Saturday, July 12, 2025

V 41 — NIE CHCIAŁA TEGO SPOTKANIA

    — Dlaczego im na to pozwalasz? — zapytał z troską.
    Ujrzała go nagle tuż nad sobą. Opierając swoją głowę o oparcie fotela, wpatrywała się w sufit salonu, wciąż trzymając blisko nosa chusteczkę, która przesiąkła czerwonym osoczem. Widziała jego dłonie nad sobą, lecz tuż po krótkiej chwili poczuła, jak odsuwa jej dłoń i wsuwa ostrożnie do jej nosa dwa na szybko zrobione tampony, które miały zatamować krwawienie.
    — To wręcz do ciebie niepodobne — dziwił się.
    Był zupełnie zaskoczony brakiem reakcji z jej strony, wręcz biernością, jaką się wykazywała. Znał ją zbyt dobrze by wiedzieć, że nie pozwalała sobie na takie zachowanie względem siebie. Zawsze broniła swojego honoru jak i innych, którzy byli dla niej ważni, dlatego było to dla niego mocno zaskakujące, że jego była dziewczyna, pozwalała, by parę gówniarzy bezmyślnie ją atakowali i wyzywali ją, co było dla niego wprost niepojęte.
    Owszem, mimo że mieszkał od jakieś czasu na tym osiedlu to, z takim zachowaniem spotkał się po raz pierwszy. Może dlatego, że to był pierwszy raz od ich ostatniego spotkana, które nie należało do udanych a wręcz można powiedzieć, że dziewczyna posunęła się do ucieczki, co wydawało mu się mocno zaskakujące, jednak mimo że nie dostrzegł do końca, na którym piętrze mieszkała, wiedział tylko jedno, że zamieszkał w tym samym apartamentowcu co ona.
    Można to nazwać zbiegiem okoliczności, jakąś ironią, że znalazł swoje nowe mieszkanie, na osiedlu gdzie jak mógł, zauważyć ona mieszkała od dłuższego czasu. Gdy po raz ostatni ją widział, wręcz utwierdził się w przekonaniu, że wtedy widział ją po raz ostatni, co było mocno przygnębiające i smutne, jednak pogodził się z tą myślą.
    Rozłąka z nią była dla niego naprawdę trudna, przez tyle czasu krążyła wokół niego, nawet jeśli oboje już nie byli ze sobą, to może mieli chwilową przerwę, by potem znowu się widzieć. Jego niefart, że musiała go dostrzec, w których momentach tak bardzo się wstydził i czuł się wręcz zażenowany tym, że musiała oglądać go w tak kiepskim stanie, jednak nie mógł nic zrobić.
    Dowiedział się przed pierwszym lotem, że Julia dołącza do nich podczas trasy i nie mógł nic zrobić. Miał poczucie, że został wykluczony z tej decyzji. Mimo że nie był temu jakoś przeciwny, bo praktycznie dzięki niej nadal żył, bo kilka razy mu wręcz życie ratowała, to zrobiłby wszystko by wyrzucić swoją byłą żonę z trasy, na którą wręcz się wręcz wprosiła.
    Nie chciał jej wtedy zabierać, ani jej, ani Summer i nie chodziło, że miał coś do małej, jednak zdawał sobie sprawę, jak wygląda życie podczas ciągłym podróży i jak może być to uciążliwe dla pięciolatki przenoszenia się z miasta do miasta, a co do jej matki miał, chociaż cień nadziei, że spędzi te kilka tygodni z dala od tej niezrównoważonej kobiety. Odetchnie od wiecznej agresji, przemocy, jaką wobec niego została, co było wręcz uwłaczające.
    Ona jednak wszystko zmieniła, wpraszając się jako osoba towarzysząca i musiał zrobić wszystko by zapewnić miejsce dla niej i małej która, prawdę mówiąc, i tak większość czasu spędzała z Julią. I to było jedno pocieszenie tej trasy, że przynajmniej ta mała księżniczka nie musiała tak bardzo cierpieć jak wcześniej.
    Potrząsnął jednak głową, nie chcąc nad tym rozmyślać, jednak ponownie skupił swoją uwagę na Julii. Gdy teraz mógł spojrzeć na nią, widział, jakie szkody poczynił to cholerstwo, które wylał ten zwyrodnialec na nią i mimo że wydawało się jakby wszelkie, jej rany powoli się zagoiły, to nie dało się ukryć, że cała jej twarz byłą pomarszczona, pokryta bliznami. Mimo że utraciła ten dawny blask, on nie zaznał ani odrobinę obrzydzenia patrząc tak na nią. Wciąż postrzegł ją taką, jaką była, piękna i bardzo bystrą i inteligentną dziewczyną tylko nie rozumiał jej zachowania i to go mocno zastanawiało.
    — Od jak dawna to trwa? — zadał jej kolejne pytanie podczas gdy ona wciąż milczała.
    Miał dziwne poczucie, że tej koszmar trwał od jakiegoś czasu, jednak nie miał pojęcia, właśnie jak długo tkwi w takiej problematycznej sytuacji i dlaczego nic z tym nie robi. To nie było podobne do tej Julii, którą znał, która wręcz rozprawiała się od razu ze wszystkimi swoimi prześladowcami albo osobami, które próbowały ją wyśmiewać, pomijając aspekt pewnego zwyrodnialca, który siedział obecnie za kratami.
    — Co ci to da, jak ci powiem — odezwała się, a w jej głosie dało się słyszeć zrezygnowanie.
    Jej słowa jedynie utwierdziły go w swoim przekonaniu, że od dłuższej chwili była gnębiona wręcz prześladowana, co zupełnie mu się nie spodobało. Nie zamierzał przymykać oka na to, by jakaś grupka osiedlowych łobuziaków zastraszała, jak nie gnębiła jego dawnej narzeczonej.
    — Mów! — nalegał.
    Mógł teraz być natarczywy wręcz namolny, jednak pragnął po prostu się dowiedzieć prawdy i jeśli będzie mógł w jakiś sposób jej pomóc. I nie chodziło o fakt tego, że pragnął się odwdzięczyć za to co dla niego zrobiła, bo do końca życia chyba nie odpłaci się jej za troską opiekę i wyrozumiałość, jaką się wykazała, ale widząc tą dość przykrą sytuację pomówić sobie z tymi dzieciakami i zmusić ich do ewentualnych przeprosin i zmuszeniem ich do tego by przestali nękać jego dawną narzeczoną.
    — Mam przymknąć oko na to co widziałem? — spytał, siadając na krawędzi stolika.
    — Tak — odpowiedziała sucho — To…
    Nie mógł tego słuchać!
    Jeśli myśli nawianie, że zostawi tę sprawę w spokoju, to się myli! Nie zamierzał patrzeć z boku na to, jak te dzieciaki nie widząc niczego złego w swoim zachowaniu, wręcz sądzą, że mają na to przyzwolenie, jednak nigdy nie ma zgody by dzieciaki, bo widać, że byli to tacy dwunastolatkowie, robili tak bardzo krzywdzące rzeczy wobec innych, a co ważne starszych od siebie nie wykazując się ani krztyną braku szacunku.
    — Wiem, co powiesz, bym nie wtrącał nosa w nie swoje sprawy — przerwał jej, nie dając jej nawet dojść do słowa — Ale ja tak nie potrafię! — powiedział w obronie — Mam przymykać oko na to, że ciebie i Junkę atakują jakieś dzieciaki. Mam przechodzić obok i nie zwracać uwagi? — pytał.
    Ona spojrzała na niego ukradkowo, jednak on wręcz zmusił ją, by odchyliła głowę i położyła ją na oparciu. Prawdę mówiąc, teraz musieli tylko czekać jeśli nos nie przestanie krwawić, będzie zmuszony jechać, z nią na pogotowie jednak miał nadzieje, że tego unikną. Słyszał jej ciche westchnienie, zanim się odezwała:
    — Mike wiem, jak to brzmi, ale czy nie umówiliśmy się na coś w szpitalu? — spytała, powracając pamięcią do ich rozmowy — Miałeś…
    — Julio, wiem, o czym wtedy rozmawialiśmy, ale nie oszukujmy się i chyba oboje już doskonale wiemy, że mieszkamy na tym samym osiedlu i spotykać się będziemy chcąc nie chcąc szczególnie — skinął głową w stronę dwojga psiaków, którzy od dłuższej chwili bawili się jedną z zabawek Jaya — Będziemy wychodzić na spacery z nimi, więc…
    — Nie widzieliśmy się przez ostatnie dni, skąd masz przekonanie, że będziemy częściej się widywać? Mike nadal nie rozumiesz? Wciąż czuje do ciebie żal, nadal mam urazę. I mogę brzmieć jak rozkapryszone dziecko, ale nie potrafię przymknąć oka na to jak mnie traktowałeś a bardziej, w co mnie wpakowałeś — powiedziała z goryczą.
    — Wiem — mruknął wręcz przez mocno zaciśnięte zęby.
    Wciąż nie potrafił sobie przebaczyć tego, jak podle dał się podejść swojej byłej, jak bardzo czuł się zlękniony i wystraszony jej, by zgodzić się, szerzyć tę kłamliwą narrację i złożyć fałszywe zeznania przeciwko niewinnej osobie.
    — Nie zmienię przeszłości, zdaje sobie sprawę, że namieszałem i wiem, że zwyczajne przepraszam, nie wystarczy — mówił z głębi swojego serca — Ale czy moje skandaliczne zachowanie zwalania mnie w takim razie z tego, by teraz ci nie pomóc? — odezwał się dość słusznie.
    — Mike nie chce cię w to mieszać, to…
    — Julio — zagrzmiał po raz kolejny jej przerywając gdy zaczął dostrzegać, że próbuje się z tego wymigać — Wiem, co sobie myślisz, ale to nie jest rozwiązanie. Wiem, jakie masz nastawienie, przecież z tobą żyłem przez kilka lat i jakie masz podejście, ale nie chce być ślepym i ignorować tego, że te chłopaczki cię zaczepiają i gnębią. Julio po prostu powiedz, co się dzieje — mówił.
    Mimo że jego głos mógł zabrzmieć na mocno zdesperowanego, to jednak był wręcz pewny swego i faktu, że nie zamierzał odpuszczać tym dzieciakom i zamierzał drążyć, dopóki Julia mu nie zdradzi, chociaż części tej prawdy.
    — Nie odpuścisz? — odezwała się nagle z dziwnym tonem głosu, zmęczenia oraz zniechęcenia.
    Pokręcił głową w zaprzeczeniu. Może widział tylko jedna, sytuacje jednak miał poczucie, że to była jedna z wielu takich sytuacji, w których te młodziki z niej kpiły. Pewnie by odpuścił gdyby nie fakt, że została zraniona. A na to nie mógł sobie pozwolić. Plułby sobie w brodę gdyby pozwolił na krzywdzenie kobiety a tym bardziej jej, osoby, która wręcz była jego prywatnym aniołem stróżem w tym najgorszym dla niego okresie.
    — Wciąż jesteś uparty — powiedziała z lekkim rozbawieniem w głosie.
    Nie skomentował jednak jej słów, jednak dało się usłyszeć jej ciche westchnienie gdy ponownie położyła głowę na kanapie i spojrzała w punkt przed sobą, zanim się odezwała, mówiąc:
    — Od paru tygodni — przyznała w końcu ze szczerością w głosie — Prawdę mówiąc, zaczęło się tuż po tym gdy mój były mąż wyjechał powrotem do Hiszpanii…
    — Chwileczkę — przerwał jej.
    Jej ostatnie słowa były dla niego dość zaskakujące. Gdy po raz ostatni widział się z nią i rozmawiał, wspomniała, że jedynie Anthony i ten jej małżonek mogą mieć, z nią kontakt jednak usłyszenie od niej tych słów było dosyć zadziwiające. Mógł oszukiwać się i próbować sobie wmawiać, że to tylko chwilowe zauroczenie jednak wystarczyło bliżej się przyjrzeć jej oraz Ricardo, by dojrzeć, że łączy ich coś wyjątkowego.
    — Tak — wtrąciła się, zanim zdołał zapytać — Jestem po rozwodzie — dodała i uniosła lewą rękę.
    Nie dostrzegł już ani pierścionka, ani obrączki, którą widział jeszcze przed paroma miesiącami na jej placu. Prawdę mówiąc, w tej chwili rozmawiał z rozwódką, co było dość zaskakujące, jednak nie robił sobie nadziei, że kiedykolwiek nią będzie. Zbyt mocno ją uraził, by pomyśleć o tym, co kiedyś było, mimo że w głębi serca naprawdę tego pragnął i po części się ucieszył, jednak rozsądek mówił co innego.
    — Wróciłam także do panieńskiego nazwiska — powiedziała spokojnie — Ale powód naszego rozstania pozwolę zachować dla siebie i jego — dodała dość dyplomatycznie.
    I miała ku temu jak najbardziej prawo. Mimo że on sam się rozstał z byłą żoną i mimo że ona nadal tego nie wiedziała, to jednak połączy prędko, fakty wręcz sama nakłaniała go do tego, ale nie chciał się narzucać zen swoją historią gdy istniejesz było, co innego w tym momencie.
    — Wracając do moich wcześniejszych słów — odezwała się znowu — Wszystko trwa już od paru tygodni, to się dzieje gdy wychodzę z Junką na spacer — mówiła, a on słyszał, jak jej głos drży — To dwoje z dzieciaków, które się na mnie uwzięły — tłumaczyła mu — Sam byłeś świadkiem tego jak się zachowują, ten schemat się powtarza. Boję się wychodzić z domu, by nie spotkać tej gówniarzy. Staram się chodzić z małą wtedy gdy nikogo nie ma na podwórku — mówiła drącym głosem — Jednak wiele takich było sytuacji gdy za mną chodzili. Rzucanie kamieniami, wyzywanie czy dewastowanie drzwi do mojego mieszkania to norma w ostatnim czasie.
    — Dlaczego nic z tym nie zrobisz? — zapytał nagle — Przecież…
    — Mike — przerwała mu w porę — Tamta Julia, którą byłam jeszcze rok temu, ona już nie istnieje — powiedziała z powagą — Ona została zniszczona. Prawdę mówiąc obecnie widziesz gorszy obraz, tej dziewczyny którą spotkałeś na samym początku. Nie reaguje, bo się boję. I po części mają racje.
    — O czym ty mówisz? — dziwił się.
    Nie odpowiedziała od razu, między nimi zapanowała chwila dość niezręcznej ciszy, podczas której pojedyncza łza popłynęła po policzku dziewczyny. Prędko jednak ją otarła, by on tego nie dostrzegł, jednak nie uszło to jego uwadze, że coś mocno ją raniło.
    — Wystarczy na mnie spojrzeć — powiedziała płaczliwym głosem — Odpowiedź nasuwa się sama — dokończyła swoją wcześniejszą myśl — Jestem potworem…
    — Dosyć! — przerwał jej w porę — Nikt nie ma prawa cię w taki sposób obrażać! — powiedział z pewnością — Nawet ty sama.
    — Mike — zagrzmiała nagle.
    Poderwała się nagle z kanapy i mimo że wciąż na niej siedziała, spojrzała wprost w przenikliwe oczy, w których dostrzegł frustracje i wręcz oburzenie na wcześniejsze słowa. Mimo że mogło to być dla niego denerwujące to jednak ona zdawała sobie sprawę z tego jak wyglądała i jak się postrzegała. Nie potrafiła się okłamać w żaden sposób. Znała okrutną prawdę o sobie.
    — Spójrz na mnie — poprosiła wręcz srogim głosem — Mam lusterka w domu, doskonale wiem, jak wyglądam. Zdaje sobie sprawę, że mój wygląd może brzydzić, wręcz doprowadzać do wymiotów. Nie dziwę się, że dzieciaki się śmieją ze mnie i wyzywają od potworów, bo nim jestem! Przez niego! — dokończyła — Utraciłam swój urok, straciłam poczucie pewności siebie, dawna ja odeszła. Wiem kim, jestem i jak inni mnie postrzegają, bo sama widzę się w dużo gorszy sposób — mówiła, a łzy powoli zaczęły spływać po jej policzkach — Możesz mnie przekonywać, że wyglądam świetnie, ale prawda jest taka, że cała moja twarz, wręcz ciało w znanym stopniu ucierpiało. Ty widzisz tylko fragment tych uszkodzeń. Ubrania skrywają dużo więcej. Nie będę cię oszukiwać, że jest inaczej, sam widziałeś, jak mnie oblewał ty syfem. Badania wykazały, że zostałam oblana kawasem siarkowym… — zamilkł.
    Spoglądał wręcz w oszołomieniu na nią gdy tylko usłyszał nazwę specyfiku, który tak mocno ją poranił. Jeśli dobrze kojarzył, był to najmocniejszy odczyn kwasowy na świecie, jaki istnieje i teraz widział, jak destrukcyjny sposób ma na ludzkie ciało, lecz mimo to nie potrafił poczuć do niej obrzydzenia jednak zrozumienie tego przezroczystego płyty, który w ostatnich chwilach wlał na jej ciało ten psychopata i wręcz przypomniał mu jej wręcz przenikliwy krzyk bólu, po którym straciła przytomność.
    — Julio mimo wszystko to wcale nie jest argument broniący tych łobuzów!
    — Mike — odezwała się, wstając z kanapy i zwracając się do niego z powagą — Po prostu odpuść — poprosiła stanowczym głosem — Mogę zrozumieć, że pragniesz mi pomóc, ale nie próbuje się oszukiwać, wiem, jak wygląda, rozumiem, czemu te dzieciaki to brzydzą, a to, że nie reaguje cóż… — wzruszyła na sam koniec ramionami — Moje życie i tak nie może gorzej się ułożyć — stwierdziła na koniec.
    Nie będąc w stanie zareagować mógł tylko obserwować jak podchodzi do Junki i chwyta ją w ramiona i wychodzi, mimo że mała suczka maltańczyka zaczęła na nią warczeć za przerwanie zabawy z przyjacielem. Wkrótce po całym mieszkaniu dało się słyszeć trzask, zamykanych drzwi a on westchnął cicho i powiedział do siebie:
    — Na pewno tak nie zostawię tej sprawy!
    Owszem mógłby od tego umyć ręce i przestać się przejmować, jednak nadal Julia była dla niego bardzo ważna. Nie było istotne, że ich dzieliło bardzo wiele, nie zamierzał jednak dopuścić do tego, by znowu była gnębiona. Nie tym razem i nie będą to jakieś dzieciaki, które nie są kontrolowani przez rodziców.
    — Jay no to mamy pod opieką pewną uparciuchę — stwierdził do Husky, który podszedł do niego z dość niezadowoloną miną.
    Spodziewał się, że Julia będzie robiła problemy, jednak miał swój mały cel na przyszłe tygodnie i musiał zrobić coś z tą gówniarzami. Na pewno musiał pilnować jej podczas spaceru, lecz kto powiedział, że musiał wtedy przy niej być. Mógł ją obserwować z dala. Musiał jej pomóc!

No comments:

Post a Comment