— Wybacz Mike, ale… znowu on — syknęła cicho, gdy tylko jej oczy zetknęły się ze spojrzeniem oczu, których nie chciała widzieć.
Wpatrywała się przez moment w człowieka, którego wciąż po takim czasie nie miesiącach a wręcz latach z premedytacją i całkowitą celowością unikała. Uznałby ktoś, że jej zachowanie jest przesadne, że zachowuje się w sposób nieracjonalny i taki który można było przepisać zachowaniu rozkapryszonej nastolatki.
Ona jednak nie uważała swoje urażonej dumy oraz złamanego serca jak coś, co mogła zbagatelizować i uznać, że jest to nie warte jej zachodu. Nie powinna się tym w zasadzie przejmować. Jednak jej uczucia i wiara zostały tak potwornie zniszczone właśnie przez niego, że wciąż za każdym razem gdy tylko dostrzegała go gdziekolwiek oczami wyobraźni, widziała tę jedną scenę, a do jej umysłu powracały tamte bolesne słowa, o których mimo kilku miesięcy terapii nie potrafiła zapomnieć.
Nie umiała ich przepracować.
W tym tkwił zasadniczo problem, mimo że starała się z Camilą popracować nad tym, to nadal tam głęboko w niej to siedziało i nie zapomniało zapomnieć o bólu rozczarowaniu i po prostu żalu, który żywiła.
Nadszarpnięte zaufanie w taki sposób jak on to zrobił mocno, wpłynęło na jej postrzeganie jego i w tym tkwił zasadniczo problem. Cała ta otoczka, a raczej to, co budowali przez ostatnie lata legło jak mur, w który został, uderzona kulka burząca niszcząc to wszystko. Trudno się jej było pogodzić z faktem, że została znowu odtrącona, odrzucona przez osobę, którą uważała, za jedyną i najbliższą rodzinę.
Wystarczająco przeżyła rozczarowań na gruncie rodzinnym, naiwnie myślała, że może mu ufać, lecz on zburzył ten stabilny grunt, na którym opierała się wszystko, co latam, wspólnie tworzyli. Zmarnował dla jednej sceny, zniszczył przez wpływ kobiety, którą postrzegał w negatywnym świetle, mimo wszystko to ona była godna większego zaufania niż ona.
I chyba w tym tkwił ten zasadniczy problem. Świadomość, że on dał wiarę scenie rozegranej przez kobietę, do której nie miał zaufania, a odrzucił jej tłumaczenia. Rozpamiętywała to nadal mimo mijającego czasu i zapewne wciąż będzie to sobie przypominać, jednak gdy ktoś zrozumiał jakim zaufaniem obdarzyła Chester i dostrzegał ich drogę, jaką przeszli zrozumiał, dlaczego teraz była tak negatywnie nastawiona.
Skłonna była bardziej wybaczyć Mike’owi i ponownie się z nim związać niż przebaczyć bratu, który mógł teraz żałować swoich słów i tego co zrobił. Nie zamierzała tego negować, ale rana nadal jest i może nie jest tak głęboka, lecz ona się jeszcze nie zaszyła i nie zabliźniła. Ona nadal tam była.
Czasami budziła się w środku nocy z koszmaru, w którym śniła o tamtej sytuacji. Powracała do tego niczym w kalejdoskopie. I nie dawał jej wytchnienia, o które prosiła. Poczucie, że była podrzutkiem, po raz kolejny została, wręcz pozbawiona rodziny to ją najbardziej dobijało.
— Julio — zaczął powoli.
— Nawet nie zaczynaj — uprzedziła go, wchodząc mu w zdanie, nim skończył swoją myśl. — Nie mamy sobie nic do powiedzenia — dodała ostro. — Tłumaczyłam, byś nie starał się zabiegać o rozmowę czy próbę wyjaśnień, bo nadal moja odpowiedzieć brzmi nie.
— Dlaczego…
— Dlaczego? — weszła mu niespodziewanie w słowo, wiedząc, w jaką stronę kieruje te słowa. — Skoro pytasz, to zadam takie pytanie: Dlaczego nie posłuchałeś mnie oraz nie pozwoliłeś mi wyjaśnić mojego punktu, oraz to jak wyglądała ta sprawa z mojej strony. Zamiast tego wyrzekłeś się mnie, jakby to był najmniejszy kłopot. Oboje dziwicie się, że mam wobec ciebie taką niechęć — zwróciło się do obojgu mężczyzn, którzy przed nią stali. — Jednak czy słuchałeś mnie gdy ja chciałam wyjaśnić to co się stało? Czy miałam tę możliwość obrony? — dopytywała, uderzając w te czułe punkty.
Widziała, jak spuszcza wzrok, tak jakby bojąc się na nią spojrzeć, lecz ją to absolutnie nie dziwiło. Spoglądała na niego przez dłuższą chwilę, nim ponownie zabrała głos i przerwała tę napiętą atmosferę, która zawisła w powietrzu i powiedziała ponownie:
— Dostajesz dokładnie to, co ja otrzymałam wtedy. I tak fakt, że w ogóle z tobą rozmawiam, to jest jakiś cud — prychnęła cicho pod nosem. — Nie powinnam tego robić, a wciąż to robię i nie wiem po co. Dla mnie jesteś skończony i zrozum, że nie wiem, czy nadejdzie czas, w którym zdecyduje się na rozmowę z tobą — wyrzuciła w jego stronę.
— Czyli nigdy mi nie przebaczysz — odezwał się i mimo że próbował to ukryć, w jego głosie dało się wyczuć smutek.
Nie odpowiedziała od razu, lecz nie zdziwiły ją jego słowa. Ona sama nie była pewna czy zdoła to przepracować i poradzić sobie z tym ciężarem, który nosi. Najpierw musiała zapanować nad emocjami oraz wspomnieniami, które tkwiły w jej głowie, nim w ogóle pomyśli o rozmowie, a to nie było proste.
Czy jednak przebaczenie nie nastąpi?
Nie chciała na to odpowiadać skoro sama była niepewna tego co przyniesie przyszłość. Może w końcu zdoła się z tym pogodzić i jakoś skłonić siebie do spotkania i rozmowy z nim, lecz na obecny czas sobie tego nie wyobrażała.
— Jedyne, o co proszę to o spokój jeśli zdecyduje się z tobą porozmawiać, mam do ciebie numer…
— Zablokowałaś mnie — przypomniał jej.
— Nie powinno cię to dziwić — stwierdziła kwaśno. — Jeśli się rzeczywiście na to zdecyduje — wróciła do swojej wcześniejszej myśli. — To zadzwonię do ciebie, na razie po prostu proszę, byś nie wpływał i nalegał na rozmowę nawet przez osoby postronne — stwierdziła i spoglądnęła w dość wymowny sposób w kierunku swojego ukochanego.
Widziała, jak delikatnie się zawstydził i opuścił głowę, bo był jedynym z tych najbardziej zaangażowanym w sprawę próby ich pogodzenia. Nikogo z nich to nie dziwiło, w końcu to przez jego kłamstwa namieszał w relacjach swojego przyjaciela oraz wtedy byłej partnerki.
Nie zamierzał tego robić, lecz został do tego przymuszony, nie zamierzał jednak zrzucać z siebie odpowiedzialności. Był dorosłym facetem, nawet jeśli był zastraszony, manipulowany bojący się o samego siebie, nie powinien niszczyć relacji, która przed paroma laty budowała się na jego oczach.
Mógł zrobić cokolwiek, lecz nie rozwalać tego rodzeństwa.
Przeklinał siebie za to co zrobił i nie mógł przeboleć, że był tak podatny na wpływ swojej byłej żony. Zamiast walczyć o siebie i nich wolał słuchać się jej. Mógł już dawno wyrwać się z tego związku zrobić cokolwiek by nie kontynuować tego, że był krzywdzony, lecz nie zrobił tego, bo zwyczajnie się bał.
Wtedy przemawiał przez niego strach, to fakt, a teraz frustracja i złość na samego siebie, że mógł tylko sfrustrowany oglądać z boku, to jak dwójka rodzeństwa nie może dojść do porozumienia z jego absolutnej winy.
— Mike przyjdź do mnie, jak skończycie — poprosiła nagle, przerywając panującą wokół nich ciszę.
Skinął delikatnie głową i mogli oboje, patrzeć jak odchodzi. Wkrótce po jego mieszkaniu rozbrzmiał trzask zamykających się drzwi, a ciche westchnienie padło z ust Chestera.
— Nie mam szans na to, że zechce w ogóle pogadać — powiedział z poczuciem rezygnacji.
— Chester sama wspomniała, nie jest na to gotowa na chwilę obecną, może…
— Mike! — przerwał mu stanowczo, widząc, jak bezskutecznie stara się go pocieszyć. — Poznałem ją i wiem, że potrafi być mocno uparta i raczej takich rzeczy nie jest łatwo komuś przebaczyć, a bardziej nie jest w stanie przejść przez ten mur. Widziałem, z jaką pogardą odnosi się do ojca, jak wprost mówiła, że temu skurwysynowi nie przebaczy, moja i jej sytuacja jest niemal ta sama. Nagadałem słów, jakich teraz żałuje, ale miały one wagę i znaczenie dla niej, wybrzmiały w ten sam sposób jak naszego ojca. Dlatego przestaje się łudzić, że zdoła mi to przeboleć.
— Wiem, że ten temat jest dla ciebie wrażliwy, a moje ciągłe pytania cię irytują, ale próbuje zrozumieć — mówił, między czasie głaszcząc leżącego na jego kolanach Waltera, który głośno mruczał.
Przysiadł na podwieszanym fotelu w rogu jej sypialni, przyszedł przed kilkoma minutami, by móc z nią porozmawiać. Mimo że nie miała za wiele czasu dla niego, ponieważ musiała za pół godziny wychodzić. Wpuściła go gdy wspomniał, że będzie to krótka rozmowa. Wykorzystała tę okazję i powoli zaczęła się szykować na spotkanie, a właściwie na trening, na który była umówiona wraz z ekipą.
Odkąd powróciła do wyścigów, czuła się jakby odżyła na nowo. Czuła się, jakby wróciła do swojej starej przyjaciółki, która tak doskonale ją rozumie. Może było nieco eufemistyczne porównanie, lecz uważała, że było jak najbardziej zgodne z tym co właśnie czuła. Ponad rok jak nie więcej nie wsiadała na motocykl.
Prawdę mówiąc, poprzedniścigacz poszedł na straty. Nie dało się z nim nic zrobić, dlatego co zaskakujący obecny motor nie kupiła sama, lecz dostała go w prezencie, właśnie od Mike co ją zupełnie zaskoczyło. Doskonale pamiętała ten dzień, w którym przyszedł do niej, prosząc o to, żeby gdzieś mógł ją zaprosić.
— Mike absolutnie — odezwała się z lekką paniką w głosie. — Nie założę na oczy żadnej opaski — powiedziała w lekkim strachu.
Od momentu porwania miała ogromny problem z tym, że nie potrafiła radzić sobie z otaczającą ją ciemnością. Pomimo miesięcy terapii nadal panicznie bała się zasypiać przy zgaszonym świetle. Mimo że wcześniej nie sprawiało jej to zasadniczo żadnego problemu i uwielbiała sypiać z opaską na oczach, od tamtych zdarzeń miała tak głęboki uraz psychiczny do mroku, że nie potrafiła sobie z nim radzić.
Nawet w nocy musiała mieć zapalone, chociaż delikatne światełko, by w środku nocy nie przebudzić się w panice i nie mieć poczucia, że znowu przebywa w tej koszmarnej piwnicy. Nie działało nic, ani wizyty u psychiatry, ani terapia wciąż ten uraz w niej pozostał. Mimo zaleceń lekarze czy terapeutki by powoli uczyła przezwyciężać ten lęk.
Nie umiała go pokonać!
Dlatego nie pozwalała sobie na to, by ktokolwiek ‘gasił jej światło, mogło to brzmieć w dość dziwny sposób, ale było jak najbardziej adekwatne do sytuacji. Bała się panicznie ciemności i wielokrotnie zmagała się z trudnościami gdy jej były masz próbował gasić światło gdy kładli się do snu, w końcu doszedł do wniosku, że musiała spać z lampką. Dlatego takie sugestie od razu odrzucała.
— Ale ja chce tylko zrobić ci niespodziankę, to tylko krótka…
— Mike nie! — wręcz panikowała. — Zgodzę się na cokolwiek, ale nie na zakrywanie oczu — mówiła z mocno bijącym sercem.
— Co się dzieje? — zapytał przejęty gdy dostrzegł wręcz paniczny strach w jej oczach.
Milczała, czując, jak serce bije w jej piersi, jeszcze szybciej, gdy przez moment starała się uspokoić nim, powiedziała:
— Mike od czasu tamtego… — urwała na moment gdy słowa nie chciały jej przejść przez gardło. — Ja się panicznie boję ciemności — przyznała w końcu. — Nie znoszę gdy ktoś zakrywa mi oczy, spania przy zgaszonym świetle. Po prostu mi tego nie rób. Nie zakrywaj oczu — prosiła.
Dostrzegając panikę w jej oczach, zrozumiał w końcu, że nie jest to nic błahego. On sam zmagał się z wieloma traumami po porwaniu i również jak ona miał swoje słabości. Dlatego nie zamierzał jej absolutnie do tego przypuszczać.
— Dobrze nie będę tego robił, ale chyba pójdziesz ze mną gdzieś? — zagadną.
— Co ty kombinujesz? — dociekała, spoglądając na niego z lekką podejrzliwością.
On jednak tylko uśmiechnął się tajemniczo i wyciągnął w jej kierunku dłoń. Popatrzyła na niego przez chwile z lekką niepewnością, nim w końcu zdecydowała się, by ją ująć i pozwolić się poprowadzić.
On bez słowa pociągnął ją za sobą do wyjścia ze swojego mieszkania. Gdy szli w stronę wind, wciąż zastanawiała się, o co mogło chodzić. Dokąd ją prowadzi, szczególnie gdy weszli do środka, a on wcisnął jeden z guzików.
Nie przyglądała się temu, jakie piętro wybrał, lecz po chwili jechali w dół. Nie minęło nawet dziesięć sekund gdy znaleźli się na samym dole. Zmarszczyła delikatnie brwi, gdy prowadził ją po podziemnym parkingu i powiódł w stronę jej samochodu. Było to zaskakujące i dość dziwne.
W milczeniu przeszli ostatnie kroki a ona już w oddali dostrzegła coś, co wprowadziło ją w osłupienie.
— Żartujesz prawda? — wykrztusiła.
Zobaczyła w oddali smukłą sylwetkę sportowego motocykla. Stał on bocznym miejscu tuż obok jej samochodu. Wystarczyło podejść bliżej by dostrzec, że był to najnowszy model Kawasaki Ninja, marki, którą wprost uwielbiała i był to jej kolejny motocykl, który miała. Patrzyła w osłupieniu to na dwukołowca do niego nie dowierzając w to co widzi.
— Tylko nie mów mi…
— Jest twój — powiedział z uśmiechem i ogromnym zadowoleniem.
— Mike, ale…
— Nie przyjmuje odmów — sprecyzował nim, próbowała się sprzeciwić. — Praktycznie przez mój głupi plan, którego ostatecznie nie zrealizowałem, ale ktoś go wykorzystał — mruknął cicho pod nosem na wspomnienie tego idiotycznej zemsty, której chciał się podjąć ostatecznie zrezygnował po tym gdy usłyszał o jej wypadku to jednak wciąż czuł się winny, bo część tych punktu sam wymyślił i wciąż czuł się naprawdę głupio, że coś takiego się wydarzyło.
Pragnął jej to wynagrodzić, za te wszystkie krzywdy oraz akcje, które zniszczyły jej reputacje.
— Ja nie mogę…
— Jak już mówiłem — wszedł jej w słowo. — Nie toleruje odmowy. Wiem, co myślisz, ale potraktuj to jako prezent w ramach przeprosin za to co po części ci zrobiłem. Gdyby nie pomysł mój i… jej to nadal miałbyś swoją maszynę. Wiem, byłem temu przeciwny, co zrobiłem, jak namieszałem, ale chce ci to wynagrodzić. Utraciłaś przez ze mnie i moją byłą swój motocykl ja chce tylko go odkupić.
— Mike ja nie mogę…
— Możesz — powiedział twardo.
Odwrócił się lekko w jej stronę i spoglądnął jej w oczy, dopiero wtedy się odezwał, mówiąc:
— Wiem, jak brakuje ci wyścigów, zdaje sobie sprawę, że nie naprawię tego co schrzaniłem. Zależy mi, jednak byś powróciła do treningów. Nie chce, byś marnowała te lata ćwiczeń, umiejętności i dobrze się bawiła. Ja cię nie powstrzymam, wiem, że to kochasz i uwielbiasz ten powiew adrenaliny. Byłem głupcem ze mi tak odwaliło i uznałem, że nie masz nad tym kontroli, dlatego przyjmuj go w ramach przeprosin.
Spojrzała na motocykl, a potem na niego. Mimo jej wewnętrznych sprzeczności ceniła jego gest. Mogła to odrzucić jednak czy powinna to zrobić? Raczej nie. W następnej chwili zbliżyła się jeszcze bardziej do niego i mocno go przytuliła.
— Dziękuje — wyszeptała cicho.
— Co takiego?
Drgnął lekko przestraszony gdy niespodziewanie dobiegł go jej głos. Rozejrzał się z uwagą po jej sypialni, by dostrzec, jak stoi nieopodal, opierając jedną ze swoich nóg o oparcie szelągu i powoli zasuwała zamek swoich wysokich skórzanych butów.
Wpatrywał się w nią przez dłuższa chwile, nie mogąc oprzeć się pokusie niewpatrywania się w nią niczym w obrazek. Zupełnie zapomniał o tym, jaką słabością darzył ją właśnie w takim wydaniu. Skóra, która delikatnie opinała się na jej sylwetce, spodnie oraz kurtka idealnie dopasowały się do jej ciała.
Przyglądał się jej przez chwile i miał wrażenie, jakby ponownie powrócił do czasów ich pierwszego związku oraz tego jak doskonale się potrafili bawić i czasami tak nie wiele pokus wystarczyło nawet jeśli była ubrana, w ten sposób był to strój, który tak bardzo pragnął z niej zdjąć. Pociągał go i kusił w sposób, w który trudno było mu się opanować. To byłą jego największa słabość Julia ubrana w skórę.
Mimo mijających lat i mocnych przeżyć teraz gdy na nią spoglądał, miał wrażenie, jakby te uczucia ponownie powracały. Mimo że było to jeszcze mocno ukryte, czuł tę samą zmysłowość, którą odczuwał wtedy.
Dopiero gdy za klasnęław dłonie, wybudziła go z transu, w który wpadł i momentalnie zwrócił na nią uwagę. Stała tuż przed nim z rozpiętym zamkiem kurtki a pod spodem miała założony podkoszulek z głębokim dekoltem. Moment, w którym nachyliła się, w jego kierunku był momentem, który sprawił, że delikatnie poleciała mu oczko w dół i nie mógł się temu oprzeć.
— Mike kotku skup się — prosiła.
Czuł, jak chwyta go za brodę i delikatnie zwraca jego twarz ku sobie. Widział czający się w jej kącikach ust uśmiech gdy w końcu popatrzył na nią, mimo że wciąż spojrzeniem uciekał na jej dekolt.
— Czyżby ktoś tutaj sobie przypomniał swoją największa słabość — zaśmiała się, delikatnie go kokietując.
Momentalnie na jego policzkach pojawiły się rumieńce i nawet nie starał się ich ukryć, bo wciąż jej palce zaciśnięte były na jego brodzie. Patrzyła na niego takim wzrokiem, którego nie potrafił się oprzeć. Kącik jego ust delikatnie uniósł się ku górze, a on zapomniał na moment, od czego tak naprawdę zaczął.
— Dokończ swoją wcześniejszą myśl — uprzedziła.
Zapadła chwila dłuższej chwili, podczas której się nie odzywał, lecz po chwili w końcu wrócił do tego co zaczął i dokończył:
— Czy naprawdę nie widzisz szans na ewentualne pogodzenie się z Chesterem? — dociekał.
Momentalnie odsunęła swoją dłoń od jego twarzy i z cichym westchnieniem odeszła kilka kroków. Mimo że spodziewała się, że ponownie zada to pytanie, to liczyła na to, że do tego nie dojdzie.
Ten temat był dla niej, męczy i z jednej strony rozumiała jego dociekliwość oraz chęć pomocy z drugiej to było wciąż trudne. Sama nie wiedziała, co ma z tym zrobić. Czuła się rozdarta wręcz rozbita, bo mimo że była tak przekonana, że nie chce z nim gadać, to w ostatnich dniach jej postrzeganie się zupełnie zmieniło.
Zaczęła się coraz częściej łapać na myśli, w której byłaby skłonna z nim pomówić. Sama Camila zasugerowała jej, że być może taka konfrontacja w cztery oczy pomoże jej poradzić sobie ze wspomnieniami jeśli oboje szczerze porozmawiają o tym co się wydarzyło, lecz nadal tego pewna nie była.
Wahała się.
— Jeśli mam być szczera nie wiem — powiedziała z westchnieniem, stając przed lustrem, spoglądając na lustrzane odbicie. — Owszem jeszcze parę dni temu powiedziałabym, że nie chce go widzieć, teraz... — delikatnie oparła się o stolik, który przed nim stał i odwróciła się do niego. — Teraz nie jestem niczego pewna — przyznała w końcu. — Nie mówię, że nigdy się to nie stanie, ale…
— Czyli zaczynasz się łamać — stwierdził wprost, widząc jej wątpliwości.
— Tego nie powiedziałam, ale po prostu nie jestem tego pewna — wyznała szczerze. — Nie daje ci gwarancji, ale po prostu na razie nie jestem chyba jeszcze gotowa na tę rozmowę. — powiedziała szczerze.
Zerknęła przelotnie na zegarek, który stał na szafce i gdy tylko dostrzegła, godzinę momentalnie się wyprostowała:
— Spóźnię się cię — wykrzyknęła gdy zdała sobie sprawę, że powinna kwadransa temu wyjeżdżać. — Jak chcesz, to możesz u mnie, zostać będę za dwie godziny — krzyknęła, machając na pożegnanie.
Patrzył jak pośpiesznie wychodzi a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech gdy przypomniał sobie jej ostatnie słowa:
— Chyba jednak za nim tęsknisz skarbie — wyszeptał wprost do siebie.
No comments:
Post a Comment