Saturday, December 19, 2020

II 35 — GORĄCY PIASEK

        — Mike — jęknęła przeciągle.
        Słyszała jego ciche wręcz żałosne westchnięcie gdy ponownie odwrócił się na brzuch, pragnął zażyć nieco więcej kąpieli słonecznej, jednak coś mu w tym przeszkadzało, nie mógł się zrelaksować, a powodem jego dzisiejszych tortur była jego dziewczyna. W ogóle jej dziś nie mógł poznać, gdy tylko przyszli na plaże zadręczać go jakimiś bezsensowymi pytaniami czy komentarzami. Nie zachowywała się jak zazwyczaj i nieco go to doprowadzało do irytacji. Próbował jej pomóc, ale gdy po kolejnej próbie, w której przez przypadek wymsknęło mu się, że zachowuje się jak dziecko, obraziła się na kolejne pół godziny, nawet nie pozwalając się przytulić. Męczyło go, to jednak z honorem to znosił, pomimo że zachodził w głowę, co się z nią dzisiaj stało.
        Zdecydowanie to nie było jego normalna Julia, nie zachowywała się, jak zazwyczaj jego ukochana nawet na zwykły ból głowy się przy nim nie uskarżała, dzisiejszy dzień był koszmarem. Sądził, że widoki, które tak bardzo uwielbiała, pomogą się jej zrelaksować, jednak po dłużej kąpieli w morzu, wróciła do niego wściekła jak osa, mówiąc, że nie wyjdzie już do oceanu i od tego czasu zaczął się jego koszmar. Tyradą, która się nie skończyła.
        — O co chodzi skarbie? — pytał zmęczonym głosem, nawet się do niej nie odwrócił. 
        — Czy ty mnie w ogóle słuchasz, mówię do ciebie od dwudziestu minut i nic — mówiła żałośnie — Jakiego ja sobie chłopaka wybrałam — mamrotała jeszcze bardziej zła.
        Wolno przewrócił się na plecy, by móc na nią zerknąć. Uniósł znad swojej nasady nosowej okulary przeciwsłoneczne i zerknął na siedzącą w cieniu parasola dziewczynę, która niemal sobie palce wykręcała z nerwów, porzucona książka, którą miała zamiar czytać w trakcie opalania leżała niedbale rzucona na jej stworzonej z materiału podobnego do wikliny torbie, okulary czy kapelusz również poszedł w zapomnienie gdy sprała się na wpitym w piasek słupie.
        — Julio doskonale wiem, o czym mówiłaś — westchnął cicho, spoglądając na poruszoną nastolatkę.
        — W takim razie, o czym ci opowiadałam.
        Kącik jego ust uniósł się delikatnie gdy popatrzył na nią i jej lekko skwaszoną minę, zobaczył w niej tę siedemnastolatkę, którą nakłonił do oglądania jednego z lepszych horrorów, jakie znał, zapierała się nogami i rękami, by tylko uniknąć krwawych scen czy brutalnych mordów też robiła tak uroczą miną jak wtedy i w jednej chwili jego złość na nią przeszła. Nie potrafił, wręcz nie umiał się na nią gniewać, ta dziewczyna go zniewalała swoim urokiem.
        — O pierwszym pokazie mody Marinette — odpowiedział krótko.
        Wiedział że jeśli jej nie powie, nad czym tak intensywnie rozprawiała przez ostatnie minuty, może być jeszcze gorsza niż wcześniej, dlatego wolał być skupiony na jej opowieści niż otrzymywać od niej kolejną reprymendę tego dnia. Wciąż się zastanawiał jak poprawić je humor, nie pragnął, by przez większość popołudnia chodziła skwaszona i podenerwowana, lecz nie mogło nic wpaść do głowy. Był zrezygnowany tak jak ona zirytowana otaczającym ją światem. 
        — Masz szczęście — furknęła, lecz słyszał, jak jej głos łagodnieje — Inaczej zwątpiłabym w nasz związek — dodała z przekąsem.
        — Piękna nigdy w to nie wątp — odezwał się.
        Uniósł się nieznacznie na łokciach, popatrzył na nią przez chwile, lecz po chwili znowu się odwrócił, chcąc jeszcze bardziej się poobalać. Niestety nie mógł przewidzieć, że siedzący nieopodal nastolatkowie zapragnął posłuchać głośnej muzyki, która rozbrzmiewała niemal po całym wybrzeżu.
        — Ja tego nie wytrzymam! — krzyknęła nagle młoda Bennington, ponosząc się z ciepłej tkaniny.
        W ostatniej chwili ponownie się przekręcić, by, spojrzeć jak pragnie odejść od niego z zamiarem uiszczenia halsującej młodzieży. Pochwycił ją stanowczym ruchem za nadgarstek, pomagając ku sobie, słyszał jej ciche przekleństwo gdy upadły przy nim, a z oczu niemal ciskały błyskawicy, była niezbyt zachwycona jego zachowaniem, jednak po chwili pochylił się nad nią i z namiętnością zakosztował słodyczy jej malinowych ust, nie umknęło jego uwadze, że warknęła wściekle, jednak w pełni oddała się temu zmysłowemu pocałunki. Czuł jak, jej zgrabne palce przebiegają w szaleńczym tempie po jego karku, by po chwili z pewną dozą zachłanności spleść swoje palce, pragnąć, mieć go jeszcze bliżej siebie przyciągnęła do siebie. Przymknęła owładnięta rozkoszą swoje błękitne oczy jedyne czego pragnąć to zapamiętać ponownie tę chwilę intymności. 
        Napięcie, które ogarnęło jej ciałem w jednej chwili, jakby zniknęło, odfrunęło z powiewem wiatru. Wszystko straciło sens gdy poczuła na ustach ten charakterystyczny posmak mięty oraz zapach delikatnych męskich perfum, które niemal uderzyły jej nozdrza. Czy była teraz egoistką, uważając, że jedyne tego potrzebowała do pełni szczęścia, owszem może i okazywali sobie czułości jednak woleli to ograniczyć w miejscu publicznym a ją powoli coś chciało zniszczyć gdy popatrzyła na swojego ukochanego, który bezczelnie leżał przy niej, nawet się nie zainteresował nią? Nie była dziewczyną, którą chciała się czegoś domagać, nawet o tym nie myślała, owszem mogła go po prostu poprosić, by ją przytulił, jednak chciała go nieco podrażnić i chyba jej się udało. Zwycięski uśmiech pojawił się na jej wargach gdy poczuła, jak muzyk odsuwa się od niej.
        Popatrzył na nią lekko zdziwiony gdy zobaczył, trymuj w jej oczach i ten cwany uśmieszek, który błąkał się po jej malinowych ust. Warknął wściekle, przewracając się na plecy, kryjąc twarz w dłoniach. Obiecywał sobie nie raz, że nie da się na to nabrać, a teraz ponownie wkopał sobie samobója, co doprowadziło jego ukochaną niemal do płaczu. 
        Siedziała przy nim, niemal roześmiana a wszelkie oznaki jej wcześniejszego niezbyt dobrego nastroju zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jednak nie potrafił się, na nią zezłości, za bardzo ją kochał, by z takiego głupiego dowcipu robić jej wyrzuty, raczej ich unikał. Od pierwszych dni swojego związku zdawali się naprawdę ułożoną parą nawet podczas konfliktów mało na siebie krzyczeli tylko dwukrotnie doprowadzili do awanturę. 
        — Wyzyskiwaczka — mruknął cicho — Mogłam mi zwyczajnie powiedzieć, że mnie chcesz, a nie stroić sobie żarty — opuścił dłonie, kątem oka patrząc na jej rozweseloną twarz.
        — Rezygnując tym samym z twoich zabawnych reakcji kiciu, chyba sobie kipisz. Nie zamierzam! — rzuciła pewnie z diabelskim ognikiem w oczach.
        — Wydaje mi się, że wczoraj mina ci nieco zrzedła co skarbie — rzucił od niechcenia.
        Z satysfakcją widział na jej lekko obalonych policzkach pojawia się delikatna czerwień, z którą próbowała walczyć, jej nagła radość zniknęła na prędze gdy przypomniała sobie sytuacje ze wczorajszego poranka gdy spokojnie brała prysznic, a jej wspaniały chłopak uznał, że będzie zabawnie jej podokuczać.
        — Skończony idiota — warknęła wściekle — Czemu ja się na to zgodziłam, a no tak prawie bym zapomniała, bo mojemu kochanemu chłopakowi zachciało się kochać — żachnęła się.
        — Jakoś sama byłaś chętna…
        Nie pozwoliła mu dokończyć, gdy dostrzegła jedną z dziewcząt, która leżała nieopodal, która spojrzała na nich znad swoich okularów. Lekko spanikowana, poderwała się nieznacznie z ziemi, wślizgując się na jego kolana. Przyłożyła mu dłoń do lekko rozchylonych ust, wpatrując się w niego gniewnie.
        — Masz szlaban do odwołania na wspólne kąpiele ze mną, spanie w jednym łóżku a tym bardziej seks, czy wyraziłam się jasno? — popatrzyła na niego spod lekko przymrużonych powiek.
        Chciała już z niego zejść, jednak przypominała sobie o jeszcze jednej rzeczy.
        — Śpisz dzisiaj na podłodze, won mi ty parszywy leniwy kocurze ode mnie — mówiła gniewnie. 
        Zanim dała mu czas na reakcje, wymknęła się z jego objęć, z zadowalaniem ułożyła się na wygodnym piasku w cieniu baldachimu, na dowód swoich wcześniejszych słów, odnalazła w głębi swojej torebki białe kapeli. Chwyciła je między palce, podciągając do siebie, udawała, że nie słyszy jego skarg gdy wytknęła sobie małe głośniki do uszu, odblokowując ekran. Nawet nie musiała się trudzić z odnalezieniem aplikacji muzycznej, którą miała na wyświetlaczu, włączyła jednym dotykiem wcześniej słuchaną piosenek wsłuchując się w ostre gitarowe solówki gitarzysty Metalicii. 
        Pochwyciła leżący nieopodal tom, w którym się wcześniej zaczytywała, chciała go nieco ukarać może i grała, teraz nie uczciwie jednak kto powiedział, że zawsze musi być dla niego miła. Dobrze wiedziała, że ostatnie słowa podziałały na niego jak czerwona płachta w rękach toreadora na byka. Dobrze wiedziała, jak bardzo uwielbia te ich upojne chwile sam na sam, kochał ją nie tylko jako dziewczynę, która skradła jego serce, ale czerpał cholerną przyjemność z tego, jaką jest wspaniałą kochankom. Skryła jeszcze bardziej za trzymaną w swoich dłoniach książkach, by nie pokazać swoich głębokich odznak zażenowania, które spowijały jej twarz, próbując skupić się na czytanym przez siebie tekście, jednak miała wrażenie, że literki uciekają jej spod oczu, nie chcąc ułożyć się w żadną właściwie słowo. 
        Zanim jednak mogła o czymkolwiek pomyśleć a tym bardziej zrobić, patrzyła, jak sprzed jej oczu znika lektura, którą usiłowała zgłębić. Miała już się oburzyć jednak słuchawki wypadły z jej uszu gdy ktoś siła zmusił ją by się położyła na jasnym kocu, a ona mogła tylko wiedzieć, jak muzyk pochyla się nad nią, a jego oczy nieco się zwęziły, jednak utracił swojego blasku, który tak kochała. 
        — Nie próbuj się przymilać, by mnie udobruchać, bo wywalę cię na balkon w środku nocy — groziła.
        — Kto powiedział, że chciałem cię udobruchać, ja chciałem tylko całusa — uśmiechnął się do niej flirciarko.
        Zmrużyła jedną brew, patrząc na niego kątem oka, była przeświadczona w przekonaniu, że chęci tylko do tej namiętnej pieszczoty niosą za sobą pewne plany, by ułagodziła mu karę, zbyt dobrze go poznała, by naprać się na jego sztuczki. Grał pokornego i przymilnego tylko po to, by osiągnąć swój cel, a gdy mu się nie udawało, wyciągał broń ostateczną, którą w tym przypadku był pozbawiony. Aż uśmiechnęła się z satysfakcją gdy zdała sobie sprawę w jak batowej sytuacji go zostawiła.
        — Czemu mam dziwne wrażenie, że za tym kryje się przekupstwo mnie.
        — Księżniczko — prosił.
       — Skoro się tak bardzo tego domagasz — patrzyła, jak jego usta wykrzywiają się w radosnym zachwycie — Szlaban na rok! 
        Siłą musiała się powstrzymywać by nie wybuchnął radosnym śmiechem gdy wiedziała jak jego mina nagle zrzedła, a jego ciemne oczy jeszcze bardziej nabrały na intensywności, ale nawet ją to nie ruszyło. Z małymi trudnościami wydostała się spod niego, chciała mu uciec, jednak ten złapał ją w ostatniej chwili i niemal siłą posadził ja sobie na udach. Starała się mu wyrwać, jednak on chwycił ją jeszcze bardziej za biodra, a ona z jękiem przyjęła, że nie mogła się wydostać.
        — Skoro chcesz się tak bawić piękna, to tym razem ja rozdaje karty przetargowe — odezwał się z pewną nutką zadziorności w głosie — Jeśli mnie nie chcesz.
        — Pójdziesz do innej. Kotku naprawdę sądzisz ze ci uwierzę — powiedziała pobłażliwie — Zdrada nie jest w twoim stylu Mike, jesteś na tym punkcie zbyt wyczulony.
        Jęknął żałośnie gdy zdał sobie sprawę, że Julia ma racje, nawet takie małe przekupstwo mu nie pomogło. Od jego nieudanego małżeństwa ostatnią rzeczą, jaką by chciał zrobić swojej ukochanej do znaleźć szczęście u innej tylko na kilka chwil, nie był taką osobą i nawet gdyby próbował się do tego przekonywać, nie byłby w stanie ją zdradzić. Nie umiałby, jej oszukiwać, brzydziła go sama myśl, że mógł ją stracić dla tak trywialnej rzeczy jak kochanka. Mógł śmiało powiedzieć, że takiej dziewczyny od dawna szukał, choć przekonywał się i tkwił w ołudzie złudnej miłości Taylor teraz naprawdę był cholernym szczęściarzem, że spotkał w życiu tak wyjątkową osobę jak Julia.
        Przylgnął do niej gdy ta wciąż zadowolona siedziała na jego kolanach, nawet nie chciał jej wpuszczać ze swoich objęć. Skrył dłonie pod niemal przezroczystą halką, którą na sobie miała, tuląc ją jeszcze bliżej siebie, mogła jedynie czuć jego oddech na swoim obojczyku gdy przyłożył swój chłodny policzek do jej mostka.
        — Wygrałam przystojniaku — słyszał jej niemal niesłyszalny szept.
        Nie podniósł się jednak by na nią zerknąć, było mu zbyt dobrze w jej objęciach. Był cholernie zadowolony, że zdołał ją wyciągnąć na te wakacje z dale od miejskiego zgiełku a tym bardziej panującym w studiu stresie, pomimo że zawsze procowali swobodnie w ostatnich dniach atmosfera, robiła się coraz gęstsza, prawie nie do wytrzymania wszystkim udzielał się nastrój, zbliżającej się wielkimi krokami premiery płyty, a oni wciąż byli w czarnym lesie z produkcją, no może nie do końca tak było, bo mieli wiele piosenek przygotowanych jednak z jakiś dziwnych okoliczności, wszyscy muzycy chodzili nieco poddenerwowani, nie znał powód ich zachowania, próbował się dowiedzieć, w czym tkwi szkopuł ich problemów, jednak byli zbyt pochłonięci tworzeniem kolejnych klipów oraz ostatnią pracą nad nagranym w styczniu teledyskiem, który nieco opóźnił się z publikacją przez jakieś wady techniczne i dopiero za tydzień mogą go udostępnić światu. Potrzebował tej chwili relaksu i jego koledzy o tym doskonale wiedzieli. Siedział niemal cały czas nad krążkiem, bez jakieś dłuższej przerwy dlatego sami zaproponowali mu, by zabrał Julie i wyjechali gdzieś na kilka długich dni. Szybko pochwycił ich propozycje i już tego samego dnia zakupił bilety na tę malowniczą wyspę, na której teraz spędzali czas
        Przyjął niemal z jękiem rozpaczy odsuwającą się od niego dziewczynę, miał już ją zatrzymać, jednak ona miała inne plany wobec niego. Uchwyciła między dłonie jego twarz, składając na jego wargach delikatny pocałunek, bez trudów wydostała się z jego objęć, unosząc się na równe nogi. Patrzył, jak wyciąga ku niemu ręce, nawet nie musiał pytać, co zamierzała zrobić. Ujął jej dłonie, pozwalając się podnieść, nawet nie zwrócił uwagi jak z jej ramion, zniknęła narzutka, którą, na sobie miała i pognała w stronę ciepłego morza, ciągnąć go za sobą.
        Wbiegła w bezkres błękitnego morza, nie zwracając uwagi na bawiące się nieopodal nastolatków czy nawet dorosłych to się w tej chwili nie liczyło. Odwróciła się przez ramię, spoglądając z pewnym tajemniczym uśmiechem na Michaela, który stał tuż za nią, a w jej głowie zrodził się pewien plan, musiała go nieco rozruszać, bo za bardzo go zestresowała od samego rana. Na samą myśl chciała wybuchnąć radosnym śmiechem, jednak siłą woli się powstrzymała. 
        Stanęła nieopodal niego na pozór spokojna, lecz kącik jej ust nieznacznie się uniósł, starała się skryć swoje zadowolenie, jednak nie umiała, jednak na jej szczęście Mike nawet nie zauważył jej nagłe zadowolenia, by pytać, z czego się raduje. Oparła dłonie na jego klacie, z cwanym uśmieszkiem popchnęła go, a ona z radością patrzyła, jak wpada pod wzburzoną taflę oceanu, z irytacją wypisaną na twarzy, jednak wiedziała ze to tylko powierzchowna złość i w żadnym wypadku nie jest na nią wściekły. 
        Wynurzył się, niemal po minucie z odmętów ciepłej wody otrzepując wodę z twarzy. Nie zdążyła nawet zareagować na swoje wcześniejsze przestogi gdy rozsądek rozkazał jej jak najdalej uciekać, zbagatelizowała to, a teraz ostrożnie zaczęła się wycofywać w dal, by uniknąć swojej kary nadaną przez jej chłopaka.
        Pomknęła w dal z krzykiem, uciekając od muzyka, nie zwracała nawet uwagi czy ludzie się na nią patrzą, czy nie, mało ją to interesowała gdy gnała ile sił w nogach i o ile pozwalały fale, by uciec jak najdalej lekko podminowanego muzyka, który biegł za nią z chęcią wykonania swojej zemsty. Dopadł ją niemal po chwili gdy nagle się zatrzymała. Objął ją w pasie, unosząc w górę, na nic zdawały się jej piski gdy niemal zwisała z jego ramion.
        — Mike puszczaj! — krzyczała wściekła.
        — Jak sobie życzysz księżniczko — odparł nader spokojnie.
        Nie przemyślała wcześniej by potraktować jego słowa, poważnie po chwili leciała w dół, tonąc pod ciepłą wodą, na jej szczęście zdążyła nabrać powietrza do płuc gdy niefortunnie zderzyła się z lustrem oceanu, a ona wpadła w jego głębie. Zdecydowanie to było zagranie poniżej pasa, na szczęście nie byli zbyt głębokiej wodzie, co niezmiernie ją zadowoliło. Owszem uwielbiała pływać i wychodziło jej to dość dobrze, jednak bała się otwartych mórz, bała się, że popłynie w dal i nie odnajdzie drogi do brzegu, dlatego wolała pozostawać tak blisko plaży.
        Wpłynęła z wód Atlantyku, spoglądając z mściwością na roześmianego Mike’a, tak do nie zamierzała grać. Ponownie skryła się pod lustrem morza ku zdumieniu muzyka, który rozejrzał się za nią zdumiony, jednak ona z lekkim uśmiechem o ile pozwalała jej ogarniająca woda uśmiech. Dyskretnie chwyciła go za nogi, pociągnęła nieco w swoją stronę, a ona patrzyła, z zadowolona jak ponownie wpada pod wodę. 
        — To nie było uczciwie — odezwał się gdy stanęła przy nim, patrząc, jak odgarnia nieco przydługie włosy z czoła.
        — Znakomicie się uczucie zapewne przystojniaku nieprawdaż — mruknęła do niego — Teraz wiesz jak się czujesz gdy twoje gry wstępne doprowadzają mnie do szału zwłaszcza gdy lubisz się ze mną drażnić — powiedziała zadowolona z siebie — A teraz jeśli nasze rachunki są wyrównane, ja idę się opalać, nie chce wrócić do Los Angeles blada jak ściana — skomentowała, spoglądając na swoją niemal bladą cerę.
        Odprowadził ją śmiechem, uwielbiał to jak czasami komentowała swój własny wygląd, poczucie humoru zdecydowanie nabrała przy swoim bracie, który wręcz słynną z takich głupich uwag lub prześmiewczych komentarzy to w nich lubił, pomimo że ich życie nie było wcale kolorowe ani Chestera a tym bardziej Julii nie chodzili wiecznie przytłoczeni swoimi problemami, wielu przypadkach stroili sobie żarty z siebie, jednak podejrzewał, że była to pewna forma uwolnienia się od tego co ich dręczyło. Woleli pokazać światu, że wolą czerpać z niego przyjemność niż wiecznie chodzić niezadowoleni. Śmiech podobno był najlepszą terapią i w ich przypadku to się sprawdzało. 
        Odnalazł ją niemal po chwili. Siedziała na miękkim kocu w obecności jakiegoś napakowanego mięczaka, co najbardziej wprawiło go w irytacje tego jego dłoń, która wędrowała po jej nagim udzie, nie musiał nawet patrzeć na nią, by wiedzieć, że nie jest zachwycona tym towarzystwem. Julia nie znosiła typów facetów, którzy otwarcie się jej narzucali, czy był w tej chwili zazdrosny, raczej nie odczuwał tego, ufali sobie bezgranicznie i chyba żadne z nich nie posunęło, by się do flirtowania z innym na oczach partnera.
        — Ty naprawdę chcesz dostać po twarzy — warknęła dziewczyna — Mówiłam, żebyś się frajerze ode mnie odczepił — widział, jak zdejmuje jego rękę ze swojego kolana.
        Była zirytowana do granic możliwości, nie wiedziała co ten facet sobie myśli, owszem zostawiła swojego ukochanego za sobą, jednak wiedziała, że szybko do niej dołączy, gdy tylko zdołała usiąść, przysiadł się do niej ten facet, bezczelnie ja podrywając, z czego nie była ani trochę zadowolona. Nigdy nie spotkała tak nachalnego chłopaka w stosunku do niej, a widziała się już z nie jednym, to był już szczyt absurdu by ktoś się do niej zalecał gdy spędzała miłe chwile z ukochanym. Odwróciła się w momencie gdy Mike stanął przed nimi, krzyżując dłonie na piersi, była wręcz przekonana, że jego złość nie jest skierowana na nią, lecz na tego dupka, który pomimo obecności muzyka ponownie zaczął się do niej dobierać i szeptać nieco bardziej zbereźne słowa.
        — Kocie pomóż — powiedziała niemal z jękiem. 
        Jej słowa zdawały się nie ostudzić zapału młodego chłopaka, który pozostał bierny na jej ostatnie protesty, jakby to go kompletnie nie obchodziło, zacisnął jeszcze mocniej swoje obleśne palce na jej udzie, przysuwając ją jeszcze bliżej siebie. Niemal czuła jego oddech na swojej szyi, na sam zapach aż się wzdrygnęła z obrzydzenia.
        — Olej go — słyszała pełen udawanego zauroczenia głos jej amanta.
        Jednak zanim mogła coś zrobić lub usłyszeć jego kolejne dość irytujące komplementy, przyjęła z zadowoleniem, jak odsunął się od niej, a ona lekko spanikowana odsunęła się na kilka kroków, dopiero teraz dostrzegła, co się dzieje. Mike stał nieopodal, trzymając tego frajera za barki, mogła jedynie patrzeć, jak zdzielił go po twarzy, a jej uwadze nie umknęła krew, która spływała z rozciętej wargi tego skurwiela.
        — Żebym cię tu więcej nie widział — zagrzmiał Shinoda.
        Odrzucił od siebie chłopaka, który w jednej chwili stracił całą swoją pewność siebie, niemal z podkulonym ogonem odszedł od nich, jak się okazało, stanął przy grupce młodzieży, którzy doprowadzali ją do furii, puszczając głośno muzykę. Jej uwadze nie umknęły wyraźne śmiechy jego znajomych gdy przytrzymywał wciąż krwawiący nos.
        — Zmieniam się w Grincza, skarbie będziesz mnie kochał nawet wtedy — zapytała z nadzieją w głosie.
        Spojrzała, jak opada tuż obok niej, nie musiała długo czekać, by znaleźć się w jego objęciach. Nie zamierzali psuć sobie zabawy, tylko przez jednego frajera nawet nie myśleli wychodzić. Patrzyła z lekkim uśmiechem jak Mike niemal podchodzi do niej na czworakach ze niemal jak skruszony piesek, ułożył się na jej kolanach, obejmując czule w pasie. 
        — Oczywiście skarbie w każdej chwili — odpowiedział nieco sennie — Cholera zdecydowanie muszę ci ochroniarza załatwić — usłyszała nagle jego cichy szept.
        — Czyżby mój kotek był zazdrosny — zaśmiała się cicho.
        — Piękna nie obrażaj mnie! — starał się być poważny, jednak z jego prób gróźb nie pozostało nic — Ufam ci nie jakimś frajerom, którzy się do ciebie przystawiają, jesteś moja i musisz o tym zapamiętać!
            — Doskonale o tym wiem zazdrośniku — powiedział uszczypliwie.
        Zanim zdążyli się w dać w kolejną swoją pogawędkę, usłyszeli nagły krzyk nieopodal, zaskoczeni spojrzeli w tamtym kierunku i dostrzegli grupkę licealistów. Patrzyli w zdumieniu, jak wymieniają jeden z chłopaków, wyjmuje banknot i wręcza ponętnej blondynce, która ze zwycięskim uśmiechem, wsunęła sobie pieniądze od biustonosza, a gdy dostrzegła jej spojrzenie, uniosła dwa kciuki w górę, doprowadzając ją do jeszcze większego obłędu. 
        Co tu się właśnie stało?
        — Widziałeś to? — spytała ukochanego, który leżał na jej kolanach.
        Nie usłyszała odpowiedzi, jednak dobiegł do jej uszu, jego równy oddech co świadczyło, że zasnął. Spojrzała na niego i nie myliła się. Śnił spokojnie, nawet nie zwracając uwagi na panujący wokół niego hałas. Uśmiechnęła się czule na ten widok. Wolno zdjęła z jego oczu okulary przeciwsłoneczne, które miał na sobie i wsunęła do omentów swojej torebki, jednak szybko jej nie porzuciła, wyjmując ze środka jasną chustkę, którą wzięła ze sobą. Zawsze miała coś ze sobą, by mogla podczas opalania położyć sobie na głowie o wiele lepsza opcja była nasączenie jej w wodzie jednak teraz pozostało jej tylko okryć go normalną tkaniną, wolała, by nie dostał udaru, bo to była ostatnia rzecz, jaką by sobie życzyli, pomimo że parasol ich chronił przed nadmiernym słońcem, powoli się wdzierał, przenosząc cień na ich stopy. 
        Okryła mu delikatnie głowę, cienkim materiałem upewniając się, że może swobodnie oddychać przez sen. Sama sięgnęła po książkę, którą zamierzała dokończyć, jednak ponownie jej przerwano, tym razem widziała, jak podchodzi do niej brunetkę, która przykucnęła obok niej z wyraźną skruchą w oczach.
        — Wybacz za mojego brata to skończony kretyn. Podrywa wszelkie dziewczyny, które spotka i byłaś jego kolejną ofiarą. Próbowałam go zatrzymać, ale wszyło, jak wyszło. — westchnęła cicho — Przepraszam za tego idiotę.
        — To nie ty powinnaś się wstydzić tylko on, bezmózg cholerny. Nie lubię takiego traktowania niezależnie od sytuacji, to, że twój brat do dureń nie oznacza, że masz świecić za niego oczami — upomniała nastolatkę — Sam powinien odpowiadać za swoje czynny.
        — Wiem, ale on jest pozbawiony jakikolwiek oznak inteligencji — mówiła spokojnie — Dobrze nie będę już przeszkadzać. Do zobaczenia.
        Patrzyła, jak odchodzi od niej, machając. Westchnęła cicho, sięgając po wcześnie porzucony telefon oraz słuchawki i ponownie zagłębiła się w świat muzycznego rocka. Chwyciła książkę, otwierając na odpowiedniej stronie, skupiając spojrzenie podnośnie na zapisanym przez autora tekście ciekawa dalszych perypetii książkowych bohaterów, nawet nie zdawała sobie sprawy z upływającego czasu wokół nich zbyt pochłonięta opowieścią fantasy, w które ostatnio się zaczytywała, a na warsztat ponownie wzięła przygody o nastoletnim czarodzieju. Ponownie pragnął zgłębić tajemnice Hogwartu.

 ✰✰✰

Nowe terminy publikacji Books of History — Tom 2: Taken:

        Rozdział 36 — 24 grudnia 2020, godzina 12:00
        Rozdział 37 — 25 grudnia 2020, godzina 14:00
        Rozdział 38 — 26 grudnia 2020, godzina 14:00
        Rozdział 39 — 27 grudnia 2020, godzina 14:00

        Godzina w dzień Wigilii jest tak wczesna z racji na przygotowania do kolacji wigilijnej i nie chciałabym byście zajmowali sobie czasu wtedy Julką, tylko skupili się na spędzenie czasu z rodziną nawet wtedy od was nie będę wymagać byście przeczytali a któryś z wolniejszych dni. 
       Bądźcie spokojni to, że Julka nie dała popalić temu frajerowi było zabiegiem specjalnym, by Mike nieco zareagował i się wykazał. Ona by dała temu frajerowi popalić, ale tym razem pozwoliłam by Mike stanął w jej obronie. 
        Życzenia świąteczne ode mnie otrzymacie w Wigilie.
        Mam nadzieje że się podobało, widzimy się w Wigilie!

Wednesday, December 9, 2020

II 34 — AKCEPTACYJNY STRACH

        — Wystarczyło, bym nie była obecna przez parę dni — mruczała rozgniewana lekko ponosząc ramię gdy czuła jak z jej ramienia powoli zsuwa się jej torba sportowa, popatrzyła na swoje lustrzane odbicie, by dojrzeć własne odbicie obładowane wieloma paczkami oraz toną listów, które zebrały się w jej skrzynce pocztowej — Nie mogli znaleźć innej pory na przysłanie tej przeklętej korespondencji — marudziła — Musieli zrobić to akurat podczas mojej nieobecności. 
        Przykucnęła w chwili gdy wyczulała jak jedna, z paczek wysuwa się z jej ramion, a ona z trudem zdołała ją złapać. Poradziła ją ilość poczty, którą znalazła w skrzynce a tym bardziej gdy zdołała odebrać wszystkie zaadresowane dla niej paczki oraz przesyłki, których spodziewała się, że zostaną dostarczona parę dni po jej nieobecności w mieście. W przeciągu ostatnich tygodni jej wyjazdy oraz podróże poza granice hrabstwa były niezwykle intensywne, zwłaszcza gdy jej harmonogram zawodów czy wyścigów pękał w szwach. Ostatnimi dniami wracała do miasta tylko po to, by zabrać parę czystych rzeczy i ruszyć w dalszą drogę. Jak zdołała podzielić tymczasową pracę z serią zawodów, w których brała udział, wciąż nie pojmowała, jak zdołał, to wszystko poukładać. Jednak najbardziej na tych zdarzeniach cierpiało jej życie prywatne, a zwłaszcza uczuciowe. Odkąd przebywała w wiecznej podróży, nie widywała się praktycznie w ogóle z Michael’m. Ostatnim razem widziała go dłużej niż kilka minut ponad dwa tygodnie temu, nie zamierzała ukrywać, że cholernie go jej brakowało, jednak nie umiała zrezygnować ze swojego zamiłowania do szybkiej jazdy. Motocykle dawały jej swobodę, czuła posmak upragnionej wolności. Nic nie zdołało ją ograniczać, czuła jedynie słodycz unoszącej się nad nią adrenaliny ekscytacji gdy wsiadała na swoje ukochane kawasaki, by dążyć do upragnionego celu, nieważne było dla niej wtedy nic prócz motocykla, pustej drogi i dźwięku mruczenia silnika, mogła wtedy powiedzieć, że niczego więcej nie pragnęła, bo motor pozwalał poczuć się jej wolnym, nie musiała myśleć o zmartwieniach, strapieniach czy kłopotach, z którymi musiała się mierzyć, na drodze to się nie liczyło, zwłaszcza gdy nakładała na siebie skórę Fire, dziewczyny, która nie musiała się martwić każdego dnia o swoje własne życie, to ona była zupełnie wyswobodzona, była tą wilczycą, która stała się z chwilą gdy zdołała osiągnąć swoje własne zwycięstwo na torze, pokazując, że nic nie może jej zatrzymać gdy pragnęła zdobyć upragnioną nagrodę za swoją ciężką pracę. 
        Nie potrafiła nie czuć ekscytacji gdy patrzyła na siebie odzianą w czerń skóry, którą tak kochała zakładać gdy zasiadała na motocykl. Uśmiechnęła się dyskretnie pod nosem, ujrzawszy oczami wyobraźni twarz swojego ukochanego. Doskonale znała jego słabość, do jej skórzanych stroi, wielokrotnie jej powtarzał, że mógłby każdego dnia podziwiać ją w takim wydaniu i zupełnie ją to nie dziwiło. Mimo że nie uważała siebie za najpiękniejszą kobietę świata, obcisłe spodnie, czarne połyskujące rękawy pozwalały jej poczuć, się niezwykle piękną skórą pozwalała dokopać się jej do dziewczyny, która sama mogła przyznać przed sobą, że pomimo swojej przeciętnej urody czuła się naprawdę wspaniale. Skłamałaby gdyby powiedziała, że nie podobają się momenty gdy mogła zobaczyć piekielne pożądanie w oczach swojego partnera, by wręcz nie minęła minuta, poczuła jego dotyk jego dłoni, czy słodycz jego cholernie pożądliwych ust. 
        Drgnęła lekko wystraszona gdy usłyszała nad sobą ten przeklęty dźwięk stającej na ostatnim pietrze windy, by po paru sekundach dostrzegła otwierające się przed nią metalowe drzwi. Opuściła windę, idąc pewnym krokiem przed siebie, a stukot jej kozaków odbijał się echem po pogrążonym w ciszy korytarzu, wsunęła między usta jedną, z trzymanych przez siebie kopert sięgając do pobocznej kieszonki torby, z małą trudnością wyczuła chłód obręczy, pociągnęła za nią, by wyjąć pęk kluczy do mieszkania. Podrzuciła lekko ramię do góry gdy ponownie wyczuła, jak ramiączko osuwa się z jej barku. 
        Od kluczyła drzwi, by pociągnąć je ku sobie otwierające je. Weszła do środka, od razu pozbywając się ze swojego ramienia przeklętej małej walizki podróżnej, pozbywając się małego ciężaru, przyjemna cisza sprawiła, że poczuła upragniony spokój po kilku dniach w ciągłej podróży, tym razem jednak nie usłyszała wesołego szczekania Junki czy głośnego miauczenia Waltera. Tym razem nie powitało ją grono stęsknionych zwierzaków. Była świadoma, że w ostatnim czasie nieco ich zaniedbała jednak nie pozwoliła sobie, by nie na czas jej nieobecności pozostały samotnie porzucone w jej mieszkaniu, nie mogła, znieś myśli, że całymi dniami będą siedzieć samotnie w zamknięciu a Junka zostanie wyprowadzona tylko dwukrotnie jeśli kogoś poprosi by zajrzał do tych futrzastych czworonogów, dlatego podczas swojego pierwszego wyjazdu trzy tygodnie temu zawiozła je do Chestera, który zgodził się nimi zająć, półki nie skończy się jej ostatni wyjazd, nie mogła poprosić o opiekę nad zwierzakami Michaela, on sam nie był obecny w mieście, musiała wyjechać do Nowego Jorku miał tam kilka spotkań, w których musiał wziąć udział, sam poprosił o podobną przysługę kumpla by mógł przygarnąć Jay na parę dni do siebie. Niezwykle radował ją fakt, że wraz z ekipą zdołali się uporać z napiętym terminarzem wyścigów i mogli wreszcie odetchnąć i nabrać sił po kilkutygodniowej podróży po kraju. 
        Zeszła ostrożnie po schodach, by przejść kilka kroków, tylko po to, by stanąć przed kanapą, na którą porzuciła kilka kopert oraz odłożyła ostrożnie kilka paczek, jak zdołała zauważyć jedna, z nich była tą, którą oczekiwała. Opadła na kanapę, nawet nie mając ochoty iść się przebrać w coś wygodniejszego, mimo wszystko skóra też pozwalała jej czuć się komfortowo zwłaszcza gdy dobrała odpowiedni komplet spodni czy rękawów. Popatrzyła z cichym westchnieniem na stosik przysłanej poczty, sięgnęła do pobliskiej komody tylko po to, by odnaleźć w szufladzie nożyk, podkuliła jedną nogę, chwytając jedną z najbardziej wyczekiwanych przez siebie paczek. Przecięła taśmę, by otworzyć szary karton, by ostrożnie wyjąc z niego kolejny pakunek, produkt, który zamówiła, nim wyruszyła na ostatnie zawody, by mogła dziś powrócić. Leżał przed nią nowy tablet, tak poprzedni Ipad nieoczekiwanie padł jej z dnia na dzień, naprawa była dla niej była kompletnie nieopłacalna, dlatego zdecydowała się na zakup nowego, może pomyśleć, że to zbędność, niepotrzebny bajer jednak nie jednokrotnie dla niej był cholernie pomocny gdy pod ręką nie miała nawet laptopa. Wyjmuje ze środka tę zabawkę elektroniczną, by po pozbyć się z niej niepotrzebnych folii. Odłożyła na kanapę włączające się urządzenie, by popatrzeć na stos niepotrzebnej makulatury były to głównie broszurki biur podróży, nie było tam nawet ważnych listów z banku czy rachunków, które zdołała już zapłacić, jednak jedna z kopert wyróżniała się na tle wszystkich kolorowych zadrukowanych papierków. Sięgnęła po nią, by wolno odwróciła ją na drugą stronę, spoglądając z niepewnością na róg papieru. Odczytała adres uczelni, na którą składała podanie, a jej serce zamarło z niepewności. Sięgnęła po porzucony na stoliku nożyk. Przyłożyła ostrze do kartonu, rozcinając go. Odstawiła rękojeść małego scyzoryka na bezpieczną odległość, sięgając do środka. Chwyciła wszystkie spięte dokumenty, wyjmując je z głębi koperty. 
        Chwyciła samotnie leżący list, śledząc z uwagą treść wiadomości dziekanatu uczelni: 
        — Po rozpatrzeniu przez rektora naszego uniwersytetu pani poddania złożonego dnia — czytała na głos. 
        Zatrzymała się, próbując znaleźć linijkę, która mówiła wprost, czy się dostała, czy raczej przepuściła swoją szansę na wybrane przez siebie kierunek. Długo zastanawiała się co wybrać, i w jakim kierunku pójść ostatecznie zdecydowała się na jeden ze jedną z lepszych uczelni artystycznych, jakie mogła wybrać, brała wiele czynników pod uwagę, jedną z nich był również lokalizacje. Ponownie przejrzała broszurkę uczelni, o której rozmyślała pod koniec liceum, gdy mogła ujrzeć pieczątkę, z tego uniwersytetu serce jej zamarło, bo ten dokument mógłby być przepustką do jej przyszłości, a jednocześnie zniszczeniem jej marzeń o nauce na uczelni, o której marzyła, odkąd zapragnęła, związać swoją przyszłość z grafiką i rysunkiem pragnęła nie tylko się utrzymywać z malowania obrazów za zamówienie, ale dalej kształcić się w tym kierunku. 
        — Z przyjemnością informujemy panią, że pozytywnie rozpatrzyliśmy pani prośbę i mamy przyjemność powitać panią wśród grona studentów kierunku rysunki i grafiki komputerowej — dokończyła czytanie akapitu, a euforie a w jej krtani sprawiła, że jej głos zachwiał się z radości — Dostałam się! — nie dowierzała, wpatrując się osłupiała w dokument, który miał być jej przepustką do przyszłości — Naprawdę mi się udało! — powiedziała rozradowana. 
            W jednej chwili miała ochotę krzyknąć ze szczęścia, bo jedno z jej niewielu marzeń zaczęło się spełniać i miała na to żywy dowód, trzymając go w zaciśniętej dłoni. Jeśli ktoś by jej powiedział dwa lata temu, że będzie starać się o miejsce na jednym, z lepszych uniwersytetów plastycznych w kraju nie uwierzyła, by mu raczej wprost by go wyśmiała, jednak teraz patrzyła na dokument, który to potwierdzał. Nic w ostatnich miesiącach tak bardzo ją nie cieszyło jak właśnie ten druk, który pokazywał jej, że marzenia, które we wcześniejszych latach uznawała tylko za niepotrzebne twory ludzkiej wyobraźni, mogą rzeczywiście się spełniać pomimo w jakim bałaganie życiowym tkwisz, ona była żywym przykładem, że można dążyć do spełnienia własnych pragnień, nie tkwić wciąż w zawieszeniu nie dławić się smrodem dawnego życia, zrzucić, choć część balastu ze swoich ramion i uwierzyć, że szczęście może spotkać i nas samych. Podążyć za swoimi pragnieniami oraz robić wszystko by dążyć do wyznaczonego sobie celu. Nie mogła pozwolić, przepuść szansy przepustki do swojej przyszłości, raz to uczyniła, wycofała się gdy ogarnął ją lęk wręcz paniczny strach o jutrzejszy dzień, ale teraz wiedziała, że nie pozwoli by niewyjaśnione sprawy oraz wieloletni konflikt sprawiły, że nie zawalczy o własną przyszłość, a teraz mogła do tego brnąć, a kartka w jej dłoni była pierwszym krokiem. 
        Poderwała wzrok znad listownej korespondencji w chwili gdy po całym mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Odrzuciła druk tylko po to, by wyprostować się, a kątem oka rzucił się jej włączony już tablet. Pewnym rokiem ruszyła ku drzwiom, głowiąc się, kto mógłby ją odwiedzić, tak naprawdę nie zdążyła nawet do nikogo napisać, że wróciła, owszem mówiła orientacyjnie ukochanemu kiedy może wrócić, ale sama nie była pewna czy dotrze na czas, by zwyczajnie się nie nastawiał na jej powrót, ale widocznie jej nie posłuchał. Nie obstawiała nawet nikogo, z ekipy widziała się z nimi pół godziny temu, gdzie po krótkiej rozmowie rozjechali się do własnych mieszkań czy domów pragnąc odpocząć po tak intensywnych tygodniach w podróży. 
        Jak mogła w jakikolwiek sposób łudzić się czy sądzić, że chociaż przez moment nie przeszło jej przez myśl, kto mógłby stać za drzwiami jej mieszkania. Nie mogłaby go pomylić z nikim, mimo jej wielokrotnych próśb czy błagań by w żaden sposób się nie nastawał na jej terminowy powrót ujrzała go w chwili gdy uchyliła szczerzej dębowe skrzydło i dojrzała go stojącego po drugiej stronie, uniosła w lekkim zdumieniu spojrzenie swoich bladoniebieskich tęczówek z chwilą gdy dojrzała go okrytego czernią i skórą, taki widok nie był u niego częsty zwłaszcza w ostatnich miesiącach, częściej widywała go w koszulach, rzadkością było u niego ubranie nawet zwyczajnego podkoszulka, widok, który ujrzała przed sobą, nie zamierzała oszukiwać, że dojrzenie go w takim wydaniu niezwykle pieściło jej oko, szczególnie teraz gdy jej serce aż łkało z tęsknoty, jej ciałem wstrząsnęło pragnienie i ogromna tęsknota, pragnęła ponownie zakosztować słodyczy jego ust, których tak brakowało jej przez ostatnie dni, ciepła jego ciała, czy było to dziwne, że przyzwyczaiła się do nocy, w których zasypiała w jego ramionach, czy budziła się kolejnego poranka. Niby to tylko te cholerne dwadzieścia jeden dni, jednak ich serca były stęsknione, za uczuciem, czułością i pragnieniem bliskości. 
        — Nie posłuchałeś mnie — stwierdziła, czując, jak kącik jej ust umyka lekko ku górze, choć tak bardzo starała się być poważną, nie potrafiła być gdy widziała przed sobą mężczyznę, którego jej tak brakowało. 
        — Nie — mruknął, opierając dłoń na krawędzi futryny. 
        — Powiedz czy ty kiedykolwiek zechcesz mnie posłuchać? Prosiłam cię, byś nie przyjeżdżał, bo może mnie nie być, a ty co uczyniłeś? 
        Wolno oparła swoje splątane ramiona na swoich piersiach, spoglądając na niego, delikatnie przymrużając swoje bladoniebieskie spojrzenie, blask oczu, który mu brakowała przez ostatnie tygodnie, za którymi tak tęsknił i marzył w omenach sennych. 
        — Tak wręcz, mnie błagałaś, bym przyjechał jutro, ale stwierdziłem, że nie zaszkodzi spróbować — wyrecytował niczym katarynka jej słowa — I zakasującym zbiegiem okoliczności powitała mnie ona po trzech tygodniach swojej nieobecności, czego tak naprawdę chciałbym więcej — mruknął, a ona wyczuła zmysłowość, którą tak bardzo pragnął zatuszować, jednak jej nie zdołało to umknąć. 
        — Uważasz, że zdołasz mnie oszukać? — zapytała nadzwyczaj poważnie. 
        — Oszukać? — powtórzył — Ja — wolno przysunął wolną dłoń do swojej piersi — Julio, skarbie, sądziłem, że mnie znasz, by posądzać mnie, że staram się ciebie okłamać. Nigdy by mi to na myśl nie przyszło. Czy byłbym zdolny do tego, spoglądając w oczy kobiety mojego życia? 
        Ogromnym trudem okazało się dla niej utrzymanie powagi, zwłaszcza w obecnej sytuacji gdy doskonale wiedzieli, dokąd zmierza ta mała pogawędka. Oczy stojącego przed nią mężczyzny aż migotały z uciechy gdy tylko dojrzał swoją dziewczynę w przejściu własnego mieszkania, a widok jej odzianej w czerń i lekko obcisłą skórę niezwykle rozbudził jego zmysły, sprawiając, że jego jedynym pragnieniem było wdarcie się do środka małego apartamentu, zamknięcie drzwi i porwanie jej w ramiona i pokazanie jej jak bardzo za nią tęsknił przez ostatnie dni, lecz byłby głupcem gdyby sądził, że Julia dałaby mu się oszukać. Nabrać się na zwyczajny tok rozmowy, a szczególnie w chwilach takich jak te gdy nie widział jej od tygodni kiedy ona zdołała wrócić na krótką chwilę do miasta, on siedział po drugiej stronie kraju na nudnych spotkaniach biznesowych. Ostatni czas był dla nich niezwykle ciężki, odkąd dowiedział się o jej pasji motoryzacyjnej oraz jej zamiłowań do szybkiej jazdy, nie ukrywała już gdzie bywa gdy znika w domu jednak trudniej było im zwłaszcza gdy grupa zaczęła ją werbować do coraz częstszych zawodów czy pojedynczych wyścigów zupełnie jak on i ona zaczęła żyć w wiecznych rozjazdach. Akceptował to, ale nie zamierzał ukrywać, że mu jej brakowało. 
        — Bajerowanie zawsze było w twoim stylu — stwierdziła, spoglądając nieco znudzona w jego tak ujmująco zachwycające brązowe spojrzenie — Mike, kotku będziesz na tyle miły i przypomnisz mi kiedy ostatnim razem się widzieliśmy? — pytała, chodź odpowiedź dla nich obojga, była tak oczywista. 
        Odliczali dni ponownego spotkania. Rozdzieleni przez ogrom kilometrów, mogący dojrzeć siebie tylko podczas rozmów na video czacie, oczekiwali z utęsknienia momentu gdy stanął przed sobą w cztery oczy, jednak w ich sercach tliła się rządzą, pragnienie, namiętność i nieskrywana tęsknota za sobą. 
        — Dwa miesiące temu — odpowiedział z delikatnym zasmuceniem w głosie — Wciąż przede mną uciekałaś najdroższa. 
        — Mówisz? — lekko przechyliła głowę na bok, spoglądając na niego spod lekko przymrużonych powiek — Kochanie, nie chciałabym być nie miła, ale sam mnie opuszczasz gdy wyjeżdżasz w trasy, można powiedzieć, że jesteśmy kwita — uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, gdy dostrzegła jak w geście zawstydzenia, lekko pociera kark dłonią — Mina zrzedła Shinoda — powiedziała hardo, wychylając się w jego stronę wciąż ze splecionymi ze sobą ramionami. 
        Kurtka, którą zaledwie przed paroma chwilami rozsunęła, rozchyliła się, eksponując, przyległą do jej ciała koszulkę na ciennik ramiączkach odsłaniając lekko jej kształtne piersi okryte bordowym biustonoszem. Widziała głód jego spojrzenia gdy pochyliła się ku niemu i skłamałaby gdybym uznała, że robi to specjalnie, doskonale znała jego słabości, była świadoma, co sprawia jej facetowi przyjemność, a szczególnie co pobudza jego zmysły. Nie potrzebowała się nawet teraz wysilać, wiedziała, że już jest jej. Odkąd po raz pierwszy pokazała mu się w tym wydaniu, za każdym razem gdy przystrajała się w podobnym komplet i widziała się z Michael, zawsze dostrzegała w nim ogrom pragnień, oraz chęci sprawienia jej rozkoszy. Nie potrafiłaby narzekać na brak wrażeń w ich życiu erotycznym. Potrzebowała niemal sześciu miesięcy, by po raz pierwszy pozwolić mu się zobaczyć kompletnie bez ubrań, jednak nie zajęło długich miesięcy gdy tylko dała się, ponieś chwili, od tamtego czasu nie umiała mu odmówić gdy lgnął do niej, czy zwyczajne ona pragnęła zakosztować nieco więcej rozkoszy. Oboje byli niezwykle spragnieni i szczęśliwi swoim życiem intymnym i żaden z nich nie był w stanie narzekać na znudzenie czy brak wrażeń, bo zawsze potrafili, urozmaić sobie ich wspólne noce, poranki czy chwile, które spędzali na pieszczotach własnych ciał. 
        — Dziwisz mi się? — wypalił nagle — Nie widziałeś cię od dwóch miesięcy, jedynym naszymi rozmowami były te przez telefon, gdy ty przyjechałaś na chwile do miasta, mnie nie było. Brakuje mi ciebie. 
        — Nie chciałeś powiedzieć, że brak ci seksu? — zaśmiała się. 
        — To sprawa drugorzędna — odparł wymijająco. 
        — Czyżby — zacmokała, unosząc delikatnie jedno ze splątanych ramion ku górze, machając przed jego oczami jednym swoich palców — Oczy cię zdradzają Michaelu, są twoim pieprzonym zwierciadłem, dobrze widzę prócz tęsknoty cholerną toń pożądania więc… — wyciągnęła dłoń ku niemu, chwyciła go stanowczym ruchem za klapy jego skórzanej kurtki, przysuwając ku sobie — Może zapragniesz przestać oszukiwać nas wzajemnie i pokazać jak bardzo mnie ciebie brakowało, sypialnia czeka — mruknęła kusząco. 
        Widziała, jak pewnym krokiem wkracza do mieszkania, zamykając z lekkim trzaskiem za sobą ciemne dębowe drzwi, w chwili gdy zdołała się wyprostować, stał przed nią z tym swoim olśniewającym uśmiechem, który sprawiał, że serce jej miękło za każdym razem gdy tylko mógł spełnić swoje fantazje, mogąc wreszcie ją uszczęśliwić, również sprawiając sobie ogrom przyjemności. Dominował nad nią, nigdy nie była górą gdy oboje pragnęli seksualnej zabawy, ona sama tego nie pragnęła. Nie umiała mu odebrać tej przyjemności, nieważne gdzie byli, jak długo zdołał trwać w rozkoszy swojej namiętności, oboje byli zawsze, spełni i niczego więcej do szczęścia nie potrzebowali. 
        W niemal następnej chwili stała dosłownie przyszpilona do pobliskiej ściany, a ona poczuła upragnioną słodycz, którą zawsze niosły jego gorące pocałunki, upragnione pożądanie, które niosły jego cholernie kuszące usta, te, których była tak spragniona, czego tak najbardziej chciała w ostatnich dniach, które były dla niej już męczące z dala od niego. Nie mogła już tego znieść, ona nie widziała go zaledwie dwóch miesięcy, lecz jej serce pękało z tęsknoty, teraz dopiero zaczęła pojmować jak bardzo liczyły się dla niego te dni gdy wracał po długotrwałej podróży czasami nie będąc w domu przez pół roku. Tęsknota była dobijająca nagrodą dla nich miała być zbliżająca się noc. Całowali się z ogromnym pożądaniem, z pragnieniem wyrażenia jak bardzo im siebie brakowało. Przylgnęła do niego bliżej, obejmując go niemal w zaborczym uścisku gdy on trzymał ją wciąż pewnie przy poszarzałym murze, całując z ogromną czułością. Powoli zaczęła tracić dech, odczuwając coraz silniejsze żądze, które nimi ogarnęły. Mogła jedynie czuć, jak rozpiął jeden z trzech guzików jej skórzanych spodni, by po chwili pozbył się drugiego, rozpinając je do końca. Rozpiął niemal po sekundzie zamek błyskawiczny jej spodni, delikatnie stukając palcem o jej niesamowicie wrażliwą w tej chwili kobiecość. Poruszyła niespokojnie biodrami, co nie mogło ujść jego uwadze, odsunął się od jej spragnionych, większej czułości warg wolno opierając swoje czoło jej, spoglądając z ogromną czułością oraz miłością w jej lekko przymknięte oczy. Nie odezwał się, lecz widziała jak kącik jego ust drgnął nieznacznie ku górze w chwili gdy jego dłoń bezkarnie wkradła się pod jej dość skąpą dolną bieliznę. Nie zatrzymywała go, nawet nie próbowała gdy powiódł swoimi dwoma palcami po całej jej długości, ale tak naprawdę poczuł jak bardzo jest spragniona w chwili gdy rozsunął jej wargi sromowe czując jak bardzo jest mokra, a ona sama delikatnie rozsunęła biodra, dając mu lepszy dostęp do siebie. 
        — Moja kicia aż tak bardzo jest spragniona — zamruczał cicho, tworząc kółka na jej łechtaczce, by niemal po chwili w nią wejść. 
        — Przypominam ci Shinoda — sapnęła, łapiąc z trudem oddech gdy poczuła jak stanowczo, lecz delikatnie porusza swoimi palcami wewnątrz niej — W naszym związku kotem jesteś ty — mruknęła, czując rozkosz, którą niosła za sobą jego zabawa. 
        Co czuła oprócz upragnionej przyjemności, cholerną pożądliwość, w każdej chwili gdy czuła zmysłowość jego ruchów, nie chciała, by przestał, a równocześnie tak bardzo pragnęła, lecz tylko po to, by poczuć go w sobie. I wcale nie dążyła, by spełnić jedno ze swoich egoistycznych pragnień, by wyzbyć się, z niego tych przeklętych ubrań by mogła go podziwiać bez nich, lecz oddała się zupełności radości, która czerpała. Z jej gardła wydobyło się głośniejsze mruczenie gdy wszedł w nią gwałtownie, a usta wykrzywiły się w ciepłym uśmiechu, nie miała pojęcia, jak długo mogli tam stać, w tym przedpokoju to nie miało kompletnie znaczenia zwłaszcza w takiej chwili jak teraz gdy po dwóch miesiącach nieobecności mogli spełnić swoje pragnienia. 
        — Chwyć się mocniej — słyszała jego cichy, patrząc w jej lekko zamglone oczy. 
        Doskonale wiedział, że była już o swojego własnego kresu, nie potrzebowała wiele by poczuć to upragnione spełnienie, stała niemal na miękkich nogach, a jej oddech był coraz szybszy i płytszy. Nie potrzebowała nawet chwili, by go nie posłuchać. Kurczowo złapała się kołnierzyka jego kurtki gdy on bardziej przyśpieszył, potęgując jej doznanie, a ona czuła się coraz bardziej rozanielona. Patrzył tylko na jej mgliste spojrzenie świadomy, że wystarczy jego jeden ruch, by ona poczuła szczęście. Uśmiechnął się na ten widok, wchodząc w nią jednym mocnym ruchem, by w tej samej chwili, stłumić jej krzyk całując ją z niewyobrażalną namiętność i by spotęgować, jej doznanie wyszedł z niej jednym płynnym ruchem. 
        Ujrzenie czystej radości w niej oczach było dla niego najlepszą nagrodą, jaką mógł otrzymać i sobie życzyć. Nie potrafiła ustać, nogi same się pod nią osuwały gdy spragniona po tygodniach rozłąki doszła na tym korytarzu wiedziona jego cholernie dobrymi pieszczotami. Niemal w tej samej chwili znalazła się w jego ramionach. 
        — Chętna na powtórkę? — słyszała subtelność jego głosu, gdy mogła, jedynie czuć jak podążą, z nią ku górnemu wysokości piętra wprost do jej sypialni. 
        — Zadajesz głupie pytania kotku — mruknęła w odpowiedzi, gdy znaleźli się na górnym korytarzu — Nie odmówię kolejnego razu, a tym bardziej pozbawienia cię spodni — zaśmiała się z delikatną chrypką w głosie. 
        Wystarczyła zaledwie chwila, by znaleźli się w jej sypialni, która wyglądała zupełnie, tak jak ją pozostawiła ostatnim razem, wszystko było na swoim miejscu, a także pościelone łóżko, które zdołała na szybko poprawić, jedynie drzwi garderoby było lekko uchylone, lecz nie można było dojrzeć panującego tam rozgardiaszu, który zdołała narobić przez swoje szybkie wizyty w mieszkaniu, blask zachodzącego słońca za sypialnianych i garderobianych okien był tutaj niezwykle zachwycającym widokiem. Światło padające przez ogromne szyby oświetlił ich twarze w chwili gdy powoli położył ją na łóżku, a ona poczuła nagły chłód pościeli. 
        — Seks przy zachodzie słońca — mruknęła rozbawiona, czując ciepło na swojej twarzy — Bardzo romantyczne nie sądzisz — odezwała się, a on dosłyszał w jej tonie głosu lekką ironię. 
        — I mówi to moja dziewczyna — odezwał się lekko zdumiony, delikatnie unosząc jedną z brwi ku górze — Kobieta, która mogłaby godzinami, ślęczeć na plaży, spoglądając na widoki przed sobą. Sarkazm jest w tej chwili niepotrzebny piękna, bo delikatnie się to gryzie z twoimi upodobaniami — mówił, górując nad nią. 
        Patrzyła jedynie w świetle zachodu, jak zsuwa ze swoich ramion kurtkę, rzucając ją niedbale za siebie, by po chwili mogła, zobaczyć jak pochyla się nad nią ubrany, jedynie w ten przeklęty podkoszulek. Jednak nim pozwoliła mu cokolwiek zrobić, chwyciła kraniec jego koszulki, podnosząc się do siadu, tylko po to by dzieliły ich tylko zaledwie kilka marnych centymetrów, uniosła ciemnym materiał ku górze, zmuszając go do pozbycia się go z siebie. 
        — Czepiasz się szczegółów Shinoda — mruknęła w chwili gdy poczuła, jak zdejmuje z jej ramion jej ukochaną skórę. 
        Zadrżała z chwilą gdy poczuła brak odzienia, lecz nie mogła narzekać gdy miała przed sobą gorętszy widok, mężczyzny, który rozpalał jej zmysły, doprowadzając do istnego szaleństwa i radości. Uśmiechnęła się niewinnie, gdy pochwyciła go za barki, tylko po to, by przerzucić go na drugi kraniec łóżka, siadając wolno na jego biodrach. 
        — Pyskata jak zawsze — żachnął się. 
        — Taką mnie pokochałeś koteczku — mruknęła, powoli pochylając się ku niemu — Nie powinno cię to dziwić Mike, taka już jestem, kąśliwa, złośliwa wiecznie sarkastyczna, ale… 
        — Cudowna, wspaniała, niezwykła, śliczna i najdroższą mojemu sercu kobietą — przerwał jej w pół słowa — Julie, którą pragnę mieć przy sobie do końca życia, nieważne co się wydarzy, nie chciałbym mieć innej gdy mam przy sobie ciebie. Kocham cię Julio. 
        Zamarła w połowie jego słów. Nie przepadała gdy prawił jej komplementy i doskonale o tym wiedział, jednak zawsze takie chwile sprawiały, że w jej sercu rozlewało się niezwykle poczucie szczęścia i miłości. Nie ukrywała, kochała go do szaleństwa, lecz za każdym razem gdy okazywał, jak bardzo jest dla niego ważna, nie potrafiła przejść wokół tego obojętnie, zwłaszcza po swojej długiej i dość niefrasobliwej ścieżce, którą podążała, by odnaleźć własną miłość, która okazała się dla niej początkowo drogą, na której napotykała wieczne kolce, dopiero przy jego boku czuła się naprawdę szczęśliwa, zakochana i spełniona. 
        — Złapałeś mnie w sidła swojej miłości i nie mogę nic więcej powiedzieć prócz tego, że kocham cię do szaleństwa — powiedziała z ogromnym uśmiechem — I nie oddam cię żadnej innej — dodała wojowniczo — Jesteś mój Shinoda i lepiej byś o tym pamiętał! 
        — Zawsze pozostanę tylko twój — zapewnił — Nigdy nie już nie pozwolę ci odejść! 
        Mogła mieć wiele związków, tkwić w wielu zauroczeniach, spotkać się z wieloma, była w stanie zmieniać facetów niczym rękawiczki, lecz ona tego nie pragnęła, bo jej serce należało tylko do jednego, tylko do tego piekielnie pociągającego faceta leżącego przed nią. Ona ponownie miłości nie szukała, lecz ona sama ją znalazła i nie darowała, by sobie gdyby wypuściła szansę, którą jej dawno. Nie przeżyła gdyby nie zdecydowała się na ten krok tamtego wieczoru na plaży, by zrzucić wszelkie bariery i jak przed kilkoma laty ponieś się sidłom zwanym miłością i oszalała. Zwariowała dla niego! Nikt nie mógł być jej droższy niż on. Nauczyła się u boku Michaela wielu lekcji na przyszłość, posklejała stare rany, dała szanse ponownie, by jej w piersi serce mocniej zastukało dla kogoś. Oboje zyskali to co utracili wiarę i nadzieje, że ktoś zdoła ich ponownie pokochać i dojrzy ich prawdziwe oblicze, niekłamliwe stworzą sylwetkę i osobę, którą grali czy udawaliby oszukać, że ich życie jest błogą bajką a ich samych, ludzi dotkniętymi swoimi własnymi przeżyciami, problemami czy kłopotami, z którymi się borykali. Szczerość zawsze była podstawą ich wspólnych relacji i było to jedna z rzeczy, które sprawiły, że podążyła ku niemu. 
        Roześmiała się niezwykle kusząco, w chwili gdy poczuła, jak chwyta ją za skraj bluzeczki, niemal każąc jej wrócić do siebie, jednak nie spełniła jego niemej prośby. Widziała niemal pożerający głód jego spojrzenia na sobie, oczu, które z tak ogromną intensywnością i pragnieniem wpatrywały się w nią szczytującą nad nim, sięgnęła obiema dłońmi ku skrajowi swojej ciemnej lekko obcisłej bluzeczki, wolno uniosła ją ku górze, by zrzucić ją z siebie, wyzbywając się ją, rzucając byle dalej za siebie. Uniosła ponownie dłonie, lecz tylko po to, by pochwycić zaczepki biustonosza skryte dyskretnie między jej biustem, rozpięła go, a on niemal w tej samej chwili zwisnął z jej dłoni pozbawiony tych małych ramiączek. Nie mogła ukryć zadowolenia dostrzegając lubieżny uśmiech skrywający się na ustach Michaela gdy pozbyła się niechcianej sobie bielizny porzucając poza łóżko, nie zamierzała ukrywać, że niezwykle jej się to podobało, spoglądania jak łaknie ją spojrzeniem swoich ciemnych oczu, pragnąc, by to ona znalazła się pod nim, by mógł pozbyć się niepotrzebnych ubrań i zadowolić ją tu i teraz, lecz i ta sytuacje miała dla niego ogromną korzyść w postaci jej samej, pół nagiej bogini jego seksualnych pragnień oraz jej fantazji, które mógłby spełniać o dowolnej porze dnia czy nocy. Nie liczyło się kiedy by do niego zadzwoniła czy napisała, przyjechałby do niej tylko by móc ją zaspokoić, podarować, choć namiastkę rozkoszy. Nie ważne co miałby zrobić, dla niej był gotowy zerwać się w środku nocy, by tylko pojechać do niej nieważne czy zechciała, by pragnęła zakosztować odrobiny rozpusty cielesnej, potrzebować, się wygadać, czy po prostu potrzebowała go, by się przytulić. Byłby przy niej. Stał się jej własnym niewolnikiem, zatracił się w miłości do niej, byłby gotowy poświęcić dla niej wszystko tylko pragnął, by przy nim była. Zwyczajna dziewczyna, która zniewoliła jego serce. Nic poza nią nie potrzebował do pełni szczęścia. 
        Powiódł swoimi dłońmi wzdłuż jej ciała, podążając po okrytych w ciemną skórę biodrach, które lekko ścisnął, widząc, jak pochyla się ku niemu, gdy on dążył swoją własną drogą, wiodąc wciąż w górę, by mogła czuć subtelność jego dotyku wzdłuż swoich boku, cień radości zabłysnął w jego spojrzeniu gdy tylko zaczęła wymykać się z jego objęć. Wystarczyło, delikatne muśniecie, by sprawić, że dostrzec jak jej oczy przymykają się delikatnie, walcząc z pokusą wybuchnięcia radosnym śmiechem, jednak powstrzymał ją, gdy zacisnął mocniej dłonie na jej talii, przyciągając do siebie, powoli opadła na niego, lecz ujrzał, jak podpiera się na swoich ramionach, wpatrywał się niczym oczarowany w czułość jego pięknego błękitnego spojrzenie, które już wielokrotnie odbierało dech i ta nieskazitelna barwa niczym najczystsza toń oceanów. Pocałowała go, lecz on pragnął więcej uzależniającej słodyczy jej ust ten zniewalającej, którą mógł czuć ostatni raz przed wieloma tygodniami. Pragnął ponownie zatracić się w słodyczy uciech cielesnych. 
        Zatonęła na nowo w cieple satyny tym którym on je ogrzał, czuć miękką pościel, która ją otulała, ujrzawszy nad sobą tak zakochane spojrzenie oczu swojego partnera, na moment poczuła smak jego ust, lecz nie mogła dłużej się nim rozkoszować gdy on odsunął się, a ona mogła, tylko patrzeć jak siada tuż obok jej stóp. Podniosła się na ramionach, z uwagą śledząc każdy jego ruch gdy on pochwycił jedną z jej stóp wciąż odzianą czernią jej ukochanych wysokich obcasów, o których kompletnie zapomniała a on sam zdołał się już wcześniej wyzbyć swoich butów. Patrzyła z delikatnym uśmiechem, jak chwyta zaczep zamka błyskawicznego, wolno go rozsuwając, zsunął go, by po niemal sekundzie porzucić ją tuż obok łóżka, nie potrzebował nawet minuty, by pozbyć się drugiego kozaka, który poszedł śladami swojego poprzednika. Znalazł się na klęczkach między jej nogami, lecz tylko po to by za dwa krańce jej ciemnych spodni i stanowczym ruchem pociągnął w dół, popatrzyła, tylko na niego opuszczając ramię i spoglądając spod przymrużonego oka na niego gdy dostrzegła prócz spodni swoje skąpą bieliznę on jedynie uśmiechnął się czarująco gdy lekko podniosła biodra pozwalając mu je zdjąć ostatecznie, teraz nie miała nic poza skórzanymi rękawiczkami. 
        — Chodź tu — zażądała. 
        On niczym potulny piesek poszedł do niej bliżej na czworakach, by znaleźć się tuż przy niej, gdy ona w pośpiechu pozbyła się ostatniej części garderoby, nie musiała czekać, aż poczuła zmysłowość jego pocałunków opadła na stos poduszek, nie będąc w stanie utrzymać równowagi, lecz niezbyt jej to przeszkadzało, gdy wreszcie zdołała odnaleźć guzik jego spodni, rozpięcie go nie stanowiło dla niej trudności, tym razem rozsuwając maleńki zameczek. 
        — Zdejmuj je — mruknęła stanowczo — Tylko mi spróbuj nie zdjąć bokserek! — ostrzegła. 
        Znała doskonale jego preferencje do doprowadzenia jej do istnej frustracji gdy prosiła go, by pozbył się z siebie ubrań, wręcz lubował się w tym, że zupełnie jak przed chwilą z niej pozbywał się wraz ze spodniami bielizny, a ona musiała nie jednokrotnie sama pozbywać się jego bielizny, bywało to kuszące, nie zaprzeczała, lecz potrafiło ją irytować gdy on nie potrzebował jej próśb, by się pozbyć z niej fig. 
        — I nie próbuj swoich sztuczek i zagrywek — dorzuciła z lekką zmysłowością w głosie — Bo ty i twój przyjaciel nie przywykliście dziś czekać — mruknęła, dodając z niebywale kusząco — Dwa miesiące bez zabawy. 
        Nie była na tyle nie spostrzegawcza, by nie dojrzeć wyraźny zarys w jego spodniach, który jeszcze bardziej się uniósł gdy tylko wspomniała, jak długo musiał na nią czekać. Dwa miesiące abstynencji, braku namiętności, pozbawiony chwil uniesień to wystarczyłoby, spełnił jej prośbę. Uśmiechnęła się półgębkiem gdy odsunął się od niej tylko po to, by zdjąć z siebie przeklęte spodnie, w których skryły się jego ciemne bokserki. Zaśmiała się cicho gdy ponownie ujrzała go nad sobą, czuła ciepło bijące od jego ciała, jednak jej śmiech natychmiast umilkł gdy zakosztował słodyczy namiętności jej malinowych ust. Zamruczała delikatnie z chwilą gdy poczuła, jak powiódł główką swojej męskości, wzdłuż jej kobiecości tylko po to, by łagodniej w nią wejść. Sapnęła cicho z chwilą gdy poczuła go w sobie, widziała ten znajomy uśmiech błąkający się na jego ustach gdy górował nad nią, oczekując tej chwili gdy będzie mógł się nią zająć, zawsze dawał jej chwile, by mogła poczuć dobrze w nim w środku. Pochylił się jeszcze bliżej niej, nie potrzebował chwili gdy poczuć jej usta w tak zmysłowym i pełnym namiętności pocałunku. Splotła dłonie na jego karku, pragnąc go mieć bliżej, oderwała się od jego warg, tylko na moment a on słyszał jej wyraźnie przyśpieszony oddech. 
        — Kotku — mruknęła lekko ochrypłym głosem. 
        Nie potrzebował więcej słuch zachęty, a on niemal natychmiast poczuła, jak zaczął, wolno w nią wszedł, nie potrzebowała go nawet prosić gdy ponownie czuła jak w nią wchodził, jego ruch był pewniejszy i bardziej stanowczy. Można było pomyśleć, że nie chciał jej krzywdzić, jednak tak nie było zawsze początkowo, jego ruchy były powolne, bo nie chciał, by od razu doszła. Co to za zabawa gdy zaledwie po kilku pchnięciach ją zalała ekstaza żadnej tu zabawy ani przyjemności, a tym razem oboje pragnęli tego samego. Poczuć spełnienie i upragniona radość, które niosła za sobą wspólna bliskość po prawie dwóch miesiącach rozłąki, którą przeżywali w ostatnich tygodniach, tym razem nic się nie liczyło poza nimi samymi, tą chwilą i tym jednym pragnieniem. 
        — Nie masz pojęcia, jak bardzo mi ciebie brakowało — szeptał po dość długich minutach z lekko zaciśniętym od emocji i uczuć głosem, wchodząc w nią mocniej, a on sam czuł jak jej mięśnie, zaciskają się wokół jego męskości. 
        — Myślisz, że nie miałam ochoty zostać ostatnim razem — mruknęła z ogromną trudnością gdy namiętność ścisnęła jej sercem — Miałam zostać — wyszeptała, unosząc dłoń do jego policzka, delikatnie go głaszcząc — Gdyby nie prośba Dereka miałbyś mnie już po swoim powrocie z Nowego Jorku — mruknęła — Próbowałam mu odmówić, ale się uparł — zadrżała gdy poczuła jak bardziej stanowczo w nią wchodzić, a ona nie była pewna, jak długo zdoła być obojętna na rosnącą w jej piersi euforie. Żaden z nich nie chciał kończyć tych przeciągających się minut na wspólnych uniesieniach, lecz jak i ona, on sam był na skraju własnej przyjemności. 
        — Ale czy ma to znaczenia teraz? — jej pytanie była czysto teoretycznie — W końcu wróciłam — uśmiechnęła się delikatnie gdy poczuła jak mocniej w nią wchodzić, a ona kurczowo zacisnęła dłoń na jego łopatce, usłyszała jego cichy syk gdy mocniej wbiła swoje paznokcie w jego nagą skórą. 
        Patrzyła, jak na moment skrywa twarz w jej obojczyku, nie jednokrotnie podczas ich wspólnej zabawy doprowadzała jego plecy do znacznie gorszego stanu, za każdym razem obiecywała sobie i mu, że będzie uważać i pomimo że nigdy nie miał do niej a cienia pretensji i prosiłby, jej nie przepraszał, bo sam doprowadza ją do tego stanu czuła się delikatnie wina zwłaszcza gdy raniła go aż do krwi. 
        Następne minuty okazały się dla nich balansowanie, na granicy spełnia i utrzymania swojego rytmu jednak z każdą chwilą było coraz trudniej wstrzymywać się przed spełnieniem. A ona szczególnie to widziała po nim gdy walczył sam ze sobą, pragnąc ją zadowolić, jednak ona wiedziała, że potrzebował dosłownie jednej chwili, zupełnie jak ona nie potrzebowała wiele. Z chwilą objęła go delikatnie za twarz, widziała, jak jego oczy zachodzą tą cudowną mgłą. Doszedł z jej imieniem na ustach. Uśmiechnęła się jedynie, widząc jego spełnienie była tak bardzo w niego zapatrzona, że mogła jedynie czuć, jak po raz ostatni wszedł w nią, a ją zalała cudowna poczucie spełnienia i błogiej ekstazy mieszające się z jej krzykiem jego imienia. 
        Wyszedł z niej wolno, dopiero teraz pozwalając sobie opaść, pozwalając sobie wtulić się w jej obojczyk, a ona z uśmiechem pogładziła go wolno po włosach, sama czując się wykończona, ale prze szczęśliwa, ta noc mogłaby być dłuższa jednak i oni potrzebowali chwili, by złapać oddech. 
        Minęło kilka dłuższych minut, a oni leżeli przytuleni do siebie okryci zaledwie kocem, po który Mike zdołał sięgnąć, okrywając ich zaledwie do pasa i ponownie powrócił do niej wtulony w jej bok, słowa zdawały się być niepotrzebne gdy mogli wreszcie napawać się swoją obecnością jednak cisze nie trwała długo gdy ujrzała jak podnosi się układając na tuż przy niej na stosie poduszek, obejmując bardziej i przyciągając bardziej do siebie. 
        — Właściwie nie przyszedłem tutaj bez powodów — odezwał się nagle wciąż lekko zachrypniętym głosem. 
        — Coś ty znowu wymyślił? — zagadnęła, lekko odsunęła się od niego, by móc lepiej go widzieć. 
        — Czy masz w przeciągu zbliżającego się miesiąca jakieś wyjazdy? — zapytał jedynie. 
        Popatrzyła tylko na niego, popadając w lekką zadumę, starając sobie przypomnieć rozpiskę w swoim elektronicznym kalendarzu, pomimo że dosłownie przed dwoma paroma godzinami wróciła do miasta, wszystko mogło się zdarzyć, jednak nie mogła przywieść w pamięci, żadnych kluczowych wydarzeniach jednak ich nie było, Derek i Owen również zarzekli się na kilka tygodni, mając spokój z zawodami, a jedynymi spotkaniami będą treningi czy wspólne wypady do barów, czy na imprezę. Była rzecz śmiało, że była wolna. Nawet kontrolne wizyty do lekarza nie nadwyrężały jej grafiku. 
        — Nie — odpowiedziała spokojnie — Żadnych terminów, spotkać czy umówionych wizyt, jestem wolna — dodała z lekkością w głosie — Czemu pytasz? 
        — Wykupiłem dla nas obojga wczasy. 
        — Wakacje? — pomyślała w lekkiej zadumie. 
        Obawiał się tej rozmowy, doskonale pamiętał jak bardzo była niezadowolona gdy zabrał ją na weekend do Big Sur bez wcześniejszego uprzedzenia, wyjazdu na Sylwestra nie mogła mu odmówić, zwłaszcza że sam zapłacić przedwcześnie za podróż i zakwaterowanie wiedział, że nie chętnie się zgodzi na podróż, nie znosiła tego, że sam wydawał na nią własne pieniądze uważała że jeśli jest w stanie zarabiać to powinna się dokładać do wydatków, była bardzo niezależną osobą w kwestii finansowej, byłoby dla niej ujmą gdyby poprosiła go o pieniądze. Dobrze wiedział, że starała się utrzymywać od pierwszych miesięcy gdy zamieszkała z Chesterem imponowało to mu. Doskonale pamiętał ostatni rok swojego małżeństwa, w którym spełniał wszelkie zachcianki swojej byłej żony, jednak był wtedy zbyt ślepy, by dostrzec prawdę o niej, jak bardzo go wykorzystywała przez ostatnie miesiące wspólnego pożycia Julia była kompletnie inna jeśli raz zapraszał ją na obiad czy kolacje i płacił za niego kolejnego razu, to ona ponosiła, koszta nawet sama go o to prosiłaby, mogła zapłacić i za niego. Uwielbiał to w niej, że była tak bardzo zaradna i nie prosiła o nic. Jednak wiedział, że w kwestii podróży może się nie zgodzić jeśli nie postawi ją przed faktem dokonanym. 
        — Zapłaciłeś za mnie? — zapytała jedynie pokonana. 
        — Jak najpiękniejsza — odparł niewzruszony — Nie możesz mi odmówić. 
        — Nie jestem zdumiona — mruknęła jedynie, opierając swoją głowę na jego piersi — Dobrze pojadę, ale błagam cię Mike następnym razem mów mi gdy chcesz jechać ze mną na urlop. Naprawdę głupio się czuje z myślą, że zapłaciłeś za wszystko. Mogłam sama za siebie zapłacić skarbie, stać mnie i doskonale o tym wiesz, nie chce, byś wydawał na mnie swoich ciężko, zarobionych pieniędzy sama jestem w stanie zapłacić za część wycieczki, obrazy zaczęły dawać mnie dobre dochody. 
        — Wiem, najdroższa jednak była to tymczasowa oferta, z której żal było nie skorzystać, a nam obojga przydadzą się wspólny urlop — odpowiedział. 
        — W sumie — popadła w lekką zadumę — Chętnie się polenienie na plaży i opije przyjęcie na studia. 
        — Co!? 
        Poderwała głowę, by móc na niego spojrzeć, ujrzała nad sobą jego zaskoczoną twarz. Roześmiała się cicho na widok jego zdumienia, kompletnie mu zapomniała powiedzieć o liście, który czytała, zanim się nie pojawił na progu jej drzwi i skutecznie ją oderwał od przeglądania poczty oraz zajęcia się paczkami, które wciąż leżały rozrzucone na kanapie w salonie. 
        — Dostałam się! — wykrzyknęła radośnie — Przyjęli mnie! Od października oficjalnie rozpoczynam studia — mówiła, a jej głos zadrżał od emocji — Jestem ci wina srogie podziękowania. 
        — Nie musisz mi dziękować najdroższa. Przyjęcie cię na studia było tylko formalnością — powiedział jedynie, a ona dostrzegła, jak jego oczy zabłysnęły, nim dodał — Chyba muszę ci pogratulować… 
        Gdy sypialnie rozniósł głośny dziewczęcy pisk, dalsze losy tego wieczoru zdawały się potoczyć znanym torem, które miało powieść ku słodyczy namiętności i pragnień pożądania. 

                                                           ✰✰✰

        I nasza Julcia dostała się na studia. Od października jest studentką grafiki i ilustracji komputerowej. Pogratulujemy jej, bo dziewczyna się niezwykle starała.
       Mike i Julka po dwóch miesiącach tęsknoty wreszcie mogą siebie mieć. Już wyczuwam pewien spam na DC, pozdrawiam kochaniutka.
        Widzimy się za tydzień kochani. 

Saturday, December 5, 2020

II 33 — POWRÓT DO KORZENI

        — Adrien! 
        Wysiadając z samochodu, stanęła na podjeździe ogromnej posiadłości rodzinnej, w której miała przyjemność już kilkakrotnie się znaleźć. Dobrze znała te charakterystyczne mury willi państwa Agreste, które swoim bogactwem mogły przytłoczyć człowieka i owszem miała takie odczucia gdy po raz pierwszy przekroczyła próg tego domu, czuła się nieco skrępowana, chodząc po marmurowych korytarzach willi, teraz, pomimo że wciąż mieszkanie robiło na niej ogromne wrażenie, była już oswojona, z panującym tutaj przepychem. 
        — Julia? — zdumiał się chłopak. 
        Zatrzymał się w pół kroku gdy dobiegł do znajomy głos przyjaciółki, spojrzał przez ramię, widząc ją stojącą obok swojego samochodu, a jej usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. Nie ukrywał, że dawno się z nią nie widział, brakowało mu wspólnych spotkań jednak obowiązki, które dzierżyli na swoich ramionach, skutecznie odwodziły ich od możliwości umówienia się na mieście czy pójścia na wspólną imprezę. Niemal truchtem pokonał dzielącą ich odległość, stęskniony chwycił ją w swoje ramiona. 
        — Co tu robisz? — pytał zaskoczony. 
        Wolno odsunęła się z jego ramion, spoglądając na niego, nieco rozbawiona widząc jego nieco niezrozumiałą minę. Nie była tym zdziwiona, była to jej dość niezapowiedziana wizyta, której zapewne rodzina się nie spodziewała. Starała się dodzwonić do Adriena, czy do jego mamy, lecz każde nawiązanie połączenia ją zawodziła, gdyż nikt nawet nie zdecydował się odebrać telefonu. Zrezygnowana do granic możliwości, zdecydowała się przyjechać z nadzieją, że spotka kogoś w domu, ucieszyła się gdy widziała krzątającego się na podwórku kolegę ze szkolnej ławy. 
        — Przywiozłam obrazy, o które prosiła twoja mama — przypomniała blondynowi — Chyba nie zrezygnowała? — popatrzyła na niego podejrzliwie. 
        Miała ogromne obawy, że Emilie Agreste w ostatniej chwili poprosi ją, by nie kończyła rodzinnych portretów, czego najbardziej się bała, to zrobi to bez konkretnych powodów. Niezwykle przyłożyła się do tych prac, kreśląc na ogromnym płótnie, twarze rodziny sławnego projektanta. Nie chciała popełnić na nich żadnego błędów, więc skupiona by ogromne rysunki wprawiły ją w ogrom zadowolenie, jednak ona była dumna z każdego swojego dzieła, jakie ostatnio tworzyła, choć wiedziała, że tym razem jest to ogromny wyzwanie, które się podjęła, bo w swojej długiej przygodzie z malowaniem nie rysowała portretów, na tak ogromnych tkaninach była to miła odmiana od zwyczajnej obrazów, które zamawiali klienci przez Internet. Miała nadzieje, że sprostała temu zadaniu. Jednak najbardziej liczyła się opinia pani Agreste, miała nadzieje, że nie rozczaruje kobiety gdy tylko ujrzy swoje nowe nabytki. 
        — Nic z tych rzeczy — odparł ze spokojem Adrien, lecz wyczuła w jego tonie głosu cień rozbawienia — Mama z ogromną niecierpliwością na ciebie czekała. Żyć już nie dawała — napomknął. 
        Zaśmiała się szczerze, przypominając sobie ostatnią rozmowę z jego mamą. Uwielbiała tę kobietę, była ona zaprzeczeniem wszelkich rodzicielek, czasami miała wrażenie, że zachowuje się jak nastolatka, nie dojrzała matka dwóch dorosłych synów, którzy niedługo wyfrunął z rodzinnego gniazda. Czasami gdy przechodziła do Agreste gdy mieli przygotować wspólny projekt czy normalnie pospędzać z nim i Marinette czas, śmiało mogła powiedzieć, że spędzała większość tych chwil, z panią Emilie zostawiając dwójkę zakochanych razem. Odczuwała z początku, peszyła się w jej obecności, mając na świadomości, że rozmawia z żoną słynnego biznesmena i projektanta mody, ten strach z czasem w niej zniknął i to ona chętniej wdawała się w dyskusje z blondynką, nie zwracając uwagi na wołanie swoich przyjaciół. Czasami miała wrażenie, że rozmowy z panią tego domu przywodzą jej na myśl jej zniszczone relacje z własną matką, której nigdy nie miała okazje poznać a w głębi duszy pragnęła takiej więzi z mamą gdy mogla z nią bez przeszkód porozmawiać na dowolny temat, zwierzyć się jej czy po prostu chodzić nią wspólnie na zakupy. Brakowało, jej rodzicielki i tego nie ukrywała, lecz czasu nie cofnie, by naprawić błędy swojego ojca. Pozostało jej cieszyć się tym, co ma i co zyskała. 
        — Wiecznie mi marudzi, że chce mieć taką córkę jak ty — mówił student. 
        Nieświadomie zacisnęła mocniej dłonie w pieści gdy uderzył ją sens wypowiedzianych przez niego słów. Nie wielu swoim znajomym mówiła prawdę na temat swojej rodziny, owszem mieli świadomość, że ma starszego brata, jednak nigdy nie odważyła się mówić o rodzicach nawet swoim najbliższym przyjaciółką, które nawet nie starały się czegokolwiek dowiedzieć mając na względzie to że zazwyczaj wtedy milczy niż decyduje się przed nimi otworzyć. Rozumieli ją i nie naciskali, za co była im wdzięczna. 
        — Cieszę się — mruknęła. 
        Przez moment miała wrażenie, jakby ktoś nieświadomie wbił jej serce nóż, a po jej ciele rozlała się szkarłatna ciecz, z głębokiej rany niemal doprowadzając ją do omdlenia. Traktowała ten temat pobłażliwie jednak miewała chwile jak w zeszłoroczne wakacje po ukończeniu szkoły gdy dotarła na cmentarz gdzie pochowana była jej matka i po raz pierwszy poczuła się słaba, patrząc na napis wyryty w marmurze. Nie mogła powstrzymać wtedy słonych łez, które spływały po jej pobladłych policzkach a ona przebaczyła jej wszystkie krzywdy gdy pojęła, że robiła to, by ją ochronić przed apodyktycznym ojcem. 
        — Mała stało się coś? — widziała, jak patrzy na nią zmartwiony. 
        — Nic, nie lubię poruszać tematów rodzinnych — wyjaśniła, starając się brzmieć naturalnie. 
        Odwróciła się przez ramię, podchodząc do bagażnika. Otwierając jego klapę, zobaczyła dwa oprawione w prowizoryczną ramę obrazy opieczętowaną wieloma warstwami szarego papieru. Nie chciała, by podczas jazdy jej malunki w jakiś sposób ucierpiały. Mogła je, wysłać jednak wolała je dostarczyć osobiście. 
        — Dlaczego? — pytał. 
        — Bo nie mam nikogo oprócz brata — niemal wyrzuciła z siebie ostatnie słowa — Moja matka nie żyje od trzech lat, a ojca nie chce znać! — zagrzmiała — Proszę, jednak nie dopytuj o więcej i zachowaj to co ci powiedziałam dla siebie nawet dziewczyny nie wiedząc nic o moich rodzicach. 
        Ukradkiem widziała, jak delikatnie skinął głową na znak zrozumienia. Ujęła między palce ramę pierwszego malunku, wolno wysuwając go ze środka. O ile włożenie nie stanowiło dla niej trudności, tego nie mogła powiedzieć o jej wyjęciu. Nie chciała w jakiś sposób przerwać niechcący płótna czy doprowadzić do innego uszkodzenia. Blondyn natychmiast pośpieszył jej z pomocną gdy dostrzegł, jak obraz delikatnie upada na zderzak samochodu. 
        — Alexis! — wykrzyknął w pewnej chwili Adrien. 
        — Adrien nie jestem głuchy, czego chcesz? 
        Widziała, jak za ściany wychodzi jego starszy brat, ubrany w zwykłe sportowe ciuchy wyglądał, jakby przed momentem zszedł z bieżni, na której biegał. Przewieszony przez ramię ręcznik jeszcze bardziej utwierdził ja w przekonaniu, że starszy Agreste zdecydował się spędzić to przedpołudnie na dbaniu o swoją formę. 
        — Chodź i mi pomóc — ponaglił brata. 
        Była wręcz pewna, że Alexis ich nie wesprze w pomocy, jednak ku jej zaskoczeniu, poszedł obok samochodu, podchodząc do nich. Uśmiechnął się do niej ciepło, chwytając ramę, którą kurczowo trzymała i wraz z bratem zmierzali w stronę otwartych drzwi wejściowych. Podążyła ich krokiem, gdy zapewnili ją, że przyniosą tutaj, również drugi obraz a sami zaprosili ją do środka. Nie zamierzała się z nimi spierać, skoro byli tak chętni pomocy, do której sama ich przymusiła, niech się trudzą. 
        — Mamo! Tato! Julia przyjechała z obrazami — krzyknął jednej z blondynów. 

Opierając ramę o pobliską ścianę, zniknęli po chwili za drzwiami apartamentu w chwili gdy na drugim krańcu korytarza pojawili się rodzice obu chłopców. Gdy tylko Emilie ujrzała ją stojącą w wejściu do ich posiadłości, szybkim krokiem podeszła do niej a echo odbijających się o ogromne ściany pantofelków na delikatnym obcasie odbijał się boleśnie w jej umyśle. Nie nawet się odezwać gdy tonęła w ciepłym uścisku kobiety, oznajmiła jej gest również mocno, odsuwając się po chwili z jej ramion. 
        — Witam panie Agreste — przywitała stojącego nieopodal mężczyznę. 
        Zadowolony mężczyzna wyciągnął ku niej dłoń, za którą szybko złapała, ściskając ją delikatnie. Pomimo że nie spotykała pana Gabriela zbyt często w domu i ich znajomość nie była jakaś silna, miała do niego ogrom szacunku i uznania dla jego pracy. 
        — Dzień dobry Julio. Co tym razem przywiozłaś? — zagadnął projektant. 
        Splótł dłonie za plecami i z uwagą przyglądał się małżonce, która przywołała do siebie Nathalie, nakazując jej przynieść jakieś ostre narzędzie do przecięcia folii. Nawet nie zwróciła uwagi gdy asystentka państwa Agreste’ów bezszelestnie zniknęła za pobliskimi drzwiami. 
        — Gabrielu mówiłam ci, że zamówiłam nasze rodzinne portrety — wtrąciła kobieta. 
        — Wspomniałaś, że szukałaś jakieś dobrego artysty — napomknął bismesnen. 
        — Owszem skarbie. Powierzyłam to koleżance naszego syna, bo jej ostatnie obrazy idealnie wpasowały się do wystroju naszego domu. 
        Odgłos dość głośnych rozmów sprowadziły ją brutalnie na ziemie. Spuściła wzrok w chwili gdy w drzwiach wejściowych dostrzegła znajomego blondyna, który naprowadzał swojego brata, uważając, by nie strącić cennych waz stojących na stolikach nieopodal ogromnych okien. Schylili się wolno, odkładając ramkę na podłogę, spierając ją o wręcz bijącą po oczach biel, która idealnie kontrastowała na tle jasno — ciemnej podłogi. Zdobione żyrandole z prawdziwymi diamentami sprawiały, że ten korytarz nabierał na dostojności.
        Nie rozglądała się zbytnio po ozdobionym w rodzinne portrety z dawnych lat holu, który niemal znała na pamięć, liczne spotkania z Adrien pozwoliły jej nieco poznać ten ogromny dom. Może i wydawało się to dziwne, że wcześniej jedynym jej pragnieniem było, by zaciągnąć blondyna, do jakiej ciemnej uliczki i doprowadzić go do bólu, teraz mogła z nim przegadać parę godzin, jeżdżąc na desce na obrzeżach miasta. Mówi się, że nienawiść rodzi miłość, ich jednak połączyła silna przyjaźń, której zdawało się nic nie złamać. 
        — Wreszcie jesteś Nathalio — furknęła nieco obruszona żona projektanta. 
        Patrzyła, jak Emilie rozcina delikatnie pierwszą warstwę zabezpieczenia, z drobną pomocną starszego syna pozbyła się nadmiernego materiału z tkaniny, po czym dotarła do przezroczystej woli, pod którą można było dostrzec jej malunek. Przejechała wolno nożykiem po folii, zrywając ją, dość gwałtownie z jej małego dzieła o ile mogła się tak wyrazić na temat tych rysunków. 
        Patrzyła z niepewnością na skupioną na jej pracy rodzinę. Czuła jak serce w jej piersi niespokojnie bije ze zdenerwowania, obawiała się ich opinii. Pomimo że ona była niemal zachwycona tymi rysunkami, teraz wiele znaczyło od zadowolenia jej klientów. Spojrzała na dwóch namalowanych młodzieńców, ubrani w eleganckie garnitury, które wyszły spod ręki ich ojca, uśmiechali się nieznacznie. Alexis, który stał u boku brata trzymał dłoń na ramieniu młodszego Agreste, który został przymuszony do siedzenia na niewygodnym krześle w studiu fotograficznym. Im dłużej się przyglądała, musiała przyznać, że wyszedł on lepiej niż go zaplanowała gdy mogła się mu przyjrzeć po kilku dniach od zakończenia na nim pracy. 
        — Znakomicie Julio o to mi chodziło — odezwała się pani Agreste przerywając panującą zewsząd ciszę — Jednak chciałabym sprawdzić jeszcze drugi. 
        Nie odezwała się słowem, gdy blondynka stanęła przed obramowaniem najnowszego rodzinnego portretu, który miała przyjemność namalować. Przyłożyła nożyk do papieru, przewężając po nim krótko, po czym zerwała zbędny materiał, odrzucając ją na stworzoną kupkę śmieci. Ponownie chwyciła nożyk w dłonie, nacinając przezroczyste zabezpieczenie, ukazując powiększoną fotografię rodziną. 
        — Mamo chyba znalazłaś nową malarkę — zaśmiał się Alexis, widząc spojrzenie oczu swojej mamy, która niczym zahipnotyzowana wpatrywała się w malunki młodej artystki. 
        Spojrzał ukradkiem w bok na stojącym przy ramieniu Adriena studentkę, zaszedł ją od tyłu, chwytając ją ostrożnie na rękaw jasnoniebieskiej koszuli. Wiedział, jak spogląda na niego nieco niezrozumiale, a odbijające się w jej jasnym spojrzeniu zaskoczenie niezwykle go rozbawiło. 
        — Muszę ci powiedzieć, że naszą matkę trudno zadowolić — mówił niemal szeptem — Tobie udało się sprostać niemożliwemu, udowodniłaś, że pomimo młodego wieku jesteś bardziej doświadczona od artystów, z którymi współpracowała mama — chwalił ją. 
        — Wykorzystuje zaledwie nabyte przez lata umiejętności, rozwijając przy tym swoją pasję. Cieszę się jeśli udało mi się państwa zadowolić — powiedziała z ostrożnością. 
        — W sumie bardzo skutecznie już w szkole widziałem, że masz smykałkę do tego — wtrącił się do tej pory milczący Adrien — Ostatnio jednak coś cicho na twoim MySpace. 
        — Mówisz o prywatnym czy artystycznym. 
        Może to prawda ostatnio nieco zaniedbała swoje media społecznościowe, jednak chciała na moment odsunąć się w cień po wydarzeniach sprzed dwóch tygodni, może chciała uniknąć niepotrzebnego rozgłosu i tak musiała się uporać z niepochlebnymi komentarzami czy uwagami po artykule w Rolling Stone. Owszem gazeta wydała sprostowania i wzięła na wzgląd wypowiedzi jej i Michaela na swoich oficjalnych kontach na Twitterze jednak wciąż nie mogła pozbyć się tych niepochlebnych opinii o sobie. Starała się odsunąć od tego jak najdalej, do chwili aż sprawa do końca nie ucichnie. Najbardziej co ją zaskoczyło to, z jakim ciepłem fani zespołu przyjęli związek jednego ze swoich ulubionych muzyków z nią. Co najważniejsze wspierali ich w swojej decyzji i popierali ich związek, chociaż zdarzały się osoby, które nie były z tego faktu zachwycone. Nie wiedziała co siedzi w ich głowach gdy ją wręcz wyzywali i wspominali, że Mike był o wiele szczęśliwszy ze swoją byłą żoną. Wiedziała jednak, że żyli w ołudzie ich idealnego związku i wciąż mieli nadzieje, że się zejdą, jednak prawda był Ina okrutniejsza, z którą artysta nie chciał się dzielić, nawet wśród znajomych nie wiele osób wiedziało o prawdziwych przyczynach rozpadu związku ich kolegi z byłą żoną. Jednak ona bardziej skupiała się na milszych słowach niż kąśliwych uwagach zdesperowanych osób. 
        — O obu — rzucił blondyn. 
        — Nie miałam czego wstawiać, ponieważ byłam skupiona na tych pracach — ruchem dłoni wskazała na obrazy stojące oparte o pobliską mur — Co do mojego osobistego, wiesz, że ostatnio jest głośno o mnie i Mike’u w mediach wole na razie nic nie wstawiać do momentu aż to nie zniknie. 
        Widziała, jak delikatnie skinął głową, krzyżując dłonie na piersi, spoglądając na dyskutujących rodziców:
         — Dziwie cię się jak wytrzymujesz te wszystkie złośliwe komentarze na swój temat. Oni cię wręcz obrażają — oburzył się najmłodszy Agreste. 
        — Nie obchodzi mnie to — wyjaśniła, wzruszając ramionami — Mike zasugerowałbym, tego nie czytała, bo inaczej jeszcze bardziej sprawię sobie przykrość, posłuchałam jego rady i na jakiś czas zniknęłam z Internetu i muszę przyznać, że to miła odmiana i powrót do chwil gdy nawet nie miała na własność swojego telefonu — zaśmiała się cicho. 
        — Detoks od sieci — rzekł w pewnej chwili starszy z braci — Ciekawe chyba sam to wypróbuje. 
        — Zachęcam, bo to miła odmiana. 
        Zanim jednak zdołała dokończyć swoją wypowiedzieć, usłyszała nawoływanie Emilie, która poprosiła, by poszła za nimi. Przeprosiła braci, mówiąc, że zaraz wrócić i niemal biegiem pognała do stojących na uboczu państwa Agreste’ów, którzy chcieli dokończyć ostatnie formalności oraz rozliczyć się za wykonaną pracę. 
        Usiadła w wygodnym siedzeniu w gabinecie projektanta, odczekując na dalszy krok małżeństwa. Nie musiała czekać długo gdy kobieta wyjęła z jednej z szuflad znajomy bloczek z czekami, zapisując drobnym pochyłym kobiecym pismem kilka formułek oraz wyuczoną przez siebie i męża kwotę do zapłaty. Złożyła swój podpis, po czym podsunęła karteczkę z formularzem milczącemu mężczyźnie, który ujął zdobione z prawdziwego złota pióro wieczne, wpisując swoje nazwisko na dokumencie czekowym. Wyrwał go z bloczku podobnych faktur, wyciągając go ku niej. Pochwyciła go między palce, zerkając uważnie na zapisane cyfry w dolnym rogu karteczki. 
        — Nie oczekiwałam tyle zapłaty — odezwała się nieco speszona. 
        — Kochana zasługujesz na te pieniądze, wykonałaś bardzo dobrą pracę, która przewyższyła moje oczekiwania jak i mojej rodziny. Nie toleruje odmowy — odezwała się stanowczo, zanim zdołała się sprzeciwić. 
        — Ale… 
        — Julio długo rozmawialiśmy o możliwej zapłacie za twoje usługi i oboje z Gabriel’m jesteśmy zgodni co to kwoty, którą ci zaproponowaliśmy — tłumaczyła kobieta, wytrącając jej wszelkie argumenty, jakie miała. 
        Westchnęła ciężko, nie wiedząc, co powiedzieć Emilie skutecznie sprawiła, że nie mogła jak nakłonić małżonków do zmiany kwoty na dokumencie. Mogła jedynie patrzeć lekko oszołomiona na zapisane liczby na poszarzałej kartce. Podobna zapłata co za poprzednie jej dzieła widniała na karteczce z bloczku czekowego a ona nie miała pojęcia co zrobi z tymi pieniędzmi. Nie była osobą, którą roztrwaniała pieniądze na prawo i lewo raczej je inwestowała, jednak teraz mogła powiedzieć, że mogła je się przydać na czesne na uczelni jednak jeszcze, z wernisażu miała sporą kwotę na koncie bankowym, którą chciała przeznaczyć na studio. Jedne co przychodziło jej na myśl, by pozostawić je na przyszłość. 
        Pożegnała się z Agreste’ami, opuszczając ogromne pomieszczenie, stając we wszechstronnym holu, odszukała wzrokiem któregoś z braci, ucieszyła się, że dostrzegła ich obu stojących tam, gdzie ich zostawiła, podszedł do rozgadanych młodych chłopaków, którzy o dziwo dyskutowali o zbliżających się zawodach motocyklowych, w których chciała wciąć udział. Sytuacja z Tobiasem doprowadziła, że nie była na torze od niemal miesiąca, wiele razy dzwonili do niej koledzy, prosząc, by wróciła, jednak ona za każdym razem odmawiała, mówiąc, że ma coś ważniejszego na głowie, po części było to prawdą, z drugiej strony znowu nie chciała być osobą uważaną, że wbiła się do ich grupy tylko dlatego, że poznała Rocky’ego i Dragona. Jednak co miała do stracenia, skoro Fox został wyrzucony z gangu. 
        — Miałem ci się pytać — Alexis wyrwał ją z lekkiego letargu, w który wpadła — Adrien mówił mi, że ścigasz się w grupie Owena O'Neill to prawda? 
        — Mogę to tak ująć — powiedziała z po wątpieniem — Czemu pytasz? 
        — Nie wspominałem ci młoda, ale Alexis przed wypadkiem trzymał się z nimi i chce ponownie tam wrócić — napomknął młodszy z braci. 
        Nie uszło jej uwadze, że jego mina nagle zrzedła, jakby nie był zachwycony, decyzją starszego brata. Może i wypadek nie był spowodowany jazdą na motocyklu, jednak martwił się o jego życie, raz już niemal go stracił, nie chciał, by jakiś cholerny dwukołowiec odebrał mu nie tylko rodzonego brata a dobrego kumpla. Chociaż wiele razy starszy Agreste go uspokajał, że nic sobie nie zrobi, szybka jazda nie była wcale taka bezpieczna. 
        — W sumie wracam dziś na tor, ponownie może pojedziesz ze mną — zasugerowała, dopiero wtedy dostrzegła jak twarz Adriena zbladła. 
        — Julio proszę cię, nie nakłaniaj go! — warknął blondyn. 
        — Adrien wiem, że się martwisz, ale wyluzuj młody, poradzę sobie — uspokajał go brat — Chce ponownie spróbować, bo tęsknie za tym. 
        — Nie chce cię znowu odwiedzać w szpitalu. W sumie rób, jak uważasz. 
        Patrzyła jak blondyn, wspina się po stopniach posiadłości, odprowadzony wzrokiem przyjaciółki i starszego brata zamknął za sobą z hukiem drzwi swojej sypialni, był niezbyt zachwycony tym, że ponownie Alexis chce się narażać na niebezpieczeństwo, może i chłopak kochał skoki adrenaliny i to, co daje mu możliwość ścigania się jednak już raz niemal przypłacić życiem swoją lekkomyślnością gdy doprowadził do wypadku samochodowego. 
        — Przejdzie mu. 
        Roztargniona spojrzała na starszego z braci, wciąż zaskoczona zachowaniem przyjaciela. 
        — Może Adrien ma racje. Zrezygnuj z tego. 
        — Powiedz szczerze czy teraz potrafiłabyś to rzucić jeśli się w to wkręciłaś? — zapytał ją. 
        Pokręciła przecząco głową. Nie potrafiła, by powiedzieć teraz temu głośne nie, motocykl ją uwolnił. Czuła się swobodnie gdy mogła wsiąść za kierownice ściągacza, mknąc po ulicach miasta, by dostrzec na stary stadion wyścigowy, by wdawać się w rywalizacje z innymi zapaleńcami jak ona. 
        — Dobra spotkamy się za godzinę na obrzeżach miasta — powiedziała zrezygnowana — Mam nadzieje, że Dragon mnie nie zabije, że tak długo się nie odzywałam — stwierdziła nagle.
        Rzuciła szybkie pożegnanie Alexis’owi, po czym wyszła z chłodnym ścian apartamentu, wychodząc na zalany południowym słońcem podjazd. Schodząc ostrożnie po schodach, wyjęła z wnętrz kieszeni porzucony telefon. Odblokowała go, wchodząc w przeglądarkę internetową, rozbudziła elektroniczną klawiaturę, wpisując potrzebną jej frazę, po czym kliknęła możliwość wyszukiwanie. Odnalezienie potrzebnej witryny nie zajęło jej długo. Oparła się o maskę samochodu, wchodząc na stronę Dereka, zawsze na niej pisał kiedy są spotkania czy organizowane wyścigi. Strona była raczej zamknięta, jedynie na specjalne zaproszenia można było na nią wejść. Odnalazła potrzebne jej wiadomości, zadowoliło ją, że zaledwie za pół godziny grupa zdecydowała się na wspólne zawody. Zablokowała telefon jednym kliknięciem, zamykając maskę bagażnika swojego pojazdu. 
        Wsiadając do środka, rzuciła telefon na siedzenie pasażera, przekręcając kluczyk w stacyjce. Nie bała się o pewną kradzież, ponieważ teren był pilnie strzeżony przez wiele kamer oraz firmę ochroniarską, kody alarmujące były niemal w każdym punkcie posesji i wcale ją to nie dziwiło, patrząc na bogaty wystrój domu. 
        Wyjechała na jedną z bocznych uliczek, przedarła się przez mały korek, wjeżdżając na jedną z wielu autostrad. Ucieszyła się, że nie było żadnych wypadków, a tym bardziej ogromnych sznurów pojazdów stojących w kilku rzędach jeszcze jej tego brakowało, by nie dotarła na czas na omówione spotkanie z Alexis’m. Nie ukrywała w zaskoczenie, wprawiło ją wyznanie przyjaciele na temat brata, bo nie sądziła, że ktoś taki jak ten poważny chłopak ma tak szalone zamiłowania do wyścigów. 
        Dotarła po kilku zmaganiach na krajowej drodze do swojego bloku. Wjechała do podziemnego garażu, bez trudu odnajdując swoje miejsce parkingowe. Stanęła obok motocykla, gasząc silnik. Chwyciła porzuconą na fotelu pasażera torebkę oraz telefon opuściła pojazd, po czym zamknęła go. 
        Pomknęła w stronę windy, która powoli się zamykała. Jednak w porę ją zatrzymała, niemal wpadając do środka. Spojrzała na stojącą nieopodal sąsiadkę, skinęła jej głową w ramach przywitania, nie trudząc się nawet z wybieraniem piętra. Obie mieszkały na tej samej wysokości i czasami widywała ją na lekcjach jogi. Nie wiele wiedziała o niej jedynie tyle, co jej powiedziała Alice. Nie wdawała się jednak w szczegóły, za co była jej dozgonnie wdzięczna. 
        Opuściła pomieszczenie, żegnając się z młodą kobietą. Pomimo ze niektórzy sąsiedzi nie pałali do niej sympatią, nie zamierzała, zachowywać się grubiańsko czy w jakiś sposób być dla nich chamska. Witała się nawet z sąsiadką, która wiecznie ją obgadywała, co teraz bardziej ją bawiło, niż irytowało. 
        Wyjęła, w pośpiechu kluczę, wsuwając je do zamka. Przekręciła je po chwili, słysząc, jak zamki odblokowując się, a ona naparła na drzwi, wchodząc do wnętrza swojego mieszkania. Miała dziś całkowity spokój, z czego niezmiernie się cieszyła, zespół pół był ponoć na jakieś gali w Niemczech, bo zostali nominowani do tamtejszej nagrody. Ona niezbyt chciała z nimi jechać, dlatego siedziała w Stanach sama, wcale jej to nie przeszkadzało, zważając na to, że miała pod opieką dodatkową dwójkę czworonogów. Zaproponowała bratu i chłopakowi, że zajmie się im pupilami do ich powrotu, z czego niewątpliwie się cieszyli. 
        Przechodząc przez oświetlony jasnym słońcem salon, dostrzegła trójkę czworonogów wylegującą się na kanapie, wcale nie była zdumiona, że Anika i Junka powoli zapadły w sen, był to ich czas południowej drzemki co nie mogla powiedzieć o Jay’u, który aż pałał się do zabawy, jednak nie mogąc znaleźć atencji u swoich przyjaciółek, sam poszedł w ich ślady, przymykając swoje ślepka. Uśmiechnęła się czule na ten widok, wspięła się pośpiesznie po stopniach apartamentu. Przeszła przez ciemny korytarz, ówcześnie porzucając w salonie swoją torebkę oraz smarthona. 
        Pchnęła drzwi swojej sypialni, pokręciła rozbawioną głową gdy dostrzegła Waltera i Cindy leżących na jej łóżku, zdecydowanie te zwierzaki założyły, jaką psią — kocią koalicję. Nie mogla jednak dłużej o tym rozmyślać gdy przechodziła do garderoby, rozpięła guziki swojej jasnej koszuli. Przeszła przez próg, zsuwając ją ze swoim ramion, odrzucając na jedną z puf. Spodnie po chwili podzieliły los bluzeczki, lądując niemal na ciemnej podłodze pokoju. Nie trudziła się tym razem z zakładaniem kombinezonu, pomimo że był wygodny, dziś stawiała na skórę. 
        Przysiadła po chwili na zawalonej jej ubraniami siedzeniu, wsuwając na nogi swoje kozaki, nie obawiała się, że może coś na nich zrobić. Obcas był niezwykle wytrwały, a zarazem stabilny co niezmiernie ją zadowalało. Chwyciła zamek błyskawiczny butów, przesuwając go w górę, czuła jak materiał spodni jeszcze bardziej opina jej zgrabne nogi. Podniosła się z wygodnego siedzenia, wyjmując spod kurtki swoje ciemne włosy, zdecydowanie musiała pomyśleć nad jakimś nowym kolorem dla siebie, bo naturalny zaczął ją powoli nudzić. Wsunęła w swoje upięte włosy wsuwkę, którą miała na dłoni, pochodząc do toaletki. Popatrzyła na siebie po raz ostatni, spoglądając na swój wciąż trwały makijaż. Machnęła ręką zadowolona, że nie musi nic poprawiać. 
        Stanęła po chwili w pokoju dziennym, próbując odnaleźć kluczyki od motoru. Popatrzyła roztropnie na komodę, gdzie zazwyczaj je zostawiała, jednak tam ich nie dostrzegła. Warknęła wściekle, gdy zdała sobie sprawę, że zostawiła je w przedpokoju. Klnąc na swoją głupotę, weszła na podwyższenie, chwytając porzucone na niskiej komodzie kluczyki. 
        Opuściła mieszkanie, ponownie je zamykając. W pośpiechu ponownie znalazła się na parkingu, jednak tym razem podchodząc do motocykla. Uchyliła siedzenie, wyjmując ze środka bagażnika kask, który często tam chowała. Wsunęła go sobie na głowę, wsiadając na dwukołowca. Wyjechała z zajmowanego przez siebie miejsca parkingowego, podjeżdżając pod wyjazd. Pokonała małe rondo obok swojego bloku, wjeżdżając na prostą drogę. Przyśpieszyła gdy zobaczyła zamykającą się bramę. Bez trudu przejechała przez nią, od razu skręcając w jedną z bocznych uliczek. 
        Mknął przed mniej ruchliwe drogi, dotarła w końcu na skraj miasta, widząc w oddali machającego do niej chłopaka na motorze. Wtedy dostrzegła przez maleńką szybko jego kasku znajomą twarz Alexisa. Nie zatrzymując się, nakazała mu jechać za sobą. Nie wiedziała, czy starszy Agreste był w nowej miejscu gruby Dereka i Owena jednak zważając na fakt, że Adrien wspominał, że od wypadku minęło kilka miesięcy, a jego brat nawet nie wsiadł do samochodu, mogła sądzić, że blondyn nie wiedział, że jego dawni znajomi przenieśli się w zupełnie inne miejsce. 
        Przejeżdżając przez lasek, widziała w oddali stadion, na którym już teraz pomimo huku słyszała głośny szum monocyklów. Wjechała przez pobliską bramę, widząc w oddali grupę motocyklistów opierających się o swoje maszyny. Podjechała do nich, dopiero wtedy dostrzegła ich zdumiona spojrzenia na sobie. 
        — Cześć wam — rzuciła na przywitanie gasząc swoje kwasaki. 
        Wolno zdjęła kask, z głowy dopiero wtedy widziała, jak podchodzi do niej Dragona, który wyraźnie ucieszył się z jej powrotu. Zsiadła z motoru podchodząc do przyjaciela, uściskała go mocno, po czym znalazła się w objęciach Eleny oraz Ivy jedynych dziewcząt oprócz niej w tej małej grupie. 
        — Kogo ze sobą przyprowadziłaś? — spytał Owen, obejmując ją w pasie, spoglądając na jej towarzysza. 
        — Nie poznajesz kumpla Owen. 
        Zaśmiała się cicho gdy Alexis zdjął swój kask, ukazując dawnym znajomych twarz po długiej nieobecności. Zerknęła na stojącego przy jej boku chłopaka oraz jego zdumioną twarz. Patrzyła jak Agreste wita się z pozostałymi a ona przystanęła przy boku Mike’a, który posłał jej lekki uśmiech. 
        — Jednak wróciłaś — odezwał się. 
        — Aby ci tyłek skopać — dodała ze śmiechem. 
        — Skąd wy się w ogóle znacie — nagle Derek przerwał, panujący wśród nich zgiełk spoglądając na dwójkę znajomych. 
        — Właśnie poznaliśmy się przez Adriena — odezwał się Alexis — Julia jest jego dobrą przyjaciółką — wyjaśnił zgromadzonym. 
        — Fire nic nie mówiłaś, że znasz Agreste? 
        — A miałam ci się spowiadać Dragon — odburknęła mu. 
        — Fire? — zdumiał się blondyn, spoglądając na dziewczynę. 
        — Pomysł Mike’a — odparła. 
        Zanim jednak zdążyli cokolwiek powiedzieć czy wdać się w dalszą rozmowę, Owen skutecznie przerwał jakiekolwiek rozmowy. Nie była wcale zdumiona gdy nakazał jej jechać w następnym wyścigu przy boku Alexis’a. O'Neill uwielbiał wszystkich wysłać na żywioł, co nie było już żadnym zaskoczeniem, chętnie przyjęła wyzwanie brata swojego przyjaciela i ich mały zakład. Wsiadła na motocykl z nadzieją, że wygra tę małą rywalizację. 

                                                ✰✰✰