Wydmuchał po raz kolejny dym tytoniowy ze swoich ust, po co w ogóle się za to brał. Po co palił? Myślał, że ten cholerny nałóg go w jakiś sposób uspokoi, jednak to było, nawinę myślenie, bo pomimo już kolejnego wypalonego peta nie czuł się ani trochę uspokojony. Złudne przekonanie, które próbował sobie wmówić, jednak nadal w jego głowie panował istny chaos.
Spojrzał na praktycznie spaloną fajkę, którą trzymał między swoimi palcami, a w jego głowie pojawiło się wspomnienie pewnej dziewczyny i niemal usłyszał w swojej głowie jej słowa:
— Wiem, że to zgubny nałóg — odezwała się, siedząc tuż obok niego na stopniach wiodących na drewniany taras — Ale czemu tego nie rzucisz?
Pytanie niby tak proste, lecz czy był w stanie odpowiedź racjonalnie na to, że wciąż palił. Nie był niemądry i doskonale wiedział, że był uzależniony od tego paskudztwa i nie powinien w tym tkwić, jednak nie było łatwe zostawić coś, co przez lata weszło wręcz w nawyk. Ciężko wręcz było mu pomyśleć by zdecydować się na ten dość radykalny krok i porzucić coś, co go wewnętrznie truje.
— Tak działa uzależnienie młoda — stwierdził, wciągając po raz kolejny ten cholerny smrodliwy dym do swoich płuc — Nawet gdy masz chęci to zostawić i tak wracasz — dokończył swoją myśl.
— Ale to śmierdzi — mruknęła z niesmakiem.
W blasku zapalonego zewnętrznego światła, pomimo panującego nad nimi już mroku, dało się dostrzec jak krzywi twarz i unosi lekko dłoń i delikatnie nią macha, ukazując swoje zdegustowanie tym, co robił z własnym zdrowiem.
Wiedział, że się samoistnie potrwał od lat, jednak nie potrafił z tym skończyć. Owszem próbował kilka razy z tym skończyć, ale nie było to łatwe, bo jeśli nawet je porzucał na parę dni, to nie potrafił się pohamować od usilnego pragnienia poczucia tego swądu czy zaciągnięcia się tytoniem i znowu sięgał po papierosy, mimo że obiecywał, że tego już nie zrobi.
Uśmiechnął się delikatnie, widząc jej dość skwaszoną mimikę twarzy, jednak dało się dostrzec, że wyglądała tak, jakby miała ochotę zwrócić dopiero co zjedzoną kolacje i to nie był pierwszy raz gdy upominała go, by z tym w końcu skończył, jednak znając swoje przegrane walki, z nałogiem nie potrafił jej przysięgnąć, że ostatecznie porzuci tytoni. Wiele razy już próbowała go nakłonić, nawet zabierała mu pudełko z papierosami, jednak zawsze je znajdował.
— Aż mnie mdli od tego zapachu — odezwała się nagle sfrustrowana — Nie wiem, po co sobie tak życie niszczysz, aż tak go nienawidzisz?
— A czy ja powiedziałem, że jestem z niego niezadowolony? — zapytał wprost — Nie mam powodu do narzekania na nie. Mam wszystko, czego pragnę i nie potrzebuje więcej do szczęścia no może z wyjątkiem dziewczyny — dodał z lekkim uśmieszkiem i ponownie zaciągnął się tym dymem.
— Nie żałujesz tego?
Jej dość zaskakujące i nieoczekiwane pytanie go nieco zdumiało. Popatrzył w jej kierunku, oczekując kraniec peta z nadmiaru prochu i spoglądnął na nią pytająco, gdy w końcu zobaczył, jak patrzy na nim, tym swoim przenikliwym spojrzeniem. Oczami niemal ujmującymi, jak wzrok jego matki. Błękit, który był wręcz niespotykany i nim one zgasły w oczach Sary, widział w nich jako dzieciak wiele radości i miłości, mimo że był czas, że nie działo się najlepiej w ich rodzinie to, jak każda matka nie chciała, by odczuł nagłe odejście ojca, a potem z czasem jej pogrążający się stan zdrowia. Teraz patrzył na to sam lazurytowy odcień tęczówek swojej własnej siostry, a gdy tylko zobaczył ją po raz pierwszy miał poczucie, że patrzył na młodszą wersję swojej mamy.
— Wiem, że pytanie może wydać ci się głupie czy kompletnie nie na miejscu. Ale teraz tak z perspektywy tych miesięcy, tego roku, z którym siedzę już z tobą. Czy zrobiłbyś to drugi raz?
— Szczerze?
— Tak, masz po prostu mówić prawdę, nie chce, byś mnie oszukiwał. Chce widzieć, jakie masz odczucia, teraz nie masz już nade mną władzy, jestem dorosła, ale tak szczerze gdybyś wiedział o tym, wcześniej szukałabyś mnie?
On nie musiał nawet za wiele się zastanawiać, co miałaby jej odpowiedzieć, bo doskonale wiedział, co czuje nawet po tym roku, zdawał sobie sprawę, że nie podjął w życiu lepszej decyzji niż właśnie tą, by ją poszukać i dowiedzieć się prawdy. I tak może to było dość duża odpowiedzialność, którą na siebie wziął, jednak widząc, jak ona się rozwinęła i bardziej mu ufała, nie żałował tych miesięcy batalii o nią z sądem czy ośrodkiem adopcyjnym. Kosztowało go, to wiele nerwów jednak było to warte. Papierologia i udowadnianie obcym ludziom, że jest w stanie zapewnić dorastającej dziewczynie najlepsze warunki pobytu, pomimo że było to frustrujące, to rozumiał doskonale, że musieli to sprawdzić i być pewnymi, bo przekazywali mu, pomimo że nastolatkę jednak w świetle prawa była jeszcze niepełnoletnia.
— Nie — powiedział dość krótko.
Zobaczył momentalnie, jak spogląda w jego kierunku nieco zaskoczona, po czym rzucił na żwirowatą ciężkie peta i przydeptał go i zwrócił się do niej:
— Nie było to łatwe, ale nie zamierzam tego żałować. Prawdę mówiąc, straciłem praktycznie rodzinę. Ojciec zajął się nową rodzinką, mama nie żyje, mogę ją tylko na cmentarzu odwiedzać, jednak zyskałem kogoś ważnego. Młodszą siostrę. Jesteś moją jedyną rodziną i nie będę nigdy wyrzucał sobie, że byłem głupi, bo chciałem cię mieć przy sobie. Zawsze jako dzieciak chciałem mieć młodszą siostrą, którą będę mógł się opiekować czy chronić i może spotkałem cię po prawie piętnastu latach i mimo że teraz jesteś dorosła, to nie zamierzam przestać cię chronić. Naprawdę mi zależy na tobie i cię kocham i obiecuje, że nigdy cię nie zawiodę…
— Złamałeś obietnice, którą jej dałeś — mruknął sam do siebie.
Był wręcz prawie pewien, że go nikt nie usłyszy, bo praktycznie prócz niego i Alice oraz przyjaciela i męża jego siostry nikogo nie było w domu, a on musiał wyjść się przewietrzyć, gdy teraz przypominał sobie tę rozmowę, czuł wobec siebie cholerne wyrzuty sumienia, bo tak zniszczył wiarę, jaką w nim pokładła głupim zapatrzeniem w przedstawienie Taylor.
Przez żonę własnego kumpla stracił własną siostrę.
Świadomie ją odrzucił, nie dając jej nawet szansy na wyjaśnienia. Boleśnie powróciło do niego to niechciane wspomnienie z aresztu gdy w końcu dał się namówić i poszedł ją odwidzieć. Widok jej zaklętej w kajdany teraz był dla niego bolesny i w pełni brał na siebie odpowiedzialność, że po części on ją tam doprowadził.
— Chester…
— Po prostu się zamknij i mnie posłuchaj — powiedział dość ostrym głosem — Nie przyszedłem tutaj by słuchać twoich żali!
Bolało?
Skłamałaby sama przed sobą jeśli by uznała, że rzeczywiście, jego słowa nie sprawiły jej cierpienia. Nigdy nie widziała go takiego, nie był wobec niej, tak opryskliwy tak wręcz arogancki, a teraz patrzyła w oczy, w których mogła dostrzec same negatywne cechy od złości po nienawidzić i chociaż psychicznie widok ten boleśnie ranił, to starała się, jak tylko mogła ukryć swój smutek i łzy, które pragnęły przedrzeć się do jej oczu.
— Co ty…
— Powiedziałem, żebyś milczała! — zagrzmiał.
Przygryzła niemal od wewnętrznej strony policzek, by pohamować się od urojenia, chociażby słonej kropli wody, która pragnęła wyrwać się na wolność spod jej spuchniętych powiek, które były oznaką jej niewyspania.
— Nie obchodzi mnie twoje tłumaczenie! Przyszedłem cię tylko poinformować, że dla mnie przestałaś istnie…
— Czyli wierzysz jakieś szmacie niż własnej siostrze!?
Chociaż starała się być spokojna to jego słowa, które mówił, wbijały takie szpile w jej serce, których wręcz nie potrafiła, znieś. Spoglądała na niego w niedowierzaniu, bo nie rozumiała, czemu tak ją traktuje, czemu nie chce jej posłuchać jej wersji zdarzeń. Obrał jednak już stronę, w której tkwił i wierzył kobiecie, która tak podle manipulowała nimi.
— A według ciebie jak mam interpretować to co widziałem? — spytał wściekle — Nie co dzień widzę, jak moja siostra klęczy nad moim kumplem w kałuży jego krwi. Jak mam cię bronić, gdy odciski na nożu świadczą, że to ty go dotykałaś i zadałaś cios. Sam Mike powiedział, że to byłaś ty!
— Kłamie — powiedziała to prawie bez uczuciowo.
— On by nigdy nas nie oszukał…
Gdy tylko to usłyszała na jej ustach, pojawił się niezwykle drwiący uśmiech. Czy on naprawdę uważa, że wie wszystko? Tak bardzo wierzy w Michaela, że nie trudził się, by docisnąć go i dopytać, jaka jest prawda. Od dłuższego czasu był oszukiwany, a on dalej wierzył w to, że Mike jest taki niewinny.
— Tak, ja też tak myślałam. Dziwni mnie, że mu wierzysz, mając pojęcie, że okłamywał mnie, przez kilka tygodni zatajając prawdę o swoim romansie, to w tej kwestii by mówił prawdę?
— Masz na to dowód? Coś, co sprawi, że mam ci uwierzyć w twoją domniemaną niewinność.
— Kurwa Chester — wydarła się na niego.
— Uspokójcie się, bo przerwiemy widzenie! — rozgrzmiał kobiecy głos za jej plecami.
Zignorowała go, ani przez moment nie spuszczając spojrzenia ze swojego brata.
— Ja ci ratowałam kumpla, a ty uwierzyłeś w jakąś łzawą scenkę kobiety, której i tak nie szanowałeś, bo załkała. Nie znając, prawdy o nich.
— Jakoś mi się to nie widzi. Może i byłem sceptyczny wobec tego, ale każdy ma prawo się zmienić nawet ona…
Owszem to prawda, ale ona wiedziała, że Taylor jest jeszcze gorsza niż wcześniej, jednak jego argumentacja oraz zaparcie w swoje przekonanie nie pozwalało jej do niego dotrzeć.
— Czyli uważasz ze ja kłamię a ona mówię prawdę? — zapytała dość cichym głosem.
— Owszem.
Zacisnęła mocniej zęby, wręcz jeszcze bardziej hamując się, by nie wybuchnąć płaczem. Chociaż nie chciała tego ujawniać w taki sposób, nie miała wyboru. Podciągnęła rękaw więziennego uniformu, który i tak był na nią za duży i podniosła dłoń, na tyle ile mogła, gdzie na jej palcu spoczywał pierścionek zaręczynowy i obrączka ślubna.
— Obce mi jest poczucie zazdrości o tego skurwysyna — rzuciła mściwie — Od trzech miesięcy jestem mężatką! — wybuchła pokazując mu jej dwie biżuterie, które miała przy sobie — Zazdrość, o którego faceta porzuciłam ponad półtora roku temu, gdy od kilku miesięcy byłam w szczęśliwym związku z facetem, w którym jestem po uszy zakochana i który mi wierzy.
— I niby mam uwierzyć, że ma to cię bronić? Julio dowody świadczą przeciwko tobie. Nie potrafisz się wybronić, co oznacza jedno, byłaś tam i zrobiłaś to, nawet jeśli nie chodziło o zazdrość, to miałaś powód, ale nie chcesz go zdradzić. Mike by w takiej kwestii nie kłamał — dorzucił.
— Może by nie kłamał gdyby nie miał przy sobie zony, która nim manipuluje…
— Przestań! — zagrzmiał nagle — Nie zamierzam z tobą dyskutować. Nie masz dowodów przeciwko Taylor, a wszystkie zebrane materiały do tej pory świadczą, że to zrobiłaś.
Widziała, jak w następnej chwili podnosi się i wstaje, jednak nie ruszył się z miejsca, tylko spoglądnął na nią z góry, mówiąc:
— Nie chce cię znać! — powiedział to tak przepełnionym goryczą głosem — Wyrzekam się ciebie!
— Co!? — spytała wręcz zaszokowana.
— To, co słyszałaś. Dla mnie przestałaś istnieć. I nawet lepiej, że się ożeniłaś, bo przynajmniej nie będziesz hańbić mojego nazwiska! — dodał mściwie — Żałuje dnia, gdy ciebie przygarnąłem.
— Jestem kretynem — powiedział nieco głośniej i bardziej wściekły.
Czy był zły na nią?
Absolutnie nie!
Był rozwścieczony, ale sam na siebie. Julia nie była niczemu winna, od początku mówiła prawdę a on głupi i tak bardzo zaślepiony po prostu jej nie wierzył. Powinien stać przy niej i ją wspierać i próbować wyciągnąć z tego koszmarnego miejsca i przede wszystkim będzie żałować każdego dnia tego co jej powiedział.
Złożył obietnice, ale jej nie dotrzymał.
— W końcu pojąłeś prawdę o sobie?
Usłyszał nagle za sobą głos młodszego mężczyzny i doskonale wiedział, do kogo on należał. Tylko on odnosił się z taką niechęcią wręcz pogardą do niego. Czy był tym jakoś zaskoczony?
Nie!
Rozumiał jego frustracje i wściekłość, jednak w obecnej sytuacji wydawało się to mu po prostu głupie wylewanie takich żali, gdy zależało im obojgu na tym samym, by odnaleźć bliskich sercu dziewczynę, która od ponad dwóch tygodni została porwana i nikt nie wie, gdzie była nawet policja, która intensywnie szukała jakikolwiek poszlak, by złapać trop.
— Znowu zaczynasz? — spytał, rozżalony nie odwracając się do niego.
— A spodziewasz się, że będę cię traktował inaczej? — odezwał się dość srogi głos Anthony — Spieprzyłeś po całości i mam ci nagle przyklasnąć, bo to pojąłeś, ale dopiero gdy twój przyjaciel przestał kłamać i przyznał się, że żonka go sprała.
— Skąd mogłem wiedzieć?
Przez dłuższy czas tkwił w przekonaniu, że jednak relacja między Taylor i Mike się ułożyła, mimo że miał momenty, zwątpień to jednak zaufał mu w jego przekonanie, że ona się zmieniła i cóż gorzko zapłacił za brak ufności wobec Julii i ślepe zaufanie Shinodowi i jego zonie.
— Fajna ta rodzinna wieść, że wystarczyła tak małą wręcz żałosna manipulacja, żeby się od niej odwrócić — nadal wbijał mu szpilę.
Odwrócił się przez ramie, by móc na niego spojrzeć. Stał nieopodal z dość zaciętym wyrazem twarzy, jednak dało się dostrzec w jego oczach wściekłość i niechęć. On naprawdę się nie wypierał tego, wie, że nawalił, doskonale o tym wiedział, jednak zaczęło go już irytować to wieczne wypominane mu tego.
Teraz praktycznie miał związane ręce i nie mógł nic zrobić.
Jedyne czego pragnął to, by policja odnalazła młodą artystkę całą i zdrową, chociaż w to drugie zaczął wątpić, zdając sobie sprawę, z jakim psycholem mają do czynienia i zapewne jest on winny jej nagłego zniknięcia. Nie chciał nawet myśleć o najgorszym scenariuszu, jaki mógłby go spotkać.
— Anthony! — odezwał się już wściekły.
Podniósł się ze schodów, na których do tej pory siedział i pozbył się niedopałka i spoglądnął na mężczyznę, który stał dwa metry od niego.
— Nie musisz ze mnie robić kretyna!
— Nie muszę i tak nim jesteś — wszedł w jego słowa, a on usłyszał uszczypliwość w jego głowie.
— Tony…
— Nie życzę sobie, byś tak się do mnie zwracał!
Westchnął cicho, bo już czuł się sam poirytowany tym, jak nagle wchodzi mu w zdanie i nie pozwala nawet nic powiedzieć.
— Anthony, posłuchaj mnie! — zaczął poważnie i dość surowym głosem — Wiem, co zrobiłem. Nie wypieram się tego i nie zamierzam kłócić się z argumentem, że zawaliłem po całej linii. Rozumiem frustrację twoją i mogę również postawić się na jej miejscu, że czuje do mnie niechęć wręcz nienawiść. Tak naprawdę gdybym nie zabrał ją na tę trasę to pewnie, do tej sytuacji by nie doszło, jednak to była decyzja moja i pozostałych chłopaków. Nie Shinoda nic nie wiedział na ten temat — uprzedził go — Zmyliło mnie zachowanie Julii na trasie jej oraz Mike, bo wyglądało do dosyć podejrzanie jednak teraz gdy patrzę na to po czasie, to pewnie ona wiedziała, co się dzieje w tym małżeństwie. Ja sam nadal nie wiem, chociaż się domyślam, co Smith robiła mojemu przyjacielowi, bo podobne zachowania co on wykazywała jej córka i to dzięki niej trafiła w odpowiednie ręce. Nie wiem, co się ze mną stało czy mnie coś zamroczyło wtedy w studiu albo po prostu oceniłem sytuacje, zanim tak naprawdę poznałem jej cały kontekst i się stało. Nie, nie odwrócę tego co się wydarzyło, mogę żałować i chociaż mieć nadzieje, że Julia mi przebaczy.
— Wątpiłbym w to — ponownie wtrącił swój dość uszczypliwy komentarz.
— Czy tobie sprawia to dziwką satysfakcje? — zapytał nagle, spoglądając na niego nieustępliwe.
— Owszem, bo aż miło się patrzy, jak kretyn który wierzył w kłamstwa, teraz gryzą wyrzuty sumienia. Mam nadzieje, że jeśli uda się, ją uratuje, zostawi takiego kretyna w spokój. Mało ważne jest pokrewieństwo, ale zawiodłeś. Najpierw Shinoda ją oszukał teraz ty, co ona wam zawiniła? Ona naprawdę wam obojgu ufała, ale tamtemu odbiło i poszedł się przespać z inną a ty. Braciszek niedowiarek. To wcale nie wygląda dobrze — stwierdził nagle.
— Co masz na myśli? — skrzyżował swoje dłoni na torsie i spoglądnął na niego.
— Bądźmy ze sobą szczerzy. Kto wykazał się w momencie gdy Julia potrzebowała wsparcia, pomińmy mnie, bo siebie w tej chwili nie mam na myśli — zaznaczył — Ty czy Ricardo?
Nawet nie zdawał sobie sprawę, jak skrzywił się na dźwięk jego imienia, co niemal od razu dostrzegł Anthony, a on zauważył, jak kącik jego ust delikatnie podnosi się do góry w dość chytrym uśmieszku.
— Właśnie o tym mówię Bennington — dodał już z powagą — Nikt nie jest ślepy i durny, nawet Julia to dostrzegła. Nie pałasz sympatią do niego, jednak z was dwojga to on wykazywał się odpowiednimi cechami i zachowaniami niż ty. Czy on stracił w nią wiarę? Nie! Czy starał się jej pomóc mimo swoich utrudnień językowych? Owszem. Wykazał się, że ma prawo, nazywać się jej mężem jej rodziną a ty co jej powiedziałeś? Tak mogę się ciebie czepiać, ale chociaż przez moment zastanowiłeś się, co mogła poczuć?
Zapadło nagle między nimi chwila dość niepokojącej ciszy, wkrótce jednak została ponownie przez niego przerwana i odezwał się ponownie:
— Ona ci w ciemno ufała. Uwierzyła, że w tobie ma rodzinę. Kochała cię i mogła za ciebie wskoczyć w ogień. Wyobraź sobie co poczuła będąc w areszcie gdy jej własny brat się jej wyrzekł, to już nie chodzi o bycie upierdliwych czy uszczypliwym, ale jej złamane zaufanie wobec ciebie. Powiem ci tak szczerze, gdy dowiedziałem się o tobie gdy mi o tym mówiła, pierwszy raz widziałem, że naprawdę była szczęśliwa, że brata. Oboje jako dzieci staraliśmy się dowiedzieć coś o jej rodzinie i bardzo jej na tym zależało. Cieszyła się tym, że m ciebie i mimo uprzedzeń jakie miała i tego jak trudno ufała ludziom, to widać było po niej, że perspektywa, że znaczna część zagadki jej rodziny się rozwiązała, a ty dałeś jej dom i pokazałeś, czym jest miłość, sprawiło, że ona po prostu odżyła. Mogę ci to powiedzieć z perspektywy sieroty, która nagle odzyskała rodzinę, a teraz po latach wyrzekłeś się jej i co powiedziałeś? Wspomniałeś, że ojciec miał racje? Czy ruszyłeś wtedy głową i zastanowiłeś się, co mówisz? Nawet jeśli ona jest dorosła, to ją po prostu to zabolało. Najpierw utraciła narzeczonego, którego kochała potem brata. W momencie gdy jej życie się posypało powinneś przy niej stać i ją wspierać a pozbyłeś się problemu — dodał.
Jak bardzo by chciał, to nie mógł się oszukiwać. Anthony we wszystkim miał racje i mimo że zdawał sobie z tego sprawę, to jego słowa go wręcz boleśnie uderzyły i dotknęły. Zawiódł pokładane w nim nadzieje i oczekiwane a przede wszystkim zaprzeczył uczuciom, które starał się, rozbudził w sercu tej młodej dziewczyny, zaufanie, na które tak długo pracował legło niczym domek z kart. Wszystko przez Mike i Taylor i to ich powinien winić za ten stan rzeczy. Stracił przez nich kogoś wyjątkowego. I teraz nawet nie myślał nawet o Alice która go zostawiła i gdy teraz o tym myślał to, jednak musiał stwierdzić, że nie jest zaskoczony jej podejściem.
Zawiódł samego siebie.
No comments:
Post a Comment