— Myślisz, że coś do nich dotarło? — spytała nagle.
Dostrzegła kątem oka, jak stojący dwa kroki od niej mężczyzna nagle wyrywa się ze swoich przemyśleń i spogląda na nią dość zaskoczonym spojrzeniem. Oboje stając w windzie, czuli, jak podnośnik wiezie ich na ostatnie piętro apartamentowca, tuż po tym, gdy w końcu uporali się, a raczej porozmawiali z rodzicami tej grupki dzieciaków, z którymi męczyła się od paru tygodni.
Nie zamierzała kłamać, prawdę mówiąc, gdyby nie Michael sama nie zdecydowała, by się na interwencje co raczej było oczywistym. W ostatnim dniach był bardzo pomocny i wykazywał się samozaparciem w dążeniu do ukarania jej młodocianych sprawców. Potrafili zrozumieć wiele to, w jakim trudnym są okresie, brak rodzicielskiej troski czy zainteresowania, ale gdy mieli okazje spotkać się, z nimi to od razu argumentacje o wychowaniu się w patologicznych domu, raczej było błędne, bo wszyscy rodzice wydawali się normalnymi ludźmi i mówiąc im o zachowaniu dzieci, były w zupełnym szoku i widać, że nie zdawali sobie sprawę z tego, co wyprawiali. Materiały, które im ukazali, pokazały, że nie było to ich fanaberia historia wymyślona na szybko by tylko oczernić ich dzieci a faktyczne prawda o tym, co wyprawiają, gdy rodzice spuszczają ich z oczu.
Nie chciała również być osobą mocno zawistną i decydować się na zgłoszenie tej sprawy na policje. Co podkreśliła potem, że nie chce z nimi chodzić po sądach, ale prosi, by porozmawiali z dziećmi i w uzasadniony dla nich sposób ukarali albo pomówili z nimi, by nie dochodziło do takich sytuacji.
Było już to męczące, że nie mogła spokojnie wyjść na spacer, by nie być atakowaną przez grupkę gimnazjalistów, którym tak naprawdę nic nie zrobiła. Ich zachowanie sprawiło, że jeszcze bardziej pragnęła się ukrywać przed światem, mimo że mogło wydawać się to irracjonalnie głupie to i tak obawy, które nią targały bywały na tyle silne, że nie pozwalały jej przed wyjściem, nie mając założonej bluzy z kapturem czy okularów przeciwsłonecznych, pomimo że na dworze panowały bardzo wysokie temperatury.
— Szczerze? — odezwał się nagle, a ona zerknęła na niego przelotnie.
Przytknęła delikatnie głową, chcąc znać jego zdania. Nie miała pojęcia, jak mu się odwdzięczy za tą pomoc i wsparcie, jakie jej okazał w tym czasie. Brzmi to mocno abstrakcyjnie, że wspomagał ją facet, od którego miała trzymać się z daleka, jednak nic nie mogła na to poradzić, on był jedną osobą, która się zainteresowała tym, co się dzieje, mimo że początkowo mocno się od tego dystansowała.
— Nie mam pojęcia — przyznał, a ona usłyszała w jego głosie lekki smutek — Tak naprawdę nie wiemy, jak postąpią. Owszem materiały mogły zrobić na nich wrażenie, ale czy zdecydują się w końcu wstrząsnąć swoimi dziećmi, możemy jedynie Julio spekulować, a nie dowiemy się tego, jak na razie. Na chwilę obecną to kolejne dni pokażą nam, czy ta interwencja miała jakiś sens. Rozumiem doskonale, że nie chcesz iść z tym do odpowiednich organów, ale uważam, że powinnaś, jeśli oczywiście nic się nie zmieni. — zasugerował.
Odwróciła głowę, gdy zrozumiała sens jego ostatnich słów i mimo że to mocno przeczyło się z jej przekonaniem i niechęcią do spędzenia znowu kolejnych godzin na posterunku policji czy w sądzie, bo już miała dosyć, spędziła czasu na wzgląd na wszystkie sprawy, w których brała udział czy była poszkodowaną. To było dla niej wykańczające, jednak rozumiała, że jedynie w taki sposób mogła podciągnąć ich do odpowiedzialności i takie zachowanie nie jest akceptowane, a można być ukaranym.
— Kolejne dni nam pokażą, czy nasza prośba miała na nich wpływ, czy absolutnie nic to nie zmieni. Co będzie, wtedy dalej będzie się tak naprawdę zastanawiać. Miejmy nadzieje, że ci ludzie byli na tyle ogarnięci, że doprowadzą do pionu swoje dzieci — stwierdził stanowczo — Można zrozumieć wiele, ale nie moment, gdy ta grupka chuliganów zaczęła dewastować twoje mieszkania, czy dopuszczać się do naruszania nietykalności cielesnej rzucając w ciebie, czym popadnie. Nic absolutnie nie ma prawa ich usprawiedliwiać, bo ty również nie zasługiwałaś na to, co się spotkało, a teraz ci gówniarze wykorzystują to, że jest to dla ciebie mocno uciążliwe i gnębią cię, bo się nie bronisz — zauważył ze słusznością.
— Mike owszem nie robię tego i przyznaje się, nie jestem już tak wojowniczka, jak kiedyś — wtrąciła się w jego słowach — Wiem, że powinnam to robić, ale zabrano mi poczucie dawną wiarę w siebie którą miałam.
— I to widać Julio — powiedział spokojnie.
W końcu drzwi windy rozsunęły się przed nimi, co sprawiło, że na moment przerwali swoją rozmowę i wyszli na korytarz. Wyjmując klucze do mieszkania, wsunęła go do zamka, by je otworzyć. Pokonała ich opór i weszła do środka i nawet nie musząc się odwracać, wciąż wyczuwała jego obecność.
— Nie będę cię oszukiwać Mike, może strasz się zgrywać takiego, jak przed paroma laty jednak te wydarzenia również miały i na ciebie wpływ. Obecnie towarzysz maskę pozorów i mimo że głośno tego nie musisz, ty też jesteś rozbity. Nie da się ukryć, że oboje przeszliśmy przez piekło i mogę za tobą nie przepadać, ale nie zamierzam udawać albo uważać za poniżające czy w jakiś sposób umniejszające dla ciebie to, że sam nie przeszedłeś wiele, bo bym skłamała. Widziałam twoje cierpienie, tak jak ty dostrzegłeś mój ból, więc siedzimy w tym razem. Ty starasz się udawać, że nic cię to nie obeszło, ja znowu wróciłam do początków — wyjawiła.
— Julio, to nie ma znaczenia! Ja…
— Mike — weszła mu niespodziewanie w słowo — Nie wymagam od ciebie zwierzeń, na które nie jesteś gotów. Oboje również nie mamy wobec siebie aż takiego zaufania, jak kiedyś jak nie mamy w ogóle i co dalej z nami będzie, nie mam pojęcia, ale jeśli kiedyś coś się zmieni, najpierw musimy odbudować to, co zostało zniszczone przez nas obojga.
Momentalnie powróciły do niej wspomnienia ich dość burzliwego okresu w związku, tuż po zaręczynach to był ten moment, gdzie wszystko zaczęło się rozsypywać i mimo że nie zdawali sobie początkowo z tego sprawy, to właśnie w tym tkwiło całe źródło ich dalszych problemów, które mieli i utrata oddania tej drugiej osobie, bo jej pasja do jazdy na motocyklach sprawiły, że on zaczął tracić do niej wiary, mimo że nie dała mu skutecznego powodu i jeśli kiedykolwiek mieli to naprawić, musieli wszystko przepracować, na chwilę obecną nie wiedzieli nawet, w jakim kierunku podążą i jakie będą ich stosunki, które teraz trudno było nawet jej określić.
Czy się nienawidzili?
Bardziej by powiedziała, że ona nie miała, już utraciła do niego, to dawne przekonanie, jakie miała. Mocno je nadszarpnął i będzie potrzebować dużo pracy, by odnowić w niej to poczucie lojalności do niego.
— Chcieliśmy panią mocno przeprosin za swoje zachowanie — odezwał się jeden z chłopców — Naprawdę jest nam przykro, za to, co robiliśmy — powiedział dość skruszonym głosem.
Musiała przyznać, że zupełnie się nie spodziewała, takiej wizyty. W chwili, gdy w całym mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek do drzwi, raczej spodziewała się, że ujrzy po drugiej stronie swojego dawnego narzeczonego, który ostatnio był dość częstym gościem u niej i mimo że stwierdził, że głównie to na wzgląd na Jaya by mógł zobaczyć się z Junką, to jednak nieświadomie czuła, że przychodził tutaj również dla niej. Ich ostatnie wspólne działania sprawiły, że coraz częściej ze sobą rozmawiali, ta wyczuwalna wcześniej napięta atmosfera powoli znikała, a ona coraz częściej łapała się na tym, że wyczekiwała jego odwiedzin.
Nie chciała się do tego przyznać, ale faktycznie w głębi serca liczyła, że wpadnie, bo praktycznie tylko z nim ostatnio mogła pomówić tak w cztery oczy nie tylko przez wiadomości tekstowe i mimo swojej urazy, którą wciąż do niego miała, wielokrotnie przyznawał się, że popełniał błędy, których mocno żałował, ale jak na razie nie otrzymała przeprosin za wszystko.
— Mam nadzieje, że otrzymaliście zasłużoną karę od rodziców — odezwała się stanowczym głosem — Bo nikt nie ma prawa tak traktować ludzi, jak wy mnie i mojego psa. Mój wygląd nie daje wam przepustki do wyzywania i dręczenia! Czy się zrozumieliśmy? — odezwała się twardym głosem.
Widziała, jak przestraszeni chłopcy spoglądają na siebie i skinęli głową, po czym odezwał się jeden z nich:
— Rodzice byli na nas bardzo wściekli, gdy się tego dowiedzieli i kazali nam panią przeprosin za wszystko krzywe akcje i obiecać, że będziemy się trzymać z daleka.
— Mam taką nadzieję, cieszę się, że nie poszłam z tym na policje, bo gorzej się wtedy dla was to skończyło, a dogadałam się z waszymi rodzicami, a teraz jazda stąd i żebym was nie widziała nawet na spacerach — pogoniła ich.
Nie zamierzała być wobec nich pobłażliwa. Owszem może i uwielbiała dzieci, jednak chciała podkreślić stanowczo, że nie będzie dłużej znosić takich występków. Widziała, jak grzecznie skinęli głowami i odchodząc ze zwieszonymi głowami. Nie wiedziała, jak bardzo mocno zostali ukarani i nie chciała dociekać, jednak dla niej było ważne, że jednak efekt ich reakcji przyniósł efekt, jakiego nawet nie oczekiwała.
Była już gotowa, zamknął drzwi, gdy nagle w oczy rzuciła się jej znajoma postać, która wychyliła się z windy, mijając po drodze grupkę dzieciaków, które zbiegły pośpiesznie po schodach. Widziała idącego ku niej mężczyznę, jednak co ją wręcz zdumiało to, że w ręku trzymał ogromny bukiet białych kwiatów.
— Co oni tutaj robili? — zapytał nagle Michael, gdy podszedł do niej bliżej — Chyba znowu nie przyszli…
— Nie tym razem Mike — uspokoiła go — Przyszli mnie przeprosić — odparła szczerze.
Widziała pojawiające się zdumienie na twarzy mężczyzny, który zupełnie jak ona nie był pewny czy to wszystko miało sens jednak gdy jej słowa do niej dotarły, zrozumiał i absolutnie nie pożałował tego, że wspomógł jej w tej sytuacji, jednak dziś również miał inny cel, przychodząc do niej coś, co pragnął zrobić od dłuższego czasu, jednak czekał na odpowiednią chwilę.
Oboje wiedzieli, że ot, tak ona nie przyjmie przeprosin i mimo że obecnie również mogła je odrzucić, to jednak uznał, że to był odpowiedni moment i warto spróbować. Nadal miał do siebie ogromny żal za to, co zrobił, jak ją potraktował i chciał, chociaż w minimalny sposób ją za to przeprosin.
— Chyba mi ukradli pomysł — zaśmiał się nieco nerwowym głosem.
Ona jednak uśmiechnęła się delikatnie i wpuściła go do środka, bo nie chciała trzymać go dłużej na korytarzu. Wszedł z lekką trudnością, bo bukiet był dość spory, czego zupełnie nie oczekiwała.
— Nie będę kłamał Julio — przyznał nagle — Obawiam się tego, jak możesz na to zareagować czy uznasz, że to jest odpowiednia chwila, jednak wiem, że mocno zamieszałem w twoim życiu. Zdaje sobie sprawę, że gdyby nie mój brak działania czy reakcji ty nie musiałabyś się mierzyć z wieloma zdarzeniami, do których również się nieświadomie przyczyniłem. Kłamałem i oszukiwałem, czego nie będę wypierał. Najbardziej jednak żałuje tego, że wolałeś ślepo iść za kobietą, która… — urwał na moment, bo wciąż wspomnienia o byłej żonie wywołały u niego falę negatywnych emocji — Uwierzyłem po raz drugi komuś, kto zniszczył mi życie i po części dałem przyzwolenie jej na to, by dalej realizowała plan, którego się po prostu wstydzę, że brałem udział w jego tworzenia, bo wymyśliłem. Ubzdurałem sobie, że jesteś dla mnie zagrożeniem, mimo że absolutnie nie byłaś. Zrobiłem wiele paskudnych rzeczy, ale najbardziej chyba jednak nie podaruje sobie tego, że poszłaś przeze mnie siedzieć, mimo że winna leżała całkowicie gdzie indziej. Wiem, że mocno nadszarpnąłem twoim życiem, że zrobiłem wiele nieprzemyślanych rzeczy, których teraz po czasie żałuje.
Spodziewał się tego, że może mu nie uwierzyć, że nie mówi tego szczerze, jednak każde jego cholerne słowo płynęło wprost z głębi jego serca i umysłu. Nie zamierzał już dłużej tego w sobie dusić i uważał, że zasługuje na szczerość i by w końcu przyznał się do tego, że nie był i nigdy nie będzie ideałem, za jakiego mogła go kiedyś brać, lecz wiedział, że ona to wiedziała, bo jedyne czego nie sądził, że ujrzy jeszcze parę razy temu to rozczarowanie w jej pięknych błękitnych oczach.
— Mogę jedynie cię przeprosić za samego siebie, za wszystkie swoje krzywe akcje, za brak zaufania względem ciebie i… — przez moment się zawahał i nie wiedział, czy powinien to mówić, jednak wyrzuty sumienia jednak były nieustępliwe i wiedział, że jeśli tego nie powie, będzie go to dalej mocno dręczyć — I pragnę cię przeprosin za to, że okazałem się tobie niewierny. Miałaś racje, mogłem nie pamiętać wieczoru, jednak widziałem ją o poranku, próbowałem ją zmusić do milczenia, jednak jak widać się, nie udało i nawet lepiej, że dowidziałaś się o tym, ale szkoda z nią nie miałem tej odwagi tego tobie powiedzieć osobiście.
Jeszcze przed rokiem by się wykłócał, że nie było w tym absolutnie jego winy, praktycznie by się nie przyznawał do niczego jednak z biegiem miesięcy, a zwłaszcza wtedy gdy oboje byli blisko śmierci, zrozumiał, że nie powinien się gryźć w język i w końcu przyznać, że dopuścił się zdrady, której nie planował.
Spoglądał z dość dużą obawą na reakcje młodej artystki, która wręcz w ciszy przyglądała się mu i słuchała tego, co miał do powiedzenia. Bał się, przepełniał go przeraźliwy strach na samą myśl o tym, że mogłaby teraz na niego nawrzeszczeć i wyrzucić, z czym się naprawdę liczył, jednak ona po prostu spoglądała na niego bez żadnego wyrazu twarzy i to było najbardziej frustrujące, bo nie mógł wiedzieć, co głębiło się w jej głowie.
— Nie sądziłam, że w końcu to usłyszę. Mike Shinoda przyznaje się do zdrady i wszelkich błędów — odezwała się z uznaniem — Mike nie będę cię oszukiwać, przeprosiny może i przyjmę, jednak jak już wspomniałam przed paroma dniami, odbudowanie zaufanie będzie naprawdę ciężkie, bo mocno się na tobie zawiodłam w przeciągu tak krótkiego czasu — powiedziała spokojnie.
— I jak to doskonale rozumiem Julio i nawet nie liczyłem, że od razu zaufasz mi jak dawniej — przyznał ze szczerością.
— Cieszy mnie jednak to, że w końcu usłyszałam od ciebie prawdę, jaka była rzeczywiście na temat zdrady. Bo było to męczące słuchanie wciąż tych samych tłumaczeń i powiedz mi, jak tobie było po prostu, nie wstyd używać tej samej argumentacji co każda osoba, która oszukuje bliską osobę i tutaj nie mówię ściśle o facetach, ale również o kobietach, bo bywają i takie, które zachowują się podobnie. Słuchanie tak zdartej płyty nie było przyjemne jednak ważne, że w końcu zrozumiałeś to — powiedziała w końcu.
— Nie wiem, co wtedy myślałem. Chyba byłem naiwny w przekonaniu, że zdołasz mi uwierzyć, ale nie. Trzeba to przyznać, jesteś bystrą i inteligentną dziewczyną i nie nabrałaś się na takie farmazony.
— Tylko powiedz mi, dlaczego to zrobiłeś. Co wtedy tobą kierowało. Chyba mam prawo poznać prawdę na temat zdarzenia, które rozbiło nam związek.
Zamilkł.
Tak naprawdę bał się tego momentu i przede wszystkim tego pytania, bo jak miał jej powiedzieć, że czuł się tak mocno zbulwersowany jej zachowaniem, że się upił i potem stracił kontrole nad samym sobą i co go skłoniło do pójścia do łóżka z byłą. Tak naprawdę to były emocje i pragnienie wyżycia się, jednak nie miał tej odwagi tego powiedzieć.
— Po prostu byłem wkurzony na ciebie — przyznał w końcu — Uważając, że nie traktujesz, poważnie zagrożenia upiłem się i resztę możesz sobie dopisać — dokończył.
— Zakończmy obecnie ten temat, przyjdzie jeszcze czas na poruszenie całej tej sprawy — stwierdziła nagle.
— Przyjmiesz kwiaty? — zapytał z uprzejmością.
Ona od razu chwyciła od niego bukiet i widząc delikatny uśmiech na jej ustach. Poczuł, jak pewien głaz spada z jego ramion. Mimo że spodziewał się, że pewnie jeszcze wiele razy będą rozmawiać na ten temat to przynajmniej, teraz czuł z część z tego brzemienia z niego spadła.