— Przestałem oczekiwać cudu Mike — wyznał z brutalną szczerością w głosie.
Patrząc na niego, widział go zupełnie pokonanego czy po prostu zrezygnowanego. Mimo że był wielokrotnie proszony o to, by nie wtrącać się w tę sprawę, głównie prosiła go o to jego ukochana, prosząc go wielokrotnie, by nie starał się aranżować, spotkać nawet takich przypadkowych to w głębi serca nie potrafił tego zrobić.
Poczucie, że był odpowiedzialny właśnie za rozpad tej relacji, mocno go dręczył, ponieważ to dzięki jego kłamstwom oraz oszczerstwom doszło do sytuacji, gdzie dwoje mocno ze sobą zżytych osób teraz praktycznie nie chciała się znać. Głównie ze strony młodej artystki, która odcięła się od własnego brata i ten widok był naprawdę bolesny, ponieważ z tyłu głowy wiedział, że to była jego wina.
Ktoś podstrony, który nie znał tej sytuacji, mógłby uznać, że powinien pozwolić im się dogadać i nie wtrącać, lecz nie umiał, mając świadomością, że to jego oszczerstwa zniszczyły rodzeństwo, które jeszcze przed trzema laty skoczyłoby za sobą w ogień i nie było to żadną metaforą czy rzuconym edenizmem, a realna prawda, ponieważ przez ostatnie lata wybudowali tak trwałą relację jednak to on oraz jego dawna żona doprowadzili do tego, że można było teraz dostrzec jedynie popioły tej relacji.
Drażniło go to, bo doskonale pamiętał, jak bardzo Chester starał się o to, by zyskać wszelkie prawa adopcje do Juli, jak bardzo walczył o nią, by w końcu mogła z nim zamieszkać, a teraz nie o tyle nieporozumienie, ale jego strach przed swoją oprawczyniom doprowadził do tego, że musiał patrzeć na zniszczoną więź.
Wobec tego nie potrafił przejść obojętnie i próbował wszystkiego, by tylko skłonić ich do rozmowy, w której mogliby szczerze porozmawiać i wyrzucić z siebie co im na sercu leżało. Widok Chestera, który cierpiał na tym, że popełnił tak głupi błąd, że uwierzył nie właściwiej osobie i utracił najważniejszą dziewczynę w swoim życiu, było przygnębiające.
Sama Julia również nie była temu obojętna. Mimo że mogła pokazywać, że ją to nie obchodzi i ta relacja przestała mieć dla niej znaczenia, to zdawał sobie doskonale sprawę, że wewnętrznie ją to rozdziera. W końcu utraciła jedyną osobą, którą mogła nazywać rodziną. Żyła latami w przeświadczeniu o byciu sierotą gdy odkryła prawdę i zyskała brata, wiele się zmieniło w jej życiu.
— Ona nigdy mi tego nie przebaczy — usłyszał jego głos.
Przerwał ciszę, która panowała pomiędzy nimi która zapadła nawet nieświadomie. Podniósł głowę, by zobaczyć, jak siedzi lekko pochylony opierając swoje łokcie na kolanach i wpatrujące się w jakiś punkt przed sobą. Patrzył na obiekt bez żadnego wcześniejsze zainteresowania czy emocji. W jego spojrzenie było puste, pozbawione sentymentów czy nawet tego żalu, który odczuwał. Wyglądał jak robot, który nie miał uczuć, on nie był jednak maszyną, był człowiekiem, który miał prawo przeżywać.
Uznał jednak, że zbyt długo pokazywał swój smutek, by znowu ktoś spoglądał na to jak w głębi serca cierpiał.
— Zawaliłem na całej linii, a ona ma w pełni prawo mnie w taki sposób traktować — wyznał w końcu. — Nie jestem bez win, mogłem posłuchać, wysłuchać jej, zanim oceniłem. Wystarczyło poświęcić jej dwie przysłowiowe minuty w tym więzieniu, może wtedy by nie doszło do takiego paradoksu. Sam odpowiadam za bałagan, jaki narobiłem i…
— Ale to przez moje oszustwa zniszczyłeś tę relację, jeśli szukasz winnego w sobie, powinneś spojrzeć na mnie — przerwał mu w trakcie przedłużającego się monologu. — Odpowiadam za ten rozpad czy to wam obojgu się podoba, czy nie. Możecie nie szukać we mnie win, chociaż Julia wprost mówi, że mogłem mówić prawdę i wcale nie wybacza mi tego, co zrobiłem, to ja i ta… — urwał, nie mogąc odwagi na to, by wypowiedzieć, chociaż jej imię. — To jej głupie gierki i mój strach przed nią zniszczył rodzeństwo. — wyrzucił z siebie.
Zwiesił głowę, czując się lekko pokonany. Nie starał się oszukiwać siebie, trudno to robić, gdy po tylu miesiącach życia w strachu tworzenia oszczerstw i kłamstw masz zwyczajnie dość i po prostu chce mówić prawdę. Szczególnie że był wcześniej i obecnie związany z jego siostrą. Nie chciał takich kwasów, które panują obecnie.
Ironią tej sytuacji był fakt, że Julia była z nim, a nie chciała znać Chestera, a on nie mógł nawet próbować prosić o rozmowę, bo od razu był odrzucany. Dziwne splątanie ich losów, ale właśnie to tak wyglądało.
— Mike nie zamierzam udawać, że ci to zapomniałem, ale nadal nie rozumiem, co cię skłoniło do milczenia.
Czuł na sobie jego przenikliwe spojrzenie, jakby pragnął przedostać się do jego umysłu oraz odgadnąć co się w nim kryje. Odkryć prawdę, którą faktycznie ukrywał, o której wiedziała tylko jego partnerka. Milczała jak została poproszona mimo, tego jak bardzo cierpiały jej relacje z innymi i jak wiele się zmieniło gdyby w końcu przyznał się, że Tay… ona go tłukła.
Traktowała jak worek treningowy, lecz strach był silniejszy i sprawiał, że się tego obawiał i nie robił tego, co powinien.
Godne podziwu było dla niego to, jak Julia umiała dotrzymywać słowa. Mimo że cierpiała na tym, nadal zachowała to wszystko, co widziała podczas trasy czy porwania w tajemnicy chroniąc go, mimo że on ją krzywdził. Potrafiła być lojalna czy wierna, owszem zdawał sobie sprawę również, dlaczego nie mówiła nic i trzymała jego prawdę w tajemnicy.
Przeszła ponowny wzorzec zachowań w swoim poprzednim związku, dlatego wiedziała jakie emocje i przerażenie wiąże się z przyznaniem do bycia ofiarą przemocy domowej, to nie było łatwe, bo sama przyznała, że potrzebowała kilku lat i roku terapii, by w końcu powiedzieć o tym, że związek z Clarkiem był przemocowy i toksyczny.
Czasami myślał, czy dla dobra Chestera i Julii powinien się przełamać i w końcu powiedzieć mu, dlaczego zachowanie jej podczas ich podróży po Europie było tak niepokojące jak uważał.
Wiele by to wtedy wyjaśniło.
Jednak gdy był już gotów to zrobić, to pojawiała się ta przerażająca myśl, która go niemal paraliżowała i wycofywał się, mimo że był skłonny to zrobić. Ogarniała go panika, to było w tym wszystkim najgorsze.
— To… — zaczął powoli, lecz uciął w momencie gdy ponownie prawie był gotów to powiedzieć, lecz się zawahał. — To skomplikowane — wyjaśnił, udzielając najbardziej rozsądnej decyzji, jaką mógł. — Uwierz mi zachowanie Julii, nie było przesadzone, nie było głupie i coś w sobie kryło. Po raz kolejny ci potwierdzę to, nie chodziło o nas romans, bo nie byliśmy wtedy związani. Nie romansowaliśmy wtedy — przypomniał mu ponownie. — Mogłem nie znosić tego frajera, z którym była, ale zupełnie jak ze mną, zachowała lojalność i wierność wobec niego, a ja… — zamilkł ponownie.
Chciał dodać, że bał się, że Taylor go zatłucze na śmierć, ale pohamował się i ugryzł w ostatniej chwili w język. Dostrzegł, jak przyjaciel zerknął na niego z ciekawością i zainteresowaniem, tak wiele pytań cisnęło mu się na usta, lecz nie był pewny czy pozna odpowiedzi na nie i to drażniło go najbardziej.
— Akurat bycie lojalnym Julia ma we krwi — wyznał szczerze. — Jej matka mimo tego jak została oszukana, również zachowała wierność do czasu rozwodu. O to nie można posądzić tej dziewczyny. Widać, że wie, co znaczy być komuś wiernym aż do samego końca.
Takie cechy się wyróżniają wręcz u każdego, kto chce, wejść w stały związek są podrzędne. Nie mógł tego jej odmówić nawet gdy ich związek przechodził kryzys, ona nigdy nie dawała mu powodu do nie ufności, bo zawsze okazywała się być uczciwa. On jednak był tym który oszukał.
Mógł się nadal z nią kłócić, mówić, że do niczego nie doszło, albo po prostu wziąć to na klatę i przyznać się, że zrobił coś, co nie o tyle się wstydził, ale brzydził. Mógł jedynie przyznać się do błędu i po prostu przeprosić, bo nie mógł naprawić tego co było.
— Wiele bym dał, by postąpić inaczej — wyrzucił nagle z siebie Chester. — Oddałabym wiele, by mając obecną wiedzą w przeszłości uchronić siebie czy ją przed zgubą moich decyzji. Mike wiem, że próbujesz nas pogodzić, ale musisz odpuścić. Tak namieszałeś tak samo jak ja, ale sam widzisz mijają miesiące, a wręcz lata, a Julia nadal nie jest nawet skłonna się ze mną pogodzić. Dlatego w takiej sytuacji najlepiej odpuścić.
Zachodziło pytanie, czy jednak potrafił to zrobić…
— Julio czemu nie chcesz tego zrobić? — ponownie poruszył ten temat.
— Już ci wyjaśniałam, dlaczego uważam, że to skrajnie głupi pomysł i raczej nie przewiduje w swoich pobliskich planach pogodzenia się z kimś, kto świadomie mnie stracić — mówiła zdeterminowana.
Czuła się już zmęczona gdy po raz kolejny Mike zaczął świadomie, bo już nie można było mówić o nieświadomości poruszać wątek jej przerwanej relacji z Chesterem. Męczyło ją to, bo uważała ten temat za ewidentnie zakończony i totalnie nie zamierzała wchodzić w niego głębiej.
Wyjaśniła mu sumienie swoje stanowisko na ten temat i liczyła na to, że teraz gdy zna jej stosunek, w końcu odpuści. Od czasu do czasu jednak zdarzało się, że powracał do tego, a ona czuła już lekką irytację.
Za każdym razem gdy tylko zaczął wspominać o tym, czuła rozdrażnienie i irytacje, ponieważ mimowolnie przed jej oczami pojawiała się ta jedna konkretna scena, która rozrywała jej serce i umysł. Wspomnienia, które doprowadzały ją do prawdziwego emocjonalnego bólu, gorycz mieszała się z żalem i wściekłością, że musiała być ofiarą manipulacji oraz kłamstw, a w to oszustwo został on wciągnięty.
Stanął naprzeciwko niej, chociaż łamiąc przyrzeczenie sprzed lat. Gdyby nie wspomnienie więziennych krat i pewnych słów, może bardziej byłaby przychylna, by porozmawiać, ale ta jedna sytuacja przekroczyła absolutnie wszystko.
Nie mogła nazywać tego brakiem wyczucia czasu, lecz świadome wyrzucenie z siebie, co najbardziej siedziało mu na sercu. Nie zamierzała wchodzić w to czy tak naprawdę myślał, czy też nie, ponieważ nie chciała rozważać na jego moralnością, a raczej jego brakiem.
— Powiedz mi wprost, czemu tak naprawdę tego nie chcesz zrobić. Oczywiście nie uwzględniając tego co ci powiedział, bo wiem, że to cię najbardziej boli i siedzi ci na sercu i umyślę, jednak coś musi jeszcze leżeć głębiej. Wydaje mi się, że…
— Mike — spoważniała.
Odwróciła się momentalnie w jego kierunku i spojrzała na niego poważnie. Czuł, jak po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, bo naprawdę rzadko widywał ją aż tak śmiertelnie poważną oraz z taką miną, która była trudna do odgadnięcia. Stała tuż przed nim, wyprostowana wpatrując się wprost w niego, a on widząc jej wzrok, czuł, jak serce na moment mu zamiera.
— Mike nie chce porównywać naszych różnych sytuacji, lecz musisz mieć świadomość, że nie jest łatwe przebolenie faktu, że własny ojciec cię odrzucił. Pozbawił się ciebie ot, tak… — delikatnie uniosła dłoń i pstryknęła placem w powietrzu. — Żyjesz latami, będąc pewnym, że nikogo nie masz, potem pojawia się nadzieja. Wiara, która jest pogłębiana i w końcu pozwalasz sobie tej jednej osobie zaufać. Wierzysz jej niczym dziecko — zatrzymała się na moment gdy padły ostatnie słowa. — Może w tym był mój błąd — mruknęła cicho bardziej do siebie niż do niego, lecz po chwili się opamiętała i ponownie zwróciła się do niego, kończąc swoją wcześniejszą myśl: — Zaufałam mu jak nikomu innemu, ostatnią osobą, która zdobyła, taką moją bezgraniczną ufność był Anthony — wyznała z brutalną szczerością. — Dlatego wyobraź sobie, jak się poczułam, jak dostałam takiego niewidocznego liścia w twarz gdy zrozumiałam, że on widzi mnie oczami tego skurwysyna — dodała z lekką mściwością w głosie.
Zauważył dopiero po chwili, jak nieświadomie zaciska dłonie w pieść. Widział, jak delikatnie przymyka oczy i stara się uspokoić. Stała przez chwile sztywno wyprostowana z przymkniętymi oczami, a on wdział, jak stara się opanować, by nie wybuchnąć.
— Ale on…
— Nie myśli tak? — wtrąciła się, przerywając mu nagle. — Mike nawet jeśli obecnie postrzega to inaczej, to nie sprawi, że te rany, a raczej blizny się zagoją, które pozostawił po sobie. To jest coś, czego nie jestem w stanie przeboleć. Przejść obojętnie, sama świadomość, że uznał, że nie jestem warta jego uwagi, tym samym przytoczył słowa naszego ojca. Zaczął posługiwać się wtedy jego spojrzeniem na mnie. Wiesz, jak poczułam się gdy zrozumiałam, że nie mogę polegać na jedynej bliskiej rodzinie, która mi zostało? — dopytywała go. — To naprawdę boli, że nie potrafił się ugryźć w język, by po prostu przestać milczeć. Wiem, że wtedy wiele się działo, ale właśnie dlatego prosiłam go, by do mnie przyjechał do więzienia. Chciałam z nim pomówić, wyjaśnić z własnej perspektywę tę sprawę. On nie chciał słuchać — przypomniała mu po raz kolejny. — Nie byłabym tak wściekła, gdyby nie pamiętała, co się wydarzyło. Jego agresja wręcz psychiczna obrona przed prawdą mnie zniszczyła. Kochałam go naprawdę i zależało mi na nim jako bracie. Oddałabym wszystko za niego, ale on… mnie zawiódł — wyznała.
Słuchając jej czuł, jakby się wewnętrznie kurczył. Czuł, jakby każde jej słowo było dla niego niczym lekcja. Mimo że ona mówiła o swoich własnych uczuciach, on czuł, się jakby nieświadomie go biczowała. Było to jednak w pełni zasłużony ból, owszem odnosiła się do własnego brata, ale to przez niego cała ta imba się wydarzyła.
— Mike wiem, co próbujesz osiągać i do czego zmierzasz — mówiła cierpko. — Prosiłam jednak, byś zostawił tę sprawę w absolutnym spokoju. To nie jest sytuacja łatwa, czy jest z niej wyjście? Nie mam absolutnie pojęcia, ale na chwilę obecną nie widzę szans na to, żeby w ogóle doszło do tego porozumienia. Może bardziej jestem skłonniejsza do tego, by porozmawiać, być może, ale to musi nadejść odpowiedni czas, by w ogóle się to stało. Ja cię po raz kolejny proszę, przestań ingerować — błagała go pod koniec.
Rozumiała jego podejście, czemu właściwie to robił i mimo jego szczerych intencji musiał w końcu odpuścić. Propozycja spotkania musi wyjść od niej i to ona musiała dogadać się wtedy z Chesterem. Była dorosła i nie potrzebowała pośredników do tego, by zwyczajnie odblokować jego numer i do niego napisać, na razie jednak mentalnie nie była na to przygotowana i właśnie w tym tkwił zasadniczy problem.
— Mike obiecaj mi — zaczęła powoli.
Podeszła do niego, przechodząc obok stolika i usiadła blisko niego. Delikatnie ujęła jego dłonie i popatrzyła mu głęboko w oczy. Widziała, jak początkowo stara się uciekać spojrzeniem, jakby nie chciał tego, kontaktu wzrokowego, lecz po krótkiej chwili się poddał i zrezygnował i popatrzył na nią, a ona dokończyła:
— Daj mi słowo kotku, że zostawisz to takim, jakim jest — zobaczyła grymas, który pojawił się na jego twarzy, który wyraźnie pokazywał, że nie chciał tego zrobić. — Mike ja i Chester jesteśmy dorosłymi ludźmi i to od nas musi wszystko zależeć. Wiem, że próbujesz, że się starasz naprawić swoje błędy i bardzo to cenię, ale w tej sprawie, musisz, zwyczajnie odpuścisz. Bo problem tkwi w mojej emocjonalnej urazie, z którą muszę się zmierzyć. Muszę ją przepracować, by zdecydować się na to, by w ogóle z nim pomówić. Dlatego po prostu zrozum i odpuść — prosiła.
Nie chciała mu dawać jakichś nakazów, czy zakazów, bo byłą to skrajna głupota, lecz musiała go uświadomić, że to, co robił, było naprawdę niepoprawne. Szlachetne cele są w pełni zrozumiałe, ale czasami nie można ingerować w sprawy osób, które się zna nawet z tych dobrych pobudek.
— Dobrze — odpowiedział po dłuższej chwili ciszy.
Słyszała rezygnacje w jego głosie, lecz ona uśmiechnęła się delikatnie gdy w końcu skapitulował. Nie chodziło o to, że to nie ceniła, ale o to, że waga tej sprawy była bardzo poważna.
No comments:
Post a Comment