Ból.
Paskudny obezwładniające poczucie udręki, które wręcz zniewoliło jej ciało i umysł, w którym panowała istna pustka. Czuła się oszołomiona i zagubiona. Zmysły zaczęła atakować brutalna rzeczywistość, jednak jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę, co się dzieje, gdzie ona w ogóle jest. Jej zmysły ją zwodziły, wciąż będąc na krawędzi pozostania w mroku, który ogarnęła jej zmysły, a tym, co próbowało się przedrzeć do jej głowy, wybudzając ją z tego oddłużającego otępienia.
Słyszała jednak wciąż w swojej głowie jakby natrętny głosik, który wciąż zadawał to jedno pytanie:
Co się dzieje?
Usilnie starała się przywołać ostatnie obrazy, coś, co mogło ją naprowadzić na obecną chwilę, jednak wszystko, co pamiętała to mgliste wspomnienia, coś, co wydawało się być zupełnie nierealne. Wytężyła umysł, lecz momentalnie tego pożałowała, gdy poczuła tak intensywny ból w skroniach, który niemal nie doprowadził ją do ponownego omdlenia. Powoli zaczęła się budzić, nie sądziła, że za moment zrozumie, że będzie to dla niej dosyć bolesne spotkanie z rzeczywistością i najchętniej zapragnie powrócić nawet do tej panującej pustki, w której tkwiła od dłuższego czasu.
Nie zrozumienie to było idealne podsumowanie tego, w jakim stanie się teraz znajdywała.
Zamruczała cicho, jednak jej jęki zostały nagle zagłuszone, dopiero po krótkim momencie zrozumiała, dlaczego one zostały nagle stłumione, wystarczył, moment by rozbudziła się na tyle, by zrozumieć, że w jej ustach tkwił jakiś mocno wciśnięty materiał, tak mocno wepchnięty, że wręcz nie pozwalał jej złapać głębszego wdechu. Starała się poruszyć ramionami, jednak tutaj napotkała upór, poczuła momentalnie, jak stal zimna obręcz wręcz bezlitośnie wyżyma się w skrępowane nadgarstki, a w nagłej ciszy można było usłyszeć szczęk poruszanych łańcuchów.
Spanikowała!
Nie zamierzała ani przez moment ukrywać tego, że się nie zlęknęła, sytuacji nie polepszała jej chwilowa amnezja i jej usilne próby przypomnienia sobie wydarzeń, które rozgrywały się, tuż przed tym straciła przytomność. Czuła jakby utraciła nad czymś kontrolę.
Bała się!
Nie zamierzała ukrywać, że ta sytuacja wcale się jej nie podobała, a niepokój z każdą chwilą w jej sercu wzrastał, gdy delikatnie starała się uchylić powieki, jednak okazało się to ogromnie trudne, bo nadal pulsujący ból, który wręcz ćmił i odbierał jej jawny kontakt z rzeczywistością, nie pozwalał na, to by mogła się rozejrzeć.
Serce w jej piersi zaczęło coraz mocniej bić i mimo że starała się nie panikować, to było trudne gdy z każdą chwilą świadomość do niej powracała, a ona musiała mierzyć się z brutalnością otaczającej ją realnego świata, w którym się obecnie znalazła.
Gdyby tego było mało, do jej oczu napłynęły łzy i początkowo zupełnie nie rozumiała dlaczego, jednak były to krople udręki gdy pojęła w jak, jej ramiona są wręcz wywrócone do tyłu, przysparzając dodatkowego cierpienia, zakleszczone w czymś na wzór kajdan, które były przytwierdzone do czegoś, starała się, chociaż ruszyć jedną z nich, jednak słychać było jedynie poruszające się stal po podłodze. Zdesperowana starała się poruszyć nogą jednak i tutaj praktycznie ruch miała, nikły jak praktycznie go nie miała, bo pojęła, że jej uda stykały się z czymś na wzór nóg od krzesła, do których były przypięte podobne twarde zimne żelastwo do jej kostek.
Z każdą chwilą gdy zaczęła pojmować co się wokół niej dzieje, usilnie starała się wyprzeć ze swojej świadomości, tą poryczą myśl, która wciąż do niej powracała i zaczęła ją zadręczać.
Nie chciała, by to, co siedziało wręcz z tyłu jej i tak obolałej głowy stało się prawdą. Jednak gdy do jej nozdrzy zaczął wdzierać się swąd wręcz zapach wilgoci, która unosiła się w powietrzu, było czymś, co tym bardziej przekonywało ją do tego, że jej najgorszy koszmar powoli staje się realnością.
Nie, nie teraz!
Ten uporczywy głosik w jej głowie zaczął krzyczeć i powtarzać wciąż jak kataryngę te same słowa, które nie chciała wręcz dopuścić do swojego umysłu. Mimo że nadal nie rozejrzała się wokół siebie, bo ten męczący udręka nie pozwalała, jej otworzyć oczy to wiedziała, że nie jest dobrze.
To było wręcz mało powiedziane!
To była totalna klęska.
Mimo że była świadoma własnego ryzyka, w jakim żyła przez cały ten czas i nie będąc naiwniaczką, którą uważała, że to w końcu się nie wydarzy, było to dla niej zaskakujące, bo jak mogło nie być. Po latach gróźb zastraszaniaon powrócił!
Nie zamierzała absolutnie przed sobą udawać i oszukiwać samej siebie, że nie ma pojęcia kim on może być, kto był na tyle pozbawiony rozumu, by pojmać, ją w środku dnia co zrozumiała z każdą chwilą i przywlecz ją w to miejsce i uwięzić.
Był tylko jeden człowiek, który zagrażał jej od lat i który usilnie pragnął ją przyskrzynić i mieć tylko dla siebie. Wciąż jej to powtarzał, widział to w stali jego spojrzenia, tą dziką nieposkromioną satysfakcję gdy to mówił, jak bardzo pragnąłby, zrobić z nią wszystko to o czym tak usilnie pragnął.
Czy w końcu po tylu latach grożenia w końcu zamierzał to zrobić?
Jej dość żałosna wręcz marna sytuacja, w której obecnie tkwiła, mogła być idealną odpowiedzią na wszystkie wątpliwości, jakiekolwiek ktoś miał. Tylko on był na tyle chory z zazdrości, zawiści oraz pragnieniu skutecznego uciszenia jej, tym bardziej gdy wiedział, że wielokrotnie już zgłaszała go na policje, bo nie dała sobie wmówić, że on się o tym nie dowiedział, zapewne wiedział i szykował się na odpowiedni ruch.
Jednak jedno ją zastanawiało.
Czemu zrobił to akurat teraz?
Bardziej ją dziwiło, ile miał odwagi, by pojmać ją ze środka ulicy i to przed budynkiem sądu rejonowego. Powoli obrazy poprzednich wydarzeń zaczęły do niej powracać. Widziała oczami wyobraźni siebie schodzącą po schodach tuż po tym gdy na ironie losu odzyskała wolność, tylko po to, by potem móc znowu ją stracić.
Czy w tej chwili los z niej drwił?
Oczywiście wręcz mogła słyszeć jego okrutny śmiech i uciechę, że w końcu zrobił coś, co ot, tak długo czasu planował. Naprawdę zaczęła zastanawiać się, czy ją aż tak bardzo nienawidzi by na przestrzeni tych ostatnich tygodni, wciąż musiała mierzyć się z tym jak w tej chwili był wyrachowany.
Najpierw coś tak trywialnego jak utrata mieszkania, by potem przerodziło się to w fałszywe oskarżenia po dopadnięcie jej przez byłego chłopaka. Przestępcy i narkomana, który w końcu mógł łaskotać swoje pieprzone ego i czuć satysfakcje, że nic nie pozwoliło go zatrzymać przed pojmaniem dziewczyny, która znała jego najgorsze tajemnice.
Osoby, która była jego wręcz nemezis, nie była jedynie tylko byłą partnerką, która uciekła z toksycznego związku, od który chłopaka gnębił ją i sprawił, że straciła wiarę w prawdziwość uczuć, czy samej miłości. Miała świadomość tego, że nie był on kryształem, oszlifowanym diamentem a bardziej był czymś paskudnym, błotem czymś, czego nie chciałbyś nawet dotknąć. A gdy się do ciebie przylepi, wręcz zrzucić z siebie ze wstrętem. Pozbyć się jak najdalej od siebie i właśnie takim czymś był właśnie on!
Określenie dość obrzydliwe i podłe, ale inaczej nie można było określić demona w ludzkim ciele. Szatana, który zmienił jej życie w piekło! Sprawił, że trafiła na terapię i musiała mierzyć się ze swoimi lękami, przejść ogromnie ciężką i długą drogą, by wyjść na prostą, a gdy to się udało, on znowu powrócił!
Chyba nie mogło być gorzej prawda?
W końcu pomimo bólu, który ją obezwładnił, uniosła się na tyle, ile w ogóle mogła, jednak kneble na jej rękach i nogach utrudniały jej nawet, chociażby bardziej gwałtownie się ruszyć, starała się być spokojna i pomimo niechęci uchyliła jedną powiekę i pierwsze co ujrzała to była:
Ciemność.
Nawet nie zaskoczona, otworzyła oczy i popatrzyła przed siebie i nie widziała przed sobą praktycznie zupełnie nic. Wokół panował ogromny mrok, który nawet nie zakłócał blask padający przez coś na wzór dziury.
Poblask księżyca?
Odwróciła się lekko w tamtym kierunku by zobaczyć dość drobne, lecz zabrudzone maleńkie okienko, które wychodziło na zewnątrz, jednak można było dostrzec kraty, tuż za nim co zupełnie odradzało możliwość jakiejkolwiek ucieczki, lecz nawet tą futryną była tak malutka, że nawet ona by się przez nią nie przedarła.
Zabezpieczenie przed możliwością ucieczki. Sprytne! Wiedziała jednak, że miał na tyle czasu, by wszystko zaplanować w najdrobniejszym szczególe. Zadbać o wszystko, by nie doprowadzić do jakieś zdarzeń, które nie poszły po jego myśli, na przykład by pojmana ofiara zapragnęła wyrwać się stąd i uciec.
Poczuła lęk i nie walczyła z nim, bo wiedziała, że nie będzie to dla niej łatwe. Mimo że nie widziała, go nigdzie nie słyszała. Doskonale zdawała sobie sprawę, że będzie to dla niej brzemienne w skutkach.
Lata ucieczek w tej jednej chwili przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
On ją dopadł w końcu.
Siedziała, tak praktycznie w bezruchu czekając na coś, żeby się wydarzyło, jednak wokół niej panowała zupełna głucha cisza, a wszystko wokół niej wydawało się, jakby było wyjęte z jakieś horroru.
Jej ciałem wstrząsnął dreszcz niepokoju i strachu. Tkwiła w tej cholernym miejscu i nawet nie wiedziała, gdzie jest ten cholerny diabeł.
Siedziała tak dłuższą chwilę, zastanawiając się nad swoim dość żałosnym losem, jaki ją spotkał i przeklinając pana jej marnej egzystencji, że ją tak pokarał, wciąż wrzucając jej pod nogi belki. Kłody, przez które musiała się przedrzeć, jednak tym razem zwalił taki konar, przez którego na pewno nie byłaby w stanie przejść.
Drgnęła gdy rozniósł się nagły hałas.
Zamarła.
Z każdą chwilą te rumor się nasilał, a ona odruchowo zamknęła oczy i starała się tak ułożyć, aby nadal nawinie wierzono, że nie odzyskała przytomności. Słyszała jak z każdą chwilą gdy słyszała coraz, usilnie te odgłosy coraz bliżej siebie czuła jak jej serce zaczyna coraz bardziej bić i nad nim nie była w stanie zapanować.
Nagle tuż za nią rozbrzmiał jakby odgłos czegoś, co uderzało o ścianę, dźwięk zamka, który się otworzył sprawił, że miała wrażenie, jakby serce zaraz miało wyskoczyć z jej piersi, a po krótkiej chwili dobiegły ją odgłosy.
— On jest ciężki! — słyszała marudzący kobiecy głos.
Ton, który wydawał się jej podejrzanie znajomy.
— Przestań narzekać, tylko mi do cholery pomóż! — rozbrzmiał dość srogi, ale twardy głos.
Poznała go wręcz bez najmniejszego trudu. Nie ważne gdzie by się znalazła, on wyrył, się w umyślę, na tyle, że bez trudu mogłaby go wszędzie rozpoznać. Niemal zesztywniała, gdy wyczuła, że nie jest tutaj sama. Uparcie wręcz błagała siebie samą by ani przez moment nie drgnęła. Nie było to łatwe, jednak musiała, nie chciała mierzyć się z tym diabłem, jednak nie zamierzała kłamać, zastanawiało ja, co oni tutaj wloką.
Oni!
Bo bez problemu rozpoznała ten kobiecy głos. Był dla niej tak obrzydliwe paskudny, że już nie mogła, go znieś. Wręcz widziała, jak oczami wyobraźnię widzi twarz tej kobiety i gdy tylko przypomniała sobie teatrzyk, który odstawiła i co robiła przez ostatnie tygodnie, poczuła wzbierającą w nią nienawiść wobec niej.
— Mógłbyś przestać się wydzierać! Chyba nie chcesz, odkryto twoją pieprzoną, kryjówkę! — wyrzuciła w stronę mężczyzny kobieta — Wtedy cały twój plan pójdzie się sypać, a ty nie będziesz mieć już zabaweczki do swoich uciec — słyszała wręcz jej przepełniony kpiną i szyderą głos.
Tym bardziej jej słowa sprawiły, że zaczęła się jeszcze bardziej niepokoić, bo były jedynie potwierdzeniem jej domysłów, które jedynie uzmysłowiły jej, że jej przekonania nie są jej głupimi obawami jednak faktem i czegoś, czego ten skurwysyn naprawdę pragnął.
Nikt tak jak on nie wywoływał u niej wręcz panicznego, lękliwych obaw. Strachu, nad którym nie umiała zapanować. Mogła udawać i się starać być twardą, jednak on był większym realnym koszmarem niż jej opiekunowie z sierocińca. To jego się najbardziej bała niż ich. Im potrafiła się przeciwstawić mu, on napawał ją czymś, czego nie potrafiła określić.
Dobiegły ją ponownie odgłosy, które świadczyły, jakby unoszono kajdanki, które zawieszone były na kajdanach.
— W sumie nie wiem, po co ci on — zastanawiał się na głos ten demon — Nie wystarczy ci, że i tak takim pieprzonym tchórzem, że się ciebie boi i…
— No wiesz, moglibyśmy go zostawić, ale raczej wtedy w końcu wygadałaby się, że stoisz za porwaniem tej jego szmaty, do której tak wciąż wzdycha — usłyszała wręcz jadowity głos żony jej byłego — Tak zostawilibyśmy go, ale wtedy szybko by cię złapali, chciałabyś tego?
— O czym ty gadasz? — słyszała zaskoczenie w jego głosie.
— Clark do jasnej cholery! On się wysypał! Sam się mi do tego przyznał! — powiedziała wkurzona i oburzona.
No właśnie jej odwieczny wróg i powód do lęków.
Clark Kent, stał nieopodal wierząc nawinie, że nadal jest nieprzytomna, nawet nie chciała, myśleć co by się z nią stało, gdyby odkrył wraz s tą szmatą, że już od dłuższej chwili o wszystkim jest zupełnie świadoma.
— Kazałam mu siedzieć cicho, ale nie potrafił trzymać języka za zębami i ją uniewnił! Teraz i ja będę mieć kłopoty jak mnie znajdą! Czy nadal uważasz, że skrajnie głupim pomysłem było zabranie go ze sobą! Clark doskonale wiesz, że oboje siedzimy w tym razem i oboje wiedzą, coś o nas czego nie chcemy, by się wydało.
— Pragnę ci przypomnieć Taylor! — odezwał się z cichym sykiem niczym wąż — Nasze role się nie zmieniły, to ja nadal tutaj żądze! — przypomniał jej jadowicie — Jeden zły ruch, a skończysz jak oni!
— Grozisz mi? — spytała wyzywająco.
Dało się wręcz usłyszeć dość głośne kroki, które zaczęły się oddalać, lecz nagle się zatrzymał i mogła tylko sobie wyobrazić, jak odwraca się do niej i mówi:
— Wydaje mi się, że właśnie to robię!
— Jesteś bezczelny! Jesteśmy wspólnikami, nie jestem…
— Daleko ci do kogoś z kim mógłbym być na tym samym poziomie! Pomagasz mi, bo nie masz wyboru!
Można było ujrzeć wręcz jego parszywy uśmiech i iście złośliwy uśmiech gdy tylko wyszedł. Wkrótce usłyszała i nieco spokojniejsze kroki i poczucie jak ktoś przechodzi obok, a ona wyczuła tę specyficzną woń perfum, które kojarzyły się z jej tylko z jedną osobą.
Nie drgnęła nadal, czekała, aż ponownie usłyszy szczęk zamykanych zamków. Wiedizała że gdyby teraz się podniosła, zrobiłaby największą głupotę w swoim życiu, bo oni dowiedzieli się o wszystkim i pomimo dyskomfortu i tego, że jej ciało zaczynało drętwieć, nie miało to znaczenia. Siedziała, pochylona w jednej pozycji i po prostu czekała.
Moment gdy rozbrzmiał ten wyczekiwany, przez nią dźwięk był chwilą, gdzie mogła, się podnieś, jednak nie zrobiła tego.
Dlaczego?
Bo wolała się upewnić.
Zdawała sobie sprawy, że Clark był na swój sposób mistrzem cichego kamuflażu, mógł wyjść, ale udawać, że to zrobił, ta myśl sprawiała, że wolała zaczekać. Nie było to łatwe, jednak w końcu po dość dłuższej chwili uchyliła jedną powiekę i zobaczyła jak zawsze otaczającą ją ciemność. Na moment została ona rozbudzona poblaskiem światła, lecz ono znowu zagasło gdy wydawać się mogło, że ta dwójka odeszła.
Mimo że się obawiała i czuła jak w jej piersi serce przyśpiesza swoje tempo, poniosła się lekko i jeśli kiedykolwiek mogła żałować jednego momentu to właśnie tego, gdy nagle za sobą usłyszała dość zimny pozbawiony uczuć głos:
— Nigdy specjalnie, nie byłaś mistrzynią aktorstwa kochanie — mówił to z szyderczością, a ona wiedziała, że jej plan zupełnie się nie sprawdził.
Zamarła w jednej chwili, nie była nawet w stanie zmusić żadnej części swojego ciała do poruszenia się. Czuła nagle jak ktoś staje za nią, wręcz fetor jego oddechu dotarł do jej nozdrzy, sprawiając, że miała ochotę zwymiotować.
Wtedy ponownie światło się rozpaliło na nowo, a ona pomimo swojej ogromnej niechęci odwróciła się delikatnie w bok i gdyby nie knebel w jej ustach zapewne krzyknęłaby z przerażenia.
To już nie był ten sam człowiek, którego wdziała jakieś trzy lata temu. Rozpoznała go tylko przez kolor jego spojrzenia jego chłód wręcz pozbawioną uczuć duszę, jednak to, kto przed nią stał, było jedynie nikłym cieniem kogoś, kto wydawał się kiedyś, chociaż odrobinę przystojny, bo teraz patrzyła na zniszczonego przez narkotyki mężczyznę, który był w podobnym wieku, do jej ukochanego męża jednak wyglądał jakby miał znacznie więcej lat. Czarne włosy zazwyczaj ułożone teraz były w zupełnym nie ładzie poszarpane i poniszczone. Broda, którą nie golił, od paru dni sprawiła, że poczuła dreszcz, który przebiegł po jej ciele.
On się zmienił!
Ale idealnym posumowaniem byłoby powiedzenie, że to dragi go zniszczyły. Lata brania sprawiły, że stał przed nią zniszczony mężczyzna, który miał na sobie ubrania, które nie były już najnowsze. I tak wiedziała, że ludzie z wiekiem się zmieniają, jednak tutaj dostrzegła wyniszczenie przez dragi, które brał już od paru lat.
On tego nie przerwał, doskonale to wiedziała, za każdym razem gdy go spotykała, widziała to po jego oczach, że nadal ćpa. Przez kilka miesięcy zmuszana była przez niego do brania, jednak uwolniła się od tego, musiała wykazać się silną wolą i motywacją i uwolnić się od niego, jednak się udało teraz gdy go zobaczyła, wiedziała, że jej najlepszą decyzją było porzucenie tego świństwa.
Tak wiedziała doskonale, że to on ją potruwał,wręcz faszerował tym syfem i mimo że tego naprawdę nie chciała, to on ją karmił tym, czym handlował.
Wiedziała o małej plantacji i jego życiu jako również sprzedawcy swoich własnych wyrobów, właśnie dzięki swoim uprawom miał dostęp do towaru, który potem sprzedawał. Karmił ją swoją nieletnią dziewczynę, jednak sam również nie był wtedy pełnoletni. Dzieliła ich tylko dwuletnia różnica wieku. Od był po prostu zły i nie dało się tego ukryć.
Nakładał na twarz maskę chłopaka, do którego mogły wzdychać dziewczyny i ona byłą jedną z tych naiwniaczek, które się nabrały na jego powierzchowność, nie dostrzegła jego zepsutego do szpiku kości wnętrza, a gdy już się dowiedziała o tym, wpadła zupełnie w jego sidła i nie miała szans się uwolnić. Teraz ponownie znalazła się w tym szponach, tego skurwysyna, narkomana, który w końcu ziścił wszystkie swoje plany i było widać to po jego spojrzeniu.
Radość jakąś sprawiała mu ta sytuacja.
— Witaj w piekle skarbie — odezwał się i uśmiechnął się wręcz w iście perfidny sposób.
Widziała, jak przechodzi wolnym krokiem tuż obok jej krzesła i wręcz stanął tuż przed nią. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, a w jej głowie wręcz pojawiła się istna panika, wydawać się mogło, że nic się nie dzieje, jednak niespodziewanie tylko w ułamku sekundy dało się zauważyć, jak podnosi dłoń i z całej siły uderza ją mocno w twarz. Odchyliła się, czując jak w oczach, pojawiają się jej łzy, by potem poczuć, jak gwałtownym szarpnięciem chwyta ją za podbródek i zwraca ku sobie, nie patrząc na cierpienie, jakie wywołał.
— Teraz się zabawimy słoneczko. Wreszcie mam cię tylko dla siebie! — mówił takim tonem, który wręcz doprowadził, mógł ją do palpitacji serca — Zapewnię ci naprawdę cudowną zabawę — mówiąc to, uśmiechnął się złowrogo.
To był jej własny horror, który właśnie się rozpoczął.
No comments:
Post a Comment