— Widzisz Chris — odezwał się jeden z chłopców do swojego kolegi — Trafiłem w punkt! — cieszył się.
Była po prostu wściekła!
Nie zamierzała kłamać, ani gryźć się w język, była totalnie rozwścieczona i mimo że starała się nie reagować i po prostu nie zwracać na nich uwagi to nie mogła pozostać obojętna dłużej na to, zwłaszcza gdy w swoich dłoniach trzymała rozbite okulary, które jeszcze przed momentem spoczywały na jej nosie.
Wychodząc z domu, liczyła na spokój, już tak bardzo starała się wychodzić gdy tych łobuzów nie ma na dworze i ponownie ją dopadli i uznali, że powrócą do swojej ulubionej rozrywki w ostatnim czasie, jaką była rzucanie często dość ostrymi kamykami w jej stronę i pewnie machnęłaby na to ręką gdyby nie fakt, że czuła jak po jej twarzy spływa krew i w ostatniej chwili uchwyciła oprawki, które teraz były przekrzywione a szkiełka powypijane.
Od dawna nie była tak mocno zbulwersowana jak właśnie w tej chwili nie dość, że okulary nie były tanie to była jej jedyna para. Nie miała dziś chęci męczyć się z zakładaniem soczewek i założyła oprawki ze szkłami korekcyjnymi, jednak nie sądziła, że natrafi na tę grupkę znowu i właśnie tak to się skończy.
— Odważni zapraszam do mnie! — zagrzmiał nagle głos tuż za nią.
Odwróciła się delikatnie za ramię i pomimo że widziała w oddali nieco zamglony obraz, przez brak szkieł korekcyjnych to z każdym dość prędkim krokiem widziała, coraz bardziej wyraźnie znajomą sylwetkę wkrótce ujrzała swojego dawnego partnera, który szedł pewnie w ich kierunku w nim biegł Jay, który zaczął powarkiwać, niespokojnie widząc tych dzieciaków.
— Chris wiejemy! — rzucił nagle chłopak do swojego przyjaciela.
Michael jednak wykazał się większą przebiegłością i sprytem i pozwolił wybiec Jayowi tuż przed nim gdy sam pobiegł za tymi chłopakami, wkrótce jeden z nich potknął się o wystający korzeń drzewa i upadł. Widziała, jak mężczyzna chwyta go za tył koszulki i podnosi i mimo że próbował się wyrwać, on mocniej zacisnął dłonie na jego ramieniu i nie zwracając uwagi na to jak krzyczał i starał się wyrwać, szarpiąc się w jego uścisku, podszedł do drugiego, który teraz leżał powalony przez Jaya na ziemi. Husky jednak nie wykazał się agresją, a położył swoje łapy na jego plecach, przytrzymując go, aż nie podszedł jego właściciel, który uchwycił i jego jak ówcześnie jego kolegę i pomimo szamotaniny pociągnął ich w jej kierunku.
— No i mamy dwóch ancymonów — stwierdził do kręcących się w jego rękach chłopców.
— Puść nas idioto! — wyzywał go jeden z nich.
— Igrasz sobie z nami! — cedził drugi — Mój ojciec się z tobą rozmówi! — próbował mu grozić.
— I co zrobi? Może czas by dowiedział się, co jego synek wyprawia? — zakpił, wręcz burzą narracje jednego z jej oprawców — Chętnie się przejdę do niego i pokaże mu, co wyprawiasz ze swoim koleżką i jak gnębisz moją przyjaciółkę i jej psa.
— Nic nam nie udowodnisz! — kpił z niego chłopak w czapce.
— Nie byłbym taki tego pewny cwaniaczku — rzucił kąśliwe w jego kierunku — A skoro już wam mam pod kontrolą to chyba macie mi coś do wyjaśnienia? Nie uważacie? — pytał.
Ciche prychnięcie padło z ust. Mogła naprawdę wiele zrozumieć, że to okres dojrzewania buzujących emocji, że włącza się często u takich chłopaczków bycie łobuziakami, jednak są pewne granice, których nie można przekraczać. A on tym bardziej nie zamierzał tego odpuszczać. Można stwierdzić, że śledził Julie, jednak oboje uznali, że będzie to najlepsze rozwiązanie, by jakoś zareagować na to, co te dzieciaki wyprawiają. Umówili się na to, że gdy będzie wychodzić na dwór, będzie mu dawać znać, by mógł z daleka obserwować sytuacji i w razie czego nagrać takie sytuacje jednak nie mógł dłużej biernie na to patrzeć i musiał reagować zwłaszcza gdy zobaczył, jak trafiają w jej twarz, po której spływała krew, a ona sama trzymała rozbite okulary w dłoniach.
— Nie mamy z czego się tłumaczyć! — zawołał wojowniczo jeden z nich.
— Chyba jednak macie — stwierdziła w końcu młoda artystka — Bo jak wyjaśnicie mi to? — wyciągnęła w ich stronę zniszczone szkła — I to? — spytała, wskazując na swoją twarz — Sama rzuciłam w siebie kamieniem, jak nie było to coś dużo ostrego. Dla was to jest zabawne?
— Nie będziemy rozmawiać z taką szkaradą... — rozbrzmiał głos chłopaka w bluzie z kapturem.
Syknął niespodziewanie gdy poczuł, jak palce Michaela mocniej zaciskają się na jego barku, tym samym wręcz przerywając mu dalsze słowa, bo niemal oboje zdawali sobie sprawę z tego co chciał powiedzieć i jak ją nazwać.
— Nie sądzisz Julio, że należy ci się odszkodowanie za poniesione straty? — spytał nagle.
Popatrzyła momentalnie na niego, ona jednak od razu wyczuła w tych słowach pewien podtekst, a jego spojrzenie było zbyt wymowne, by nie zrozumieć, co ma na myśli.
— Sądzę, że tak. Okulary nie były tanie, a ja sama również nad tym ucierpiałam…
— Nic nam nie udowodnicie! — krzyknął, nagle jeden z chłopców a w jego głosie dało się wyczuć strach.
— Czyżby? — polemizowała z nim — Czyli to nie wy brudzicie mi drzwi i piszecie te teksty? Czy to nie wy wciąż mnie atakujecie i mojego psa gdy spokojnie idę sobie na spacer?
— Bo takie szkaradztwa jak ty nie powinny chodzić po tym świecie! — wybuchł nieco starszy z chłopców.
Zamarła, mimo że liczyła się z takimi komentarzami i spotkała się z wieloma krytycznymi słowami to jednak wciąż czuła bół gdy to słyszała. Nikt z tych osób nie zastanowił się, przez co mogła przejść i czemu tak wygląda. Nie wybrała swojego losu, nie chciała być oszczpecona, a nadal płaci cenę za ten cholerny związek z tym skurwysynem teraz swoim wyglądem i to jak ją zniszczył.
— Ostrzegam cię młody człowieku, że twoje słowa mogą cię gorzko kosztować — odezwała się bardzo chłodnym tonem.
Zachowała spokój i opanowanie, mimo że wewnętrznie miała ochotę po prostu uciec i skryć się w swoim mieszkaniu, jednak nie zamierzała dawać nikomu a szczególnie takim gówniarą satysfakcji, że takie słowa są dal niej bardzo bolesne. Wiedziała, jak przybierać maskę do złej gry i w tym przypadku właśnie to zrobiła.
— Śmiesz mi rozkazywać szkarado, spójrz na siebie. Nikt nie będzie cię traktować poważnie, jesteś powodem do śmiechu! — rzucił, czując się jak najbardziej pewnie w to co mówi.
— Chyba nie nauczono cię szacunku do innych, niż widzę — mruknął Michael — Radziłabym cię przeprosić tę uroczą damę…
— Przeprosić… — kpił jego kolega — Takiemu…
— Nie będziemy z wami tak rozmawiać. Proszę o numer waszych mieszkań — zagrzmiał Michael.
— Ty naprawdę myślisz, że ci powiemy? — zadrwił Chris — Nie poddamy obcemu typowi, gdzie mieszkamy!
— Mike puść ich — powiedziała nagle.
— Ale… — zaczął, spoglądając na nią z niepewnością.
— Pomówimy o tym z ich rodzicami później, na chwilę obecną zostaw ich — poprosiła.
Może to było lekkomyślne, co teraz robiła, że zamiast ukarać tych małych łobuzów i dążyć do sprawiedliwości i przede wszystkim rozmówić się z ich rodzicami, to puszcza ich wolno, jednak w tym szaleństwie tkwiła metoda, bo jeśli mieli i tak przeprowadzić z nimi dyskusje chętnie dołączy kolejny zarzutów, a jeden z nich tkwi w jej ręce.
I można uznać, że niepotrzebnie się czepiają ich, jednak nie!
Takie zachowanie trzeba potępiać i owszem w pełni się z tym zgadzała i nie tchórzyła co mogło wydawać się najbardziej prawdopobone w obecnej chwili i tym jak bardzo się lękała wielu rzeczy, jednak ta sytuacja sprawiała, że nie kręciła już nosem na pomysł, Michaela jednak sprawiło to, że pragnęła dążyć do tego by rodzice tych dzieciaków dowiedziały się o tym co robią na osiedlu.
— Julio nie wiem, czy to dobry pomysł… — próbował z nią dyskutować.
Ona jednak nie odpowiedziała, jednak spojrzała na niego znacząco, a w kąciku jej ust pojawił się nieznaczny uśmieszek, który był dla niego jedynie wskazówką ze ona wcale nie zrezygnowała a miała swój cel. Widząc jej dość wymowne spojrzenie, widziała, jak sam uśmiecha się w dość przebiegły sposób i nagle się odzywa.
— Masz racje — stwierdził, puszczając chłopaków — Już was nie widzę! — pogonił ich.
Jednak oni prędko umknęli przed nimi. Nie byli pewni czy się wystraszyli, czy nie, jednak na pewno jego obecność sprawiła, że umknęli przed nimi, gdzie tylko mogli, co ich obojga zadowoliło.
— Zajebiście teraz muszę sobie kupić nowe okulary — mruknęła, spoglądając na nie — Dodatkowy wydatek, którego nie planowałam — dodała.
— Chyba nie będę zbyt delikatny, ale jak dużą wadę masz?
Wiele osób mogło wręcz dziwić w tym jego, że praktycznie parę miesięcy temu nie miała żadnych problemów ze wzrokiem, a teraz widział ją w okularach, mimo że wcześniej w nich nie chodziła. Jednak rozumiało się samo przez siebie, że musiała nosić soczewki, jednak dziś zdecydowała się ich nie ubierać.
— Nie jest to nic, co mogło mnie urazić — odezwała się nagle — Z resztą sam byłeś świadkiem tego jak mnie powoli niszczył — mruknęła z niesmakiem — A utraciłam część wzroku przez ten cholerny kwas — dodała z grymasem na twarzy — Tak jak mnie oszpecił to również, uszkodził mi oczy. Do końca życia mam zalecenie do noszenie szkieł albo soczewek.
— Cholerny skurwysyn — mruknął z niesmakiem.
No comments:
Post a Comment