Nagłą ciszę dość sporego apartamentu została przerwana, gdy po całym mieszkaniu rozbrzmiało dość mocne postukiwanie do drzwi. Siedząca do tej pory młoda kobieta na wygodnej kanapie we wszechstronnym salonie, przyglądająca się w skupieniu kolejnym emaila poderwała wzrok znad ekranu laptopa, który spoczywał na jej kolanach.
Wkrótce jednak stukanie umilkłą i mogłaby to zignorować, jednak z tyłu głowy pojawiła się jej niepokojąca myśl. Chciała uznać, że się przesłyszała, że to jej się przesłyszała, że to były jedynie figle jej dość wybujałej wyobraźni. Nie potrafiła pozostać bierną na niepokojące ją uczucie, które nawiedziło ją w dość niespodziewanym momencie i zaczęło ją mocno dręczyć.
To uczucie nie było obce, ono było zbyt znajome, a ona zaczęła czuć coraz większy niepokój i wręcz stres. Gdy ponownie po całym mieszkaniu rozbrzmiało już dość stanowcze i głośniejsze stukanie, ostrożnie odstawiła wciąż otwarty komputer na podłokietnik sofy i wstała z dozą ostrożności.
Czemu zachowywała taką czujność?
Wszystko sprowadzało się do grupki tych przeklętych dzieciaków, którzy w ostatnich tygodniach coraz bardziej ją dręczyli. To wciąż się pogłębiało z dnia na dzień. Milczała i ukrywała, jak tylko mogła to, że gnębiona była coraz bardziej, bo była świadoma obecności Michaela i jego deklaracji o rozmówieniu się z tymi łobuzami.
Rozumiała doskonale, że pragnął jej pomóc, że nie chciał, by była męczona i owszem szanowała jego dobre intencje, jednak nadal zachowywała wobec niego dystans i starała się jak najbardziej unikać, spotkać z nim, co odbiło się bardzo na Junce która z każdym dniem coraz bardziej tęskniła za swoim dużym przyjacielem.
Rozumiała, że brakuje mu, jej jednak ona nie potrafiła przełamać swojej bariery odnośnie swojego byłego partnera. Mimo że dało się dostrzec, że chciał dobrze dla niej, jednak pamięć o tym jak bardzo namieszał w jej życiu, sprawiła, że tkwiła z tyłu jej głowa obawa i niepewność czy powinna się bardziej do niego zbliżać.
Wciąż odczuwała poczucie niesprawiedliwości na wzgląd na niego i jak podkreśliła mu podczas rozmowy w szpitalu, prędko nie zapomni o swoim wewnętrznych rozterkach i nie zapomni o tym jak ucierpiała przez nierozsądne działania. Takich rzeczy nie zapomina się ot, tak, za pstryknięciem palca, bo są to dość poważne sprawy i głębszy uraz, który w niej siedział.
Ostrożnie jednak przeszła przez mieszkanie i mimo drżącego w jej piersi serca, przekręciła klucz w drzwiach, trzymając drugą tą bardziej pomarszczoną dłoń na klamce i po krótkiej chwili zawahania gdy znowu dobiegło ją tym razem, dzwonek do drzwi uchyliła je i raczej nie spodziewała się, że ujrzy właśnie jego po drugiej stronie.
— Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam? — spytała, opuszczając ramiona — Nie mówiłam ci numeru mieszkania — przypomniała mu.
On jednak milczał, co wydało się jej nieco frustrujące, jednak od razu zauważyła, że on utkwił wzrok tuż obok jej głowy, co ją wręcz zdumiało. Kompletnie nie rozumiała jego zachowania, pojawia się nagle, próbuje się dobijać do niej, a teraz spogląda wręcz zbulwersowany na drzwi, przy których stała.
Odruchowo spojrzała w bok i momentalnie w oczy rzucił się jej dość spory napis na froncie jej wejścia. Obrzydliwy napis oraz prześmiewczy rysunek filmowej ogrzycy z tak kultowej bajki. Jednak to była forma kpienia z niej i ukazania tego jak szkaradnie wygląda. Gdy przeczytała, co było tam napisane, nawet nie poczuła żadnych emocji, bo było to już po raz kolejny gdy oni tak wypisywali na jej drzwiach.
— Zaraz to zmyje — westchnęła, nawet nie czując złości.
Wróciła do środka, ten moment wykorzystał husky, który stał u boku pana i wpadł do środka i pobiegł do swojej małej przyjaciółki. Słyszała, jak dwa psy się witają ze sobą, a on chwyciła z szafki szmatkę oraz miseczkę z wodą i detergentami i wróciła powrotem do wyjścia i już chciała się wziąć za zlikwidowanie tego wizerunku gdy poczuła nagle na swojej uniesionej ręce znajomy dotyk dłoni, który momentalnie ją powstrzymał:
— Poczekaj — uprzedził ją.
Zupełnie nie rozumiała jego zachowania, patrzyła w następnej chwili, jak sięga do kieszeni, swojej spodni i wyjmuje z niego telefon, a ona zaintrygowana zapytała:
— Co ty robisz? — spytała wprost.
Puścił jej dłoń momentalnie.
— Zbieram dowody na pewnych gówniarzy — stwierdził nieco oziębłym tonem.
Patrzyła, jak unosi telefon do góry i przechyla go w bok by ujął cały napis, który był uwieczniony na drzwiach wraz z tymi okropnymi rysunkami. Patrzyła na niego i czy mogła żałować, że otworzyła mu je? Widziała, do czego on zmierza jednak czy naprawdę powinien się w to angażować?
— Mike nie uważam, by to było rozsądne — stwierdziła wprost.
— Czyli zamierzasz pozwalać pewnej gówniarzerii się zastraszać? — pytał wręcz z niedowierzaniem opuszczając telefon tuż po tym gdy zrobił uprzednio kilka zdjęć jako część dowodów — Julio owszem widzę, że bardzo przygasłaś, mimo że spotkałem cię kilkukrotnie to, jednak znałem cię jako tą zagubioną i cichą nastolatkę, ale również jako pewną i charyzmatyczna młodą kobietę i wiedzę jak bardzo teraz czujesz się zastraszona. To nie trzeba się nawet przyglądać, by dostrzec, ale nikt powtarzam nikt, nie ma prawa cię gnębić! Szczególnie takie dzieciaki, które myślą, że to zabawne. Czy tobie w takiej sytuacji jest do śmiechu? — uderzył w dość czuły punkt.
Owszem wcześniej zapewne zareagowałaby i pewnie poszła rozmówić się z rodzicami tych dzieciaków. Dowiedziała, by się gdzie mieszkają i przyszła porozmawiać tak to prawda jednak teraz nie czuła się na tyle pewna, by to robić. Nie sądziła, by jej wygląd, był przekonujący do tego, by przemówić dorosłym do rozsądku, nawet podczas tego jak zebrałaby dowody na nikczemne uczynki ich dzieciaków.
Było dla niej uwłaczające ze grupka pewnych łobuzów ją zaczepia i stroi sobie z niej dosłowne żarty i w pełni się do tego przyznawała, jednak nie sądziła, że miałaby siłę przebicia, jaką miała dawniej. Dlatego chyba nawet nie starała się na nic reagować a po prostu tuszować to jak ci mali wandale ją traktują, jednak w Mike zobaczyła wręcz coś przeciwnego.
Upór.
Po której sytuacji był świadkiem, nie mógł przejść obojętnie wokół niej i jej problemów, z jakimi obecnie się zmagała. Może to tylko gimnazjaliści jednak doskonale widzieli oboje jak tacy nastolatkowie, potrafią być okrutni i podli, bo to najgorszy okres dojrzewania i naprawdę głupie pomysły wpadają wtedy do głowy. Byli w tym wieku i mieli durne pomysły, jednak nikt nie ma prawa wtedy cierpieć tak jak ona. Szczególnie a chyba co najważniejsze, że nie miała wpływu na to, że została okaleczona przez pewnego skurwysyna. A on nie zamierzał być temu obojętny.
Tak jak ona nie pozostała zdystansowany do tej sprawy, która rozgrywała się od dłuższego czasu na tym osiedlu jednak to po jakimś czasie dowiedział się o tym gdy przyłapał ich na tym jak używali jego dawnej narzeczonej jako worek treningowy i nie mógł się temu przyglądać i takich sytuacji widział już wiele.
Ona myślała, że go nie widzi, że stara się chodzić na spacery z małą gdy jego nie ma na dworze, ale on za każdym razem kręcił się niedaleko. Z racji na nagłą zmianę musiał chodzić na dłuższe spacery z Jay, by go wystarczająco zmęczyć, by potem mu mieszkania nie rozniósł. Owszem mógł, przenieś się do domu, dla jego komfortu, jednak czy to się opłacało gdy miał zamieszkać sam w dużej willi wraz z psem, wolał kupić coś mniejszego i nie narzekał na te długie treningi, bo wtedy mógł obserwować, co się dzieje i tak już wiedział, w jakich porach ona lubi spacerować z Junką więc iście w podobnym czasie z Jay na dwór nie stanowiło problemu.
— A co mam zrobić według ciebie? — zapytała nagle.
— Przerwać to — powiedział słusznie.
— Łatwo jest powiedzieć, by to zakończyć — stwierdziła ironicznie.
W ciszy zaczęła zmywać napis, który został pozostawiony, widział, jak spogląda na to ze smutkiem i przygnębieniem, więc tym bardziej widok jej tak bardzo przybitej sprawiło, że pragnął wciąż to kontynuować i rozmówić się z tymi gówniarzamia najbardziej z ich rodzicami, bo pewnie nawet nic o tym nie wiedzą.
— Julio rozumiem twoje podejście doskonale — zaczął gdy weszła do środka mieszkania.
Szedł kilka kroków za nią, gdy ona podeszła do kuchni, a on tylko ukradkiem spojrzał w głąb mieszkania. Był nieco zaskoczony, że było ją stać na nie, bo wyglądało na znacznie większe niż to, które miało poprzednie a z racji, że nie wiodła dawnego życia, było to nieco zastanawiające.
— Dostałam je po rozwodzie — stwierdziła nagle.
Zaskoczony ponownie na nią spojrzał, wyglądała, jakby czytała mu w myślach, jednak potem widział, jak myje miskę i odkłada ją potem na bok, po czym dodała:
— Ono nie należało od samego początku do mnie, jednak to mało istotna sprawa — machnęła na to ręką — Powiedz mi czemu ci, tak zależy na tym, by mi pomóc? — spytała, wprost odwracając się w jego kierunku.
— Czy naprawdę chcesz wieść takie życie, by nie móc wyjść spokojnie z psem na spacer byś nie była zaczepiana.
Niby banalne pytanie i tak prosta odpowiedź jednak uderzył w samo sedno całego tego problemu. Oczywiście, że tego by nie chciała, ale miała również świadomość tego, jak nie poważnie byłaby potraktowana przez to jak ośmieszający miała wygląd przez wielu wręcz odrażający dla innych.
— Mike, ale ja pytałam o twoje intencje, a nie czy...
— Julio to ma owszem sens, bo nie mogę na to patrzeć, co te dzieciaki robią. Zamiast ukrócić ich żądze, ty brakiem reakcji dajesz przyzwolenie na takie zachowanie — wyjaśnił.
— A myślisz, że nie starałam się reagować? — wtrąciła się, czując się nieco zbulwersowana — Zamiast tego jeszcze bardziej zaczęli się mnie czepiać i czy ja się dziwie, że mnie tak nazywają? Nie! — dodała ze stanowczością — Wystarczy na mnie spojrzeć…
— Julio doskonale zdaje sobie sprawę, do czego zmierzasz, próbując się z tego wykręcić, ale nie chce być biernym na to.
— Dlaczego? — ponownie zadała to samo pytanie co wcześniej.
Jej pytanie zawisło w powietrzu. Mogło się wydawać, że mógł nie zrozumieć, o co jej chodzi, co tkwi w jej głowie. Jednak on cicho westchnął. Widziała, jak pochyla delikatnie głowę, a między nimi zapanowała chwila dość głębokiej ciszy po krótkim, jednak momencie podniósł ją i spojrzał na nią, a w jego oczach dostrzegła wdzięczność.
— Bo dzięki tobie wciąż jestem żywym człowiekiem. Zawdzięczam ci życie — tych słów zupełnie się nie spodziewała — Chce zrobić coś dla ciebie i nie chodzi o odwzajemnienie tego co zrobiłaś dla mnie, bo już podkreślałem raz, ja chyba nigdy się tobie nie odwdzięczę za to, że dzięki tobie nadal mogę żyć — uśmiechnął się ze smutkiem — Chce, być miała względny spokój i pragnę, by pewne dzieciaki zrozumiały, że nie mogą nikogo tak traktować jak robią to obecnie z tobą.
Miała naprawdę wątpliwości czy był to dobry pomysł, z jednej owszem widziała w nim słuszność, z drugiej wciąż gnębiło ją to przeczucie, niepokoju oraz obaw, że może to się w ogóle nie udać. Miała kompletny mętlik w głowie i nie wiedziała, co zrobić.
Oparła się dłońmi o blat i spuściła na moment głowę z cichym westchnieniem. Może i pragnęła, by w końcu się to skończyło, ale czy naprawdę była gotowa współpracować ze swoim byłym, by przerwać tę małą machinę łobuziastwa która była na tym osiedlu. Przymknęła oczy, próbując przeanalizować za i przeciw.
W końcu uchyliła powieki i poderwała głowę, by spojrzeć na muzyka, która stał oparty o blat wyspy, a on przyglądał się jej od dłuższej chwili, cierpliwie czekając na jej odpowiedź:
— Dobra — rzuciła w końcu — Ale jak chcesz to zrobić? — uległa jego namową — Przecież jak pójdziesz do ich rodziców z tylko paroma zdjęciami, z tym głupim napisem to ci pewnie nie uwierzą i zaczną bronić swoich dzieci — podkreśliła.
Owszem nie miała nic do tego, że rodzice bronią własne dzieci jest to coś, czego ona nigdy nie poczuła, jednak momentalnie ujrzała jak na ustach Michaela, pojawia się dość przebiegły uśmiech, którego nie widywała zbyt często.
Widać, że był mocno, zmotykowały, do działania, a gdy w końcu zgodziła się pójść z nim na mały układ, tym bardziej zapragnął doprowadzić tę sprawę do końca i słusznie zauważyła, że parę zdjęć nie sprawi, że uwierzą w ich historie dlatego w głowie, już miał pewien plan, który pragnął zrealizować.
— Zdaje sobie z tego sprawę, dlatego tych małych łobuzów pośledzimy — stwierdził z wrednym uśmiechem.
— Do znaczy? — zapytała.
— Oboje wiemy, że na korytarzach jest monitoring — spojrzał na nią znacząco — Postaramy się przez parę dni, pozwalać im na to, co zrobią, pójdę pogadać potem z ochroniarzami i poprosić o zgranie materiału. Między czasie prosiłbym cię gdy ujrzysz, że na progu twoich drzwi pojawiają się jakieś skandaliczne napisy, nim je zmyjesz, po prostu zrób zdjęcia i mi je prześlij.
— Czyli muszę cię odblokować — westchnęła cicho.
— Niestety musisz — powiedział, jednak nie wydawał się ani trochę zaskoczony jej wcześniejszymi słowami — Wiem, że wchodzisz w układ z diabłem…
— Mike! — przerwała mu nagle — Tak popełniłeś błędy, namieszałeś mi w życiu, ale nigdy bym cię nie porównywała do demona. I może to być metafora jednak mimo mojego żalu i częściowej niechęci nie postrzegam cię w takich kategoriach — podkreśliła.
Chciała sprostować jakiekolwiek jego przeczucia. Tak mogła czuć smutek i złość wobec niego, ale nigdy nie uznałaby go za tak koszmarnego człowieka i porównywania go do swojego byłego faceta. Potrafiła rozróżnić mężczyznę, który po prostu zdradził i oczernił ją oraz psychopaty, który pragnął zniszczyć jej życie dla innych, mogło wydawać się to dziwne, że zaufała mniejszemu złu jednak Mike nie był tak przesiąkniętym złem człowiekiem jak Clark. On po prostu wszedł w niewłaściwą relację i zrobił najgłupsza rzecz, jaką mógł zrobić.
— To miłe — stwierdził z lekkim uśmiechem — Ale wracając wiem, że może to być nieprzyjemne, ale postaraj się zachowywać normalnie gdy będziesz wychodzić z Junką. Umówmy się, że będzie to trwać parę dni gdy uda mi się wszystko zebrać poszukamy mieszkań ich rodziców i się z nimi rozmówimy — wyjaśnił, swój nieco przebiegły plan — Ja będę cały czas obok więc nie musisz się martwić gdyby doszło do naprawdę, już poważnej sytuacji będę reagować, ale na razie postarajmy się zachować wcześniejsze pozory — dokończył swoją wcześniejszą myśl.
Musiała przyznać, że mimo że wydawał się plan bardzo prosty i schematyczny to jednak chętnie się na niego zgodziła, bo i tak nie miała żadnego innego wyboru a przede wszystkim pomysłu, by to szaleństwo ukrócić.
Przez moment spoglądali na siebie a między nimi trwała cisza jednak wkrótce została przerwana przez nią gdy powiedziała:
— Nigdy nie sądziłam, że dojdzie do tak absurdalnej sytuacji, że podejmę z tobą walkę z jakimś dzieciakami, szczególnie że chciałam się od ciebie od was odsunąć — podsumowała.
— Wiem — mruknął z wyczuwalną urazą w głosie — Ale robię to, byś mogła, mieć spokój, gdy to zakończymy, to się odsunę, chociaż nie zrobię tego z przyjemnością — dodał ciszej — Wiem, że nadal tkwi w tobie żal do mnie i nie jest to zaskakujące. Zrobiłbym wszystko, żeby cofnąć czas i nie doprowadzać do takiej sytuacji — przyznał ze szczerością — I wiem, że przeprosin pewnie nie przyjmiesz.
— Na chwilę obecną — zaczęła powoli — Nie jestem chyba gotowa je usłyszeć, chociaż nie będę kłamać, że nie chce ich usłyszeć. Oboje chyba potrzebujemy na to czasu — dodała z powagą.
Może to wydawać się dziwne, że powinna od razu tego chcieć jednak oboje zdawali sobie sprawę ze pewne rzeczy potrzebują znacznie więcej czasu a jedną z nich jest właśnie to czy zapragnie mu przebaczyć jego złe uczynki.
No comments:
Post a Comment