— To moja wina! — wyrzucał sobie po raz kolejny.
Nie zamierzał się w żaden sposób oszukiwać, nawet jeśli by chciał, to jednak jego umysł boleśnie przypominał mu o każdym jego występu o skrajności nierozsądnych decyzji, jakie podejmować, które w ostateczności doprowadziły go oraz jego dawną ukochaną do tak absurdalnej wręcz abstrakcyjnej sytuacji, w której obie tkwili zamknięci przez dwójkę wariatów. Bo w inny sposób nie można było określić istnego diabła, oraz jego równie wspaniałej wspólniczki.
Stworzyli z ich życia istny ludzki koszmar, w którym przystało im żyć z coraz mniejszą wizja czy perspektywą na ocalenie, ale czy w ogóle mogli mieć już, chociażby trzymać się uparcie tej dość głupiej myśli, w której byli przekonani o tym, że w końcu to wszystko się skończy, ich koszmarny ból zostanie ułagodzony, przestaną wciąż cierpieć.
Odczuwać pustkę i niemoc. Niechęć do walki, którą po prostu już przegrali.
Dobijającym był dla niego fakt, że wciąż się obwiniał o ten stan rzeczy i nie wypierał tego, że gdyby mógł, nie wchodził, w pakt z diabłem, o czym jego dawna narzeczona nie wiedziała. Póki co milczeli, jednak wiedział, że wcześniej czy później w końcu dowie się, co zrobił.
Czy mógł powiedzieć, że był współwinny temu, pomimo że był jedną z dwóch ofiar dwojga niezrównoważonych osób, które kiedyś dla nich byli dość istotnymi osobami w ich życiu, których pokochali ze szczerego serca, a teraz za swoje głupie zauroczenie płacą najwyższą cenę?
Bo tak kosztem ich niefrasobliwości, młodzieńczych wyborów, jakie podjęli, było ich własne życie.
Czuł się podle oszukany, on naprawdę uwierzył. Przekonał się, wręcz dał drugą szansę, komuś przez kogo przez dwa lata nie mógł się pozbierać, to praktycznie pojawienie się młodszej siostry swojego kumpla sprawiło, że wyrwał się z tego mglistego życia i może wydawać się to bardzo naciągane zbyt hiperbolizowane, jednak prawdą był fakt, że w zagubionej w nowym mieście nastolatce zobaczył samego siebie również osobę, która mierzyła się z problemami, która za maską obojętności ukrywała swoje prawdziwe odczucia.
On wtedy zobaczył, że nie jest sam, że nie musi ciągle nakładać sztucznie kreowane jej roli i udawać, że wszystko jest dobrze gdy sam czuł, że jego życie zupełnie się rozsypało i pomimo ogromnego wsparcia ze strony chłopaków czy nawet Annie nie poradził sobie z tym. Wszystko się zmieniło, bo dostrzegł osobę z może innymi zmartwieniami, jednak musząca przechodzić podobne rzeczy co on. Kryć się i zatajać to co było dla niej niewygodne i nie chciała rozmawiać, bo nie była gotowa poruszać wrażliwych dla siebie tematów.
— I tak. Nic tego już nie zmieni.
Nie spodziewał się usłyszeć żadne od niej odpowiedzi. W ostatnim czasie praktycznie nie zamieniali ze sobą słów. Tkwili w tej ogłuszającej ciszy, zdani praktycznie na przeżywanie wszystkiego we własnej głowie i roztrząsanie błędów swojej młodości, prócz skrajnych momentów gdy spanikowany po kolejnym ataku szaleństwa tego skurwysyna wystraszony tym, że kolejna jego furia mogła ją pokonać, a jej serce mogło w każdej chwili się zatrzymać, próbował z nią porozmawiać i mimo że za każdym razem po prostu się bał, to ona niechętnie odpowiadała.
Nie oczekiwał, że w końcu padnie z jej ust cokolwiek prócz zgryźliwych komentarzy w jego kierunku i nie był zaskoczony jej opryskliwością w jego kierunku. Sam by się zachował podobnie, gdyby był na jej miejscu.
Najbardziej czego nie potrafił sobie darować to, że w tak okrutny sposób ją potraktować. Mimowolnie samotna łza popłynęła po jego policzku gdy zobaczył ją w asyście dwojga masywnym policjantów, którzy prowadzili ją, zakłóca w kajdanki, na rozprawę w jego sprawie. Nie miał na tyle odwagi, by sprzeciwić się Taylor już wtedy w szpitalu gdy skutecznie go zastraszyła i sprawiła, że zgrał, tak jak ona chciała, jednak świadomość, że doskonale wiedziała że jeśli powie nie to Clark, się na niej zemści, była czymś dla niego przerażającym, jednak z dwojga złego i tak to zrobił, a on mógł przynajmniej wtedy nie skłócić znacznej, części bliskich jej osób właśnie z nią a szczególności nie poniszczył relacji rodzinnej własnego kumpla z siostrą, o którą tak walczył, ale ten ślepo poszedł za nim i jego żoną, która wciąż manipulowała.
— Przepraszam — wykrztusił, nie starając się nawet udawać, że jest silny czy twardy.
Łzy swobodnie płynęły z jego oczu i nawet jeśli ktoś nazwie go mięczakiem wcale się nie obrazi. Nie zamierzał kryć w sobie dłużej własnych emocji, to nie było już miejsce ani czas by udawać, że wszystko jest dobrze. Przez kilka miesięcy grał jak z nut, okłamując dosłownie wszystkich, a jedyną osobą, która poznała prawdę, wbił nóż w plecy.
Mimo jej poświęcenia, zaangażowania i zwyczajnej ludzkiej troski oraz empatii, jaką się kierowała wobec jego dość ciężkiej sytuacji, porzuciła na bok wszelkie wcześniejsze przekonania czy uprzedzenia tylko po to, by go wesprzeć i pomóc zatuszować przemoc jego własnej żony przed osobami, które po części jej się wyparły.
Nie zasługiwała na taki los.
— Mike…
— Wiem, co zrobiłem i wiem, że to jedno słowo nie pomoże — wszedł w jej słowo — Za każdym razem jednak udowadniałaś mi, że mogę na tobie polegać, mimo tego, co nas podzieliło. Nie zostawiłaś mnie na pastwę losu mimo tego, że znałaś prawdę, zachowałaś ją dla siebie, jak cię prosiłem i dobrze oboje wiemy, jak na tym wyszłaś i kogo straciłaś.
— Nie chce o nim gadać — pomimo że powiedziała, z dużą złością w głosie on wyczuł skrywany ból — Nie zamierzam dyskutować na temat zdrajców!
— Ale to z mojej winy się od ciebie odwrócił — powiedział dość słusznie.
— Dokonał wyboru — rzuciła oschle — Wybrał wartość i człowieka, który były dla niego ważniejsze.
Oboje, mimo że na głos nie powiedzieli jego imienia, doskonale widzieli o kim, w tej chwili dyskutowali i mimo otaczanej ich zewsząd ciemności, mógł jedynie widzieć przed sobą jak mocno przygryza dolną wargę gdy jej oczy wyrażały ogromny żal, a słona kropelka wody spływa po poranionym policzku.
— Ale to przeze mnie tak się stało — upierał się — To ja namieszałem, mogłem od razu powiedzieć policji prawdę. Nie siedziałabyś wtedy w więzieniu! — wściekł się, ale nie na nią czy inny, ale sam na siebie.
— Mike…
— Nie Julio! Widziałem, doskonale kto zadał cios, patrzyłem w oczy kobiety, która sprawiła, że prawie umarłem, a ty tam byłaś i mnie uratowałaś. Znowu — powiedział, przygnębiony zdając sobie sprawę, ile razy otarł się o śmierć, lecz tylko jej szybka interwencja sprawiła, że teraz nie leżał na cmentarzu — Zawodzę na każdej możliwej, płaszczycie. Od momentu gdy się postarałem głowę dla tych wyścigów. Wszystko od wtedy zaczęło się komplikować. Zamiast posłuchać cię czy nawet innych wolałem się uprzeć. Wiem, że bywam zbyt uparty, jednak mam to po ojcu, co wciąż tłumaczył jako rodzinna cecha, ale nie powinnam się tak zapierać w momencie gdy nie słuchałem logicznych argumentów i uznałem, że wolę zaprzeczyć wszystkiemu by wyszło na moje.
Czy była to jego świadoma spowiedź? Gdy czuł zbliżający się powoli koniec w końcu, przełamał swoją wewnętrzną barierę, do przyznania się do swoich błędów? Człowiek w obliczu rychłej śmierci jest gotów przyznać się do bycia najgorszą wersją siebie.
— Czy mam prawo do ciebie mieć żal, że nie chcąc żyć w związku, w której nie widziałaś przyszłości, zdecydowałaś się odejść? Wcześniej bym nadal wylewał żale, to wiem, że zupełności miałaś racje, a potem pojawienie się jej… — powiedział wręcz przez mocno zaciśnięte zęby — Sytuacja była nie do uratowania i tak to prawda — mówił dalej — Pamiętałem, co się stało rano i w jakim byłem w stanie, mimo że wieczoru wciąż nie potrafię sobie przypomnieć. Zrobiłem wiele głupot, ale jedną z dwóch większych, których żałuje, jest ten cholerny związek — dodał z niesmakiem — I wejście w pakt z tymi szatanami — dodała, będąc wściekłym jeszcze bardziej na siebie.
— O czym… ty mówisz? — dało się słyszeć, jak bardzo jest wycieńczona i osłabiona.
Każde słowa sprawiało jej ogromny trud, jednak doskonale wiedział, że nie będzie w pełni energii po tym koszmarze, którym funduje jej ten zwyrodnialec. Z każdym dniem niknęła w oczach i słabła, a jej chęci do życia powoli zanikały na jego oczach i było to o tyle frustrujące, że nie mógł zrobić nic, by zmienić ten stan rzeczy, nawet jak pragnął wziąć wszystko na siebie. Tego skurwysyna to nie obchodziło, liczyło się jedynie to by jeszcze bardziej obrzydzić jej i tak marną egzystencję, którą i tak chciał, zakończyć jednak pragnął, by odeszła w najbardziej bolesny sposób, jaki przyjdzie mu na myśl.
Dla niego nadszedł czas by w końcu i o tym powiedzieć i nawet jeśli nie wyznał wszystkiego i nawet nie wiedział, czy będzie zdolny to zrobić, to jednak zasługiwała, by on to jej powiedział, niż by dowiedziała się, tego od tych dwóch psychopatów w szaleństwie, w jakie wpadną.
— Nie będę cię oszukiwał i tak nie ma już najmniejszego sensu zakłamywać rzeczywistości a oni i tak pewnie by się wygadali wcześniej czy później — mówił wręcz z bólem — Byłem przez nich zastraszany — przyznał w końcu.
— Słucham? — odezwała się nieco głośniej — Czy…
— Pozwól mi dokończyć — może i rozmawiali w zupełnej ciemności.
Przekłuci do tych cholernych łańcuchów, które skutecznie krępowały im jakikolwiek ruch, ona leżała naga na zimnym betonie, a on praktycznie był w podobnym stanie z tą różnicą, że nie odarto go z odzieży, ale i tak dni jak nie tygodnie, w których w nich tkwiły, sprawiły, że dało się wyczuć swąd, jednak był niczym w porównaniu z tym, w którym musieli tkwić i nawet mdłości przestały być uciążliwe, bo przywykli do tego smrodu, tak właśnie w takich warunkach byli trzymani zdani na łaskę, a raczej jej brak od tych piekielnych demonów.
— Prawdę jest to, że wiem, kto spowodował twój wypadek z początku roku w tym gdzie potem przez trzy tygodnie tkwiłaś w śpiączce — by wyjaśnić kontekst, musiał wrócić do tej sytuacji.
Bo wszystko zaczęło się od jego zemsty na niej która teraz nie miała, zupełnie racji bytu wręcz wstyd było mu, że wymyślił coś tak durnego, jednak tylko jeden punkt z listy był w jego realizacji, a właściwie w mniejszym stopniu resztę realizowała Taylor, nie wiedział, ile z tego zrobiła, jednak pomimo jego uprzedzeń i próśb by nie robiła tego, ją to nie zatrzymało.
— Kto!? — odezwała się wściekle.
— Taylor — powiedział, nie mając ani krztyny wyrzutów sumienia, że w końcu to z siebie wyrzucił — To ona podcięła te hamulce. Długo nie musiałem dochodzić do prawdy, bo był to jeden z punktów naszej cholernej listy zniszczenia ci życia.
— Czemu?
To pytanie go zdumiało, było wręcz tak banalnie proste, a w jej tonie głosu nie dało się słyszeć żadnych negatywnych emocji prócz pustki.
— Powód, który jest głupi, teraz uważam go za tak skrajnie idiotyczny, że nie mogę sobie darować, że chciałem to zrobić. Doskonale pamiętasz, jak niechętnie do ciebie podchodziliśmy? — odezwał się, jednak nie oczekiwał od niej potwierdzenia — Uznaliśmy oboje, że chcemy ci utrzeć nosa, bo nie potrafiliśmy, znieś oczywistej, prawdy i wymyśliliśmy głupi plan, z utrudnię ci życia. Ja byłem zagazowany tylko w jeden z nich, potem wycofałem się z tego, to przeze mnie straciłaś robotę.
Gdy to usłyszała, poczuła bolesne ukłucie w sercu. Ona naprawdę uwielbiała tworzyć dla innych i sprawiało jej to radość a teraz gdy w końcu dowiedziała się prawdy, mimo że minęło do tego kilka miesięcy to świadomość, że przez swojego byłego straciła coś, na co pracowała tyle lat. Zapracowała sobie sama na markę, którą prowadziła pod własnym nazwiskiem, a to z głupiej zazdrości została tego pozbawiona.
— Chcieliście mnie zabić? — spytała nagle, a on usłyszał ból w jej głosie.
— Nie! — odparł spanikowany, doskonale rozumiejąc, do czego nawiązuje — Wycofałem się z realizacji gdy zrozumiałem, że to głupie i nie powinnam tak tego robić, a potem gdy dowiedziałem się, że leżysz w krytycznym stanie w szpitalu, mimo że odrzuciłem te głupie pomysły na bok, od razu zdałem sobie sprawę, że musiała to być jej sprawka. Mogłem cię nie lubić wtedy, chociaż bardziej było to wmawianie sobie, że nie darzę cię sympatią, mimo że czułem coś zupełnie innego, to nigdy nie byłbym takim skończonym kretynem, by próbować cię zabić — przyznał się.
Czy poczuł się przez to lepiej?
Fakt, że zrzucił ze swoich barków, pewien ciężar nieco sprawiło, że poczuł się lepiej, ale nie na tyle, żeby nie mierzyć się z poczuciem winny.
— Julio naprawdę nie miałem pojęcia, że ona to zrobi. Jednak jak widać, zrealizowała to, zrozumiałem to od razu i pojechałem do domu i…
— Mam pytanie — zatrzymała go nagle i mimo że głos miała bardzo cichy, on go doskonale słyszał — Co cię skłoniło, by uznać, że zasługuje na to, by się na mnie zemścić? Niczego złego ci nie zrobiłam. Mike jeśli mamy być teraz wobec siebie szczerzy to tak. Czemu to zrobiłeś?
— Bo uroiłem sobie coś w głowie, czego absolutnie nie było — wyznał w końcu — Myślałem wtedy, że stanowisz zagrożenie dla Taylor, nieświadomy, będąc ze to ona mną manipulowała a ty zachowywałaś się wręcz neutralnie, bo nawet nie pokazywałaś swojego gniewu. Dałem się podejść podłej szmacie — wręcz miał ochotę wypluć te słowa.
— Nie wykaże się teraz ani odrobiną finezji, ale od kiedy byłeś przez nią prześladowany?
Nie odpowiedział, pomimo wszystko poczuł drżenie ciała na myśl o dniu gdy pierwszy raz został workiem treningowym dla własnej żony. Nie było to łatwe, szczególnie wcale nie pomagało to, że był facetem, a tak dał sobą pomiatać.
— Mike i tak wiesz, że znam prawdę, nie ma sensu przede mną tego ukrywać — odezwała się rozsądnie — Wiem, że jest to trudne, ciężko przyznać się do bycia ofiarą przemocy domowej, ale sam widzisz, nie jesteś w tym osamotniony. Myślisz, że ten sukinsyn mnie nie prał, gdy byłam z nim przed dekadą? Uwielbiał to robić, a ja się bałam, więc prawdę mówiąc, oboje siedzimy w podobnym bagnie. Chociaż wiem, że trudno facetowi przyznać się do tego, że kobieta go bije, jednak ja widziałam to wiele razy i nie masz powodu się wstydzić. Czy oceniałam cię wtedy?
— No nie. Zawsze wykazywałaś się troską i opiekuńczością.
— Więc powiedz, ile trwało to? Mówiłeś, że parę miesięcy, ale chce wiedzieć, dokładnie jak długo w tym tkwisz.
Zapadła chwila ciszy, podczas której dało się usłyszeć jego ciche westchnienie, a pojedyncze łzy poleciały z jego zmęczonych oczu.
— Od początku roku — powiedział szczerze — Właśnie ta sytuacja skłoniła ją do tego, potem pojawił się on! — rzucił, wracając do pierwszej myśli z początku ich trudnej rozmowy.
— Jeśli zebrałeś się na szczerość, to dokończ, chociaż raz bądź ze mną szczery, jeśli mamy i tak skończyć jako dwa trupy tutaj — miała ochotę zaśmiać się ironiczne, ale się powstrzymała — To przynajmniej chce, odejść znając prawdę.
Była to wręcz przerażające, że oboje byli świadomi, że jeszcze kilka dni takiej udręki, którą musieli, znosić w końcu wyczerpie, wszelkie ich siły emocjonalne, bo o fizycznych nie było już mowy, a ich organizmy odmówią posłuszeństwa i odejdą w najbardziej uwłaczających warunkach, jakich mogli, ze świadomością, że odejdą, zostawiając najbliższych.
— Nastraszyli mnie, oboje — powiedział pewnie — Grozili mi, bo zapragnąłem odejść od niej, jednak musiałem z nią tkwić. Uznali, że najlepszym czym mnie zaszantażują to, jesteś ty!
— Dlaczego akurat ja? — pytała, bo zupełnie nie rozumiała czemu, miałaby być powodem szantażu.
— Oni… oni zdali sobie sprawę, że nadal jesteś mi bliska — mówił, niemal szeptem trudno było mu się pogodzić z myślą, że z własnej głupoty stracił tak wyjątkową sobie osobę — Nie będę cię oszukiwał. Pomimo tego wszystko, co się stało, nadal mi na tobie zależy i zanim zapytasz, tak nadal wciąż po części cię kocham.
To wyznanie zupełnie ją zdumiało, jednak nabrało większego sensu. Bo jak inaczej mogli go złamać w tak skuteczny sposób niż zgnębienie go i postraszeniem go, że skrzywdzą osobę, która wciąż stanowiła istotne miejsce w jego sercu. Ten układ znacznie się zarysował, a ona zrozumiała wiele. I tak mimo że usłyszenie od byłego narzeczonego, jego wyznanie miłości mogło zdumieć i zaszokować, to jednak podskórnie czuła, że nie pozbył się tego uczucia do niej a ostatnie tygodnie gdy była na niego skazana podczas trasy i to jak na nią patrzył sprawiło, że jeszcze bardziej nabrała tej pewności.
I, pomimo że ona nie mogła zupełnie powiedzieć tego samego, bo już dawno to, co ich kiedyś łączyło, z jej strony się zupełnie wypaliło, nie zamierzała za to go wyśmiewać czy uznawać, że to temat do kąśliwości. Bo jednak z uczuć nie wypadało się wyśmiewać. Mogła to uszanować, ale wiedziała, że nigdy nie odpowie mu tym samym, a jego dalsze słowa sprawiły, że miała wrażenie, jakby czytał w jej myślach:
— Mogę teraz jedynie żałować własnych wyborów i utraconej szansy, jaką miałem żyjąc z tobą, jednak mam pewność wobec tego, że jeśli miałabym powiedzieć, wprost kto był moją miłością życia bez mrugnięcia okiem, uznałabym cię za tą osobę. Myliłem się, wobec tej szmaty kiedyś jako młody chłopak uważałem, że znalazłem swój ideał w niej, ale nie, to nie ona była mi przeznaczona tylko ty — wyznał szczerze — I chociaż wiem, że nie mogę liczyć na to, że darzysz mnie podobnym uczuciem. Zwłaszcza teraz... — urwał gdy przypomniał sobie, że utracił dziewczynę, którą kochał, a teraz ona była już mężatką i mimo że on pragnął, by nazywać ją swoją żoną, to po prostu przegrał po całej linii i wiedział to doskonale.
Jej mąż idealnie wypełnił lukę po nim, a on mógł teraz sobie pluć w brodę, że po prostu, zamiast nie robić głupot, to popełnił największy błąd własnego życia.
— Wygrał lepszy — dodał szczerze — Wiem, że nie zmienię twojego nastawienia, ale chce byś wiedziała, że pomimo wszystkiego, co się stało, ja nadal darzę cię głębokim uczuciem, a Taylor jest i była pomyłką!
— Czyżby kochanie?
Zamarł w jednej chwili gdy nagle dało się usłyszeć dość tajemniczy kobiecy głos, jednak oboje poznali go bez trudu. Będąc tak bardzo pochłonięci w swojej rozmowie nawet nie dostrzegli momentu kiedy ona się pojawiła. Nie mieli jeszcze pojęcia, że nie była jednak sama, a tuż obok niej stał istny diabeł i postrach młodej dziewczyny.
Ciemność ich skrywała a fakt, że nie dostrzegli otwierających się drzwi, dodało jeszcze większej dramaturgii temu zdarzeniu. Oprawcy, którzy od dłuższej chwili przysłuchiwali się ich prywatnej rozmowie po raz kolejny odarli ich z czegoś tak osobistego.
— Nie uważasz Clark, że to niezwykle ckliwe? — zapytała nagle, opierając się o ramię stojącego obok niej wspólnika.
Na sam dźwięk tego imienia, nagle w całym pomieszczeniu dało się usłyszeć cichy pisk, jednak każdy doskonale wiedział, do kogo należy, a Kent wręcz uśmiechnął się z przebiegłością, bo wiedział, jak bardzo ona się go boi.
— To racja, obrzydliwe słodkie przedstawienie — dodał, udając, że się wzrusza — Aż się popłakałem — stwierdził ironicznie — Ale pora chyba wrócić do naszych spraw.
Nagle nikłe światło się rozpaliło, a on pewnym krokiem podszedł do swojej ulubionej ofiary, w których spojrzeniu dało się ujrzeć przerażenie.
— Pora na zabawę kochanie — gdy to powiedział, dało się usłyszeć dźwięk rozpinającego się paska w spodniach.
Koszmar rozpoczął się na nowo.
No comments:
Post a Comment