocieszyć. — Poznałem ją i wiem, że potrafi być mocno uparta i raczej takich rzeczy nie jest łatwo komuś przebaczyć, a bardziej nie jest w stanie przejść przez ten mur. Widziałem, z jaką pogardą odnosi się do ojca, jak wprost mówiła, że temu skurwysynowi nie przebaczy, moja i jej sytuacja jest niemal ta sama. Nagadałem słów, jakich teraz żałuje, ale miały one wagę i znaczenie dla niej, wybrzmiały w ten sam sposób jak naszego ojca. Dlatego przestaje się łudzić, że zdoła mi to przeboleć.

    — Wiem, że ten temat jest dla ciebie wrażliwy, a moje ciągłe pytania cię irytują, ale próbuje zrozumieć — mówił, między czasie głaszcząc leżącego na jego kolanach Waltera, który głośno mruczał.
    Przysiadł na podwieszanym fotelu w rogu jej sypialni, przyszedł przed kilkoma minutami, by móc z nią porozmawiać. Mimo że nie miała za wiele czasu dla niego, ponieważ musiała za pół godziny wychodzić. Wpuściła go gdy wspomniał, że będzie to krótka rozmowa. Wykorzystała tę okazję i powoli zaczęła się szykować na spotkanie, a właściwie na trening, na który była umówiona wraz z ekipą.
    Odkąd powróciła do wyścigów, czuła się jakby odżyła na nowo. Czuła się, jakby wróciła do swojej starej przyjaciółki, która tak doskonale ją rozumie. Może było nieco eufemistyczne porównanie, lecz uważała, że było jak najbardziej zgodne z tym co właśnie czuła. Ponad rok jak nie więcej nie wsiadała na motocykl.
    Prawdę mówiąc, poprzedniścigacz poszedł na straty. Nie dało się z nim nic zrobić, dlatego co zaskakujący obecny motor nie kupiła sama, lecz dostała go w prezencie, właśnie od Mike co ją zupełnie zaskoczyło. Doskonale pamiętała ten dzień, w którym przyszedł do niej, prosząc o to, żeby gdzieś mógł ją zaprosić.
    — Mike absolutnie — odezwała się z lekką paniką w głosie. — Nie założę na oczy żadnej opaski — powiedziała w lekkim strachu.
    Od momentu porwania miała ogromny problem z tym, że nie potrafiła radzić sobie z otaczającą ją ciemnością. Pomimo miesięcy terapii nadal panicznie bała się zasypiać przy zgaszonym świetle. Mimo że wcześniej nie sprawiało jej to zasadniczo żadnego problemu i uwielbiała sypiać z opaską na oczach, od tamtych zdarzeń miała tak głęboki uraz psychiczny do mroku, że nie potrafiła sobie z nim radzić.
    Nawet w nocy musiała mieć zapalone, chociaż delikatne światełko, by w środku nocy nie przebudzić się w panice i nie mieć poczucia, że znowu przebywa w tej koszmarnej piwnicy. Nie działało nic, ani wizyty u psychiatry, ani terapia wciąż ten uraz w niej pozostał. Mimo zaleceń lekarze czy terapeutki by powoli uczyła przezwyciężać ten lęk.
    Nie umiała go pokonać!
    Dlatego nie pozwalała sobie na to, by ktokolwiek ‘gasił jej światło, mogło to brzmieć w dość dziwny sposób, ale było jak najbardziej adekwatne do sytuacji. Bała się panicznie ciemności i wielokrotnie zmagała się z trudnościami gdy jej były masz próbował gasić światło gdy kładli się do snu, w końcu doszedł do wniosku, że musiała spać z lampką. Dlatego takie sugestie od razu odrzucała.
    — Ale ja chce tylko zrobić ci niespodziankę, to tylko krótka…
    — Mike nie! — wręcz panikowała. — Zgodzę się na cokolwiek, ale nie na zakrywanie oczu — mówiła z mocno bijącym sercem.
    — Co się dzieje? — zapytał przejęty gdy dostrzegł wręcz paniczny strach w jej oczach.
    Milczała, czując, jak serce bije w jej piersi, jeszcze szybciej, gdy przez moment starała się uspokoić nim, powiedziała:
    — Mike od czasu tamtego… — urwała na moment gdy słowa nie chciały jej przejść przez gardło. — Ja się panicznie boję ciemności — przyznała w końcu. — Nie znoszę gdy ktoś zakrywa mi oczy, spania przy zgaszonym świetle. Po prostu mi tego nie rób. Nie zakrywaj oczu — prosiła.
    Dostrzegając panikę w jej oczach, zrozumiał w końcu, że nie jest to nic błahego. On sam zmagał się z wieloma traumami po porwaniu i również jak ona miał swoje słabości. Dlatego nie zamierzał jej absolutnie do tego przypuszczać.
    — Dobrze nie będę tego robił, ale chyba pójdziesz ze mną gdzieś? — zagadną.
    — Co ty kombinujesz? — dociekała, spoglądając na niego z lekką podejrzliwością.
    On jednak tylko uśmiechnął się tajemniczo i wyciągnął w jej kierunku dłoń. Popatrzyła na niego przez chwile z lekką niepewnością, nim w końcu zdecydowała się, by ją ująć i pozwolić się poprowadzić.
    On bez słowa pociągnął ją za sobą do wyjścia ze swojego mieszkania. Gdy szli w stronę wind, wciąż zastanawiała się, o co mogło chodzić. Dokąd ją prowadzi, szczególnie gdy weszli do środka, a on wcisnął jeden z guzików.
    Nie przyglądała się temu, jakie piętro wybrał, lecz po chwili jechali w dół. Nie minęło nawet dziesięć sekund gdy znaleźli się na samym dole. Zmarszczyła delikatnie brwi, gdy prowadził ją po podziemnym parkingu i powiódł w stronę jej samochodu. Było to zaskakujące i dość dziwne.
    W milczeniu przeszli ostatnie kroki a ona już w oddali dostrzegła coś, co wprowadziło ją w osłupienie.
    — Żartujesz prawda? — wykrztusiła.
    Zobaczyła w oddali smukłą sylwetkę sportowego motocykla. Stał on bocznym miejscu tuż obok jej samochodu. Wystarczyło podejść bliżej by dostrzec, że był to najnowszy model Kawasaki Ninja, marki, którą wprost uwielbiała i był to jej kolejny motocykl, który miała. Patrzyła w osłupieniu to na dwukołowca do niego nie dowierzając w to co widzi.
    — Tylko nie mów mi…
    — Jest twój — powiedział z uśmiechem i ogromnym zadowoleniem.
    — Mike, ale…
    — Nie przyjmuje odmów — sprecyzował nim, próbowała się sprzeciwić. — Praktycznie przez mój głupi plan, którego ostatecznie nie zrealizowałem, ale ktoś go wykorzystał — mruknął cicho pod nosem na wspomnienie tego idiotycznej zemsty, której chciał się podjąć ostatecznie zrezygnował po tym gdy usłyszał o jej wypadku to jednak wciąż czuł się winny, bo część tych punktu sam wymyślił i wciąż czuł się naprawdę głupio, że coś takiego się wydarzyło.
    Pragnął jej to wynagrodzić, za te wszystkie krzywdy oraz akcje, które zniszczyły jej reputacje.
    — Ja nie mogę…
    — Jak już mówiłem — wszedł jej w słowo. — Nie toleruje odmowy. Wiem, co myślisz, ale potraktuj to jako prezent w ramach przeprosin za to co po części ci zrobiłem. Gdyby nie pomysł mój i… jej to nadal miałbyś swoją maszynę. Wiem, byłem temu przeciwny, co zrobiłem, jak namieszałem, ale chce ci to wynagrodzić. Utraciłaś przez ze mnie i moją byłą swój motocykl ja chce tylko go odkupić.
    — Mike ja nie mogę…
    — Możesz — powiedział twardo.
    Odwrócił się lekko w jej stronę i spoglądnął jej w oczy, dopiero wtedy się odezwał, mówiąc:
    — Wiem, jak brakuje ci wyścigów, zdaje sobie sprawę, że nie naprawię tego co schrzaniłem. Zależy mi, jednak byś powróciła do treningów. Nie chce, byś marnowała te lata ćwiczeń, umiejętności i dobrze się bawiła. Ja cię nie powstrzymam, wiem, że to kochasz i uwielbiasz ten powiew adrenaliny. Byłem głupcem ze mi tak odwaliło i uznałem, że nie masz nad tym kontroli, dlatego przyjmuj go w ramach przeprosin.
    Spojrzała na motocykl, a potem na niego. Mimo jej wewnętrznych sprzeczności ceniła jego gest. Mogła to odrzucić jednak czy powinna to zrobić? Raczej nie. W następnej chwili zbliżyła się jeszcze bardziej do niego i mocno go przytuliła.
    — Dziękuje — wyszeptała cicho.
    
    — Co takiego?
    Drgnął lekko przestraszony gdy niespodziewanie dobiegł go jej głos. Rozejrzał się z uwagą po jej sypialni, by dostrzec, jak stoi nieopodal, opierając jedną ze swoich nóg o oparcie szelągu i powoli zasuwała zamek swoich wysokich skórzanych butów.
    Wpatrywał się w nią przez dłuższa chwile, nie mogąc oprzeć się pokusie niewpatrywania się w nią niczym w obrazek. Zupełnie zapomniał o tym, jaką słabością darzył ją właśnie w takim wydaniu. Skóra, która delikatnie opinała się na jej sylwetce, spodnie oraz kurtka idealnie dopasowały się do jej ciała.
    Przyglądał się jej przez chwile i miał wrażenie, jakby ponownie powrócił do czasów ich pierwszego związku oraz tego jak doskonale się potrafili bawić i czasami tak nie wiele pokus wystarczyło nawet jeśli była ubrana, w ten sposób był to strój, który tak bardzo pragnął z niej zdjąć. Pociągał go i kusił w sposób, w który trudno było mu się opanować. To byłą jego największa słabość Julia ubrana w skórę.
    Mimo mijających lat i mocnych przeżyć teraz gdy na nią spoglądał, miał wrażenie, jakby te uczucia ponownie powracały. Mimo że było to jeszcze mocno ukryte, czuł tę samą zmysłowość, którą odczuwał wtedy.
    Dopiero gdy za klasnęław dłonie, wybudziła go z transu, w który wpadł i momentalnie zwrócił na nią uwagę. Stała tuż przed nim z rozpiętym zamkiem kurtki a pod spodem miała założony podkoszulek z głębokim dekoltem. Moment, w którym nachyliła się, w jego kierunku był momentem, który sprawił, że delikatnie poleciała mu oczko w dół i nie mógł się temu oprzeć.
    — Mike kotku skup się — prosiła.
    Czuł, jak chwyta go za brodę i delikatnie zwraca jego twarz ku sobie. Widział czający się w jej kącikach ust uśmiech gdy w końcu popatrzył na nią, mimo że wciąż spojrzeniem uciekał na jej dekolt.
    — Czyżby ktoś tutaj sobie przypomniał swoją największa słabość — zaśmiała się, delikatnie go kokietując.
    Momentalnie na jego policzkach pojawiły się rumieńce i nawet nie starał się ich ukryć, bo wciąż jej palce zaciśnięte były na jego brodzie. Patrzyła na niego takim wzrokiem, którego nie potrafił się oprzeć. Kącik jego ust delikatnie uniósł się ku górze, a on zapomniał na moment, od czego tak naprawdę zaczął.
    — Dokończ swoją wcześniejszą myśl — uprzedziła.
    Zapadła chwila dłuższej chwili, podczas której się nie odzywał, lecz po chwili w końcu wrócił do tego co zaczął i dokończył:
    — Czy naprawdę nie widzisz szans na ewentualne pogodzenie się z Chesterem? — dociekał.
    Momentalnie odsunęła swoją dłoń od jego twarzy i z cichym westchnieniem odeszła kilka kroków. Mimo że spodziewała się, że ponownie zada to pytanie, to liczyła na to, że do tego nie dojdzie.
    Ten temat był dla niej, męczy i z jednej strony rozumiała jego dociekliwość oraz chęć pomocy z drugiej to było wciąż trudne. Sama nie wiedziała, co ma z tym zrobić. Czuła się rozdarta wręcz rozbita, bo mimo że była tak przekonana, że nie chce z nim gadać, to w ostatnich dniach jej postrzeganie się zupełnie zmieniło.
    Zaczęła się coraz częściej łapać na myśli, w której byłaby skłonna z nim pomówić. Sama Camila zasugerowała jej, że być może taka konfrontacja w cztery oczy pomoże jej poradzić sobie ze wspomnieniami jeśli oboje szczerze porozmawiają o tym co się wydarzyło, lecz nadal tego pewna nie była.
    Wahała się.
    — Jeśli mam być szczera nie wiem — powiedziała z westchnieniem, stając przed lustrem, spoglądając na lustrzane odbicie. — Owszem jeszcze parę dni temu powiedziałabym, że nie chce go widzieć, teraz... — delikatnie oparła się o stolik, który przed nim stał i odwróciła się do niego. — Teraz nie jestem niczego pewna — przyznała w końcu. — Nie mówię, że nigdy się to nie stanie, ale…
    — Czyli zaczynasz się łamać — stwierdził wprost, widząc jej wątpliwości.
    — Tego nie powiedziałam, ale po prostu nie jestem tego pewna — wyznała szczerze. — Nie daje ci gwarancji, ale po prostu na razie nie jestem chyba jeszcze gotowa na tę rozmowę. — powiedziała szczerze.
    Zerknęła przelotnie na zegarek, który stał na szafce i gdy tylko dostrzegła, godzinę momentalnie się wyprostowała:
    — Spóźnię się cię — wykrzyknęła gdy zdała sobie sprawę, że powinna kwadransa temu wyjeżdżać. — Jak chcesz, to możesz u mnie, zostać będę za dwie godziny — krzyknęła, machając na pożegnanie.
    Patrzył jak pośpiesznie wychodzi a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech gdy przypomniał sobie jej ostatnie słowa:
    — Chyba jednak za nim tęsknisz skarbie — wyszeptał wprost do siebie.

Saturday, January 3, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 07


    — Stanowczo odmawiam, realizacji tego pomysłu — odezwała się nagle.
    Słyszał, jak jej głos potoczył się echem z kuchni, a jego kącik ust mimowolnie się podniósł. Praktycznie od ponad dwudziestu minut delikatnie mówiąc z nią, pogrywał. Czemu tak bardzo ją prowokował?
    Prawda była taka, że próbowała go odwieść od pomysłu wyboru filmów na dzisiejszy wieczór. Owszem nie bez powodu miała takie obawy, bo mimo że doskonale wiedział, że nie znosi wprost filmów grozy i szanował to, że to nie był jej pierwszy wybór, to raz na jakiś czas starał się wybierać jakieś produkcje, lecz które byłby raczej klasy średniej by nie były aż tak realistyczne jak były te, które posiadały duży budżet, produkcja dba o szczegóły i jakość, lecz nawet jeśli wybierał nawet te przysłowiowe średniaki, to tak niektóre potrafiła obejrzeć, lecz inne absolutnie nie i musiał nie jednokrotnie zmieniać film.
    — Skarbie czemu aż tak panikujesz, nawet nie wspomniałem, że mam ochotę obejrzeć taką produkcję — zauważył, chociaż kącik jego ust poderwał się nieznacznie do góry w chytrym uśmieszku.
    — W takim razie wyjaśnisz mi, czemu masz tak dziwnie zadowoloną minę? — zapytała, opierając się łokciami o blat kuchenny tuż obok przekąsek, które szykowała na dzisiejszy wieczór.
    W końcu mieli okazje spędzić ze sobą wieczór. Ostatnie tygodnie były dla nich obojga niezwykle intensywne. On wraz z chłopakami tworzył album i byli już na praktycznie znacznej części jego prac, a ona sama była skupiona na studiach, wyścigach i firmie dlatego dopiero teraz znaleźliten wyjątkową jedną noc, by w końcu się zobaczyć.
    Nie mieli chęci nigdzie wychodzić, a tak naprawdę niczego nie zarefowali, bo nawet nie myśleli kiedy w końcu będą mieć ten wieczór dla siebie. Dlatego postawili na dość nudną formę randki, czyli wieczór filmowy u niej w mieszkaniu. Widział, jak unosi dłoń i zaczyna mu grozić palcem, lecz on się tym zbytnio nie przejął.
    Siedział na podłodze przed telewizorem. Stolik odsunęli na bok, by wyłożyć wygodny materac oraz koce, a na jego nogach usadowił się Walter, którygdy tylko go zauważył, zaczął się wokół niego kręcić. Oboje zauważyli, że mimo że należał on do Julii, był bardziej bliski jemu. Nawet podczas ich rozstanie odczuwał jego brak, dlatego wykorzystywał każdą okazję gdy tylko się pojawiał, by pożebrać o jego uwagę.
    — Jaką — spytał niewinnie. — To nie mogę się cieszyć na widok swojej ukochanej? — zapytał wprost.
    — Myślisz, żenie bez powodu wiem, czemu mnie tymi oczkami czarujesz. Mówię od razu, zgodzę się nawet na film akcji byle nie horrory. Musisz sobie znaleźć kopna do oglądania ich, bo ja nim nie pozostanę. Cokolwiek nawet te nudne Gwiezdne Wojny zniosę czy filmy Marvela, mimo że nie jestem ich fankom byle wszystko tylko nie filmy grozy — mówiła, ostrzegając go.
    — Ale taki lekki naprawdę…
    — Mike czy mam przerwać naszą randkę i cię wygonić? — zapytała wprost.
    Momentalnie pokręcił przecząco głową. Nie po to do niej przyszedł, by nagle odwoływać całą tę randkę. Widział, jak uśmiecha się zadowolona, gdy w końcu rozstawiła wszystkie przekąski, które rozkładała, a on musiał porzucić swój wcześniejszy plan i zwyczajnie skapitulować.
    Nie było to po jego myśli, lecz nie miał tak naprawdę wyboru. Jeśli miał wybór, poza tym konkretnym to mógł włączyć każdy film, jaki chciał, ale nie to konkretne kino. Owszem sam nie był fanatykiem komedii romantycznej, w sumie Julia również nie była ich miłośniczką. Mówi się, że większość kobiet kocha takie romansidła, lecz nie w przypadku Julii, tak naprawdę gdy oglądali jakiekolwiek takie produkcje, bardziej się wynudzała i przysypiała czy potrafiła komentować w tak zgryźliwy sposób wyborów filmowych, że czasami miał ochotę się z niej śmiać:

    — I tak teraz muszą wcisnąć łzawą scenę, bo musi się widz poryczeć — stwierdziła z przekąsem, gdy siedziała oparta o jego ramię i wręcz z irytacją spoglądając na telewizor. — No tak musi być deszcz… no klasyka — mruknęła rozzłoszczona.
    W następnej chwili wsunęła sobie do ust garść popcornu, próbując zająć czymś ręce, a po prostu była znudzona tym filmem, który wzajemnie wybrali. Myśleli, że będzie to dobra zabawa, skończyła się na komentowanie przez nią w drażliwy sposób produkcji filmowej.
    — Przysięgam, jeszcze mi dajcie scenę na plaży, przy zachodzie…
    — Nie chce ci przerywać tej pasjonującego komentowania, ale pragnę ci przypomnieć słońce, że kochasz zachód słońca i to na plaży — przypomniał jej.
    Zobaczył w nikłym świetle, jak na jej policzkach pojawia się delikatny rumieniec. I nim cokolwiek zdążyła, powiedzieć więcej zamilkła. Owszem mogła nazywać wiele tych scen sztampowymi tak bardzo klasycznymi i tak jedną z takich ulubionych scen twórców również były takie momenty, jednak tutaj miał racje, sama była wielbicielką takich momentów, dlatego nawet dobrze ze ją pohamował.
    — Dobra to akurat lubię, ale na żywo w filmie no dobra jest trochę w tym klimatu, ale to też jest takie klasyk i schemat — powiedziała w swojej własnej obronie.
    — Jest, ale przyznaj, żetakie sceny są piękne.
    Nie odpowiedziała od razu, jedyne co zrobiła to jeszcze bardziej, skupiła się na produkcji filmowej. Odniósł wrażenie, jakby nie chciała nic powiedzieć, jakby bojąc się odpowiedzi.    
    On jednak nie zamierzał odpuścić i spojrzał na nią wyczekująco. Patrzył na nią przez chwile, po czymopuściła zrezygnowana ramiona i wyrzuciła:
    — Dobra masz racje, ale reszta nuda — mruknęłapod nosem.
    — Fanką romansów to ty nigdy nie będziesz, przynajmniej nie będziesz mnie nimi zadręczać — stwierdził.
    Czuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie gdy tylko to powiedział, lecz nie odezwała się, tylko wróciła do oglądania.





Saturday, December 6, 2025

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 06

    — Przestałem oczekiwać cudu Mike — wyznał z brutalną szczerością w głosie.
    Patrząc na niego, widział go zupełnie pokonanego czy po prostu zrezygnowanego. Mimo że był wielokrotnie proszony o to, by nie wtrącać się w tę sprawę, głównie prosiła go o to jego ukochana, prosząc go wielokrotnie, by nie starał się aranżować, spotkać nawet takich przypadkowych to w głębi serca nie potrafił tego zrobić.
    Poczucie, że był odpowiedzialny właśnie za rozpad tej relacji, mocno go dręczył, ponieważ to dzięki jego kłamstwom oraz oszczerstwom doszło do sytuacji, gdzie dwoje mocno ze sobą zżytych osób teraz praktycznie nie chciała się znać. Głównie ze strony młodej artystki, która odcięła się od własnego brata i ten widok był naprawdę bolesny, ponieważ z tyłu głowy wiedział, że to była jego wina.
    Ktoś podstrony, który nie znał tej sytuacji, mógłby uznać, że powinien pozwolić im się dogadać i nie wtrącać, lecz nie umiał, mając świadomością, że to jego oszczerstwa zniszczyły rodzeństwo, które jeszcze przed trzema laty skoczyłoby za sobą w ogień i nie było to żadną metaforą czy rzuconym edenizmem, a realna prawda, ponieważ przez ostatnie lata wybudowali tak trwałą relację jednak to on oraz jego dawna żona doprowadzili do tego, że można było teraz dostrzec jedynie popioły tej relacji.
    Drażniło go to, bo doskonale pamiętał, jak bardzo Chester starał się o to, by zyskać wszelkie prawa adopcje do Juli, jak bardzo walczył o nią, by w końcu mogła z nim zamieszkać, a teraz nie o tyle nieporozumienie, ale jego strach przed swoją oprawczyniom doprowadził do tego, że musiał patrzeć na zniszczoną więź.
    Wobec tego nie potrafił przejść obojętnie i próbował wszystkiego, by tylko skłonić ich do rozmowy, w której mogliby szczerze porozmawiać i wyrzucić z siebie co im na sercu leżało. Widok Chestera, który cierpiał na tym, że popełnił tak głupi błąd, że uwierzył nie właściwiej osobie i utracił najważniejszą dziewczynę w swoim życiu, było przygnębiające.
    Sama Julia również nie była temu obojętna. Mimo że mogła pokazywać, że ją to nie obchodzi i ta relacja przestała mieć dla niej znaczenia, to zdawał sobie doskonale sprawę, że wewnętrznie ją to rozdziera. W końcu utraciła jedyną osobą, którą mogła nazywać rodziną. Żyła latami w przeświadczeniu o byciu sierotą gdy odkryła prawdę i zyskała brata, wiele się zmieniło w jej życiu.
    — Ona nigdy mi tego nie przebaczy — usłyszał jego głos.
    Przerwał ciszę, która panowała pomiędzy nimi która zapadła nawet nieświadomie. Podniósł głowę, by zobaczyć, jak siedzi lekko pochylony opierając swoje łokcie na kolanach i wpatrujące się w jakiś punkt przed sobą. Patrzył na obiekt bez żadnego wcześniejsze zainteresowania czy emocji. W jego spojrzenie było puste, pozbawione sentymentów czy nawet tego żalu, który odczuwał. Wyglądał jak robot, który nie miał uczuć, on nie był jednak maszyną, był człowiekiem, który miał prawo przeżywać.
    Uznał jednak, że zbyt długo pokazywał swój smutek, by znowu ktoś spoglądał na to jak w głębi serca cierpiał.
    — Zawaliłem na całej linii, a ona ma w pełni prawo mnie w taki sposób traktować — wyznał w końcu. — Nie jestem bez win, mogłem posłuchać, wysłuchać jej, zanim oceniłem. Wystarczyło poświęcić jej dwie przysłowiowe minuty w tym więzieniu, może wtedy by nie doszło do takiego paradoksu. Sam odpowiadam za bałagan, jaki narobiłem i…
    — Ale to przez moje oszustwa zniszczyłeś tę relację, jeśli szukasz winnego w sobie, powinneś spojrzeć na mnie — przerwał mu w trakcie przedłużającego się monologu. — Odpowiadam za ten rozpad czy to wam obojgu się podoba, czy nie. Możecie nie szukać we mnie win, chociaż Julia wprost mówi, że mogłem mówić prawdę i wcale nie wybacza mi tego, co zrobiłem, to ja i ta… — urwał, nie mogąc odwagi na to, by wypowiedzieć, chociaż jej imię. — To jej głupie gierki i mój strach przed nią zniszczył rodzeństwo. — wyrzucił z siebie.
    Zwiesił głowę, czując się lekko pokonany. Nie starał się oszukiwać siebie, trudno to robić, gdy po tylu miesiącach życia w strachu tworzenia oszczerstw i kłamstw masz zwyczajnie dość i po prostu chce mówić prawdę. Szczególnie że był wcześniej i obecnie związany z jego siostrą. Nie chciał takich kwasów, które panują obecnie.
    Ironią tej sytuacji był fakt, że Julia była z nim, a nie chciała znać Chestera, a on nie mógł nawet próbować prosić o rozmowę, bo od razu był odrzucany. Dziwne splątanie ich losów, ale właśnie to tak wyglądało.
    — Mike nie zamierzam udawać, że ci to zapomniałem, ale nadal nie rozumiem, co cię skłoniło do milczenia.
    Czuł na sobie jego przenikliwe spojrzenie, jakby pragnął przedostać się do jego umysłu oraz odgadnąć co się w nim kryje. Odkryć prawdę, którą faktycznie ukrywał, o której wiedziała tylko jego partnerka. Milczała jak została poproszona mimo, tego jak bardzo cierpiały jej relacje z innymi i jak wiele się zmieniło gdyby w końcu przyznał się, że Tay… ona go tłukła.
    Traktowała jak worek treningowy, lecz strach był silniejszy i sprawiał, że się tego obawiał i nie robił tego, co powinien.
    Godne podziwu było dla niego to, jak Julia umiała dotrzymywać słowa. Mimo że cierpiała na tym, nadal zachowała to wszystko, co widziała podczas trasy czy porwania w tajemnicy chroniąc go, mimo że on ją krzywdził. Potrafiła być lojalna czy wierna, owszem zdawał sobie sprawę również, dlaczego nie mówiła nic i trzymała jego prawdę w tajemnicy.
    Przeszła ponowny wzorzec zachowań w swoim poprzednim związku, dlatego wiedziała jakie emocje i przerażenie wiąże się z przyznaniem do bycia ofiarą przemocy domowej, to nie było łatwe, bo sama przyznała, że potrzebowała kilku lat i roku terapii, by w końcu powiedzieć o tym, że związek z Clarkiem był przemocowy i toksyczny.
    Czasami myślał, czy dla dobra Chestera i Julii powinien się przełamać i w końcu powiedzieć mu, dlaczego zachowanie jej podczas ich podróży po Europie było tak niepokojące jak uważał.
    Wiele by to wtedy wyjaśniło.
    Jednak gdy był już gotów to zrobić, to pojawiała się ta przerażająca myśl, która go niemal paraliżowała i wycofywał się, mimo że był skłonny to zrobić. Ogarniała go panika, to było w tym wszystkim najgorsze.
    — To… — zaczął powoli, lecz uciął w momencie gdy ponownie prawie był gotów to powiedzieć, lecz się zawahał. — To skomplikowane — wyjaśnił, udzielając najbardziej rozsądnej decyzji, jaką mógł. — Uwierz mi zachowanie Julii, nie było przesadzone, nie było głupie i coś w sobie kryło. Po raz kolejny ci potwierdzę to, nie chodziło o nas romans, bo nie byliśmy wtedy związani. Nie romansowaliśmy wtedy — przypomniał mu ponownie. — Mogłem nie znosić tego frajera, z którym była, ale zupełnie jak ze mną, zachowała lojalność i wierność wobec niego, a ja… — zamilkł ponownie.
    Chciał dodać, że bał się, że Taylor go zatłucze na śmierć, ale pohamował się i ugryzł w ostatniej chwili w język. Dostrzegł, jak przyjaciel zerknął na niego z ciekawością i zainteresowaniem, tak wiele pytań cisnęło mu się na usta, lecz nie był pewny czy pozna odpowiedzi na nie i to drażniło go najbardziej.
    — Akurat bycie lojalnym Julia ma we krwi — wyznał szczerze. — Jej matka mimo tego jak została oszukana, również zachowała wierność do czasu rozwodu. O to nie można posądzić tej dziewczyny. Widać, że wie, co znaczy być komuś wiernym aż do samego końca.

    Takie cechy się wyróżniają wręcz u każdego, kto chce, wejść w stały związek są podrzędne. Nie mógł tego jej odmówić nawet gdy ich związek przechodził kryzys, ona nigdy nie dawała mu powodu do nie ufności, bo zawsze okazywała się być uczciwa. On jednak był tym który oszukał.
    Mógł się nadal z nią kłócić, mówić, że do niczego nie doszło, albo po prostu wziąć to na klatę i przyznać się, że zrobił coś, co nie o tyle się wstydził, ale brzydził. Mógł jedynie przyznać się do błędu i po prostu przeprosić, bo nie mógł naprawić tego co było.
    — Wiele bym dał, by postąpić inaczej — wyrzucił nagle z siebie Chester. — Oddałabym wiele, by mając obecną wiedzą w przeszłości uchronić siebie czy ją przed zgubą moich decyzji. Mike wiem, że próbujesz nas pogodzić, ale musisz odpuścić. Tak namieszałeś tak samo jak ja, ale sam widzisz mijają miesiące, a wręcz lata, a Julia nadal nie jest nawet skłonna się ze mną pogodzić. Dlatego w takiej sytuacji najlepiej odpuścić.
    Zachodziło pytanie, czy jednak potrafił to zrobić…

    — Julio czemu nie chcesz tego zrobić? — ponownie poruszył ten temat.
    — Już ci wyjaśniałam, dlaczego uważam, że to skrajnie głupi pomysł i raczej nie przewiduje w swoich pobliskich planach pogodzenia się z kimś, kto świadomie mnie stracić — mówiła zdeterminowana.
    Czuła się już zmęczona gdy po raz kolejny Mike zaczął świadomie, bo już nie można było mówić o nieświadomości poruszać wątek jej przerwanej relacji z Chesterem. Męczyło ją to, bo uważała ten temat za ewidentnie zakończony i totalnie nie zamierzała wchodzić w niego głębiej.
    Wyjaśniła mu sumienie swoje stanowisko na ten temat i liczyła na to, że teraz gdy zna jej stosunek, w końcu odpuści. Od czasu do czasu jednak zdarzało się, że powracał do tego, a ona czuła już lekką irytację.
    Za każdym razem gdy tylko zaczął wspominać o tym, czuła rozdrażnienie i irytacje, ponieważ mimowolnie przed jej oczami pojawiała się ta jedna konkretna scena, która rozrywała jej serce i umysł. Wspomnienia, które doprowadzały ją do prawdziwego emocjonalnego bólu, gorycz mieszała się z żalem i wściekłością, że musiała być ofiarą manipulacji oraz kłamstw, a w to oszustwo został on wciągnięty.
    Stanął naprzeciwko niej, chociaż łamiąc przyrzeczenie sprzed lat. Gdyby nie wspomnienie więziennych krat i pewnych słów, może bardziej byłaby przychylna, by porozmawiać, ale ta jedna sytuacja przekroczyła absolutnie wszystko.
    Nie mogła nazywać tego brakiem wyczucia czasu, lecz świadome wyrzucenie z siebie, co najbardziej siedziało mu na sercu. Nie zamierzała wchodzić w to czy tak naprawdę myślał, czy też nie, ponieważ nie chciała rozważać na jego moralnością, a raczej jego brakiem.
    — Powiedz mi wprost, czemu tak naprawdę tego nie chcesz zrobić. Oczywiście nie uwzględniając tego co ci powiedział, bo wiem, że to cię najbardziej boli i siedzi ci na sercu i umyślę, jednak coś musi jeszcze leżeć głębiej. Wydaje mi się, że…
    — Mike — spoważniała.
    Odwróciła się momentalnie w jego kierunku i spojrzała na niego poważnie. Czuł, jak po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, bo naprawdę rzadko widywał ją aż tak śmiertelnie poważną oraz z taką miną, która była trudna do odgadnięcia. Stała tuż przed nim, wyprostowana wpatrując się wprost w niego, a on widząc jej wzrok, czuł, jak serce na moment mu zamiera.
    — Mike nie chce porównywać naszych różnych sytuacji, lecz musisz mieć świadomość, że nie jest łatwe przebolenie faktu, że własny ojciec cię odrzucił. Pozbawił się ciebie ot, tak… — delikatnie uniosła dłoń i pstryknęła placem w powietrzu. — Żyjesz latami, będąc pewnym, że nikogo nie masz, potem pojawia się nadzieja. Wiara, która jest pogłębiana i w końcu pozwalasz sobie tej jednej osobie zaufać. Wierzysz jej niczym dziecko — zatrzymała się na moment gdy padły ostatnie słowa. — Może w tym był mój błąd — mruknęła cicho bardziej do siebie niż do niego, lecz po chwili się opamiętała i ponownie zwróciła się do niego, kończąc swoją wcześniejszą myśl: — Zaufałam mu jak nikomu innemu, ostatnią osobą, która zdobyła, taką moją bezgraniczną ufność był Anthony — wyznała z brutalną szczerością. — Dlatego wyobraź sobie, jak się poczułam, jak dostałam takiego niewidocznego liścia w twarz gdy zrozumiałam, że on widzi mnie oczami tego skurwysyna — dodała z lekką mściwością w głosie.
    Zauważył dopiero po chwili, jak nieświadomie zaciska dłonie w pieść. Widział, jak delikatnie przymyka oczy i stara się uspokoić. Stała przez chwile sztywno wyprostowana z przymkniętymi oczami, a on wdział, jak stara się opanować, by nie wybuchnąć.
    — Ale on…
    — Nie myśli tak? — wtrąciła się, przerywając mu nagle. — Mike nawet jeśli obecnie postrzega to inaczej, to nie sprawi, że te rany, a raczej blizny się zagoją, które pozostawił po sobie. To jest coś, czego nie jestem w stanie przeboleć. Przejść obojętnie, sama świadomość, że uznał, że nie jestem warta jego uwagi, tym samym przytoczył słowa naszego ojca. Zaczął posługiwać się wtedy jego spojrzeniem na mnie. Wiesz, jak poczułam się gdy zrozumiałam, że nie mogę polegać na jedynej bliskiej rodzinie, która mi zostało? — dopytywała go. — To naprawdę boli, że nie potrafił się ugryźć w język, by po prostu przestać milczeć. Wiem, że wtedy wiele się działo, ale właśnie dlatego prosiłam go, by do mnie przyjechał do więzienia. Chciałam z nim pomówić, wyjaśnić z własnej perspektywę tę sprawę. On nie chciał słuchać — przypomniała mu po raz kolejny. — Nie byłabym tak wściekła, gdyby nie pamiętała, co się wydarzyło. Jego agresja wręcz psychiczna obrona przed prawdą mnie zniszczyła. Kochałam go naprawdę i zależało mi na nim jako bracie. Oddałabym wszystko za niego, ale on… mnie zawiódł — wyznała.
    Słuchając jej czuł, jakby się wewnętrznie kurczył. Czuł, jakby każde jej słowo było dla niego niczym lekcja. Mimo że ona mówiła o swoich własnych uczuciach, on czuł, się jakby nieświadomie go biczowała. Było to jednak w pełni zasłużony ból, owszem odnosiła się do własnego brata, ale to przez niego cała ta imba się wydarzyła.
    — Mike wiem, co próbujesz osiągać i do czego zmierzasz — mówiła cierpko. — Prosiłam jednak, byś zostawił tę sprawę w absolutnym spokoju. To nie jest sytuacja łatwa, czy jest z niej wyjście? Nie mam absolutnie pojęcia, ale na chwilę obecną nie widzę szans na to, żeby w ogóle doszło do tego porozumienia. Może bardziej jestem skłonniejsza do tego, by porozmawiać, być może, ale to musi nadejść odpowiedni czas, by w ogóle się to stało. Ja cię po raz kolejny proszę, przestań ingerować — błagała go pod koniec.
    Rozumiała jego podejście, czemu właściwie to robił i mimo jego szczerych intencji musiał w końcu odpuścić. Propozycja spotkania musi wyjść od niej i to ona musiała dogadać się wtedy z Chesterem. Była dorosła i nie potrzebowała pośredników do tego, by zwyczajnie odblokować jego numer i do niego napisać, na razie jednak mentalnie nie była na to przygotowana i właśnie w tym tkwił zasadniczy problem.
    — Mike obiecaj mi — zaczęła powoli.
    Podeszła do niego, przechodząc obok stolika i usiadła blisko niego. Delikatnie ujęła jego dłonie i popatrzyła mu głęboko w oczy. Widziała, jak początkowo stara się uciekać spojrzeniem, jakby nie chciał tego, kontaktu wzrokowego, lecz po krótkiej chwili się poddał i zrezygnował i popatrzył na nią, a ona dokończyła:
    — Daj mi słowo kotku, że zostawisz to takim, jakim jest — zobaczyła grymas, który pojawił się na jego twarzy, który wyraźnie pokazywał, że nie chciał tego zrobić. — Mike ja i Chester jesteśmy dorosłymi ludźmi i to od nas musi wszystko zależeć. Wiem, że próbujesz, że się starasz naprawić swoje błędy i bardzo to cenię, ale w tej sprawie, musisz, zwyczajnie odpuścisz. Bo problem tkwi w mojej emocjonalnej urazie, z którą muszę się zmierzyć. Muszę ją przepracować, by zdecydować się na to, by w ogóle z nim pomówić. Dlatego po prostu zrozum i odpuść — prosiła.
    Nie chciała mu dawać jakichś nakazów, czy zakazów, bo byłą to skrajna głupota, lecz musiała go uświadomić, że to, co robił, było naprawdę niepoprawne. Szlachetne cele są w pełni zrozumiałe, ale czasami nie można ingerować w sprawy osób, które się zna nawet z tych dobrych pobudek.
    — Dobrze — odpowiedział po dłuższej chwili ciszy.
    Słyszała rezygnacje w jego głosie, lecz ona uśmiechnęła się delikatnie gdy w końcu skapitulował. Nie chodziło o to, że to nie ceniła, ale o to, że waga tej sprawy była bardzo poważna.