— Doskonale rozumiem panów frustracje — odezwał się spokojnym, ale niezwykle cierpliwie jeden z mundurowych, którzy przyjęli sprawę nagłego zaginięcia spod sądu rejonowego w Los Angeles.
Wydarzenia, które rozegrały się na przestrzeni ostatnich dni, były jakimś istnym szaleństwem, wariactwem w czystej postaci, o której nawet by nie pomyślał, że się wydarzą. Był już pełen nadziei, że sytuacja, która i tak nie należała do zbytnio dobrych, w końcu się ułoży, nie spodziewał się, co wydarzy się na przestrzeni tych kilku godzin.
Wciąż do niego to nie docierało, jeszcze przed paroma godzinami obserwował swoją ukochaną, która miała zostać osądzona za próbę usiłowanie zabójstwa jak się, z czasem okazało swojego byłego narzeczonego. Czy zdumiało go to, że przed nim jego ukochana z kimś się spotykała? Oczywiście, że nie, był świadom, że miała już swoje życie uczuciowe, nie rozmawiali na temat jej byłych facetów, bo uszanował fakt, że nie ma chęci o tym rozmawiać, dali sobie przestrzeń na zachowanie prywatności i pewnych sekretów tylko dla siebie dlatego mogła nie mówić mu o wszystkim. Jednak najbardziej abstrakcyjne i wręcz zahaczające o komedie, ponieważ nie można było nawet zaobserwować w niej osoby agresywnej, a nie wspominając o tym, by była skłonna do popełnienia tak okrutnego czynu. Jednak gdy zrozumiał kontekst a właściwie dlaczego, odeszła od byłego ukochanego to tym bardziej wydawało się to nierealistyczne wyobrażenie i posunięcie się do stwierdzenia, że mogła pokierować się czymś tak trywialnym jak zazdrość, gdy miało się świadomość, co podzieliło dawnych kochanków.
Nie oceniał jej ani nie dociekał. Co mogło wydawać się dla jednych zdumiewające, że nie wykazywał się zazdrością i nie naciskał na nią, by wyjaśniła mu całą tę sytuację, nawet jeśli by mógł uważał, że zachowywanie się w tak iście nachalny sposób gdy zmusza się drugą osobę do powiedzenia, o całym swoim dotychczasowym życiu jest tak naprawdę dość absorbujące, ponieważ tak naprawdę są pewne tematy, o których nie jesteśmy w stanie rozmawiać.
On to doskonale rozumiał i uważał, że miał bardzo dojrzałe podejście, bo był świadomy, że i jego żona ma podobne podejście do niego oraz stosunków, jakie ich dzieliło, ale co tak naprawdę go teraz tak oburzyło, wręcz mógł posunąć się do stwierdzenia, zaniepokoiło.
Wszystko rozegrało się na przestrzeni ostatnich godzin. Wszystko wydarzyło się tak prędko, że nikt nie był w stanie przewidzieć biegu wydarzeń. Jeszcze przed południem cieszył się, gdy rozprawa dobiegała końca, w której jednak pokrzywdzony przyznał się do kłamstw oraz oszukania nie tylko prokuratury czy co gorsze sądu. Zatajał prawdę o prawdziwej przestępczyni, która na ironie losu okazała się być jego własną żoną, tak jak wciąż to powtarzała Julia i dało się wręcz wyczuć, że wie coś więcej na temat tego co dzieje się w tym małżeństwie jednak nie wiele była w stanie powiedzieć. On mógł się jedynie, domyślać jednak patrząc na to, jak ten facet po prostu kłamał, broniąc własnej małżonki a pragnąć, wysłać za kraty byłą ukochaną, to były jedynie jego spekulacje, jednak między tym małżeństwem nie było najlepiej.
Po zakończeniu tak naprawdę sprawy, w której na szczęście jego ukochana żona została oczyszczona ze stawianych wobec niej zarzutów, wystarczyła chwila jego nie uwagi. Moment, który sprawił, że teraz wraz z jej przyjacielem, z którym ostatnio spędzał wiele czasu, próbując jej pomóc, a teraz wspólnie składali zawiadomienie o zaginięciu.
Tak!
Julia nagle zniknęła.
Miała tylko wyjść na moment do łazienki, jednak gdy tak naprawdę długie minuty przerodziły się w pół godziny, to zaczęło ich niepokoić. Czekali przy samochodzie, który stał na parkingu z boku wokandy budynku sądu i tak naprawdę nie wiedzieli, jak wychodzi, bo wejście było od strony ulicy, a nie parkingu, który stał na uboczu, dlatego zaczęli ją szukać. Wszyscy, którzy byli zgromadzeni na rozprawie, już się rozeszli i wrócili do siebie, jednak nie on i Anthony, którzy czekali właśnie na nią jednak gdy długo nie wracała, poczuli się zaniepokojeni i zaczęli jej szukać, jednak obeszli cały budynek, zajrzeli również do środka i przejrzeli łazienki nawet te damskie, jednak nigdzie jej nie znaleźli.
To mocno ich zaniepokoiło, dlatego niemal od razu zdecydowali się to zgłosić. Nie tak sobie to wszystko wyobrażał tak naprawdę, myślał, że dziś spędzi już, z nią wspólny wieczór gdzie będzie mógł odpoczywać z nią u boku, a nie zamartwiać się po raz kolejny co się z nią dzieje.
Słyszał wręcz w głowie ten okrutny chichot losu, który postanowił jednak ich jeszcze bardziej udręczyć.
— W takim razie zróbcie coś z tym! — odezwał się sfrustrowany Tony — Moja przyjaciółka zaginęła i zamiast pytać powinniście się wziąć do roboty! — niemal na nich krzyknął.
— Proszę się uspokoić! — zagrzmiał stanowczym głosem policjant — Przyjemy sprawę zaginięcia pani Armando — zapewnił mężczyzna w mundurze — Wolę się jednak upewnić, czy pan Michael Sanders i Clark Kent to jedyne osoby, które mogły potencjalnie chcieć zrobić pana koleżance coś złego, czy są również jakieś inne osoby prócz tych, których pan wymienił.
— Na chwilę obecną, tylko oni mogli mieć motyw. Clark od lat się jej odgrażał, że w końcu ją dorwie. Zgłaszała go już wielokrotnie, jednak nikt z jego sprawą nic nie zrobił, bo często tłumaczono, że śledztwo umarło w martwym punkcie albo nie mieli dowodów, jednak od ponad dziesięciu lat on stanowił wobec niej zagrożenie. Pragnął się zemścić i tak uważał, że mógł maczać w tym palce on albo Sanders... — urwał nagle.
Przerażała go wizja, że w końcu po latach odgrażania się Julii, ten skurwysyn wyszedł ze swojej dziupli i zaatakował ją. Martwił go to podwójnie, bo wiedział, że to nie jest zagrywka faceta, którego zostawiła dziewczyna, jednak był to przestępca, który wielokrotnie szkodził Julii. Napadał ją, nękał czy straszył i wręcz jawnie deklarował się że gdy ją w końcu złapie, nie przeżyje spotkania z nim. Wiedział, że Kenta nie można bagatelizować nawet jeśli by się tego chciało.
On zagrożeniem dla życia!
Doskonale pamięta, jak po każdym kolejnym spotkaniu Julia wracała do sierocińca i za każdym razem wyglądała coraz gorzej. Bita, zastraszana i wielokrotnie była faszerowana narkotykami przez tego zwyrodnialca. Nie było mowy o pomyłce, on sam również pragnął mścić się na niej, a fakt, że wielokrotnie go zgłaszała na policje, sprawiając, że musiał, jeszcze bardziej zaczął się ukrywać przed światem ze świadomością, że może zostać złapany, tym bardziej mogło spotęgować jego pragnienie zemsty.
— Uważa pan, że mógłby mieć i on motyw?
— Czy miałaby?
Ciężko było mu naprawdę odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ponieważ motyw znowu porzuconego faceta, którego zostawiła dziewczyna. Podobny motyw, który można było opisać Clarka. Sam tak naprawdę nie do końca był pewny, jednak to wcale nie powstrzymało go przed uznaniem go za jednego z podejrzanych.
— Gdybym miał powiedzieć dlaczego, musiałabym wspomnieć znowu o porzuconym facecie, bo moja kumpela odkryła jego zdradę. Oboje byli, jej byłymi jeden był gorszy od drugiego, oboje zapewne pragnęli ją dorwać, więc jedynie ich mogę uważać za potencjalnych podejrzanych w tej sprawie.
— Czyli nikt więcej panu nie przychodzi do głowy? — pytał policjant, by się tylko upewnić — A pan Armando nie ma jakichś podejrzeń.
— Raczej nie. Wspomniał, że nikt im nie zagrażał, bo tak naprawdę nie wiele osób wiedziało o nich tylko ścisły krąg znajomych, a w ostatnich godzinach dowiedzieli się, również znajomi Julii jednak chyba mieliby za mało czasu czy nawet pomyśleć o chęci zemsty nawet za co, bo związała się z innym, bardziej stawiałabym na mężczyzn, o których już wcześniej i wielokrotnie wspomniałem.
Zachowanie tak naprawdę powagi w tej sytuacji nie należało do zbyt łatwych, jednak zdawał sobie sprawę, że panika była wręcz nie skazana i nie to, że nie był przejęty tym, co się dzieje, bo to wręcz były absurdalny zarzut w jego kierunku. Nikt tak jak on czy Ricardo nie byli zmartwieni o Julie, która w ostatnich tygodniach przechodziło istne piekło. Zaczynając od urarty mieszkania, po aresztowania, a teraz prawdopodobnie porwanie.
Starali się szybko reagować, bo w takich sytuacjach się liczyła każda minuta i dlaczego nie uważali, że mogła po prosu wrócić do siebie. Prawdę mówiąc, ona nie znała nowego adresu mieszkania, które kupił jej mąż, poprzednie utraciła, nie miała przy sobie telefonu a jeśli nawet się zagubiła, to już dawno znalazłaby sposób by się z nimi skontaktować.
Sam miał dziwne przeczucie, że może to być dosyć poważne, a nie dość błaha sprawa jak nie porozumienie.
— W takim razie, zaczniemy poszukiwania pani Julii — oznajmił.
Mimo że przyjmuje się takie sprawy po dobie, od zaginięcia tutaj wyglądało to zbyt poważnie by to zbagatelizować i uznać, że mogą się zająć tą sprawą później. Sama sytuacja była dość intrygująca, ponieważ kto normalny próbuje kogoś pojmać przed placówki sądu feralnego, na coś takiego tylko decyduje się szaleniec.
— W razie czego, będziemy się z panami kontaktować — powiedział, wyciągając swoją wizytówkę — Musimy najpierw przejrzeć kamery, one mogły zajestrować gdy pani Armando opuszczała sąd — wytłumaczył.
Rozmowa ciągnęła się jeszcze dłuższą chwilę, po czym jednak się pożegnali, a dwoje mężczyzn zaczęło wychodzić z komisariatu policji. Wychodzili, oboje wierząc, że jednak sprawa się ruszy, a policja zacznie szukać kobietę, która była im tak bliska.
Gdy wyszedł na zalane słońcem schody, czuł wręcz szkwał, który panował na zewnątrz. Przymknął oczy, gdy oślepiło go tak jasny blask, idący przy nim Ricardo również zmrużył oczy, jednak widział, jak spogląda na kogoś, kto stanął u szczytu schodów.
Coś go tknęło i odwrócił się w tamtą stronę i moment, w którym jego oczy napotkały widok osoby, której wręcz zaczął szczerze nienawidzić był chwilą gdy jedyne czego pragnął to podejść do niego i uderzyć go w twarz.
On wydawał się zupełnie tak samo zaskoczony jak oni którzy zatrzymali się na samym szczycie, a on zaczął powoli wspinać się po stopniach na górę. Mierzyli się spojrzeniami swoich oczu, gdyby to były wzrok bazyliszka jak ze słynnych książek o czarodzieju to brat jej przyjaciółki już dawno leżałaby martwy na asfalcie.
Absolutnie jego niechęć nie była pokierowana jakąś jego fanaberią czy dziecinnymi foszki, jednak nie potrafił mu podarować tego, jak ją potraktował. Złamał jej serce po tym wszystkim gdy pozwolił jej mieć nadzieję, podarował jej coś, o czym wcześniej mogłaby pomarzyć. Okazał wierność kłamcy, i wbił jej nóż prosto w plecy, po tych wszystkich zapewnieniach i obietnicach.
I nie unosiłaby się tak, gdyby wiedział, jak to jest ważne wręcz istotne dla sierot, które nagle dostały szansę na zyskanie domu i mimo że była już dorosła, to widział doskonale jaką wiarę pokładała w tej relacje. Od razu można było zauważyć, że prócz niego oraz jej obecnego partnera to właśnie on byli najważniejszymi osobami w jej życiu, którym potrafiła zaufać w ciemno.
— Co wy tu robicie? — spytał nagle.
Widział jak spogląda najpierw na Ricardo i nie dało się nie dostrzec niechęci wobec niego w jego oczach, by potem zwrócić się w jego kierunku.
— Raczej nie powinno cię to obchodzić — rzucił oschle.
Nie odzywali się przez dłuższą chwilę, jednak dało się wręcz wyczuć w powietrzu narastające napięcie. Przynajmniej z jego strony wręcz był wyczuwalny ten dystans wobec niego.
Nie miał najmniejszej ochoty mówić mu, co się stało. I tak może miał do tego prawo, bo był jej rodziną, jednak po tym gdy się jej wyparł i uznał, że nie jest dla niego istotna, wręcz jawnie kazał się od niego odwalić, nie sądził, że zasługuje na wyjaśnienia. I mimo że jego obecność przed posterunkiem policji wydawała się dziwnie zastanawiająca, to przypomniał sobie, że Julia wspomniała, że ich ojciec był policjantem i być może przeszedł do niego, więc nie miał czym zaprzątać sobie głowy.
Nie wiele się tak naprawdę zastanawiać zaczął schodzić po schodach gdy nagle usłyszał za sobą głos:
— Co się stało? Co wy tutaj robicie?
Odwrócił się w jego kierunku i widział, jak schodzi dwa stopnie niżej, zwracając się do niego. Wiedział, że tylko z nim jest na razie w stanie rozmawiać. Popatrzył na Ricardo, który stał obok niego, by potem zwrócić się do starszego Rivery.
— Nagle cię to interesuje? — wyrzucił mu — Jakoś mało przejęty byłeś tym, co się dzieje i nie nalegałeś, wręcz nawet nie starałeś się dociec prawdy, nagle chcesz wiedzieć, co się stało.
— Gdzie jest Julia?
To pytanie wydawać się mogło zaskakujące, jednak wręcz dla niego trącało o ironie i naprawdę z trudem nie powstrzymał się, by się nie zaśmiać, jednak nie miał na to ochoty nie w obecnej sytuacji. Chęci do żartów to ostatnie, o czym w ogóle mógłby pomyśleć.
— Nagle cię to interesuje? — spytał wręcz z kpiną.
— Anthony — zaczął poważnym tonem — Co się dzieje? Chyba domagam się jakichś wyjaśnień! Jestem jej…
— Bratem — przerwał mu nagle i to dość stanowczo a w jego tonie głosu dało się wyczuć nienawiść — Jesteś nim owszem, ale tylko na papierze — wyrzucił w dość gniewnie — Gdzie do cholery byłeś, gdy ona najbardziej ciebie potrzebowała? Na kogo mogła wtedy liczyć? Na mnie i Ricardo, ty uznałeś, że wolisz się pozbyć niechcianego problemu. Nie skończyłem! — zagrzmiał gdy widział, jak otwiera usta gotowy coś powiedzieć.
Nic go bardziej nie rozłościło jak jego hipokryzja, jaką w tej chwili ukazał, bo owszem mógł zachować spokój i nie ingerować jednak nie było dla niego nic bardziej oburzające, że po tym wszystkim, śmie sobie mordę wycierać ich relacjami, które sam porzucił.
— Gdybyś faktycznie był jej rodziną, jak powtarzałeś latami! — zaczął mówić wściekle — To wykazałbyś w chwili próby która nadeszła. Wolałeś jednak zachować lojalność wobec przyjaciela, który… — zadrwił, z jego naiwności — Oszustem i kłamcą — dokończył, błętując sytuacje, która się rozegrała przed kilkoma godzinami — I teraz po tym wszystkim pragniesz znowu być rodziną dla niej!? — zapytał, jednak nie oczekiwał żadnej odpowiedzi.
— Anthony…
— Posłuchaj mnie Rivera! — odezwał się, czując, jak wzbiera w nim furia — Wiele potrafię zrozumieć, ale nie moment gdy własny brat odrzuca siostrę, bo wykazuje się być wiernym najbliższemu przyjacielowi. Wiem, że znasz się z Sandersem dłużej, jednak do cholery Julia była twoją jedyną rodziną. Czy kiedykolwiek okazała ci powód byś jej nie wierzył? Powiedziała ci o koszmarze własne życia, o piekle w bidulu co przeszła przez tego skurwysyna Clarka. Zaufała ci i byłeś jedną z nielicznych osób, którym naprawdę zaufała ze szczerego serca. Nigdy nie obwiniała cię za to, co zrobili wasi rodzice szczególności wasz ojciec w stosunku do niej i nie będę ci ujmował, że jej nie broniłeś. Jednak ostatnie tygodnie okazały się być testem, którego egzaminem nie zdałeś.
— Gdybyś widział, co dzieje się na trasie, zrozumiałbyś moją niepewność.
— Nadal starasz się usprawiedliwić!? — wybuchł — Wystarczyła usiąść z Julią i twoim przyjacielem i porozmawiać szczerze jednak wolałeś tego nie zrobić. Ona naprawdę była szczęśliwa, że cię odzyskała, jednak się przeliczyła i widać było w gmachu sądu, jak się na tobie zawiodła. Jeszcze przed rozprawą uparcie ją szykanowałeś, a potem… — urwał, uśmiechając się dość ironicznie, przypominając sobie tamto zdarzenia — Cóż chyba nigdy nie widziałem w jej oczach takiego ogromnego rozczarowania i zawodu, bo zaufała nie właściwiej osobie. Chyba poznanie prawdy o romansie Sandersa ją tak nie zabolało jak fakt, że to ty się od niej odwróciłeś i teraz chcesz się przejmować i zastanawiasz się, gdzie jest?
Milczał i widać było, że jego słowa go naprawdę mocno poruszyły. Nie potrafił już udawać sam przed sobą, że ją po prostu stracił z własnej głupoty. Walczył o nią przez kilka lat, by mógł ją mieć przy sobie zapewnić jej wszystko, co najlepsze a na przestrzeni kilku tygodni zaprzepaścił to i naprawdę nic go bardziej nie dobijało, jak widział, jak on sam to zrujnował.
Najpierw stracił Julie potem Alice i chyba nie miał gorszego okresu niż teraz gdy utracił dwie najbliższe swojego sercu kobiety.
— Co do twojego pytania Rivera — odezwał się w nagłej ciszy, która zapanowała między nimi.
Popatrzył w kierunku Anthony’ego, a tuż za nim stał mąż jego siostry, który wykazywał się być tak samo przejęty jak wieloletni przyjaciel jego siostry. Widać było przejęcie i ogromne zdenerowanie gdy odezwał się ponownie młodszy z nich i powiedział:
— Nie mam pojęcia, gdzie ona jest — powiedział już z powagą.
— Jak to!? — spytał w oszołomieniu, czuł jak jego noga, powoli ześlizguje się z jednego ze stopni.
Widział jak dwoje mężczyzn, którzy stanęli przed nim, wymieniają się spojrzeniami i mimo początkowych przekonań i zapewnień, że nie zdradzi zbyt wiele, to jednak się złamał i zdradził prawdę.
— Zaginęła, a twój przyjaciel został wskazany jako jeden z podejrzanych — powiedział ze stanowczością — On i Clark. Zaginęła spod gmachu sądu. Nie widzieliśmy tego, od kilku godzin jest nieuchwytna, a doskonale wiesz, że nie mamy z nią kontaktu, bo w areszcie raczej nie mogła mieć telefonu.
Gdy padło z ust Tony’ego, że podejrzewa Michaela o potencjalne zaginięcie, jego siostry to była ostatnia rzecz, w jaką by uwierzył. Owszem mógł być dalej postrzegany jak osoba, która wiernie wierzy mu, jednak nie uważał, by zdolny do tego, bo sam był zaniepokojony jego nagłym zniknięciem i właśnie w tej sprawie przyszedł na policje.
— To nie mógłby być on! — odezwał się w obronie przyjaciela.
— Chyba nasza dalsza rozmowa nie ma sensu Rivera — odezwał się, nie ukrywając swojego niechęci wobec niego.
Nawet w takim momencie gdy mówi mu o zaginięciu jego najbliższej rodziny, on pozostaje wciąż nieustępliwy i wiernym swojemu wieloletniemu przyjacielowi, który już okazał się być wielokrotnie oszustem, który go zwodził.
— Anthony ja w to nie wierzę, Mike nie miałaby powodu tego zrobić!
— Tak jak nie mógłby jej oskarżyć, że próbowała go zabić — przypomniał mu — Najlepszym rozwiązaniem, jakie będzie dla nas wszystkich korzystne to, jak się rozejdziemy, chce, poszydzić ci siniaków na twarzy i to przed komisariatem policji. Widać, że pozostajesz wierny jedynie przyjaciołom, jednak teraz zadaj sobie pytanie. Po co jej szukałeś? Czemu była ona ci potrzebna? Gdy los wystawił was na ogromną próbę, ty ją nie przeszedłeś, a ona znowu musiała liczyć się z tym, że gdy siedziała zamknięta za kratami, rodzina, którą miała, się jej wyparła. Teraz jej jedyną rodziną jest jej mąż — wskazał ruchem głowy na Hiszpana, który stał obok i czekał i nie za wiele wtrącał się do rozmowy, bo nie rozumiał, o czym mówili — I ja — dodał — Formalnie nadal jesteście rodziną, ale to, co zbudowaliście razem, sam zepsułeś — dorzucił — Wybacz, ale śpieszy się nam!
Stał w miejscu zupełnie oszołomiony, spoglądając na dwójkę mężczyzn, którzy odchodzili i wręcz mocniej zacisnął zęby, czując, jak jego serce drży. Niestety musiał w pewnych kwestiach przyznać racje Brown, zachował wierność kumplowi, odtrącając własną rodzinę, jednak nigdy nie uwierzy by Michael, był w stanie i nawet próbował pojmać Julie. Wiedział, wręcz był przekonany, że jedynym sprawcą jest Clark, jednak nie potrafił już dłużej powstrzymywać się od wyrzutów sumienia.
Jedna myśl przeszła mu przez głowę:
Czy ona kiedyś mu wybaczy zwątpienie?
No comments:
Post a Comment