Sunday, May 25, 2025

V 30 — ZAKOŃCZYŁ ZWIĄZEK KTÓREGO SIĘ BAŁ

    — Zawsze byłeś nikim! — kobiecy głos potoczył się echem po ścianach Sali rozpraw, na której od dłuższej chwili trwała rozprawa rozwodowa.
    Bolało.
    Nie zamierzał kłamać, że te słowa go nie obeszły, gdy czuł jak podświadomie, wbija w obolałe serce maleńkie igiełki, które sprawiały mu wiele cierpienia i mimo że słyszał wielokrotnie te słowa z jej ust. Nie potrafił wyzbyć się poczucia, że faktycznie tak, było, że nie był nikim wartościowym.
    Kimś, kto w ogóle zasługiwał na szczęście.
    Był jedynie naiwnym głupcem, który ponownie dał się zwieść niczym dziecko, głupie nie mądry małolatek, a nie dorosły facet, który był już po trzydziestce. Znowu dał się oszukać i to w najbardziej prymitywny sposób. Żałośnie śmieszne jak mógł tego nie zauważyć, albo po prostu był takim głupcem, że nawet w momencie gdy go ostrzegano, wolał przymknąć oko i pozwalać swojej jeszcze żonie, na to by traktowała go jako ostatnie popychadło.
    Było to dla niego wręcz uwłaczające i wstydliwe, że jako dorosły mężczyzna pozwolił się sterroryzować swojej własnej żonie. Jednak przemawiał przez niego strach, obawy o życie jego prawdziwej miłości.
    Zrozumiał nie w porę, że wchodzenie ponownie w tę relację było jego największym błędem, mógł od razu dostrzec, że jest coś z nią nie tak. Zadać sobie to podstawowe pytanie, czy faktycznie ona się zmieniła, zwłaszcza po tym gdy celowo rozbiła jego poprzedni związek. Mógł winić siebie, jednak to ona go uwiodła i zaciągnęła do łóżka. Alkohol był jedynie dodatkowym bolcem, który sprawił, że stracił panowanie nad sobą i się zapomniał.
    I szczerze tego żałował.
    Gdyby chociaż mógłby cofnąć czas i zmienić bieg wydarzeń, na pewno pohamowałby się przed tym, by wdawać się w dyskusje z nią w tym klubie, by potem nie potoczyły się kolejne wydarzenia, które były niczym domino, które popchnięte kolejne jego klocuszki zaczynają upadać i właśnie to wydarzyło się w jego życiu. Poleciało, pierwsze pociągnęło za sobą, szereg zdarzeń, na które miał jeszcze wpływ mógł je zatrzymać. Ale tego absolutnie nie zrobiła. Mimo że wciąż był przed nią ostrzegany nawet przez Julie, która wręcz wprost mówiła mu, co powinien zrobić, lecz on co takiego zrobił?
    Nic.
    Absolutnie nic!
    Gdyby tylko mógł wrócić do tamtych dni, posłuchałby jej nawet jeśli nie byli wtedy razem, to w pełni miała racje. Sama doświadczyła podobnej sytuacji w pierwszym związku. Rozumiała cały ten chory mechanizm, w którym tkwił, pojmowała jego strach, jego obawy, wręcz nakreślała mu drogę, którą powinien pójść, by się uwolnić z tego koszmaru.
    Jednak wciąż wtedy wmawiał sobie, że on ją chroni. Robił to dla niej, by ustrzec ją przed tym, by nie złapał ją jej największe nemezis. Ale teraz wiedział jedno, nawet jeśli Julia była znacznie młodsza, może i zdarzało mu się ją wyklinać w przypływie złości i tej głupiej chęci ukarania jej. Co teraz wydawało się teraz takim cholernym absurdem, to miała w pełni racje.
    Praktycznie w każdym aspekcie, przyczynił się do rozpadu ich związku, to on specjalnie ją zaczepiał, by jej dopiec, czego teraz absolutnie się wstydził czy potem ten głupi i najbardziej nierozsądna rzecz jaką, zrobił to, wymyślił, z własną partnerką, plan na zniszczenie Julii jakby i tak miała wystarczająco mało kłopotów w życiu. Jednak zaczęła przemawiać przez niego złość po czasie, gdy zorientował się, że ułożyła sobie życie bez niego i miał momenty gdy uznał, że nie był to głupi pomysł, jednak teraz wiedział, że absolutnie to był skandaliczna rzecz, jaką zrobił, że w ogóle się na to zdecydował.
    Zwłaszcza, po tym jak przez praktycznie całą trasę, ratowała mu dosłownie dupę. Potrafiła zachować w tajemnice prawdę, którą poznała o jego związku z Taylor. Nie oceniała nawet wtedy gdy się nim opiekała i opatrywała jego rany. Nawet wtedy gdy wdawała się w kłótnie ze Smith, broniąc go przed nią.
    Nie musiała tego robić!
    Zwłaszcza, po tym jak ją potraktował, lecz jej erudycja i empatia sprawiła, że nie potrafiła przejść wokół niego oraz Summer obojętnie.
    Radziła mu, wręcz go błagała, by zrezygnował z tej chorej relacji, w której tkwił, lecz co zrobił? Nadal trzymał się blisko tej zgorzkniałej pozbawionej emocji kobiety, która absolutnie nie przeszła żadnej zmiany w swoim życiu. Nawinie, nabrał się na idealny kamuflaż, który dla siebie stworzyła.
    Uwiodła go na swoją własną przemianę, której nigdy nie było, a teraz wręcz gorzko mógł płacić za to, że był takim idiotą, że praktycznie po paru tygodniach się jej oświadczył i wzięli prędki ślub, bo uwierzył, że ona naprawdę go kochała.
    Nie można tego było tłumaczyć, próbą szukaniem ciepła i zrozumienia po zerwanych zaręczynach. Powinien trzymać się od niej z daleka. To była jedyna recepta na to, by nie parkować się drugi raz do tego śmierdzącego szamba. Mógł po prostu zostać sam, a nie tkwić drugi raz w tej relacji, która właśnie miała się zakończyć jak uprzednio na sali sądowej.
    — Skoro uważa pani, że pan Sanders był dla pani kimś małowartościowym, dlaczego weszła pani ponownie w relacje z nim? — dobiegł go głos jego własnego adwokata.
    On sam nawet nie zamierzał wdawać się z nią w żadne dyskusje. Było to mało ważne, szczególnie, że chciał prędko zakończyć tę sprawę i wyzbyć się tej kobiety z własnego życia a tym bardziej, pragnął również odrzeć ją z własnego nazwiska. Głupstwem było, że zgodził się na to by je przyjęła gdy uprzednio tego nie zrobiła. Mógł od razu wyczuć, że coś jest nie tak. Jednak jego własna induzja go zwiodła.
    — Co panią kierowało, bo chęć pieniądza to jedna z rzeczy przemawiająca na korzyść związku z moim klientem — powiedział, przechodząc nieopodal ławy, przy której siedziała, skuta wciąż kajdankami Taylor.
    Przyprowadzono ją tutaj wprost, z aresztu gdzie wyczekiwała również na proces karny. Widok jej skutej tym żelastwem, był dla niego w pewien sposób satysfakcjonujący. On wraz z Julią przez tygodnie tkwili w ich szponach teraz ujrzenie jej oraz tego psychola właśnie skutymi kajdanami były jedynie małym pocieszeniem po tym piekle, jaki musieli znieś.
    To o czym wciąż nie mógł zapomnieć i śniło się mu wciąż po nocach. Najbardziej jednak koszmarne wizje były to te, w których był zmuszony do spoglądania na widok cierpiącej Julii, obrazu, który go wciąż przerażał. Jego krzyk wciąż go budził po nocach, a potem nie mógł nawet zmrużyć oczu, by nie widzieć jej twarzy, którą wykrzywiało okrutne cierpienie.
    Nienawidził tego gnoja za to! Jak bardzo ją wtedy zniszczył, pobicie to było jedynie preludium jej koszmaru. Jednak najbardziej czego nie mógł znieś, to tego, jak ten zwyrodnialec się do niej dobierał. Nie potrafił zliczyć, ilekroć wręcz ją gwałcił na jego oczach. Momentalnie zacisnął dłoń w pieść gdy tylko sobie o tym przypomniał.
    Najgorsze w tym było, że nie mógł wtedy nic zrobić, był wręcz zmuszony patrzeć na to.
    — Sanders to największy naiwniak, jakiego można spotkać — odezwała się nagle Taylor, a on poczuł skurcz w sercu.
    To była prawda, z którą musiał się zgodzić.
    — Manipulacja nim była banalnie łatwa. Nasz związek to był jedynie część wielkiej układanki. Nie chciałam go! Nigdy go nie kochałam! Był tylko mi potrzebny — powiedziała wręcz z dumą.
    Moment gdy wyczuła, że spogląda w jej stronę był chwilą gdy ujrzał na jej ustach wręcz drwiący uśmiech. Dla niej on był jedynie parodią, żartem, z którego mogła wciąż kpić i się śmiać. Wykazał się sam taką głupotą, o której by nie pomyślał nikt wcześniej.
    — W takim razie przyznaje pani, że nie darzyła go żadnym uczuciem? — ciągnął mecenas.
    — Może jako głupia piętnastolatka, która zakochała się w ambitnym muzyku to tak, lecz z czasem uczucie przeminięto, wcześniej wiecznie go nie było. Jak nie studio to koncerty i zapomniał o mnie, więc wykorzystałam czas…
    — Na zdradzanie mnie! — wybuchł nagle.
    — Właśnie — podsumowała z zadowolonym uśmieszkiem.
    Chociaż jemu wcale nie było do śmiechu, dla niego było to wprost uwłaczające, jakim był ignorantem.
    — Więc skoro wiedziała pani, że nie kochana pana Sandersa, to po co zdecydowała się pani z nim wziąć ponowy ślub? — odezwała się sędzina, która przysłuchiwała się rozprawie.
    — Wiedziałam, że jeśli nie zagram według jego zasad, to cały mój plan rypnie, dlatego udawanie miłości było dla mnie najbardziej rozsądną rzeczą, jaką mogłam zrobić. Na szczęście był tak bardzo zaślepiony, że udawanie zatroskanej byłej partnerki, która pocieszyła go po ostatnim rozstaniu była wręcz banalnie łatwa, a on dał, się zwieś, niczym dziecko. Dosłownie zabrałam mu lizaka sprzed nosa, a on się nie zorientował — powiedziała, wręcz kpiąca patrząc w jego kierunku.
    On jednak nie był w stanie nawet spojrzeć na kogokolwiek więcej, wpatrywał się w drewno ławy, która przed nim stała, nie mając śmiałości pokazać swojego zażenowania i upokorzenia, jakie doświadczył w tym momencie.
    — Ten facet nie zasługuje na to, by być z jakąkolwiek kobietą, bo można nim tak łatwo oszukać. Pewnie ta twoja była też przystawiała ci rogi kochaniutki — zaśmiała się perfidnie.
    Doskonale jednak wiedział o kim, mówiła i do czego dążyła i mimo że miał chęć jej odpowiedzieć, to zacisnął mocniej usta, by nie dać niczego po sobie poznać. Mógł wiele o Julii powiedzieć, ale nie to, że go oszukiwała. Była czasami zbyt pochopna, lubiła adrenalinę i była lekkomyślna w pewnych sytuacjach, jednak nigdy nie dała mu powodu do nieufności i nawet nie pomyślała chociaż przez moment o tym, by go zdradzić.
    — Mike to głupek, jak ich mało. Ma się za inteligentnego i ułożonego faceta, a dał się zwieść takiej prostej manipulacji. Kto poważny wierzy, że w miesiąc można się zakochać znowu? Powiedz nam, jak to jest być największym rogaczem? — kpiła z niego.
    — Przymknij się — wysyczał przez mocno zaciśnięte zęby.
    — Boli głuptasie, że każdy wie, jak łatwo można cię rozpracować? Pewnie ta twoja młoda suka, też to rozpracowała i robiła to samo co ja. Pewnie miała przed…
    — Zamknij się! — wydarł się nagle.
    Mimo że obiecywał sobie, że nie da się jej sprowokować, to nie zamierzał pozwalać na to, by w żadnym stopniu obrażała Julie. Dziewczynę, dzięki której nadal żył, która uratowała mu kilkukrotnie życie właśnie przed nią. Nikt nie będzie obrażać jej w jego towarzystwie!
    On mógł być wyśmiewany, lecz nie da powiedzieć na nią ani jednego złego słowa.
    — Ona miała racje! Ty nigdy się nie zmieniłaś. Wyniosłaś się na swój szczyt amatorskiego aktorstwa i mnie urobiłaś! Udało ci się — poderwał się z krzesła i wręcz z obrzydzeniem spoglądnął na nią. — Mogłem cię zostawić już dawno, ale ty i ten twój przydupas mnie zwiedliście! Gdyby nie wasze cholerne groźby nie musiałabym tutaj dziś siedzieć i patrzeć na ciebie ponownie. Mogę być głupkiem, ale ty zawsze będzie pozbawioną skrupułów suk…
    — Proszę o spokój! — zagrzmiała kobieta w sędziowskiej todze — Proszę pana mecenas o kontynuowanie przesłuchania, o ile ma pan jeszcze o coś do zapytania.
    — Chyba dowiedzieliśmy się wystarczająco wysoki sądzie, by zrozumieć, że pani Sanders nigdy nie kochała mojego klienta, a rozwód jest jedynie formalnością.
    — Jednak wciąż mogę walczyć o…
    — Nic nie dostaniesz! — powiedział dość twardym głosem. — Nie dam ci niczego. Nie zasługujesz na nic.
    — Ale to ty misiu nie zdecydowałeś się na podpisanie intercyzy. Mogę walczyć o to, by zyskać część twojego majątku — śmiała się.
    — Zapewne wiele ci się na to zda, za kratami więzienia, z którego obiecuje, nie wyjdziesz — odgrażał się.
    Widział, że to nie jest pierwsza rozprawa, gdzie będzie musiał się z nią mierzyć, jednak jej postawa sprawiła, że zamierzał zrobić wszystko na rozprawie karnej, by trafiła na dożywocie do więzienia. Tak by nigdy nie opuściła murów zakładu karnego.
    — Ale…
    — Czy nie zapomniała, pani, że mój klient wniósł o rozprawę z orzeczeniem o winie. Jeśli zostanie osądzone to w taki sposób, nie ma pani prawa do majątku mojego klienta — wtrącił się adwokat.
    — I tak by nic z tym nie zrobiła, skoro będzie tkwić przez wiele lat za kratami — wyśmiewał ją — Zapominasz Taylor, że czeka cię jeszcze jedna sprawa, a tam obiecuje, zrobię, wszystko byś nigdy nie wyszła na wolność!
   — Nie odgrażaj się Michaelu, bo potrafię...
    — Nie tym razem Taylor. Nikt nie da się nabrać na twoje piękne opowieści. Sama poszłaś na ugodę i przyznałaś się do wszystkiego więc tak czy inaczej, pójdziesz siedzieć na wiele lat, a pieniądze są ci niepotrzebne za kratami.
    Widział, jak wręcz zagryza zęby, a na jej twarzy pojawiła się irytacja. A on po raz pierwszy poczuł nieukrywaną satysfakcje. Doskonale wiedział o jej zeznaniach w obu przypadkach, był na informowany na bieżąco i wiedzieli o tym, że przyznała się do wszystkich zarzutów, lecz za ułagodzeniem kary i tak czeka ja długa odsiadka.
    — W końcu mina ci zrzedła. Mogłaś się nie przyznawać, to byś teraz nie ciążyłaby na tobie fakt, że absolutnie wszystko ukatowałaś. Więc nasz rozwód jest formalnością, a ty nie masz sobie rościć praw do moich pieniędzy!
    Rozprawa trwała naprawdę długo i była niezwykle wykańczająca i mimo że można było ją odłożyć na drugi termin, to dowody świadczyły przeciwko niej. Zeznania świadków, którzy zostali zaproszeni, również potwierdzało jego wersje. I mimo że wiedział, że pewna osoba znacząco mu by mu pomogła nawet opowiedzeniem z jej perspektywy o wszystkim. Liczył się z tym, że jeśli poprosi Julie o pomoc, może wręcz zapomnieć, że się pojawi.
    Mimo że jej zaznania mógłby wiele wprowadzić do sprawy. Unikał wspomnienia o niej, bo jasno zaznaczyła, że chce się od niego oraz reszty odciąć i czy powinno go to dziwić? Nie jednak był spragniony tego, by znowu się z nią zobaczyć, jednak musiał uszanować jej zdanie i tak wiele namieszał w jej życiu, dlatego wolał dać jej spokój. Chociaż jej słowa znacząco obciążyły Taylor.
    W końcu zostali zaproszeni po raz ostatni do sali, w której po krótkiej chwili pojawiła się sędzina tuż po rozmowach oraz konsultacjach, by ogłosić ostateczny wyrok. Po cichu liczył na to, by osądzono o rozpadzie z jej winy. Mimowolnie zacisnął, dłonie w pieść, wyczekując:
    — Po rozpatrzeniu sprawy Michaela oraz Taylor Sandersów, sąd stanowy w Los Angeles, ogłasza zupełne rozpadzie małżeństwa zwartego piątego maja dwa tysiące trzynastego roku z winny pozwanej Taylor Sanders. Proszę usiąś
    Znacząco mu ulżyło gdy to usłyszał. Pozbył się swojego największego problemu.

No comments:

Post a Comment