Saturday, April 15, 2023

III 21 — RĘKA MALARZA

    Powoli zaczęła do niej docierać świadomość, co przyjęła wręcz, z głośniejszym pomrukiem niezadowolenia tak bardzo nie chciała wstawać! Uniosła lekko głowę, spoglądając za jedno, z okien widząc za nim już dość późny poranek. Zamrugała, czując ramiona swojego ukochanego, który kurczowo obejmował ją podczas snu, słyszała jego dość nierówny oddech gdy śpi przytulony do jej pleców. Odwróciła głowę, patrząc na zegarek na szafce, jęcząc markotnie:
    — Dziesiąta rano! — wręcz wtuliła twarz w puch poduszki, by stłumić jak najbardziej swój głos, by nie obudzić śpiącego przy niej narzeczonego.
    Chętnie by dalej poszła spać, jednak dobiegł ją za drzwi cichy skowyt i drapanie w ciemne drzwi. Wręcz z ogromną niechęcią podniosła się, ostrożnie odsuwając się od Michaela. Wydostała się, tak by tylko go nie obudzić. Gdy wstała, od razu zobaczyła, jak mimowolnie przytula się do jej poduszki. Tak pospała, by dłużej niestety mieli pod opieką dwójkę psiaków, które potrzebowały wyjść i musiała się nimi zająć, a skoro już wstała to, nie zignoruje ich potrzeb. Spokojnym krokiem podeszła do ciemnego skrzydła otwierając je cicho a tam ujrzała Jay’a oraz Junkę, który wpatrywali się w nią wyczekująco.
    — Już wyjdziecie, dajcie mi tylko coś założyć — powiedziała cicho do dwóch psiaków.
    Rozejrzała się po pokoju, by dostrzec na pobliskim fotelu porzuconą z wczoraj koszulę Michaela, którą prędko chwyciła, zakładając, sobie ją na ramiona wyszła, na korytarz, widziała jak ze schodów zbiega dwójka czworonogów.
    — Wypuszczę was na ogród — powiedziała, przechodząc przez salon — Potem wyjdziemy na spacer — mówiąc, to otworzyła przeszkolone drzwi.
    Patrzyła, jak dwójka psiaków wybiega na ogród za domem i przez chwile gania siebie, jednak nie mogła tak dłużej zostać gdy poczuła jak jeden z kociaków ociera się o nagie stopy. Zerknęła w dół, by ujrzeć tam Cindy, która zaczęła głośno miauczeć.
    — Już idę mały głodomorze.
    Wchodząc do kuchni podeszła do kącika dla zwierzaków i wzięła pustę miseczki Cindy i Waltera i podeszła do kranu. Przemyła je i sięgnęła do jednej, z szafek gdzie trzymała dla nich mokrą karmę, gdy zerknęła dostrzegła ze nawet suchą zjedli. Nałożyła mieszanki mięsnej i odłożyła na kocyk, po czym wsypała dwie garście suchych smaczków, by mieli co przegryźć, od razu nasypała karmy dla Junki oraz Jaya by mogli coś zjeść, oraz wymieniła im wodę.
    Przemyła dłonie pod bieżącą wodą, słysząc jak Cindy i Walter ze smakiem się zajadają, a ona sama zapragnęła przygotować dla nich obojga śniadanie po dosyć nieprzespanej nocy, jednak nie zamierzała narzekać wręcz przeciwnie była to bardziej niezapomniana noc, jaką do tej pory przeżyli i co najważniejsze upominek, który podarowała narzeczonemu, zdecydowanie mu się spodobał. Sam przyznał gdy tylko się umyła, że był to jeden z lepszych prezentów, jakie mu podarowała, bo nie dawała mu żadnych podarunków, lecz dała mu to, co najbardziej kocha.
    Samą siebie!
    Od początku wiedziała, co robi, była tego świadoma, takie eksperymentowanie bawienie się w łóżku z czasem dla nich stało się czymś normalnym. Na początku poznawali siebie, to na co mogli sobie pozwolić, teraz również jednak dokładali nieco pikanterii, a ona pragnę dodać nieco więcej zabawek, jednak na razie wolała się ograniczyć do kajdanek. Nie wiedziała, jak Mike zareaguje na odważniejsze rzeczy. Chociaż ona osobiście nie ukrywała, że pragnęła, by innych rzeczy wypróbować i nie chodzi o gadżety erotyczne, jednak musiała zapomnieć o większych ekscesach w łóżkach i porządzić własne żądze z chwilą gdy zgodziła się za niego wyjść. Wiedziała, że łatwo nie będzie, ale nie zamierzała być mu nie wierna. I tak chciała kiedyś spróbować zabawy nie we dwóch, ale trzech jednak gdy w związku liczy się wierność, potrafi ją dochować. Ekscytowało ją to w pewien sposób. Kusiło ją, by dowiedzieć się, do czego jeszcze będzie zdolna się przekonać. Czuła, że nic ją nie ogranicza, była pewną siebie młodą kobietą, której nic nie stało na przeszkodzie. Owszem zmagała się, z demonem własnej przeszłości i tego nie ukrywała, jednak sam fakt ile barier pokonała dzięki temu, że zaczęła nad sobą pracować. Początkowo starała się wyprzeć się tego, że nie potrzebuje specjalistycznej terapii, myślała, jak każda nastolatka w kryzysie, że da sobie radę, że podoła, sprosta wyzwaniom, które rzucał pod jej nogi los, tak jednak nie było, nie dopuszczała się jednak kaleczenia siebie, by dać upust swojemu wewnętrznemu cierpieniu czy w najgorszej sytuacji targnęła się na własne życie, uważała to za skrajną głupotę, bo pomimo że nie chciała dać sobie z początku pomóc z tyłu głowy zawsze siedziało jej takie przekonanie jeśli teraz odejdzie, zdecyduje się na ten ostateczny krok, nie przeżyje pięknych chwil, które mogą się zdarzyć w jej życiu, że zawsze jest, chociaż drobna szansa na zmianę z tą wiarą przeżyła całe piekło w domu dziecka, bo jakiś głosik wciąż jej powtarzał, by się nie dawała i walczyła dalej, bo ma dla kogo i owszem wtedy miała Anthony’ego, który był jej osobistym aniołem stróżem, tak jak ona opiekowała się nim, znaleźli w sobie oparcie, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie, którego przez lata nie mogli zbudować z innymi czy po prostu nie chcieli i jej życie zmieniło się z dniem gdy pojawił się Chester i do końca życia będzie mu wdzięczna za to, że pomógł jej zmienić życie, pozwolił jej zacząć wszystko od początku tylko dlatego, że zdecydował się nią zaopiekować. To on jest jej jedyną rodziną, jaką ma, nie uznaje ojca, to co czuje do matki ciężko to określić, z jednej strony ją jest w stanie zrozumieć, z drugiej nadal czuje do niej żal, że o nią nie zawalczyła. Jednak nigdy pomimo trudów, jak bardzo jej życie było, wręcz ruiną nie pomyślała, by zniknąć z tego życia. Walczyła i zaczęła żyć, snuć plany, poznawać siebie!
    Co chyba było najlepsze, kiedyś czuła niepokój na myśl o seksie, teraz było to przyjemnością i zabawą, którą wprost uwielbiała i tak, pomimo że jest świadoma tego, że może zajść w ciąże, pomimo że się zabezpiecza to, jednak niepokój był jej obcy nawet obrzydzenie, które czuła wobec sprawienia rozkoszy własnemu facetowi.
    Clark wywołał u niej wstręt i przed laty walczyła z przekonaniem, że jest to coś wstrętnego, że nigdy nie zdecyduje się na zrobienie czegoś takiego. Wystarczyło popatrzyć na nią, teraz gdy po paru latach pragnęła spróbować chociaż raz, by przekonać się, czy wpojony przez samą siebie strach jest słuszny, czy faktycznie zawsze będzie odczuwać miłości na samą myśl, by sprawić innemu facetowi przyjemność. Co zaskakującego nic takiego się nie wydarzyło, a jej a co chyba ją najbardziej przełamało i sprawiło, że przestała czuć niepokój to świadomość, że Mike’owi to się podobało, a chyba to jest najważniejsze w tym wszystkim. Nie wywierał presji, nie był zbytnio dominujący, dawał jej dosłownie wolną rękę i niech robi, co zechce, otwierając przed nią te horyzonty, zaczęła myśleć o innych doświadczeniach łóżkowych i owszem myślała o tym, zanim powiedziała mu, tak jednak była ciekawa. Tkwiło w niej to poczucie ciekawości, jakby to było nie tylko z jednym mężczyzną w łóżku, a nawet dwoma jednak wiedziała, że Michael się na to absolutnie nie zgodzi, jednak także przez jej umysł przetaczały się myśli co jeśli by dołączyła kobieta. Tak ją intrygowała zabawa z dziewczynami, że nie potrafiła w sobie zdusić pragnienia poznania tych doświadczeń. Zawsze przekonana była, że woli jedynie facetów z czasem zaczęła odkrywać zainteresowanie nie tylko nimi, ale kobietami. Nie dało się ukryć, że czasami na ulicach zatrzymywała dłużej wzrok na bardziej ponętnych kobietach i czuła silne pragnienie poznania tych zalet zabaw, z dziewczynami jednak często była wtedy sama, by nie dawać powodów do zazdrości Mike’owi. Zaczęła się przekonywać, że jest biseksualna, jednak jak na razie nikt jeszcze o tym nie wiedział, ale nie zamierzała tego ukrywać może powie z czasem innym teraz po prostu się cieszyła ze związku z Shinodą.
    Nie wiedziała jednak, że los podaruje jej szansę o której nawet nie śniła.
    Będąc tak bardzo pogrążoną w swoich rozmyślaniach, szykując dla siebie oraz jej narzeczonego śniadanie, nawet nie usłyszała cichych kroków w salonie. Stała ubrana jedynie w koszulę Michaela zajęta krojeniem warzyw, że nie dostrzegła, jak w progu kuchennym pojawia się jej mężczyzna, lecz z taką różnicą, że on nie miał na sobie nic nawet bokserek, widząc ją ubraną, jedynie w jego ubranie na jego ustach pojawił się nieco podstępny uśmieszek, a jego oczy aż zaiskrzyły się z radości.
    Drgnęła nieco wystraszona gdy poczuła znajome dłonie, które objęły ją w talii, niemal w ułamku sekundy odrzuciła rękojeść noża na deskę, by uniknąć skaleczenia, opierając swoje dłonie na krawędzi blatu kuchennego:
    — Michael…! — odezwała się spokojniejszym albo bardzo stanowczym głosem.
    Odwróciła się przez ramię, by popatrzeć na mężczyznę, który wręcz uśmiechnął się do niej, pokazując rząd swoi śnieżnobiałych ząbków, jeszcze bardziej przyciągając ją w nieco zaborczym uścisku:
    — Nie oduczę cię tego prawda? — zapytała, spoglądając na niego wymownie — Przestań mnie straszyć i opanuj tego swojego kumpla, bo mi się zaczyna wbijać w udo! — dodała z niezwykłą wymownością.    
    Rzeczywiście coraz bardziej wyczuwała jego męskość, która wbijały się praktycznie w jej pośladki, co kompletnie ją dekoncentrowało i czy ją to dziwiło, że jej facet znowu jest napalony. Przestało to ją już absolutnie zaskakiwać, zwłaszcza że żyła z nim już prawie trzy lata więc zdawała sobie sprawę, jaki jest nie tylko na gruncie życiowym, ale też tym łóżkowym ale jeśli miała być szczera woli jego skłonności do wiecznej zabawy z nią niż chłopaka, który traktuje ją jak swoją własną, a o każdą pierdołę musiała mieć jego zgodę. Mike daje jej swobodę, jakiej nie miała w pierwszym związku i tak, pomimo że nie raz się na niego irytuje to, go kocha takim, jakim jest.
    — Nie!
    Słyszała stanowczość w jego głosie, gdy poczuła jego ręce na swoich biodrach i gdy odwraca ją pewnie ku sobie. Wręcz stanęła nim twarzą w twarz. Zlustrowała go spojrzeniem swoich bladoniebieskich oczu, jej wzrok mimowolnie zatrzymał się na jego męskości i poderwała głowę, by popatrzeć na niego, lekko ją przekrzywiając.
    — Naprawdę nie potrafiłeś ubrać bielizny? — skomentowała jego nagość.
    — A po co? — spytał, wzruszając ramionami — Jestem u siebie, nikt mnie nie widzi poza tobą — stwierdził.
    — Nie masz, chociaż odrobinę przyzwoitości… albo nie — przerwała nagle, po czym popadała w udawaną zadumę — Chcesz mnie przelecieć albo mam ci zrobić dobrze — mówiła, wręcz nie musząc się nawet domyślać.
    Nie padła od niego żadna odpowiedź, jednak patrzył na nią tymi swoimi ciemnymi oczami, a ona wręcz wiedziała, co chodzi mu po głowie. Nie musiała zbytnio się domyśleć, by wiedzieć. Mike był zbyt przewidywalny zwłaszcza gdy wpraszał się do niej pod prysznic czy ganiał po domu bez ubrań jednak to tylko cześć sytuacji gdy pragnął się z nią zabawić.
    — Mike ty wieczny maniaku seksualny! Co ja z tobą mam, nie wystarczyło ci, że wczoraj miałeś mnie przez całą noc — pytała, kręcąc lekko głową z niedowierzania.
    Nawet nie dostrzegła momentu gdy ten odsunął wszystko, co leżało za nią, pisnęła zaskoczona gdy nagle straciła grunt pod nogami, czuła jego silne dłonie na swoich udach gdy jednym prędkim ruchem poderwał ją z ziemi i posadził ją na blacie, wręcz z namiętnością całując jej usta w tej samej chwili. Mimowolnie ujęła jego twarz w dłonie, odwzajemniając jego pocałunek, nawet nie protestowała gdy poczuła jego palce na swojej kobiecości, jak przesuwa je wzdłuż niej, mrucząc, wręcz do pocałunku, jego wzrok kurczowo uciekał na dół i wiedziała co chodzi mu po głowie gdy koniuszkami palców pieścił jej łechtaczkę. Mimowolnie zadrżała z podniecenia i ekscytacji, mogła mu się stawiać za każdym razem, jednak nie mogła mu odmłodzić tego, że nie potrafił zadbać o nią. Słyszała swój nieco głośny oddech gdy odsunął się od jej ust, schodząc swoimi pocałunkami na jej brodę, skutecznie rozpraszając jej uwagę, zaszedł pocałunkami po jej karku, by powieść je za uszko, przygryzł jego płachetek w chwili gdy wsunął wewnątrz niej jednego ze swoich już nieco wilgotnych palców, wręcz kurczowo chciała ścisnąć nogi, jednak poczuła opór gdy jej narzeczony przyłożył wolną dłoń do jednego jej kolana, wręcz uniemożliwiając jej ruch, wręcz z bezczelnością wsunął drugi palce. Jęknęła nieco głośniej, czując, jak porusza nimi, wewnątrz niej, jego drobne pocałunki jednak skutecznie rozpraszały jej uwagę, nie była w stanie się skupić na tym co robią jego palce i usta w tej samej chwili. Skłamałaby gdyby powiedziała ze nie było jej dobrze wręcz pragnęła więcej, chłód, który poczuła w jednej chwili, sprawił, że dygnęła, jednak w tej samym momencie zorientowała się, że Mike rozpiął te pojedyncze guziczki jej koszuli drugą ręką i wręcz szarpnął w tył, chcąc się jej wyzbyć jej ciała. Odchyliła ramiona, a materiał upadł na blat kuchenny, co doskonale go zadowoliło, widziała to w jego oczach.
    Objął ją ponownie ramieniem, tylko po to by pewnym ruchem, przysunąć ją bliżej krawędzi blatu a ona mogła jedynie patrzeć, jak wręcz kuca przed jego usta zeszły zacznie niżej w jego wręcz ulubione miejsce. Widziała go między swoimi nogami, gdy z lubieżnością oblizał swoje usta gdy wpatrywał się w jej kobiecość, nawet nie wysunął swoich palców, nadal się nimi bawił, lecz by dodać większej pikanterii i by mogła doznać, więcej wrażeń dołożył kolejnego, z trudem hamowała kolejny nieco głośniejszy pomruk zadowoleni, który cisnął się na jej usta. Nie mogła nic poradzić na to, że on tak na nią działa, nawet nie była zdziwiona gdy poczuła jego zwinny język między jej wargami sromowymi.
    — Mike… ja cię… — nie mogła jednak ubrać dalszych zdania w słowa gdy czuła jak jego kusząca i niezwykle zmysłowa zabawa sprawia, że coraz bardziej odczuwała ekstazę, jednak on zdawał się nawet nie zwrócić uwagi na jej słowa, gdy był zbyt pochłonięty w rozkoszowaniu się jej słodyczą, za bardzo pragnął sprawić jej rozkosz. Jednak również i oni wiedzieli jaką przyjemność mu to sprawia i nie miała serca mu tego odmówić, bo wręcz na tym sama korzysta. Czas zdawał się teraz być zbędny. Jednak czuła wręcz po sobie jak była o krok, by poczuć upragnione spełnienie, lecz Mike miał wobec niej inne plany gdy wręcz oderwał się od niej, wysuwając z niej swoje palce.
    Popatrzyła na niego oburzona, gdy czuła silną potrzebę poczucia tej upragnionej błogości, jednak ten tak bezczelnie to przerwał.
    — Mike co ty wyprawiasz, jak zaczął…
    Nie dał jej skończyć, wręcz przysunął jej palec do ust, lecz po chwili usłyszała, jak mówi nieco zachrypniętym, ale niezwykle seksownym głosem:
    — Jazda na kanapę!
    — Ale…
    — Nie zamierzam się powtarzać kochanie...
    Zerknęła na niego po raz ostatni gdy on wręcz popatrzył na nią ponaglająco i teraz pomimo szczerych chęci nie wiedziała, o co może mu chodzić. Zsunęła się z blatu, z chwilą gdy ujrzała, jak przesuwa swoim językiem po swoich palcach i nie mógł ukryć tego wręcz zadowalającego uśmiechu. Gdy tylko obok niego przeszła poczuła, jak daje jej dość mocnego klapsa, jeszcze bardziej ją poganiając.
    Podeszła jednak do kanapy, zanim jednak mogła cokolwiek zrobić ujrzała go przed sobą i usiadł jako pierwszy, jego wzrok pomimo tej stanowczości ujrzała w nich iskierki pełne pożądania i namiętności. Jeśli miała być szczera, uwielbiała w nim to, jak potrafił być stanowczy i wręcz dominujący.
    Parę sekund potem wystarczyło, by znalazła się na jego kolanach wręcz przewietrzona w pół. Odwróciła głowę niemal w tej samej chwili gdy ponownie poczuła, jak jej pośladek zapiekł, ponownie podrywając wzrok do góry:
    — Za co? — spytała, mimochodem patrząc na niego z udawanym oburzeniem.
    — Za kradzież — dodał i ponownie dał jej klapsa — Mam złodziejkę w domu!
    — Chyba sobie żartujesz… — jednak zacisnęła mocniej zęby, by nie jęknął, po czym kontynuowała — To tylko koszula chodzę w twoich ubraniach ciągle — dodała z udawanym przejęciem.
    — Chcesz się odpłacić? — spytał, unosząc sugestywnie brwi.
    — Chętnie — odparła wyzywająco.
    I nie czekając na nic więcej, podniosła się na dłoniach, lecz uklękła na kanapie tuż obok niego. Bo doskonale wiedziała, jak może mu się odpłacić, zbyt dobrze znała jego stawki, by się pomylić, zwłaszcza gdy wiedziała, jak jego męskość znacznie się uniosła przez ten czas, a ona nie wiele potrzebowałaby zachęcić ją do zabawy. Uchwyciła jego członka u nasady wręcz w tej samej chwili, przesuwając językiem, z początku jedynie u krawędzi nie chciała, by od razu poczuł, jak zabawia się w nim w całości, skoro on potrafił na tyle dziś, wyzywający to ona też się trochę pobawi. Uwielbiała go drażnić, a to najlepsze co mogła zrobić, wręcz słyszała jego zirytowane jęki, bo wiedziała, że chce czegoś więcej, a dostaje tak nie wiele. Mimowolnie uśmiechnęła się, a kącik jej ust drgnął ku górze. Skoro chce się bawić na swoich zasadach, to mu taką zabawę zagwarantuje i wręcz z lubieżnością uchwyciła jego męskość, w całości do swoich ust co spotkało się wręcz z jego natychmiastową reakcję, słyszała jak jęknął głośniej gdy trzymała go przed nieco dłuższą chwilę pieszcząc między czasie jego członka językiem. Po chwili wysunęła go ze swoich ust, patrząc na niego wymownie:
    — Sam tego chciałeś — powiedziała dosyć wyzywająco, gdy ponownie pochyliła się i przesunęła swoim językiem wzdłuż jego męskości, jednak jej było mało i wręcz ponownie chwyciła go w usta, niemal w tej samej chwili bawiąc się palcami jego moszną, odsunął się po dłuższej chwili. Czego wręcz się nie spodziewał to gdy poczuł jej usta na swojej mosznie? Ta dziewczyna każdego cholernego dnia go zaskakiwała coraz bardziej, jednak nie zamierzał ukryć, że mu się to nie podobało.
    Bawili się tak przez kolejne minut nawet nie zwracali uwagę jak czas umyka. W końcu oderwali się od siebie, lecz tylko po to, by pójść do łazienki, wziąć prysznic, bo niestety Jay i Junka zaczęli domagać się od nich wyjścia. Wygoniła wręcz Mike na spacer z psiakami, a sama ubrała się jakiś strój kąpielowy oraz obcisłe spodenki jeansowe i wróciła do salonu, gdzie w miarę posprzątała, co potem zrobiła również w kuchni. Wręcz na szybko zrobiła sobie coś do jedzenia i przygotowała wręcz południową kawę.
    Siedząc w salonie, dobiegł ją dźwięk otwierających się drzwi i krzyki od wejścia po chwili Michael pojawił się na progu drzwi salonu, a ją dobiegły jego słowa:
    — A swoim kotku pomyślałam — spytał wręcz, z dziecięcą naiwnością widząc, jak popija mrożoną kawę.
    — Czeka na ciebie w kuchni jak i szybkie późne śniadania — powiedziała, z uśmiechem odrywając na moment wzrok od książki, którą czytała.
    Dobiegły ją jego słowa podziękowania, a po chwili zniknął w kuchni w poszukiwaniu jedzenia oraz napoju bogów, o których marzył, odkąd wyszedł. Upijając łyk brązowej substancji, jego myśli zajmowało wciąż widok, jego nagiej Julii a po jego umyśle zaczęła krążyć pewna myśl, wręcz stanął na progu salonu, gdzie ujrzał swoją narzeczoną zaczytaną w jakiś tom powieści.
    — Kochanie… — od razu zwróciła na niego swoją uwagę.
    Popatrzyła na niego, z pytającą miną a on podszedł bliżej, wręcz usiadł tuż obok niej
    — Mike kochaliśmy się przed godziną, nie będziemy znowu się bawili! — uprzedziła, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
    Roześmiał się w głos, tu musiał się, z nią zgodzić jednak jemu wcale nie chodziło o wspólną zabawę z ukochaną owszem nieco w tym zbliżonym kręgu. Mimowolnie jego spojrzenie wciąż uciekało do jej piersi skrytych pod jedną z części stroju kąpielowego. Owszem myślał o tym od jakiegoś czasu, jednak nie miał do tej pory odwagi jej zabawy, jednak w końcu przyszła ta chwila, by w końcu się przełamać i spytać:
    — Mam dla ciebie skarbie propozycje…
    Widział, jak młoda kobieta spogląda na niego, z zaintrygowaniem i zaciekawieniem zapewne zastanawiając się, co mogło mu przyjść do głowy. Odłożyła na bok tom książki, jaki czytała, by skupić na nim całą swoją uwagę:
    — Tak
    — Czy będziesz moją modelką?
    Patrzył, jak lekko marszczy brwi w zdumieniu, co było niezwykle rozkoszne, jednak dobiegło ją jej pytanie:
    — W jakim sensie?
    — Chciałbym cię namalować — wysunął swoją propozycję.
    Widział, niesmak w jej oczach jakby spodziewała się, że zapyta ją o coś poważniejszego, wręcz chwyciła powieść, którą czytała i otworzyła na stronie, gdzie skończyła mimowolnie odpowiadać.
    — Masz pełno moich zdjęć kotek — odparła nieco lekceważąco — Po co ci moje malunek.
    — Ale ja nie dokończyłem swojej propozycji, owszem chce cię namalować, ale… nago.
    Książka niemal w tej samej chwili wypadła z jej rąk gdy popatrzył na niego kompletnie zdumiona i oszołomiona, zupełnie nie spodziewając się takiej propozycji, wręcz tego po nim w ogóle się nie spodziewała, bo do niego to zwyczajnie nie było podobne.
    — Mike… ale co to za…
    — Wiem, że zaskoczyłem, ale chce mieć twój portret, nagiej ciebie — upierał się nadal — Obiecuje on, nigdy nie zostanie nikomu, pokazany schowam go w sejfie dla lepszego bezpieczeństwa, zależy mi na tym, by mieć twój nagi wizerunek i nie w postaci zdjęć.
    — Czekaj… — zaczęła powoli.
    Zsunęła stopy z kanapy, by usiąść obok niego i z podejrzliwością popatrzeć na niego, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że czym się zainspirował a konkretnie jakim filmem:
    — Dobra chcesz mieć porter mnie jak Jack, Kate? — spytała, z rozbawieniem nawiązując do słynnego filmu katastroficznego, jednak ona by powiedziała, że to zwyczajny romans w cieniu największej katastrofy, która miała miejsce przed prawie sto laty.
    Historia, która została wyreżyserowana na potrzeby filmu, która się dzieje jedynie w tej adopcji, a z rzeczywistością ma nie wiele wspólnego. Popadała jednak w zadumę, zastanawiając się nad jego propozycją. Mogła dumać nad wieloma wątpliwościami, których tak naprawdę nie miała o dziwo. Nie miała żadnych uprzedzeń, pomimo że się kochali, to czuła, że bardziej chce ten malunek potraktować w formie artyzmu i czemu by nie mogła się na to zgodzić?
    — To przez ciebie obejrzałem ten film — skomentował nieco zgryźliwe, po dłuższej ciszy co ją naprawdę rozbawiło.
    — Dobra — stwierdziła — Zgadzam się — dodała.
    Widziała jak jego oczy wręcz zaświeciły się z radości a uśmiech na jego ustach znacznie się powiększył gdy usłyszał to co najbardziej wyczekiwał. Bał się, że mu odmówi, jednak wizja jej malunku tak bardzo utkwiła w jego głowie, że nie mógł sobie darować, by jej, nie namalować i nie tylko, dlatego że ma ogromną słabość do jej nagiego ciała, a zwyczajnie pragnął mieć jej porter to co, że kompletnie bez ubrań. Teraz dla niego było istotne to, że ona się zgodziła.
    Poderwał się z kanapy i wyciągnął do niej dłoń, za którą szybko złapała bez żadnych sprzeciwów.
    — Wiesz, co ja się boję, co ty jeszcze wymyślisz kotek — skomentowała — Nie dziwie się, że fani, nazywając cię człowiek zagadka — mówiła gdy wspinali się po stopniach wiodących do góry.
    Wchodząc do pracowni, niemal w wejściu poczuła jego dłoń na swoim kręgosłupie, jak rozwiązał sznureczki jej biustonosza i tylko wiązanie u góry trzymało zwisający materiał. Skradł jej drobny pocałunek, po czym powiedział:
    — Rozbieraj się.
    On sam odszedł, szukając w szufladzie swojego szkicownika i zestawu ołówków, co jej pozostało jak zdjąć z siebie zbędny materiał i znowu jak przed dosłownie prawie dwoma godzinami stała nago, już nawet ją to nie zaskakiwało, gdy rozsiadła się wygodnie na małej kanapie stojącej w kącie. Mike po chwili podszedł i po krótkiej chwili gdzie wręcz prosił ją, by idealnie się ułożyła, sam wziął krzesło i usiadł naprzeciwko i kurde tak bardzo odczuwała ten klimat sceny ze słynnego filmu, tylko że w tym przypadku ona grała tą przysłowiową Kate, jaka to ironia, że zgodziła się na coś takiego. Nie mając świadomości, że w przyszłości mocno pożałuje dzisiejszej decyzji.
    Po paru godzinach pracy nad obrazkiem w końcu mogła wstać i ku jej uldze przeprostować już zdrętwiałe kości. Jęknęła z chwilą gdy stanęła, przeciągając się:
    — Współczuje każdej osobie, która musiała siedzieć w niewygodnej pozycji przez parę godzin — stwierdziła, po czym sięgnęła po spodenki i nasunęła je na siebie.
    Jej uwaga jedynie spotkała się z rozbawianiem ukochanego, który usiadł przy biurku, wiążąc biustonosz podeszła do niego i stanęła obok. Popatrzyła, jak na odwrocie malunku pisze datę. Dwunasty lutego dwa tysiące dwunastego, po czym chwycił teczkę, do której odłożył rysunek:
    — Twoja kolej skarbie — odwrócił się do niej, wyciągając do niej ciemną tekturę, wyjęła mu ją z ręki, po czym skradła mu całusa.
    Wręcz wspólnie poszli do biura, gdzie stanęli przy szafce, gdzie skrywał się mały sejf. Otworzyła ją, po czym wbiła kod do metalowych drzwi. Po chwili usłyszała skrzypienie otwierających się wrót, a po chwili wsunęła między ścianki malunek.
    Nie widziała, że za parę lat co czeka ją oraz ten rysunek.

Saturday, April 8, 2023

III 20 — IMPREZOWY ZGIEŁK

    — Ja już jestem stary!
    Westchnęła ciężko z chwilą gdy po raz kolejny tego dnia wysłuchiwała narzekań Michaela. Starała się praktycznie to ignorować jednak bywało to trudne zwłaszcza gdy co parę minut narzekał, że nie jest już zbyt młody wręcz przeciwnie. Starała się być wobec niego cierpliwa i wyrozumiała, jednak w pewien sposób mogła go zrozumieć, bo nie młodniał, pomimo że wcale jego wygląd nie odzwierciedlał tego, że ma na karku już trzydzieści lat, które obchodził dzisiejszego dnia wręcz ona nawet gdyby go nie znając, dałaby mu najwyżej dwadzieścia pięć może sześć lat. I nie była to zasługa żadnych kosmetyków odmładzających, bo praktycznie ograniczał się jedynie do podstawowej męskiej pielęgnacji, czasami się zgadzał, by mu zrobiła maseczkę, jednak wszystko sprowadzało się do jego naturalnego wyglądu. Był przystojnym mężczyzną, który wabił serca tysięcy jak nie milionów kobiet na świecie, jednak co trzeba było mu oddać, to fakt, że pomimo swojej niewątpliwej atrakcyjności nie bawił się kobietami, nie miał kilku kochanek, był wierny swojej ukochanej narzeczonej. Gdyby nie wiedziała, że jest popularny i poznała go na gruncie bardziej prywatnym, jakim i tak go poznała, nie uwierzyłaby, że nie zachowuje się jak gwiazdor któremu wielomilionowy majątek odbije i zacznie gwiazdorzyć wręcz przeciwnie. 
    Ochrona życia prywatnego była dla niego priorytetem. Praktycznie nie wiele media czy jego fani wiedzieli o jego życiu i osobiście uważała to za ogromny plus. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że pewne gwiazdy wywlekają swoje brudy, by wywołać więcej sensacji, zgarnąć dodatkową kasę, ale w przypadku Mike czy chłopaków to naprawdę to się ze sobą gryzło. Znała ich osobiście i widzi, jak im zależy, żeby poza sceną czy wywiadami być zwyczajnymi ludźmi, którzy również mają swoje problemy i zmartwienia. Pomimo że mogą sobie pozwolić na wiele, jednak wolą poświęcić czas na tworzenia niż roztrwonienie pieniądze na jakiś drogich wakacjach i tak pozwalają, sobie odpocząć jednak widzi, że dla nich więcej wartości ma ciężką i nieustawiczna praca czym jej narzeczony jest idealnym przykładem, bo pomimo że potrafił długo pracować i spędzać parę godzin dłużej w studiu niż zazwyczaj to również nie mogła ująć mu tego, że nie interesuje się nią czy domem, bo tak nie było. Porankami, pomimo że nie raz im obojgu się śpieszyło, nigdy nie zapominali wyjść, z psiakami chociaż jeden z nich, dbali o nich, ale o siebie, pomimo że sama nie raz miała bardzo zabiegany czas, nie raz jej grafik pękał w szwach, jednak zawsze potrafili każdego dnia znaleźć oprócz wieczorów te dwie godzinki, by móc pobyć ze sobą.
    — Mike…! — odezwała się poirytowana.
    Położyła półmisek z przekąskami na stole, gdzie leżały już przygotowane przekąski czy słodkości do przegryzania. Zaledwie przed trzema miesiącami organizowali jej urodziny, to ona starała się przygotować w miarę samodzielnie zabawę dla niego. Pomimo że starała się zorganizować imprezę, również długo miała problem z wybraniem prezentu dla niego, chciała, by był to niezwykle wyjątkowy podarunek z racji, że obchodzi okrągłą rocznicę, ale szczerze nic ciekawego nie mogło jej wpaść do głowy, poza jednym upominkiem, z które na pewno będzie zadowolony. Na samą myśl uśmiechnęła się lekko, wiedząc, że ten podarunek niezwykle go zadowoli.
    — Mówiłam ci… — odezwała się, opierając swoje dłonie na krawędzi stołu — Nie jesteś stary. Kurde masz tylko trzydzieści lat, a narzekasz, jakbyś obchodził siedemdziesiąt lat. Całe życie przed tobą a ty jęczysz jak…
    Momentalnie urwała, widząc jego wręcz rozwścieczony wzrok, na sobie, niemal poczuła przeszywające ją dreszcze gdy dostrzegła, z jaką złością na nią patrzy. Momentalnie uśmiechnęła się nieco bardziej uroczo, co wystarczyło, by go udobruchać. Widziała jak poczuł ulgę gdy jego ramiona opadły nieco.
    — Kotku błagam nawet Chester, tak rok temu nie narzekał, jak ty dzisiaj — odezwała się, przywodząc w pamięci ostatnie urodziny swojego brata.
    — On ma podejście jak ty. Was kompletnie nie obchodzi ile macie wiek…
    — Mike dam ci taką mądrą radę: Cyferki nam przybywają, ale to czy czujemy się mentalnie młodzi, to zależy wyłącznie od nas. Ja, pomimo że mam już dwadzieścia dwa lata, wcale się nie czuje, tak zasadniczo może dałabym sobie dziewiętnaście. Ja się tym nie przejmuje, bo wiem, że młoda już nie będę… — widząc jego spojrzenie, powiedziała z uśmiechem — Wiesz, o co chodzi — na co przytaknął. Żyje chwilą, nie przejmuje się czy mam dwadzieścia lat, dwadzieścia pięć czy nawet czterdzieści. Może to płytkie, ale wiek to tylko liczba, dorastamy, ale to od nas zależy, jak przeżyjemy życie, więc przejmowanie się czymś takim jak wiek jest bez sensu. Plusem obchodzenia urodzin jest fakt, że można się napić i odlecieć — skomentowała na końcu, na co oboje wybuchnęli radosnym śmiechem.
    Widząc, jak uśmiecha się pod nosem, była zadowolona, że chociaż na moment może zapomnieć o jego marudzeniu. Ona sama wróciła do kuchni, gdzie czekał na nią talerz, z małymi przekąskami i ku jej zgrozie na blacie stał Walter z zamiarem dobrania się do mięsnych przysmaków:
    — Walter! — wykrzyknęła oburzona niemal podbiegła do blatu i chwyciła czarnego kocura w ramiona, miauknął niezadowolony gdy popatrzyła na niego zdegustowana — Mówiłam, że masz tego nie tykać. Zmykasz na pole, nie będziemy się tak bawili kochany! — nawet nie stawiając go na podłogę, wróciła do salonu, gdzie dostrzegła Michaela, który wieszał coś na barierce.
    Kątem oka widziała, jak patrzy na nią z lekko zmarszczonymi brwiami, gdy podniósł głowę z chwilą gdy weszła do pokoju z miauczącym przeraźliwie kotem:
    — Nie ma mowy kiciu, jadłeś dosłownie pięć minut temu nie będziesz się dobierać do przekąsek…
    — Co zrobił? — Michael wszedł w jej monolog z kociakiem, którego wystawiła, na taras by mógł pobiegać, przymknęła drzwi, by nie wszedł i podniosła się i zwróciła się do ukochanego.
    — Jak to co? Już chciał chapsnąć kawałek wędliny, który były na kanapkach. Jezu przy nim ostatnio trzeba mieć oczy do około głowy, rozbrykał się tutaj, on i Jay czasami aż strach zostawiać coś do jedzenia na wierzchu by ci głodomorzy się nie dobrali — mówiła, wracając przez salon do kuchni.
    Słyszała uroczy śmiech ukochanego. Kochała Waltera jak każdego zwierzaka, ale nie można było ukryć faktu, że był bardziej rozbrykany niż jego siostra, która była na pozór spokojną kotką. I tak była uprzedzana, że potrafi być bardzo energiczny i ruchliwy gdy go brała i zgodziła się na to, pomimo że nie raz sprawił jej nieco zmartwień gdy coś potłukł albo poniszczył to, go kochała. Nie odda go, bo ma więcej temperamentu niż jego siostra, koty takie są, coś wie o pewnym, kociaku w ludzkiej skórze. Niby wydaje się spokojny, ale w łóżku wychodzi z niego prawdziwy zwierzak.
    Od rana ona była na nogach tak naprawdę wczesnym rankiem, wstała pomimo wielkich niechęci i dała ukochanemu dłużej, pospać ona sama zajęła się pieczeniem tortu, bo sam Mike zażyczył sobie, że nie chce nic, z cukierni pragnie, by ona coś zrobiła w miarę możliwości i czasu. Nie dało się zaprzeczyć, że kochał jej wypieki więc wykorzystał ze jego dziewczyna lubi czasami ukręcić jakiś ciasto czy jakichś słodkości. Nie miałaby serca mu odmawiać w takim dniu, poza tym chciała przygotować również mu śniadanie do łóżka. W końcu to jego dzień. Postarała się zrobić jego ulubiony tort, który teraz czekał w lodówce, dopóki nie przyjdą goście, by masa nie opadła, a on sam wstał dość późno, bo było chyba po dziewiątej, jak wręcz sama poszła go, obudzić zanosząc śniadanie. Mike zazwyczaj wcześniej wstawał, jednak tego ranka ona się wszystkim zajęła. Tak jak on to robił w jej urodziny, chciała zrobić to samo. Niestety musiała mu odmówić porannych igraszek, twierdząc, że na to przyjdzie czas wieczorem, właśnie jej niespodzianka była bezpośrednio powiązana z seksem dlatego wolała go nieco dłużej przytrzymać i wieczorem dać mu wyjątkowy prezent.
    — Ty nie narzekaj na mojego psa! On jest… — zawołał z salonu muzyk.
    — Co spokojny? — spytała zaskoczona.
    — Jeśli Jay jest spokojny, to chyba mówimy o dwóch innych psach i ostatnio nawet Junka przejmuje jego zachowania a co ważne, zaczęła, zebrać niczym on jak coś jedzą, a kto go tego nauczył — spytała, wchodząc powrotem do salonu.
    — Nie narzekaj kochanie — powiedział lekceważąco.
    — Dobra, mało istotne, idę się przygotować, skończ, z tymi balonami i sam musisz ruszyć tyłek i się przygotować.
    Wchodząc na górne piętro, nie mogła jednak się powstrzymać gdy przychodziła tuż obok niego gdy stał na drugim stopniu i mimowolnie dała mu klapsa, bo jego seksownych pośladkach. Widziała, jak spogląda na nią, chwytając się za pośladki, jednak zamiast złości dostrzegła, jak kącik jego ust unosi się w bardzo znaczącym uśmiechu, który wręcz mówił jej wszystko. Pokręciła jednak głową, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie mają na to absolutnie czasu. Chociaż oni oboje pragnęli tego samego po prawie paru dniach bez jakiekolwiek zabawy, a wszystko przez kobiece dni, to jednak teraz nie mieli czasu. Przyjęcie miało zacząć się za dwie godziny, a oboje byli w proszku i to dosłownie.
    Wchodząc na górne piętro, dostrzegła lekko uchylone drzwi do sypialni, co ją już kompletnie nie dziwiło. Często zwierzaki tam urzędowały, bo lubili się wylegiwać na ich łóżku i tak było również w tym przypadku. Gdy uchyliła bardziej ciemne skrzydło na ogromnym łożu, dostrzegła Cindy oraz Junkę, które bawiły się ze sobą, co niesamowicie ją rozczuliło. Jednak nie zamierzała im przerywać, sama poszła do łazienki, marząc o prysznicu.
    Stanęła po chwili przed lustrem i spojrzała na siebie. Włosy spięte w mocny kok, jedynie dwa pojedyncze kosmyki upadały jej na twarz. Mimowolnie popatrzyła na dość luźny podkoszulek na sobie, jednak nie był to jej, lecz Michaela, który wcisnęła jego krańce w nieco obcisłe spodenki jeansowe. Taki bardzo swobodny styl. Rzadko wręcz chodziła w sukienkach, bardziej wolała, ubierać spodnie lub spodenki w nich czuła się najlepiej. Chwyciła gumkę, z włosów wyciągając ją. Na jej ramiona upadła kaskada ciemnobrązowych loków. Zrzuciła z siebie bluzkę i spodenki i rzuciła w kąt, jej bielizna podzieliła ich nieszczęsny los. Wchodząc pod prysznic, wzdrygnęła się, czując nieco chłodniejsze krople, jednak po paru sekundach czuła upragnione ciepło. Nudząc cicho pod nosem, rozkoszowała się spokojnym małym relaksem sam na sam ze sobą gdy nie musiała wręcz odganiać się od natrętnych rąk Michaela i nie miała mu tego za złe, ale praktycznie gdy brali razem prysznic, temu rączki dosłownie chodziły wszędzie. Co już naprawdę ją nie dziwiło, bo znała jego słabości wobec jej nagiego ciała, jednak ona również nie była aniołkiem i miała swoje skłonności i słabości, o których wiedziała ta druga osoba. Jednak najlepsze co mogło być to wykorzystywanie tego na swoje potrzeby. Mimowolnie się uśmiechnęła. Po paru długich minutach wyszła za szklanych drzwi, owinięta ręcznikiem wzdłuż ciała oraz włosów wyszła do sypialni, bo zapomniała nawet zabrać rzeczy z garderoby. Stanęła przed szafką, gdzie trzymała sukienki, pomimo że za nimi specjalnie nie przepadała, czasami warto było je ubrać nie tylko, by lepiej wyglądać, musiała je wykorzystać, poza tym niektóre były naprawdę ciekawe. Chwyciła jakąś czerwoną krótką spódniczkę, po czym ponownie wróciła do pokoju, niemal w tym samym czasie wszedł Mike, który był gotów coś powiedzieć, ale go uprzedziła:
    — Zapomnij, seks dopiero wieczorem! — zastrzegła, zamykając za sobą drzwi łazienki.
    Słyszała po drugiej stronie, jego głębokie westchniecie. Wiedziała, że bierze go na przetrzymanie, ale jej prezent będzie smakować dużo lepiej gdy na niego poczeka. Uporała się, z fryzurą w przeciągu paru minut zostawiając włosy lekko pokręcone i luźno puszczone wzdłuż ramion. Chwytając sukienkę, nałożyła ją na siebie. Zwykła prosta sukienka, która kończyła się praktycznie w połowie ud, zawieszona na delikatnych ramiączkach z głębszym dekoltem nie wybierała nic więcej, bo wolała uniknąć tego, że Michael wiecznie by się na nią patrzył na zabawie, jak to było na jej urodzinach i tak wiedziała ze ta sukienka podziała na jego zmysły, jednak była mniej wyzywająca niż poprzednio.
    Wracając do głównej sypialni, ujrzała Mike’a, który siedział na łóżku, gdy tylko dostrzegł, że drzwi się otwierają, zwrócił na nią swoje spojrzenie. Jej ubiór nie uszedł jego uwadze. Czuła jego intensywne spojrzenie na sobie, jednak zbytnio się nie przyjęła i wróciła do ogromnej szafy, gdzie miała małą toaletkę, przy której usiadła.
    Nałożyła naprawdę niewielki makijaż, nie lubiła zbyt mocnego krycia, jedynie podkreśliła usta dość mocną czerwoną szminką. Na jej szyi wciąż wisiał naszyjnik, który dostała od Mike’a, przed rozdaniem nagród Grammy tak naprawdę rzadko go ściągała głównie na noc, bo nie lubiła sypiać, z biżuterią jednak porankami ją zakładała, widziała, że jest to niezwykle ważne dla Michaela, że nosi jego mały podarunek, on sam również cały czas miał założoną bransoletkę tak jak i ona zdejmował jedynie ją na noc tak jak zegarek.
    Poprawiła się po raz ostatni w lustrze i wstała z krzesła i podeszła do butów, które zostawiła przy jednej z puf i nasunęła na swoje stopy dość wysokie obcasy. Ona była gotować na przyjście gości, niestety Mike jak słyszała, brał prysznic.
    Schodząc wolnym krokiem po stopniach apartamentu, w drzwiach balkonowych dostrzegła Waltera, którego wygoniła przed paroma chwilami na taras. Westchnęła gdy dostrzegła jak drapie łapką po oknie. Niemal w tej samej chwili stanął za nim Jay. Podeszła do drzwi i otworzyła drzwi, a dwoje zwierzaków wpadło do środka. Husky niemal na nią wpadł, jednak od razu kazała im iść na góry i nie przez sam fakt by kociak nie dobrał się do jedzenia, lecz przez hałas. Czarny kocur oraz syberyjczyk od razu pognali do góry, a ona po raz ostatni rozejrzała się, po salonie patrząc czy niczego nie brakuje, czy wszystko jest dobrze, jednak niczego w jej mniemaniu nie brakowało. Usiadła na kanapie, wyczekując albo zejścia Mike’a, albo przyjścia gości, którzy mieli pojawiać się lata moment. Sama chwyciła telefon ze stolika i z czystej nudy zaczęła przeglądać niebieski portal społecznościowy i nie nadal nie miała konta na Facebooku, nie przyciągała ją wcale ta strona, pomimo że widziała jaki szał na nią jest. Wolała społeczność Twittera i po części czuła się bezpieczna, bo nie została jeszcze zdemaskowana, miała praktycznie profil publiczny, jednak nic nie skapował się, że to ona jest partnerką Mike, bardziej traktowali jej konto jako każde inne, pomimo że miała na profilowym, swoje osobiste zdjęcie jednak wiedziała, że miewa fanów, którzy tworzą multikonta by wyglądały jak ona a fakt ze nie miała weryfikacji na koncie, o którą nie zapobiegała, pomimo że miała możliwość, po prostu jej ułatwiało tuszowanie się wśród innych. Czytając jeden ze wpisów Seleny poderwała głowę z chwilą gdy dobiegł ją głos narzeczonego:
    — I jak wyglądam?
    Popatrzyła na niego, a przed nią stał dość przystojny mężczyzna z nieco przydługimi włosami oraz o azjatyckich rysach twarzy. Zlustrowała go spojrzeniem swoich jasnych oczu, by dostrzec, że ubrał się w typowy w ostatnim dla siebie czasie koszulę w jasną kratkę oraz zwykłe ciemne jeansy.
    — Bardzo dobrze — powiedział, odrzucając telefon.
    Podniosła się i podeszła do niego i delikatnie przyłożyła mu dłoń, do czoła lekko odgarniając niesforne kosmyki włosów, które upadały mu na twarz. Nadal zastanawiała się, co mu przyszło do głowy, że zdecydował się zapuścić włosy, nie ujmowała mu, bo naprawdę wyglądał znakomicie, jednak osobiście wolała go nieco krótszych.
    — Chyba czas iść do fryzjera — stwierdził, gdy czuł dłonie ukochanej na swoim policzku.
    Objął ją w pasie, przyciągając bliżej własnego ciała, pocałował ją lekko w usta, na co uśmiechnęła się niezwykle uroczo.
    — Nie mów, że chcesz się obciąć, chcesz porzucić rock and rollowy styl? — zaśmiała się, zakładając mu włosy za ucho.
    — Denerwują mnie na dłuższą metę — przyznał ze szarością — I trochę mi już w nich za ciepło — mruczał.
    — Um…
    Nie była w stanie dokończyć swojego zdania gdy po całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Westchnęła jedynie, wydostając się z jego objęć. Już odchodziła z zamiarem otworzenia gością, jednak Mike ubiegł ją w ostatniej chwili, łapiąc ją mocniej w talii, skradł jej kolejnego całusa w policzek zanim powiedział:
    — Zostań ja, otworzę!
    Nie zamierzała mu odmawiać tej przyjemności. Podeszła jednak do wierzy i włączyła nieco ciszej muzykę, zanim w salonie nie pojawił się Mike w towarzystwie Marka i jego narzeczonej czy Annie oraz jej narzeczonego. Dwójka, która była z nim najdłużej z wyjątkiem Brada i pomimo że Mark już nie należał do zespołu, co jakiś czas widywali się ze sobą. Jednak jego odejście sprawiło, że dano szansę nowemu piosenkarzowi i pomimo że nie było im łatwo, teraz byli zespołem światowej sławy. Mark zajął się zupełnie czymś innym, jednak było widać, że jest w tym spełniony. Teraz trudno było sobie wyobrazić skład Linkin Park w innym niż który obecnie tworzą, zbudowali swoją rozpoznawalność nie tylko na utworach, ale charyzmie Chestera i umiejętnościach Mike, który nie spoczywał na laurach, ale ciągle się czegoś uczył, innym chłopakom nie można było odmówić zasług, bo każdy z nich tworzył tę kapelę.
    Nie zdążyli nawet uwagami się wymienić gdy ponownie rozbrzmiał dzwonek u drzwi, a gospodarz poszedł otworzyć, a Annie podeszła do narzeczonej przyjaciela, by ją przytulić na przywitanie.
    — Ja pamiętam, jak upiłam się na jego osiemnastce, a on już ma trzydzieści kurde za trzy miesiące, mnie to czeka — skomentowała przyjaciółka muzyka — Ile ja bym dała, by mieć znowu dwadzieścia albo nie osiemnaście lat — marzyła ku rozbawieniu swojego narzeczonego Julii oraz Marka i jego ukochanej.
    — A co ja mam powiedzieć ja pięć lat temu, obchodziłam osiemnaście lat — dołączyła młoda Bennington — Nie czuje jednak ze mam dwadzieścia dwa lata.
    — Życie zaczyna się po trzydzieste.
    Popatrzyła w stronę wejścia, gdzie ujrzała swojego brata z dziewczyną, która a tuż za nimi stał Joe wraz z dziewczyną oraz pan domu.
    — Powiedz to twojemu kumplowi — zwróciła się do brata — Bo od rana nie słyszę nic innego niż jego narzekanie, że jest stary. Jak go ktoś go trzaśnie ode mnie i obudzi, że nie jest stary, będę wdzięczna, bo mnie nie słucha.
    — Wredna jesteś Sh… Bennington — usłyszała rozalony głos narzeczony.
    Na jego słowa jedynie uśmiechnęła się nieco wrednie ku rozbawieniu, pozostałych.
    — W rzeczy samej jak na razie nie zaobrączkowałeś mnie i nie jestem twoją żoną. Nadal jestem Bennington — powiedziała z bardzo ironicznym uśmiechem — Narzeczoną będę, ale dopiero rok po ewentualnym zakończeniu studiów.
    — Ja stawiałem na Chestera i Alice ze prędzej wezmą ślub niż Shinodę i ciebie. Sam fakt, że tak bardzo naciskać na ślub dopiero po studiach to, że teraz się zdecyduje na zaręczyny.
    — A co w tym przeszkadza — wtrącił się Mike w słowa DJ’a — Kochamy się i chcemy być ze sobą to czy jesteśmy narzeczeństwem, czy parą to żadna różnica poza tym tak szanuje jej decyzje i wiem, że zależy jej na ślubie po ukończeniu studiów i będę na to czekał.
    — A pomyślałeś co jeśli byście na przykład się rozstali? — zasugerowała Nicky.
    — Powie ci, że to nie możliwe, bo jest do szaleństwa zakochany w mojej siostrze — wtrącił się Chester — Ale i tak to ich wspólna decyzja i nie należy jej negować, skoro są tego pewni. Poza tym moja siostra zdecydowanie bardziej pasuje do niego niż ta jego była… — wymownie popatrzył na obecnego Hahna, który przytaknął jedynie.
    — A co.
    — Nie pytaj Nicky, bo nie warto o niej mówić — odezwała się młodsza pana Bennington — Określę ją jednym słowem, suka to powinno wystarczyć, może kiedyś Joe ci o tym powie.
    Po paru minutach do ich wąskiego grona zaczęli dołączać inni znajomi oraz resztę chłopaków każdy zaczął składać życzenia jubilatowi, oraz wręczać upominki, jednak ona sama gdy miała okazje być blisko niego, wspomniała jedynie, że od niej prezent otrzyma wieczorem i nie dało się ukryć, tego wręcz lubieżnego uśmiechu na jego ustach jednak nie wiedział, że przygotowała dla niego coś jeszcze prócz zwykłego seksu. Miała nadzieje jednak ze jej prezent okaże się udany nie chciała jednak by za bardzo się upił, bo wtedy nie będzie tej przyjemności albo wręcz przeciwnie będzie zmuszona przełożyć go na inny dzień, po prostu chciała, by być świadomy wtedy, a nie by alkohol zamraczał jego umysł.
    Po godzinie od rozpoczętej zabawy wymknęła się do kuchni po tort i poprosiła, o drobną pomoc brata sprowadził towarzystwo do salonu. Gdy zapaliła ostatnią trzydziestą świeczkę, tak postanowiła być nieco wredna i nie kupować świeczek z numerami, ale by wszystkie zdmuchnął weszła do salonu gdy w tej samej chwili jakby Chester ją wyczuł jak wchodzi i wraz z innymi zaczął śpiewać. W akompaniamencie wielu głosów stanęła pośrodku salonu naprzeciw ukochanego, z jej ust nie chciał zejść uśmiech, zanim powiedzieć:
    — Pomyśl życzenia.
    — Mam wszystko, czego pragnę, nie potrzebuje… — widziała, jak na jego ustach skrada się uśmiech, który jednak wszystko jej mówił.
    Owszem Mike miał wszystko jednak jednej rzeczy brakowało mu do pełni szczęścia, jednak na razie nie mogła mu tego dać. Nie była to dla niej odpowiednia chwila i on to rozumiał. Widziała jak przez chwile myśli, po czym zdmuchnął świeczki, niestety nie udało się za pierwszym razem i musiał zrobić to dwukrotnie, jednak dobiegł ich głośny aplauz, zaproszonych gości a ona wreszcie mogła odstawić na stół tort, który był nieco ciężki. Od razu poszła do kuchni, zabierając z blatu talerzyk na świeczki oraz nóż. Wyjęła woskowe świece i ostrożnie oddając ostrze narzeczonemu:
    — Twoje urodziny, twoja kolej krój!
    — Czy…
    — Tak twój ulubiony, zrobiłam go rano, jak spałeś — powiedziała z uśmiechem.
    Impreza trwała już ponad parę godzin i chociaż korciło ją, by spożyć więcej alkoholu, wolała jednak być w miarę trzeźwa, bo sama musiała podarować narzeczonemu prezent, on również trzymał się w miarę dobrze, co ją zaskoczyło. Jednak w przypadku Alice czy Ines nie było zbyt kolorowo, za dużo pomieszały i ledwo się trzymały. Chester trzymał się dobrze, ale co się dziwić skoro on miał mocną głowę zupełnie jak ona. Chłopacy z zespołu cześć była mocno wstawiona, a cześć jeszcze w miarę funkcjonowała. Nawet jeśli pary piły to i tak mogli wrócić spokojnie taksówką do domu, a odebrać samochód gdzie indziej na szczęście jej brat mieszkał dosłownie ulice dalej, jednak będzie musiał zaprowadzić do domu swoją ukochaną.
    Czas zdawał się być zbędny przy wyśmienitej zabawie. Każdy dobrze się bawił, pił, śpiewał czy tańczył, jednak jedną reguły każdy się trzymał, wiedząc o uczuleniu Mike’a każdy, kto palił papierosy, wychodził na zewnątrz, by nie doprowadzić go do ataku. W tym domu panowały co do brudu i palenia żelazne zasady. Ona nie paliła, wręcz się tym brzydziła, a w miarę starała się wraz z ukochanym utrzymywać porządek i by nie było koniecznych pyłków kurzu w domu.
    Zabawa trwała praktycznie do drugiej w nocy gdy pierwszy z gości wyszedł potem stopniowo, zaczęli wychodzić inni. Przed trzecią w nocy wyszedł ostatni gość, odprowadzony przez gospodarza jednak ona sama nie miała najmniejszej ochoty sprzątać tego bałaganu, jednak mimo to chwyciła się za to, by w miarę ogarnąć wszystko, zanim ostatnie osoby wyszły. W końcu uporała się ze wszystkim i usiadła na blacie kuchennym, chwyciła telefon, przeglądając jakieś portal społęcznościowy gdy niespodziewanie do kuchni wszedł Michael, który niemal natychmiast podszedł do niej. Kątem oka widziała, jak opiera swoje dłonie tuż obok jej bioder, czuła jego obecność i silny zapach jego perfum na sobie gdy tylko podniosła głowę, poczuła jego zmysłowe usta na swoich w dość namiętnym pocałunku. Dopiero po chwili był w stanie się od niej odsunąć i zapytać:
    — A jaki prezent ma dla mnie moja narzeczona? — zapytał zaczepnie.
    Nic nie mówiąc, sięgnęła za siebie, wycinając paczkę i wręczając w jego dłonie. I gestem dłoni poprosiła, by otworzył. Patrzyła, z uwagą jak otwiera ładny udekorowany kartonik w środku, dostrzegł, kilka rzeczy od razu sięgnął po pierwszą z nich i był to kobiecy biustonosz, ale raczej sznureczki stworzone na wzór stanika, bo praktycznie nic nie zasłaniały, jedynie podkreślały walory kobiecego ciała, a tuż pod nim leżał tego samego kroju stringi, w środku również dostrzegł pobłysk metalowy, co wyraźnie go zaintrygowało. Uchwycił krawędź łańcuszka i uchwycił go w swoje palce, wręcz z wymownością popatrzył na swoją ukochaną, która uśmiechnęła się w niezwykle urokliwie, jednak jego oczom ukazały się jeszcze dwie rzeczy, a raczej sprej z bitą śmietaną i czekolada w płynie. Wystarczyło te parę gadżetów, by domyślił się, co jest jego prezentem, a właściwie kto. Odłożył pudełeczko na blat, lecz wyjął ze środka bieliznę, którą uniósł przed jej twarzą.
    — Chyba mój prezent nie jest jeszcze gotowy — skomentował.
    Nie skomentowała, tego zwyczajnie zsunęła się z blatu, wyjmując, z jego zaciśniętej pieści komplet bardzo seksownej piżamy, lecz poczuła jego ramiona, gdy pragnął już odejść. Zatrzymał ją jednak na moment tylko po to, by poczuć jej zmysłowe usta. Już wiedział, że ta noc będzie, nie zapomina. Odsunął się na krok, robiąc jej miejsce. W milczeniu przeszła przez miarę, ogarnięty salon by wspiął się ku górze.
    Długo rozmyślała nad prezentem, który mogłaby dać i pomimo braku jakiekolwiek koncepcji, pomyślała właściwie o dodaniu do ich wspólnych igraszek więcej zabawy oraz mały gadżetów. Nie było chyba lepszego podarunku niż ona sama dla Mike’a. Był tak bardzo uzależniony od seksu z nią oraz jej nagiego ciała, że przygotowując go czuła, że może mu się spodobać.
    Wchodząc do łazienki, zrzuciła z siebie sukienkę z dzisiejszego wieczoru i założyła na siebie bieliznę, którą miała za sobą, samej zabrakło jej słów, jak ta bielizna była wyzywająca. Praktycznie o niej zapomniała a kupiła jakiś czas temu nie konkretnie z myślą o tej nocy, ale jeszcze za czasów gdy mieszkała, w apartamencie wiedząc, że i tak go wykorzysta, znalazła go podczas przeprowadzki i postanowiła wykorzystać w małym prezencie dla narzeczonego. Słyszała przed momentem dobiegające za ściany hałasy i głos ukochanego, który wygonił zwierzaki z pokoju, ona sama poprawiła po raz ostatni włosy i przejrzała się w tafli lustra. Nie wyglądała wcale aż tak źle, wręcz bardzo zniewalająco i nie bała się tego powiedzieć. Jednak zamiast wyjść po prostu tak do sypialni chwyciła połyskujący czerwony szlafrok wiszący obok lustra. Czasami warto dodać jeszcze większej pikanterii.
    Wróciła do sypialni, gdzie zastała czekającego na nią Michaela i wcale nie była zaskoczona, widząc go jedynie w bokserkach, siedzącego na skraju łóżku wyczekując na nią z niecierpliwością.
    — Wiesz… suma Sumarów — odezwała się, podchodząc do niego bliżej — Prezent powinneś otrzymać wczoraj, ale kto by się tym przejmował — mówiąc, to usiadła na jego biodrach.
    Słyszała jego pomruk niezadowolenia gdy dostrzegł, że nasunęła na ramiona czerwoną narzutkę. Chwycił kraniec wstążki i pociągnął go do siebie boki materiałów niemal natychmiast upadły wzdłuż jej ciała, a on mógł dostrzec, jak prezentuje się w tej odważnej bieliźnie. Niemal zachłysnął się spojrzeniem, jej w niezwykle skąpym stroju gdzie jedynie sznureczki podkreślały, jej walory praktycznie ich nie zakrywając. Uśmiechnęła się wymownie gdy dostrzegła, jak oblizuje swoje usta na widok jej praktycznie nagiego ciała. Ujmując jego twarz, posmakowała jego zmysłowych ust, czuła wręcz jak zdejmuje z jej ramion to przeklęty dla niego szlafrok, który był w tej chwili zbędny. Po chwili satyna leżała na podłodze. Nie dostrzegła jednak chwili gdy sięgnął po kajdanki albo nawet nie ujrzała ich leżących tuż przy nim gdy zatracona w pocałunku, poczuła chłód metalu wokół swoich nadgarstków.
    Oderwała się od jego zmysłowych warg, niemal w tej samej chwili dobiegły ją jego słowa:
    — A teraz bądź na tyle dobrą dziewczynką i się połóż — powiedział niezwykle stanowczym głosem.
    Zdradzała na dźwięk jego głosu, ale nie z powodu strachu wręcz przeciwnie, drżała z podniecenia. Uwielbiała, jak to on przejmował dominacje w łóżku i brał nad nią górę. Posłusznie zeszła z jego kolan wręcz na czworakach jednak nie mógł nawet tego przepuścić gdy niemal w tej samej chwili poczuła, jak dostaje po swoich zgrabnych pośladkach. Odwróciła się odruchowo, jednak niemal zetknęła się z jego twarzą, wyraz jego spojrzenia mówił jedno. Nie odezwała się, lecz pokornie ułożyła się na poduszkach, gdy on znalazł się nad nią, chwycił jej dłoń i uniósł do góry, zaplątał łańcuszek wzdłuż ramy łóżka, skuwając jej drugą rękę. Teraz była skazana na niego.
    — Zdecydowanie lepiej — skomentował
    — Byłabym wredna, ale nie chce psuć ci urodzin. więc dziś odpuszczę sobie kąśliwe uwagi — stwierdzi.
    — Nawet by mnie to nie zaskoczyła, potrafisz być ujmująco sarkastyczna, jednak ma to w sobie niezwykły urok.
    Czuła jego oddech na swoich ustach i pomimo że oboje mieli nieco promili w alkoholu, to byli całkowicie świadomi, co robili. Rozkoszowała się smakiem jego niezwykle kuszących warg gdy skradł jej kolejny pocałunek, lecz nie na długo, oderwał się od niej, a kątem oka widziała, jak chwyta puszkę z bitą śmietaną, widział jak jego uśmiech poszerza się z każdą chwilą gdy potrzepał butelkę:
    — No to czas na zabawę — mówiąc to, czuła na swoim brzuchu puch śmietanki, jednak zadrżała z chwilą gdy poczuła jego język, który przesunął po jej brzuchu, wręcz zlizując biały puch, który na sobie miała i tak spodziewała się, że zaraz po tej zabawie wyląduje pod prysznicem, jednak nie zamierzała odbierać mu przyjemności z zabawy, jaką miał. Mogła tylko odczuwać, jak nakłada piankę, by potem ją dosłownie z niej zjeść. Widząc jednak jego wręcz zachłanne spojrzenie, które utkwił w jej piersiach wiedział co jemu chodzi po głowie gdy chwycił sznureczki między jej piersiami podnosząc biustonosz do góry,
    Poruszyła się niespokojnie gdy poczuła na swoim sutku piankę, poruszyła niespokojnie biodrami lecz gdyby nie fakt, że Mike blokował ją nogami, nie była pewna, jak to by się skończyło, jęknęła z chwilą gdy poczuła jego zmysłowy język na koniuszku swojej piersi, pozbywając się z tak wrażliwego miejsca pianki, lecz nie poprzestał, gdy wręcz gdy zlizywał piankę na jej drugiej piersi, wylądowała zbita śmietanka, którą po paru sekundach zjadł. Dosłownie wiła się pod nim gdy on wręcz miał idealną zabawę i spoglądać jak reaguje na każdy jego ruch. Nie musiała nawet długo czekać gdy złapał z szafki obok sos czekoladowy, który po chwili wylądował na jej piersiach z trudem powstrzymała pomruki pełne zadowolenia gdy on bawił się zmysłowo. Jednak jemu było mało, oderwał się od niej po chwili, a ona widziała, jak patrzy wymownie na jej stringi. Nie wiele się zastanawiał gdy chwycił je, z jej bioder zdejmując je. Z niedbałością wylądowały gdzieś na podłodze, jednak jej ukochany był bardziej zainteresowany jej kobiecością. Wręcz patrzyła na niego w szoku gdy widziała uniesioną butelkę syropu czekoladowego, który spływał między jej nogami.
    — Dać facetowi czekoladę… — nie była w stanie nawet dokończyć gdy poczuła, jak przesuwa swoim językiem, wzdłuż jej kobiecości niemal zlizując płynną substancję, jęczała gdy czuła jak chwyta w swoje usta, jej łechtaczkę smakując ją bardziej.
    Co teraz czuła? Ciężko było jej to określić? Nie to, że nie była zadowolona, bo była, jednak nie sądziła, że ta słodko zmysłowa zabawa tak spodoba się jej ukochanemu, który wręcz wykorzystał szansę, jaką mu dała i chętnie wypróbował nowe gadżety do łóżka, jednak przy tym ona czuła, z każdą chwilą jak jej ciało z każdą chwilą się lepi. Wiedziała, że prysznic będzie przymusem po tej ich wspólnej zabawie, jednak jak na razie nie chciała przerywać temu napaleńcowi zabawy, jaką miał. Musiał się nacieszyć prezentem, jakim mu dała.
    Ta noc zakończyła się dopiero wtedy gdy zegary wybiły piątą rano, a oni pomimo zmęczenia musieli uporać się z małym bałaganem i kąpielą, zanim zapadli w głęboki sen.

Saturday, April 1, 2023

III 19 — SEKRET SHINODÓW

    — Mike! — odezwała się zirytowana, unosząc wzrok znad książki, na której od paru minut bezskutecznie starała się skupić.
    Mężczyzna od przeszło dwudziestu minut spacerował dość niespokojnym krokiem po salonie, echo jego kroków odbijało się w jej głowie, mimowolnie doprowadzając ją do paskudnego bólu i naprawdę nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby nie fakt, że coś go trapiło. Od rana praktycznie nie zamienił z nią zbyt wiele słów i tutaj już nie chodzi o ich małą sprzeczkę sprzed paru dni.
    Niestety jej nadzieje o cichych dniach się nie sprawdziły, miała nadzieje, że jak się obudzi, a on wróci ze spaceru z psami, przemyśli swoje zachowanie i dotrze do niego, że urządził awanturę z naprawdę błahego powodu, jednak tak nie było. Przez kolejne dni zapanowały między nimi ciche dni, których tak bardzo nie lubiła, jednak co mogła na to poradzić. Honor nie pozwalał przyznać się mu do błędu, pomimo że ona sama już odpuściła i po prawie dwóch dniach wprost powiedziała mu, że mogła zadzwonić i wręcz przeprosiła, jednak w jego przypadku minęło parę dni, aż w końcu przyszedł do niej. Rozmawiali o tym zdarzeniu długo i przeprosił ją za tak gwałtowną reakcję. Praktycznie od czterech dni wszystko wróciło do normy, tak też myślała. Oczywiście przez ich małą awanturę nie była w stanie porozmawiać z Michaelem na temat rozmowy z jego mamą. Wiedziała, że jej narzeczony bardzo ceni swoją prywatność i dochowuje własnych sekretów, a jednym właśnie z nich było kwestia jego rodziny, tego co wydarzyło się między nim a rodzicami, że tak niechętnie chce się z nimi widzieć i naprawdę nie chciała uchodzić za osobę zbytnio ciekawską, bo podchodziła do tej sprawy w sposób ostrożny i naprawdę nie chciała mieszać się w cudze sprawy, nawet jeśli to jej narzeczony, z którym planuje ślub, jednak czuła się zakłopotana i czuła mały dyskomfort właśnie w tej sprawie. Mimo że nie chciała, uczestniczyć w poddajże konflikcie, między synem a rodzicami, została w to wplątana za sprawą Diany i osobiście uważała, że bardzo nierozsądne zachowanie z jej strony, jednak z drugiej strony nie mogła się temu dziwić. Podczas ich rozmowy widziała to wręcz paniczne szukanie pomocy u obcej młodej kobiety. Szukała sposobu, by zbliżyć się do własnego dziecka. Nie wiedziała, nadal co ich poróżniło, ale czy gdyby Sara żyła i po paru latach przyszła do niej, by szukać, zrozumienia pragnęła przeprosić ją za to, jaką beznadziejną była matką, oddając ją do domu dziecka, szczerze nie była pewna, jak by się wtedy zachowała. Trudno było sobie to wyobrazić gdy tego nigdy się nie przeżyje. Co ważne to Diana oraz Roger wiedzieli, co poróżniło ich z Mike’m, a ona nie chciała być zaangażowana w ten rodzinny konflikt.
    Wciąż myślała o tej rozmowie i czy poruszyć ją z Mike’m. Wahała się nadal, jednak ona sama dostrzegła, że z jej ukochanym jest coś nie tak. Od paru dni był coraz bardziej nerwowy, wręcz spięty co mu się nie zdarza i to naprawdę nie miało nic wspólnego z wydaniem płyty, którą planują na czerwiec, ale podłoże jego zdenerwowania było inne. Była o to jednak on milczał, co ją naprawdę smuciło, bo nie chciał dać sobie pomóc.
    — Kotku, wiesz, że cię kocham, ale skoro masz zamiar tak dłużej, chodzić to zmień miejsce albo wyjdź. Nie wyganiam cię, ale mi już kręci się w głowie gdy widzę, jak spacerujesz w kółko po całym salonie. Proszę cię, usiądź albo na przykład idź na spacer, to ci pomoże oczyścić umysł. Wiesz, że w razie czego jestem gotowa cię wysłuchać, ale musisz sam tego chcieć.
    Spodziewała się, że przemilczy jej sugestie, jednak on po chwili zatrzymał się ku jej uldze i popatrzył na nią nieco rozbieganym spojrzeniem:
    — Sam nie wiem — przyznał szczerze — Ja już nie wiem, co robić Julio.
    — Mike, jeśli nie będę wiedziała, co cię niepokoi nie będę w stanie ci ewentualnie doradzić.
    Widziała, jak podchodzi do pobliskiego fotela i opada na nie. Mimowolnie skrył twarz w dłoniach, a ona słyszała jego głośne westchnienie. Już miała wstać i do niego podejść gdy on opuścił ramiona i popatrzył na nią swoimi ciemnymi tęczówkami. Dostrzegł niepokój mieszający się z frustracją. Miała wrażenie, że jest rozdarty między dwoma skrajnie innymi odczuciami.
    — Julio… — zaczął powoli — Dobrze wiesz, że nie wiele mówię na temat swojej rodziny.
    Przytaknęła, mimowolnie podnosząc się z kanapy i podeszła do małej sofy, na której siedział. Usiadła na podłokietniku, jednak niemal sekundy później on posadził ją sobie na udach, wpatrując się swoim ciemnym spojrzeniem.
    — Owszem i w pełni to akceptuje. Masz do tego pra…
    — Julio nie chce już dłużej cię oszukiwać — powiedział, z westchnieniem na moment oparł głowę na jej ramieniu, jakby szukał ciepła oraz szukał tego mentalnej motywacji, by ujawnić długo skrywaną tajemnice.
    Po dość dłuższej chwili milczenia w końcu uniósł głowę, by spojrzeć na nią:
    — Nikt nie wie o tym co wydarzyło się w naszej rodzinie prócz naszych bliskich. Nie chciałem nikomu mówić prawdy, ponieważ… nasza rodzina się rozpadła. Rozwaliła się po śmierci… po śmierci mojego brata.
    Urwał na dosłownie moment, nawet nie była w stanie otworzyć ust, ale czy słowa były tutaj koniecznością? Dosłownie po paru sekundach kontynuował swój monolog:
    — Gdy byłem dzieckiem, wszystko było istną sielanką, nie mogę powiedzieć, że moje dzieciństwo nie było udane, bo bym cię oszukał. Moi rodzice byli bardzo pracowitymi ludźmi, ojciec na chwile obecną jest generałem w armii krajowej a mama gdy jeszcze z nimi mieszkałem, pracowała jako urzędniczka państwa. Wiedliśmy praktycznie zwyczajne życie i tak prawda, że uczęszczałem część tego co jest w sieci na mój temat to prawda, bo sam o tym wspomniałem, jednak o wielu zdarzeniach nie chciałem rozmawiać, ponieważ gdy miałem dwanaście lat, mój młodszy brat zachorował — mówił a wspomnienia diagnozy, która w tamtym czasie była niemal jak wyrok śmierci wróciły do niego jak bumerang.
    Pogodzenie się z dawnymi latami było naprawdę trudne, potrzebował wielu miesięcy, by zrozumieć, co się dzieje i nie ułatwiało fakt, co potem działo się w ich rodzinie:
    — Wykryto u niego białaczkę...
    — Co… — wykrztusiła w pełni szoku.
    — Skarbie, proszę, nie przerywaj — powiedział nieco stanowczo.
    Mimowolnie drgnęła lekko przestraszona, jednak przymknęła usta, pozwalając mu dalej mówić:
    — Z początku nie był to złośliwy nowotwór moi rodzice i w tym my mieliśmy nadzieje, że chemioterapia mu pomoże. Niestety po paru tygodniach objawy, zamiast łagodnieć, wręcz bardziej się nasiliły. Moi rodzice często jeździli z Jaym do szpitali, szukali wszelkich sposób by pomóc mu, by znaleźć metodę, która go uleczy, było tak przez praktycznie półtora roku i niestety ja oraz moja starsza siostra ucierpieliśmy na tym. Nasi rodzice tak skupieniu na próbie ratowania Jasona zaczęli nas zaniedbywać. Carmen coraz częściej się buntowała, wręcz ignorowała ich, chętnie wagarowała, zaliczała wręcz każdą imprezę, ja sam lepszy nie byłem, bo wpadłem w niezbyt ciekawe towarzystwo. Nasi rodzice pomimo tego ze wielokrotnie zwracani im uwagę by również zadbali o nas czy nawet jeśli interweniowała szkoła nic nie robili byli za bardzo skupieni na Jayu. Bagatelizowali problemy moje czy Carmen, a my zatracaliśmy się, szliśmy praktycznie na dno. Zapewne byśmy tam trafili gdyby nie pomoc ciotki — widząc, jak ukochana patrzy na niego, z lekko zmarszczonymi brwiami dodał — Tak to ta sama, dzięki której mam spadek — przyznał, na moment się zatrzymałby złapać oddech, by mówić dalej — Zajęła się mną i Carmen, obojgu nam postawiła ultimatum. W moim przypadku było odebranie prawo jazdy, które dopiero co zdałem, Carmen cóż była dorosła, nie mogła jej nic odebrać, jednak postawiła jej warunek, że pozwoli jej mieszkać z nią, ale musi zmienić swój tryb życia. Nie zgodziła się na to, kolejnej nocy uciekła z domu, nie pozostawiając po sobie nawet jednego listu. Zostałem sam praktycznie. Ciocia pomogła mi wyjść na prostą i wręcz dzięki niej znowu zacząłem bawić się muzyką. Niestety ta odyseja nie trwała zbyt długo. Jay po dwóch latach od wykrycia choroby zmarł na raka w ostatnich tygodniach, nie było już dla niego szans, miał przeżuty. Pogrzeb nie był dla nikogo łatwy szczególnie dla matki, jednak miałem nadzieje, że w końcu wrócę do domu, a oni również zadbają o resztę własnych dzieci. Nic bardziej mylnego. Po paru dniach praktycznie odeszli bez słowa, zostawiając jedynie głupi list, że muszą pilnie wyjechać. Nie powiedzieli dokąd po ile. Po prostu zniknęli z mojego życia i tak zostałem z ciocią, która praktycznie mnie przygarnęła. Te ostatnie dwa lata spędziłem z nią, potem gdy miałem osiemnaście lat, wykryto u niej chorobę, tak jak ci wspomniałem kiedyś zmarła. Nie będę ukrywać, ogromnie to przeżyłem, bo praktycznie przez sześć lat zastępowała mi rodziców. Wkrótce po przeprowadzce do Los Angeles dostałem telefon od jej prawnika, który prosił, bym przyjechał, bo ciocia została testament. Ciotka nie miała męża ani dzieci, skupiła się jedynie na pisaniu książek i samo rozwoju. Jednak gdy wróciłem do rodzinnego miasta i spotkałem się z mecenasem, miał dla mnie zaskakującą wiadomość byłem tam wyłącznie ja i przekazał mi, że ciotka przepisała na mnie paro milionowy spadek, który zbiła na wydawaniu pozycji literackich oraz właśnie otrzymałem po niej te trzy posiadłości. Byłem młodym milionerem i początkującym muzykiem i tak nie mylisz się byłem już wtedy z Taylor. Długo nie wiedziała o tym, że odziedziczyłem spory majątek. byliśmy stosunkowo młodym małżeństwem, na temat naszego związku wiesz, jak się rozgrywał początkowo, było pięknie i kolorowo potem odkryłem, jak perfidną osobą jest ta kobieta. Jednak chcąc wrócić do rodziny. Moi rodzice nie dawali żadnego znaku życia aż do tego ostatniego spotkania. Wtedy zobaczyłem ich po raz pierwszy od paru lat. Wiele razy myślałem, gdzie byli, co u nich zastanawiałem się, dlaczego nas zostawili, a tu nagle pojawiają się po paru latach, tłumacząc się, że przemyśleli wszystko i jak twierdzą, szukają kontaktu, chcą przeprosić za to, jakimi byli gównianymi rodzicami. Przypomnieli sobie o tym dopiero teraz po praktycznie ponad dziesięciu latach w chwili gdy już dawno przestałem być nawianym nastolatkiem, a jestem dorosłym mężczyzną. Przychodzą tutaj od pewnego czasu, prosząc mnie o rozmowę, proszą tylko o to, a ja nie zgadzam się, na to nie chce, z nimi rozmawiać po tym wszystkim.
    Była w totalnym szoku, owszem spodziewała się, że może między nimi być poważny konflikt, ale nie sądziła ze to wszystko ma tak głębokie podłoże. Wydawało się, że należał do rodzin, które mogły wieś zwyczajne normalne życie gdyby nie nowotwór, który zaatakował niewinne dziecko, które nie wygrało walki z tym paskudztwem i zmarło. Okrutne jak takie poważne diagnozy dotykają stosunkowo małe dzieci, które tak jak dorośli nie zawsze wygrywają ten trudny bój. W jednej chwili poczuła przejmujący smutek na myśl, jak mógł wtedy męczyć się jego brat, ale w żaden sposób nie ujmowała problemów jej ukochanego i jego siostry. Zaskoczyło ją zupełnie, że Mike nie tylko przemilczał temat rodziców, ale rodzeństwa jednak teraz gdy wreszcie poznała cały sekret o rodzinie Shinodów z tym, z czym musiał żyć jej ukochany, przez parę lat jak się męczył, zrozumiała jak poważny był to problem i nie ujmowała sobie, ale również zrozumiała, dlaczego tak długo milczał. Ona również zachowałaby się tak na jego miejscu. Został zupełnie jak ona odrzucony przez rodziców, jednak on miał tyle szczęścia, że trafił pod opiekę cioci, nie musiał zajmować miejsca w tym przeklętym bidulu jednak trochę to się też gryzie, bo jego słowa dały jej wyraźnie do zrozumienia, że Diana i Roger nie stracili praw opieki nad nimi i nie wyrzekli się ich, zwyczajnie odeszli bez słowa. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Cała ta opowieść zaczęła się jej układać i to jego wieczne milczenie na temat rodziny i nie wiedziała, jak się zachować i co mówić momentalnie pomyślała o rozmowie z jego matką i nie wiedziała, czy jest to odpowiednia chwila na poruszenie tematu tego niedawnego spotkania:
    — Nie wiem, co zrobić Julio — powiedział po chwili ciszy — Z jednej strony mam do nich ogromny żal, że tak bez słowa mnie zostawili z drugiej… — urwał, jednak ona weszła mu słowo.
    — Pragniesz, dowiedzieć się czemu to zrobili.
    Widziała jak lekko skina głową na znak zrozumienia. Szczerze to nawet ona nie wiedziała, jak zachować się w tej sytuacji. Owszem mógł w dalszym ciągu ich odrzucać i nie zgadzać się na rozmowę, o którą tak zabiegali, z drugiej jednak strony paliła się w nim chęć do poznania motywów ich działania i zrozumienia, dlaczego go zostawili bez słowa. Starała się nawet, postawić w jego sytuacji jednak było to naprawdę trudne, by zrozumieć, co może czuć i jak najlepiej mu doradzić. Rozmowa praktycznie nic nie kosztuje z wyjątkiem emocji czy uczuć, które wtedy towarzyszą, z drugiej strony jednak nadal żyliby w dość niezbyt dobrych stosunkach i jak by się to potem rozwinęło.
    — Nawet nie wiem, czy jestem gotów poznać prawdę — przyznał ze szczerością — Potrafiłbym wybaczyć im fakt, że pragnęli ratować mojego brata i szukali sposoby, by mu pomóc, ale… czuje niesmak po tym jak opuścili mnie i Carmen po jego pogrzebie. Zamiast się nami zająć i przynajmniej pomóc to oni zbagatelizowali to, że mają jeszcze dwoje dzieci, jakbyśmy w ogóle dla nich nie istnieli to… to boli.
    Widziała jak wiele trudu, wewnętrznego bólu sprawia mu rozmawianie o swojej przeszłości. Oboje co ich łączyło, oboje mieli za sobą nie tylko nie udane związki, ale również kłopotliwą sytuację rodziną. Praktycznie tak jak ona został porzucony, w jego przypadku rodzice odeszli gdy jak wspominał, był nastolatkiem, jednak to i tak stawia ich w bardzo niekorzystnym położeniu, gdyż zamiast pozostać i skupić uwagę na pozostałych dzieciach zwyczajnie zostawili je i naprawdę nie wiedziała co siedziało w ich głowach gdy to robili. Doskonale jednak potrafiła zrozumieć rozterki, z którymi się mierzył, z jednej strony pragnienie poznania prawdy i dowiedzenia się, dlaczego zostało się, odrzuconym sprawia, że chce się tej rozmowy, ona sama by pragnęła pomówić, z Sarą, dlaczego nie zawalczyła o nią, z drugiej strony czuje się złość, frustracje i złość na myśl, że osoby nam bliskie nas zostawiły. Jej samej zapewne byłoby trudno podjąć decyzje, co zrobić w takiej sytuacji więc nie była ani trochę zaskoczona, że jej narzeczonym targały zupełnie takie same emocje i miał wiele skrajnych odczuć co do potencjalnego spotkaniu z rodzicami:
    — Kochanie, trudno mi ci doradzić, bo sama nie wiedziałabym, jak zachować się w takiej sytuacji, ale… — i pomimo że nadal targały nią wątpliwości odnośnie czy wspominać mu o tej rozmowie, postanowiła jednak poruszyć ten temat.
    Widziała, jak Michael spogląda na nią z ciekawością i zaintrygowaniem, a ona westchnęła cicho, zanim powiedziała:
    — Spotkałam twoją matkę…
    — Co!? — spytał oszołomiony, by po chwili wybuchnąć śmiechem.
    Czy ją zaskoczyła ta reakcja? Absolutnie nie! Wręcz się jej spodziewała. Na moment zamilkła, słuchając jego rozbawienia, jednak po chwili odezwała się z powagą:
    — Mike ja nie żartuje — odezwała się ze stanowczością w głosie.
    — Nie… Proszę cię Julio, to nie jest temat do żartów — powiedział dość ostro.
    — A czy ja ci wyglądam na osobę, która by z ciebie kpiła? — spytała z taką powagą, której rzadko u niej widywał — Mike ja mówię całkowicie poważnie! Było to parę dni temu. Pamiętasz dzień gdy poszłam spotkać się z Alex i Emily.
    Patrzyła, jak przytakują głową, po czym kontynuowała:
    — Siedziałam w kawiarni i pisałam, z klientką czekając na dziewczyny, nagle pojawiła się ona. Co mnie zaskoczyło, poprosiła mnie o krótką rozmowę…
    — Co ona od ciebie chciała — niespodziewanie wszedł jej w słowo.
    Czuła jak zaciska swoje dłonie na jej zgrabnej talii, od razu mogła, wyczuć jak ogarnia go złość, jednak ona zwróciła się do niego ze spokojem.
    — Chciała rozmawiać na twój temat kochanie. Sama byłam zaskoczona, skąd mnie może znać. Jednak okazało się, że kojarzy mnie z rozdania Grammy, pokazała mi wycinek, z gazety gdzie ukazało się nasze zdjęcie z czerwonego dywanu. Ona chciała, bym z tobą porozmawiała… — urwała, zastanawiając się, jak dobrze ubrać w słowo, to co chciała mu przekazać — Chciała, bym po części była pośrednikiem między wami. Zanim cokolwiek powiesz, posłuchaj mnie — uspokoiła go gdy wiedziała, że ma zamiar jej przerwać — Jej jedynie chodziło, bym przekonała cię do rozmowy z nimi. Nie prosiła o nic, jedynie o spotkanie się z tobą na spokojnym gruncie. Chcą razem z twoim ojcem wyjaśnić ci wszystko i przeprosin. Mike nic jej nie obiecywałam…
    — I bardzo dobrze — usłyszała jego kąśliwą uwagą.
    — Kotku, teraz wiem, że sytuacja między wami nie jest ciekawa i nie chce wpływać na twoją decyzję ani naprowadzać cię na właściwą drogę, jaką pójdziesz czy zdecydujesz się na tę rozmowę, czy też nie, musisz sam podjąć tę decyzję, bo to relacje między tobą a rodzicami i od ciebie wyłącznie zależy czy zdecydujesz się zrobić ten krok, by jak na razie z nimi pomówić. Wiem, że powinnam ci doradzić, jednak najlepszą radę, jaką w tej sytuacji mogę ci dać to, żebyś wybrał zgodnie z głosem własnego sumienia i serca. Nie chce byś mnie w razie czego, winił, że cokolwiek zrobiłeś źle. To twoja decyzja i twoja rodzina jak na razie. Ja mogę cię jedynie wesprzeć w tym, na co się zdecydujesz kochanie — powiedziała ze spokojem.
    Owszem ta sytuacja wydawała się naprawdę trudna i bardzo skomplikowana a najgorsze było to wpływ decyzji innych na daną osobą, owszem była jego narzeczoną, ale jak na razie nie dołączyła do tej rodziny, poza tym nigdy nie wtrącała, by się w sprawy innych, już taka jest, może jakoś pomóc czy doradzić jeśli znajdzie idealną drogą dla innej osoby, ale nie chce, by ta ostateczna decyzja była pokierowana głównie nią, to było naprawdę nierozsądne. Tak jak w przypadku Anthony’ego, który nie miał szczęścia w miłości, bo każdy jego związek rozwalał się po paru dniach czy tygodniach. Nie mógł znaleźć tej jedynej, która przeżyłaby z nim resztę życia. I nie mogła w żaden sposób mu ująć. Natura nie pozbawiła go wyglądu, Tony przyciągał wzrok płci przeciwnej, ogromnym jednak jego walorem czy cechą była jego inteligencja. Był niezwykle bystrym młodym człowiekiem, który miał ogrom pomysłów jak ulepszyć życie jak iść w przyszłość. Tworzył system, który w przyszłości być może posiądą miliony w swoich domach. Starał się rozkręcić biznes, jednak miał ograniczone możliwości rozwoju, pracował na etacie i cały czas zbierał fundusze na rozkręcenie biznesu.
    Nie było łatwo chłopakowi z domu dziecku, jednak co ważne nie brakowało mu ambicji, chęci i motywacji. Nie rezygnował, tylko brnął do przodu pomimo trudności. Zupełnie jak ona. Na początku jej strona ciężko przyszło, z czasem rozkręciła się głównie przez żony znany biznesmenów, głównie przez Emilie Agreste, która zaczęła ją polecać swoim przyjaciółką gdy te zachwycały się rodzinnym obrazem francuskiej rodziny, który osobiście stworzyła. Miała też lżej pod względem, że Mike pomógł jej zorganizować wernisaż, jednak reszta to była jej ciężka praca nikt jej nie pomagał do wszystkiego, doszła sama. Pracowała sumiennie na swój mały sukces, jej się udało i wierzyła, że Anthony’emu również się uda. Oczywiście proponowała mu pożyczkę, jednak honor mu na to nie pozwolił, by przyjąć od przyjaciółki pieniądze i to nie chodziło o to, że jej szybciej udało się osiągnąć mały sukces od niego, ale zwyczajnie pragnął tak jak ona na wszystko pracować sam. Sierociniec był głównej i jest, ale jedno co w przypadku ich dwojga nauczyło ich życie tam by coś osiągnąć, nie można prosić o pomoc wręcz harować za dwóch, by wyjść na prostą. Wierzyła, że Anthony’emu się uda. Tworzył coś innowacyjnego, przepustkę do świata, starał się stworzyć jak najbardziej inteligentny dom, jaki można miała nadzieje, że opatentuje system i potem zacznie go sprzedawać.
    — Nie wiem, co zrobić Julio.
    Głos Michaela ponownie sprowadzić ją na ziemie. Popatrzyła na niego, wpatrywał się mimowolnie przed siebie z bardzo roztargnioną miną. Widziała, jak przeciera twarz dłońmi, a ona usłyszała jego ciche westchnięcie.
    — Mam tyle pytań, a z drugiej strony tak bardzo boję się tego spotkania, a nie chciałbym cię wykorzystywać wtedy.
    — Wolałbyś, być sam z nimi i ja to rozumiem. Kochanie, choćbym chciała, rozwiać twoje wątpliwości nie wiem, co ci mogę doradzić, bo jest to niezwykle trudna sytuacja. Nie usłyszysz ode mnie byś się, z nimi spotkał czy wręcz przeciwnie byś tego nie robił. Ja nie chce się mieszać w ten wasz spór, ja miałam cię przekonać do tej rozmowy, ale nie zrobię tego, bo uważam, że musisz sam tego chcieć a wywieranie na tobie przeze mnie presji, bo twoja matka mnie o to prosiła, nie uważam to za takie rozsądne. Powiem ci tak, przemyśl to, może się prześpij z tym i podejmij jak najbardziej rozsądną decyzję, ale dla siebie i w taki sposób ci pomogę. Zrób, co uważasz za słuszne!
    Popatrzył na swoją ukochaną. Mógł wiele zarzucać jej i również za wiele cenić, ale w tym przypadku miała racje. Nie mógł na niej wywierać presji i prosić o radę czy powinien odrzucić propozycje rodziców, czy też nie o to spotkanie. Nie była na jego miejscu i nie wiedziała, co odczuwa, on to wiedział. Jednak od czasu pierwszego spotkania z nimi w jego głowie panowało istne szaleństwo, chaos, nad którym nie umiał zapanować.
    Całe jego dotychczasowe życie było wręcz idealnie poukładane, wspaniała praca, która nie tylko było jego źródłem utrzymania, majątek po cioci zostawił i nie ruszał tych pieniędzy po tych wszystkim, co wydarzyło się w ubiegłych latach jego przyjaciele wciąż przy nim byli, nie zostawili go, pomimo że nie raz doprowadzał do frustracji i wściekłości swoim zachowaniem, po rozstaniu z byłą żoną. Nawet wspomnienia tego nieudanego związku w jakiś sposób potrafił zakopać w głąb swojego umysłu i cieszyć się chwilą. Miał dach nad głową. Czworonożnego przyjaciela, którego przygarnął z ulicy i się nim zajął i co najważniejsze. Cudowną narzeczoną, którą kochał do szaleństwa. Mógł powiedzieć, że jego życie było istną sielanką i zdawało się, że nic nie jest w stanie, zniszczyć tej idealnej harmonii jednak się mylił.
    Wrócili oni!
    Jego rodzice!
    Osoby, które najmniej się spodziewał zobaczyć po latach nieobecności w swoim życiu. Wrócili, lecz zastanawiał się nad jednym pytaniem:
    Po co?
    Czemu zdecydowali się powrócić i zakłócać jego spokojne ułożone życie? Tak wiedział, że chcą tylko pomówić i przeprosić. Jednak po tylu latach nie sądził, że zechcą wracać i by on znowu wracał wspomnieniami do niezbyt ciekawej przeszłości razem z nimi. Po prostu nie mógł, znieś myśli, że zdecydowali się powrócić i zakłócać jego harmonijny spokój.
    Może sugestia Julii wcale nie była tak zła, by zwyczajnie się z tym przespać, bo teraz dosłownie nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. I bardzo zastanawiał się co zrobić.
    — Koteczku, wiem, że wolałbyś posiedzieć, jednak musimy się zbierać na trening albo mogę cię zostawić samego — odezwała się po dość dłużej chwili milczenia Julia.
    Podniósł na nią swoje ciemne spojrzenie i mimowolnie się uśmiechnął. Skradł jej szybkiego całusa, zanim odpowiedział:
    — Idę z tobą nie odpuszczę… to bolało — poskarżył się gdy chwile potem poczuł lekkie uderzenie w tył głowy, tak naprawdę nie odczuwał praktycznie żadnego fizycznego bólu.
    Nie mógł jednak się powstrzymać, uwielbiać, drażnić Julie, a jednocześnie kochał widok jej pośladków w obcisłym stroju na siłownie. Nie raz wręcz z lubieżnością patrzył, jak schyla się po sztangę, z bezczelnością patrzył na zgrabny tyłeczek. Owszem cenił bardziej w niej charakter, jednak nie mógł zaprzeczyć temu, że jego ukochana nie była pociągająca czy brzydka. Pomimo że była naturalna i praktycznie wiecznie widywał ją bez makijażu, bo go nie lubiła robić albo jej się nie chciało i sama stawiała na naturalizm i wydawała się być przeciętną amerykańską studentką to dla niego była najpiękniejszą kobietą na świecie i nie ukrywał tego. Był zakochany w niej niczym gówniarz i nie widział świata poza nią. Julia była również dziewczyną, która wyciągnęła do niego dłoń gdy był wręcz na skraju przepaści. Pomogła mu właściwie swoją obecnością i tym, że często się widywali. Potrzebował towarzystwa takiej dziewczyny, która nieświadomie pomogła mu w powrocie. Ponownie mógł wrócić ten dawny on! I cholernie był jej za to wdzięczny, że już nie żył każdego dnia nieudanym związkiem z Taylor a zaczął się cieszyć małymi rzeczami a sama jej obecność znacznie mu pomogła wrócić na odpowiednie tory, nawet jeśli byli początkowo tylko przyjaciółmi to jednak pomimo że jego przyjaciele starali się, jak mogli wyciągnąć go z dołka psychicznego, to jednak im nie bardzo się udało.
    Zaczął żyć dzięki Julii!
    Początkowo traktował ją jako przyjaciółkę i sądził, że ich relacja pozostanie na tej stopie, jednak coś się zmieniło po tym pocałunku po jego wernisażu prac i coraz bardziej jego serce otwierało się na uczucia, względem osiemnastolatki starał się z tym walczyć, ale nie potrafił to, było od niego silniejsze.
    Pokochał ją!
    Jednak w żaden sposób na nią potem nie naciskał, nadal traktował ją jako przyjaciółkę i tak powiedział jej w końcu co czuje gdy sama miała w życiu bardzo ciężki okres jednak nie nastawiał się na zbyt wiele. Kochał i pomimo że jego uczucia nie zostały odwzajemnione, pozostał przyjacielem, który nie miał wyrzutów do niej, bo tak naprawdę nigdy nawet mu nie dawała wyraźnych znaków, że jest nim zainteresowana, ale ten moment na plaży przed jej odejściem dało mu nadzieje, która potem została zniszczona gdy ich opuściła.
    Jednak najważniejsze było dla niego ze teraz była z nim a za parę lat wezmą ślub.
    Nie wiedział jak bardzo przeliczy się z tym przekonaniem w najbliższym czasie