Sunday, July 27, 2025

V 45 — BAŁA SIĘ ODRZUCENIA

    — Myślisz, że coś do nich dotarło? — spytała nagle.
    Dostrzegła kątem oka, jak stojący dwa kroki od niej mężczyzna nagle wyrywa się ze swoich przemyśleń i spogląda na nią dość zaskoczonym spojrzeniem. Oboje stając w windzie, czuli, jak podnośnik wiezie ich na ostatnie piętro apartamentowca, tuż po tym, gdy w końcu uporali się, a raczej porozmawiali z rodzicami tej grupki dzieciaków, z którymi męczyła się od paru tygodni.
    Nie zamierzała kłamać, prawdę mówiąc, gdyby nie Michael sama nie zdecydowała, by się na interwencje co raczej było oczywistym. W ostatnim dniach był bardzo pomocny i wykazywał się samozaparciem w dążeniu do ukarania jej młodocianych sprawców. Potrafili zrozumieć wiele to, w jakim trudnym są okresie, brak rodzicielskiej troski czy zainteresowania, ale gdy mieli okazje spotkać się, z nimi to od razu argumentacje o wychowaniu się w patologicznych domu, raczej było błędne, bo wszyscy rodzice wydawali się normalnymi ludźmi i mówiąc im o zachowaniu dzieci, były w zupełnym szoku i widać, że nie zdawali sobie sprawę z tego, co wyprawiali. Materiały, które im ukazali, pokazały, że nie było to ich fanaberia historia wymyślona na szybko by tylko oczernić ich dzieci a faktyczne prawda o tym, co wyprawiają, gdy rodzice spuszczają ich z oczu.
    Nie chciała również być osobą mocno zawistną i decydować się na zgłoszenie tej sprawy na policje. Co podkreśliła potem, że nie chce z nimi chodzić po sądach, ale prosi, by porozmawiali z dziećmi i w uzasadniony dla nich sposób ukarali albo pomówili z nimi, by nie dochodziło do takich sytuacji.
    Było już to męczące, że nie mogła spokojnie wyjść na spacer, by nie być atakowaną przez grupkę gimnazjalistów, którym tak naprawdę nic nie zrobiła. Ich zachowanie sprawiło, że jeszcze bardziej pragnęła się ukrywać przed światem, mimo że mogło wydawać się to irracjonalnie głupie to i tak obawy, które nią targały bywały na tyle silne, że nie pozwalały jej przed wyjściem, nie mając założonej bluzy z kapturem czy okularów przeciwsłonecznych, pomimo że na dworze panowały bardzo wysokie temperatury.
    — Szczerze? — odezwał się nagle, a ona zerknęła na niego przelotnie.
    Przytknęła delikatnie głową, chcąc znać jego zdania. Nie miała pojęcia, jak mu się odwdzięczy za tą pomoc i wsparcie, jakie jej okazał w tym czasie. Brzmi to mocno abstrakcyjnie, że wspomagał ją facet, od którego miała trzymać się z daleka, jednak nic nie mogła na to poradzić, on był jedną osobą, która się zainteresowała tym, co się dzieje, mimo że początkowo mocno się od tego dystansowała.
    — Nie mam pojęcia — przyznał, a ona usłyszała w jego głosie lekki smutek — Tak naprawdę nie wiemy, jak postąpią. Owszem materiały mogły zrobić na nich wrażenie, ale czy zdecydują się w końcu wstrząsnąć swoimi dziećmi, możemy jedynie Julio spekulować, a nie dowiemy się tego, jak na razie. Na chwilę obecną to kolejne dni pokażą nam, czy ta interwencja miała jakiś sens. Rozumiem doskonale, że nie chcesz iść z tym do odpowiednich organów, ale uważam, że powinnaś, jeśli oczywiście nic się nie zmieni. — zasugerował.
    Odwróciła głowę, gdy zrozumiała sens jego ostatnich słów i mimo że to mocno przeczyło się z jej przekonaniem i niechęcią do spędzenia znowu kolejnych godzin na posterunku policji czy w sądzie, bo już miała dosyć, spędziła czasu na wzgląd na wszystkie sprawy, w których brała udział czy była poszkodowaną. To było dla niej wykańczające, jednak rozumiała, że jedynie w taki sposób mogła podciągnąć ich do odpowiedzialności i takie zachowanie nie jest akceptowane, a można być ukaranym.
    — Kolejne dni nam pokażą, czy nasza prośba miała na nich wpływ, czy absolutnie nic to nie zmieni. Co będzie, wtedy dalej będzie się tak naprawdę zastanawiać. Miejmy nadzieje, że ci ludzie byli na tyle ogarnięci, że doprowadzą do pionu swoje dzieci — stwierdził stanowczo — Można zrozumieć wiele, ale nie moment, gdy ta grupka chuliganów zaczęła dewastować twoje mieszkania, czy dopuszczać się do naruszania nietykalności cielesnej rzucając w ciebie, czym popadnie. Nic absolutnie nie ma prawa ich usprawiedliwiać, bo ty również nie zasługiwałaś na to, co się spotkało, a teraz ci gówniarze wykorzystują to, że jest to dla ciebie mocno uciążliwe i gnębią cię, bo się nie bronisz — zauważył ze słusznością.
    — Mike owszem nie robię tego i przyznaje się, nie jestem już tak wojowniczka, jak kiedyś — wtrąciła się w jego słowach — Wiem, że powinnam to robić, ale zabrano mi poczucie dawną wiarę w siebie którą miałam.
    — I to widać Julio — powiedział spokojnie.
    W końcu drzwi windy rozsunęły się przed nimi, co sprawiło, że na moment przerwali swoją rozmowę i wyszli na korytarz. Wyjmując klucze do mieszkania, wsunęła go do zamka, by je otworzyć. Pokonała ich opór i weszła do środka i nawet nie musząc się odwracać, wciąż wyczuwała jego obecność.
    — Nie będę cię oszukiwać Mike, może strasz się zgrywać takiego, jak przed paroma laty jednak te wydarzenia również miały i na ciebie wpływ. Obecnie towarzysz maskę pozorów i mimo że głośno tego nie musisz, ty też jesteś rozbity. Nie da się ukryć, że oboje przeszliśmy przez piekło i mogę za tobą nie przepadać, ale nie zamierzam udawać albo uważać za poniżające czy w jakiś sposób umniejszające dla ciebie to, że sam nie przeszedłeś wiele, bo bym skłamała. Widziałam twoje cierpienie, tak jak ty dostrzegłeś mój ból, więc siedzimy w tym razem. Ty starasz się udawać, że nic cię to nie obeszło, ja znowu wróciłam do początków — wyjawiła.
    — Julio, to nie ma znaczenia! Ja…
    — Mike — weszła mu niespodziewanie w słowo — Nie wymagam od ciebie zwierzeń, na które nie jesteś gotów. Oboje również nie mamy wobec siebie aż takiego zaufania, jak kiedyś jak nie mamy w ogóle i co dalej z nami będzie, nie mam pojęcia, ale jeśli kiedyś coś się zmieni, najpierw musimy odbudować to, co zostało zniszczone przez nas obojga.
    Momentalnie powróciły do niej wspomnienia ich dość burzliwego okresu w związku, tuż po zaręczynach to był ten moment, gdzie wszystko zaczęło się rozsypywać i mimo że nie zdawali sobie początkowo z tego sprawy, to właśnie w tym tkwiło całe źródło ich dalszych problemów, które mieli i utrata oddania tej drugiej osobie, bo jej pasja do jazdy na motocyklach sprawiły, że on zaczął tracić do niej wiary, mimo że nie dała mu skutecznego powodu i jeśli kiedykolwiek mieli to naprawić, musieli wszystko przepracować, na chwilę obecną nie wiedzieli nawet, w jakim kierunku podążą i jakie będą ich stosunki, które teraz trudno było nawet jej określić.
    Czy się nienawidzili?
    Bardziej by powiedziała, że ona nie miała, już utraciła do niego, to dawne przekonanie, jakie miała. Mocno je nadszarpnął i będzie potrzebować dużo pracy, by odnowić w niej to poczucie lojalności do niego.

    — Chcieliśmy panią mocno przeprosin za swoje zachowanie — odezwał się jeden z chłopców — Naprawdę jest nam przykro, za to, co robiliśmy — powiedział dość skruszonym głosem.
    Musiała przyznać, że zupełnie się nie spodziewała, takiej wizyty. W chwili, gdy w całym mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek do drzwi, raczej spodziewała się, że ujrzy po drugiej stronie swojego dawnego narzeczonego, który ostatnio był dość częstym gościem u niej i mimo że stwierdził, że głównie to na wzgląd na Jaya by mógł zobaczyć się z Junką, to jednak nieświadomie czuła, że przychodził tutaj również dla niej. Ich ostatnie wspólne działania sprawiły, że coraz częściej ze sobą rozmawiali, ta wyczuwalna wcześniej napięta atmosfera powoli znikała, a ona coraz częściej łapała się na tym, że wyczekiwała jego odwiedzin.
    Nie chciała się do tego przyznać, ale faktycznie w głębi serca liczyła, że wpadnie, bo praktycznie tylko z nim ostatnio mogła pomówić tak w cztery oczy nie tylko przez wiadomości tekstowe i mimo swojej urazy, którą wciąż do niego miała, wielokrotnie przyznawał się, że popełniał błędy, których mocno żałował, ale jak na razie nie otrzymała przeprosin za wszystko.
    — Mam nadzieje, że otrzymaliście zasłużoną karę od rodziców — odezwała się stanowczym głosem — Bo nikt nie ma prawa tak traktować ludzi, jak wy mnie i mojego psa. Mój wygląd nie daje wam przepustki do wyzywania i dręczenia! Czy się zrozumieliśmy? — odezwała się twardym głosem.
    Widziała, jak przestraszeni chłopcy spoglądają na siebie i skinęli głową, po czym odezwał się jeden z nich:
    — Rodzice byli na nas bardzo wściekli, gdy się tego dowiedzieli i kazali nam panią przeprosin za wszystko krzywe akcje i obiecać, że będziemy się trzymać z daleka.
    — Mam taką nadzieję, cieszę się, że nie poszłam z tym na policje, bo gorzej się wtedy dla was to skończyło, a dogadałam się z waszymi rodzicami, a teraz jazda stąd i żebym was nie widziała nawet na spacerach — pogoniła ich.
    Nie zamierzała być wobec nich pobłażliwa. Owszem może i uwielbiała dzieci, jednak chciała podkreślić stanowczo, że nie będzie dłużej znosić takich występków. Widziała, jak grzecznie skinęli głowami i odchodząc ze zwieszonymi głowami. Nie wiedziała, jak bardzo mocno zostali ukarani i nie chciała dociekać, jednak dla niej było ważne, że jednak efekt ich reakcji przyniósł efekt, jakiego nawet nie oczekiwała.
    Była już gotowa, zamknął drzwi, gdy nagle w oczy rzuciła się jej znajoma postać, która wychyliła się z windy, mijając po drodze grupkę dzieciaków, które zbiegły pośpiesznie po schodach. Widziała idącego ku niej mężczyznę, jednak co ją wręcz zdumiało to, że w ręku trzymał ogromny bukiet białych kwiatów.
    — Co oni tutaj robili? — zapytał nagle Michael, gdy podszedł do niej bliżej — Chyba znowu nie przyszli…
    — Nie tym razem Mike — uspokoiła go — Przyszli mnie przeprosić — odparła szczerze.
    Widziała pojawiające się zdumienie na twarzy mężczyzny, który zupełnie jak ona nie był pewny czy to wszystko miało sens jednak gdy jej słowa do niej dotarły, zrozumiał i absolutnie nie pożałował tego, że wspomógł jej w tej sytuacji, jednak dziś również miał inny cel, przychodząc do niej coś, co pragnął zrobić od dłuższego czasu, jednak czekał na odpowiednią chwilę.
    Oboje wiedzieli, że ot, tak ona nie przyjmie przeprosin i mimo że obecnie również mogła je odrzucić, to jednak uznał, że to był odpowiedni moment i warto spróbować. Nadal miał do siebie ogromny żal za to, co zrobił, jak ją potraktował i chciał, chociaż w minimalny sposób ją za to przeprosin.
    — Chyba mi ukradli pomysł — zaśmiał się nieco nerwowym głosem.
    Ona jednak uśmiechnęła się delikatnie i wpuściła go do środka, bo nie chciała trzymać go dłużej na korytarzu. Wszedł z lekką trudnością, bo bukiet był dość spory, czego zupełnie nie oczekiwała.
    — Nie będę kłamał Julio — przyznał nagle — Obawiam się tego, jak możesz na to zareagować czy uznasz, że to jest odpowiednia chwila, jednak wiem, że mocno zamieszałem w twoim życiu. Zdaje sobie sprawę, że gdyby nie mój brak działania czy reakcji ty nie musiałabyś się mierzyć z wieloma zdarzeniami, do których również się nieświadomie przyczyniłem. Kłamałem i oszukiwałem, czego nie będę wypierał. Najbardziej jednak żałuje tego, że wolałeś ślepo iść za kobietą, która… — urwał na moment, bo wciąż wspomnienia o byłej żonie wywołały u niego falę negatywnych emocji — Uwierzyłem po raz drugi komuś, kto zniszczył mi życie i po części dałem przyzwolenie jej na to, by dalej realizowała plan, którego się po prostu wstydzę, że brałem udział w jego tworzenia, bo wymyśliłem. Ubzdurałem sobie, że jesteś dla mnie zagrożeniem, mimo że absolutnie nie byłaś. Zrobiłem wiele paskudnych rzeczy, ale najbardziej chyba jednak nie podaruje sobie tego, że poszłaś przeze mnie siedzieć, mimo że winna leżała całkowicie gdzie indziej. Wiem, że mocno nadszarpnąłem twoim życiem, że zrobiłem wiele nieprzemyślanych rzeczy, których teraz po czasie żałuje.
    Spodziewał się tego, że może mu nie uwierzyć, że nie mówi tego szczerze, jednak każde jego cholerne słowo płynęło wprost z głębi jego serca i umysłu. Nie zamierzał już dłużej tego w sobie dusić i uważał, że zasługuje na szczerość i by w końcu przyznał się do tego, że nie był i nigdy nie będzie ideałem, za jakiego mogła go kiedyś brać, lecz wiedział, że ona to wiedziała, bo jedyne czego nie sądził, że ujrzy jeszcze parę razy temu to rozczarowanie w jej pięknych błękitnych oczach.
    — Mogę jedynie cię przeprosić za samego siebie, za wszystkie swoje krzywe akcje, za brak zaufania względem ciebie i… — przez moment się zawahał i nie wiedział, czy powinien to mówić, jednak wyrzuty sumienia jednak były nieustępliwe i wiedział, że jeśli tego nie powie, będzie go to dalej mocno dręczyć — I pragnę cię przeprosin za to, że okazałem się tobie niewierny. Miałaś racje, mogłem nie pamiętać wieczoru, jednak widziałem ją o poranku, próbowałem ją zmusić do milczenia, jednak jak widać się, nie udało i nawet lepiej, że dowidziałaś się o tym, ale szkoda z nią nie miałem tej odwagi tego tobie powiedzieć osobiście.
    Jeszcze przed rokiem by się wykłócał, że nie było w tym absolutnie jego winy, praktycznie by się nie przyznawał do niczego jednak z biegiem miesięcy, a zwłaszcza wtedy gdy oboje byli blisko śmierci, zrozumiał, że nie powinien się gryźć w język i w końcu przyznać, że dopuścił się zdrady, której nie planował.
    Spoglądał z dość dużą obawą na reakcje młodej artystki, która wręcz w ciszy przyglądała się mu i słuchała tego, co miał do powiedzenia. Bał się, przepełniał go przeraźliwy strach na samą myśl o tym, że mogłaby teraz na niego nawrzeszczeć i wyrzucić, z czym się naprawdę liczył, jednak ona po prostu spoglądała na niego bez żadnego wyrazu twarzy i to było najbardziej frustrujące, bo nie mógł wiedzieć, co głębiło się w jej głowie.
    — Nie sądziłam, że w końcu to usłyszę. Mike Shinoda przyznaje się do zdrady i wszelkich błędów — odezwała się z uznaniem — Mike nie będę cię oszukiwać, przeprosiny może i przyjmę, jednak jak już wspomniałam przed paroma dniami, odbudowanie zaufanie będzie naprawdę ciężkie, bo mocno się na tobie zawiodłam w przeciągu tak krótkiego czasu — powiedziała spokojnie.
    — I jak to doskonale rozumiem Julio i nawet nie liczyłem, że od razu zaufasz mi jak dawniej — przyznał ze szczerością.
    — Cieszy mnie jednak to, że w końcu usłyszałam od ciebie prawdę, jaka była rzeczywiście na temat zdrady. Bo było to męczące słuchanie wciąż tych samych tłumaczeń i powiedz mi, jak tobie było po prostu, nie wstyd używać tej samej argumentacji co każda osoba, która oszukuje bliską osobę i tutaj nie mówię ściśle o facetach, ale również o kobietach, bo bywają i takie, które zachowują się podobnie. Słuchanie tak zdartej płyty nie było przyjemne jednak ważne, że w końcu zrozumiałeś to — powiedziała w końcu.
    — Nie wiem, co wtedy myślałem. Chyba byłem naiwny w przekonaniu, że zdołasz mi uwierzyć, ale nie. Trzeba to przyznać, jesteś bystrą i inteligentną dziewczyną i nie nabrałaś się na takie farmazony.
    — Tylko powiedz mi, dlaczego to zrobiłeś. Co wtedy tobą kierowało. Chyba mam prawo poznać prawdę na temat zdarzenia, które rozbiło nam związek.
    Zamilkł.
    Tak naprawdę bał się tego momentu i przede wszystkim tego pytania, bo jak miał jej powiedzieć, że czuł się tak mocno zbulwersowany jej zachowaniem, że się upił i potem stracił kontrole nad samym sobą i co go skłoniło do pójścia do łóżka z byłą. Tak naprawdę to były emocje i pragnienie wyżycia się, jednak nie miał tej odwagi tego powiedzieć.
    — Po prostu byłem wkurzony na ciebie — przyznał w końcu — Uważając, że nie traktujesz, poważnie zagrożenia upiłem się i resztę możesz sobie dopisać — dokończył.
    — Zakończmy obecnie ten temat, przyjdzie jeszcze czas na poruszenie całej tej sprawy — stwierdziła nagle.
    — Przyjmiesz kwiaty? — zapytał z uprzejmością.
    Ona od razu chwyciła od niego bukiet i widząc delikatny uśmiech na jej ustach. Poczuł, jak pewien głaz spada z jego ramion. Mimo że spodziewał się, że pewnie jeszcze wiele razy będą rozmawiać na ten temat to przynajmniej, teraz czuł z część z tego brzemienia z niego spadła.

Sunday, July 20, 2025

V 44 — ZASKOCZENI PRAWDĄ

    — Mam! — nagle po całym mieszkaniu przedarł się znajomy głos.
    Nie zdążyła nawet otworzyć dobrze drzwi gdy jej niespodziewany gość wszedł do środka, nawet się nie witając czy pytając o wejście. Co zupełnie ją już nie dziwiło. W ostatnich dniach dość często go tutaj widywała i mimo początkowej niechęci wobec niego i chęci dystansowania się wobec niego, jednak sytuacja, w którą się świadomie wplątał sprawiła, że praktycznie nie była dnia, by go nie widziała na progu swojego mieszkania.
    Jeśli miała być szczera, miała dość sprzeczne uczucia do tej całej sytuacji, w której obie tkwili. Mimo że absolutnie nie chciała go w nich mieszać, to jednak on świadomie to zrobił i zdecydował się poskromić pewną grupkę dzieciaków, którzy ją dręczyli. Powinna sama coś z tym działać na samą myśl o tym, że to ktoś inny a bardziej jej były stara się, ją wspomóc czuła się, z tym dosyć dziwnie trochę niekomfortowo, bo zazwyczaj starała się sama panować nad sytuacją, jednak była świadoma, że obecnie nie miała siły przebicia czy argumentu a wszystko przez to jak wyglądała.
    Nie chodzi o to, że nie próbowała, bo się starała pogonić tych gówniarzy, jednak uznali sobie za dobrą zabawę robienie, z niej dosłownie worka treningowego to było przykre, że kiedyś by zapewne pociągnęła ich za uszy i zaprowadziła do rodziców, a teraz praktycznie zdała się na Michaela, który zdecydował się ukazać rodzicom tych dzieci jak zachowują się ich ratolość.
    Nienawidziła tej wersji siebie za tą bierność i brak działania. To, co uwielbiała w dawnej siebie, to pewność siebie i walka o swoje dobre imię. Nikt nie miał prawa pluć jej w twarz!
    A teraz?
    Wcześniej obawiała się własnego cienia i mimo terapii ten strach powoli nikł, to jednak liczyła się, z tym że jeszcze długa praca przed nią, by chociaż w drobny sposób stać się sobą sprzed porwania, mimo że absolutnie nie stanie się taka jak wtedy wręcz kropla w krople jednak by zachować tę pewność siebie, by znowu stać się asertywną osobą, gdy nie musiała liczyć na nikogo prócz siebie.
    I można powiedzieć, że pewne zdarzenia zmieniają ludzi i ją również, byłoby kompletną głupotą gdyby tak traumatyczne wydarzenia nie miały wpływu na jej psychikę, jednak oczywiście miała i teraz musiała wciąż mierzyć się z tymi konsekwencjami.
    Mogła żałować błędów przeszłości, jednak już absolutnie ich nie zmieni, chociażby naprawdę tego pragnęła.
    — Nawet specjalnie nie musiałem szukać — stwierdził.
    Poderwała momentalnie wzrok i spojrzała na zadowolonego dawnego narzeczonego, który stanął tuż przed nią, z wyraźnym wyrazem tryumfu.
    — Wiesz, gdzie mieszkają? — zdziwiła się.
    — Owszem — powiedział szczerze — Jak mówię, nawet nie potrzebowałem specjalnie szukać, bo gdy wchodziłem do budynku, zauważyłem jednego z tych chłopców, który wchodził do jednego z mieszkań na pierwszym piętrze, zanim zapytasz, słyszałem, jak krzyczy do matki, więc sądzę, że to właściwy numer a jeśli nie to zapytamy, czy nie znajdą tych chłopców — stwierdził rzeczowo — Nie będę już przyglądał się temu co oni robią! — dodał z pewnością w głosie — I zanim zaczniesz negować w jakikolwiek sposób ten pomysł, to pragnę ci przypomnieć, że o mało nie wylądowałaś przez tych dzieciaków na oddziale ratunkowym, bo rzucili ci w głowę jakimś cholerną butelką. Gdybyś się nie uchyliła pewnie, by się skończyło na szyciu. Więc absolutnie nie zgodzę się na to, by z tego zrezygnować.
    Zadrżała na wspomnienie jednej z ostatnich takich sytuacji, o której właśnie wspomniał. Był to moment, który przelał dla niego czarę goryczy i był jeszcze bardziej zdeterminowany, by w jakiś sposób ukarać tych małych łobuziaków. Początkowo było mu trudno przekonać ochroniarzy, którzy pracowali na osiedlu by udostępnili mu materiały znad korytarza przy jej drzwiach gdy ci chłopacy przychodzili dewastować jej mieszkanie. Uznali, że jedynie takie materiały mogą przekazywać organom ściganiem jednak w końcu zdołał ich przekonać a oni mieli dokładnie kilka takich nagranych świadectw gdy przychodzili ci sami wciąż chłopcy czasami w zmienionej grupie i niszczyli jej wejście do mieszkania, a nie jednokrotnie to, co zamawiała. I ktoś by uznał, że powinni sobie odpuścić, że to dziecięce zabawy. Jednak absolutnie nie zamierzali być pobłażliwy szczególnie gdy wykorzystując moment gdy nie było przy niej Michaela, te dzieciaki szalały, jak tylko mogły i robiły, co im się im żywienie podoba, by tylko umilić jej pobyt na tym osiedlu.
    — Mike czy ja zaczęłam kręcić nosem? — zapytała wprost.
    — Nie — odparł nagle — Ale wiedzę twoją minę. Julio rozumiem doskonale twoje obawy, że nie zostaniesz wysłuchana i potraktowana poważnie, sama przyznałaś, że boisz się tego przez pryzmat tego jak wyglądasz, ale dlatego zaoferowałem ci pomoc nie tylko dlatego, że mi jest cię żal, ale dlatego i przede wszystkim takie zachowanie trzeba tępić. Nikt nie ma prawa cię obrażać ani oczerniać a tym bardziej krzywdzić. Już ktoś to zrobił… — umilkł na chwile.
    Widziała przez chwile, jak na jego twarzy pojawia się dziwny wyraz twarzy, wręcz grymas jakby miał na myśli samego siebie i nie byłaby zaskoczona gdyby to nie było takie dalekie od prawdy. Owszem zrobił wiele krzywych akcji, jednak byli gorsi od niego i to będzie podkreślać, że porównanie jego występków do tego co zrobiła jego żona, jak udało się jej dowiedzieć ostatnio była, z co ważne ten skurwysyn były wręcz nikłe jednak i tak nie zamierzała nagle o wszystkim tak po prostu zapominać.
    Jakie będą ich relacje gdy oboje spotkają się z rodzicami tych dzieciaków i uświadomią, co wyprawiają na podwórku czy w wolnym czasie nie miała pojęcia. Nie rozmyślała na ten temat, bo to naprawdę nie miało najmniejszego sensu.
    — Czas by te dzieciaki dostały porządną lekcję życia! — odezwał się po krótkiej chwili ciszy — Ja nie byłem idealny w młodości, wiem, że przysporzyłem problemów szczególnie mojej cioci, która się mną zaopiekowała, bo jednak nie byłem idealnym nastolatkiem, zawłaszcza po śmierci brata i odejściu rodziców, ale jednak ktoś nade mną czuwał i sprawował pieczę i nie pozwolił mi się zatracić w głupocie.
    — A myślisz, że ja byłam idealna? Znasz moją historię, już nic nie ukrywam. Więc sama nie jestem wzorem, stawiałam się też opiekunom i mimo że oboje wiemy, że to pewien etap młodości to jednak masz racje, trzeba, potępiać takie rzeczy — przyznała mu racje.
    — Dobrze nie będziemy tego przedłużać, idziemy — zachęcił ją — Ale zanim to — uciął nagle.
    Obserwowała go, jak przechodzi tuż obok niej i wchodzi w głąb mieszkania i dostrzegła, jak podchodzi do stolika, gdzie pozostawił dzień wcześniej swojego laptopa i chwycił go. Miał tam wszelkie nagrania i zdjęcia, które zrobił przez ten czas i można powiedzieć, że zrobił z tego małe śledztwo jednak chcąc udowodnić to co robią ci chłopcy musieli mieć dowody, bo jednak mieli z tyłu głowy obawy i wręcz przekonanie, że mogą nie zostać poważnie potraktowani, a rodzice zaczną wybielać zachowaniu swoich dzieci.
    — Możemy iść — powiedział zachęcająco.
    Ona jednak nim wyszła, chwyciła bluzę, którą na siebie założyła i nakryła się kapturem. Może to głupie jednak nadal tkwiły w niej obawy, których nie mogła się pozbyć, widziała kątem oka jego delikatny uśmiech i oczy, w których dostrzegła wyrozumiałość.
    Wkrótce jednak oboje wyszli z jej mieszkania, pozostawiając tam zwierzaki w tym Jaya, który drzemał z Junką na leżaku na tarasie a ona idąc u jego boku pozwoliła mu prowadzić, bo, prawdę mówiąc, on wiedział, gdzie może być potencjalne mieszkania, jednych z rodziców tych chłopaków.
    Wsiedli do windy i wybrał przycisk najniższego piętra. Zjechali tam w ciszy, która nie wydawała się być jakoś nieprzyjemna co mogło zaskakiwać i wkrótce wyszli na korytarz, a Mike poprowadził ją w głąb i podeszli pod numer czwarty i już był gotowy, unieś dłoń, by zadzwonić gdy spojrzał na nią i zapytał:
    — Gotowa? — zagadnął.
    Przez moment poczuła lekką obawę, jednak wkrótce gdy przez oczami przeleciały obrazy tego jak ci chłopacy się zachowywali całkowicie jej sprzeczności odeszły na bok a ona z pewnością skinęła głową widząc, że pragnie tej konfrontacji.
    Zastukał dość głośno w ciemne skrzydło i czekali przez dłuższą chwilę czy ktoś zapragnie im otworzyć drzwi. Spojrzeli na siebie, jednocześnie wyczekując od dobrego momentu, jednak nikt się nie pojawiał. Gdy już miał zamiar znowu zapukać, dało się usłyszeć dźwięk otwierających się zamków i wkrótce ujrzeli, jak uchylają się, a na progu dostrzegła dość drobną blondynkę ubraną w bardziej elegancki kombinezon. Wyglądała, jakby nie dawno wróciła, z biura jednak widząc ich spojrzała, na nich dość zaskoczona i zapytała:
    — Słucham? — zapytała dość zmęczonym, ale uprzejmym głosem — W czym mogę państwu pomóc?
    — Przepraszamy panią za najście, jednak mamy pewną sprawę — zaczął powoli muzyk.
    — W takim razie, o co chodzi? — spytała dość zaskoczona tą niespodziewaną wizytą.
    — Czy ma pani syna? — zapytał wprost.
    Dało się dostrzec, jak kobieta zdziwiona jego dość bezpośrednim pytaniem skinęła delikatnie głową na znak potwierdzenia.
    — Czy ma na imię Chris?
    — Owszem, ale nie rozumiem, do czego pan zmierza tymi pytaniami — odparła, nie rozumiejąc tej sytuacji.
    — Jest pewna sprawa, o której musimy z panią podyskutować — powiedział ze stanowczością — Zanim przejdę, jesteśmy pani sąsiadami z góry. Pewnie rzadko pani nas widzi, jednak musimy porozmawiać o zachowaniu pani syna oraz jego kolegów — wyjaśnił spokojnie — Ja jestem Michael, a to moja przyjaciółka Julia — wskazał na nią.
    Mimo swojej niechęci jednak zdjęła kaptur i gdy tylko dostrzegła spojrzenie oczu kobiety, widziała, jak drgnęła nieco przestraszona, a na jej twarzy pojawił się grymas. I nie była zaskoczona, że ponownie spotyka się z podobna reakcja, jednak widząc to, Michael kontynuował:
    — I zanim pani zapyta chcemy pomówić o tym jak pani syn zachowuje się względem mojej znajomej od dłuższego czasu. Czy możemy wejść?
    Widzieli, jak przez dłuższą chwilę kobieta nieco się waha jednak w końcu uległa i zrobiła im miejsce, by mogli wejść do środka. Trzymając się nieco bliżej, swojego dawnego ukochanego weszli do środka na ironie, mimo że nie powinna to, czuła się nieco pewniej, z jego obecnością powinno być to nie poważne, jednak nie mogła pozbyć się tego poczucia. Weszli do salonu, gdzie dało się ujrzeć rozrzucone dziecięce zabawki oraz mężczyznę, który siedział na podłodze wraz z małą dziewczynką, którą się zajmował.
    — Kochanie czy możesz mi wyjaśnić co to za państwo i co tu robią? — odezwał się niemal natychmiast jej małóznek.
    — Ci państwo twierdzą, że mają coś powiedzenia na temat naszego Chrisa — wyjaśniła, tyle ile sama się dowiedziała.
— Słucham państwa — rzucił nieco starszy mężczyzna.
    — Wolelibyśmy porozmawiać na osobności czy mogą państwo zabrać gdzieś córkę? — spytała, wskazując na małą dziewczynkę, która przyglądała się im z zainteresowaniem.
    — Dobrze — westchnęła kobieta — Chris! — krzyknęła w głąb mieszkania.
    — Co! — odkrzyknął bardzo im znajomy nastoletni chłopięcy głos.
    Oboje spojrzeli na siebie jednocześnie. Chyba jednak się nie wiele pomylili. Wkrótce ujrzeli chłopca, który wyszedł z korytarza i momentalnie się zatrzymał gdy dostrzegł ich oboje tutaj. Rodzice zdawali się jednak nie dostrzec tego i zwrócili się do niego, mówiąc:
    — Zabierz Rachel i ja przypilnuj, my musimy pomówić, z tym państwem — odezwała się stanowczym głosem Samantha.
    Widzieli jego spojrzenie, jak spogląda na nich, a oni dostrzegli jakby obawa czy nawet strach gdy podszedł i chwycił rączkę swojej młodszej siostry i pociągnął ją w stronę swojego pokoju, gdy byli już absolutnie pewni, że są sami Mike, zwrócił się do małżeństwa, mówiąc:
    — Zanim jednak przejdziemy do tematu. Czy znają państwo rodziców kolegów swojego syna?
    — Owszem — przyznała kobieta — Aleco to ma do rzeczy.
    — Proszę po nich zadzwonić — poprosił — Dokładnie po nich — powiedział i ukazał zdjęcie grupki pięciu dzieciaków, które ją gnębili.
    — Ale czemu państwo tak na tym zależy — pytał zaintrygowany mężczyzna — O co chodzi?
    — Powiemy państwu gdy i tamci się pojawią. Uprzedzam, chodzi o zachowanie, całej grupy — powiedział stanowczo muzyk.
    Po krótkiej rozmowie Samantha i prośbach o przybycie czekali może z pięć minut gdy reszta rodziców się pojawiła w ich mieszkaniu wydawali się tak samo mocno zaskoczeni jak rodzice Chrisa. I gdy mieli pewność, że są wszyscy Michael, zaczął.
    — Nie przychodzimy tutaj z byle powodu — zaczął, ukrócając wszelkie spekulacje — Nie będę państwu, kadzić jednak muszę opowiedzieć o zachowaniu, które dopuszczają się wasze dzieci względem mojej przyjaciółki — mówił, spoglądając na grupę rodziców.
    — Ale o co chodzi? — pytał jeden z ojców nadal zaskoczony.
    — O co chodzi? — potworzył pytanie Michael — Pragnę pana poinformować jak i resztę, że państwa dzieci gnębią i zastraszają moją przyjaciółkę. Dopuszczają się ubliżeń, gróźb i wandalizmu pod drzwiami jej mieszkania. Wszystko podyktowane faktem tego jak wygląda.
    — Nie będę państwu kłamała, państwa dzieci wyzywają mnie od potworów i wyśmiewają mnie i mogłabym przymknąć na to oko, ale nie będę pobłażać takiemu zachowaniu zwłaszcza gdy rzucają we mnie kamieniami. Nie jednokrotnie oberwałam na, tyle że kończyłam z opatrunkami! — odezwała się poważnym głosem — Może być to dla państwo niepoważne, że wasze dzieci tego nie robią, jednak przez takie zachowanie o mało nie skończyłam na oddziale ratunkowym. Uznali za zabawne, że fajnie będzie zrobić sobie ze mnie i z mojego psa tarczę strzelacza!
    — Mój syn by czegoś takiego nie zrobi…
    — Spodziewaliśmy się, że mogą państwo nam nie uwierzyć dlatego, przygotowaliśmy dla państwa pewną prezentację — odparł Mike.
    Podszedł do stolika, na którym położył laptopa i odpalił go i włączył dokładnie folder ze wszystkimi zdjęciami, jakie udało mu się udokumentować przez ten cały czas. Ona przyglądała się, z boku jak te fotografie robią jednak na nich wrażenie i jednak dociera do części z nic, że jednak ich słowa nie są tylko pustymi słowami rzuconymi na wiatr, a jednak rzeczywistą prawdą.
    — I jeszcze mamy filmiki — oznajmił Michael.
    Puścił kilka z nich, by ujrzeli jak dwoje chłopców, dewastuje próg mieszkania Julii i dopiero wtedy podniósł się i zwrócił znowu do nich:
    — Jak sami państwo mogli zauważyć, ani ja, ani moja przyjaciółka nie rzucaliśmy słów na wiatr. Nie zamierzamy na to dłużej pozwalać, by państwa dzieci tak ją dłużej traktowali. Nie będziemy wdawać się w szczegóły, jednak nie ma absolutnie prawa na pochwalnie takiego zachowania! I pragniemy, by państwo zrobili coś z nimi. Nie będziemy wyjaśniać, czemu moja znajoma wygląda, jednak chcemy, by państwo coś zrobili, z własnymi dziećmi — powiedział stanowczo.
    — Nie chce wychodzić z obawą, że państwa dzieci zaczną mnie atakować — dokończyła.
    — Nie zdawaliśmy sobie z tego sprawę, że coś takiego się dzieje — odezwał się jeden z ojców — Oczywiście nie zamierzmy pobłażać takiemu zachowaniu i porozmawiamy i odpowiednio ukarany dzieci za takie zachowanie i naprawdę nam przykro z tego powodu — dokończył.
    — Mamy nadzieje, że nie będziemy musieli ponownie przychodzić i interweniować — odezwałsię Michael.
    Wychodząc, mieli nadzieje, że wszystko się naprawi.


Saturday, July 19, 2025

V 43 — WIDZIAŁ JAK JĄ UPOKARZALI

    — Widzisz Chris — odezwał się jeden z chłopców do swojego kolegi — Trafiłem w punkt! — cieszył się.
    Była po prostu wściekła!
    Nie zamierzała kłamać, ani gryźć się w język, była totalnie rozwścieczona i mimo że starała się nie reagować i po prostu nie zwracać na nich uwagi to nie mogła pozostać obojętna dłużej na to, zwłaszcza gdy w swoich dłoniach trzymała rozbite okulary, które jeszcze przed momentem spoczywały na jej nosie.
    Wychodząc z domu, liczyła na spokój, już tak bardzo starała się wychodzić gdy tych łobuzów nie ma na dworze i ponownie ją dopadli i uznali, że powrócą do swojej ulubionej rozrywki w ostatnim czasie, jaką była rzucanie często dość ostrymi kamykami w jej stronę i pewnie machnęłaby na to ręką gdyby nie fakt, że czuła jak po jej twarzy spływa krew i w ostatniej chwili uchwyciła oprawki, które teraz były przekrzywione a szkiełka powypijane.
    Od dawna nie była tak mocno zbulwersowana jak właśnie w tej chwili nie dość, że okulary nie były tanie to była jej jedyna para. Nie miała dziś chęci męczyć się z zakładaniem soczewek i założyła oprawki ze szkłami korekcyjnymi, jednak nie sądziła, że natrafi na tę grupkę znowu i właśnie tak to się skończy.
    — Odważni zapraszam do mnie! — zagrzmiał nagle głos tuż za nią.
    Odwróciła się delikatnie za ramię i pomimo że widziała w oddali nieco zamglony obraz, przez brak szkieł korekcyjnych to z każdym dość prędkim krokiem widziała, coraz bardziej wyraźnie znajomą sylwetkę wkrótce ujrzała swojego dawnego partnera, który szedł pewnie w ich kierunku w nim biegł Jay, który zaczął powarkiwać, niespokojnie widząc tych dzieciaków.
    — Chris wiejemy! — rzucił nagle chłopak do swojego przyjaciela.
    Michael jednak wykazał się większą przebiegłością i sprytem i pozwolił wybiec Jayowi tuż przed nim gdy sam pobiegł za tymi chłopakami, wkrótce jeden z nich potknął się o wystający korzeń drzewa i upadł. Widziała, jak mężczyzna chwyta go za tył koszulki i podnosi i mimo że próbował się wyrwać, on mocniej zacisnął dłonie na jego ramieniu i nie zwracając uwagi na to jak krzyczał i starał się wyrwać, szarpiąc się w jego uścisku, podszedł do drugiego, który teraz leżał powalony przez Jaya na ziemi. Husky jednak nie wykazał się agresją, a położył swoje łapy na jego plecach, przytrzymując go, aż nie podszedł jego właściciel, który uchwycił i jego jak ówcześnie jego kolegę i pomimo szamotaniny pociągnął ich w jej kierunku.
    — No i mamy dwóch ancymonów — stwierdził do kręcących się w jego rękach chłopców.
    — Puść nas idioto! — wyzywał go jeden z nich.
    — Igrasz sobie z nami! — cedził drugi — Mój ojciec się z tobą rozmówi! — próbował mu grozić.
    — I co zrobi? Może czas by dowiedział się, co jego synek wyprawia? — zakpił, wręcz burzą narracje jednego z jej oprawców — Chętnie się przejdę do niego i pokaże mu, co wyprawiasz ze swoim koleżką i jak gnębisz moją przyjaciółkę i jej psa.
    — Nic nam nie udowodnisz! — kpił z niego chłopak w czapce.
    — Nie byłbym taki tego pewny cwaniaczku — rzucił kąśliwe w jego kierunku — A skoro już wam mam pod kontrolą to chyba macie mi coś do wyjaśnienia? Nie uważacie? — pytał.
    Ciche prychnięcie padło z ust. Mogła naprawdę wiele zrozumieć, że to okres dojrzewania buzujących emocji, że włącza się często u takich chłopaczków bycie łobuziakami, jednak są pewne granice, których nie można przekraczać. A on tym bardziej nie zamierzał tego odpuszczać. Można stwierdzić, że śledził Julie, jednak oboje uznali, że będzie to najlepsze rozwiązanie, by jakoś zareagować na to, co te dzieciaki wyprawiają. Umówili się na to, że gdy będzie wychodzić na dwór, będzie mu dawać znać, by mógł z daleka obserwować sytuacji i w razie czego nagrać takie sytuacje jednak nie mógł dłużej biernie na to patrzeć i musiał reagować zwłaszcza gdy zobaczył, jak trafiają w jej twarz, po której spływała krew, a ona sama trzymała rozbite okulary w dłoniach.
    — Nie mamy z czego się tłumaczyć! — zawołał wojowniczo jeden z nich.
    — Chyba jednak macie — stwierdziła w końcu młoda artystka — Bo jak wyjaśnicie mi to? — wyciągnęła w ich stronę zniszczone szkła — I to? — spytała, wskazując na swoją twarz — Sama rzuciłam w siebie kamieniem, jak nie było to coś dużo ostrego. Dla was to jest zabawne?
    — Nie będziemy rozmawiać z taką szkaradą... — rozbrzmiał głos chłopaka w bluzie z kapturem.
    Syknął niespodziewanie gdy poczuł, jak palce Michaela mocniej zaciskają się na jego barku, tym samym wręcz przerywając mu dalsze słowa, bo niemal oboje zdawali sobie sprawę z tego co chciał powiedzieć i jak ją nazwać.
    — Nie sądzisz Julio, że należy ci się odszkodowanie za poniesione straty? — spytał nagle.
    Popatrzyła momentalnie na niego, ona jednak od razu wyczuła w tych słowach pewien podtekst, a jego spojrzenie było zbyt wymowne, by nie zrozumieć, co ma na myśli.
    — Sądzę, że tak. Okulary nie były tanie, a ja sama również nad tym ucierpiałam…
    — Nic nam nie udowodnicie! — krzyknął, nagle jeden z chłopców a w jego głosie dało się wyczuć strach.
    — Czyżby? — polemizowała z nim — Czyli to nie wy brudzicie mi drzwi i piszecie te teksty? Czy to nie wy wciąż mnie atakujecie i mojego psa gdy spokojnie idę sobie na spacer?
    — Bo takie szkaradztwa jak ty nie powinny chodzić po tym świecie! — wybuchł nieco starszy z chłopców.
    Zamarła, mimo że liczyła się z takimi komentarzami i spotkała się z wieloma krytycznymi słowami to jednak wciąż czuła bół gdy to słyszała. Nikt z tych osób nie zastanowił się, przez co mogła przejść i czemu tak wygląda. Nie wybrała swojego losu, nie chciała być oszczpecona, a nadal płaci cenę za ten cholerny związek z tym skurwysynem teraz swoim wyglądem i to jak ją zniszczył.
    — Ostrzegam cię młody człowieku, że twoje słowa mogą cię gorzko kosztować — odezwała się bardzo chłodnym tonem.
    Zachowała spokój i opanowanie, mimo że wewnętrznie miała ochotę po prostu uciec i skryć się w swoim mieszkaniu, jednak nie zamierzała dawać nikomu a szczególnie takim gówniarą satysfakcji, że takie słowa są dal niej bardzo bolesne. Wiedziała, jak przybierać maskę do złej gry i w tym przypadku właśnie to zrobiła.
    — Śmiesz mi rozkazywać szkarado, spójrz na siebie. Nikt nie będzie cię traktować poważnie, jesteś powodem do śmiechu! — rzucił, czując się jak najbardziej pewnie w to co mówi.
    — Chyba nie nauczono cię szacunku do innych, niż widzę — mruknął Michael — Radziłabym cię przeprosić tę uroczą damę…
    — Przeprosić… — kpił jego kolega — Takiemu…
    — Nie będziemy z wami tak rozmawiać. Proszę o numer waszych mieszkań — zagrzmiał Michael.
    — Ty naprawdę myślisz, że ci powiemy? — zadrwił Chris — Nie poddamy obcemu typowi, gdzie mieszkamy!
    — Mike puść ich — powiedziała nagle.
    — Ale… — zaczął, spoglądając na nią z niepewnością.
    — Pomówimy o tym z ich rodzicami później, na chwilę obecną zostaw ich — poprosiła.
    Może to było lekkomyślne, co teraz robiła, że zamiast ukarać tych małych łobuzów i dążyć do sprawiedliwości i przede wszystkim rozmówić się z ich rodzicami, to puszcza ich wolno, jednak w tym szaleństwie tkwiła metoda, bo jeśli mieli i tak przeprowadzić z nimi dyskusje chętnie dołączy kolejny zarzutów, a jeden z nich tkwi w jej ręce.
    I można uznać, że niepotrzebnie się czepiają ich, jednak nie!
    Takie zachowanie trzeba potępiać i owszem w pełni się z tym zgadzała i nie tchórzyła co mogło wydawać się najbardziej prawdopobone w obecnej chwili i tym jak bardzo się lękała wielu rzeczy, jednak ta sytuacja sprawiała, że nie kręciła już nosem na pomysł, Michaela jednak sprawiło to, że pragnęła dążyć do tego by rodzice tych dzieciaków dowiedziały się o tym co robią na osiedlu.
    — Julio nie wiem, czy to dobry pomysł… — próbował z nią dyskutować.
    Ona jednak nie odpowiedziała, jednak spojrzała na niego znacząco, a w kąciku jej ust pojawił się nieznaczny uśmieszek, który był dla niego jedynie wskazówką ze ona wcale nie zrezygnowała a miała swój cel. Widząc jej dość wymowne spojrzenie, widziała, jak sam uśmiecha się w dość przebiegły sposób i nagle się odzywa.
    — Masz racje — stwierdził, puszczając chłopaków — Już was nie widzę! — pogonił ich.
    Jednak oni prędko umknęli przed nimi. Nie byli pewni czy się wystraszyli, czy nie, jednak na pewno jego obecność sprawiła, że umknęli przed nimi, gdzie tylko mogli, co ich obojga zadowoliło.
    — Zajebiście teraz muszę sobie kupić nowe okulary — mruknęła, spoglądając na nie — Dodatkowy wydatek, którego nie planowałam — dodała.
    — Chyba nie będę zbyt delikatny, ale jak dużą wadę masz?
    Wiele osób mogło wręcz dziwić w tym jego, że praktycznie parę miesięcy temu nie miała żadnych problemów ze wzrokiem, a teraz widział ją w okularach, mimo że wcześniej w nich nie chodziła. Jednak rozumiało się samo przez siebie, że musiała nosić soczewki, jednak dziś zdecydowała się ich nie ubierać.
    — Nie jest to nic, co mogło mnie urazić — odezwała się nagle — Z resztą sam byłeś świadkiem tego jak mnie powoli niszczył — mruknęła z niesmakiem — A utraciłam część wzroku przez ten cholerny kwas — dodała z grymasem na twarzy — Tak jak mnie oszpecił to również, uszkodził mi oczy. Do końca życia mam zalecenie do noszenie szkieł albo soczewek.
    — Cholerny skurwysyn — mruknął z niesmakiem. 

Sunday, July 13, 2025

V 42 — POZWLASZ NA TO

    Nagłą ciszę dość sporego apartamentu została przerwana, gdy po całym mieszkaniu rozbrzmiało dość mocne postukiwanie do drzwi. Siedząca do tej pory młoda kobieta na wygodnej kanapie we wszechstronnym salonie, przyglądająca się w skupieniu kolejnym emaila poderwała wzrok znad ekranu laptopa, który spoczywał na jej kolanach.
    Wkrótce jednak stukanie umilkłą i mogłaby to zignorować, jednak z tyłu głowy pojawiła się jej niepokojąca myśl. Chciała uznać, że się przesłyszała, że to jej się przesłyszała, że to były jedynie figle jej dość wybujałej wyobraźni. Nie potrafiła pozostać bierną na niepokojące ją uczucie, które nawiedziło ją w dość niespodziewanym momencie i zaczęło ją mocno dręczyć.
    To uczucie nie było obce, ono było zbyt znajome, a ona zaczęła czuć coraz większy niepokój i wręcz stres. Gdy ponownie po całym mieszkaniu rozbrzmiało już dość stanowcze i głośniejsze stukanie, ostrożnie odstawiła wciąż otwarty komputer na podłokietnik sofy i wstała z dozą ostrożności.
    Czemu zachowywała taką czujność?
    Wszystko sprowadzało się do grupki tych przeklętych dzieciaków, którzy w ostatnich tygodniach coraz bardziej ją dręczyli. To wciąż się pogłębiało z dnia na dzień. Milczała i ukrywała, jak tylko mogła to, że gnębiona była coraz bardziej, bo była świadoma obecności Michaela i jego deklaracji o rozmówieniu się z tymi łobuzami.
    Rozumiała doskonale, że pragnął jej pomóc, że nie chciał, by była męczona i owszem szanowała jego dobre intencje, jednak nadal zachowywała wobec niego dystans i starała się jak najbardziej unikać, spotkać z nim, co odbiło się bardzo na Junce która z każdym dniem coraz bardziej tęskniła za swoim dużym przyjacielem.
    Rozumiała, że brakuje mu, jej jednak ona nie potrafiła przełamać swojej bariery odnośnie swojego byłego partnera. Mimo że dało się dostrzec, że chciał dobrze dla niej, jednak pamięć o tym jak bardzo namieszał w jej życiu, sprawiła, że tkwiła z tyłu jej głowa obawa i niepewność czy powinna się bardziej do niego zbliżać.
    Wciąż odczuwała poczucie niesprawiedliwości na wzgląd na niego i jak podkreśliła mu podczas rozmowy w szpitalu, prędko nie zapomni o swoim wewnętrznych rozterkach i nie zapomni o tym jak ucierpiała przez nierozsądne działania. Takich rzeczy nie zapomina się ot, tak, za pstryknięciem palca, bo są to dość poważne sprawy i głębszy uraz, który w niej siedział.
    Ostrożnie jednak przeszła przez mieszkanie i mimo drżącego w jej piersi serca, przekręciła klucz w drzwiach, trzymając drugą tą bardziej pomarszczoną dłoń na klamce i po krótkiej chwili zawahania gdy znowu dobiegło ją tym razem, dzwonek do drzwi uchyliła je i raczej nie spodziewała się, że ujrzy właśnie jego po drugiej stronie.
    — Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam? — spytała, opuszczając ramiona — Nie mówiłam ci numeru mieszkania — przypomniała mu.
    On jednak milczał, co wydało się jej nieco frustrujące, jednak od razu zauważyła, że on utkwił wzrok tuż obok jej głowy, co ją wręcz zdumiało. Kompletnie nie rozumiała jego zachowania, pojawia się nagle, próbuje się dobijać do niej, a teraz spogląda wręcz zbulwersowany na drzwi, przy których stała.
    Odruchowo spojrzała w bok i momentalnie w oczy rzucił się jej dość spory napis na froncie jej wejścia. Obrzydliwy napis oraz prześmiewczy rysunek filmowej ogrzycy z tak kultowej bajki. Jednak to była forma kpienia z niej i ukazania tego jak szkaradnie wygląda. Gdy przeczytała, co było tam napisane, nawet nie poczuła żadnych emocji, bo było to już po raz kolejny gdy oni tak wypisywali na jej drzwiach.
    — Zaraz to zmyje — westchnęła, nawet nie czując złości.
    Wróciła do środka, ten moment wykorzystał husky, który stał u boku pana i wpadł do środka i pobiegł do swojej małej przyjaciółki. Słyszała, jak dwa psy się witają ze sobą, a on chwyciła z szafki szmatkę oraz miseczkę z wodą i detergentami i wróciła powrotem do wyjścia i już chciała się wziąć za zlikwidowanie tego wizerunku gdy poczuła nagle na swojej uniesionej ręce znajomy dotyk dłoni, który momentalnie ją powstrzymał:
    — Poczekaj — uprzedził ją.
    Zupełnie nie rozumiała jego zachowania, patrzyła w następnej chwili, jak sięga do kieszeni, swojej spodni i wyjmuje z niego telefon, a ona zaintrygowana zapytała:
    — Co ty robisz? — spytała wprost.
    Puścił jej dłoń momentalnie.
    — Zbieram dowody na pewnych gówniarzy — stwierdził nieco oziębłym tonem.
    Patrzyła, jak unosi telefon do góry i przechyla go w bok by ujął cały napis, który był uwieczniony na drzwiach wraz z tymi okropnymi rysunkami. Patrzyła na niego i czy mogła żałować, że otworzyła mu je? Widziała, do czego on zmierza jednak czy naprawdę powinien się w to angażować?
    — Mike nie uważam, by to było rozsądne — stwierdziła wprost.
    — Czyli zamierzasz pozwalać pewnej gówniarzerii się zastraszać? — pytał wręcz z niedowierzaniem opuszczając telefon tuż po tym gdy zrobił uprzednio kilka zdjęć jako część dowodów — Julio owszem widzę, że bardzo przygasłaś, mimo że spotkałem cię kilkukrotnie to, jednak znałem cię jako tą zagubioną i cichą nastolatkę, ale również jako pewną i charyzmatyczna młodą kobietę i wiedzę jak bardzo teraz czujesz się zastraszona. To nie trzeba się nawet przyglądać, by dostrzec, ale nikt powtarzam nikt, nie ma prawa cię gnębić! Szczególnie takie dzieciaki, które myślą, że to zabawne. Czy tobie w takiej sytuacji jest do śmiechu? — uderzył w dość czuły punkt.
    Owszem wcześniej zapewne zareagowałaby i pewnie poszła rozmówić się z rodzicami tych dzieciaków. Dowiedziała, by się gdzie mieszkają i przyszła porozmawiać tak to prawda jednak teraz nie czuła się na tyle pewna, by to robić. Nie sądziła, by jej wygląd, był przekonujący do tego, by przemówić dorosłym do rozsądku, nawet podczas tego jak zebrałaby dowody na nikczemne uczynki ich dzieciaków.
    Było dla niej uwłaczające ze grupka pewnych łobuzów ją zaczepia i stroi sobie z niej dosłowne żarty i w pełni się do tego przyznawała, jednak nie sądziła, że miałaby siłę przebicia, jaką miała dawniej. Dlatego chyba nawet nie starała się na nic reagować a po prostu tuszować to jak ci mali wandale ją traktują, jednak w Mike zobaczyła wręcz coś przeciwnego.
    Upór.
   Po której sytuacji był świadkiem, nie mógł przejść obojętnie wokół niej i jej problemów, z jakimi obecnie się zmagała. Może to tylko gimnazjaliści jednak doskonale widzieli oboje jak tacy nastolatkowie, potrafią być okrutni i podli, bo to najgorszy okres dojrzewania i naprawdę głupie pomysły wpadają wtedy do głowy. Byli w tym wieku i mieli durne pomysły, jednak nikt nie ma prawa wtedy cierpieć tak jak ona. Szczególnie a chyba co najważniejsze, że nie miała wpływu na to, że została okaleczona przez pewnego skurwysyna. A on nie zamierzał być temu obojętny.
    Tak jak ona nie pozostała zdystansowany do tej sprawy, która rozgrywała się od dłuższego czasu na tym osiedlu jednak to po jakimś czasie dowiedział się o tym gdy przyłapał ich na tym jak używali jego dawnej narzeczonej jako worek treningowy i nie mógł się temu przyglądać i takich sytuacji widział już wiele.
    Ona myślała, że go nie widzi, że stara się chodzić na spacery z małą gdy jego nie ma na dworze, ale on za każdym razem kręcił się niedaleko. Z racji na nagłą zmianę musiał chodzić na dłuższe spacery z Jay, by go wystarczająco zmęczyć, by potem mu mieszkania nie rozniósł. Owszem mógł, przenieś się do domu, dla jego komfortu, jednak czy to się opłacało gdy miał zamieszkać sam w dużej willi wraz z psem, wolał kupić coś mniejszego i nie narzekał na te długie treningi, bo wtedy mógł obserwować, co się dzieje i tak już wiedział, w jakich porach ona lubi spacerować z Junką więc iście w podobnym czasie z Jay na dwór nie stanowiło problemu.
    — A co mam zrobić według ciebie? — zapytała nagle.
    — Przerwać to — powiedział słusznie.
    — Łatwo jest powiedzieć, by to zakończyć — stwierdziła ironicznie.
    W ciszy zaczęła zmywać napis, który został pozostawiony, widział, jak spogląda na to ze smutkiem i przygnębieniem, więc tym bardziej widok jej tak bardzo przybitej sprawiło, że pragnął wciąż to kontynuować i rozmówić się z tymi gówniarzamia najbardziej z ich rodzicami, bo pewnie nawet nic o tym nie wiedzą.
    — Julio rozumiem twoje podejście doskonale — zaczął gdy weszła do środka mieszkania.
    Szedł kilka kroków za nią, gdy ona podeszła do kuchni, a on tylko ukradkiem spojrzał w głąb mieszkania. Był nieco zaskoczony, że było ją stać na nie, bo wyglądało na znacznie większe niż to, które miało poprzednie a z racji, że nie wiodła dawnego życia, było to nieco zastanawiające.
    — Dostałam je po rozwodzie — stwierdziła nagle.
    Zaskoczony ponownie na nią spojrzał, wyglądała, jakby czytała mu w myślach, jednak potem widział, jak myje miskę i odkłada ją potem na bok, po czym dodała:
    — Ono nie należało od samego początku do mnie, jednak to mało istotna sprawa — machnęła na to ręką — Powiedz mi czemu ci, tak zależy na tym, by mi pomóc? — spytała, wprost odwracając się w jego kierunku.
    — Czy naprawdę chcesz wieść takie życie, by nie móc wyjść spokojnie z psem na spacer byś nie była zaczepiana.
    Niby banalne pytanie i tak prosta odpowiedź jednak uderzył w samo sedno całego tego problemu. Oczywiście, że tego by nie chciała, ale miała również świadomość tego, jak nie poważnie byłaby potraktowana przez to jak ośmieszający miała wygląd przez wielu wręcz odrażający dla innych.
    — Mike, ale ja pytałam o twoje intencje, a nie czy...
    — Julio to ma owszem sens, bo nie mogę na to patrzeć, co te dzieciaki robią. Zamiast ukrócić ich żądze, ty brakiem reakcji dajesz przyzwolenie na takie zachowanie — wyjaśnił.
    — A myślisz, że nie starałam się reagować? — wtrąciła się, czując się nieco zbulwersowana — Zamiast tego jeszcze bardziej zaczęli się mnie czepiać i czy ja się dziwie, że mnie tak nazywają? Nie! — dodała ze stanowczością — Wystarczy na mnie spojrzeć…
    — Julio doskonale zdaje sobie sprawę, do czego zmierzasz, próbując się z tego wykręcić, ale nie chce być biernym na to.
    — Dlaczego? — ponownie zadała to samo pytanie co wcześniej.
    Jej pytanie zawisło w powietrzu. Mogło się wydawać, że mógł nie zrozumieć, o co jej chodzi, co tkwi w jej głowie. Jednak on cicho westchnął. Widziała, jak pochyla delikatnie głowę, a między nimi zapanowała chwila dość głębokiej ciszy po krótkim, jednak momencie podniósł ją i spojrzał na nią, a w jego oczach dostrzegła wdzięczność.
    — Bo dzięki tobie wciąż jestem żywym człowiekiem. Zawdzięczam ci życie — tych słów zupełnie się nie spodziewała — Chce zrobić coś dla ciebie i nie chodzi o odwzajemnienie tego co zrobiłaś dla mnie, bo już podkreślałem raz, ja chyba nigdy się tobie nie odwdzięczę za to, że dzięki tobie nadal mogę żyć — uśmiechnął się ze smutkiem — Chce, być miała względny spokój i pragnę, by pewne dzieciaki zrozumiały, że nie mogą nikogo tak traktować jak robią to obecnie z tobą.
    Miała naprawdę wątpliwości czy był to dobry pomysł, z jednej owszem widziała w nim słuszność, z drugiej wciąż gnębiło ją to przeczucie, niepokoju oraz obaw, że może to się w ogóle nie udać. Miała kompletny mętlik w głowie i nie wiedziała, co zrobić.
    Oparła się dłońmi o blat i spuściła na moment głowę z cichym westchnieniem. Może i pragnęła, by w końcu się to skończyło, ale czy naprawdę była gotowa współpracować ze swoim byłym, by przerwać tę małą machinę łobuziastwa która była na tym osiedlu. Przymknęła oczy, próbując przeanalizować za i przeciw.
    W końcu uchyliła powieki i poderwała głowę, by spojrzeć na muzyka, która stał oparty o blat wyspy, a on przyglądał się jej od dłuższej chwili, cierpliwie czekając na jej odpowiedź:
    — Dobra — rzuciła w końcu — Ale jak chcesz to zrobić? — uległa jego namową — Przecież jak pójdziesz do ich rodziców z tylko paroma zdjęciami, z tym głupim napisem to ci pewnie nie uwierzą i zaczną bronić swoich dzieci — podkreśliła.
    Owszem nie miała nic do tego, że rodzice bronią własne dzieci jest to coś, czego ona nigdy nie poczuła, jednak momentalnie ujrzała jak na ustach Michaela, pojawia się dość przebiegły uśmiech, którego nie widywała zbyt często.
    Widać, że był mocno, zmotykowały, do działania, a gdy w końcu zgodziła się pójść z nim na mały układ, tym bardziej zapragnął doprowadzić tę sprawę do końca i słusznie zauważyła, że parę zdjęć nie sprawi, że uwierzą w ich historie dlatego w głowie, już miał pewien plan, który pragnął zrealizować.
    — Zdaje sobie z tego sprawę, dlatego tych małych łobuzów pośledzimy — stwierdził z wrednym uśmiechem.
    — Do znaczy? — zapytała.
    — Oboje wiemy, że na korytarzach jest monitoring — spojrzał na nią znacząco — Postaramy się przez parę dni, pozwalać im na to, co zrobią, pójdę pogadać potem z ochroniarzami i poprosić o zgranie materiału. Między czasie prosiłbym cię gdy ujrzysz, że na progu twoich drzwi pojawiają się jakieś skandaliczne napisy, nim je zmyjesz, po prostu zrób zdjęcia i mi je prześlij.
    — Czyli muszę cię odblokować — westchnęła cicho.
    — Niestety musisz — powiedział, jednak nie wydawał się ani trochę zaskoczony jej wcześniejszymi słowami — Wiem, że wchodzisz w układ z diabłem…
    — Mike! — przerwała mu nagle — Tak popełniłeś błędy, namieszałeś mi w życiu, ale nigdy bym cię nie porównywała do demona. I może to być metafora jednak mimo mojego żalu i częściowej niechęci nie postrzegam cię w takich kategoriach — podkreśliła.
    Chciała sprostować jakiekolwiek jego przeczucia. Tak mogła czuć smutek i złość wobec niego, ale nigdy nie uznałaby go za tak koszmarnego człowieka i porównywania go do swojego byłego faceta. Potrafiła rozróżnić mężczyznę, który po prostu zdradził i oczernił ją oraz psychopaty, który pragnął zniszczyć jej życie dla innych, mogło wydawać się to dziwne, że zaufała mniejszemu złu jednak Mike nie był tak przesiąkniętym złem człowiekiem jak Clark. On po prostu wszedł w niewłaściwą relację i zrobił najgłupsza rzecz, jaką mógł zrobić.
    — To miłe — stwierdził z lekkim uśmiechem — Ale wracając wiem, że może to być nieprzyjemne, ale postaraj się zachowywać normalnie gdy będziesz wychodzić z Junką. Umówmy się, że będzie to trwać parę dni gdy uda mi się wszystko zebrać poszukamy mieszkań ich rodziców i się z nimi rozmówimy — wyjaśnił, swój nieco przebiegły plan — Ja będę cały czas obok więc nie musisz się martwić gdyby doszło do naprawdę, już poważnej sytuacji będę reagować, ale na razie postarajmy się zachować wcześniejsze pozory — dokończył swoją wcześniejszą myśl.
    Musiała przyznać, że mimo że wydawał się plan bardzo prosty i schematyczny to jednak chętnie się na niego zgodziła, bo i tak nie miała żadnego innego wyboru a przede wszystkim pomysłu, by to szaleństwo ukrócić.
    Przez moment spoglądali na siebie a między nimi trwała cisza jednak wkrótce została przerwana przez nią gdy powiedziała:
    — Nigdy nie sądziłam, że dojdzie do tak absurdalnej sytuacji, że podejmę z tobą walkę z jakimś dzieciakami, szczególnie że chciałam się od ciebie od was odsunąć — podsumowała.
    — Wiem — mruknął z wyczuwalną urazą w głosie — Ale robię to, byś mogła, mieć spokój, gdy to zakończymy, to się odsunę, chociaż nie zrobię tego z przyjemnością — dodał ciszej — Wiem, że nadal tkwi w tobie żal do mnie i nie jest to zaskakujące. Zrobiłbym wszystko, żeby cofnąć czas i nie doprowadzać do takiej sytuacji — przyznał ze szczerością — I wiem, że przeprosin pewnie nie przyjmiesz.
    — Na chwilę obecną — zaczęła powoli — Nie jestem chyba gotowa je usłyszeć, chociaż nie będę kłamać, że nie chce ich usłyszeć. Oboje chyba potrzebujemy na to czasu — dodała z powagą.
    Może to wydawać się dziwne, że powinna od razu tego chcieć jednak oboje zdawali sobie sprawę ze pewne rzeczy potrzebują znacznie więcej czasu a jedną z nich jest właśnie to czy zapragnie mu przebaczyć jego złe uczynki.

Saturday, July 12, 2025

V 41 — NIE CHCIAŁA TEGO SPOTKANIA

    — Dlaczego im na to pozwalasz? — zapytał z troską.
    Ujrzała go nagle tuż nad sobą. Opierając swoją głowę o oparcie fotela, wpatrywała się w sufit salonu, wciąż trzymając blisko nosa chusteczkę, która przesiąkła czerwonym osoczem. Widziała jego dłonie nad sobą, lecz tuż po krótkiej chwili poczuła, jak odsuwa jej dłoń i wsuwa ostrożnie do jej nosa dwa na szybko zrobione tampony, które miały zatamować krwawienie.
    — To wręcz do ciebie niepodobne — dziwił się.
    Był zupełnie zaskoczony brakiem reakcji z jej strony, wręcz biernością, jaką się wykazywała. Znał ją zbyt dobrze by wiedzieć, że nie pozwalała sobie na takie zachowanie względem siebie. Zawsze broniła swojego honoru jak i innych, którzy byli dla niej ważni, dlatego było to dla niego mocno zaskakujące, że jego była dziewczyna, pozwalała, by parę gówniarzy bezmyślnie ją atakowali i wyzywali ją, co było dla niego wprost niepojęte.
    Owszem, mimo że mieszkał od jakieś czasu na tym osiedlu to, z takim zachowaniem spotkał się po raz pierwszy. Może dlatego, że to był pierwszy raz od ich ostatniego spotkana, które nie należało do udanych a wręcz można powiedzieć, że dziewczyna posunęła się do ucieczki, co wydawało mu się mocno zaskakujące, jednak mimo że nie dostrzegł do końca, na którym piętrze mieszkała, wiedział tylko jedno, że zamieszkał w tym samym apartamentowcu co ona.
    Można to nazwać zbiegiem okoliczności, jakąś ironią, że znalazł swoje nowe mieszkanie, na osiedlu gdzie jak mógł, zauważyć ona mieszkała od dłuższego czasu. Gdy po raz ostatni ją widział, wręcz utwierdził się w przekonaniu, że wtedy widział ją po raz ostatni, co było mocno przygnębiające i smutne, jednak pogodził się z tą myślą.
    Rozłąka z nią była dla niego naprawdę trudna, przez tyle czasu krążyła wokół niego, nawet jeśli oboje już nie byli ze sobą, to może mieli chwilową przerwę, by potem znowu się widzieć. Jego niefart, że musiała go dostrzec, w których momentach tak bardzo się wstydził i czuł się wręcz zażenowany tym, że musiała oglądać go w tak kiepskim stanie, jednak nie mógł nic zrobić.
    Dowiedział się przed pierwszym lotem, że Julia dołącza do nich podczas trasy i nie mógł nic zrobić. Miał poczucie, że został wykluczony z tej decyzji. Mimo że nie był temu jakoś przeciwny, bo praktycznie dzięki niej nadal żył, bo kilka razy mu wręcz życie ratowała, to zrobiłby wszystko by wyrzucić swoją byłą żonę z trasy, na którą wręcz się wręcz wprosiła.
    Nie chciał jej wtedy zabierać, ani jej, ani Summer i nie chodziło, że miał coś do małej, jednak zdawał sobie sprawę, jak wygląda życie podczas ciągłym podróży i jak może być to uciążliwe dla pięciolatki przenoszenia się z miasta do miasta, a co do jej matki miał, chociaż cień nadziei, że spędzi te kilka tygodni z dala od tej niezrównoważonej kobiety. Odetchnie od wiecznej agresji, przemocy, jaką wobec niego została, co było wręcz uwłaczające.
    Ona jednak wszystko zmieniła, wpraszając się jako osoba towarzysząca i musiał zrobić wszystko by zapewnić miejsce dla niej i małej która, prawdę mówiąc, i tak większość czasu spędzała z Julią. I to było jedno pocieszenie tej trasy, że przynajmniej ta mała księżniczka nie musiała tak bardzo cierpieć jak wcześniej.
    Potrząsnął jednak głową, nie chcąc nad tym rozmyślać, jednak ponownie skupił swoją uwagę na Julii. Gdy teraz mógł spojrzeć na nią, widział, jakie szkody poczynił to cholerstwo, które wylał ten zwyrodnialec na nią i mimo że wydawało się jakby wszelkie, jej rany powoli się zagoiły, to nie dało się ukryć, że cała jej twarz byłą pomarszczona, pokryta bliznami. Mimo że utraciła ten dawny blask, on nie zaznał ani odrobinę obrzydzenia patrząc tak na nią. Wciąż postrzegł ją taką, jaką była, piękna i bardzo bystrą i inteligentną dziewczyną tylko nie rozumiał jej zachowania i to go mocno zastanawiało.
    — Od jak dawna to trwa? — zadał jej kolejne pytanie podczas gdy ona wciąż milczała.
    Miał dziwne poczucie, że tej koszmar trwał od jakiegoś czasu, jednak nie miał pojęcia, właśnie jak długo tkwi w takiej problematycznej sytuacji i dlaczego nic z tym nie robi. To nie było podobne do tej Julii, którą znał, która wręcz rozprawiała się od razu ze wszystkimi swoimi prześladowcami albo osobami, które próbowały ją wyśmiewać, pomijając aspekt pewnego zwyrodnialca, który siedział obecnie za kratami.
    — Co ci to da, jak ci powiem — odezwała się, a w jej głosie dało się słyszeć zrezygnowanie.
    Jej słowa jedynie utwierdziły go w swoim przekonaniu, że od dłuższej chwili była gnębiona wręcz prześladowana, co zupełnie mu się nie spodobało. Nie zamierzał przymykać oka na to, by jakaś grupka osiedlowych łobuziaków zastraszała, jak nie gnębiła jego dawnej narzeczonej.
    — Mów! — nalegał.
    Mógł teraz być natarczywy wręcz namolny, jednak pragnął po prostu się dowiedzieć prawdy i jeśli będzie mógł w jakiś sposób jej pomóc. I nie chodziło o fakt tego, że pragnął się odwdzięczyć za to co dla niego zrobiła, bo do końca życia chyba nie odpłaci się jej za troską opiekę i wyrozumiałość, jaką się wykazała, ale widząc tą dość przykrą sytuację pomówić sobie z tymi dzieciakami i zmusić ich do ewentualnych przeprosin i zmuszeniem ich do tego by przestali nękać jego dawną narzeczoną.
    — Mam przymknąć oko na to co widziałem? — spytał, siadając na krawędzi stolika.
    — Tak — odpowiedziała sucho — To…
    Nie mógł tego słuchać!
    Jeśli myśli nawianie, że zostawi tę sprawę w spokoju, to się myli! Nie zamierzał patrzeć z boku na to, jak te dzieciaki nie widząc niczego złego w swoim zachowaniu, wręcz sądzą, że mają na to przyzwolenie, jednak nigdy nie ma zgody by dzieciaki, bo widać, że byli to tacy dwunastolatkowie, robili tak bardzo krzywdzące rzeczy wobec innych, a co ważne starszych od siebie nie wykazując się ani krztyną braku szacunku.
    — Wiem, co powiesz, bym nie wtrącał nosa w nie swoje sprawy — przerwał jej, nie dając jej nawet dojść do słowa — Ale ja tak nie potrafię! — powiedział w obronie — Mam przymykać oko na to, że ciebie i Junkę atakują jakieś dzieciaki. Mam przechodzić obok i nie zwracać uwagi? — pytał.
    Ona spojrzała na niego ukradkowo, jednak on wręcz zmusił ją, by odchyliła głowę i położyła ją na oparciu. Prawdę mówiąc, teraz musieli tylko czekać jeśli nos nie przestanie krwawić, będzie zmuszony jechać, z nią na pogotowie jednak miał nadzieje, że tego unikną. Słyszał jej ciche westchnienie, zanim się odezwała:
    — Mike wiem, jak to brzmi, ale czy nie umówiliśmy się na coś w szpitalu? — spytała, powracając pamięcią do ich rozmowy — Miałeś…
    — Julio, wiem, o czym wtedy rozmawialiśmy, ale nie oszukujmy się i chyba oboje już doskonale wiemy, że mieszkamy na tym samym osiedlu i spotykać się będziemy chcąc nie chcąc szczególnie — skinął głową w stronę dwojga psiaków, którzy od dłuższej chwili bawili się jedną z zabawek Jaya — Będziemy wychodzić na spacery z nimi, więc…
    — Nie widzieliśmy się przez ostatnie dni, skąd masz przekonanie, że będziemy częściej się widywać? Mike nadal nie rozumiesz? Wciąż czuje do ciebie żal, nadal mam urazę. I mogę brzmieć jak rozkapryszone dziecko, ale nie potrafię przymknąć oka na to jak mnie traktowałeś a bardziej, w co mnie wpakowałeś — powiedziała z goryczą.
    — Wiem — mruknął wręcz przez mocno zaciśnięte zęby.
    Wciąż nie potrafił sobie przebaczyć tego, jak podle dał się podejść swojej byłej, jak bardzo czuł się zlękniony i wystraszony jej, by zgodzić się, szerzyć tę kłamliwą narrację i złożyć fałszywe zeznania przeciwko niewinnej osobie.
    — Nie zmienię przeszłości, zdaje sobie sprawę, że namieszałem i wiem, że zwyczajne przepraszam, nie wystarczy — mówił z głębi swojego serca — Ale czy moje skandaliczne zachowanie zwalania mnie w takim razie z tego, by teraz ci nie pomóc? — odezwał się dość słusznie.
    — Mike nie chce cię w to mieszać, to…
    — Julio — zagrzmiał po raz kolejny jej przerywając gdy zaczął dostrzegać, że próbuje się z tego wymigać — Wiem, co sobie myślisz, ale to nie jest rozwiązanie. Wiem, jakie masz nastawienie, przecież z tobą żyłem przez kilka lat i jakie masz podejście, ale nie chce być ślepym i ignorować tego, że te chłopaczki cię zaczepiają i gnębią. Julio po prostu powiedz, co się dzieje — mówił.
    Mimo że jego głos mógł zabrzmieć na mocno zdesperowanego, to jednak był wręcz pewny swego i faktu, że nie zamierzał odpuszczać tym dzieciakom i zamierzał drążyć, dopóki Julia mu nie zdradzi, chociaż części tej prawdy.
    — Nie odpuścisz? — odezwała się nagle z dziwnym tonem głosu, zmęczenia oraz zniechęcenia.
    Pokręcił głową w zaprzeczeniu. Może widział tylko jedna, sytuacje jednak miał poczucie, że to była jedna z wielu takich sytuacji, w których te młodziki z niej kpiły. Pewnie by odpuścił gdyby nie fakt, że została zraniona. A na to nie mógł sobie pozwolić. Plułby sobie w brodę gdyby pozwolił na krzywdzenie kobiety a tym bardziej jej, osoby, która wręcz była jego prywatnym aniołem stróżem w tym najgorszym dla niego okresie.
    — Wciąż jesteś uparty — powiedziała z lekkim rozbawieniem w głosie.
    Nie skomentował jednak jej słów, jednak dało się usłyszeć jej ciche westchnienie gdy ponownie położyła głowę na kanapie i spojrzała w punkt przed sobą, zanim się odezwała, mówiąc:
    — Od paru tygodni — przyznała w końcu ze szczerością w głosie — Prawdę mówiąc, zaczęło się tuż po tym gdy mój były mąż wyjechał powrotem do Hiszpanii…
    — Chwileczkę — przerwał jej.
    Jej ostatnie słowa były dla niego dość zaskakujące. Gdy po raz ostatni widział się z nią i rozmawiał, wspomniała, że jedynie Anthony i ten jej małżonek mogą mieć, z nią kontakt jednak usłyszenie od niej tych słów było dosyć zadziwiające. Mógł oszukiwać się i próbować sobie wmawiać, że to tylko chwilowe zauroczenie jednak wystarczyło bliżej się przyjrzeć jej oraz Ricardo, by dojrzeć, że łączy ich coś wyjątkowego.
    — Tak — wtrąciła się, zanim zdołał zapytać — Jestem po rozwodzie — dodała i uniosła lewą rękę.
    Nie dostrzegł już ani pierścionka, ani obrączki, którą widział jeszcze przed paroma miesiącami na jej placu. Prawdę mówiąc, w tej chwili rozmawiał z rozwódką, co było dość zaskakujące, jednak nie robił sobie nadziei, że kiedykolwiek nią będzie. Zbyt mocno ją uraził, by pomyśleć o tym, co kiedyś było, mimo że w głębi serca naprawdę tego pragnął i po części się ucieszył, jednak rozsądek mówił co innego.
    — Wróciłam także do panieńskiego nazwiska — powiedziała spokojnie — Ale powód naszego rozstania pozwolę zachować dla siebie i jego — dodała dość dyplomatycznie.
    I miała ku temu jak najbardziej prawo. Mimo że on sam się rozstał z byłą żoną i mimo że ona nadal tego nie wiedziała, to jednak połączy prędko, fakty wręcz sama nakłaniała go do tego, ale nie chciał się narzucać zen swoją historią gdy istniejesz było, co innego w tym momencie.
    — Wracając do moich wcześniejszych słów — odezwała się znowu — Wszystko trwa już od paru tygodni, to się dzieje gdy wychodzę z Junką na spacer — mówiła, a on słyszał, jak jej głos drży — To dwoje z dzieciaków, które się na mnie uwzięły — tłumaczyła mu — Sam byłeś świadkiem tego jak się zachowują, ten schemat się powtarza. Boję się wychodzić z domu, by nie spotkać tej gówniarzy. Staram się chodzić z małą wtedy gdy nikogo nie ma na podwórku — mówiła drącym głosem — Jednak wiele takich było sytuacji gdy za mną chodzili. Rzucanie kamieniami, wyzywanie czy dewastowanie drzwi do mojego mieszkania to norma w ostatnim czasie.
    — Dlaczego nic z tym nie zrobisz? — zapytał nagle — Przecież…
    — Mike — przerwała mu w porę — Tamta Julia, którą byłam jeszcze rok temu, ona już nie istnieje — powiedziała z powagą — Ona została zniszczona. Prawdę mówiąc obecnie widziesz gorszy obraz, tej dziewczyny którą spotkałeś na samym początku. Nie reaguje, bo się boję. I po części mają racje.
    — O czym ty mówisz? — dziwił się.
    Nie odpowiedziała od razu, między nimi zapanowała chwila dość niezręcznej ciszy, podczas której pojedyncza łza popłynęła po policzku dziewczyny. Prędko jednak ją otarła, by on tego nie dostrzegł, jednak nie uszło to jego uwadze, że coś mocno ją raniło.
    — Wystarczy na mnie spojrzeć — powiedziała płaczliwym głosem — Odpowiedź nasuwa się sama — dokończyła swoją wcześniejszą myśl — Jestem potworem…
    — Dosyć! — przerwał jej w porę — Nikt nie ma prawa cię w taki sposób obrażać! — powiedział z pewnością — Nawet ty sama.
    — Mike — zagrzmiała nagle.
    Poderwała się nagle z kanapy i mimo że wciąż na niej siedziała, spojrzała wprost w przenikliwe oczy, w których dostrzegł frustracje i wręcz oburzenie na wcześniejsze słowa. Mimo że mogło to być dla niego denerwujące to jednak ona zdawała sobie sprawę z tego jak wyglądała i jak się postrzegała. Nie potrafiła się okłamać w żaden sposób. Znała okrutną prawdę o sobie.
    — Spójrz na mnie — poprosiła wręcz srogim głosem — Mam lusterka w domu, doskonale wiem, jak wyglądam. Zdaje sobie sprawę, że mój wygląd może brzydzić, wręcz doprowadzać do wymiotów. Nie dziwę się, że dzieciaki się śmieją ze mnie i wyzywają od potworów, bo nim jestem! Przez niego! — dokończyła — Utraciłam swój urok, straciłam poczucie pewności siebie, dawna ja odeszła. Wiem kim, jestem i jak inni mnie postrzegają, bo sama widzę się w dużo gorszy sposób — mówiła, a łzy powoli zaczęły spływać po jej policzkach — Możesz mnie przekonywać, że wyglądam świetnie, ale prawda jest taka, że cała moja twarz, wręcz ciało w znanym stopniu ucierpiało. Ty widzisz tylko fragment tych uszkodzeń. Ubrania skrywają dużo więcej. Nie będę cię oszukiwać, że jest inaczej, sam widziałeś, jak mnie oblewał ty syfem. Badania wykazały, że zostałam oblana kawasem siarkowym… — zamilkł.
    Spoglądał wręcz w oszołomieniu na nią gdy tylko usłyszał nazwę specyfiku, który tak mocno ją poranił. Jeśli dobrze kojarzył, był to najmocniejszy odczyn kwasowy na świecie, jaki istnieje i teraz widział, jak destrukcyjny sposób ma na ludzkie ciało, lecz mimo to nie potrafił poczuć do niej obrzydzenia jednak zrozumienie tego przezroczystego płyty, który w ostatnich chwilach wlał na jej ciało ten psychopata i wręcz przypomniał mu jej wręcz przenikliwy krzyk bólu, po którym straciła przytomność.
    — Julio mimo wszystko to wcale nie jest argument broniący tych łobuzów!
    — Mike — odezwała się, wstając z kanapy i zwracając się do niego z powagą — Po prostu odpuść — poprosiła stanowczym głosem — Mogę zrozumieć, że pragniesz mi pomóc, ale nie próbuje się oszukiwać, wiem, jak wygląda, rozumiem, czemu te dzieciaki to brzydzą, a to, że nie reaguje cóż… — wzruszyła na sam koniec ramionami — Moje życie i tak nie może gorzej się ułożyć — stwierdziła na koniec.
    Nie będąc w stanie zareagować mógł tylko obserwować jak podchodzi do Junki i chwyta ją w ramiona i wychodzi, mimo że mała suczka maltańczyka zaczęła na nią warczeć za przerwanie zabawy z przyjacielem. Wkrótce po całym mieszkaniu dało się słyszeć trzask, zamykanych drzwi a on westchnął cicho i powiedział do siebie:
    — Na pewno tak nie zostawię tej sprawy!
    Owszem mógłby od tego umyć ręce i przestać się przejmować, jednak nadal Julia była dla niego bardzo ważna. Nie było istotne, że ich dzieliło bardzo wiele, nie zamierzał jednak dopuścić do tego, by znowu była gnębiona. Nie tym razem i nie będą to jakieś dzieciaki, które nie są kontrolowani przez rodziców.
    — Jay no to mamy pod opieką pewną uparciuchę — stwierdził do Husky, który podszedł do niego z dość niezadowoloną miną.
    Spodziewał się, że Julia będzie robiła problemy, jednak miał swój mały cel na przyszłe tygodnie i musiał zrobić coś z tą gówniarzami. Na pewno musiał pilnować jej podczas spaceru, lecz kto powiedział, że musiał wtedy przy niej być. Mógł ją obserwować z dala. Musiał jej pomóc!