Saturday, February 15, 2025

V 03 — NIE MIAŁA PRAWA GŁOSU

    — Zawsze będziesz moją pieprzona dziwką! — słyszała ten wręcz paskudny głos — Będziesz suką, która nigdy się ode mnie nie uwolni — widziała wręcz ten obrzydliwy uśmiech tuż przed swoimi oczami — Sama zapisałaś na siebie wyrok, w mojej postaci.
    I chociaż wiedziała, że te słowa miały ją zaboleć, sprawić, by ją zniszczyć emocjonalnie, jednak mimo tej kpiny i szydery ją w nim słyszała, wiedziała o jednym w tych słowach, jest ziarenko prawdy.
    Czemu to tak postrzegała?
    Wystarczyło spojrzeć na jej życie, na to jak przez lata próbowała umknąć przed tym ludzkim diabłem, już w młodzieńczych latach wykazywał się, zachowaniami autodestrukcyjnymi wpływał nie tylko na swoje życie, które z pozoru wydawało się niczym niewyróżniające się od jego rówieśników. Prawda jednak okazywała się brutalniejsza gdy weszło się w głąb jego duszy, poznała jego drugą gorszą stronę. Kiedyś umiał być uwodzicielski, namieszać w głowie dziewczętom, wykazywał się zachowaniami, które nawet nie mógłby, by ostrzegać przed tym, że jest zepsutym do szpiku kości człowiekiem, który jedyne, z czego czerpał przyjemność to z ludzkiej krzywdy. Odnajdywał spokój ducha jedynie gdy był odurzony kolejnymi dawkami czy to kokainy, czy marihuany.
    Był chodzącym złem skrywającym się pod maską niewinnego chłopaka, teraz można było dojrzeć zniszczonego faceta, który utracił swój blask i szyk. Stał się cieniem swojego dawnego wdzięku tego co było w nim ujmujące czymś, co sprawiło, że zakręciło się jej w głowie i zatraciła dla niego swoje zmysły.
    Zauroczyła się w kimś, kogo tak naprawdę nie znała.
    Bo tak mogła to określić. Nigdy nie mogła wiedzieć, jaki jest naprawdę, bo początkowo ukazał twarz, która miała grać pozory. Idealnie odegrał własną rolę, by zwieść umysł młodej dziewczyny, która niedoświadczona przez uczucia, pomyliła zauroczenie z prawdziwą miłością i wpadła.
    Tak naprawdę nie wiedziała, że gdy zwiąże się z tym urokliwym prawie szesnastolatkiem, on za kilka miesięcy pokaże swoją prawdziwą okrutną twarz, której się zlęknie, jednak nie będzie mieć początkowo odwagi, by mu się postawić i teraz po latach, zbierała żniwo własnych niedojrzałych i nie jednokrotnie głupich decyzji, które podjęła gdy miała te trzynaście lat.
    Mówi się, że z wiekiem nabiera się doświadczenia i w pełni się z tym zgadzała, jednak jedyne czego pragnęła, to by ją ostrzeżono w przeszłości, że zadaje się z niebezpiecznym typem, który będzie przez kolejne lata próbował ja zniszczyć. By znalazł się ktoś, by ją pohamować, niestety, nikt nie uważał, że ten chłopak stanowi jakieś zagrożenie. Na ironie losu nie było z nim problemu.
    Niestety dziewczyna, która mogła ją przed tym przestrzec, nigdy nie napotkała na swojej drodze, a jej ciała nigdy już nie odnaleziono i zapewne już jej szkieletu się nie odnajdzie, bo nikt prócz jej zabójcy nie wie, gdzie została pochowana.
    Czuła jak oczy zaczynają ją piec gdy przypomniała sobie ten piekielny moment, o którym tak starała się skutecznie zapomnieć. Wypierała to, przez lata wyrzucała ze swojego umysłu, by do tego nie powracać, nikt nie wiedział, że była świadkiem czegoś tak strasznego. Można stwierdzić, że to po części również zrujnowało jej psychikę, którą musiała odbudowywać latami. Nawet jej terapeutka nie wiedziała o niej, pomimo że praktycznie obdarła się z całej prawdy o samej sobie, to tylko ona znała wszystkie aspekty o jej życiu i tak opowiadała, komu pragnęła o ważnych wydarzeniach z życia, ale to jej osobista psycholog znała każdy szczegół z jej żałosnego życia prócz tego.
    Czy strach był czymś normalnym w tej sytuacji?
    Wręcz byłoby nie normalne gdyby w jej sercu nie tkwiło wiele obaw, które miała, drżała na samo skrzypienie podłogi czy szczęk otwierającego się zamka tuż za nią. Nawet dźwięk poruszanych kajdan sprawiał, że jej serce zaczęło dość mocno bić.
    Najgorsza był brak świadomości, jak długo tkwiła już w tym piekielnym miejscu. Dni zlewały się z nocami, gdy siedziała w tej niewygodnej pozycji otoczona mrokiem i skazana jedynie na obecność kogoś z kim naprawdę nie chciała znaleźć się w zamknięciu. Chyba nie było gorszej osoby od niego!
    Kiedyś był jej bliski, teraz miała ochotę go zniszczyć!
    Jej niechęć do niego jeszcze bardziej wzrosła! Nie mogła mu darować, że wykorzystał jej empatie i cholerną dobroć i w tak podły sposób uznał, że będzie to idealne wynagrodzenie jej wszystkiego, co dla niego robiła i naprawdę nie przyjmowała jego tłumaczenia, którym próbował się bronić:
    — Ona mnie zmuszała — po raz kolejny słuchała tych samych przemielonych wielokrotnie słów — Nie chciałem tego… — próbował wciąż bezskutecznie przeprosić.
    — Ale to zrobiłeś — starała się zachować spokój, ale czy była w stanie to zrobić?
    Wolałaby znaleźć się tutaj nawet same, tkwić w tej cholernym skazana na tego skurwysyna niż tkwić tutaj i spoglądać na twarz mężczyzny, który tak potwornie ją oszukał i zranił. Nie wiedziała, kto z nich był gorszy, jednak chyba wprost mogła wskazać, że jednak był to Clark, który był większym zwyrodnialcem od Michaela, może i zawinił, jednak nie był tak przesiąknięty złem jak ten chłopak, który jedyne czego pragnął przez lata do zemsty na niej i chęci pozbawienia jej życia.
    — Słuchałeś jej, mimo że wiedziałeś, co robi! — wściekła się na niego — Odpłaciłeś się za moją pomoc — rzuciła dość sarkastycznie — Wiesz bardzo ci, za to dziękuje — dodała, nie ukrywając swojej niechęci do niego — Dzięki tobie przeżyłam kilka tygodni w więziennych murach i wiesz co? — zatrzymała się na moment.
    Będąc tutaj praktycznie, chcąc nie chcąc była zmuszona z nim tutaj tkwić i z ogromną niechęcią z nim rozmawiała i tak tego praktycznie nie robiła. Wciąż trwała tutaj cisza, którą jedynie przerwał, on próbując zainicjować, jaką dyskusje, do czego ona absolutnie nie była chętna aż, do teraz gdy w końcu wyrzuciła swój ogromny żal do niego.
    — Było tam zajebiście, nigdzie się tak bardzo nie ubawiłam, siedząc w celi i czekając na swój własną rozprawę. Dzięki tobie miałam być skazana praktycznie na dożywocie, bo nie potrafiłeś otworzyć gęby i powiedzieć kto to naprawdę był. Wolałeś się posłuchać tej suki i co z tego masz? Jakoś nie widzę, byś okazał się wolny od niej, nie tkwisz na wolności, a utknąłeś w tym razem ze mną.
    — Myślałem, że cię ratuje.
    — Jesteś naiwniakiem! — stwierdziła wprost — Mówiłam ci, nawet wtedy gdy byłam z tobą w tym cholernym związku, który szczerze żałuje…
    W ciemności nie mogła ujrzeć bólu w oczach dawnego partnera, nie dojrzeć łez, które pojawiły się w jego oczach gdy jej słowa uderzyły go z ogromnym impetem, raniąc dotkliwie. Wiedział, że nie był krystalicznie czysty, że popełniał, błędy jednak nigdy nie sądził, że usłyszy z jej ust słowa, których tak naprawdę się nie spodziewał.
    — Ty…
    — Tak Michaelu żałuje naszego związku. Zawiodłeś mnie na każdej możliwej płaszczyźnie. Myślałam, że związałam się z dojrzałym facetem, a nie z mentalnym dzieckiem i możesz uznać to za bluźnierstwa w twoim kierunku, jednak jak mam się nie czuć, gdy najpierw zaczynasz mnie ograniczać w związku. Jesteś tak przekonany o tym, że pozbawienie mnie czegoś, co było częścią mnie, ratuje mnie i jednak wykorzystujesz chwilowy kryzys w naszym związku i sypiasz z nią! A potem nie masz tej odwagi się do tego przyznać, czy mam mówić o reszcie twoich przewinień byś zrozumiał, że będę mieć do ciebie urazę? — odezwała się sfrustrowana — Jeśli zadasz pytanie, tak kochałam cię i to szczerze, jednak twoja postawa sprawiła, że jedyne co do ciebie teraz czuje to niechęć. Mike pojmij że jeśli zgodziłeś się na jakiś pieprzony układ, z nim co wynika między wierszami, w twoich słowach to był najgorsza rzecz, jaką mogłeś zrobić. Czy twoje działania pomogły mi, czy tobie? Jestem na wolności z dala od tego diabła? — zadała to pytanie w przestrzeń.
    Dało się wręcz słyszeć ogłuszającą ciszę, która zapanowała, a ona wręcz była pewna, że nie miał odwagi się nawet odezwać i nie była tym nawet zaskoczona.
    — Nie — nagle padła odpowiedz z jego ust — Ale obiecywał…
    — Kłamać i zwodzić ludzi to on potrafi po mistrzowsku. Ale widać ma kompankę w zbrodni. Cudowna masz żonę Michaelu — szydziła z niego.        
    Wszedł w najbardziej idiotyczny układ, który i tak mu nie mógł a sprowadzić na nich oboje kłopoty. Mogła go przeklinać, jednak tak naprawdę już nic nie mogli zrobić. Ona jedynie liczyła na to, że ktoś w końcu dostrzeże jej zniknięcie szczególnie Ricardo i Anthony, którzy nie pozostali ustępliwi w momencie gdy siedziała za kratami i próbowali ją wyciągnąć ze stamtąd i miała cień nadziei, że się zorientują i zaczną ją szukać.
    W takim miejscu jest się wręcz, pozbawionym, niechęci do życia, jednak ona jak do tej pory wykazywała się silną wolą, by przetrwać kolejne szaleństwa jej byłego. Uporczywa myśl, której się wciąż trzymała, że ma do kogo powrócić sprawiała, że znosiła wszystko, jak znosiła jego okrutne ciosy, jak ją prał bez opamiętania i…
    Potrząsnęła delikatnie i tak obolałą głową nie chcąc nawet do tego wracać. Zebrało ją na mdłości gdy tylko ta myśl przemknęła przez jej umysł. Gdyby zapalono światło, ujrzano jak wręcz pozieleniała na twarzy. Ponownie musiała znosić to samo co wiele lat temu, coś, co sprawiło, że bała się samej siebie, dotyk był niechcianym. Potrzebowała wiele czasu, by pojąć, że nie była temu wina.
    Innymi słowy, stworzył sobie z niej zabawkę seksualną!
    Za każdym razem wręcz zdzierał z niej i tak już resztkę ubrań, jakie się na niej uchowały. Jej ciałem wstrząsnął wręcz przenikliwy chłód gdy przypomniała sobie, że praktycznie ma na sobie szmaty, a nie sukienkę, w której wyszła z rozprawy sądowej jednak bycie okrutnym to idealna cecha tego skurwysyna, bo myśl o tym by coś mogła mieć na sobie, było nie do pomyślenia, dlatego praktycznie siedziała naga. Jej ciało okrywało już wiele pręgów po wielu uderzeniach ostrymi kastetach, które tworzyły bolesne rany gdy bił ją bez opamiętania, a na jego ręku spoczywało to diabelstwo które ciało jej skórę. Krew zasychała albo mieszała się z nowym osoczem po kolejnych szaleństwach a jej z każdą takim wręcz rundą gdy wręcz z czystą rozkoszą, którą można, było ujrzeć w jego oczach, torturował ją, by potem sobie ulżyć, dzięki niej było powodem, przez które wielu straciłoby chęci do dalszej walki a ona pomimo braku sił, obolałego ciała, które wielokrotnie krwawiło, nie poddawała się, bo jedna uporczywa myśl nie pozwalała jej stracić ducha.
    Widok twarzy tego, którego ukochała i najbardziej zaufała sprawiło, że w jakiś sposób trzymała się jeszcze zdrowego rozsądku i nie oszalała co było wręcz łatwym gdy tkwi się zamkniętym w zawilgoconym miejscu pozbawionym praktycznie światła i czuć było zbierający się grzyb w zakamarkach, a nie wspomnieć o podstawach ludzkiej egzystencji, której byli wręcz pozbawieni.
    Ujmujące?
    Owszem, jednak to ich oprawców zupełnie nie obchodziło. Dla nich liczyła się dobra zabawa a szczególnie dla Kenta, który wreszcie mógł spełnić każdą swoją cholerną zachciankę. Wykorzystać ją na każdy możliwy sposób a ona nie mogła i nawet nie była w stanie się przed tym obronić. Zakłóca i zakleszczona skazana na lepszą czy gorszą wolę.
    — Julio?
    Milczała.
    Nie zamierzała nawet odezwać się słowem, mimo że doskonale wiedziała, że i on również nie śpi czy nie jest pozbawiony przytomności, to dla niej jedynym dobrym przyjacielem pozostała cisza, w której pragnęła tkwić.
    Nawinie, sądził, że się do niego odezwie.
    Czy nie dotknęło go, że tak bardzo się od niego próbuje odciąć? Nie zamierzał ukrywać, dobijała go myśl, że nie był już dla niej tak istotny jak kiedyś, jednak miał tego świadomość, że sam do tego doprowadził. Odrzucił ją i sprawił, że miała prawo go tak traktować, jednak nie sądził, że tak go to dotknie.
    Czy żałował tego wszystkiego?
    Zapewne wcześniej uznałby to za niezwykle śmieszne by czuć coś takiego w stosunku do niej, jednak wtedy był pod niezwykle destrukcyjnym wpływem swojej żony. Ujrzał w niej dziewczynę, w której zakochał się jako nastolatek i poszedł za nią, zatracając pamięć o tym, jakim był szczęściarzem, mając przy swoim boku tak cudowną dziewczynę.
    Nie istotny był dla niego jej młody wiek, gdy znalazł partnerkę, która była wręcz perfekcyjna, która mimo wad kochał do szaleństwa i tak sprawił, że sama od niego odeszła utracił swój cholerny ideał. Własny świat, który zbladł wraz z nią.
    I teraz mógł jawnie powiedzieć i przyznać się w głos, że był po prostu głupi. Jak to sama Julia go nazywała, był naiwniakiem, który dał się nabrać na sztuczki, uwierzył, w zapewnienia Clarka, że da jej spokój gdy tylko będzie z Taylor. Dał się oszukać dwojgu manipulatorom i wykazał się wręcz niezrozumieniem sytuacji, w której była Julia, mimo że tak wiele razy mówiła mu o tym facecie, czego chciał i że nic go nie pohamuje przez osiągnięcie celu, a on myślał, że ją tym ratuje.    Związkiem, z której żoną zaczął się bać.
    Tkwił w destrukcyjnej relacji przekonany o tym, że robi dobrze, lecz tego nie robił.
    Czuł, jak tracił swój własny sens, już dawno życie nie było dla niego aż tak piękne jak dawniej gdy to ją miał przy swoim boku.
    Kłamał, oszukiwał i zawodził.
    To chyba idealne podsumowanie jego samego.
    Zdradzał i oszukiwał narzeczoną, okłamywał bliskich przyjaciół, wrobił byłą dziewczynę w coś paskudnego i złego, zniszczył relacje i to wiedział. A czy zdawał sobie sprawę, że zmarnował relacje rodziny, która po latach się odnalazła?
    Tak.
    Julia uzmysłowiła mu prawdę i to dość okrutną czego nie potrafił zrozumieć w zachowaniu najbliższego przyjaciela. Jednak po części był temu winien, bo zamiast od razu zeznać zgodnie z prawdą, wolał ją, drapiąc, jednak to nie usprawiedliwiało jego i tego, jak wbił jej nóż w plecy.
    Mówiła o nim, jednak w jej głosie dało się słyszeć pogardę i nienawiść. Utraciła ufność nie tylko do niego, ale do brata, który okazał się być bardziej wierny jego kłamliwej postawie niż wykazać się ufnością i wiernością własnej siostrze, która od początku nie łgała i oszukiwała wszystkich wokół.
    Był jedną z tych osoby, które wszystko zaczęła niszczyć, bo gdyby nie on i jego paniczne przeświadczenie o utracie ukochanej na motocyklach zapewne byłby znacznie inny przebieg zdarzeń i może do tej paskudnej sytuacji nie doszło.
    Dla niego było to okrutną karą, spoglądanie na to jak ten skurwysyn zrobił sobie z jego dawnej narzeczonej swoją pieprzoną zabawkę. Złość w nim potęgowała myśl, jak się o niej wyrażał, jak wręcz pluł w jej twarz. Drwił i wyzywał ją od najgorszych, porównując do pań lekkich obyczajów. Nie mógł wręcz tego słuchać. Jednak coś go zmuszało, a raczej ktoś do oglądania tego wszystkiego.
    Za każdym razem kiedy tylko zamykał oczy, widział wciąż te same przeklęte obrazy, które wręcz było czymś, czego nikt nie chciał przeżywać, a ona musiała to znosić. Niemal zadrżał gdy w swojej głowie słyszał jej wrzaski i krzyki, jednak to nie było nic przyjemnego. To było wręcz koszmarną torturą.
    Nie mógł jednak zrobić nic, chociażby naprawdę pragnął, był dosłownie, za każdym razem zmuszany w podły sposób na patrzenie jak ten zwyrodnialec ją krzywdzi, niszczy nie tylko cieleśnie, ale umysłowo. Za każdym pieprzonym razem miał przystawiony do gardła nóż tak blisko, że jeden zły ruch sprawił, że podcięto by mu gardło, a krew tryskałaby wszędzie, a jego los byłby już znany.
    Nawet nie mógł zamknąć oczu, bo coś z tyłu głowy nie pozwalało mu tego zrobić i wręcz i tego był pozbawiony, mając nad sobą największy jego trwogę jego życia, a wszystko w postaci jego żony!
    Żałował, że ją poślubił!
    Zniszczyła mu tylko życie i najważniej przyjemnością było dla niej karanie go w tak okrutny sposób, bo sama mogła teraz bez opamiętania go gnębić i nic nie potrafiło ją pohamować.
    Oboje byli pokrzywdzonymi i zamkniętymi w jakiś zdechłej piwnicy, w której śmierdziało, bo inaczej nie dało się porównywać tego odoru, który z każdym dniem się nasilał, jednak ani Clarkowi, ani tym bardziej Taylor on nie przeszkadzałby tutaj powracać i wykorzystywać ich do swoich własnych uciech. A Kent nie hamował się przed jawnym gwałtem, bo inaczej nie mogło się nazwać zmuszanie młodej artystki do seksu.
    Siedzieli tak pogrążeni w ciszy, oboje mieli nadzieje, że oni się nie pojawią, że zapomną. Nie chcieli przeżywać znowu tego samego co za każdym razem gdy tutaj schodzili. Mrok i ogłuszająca cisza ich otoczyła i było jedynym, z czego mogli się cieszyć jednak niestety, chociażby pragnęli ich łód szczęścia nie mógł trwać dłużej.
    Nie mógł dostrzec w ciemności jak dziewczyna, która siedziała przed nim drga na swoim krześle gdy w oddali dało się słyszeć odgłosy. Nawet drobny szelest sprawiał, że się bała, jednak tym razem on z każdą chwilą się nasilał i docierał do jego wrażliwych uszu.
    Przełknął ślinę w chwili gdy dało się słyszeć szczęk kłódki, która została chwycona i wciskanego do niego klucza by po chwili rozbrzmiał dźwięk otwierających się zamków w drzwiach.
    — Tylko nie oni! — wyraźnie usłyszał wręcz spanikowany głos Julii.
    I w jednej chwili pragnął zrobić cokolwiek by się uwolnić i ją oraz siebie stamtąd wyrwać, jednak gdy próbował się gwałtowniej ruszyć, łańcuchy, którym był zakryty, dały o sobie znać, sprawiając większy hałas, gdy do środka weszło dwojga porywaczy, a z ust mężczyzny rozbrzmiał głos.
    — Taylor, chyba twój piesek chce się uwolnić — odezwał się szyderczo — Zapragniesz go uspokoić?
    — I tak nic nie zrobi — stwierdziła surowo.
    Widział, jak powoli zbliża się w jej kierunku, z każdą chwilą była coraz bliżej i nawet nie dostrzegł momentu gdy uniosła dłoń, następne co poczuł to bolesne uderzenie w policzek.
    — Teraz sobie popatrzysz kochanie — dodała, pochylając się nad nim.
    Lekko uniósł głowę i zobaczył, jak pochyla się na nim, a na jej ustach zobaczył dość paskudny uśmiech. Była zadowolona z siebie gdy ponownie zadała mu cios, sprawiając, że odchylił się tyłem na krześle. Nie był w stanie zrobić nic, gdy jej palce wręcz zacisnęły się na jego włosach i zmusiła na to, by spojrzał w jednym kierunku.
    — I tylko piśnij słówko, a obiecuje, będzie bolało dużo mocniej niż ostatnio — śmiała się mu prosto w twarz.
    Nie zamierzał nawet ukrywać swojego ogromnego lęku, gdy patrzył, jak ten diabeł podchodzi do siedzącej naprzeciw niego dziewczyny, w której oczach dało się dostrzec wręcz paniczny strach gdy ujrzała go przed sobą i jak zaczyna powoli odpinać pasek w swoich spodniach. Przeszył ją wręcz dreszcz, który sprawił, że zmarła, gdy ujrzała, jak w tej samej chwili rozpina pasek swoich spodni.
    Widzą jej ogromny strach, zaczął szydzić:
    — Bądź grzeczną dziewczynką i otwórz te cholerne usta — zagrzmiał.
    Ona jednak czuła, się jakby ją sparaliżowano i nie była w stanie nawet drgnąć, chociaż odrobinę co absolutnie nie zadowoliła jej oprawcy, który momentalnie się wściekł i wymierzył jej tak bolesny cios, że tylko fakt, że była przypięta, sprawił, że pozostał na krześle.
    — Otwieraj tą pieprzoną gębę suko!
    Przenikliwy strach przejął ciało muzyka, który musiał z bólem na to patrzeć.

No comments:

Post a Comment