Splotła po raz ostatni swoje długie włosy w bardzo grubego i dość mocnego warkocza i sięgnęła dłonią po gumkę, która leżała na krańcu umywalki związując wcześniej upięte włosy, którym teraz pozwoliła swobodnie opaść na jedno z jej ramion, odsunęła pojedyncze włoski od twarzy i spojrzała po raz ostatni na swoje lustrze odbicie i uśmiechnęła się zadowolona do siebie, ciesząc się, że mogła mieć odrobinkę czasu dla siebie, by się przygotować, bo jej podopieczna była już pod dobrą opieką i zapewne wyśmienicie bawiła się w hotelowym basenie.
Nie zamierzała narzekać, że musiała się zajmować małą przylepą, szczególnie gdy widzi jak jej własna matka, ją traktuje i wręcz ignoruje, a gdy zwraca na nią, jakąkolwiek uwagę to wręcz ma czelność i śmiałość podnieś na nią rękę, co jest wręcz niedopuszczalne i skandaliczne dlatego pomimo tego jak bardzo początkowo było jej niesmak podrzucenie przez tę kobietę swojego dziecka, teraz nie zamierzała pozwolić, by trafiła pod opiekę tej niezrównoważonej matki.
Jakim prawem dawała sobie przyzwolenie na karanie cielesne swojego dziecka, jak to wciąż powtarzała, nikt nie ma prawa tknąć w żaden sposób dziecka. Uderzenie go powinno być wręcz momentem alarmującym dla innych, a patrząc na to, że Michael, który był w podobnej, a nie gorszej sytuacji to nie sądziła, że jest gotów zapewnić małej taką opiekę, by ją uchronił przed wściekłością matki, skoro sam nie potrafi pohamować własnej żony przed szaleństwem i furią, którą wyładowywała na nim.
Nie sądziła, jednak że zajmowanie się tak ruchliwą, ale bardzo kochaną pięciolatką jest tak bardzo absorbującym zajęciem. Zazwyczaj zajmowała się dziećmi przez kilka godzin, a nie spędzała z nimi całego dnia i nocy i mimo że praktycznie nie miała za wiele czasu dla siebie, to nie zamierzała żałować tych momentów, jakie mogła spędzić z tą uroczą pięciolatką. Im dłużej będzie z dala o tej wręcz patologicznej matki, tym lepiej dla niej jednak nadal zastanawiała się co zrobić z nią, by ją uchronić przed Taylor, jak wrócą, teraz mogła ona to robić, ale gdy powrócą do kraju, ktoś musi się nią zająć.
Podpytywała ją o rodzinę, jednak nie chciała za wiele mówić, dlatego zaczęła ją martwic ta sytuacja. Jedyną osobą, z którą mogła, by pomówić na temat tego, czy Taylor ma rodzinę, był Michael, jednak czuła wzbierającą w niej niechęć na myśl, że musiałaby z nim pomówić.
Od czasu ich ostatniego spotkania, a raczej tego, jak przyłapała znowu jego małżonkę na tym jak się nad nim pastwi a on w sprzeczce śmiał ją w tak odrażający sposób obrazić nie zamieniła z nim ani jednego słowa, tym bardziej nie była już tak skłonna do tego, by mu pomagać, pomimo że na pozór mogło wydawać, że wszystko się uspokoiło w ostatnim czasie i nie słyszała, żadnych kłótni czy awantur z pokoju obok to jednak wcale nie sprawiało, że jego sytuacja się zmieniła czy wręcz co wydawało się niedorzeczne, poprawiła, bo tacy ludzie jak Smith nigdy się nie zmienią, a ich największą radością jest czerpanie przyjemności, z krzywdzenia innych dlatego nie uważała, że nagle przestała to robić, bo na pewno dalej go gnębi, ale nawet gdyby usłyszała czy wtedy by zareagowała?
To pytanie było tak proste, lecz napełniało ją wieloma wątpliwościami.
Z jednej strony jej bezinteresowność w pomocy skrzywdzonym osobom daje znać o sobie z drugiej, jednak pojawia się niechęć i żal do niego.
Nie mogła mu nadal podarować, tego jak ją wyzywał. Myślała, że jednak coś do niego dotarło po ostatnich wydarzeniach, ale on śmiał jej wytknąć bycie puszczalską tylko dlatego, że śmiała spotkać się z własnym mężem. Oczywiście nikt nie wiedział, ze Ricardo to nie jej partner jak wszystkim powtarzała, ale już bliska jej osoba a po prostu rodzina jednak widząc podejście czy to własnego brata, czy ostracyzm Michaela lepiej, że jak na razie zachowała to dla siebie.
Westchnęła cicho i popatrzyła ponownie na siebie, opierając dłonie na umywalce.
— Masz zdecydowanie za dobre serce — powiedziała wprost do siebie.
Kiedyś by stwierdziła ze nie ma w sobie żadnych uczuć, a jeśli już je miała, były one przesiąknięte negatywnością oraz wrogością do samego świata, jednak wiele się zmieniło, a przede wszystkim jej podejście się zmieniło i zaczęła kierować się zupełnie innym wartościami, a nie tylko chęcią przetrwania.
Najgorsze jest to, że na sama myśl o tym, w jakim stanie byłby Mike, jak bardzo byłby skatowany to pewna cześć jej samej, pragnęła mu po prostu pomoc. Jednak pojawił się głos rozsądku, który przypominał o tym jak ją potraktował.
Owszem miała dylemat i nie zamierzał tego ukrywać.
Wyprostowała się i wrzuciła niedbale szczotkę do swojej kosmetyczki i wróciła do pokoju hotelowego, który przejęła jej małe słoneczko, jak wprost uwielbiała nazywać Summer. Widziała jej otwartą walizkę tuż na przejściu, w której wcześniej w pośpiechu szukała stroju kąpielowego. Przykucnęła przy jej bagażu i zamknęła ją i odstawiła na bok, miała już podejść do łóżka i zgarnąć telefon oraz klucze, by wyjść gdy niespodziewanie dobiegło ją pukanie do jej drzwi.
Spojrzała w tamtym kierunku, nie ukrywając swojego zaskoczenia i zdumienia, kto mógł ją odwiedzić, bo wiedziała ze większość, siedzi teraz na basenie i odpoczywa przed jutrzejszym występem, a ona miała dołączyć do nich.
Chester i Alice zabrali ze sobą małą Summy, a sama wspomniała, że dojdzie za kilka minut, więc w takim razie nie miała pojęcia kto, to mógł być na pewno nie obsługa hotelowa, bo niczego nie zamawiała do sypialni.
Pukanie po raz kolejny się ponowiło, a ona odrzuciwszy telefon na łóżko, przeszła przez mały przedpokój, gdzie otwarta była szafa przesuwana, ale ona przekręciła klucz w zamku i otworzyła je.
Widok, jaki ujrzała na progu drzwi, jednocześnie ją oszołomił i osłupiał, a w głębi serca pojawiła się ogromna niechęć. Jednak ujrzenie tak przerażającego widoku praktycznie słaniającego się na własnych nogach Michaela był czymś, czego najmniej się spodziewała. Widziała, jak kurczowo trzymał się framugi drzwi, trzymając za bok, przez który się kulił. Jego cała twarz była posiniaczona, a z wargi leciała krwi.
— Błagam — wydusił — Pomóż mi — błagał.
Zamarła, nie wiedząc, co tak naprawdę zrobić. Miała dużą chęć wyrzucenia go na próg za tekst, którym obdarzył ją ostatnio i w jaki sposób jej się odpłacił za pomoc, z drugiej strony przebijało się znacznie silniejsze poczucie pomocy mu i naprawdę nie wiedziała, co ma zrobić. Stała przez moment nie wiedząc, co ma zrobić gdy on ledwo się trzymał o własnych siłach.
— Mike zwracasz się do niewłaściwej osoby — powiedziała oschle, próbując zagrzebać w sobie poczucie, by mu pomóc, które pragnęło wybić się na pierwszy plan.
— Julio… proszę — wymamrotał — Nie mam do kogo pójść — mówił coraz słabszym głosem — Błagam...
— Radziłabym ci poszukać innej naiwniaczki, która pomoże ci, a potem będzie wysłuchiwać, że jest szmatą, bo wykazała się odrobiną dobrego serca i została zmieciona z planszy, bo spotkała się z chłopakiem — mówiła wprost bezemocjonalnie.
— Julio… wiem, co mówiłem i… — urwał momentalnie.
To był jeden moment dosłownie chwila, w której nawet nie było w stanie się zmrużyć powiek, gdy mogła tylko obserwować, jak upada tuż przed nią. Niespodziewany huk sprawił, że decyzja była już podjęta za nią. Przykucnęła przy nim gdy on wręcz ledwo klęczał na ziemi i dopiero wtedy dostrzegła, jak bardzo jest blady jednak, co przykuło jej uwagę to sińce na jego szyi, jakby przez dobrą chwilę wręcz był czymś podduszany. To nią wstrząsnęło i pomimo swojej ogromnej wcześniejszej niechęci nie mogła tak tego po prostu zostawić. Zdawać się mogło, że stracił przytomność, jednak nadal miał otwarte oczy może nie całkowicie, ale dało jej pewność, że wciąż jest świadomy.
Bez żadnego słowa przytrzymała go jednym ramieniem w pasie i podsunęła sobie pod głowę jego ramię i pomogła, mu się podnieś. Jednym kopniakiem zamknęła drzwi do swojego sypialni. Pomimo że był to zaledwie kawałek to, jednak wzięła na siebie jego ciężar i nie było to dosyć łatwe, jednak nie zamierzała narzekać.
Po krótkiej chwili pomogła mu usiąść na krawędzi łóżka i bez słowa wręcz rozerwała mu koszulę. Może nie było to na miejscu, jednak niepokojące dla niej było to gdy od wejścia trzymał się kurczowo za cześć brzucha i musiała sprawdzić co się dzieje gdy odsunęła jego dłoń gdzie zobaczyła jak koszulka, którą miał na sobie przecieka. Gdy tylko rozerwała zbędny materiał niemal zachłysnęła się powietrzem gdy zobaczyła jego dosłownie posiniaczony tor, a na jego boku dostrzegła ranę od ostrza jakieś narzędzia.
— Mike — powiedziała z powagą i spojrzała w zamglone oczy — Musisz trafić do szpita…
— Błagam cię nie! — przerwał jej rapowanie — Julio, nikt nie może o tym wiedzieć — mówił po raz kolejny to samo — Nie mogę… — wyjęczał, po czym znowu załapał się za bok, ledwo oddychając — Nie mogę tam trafić — powiedział, a w jego oczach stanęły łzy.
— Mike nie będę kłamała dla mnie ta rana, wygląda na poważną, ja nie wiem, co ci zrobiła, czym się zaatakowała, a jeśli doszło do przebicia organów ja nie pomogę na krwotok wewnętrzny to tylko lekarz ci pomo…
— Nie! — panikował — Po prostu… pomóż mi to zakryć — prosił błagalnie.
Wróciła na moment do łazienki, skąd wyciągnęła apteczkę, która się stała wręcz niezbędnym elementem i pomimo sprzeczności jaką nią kierowały, wróciła do niego i zerwała z niego resztki podkoszulka i rzuciła w kąt i wyjęła gazik i sprej do oczyszczenia ran.
— Ostrzegam, może zapiec — powiedziała, spoglądając przez moment na jego twarz, przykładając jedną rękę, nad jego ranę trzymając w niej fragment gazika, a w drugiej sprej od odkaszania.
Spryskała krwawiące miejsce nim i usłyszała nad sobą jego cichy syk bólu, jednak przyłożyła powoli gazę do zaczerwienionego miejsca i trzymając ją nadal, sięgnęła po lepiec który z pomocą ust otworzyła go i przerwałaby go przylepić do jednej części prowizorycznego opatrunku i zrobiła to z drugim plasterkiem, tak by utrzymać gazę przy miejscu, gdzie widać była rana kuta.
Naprawdę nie miała nastroju ani chęci wdawania się w nim w dyskusje i umoralniania go, bo jak widzi jej usilne prośby, wcale nie pomagają, przekonać go do tego, by w końcu zadbać o siebie i uciec od tej psychopatki. Mogła jedynie robić to co teraz oczyszczać jego rany i maskować siniaki jednak jak tak długo można w końcu trasa dobiegnie końca, on zostanie znowu z nią zupełnie sam, a ona wróci do swojego życia.
— Julio ja… — zaczął nagle cicho — Chciałabym cię przeprosić.
— Robisz to tylko dlatego, by nie stracić mojej pomocy — rzuciła oschle, nie spoglądając mu nawet w oczy gdy zakrywała mu jedną z ran na przedramieniu — Daruj sobie — powiedziała z niechęcią.
— Ale, ja naprawdę chciałem…
— Mike już wyraziłeś swoje zdanie na mój temat. Po raz kolejny wiem, że dla ciebie zawsze będą panią lekkich obyczajów i nie jestem nawet zdziwiona tym, że nie potrafisz się hamować w język, jednak to mi pokazuje, że słusznie podjęła decyzje, by cię zostawić.
Ujrzenie na jego twarzy smutku było raczej ostatnią rzeczą, jakiej by się po nim spodziewała. Nazwałaby to wręcz nieśmiesznym żartem, jednak widziała na własne oczy gdy jego mimika znacząco się zmieniła, jego wyraz, chociaż już mocno przygnębiony stał się jeszcze bardziej przybity i pewnie w normalnych okolicznościach zrobiłoby się jej po prostu jego żal, teraz jedyne co czuła to, pustkę.
Zupełnie nic nie odczuwała, ani radości czy współczucia. Nie miała w sobie zupełnie żadnych emocji z tyłu głowy, nadal dręczyła ją myśl i przywodziła w pamięci to, jak ją ostatnio potraktował, jednak przemówiła ta altruistyczna natura, która chciała, nieś pomoc pokrzywdzonym.
Jednak do samego końca gdy go opatrzyła ze wszelkich nawet tych drobnych ran, nie odezwała się do niego ani słowem. Chociaż widziała kątem okiem, jak próbuje coś powiedzieć, ona nie wykazywała najmniejszej chęci do żadnej rozmowy nim. Opatrzyła go w zupełnym milczenie i gdy skończyła, wstała i powiedziała:
— Połóż i odpocznij — powiedziała bardzo surowym głosem — Pójdę po kilka rzeczy dla ciebie — dodała i nie czekając na odpowiedź od niego, po prostu wróciła do łazienki.
To mogło być nieco ironiczne i może w jakiś sposób było, że to ona jego była narzeczona, teraz musi go teraz ratować przed szaleństwem obecnej żony, tak jest to dość abstrakcyjne, ale co mogła na to poradzić. Nie zamierzała się wplątywać w takie bagno, jednak zrobiła to i zaczęła tego szczerze żałować.
Początkowo ten wyjazd ją cieszył, bo myślała, że odpocznie od własnych problemów i zmartwień i będzie mogła się wyluzować. Nie miała pojęcia, że dopadną ją zmartwienia jej byłego faceta oraz córki jej rywalki. Czuła się coraz gorzej zmęczona niż gdy wylatywała z zespołem do Wielkiej Brytanii.
Wyrzuciła zużyte i zakrwawione gazy i skryła apteczkę i z cichym westchnieniem, opadła dłońmi na umywalkę i spojrzała na swoje odbicie w lusterku i popatrzyła na siebie z niesmakiem.
Jedna myśl zaczęła ją dręczyć, która była mocno uciążliwa i męcząca.
Miałaś mu nie pomagać!
Dobiegł ją natrętny głosik w głowie. Owszem miała tego nie robić, jednak nie mogła przejść obojętnie. Mogłaby go wyrzucić na bruk i niech ktoś inny się martwi o to, jednak wtedy wyrzuty sumienia nie dałyby jej spokoju i to było najgorsze. Nie potrafiła przejść obok, gdy ktoś był krzywdzony szczególnie w takich związkach. Perspektywa i doświadczenia, jakie zebrała w związku, z Clarkiem sprawiły, że teraz nie mogła być obojętna gdy widziała, że ktoś musi żyć w podobnej zobowiązującej relacji, która sprawia, że ofiara przywiązuje się do oprawcy, bo jest tak mocno przez nią zmanipulowana.
Mogła Mike prosić czy błagać by zostawił swoją żonę, jednak właśnie mogła tylko tyle zrobić, bo nawet jeśli ona będzie pragnęła, by się, z tego wyrwać to jednak wciąż powraca do niej i daje jej przyzwolenie na dalsze traktowanie się w ten sposób. To była psychologiczna pułapka, w którą wpadają takie osoby i mimo że mogła wczuć się w jego sytuacje, to nie może za wiele zrobić poza pomocą, jaką mu obecnie udziela i próbami nakłonienia go do odejścia od niej, to on musi podjąć ten ważny dla siebie krok, by odejść od żony, która go prześladuje i niszczy nie tylko pod względem fizycznym, ale chyba gorszym odczuciem jest to, że w takiej toksycznej relacji zupełnie pada psychika, bo stajesz się, zależy od woli prześladowcy.
Teraz gdy spoglądała na to z perspektywy czasu i terapii, którą przeszła. Widziała własne błędy, dostrzegała to co widział Anthony gdy próbował ją odwieść od w związku z Clarkiem. Ona potrzebowała lat, by dojść do obecnego punktu, w jakim żyła ze zrozumieniem swojej sytuacji.
I mimo wszystko jak bardzo nie była zła na niego to właśnie, przed tym chciała go uchronić. Wiedziała, jak bardzo trudno jest dojść do siebie po takich przeżyciach i mimo że przeżył ogromnie ich pierwsze nieudane małżeństwo, to tam ograniczyło się to utraty dziecka oraz jej zdrad teraz co najgorsze weszła przemoc wobec niego, co jest naprawdę trudnym i ciężkim doświadczeniem.
Mogła, by wiele na ten temat mówić, bo wiele zrozumiała, mogła kogoś próbować ostrzec przed niechybną zgubą w tym przypadku przed kontynuowaniem dość niebezpiecznej relacji, ale to ofiara musi się z tego wyrwać.
Wróciła po dość dłuższej chwili przemyśleć do sypialni i odruchowo spojrzała w bok, by popatrzeć na Michaela, który położył się jakoś na krawędzi materaca i zasnął. Nie zamierzała go budzić, po cicho wyszła z sypialni i bez słowa podeszła do drzwi obok.
Przez moment tylko poczuła strach, jednak szybko zastąpiła go pewność siebie. Tak liczyła się, z tym że może wpaść na Taylor to oczywiste, ale musiała zabrać rzeczy Mike’a. Nacisnęła na klamkę i o dziwo była one otwarte. Powoli pchnęła je do przodu i z ostrożnością zaczęła wchodzić do środka.
Rozejrzała się wokół, obawiając się wpaść na tę wariatkę jednak gdy tylko weszła, głębiej zobaczyła ją, ale że śpi na łóżku, wyglądała, jakby była pijana. Po cichu zgarnęła torbę Mike i wyszła, stamtąd starając się nie dać znać, że tutaj jest. Owszem wiedziała, że się włamuje, ale robiła to w dobrej wierze.
Wycofała się powoli z ich sypialni i zamknęła ostrożnie za sobą drzwi i wróciła do siebie. Położyła na podłodze tuż obok walizki Summer jego torbę i podeszła ostrożnie po swój telefon, który zostawiła na półce i cichym krokiem weszła na balkon, który na szczęście nie był już oświetlony. Wyszła na zewnątrz, zostawiając śpiącego muzyka wewnątrz i usiadła na krześle, który tam był i popatrzyła naekran powiadomień, gdzie ujrzała wiadomość od brata.
Odczytała ją i wkrótce odpisała, prędko mówiąc, że na razie nie może przyjść na basen, by po chwili wybrać numer do ukochanego. Miała nadzieje, że będzie w stanie odebrać. Liczyła się, z tym że mógł być na jakimś spotkaniu, jednak potrzebowała z nim pogadać i mimo że nie zamierzała mu nic zdradzać o tym co się dzieje w jej życiu obecnie, chciała pogadać z nim i zapomnieć o tych zmartwieniach.
Przyłożyła telefon do ucha i czekała, aż odbierze. Na szczęście po drugim sygnale w słuchawce rozbrzmiał jego uradowany głos:
— Ktoś tu do mnie dzwoni — odezwał się przyjaznym głosem — Witam śliczna Señorita — powitał ją z radością, którą nie potrafiła i ona pohamować.
— Witam Señor, może ma pan czas dla swojej kochanej żony? — zagadnęła go.
Nie miała obaw tak do niego mówić z dwóch bardzo ważnych względów po pierwsze Mike spał, a gdyby nawet jeśli się przebudził, nie znał, zupełnie hiszpańskiego, którym się komunikowała wraz z mężem, dlatego była przekonana o tym, że nawet nie domyśli się, co mówi prócz oczywiście jakiś, wzrostu grzecznościowego. Nie znał języka, co niezmiernie ją pocieszało w tej chwili.
— Akurat skończyłem spotkanie, trafiłaś idealnie w dwudziestominutową lukę między kolejną konferencją — powiedział szczerze.
— Widzę Señor, że masz niezwykle napięte plan — powiedziała, pamiętając o ich zaledwie wczorajszym spotkaniu.
— No nie da się ukryć, że tak Bella — przyznał szczerze — Jesteśmy na ostatnim półmetku podpisywania ważnej umowy z dość dużym klientem i wymaga to od nas sporo czasu — powiedział z westchnieniem — Nie ukrywam, że mimo pracy zdalnej z Ameryki i tak czekało mnie tutaj sporo do załatwiania, jednak większość jest już na ukończeniu. Teraz dogadujemy umowę, a po podpisaniu będziemy mieć nieco swobody, a ja wrócę co ciebie do kraju.
— Przyznaj, ale tak szczerze — odezwała się, opierając się o fotel i spoglądając na widok tyłu hotelu przed sobą — Jest to dla ciebie uciążliwe, że mieszkałeś w Stanach, a nie w San Sebastian.
Nie odpowiedział jej od razu, jednak mogła domyśleć się, że się nad tym zastanawia. Słyszała jego oddech po drugiej stronie, nim ponownie się odezwał, mówiąc:
— Powiem ci tak Julio, tak mam sporo pracy, nie będę to przed tobą zatajał, jednak jest plus, że mogę z tobą mieszkać w Ameryce, bo tak naprawdę mogę poznać rynek tutaj i zrobić dogłębne poszukiwania czy zastanowić się, czy ma sens otwieranie tam filii naszej firmy i czy mielibyśmy szansę na rynku amerykański, który jest dość spory. Wiesz, należy kłóć, zelżało, póki gorące, te miesiące pozwoliły mi się rozejrzeć i zorientować i muszę przyznać, że mamy dość sporą szansę na przebicie się u was, bo widzę. Rozmawiałem na ten temat z Paulem i będziemy myśleli, by otworzyć tam filie firmy. Mimo że celowaliśmy początkowo w rynek raczej europejski to jednak czemu mamy nie wykorzystać takiej możliwości a gdyby nam się udało to ja bym siedział w Ameryce i tam zajmował się firmą, mogąc być przy tobie, a firmą w Hiszpanii zajął się Paul, ale to były zaledwie początkowe dyskusje do jakiegoś podjęcia decyzji daleka droga.
— Czyli nie żałujesz?
— Jedyne co mi brakowało to jednak rodziny — powiedział szczerze — Ale moi rodzice cię pozdrawiają i kazali cię mi uściskać i już pytają kiedy do nich przejdziesz. Polubili cię — stwierdził.
— Naprawdę miło mi to słyszeć.
— Prawdę mówiąc jesteś pierwszą moją poważną dziewczyna — odezwał się, a ona lekko się uśmiechnęła — Zapewniam Bella nic nie wiedzą o naszym ślubie, tak jak ustaliliśmy powiemy im to razem.
Rozmawiali tak jeszcze długą chwilę, mogąc nacieszyć się swoją obecnością.
No comments:
Post a Comment