— Wysiadaj! — dobiegł ją dość ostry głos, jednego z mundurowych.
Momentalnie poczuła dość mocny chwyt dłoni jednego z nich gdy wręcz z brutalnością wyciągnęli ją z furgonetki. Czy można czuć się gorzej niż teraz? Gdy po praktycznie zaskakujących dwóch dość prędkich miesiącach odbywa się jej sprawa sądowa, w która jest główną i jedyną podejrzaną?
Czy fakt jak bardzo wszystko było mocno pogmatwane i skomplikowane, nie sprawiło, że śledczy, zamiast głębiej kopać, mając praktycznie minimalne dowody, zeznanie świadków i poszkodowanego? Można było uznać, że skoro wszystko już zgromadzili, mieli nie tylko słowa pokrzywdzonej osoby, osób, które niby widziały całe zdarzenie oraz materiały, na których można było zobaczyć jej odciski palców, wszystko powinno pójść płynie.
Niestety nie dano jej możliwości obrony, mimo tego, że Ricardo załatwił jej adwokata, nie zdołał zatrzymać tego procesu, a ona właśnie była prowadzona po stopniach gmachu jednego z sądów w Los Angeles, a za parę godzin miała poznać wyrok.
Dowiedzieć się prawdy ile lat spędzi za kratami więzienia.
Nie spoglądała nawet przed siebie, nie patrzyła na osobę, które mogła mijać. Nie sądziła, że w tak krótkim czasie zawiedzie się na kimś, kogo uważała za przyjaciół i brata. Na samą myśl o nich wręcz mocniej zacisnęła usta, nie chcąc by ani łza nie popłynęła po jej policzku.
Czy stwierdzenie, że się po prostu zawiodła, to delikatnie określenie?
Nie docierało nadal do niej, że w tak krótkim czasie straciła zaufanie do kilku istotnych dla niej osób, a z każdym dniem, jej odczucia słaby a zastąpiła ją wściekłość i nienawiść, jednak najbardziej co było dla niej uciążliwe to świadomość, że własny brat stanął w opozycji do niej.
Posądził ją, dając wiarę kobiecie, do której i tak nie miał zaufania, bo sam się jej do tego przyzna, jednak to już chyba przeszłość, bo uwierzył w łzawą scenę niż jej własnej siostrze.
Czy pogodziła się ze swoim losem?
Nie! I nigdy tego tak naprawdę nie zrobi. Czuła się sfrustrowana i rozżalona, że ci, którym tak ufała, odsunęli się od niej. Jednak były osoby, które nigdy nie straciły w nią wiary i trwały przy niej aż do tego dnia.
To jedyna myśl, która w jakiś stopniu mogła ją pocieszyć w tej ciężkiej sytuacji.
Nie miało dla niej, już znaczenia to jak wygląda, że prowadzili ją przez korytarz budynku ubraną w jakąś sukienkę oraz zwykłe baleriny, które zostały jej dostarczone do więzienia.
W pewnej chwili podniosła głowę, jednak momentalnie tego pożałowała gdy zobaczyła na krańcu długiego korytarza osoby, którymi gardziła w jednej chwili i z każdym krokiem gdy tylko się zbliżała w eskorcie policji, widziała ich wręcz pogardliwe i nienawistne spojrzenia, którymi ją zmierzyli. Czuła jak wręcz przenikają przez nią.
— Nic nie zrobiłaś? — usłyszała wręcz przepełniony jadem głos.
Przez moment miała wrażenie, jakby słyszała własnego ojca. Ton głosu, który był jej dziwnie znajomy jednak tak pozbawiony uczuć i emocji. Podniosła wzrok tylko po to, by napotkać spojrzenie oczu swojego własnego brata. Widok pogardy i wręcz obrzydzenia był widoczny i nawet nie starał się tego ukrywać, a ona popatrzyła na niego, nie mówiąc ani słowa.
— Obyś tego nigdy nie pożałował — szepnęła do niego.
Nie mieli już możliwości dalszej rozmowy, jednak słyszała za sobą, doskonale jak nadal twierdził, że nigdy nie będzie miał wyrzutów sumienia z powodu jej oskarżenia. Weszła do sali sądowej w asyście policjantów, którzy poprowadzili ją na miejsce dla oskarżonych.
Gdyby się na nią spojrzało, dostrzegło brak jakikolwiek emocji, jednak wiedziała, że najgorsze co może zrobić to okazać swoją słabość, mimo że wewnętrznie była zupełnie rozpita, chciało się jej wręcz wyć z rozpaczy i przeklinać cały świat, za to jak niesprawiedliwe ją traktuje, pomimo wszystko zamierzała zachować klasę.
Jeśli ma zostać skazana, to przynajmniej nie ukaże, jak bardzo jest emocjonalnie rozbita. Czuła jak jej psychika coraz bardziej pada w gruzy, a przebywanie w tych zamkniętych czterech ścianach tylko pogarszało jej stan.
Lata terapii, walki o siebie, zaczęło iść na marne, z powodu jednej głupiej rzeczy, sytuacji, w jaką została wplątana.
Poczuła nagle, jak zostaje oswobodzona z kajdanek i niechętnie usiadła na miejscu, gdzie nie powinna w ogóle się znajdować, wkrótce na salę zaczęli schodzić się również inni, głównie świadkowie i bliscy. Na rozprawie jednak nie mogli pojawić się niezależni obserwatorzy, była to rozprawa przeprowadzona w ścisłym gronie osób zaangażowanych.
Jako ostatni na salę wszedł oczywiście Michael, jednak co ją wręcz zaskoczyło, to pojawił się zupełnie sam. Czego najmniej się raczej spodziewała? Przy jego boku nie było jego żony, jednak od wejścia było widać, że nie jest w najlepszym stanie. Nie zamierzała jednak mu absolutnie współczuć.
To z jego cholernej winy jest w tym miejscu i musi odpowiadać za występki jego żony. Nic bardziej ją jednak nie bolało, niż po tym wszystkim, co dla niego zrobiła przez ostatnie tygodnie, on po prostu wolał wskazać osobę, której nawet nie widział i uznać, że będzie idealną ofiarą.
Przez jej głowę przeszła myśl.
Jak do cholery mogła go kochać przez tyle lat i ufać.
Przymknęła oczy, nie chcąc na niego spoglądać, jednak ona czuła jego spojrzenie na sobie i to dość wyraźnie zignorowała to, zamiast tego skupiła się na swoich dłoniach, które bezwiednie trzymała kurczowo splatane ze sobą na blacie stołu tuż przed sobą. Nie była zainteresowana nawet tym jak kolejne, osoby weszły do środka i zajęły swoje miejsce, nawet jej adwokat, wyczuła jego obecność dopiero po chwili jednak i tak gdy zwróciła na niego uwagę, to nie wykazała chęcią do rozmowy.
— Proszę wstać! — oznajmił nagle męski głos — Sprawę poprowadzi sędzia Ron Callon!
Zrobiła to jednak z ogromną niechęcią. Popatrzyła w kierunku jednych z drewnianych drzwi, które się nagle uchyliły, a przez nie wszedł starszy mężczyzna z siwymi włosami, na nosie miał okulary. Szedł w sędziowskiej todze, trzymając w ramionach ciemną teczkę. Zasiadł na swoim miejscu i oznajmił:
— Proszę usiąść — rozbrzmiał jego dość zmęczony głos — Rozpatrywana będzie dziś sprawa pani Julii Armando — odezwał się i spojrzał w jej kierunku, a ona delikatnie skinęła głową. — Oskarżonej o usiłowanie zabójstwa pana Michaela Shinody — dodał, czytając załączony akt przez prokuratora, która siedział po drugiej stornie, a przy jego boku siedział Michael.
Nikt nie wiedział tak naprawdę tego jak gryzł się wręcz się z myślami. Wiedział, że robi źle, doskonale zdawał sobie sprawę, że przez ten cały czas kłamał i oskarżyć niewinną osobę co gorsza, postawił w stan oskarżenia dziewczynę, którą wciąż kochał. Nie darzył uczuciem własnej żony, przez miesiące wmawiał sobie, że faktycznie coś może do niej czuć, jednak ostatecznie sam zrozumiał, że to było tylko złudne poczucie, które nie miało nic wspólnego z miłością, a on zrozumiał, że nadal darzył tę młodą artystkę szczerym uczuciem.
Wyrwanie się jednak spod kleszczy jego toksycznej żony nie należało do zbyt łatwych. Ona wręcz chciała z nim być na tej rozprawie, jednak cudem udało mu się wyrwać z domu i pojechać samemu. Spędził całą noc, myśląc, co robić i podjął ostateczną decyzję, o której zamierzał powiedzieć.
Nic go nie powstrzyma.
Nie skaże jej!
Nie wtrąci jej do więzienia!
Czytał jej zeznania i wiedział, co mówiła na temat tej sytuacji i był bardziej skłonny jej uwierzyć, niż sam sobie i doskonale znał widok twarzy osoby, przez którą prawie stracił własne życie.
— Proszę by oskarżona, wstała — wymruczał sędzia.
Podniosła się z krzesła i popatrzyła na niego, tak naprawdę spodziewała się, że będzie przepytywana ponownie. Była tak wiele razy maglowana czy to przez policje, prokuratora czy swojego adwokata, że po raz kolejny znosić to pytanie, raczej już zacznie odpowiadać jak maszynka, bo nie zamierzała zmieniać swojej wersji zdarzeń i przyznawać się do czegoś, czego zupełnie nie zrobiła.
— Czy przyznaje się pani do zarzutów? — spytał starszy mężczyzna.
— Absolutnie nie! — powiedziała pewnie — Będę po grób broniła swojej pieprzonej niewinności. Nie próbowałam zabić Michaela! — dodała pewniej.
Widziała, jak on spogląda z głośnym westchnieniem w jej kierunku. Zapewne nie raz słyszał tę formułkę, jednak w jej przypadku była ona jak najbardziej prawdziwa. Jak miała nawet obrać inną strategię gdy doskonale wiedziała, ze nie przyczyniła się w żadnym stopniu do tego, że Michael był ofiarą swojej własnej małżonki.
— Więc może pani opowiedzieć, co konkretnie wydarzyło się tego dnia?
— Znowu? — spytała już sfrustrowana.
— Owszem — odpowiedział twardo sędzia — Albo może pani odmówić składania zeznań.
Przez moment się zawahała, zastanawiała się, czy powinna, znowu o tym opowiadać co wiedziała, od czego to się wszystko zaczęło, jednak gdy tak o tym myślała, przyznała sama przed sobą, że to nie ma najmniejszego sensu. Prócz tak naprawdę paru osób nikt nie chciał jej wierzyć, wciąż utrzymali merytorykę Michaela i jego żony więc czemu miała się bronić, skoro dla wielu była już skazana. Owszem mogła dalej próbować się bezskutecznie bronić, ale marnować jej nerwów.
— Odmawiam składania zeznań — rzuciła oschle.
— Ma pani do tego prawo — odparł pan Callon — W takim razie może pani usiąść — dodał.
Bez słowa zajęła swoje miejsce. Widziała spojrzenie oczu swojego adwokata, ale zignorowała go i po prostu zamierzała pozostać zupełnie bierna na całą tą sytuacją. Oparła dłonie na krawędzi blatu i czekała na dalszy przebieg rozprawy.
Chociaż nie była nią zupełnie zainteresowana, bo nie sądziła, że stanie się coś spektakularnego. Po prostu spoglądnęła na sędziego, który przerzucił leżące przed nim kartki, by potem zwrócił się do poszkodowanego i oznajmił.
— Pan Shinoda czy może pan wstać — spytał.
Rzuciła tylko nieprzychylne spojrzenie w kierunku mężczyzny, który wstał na równe nogi. Nie dało się nic początkowo, odczytać z jego wyrazu twarzy jednak ona nawet się nie rozwodziła nad tym. Słuchała, jak sędzia upomina go, że ma zeznawać zgodnie z prawdą. Na samą myśl miała ochotę głośno prychnąć, bo doskonale ona jak i on wiedzieli, że zwyczajnie oszukuje wszystkich.
— Czy może pan opowiedzieć o zdarzeniach z tamtego dnia gdy został pan zaatakowany przez panią Armando?
Przez moment na Sali zapanowała dość głucha cisza, której nikt nie był w stanie nawet przerwać. Nikt jednak nie spodziewał się to, co stanie się zakrętki moment i jakie słowa padną z ust Michaela.
— To nie Julia mnie zaatakowała — oznajmił nagle.
Na sali zagrzmiało dość mocne poruszenie. Dało się usłyszeć dość zaskoczone głosy i szepty, wokół których dało się usłyszeć pytania przeplatające się z niedowierzaniem. Sędzia również był zdumiony. Dało się zauważyć, jak prostuje się nagle i poprawia okulary, które zsunęły się mu z nosa gdy popatrzył na Michaela, którego spojrzenie momentalnie powędrowało w jej kierunku, jednak ona nawet nie drgnęła wpatrzona w tak naprawdę flagę ich kraju, która wisiała za mężczyzną.
— Słucham? — zapytał zdumiony sędzia — Przypominam, że został pan pouczony, że ma zeznawać zgodnie z prawdą…
— Cały czas kłamałem — przyznał się w końcu — Julia nigdy by mnie nie zaatakowała tamtego dnia. Ona jest niewinna!
Słowo, niewinna wydawało się brzmieć dosyć zwyczajnie, jednak wciąż dało się dosłyszeć głosy za nimi. A do jej uszu dotarł nagle głos, którego, na który wręcz uśmiechnęła się z szyderą.
— Oszukał mnie?
Przez jej głowę przedarła się jedna myśl, która była idealną puentą tego dość zaskakującego pytania.
Tak braciszku, twój kumpel cały czas cię zwodził!
Słowa, które cisnęły się na jej usta, jednak nie przemknęły przez nie. Może to dziecinne i głupie, ale czuła po prostu głupią satysfakcję z tej sytuacji. Jednak absolutnie to nie sprawiło, że nagle zapomniała o tym wszystkim, co się wydarzyło i jak ją potraktował. Uniosła głowę do góry, a na kącik jej ust uniósł się w dość kpiącym uśmiechu.
— W takim razie proszę opowiedzieć, co się wydarzyło — powiedział z naciskiem sędzia.
Dało się słyszeć padające, z ust Michaela westchniecie, zanim się odezwał i powiedział:
— Poszedłem do studia, bo mieliśmy z zespołem trochę pracy — zaczął swoją opowieść — Nie będę kłamał, związek między mną a moją żoną od dłuższego czasu się nie układał. Próbowałem ją zostawić już jakiś czas wcześniej jednak się nie udało — ona przypomniała sobie ta kłótnie na trasie, którą posłuchała gdy usłyszała ponownie głos Michaela — Przyszła do studia wtedy i zaczęliśmy się kłócić. W końcu doszło do sytuacji, że wyciągnęła ostrze i… — urwał na moment.
— Zaatakowała pana? — to było raczej stwierdzenie niż pytanie.
Widziała, jak muzyk przytaknął na słowa sędziego, który był wręcz zdumiony. Myślał, że będzie to klasyczna rozprawa, prowadził ich wiele, jednak nagły zwrot akcji go nieco zaskoczył jednak nie na tyle, by być tak zdumionym. Nie pracował w tym zawodzie od kilku lat tylko kilkunastu i widział nie jedno na wielu salach sądowych.
— To ona powinna siedzieć na jej miejscu — mówił i spojrzał w jej kierunku.
Jednak ona nie zaszczyciła nim jego swoim spojrzeniem, patrzyła po prostu przed siebie, jednak czując dziwną satysfakcję. Mimo że zupełnie nie spodziewała się takiego obrotu sprawy to jednak dobrze ze Michael poszedł po rozsądek do głowy.
— To Taylor powinna siedzieć na twoim miejscu — zwrócił się do niej.
Popatrzyła na niego wręcz z nieukrywaną wyższością i rzuciła oschle w jego kierunku:
— Mogłeś od początku mówić prawdę, a nie kłamać jak z nut. Ratowałam ci dupę przez kilka tygodni i cię kryłam przed wszystkimi i zamiast wykazać się odrobiną wdzięczności, wolałeś mnie tutaj posadzić!
Wściekle poderwała się z krzesła i spojrzała na niego wyzywająco.
— Przepraszam…!
— Mam gdzieś twoje żałosne przeproszony to ja musiałam siedzieć w więzieniu oskarżona o coś, czego nie zrobiłam. Mogłam nic nie robić, nie ratować ci życia jednak zrobiłam, bo miałam cholerną empatię po tym wszystkim nawet wobec ciebie! Zamiast się zreflektować, ale po prostu od początku mówić prawdę to wolałeś posadzić mnie za kratki! Tak się odwdzięczasz za moją troskę.
— Ja… Ona mnie zmusiła!
— Proszę się uspokoić. Pani Julio, proszą usiąść — powiedział ostrzej sędzia — Pani Shinoda proszę wyjaśnić co miał pan na myśli?
Nie spoglądała na siebie i zdumione twarze osób, które ją posądziły. Miała to zupełnie gdzieś. Teraz jedyne co pragnęła usłyszeć to, że zostaje oczyszczona z zarzutów. Nie chciała już wracać do tego piekielnego miejsca. Jedyne, o czym marzyła to po prostu się przytulić do męża, którego dostrzegła w tłumie. Nawet nie musiała się przyglądać, by widzieć go w pierwszym rzędzie siedzącego wraz z Anthonym który po krótkiej chwili przetłumaczył mu zaistniałą sytuacją, a na ustach Hiszpana pojawił się dość radosny uśmiech. Może tego nie widziała, jednak przez umysły ich obojga przemknęła myśl, że może wkrótce to się zakończony, a młody biznesmen pragnął zabrać ukochaną wraz z sobą do domu, który zakupił przez ten czas i pozwolić jej odpocząć i pomóc się jej zrelaksować.
— Taylor kazała mi kłamać i wrobić Julie w to…
— Czyli przez ten cały czas, wierzyłem w wasze kłamstwa, odtrącając najbliższą mi osobę! — rozbrzmiał nagle głos starszego Rivery.
— Przepraszam stary...
— Chester daj sobie — rzuciła oschle do niego — Pokazałeś, na co cię stać. Teraz nie odstawiaj pokazówki — powiedziała, odwracając się do niego — Gdy chciałam ci wyjaśnić sytuacje, wolałeś uwierzyć kumplowi i jak widać, znowu się okłamał. Jak sam powiedziałeś, siostry już nie masz — dodała, przypominając jego słowa.
— Julio…
— Wybacz, ale nie znamy się — rzuciła i odwróciła się do niego plecami.
Może było to nieco dziecinne zachowanie, jednak sam się jej wyparł i nie zamierzała teraz mu przebaczać. Przez te wszystkie tygodnie pokazał, co znaczyła dla niego ich wieść, która kiedyś stworzyli. Wolał uwierzyć podłym manipulacją niż własnej siostrze. Nie podległo to raczej żadnej dyskusji.
— Proszę o spokój! — rozbrzmiał sędzia.
— Wysoki sądzie pragnę o protokół z tej rozprawy, by wstrząś postępowanie karne w sprawie pana Michaela Shinody za składanie fałszywych zeznań — odezwał się nagle prokurator, wstając.
— Zostanie on dostarczony do prokuratory — powiedział mężczyzna — W takich okolicznościach, proszę wszystkich o wstanie.
Wszyscy momentalnie się podnieśli, a sędzia, nawet nie wysyłając ławników na rozmowę ani nie zastanawiając się nad wyrokiem, oznajmił:
— Pani Julia Armando zostaje oczyszczona ze wszystkich zarzucanych jej czynów oraz wycofuje tymczasowy zakaz zatrzymania. Koniec rozprawy, mogą się państwo rozejść.
To było dość krótkie, jak mogła to delikatnie określić. Tak naprawdę sprawa nie trwała nawet pół godziny, a ona poczuła nieukrywaną ulgę gdy tylko słowa sędziego dotarły do niej. Nie dociekał, nie zastanawiał się po prostu ją uniewinnili i została uwolniona. Chyba nie mogła przeżyć lepszego dnia.
Wystarczyło, że tylko się podniosła i poczuła momentalnie jak tonie w uściskach dość silnych ramion. Nie musiała nawet się wiele zastanawiać, bo niemal od razu poczuła dość znajomy zapach perfum swojego męża. Nie mógł jej przez dłuższy czas puścić. Z Sali powoli zaczęły wychodzić kolejne osoby, a oni stali pośrodku, przytuleni a ona nawet nie zauważyła kiedy kilka łez potoczyło się po jej policzku, jednak były one ze szczęścia, a nie rozpaczy.
Po krótkiej chwili usłyszeli za sobą głos jej adwokata:
— Takiego obrotu spraw nie oczekiwałem — powiedział mężczyzna.
Odsunęła się dość niechętnie od Ricardo i oboje popatrzyli w jego kierunku.
— Dobrze, że poszedł po rozum do głowy — powiedziała, jedynie komentując tę całą sytuację — I tak dziękuje panu za pomoc nawet jeśli zrobił pan nie wiele.
— Dobrze, że ta sprawa zakończyła się w taki sposób, w razie czego proszę do mnie dzwonić.
Wyciągnął rękę w jej kierunku, którą uścisnęła, a po krótkiej chwili zrobił to samo z Ricardo, który cały czas stał u jej boku i obejmował ją w pasie. Czuła jak ściska mocniej ją za bok, jednak doskonale go rozumiała i nawet nie miała powodu, by się oburzać. Nie chciał jej puścić po tym gdy znowu ją odzyskał.
Wkrótce prawnik odszedł tuż za innymi, a ona spojrzała z uśmiechem na Ricardo, który oznajmił:
— Zabieram cię do domu Bella.
— Domu?
— A jak myślisz, że cały czas spałem w hotelach. Czeka tam ktoś na ciebie — dodał z uśmiechem.
Na samą myśl o swoich ukochanych zwierzakach uśmiechnęła się szeroko i wkrótce jako ostatni zaczęli wychodzić z Sali rozpraw, która praktycznie już opustoszała. Widzieli niedaleko Anthony’ego, który na nich czekał i machał do nich, jednak gdy wychodzili, nagle usłyszała blisko siebie głos, którego najmniej chciała słyszeć.
— Julio czy możemy pomówić?
Zatrzymała się w jednej chwili i popatrzyła wręcz z niechęcią w stronę swojego brata. Nie ukrywała swojej niechęci.
— Raczej nie mamy, o czym Chester — podkreśliła — Sam wspomniałeś, że siostry już nie masz. Wracaj do kumpla, który mówił prawdę i zostaw mnie w spokoju! — powiedziała oschle — Chyba jednak pożałujesz tego — dodała, przypominając jej własne słowa sprzed rozprawy.
— Proszę… — nalegał.
Jednak pozostała zupełnie bierna na to i spoglądnęła na niego ozięble, po czym odeszła wraz z Ricardo od niego i podeszła do Anthony’ego, który na nią czekał i zatrzymali się tuż przy nim.
— Chyba jestem komuś winna podziękowania — zwróciła się do niego.
— Zawsze będę stał po twojej stronie tak jak Ricardo. Od początku ta sprawa śmierdziała i dobrze wiemy, że nigdy byś tego nie zrobiła — mówił — I nie masz za co dziękować — dodał.
— Mam propozycje — odezwał się nagle jej mąż po hiszpańsku — Co powiesz na to, byśmy w trójkę poszli na obiad. Anthony również jest zaproszony — uśmiechnął się do mężczyzny.
— Idziemy świętować? — zapytał jej wieloletni przyjaciel.
— Nie mam nic przeciw — odparła spokojnie — Ale zanim tam pójdziecie, to pozwólcie, że pójdę do toalety się odświeżyć.
Widziała, jak dwoje mężczyzn wymienia się spojrzeniami, po czym skinęli głowami, a Ricardo powiedział:
— Będziemy czekać na parkingu obok. Samochód biały Audi, będziemy, czekać przed więc zapewne nas znajdziesz.
Skinęła głową po krótkiej chwili, oni odeszli, a ona od razu skierowała się w stronę łazienki. Nie rozglądała się wokół siebie. Weszła do niej, nawet nie zwracając uwagi czy jej dawni znajomi wyszli, czy nie.
Po dość długich kilku minutach w końcu wyszła z łazienki i zaczęła podążać do wyjścia. Gdy stanęła na chodniku i zaczęła iść w kierunku parkingu, który stał tuż obok, nagle poczuła, jak ktoś zarzucił jej coś na głowę, szarpała się przed krótką chwilę, jednak po krótkim momencie poczuła dość bolesne uderzenie w tył potylice i momentalnie nogi się pod nią ugięły, a przed oczami zapanowała zupełna ciemność.
Ogarnął ją mrok i niewład w kończynach.
No comments:
Post a Comment